Recommended Posts

[W sumie to nie wiem czy na pewno to opowiadanie kwalifikuje się do tego działu, może nawet przeszłoby w ogólnym... w każdym razie małe ostrzeżenia co do treści:]

Spoiler

Opowiadanie zawiera:

 - gwałt (sam w sobie nie pokazany, odbywający się zakulisowo, pokazane są tylko skutki) i próbę gwałtu

 - dekapitację (ścinanie głów, jakby ktoś nie wiedział)

 - picie krwi (no w końcu wampirza Equestria, nie?)

 

Drugie (po "Moja opiekunka jest wapirem!") opowiadanie z "wampirzej "Equestrii"(inspirowanym serią komiksów "Dostosowując się do nocy"("Adoptning to Night"), wszystko oczywiście za zgodą jej autora), tym razem już nie takie lekkie... będzie nieco cięższych, czasem brutalnych momentów... ale nie zabraknie i takich budujących, pozytywnych momentów - no bo w końcu nie byłbym sobą, gdyby takich nie było. 

O czym to ono jest? Cóż zabiorę was dalej w przeszłość, jakieś 30 lat przed akcją serialu, tym razem jednak nie będzie tak milusio jak poprzednim razem, bo na ten świat będziemy patrzeć nie przez oczy małej Twily, ale dwóch dorosłych kucyków. Kucyków z zupełnie innych światów, których pewnej nocy połączą bardzo nietypowe okoliczności... 

Jest to możnaby rzec historia niezwykłej miłości (nawet jeśli nie do końca na niej skupia się opowiadanie, a na kilku kluczowych momentach życia głównych bohaterów...) oraz o tym... jak w tym świecie przyszła na świat pewna klacz, która odegra w nim jeszcze niebagatelną rolę...

No i [uwaga spoiler]

Spoiler

Osobiście uważam, że scena śmierci Scarlet - i prób jej ratowania - jest chyba jedną z najbardziej przejmujących, jakie napisałem.

 

A więc bez dalszych wstępów zapraszam was byście przeczytali...

"Krwawy Diament"

 

Opowiadanie spokojnie możecie czytać samodzielnie, stanowi też swego rodzaju wprowadzenie do świata wampirzej Equestrii, którego specyfikę poznacie oczami jednego z bohaterów: Golden Winga. (Tu mogę dodać, że mój znajomy, który właściwie nie zna kucyków je czytał i nie miał problemu z odnalezieniem się w nim oraz całkiem mu się podobało.)

 

korekta: Midday Shine

 

Przenoszę do działu ogólnego~Dolar84

Edited by Dolar84
Przeniesienie z MLN do działu ogólnego.
  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przeczytane.

 

Przyznam, że po lekturze mam mieszane uczucia. Do tekstu podchodziłem dosyć sceptycznie, ponieważ chociaż Lyokoheroes niejednokrotnie pokazał, iż w sztuce tworzenia fanfików "serialowych" sprawdza się doskonale, to cięższe tematy zdają się mu za bardzo nie leżeć. Choć może inaczej - nie tyle nie leżą, ile przychodzą mniej naturalnie. Do pewnego stopnia te obawy się sprawdziły, chociaż nie było wcale źle. No ale dosyć ogólników przejdźmy do rzeczy,

 

Beware the spoilers!

 

Bohaterowie są napisani poprawnie zarówno Golden Wing jak i Scarlet Sword. Dlaczego nie oceniam ich na dobrze? Wynika to nie tyle ze sposobu konstrukcji bohaterów a raczej ich prowadzania przez tekst. Podczas czytania nie dało się odczuć, że GW jest gwardzistą. Zwyczajnie sprawiał wrażenie za miękkiego do tej roli. Wydawał się niewyszkolony, niepewny siebie i ogólnie bardziej pasował do obrazu romantycznego nastolatka niż żołnierza, który musiał przejść na pewno do pewnego stopnia rygorystyczne szkolenie. Mimo to czytało się go na tyle przyjemnie, iż ta wada nieco się rozmywała.

 

Co do SS to do jej wyczynów bojowych nie mam najmniejszych zastrzeżeń. Te pojawiają się w odniesieniu do jej zawodu i podejścia. Po pierwsze - w życiu bym nie powiedział, że jest inkwizytorą, a co dopiero kimś o wysokiej randze w tej formacji. Brak w niej rysy bezwzględności, którą powinno być widać w takiej postaci. Nie należy mylić tego z okrucieństwem, gdyż pomimo powszechnego utożsamiania inkwizycji z tą cechą, nie jest to do końca prawda. Albo inaczej - nie występowało tak powszechnie jak się uważa. Mimo to nie nie pasuje mi do tej formacji. Teraz przejdźmy do jej podejścia, które mi się zupełnie nie podobało. Spotyka jakiegoś łebka, ratuje mu skórę, po czym składa pełne wyjaśnienia kim jest, skąd się wzięła i w ogóle wampiry istnieją ach i och, po czym następuje wielka lekcja historyczno-mitologiczna, która jest kontynuowana na kolejnych spotkaniach. Za dużo, za szybko. Za wiele naraz. Gdyby to zostało trochę rozciągnięte, może część zrobiona w opisach a nie w długich monologach to wypadłoby to przystępniej dla potencjalnego czytelnika. W ten sposób można się zmęczyć podczas lektury, gdyż tempo akcji jest zwyczajnie za szybkie.

 

Jeżeli chodzi o samą fabułę to jest w porządku. Poruszono motyw religijny, co nie jest częste w fanfikach i zrobiono to dobrze. Wspomniano o hierarchii, o budowlach sakralnych, o inkwizycji. Stanowiło to dobre tło dla fabuły a jednocześnie jeden z jej ważnych, choć nie zanadto wyeksponowanych fundamentów. Aprobuję.

