Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
kapi

W poszukiwaniu harmonii - [zabawa] sesja RPG (Drużyna Wolnej Equestrii)

Recommended Posts

Nagle Animal z myśli wyrwał głośny huk i chyba krzyk. Zdziwiona rozejrzała się, ale niczego nie zobaczyła.

- Co to było? - (teraz sobie uświadomiłam, że "Głos" kolor dialogu ma jak kiedyś Angel, więc już nie będę tego zmieniać i po prostu ten futrzak będzie miał jasnoniebieski) odezwał się Angel, który dotychczas siedział cicho.

- Nie mam pojęcia, ale to sprawdzę - odpowiedziała, a po tym poleciała na drugą stronę budynku, gdzie ujrzała szamotaninę pewnej klaczy z piankami. Wydało jej się to trochę śmieszne, ale zdołała powstrzymać się od śmiechu. 

Postanowiła chwilę poczekać, a gdyby jednak kucyk miał problem, to by mu pomogła, ale w końcu uwolnił się ze swojego więzienia i wstał, patrząc na nią z uśmiechem.

- Um... czy wszystko w porządku? Wcześniej słyszałam huk i przyszłam zobaczyć co się stało - zapytała i odwzajemniła uśmiech.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wyglądało na to, że potęgi władające światem widzialnym i niewidzialnym miały bardzo specyficzne poczucie humoru, skoro zdecydowały się przysłać samego Greena właśnie w tej chwili. Którą to chwilę, nawiasem mówiąc, niejaki pułkownik Grim Cognizance zamierzał przeznaczyć na zacieśnianie swoich nowo nabytych więzów rodzinnych. Oczywiście fakt, iż stał przed nim jego bezpośredni zwierzchnik z zajebiście długim mieczem, wyglądający jak urodzony łowca potworów rodem ze stalliongradzkich dumek wcale nie wpłynął na to, że ogier postanowił zachować dla siebie opinię o wyczuciu czasu zielonego kucyka. Przymknął tylko na chwilę oczy - wiedząc, że ujdzie to jako oznaka zmęczenia - by przez dosłownie trzy sekundy ponarzekać. Na los, nie na dowódcę. Przecież była wojna, obowiązki wciąż zajmowały miejsce nieco wyższe niż podtrzymywanie kontaktów międzykuczych.

 

Tego jednorożca pamiętał właściwie przez mgłę, a Animal w żaden sposób za sztab ujść nie mogła, więc rdzawy kuc nie prosił o wpuszczenie ich do budynku, do którego go wprowadzono. Ciekawe miejsce. Duże. Dość... bogate. Po pierwszej fali zmęczenia, kiedy to wystrój jednoznacznie skojarzył mu się z nocą i snem, zaczął mimochodem oceniać wartość różnych przedmiotów, by odegnać pokusę drzemki. I kiedy tak oceniał, robił się nieco bardziej ponury. Rzeczywistość zaskrzeczała radośnie, gdy miała okazję uwydatnić jego pozycję społeczną. Kiedy rzeczywistość sobie skrzeczała, Grim zajął się innymi rzeczami, jak na przykład referując sytuację swoich towarzyszy na tyle, na ile mógł i zastanawiając się nad tymi "podmieńczymi posiłkami". Generał szybko wyjaśnił mu jak sprawa wygląda, wieśniak na razie zignorował wszystko co dotyczyło zmian oficerskich i ekwipunku, podsumowując pierwszą część objaśnienia krótkim i zmęczonym

- O kurwa...

 

Potem dopiero zastanowił się nad całą resztą wypowiedzi dowódcy i zaprzągł swój mózg do roboty. Godzina. W godzinę mają zaatakować górę - w sumie nawet nie metaforyczną - z kamienia i stali, twierdzę niezdobytą - i właśnie ją zdobyć. Dobrze, że nie szturmem, wtedy zacząłby podejrzewać, że Green to robal. Do tego jeszcze rdzawy ogier ma oddać swoich towarzyszy pod cudze dowództwo, właściwie tracąc rangę którą wcześniej otrzymał. Był zmotywowany do walki i zemsty, ale nie był głupi. Spojrzał w spokojne i pozbawione emocji oczy generała, po czym powoli, z pewnym namaszczeniem, pokręcił przecząco głową.

- Żaden z moich kucy nie przejdzie pod pańską komendę, a dostaniecie taki ekwipunek, jaki zostanie kiedy wszyscy moi dzielni towarzysze się przezbroją. Rzeczy zdarte z Podmieńców są lepsze niż skórzane zbroje - po tych słowach, wypowiedzianych standardowym, maszynowym głosem, podniósł w górę kopyto aby uspokoić przełożonego i ewentualnie straże. - Zanim zostanę aresztowany za bunt, chcę powiedzieć, że po pierwsze, moja wspaniała banda oberwańców potrzebuje tego wszystkiego dużo, dużo bardziej niż doświadczeni i zaprawieni w boju wojacy wielkich władczyń Equestrii. Po drugie, ja zżyłem się z nimi i oni zżyli się ze mną. Słuchają się mnie, a ja słucham ich, jeśli chcą mi coś powiedzieć. Jesteśmy wspólnotą, rodziną stworzoną w ogniu walki. Masz więcej doświadczenia w boju, wiesz, jak szybko i jakie mocne przyjaźnie tworzy stawanie przeciw wspólnemu wrogu. Zatem moja propozycja jest taka, iż rozkazy wydawał będziesz mi, a ja przekazywał je towarzystwu. Rozbieżności zawsze dogada się w trakcie. Działa oczywiście oddaję i dziękuję, że mi je przysłałeś, były cenną pomocą, pokazały nam i żuczkom co potrafią. Na temat zamku nie wypowiadam się, bo co taki wsiór jak ja może wiedzieć o forsowaniu umocnień. Ja bym co najwyżej podkopał się pod spód i tam odpalił jakieś bomby, to się wszystko zawali, do tego jeszcze armaty by pomogły "od góry". Co do tego ichniego wsparcia... tory do miasta wysadzić w godzinę byście zdążyli? To by dało nam zdecydowanie więcej czasu, poza tym Podmieńce straciłyby działa, po na plecach ich przecież nie przeniosą. Na koniec chciałbym tylko uprzejmie poprosić, by nie odwiedzały mnie już żadne zarozumiałe, rogate kwadraty. Wolę zwykłe kucyki, jeśli w twoich oddziałach takie są. I chyba gdzieś zgubiła się ta Snow. Czy jak jej tam było.

 

Bogowie najdalsi, to była chyba najdłuższa mowa, jaką z siebie wydusił od narady, gdzie prezentował swoje pomysły. Aż musiał odkaszlnąć i przełknąć parokrotnie, by pozbyć się chrypy i suchości z gardła. Z pewnym wstydem przyznał się sobie, że nie wiedział jak załatwić sprawę zamku i wrażych posiłków, poza wysadzeniem jednego i drugiego. Ale z drugiej strony, uważał iż nie były bardzo, bardzo wydumane, choć podkop wydawał się mu bardzo trudny - przecież będą w tych biednych kopaczy strzelać z murów.

