Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Arcybiskup z Canterbury

[Advilion, Riddle] Bring me that horizon!

Recommended Posts

 - Dzień dobry - przywitała się grzecznie Rose, odwzajemniając uśmiech miło wyglądającemu kucykowi. - Chciałabym coś sprzedać - wyjaśniła, a następnie zajrzała do juk i wyjęła z nich wszystkie większych rozmiarów perły, po czym ostrożnie rozłożyła je na ladzie. - Ile byłby Pan w stanie kupić? - zapytała uprzejmie ogiera. Miała nadzieję, że szybko da radę wymienić te kuleczki na bity. Trzymanie ich przy sobie zbyt długo mogło się wszak okazać niebezpieczne...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kuc przysunął do siebie pierwszą z brzegu perłę i zabrał z blatu jakiś skomplikowany przyrząd optyczny z całym mnóstwem soczewek i metalowych stawów. Przyjrzał się jej i odstawił przyrząd. Poprawił okulary, spojrzał na Rose i odchrząknął.

- Nie ma wątpliwości co do autentyczności, ale pozwolę sobie je zważyć, na tej podstawie wyceniam klejnoty. Proszę tu chwilę poczekać - poprosił i ruszył powoli na zaplecze, lekko kuśtykając. 

Chwila przeciągała się i przeciągała, zamieniając w dobre piętnaście minut. Klacz usłyszała trzask drzwi i staruszek wrócił, niosąc w pysku worek z wagą. Postawił ją na blacie, zaraz za nią maleńkie odważniki i wziął pierwszą perłę, którą upuścił na podłogę. Biała kulka potoczyła się aż pod jedną z szafek. 

- Ojoj, ale ze mnie niezdara! Najmocniej przepraszam, mogłaby panienka...? - zapytał. Między podłogą a szafką było na tyle przestrzeni, że Rose nie miała problemu z dostrzeżeniem jej. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Miał nadzieję, że broń zabrali mu tylko tymczasowo. Banda wrzaskliwych prymitywów. Pieniędzy nie było mu szkoda aż tak. Lubił je mieć, jednak dawał radę i bez nich. Jednak jego uzbrojenie... Nie wiedział jeszcze, co zrobi, jeżeli zdecydują mu się jej nie oddać, nie ulegało jednak wątpliwości, że nie będzie to nic przyjemnego. Na razie jednak musiał spędzić dobę w otoczeniu idioty i niczego więcej. Postanowił więc, że zrobi przynajmniej w ten czas coś dla siebie, a więc ułoży się pod ścianą i się prześpi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

 - Nie ma problemu - odparła spokojnie Rose. Raczej nie podejrzewała staruszka o nic niestosownego, lecz mimo to już kilka razy zdarzyło się, że jakiś ogier celowo coś upuszczał, by zmusić ją do pochylenia się. Z tego powodu niemal odruchowo przykucnęła i wydobyła klejnot spod szafy za pomocą magii, aby następnie położyć go na blacie. - Wie Pan już, ile zechciałby Pan kupić?

Share this post


Link to post
Share on other sites

ROSE

 

Staruszek spuścił wzrok, kiedy klacz postanowiła mu pomóc, a więc nie miał żadnych brudnych myśli ani zamiarów. 

- Dziękuję. Wzrok już nie ten, muszę się przyjrzeć, ale wszystkie siedem wygląda bardzo dobrze. Żadnych nadżerek, dziur, zabrudzeń ani pęknięć. Towar z wyższej półki, można powiedzieć... Nie są tyle warte co czarne i różowe, ale mógłbym dać za tę jedną spokojnie... powiedzmy... pięćdziesiąt bitów, o. Pasuje? - zapytał z miłym uśmiechem. Na zapleczu stuknęły drzwi.  

 

REDWATER

 

Sen nadszedł szybko, ale niestety skończył się gwałtownie. Red spadł z drewnianej pryczy i potoczył się po wilgotnej, cuchnącej glonami podłodze aż pod kraty. Rollo zaklął szpetnie, lądując pod ścianą. Statkiem wstrząsnęło uderzenie.

Rozbudzony jednorożec usłyszał wrzaski dobiegające z pokładu. Przy okazji dowiedział się też, że w celi obok znajduje się jeszcze jeden kuc, który dał znać o swoim istnieniu przekleństwem nawet głośniejszym niż Rollo.

- Niech to szkorbut, potwór morski! - wrzasnął brodaty jednorożec.

