Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Lyokoheros

Piaskownica [PL][Oneshot][Slice of life]

Recommended Posts

vlrc-1477674644-342249-medium

Czyli kolejne tłumaczenie od Królewskich Archiwów Canterlotu, jako część przedświątecznej porcji tłumaczeń, kolejne już jutro!

 

W czasie, który planowała poświęcić na spokojną naukę na świeżym powietrzu, Sunset Shimmer pada ofiarą straszliwej intrygi, uknutej przez samą księżniczkę Cadance…

Teraz, zamiast się uczyć, będzie musiała się opiekować małym, ciekawskim, fioletowym jednorożcem…

Spoiler

I to ona zasieje w jego głowie strach przed powrotem do magicznego przedszkola

 

A tak ciut bardziej na poważnie, to opowiadanie to daje idealne wyjaśnienie tego, czemu Twilight na początku serialu była taka, jaka była...

 

Oryginalny opis:

“Sunset Shimmer usiłuje się skupić na nauce, ale zostaje wplątana w opiekę nad irytującą małą klaczką, która nie da jej się w spokoju uczyć.”

 

Nie widzisz, że jestem zajęta?

kopia na AO3

 

oryginał: Sandbox: Can’t You See I’m Busy?

autor: Summer Dancer

tłumaczenie: Lyokoheros

korekta: WierzbaGames, Cinram, Midday Shine

prereading: Night Sky

grafika tytułowa: Novel-Idea

Edited by Lyokoheros
  • Upvote 6

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Lyokoheros nie ma dostępu do dokumentu na Docsach.

 

A co do tekstu - sam miałem chętkę na przetłumaczenie go, ale mnie ubiegłeś... Lyokoheros, na następnych zawodach cię pokonam ;) Opowiadanie to kawał dobrego SoL-a, który zręcznie tłumaczy pewne rzeczy znane nam z serialu. 

 

Tłumaczenie jest dobrej jakości, sam może bym parę rzeczy inaczej przetłumaczył, ale już tak mam. 

 

Ocena: 9/10 :NjdaT:

 

Pozdrawiam i czekam na kolejne tłumaczenia

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cóż, kwestia dostępu już poprawiona, faktycznie zapomniałem zmienić ustawienia udostępniania... 

 

W każdym razie cieszę się, że się podoba. A czy na nastęnych zawodach mnie pokonasz... może tak, może nie nawet jeszcze nie wiem czego będą dotyczyły...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gdybym opiekowała się dzieckiem, to pewnie zachowywałabym się identycznie jak ta Sunsetka :badass: 

Całkiem przyjemne, zabawne i bardzo życiowe opowiadanie. Aprobuję poglądy Sunset. A tłumaczenie dobre. Polecam.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Opowiadanie jest bardzo dobre, mimo braku tagu comedy zabawne i w ciekawy sposób łączy się z serialem, spodobała mi się też kreacja Sunset.

Tłumaczenie naprawdę udane, zostawiłam parę uwag, ale to raczej drobiazgi. A, i przydałoby się wyjustować.

Polecam.

Share this post


Link to post
Share on other sites

I lektura za mną.

 

Jeśli chodzi o formę, to moim zdaniem, jest bez żadnych zastrzeżeń. Nie zauważyłem ani jednej literówki, czy błędu. Samo tłumaczenie też zdaje sie być na wysokim poziomie. Wprawdzie nie czytałem oryginału, ale w samym tekście nie było żadnej, dziwnej konstrukcji, która poddawałaby w wątpliwość jakość przekładu. Słowem, tekst nie brzmi jak tłumaczenie, tylko jak normalny tekst po polsku. Brawo.

 

Co zaś się tyczy treści, to zacznę od bohaterów.  

 

Bardzo dobrze wypadają  Sunset i Twilight, oraz relacje miedzy tą dwójką. Mała klaczka jest ciekawska, irytująca i wycofana społecznie. Trochę jak ta, znana nam z serialu. W pierwszych odcinkach ma problemy z budową relacji i częściowo nawet nie chce się w to angażować (czyżby wpływ Sunset?), a poza tym olewa imprezę u Moondancer by się uczyć. Tylko tu, Twi jest jeszcze dzieckiem i dochodzi dobrze, jak dla mnie, opisany sposób myślenia i działania dziecka. Nawet jej wypowiedzi brzmią dziecięco. 

Z kolei Sunset jest molem książkowym, który nie chce się angażować, bo uważa, że przyjaciele to strata czasu, który można poświecić na samodoskonalenie, oraz ogranicznik, który nie pozwoli osiągnąć pełni swej mocy. Teoretycznie serial pokazał, że to podejście nie jest poprawne (ale to serial), ale autor tego dzieła powstrzymał się od faworyzowania jakiegokolwiek podejścia do przyjaźni (i dobrze). Tak czy inaczej, Sunset też jest tu dobrze zbudowana i przyjemnie się czyta o jej poglądach, czy powodach, dla których zgadza się zaopiekować małą Twilight. 