 

Edited by Po prostu Tomek

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Tak, już jest wszystko w porządku, chociaż przed chwilą wydarzył mi się mały wypadek. Najważniejsze jest to, że mogę chodzić i...-przerywając sobie w tym momencie powoli rozłożyła skrzydła i spokojnie oderwała się od gruntu, czuła ból, ale jakby skupiła się na czymś innym to by o nim zapomniała. W końcu w tej chwili jest to najmniejsze jej zmartwienie. Po kilku sekundach w powietrzu wylądowała powoli. 
-Przepraszam, ale mogę wiedzieć z kim mam do czynienia?-spojrzała na klacz przed nią w nadziei, że jest jedną z rebeliantek. Wtedy znów mogłaby dołączyć do swoich, ale cóż, to się dopiero okaże. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Animal uśmiechnęła się trochę szerzej, gdy upewniła się, że klaczy już nic nie jest w czasie obserwowania jej krótkiego lotu.

- Cieszę się z tego powodu. A na imię mam Animal Heart, wystarczy Animal, pomagałam w szpitalu w po...- tutaj przerwała. Zmrużyła lekko oczy i popatrzyła podejrzliwie na kucyka. A co jeśli to szpieg? Podmieńce przecież potrafią się zmieniać w inne kucyki. Stwierdziła więc, że najlepiej będzie na razie nie ujawniać, że rebelianci swoją kryjówkę mają w podziemiach.

- ... no tam... - dokończyła powoli. - A Ty kim jesteś?

Edited by Wilcza

Share this post


Link to post
Share on other sites

Na moment Thermal zapomniał o oddychaniu. A może atmosfera, jaką wywołał sobą generał Green była tak przytłaczająca? Jednorożec nie umiał tego stwierdzić. Wiedział jedynie, że choć dowódca nie był monstrualnie wielki, wydawał się większy od okolicznych budynków. A jego oblicze było... jak ciepły lód. Opanowane, niewzruszone, jednak nie groźne dla nich. Teraz był pewien, że właśnie takimi kucami byli dowódcy z większości baśni, jakie opowiadała mu matka do snu. Skarcił się za takie myśli. Wszystko, co było osiągnięte stało się tylko przez poświęcenie wszystkich kucy, wspieranych duchem Księżniczek. Ale patrząc się na tego kuca takie myśli same przychodziły i nic nie można było z tym zrobić.

Gdy ten zaprosił Grima do budynku, razem z "sztabem", wszedł do środka. Lekko z tyłu, nie chcąc wzbudzać zainteresowania - bo dlaczego miał nie korzystać? Wiedział jak ważną rolę odegrał ten rdzawy ogier. Na pewno nie mieli zamiaru wymieniać plotek. Chciał skorzystać z szansy być przy czymś, co będzie mogło decydować o kształcie przyszłej Equestrii. Na ten moment zapomniał, że jeśli nie chce się być posądzonym o szpiegostwo lepiej nie być przy ważnych rozmowach - a nieporozumienia lubiły chodzić po kucach.

Wszedł do pokoju i przystanął z tyłu, uważnie słuchając sprawozdania.
Zbyt wiele nie zrobił. Przynajmniej w smoku. Albo po prostu Grim nie widział efektów jego działań. Ale gdy doszło do torów pewno wspomnienie powróciło jak żywe.

Wiele rzeczy zapomniał. Jeśli jednak pamiętał choć strzęp wspomnienia, to po śmierci ojca był zdolny odtworzyć całe - jeśli tylko on w nim był. Tak samo było teraz - gdy był źrebięciem ojciec skorzystał z okazji, by pokazać mu drugą stronę medalu, jakim była obróbka metalu. Z skali mikro na skalę makro. A dokładnie na zakładanie torów. Praca, którą na jednym torze wykonywało kilka kuców ziemnych, przestawiając ciągle rusztowania, grupie jednorożców zajmowała chwile - prawda, każdy potrzebował potem kilkunastu minut na odetchnięcie.

Skrzywił się na przejaw... nietolerancji trzeciej części społeczeństwa przez Grima, ale takich rzeczy nie zmieniały słowa, a czyny - a przynajmniej takie miał doświadczenia.

-A może zdjąć kilka szyn? W najlepszym przypadku pociąg się wykolei, a w najgorszym opóźni to ten tchórzowski atak zza pleców. Kilka jednorożców powinno temu podołać. Sam mogę się do tego zgłosić - odezwał się, lekko podchodząc do stołu, przy którym stała dwójka kucy.

Edited by Ohmowe Ciastko

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nick ucieszył się gdy lekarz przyznał mu rację, jednak po chwili, ku zaskoczeniu podmieńca, kuc gdzieś pogalopował. Nie było coś, czego się spodziewał. Nic dziwnego w tym, że zaczął się zastanawiać co się dzieje. Poszedł po jakiś nakaz do przeszukania czy co? Naprawdę nie miał pojęcia po co tamten lekarz gdzieś wybiegł. Po chwili przyszła odpowiedź. Najstraszniejsza, dla niego, wersja: żołnierze. Pierwszą myślą było wyjście ze skrzydła medycznego teraz, jednak mogło by to zostać odebrane jako ucieczka i wzbudzić pewne podejrzenia. Nie, ta opcja nie dawała żadnych korzyści, a mogła jedynie przysporzyć mu kolejnych problemów. Nie chcąc uciekać zaczekał. 

Żołnierze chwycili Dakelin, a jeden ją przeszukiwał. Oczy wszystkich były zwrócone właśnie na nią, a pełnia uwagi rebeliantów skupiona na przytrzymaniu, bądź przytrzymaniu jej. Wywiadowca uznał to za stosowny moment by odejść. Zrobił to, wykorzystał sytuację, kiedy nikt na niego nie patrzył i wyszedł, a wychodząc słyszał coś, że zabierają jej rzeczy do przechowalni. 

"Stracony" pomyślał sobie kierując się w stronę głównej jaskini. 

Do jego uszu znowu dotarł szum wodospadu i chlupot wody, do jego oczu dotarły znajome obrazy, a do głowy wróciły wspomnienia. Szary kuc przystanął na chwilę przy ścianie, sapnął i oddał się przemyślenią. 

"Szybki raport, Nightmare Moon w niewoli, moi rodacy już nad tym pracują. Rebelia nie tak dawno odniosła pewne sukcesy, ale pewnie ich atak już zatrzymano. Nie wiem czy wezwali posiłki, możliwe, że nie. Ja... Ja jestem w bazie tej hołoty i w sumie krążę bez celu... No dalej Nick. Oni na mnie liczą, muszę z tym coś zrobić. Nie wiem, gdzie jest królowa, ale wiem gdzie zdobyć taką wiedzę. Do dzieła. Za Changeę"

