Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Zegarmistrz

[Tawerna] "Carpe Noctem"

Recommended Posts

Luna nalała przybyłej herbaty z dzbanka który wciąż stał na stoliku. Po wysłuchaniu zakręconego trochę wyjaśnienia, postanowiła sprawdzić w czym rzecz.

- Zatem coś z tej księgi przeniosło się na kucyka. Nie jestem specjalistką od uroków i klątw. Trochę lepiej wychodzi mi magia oblężnicza. Zresztą, mogliście to ostatnio zobaczyć.

Delikatnie odchyliła płaszcz i przyjrzała się kryształowi. Śmierdział złą magią. Taką, której lepiej nie dotykać. Kryształ zdawał się blokować większość tego, co było w nim zamknięte, ale Luna widziała, jak zawartość powoli wyżera się ze swojego więzienia. Kilka godzin, góra dzień. Potem, cokolwiek zostało tu zamknięte, wylezie na zewnątrz.

- Interesujące. Proste, ale interesujące.

Róg alicorna zalśnił granatem, by pokryć cały kryształ. Zaczęła się dogłębna analiza. Luna musiała tak operować zaklęciem, by to nie zareagowało. W przeciwnym wypadku zawartość przyniesiona przez jej gościa wybuchnie na wszystko wokół. Nie trwało to długo, mimo delikatnego szukania na ślepo, znalazła co potrzebowała. I wiedziała z czym się mierzy.

- No dobrze, po kolei. Klątwa nie jest zabójcza. Nie czyni większej krzywdy aniżeli żywienie się magią i rozsiewanie wysypki, prawdopodobnie zielonej, na ofiary które dotkną księgę bezpośrednio. Znam ten rodzaj magii, bowiem - tu Luna przełknęła ślinę dość głośno - pochodzi ona od koszmaru. Zatem ktokolwiek zaczarował tą księgę, musiał być wiedźmą.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cindy z chęcią napiła się herbaty, słuchając Luny. Milcząc dała jej czas na zbadanie książki. Nie chciała przeszkadzać, tym bardziej że nie wiedziała jakich zaklęć używa książczka, a mogły wymagać od niej skupienia. 

Słyszalnie odetchnęła, słysząc że nie jest to magia śmiertelna. To dobrze.

-Żywienie się magią? To jakoś wpłynie na jednorożca? Znasz jakiś sposób żeby mu pomóc? 

Kolor wysypki się zgadzał i to że Vocal jej dostał też, ale to już powiedziała wcześniej. 

-Tego że to sprawka wiedźmy można się domyślić.. Pytanie kto. Może kolor tej magii dałoby się z kimś powiązać? Nie jestem pewna czy to może mieć taki związek z właścicielem. Prócz tego że ktoś pewnie był właścicielem rogu, ale większość podejrzanych to jednorożce. 

Zastanowiła się chwilę. 

-Da się jakoś wyśledzić kto jest za to odpowiedzialny? Znasz może zaklęcie które pozwoli zerknąć w przeszłość? Hmm.. Glimmer proponowała nam żebyśmy znaleźli jej jakiś zwój do podróży w czasie, może to byłby dobry pomysł, ale pewnie są też jakieś prostsze sposoby.

Zapytanie w tawernie odpadało, ani Starlight ani barmanka nie widziały kto przyniósł książkę. I o tym chyba nie trzeba było wspominać, skoro Cigarette pytała o takie rzeczy.. Nie strzępiłaby języka na próżno.

-Ktoś kto podrzucił tam tę książkę albo zwietrzył okazję do wyeliminowania któregoś z łowców, albo chciał wrobić Glimmer. Znowu.. Może to ten sam kucyk który miałby coś wspólnego z tą planszówką. Pewnie o niej już od kogoś słyszałaś, więc nie będę ci opowiadać. Albo z poprzednimi książkami? Słyszałam że któraś z nich wybuchła przy sprawdzaniu u Twillight, dlatego też Cię ostrzegłam. 

To wszystko były przypuszczenia, ale dzieląc się nimi z Luną, może wydusi z niej coś przydatnego.

-Prócz tego mam do Ciebie jeszcze jedno pytanie. Co się stało z Discordem? 

