Jump to content

Cień Nocy [NZ][Fantasy][Dark][Violence][Adventure][Romans]


Recommended Posts

Guest Czubaka

Co tu dużo mówić. Kolejny świetny rozdział, który miło się czytało. Fabuła nadal wciąga i chcę się czytać więcej. Czekam z niecierpliwością na kolejny, ale rozumiem sprawę, więc nie pośpieszam. Co się odwlecze to nie uciecze - w końcu, no nie ? xD I mam pytanie. Ile planujesz rozdziałów w tej części ?

Link to comment
Share on other sites

Teraz święta, więc pomiędzy robieniem kolejnych maturek, trochę czasu się znajdzie.

Objętościowo- coś mi się wydaje, że wyjdzie jeszcze ponad 20 rozdziałów. Ale one są krótkie, więc...

Link to comment
Share on other sites

I tym sposobem dobrnąłem do rozdziału szesnastego, co oznacza, że w końcu jestem na bieżąco z fanfikiem. Nie wiem po co się tak pośpieszyłem - teraz zacznie się czekanie na pojedyncze rozdziały, jak ja to wytrzymam...

 

Znów, ostrzegam przed możliwymi spoilerami.

 

Cóż, myślę, że na tym etapie warto ponownie przywołać kwestię dosyć sporych ilości alikornów w tymże dziele. "Cień Nocy" liczy już sobie szesnaście rozdziałów i w mojej opinii, gdyby nie fragmenty w których wspomniane jest, że Night Shadow ukrywa, bądź korzysta ze swoich skrzydeł, to pewnie z czasem zapomniałbym, że jest to skrzydlaty jednorożec. Nie jest przesadzona pod względem swoich mocy, ma słabości i można ją zranić - zupełnie jak "zwykłego" kucyka. Poza tym, u pozostałych postaci, alikornowatość też jakoś nie bardzo rzuca się w oczy i nie zanosi się, jakoby nagle któryś ze szlachetnie urodzonych zaczął sypać z rękawa armageddonami, chełpiąc się swą nietykalnością, tak więc jest dobrze. Póki co, alikorny nie bolą.

 

Pochwała należy się także za to, że wraz z rozwojem fabuły, mimo wspomnianego w poprzednich postach niedoboru opisów i pewnych niedociągnięć (ale tylko w poszczególnych rozdziałach!), opowiadana historia potrafi wciągnąć, co raz bardziej i bardziej. Podoba mi się i jestem ciekaw co będzie dalej. Tu, wyróżnić muszę rozdziały odznaczone numerem piętnaście i szesnaście. Opisów im nie brakuje, ciągną dalej kilka wątków jednocześnie i to w taki sposób, że te nie gryzą się ze sobą, są ogólnie interesujące i generalnie rzecz biorąc, grzeszą klimatem. Po prostu, co raz lepiej czuć, że historia się rozkręca. Rozdział czternasty także czyta się miło, choć nie dorównuje on swoim następcom.

 

Nieco mieszane wrażenia mam co do rozdziału dwunastego i trzynastego. Sam nie wiem czemu, z jednej strony nie są znowuż tak ubogie w opisy, co zdarzało się wcześniej, zawierają kilka pamiętnych momentów, ale wciąż, odnoszę wrażenie, że miejscami brakowało konkretnych pomysłów, czy to na dialogi, czy to na sytuacje, w związku z czym pewne sprawy przyspieszono, a niektóre pociągnięto na siłę. Wrażenie takie odniosłem w scence przesłuchania Nnoitry, a także dialogu Night Shadow z Hualongiem, w rozdziale trzynastym. Smoczy kumpel czarnej alikorn był trochę denerwujący, zaś plan Nighty jak zdobyć tron był... Naiwny. I to bardzo. W ogóle, jakoś dziwnie się to czytało. Podobnie, dziwnie brnęło mi się przez scenę, w której Sunday odkryła jej sekret. Raz - weszła tak po prostu, bez pukania? Dwa - Night Shadow tak od razu, na słowo uwierzyła jej, że się nie wygada? Serio? Na jej miejscu byłbym zdecydowanie bardziej ostrożny, wszak jej szukają. No i dziwi mnie również zachowanie samej Sunday. Naprawdę aż tak zbrzydła jej ta karczma, że gotowa jest wyruszyć nie wiadomo gdzie z kimś, kogo widzi pierwszy raz w życiu (nie zna nawet imienia)? Ba! I jeszcze robi to! Kurczaki, szybka musi być ta klacz, skoro nadążyła za lecącą Night Shadow. I znów, zdenerwował mnie tu nieco Hualong. Nie dość, że wcześniej zrzucił z grzbietu Night Shadow, to teraz jeszcze tak wystraszył Sunday. Ten koleś naprawdę nie wie jak się traktuje damy ;P

 

Zapomniałbym - pod koniec rozdziału czternastego była scena z doktorkiem o dziwnym imieniu. Tam również czarna klacz została "wykryta", a mimo to... Nic się nie stało. No, chyba, że autorka ma zamiar rozwinąć ten wątek (jak i ten wyżej wspomniany, z Sunday) w przyszłych rozdziałach, w takim razie przepraszam. Jednakże, dziwi mnie to, jak niewiele mają poszczególne postacie do powiedzenia w tych sytuacjach. Przez to znów ma się wrażenie, że co niektóre koncepty pojawiają się i za moment odchodzą w zapomnienie. Póki co mam wrażenie, że Night ma ogromnego farta, ale szczęście nie może dopisywać wiecznie...