Pokrzepił się tą myślą i zdrowy, najedzony i zmotywowany do działania poszedł do Shadow. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Jestem Lenita, ja...-drgnęła nerwowa myśląc czy powinna mówić kim jest, po krótkiej chwili była przygotowana psychicznie na jakikolwiek atak ze strony klaczy- ja jestem rebeliantką, a konkretniej należę do oddziału pana Grim'a. Jednak ja w sumie nie wiem jak odłączyłam się i... jak było po wszystkim to byłam całkiem sama i szukając kogokolwiek kto by mógł mi w jakimś stopniu pomóc nie zauważyłam tego budynku-klacz wskazała tą właśnie budowlę- i uderzyłam w nią, no i teraz jestem tu gdzie jestem.-mówiła to dość niepewnie i nieśmiało, a także na tyle cicho, że tylko Animal ją mogła usłyszeć, przez to co powiedziała można była łatwo wywnioskować naiwność spowodowana jej młodym wiekiem i nieświadomość tego co mogłoby się przez to stać. Jednak co już się stało już się nie odstanie, więc klacz zaczęła się lekko stresować, ale starała się tego nie pokazywać. Cofnęła się trochę myśląc, że to by jej pomogło jakby doszło do ataku ze strony rozmówczyni której także zaczęła się bacznie przypatrywać oczekując na reakcję. W oczach niebieskiego pegaza można była dostrzec zaś prawdę i skupienie, które pozwoli jej na szybszą odpowiedź na ruch potencjalnego przeciwnika.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Animal ze względu na to, że większość swojego życia spędziła w lesie mogła z łatwością domyślać się, co klacz przed nią teraz robi. Czyli przygotowuje się na jakikolwiek zły ruch z jej strony. Sama to robiła, gdy miała do czynienia z bardziej agresywnymi zwierzętami. Ale tak poza tym zauważyła, że jej rozmówczyni zaczęła lekko się stresować, a w jej głosie dało się słyszeć niepewność. Zresztą sama niedawno mówiła ze zwątpieniem, aby zachować potrzebną jej ostrożność.

- Żałosne - odezwał się w jej głowie Głos, bo tak zamierzała to coś teraz nazywać, skoro nie wyglądało na to, że ma zamiar ją zostawić w spokoju.

Tymczasem Angel spojrzał na Lenitę analizując wszystko, co powiedziała. Jej zachowanie przywodziło mu na myśl Fluttershy, przez co dopadła go znowu tęsknota za swoją opiekunką.

- Nie wygląda na to, żeby kłamała - powiedział do Animal.

- Weź przestań. Podstępem tu śmierdzi na kilometr. Pozbądź się jej, weź ten nożyk z torby i...

- Dosyć - przerwała ostro pegazica, zażenowana tym z kim musi dzielić swoje myśli. O ile je dzieli. Może to tak naprawdę są jej? W końcu Głos brzmiał dokładnie jak ona, z różnicą taką, że on w swoim brzmieniu miał coś szalonego. Albo to tylko zwykłe urojenia i wmawia sobie, że coś słyszy. Zaśmiała się w duchu i spojrzała z powrotem na drugą klacz.

- Rozumiem. wygląda na to, że masz swego rodzaju szczęście. Grim jest moim przybranym ojcem i jest on całkiem niedaleko stąd, ale rozmawia obecnie z generałem o czymś, co pewnie dotyczy tego wszystkiego, co nas otacza. Tak więc chyba nie powinnaś się martwić tym, że się zgubiłaś.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Spodziewałam się gorszego potoczenia się spra... Ciii... Po usłyszeniu słów iż: "To ona" w głowie miała najgorsze: zamknięcie gdzieś, bo jest niebezpieczna, przekazanie Shadow bo to lub coś innego, wysłanie do walki, albo... coś. Ale nad tym się nie zastanowiła. Przytrzymali ją, a ta nawet nie próbowała stawiać oporu. Odetchnęła z ulgą gdy usłyszała iż skonfiskowane przedmioty zostaną zwrócone. Ale jej uwagę zwróciła kostka... Muszę wszystko sprawdzić, a w szczególności tą kostkę... Wątpię że oddadzą ci chociaż połowę z tego. Albo zwrócą, albo nie zwrócą, zobaczymy. Masz rację, trzeba poczekać. Obejrzała się i nie zauważyła Ray'a. Chyba ma ważniejsze sprawy niż czekanie przy tobie. Chciałam mu podziękować... Znajdziemy go, nie martw się, teraz czekamy na kogoś kto się nami zajmie. Położyła się, wzięła oddech i czekała

Share this post


Link to post
Share on other sites

Generał Green prawie nie zareagował na słowa pułkownika. Uniósł tylko lekko jedną brew i przekręcił głowę lekko w prawo. Wysłuchał w spokoju słów rdzawego ogiera, przez pewien czas milczał. Wtedy odezwał się Termal, jego wypowiedź również pozostała bez reakcji. W końcu Green znów się odezwał:

- Panie Pułkowniku, rozumiem Pana podejście, ale ma Pan najwyraźniej zły ogląd moich sił. Nie dysponuję potęgą Gwardii Królewskiej, gdyż z jej szeregów jedynie 50, włącznie ze mną, udało się uciec i skryć przed deportacją w głąb Changeli. Część garnizonu została wypaczona umysłowo, przez zaburzającą harmonię magię, wreszcie niektórzy, głównie z Gwardii Księżniczki Luny, uznali jej złą stronę za swą panią i z przyczyn honorowych zostali na służbie, gdyż wiązała ich przysięga. Nie mnie oceniać takie postępowanie, niemniej jednak dysponuję jedynie pięćdziesiątką elity, na którą mogę liczyć i zapewniam, że nie dla nich potrzebuję sprzętu. Całą reszta moich podkomendnych to w mniejszości wojsko i straż miejska, tych też jest poniżej 200. Jednak trzon sił stanowią po prostu cywile, którzy zakończyli podstawową musztr w jaskiniach przed oblężeniem. Nie mają jednak doświadczenia w boju, nadto co zdobyli dziś, a także sprzętu.

 

Prosty rachunek decyduje o mojej decyzji: Co do swoich podkomendnych mam pewność, że choć raz w życiu przedtem trzymali miecz i coś wiedzą, Pańskie kuce są dzielne, ale nie znamy ich wyszkolenia, gdyż nie zdążyły przejść rebelianckich zajęć wojskowych. To moje siły będą tymi, które poniosą główny ciężar szturmu i to dlatego one musza mieć najlepszy sprzęt. To jest rozkaz. 

 

Pańska uwaga o zżyciu się jest jak najbardziej słuszna, dlatego nie mam zamiaru pozbawiać Pana dowództwa. Pańskie poczynania są godne pochwały, a stosunek do podkomendnych wzorowy. Po wzięciu pod uwagę Pańskich uwag, plan działania wygląda następująco:

 

Wyślę wszystkie pegazy z Gwardii, z Pańskim sztabowcem (tu wskazał na Thermala) Faktycznie uszkodzenie torów byłoby najlepszym rozwiązaniem. Mam jednak pytanie ( Generał spojrzał w oczy Thermalowi i odniósł do niego następne słowa) czemu Pan chce w tym uczestniczyć? 

 

(Green nie czekał na odpowiedź i ciągnął dalej, najwyraźniej chcąc usłyszeć Thermala dopiero po swym wywodzie) Pułkowniku, czy dysponuje Pan możliwością zniszczenia torów bez użycia prochu, ten bowiem będzie tu niezbędny i wolę nie używać go do tej akcji. Wiem jednak, że w moich siłach niczego, ani nikogo o takich zdolnościach nie ma. Oczywiście można wysłać jakiegoś maga, ale oni obsługują artylerię, a też nie nadążą za pegazami z Gwardii.