 

To o czym pisałem wcześniej, czyli wynurzenia (bo trudno mi to określić inaczej) SS o ile przy niej uznałem za wadę, to biorąc je na ruszt osobno, stanowią przykład bardzo przyjemnego światotworzenia. Jak a objętość tekstu dowiadujemy się bardzo dużo o jego historii, uwarunkowaniach społecznych. a nawet mimochodem wspomniano o toczonych w przeszłości bojach. Dodając do tego wszystko to co wiemy o rozciągniętej na mniej więcej rok teraźniejszości dostajemy solidny obraz świata, w którym łatwo można się odnaleźć i czytać o nim z zainteresowaniem. Bardzo dobra robota.

 

Na koniec wspomnę o jeszcze jednej rzeczy - na początku mamy charakterystykę występujących w opowiadaniu antagonistów podano też nieco ich cech. Znając poglądy (a przynajmniej ich część) autora nie powiem by mnie zdziwiły, natomiast niesmakiem napełniło mnie potężne generalizowanie. Wychodziło no to, że każdy kto podąża za takimi hasłami to degenerat, gwałciciel i ogólnie wszystko co najgorsze. Teraz tak - dopuszczam możliwość, iż widzę tu coś czego nie ma i jeżeli taka generalizacja nie była celowym zabiegiem to nie mam żadnych zastrzeżeń, bo poglądów autora nie mam zamiaru się (tak, wiem to rzadkość) czepiać. Każdy pisze jak chce, choć nie od rzeczy byłoby wskazanie, że nie każdy kto nie postępuje za linią postępowania uznawaną za właściwą jest od razu bezwzględnym potworem. Jeżeli jednak był to zabieg celowy, to muszę stwierdzić, iż tego typu podejście potępiam w czambuł. Mam więc szczerą nadzieję że się mylę.

 

Podsumowując - opowiadanie nie jest złe i pomimo pewnych wad można je przeczytać z przyjemnością. Ze względu na nieco ostrzejsze sceny zalecałbym je raczej starszym czytelnikom, ale nie ma w nim nic co wymuszałoby umieszczenie go w MLN. Nie wiem czy do niego jeszcze wrócę, ale spędzonego z tym fanfikiem czasu na pewno nie uznam za stracony.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mieszana uczucia... zabawne, bo trochę podobnie mam z Twoim komentarzem. 

 

Ale przechodząc do meritum, to najpierw chciałbym byś nieco szerzej wyjaśnił tą kwestię "mniej naturalnego przychodzenia" cięższych tematów. W sumie na Discordzie wspomniałeś o 

1) zbyt dobrych i empatycznych postaciach

2) wykazywaniu braków przez ciężki, przytłaczający klimat i mroczną atmosferę

Pierwsze co prawda mam wrażenie, że bierze się trochę z tego iż w odróżnieniu ode mnie uważasz, że "cięższe tematy" wykluczają właśnie taki pozytywny obraz postaci, skupianie się na tym co w nich dobre... podczas gdy ja nie widzę w tym sprzeczności. Co więcej uważam, że właśnie dzieło jest lepszym, gdy będąc ciężkie, czasem wręcz mroczne/ponure oferuje takie prawdziwe "światełko w tunelu". Poniekąd jest to jedna z głównych idei, która stałą za kreacją tego uniwersum. Nawet jeśli jego społeczeństwo jest de facto szargane nie do końca uświadamianymi sobie sprzecznościami. 

Druga rzecz... no tu po prostu wydaje mi się to bardzo... niekonkretne. Czym są te braki, na czym polegają? Bo taki ogólnik jest dla mnie jako twórcy mało użyteczny. Jak już kiedyś mówiłem - w komentarzach lubię konkretność. 

 

Co do bohaterów...

Cóż, faktycznie konstrukcję Golden Winga mógłbym chyba lepiej przeprowadzić. Będzie warto się nad tym pochylić, zwłaszcza, że w opowiadaniach z tego świata będzie się jeszcze pojawiał - choć raczej jako postać poboczna/epizodyczna. 
W każdym jednak razie... nie byłbym sobą, jakbym nie dopytał o szczegóły. Dlaczego sprawiał wrażenie miękkiego? Czemu wydawał się taki niewyszkolony i niepewny siebie (no kurcze, czy ktoś niepewny siebie bez broni ruszyłby na grupkę uzbrojonych kucy, która definitywnie nie miała pokojowych zamiarów?) dlaczego "nie pasował na żołnierza". No i nie powiedziałbym, że był miękki, był po prostu osobą wrażliwą... a od kiedy to bycie gwardzistą wyklucza wrażliwość? Serialowy Shining też był całkiem wrażliwy (wystarczy sobie choćby przypomnieć jak widziała go małą Twily) a przecież był kapitanem straży... 

Inna sprawa, że trochę z tyłu głowy miałem założenie, że na razie był ledwie początkującym gwardzistą, może nawet kadetem(choć raczej pod koniec szkolenia, niemniej jednak jest wspomniane, że celował w Zakon Świtu, czyli jednostkę bardzo elitarną, do której miał jeszcze daleką drogę), bo wciąż był całkiem młody... ale to jakoś za bardzo nie wybrzmiało, co chyba było błędem.