 

I jeszcze na deser kwestia Nnoitry - nie mogę uwierzyć, że ten koleś nadal żyje. Poważnie. Podobnie, nie mogę uwierzyć, jak szybko spoufala się kucykami, które wybiły jego oddział. Niby jest mu szkoda, ale znów, wątek ten tonie gdzieś pośród innych. Żeby było śmieszniej, pierwszą postacią, z którą tak nachalnie próbuje nawiązać bliższy kontakt jest... Orange Tail. Że też jej postawa jeszcze go nie zniechęciła... Jak dla mnie, na tym etapie to, że ta klacz przekona się do niego i w najlepszym wypadku zacznie się do niego normalnie odzywać jest tak samo niemożliwe, jak to, że Night Shadow nagle się zakocha i zechce zaraz po zdobyciu władzy się rozmnożyć. No, ale cóż, może sobie próbować, nikt mu nie broni. Ale życie chyba mu niemiłe, wszak Orange potrafi przykopać, a on w szczytowej formie nie jest.

 

Orange Tail jest świetna, tak swoją drogą. Bardzo ją polubiłem.

 

Poza tym, bardzo się cieszę, że częściej zaglądamy do zamku, gdzie śledzimy losy Dark Mane'a  oraz Darkness Sworda i jego małżonki. Ich wątki zapowiadają się ciekawie i liczę, że będą rozwijane tak jak teraz. To właśnie one nakręcają na dalszą akcję, a poza tym, dają nadzieję, że konfrontacja Night Shadow z jej ojcem nastąpi znacznie szybciej, niż można by się tego spodziewać. Poza tym, Darkness Sword zdaje się stąpać po kruchym lodzie, coś przeczuwam, że Dark Mane szybko obejmie po nim tron. Kto wie? Przekonamy się w kolejnych rozdziałach.

 

Wciąż jednak brakuje akapitów, gdzieniegdzie pojawiają się literówki i inne drobne błędy. Szczególnie ubolewam nad brakującymi akapitami i odstępami, przez co dialogi nie tylko nie są właściwie wydzielone, ale też często zlewają się z całą resztą, co choć nie przeszkadza w lekturze aż tak, to jednak ładnie nie wygląda. Jest jeszcze jedna rzecz, która mnie intryguje - dlaczego rozdziały kończą zupełnie puste strony? Czy to występuje tylko u mnie, czy też taki efekt jest widoczny u wszystkich? Czy tam miało coś jeszcze być, ale autorka z tego zrezygnowała?

 

Odnośnie poprawek pierwszych rozdziałów - namawiałbym, aby poprawione rozdziały nie zastępowały od razu swych poprzednich wersji. Pomyślałem, że zainteresowane osoby być może chciałyby sobie porównać zmiany i ocenić w jakim stopniu poszczególne odcinki zyskały na jakości. Być może pomogłoby to też przy pisaniu przyszłych rozdziałów, w sensie, że zwróciłoby uwagę które poprawki były najbardziej potrzebne i czego unikać na przyszłość.

 

Ogółem, jest lepiej. Wrażenia po tej porcji rozdziałów o wiele lepsze, fabuła podąża w dobrym kierunku. Lektura wciąga, a poszczególne sceny zapadają w pamięć, im dalej, tym bardziej fik zyskuje na klimacie, a poszczególne miejsca, czy też kreacje postaci co raz łatwiej jest sobie wyobrazić. Akcja także jest prowadzona w większości właściwym tempem, bez dłużyzn i zbytnich przyspieszeń. Wszystko zmierza w dobrą stronę.

 

Pozdrawiam i czekam na więcej!

Edited by Hoffman
  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Nie będziesz miała ze mną lekkiego życia. Co prawda mam powolny przerób rozdziałów, ale to raczej nam nie przeszkadza (jeny, dopiero przebrnąłem przez osiem rozdziałów D:)... Tym razem skupię się na paru drobnostkach.