 

Jeśli plan zniszczenia trakcji się powiedzie zyskamy dużo czasu, faktycznie można będzie zrobić podkop i zawalić mury, zgłoszę to do Pani Shadow, ona pokieruje pracami. Zobaczymy tylko czy jest to wykonalne, gdyż pod zamkiem jaskinie już się nie rozciągają, a twardy kryształ sprawia iż kopanie konwencjonalne jest nie możliwe, należałoby użyć kwasów do rozpuszczenia ścian, albo magii. Tym jednak ja już się zajmę. 

 

Niemniej jednak gdy otworzymy wyrwę w murze, uderzymy kilkoma salwami w robale i moje siły wejdą do zamku. Gdy zacznie być trudno, wycofam ich i uderzę kolejnymi salwami. Tak będziemy powtarzać. Pańskie siły mają stanowić rezerwę. Do tego zadania proszę wydzielić te oddziały, którym zostanie przydzielone uzbrojenie changelingów. Reszta będzie do Pańskiej dyspozycji. Zadanie główne to przeszkadzać obronie robali. Karzę sporządzić służbie cywilnej drabiny i inny sprzęt wspinaczkowy, jeśli gdzieś obrona changelingów osłabnie, ma Pan w tym miejscu punktowo zaatakować i wycofać się, gdy podmieńce przegrupują się. Niech Pan bezsensownie kucy nie traci. Krótko mówiąc liczę na działania zaczepne.

 

Jak Pan widzi ciężar szturmu biorą na siebie moje oddziały i dlatego to one będą wyposażone w zdobyczne pancerze. Czy jest Pan co do tego planu zgodny?

 

 

 

Nick po krótkim zastanowieniu, udał się do Shadow. Przeszedł szybko przez część jaskini z wodospadem i doszedł do drzwi, oddzielających gabinet Przywódczyni. Podszedł ostrożnie i nacisnął klamkę. Lekko poruszył odrzwiami, lecz ani drgnęły, wydawały się zamknięte. Przy okazji Nick zauważył patrol pięciu rebeliantów, którzy właśnie szli w tę część jaskini, gdzie on teraz stał. 

 

Dakelin tymczasem została wygodnie położona na łóżku i lekarz zajął się opatrywaniem ran. Podał doustny środek, przemył ranę, namaścił jakąś substancją i porządnie owinął bandażami. Kobieta poczuła się lepiej. Dalej miała prawie otwarty brzuch, ale jednak jakaś ulga wstąpiła w jej serce. Nie zmieniało to faktu, że rana wcale nie zniknęła, a Dakelin dalej była ogólnie rzecz biorąc w złym stanie.

 

Animal i Lenitha rozmawiały w spokoju. W okół jakby wszystko zamarło, jakby znalazły się w samotnej enklawie pośrodku oblężenia. Żadne odgłosy walki, tłok, ranni, czy inne niedogodności nie przeszkadzały im. Animal czuła, że przybrany ojciec po skończeniu narady zaraz będzie o nią pytać, więc trochę się zmartwiła. Po chwili jednak dotarła do niej uspokajająca świadomość, że przecież strażnicy musieli widzieć, jak ona odlatywała. W prawdzie nie usłyszeli cichego odgłosu zgniatania pianek, ale w dalszym ciągu pegazica nigdzie daleko nie odleciała. Grim powinien więc szybko się zorientować w razie potrzeby gdzie ona jest. 

 

 

 

Atlantis tymczasem, wieziony przez Trewisa wjechał do ciemnej jaskini. Po chwili zapaliły się łagodne runy świetlne i rozpoznał swój pokój. Na środku znowu stało łóżko, a całość wydawała się pusta. W pomieszczeniu był tylko on i Trevis. Atlantis nie mógł się ruszać, ale został dość energicznym ruchem odkneblowany. Znów ujrzał twarz smoka, wykrzywioną  nienaturalnym, szyderczym uśmiechu. Malec najwyraźniej odczuwał jakąś wielką dumę i przeżywał tryumf. W końcu odezwał się prześmiewczym głosem:

- Zgadnij co ci zrobię?         

 

   

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Z początku ogier zamierzał z całych sił wydrzeć się na Thermala, który według niego właśnie implikował, że niemagiczne kuce, czy to ziemskie czy pegazy, nie dałyby sobie rady z zadaniem zniszczenia torów tak sprawnie, jak ci magiczni. Jednak nie zrobił tego, zdając sobie sprawę z dwóch faktów. Po pierwsze, faktycznie mogą to zrobić nie tyle sprawniej, co nieco szybciej i przy oszczędzaniu na prochu. Po drugie, im więcej ich odejdzie z Canterlot, gdyby po bitwie nadszedł zapowiadany czas... wyjaśnień, tym lepiej dla pułkownika i jego wojsk.

- Bardzo dobry pomysł, mój wierny sztabowcu - nie mógł się powstrzymać przed dodaniem ironii do dwóch ostatnich słów. - Bardzo dobry. Poważnie. Powinieneś znaleźć paru kumpli i ich ze sobą wziąć, będzie wam raźniej i łatwiej.

 

Dalej po prostu słuchał słów generała Greena, wciąż wierząc w swojego przełożonego, który choć miał bardzo bardzo dużo wspólnego z dawnym reżymem, zdecydowanie miał głowę na karku. Chyba dowódca źle zrozumiał starszego kucyka - ten wcale nie sądził, że jego oddziały znowu mają trafić na pierwszą linię, wręcz przeciwnie, domyślał się iż generał w pełni zdaje sobie sprawę z dość niewielkich możliwości towarzyszy Grima, którzy, choć wielcy duchem, mieli troszeczkę braków w różnych dziedzinach. Niemniej ucieszył się, że wyraźnie ogłoszono zdjęcie ciężaru walk w pierwszej linii z grzbietów jego i jego wojaków. Na wzmiankę o gwardzistach nawet się nie zdziwił, wręcz spodziewał się tego. Ot, słudzy starego rządu, tak podatni na korupcję i nieprzyjacielskie podszepty. Dalej nie było już tak wesoło, bo wciąż zamierzano pozbawić go z takim trudem zdobytego sprzętu. Ba, niejedna nieosłonięta głowa poleciała na bruk po to, by ci co przeżyli mogli zadbać o swoje bezpieczeństwo, a tu chciano pozbawić ich tej jedynej bariery między życiem a śmiercią. To było po prostu niesprawiedliwe, zwłaszcza, że żołnierze Greena też mieli okazję zawalczyć o swoje. No i lepiej mieć pancerze niż ich nie mieć, tak na wszelki wypadek. Z drugiej strony, sprzeciwić się wprost po "to rozkaz" zdecydowanie podpadało już pod jawny bunt. A teraz nie był czas na bunty, wciąż mieli miasto do wyzwolenia.

 

- Wciąż uważam, że to trochę nie fer, przecież też mieliście okazję sobie zebrać rzeczy, czy nie tak? - powiedział Grim z namysłem, ważąc każde słowo. - Ale niech już będzie. Co do przydzielonego mi zadania nie mam więcej pytań i postaram się z niego wywiązać najlepiej jak będę mógł. Siły przeznaczone na wasze wsparcie i rezerwy będą dowodzone przez mojego zaufanego, imieniem Cramp Dziwadło. To dość... charakterystyczny kucyk, na pewno zapamiętasz. Odpowiada bezpośrednio przede mną, będę miał też łączność z tą całą rezerwą. Jeśli chodzi o tory, moje oddziały składają się w całości z normalnych kuców, więc nie sądzę by bez prochu dali radę, chyba, żeby wyrywali gwoździe kolejowe. A co do zdrajców w gwardii... - tutaj uśmiechnął się niemal niewidocznie, ale za to bardzo paskudnie. Szybko jednak zmazał ten uśmiech. - Jakoś sobie poradzimy. Czy to już wszystko?