Może nie na temat, ale to było mocno zastanawiające. Czemu nie zareagował na śmierć Fluttershy? Może jeśli była wiedźmą, spławiła go jakoś... Ubliżając mu? To byłoby dziwne, Fluttershy nie była typem kucyka który stosuje takie metody. Chyba że wiedźmy go gdzieś zamknęły. A szkoda, mógłby się przydać.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po głębszym namyśleniu postanowiła odpowiedzieć na zadane pytania.

- Czy wpłynie, nie wiem. Najpewniej wywoła wszystkie niedogodności nagłej utraty magii - zawroty głowy, osłabienie, odrętwienie. Nie znam sposobu żeby z tym pomóc, w tej kwestii prędzej liczyła bym na Zecore.

Zamknęła na chwilę oczy, starając się sobie coś przypomnieć.

- Ile kuców ma kolor magii w odcieniu tej książki? Bo niestety magia śledząca to skomplikowane i wielodniowe rzucanie zaklęć, a nie mamy wielu dni żeby szukać podejrzanego. Już nie. I nie wiadomo ile takich książek pułapek teraz lata po biblioteczkach, i tych większych i prywatnych.

Luna na chwilę przerwała, żeby dopić herbatę kiedy padło pytanie, którego się nie spodziewała.

- Nie wiemy. Od chwili wykrycia pierwszego rytuału nie ma z nim żadnego kontaktu. Nikt go nie widział, nikt nic nie wie. Być może Fluttershy by coś wiedziała, ale niestety.

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Dobre pytanie..

Cindy popatrzyła gdzieś w bok, a jej wzrok utkwił w bliżej nieokreślonym punkcie. Luna mogła spostrzec, że pegaz się zastanawia. Jednak po tym ile alkoholu w siebie wlali, ciężko się myślało. Posiedziała tak, chwilę, aby w końcu odezwać się ponownie do księżniczki.

-Nie znam kolorów magii wszystkich kucy. A może to zły trop... Klątwa może chyba zmieniać jej kolor? Obiło mi się o uszy coś o jakiejś magicznej księdze z twojego zamku. Tego starszego, w lesie. Podobno były z nią jakieś problemy z klątwą, może to coś podobnego? Jakiego koloru była tamta magia?

Szukaj tu kucyku, kiedy nie wiesz z czym to połączyć. 

-Możesz to jakoś lepiej zabezpieczyć? Nie chcę się zarazić tą klątwą, a to mi przypadł wątpliwy zaszczyt latania z takim pakunkiem. 

No cóż poradzić, jako pegaz latający dość szybko wzięła to na siebie ze względu na dobro Vocala. Wróciła wzrokiem do księżniczki, jakby wyrywając się z tego zamyślenia. 

-Discord. - stwierdziła, jakby wracając do tematu. - Fluttershy jeśli była wiedźmą mogła go odesłać, żeby nie przeszkodził. Możesz się z nim jakoś skontaktować? I ten zwój dla Starlight, masz go może?

Wolała nie mówić księżniczce tego, co podejrzewa, jednak same informacje mogą się przydać.

Edited by Stormy Mood
  • Upvote 1
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Schody o kamiennych stopniach prowadziły w ciemność. Zakapturzona postać okryta ciemnym płaszczem schodziła w otchłań czegoś co kiedyś było miejscem spotkań jego towarzyszy. Sam tu nigdy nie był, jednak zdążył usłyszeć nieco o tym miejscu przez cały ten czas.

- To już rok...- Powiedział sam do siebie.

Postać powoli zagłębiała się coraz dalej w mrok, kiedy nagle na drodze stanęły mu wielkie metalowe drzwi. Drzwi przed którymi zatrzymał się na milimetry przez ogarniające go zamyślenie.

- No... nie wyglądają na zbyt często otwierane- pomyślał, po czym delikatnie je poruszył przy użyciu magii.

Po ostrożnym uchyleniu drzwi i lekkim oświetleniu pomieszczenia jednorożec postanowił wejść do środka, aby upewnić się, że nic wewnątrz nie czyha. O ile przed masywnymi drzwiami dało się usłyszeć odgłosy wichury na zewnątrz, tak w pomieszczeniu panowała głucha cisza. 

Parę minut później gdy ogier sprawdził już wszystkie zakamarki starej tawerny był już pewien, że jest w niej bezpiecznie. Charakterystycznym gwizdem dał sygnał współtowarzyszom z zewnątrz, a sam zdjął kaptur ukazując swoją brązową sierść.