Spoiler

Jak Cadance będzie szczęśliwa, to ona zyska w oczach Ceśki.

A jak przy postaciach jesteśmy, to jeszcze słówko O Cadance, która pojawia się tylko na początku, gdy prosi Sunset o przysługę, bo musi za potrzebą 

Spoiler

Która pewnie nazywa się Shining, albo mizianie z Shiningiem.

 

Swoją drogą, przeczytałbym fik oparty o budowanie relacji między Cadance i Shiningiem, z jednoczesnym unikaniem tego tematu podczas opieki nad małą Twilight. 

oraz na końcu, gdy wraca po dłuższej nieobecności.

Spoiler
Cytat

Myślisz, że poszła na to drugie?

Tak, na Shininga.

Ciężko o niej powiedzieć coś, poza tym, ze jest i jest uprzejma, oraz miła. Więcej raczej o niej można powiedzieć, na podstawie zachowania Twilight i jej poglądów. Jak chociażby to, że Cadance nakłania małą do szukania przyjaciół. Zgodnie z wizją Celestii i pasujące do opiekunki, jaka półsłówkami wykreował serial i podchwycił fandom.

 

Jeśli chodzi o fabułę, to jest ona prosta. Cadance prosi Sunset o pomoc, ta się w końcu zgadza, licząc, że coś na tym ugra, a robota będzie szybka i prosta. Oczywiście okazuje się, że nie jest. Najpierw mała klaczka jest zdecydowanie irytująca i namolna dla Sunset. Ale to przez to, że zachowuje się jak normalne dziecko, w obecności starszego, nowopoznanego ,,kolegi". Zapewne nastolatka. Takiego, który jest większy, silniejszy, mądrzejszy i zna dużo odpowiedzi na pytania. Może też na takie, na które rodzice nie odpowiadają

Spoiler

Czemu marchewka jest z groszkiem? Skąd się biorą źrebaki? Dlaczego Celestia wznosi słońce na wschodzie, a opuszcza na zachodzie?

Następnie, chcąc się pozbyć małej, Sunset musi zademonstrować Twilight swoje podejście do rozwiazywania problemów z dzieciakami, które dokuczają małej Iskierce. Zamiana dzieciaków w prosiaczki, choć urocza i zabawna, jest szokiem dla małej Twi, która uważa takie coś za złe i nawet wstawia sie za dręczycielami. To bardzo dobrze pokazuje też różnicę w poglądach obu klaczy. Tą samą, którą widzimy w pierwszym filmie. 

I przedostatnia scena na huśtawce, kiedy Sunset mówi, co myśli o przyjaźni. Jak dla mnie najważniejsza i świetnie dopełniająca fik. Odniosłem też wrażenie, że, choć Sunset się do tego nie przyzna, to pojawiła się pewna wieź miedzy nią, a małą Twilight. Nikła i delikatna, ale gdyby dać jej szansę się ukorzenić, mogłyby jednak zostać w pewnym sensie koleżankami. Może nie przyjaciółkami w rozumieniu serialu, ale koleżankami, które mogą się wspólnie uczyć i rywalizować ze sobą w dziedzinie magii. Czytałbym. Poza tym, Sunset mogłaby mieć wtedy duży wpływ na psychikę Twilight.

Ostatnia scena, gdy Cadance wraca i Sunset odchodzi, doskonale podsumowuje to dzieło. Ponadto, odniosłem po niej wrażenie, że Twilight otrzymała tu niezwykle cenną lekcję, z której mała częściowo zdaje sobie sprawę. 

Czyniąc długą historię krótką, fabuła jest prosta, ale od początku do końca dobrze napisana. Zdecydowanie mocna strona fika.

 

Podsumowując, to przyjemny i dobrze przetłumaczony SoL, który, przy okazji, współgra z trylogią Sunsetkowa (i tamtą wizją Sunset), oraz z pewnie wieloma innymi fikami. Całość moze nie jest wybitna, ale to napewno miła i odprężajaca lektura, składajaca się z samych, dobrze zrealizowanych elementów. 

Polecam, jako przyjemne odprężenie. Nie tylko fanom Sunset. 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zanim przejdę do oceny opowiadania oraz polskiego przekładu, podzielę się pewną wątpliwością, może ktoś udzieli mi kilku wyjaśnień, a ja się dokształcę. Mianowicie, nie widzę nigdzie tagu [Alternate Universe], stąd zapytam – czy spotkanie Sunset Shimmer w wieku najwyraźniej zbliżonym do wieku Twilight, gdy poznajemy ją po raz pierwszy w serialu (ewentualnie troszkę młodszej) z małą Twilight, świeżo po magicznym przedszkolu (a gdy jeszcze opiekowała się nią Cadance), jest w ogóle możliwe chronologicznie?