 

Musisz kontrolować swoje zapędy w stosowaniu archaizmów i naukowych terminów. Nie ma nic złego w egzotycznych nazwacg, zwłaszcza podczas dialogów, ale zawsze takie słowa utrudniają odbiór, a stylistyka staje się przez to bardziej zagmatwana. Dobrze jest poszukać bardziej pospolitych określeń albo wyjaśnić kilka z nich (głównie w oczy rzucił mi się "fenotyp", ale jeszcze kilka takich cięższych kąsków wpadło). Właśnie! To też może odnosić się do gleb bielicowych. Na wyobraźnię czytelnika bardziej podziała opisanie roślinności występującej na glebach bielicowych niż samo rzucenie geologicznym terminem. Nie musimy wiedzieć, co dokładnie ma pod kopytem Shad. Jeśli ktoś będzie na tyle szalony, żeby doszukać się takich informacji na podstawie opisu, to wtedy możesz się ucieszyć, że kogoś zainspirowałaś do "poszukiwania prawdy" :D

 

Nie zapominaj, że piszesz opowiadanie pełniące funkcję informacyjną - przedstawiasz własne wyobrażenie o świecie, a więc musisz pamiętać o tym, że po drugiej stronie monitora znajduje się czytelnik-czysta karta. Co prawda pisanie w oparciu o MLP ułatwia nam parę rzeczy, ale to nie usprawiedliwia niektórych zabiegów. Rzucasz hasłami Lammas, Samhain, Beltaine bez próby wyjaśnienia któregokolwiek z nich. Wzmianka o tym, że Lammas jest dniem radosnym, dla rolników ważniejszym nawet od Beltaine niczego nie tłumaczy. To wciąż żonglowanie terminami abstrakcyjnymi. Brakuje mi szerszego wyjaśnienia zwyczajów nacji, która ma stanowić tło do obecnych wydarzeń.

 

Początek ósmego rozdziału. Piszesz, że minęło pięć lat. Przez pięć lat w samym RPP zmieniło się to, że ukradziona zbroja zaczęła pasować na Shad, no i mogę wspomnieć też o odejściu kucharki. Tylko tyle. To nieco zbyt mało, zwłaszcza że przez tyle czasu świat mógł przewrócić się do góry nogami. (mówię o samym RPP. Zapewne Królestwo Zmian, Equestria i inne ziemie nieco się zmieniło).

 

Na koniec zostawiłem sobie scenę z poszukiwaniami w lesie. Niech będzie, pójdźmy na łatwiznę i opiszmy to tylko z perspektywy Shad. Nie skracajmy wszystkiego do jednego akapitu, nosz do kroćset!

 

W lesie było ciemno i wilgotno. Night wołała przyjaciółkę i nasłuchiwała, ale nikt nie odpowiadał, nawet echo. W końcu zrezygnowana, zmęczona alikorn usiadła pod jakąś sosną. Była zła na siebie, że nie pilnowała Tail. To właśnie wściekłość zmusiła ją do wstania i dalszych poszukiwań. Choć sukienka darła się i niszczyła od przedzierania się przez krzaki, choć gałęzie drapały ją po twarzy, to nie poddawała się.

 

zamienić na:

 

Późna pora połączona z przejedzeniem i zmęczeniem dawała się wszystkim poszukującym we znaki.

Wielogodzinny rajd przez ciemny i wilgotny las okazał się dla Night bardzo wyczerpujący. Wołała za przyjaciółką, używała zaklęć poprawiających percepcję/widzenie w ciemnościach, słuchała okolicznej głuszy, ale spośród odgłosów natury połączonych z nawoływaniami pozostałych poszukiwaczy nie potrafiła odnaleźć głosu należącego do Orange Tail. Obiecałam, że ją przypilnuję - narzekała Shad. Krążyła między gęstwinami, zaglądała do ponurych jaskiń. Musiała to robić bardzo ostrożnie - obudzenie albo wypłoszenie jakiegoś agresywnego zwierzęcia zamieszkującego w okolicy mogłoby skończyć się źle dla niej, innych poszukującej albo samej poszukiwanej. Przez chwilę zaczęła się martwić nad tym, czy Orange Tail nie padła ofiarą jakiegoś drapieżnika. Co prawda nie znała dokładnie fauny lasu okalającego/po tej stronie Maretown. Pomimo upływu lat wciąż pamiętała o wilkokucu/lykantropie z Nightforest. A co jeśli Orange Tail zaatakowała mantykora, timberwolf albo równie nieprzyjazne stworzenie?

 

- Nie, nie mogę o tym myśleć! - krzyknęła do siebie głosem lekko spanikowanym.