  • Upvote 4

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kiedy podstarzały ogier usłyszał wcześniej ustalony znak wykonany przez przyjaciela, którego zadaniem było sprawdzenie lokalu, uśmiechnął się czując ulgę. Mimo iż lata swej świetności miał już zdecydowanie za sobą, co nie oznacza że był zniedołężniałym staruszkiem, po prostu nie miał ochoty na bliskie spotkanie z jedną z tych plugawych bestii. Ruszył w głąb lokalu w powietrzu unosił się zapach starego drewna, oraz stęchlizny wracały wspomnienia...

Kiedy podstarzały ogier usłyszał wcześniej ustalony znak wykonany przez przyjaciela, którego zadaniem było sprawdzenie lokalu, uśmiechnął się czując ulgę. Mimo iż lata swej świetności miał już zdecydowanie za sobą, co nie oznacza że był zniedołężniałym staruszkiem, po prostu nie miał ochoty na bliskie spotkanie z jedną z tych plugawych bestii. Ruszył w głąb lokalu w powietrzu unosił się zapach starego drewna, oraz stęchlizny wracały wspomnienia. Wspomnienia z dawnych lat kiedy wszystko wydawało się być w porządku, teraz tak odległe. Jedna noc odmieniła żywot setek istnień. Stracił wiele, lecz zyskał jeszcze więcej. Bo przyjaźń która połączyła piątkę tak odmiennych od siebie stworzeń była czymś wspaniałym.

Edited by MagiMemNon
  • Upvote 4

Share this post


Link to post
Share on other sites

Niedaleko od tawerny, oparta o sąsiadujący budynek, stała pewna postać, okryta szarym płaszczem z nieco za dużym kapturem, zarzuconym jednak tak, że nie przesłaniał widoku. Fioletowe ślepia nieruchomej pegaz lustrowały uważnie okolicę. Ponyville, lekko ponad rok temu tętniło życiem. Później tętniło śmiercią. Teraz, zdawało się nie mieć już sił na tętnienie czymkolwiek. Jedynym gospodarzem tego miejsca, przyjmującym ich w progi był huczący w uszach wiatr.
A przynajmniej miała nadzieję że jedynym. Bo kto wie, czy jakieś bestie nie czają się wewnątrz starej tawerny? Podejrzewała że tak będzie już w momencie, kiedy przystała na ten absurdalny pomysł odwiedzenia miejsca obrad z księżniczką. Obwołali się Łowcami Wiedźm, ale wracali teraz na miejsce zbrodni jak zwykli przestępcy. Czekając tu, zastanawiała się, czy Vocal nie przypłaci tej wycieczki życiem, decydując się na samotne zwiady. Gwizd z dołu jednak ją uspokoił. Odczekała chwilę i widząc że przyjaciele schodzą, sama również ruszyła się, ostatni raz obrzucając otoczenie czujnym wzrokiem. 
 

  • Upvote 4

Share this post


Link to post
Share on other sites

Batpony zastrzygł uszami. Cichy gwizd wybudził klacz z zamyślenia. Czas tak szybko leci, kto by pomyślał, że ponownie wraz z przyjaciółmi przybędzie do tego strasznego miejsca. Przestrzeni, gdzie przeżyła tyle cierpień i została wystawiona na próbę. Klacz do tej pory nie mogła sobie wybaczyć niektórych postępków z dni polowania na wiedźmy.  Choćby jedzenia ciasta nad stosem niebieskiego jednorożca. Jednak teraźniejszość wzywała. Rubby Night obniżyła lot i wylądowała przed drzwiami do tawerny księżniczki nocy. Gdzie się ona teraz podziewa? - pomyślała wchodząc do środka.
Wewnątrz panował mrok, jednak dla batponego nie stanowiło to najmniejszej przeszkody. Rubby zeszła po schodach i szybko odnalazła Cigarett, Galiona i Vocala, próbujących się odnaleźć w mrokach tawerny. Klacz rozejrzała się za kominkiem, który gdzieś tam powinien być. Znalazła go, przy ścianie na drugim końcu pomieszczenia. Uśmiechnęła się. Szczęście dopisało łowcą. Obok paleniska stała sterta drewna. Co prawda porozrzucana jakby zajmujący się nią kucyk przerwał pracę i zaczął uciekać. Jednak sucha i nadająca się na ognisko.