 

Oczywiście "powywieszać wszystkich" powie dopiero później, prosto do swoich towarzyszy. Bo generał, choć raczej w porządku, może mieć pewne sentymenty. W końcu jest tylko zwyczajnym kucem, jak sam Grim.

 

 

Edited by Po prostu Tomek

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zamknięte. Z wytrychem, lub toporem to słowo nie miało prawa bytu. Teraz jednak, gdy nie miał broni, a wytrych dalej leżał w celi, musiał je uznać.

Takiego obrotu spraw się nie spodziewał. Sądził, że przywódczyni rebelii będzie na swoim miejscu. Choć było jeszcze jedno, w mniemaniu Nicka, sensowne miejsce do którego mogła się udać. Zakłopotany przysiadł przy ścianie i zastanowił się. Mógł zaczekać aż wróci, chociaż każda sekunda to kolejna szansa dla rebeliantów na odkrycie go. Mógł wyjść, ale, bądźmy szczerzy, co to da? Kto wie, ile chwil na bezsensownym rozmyślaniu by zmarnował, gdyby zbliżający się patrol nie wyrwał go z tego.

"A może by tak po prostu zapytać?" Coś było w tym pomyśle, jednak changelinga zdjął strach. Spanikował. Przez chwilę chciał wstać, jednak pewien impuls, obawa, zatrzymała go i zepchnęła z powrotem na ścianę. Nick do nich nie podejdze, sam jego niepewny krok i drżące kopyta by go zdradziły. Nie mógł, nie potrafił zdobyć się na odwagę by będąc samym i bezbronnym wyjść na przeciw piątce uzbrojonych wrogów. Jego nastrój był kiepski, mimo niedawno pochłoniętej miłości i odzyskaniu zdrowia. Przez pewną chwilę siedział załamany, sparaliżowany ze strachu. Próbował ustalić co z nim się stało. Jest żołnierzem Chrysalis, jest agentem KWKC, jest bezuczuciową bestią do zabijania kogo trzeba. W jego życiu nie ma miejsca na smutek, na żal, na wątpliwości. W jego życiu nie może być strachu. Skąd wziął się teraz? To też nurtowało "pozbawioną uczuć bestię". 

Miał dosyć, tej niewoli, bezsilności. Miał dość tej cholernej (przeprasza) niemocy. Chciał przelać czyjąś krew, chciał odpłacić rebeliantom ich zuchwały atak, chciał zemsty. Ale nie mógł, musiał się nędznie ukrywać na wrogiej ziemi obawaiając się każdej pary oczu, każdego pyska, który mógłby rzec "to on". Ten nieustanny strach i niemoc uderzyły w niego właśnie teraz, gdy on nie ma dokąd iść, a w jego stronę zbliża się patrol.

Siedział by dalej, sprawiając wrażenie jakby czekał na śmierć,  aż w końcu wpadł na pewien pomysł: "wykorzystam to".

Tak, ta myśl pomogła mu odzyskać zimną krew. W końcu odzyskał panowanie i z wolnym umysłem mógł działać.

Ukrył pysk w kopytach i jakoże wcześniej wyglądał jakby się załamał, udawał załamanego dalej. 

W sumie nie ma nic do stracenia, ale coś może ugrać.

W takiej marnej pozycji czekał aż patrol do niego podejdzie, albo minie bo w końcu oni też mają zapewne dość swoich problemów by poznawać problemy innych. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Położyła się wygodniej na łóżku i pozwoliła robić lekarzom to co do nich należy. Po wszystkim odetchnęła z ulgą i ułożyła się jakby miała spać. Wszystko powinno być lepiej. Zobaczymy. Dalej masz do znalezienia tą substancję. A gdyby tak wykorzystać ten hełm... Do... ? Później ci powiem. Zamknęła oczy i uśmiechnęła się. Wiesz że się uśmiechasz? Tak. I dobrze mi z tym. Tobie też. No... tak. Idę spać, ty też. Poczuła jak powoli odpływa, jakby wszystko stawało się lepsze... samo z siebie, że wszystkim jest lepiej. Nawet jej w tej chwili. Czuła spokój... I chęć napicia się mocnej herbaty.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Green nie spuszczając oczu z Grima pokiwał głową rozumiejąc słowa pułkownika i odrzekł:

- Zatem Pański sztabowiec zajmie się torami. (tu ponownie spojrzał na Thermala) Proszę Pana, czy wystarczy Panu pegazia część Gwardii Królewskiej, aby uporać się z torami? Każde siły są nam tu potrzebne, ale tory mają priorytet, jakby Pan potrzebował czegoś nad Pegazią Gwardię, to słucham. Jeśli to wszystko, to niech już an wyrusza, zaraz wyślę gońca, aby zarządził zbiórkę. Nie ma dużo czasu, więc proszę się śpieszyć.

 

(wzrok generała powrócił na Grima) - Pułkowniku, wojna nie jest sprawiedliwa, a ani Pańskie wojska ani moje nie zrabowały dość sprzętu, aby każdemu przydzielić zbroje wrogów. jeśli Pan myśli, że my sprzętu nie mamy własnego, to też się Pan myli, gdyż wszystko co było zdatne do założenia i wyekwipowania, to zostało użyte, jednak dalej brakuje i tę brakującą część moje oddziały zabierają. Natomiast co do zdrajców, podlegają woli Jej Wysokości Kasiężniczki Celestii, pod jej nieobecność natomiast zastępuje ją Tymczasowy Król, a jego namiestnikiem jest Przywódczyni Okręgu Canterlot Pani Shadow Lightning. Tak więc w tych warunkach wszystko będzie zależało od jej decyzji. Dobrze, to wszystko z mojej strony, dziękuję i przystępuję do wprowadzania ustaleń. Skontaktuje się z Pana namiestnikiem, dziękuję i powodzenia.

 

Green wstał, poczekał na odpowiedź Thermala, po czym wyszedł. Grim również opuścił salę obrad, wychodząc na ulicę. Znów ogarnęła go cisza przed szturmem mącona jedynie przez rzadkie wystrzały.

 

 

Lenitha i Animal usłyszały marszowe kroki. Ta druga rozpoznała jednego z członków osobistej gwardii Generała Greena, który podszedł, zaciekawiony dokąd pegazica odleciała. Zobaczywszy, przewróconą beczkę, zdziwił się, wypytał o sytuację, obejrzał Lenithę i zaproponował powrót przed salę obrad, argumentując, że narada może się lada chwila skończyć, a Grim będzie pewnie szukał swego sztabu. W prawdzie gwardzista się trochę pomylił co do stopnia, ale Animal i tak wiedziała, że czy jest w sztabie czy nie to i tak jej tata będzie jej szukać, dlatego obie wróciły. Akurat wyszły zza zakrętu, gdy ujrzały wychodzącego z budynku rdzawego ogiera.