 

Usiadła pod sosną zrezygnowana. Poszukiwania zmierzały do nikąd. Spojrzała na swoją poszarpaną sukienkę od swojej przyjaciółki. Przedzierając się przez krzaki, nie zwracała uwagi na jej stan. Brudny, zaniedbany... może zupełnie jak Orange Tail. Shad próbowała powiązać swoje przeżycia z Nightforest, ze zniszczonym ubraniem i stanem zaginionej. Wygląda brzydko, haniebnie. Jeśli teraz wróci z pustymi kopytami, to co powie Randomowi? Mogłaby się zapaść pod ziemię. Pewnie podobnie myśli Orange - chce zniknąć wszystkim z oczu, wcisnąć się gdzieś, gdzie nikt za nią nie spojrzy. Wiedziałam, że zadurzenie z tym bucem źle się skończy, mamrotała pod nosem. Sama uciekała, ponieważ nie mogłam znieść życia z góry skazanego na niewolę. Orange padła ofiarą zadurzenia. Coś je łączyło - ucieczka przed kompromitacją zwyciężyła nad zdrowym rozsądkiem.

 

- Może nie powinnam jej odnajdywać? - pomyślała na głos Shad. - Mną przecież nikt się nie interesował. Uciekłam, przeżyłam i mam teraz nowe, znaczne lepsze życie. Czemu nie zaoferować tego Orange? Zbiegłam, mając niespełna dziesięć lat. Byłam wtedy głupia, ale zaradna. Orange ma osiemnaście i jest jeszcze głupsza... Do kobylej nędzy, przecież to moja przyjaciółka! Nie wybaczyłabym sobie, gdybym teraz miała się poddać! - warknęła na siebie, kończąc monolog przygryzaniem języka.

 

Spróbowała jeszcze raz. Uspokoiła myśli, przegnała złe wspomnienia, porzuciła na bok domysły. Wyciągnęła uszy, przymknęła oczy. Przeczytała niegdyś w książce o medytacji, żeby stać się jednością z otaczającą naturą. Co prawda robiła to z umiarem - perspektywa bycia drzewem, rodzenia elfów czy produkowania tęczy czyniła z poważnej sytuacji tragikomedię.

 

Coś jest! Cichy szloch i to całkiem blisko! (resztę sobie dopowiesz :v Poza tym fragment skrobany na szybko, tak więc ma kilka błędów, więc nie karćcie mnie za nie ;_; )

 

I tak w co drugim fragmencie :crazytwi:  Oczywiście musiałabyś to napisać po swojemu, ale wydaje mi się, że dzięki takim sytuacjom mogłabyś znacznie lepiej oddać charakter oraz umiejętności poszczególnych bohaterów, w tym przypadku Night Shadow. To taka luźna sugestia, żeby zamiast słów i biadolenia przejść do czynów, zaczerpnąć informacji z poprzednich rozdziałów i w ten sposób upiększać całe opowiadanie.

 

(czo ten Mordecz... Dziewczyna wyraźnie się stara, tworzy zgrabnie wplecione side-story, a ten jeszcze narzeka. Bezwstydnik jeden D:)

 

Pozdrawiam

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Mordecz, Hoffman, uwielbiam was :D

 

Owszem, tamte fragmenty są nadal do poprawy, a co do naukowych określeń i archaizmów... Wybacz, dla mnie ich znaczenie jest tak oczywiste, że po prostu nie przyszło mi do łba, że dla kogoś innego może nie być.

Beltaine, Samhain i Lammas to są święta celtyckie [i nie tylko], które do dzisiaj są obchodzone przez niektóre religie neopogańskie.

Link to comment
Share on other sites

To jest właśnie "bolączka" pisarza - stworzyć tekst, który podejdzie każdemu. Niestety nie możesz myśleć, że piszesz do siebie. Z jednej strony musisz się rozwodzić na tematy tobie nudne(bo wcześniej już je poznałaś i opanowałaś), z drugiej - umiejętność przedstawienia naukowych terminów w prosty sposób świadczy o twojej wiedzy i mądrości. Wyszktałcony człowiek to ten, który potrafi zdobyte informacje przekazać innym osobom w oczywisty sposób (to akurat nie ~Mordecz Coehlo, ale przepisany na ślepo cytat Einsteina).

 

Najważniejsze też aby nie przegiąć z tłumaczeniem w drugą stronę. Skoro jeszcze matura przed tobą, to jeszcze nie poznałaś na własnej skórze, jak wygląda nauka na studiach (przynajmniej na technicznych). Możesz swoim tekstem zachęcić do sięgnięcia do innych źródeł o podobnej tematyce. Inną metodą jest pokazanie efektów występujących (albo mogących występować) w praktyce np. jaka roślinność rośnie na tych nieszczęsnych glebach bielicowych przez pryzmat wyobrażeń uciekającej 10-letniej Shad. Nikt nie musi wiedzieć, że oparłaś swój opis przyrody o termin geologiczny. Dla ciebie może to być punkt podparcia do stworzenia okolicznej flory.