 

Co do Scarlet Swort... ech tu widze trochę błąd poznawczy z Twojej strony. Nie, zdecydowanie "rysa bezwzględności" nie jest czymś co "powinno być widać" u takiej postaci. Nawet jeśli czynisz tu rozróżnienie miedzy bezwzględnością a okrucieństwem. 
Nie, takie przypadki były patologią, rzadko się zresztą pojawiającą i tępioną. Oczywiście pewna surowość czasem w razie konieczności była, ale surowość to nie to samo co bezwzględność. W pewnym uproszczeniu można powiedzieć to "o kolejny stopień bardziej łagodne" (w ciągu okrucieństwo -> bezwzględność -> surowość). 
Podobnie jest z Niebiańską Inkwizycją u harmonistów. 
Scarlet w zasadzie jest tu właśnie idealnym przykładem inkwizytora - w razie potrzeby każe z pełną surowością, ale zawsze daje grzesznikowi szanse nawrócena. To własnie robi, co jest wprost wypełnianiem jej wiary - do stopnia, który możnaby nawet uznać za radykalny, więc nic dziwnego, że w pewien sposób to zaimponowało Goldenowi.
Dobrze jednak, że nei masz zastrzeżeń do jej wyczynów bojowych - w końcu mówimy tu o potężnej czarodziejce z dużym doświadczeniem, która w dodatku jest wampirem i to dość wiekowym, a to daje sporego kopa do mocy. Nie takiego jak bycie alikornem naturalnie, nawet bardzo wiekowe wampiry nie mają startu do alikornów... przynajmniej normalnie...

Co do podejścia... hm... zacznijmy od tego "za dużo, za szybko, za wiele na raz"...
Cóż, trochę fakt, to przedstawianie przez nia świata nocy, wprowadanie do niego Golden Winga, a razem z nim i czytelnika będące jednym z trzech głównych punktów opowiadania (obok spotkania i całej sytuacji wokół poczęcia Sunset) to ten element, o który niejako najbardziej się obawiałem. Dopracowując a nawet już pisząc sam siebie trochę pytałem "czy aby nie przeładowuję tej części dialogami?", a skoro ja sam takie wrażenie zacząłem odnosić - a wiem, że mam nieco skłonności do robienia przegadanych rozdziałów - to chyba coś w tym musiało być... ale z drugiej jednak strony niespecjalnie widziałem sposób jakby to przeprowadzić, zwłaszcza, że tą cała historię jednak nie tak łatwo byłoby porcjować na wiele kolejnych spotkań, a przecież zakres który wprost opisałem nie jest całością. 
No i właśnie, gdy przed publikacją dałem to paru osobom do przeczytania, z czego dwie wprost wypytywałem o kwestię tego przesycenia dialogami... obydwie powiedziały, że w ich odczuciu jest w porządku, więc zostawiłem jak jest. 
W dodatku gdybym chiał to rozciągnąć to mam wrażenie, że mogłyby się z tego zrobić dłużyzny i opowiadanie by się mogło całkowicie niepotrzebnie przekształcić w krótszy wielorozdziałowiec. A tymczasem niejako głównym zamysłem było przekrojowe ukazanie znajomości Scarlet i Goldena. 

 

No i właśnie w kwestii tego, że w ogóle mu o tym mówiła... 

21 godzin temu, Dolar84 napisał:

Spotyka jakiegoś łebka, ratuje mu skórę, po czym składa pełne wyjaśnienia kim jest, skąd się wzięła i w ogóle wampiry istnieją [...]

To jest bardzo płytkie patrzenie - choć może i po części zawinione przez to, że pewnych rzeczy nie nakreśliłem dostatecznie jasno. 

W kaźdym jednak razie już na początku masz tu dość fałszywe uproszczenie. Jasne, Scarlet nie znała Goldena, był dla niej w sumie przypadkowym kucem... ale też kucem, który wykazał się odwagą i jakbyśmy dziś powiedzieli "obywatelską postawą", stanął w obronie niewinnej. Tym samym dając Scarlet dość czasu by dotrzeć na miejsce, zanim do czegoś doszło. W realny sposób jej pomógł. Nawet jeśli potem to ona praktycznie wszystko zrobiła i... możnaby rzec, że go uratowała, ale... czy można powiedzieć, że bez jej interwencji Golden Wing by sobie nie poradził? Niekoniecznie. O ile nie bawiłem się specjalnie w snucie alternatywnych wersji wydarzeń, to jak najbardziej mógłby dać radę przerwać okrąg napastników i uciec z młodą Twilight Velvet. A wtedy znaleźć jakiś posterunek lub zgubić pogoń. O ile by była, bo równie dobrze te kuce mogłyby odpuścić i poszukać łatwiejszej ofiary. 

 

Jednocześnie dochodzi inny aspekt. 

Wampiry są w zasadzie bardzo samotne - nie bez powodu Scarlet mówiła o byciu wampirem jako o "klątwie". Wampiry są uznawana za mit, a w tych mitach są krwiożerczymi potworami. I spodziewała się, że właśnie tak Golden Wing będzie ją widział - szczególnie po tym jak na jego oczach posiliła się świeżą krwią. Nic więc dziwnego, że kompletnie przeciwna do tego reakcja ogiera - w której więcej było zachwytu niż strachu czy obrzydzenia - wywołała u niej pewną sympatię do tego młodzieniaszka. No dobra, przy wampirze o jej wieku każdy śmiertelny kucyk byłby młodzieniaszkiem. 