 

Tzn. między światami jest jakaś dylatacja czasu, ale czy to wygląda tak, że teraz Sunset spotyka małą Twilight, potem strzela focha i ucieka do ludzkiego świata, w międzyczasie Twilight zdobywa znaczek i zostaje pełnoprawną uczennicą/ podopieczną Celestii, w świecie ludzkim mija 4-5 lat, u kucy jakieś 12-15, portal się otwiera i one znowu się spotykają? W kucykowych formach powinny być wówczas zbliżone wiekiem... Ale zaraz, to Twilight po przejściu przez portal chyba powinna być deko młodsza, niż była już Sunset, jako człowiek... No i jak się to ma do tych trzydziestu księżyców? :aj:

 

Nie, serio, jestem w stanie zapamiętać wszystkie szczepy wirusa T, co one robią, jakie z tego Tyranty powstają i w których Residentach występują, co potrafią, tu tego, ale zależności między światem ludzi i kucy dalej mnie nurtują i chciałbym wiedzieć. W ogóle, jeżeli ktoś się lepiej orientuje w fanfikcji angielskiej, czy to jest tak, że dla ogółu jest to banalne, tylko ja jestem tumanem, czy jest tak, że np. istnieje kilku nurtów/ interpretacji, na których operują różne opowiadania i to po prostu zależy jak kto woli?

 

W sumie, teraz tak się zastanawiam, czemu, w Equestrii, nikt tego portalu nie pilnował? Skoro on się i tak sam otwiera raz na jakiś czas, przecież w trakcie mogli niechcący przez niego przejść przypadkowi ludzie i trafić do świata kucyków. Np. jacyś Polacy. Nikt o tym nie pomyślał?

 

No, ale pora uciąć moje spekulacje oraz problemy z tym, co dla Państwa zapewne wydaje się oczywiste i przejść do fanfika. Generalnie, tekst okazał się kolejnym miłym i przeklimatycznym przerywnikiem, który pod kątem urozmaicenia treści, relacji dialogi-opisy oraz ogólnego polotu przypominał mi coś pomiędzy „Najcieplejszą gwiazdą zimy”, a „Sunset serwuje Sushi”. Tym razem jest to historia czysto kucykowa, toteż nawet antyfani „Equestria Girls” mogą po nią sięgnąć, chociaż to główna bohaterka rzeczonego spin-offu właśnie odgrywa tu pierwsze skrzypce.

 

O ile dobrze kombinuję, opowiadanie bez problemu da się wpisać w chronologię i w tym sensie można je rozpatrywać jako swego rodzaju prequel (acz trzeba zignorować to, że po latach Twilight najwyraźniej nie pamięta Sunset Shimmer, co jest trochę dziwne, w końcu nie każdy tak prosto z mostu przemienia młodocianych prześladowców w parę świnek), który na swój skromny sposób wyjaśnia, a skąd Twilight była taka sceptyczna co do idei przyjaźni (jak sama była uprzejma stwierdzić, wszystkie kucyki w Ponyville są „stuknięte” :rdblink:), no i ogólnie, daje przesłanki ku temu, by sądzić, że Sunset domyślnie była dosyć wredna, aczkolwiek może do tego prequela są oddzielne (pewnie "nieoficjalne" do "Piaskownicy") prequele i generalnie autorzy trzymają się myśli, że spotkało ją coś, przez co wolała się zdystansować... Nie wiem, możliwe.

 

W gruncie rzeczy, treść idzie sobie wyobrazić jak autentyczny short, czy bonusową scenę/ retrospekcję, ale to nie pierwszy raz, gdy podjęte przez Królewskie Archiwa Canterlotu opowiadanie posiada taką oto właściwość, powiedziałbym, że na tym etapie należy to uznać za pewien standard, no i wskazówkę, gdzie szukać serialowych klimatów, gdy najdzie ochota. Oprócz zdystansowanej, raczej twardo stąpającej po ziemi, skoncentrowanej na sobie Sunset oraz małej, ciekawskiej, ale i niepewnej siebie Twilight, przewinie się także postać Cadance, oczywiście odpowiednio młodszej, wyglądającej dokładnie tak, jak z retrospekcji z „Canterlot Wedding”. Zważywszy na to, że źrebięce lata Twilight na tym etapie przewinęły się niejednokrotnie, a za relatywnie niedługo mieliśmy po raz pierwszy poznać Sunset Shimmer, dzięki tym elementom opowiadanie zyskuje dużo starszego klimatu, w ogóle, brzmi dosyć klasycznie. W połączeniu z satysfakcjonującą jakością wykonania oraz wysokim poziomem przekładu, uzyskujemy naprawdę dobre, klimatyczne opowiadanie, któremu – znowu – niczego nie brakuje, a które wnosi swoje do kanonu i stara się rozszerzyć wątek Sunset Shimmer, zanim ta doszła do wniosku, że już wystarczająco długo czekała na swoją szansę i że pora wziąć sprawy we własne kopyta, zamiast oglądać się na Celestię.