- Piraci, ty stara łajzo! Piraci! Wszyscy zginiemy! - odpowiedział Rollo. 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

 Rose nadal się do ogiera uśmiechała, słysząc pozytywną opinię o drogocennych kulkach, jednak usłyszawszy odgłos drzwi na zapleczu aż podskoczyła. Coś jej tutaj zaczynało nie pasować, z każdą sekundą coraz bardziej, tak więc szybko zgarnęła z blatu wszystkie perły, oprócz tej wskazanej przez pracownika.

 - Jak najbardziej - przyznała, po czym poczekała na zapłatę, aby prędko ją zabrać i następnie spróbować sprzedać resztę dużych kamyczków. Małe natomiast chyba sobie odpuści i komuś podrzuci, lub przyjdzie do kupca z jakimś kłamstewkiem typu "znalazłam na ulicy" albo "ktoś w płaszczu mi to wcisnął w kopyta" i odda mu resztę. Wszak ryzyko było zbyt duże, by tak długo trzymać ze sobą kradzione dobra.

Edited by Riddle

Share this post


Link to post
Share on other sites

ROSE

 

- A tej reszty nie chcesz sprzedać? - zapytał. - Mówiłem, chętnie kupię wszystkie. Mam tyle bitów, by zapłacić od razu, ale do tego wypiszę ci dokument potwierdzający. Czyżbyś się czegoś wystraszyła, panienko? - zapytał jubiler, zszokowany reakcją klaczy. Spojrzał na nią ponad grubymi szkłami okularów. W owych okularach właśnie coś błysnęło, coś odbiło się ciepłym światłem. Zupełnie jakby słońce odbiło w nich złoto albo pozłacany metal. Źródło owego blasku powinno znajdować się za plecami Rose, a więc na ulicy, za oszklonymi drzwiami zakładu jubilerskiego. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

 Rose głęboko westchnęła, jakby dla uspokojenia, po czym cicho się zaśmiała. "Na złodzieju czapka gore", pomyślała, ponownie wykładając białe śliczności na ladę.

 - Ależ tak, chcę - potwierdziła, nieco wesołym tonem. - Po prostu... troszkę mi się śpieszy. I jestem nieco rozkojarzona co do godziny - wyjaśniła, po czym jednak zerknęła za siebie, nie oczekując tam niczego niezwykłego.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Red najpierw pomyślał, że statek uderzył w jakąś skałę, pasowałoby to do opinii, jaką sobie wyrobił na temat załogi. Niestety, oznaczałoby to, że nie wróciłby żywy na ląd, a niestety lubił żyć. Potwór morski, sugerowany przez starca, też raczej przyniósłby takie same efekty. Z tego wszystkiego więc najlepszą opcją byli sugerowani prze Rolla piraci. Co prawda to wciąż nic cudownego, jednak dawało mu to szansę na ucieczkę podczas chaosu.

Postanowił pozbierać się na nogi i poszukać kapelusza, który niewątpliwie mu gdzieś tutaj spadł, jeżeli nie zrobił tego już wcześniej, gdy jeszcze był na pokładzie. Oby był tutaj lub chociaż gdzieś indziej na pokładzie, nie w odmętach oceanu... Wpadł też na pomysł, dopiero teraz jawiący się w jego przyćmionym gniewem i kacem umyśle. Był jednorożcem, który umiał się teleportować! Mógł dzięki temu wyjść i poszukać swojej broni, a następnie jakoś uciec z tej niegrzeszącej wychowaniem łajby. Chyba że załoga odeprze piratów... Trudno! Nie ma co rozważać takiej przyszłości w tej chwili. Wielka ucieczka czeka!

Edited by Advilion

Share this post


Link to post
Share on other sites

ROSE 

 

Rzeczywiście, nie było tam niczego niezwykłego. Był za to strażnik miejski w swojej lśniącej zbroi, stojący przed wejściem i obserwujący to, co działo się w zakładzie jubilerskim.

- Hmmm... Kolejno będzie czterdzieści pięć, trzydzieści dwa, trzy pięćdziesiątki i czterdzieści osiem bitów... Wypiszę dokument. Jednej nie biorę, bo jest pęknięta - oznajmił, najwyraźniej się nie spiesząc zbytnio. Plus był taki, że maska ochroniła wcześniej tożsamość Rose, więc strażnik nie mógł jej rozpoznać od razu. Ale niestety, nie wyglądała ona też na kupca. 