Rubby bezszelestnie przekradła się między towarzyszami i zaczęła przygotowywać kominek do użytku. Dopiero gdy skończyła odezwała się do przyjaciółki.
- Cigarette możesz rozpalić?  

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Stara tawerna już dawno miała już za sobą lata świetności, o ile takie mroczne miejsce kiedykolwiek miało swój złoty okres. To co Alrix mógł stwierdzić z pewnością, to to, że po okolicy kręciło się znacznie mniej kucyków niż jeszcze rok  temu. To przyjazne miejsce, oaza spokoju, w której każdy był tolerowany i przyjmowany do społeczności jak członek rodziny, zamieniło się w odstraszającą już z kilometrów wiochę. Wydarzenia na Wzgórzu Ognia rozdarły ducha przyjaźni. Mieszkańcy Ponyville wciąż rozpamiętywali horror Samhainu. Ogień zwęglający ciała wrzeszczących kuców wciąż tańczył w ich wspomnieniach. Wciąż słyszeli błagalne krzyki, wciąż bali się choćby spojrzeć w kierunku Wzgórza Ognia. Takie rany łatwo się nie zabliźniały, a być może nigdy do tego nie dojdzie. 

Alrix po raz ostatnim rzucił okiem na najbliższe domki, zabite deskami, zszarzałe, pozbawione pięknych kwiatów rosnących w doniczkach, a zastąpione przez uschnięte kępki spleśniałej roślinności. Opuszczone. Tak, z pewnością teraz tym bardziej żaden podmieniec nie byłby tu mile widziany. O ile Alrix wcześniej znalazł tu swoich towarzyszy i zdołał się nieco się otworzyć na innych, to teraz nie liczył na ciepłe powitanie w jakimkolwiek stopniu.

Usłyszał charakterystyczny gwizd. To był znak. Nie zamierzał tracić więcej czasu. Zszedł po kamiennych schodach, pamiętając, jak kiedyś w wejściu stał nabuzowany minotaur, bacznie go obserwujący i zszedł po kamiennych schodach w dół. 

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Widzę, że jesteśmy w komplecie. Dobrze. Rubby, jesteś pewna, że rozpalanie w kominku, to będzie dobry pomysł? Prawda, okolica jest raczej czysta, ale nie przetrząsnęliśmy każdego krzaka z osobna, dym może zdradzić naszą pozycję.- Powiedział jednorożec z nutą perfekcjonizmu. Faktycznie, nawet populacja monstrów w tych okolicach się ostatnio zmniejszyła, ogier jednak nie lubił nie mieć pewności, szczególnie w kwestii bezpieczeństwa.

Lokal był zachowany w wyjątkowo dobrym stanie, możliwe, że to zasługa potężnych drzwi wejściowych. Ogier przeleciał wzrokiem po wnętrzu jeszcze raz i spostrzegł, że za ladą stoi również kilka butelek z różnymi płynami, na zapleczu też widział kilka szafek w których mogło być jakkolwiek zakonserwowane jedzenie. Warto było to sprawdzić, jednak najpierw należało uzgodnić z przyjaciółmi kwestie ile tu właściwie chcą zostać i... w ogóle co dalej. Tawerna była ich punktem docelowym od kilku dni, jednak na niej plany się kończyły.

  • Upvote 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cindy wchodząc do środka zrzuciła końcówką skrzydła kaptur. Ulokowała się gdzieś z boku, zerkając w ciszy na to, co robi towarzystwo, bawiąc się przy tym wplecionym pomiędzy włosy za uchem rzemykiem, z którego zwisały dwa piórka. Bladoróżowe, niemal białe, oraz drugie, fioletowe. Nie należały do niej. Stanowiły pamiątkę, po kucykach z Houdsmoor, o których nawet nie miała pojęcia, czy nadal żyły. Kiedyś uznała to za głupi, infantylny prezencik, teraz był dla niej cenniejszy, niż dawniej. Tradycyjny amulet, który powinno się nosić, jeśli się go dostało. 
Kto by pomyślał, że będzie to robić.

Uśmiechnęła się lekko do wchodzących za nią Łowców, po czym jej wzrok padł na Rubby, a potem Vocala.

-Więc zabezpiecz komin, zrób jakąś magiczną barierę, czy coś podobnego. Nie mam zamiaru siedzieć w mroku.