 

 

 

Nick osunął się na ziemię i udawał znudzonego i zmęczonego. Patrol zbliżał się z każdą chwilą, aż w końcu nastał moment kulminacyjny. Serce changelinga waliło jak młot, choć na zewnątrz starał się wyglądać obojętnie. Jakiś strażnik nagle odezwał się:

- Hej, przesuń się stary, tu siedzieć nie wolno, Przywódczyni zabroniła... 

Jednak patrol nawet nie zatrzymał się, a Nick udał, że zamierza odejść, więc nie zwrócili na niego żadnej większej uwagi. Changeling mógł odetchnąć z ulgą. 

 

 

Dakelin uśmiechając się zasnęła, najpierw była szczęśliwa, czuła że odpoczywa. Jednak po krótkim czasie uśmiech zniknął z jej twarzy, a ciało zaczęło się szamotać. Lekarze odwieźli ją do bocznej sali, gdzie leżało wiele poranionych, śpiących i wymęczonych kucy, którzy miotali się w różne strony. Byli najczęściej lekko przywiązani do łóżek. Nagle wszystkie ciała rozluźniły się i zaczęły smacznie spać, wszystkie... poza pewną wampirzycą.

 

   

 

     

Share this post


Link to post
Share on other sites

Łatka historii Dakelin:

 

Dakelin zasnęła, jej świadomość chwilowo pogrążyła się w ciemności i odpoczynku. W pewnym momencie jednak gdzieś na horyzoncie jej myśli zabłysła niebieska gwiazda. Rozwiewała ciemną otoczkę, aż w końcu zaczęły wyłaniać się kształty. Początkowo tylko szare kontury, które nabierały barw, wraz z powiększaniem się gwiazdy. Zawisła ona na nieboskłonie, pokrytym nocą i zaokrągliła się, tworząc księżyc. Dakelin rozglądała się w okół. Wszędzie na pagórkowatym otoczeniu rosła niebieska trawa, otaczały ją gdzieniegdzie drzewa i wręcz całe morza krzaczastych roślin, które właśnie rozwijały swe fioletowo-niebieskie kwiaty. Wszędzie w okół pachniało różami. Nagle Dakelin poczuła ukłucie w środku. Raz, drugi, trzeci w końcu piąte zwaliło ją z nóg i wtedy wszystko ustało. Podniosła się z klęczek i spojrzała w niebo. Rozświetliło się bowiem tysiącem konstelacji, które jarzyły się, tworzc iście magiczną atmosferę. 

 

Umysł dziewczyny odpoczywał, choć przez chwilę w głębi czuła niepokój. W pewnym momencie cała rzeczywistość zadrżała, ale tylko chwilowo. Wszystko wróciło do spokojnej normy. Dakelin położyła się na miękkiej trawie i patrzyła w gwiazdy. Nagle jedna z konstelacji rozbłysła mocniej, przez chwile wręcz oślepiając oczy. Gdy blask ustał, dziewczyna zauważyła układającą się jakby z fragmentów ciemnego nieba i gwiazd kobietę. Ta stanęła na polanie, dotykając wysmukłą, jednolitą stopą ziemi. Wyglądała jak kontur ciemniejszej, nieregularnej duchowej linii pięknej duszy. Wypełniał ją bezmiar kosmosu, a błyszczała gwiazdami. Najsilniej jaśniały jej oczy, zaś włosy, spięte w długi, wpierw szeroki u głowy, a później zwężający się, falujący warkocz, opadały i okręcały jej widmowe ciało, tworząc tajemniczą kreację. Jej rysów twarzy nie sposób było określić, jakby zmieniały się niby fale na rzece, ale przebijała przez nie młodość i siła. Płomyki oczu ozdobione były brwiami z niebieskiej mgiełki, które subtelnie podkreślały piękno i nadawały lekką dozę tajemnicy. Kobieta nie opadłą całkowicie na podłoże, a lewitowała w dostojnej postawie. W okół niej niby płaszcz koronacyjny, zaczął po ziemi i w przestrzeni rozlewać się całun z nocy i gwiazd. Dziewczyna podleciała do Dakelin, która wstała.

 

- Kim jesteś nieznajoma, co cię sprowadza w tak odległe o świata strony? Jej głos był melodyjny niczym dźwięk srebrnego fletu i delikatny jak lekkie muśnięcie strumienia. Przyjemne tony grane, przez struny głosowe tego nadnaturalnego gardła, wzbudzały zaufanie i uspokajały, kojąc bezpieczeństwem zmysły Dakelin.    

Share this post


Link to post
Share on other sites

(Czas wyjść z bąbla czasowego, wybaczcie)

 

Jakiś czas temu, MT uznał że może opuścić Pokemone. Do tego momentu głównie się snuł bez celu udając że jest bardzo zajęty, myślał o ponownym wyjściu ale ostatecznie uznał że widocznie "Celestia toi sprawiła" i uznał się nie wychylać za bardzo. Po prawdzie czuł się po tym nieco jak dupek, ale uznał że pewnie tak byłby tylko jednym trybikiem który nie zmieniłby losów bitwy. Nie jako żołnierz. Ostatecznie jednak uznał że czas coś zrobić, ruszył więc gdziekolwiek gdzie być może wyznaczyli by mu jakieś zadanie a on może uznałby je za godne przyjęcia. Miał też szczerą nadzieję że nikt nie zgotuje mu bury za jego "odpoczywanie".

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chwila odpoczynku.

 

To chyba jest to czego każdy potrzebuje, gdy jest się rannym lub zestresowanym. Przez moment można przestać się martwić. Jednak w tym momencie coś się zaświeciło. Popatrzyła się w stronę gwiazdy, i podziwiała krajobraz. Nigdy czegoś takiego nie widziałam... To jest... Piękne.  Poczuła zapach róż, a po tym ukłucia. Starała się je przytrzymać, jednak na końcu nie wytrzymała. I zdziwiło ją że tak nagle to ustało, a po zobaczeniu gwiazd na niebie nie wiedziała jak opisać to co widzi. Przeszło jej przez myśl, że coś tu może się zdarzyć. Nagle wszystko zadrżało, co ją zaniepokoiło, lecz po wszystkim porzuciła obawy, położyła się wygodnie i obserwowała gwiazdy. Odwróciła głowę gdy blask oślepiał ale gdy zobaczyła kobietę już miała wątpliwości co do swojej egzystencji. Przyglądała się kobiecie nie wierząc własnym oczom. Wydawało jej się niemożliwe, żeby z gwiazd mogło powstać coś takiego. Kim ona jest? I te gwiazdy... Jaka ona jest ładna...    Kobieta podleciała do wampirzycy, a ta natychmiast wstała i pokłoniła się pani. Zestresowana Dake bała się odpowiedzieć, ale bała się też nie odpowiedzieć. Delikatnie podniosła głowę i spróbowała wysnuć litery z rąk jednak zdenerwowanie nie pozwoliło się skupić. Wzięła oddech i tym razem udało się wyczarować litery: "Ja... nie wiem kim jestem. Nie wiem też co mnie sprowadza, śmierć czy magia, pani." Patrzyła się w oczy gwieździstej kobiety. Zapytała się: "Czy pani jest królową gwiazd?" i uklękła przed nią, drżąc ze strachu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Poke była lekko zdziwiona, głównie tym, czego może potrzebować jedna z najważniejszych osób po dobrej stronie od małej klaczki z zezem i rozdwojeniem umysłu. Jednak nawet najgłupszy drobiazg nie powinien być ignorowany, gdy chce tego wysoko postawiony kucyk. Tak więc klaczka spojrzała ponownie na ogiera, który miał ją zaprowadzić.