 

Wiadomo, zachowanie Cadance budzi oczywiste skojarzenia, być może gdzieś za krzakami czai się starszy brat Twily, ale to relacje małej z Sunset stanowią główny specjał opowiadania. Powiedziałbym nawet, że ta druga wypada bardziej jak poukładana, doświadczona starsza siostra, której podrzucono młodszą, irytującą siostrzyczkę, której w sumie przydałoby się dowiedzieć czegoś o życiu. Wiadomo, w kontekście serialu oraz jego przesłania, postawa Sunset wydaje się toksyczna i w tym sensie całe szczęście, że nie zdołała wpłynąć na Twilight aż tak, ale w kontekście naszego, współczesnego ludzkiego świata, trudno odmówić jej racji, w aż tak złym kierunku to wszystko poszło. Z drugiej strony, chociaż to z Cadance oraz starszym bratem mała Twilight ma najwięcej doświadczenia, jestem sobie w stanie wyobrazić, że ta chłodna, ogarnięta Sunset, która rozprawia się z dzieciarnią jednym zaklęciem, uprzednio uświadamiając Twilight, że to państwowa piaskownica, mogłaby w krótkim czasie urosnąć do rangi „mentorki” albo stać się jej idolką – postacią bezkompromisową, silną, skupioną na swoich celach i nie obawiającą się powziąć zdecydowanych kroków, by pozbyć się przeszkód, a już na pewno imponującą Twilight innym podejściem. Dlatego też uważam, że relacje tej dwójki w fanfiku wyszły nie tylko naturalnie, ale całkiem angażująco dla czytelnika, co z kolei skłania do myślenia. A kreacja Sunset Shimmer jest spośród wszystkich dostępnych zdecydowanie najlepsza, najbarwniejsza, również poprzez kontrast do Cadance, która zdecydowanie wypada za słodko, za przyjacielsko, w porównaniu z Sunset. Bardzo przemyślane kreacje, czegoś takiego można tylko gratulować :D

 

Z moich ulubionych scenek natomiast, zdecydowanie początek, gdy Cadance zwraca się do Sunset oraz scena na huśtawce – oszczędnie, ale i rewelacyjnie opisane, no i są to te momenty, w których charaktery postaci absolutnie lśnią, aż się słyszy w głowie znajome głosy. Natomiast zakończenie... udało się, tym razem nie będę się czepiać. Jest w sam raz. Ciąg dalszy w serialu, nic dodać, nic ująć ;)

 

Przyglądając się formie, jaką prezentuje przygotowana przez Królewskie Archiwa Canterlotu polska wersja, po raz kolejny można przekonać się o wysokiej jakości tłumaczenia oraz dokładności, z jaką tekst zapewne był sprawdzany pod kątem stylistyki oraz brzmienia. Jednakże nie byłbym sobą, gdybym nie dorzucił czegoś od siebie, chociaż mam wrażenie, że z tekstu na tekst (sam sobie ustaliłem kolejność czytania) tego typu rzeczy jest coraz mniej.

 

Podstawowa kwestia, która przewija się nie jednorazowo, acz przez całe opowiadanie, od początku do końca. Cadance, nie Cadence! Dwa „a” i jedno „e”, nie odwrotnie! :facehoof: I ramiona, wszędzie ramiona!

 

A teraz cytat:

 

Cytat

„Była istnym aniołkiem, to była przyjemność.”

 

Powtórzenie. Może lepiej: „Istny aniołek, to była przyjemność.”?

 

W końcu Twilight ciągle żyje, nic się jej nie stało, więc nadal jest aniołkiem. Skąd ten czas przeszły (pewnie z oryginału, wiem)? No, chyba, że Sunset jest tak święcie przekonana, że swoją mową odmieniła Twilight tak bardzo, że niebawem różki jej wyrosną, ale może jestem względem jej zbyt podejrzliwy ;)

 

Podsumowując, kolejny bardzo klimatyczny kawałek tekstu, przełożony na ojczysty język niemalże bez żadnych zarzutów, brzmiący doskonale i też tak się go czyta. Zachwycają kreacje postaci, ale przede wszystkim relacje między nimi, chociaż istną wisienką na torcie jest tutaj Sunset Shimmer. Dodatkowo, opowiadanie sprawdza się nie tylko jako odrębny tytuł, ale także prequel. Mimo niewielkich gabarytów, tekst wbrew pozorom wnosi do kanonu całkiem sporo, nie tylko poprzez wątek przyjaźni, ale także różne niuanse, które stanowią paliwo do własnych spekulacji. Kilka wyróżniających się, naprawdę ładnych scenek, a do tego satysfakcjonująca konkluzja, wszystko naraz skutkuje wrażeniem autentycznego kawałka animacji, która z dużą dozą prawdopodobieństwa mogłaby ukazać się jako dodatek do jakiegoś wydania DVD, coś, co należy włączyć w kanon. Jak najbardziej polecam, nie tylko fanom Sunset Shimmer :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
48 minut temu, Hoffman napisał:

Zanim przejdę do oceny opowiadania oraz polskiego przekładu, podzielę się pewną wątpliwością, może ktoś udzieli mi kilku wyjaśnień, a ja się dokształcę. Mianowicie, nie widzę nigdzie tagu [Alternate Universe], stąd zapytam – czy spotkanie Sunset Shimmer w wieku najwyraźniej zbliżonym do wieku Twilight, gdy poznajemy ją po raz pierwszy w serialu (ewentualnie troszkę młodszej) z małą Twilight, świeżo po magicznym przedszkolu (a gdy jeszcze opiekowała się nią Cadance), jest w ogóle możliwe chronologicznie?

Skomplikowane pytanie, biorąc pod uwagę jak bardzo serial nie trzyma się logiki. Zacznijmy od tego, czym jest 30 księżyców? (czyli tyle ile mija między otwarciami lustra). Czy jest to 30x pełnia, czyli 2,5 roku ( Sunset trafia powiedzmy na początku liceum i pod koniec robi sieczkę)? Można by tak powiedzieć, gdyby nie kolejne 2 części filmu (między 1 i 2 musiałoby minąć 2,5 roku, czyli dziewczyny by dawno skończyły liceum).

Bardziej prawdopodobne, że jest to 30 wschodów księżyca, czyli miesiąc. W związku z tym, raz na miesiąc można sobie polecieć na 2-3 dni do innego świata, zanim portal sie zamknie. 

Spoiler

Aczkolwiek jeśli to prawda, to piwnice Celestii pełne by były pustych puszek, niesionych wiatrem śmieci, drobniaków, zawianych gości wracających z imprezy, smoków i... (czegoś w co by się zmieniły koty) i sama Celestia wie co jeszcze. 

Ale dalej 30 dni brzmi zadowalająco dla dalszych rozważań. 

Idąc dalej, Twilight poszła do Ceśki młodo, właśnie jak jej wyskoczył znaczek i zaraz po tym, jak Sunset zwiała. Skoro chodzą do jednej szkoły na Ziemi, to raczej nie ma między nimi więcej niż 2 lata różnicy. O ile zakładamy, że czas w obu miejscach płynie tak samo, a nic nie wskazuje by miało być inaczej.

Spoiler

Gdyby były drastyczne różnice w szybkości mijania czasu, to musiałoby oznaczać, że na ziemi płynie on szybciej niż na koniolandii. Wiec zapewne ktoś by zwrócił na to uwagę pod koniec pierwszej części. Nie mówiąc o tym, że w takiej sytuacji, albo Twilight nie zdążyłaby tak urosnąć (obstawiam około 10 lat nauki przed 1 sezonem), albo Sunset musiałaby być chyba po czterdziestce (i mogłaby być dyrektorką szkoły). 

Poza tym, ktoś by zauważył, że Twilight nie było 5 minut

Tak czy inaczej, przy założeniu 2 lat różnicy (maksymalnie, a moim zdaniem mniej), Sunset musiałaby uciec w wieku około 9-10 lat. I taka klaczka (która już ma znaczek), jak najbardziej mogłaby zerknąć na małą Twilight. Poza tym, skoro są w zbliżonym wieku (2-3 lata różnicy, tak na wyczucie), to, czysto teoretycznie, mają wspólne zainteresowania i mogłyby sie razem bawić. Aczkolwiek, jest bardzo wąski wycinek czasu na koniolandii, w którym takie coś można by uzyskać. 

Niestety ta teoria może się posypać, jeśli spojrzymy, że CMC są w tej samej szkole. Co by z kolei oznaczało, że na ziemi różnica między Applejack a Applebloom to maks 3 lata. Zaś w serialu wygląda to raczej na 8-10 lat. Kolejną dziurą jest fakt, ze Rarity i Cheerlie chodziły razem do szkoły w Ponyville, a na ziemi Cheerlie ejst nauczycielką, a Rarity jeszcze uczennicą (a wątpię by Rarcia oblała ze 2-3 razy). 

Spoiler

no a w ogóle można by powiedzieć, że Celestia i Luna były dyrektorkami jeszcze w szkole Sokratesa, czy innego Platona. 