 

(nie cierpię opierać się na własnych przykładach) W Szkatule zastosowałem troszkę inną taktykę. Ponieważ udowodniłaś mi, że terminy "końskie" nie są Tobie obce, to pewnie znasz chorobę nieparzystokopytnych nazywaną zołzą. Termin mieszczący się w trzech zdaniach rozciągnąłem na półtora rozdziału, aby dobrze oddać jego charakter, sposób walki z nim, realne problemy oraz zachowania mieszkańców, pracowników kolei, listonoszy i administracji. Jedna głupia choroba wystarczyła mi do stworzenia opisu na kilkadziesiąt stron. Czy to zrobiłem dobrze czy źle to już oceni sam czytelnik, ale ja potrzebowałem mocnego akcentu opisującego aktualne życie w dotkniętym epidemią miasteczku. U ciebie takim mocnym akcentem mogą być przygotowania do konfliktu zbrojnego albo mniej patetyczne święta rolnicze.

 

A propos świąt... Ty to wiesz, Shad to wie, ale ja tego nie wiem. Moje ubogie zasoby wiedzy z zakresu kulturoznastwa nie pozwoliły mi wyobrazić sobie, że one faktycznie istnieją. Na szczęście mamy forum, gdzie czytelnik może porozmawiać sobie z autorem. Teraz wyobraź sobie, że wydajesz książkę, książka w niezmienionej formie zostaje przetłumaczona na grecki. W Grecji znajduje się osoba, która ma podobne problemy poznawcze. Na jej nieszczęście nie ma możliwości porozumienia się z autorką. Może uznać, że opowiadanie ma w sobie dziury i zrazi się do niego z powodu występowania takiej pierdoły przez co wypadasz mniej wiarygodnie.

 

 

 

Mordecz, Hoffman, uwielbiam was :D

 

Owszem, tamte fragmenty są nadal do poprawy, a co do naukowych określeń i archaizmów... Wybacz, dla mnie ich znaczenie jest tak oczywiste, że po prostu nie przyszło mi do łba, że dla kogoś innego może nie być.

 

 

No właśnie... Wielbić nas będziesz dopiero wtedy, gdy nasze porady i sugestie przyniosą wymierne korzyści :P Przepraszać również nie masz za co. Otrzymujesz po prostu paczkę spostrzeżeń, które tylko ty wiesz, w jaki sposób winno zostać wykorzystane.

 

Pozdrawiam

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Owszem, ciężko stworzyć coś co każdemu się spodoba. I dlatego już zaczynając pisać wiedziałam, że większości się podobać nie będzie. Z powodów różnych. Chociażby sprawa opisów- dochodziły do mnie już różne głosy, że za dużo, że za mało, że klimat za mroczny, że akcja się dzieje za wolno, że za szybko... Na początku gubiłam się w tym strasznie. I ciężko było mi określić głos prawdy wśród krzyków tłumu.

 

Dzisiaj, z perspektywy czasu [a minął już prawie rok od początkowych rozdziałów], nie wiem czy się śmiać, czy płakać nad większością tekstu. Mam wielką ochotę go usunąć wręcz. Bo mi wstyd przynosi :flutterblush:. Z drugiej strony chcę go poprawić, dopracować, dopieścić. A najnowsze rozdziały nie są już chyba takie złe...

 

Najbardziej boli mnie to, że wiem, czego tekst potrzebuje, ale ciężko mi to poprawić. Ot, braki w wyobraźni i fakt, iż ja się do pisarstwa chyba nie nadaję. Chcę wymyślić coś, co mnie zadowoli i za cholerę nie wychodzi. I cały czas widzę to samo- kiepskie opisy, drętwe dialogi i płytkie jak kałuże postacie.

 

Pisarz ze mnie kiepski, ale przynajmniej recenzent chyba nienajgorszy, zawsze coś :fluttershy6:.

 

 

Jak nauka na studiach wygląda wiem jedynie z relacji znajomych. Jest to taka sinusoida- lenienie się, zakuwanie wieczorem przed sesją/kolokwium. Wiem, że moja nauka na studiach będzie wyglądać źle, bo według dowcipu, tam gdzie się wybieram, czeka mnie harówa lvl "wykuj książkę telefoniczną".

 

Co do świąt i pojęć- wzięłam przykład z pana A.Sapkowskiego, który lubuje się w używaniu "mądrych nazw" i nigdy nie objaśnia. Mi to pasowało zawsze. Bo skłaniało mnie do samodzielnego wyszukiwania co dany termin oznacza. Beltaine, Samhain, Lammas- te nazwy też używał, sądząc po jego wypocinach, miał w życiu okres fascynacji religią Wicca.

Dlatego wyjaśniam jedynie własne neologizmy, np. Caballusię, Equeidy, niektóre nazwy roślin, ale niekoniecznie.

 

W rozdziałach XV i XVI korzystałam. Dalej jest do zadu, ale chyba lepiej... Ech, ja się jeszcze nauczę :evilshy:!