To dlaczego mówi sama też zresztą wyjaśniła:

Cytat

A dlaczego o tym mówię? To proste. Skoro już poznałeś część prawdy, to lepiej, byś wiedział, jak jest naprawdę, a nie kierował się mitami. Jeśli masz trochę oleju w głowie, pewnie wiesz, że czasem część prawdy może dawać mniej prawdziwy obraz rzeczywistości niż jej brak. A wydaje mi się, że masz i że mogę ci ufać

Wzbudził jej zaufanie, w dodatku chcąc nie chcąc i tak już poznał część prawdy. Więc lepiej było by znał ja całą niż tyko część. Co też pozwalałoby mu lepiej uświadomić sobie dlaczego jednak warto zachować to w sekrecie.

Czy ryzykowała? Tak, jasne że tak. Ale cóż innego miała zrobić? Zostawić go bez pełniejszej wiedzy, by zaczął o tym rozpowiadać i pewnie siać panikę? Przecież nie mogłaby tak po prostu go zabić dla zachowania sekretu. A nawet jeśli to byłaby to ostateczność, której wolała uniknąć. Zwłaszcza że jak mówiłem zaczęła czuć pewną sympatię do tego nieznajomego, które potem z czasem przerodziła się w coś znacznie głębszego.

Zresztą... hipotetyczne ewentualne późniejsze wytropienie go i usunięcie (jeśli założyć, że byłaby wstanie się do tego zmusić...) nie byłoby dla niej aż tak trudna, więc czy aby na pewno aż tak ryzykowała?

A w ten sposób mogła po raz pierwszy od bardzo dawna otwarcie, bez sekretów i kłamstw pomówić ze zwykłym kucykiem. Co w dość naturalny sposób było dla niej kuszącą perspektywą. Celestia się nie liczy, to je królowa i w ogóle, poza tym alikorn więc kompletnie inny typ relacji.

 

Co do światotworzenia, cóż, jednym z pobocznych celów tekstu było właśnie ukazanie tego świata - nie bez powodu zdecydowałem się na taką a nie inną fabułę, nie bez powodu mamy tu kucyka poznającego "świat nocy". Choć muszę uczciwie przyznać, że nie jest ono w pełni autorskie. Jak pisałem świat bazuje na komiksie "Adaptująca się do nocy", który posiada też całkiem pokaźnych rozmiarów przewodnik po świecie. Stamtąd pochodzi choćby Wojna Koszmaru - która jest w skrócie... rozszerzoną wersją kryzysu Nightmare Moon - czystka wampirów urządzona przez odstępców Zakonu Świtu oraz traktat i główny rys historii tego jak Celestia zostałą królową wampirów oraz czym jest blooddyzm i harmonizm. Od siebie dodałem choćby kwestię uwięzienia Vorne'a przez Clovera Sprytnego, samą instytucję inkwizycji, szczegóły tego czym jest harmonizm (dość alternatywne względem tego co ostatecznie było w komiksie, za to bardziej zgodne z wrażeniem, jakie na początku sprawiał) czy blooddyzm... albo pewne szczegóły współczesnych uwarunkowań społecznych, choć w nich też pobrzmiewają echa tego co mieliśmy w komiksie...

 

Co do owej "charakterystyki antagonistów"... hm... nie nie do końca bym tak to nazwał. Bo to opowiadanie nawet ścisłych antagonistów nie ma, ot jedynie takich "epizodycznych antagonistów zbiorowych", będących jedynie reprezentacją pewnych grup kucy przejawiających takie a nie inne zachowania.
To co mieliśmy na początku jest raczej nakreśleniem pewnych tendencji, które zaczęły się - nie ma co ukrywać, że nie same z siebie ich źródła uważny czytelnik dostrzeże w samym tekście - pojawiać w społeczeństwie. Obserwacja pewnych tendencji nie jest tym samym czym generalizowanie. 
Czy każdy podążający za tymi hasłami to degenerat? Tak, bo wszystkie te hasła są symptomem pewnego moralnego zepsucia. A już tymbardziej oczami bohatera tak jest. 
Jakby nie patrzeć ład społeczny Equestrii w tym świecie opiera się właśnie na harmonizmie i jego moralności. Wszystkie te hasła mają mocno wywrotowy charakter, atakują właściwie same podstawy equestriańskiego społeczeństwa -  nawet jeśli część w sposób zamaskowany - nic więc dziwnego że budzą zdecydowany opór większości społeczeństwa. 
Oczywiście nie ma tu wprost mowy o takich rzeczach jak "społeczne trendy" itd, bo też opowiadanie jest głównie z perspektywy Golden Winga, który nie jest socjologiem ani filozofem, raczej prostym kucykiem. Który owszem dostrzega pewne problemu, ale niekoniecznie będzie wszystko wachowo umiał nazwać i posługiwać się terminami pokroju "trendy społeczne". 
Nie, rzeczywistość jest tu ukazana oczami "zwykłego kucyka", a nie specjalisty. 
Niemniej jednak pojęcie degenerata nie jest binarne, moralna degeneracja osoby może mieć różny stopień - może się na takich wywrotowych hasłach nawet kończyć (bo np dany ktoś i tak może nie przejawiać skłonności do pełnego ich realizowania, ale po prostu "nie widzi w tym nic złego i nie chce by było zabraniane"), może też na wprowadzaniu ich jedynie w ramach własnej wolności... ale może i pójść dalej. Tak jak zrobiły to spotkane przez Golden Winga i Scarlet Sword kuce. 
Jest tu oczywiście ukazene, że odrzucanie moralności czy rozluźnianie obyczajów są czynnikami, które mogą do takich działań popchnąć, że mogą one uczynić z kucyka potwora... ale nie ma twierdzenia, że zawsze zajdzie to tak daleko.
Choć oczywiście nie musi zajść tak daleko by to było złe. W końcu same przesuwanie granic tego co jest akceptowalne łatwo może prowadzić do dalszego i dalszego ich przesuwania... 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
44 minuty temu, Lyokoheros napisał:

Pierwsze co prawda mam wrażenie, że bierze się trochę z tego iż w odróżnieniu ode mnie uważasz, że "cięższe tematy" wykluczają właśnie taki pozytywny obraz postaci, skupianie się na tym co w nich dobre... podczas gdy ja nie widzę w tym sprzeczności. Co więcej uważam, że właśnie dzieło jest lepszym, gdy będąc ciężkie, czasem wręcz mroczne/ponure oferuje takie prawdziwe "światełko w tunelu". Poniekąd jest to jedna z głównych idei, która stałą za kreacją tego uniwersum. Nawet jeśli jego społeczeństwo jest de facto szargane nie do końca uświadamianymi sobie sprzecznościami.