 

REDWATER

 

Pomysł ucieczki był rzeczywiście interesujący, tym bardziej, że znajdowali się na otwartym morzu. 

Z góry dochodziły coraz głośniejsze hałasy, w tym szczęk metalu i krzyki. Nie był to potwór morski, a więc ta nieco lepsza opcja. 

Kapelusz jednorożca znajdował się pod pierwszym schodkiem na pokład. Nagle światło z góry zostało zasłonięte przez cień, który po chwili okazał się być gryfem. 

Fioletowy gryf miał w łapie nóż i patrzył na Reda, z wolna schodząc w dół. 

- A ty kto? - zapytał, wyraźnie rozbawiony.

Share this post


Link to post
Share on other sites

 Klacz zachowała spokój, czekając, aż jubiler dokona formalności.. Może i nie wyglądała na kupca, ale to nic nie znaczyło. Przecież to nie jest podstawą do żadnej kary, a wytłumaczeń co do posiadania kosztowności jest multum. Sprzedawanie pereł było więc najwyżej podejrzane.

 - Wie Pan co? - zapytała nagle, po czym położyła jeszcze jedną, małą perełkę na blacie. - To za miłą obsługę - powiedziała z uśmiechem. W istocie jednak pomyślała, że lepiej, aby liczba pereł w jej woreczku nie zgadzała się dokładnie z liczbą tych skradzionych. Zresztą, to tylko pięć bitów, a jubiler na pewno sie przez to ucieszy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeśli gryf był piratem, to oznaczało, że może zacząć realizację swojego planu ucieczki! Oczywiście, nie planował przepłynąć do lądu tylko używając kopyt, lecz uciec na statku piratów. Musieli mu tylko zaufać, więc powinien wzbudzić sympatię jako też ktoś wyjęty spod prawa. Nawet jeżeli on póki co został ukarany jedynie za nieposłuszeństwo.

- Więzień - wzruszył ramionami i wyglądał na niewzruszonego nożem w łapie gryfa.

Share this post


Link to post
Share on other sites

REDWATER

 

- Dobra. No to chodź - oznajmił gryf, wzruszając ramionami i zdejmując z dzioba groźny wyraz. - Więźniów nie grabimy, bo i tak macie przechlapane. Masz tu klucz, otwórz pozostałych i chodźcie na pokład. 

Na podłodze obok Reda wylądował z brzdękiem ciężki, mosiężny klucz do cel zabrany zapewne bosmanowi.

- Co do cholery? - zapytał Rollo. 

 

ROSE

 

- Dziękuję serdecznie, ale jestem zmuszony odmówić, bo to by była... - nie zdążył dokończyć, bo do sklepu wszedł pegaz w lekkiej zbroi strażnika. Spojrzał podejrzliwie na Rose, a potem na ladę jubilera. 

- Witam, ze względu na okoliczności jestem zmuszony dokonać przeszukania - oznajmił klaczy i spojrzał znacząco na jej ekwipunek. - Proszę pokazać mi pani torbę. To rutynowa kontrola, ale niestety należy ją wykonać. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

 Rose mruknęła coś pod nosem; niezrozumiale, jednak z pewnością nie było to nic miłego, zaraz po czym z ociąganiem zdjęła swoje juki i mu je podała. Zaś drobną perełkę, którą chciała podarować staruszkowi, szybko ukryła pod kopytkiem, gdy nadarzyła się do tego okazja. Po co tu w ogóle przylazła... powinna była sprzedać towar gdzieś poza miastem, a może i nawet w jakiejś innej miejscowości. I chyba nawet mogłaby wytargować wyższą cenę. A teraz? Zmarnuje pewnie mnóstwo czasu.
 - Czy mógłby się pan pospieszyć? Chciałabym udać się coś zjeść.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Red wziął kluczyk lewitacją i otworzył celę. Może i nie przepadał za Rollo, ale był teraz w tak dobrym nastroju, że nie zwrócił uwagi nawet na swoją niechęć do pegaza. Raczej też pirat uznałby go za kłamcę, gdyby tego nie zrobił. Teraz będzie musiał tylko znaleźć broń. Miał nadzieję, że była gdzieś tutaj. Inaczej będzie musiał poszukać na górze. Albo zabrać jakiemuś trupowi, bo niewątpliwie ktoś już umarł.