 - W takim razie może mi pan pokazać, gdzie jest pani Shadow? - zapytała. Kucyk z dziwnymi skrzydłami już sobie poszedł, z tego co zauważyła.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nick siedział przy ścianie udając smutnego i zrezygnowanego. Słyszał zbliżający się patrol, czół narastający niepokój i coraz silniejszą chęć ucieczki. Jego serce już uciekało, ale on nie zważając na to trwał dalej w swej grze. W końcu patrol był bezpośrednio przy nim. Już go niemal mijał gdy nagle jeden rebeliant zawołał "hej". Szary ogier podniósł na niego wzrok, a rebeliant kontynuował swą wypowiedź i uświadomił go, że tu siedzieć nie wolno. Nick uznał, że lepiej nie wdawać się tu w niepotrzebne dyskusje i po prostu wstał i udał się w swoją stronę. Patrol przeszedł, ale zagrożenie nie minęło. Changeling zastanawiał się co może zrobić. Najpierw rozejrzał się dookoła po cichu licząc, że gdzieś odnajdzie Shadow. Zabrzmi to dziwnie, ale dla niego samego ta sprzeczność była dziwna, Nick chciał znaleźć Shadow, ale jednocześnie była to ostatnia osoba jaką chciał widzieć. To sprzeczne uczucia i nie miało by to sensu gdyby nie to, że Shadow jest w oczach wywiadowcy kluczem, no i dosłownie ma klucz do swojego gabinetu. Nick jej po prostu potrzebuje, to jest pat jaki od zawsze towarzyszy changelingom. Changelingi nie tolerują kucy, nawet ich nienawidzą z resztą z wzajemnością, ale mimo to potrzebują ich. Kur** podmieńcy potrzebują kucyków. Tak samo teraz Nick potrzebuje Shadow, mimo tego, że się wzajemnie nie znoszą, tylko po to by coś osiągnąć. Ten pat tłumaczy sprzeczne uczucia wywiadowcy. 

Jeśli jednak przywódczyni rebelii nie znajdzie się w jego polu widzenia zamierza udać się ponownie do skrzydła szpitalnego. Może znajdzie tam jedną z tych klaczy, które go wyniosły z celi. Może znajdzie swoją żywicielkę, a może zabłąkany skalpel, który chętnie przygarnie. 

Edited by Arceus

Share this post


Link to post
Share on other sites

No, w końcu po zabawie, pomyślał Grim zaraz po opuszczeniu domu. Nie miał jakichś specjalnych oporów przed rozmowami z generałem, jednak czuł się przy nim lekko nieswojo. Zwłaszcza teraz, kiedy bardzo zależało mu na wymuszeniu wyjaśnień dotyczących mechanizmów działania oraz podejmowania decyzji przez przywództwo rebelii. Martwił się, że może się to skończyć oskarżeniami o niesubordynację lub podżeganie do rozłamu w szeregach powstańców. Rozłamów żadnych nie chciał, ale przecież przezorny zawsze ubezpieczony, a rozwiązać problemy trzeba, tak samo jak nadać skuteczniejszy kurs całej akcji.

 

Odetchnął sobie świeżym - heh - nocnym powietrzem i rozejrzał się w poszukiwaniu córki, której niestety jakoś nie udało mu się zabrać ze sobą, choć ten Thermal się jakoś przemycił. Na całe szczęście prędko ją wypatrzył, towarzyszyła jej jakaś inna pegazica. Jak miło. Podszedł do klaczek, pochylił leciutko głowę na powitanie.

- Widzę, że w międzyczasie znalazłaś sobie przyjaciółkę - powiedział, obdarzając je ciepłym uśmiechem. - Teraz nie wiem, czy czasem nie zostawić was we dwie, co? Muszę jeszcze wydać kilka poleceń, a nie chciałbym cię za sobą ciągać bez twojej zgody.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kiedy klacze wróciły przed salę obrad Animal zauważyła akurat wychodzącego z niej Grima. Ucieszyła się niezmiernie i przyspieszyła lekko kroku. Posłała ogierowi szeroki uśmiech i wysłuchała uważnie tego, co mówi.

- Ach, tak... Wiesz, ja osobiście nie mam nic przeciwko, bo bardzo chętnie bym z tobą poszła, ale nie wiem jak na to Lenita - powiedziała i spojrzała na drugą klacz.

- Przyjaciółka, huh? Prędzej czy później wbije nóż w plecy tak jak wszyscy.

- Nie wszyscy.

- Ale większość. Gdybym nad tobą panowała to już by parę osób tutaj nie żyło.

- Przestań tak mówić, to okropne.

- Powiedziała ta, która w swoim śnie brutalnie zmasakrowała tych dziwnych typów.

- To był tylko sen... poza tym w obronie ważnych dla mnie osób...

- Obronie srobronie. Niedługo już nie będziesz tego robić tylko z tego powodu.

- Co chcesz przez to powiedzieć?

- Dowiesz się w swoim czasie... - to były ostatnie słowa Głosu, który po tym zaczął się histerycznie śmiać.

Animal westchnęła i wróciła do rzeczywistości.

- Mówiąc o przyjaciółce... Czy wiesz może co się dzieje z Sandstorm? - spytała Grima.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- No to poczekamy, aż się zdecyduje - tutaj ogier zdecydował się posłać nowej pegazicy oszczędny, acz raczej szczery uśmiech. Kiedy usłyszał pytanie córki, zastanowił się na chwilę. Ostatni raz widział się z Sandstorm bodaj czy nie wtedy, gdy ta powiedziała mu o koszmarach i razem myśleli nad tym, co z tym począć. Tak, to chyba było to. Potem gdzieś mu umknęła, sam nie był pewien jak i kiedy, od tamtej pory w ogóle jej nie widział. Animal musiała się martwić, w końcu one się chyba kolegowały. Poruszył barkami. - Nie wiem, gdzie może być Sandstorm, niestety. Jeśli nie ma jej na górze, to musi być pod ziemią, bo bitwa przycichła. Więc walczyć nie poszła. Nie martw się, nic jej nie jest.