 

Nie do końca zrozumiałeś to co chciałem powiedzieć, ale i ja też nie do końca precyzyjnie to określiłem. Zgadzam się, że pozytywne postacie mają swoje miejsce w cięższych klimatach i zwykle nawet bardzo dobrze się w niego wpasowują i dobrze mu robią. Problemy są dwa. Postacie dobre tak, ale już nie "cukierkowe". A takie właśnie wrażenie wywarł na mnie Golden Wing. Był zbyt wrażliwy, zbyt serialowy, nijak nie pasował do mroczniejszego świata, który starałeś się kreować. Do tego zresztą jeszcze wrócę poniżej. Drugim zaś problemem jest to, iż tej mrocznej atmosfery się nie czuje. I jest to głównie wina braku sugestywnych opisów. Wytworzenie tego typu klimatu dialogami, lub jak w tym przypadku praktycznie monologami jest niesamowicie trudne no i nie wyszło. Nawet scena pierwszej walki i późniejszej kaźni nie wywierały takiego wrażenia jak powinny. Były zdecydowanie za lekkie. I nie, nie chodzi o to, że trzeba się wdawać w szczegółowy opis mordów, ale bardziej o otoczkę. Powtarzam - brakuje opisów.

 

51 minut temu, Lyokoheros napisał:

W każdym jednak razie... nie byłbym sobą, jakbym nie dopytał o szczegóły. Dlaczego sprawiał wrażenie miękkiego? Czemu wydawał się taki niewyszkolony i niepewny siebie (no kurcze, czy ktoś niepewny siebie bez broni ruszyłby na grupkę uzbrojonych kucy, która definitywnie nie miała pokojowych zamiarów?) dlaczego "nie pasował na żołnierza". No i nie powiedziałbym, że był miękki, był po prostu osobą wrażliwą... a od kiedy to bycie gwardzistą wyklucza wrażliwość? Serialowy Shining też był całkiem wrażliwy (wystarczy sobie choćby przypomnieć jak widziała go małą Twily) a przecież był kapitanem straży... 

Inna sprawa, że trochę z tyłu głowy miałem założenie, że na razie był ledwie początkującym gwardzistą, może nawet kadetem(choć raczej pod koniec szkolenia, niemniej jednak jest wspomniane, że celował w Zakon Świtu, czyli jednostkę bardzo elitarną, do której miał jeszcze daleką drogę), bo wciąż był całkiem młody... ale to jakoś za bardzo nie wybrzmiało, co chyba było błędem.

 

Akurat serialowy Shining nie jest najlepszym przykładem, bo kreowany jest nie na kogo wrażliwego, ale na totalną piz.... pam pa ram. Pomijam już fakt, że jego jedyną zdolnością bojową jest rzut Kredensem. Co do Golden Winga to chodzi o ogólne wrażenie. Owszem, rzucił się na pomoc z gołymi kopytami i to jest plus, ale nadal ogólne wrażenia jest takie, iż zwyczajnie jest za miękki. Też brakuje mu pewnej... bezwzględności, twardości którą w żołnierzach można zobaczyć. Jednak jeżeli jak wspomniałeś jest to początkujący czy nawet kadet, to w tym momencie kreacja nabiera całkiem nowego i o wiele bardziej pozytywnego obrazu. U takiego szczypiora te cechy, które opisałem mogły się jeszcze zwyczajnie nie wykształcić. Tak więc jakieś zdanie choćby sugerujące, iż to dopiero początek jego kariery mogłoby bardzo kreacji postaci pomóc.

 

1 godzinę temu, Lyokoheros napisał:

Co do Scarlet Swort... ech tu widze trochę błąd poznawczy z Twojej strony. Nie, zdecydowanie "rysa bezwzględności" nie jest czymś co "powinno być widać" u takiej postaci. Nawet jeśli czynisz tu rozróżnienie miedzy bezwzględnością a okrucieństwem. 
Nie, takie przypadki były patologią, rzadko się zresztą pojawiającą i tępioną. Oczywiście pewna surowość czasem w razie konieczności była, ale surowość to nie to samo co bezwzględność. W pewnym uproszczeniu można powiedzieć to "o kolejny stopień bardziej łagodne" (w ciągu okrucieństwo -> bezwzględność -> surowość). 
Podobnie jest z Niebiańską Inkwizycją u harmonistów. 
Scarlet w zasadzie jest tu właśnie idealnym przykładem inkwizytora - w razie potrzeby każe z pełną surowością, ale zawsze daje grzesznikowi szanse nawrócena. To własnie robi, co jest wprost wypełnianiem jej wiary - do stopnia, który możnaby nawet uznać za radykalny, więc nic dziwnego, że w pewien sposób to zaimponowało Goldenowi.
Dobrze jednak, że nei masz zastrzeżeń do jej wyczynów bojowych - w końcu mówimy tu o potężnej czarodziejce z dużym doświadczeniem, która w dodatku jest wampirem i to dość wiekowym, a to daje sporego kopa do mocy. Nie takiego jak bycie alikornem naturalnie, nawet bardzo wiekowe wampiry nie mają startu do alikornów... przynajmniej normalnie...