 

A co do akapitów- przyznaję się, że nie wiem, jak ustawić wcięcie akapitu po enterze w Wordzie/Google docsach.

Link to comment
Share on other sites

Twojego kunsztu pisarskiego nie oceniam - każdy ma własne preferencje i tego się trzymam. Próbuję wskazać uwagę na niektóre rzeczy, które prędzej czy później by ciebie dotknęły. Inni robią to samo co ja, z tymże forsują lepsze bądź gorsze rozwiązania. Nigdy wszystkim nie dogodzisz, ponieważ jest to niewykonalne... i dlatego takie wspaniałe. Poszukiwanie złotego środka to wg mnie najlepszy sposób na wyrobienie własne, niepowtarzalnego stylu. Póki co musisz pisać, formułować własne myśli, uczyć się na błędach i rozwijać swój warsztat. Pal licho moje opinie, pal licho podejście innych. Skończ to pisać, pogratuluj dobrze wykonanej roboty i idź dalej (to pewnie dlatego nigdy nie dostałem nominacji do [Epica] xD). Ponieważ własną Szkatułę napisałem dwa razy, to od razu ci powiem, że to drugie podejście będzie o wiele bardziej bolesne i nużące :P Szykuj się, bo to nie będzie łatwe zadanie. Prawdziwe powody, dla których postanowiłem "reaktywować" tamten fik, to wywód na kilka stron A4, więc nie ma sensu cię nimi zadręczać. Odradzam trzeciego podejścia - nie ma sensu rozgrzebywać w nieskończoność tego samego tekstu. Ci co mieli przeczytać, już to zrobili. Pozostali przeżyją bez lektury Cienia Nocy.

 

Wracając raz jeszcze do świąt - bardzo możliwe, że taki zabieg jest prawdopodobny i wytłumaczenie też do mnie przemawia, acz wydaje się nazbyt niebezpieczne. Co by nie powiedzieć - piszesz kucykową fantastykę. Czasami trudno jest stwierdzić, co jest kanoniczne, co jest niekanoniczne, co jest zapatrzone z innych książek, a co jest jawnym wciskaniem kitu. Osobiście unikałbym metodyki zawartej u Sapkowskiego, zwłaszcza że miewasz braki z tymi opisami. Część z nich mogłabyś rozwinąć właśnie w oparciu o takie święta okolicznościowe.

 

Hmmm... ciągłe narzekania, powiadasz? Tak naprawdę to ja sobie za kredo przyjąłem wieczne narzekanie na fanfiki. Oczywiście próbuję również dzielić się własnymi propozycjami przy okazji... z różnym skutkiem. W poprzednich wypowiedziach dałem ci malutki pokaz możliwości, jaki niesie ze sobą rozwleczenie pewnej czynności. Patrząc na te dwa fragmenty, powiedz mi, która Night Shadow wygląda na bardziej rozbudowaną? Poza tym nie przejmuj się - na moje też ludzie narzekają, więc nie jesteś osamotniona ;)

 

Skoro nam się tak wesoło rozmawia, to jeszcze poruszę kwestię wstydu. Otóż nie masz czego się wstydzić. Powinnaś być dumna z tego, że podjęłaś się tak niewdzięcznej roboty, jaką jest pisarstwo oraz recenzowanie, a pomimo upływu roku czasu wciąż masz zapał i chęci do kontynuowania swojego dzieła. To się chwali! Ludzie miewają ważniejsze powody do wstydu.

 

A teraz na podsumowanie - to jest dobre opowiadanie. Pomimo swoich defektów, braków oraz paru zgryzów, poprowadziłaś ciekawą i interesującą historię. Może i zbereźny humor do mnie nie przemawia, ale ta uwaga nie umniejsza temu, że masz pomysły oraz możliwości do stworzenia dobrego fika. Już po tych ośmiu najgorszych rozdziałach pokazałaś, że potrafisz pisać. Poza tym czepiam się tak naprawdę pierdół kręcących się wokół głównego wątku, a nie skreślam z miejsca przedstawionych bohaterów ani relacji między nimi. Jeszcze nie raz mnie pozytywnie zaskoczysz, to tylko kwestia czasu ;)

 

Pozdrawiam

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

(...) dochodziły do mnie już różne głosy, że za dużo, że za mało, że klimat za mroczny, że akcja się dzieje za wolno, że za szybko... Na początku gubiłam się w tym strasznie. I ciężko było mi określić głos prawdy wśród krzyków tłumu.

 

Grunt, aby efekt w jak największym stopniu pokrywał się z Twoją wizją i żebyś była z napisanej przez siebie historii zadowolona. Paczki z uwagami otrzymywać będziesz na bieżąco, a z czego skorzystać i w jakim stopniu będziesz decydować sama i tyle.