Share this post


Link to post
Share on other sites

MT zostawił Pokemonę i zaczął szukać dla siebie dobrego zajęcia. Jednak pod ziemią czuł się zagubiony, większość pracy polegała tu na leczeniu i znoszeniu rannych, a w pierwszym nie był dobry, z kolei drugie była to dość brudna robota. Zaczął się zastanawiać gdzie może się udać, aby coś zrobić. Szwędał się tak po podziemiach i w końcu zaświtało mu, że może jego drużyna go potrzebuje i postanowił kogoś znaleźć. Najłatwiejszym do odnalezienia ogierem był Grim, który dostał ciepłą posadkę pułkownika. Zaczął więc pytać o niego, choć nie był tym zbytnio zachwycony, w końcu nie układało mu się za dobrze z rdzawym ogierem.  Niemniej jednak szansa na znalezienie kogoś innego była nikła, a pytając inne kuce o drogę też mógł się na kogoś natknąć. W końcu dostał potrzebne informacje i wybiegł na powierzchnię. Tu oświetliły go gdzieniegdzie gwiazdy, a zimny wiatr ruszył grzywę. W całym mieście panowała względna cisza. Nieliczne wystrzały dobiegały z jego centrum. Magic Techa mijało wiele kucy z cywilnej służby pomocniczej, niosąc rannych i zaopatrzenie. Ogier biegł poprzez zakrwawione uliczki, pytając się strażników, aż w końcu dotarł na jeden placyk. Tam rozłożyła się część wojska rebelii i zbierała siły. Kilka kolejnych pytań i MT przeciskał się już w bok, tym razem wiedział od jednego z adiutantów gdzie może być pułkownik. Faktycnzie po tym dość długim czasie zobaczył rdzawego ogiera, który stał na środku drogi, w towarzystwie dwóch pegazic. Podszedł bliżej, obserwując królewskich gwardzistów, którzy stali przed wejściem do sąsiedniego domu. Zaczął przysłuchiwać się konwersacji, licząc, że usłyszy jakieś zadanie dla siebie, albo coś co go odpręży.

 

 

Pokemona po tym, jak zostawił ją MT została poprowadzona kilkoma ciemnymi korytarzami przez maga, który miał się chwilowo nią zająć. W końcu doszli do drzwi, jednorożec otworzył je i wskazał wygodny fotel przy kominku, w środku małej kryształowej jaskini. Pokemona weszła, a czarodziej zamknął za nią drzwi. 

Pokój był ładny, na podłodze rozciągał się przyjemny, zielony dywan ze złotymi frędzlami i wielką wyszywaną różą na środku. Płomienie skakały po drewnie, oświetlając cały pokój, który od kamieni nabierał różowo-fioletowej barwy. Na przeciwko Pokemony znajdował się mały, prosty stolik z herbatą i paroma marchewkami w małym wazoniku. Pokemona czekając zjadła jedną i trochę wypiła. W końcu drzwi otworzyły się i weszła Shadow. Jak zwykle jej bezszelestne kroki i cała zwiewna postać, jakby zatapiały się w tło. Nie miała jednak kaptura, a jej twarz ozdabiał subtelny i piękny uśmiech. Klacz usiadła na przeciw Pokemony, wzięła łyk herbaty i rzekła:

- Miło mi Cię znów widzieć. Wezwałam Cię, bo jestem ciekawa co taka mała klacz robi w drużynie, która udaje się prawie na koniec znanego świata, aby ratować księżniczki i dlaczego ta sama klaczka uczestniczy w walkach ulicznych w trakcie oblężenia? 

Wszystko zostało wypowiedziane bardzo miło i zachęcająco. Zdziwiło to Pokemonę, która była bardziej przyzwyczajona do zimnej i aemocjonalnej Shadow.

 

Nick znów zaczął się rozglądać. Ilość strażników i brak Shadow wypędziły o jednak z głównej jaskini. Zaczął wracać do skrzydła szpitalnego. Mijał tłum służby porządkowej, niosącej rannych i przepychał się, wypatrując jakiejkolwiek znanej twarzy. Zanim zauważył jakiegokolwiek lekarza, albo znajomą twarz podmieńczego inwigilatora, jego oczy dostrzegły znajomą żółtą klacz. Siedziała teraz pod ścianą, ze wzrokiem spuszczonym w ziemie, opatulona częściowo w swoją grzywę. Zdawała się być odcięta od świata i pogrążona w myśleniu, co raczej nie było jej zwyczajnym stanem, na tyle na ile Nick ją poznał. 

 

 

Dakelin tymczasem wyczekiwała na odpowiedź tajemniczej kobiety. Ta uśmiechnęła się lekko, gdy zobaczyła litery i wczytała się w ich treść. Odpowiedziała zaraz tym samym dźwięcznym głosem: 

- Sprowadziło Cię tu i jedno i drugie, jesteś martwa, zaczarowana i śnisz. Zgadłaś także jeden z moich tytułów, rzadko ktokolwiek zwracał się nim do mnie, ale tak, jestem Królową Gwiazd. Moja moc i władza wykracza jednak znacznie dalej.

- Nie bój się mówić, tak o sobie jak i o czym chcesz, jesteś poza rzeczywistością, którą znasz, tu nie jesteś niemową, odezwij się swym głosem i powiedz kim jesteś, coś na ten temat chyba jednak musisz wiedzieć.

Kończąc zdanie kobieta uśmiechnęła się słodko i skierowała swe jaśniejące oczy w Dakelin.       

 

  

Share this post


Link to post
Share on other sites

Lenita została zaskoczona i po części rozbita. Z jednej strony nie chciała by Animal zostawała z nią na siłę i się do czegoś przymuszała. A z drugiej strony miała dość już samotności i robiło jej się smutno na myśl, że znowu ma zająć się sama sobie. Przez pewien czas w swych myślach próbowała sobie to ułożyć. Mimo wszystko wolała nawet w tak drobnej sprawie postawić na dobro i na to co chcą inni. Ocknęła się i spojrzała na kucyki obok niej.
-Skoro masz ochotę iść to proszę, przecież nie mam prawa cię zmuszać do pozostania ze mną.-po tych słowach mimowolnie się uśmiechnęła, chociaż nie chciała tego robić.
 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja... mogę mówić? Wstała i popatrzyła się ze zdumieniem na Gwiezdną Panią. Dz-Dziękuję. Ja... My... Jestem wampirzycą, działam dla rebeliantów, pragnących wyswobodzić Canterlot z kopyt podmieńców. Na imię mi Dakelin. Zastanowiła się chwilę i mówiła dalej. Gdy zadaję nam pytanie kim naprawdę jesteśmy... Nic nie przychodzi ani mi ani jej na myśl. Nie jesteśmy w stanie nas określić lub wyrazić. P... rzepraszam za to, że... ale nie... nigdy czegoś tak pięknego nie widziałyśmy. Tylko... Mamy pytania do wszystkiego... Kiedy umarłam? Gdzie ja faktycznie jestem i gdzie pani jest? Jak pani mnie tu przyprowadziła? I... Na chwilę przestała i jedna myśl, dwa słowa zaczęły nurtować Dakelin. Po co? Po co pani nas tu przyprowadziła? Jaki jest tutaj nasz cel? Czy... Zatrzymała się w niepewności. Wydaje się godna zaufania. To jest Królowa Gwiazd, jeśli nas wzięła, to oznacza że ma jakiś interes, i to raczej nie byle jaki. Tylko jaki? Na to musimy zaczekać. Czego pani od nas żąda? Co mamy dla pani wykonać? Myślisz że powinnyśmy... Tak, mimo tego że właśnie ją poznałyśmy. Może wyda się to głupie ale... Ufam jej. Boję się ale... Skoro już umarłam. Przyklękła i pochyliła głowę, na znak poddania się mocy Królowej. Zrobimy co w naszej mocy, Gwiezdna Pani. Poddajemy się tobie.

Edited by Dakelin

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...