 

Nope, błędu poznawczego tu nie ma. Inkwizycja miała swoje za uszami i te przypadki nie były wcale rzadkie, ani przesadnie tępione. Ale to materiał na ewentualną rozmowę w innym miejscu.

 

Nadal więc uważam, że Scarlet jest zbyt łagodna jak na postać o jej randze i zadaniach. Dopuszczam jednak możliwość, iż odnoszę takie wrażenie z powodu jej dalszego zachowania. Mimo wszystko twardo stoję a stanowisku, iż nawet surowości jest trochę brakuje. Co zaś do jej wyczynów bojowych to doszedłem do takich wniosków jakie sam tu wymieniłeś - jest badassem tłukącym amatorów i tyle w temacie. Byli zwyczajnie bez szans.

 

1 godzinę temu, Lyokoheros napisał:

Co do podejścia... hm... zacznijmy od tego "za dużo, za szybko, za wiele na raz"...
Cóż, trochę fakt, to przedstawianie przez nia świata nocy, wprowadanie do niego Golden Winga, a razem z nim i czytelnika będące jednym z trzech głównych punktów opowiadania (obok spotkania i całej sytuacji wokół poczęcia Sunset) to ten element, o który niejako najbardziej się obawiałem. Dopracowując a nawet już pisząc sam siebie trochę pytałem "czy aby nie przeładowuję tej części dialogami?", a skoro ja sam takie wrażenie zacząłem odnosić - a wiem, że mam nieco skłonności do robienia przegadanych rozdziałów - to chyba coś w tym musiało być... ale z drugiej jednak strony niespecjalnie widziałem sposób jakby to przeprowadzić, zwłaszcza, że tą cała historię jednak nie tak łatwo byłoby porcjować na wiele kolejnych spotkań, a przecież zakres który wprost opisałem nie jest całością. 

 

Wspomniałem już wcześniej, że dla mnie nie były to dialogi a monologi praktycznie. A jak mógłbyś to zmienić lub nawet nie tyle zmienić co urozmaicić? Załóżmy sytuację, że Scarlet zaczyna nawijkę historyczno-mitologiczną i urywasz ją po jednym zdaniu, kończąc wielokropkiem. I w tym momencie ładujesz opis tego o czym mówiła unikając przełądowania rozmowami, zyskując szansę na dodatkowe światotworzenie, no i by podkreślić, iż jest to opis tego co mówi uzupełniasz to jednym czy dwoma zdaniami-ozdobnikami w stylu "Golden Wing bez reszty zasłuchał się w nieznanej mu wcześniej części historii Equestrii" itp.

 

1 godzinę temu, Lyokoheros napisał:

Wzbudził jej zaufanie, w dodatku chcąc nie chcąc i tak już poznał część prawdy. Więc lepiej było by znał ja całą niż tyko część. Co też pozwalałoby mu lepiej uświadomić sobie dlaczego jednak warto zachować to w sekrecie.

Czy ryzykowała? Tak, jasne że tak. Ale cóż innego miała zrobić? Zostawić go bez pełniejszej wiedzy, by zaczął o tym rozpowiadać i pewnie siać panikę? Przecież nie mogłaby tak po prostu go zabić dla zachowania sekretu. A nawet jeśli to byłaby to ostateczność, której wolała uniknąć. Zwłaszcza że jak mówiłem zaczęła czuć pewną sympatię do tego nieznajomego, które potem z czasem przerodziła się w coś znacznie głębszego.

 

Wrzucam tylko fragment wypowiedzi o tym że za dużo mu zdradziła, ale odnoszę się do wszystkiego. Nie kupuję Twojego tłumaczenia. Owszem teoretycznie jest ono racjonalne i sensowne, ale brak mu przełożenia na realia. Scarlet może być samotna jak to pijawy, mogła nabrać sympatii do Golden Winga za jego czyny (i to uzasadnionej), ale mimo wszystko takie otwarcie się na pierwszym spotkaniu z zasady nie występuję w naturze. No a już na pewno ze strony wysokiego rangą oficera (tak wiem, Inkwizycja to inny łańcuch dowodzenia, ale zasada ta sama) w stosunku do jakiegoś żołnierza świeżo po szkole. Wypada to po prostu sztucznie i nienaturalnie. Co zaś do tego, że zostawiała go z pewną wiedzą i niby nie mogła ryzykować? Ależ mogła! Nawet więcej - nie usiała wcale ryzykować i absolutnie nie musiała go przy tym zabijać co byłoby tragicznie sprzeczne z kreacją postaci. Wystarczyło, że jako wyższy rangą kuc kazałaby mu trzymać gębę na kłódkę (naturalnie mogła i pewnie wyraziłaby się znacznie uprzejmiej), a jeżeli by nie posłuchał bo nigdy nie słyszał o jej formacji (postępując notabene słusznie) to wystarczyło by poszła z nim do kogoś wyżej w hierarchii dowodzenia zorientowanego w sprawie i wtedy on młodemu kazałaby trzymać gębę a kłódkę (zapewne mniej uprzejmie niż ja tu piszę). Dla złagodzenia niekorzystnego wrażenia Scarlet mogła powiedzieć Goldenowi, że pochwala jego zachowanie i może przy kolejnym spotkaniu powie mu coś więcej. Stosując takie lub podobne rozwiązanie sytuacji uniknąłbyś sztuczności a dodatkowo za darmo rozbudował postacie i nakreślił pierwsze nitki wiodące do ich późniejszego związku.