 

 

 

Dzisiaj, z perspektywy czasu [a minął już prawie rok od początkowych rozdziałów], nie wiem czy się śmiać, czy płakać nad większością tekstu. Mam wielką ochotę go usunąć wręcz. Bo mi wstyd przynosi :flutterblush:. Z drugiej strony chcę go poprawić, dopracować, dopieścić.

 

Usuwanie czegokolwiek to najprostsze, przeważnie niewymagające myślenia rozwiązanie, po którym ani nie nabierzesz doświadczenia, ani sam fik nic nie zyska, a wręcz straci. Póki historia nie została jeszcze zakończona, o wiele rozsądniej będzie jak jednak spróbujesz to i owo poprawić, dostosować do poziomu nowszych, dużo lepszych jakościowo rozdziałów, przy okazji dodając nowe opisy czy dialogi, bo czemu nie?

 

W ten sposób i poprawisz ogólną jakość swojego dzieła, a i „skill” urośnie i kto wie, może nie będziesz już cierpieć na dylematy i „braki wyobraźni”, tylko zwyczajnie, poubierasz w słowa co ci chodzi po głowie i będziesz zadowolona.

 

 

 

Co do świąt i pojęć- wzięłam przykład z pana A.Sapkowskiego, który lubuje się w używaniu "mądrych nazw" i nigdy nie objaśnia. Mi to pasowało zawsze. Bo skłaniało mnie do samodzielnego wyszukiwania co dany termin oznacza. Beltaine, Samhain, Lammas- te nazwy też używał, sądząc po jego wypocinach, miał w życiu okres fascynacji religią Wicca.

Dlatego wyjaśniam jedynie własne neologizmy, np. Caballusię, Equeidy, niektóre nazwy roślin, ale niekoniecznie.

 

Well… To Twój świat i możesz go naszpikować folklorem, świętami, zwyczajami i wszelakimi „smaczkami” tak, jak Ci się tylko podoba. Byle tylko czytelnik wiedział co na czym polega, tak w skrócie, żeby nie przesadzić. Mnie, jak do tej pory, wplecione w fabułę, „zrozumiałe tylko dla autorki” rzeczy nie przeszkadzały jakoś szczególnie, ot, takie urozmaicenie, „coś”, co być może w miarę postępów w pisaniu zostanie bliżej ukazane, lepiej objaśnione.

 

 

 

Dalej jest do zadu, ale chyba lepiej... Ech, ja się jeszcze nauczę :evilshy:!

 

Nauczysz się i jeszcze wszystkim pokażesz ;) Wierzę w Ciebie.

 

Pozdrawiam!

 

 

PS: Charaktery postaci łatwo ukazać i rozwijać drogą dialogów, bogatszych opisów, czy to zachowań w danych sytuacjach, czy też bagażu emocji, jakie w sobie noszą, od czasu do czasu zmieniając je wewnętrznie (a’la Orange Tail), albo stawiając w niekomfortowych sytuacjach, zmuszając do dokonania wyboru, do którego można się odnosić dalej itp. Czyli, jak popracujesz nad opisami i dialogami, to i wizerunki poszczególnych postaci powinny się poprawić. Rekomendowane głównie przy tych pierwszych rozdziałach, te najnowsze są w porządku.

Edited by Hoffman
  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Guest Czubaka

Może do zakończenia ff jest jeszcze daleko, to z zupełną szczerością mogę powiedzieć, że jest on wyborny. Klimat jak i fabuła są na wysokim poziomie, może czasem akcja zwalnia, ale sądzę, że nie wpływa to źle na odbiór ff. Myślę też, że jest to opowiadanie, które obok tytułu powinno mieć dopisek EPIC. Może wybiegam trochę na przód, ale jeśli do końca będzie on tak samo dobry to na pewno zasługuje na ten tag i ocenę 9/10. Polecam ~Magda Gessler xD

Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

W Wordzie i GoogleDocs wcięcia robimy tabulatorem. Inny writehack dotyczący wyłapywania podwójnych spacji - ctrl+f -> 2xspacja. Wtedy edytor pokaże ci wszystkie zamieszczone podwójne spacje w tekście.

 

Po dwóch kolejnych rozdziałach dotarłem do Nnoitry i... ummm... czułem się tak, jakby przepadł mi gdzieś rozdział, ponieważ nagle powstała potężna przepaść w dostawie informacji. Pojawiło się wielu nowych bohaterów, niektórzy z nich mieli nawet jakąś historie oraz plany na przyszłość. Problem pojawił się, kiedy próbowałem zrozumieć, o co chodzi. Potem nagle wyskakuje smok imieniem Hualong... Cóż, i tu mamy braki we wprowadzeniu niektórych elementów. Momentami odnosiłem wrażenie, że streszczasz historię, zamiast ją opowiadać - to się głównie tyczy fragmentu ze szlachetnym kucem, a później jego snem z wycieńczenia.