Cindy również była za tym, żeby uważać na każdym kroku, ale nie do przesady. Jeśli coś miało ich znaleźć, pewnie prędzej czy później przyjdzie po śladach. Wstała od stolika, podchodząc do kominka i lekko uśmiechając się do Rubby. Odrzuciła połę płaszcza, odsłaniając przy tym zawieszoną na boku torbę podróżną, z której to wyjęła małe krzesiwo. Wciąż nie do końca radziła sobie z jego używaniem, ale szło lepiej niż na początku. Pewnie gdyby to jej powierzono rozpalanie stosów, zamiast dwóch szalejących po świecie wiedźm, mieliby cztery. Udało jej się dopiero po chwili prób, więc jednorożec najpewniej miał czas na jakąś reakcję.

-Jak tam zawartość szafek? Cokolwiek się zachowało? 

Zapytała, zwracając się do najpewniej do Galiona, Vocala lub Alrixa, przy tym nadal wpatrując się w płomyczki i próbując im trochę pomóc, wachlując powietrze w ich stronę.

-No śmiało.. Płońcie malutkie. 

Westchnęła cicho. No ładnie... Zaczęła mówić do ognia. Tego jeszcze nie było. Wstała na chwilę i rozejrzała się.

-Zabezpieczcie drzwi, nie chcemy niekulturalnych gości. Niech bestie chociaż pukają, jeśli już będą chciały wpaść.

Minotaur od ochrony Luny gdzieś się zapodział, więc trzeba go było czymś zastąpić. Właściciele lokalu zainwestowali w solidne wrota, więc zostawianie ich za sobą otwartych było zdecydowanie głupie. Tym bardziej że były główną drogą wejścia, bo okien Cindy tu nie widziała. Cóż.. Piwnice miały to do siebie że widok na świat był ograniczony. Tawerna więc była z jednej strony pułapką, ale z drugiej - mogła być też twierdzą. Uśmiechnęła się, przenosząc wzrok nieco w inną stronę. Plus tego miejsca był taki, że mieli tu sporo poduszek. I zdecydowanie zamierzała z nich skorzystać.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ogień w kominku rozpalał się powoli i mozolnie. Mimo że drewno było suche a kurz robił za idealną rozpałkę. Tak jakby sam lokal nie chciał przywitać odwiedzających. Ale wszystko ma swoje miejsce i czas, więc z każdym uderzeniem krzesiwa opał się poddawał, rozlewając światło i ciepło po pomieszczeniu.

Półki w kuchni były magicznie zabezpieczone, więc pożywienie w nich zgromadzone wciąż było tak świeże, a czasami nawet ciepłe, jak w dniu kiedy je tam zmagazynowano.

Co prawda wszędzie było czuć wilgoć, alkohol i wszędobylski kurz, ale ponad to, zaplecze było zaskakująco czyste jak na czas nieużywania.

Kiedy tylko drewno w kominku rozpaliło się do końca, zmieniło kolor na ciemnoniebieski, odpalając też naścienne lampy magiczne, jak w dniu otwarcia tawerny, rok temu.

Ciepło i światło rozbudziły całe masy nietoperzy, które dotąd spały na suficie, a teraz z głośnym skrzekiem rozleciały się po przybytku, wylatując w końcu przez specjalny szyb ukryty między zasłonami.

O ile większość poduszek została prawie doszczętnie zeżarta przez mole, o tyle wszystkie kotary oddzielające stoliki jak i same meble miały się całkiem dobrze.

  • Upvote 1
  • Thanks 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Szare kopytka przybliżyły się do niebieskiego ognia i zawisły nad płomieniem. Rubby trwała w bezruchu czekając, aż przyjemne ciepło rozgrzeje podeszfy i przywróci czucie.
- Dziękuję Cigi, tego mi brakowało - rzekła kładąc kopyta na podłodze. Batpony odwrócił się i rozmyślając nad słowami przyjaciółki zatrzymał wzrok na sofie przeżartej przez mole wyglądającej na dosyć ciężką.
- Myślę, że idealnie nada się na blokadę w drzwiach - rzekła Rubby wskazując mebel. - Chłopaki dacie radę go przenieść?  