Moim zdaniem, chronologicznie, wydarzenia z fika są prawdopodobne, choć w niewielkim stopniu. Tag alternative universe by nie zaszkodził, ale moim zdaniem, nie jest jeszcze obowiązkowy, biorąc pod uwagę ilość dziur w uniwersum. Ale to tylko moje zdanie, bazujące na teorii naciąganej jak gumka w majtach Celestii

 

  • Upvote 1
  • Downvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

No niezły fik, który pokazuje, że dorośli… to debile. Jedynie mała Twilight jest rozsądną postacią w tym opowiadaniu. 

 

SPOJLERY

 

Co by nie mówić, był to naprawdę ciekawy fik. Interakcje pomiędzy Sunset oraz Twilight były naprawdę absorbujące. Kreacje postaci bardzo mi się spodobały, a to zawsze wielki plus. Sama historia nie jest zbyt skomplikowana, lecz czyta się ją lekko i przyjemnie. Suwak po prawej stronie ekranu zjeżdżał naprawdę szybko i zanim się zorientowałem, to był już koniec. Jest to jeden z tych fików, po których czuję niedosyt z tego względu, że chciałbym więcej. No ale lepsze jest już to niż przesyt innym, kolosalnymi historia, dla których tracę tylko czas.

 

Fabuła opowiada o Sunset, która uczy się do ważnego sprawdzianu w szkole magii. Postanowiła wyjść na zewnątrz i przysiąść na ławeczce w parku, aby przestudiować jeden z podręczników. Niestety dla naszej ognistogrzywej, naukę przerywa wtargnięcie Cadance. Otóż opiekuje się ona małą Twi, lecz… ma do załatwienia pewne sprawy. Świetnie, księżniczko Miłości, zostaw to dziecko w kopytach nieznajomej. Ja wiem, że Sunset jest uczennicą Celestii, więc no, jakiś kredyt zaufania powinien się z tym wiązać, jednak nie jest to wystarczający powód do tego, aby jej ufać. No i jak się później okazało, rzeczywiście nie powinno się ufać tej klaczy, gdyż lata później dosłownie zamieniła się w demona i dokonała kradzieży jednego z najważniejszych artefaktów w Equestrii. Cadance zna Sunset tylko z widzenia, wie, że uczy się w szkole dla jednorożców (tak jak wiele innych kucyków, tak tylko dodam), jednak nie wie nawet tego, że Sun-Sun jest ulubienicą Pani Dnia. Czyli tak naprawdę nic o niej nie wie, a jednak postanowiła, że dobrym pomysłem będzie zostawienie dziecka z tą osobniczką, by zaraz później, jak mniemam, pójść z Shiningiem na stronę… Serio? Naprawdę nie możecie spotkać się w nocy albo umówić na inny dzień? Jestem pewien, że to o to chodziło, a nie o “toaletę”, no błagam…  Ten pomysł jest tym gorszy, gdyż Sunset dosyć wyraźnie daje do zrozumienia, że nie ma ochoty opiekować się żadnym gówniarzem. Nie powiedziała tego wprost, no ale trzeba być naprawdę ślepym, żeby nie zrozumieć dość konkretnej aluzji, więc… Księżniczka jest albo głupia, albo ma gdzieś to, że inni mają swoje sprawy. To tylko pokazuje, jak beznadziejną opiekunką jest księżniczka Miłości. Ale bez tego nie byłoby dalszej części fika… 

 

Sunset jednak się zgadza. Nie dlatego, że chce pomóc, po prostu chce zaplusować w oczach wpływowego kuca. No i to jest biznes. Tak więc po paru, niezręcznych dialogach, Cadance idzie w pierony i zostawia smarkacza pod opieką pupilki Celestii. Co nie powinno mieć miejsca, jeszcze raz wspomnę. Gdy klacze są już same, Twi oznajmia, że bardzo chciałaby móc poczytać podręcznik wraz ze starszą “koleżanką”. Sunset nie jest temu przychylna i co chwilę spławia Twilight, mówiąc, że nikt ani nic nie może jej w tym momencie rozpraszać. Opowiada jej również o tym, co się dzieje z jednorożcami, które oblały egzaminy. Otóż… cofają się do poprzedniej klasy.

 

“– Przenoszą cię do niższej klasy. A jeśli wciąż będziesz oblewać testy… zostaniesz odesłana z powrotem do magicznego przedszkola.”