Share this post


Link to post
Share on other sites

ROSE

 

Strażnik zaczął przeszukiwać juki. Niewiele czasu zajęło mu odnalezienie pudełeczka ze skradzionymi perłami, a także maskę i ubranie, które klacz miała na sobie w czasie rabunku. Niebieskie oczy strażnika spojrzały na Rose krytycznie. Odchrząknął. 

- Obawiam się, że pani obiad będzie musiał poczekać. Jestem zmuszony przynajmniej chwilowo zarekwirować pani ekwipunek, a panią proszę ze mną - powiedział. Na zewnątrz klacz widziała kolejnego strażnika w obrzydliwie lśniącej zbroi. Jubiler się nie odezwał, tylko przesunął perły na skraj blatu.

- To też jest pani? - zapytał strażnik, akcentując słowo "pani". 

 

REDWATER

 

Rollo przez dłuższą chwilę nie chciał wychodzić z celi, ale nie był to już interes Reda. 

Na pokładzie nie było już żadnych trupów, chociaż te z pewnością się pojawiły, a teraz zapewne dryfowały za burtą. Piraci jak to piraci darli się zwycięsko, przekrzykując. Główną atrakcją był kapitan, który stał właśnie związany na nadburciu, nerwowo patrząc na wodę poniżej. Niektórzy popychali go lekko kijami albo bronią. 

- To za co cię zgarnęli, hę? - zapytał gryf, który dał Redowi klucz. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rose spoglądała na przeszukującego jej juki ogiera jak gdyby nigdy nic, odgrywając zupełnie nieprzejętą i niemającą nic do ukrycia. Taką też grę aktorską kontynuowała, gdy usłyszała wypowiedź strażnika, pokazując na swojej straży wyraźne zaskoczenie, wymieszane ze strachem. Na razie jeszcze nieprawdziwym, gdyż wierzyła w swoje umiejętności aktorskie.
- A-ale.. - zajęczała, drżącym głosem. - Ale niby czemu? Co tam Pan znalazł? - zapytała, zmartwiona.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Red pomyślał przez chwilę, musiał to zrobić ze względu na wciąż utrzymujący się ból głowy.
- Wczoraj sobie trochę popiłem i dziś się znalazłem z jakiejś przyczyny na pokładzie tej łajby. Próbowałem się jakoś dogadać z tym bucem - wskazał kopytem na kapitana. - Ale on uznał, że coś mu się niby ode mnie należy i chciał, żebym mu mył pokład. Poszedłem więc to zrobić, głowa mnie zbyt bolała, bym się spróbował sprzeciwić. Ale gdy stanął na pokładzie, to poczułem jak cudnie świecie słońce... I położyłem się. A tu nagle jakiś prymityw mnie zaczepia, mówi mi, żem niesubordynowany. Odrzekłem mu więc, że nie jestem mu nic winny i by się zamknął. Niestety, miał towarzystwo innych gburów z tej załogi, więc pobili mnie nim zdołałem nawet wyciągnąć mą broń. Właśnie, muszę poszukać mojego rapieru i pistoletu. Albo od biedy wziąć czyjś. Wolałbym jednak odzyskać swój - Red swoim zwyczajem paplał, ale przekazał dokładnie, co mu się stało i co chciał teraz zrobić. Następnie zaczął szukać swojej broni na pokładzie, czasem zerkając na scenę z kapitanem. Nie było mu go szkoda. Buc na to zasłużył.

Share this post


Link to post
Share on other sites

ROSE 

 

Strażnik popatrzył na nią zupełnie niewzruszony. Zapewne miał już doświadczenie w kwestiach niewinnych złodziei. 

- Dziś okradziono jednego z kupców, którzy przybyli do naszego miasta. Wiózł on ładunek bezcennych pereł o właściwościach leczniczych. Wyglądem przypominały zwykle perły, ale ze względu na ich wartość muszę poprosić panią ze mną na sprawdzenie, czy to aby nie są właśnie te perły. Pani, jak mniemam, nic o tym niefortunnym zdarzeniu nie wie? Dziwnym zbiegiem okoliczności złodziej miał na sobie maskę. 

 

REDWATER

 

- A, pewno. Nachlałeś się i urwało ci świadomość. Zdarza się najlepszym, pech to pech. I jasne, dostaniesz broń. Ale już jak cię odstawimy na ląd, kochany. Na wszelki wypadek nie ufamy nikomu - poinformował gryf. 