 

1 godzinę temu, Lyokoheros napisał:

Jest tu oczywiście ukazene, że odrzucanie moralności czy rozluźnianie obyczajów są czynnikami, które mogą do takich działań popchnąć, że mogą one uczynić z kucyka potwora... ale nie ma twierdzenia, że zawsze zajdzie to tak daleko.
Choć oczywiście nie musi zajść tak daleko by to było złe. W końcu same przesuwanie granic tego co jest akceptowalne łatwo może prowadzić do dalszego i dalszego ich przesuwania...

 

Też wrzucam tylko część akapitu, bo i wypowiedź będzie po tym wyjaśnieniu krótka (i nijak nie wpływa na wcześniejszą ocenę opowiadania) i w sumie kończąca temat tej kwestii o ile nie zostanę sprowokowany do kontynuacji (mam nadzieję, że nie). Potępiam Twoje podejście w czambuł. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zbyt wrażliwy, cukierkowy... hm... ja nie odniosłęm takiego wrażenia, ale cóż, pomyślę jeszcze nad tym. Bo myślę, że na pewno jeszcze jakieś późniejsze poprawki będę do tego robił... ale nie teraz. Na pewno przed dodaniem dodatkowej "sceny", która de facto nie jest scena, a bardziej przejściem, pomostem miedzy akcją tego opowiadania, a późniejszą, główną historią z tego świata. 
Co do opisów... hm... cóż w kwestii ekspozycji zła raczej wyznaję zasadę minimalizmu - tak owszem, generalnie nazywać rzeczy po imieniu gdy to potrzebne, ale też nie poświęcać jego ekspozycji więcej niż to potrzebne. 
No choć moooże i trochę możnaby robudować te opisy. Co jednak masz na myśli przez tą otoczkę? Odczucia bohaterów, ich myśli? Bo generalnie scena pierwszej walki miała być też możliwie dynamiczna, a dynamizm i dużo opisów to jakby nie do końca ze sobą współgra. 

A Shining, to jakby krytycznie na niego nie patrzeć umie też stawiać niezłe tarcze ochronne, także ten coś więcej niż rzucać żoną umie...
 

1 godzinę temu, Dolar84 napisał:

Nope, błędu poznawczego tu nie ma. Inkwizycja miała swoje za uszami i te przypadki nie były wcale rzadkie, ani przesadnie tępione. Ale to materiał na ewentualną rozmowę w innym miejscu.

Nawet zakładając, że masz rację co do realnie istniejącej katolickiej inkwizycji... to już nijak jej nie masz w odniesieniu do niebiańskiej inkwizycji u harmonistów, więc... właściwie i tak jest błą poznawczy, tylko co najwyżej innej natury :P

 

1 godzinę temu, Dolar84 napisał:

Wspomniałem już wcześniej, że dla mnie nie były to dialogi a monologi praktycznie. A jak mógłbyś to zmienić lub nawet nie tyle zmienić co urozmaicić? Załóżmy sytuację, że Scarlet zaczyna nawijkę historyczno-mitologiczną i urywasz ją po jednym zdaniu, kończąc wielokropkiem. I w tym momencie ładujesz opis tego o czym mówiła unikając przełądowania rozmowami, zyskując szansę na dodatkowe światotworzenie, no i by podkreślić, iż jest to opis tego co mówi uzupełniasz to jednym czy dwoma zdaniami-ozdobnikami w stylu "Golden Wing bez reszty zasłuchał się w nieznanej mu wcześniej części historii Equestrii" itp.

Hm... tak, faktycznie to by chyba mogło zadziałać... choć wiele przerabiania by było. 

 

1 godzinę temu, Dolar84 napisał:

No a już na pewno ze strony wysokiego rangą oficera (tak wiem, Inkwizycja to inny łańcuch dowodzenia, ale zasada ta sama) w stosunku do jakiegoś żołnierza świeżo po szkole. Wypada to po prostu sztucznie i nienaturalnie.

Cóż, zasada może i ta sama, aczkolwiek w inkwizycji działa to niejako nieco mniej niż w wojsku jako takim. W dodatku hierarchia inkwizytorów jest niejako "obok" tej wojskowej, choć przy tak wysokiej randze Scarlet faktycznie wojskowi też niejako podlegają. Choooć w zasadzie to nie do końca, bo wojsko jest... cóż państwowe, Inkwizycja nie jest państwowa a kościelna. Faktem jest, że główną przełożoną Inkwizycji (jak i Zakonu Świtu) jest księżniczka Celestia (choć w tym kontekście to nad nią stoi jeszcze arcykapłan.) 

I tu dla niej Golden Wing był przede wszystkim kucykiem zasługującym na wyjaśnienia, a nie "niższym rangą". 

 

Niemniej jednak... tak może faktycznie sensowne byłoby przesuniecie tego na ich późniejsze spotkanie... choć z drugiej strony... wtedy tym bardziej byłoby tak wszystko na raz... hm.... dość ciężki orzech do zgryzienia...

 

2 godziny temu, Dolar84 napisał:

Wystarczyło, że jako wyższy rangą kuc kazałaby mu trzymać gębę na kłódkę (naturalnie mogła i pewnie wyraziłaby się znacznie uprzejmiej), a jeżeli by nie posłuchał bo nigdy nie słyszał o jej formacji (postępując notabene słusznie)

Cóż, ciężko byłoby, aby nie słyszał, bo istnienie inkwizycji jest czymś powszechnie znanym, a sami inkwizytorzy cieszą się w społeczeństwie wielkim szacunkiem (co zresztą nawet pośrednio wypowiedziami Golden Winga wskazałem). Więc zasadniczo... nie miałby formalnych podstaw by nie posłuchać. 