 

Mógłbym to potraktować jako zwykłe bredzenie i próbę zastraszenia klaczki, lecz… sama Twilight wspomina o tym bodajże w trzecim odcinku sezonu drugiego (Lekcja Zerowa), więc to chyba nie jest żaden wymysł. Raczej wątpię, żeby dwa różne kuce ściemniały w dokładnie ten sam sposób .Ewentualnie Twilight tłajlajtowała w tamtym odcinku a Sunset, jak wspominałem, chciała nastraszyć dzieciaka, jednak uznam tym razem, że to jednak prawda z tym przedszkolem, a co! Tak więc ten system edukacji nie ma sensu. Jak rozumiem, jeśli ktoś obleje egzaminy do, dajmy na to, piątej klasy, to cofają go do czwartej? Tak? No raczej, ponieważ wspominają o całkowitym cofnięciu kogoś do pierdzielonego przedszkola. A nie powinno to działać tak, że jak się nie zda, to po prostu powtarza się niezdany rok, a lepiej konkretne przedmioty, tak jak to jest na KAŻDEJ, NORMALNEJ UCZELNI? Niby czemu student musi powtarzać rok, który już zdał? A cofnięcie kogoś do magicznego przedszkola to już kompletne przekreślenie kariery takiego adepta magii. Kiedy on skończy edukację i będzie mógł pójść pracować w zawodzie? Jak będzie grubo po trzydziestce? Dajcie spokój… Ale no, wciąż nie uważam, że tak naprawdę jest, bo to zbyt absurdalne, nawet jak na mlp. Po prostu miałem ochotę to skomentować.

 

Tak więc po nastraszeniu dzieciaka przez Sunset, Twilight pyta ją, czy się z nią pobawi. Pomimo tego, że już zna odpowiedź. Ognistogrzywa coś tam burczy pod nosem i każe jej się pobawić samej na placu zabaw. Jednak jest pewien problem. Otóż jakieś źrebaki wygoniły lawendową jednorożec z piaskownicy. I tak… od tego momentu zaczyna dziać się coś bardzo dziwnego z postacią panny Shimmer. Po pierwsze; nagle, bez żadnego konkretnego powodu, zaczyna się interesować tym, że Twilight nie postawiła się łobuzom. Gdyby naprawdę miała ją gdzieś, to po prostu wzruszyłaby kopytami i powiedziała jej, żeby poszła bawić się gdzieś indziej. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że zaraz po zażegnaniu problemu, ponownie ma Twilight w plocie i nie chce jej poświęcać czasu. Ech… skąd się to wzięło? Można się tylko domyślać, ale w tym przypadku to nie nie jest zbyt dobre, bo brakuje w tym wszystkim konsystencji.

Ach, no i jakie rady Sunset ma dla naszego fioletowego smarkacza?

 

“– P-próbowałam wcześniej się bawić w piaskownicy, ale wtedy przyszły jakieś inne dzieci i wykopały mnie stamtąd, gdy Cadence rozmawiała z jakąś mamą.

Sunset spojrzała jej w oczy.

– I tak po prostu im na to pozwoliłaś?

– No, ich było więcej niż mnie – broniła się Twilight. – Wiem, kiedy jestem pokonana.

Sunset zerwała się ze swego miejsca, zaskakując klaczkę.

– A od kiedy to ilość góruje nad jakością?”

 

Jaką jakością Sunset? Co niby miała zrobić Twilight, ta źrebaczka, która jeszcze nie panuje zbyt dobrze nad magią? Zaczełaby pyskować? I naprawdę dzięki wiązankom słownym cokolwiek by ugrała, oprócz kpin ze strony tamtej grupki? Mogłaby się rzucić z kopytami na tamtą dwójkę, lecz czy to naprawdę rozwiązałoby problem? Czy ostatecznie mogłaby skorzystać z piaskownicy i dobrze się bawić? No właśnie nie. To by tylko pogorszyło sprawę. Nie dość, że ma marne szanse na wygraną, to jeszcze narobi sobie wrogów, w walce to jakąś piaskownice.  Matki tych źrebaków z pewnością gdzieś się tam kręcą i opier**lą Twi za to, co zrobiła. Jestem tego pewien. Matki na placach zabaw mogą uderzyć z ryjem nawet, gdy się krzywo spojrzy na jej płoda, pomimo tego, że wokół siebie robi wielkie gówno. Dziadkowie są jeszcze gorsi. Zdarzają się oczywiście rozsądni rodzice, jednak w przypadku bójki no nie byliby zbyt łaskawi. Ja rozumiem, że tutaj Sunset pokazuje, iż nie należy dawać sobą pomiatać, tylko stawiać na swoim, lecz… to nie jest tutaj problemem. Twilight wyraźnie mówi, dlaczego się wycofała. Oszacowała szanse, ryzyko oraz korzyści jak i negatywne skutki podejmowania decyzji. To jest dojrzałe zachowanie, a nie kuźwa rzucanie się jak pies na wszystko i wszystkich, bo coś nas uraziło.Bronienie honoru swojej osoby oraz osób na których nam zależy jest bardzo ważne w życiu, jednak czasem trzeba spuścić z tonu, schować tą swoją żałosną dumę, która niestety nikogo nie obchodzi, do kieszeni i poczekać na lepszą okazję lub poszukać innej drogi, a nie pchać się tam, gdzie szanse na niepowodzenia są wysokie. Ech… 