- Teraz z kolei możesz iść wysłać kapitana do wody, albo zająć się czymś innym. U nas za niesubordynację pewnie byś został za burtę wywalony, ale dzisiaj i tak zawijamy do portu, więc tym razem ci się upiecze. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

 Rose westchnęła smutno, w rzeczywistości jednak w myślach ostro przeklinając. Wychodzi na to, że będzie musiała spróbować uciec, ale ie zamierza tego robić bez swoich rzeczy. Musiała więc mieć plan... i chyba już wymyśliła jego zalążek. I tak jest w strasznej sytuacji, więc jeśli się nie uda, to nie będzie przecież dużo gorzej.

 - Rano bywa chłodno. Nie tylko ja noszę płaszcz i maskę. Bez tego można sobie nawet nos odmrozić - wyjaśniła. - A... dokąd pójdziemy?

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Spodziewałem się, że piraci są nieco, hmm, bardziej otwarci na obcych? - zdziwił się nieco Red, zaczął jednak iść ku kapitanowi. - Jednak ląd brzmi dobrze, szczególnie, że odzyskam broń. Gdzie cumujecie?

Idąc ku bucowi, który go przymuszał bez podstaw do pracy, ogier zastanawiał się, czy właściwie chciałby mu coś zrobić. Mimo wszystko znęcanie się nad bezbronnym nie należało do jego pasji. Nie dawało mu to adrenaliny, nic też nie mógł na tym zarobić. Oglądanie publicznych egzekucji zawsze uważał za rozrywkę dla pospólstwa, a wciąż traktował siebie jak szlachcica, mimo że ze szlachectwa został mu tylko rodowód i edukacja. Nie wiedział jednak, co innego mógł zrobić, więc jedynie stanął w pewnej odległości od widowiska i patrzył na nie bez szczególnych emocji.

Share this post


Link to post
Share on other sites

ROSE

 

- Oczywiście, w tej strefie klimatycznej jest rzeczywiście bardzo zimno rankami. Całe paręnaście stopni, mróz że nosa z domu nie wychylać - odparł ironicznie strażnik. Chęć na przydługie dyskusje zapewne mu odeszła, a i nie wyglądał na skłonnego do żartów. - Proszę za mną, jest pani aresztowana - dodał dobitniej tonem nieznoszącym sprzeciwu.

Ucieczka była możliwa w dwóch wariantach: Rose mogłaby spróbować pobiec na zaplecze bądź też spróbować zwiać po wyjściu ze sklepu. Obie opcje były jednak wysoce ryzykowne i najbardziej opłacało się czekać na odpowiedni moment. 

Ów jednak szybko nie nadszedł. Klacz była eskortowana przez dwóch strażników, którzy zmierzali do portu, dokładnie w miejsce z którego złodziejka zwinęła perły kupcowi. Ten zaś, biały, wysoki jednorożec czekał tam, przy swoim bogatym statku i z nieukrywanym triumfem patrzył na jednorożca prowadzonego w towarzystwie zbrojnych. 

- Świetna robota, panowie. Ufam, że perły nie zostały sprzedane? - zapytał. 

- Nie, sir.

- Wspaniale. Możecie zostawić nas samych. 

Strażnicy odeszli, zostawiając Rose z kupcem. 

 

REDWATER

 

- HA!  Zobaczysz, kochaniutki. Ale jeśli lubisz tańce, hulanki i inne zabawy, to w mig zapomnisz o nudnej Equestrii. To miejsce to raj dla piratów i znużonych żeglarzy... I istny koszmar dla każdego innego. Najlepiej też opłaca się mieć tam skrzydła, ale tacy jak ty też sobie poradzą - rzekł tajemniczo. 

Podróż minęła spokojnie, Red zdołał wytrzeźwieć. Nic jednak nie przygotowało go na to, co go czekało. 

Nigdy nie słyszał o takim miejscu. Statek przejęty przez piratów został zatopiony, a cała reszta prócz byłych więźniów została... uwięziona na pirackim statku. 

Okolica nie wyglądała nazbyt przyjemnie. Płynęli między śmiercionośnymi skałami wyrastającymi z wody na kształt zębów wielkiej bestii. Statek nieuchronnie zmierzał ku ogromnym, pionowym skałom skrytym we mgle. Im bliżej, tym więcej było szczegółów. 