Poza jedna dość istotną... bez przynajmniej części wiedzy, którą mu pokazała, mógłby stwierdzić, że wampir w inkwizycji to herezja - kierując się mylnym wyobrażeniem o nich - i tym samym... oznaczałoby to, że nie jest jej winny żadnego posłuszeństwa, bo popadając w herezję inkwizytor niejako z automatu traci swe uprawnienia. 

Tylko, że oczywiście byłby to z jego strony sąd mylny... choć też oczywiście w zaistniałej sytuacji by takiego nie dokonał. Ale jest to hipotetyczna opcja. 

 

Tu mała dygresja światotwórcza odnośnie Inkwizycji i Rycerzy Świtu - pełnoprawni członkowie tych organizacji (po ukończonym szkoleniu i ślubach) wiedzą o istnieniu wampirów. I społeczeństwo nie wie o istnieniu wampirów są one niekiedy członkami inkwizycji. Zakonu Świtu już nie, gdyż jest to zakon rycerski powołany pierwotnie własnie do zwalczania istot nocy(powstał podczas Wojny Koszmaru)... i cóż ich wyposażenie również jest do tego przystosowane, wampirom więc... mogłoby zaszkodzić samo jego używanie.

Ergo - praktycznie rzecz biorąc gdyby Golden Wing zrealizował swoje marzenie o dostaniu się do Zakonu Świtu... i tak dowiedziałby się tego co powiedziała mu Scarlet.

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, Lyokoheros napisał:

Hm... tak, faktycznie to by chyba mogło zadziałać... choć wiele przerabiania by było.

 

Myślę, że nie ma czego tu przerabiać, ale fajnie jakbyś w przyszłości rozważył czasem taką opcję przy pisaniu. Takie urozmaicenie raz na jakiś czas naprawdę może pomóc.

 

1 godzinę temu, Lyokoheros napisał:

Cóż, ciężko byłoby, aby nie słyszał, bo istnienie inkwizycji jest czymś powszechnie znanym, a sami inkwizytorzy cieszą się w społeczeństwie wielkim szacunkiem (co zresztą nawet pośrednio wypowiedziami Golden Winga wskazałem). Więc zasadniczo... nie miałby formalnych podstaw by nie posłuchać. 

Poza jedna dość istotną... bez przynajmniej części wiedzy, którą mu pokazała, mógłby stwierdzić, że wampir w inkwizycji to herezja - kierując się mylnym wyobrażeniem o nich - i tym samym... oznaczałoby to, że nie jest jej winny żadnego posłuszeństwa, bo popadając w herezję inkwizytor niejako z automatu traci swe uprawnienia. 

Tylko, że oczywiście byłby to z jego strony sąd mylny... choć też oczywiście w zaistniałej sytuacji by takiego nie dokonał. Ale jest to hipotetyczna opcja.

 

Nawet jeżeli uznałby jej istnienie za herezję to przecież i tak nic by z tym nie zrobił, a to z dwóch powodów (jak to sobie wyobrażam). Po pierwsze - nie byłby w stanie, bo ona przecież mogła zawiązać go w supeł i przetrzeć nim podłogę jakby doszło do wymiany ciosów. I to nie robiąc mu przy tym zbytniej krzywdy. A że nic w kreacji postaci nie wskazuje na to by był idiotą, to po jej pokazie na pewno by sam nie zaatakował. Po drugie - nawet gdyby uznał że nie ma uprawnień bo jej istnienie jest herezją (i wiedząc, że nie jest w stanie jej pokonać) to i tak powinien zażądać by poszła z nim do jego bezpośredniego przełożonego. Scarlet mogłaby nawet posłuchać, bo biorąc pod uwagę fakt jaką jest szychą, sprawa szybko zostałaby wyjaśniona a Golden mógłby wtedy uzyskać część wyjaśnień od przełożonego a część od niej - i już masz urozmaicenie dodatkowe. Daje to też świetną możliwość rozbudowania więzi między nimi, kiedy ta mogłaby z pewną dozą nieobraźliwej kpiny, ot takim niewinnym humorystycznym docinkiem pochwalić go za czujność i dobrą służbę. A możliwości rozwiązania tej sytuacji na pewno jest o wiele więcej.

 

1 godzinę temu, Lyokoheros napisał:

Tu mała dygresja światotwórcza odnośnie Inkwizycji i Rycerzy Świtu - pełnoprawni członkowie tych organizacji (po ukończonym szkoleniu i ślubach) wiedzą o istnieniu wampirów. I społeczeństwo nie wie o istnieniu wampirów są one niekiedy członkami inkwizycji. Zakonu Świtu już nie, gdyż jest to zakon rycerski powołany pierwotnie własnie do zwalczania istot nocy(powstał podczas Wojny Koszmaru)... i cóż ich wyposażenie również jest do tego przystosowane, wampirom więc... mogłoby zaszkodzić samo jego używanie.

Ergo - praktycznie rzecz biorąc gdyby Golden Wing zrealizował swoje marzenie o dostaniu się do Zakonu Świtu... i tak dowiedziałby się tego co powiedziała mu Scarlet.

 

To tylko umacnia to co pisałem wcześniej, gdzie przy hipotetycznym przeniesieniu sytuacji na grunt zawodowy i wplątaniu przełożonych sprawa wyjaśniłaby się szybko, prosto i dając możliwości na rozbicie tych nieszczęsnych quasi-monologów.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now