 

Ostatecznie Sunset pomaga Twilight uporać się z łobuzami. W jaki sposób? Otóż zamienia je w świnie. Wtf? Czy wiesz, panno Shimmer, że za to możesz mieć konsekwencje prawne? No nawet nie mówcie mi, że transmutacja w inne zwierzę i takie upokorzenie jakiś tam dzieci przejdzie bez echa. Gdzie są opiekunowie tych dzieciaków ja się pytam? I czy naprawdę to było konieczne? Te źrebaki poszłyby stamtąd, gdy tylko Sunset się na nie wydarła. Po co to było? Żeby sobie narobić problemów? No Sunset to idiotka. Niby tak jej zależy na dobrej opinii i najlepszych stopniach, a jednak jest w stanie zaryzykować to wszystko dla zwykłego znęcania się nad kilkulakami. No błagam… To było nadużycie magii, ponieważ te źrebaki nie zrobiły niczego AŻ TAK złego, żeby potraktować je transmutacją.

 

“– To złe! – wykrzyknęła Twilight. Podskakiwała w górę i w dół, dysząc ciężko. – Możemy wpaść w tarapaty! Odmień ich z powrotem!”

 

“– Myślę, że można było to zrobić lepiej – powiedziała Twilight z niemrawą miną.

Sunset przewróciła oczami.”

 

No… nie mogę się nie zgodzić z Twilight, która jest bardziej rozsądna od tej starszej klaczy.

 

“– Cóż, problem został rozwiązany i to się liczy. – Westchnęła, rozglądając się po parku. – Teraz po prostu tu zostań i pobaw się, a ja pójdę poczytać swoją książkę, dobra?”

 

A nie możesz się po prostu położyć brzuchem na trawie tak jak Twilight w pierwszym odcinku, gdy czytała legendę o Nightmare Moon? Ale ostatecznie Sunset, mając już dość fioletowego szkraba, postanawia zaciągnąć ją na huśtawkę. Przy tej okazji dowiadujemy się, że tamte dwa źrebaki już wcześniej dokuczały Twilight. Och… wspaniale. Gdy przestaną mieć pietra, a Sunset nie będzie w pobliżu, to mogą zdecydować się na odwet. Ognistogrzywa wypowiada również, w końcu, jakieś mądre zdanie;

 

“– Pracuj ciężko – powiedziała Sunset, delikatnie popychając Twilight. – Ze wszystkich sił staraj się być najlepszą... tak rozkwitniesz. Same… chęci nigdy nie wystarczą.”

 

To pewnie odwołanie do tego głupiego odcinka nawiązującego do “Opowieści Wigilijnej”, gdzie takie wartości jak ciężka praca, dążenie do perfekcji, wytrwałości i służenie ogółowi zostały obśmiane na rzecz… pierdzielonej magii przyjaźni i zabawy. Jasne, przyjaźń, zabawa, odpoczynek są ważne, nawet niezbędne, ale niestety zajmują sporo czasu. Są nawet badania, które pokazują, że w momencie, gdy ktoś zdobywa drugą połówkę, to traci się zazwyczaj jednego przyjaciela. Stosunki międzyludzkie trzeba pielęgnować. Przykro mi, ale czas nie jest z gumy. Jeżeli ktoś chce być najlepszy albo chociażby dobry w czymś, to musi zrezygnować z multum rzeczy, między innymi z wielu okazji do spotkań ze znajomymi. A tymczasem kucyki w knajpie szydzą z tych ideałów, bo lepiej jest się napić cydru i poplotkować niż rzeczywiście robić coś, co przyniesie jakąś wartość, zostawi ślad, może nawet i w historii. Nie spodobał mi się tamten odcinek. No ale ten ficzek daje nam wskazówkę do tego, dlaczego Twilight w późniejszych latach się tak zachowuje. Wciąż nie wyjaśnia to tego, dlaczego Twi nie pamiętała Sunset, lecz… no to fajnie zgrywa się z przyszłością tej postaci.

 

No ale dobra. Cadance wraca i dziękuje ognistogrzywej za opiekę nad dzieckiem. Zabiera ją z powrotem no i tak to się kończy. Jak już mówiłem, że fik mi się podobał. Fajny, lekki, wciągający. Warsztatowo jest super. Historia dla mnie zdecydowanie za krótka. Fajniej by było, gdyby to miało więcej stron, ale i tak jestem zadowolony z efektu końcowego. Tłumaczenie również na wysokim poziomie. Zobaczenie postaci Twi, słodkiej kruszyny, oraz gburowatej Sunset było zabawne do obserwowania. Ich interakcje są interesujące i czuć chemię między klaczami. Naprawdę porządna robota.

 

Tyle ode mnie.

 

Pozdrawiam!

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...