Skały dosłownie porośnięte były domkami i innymi budynkami skleconymi ze statków i innych morskich odpadków. Wszędzie poprzewieszane były drewniane mostki, wszędzie świeciły się światła. Łuki skalne pięły się na dziesiątki metrów, a mimo to budowniczy dali radę je zabudować. Wszystko wyglądało jakby mogło się rozpaść i zawalić od podmuchu wiatru. 

- Witaj we Wreckarck! - krzyknął gryf. 

 

Spoiler

bilgewater-homes.jpg&resize=:1200

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

 Rose markotnie podążała za strażnikami, mimo wszystko nie mając ochoty poczuć stali pod futrem. Szła nieco się ociągając, przyspieszając jedynie wtedy, gdy ktoś ją pogonił. I to nie przez jeden ze swoich licznych planów, lecz z prostej frustracji nieudaną kradzieżą. Bo co innego miała teraz zrobić? Zdzielić ich po głowie lagą? Żeby tylko jakaś się po drodze znalazła...

 W ten sposób zaplątana w swoich myślach stanęła przed kupcem. O dziwo, jedynie nim samym. Czyżby naprawdę czuł się aż tak pewnie? Może i Rose nie była skora do przemocy, uważając ją za narzędzie amatora, jednak nie oznaczało to, że nie potrafi okazać się niebezpieczna. Zwłaszcza, że teraz tak właściwie wystarczyłaby prosta deska, choć nie powinna zapominać, że jej róg też jest całkiem ostry. Czegokolwiek nie zechciałby zrobić - z pewnością mu odda. Ewentualnie po prostu ucieknie. Jakiś nieskalany pracą fizyczną szlachcic z pewnością nie dogoni kogoś, do kogo nie dali rady dopaść jego strażnicy. Na razie jednak milczała i spoglądała na niego pustym spojrzeniem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Red nie zareagował zbytnio na krzyk gryfa, jedynie kiwnął głową na znak, że usłyszał. Zbyt zafascynowany był widokami. Mimo bycia zbudowanym z wraków i nie wyglądaniem zbyt solidnie, to miejsce mu imponowało. Miasto pełne piratów... Którzy najwidoczniej, według tego, co gryf powiedział, nie różnili się aż tak bardzo od niego! Tak samo jak on uwielbiali zabawę i niezbyt zależało im na postępowaniu według zasad. Nawet pływanie na statku nie było takie złe, gdy już się wytrzeźwiało.

- Raczej będą gdzieś potrzebować kogoś, kto umie szermierkę oraz strzelać z pistoletów, nawet gdy nie ma wiedzy o żegludze, prawda? - pomyślał o tym, że będzie musiał jakoś zdobyć środki na hulanki dostępne w tym miejscu, gdyż obecnie był praktycznie bez niczego. To mu też przypomniało o czymś. - Zaraz cumujemy, więc odzyskam swoją broń, czyż nie? - czuł się naprawdę niekomfortowo „nagi".

Share this post


Link to post
Share on other sites

ROSE

 

- Zapraszam na statek - powiedział oschle jednorożec. Jego wzrok nie wyrażał ani krzty emocji. - Możesz wejść samodzielnie, a możesz wejść w linach, kajdanach i z pierścieniem antymagicznym. Co wolisz? - zapytał do tego, nie poruszywszy się z miejsca. Rose słyszała, że na statku jest już krzątająca się załoga i że niebawem mają wypływać. Oznaczało to dokładnie, że raczej nie zamierzają udać się na przyjemną, krótką pogawędkę i że raczej do zatoki szybko nie wróci. 

 

REDWATER

 

- Cała broń leży o, tam - rzekł gryf, wskazując kupkę żelastwa pod nadburciem, koło sieci. - Nie polecam ci wyskoków. Niby panuje tu bezprawie, ale spróbuj komuś podskoczyć, to pożałujesz. Miastem rządzą gangi, a każdy kto za bardzo cwaniakuje prędzej czy później ląduje w wodzie. O, na przykład tam - powiedział, wskazując na parę beczek dryfujących po wodzie. Między nimi krążyły trójkątne płetwy - wody w tej zatoce raczej nie nadawały się do kąpieli. 

W kupce broni Red odnalazł swoje rzeczy i choć wyglądało na bezmyślne pozostawienie tak niebezpiecznych rzeczy na widoku, to raczej nikt nie chciał wykorzystać broni przeciw piratom... Bo wszyscy zainteresowani siedzieli w celach. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...