Następnie klacz nie czekając na odpowiedź zostawiła ekipę. Sama zaś udała się do kuchni i stanęła przed pierwszą z szafek. Nie miała wielkiej nadziei. W końcu już w setkach miejsc znajdywali szafki pełne zgniłego jedzenia nienadającego się do spożycia. Dlaczego w tym miejscu miałoby być inaczej?
Rubby westchnęła. Pociągnęła za pierwszy uchwyt i zajrzała do środka. Zaskoczona zamknęła drzwiczki i ponownie otworzyła. Widocznie cuda na tym świecie istnieją. Wewnątrz dostrzegła makaron, masło, przyprawy, cebulę i pieczarki. Wszystko świeże, zapakowane, bez odrobiny pleśni. Jak za dawnych dni.
Batpony ostrożnie wyjął produkty na blat, po czym znalazł garnek i podszedł do zlewu. Zawiesił kopyto nad kranem. Zastygł zastanawiając się, czy nie trafiła na najszczęśliwszy dzień w życiu. Rubby nacisnęła kurek. Woda poleciała wartkim strumieniem. 
- Jestem w raju - wyszeptała klacz, bojąc się spłoszyć piękną rzeczywistość. Następnie uśmiechnęła się i położyła garnek pod wodną strugą. W planach miała zamiar ugotować zwyczajną zupę cebulową z makaronem oraz pieczarkami. Danie godne alikornów w czasach zagłady.     

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po słowach Cindy, jednorożec spojrzał na nią z lekkim wyrzutem za ton jakiego użyła, jednak niesposób było jej zaprzeczyć. Oświetlenie i ciepło były im potrzebne po kilkugodzinnym marszu w ulewie. I istotnie, znał kilka zaklęć pofrafiących zamaskować takie zjawiska jak dym z komina.

Ogier po rzuceniu zaklęcia na komin chciał się zająć rozświetlaniem lampionów na stołach, jednak w tym samym czasie Cindy wraz z Rubby skończyły rozpalać w kominku, a lampiony rozpaliły się właściwie same.

- Automatyka.. Dobre- Powiedział sam do siebie jednocześnie chcąc wyrazić aprobatę dla kuca który oświetlenie to konstruował. Nie było w tym w sumie nic dziwnego, w końcu to tawerna samej księżniczki nocy, jednak od dłuższego czasu nie miał do czynienia z podobnymi zaklęciami, więc to go nawet zaciekawiło Dziwiło go jednak to, że nikt nie rzucił zaklęcia przeciw molom na poduszki które były w stanie średnim, delikatnie mówiąc. Ogier widząc, że kotary za to mają się lepiej zaczął je ściągać, aby stworzyć nieco bardziej komfortowe warunki do rozmyślań i przede wszystkim snu, którego im ostatnio brakowało, co mogło przyczyniać się do zdenerwowania członków ekipy, w tym jego samego.

- Ktoś coś widział na górze mogącego nam pomóc w odnalezieniu kogokolwiek żywego? Zecora juz nam raczej nie pomoże, ale może chociaż Lunę uda się w końcu znaleźć.. jeśli i ona ze sobą nie skończyła...?- Spytał chcąc przerwać ciszę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Łzy leciały z oczu batponego. Ostry nóż poruszał się błyskawicznie rytmicznie uderzając o deskę. Rubby wrzuciła cebulę do miski i z uśmiechem wzięła się do przygotowania siana. W rodlu obok woda pomału zaczynała wrzeć. Klacz dodała soli, wrzuciła makaron i przełknęła ślinę, która popłynęła na myśl odnośnie gotowego dania. Po dwóch trzech minutach odcedziła garnek i wsypała zawartość do miseczek. Następnie ponownie napełniła garnek i wrzuciła do niego warzywa oraz siano wraz z odrobiną masła. W między czasie, czekając na wrzenie wody. Podsmażyła cebulę wraz z papryką w proszku oraz pozostałymi przyprawami.

Kuchnie wypełnił pobudzający zmysły zapach przyrządzanego dania. Rubby pociągnęła nosem, spróbowała wywaru i z uśmiechem stwierdziła, że już prawie jest gotowy. Klacz odwróciła się. Za nią widniały otwarte na oścież drzwi, przez które woń wydostawała się na zewnątrz. Batpony strzygła uszami. Podeszła do drzwi i zamknęła je. 
- Oby niczego nie wyczul... - rzekła wyobrażając sobie jaką niespodziankę sprawi przyjaciąłą, gdy wszystko będzie gotowe.  

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...