 

(...)

 -Jeszcze jedno, co zrobiliście z ciałami moich towarzyszy?

 -Zostały spalone- mruknął Spell.

Słysząc to paladyn poszedł na skraj obozowiska. Chciał być sam ze swym bólem. Nie wykonał misji, powiódł podwładnych na śmierć, a na dodatek sam jakimś cudem żył. Nawet gdyby jakimś cudem wrócił samotnie do Mooncastle, to Jego Wysokość zapewne skróciłby go o głowę. Sir Nnoitra zapłakał nad swoim cholernym losem. Nie zauważył nawet, kiedy zmorzył go sen.

 

To stylistycznie najgorszy fragment dwunastego rozdziału. Najgorszy, bo okrutnie ociekający sztampą. Nie mam nic przeciwko załamaniom nerwowym pod wpływem bardzo negatywnego impulsu, lecz i to trzeba opisać. Krótkimi ledwo związanymi ze sobą zdaniami nie przekonałaś mnie do uwierzenia w bolączkę sir Nnoitry. Jak tak dłużej na niego patrzę, to przypomina mi sławetny ekwiwalent - Wstało czerwone słońce; tej nocy przelano mnóstwo krwi. Zabieg kolorystyczny jest zamierzony. Usiłuję pokazać, że ten kawałek jest równie słaby, co przytoczony spoiler.

 

Pozdrawiam

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Wiem niestety. Ale od piątku zabieram się za poprawki fabularne i rozwój tekstu. W tym do poprawki idą Nnoitra i Hualong, którzy wymagają znacznego rozwinięcia bo wyszło zdecydowanie za płytko, za szybko, za słabo i za sztampowo. Już w momencie kiedy to pisałam czułam, że to nie jest to i nie byłam z tego zadowolona.

A jeśli chodzi o cytat z Tolkiena- a mi się podobał ten tekst. Nie pamiętam czy był w książce [której szczerze nienawidzę], ale w filmie bardzo mi do gustu przypadł.

I dzięki z tym tabulatorem, bo robienie ręcznie wcięć to była jakaś masakra :flutterblush:.

Edited by Cahan
Link to comment
Share on other sites

Jestem po trzech rozdziałach, a więc pozostaje mi już tylko jeden (dun-dun-dun).

 

Zaznaczyłem, co miałem zaznaczyć. Zwrócę uwagę na twoją dziwną manierę opisywania przedmiotów. (pierwsza cecha) (druga cecha) (przedmiot) (trzecia cecha). Nie dość, że nie możemy mówić o poprawności językowej, to jeszcze doprowadzasz do karykaturalnych sytuacji jak chociażby wino wyszywane szafirami. Nie próbuj przedstawiać na siłę kolejnych cech charakterystycznych materiałów, jeśli nie ma ku temu potrzeby. Czasem wystarczy jeden symbol. Poza tym pamiętaj, że jeśli przechodzisz z (cech) do (przedmiotu), to pamiętaj o tworzeniu związków wyrazowych.

 

Widziała karego ogiera, o liliowej grzywie. - Rozumiane jest jako "Widziała karego ogiera i liliową grzywę".

 

Tak się buduje zdania w rodzimym języku, aby najpierw wyraźnie wyznaczyć przestrzeń opisową (realizowana przy pomocy m.in. przymiotników), a potem konkretnym pokazaniu przedmiotu opisywanego. W celu wzbogacenia opisów możesz posłużyć się imiesłowami przymiotnikowymi.

 

Podejmę się szerszego podsumowania dopiero po lekturze szesnastego rozdziału (albo i kolejnych, zobaczymy, kiedy to będzie).

 

Pozdrawiam

 

 

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Na przyszłość obiecuję poprawę.

 

A tymczasem ogłaszam, że wzięłam się za poprawki. Obecnie poprawiony został prolog. Wkrótce czeka to wszystkie rozdziały. Nie nastąpią ważne dla fabuły zmiany, mimo wszystko miło by mi było, gdyby się ktoś z nową wersją zapoznał i ją ocenił :kUzFl:.

Link to comment
Share on other sites

Dla osiągnięcia jak najlepszych wniosków, odszukałem tą najpierwszejszą wersję prologu "Cienia Nocy" (to znaczy, mam nadzieję, że to ta, jest rozciągnięta na cały ekran, a pamiętam, że właśnie tak to na początku wyglądało, więc chyba trafiłem pod właściwy adres) i przeczytałem ją jeszcze raz, zanim zabrałem się za wersję poprawioną.

 

Rzeczywiście, żadne wielkie zmiany w fabule się nie dokonały, ba! Jest całkiem sporo znajomych fragmentów, tyle, że zostały one poprawione pod względem technicznym, co stanowi oczywiście plus. Co się zatem zmieniło? Jest spokojniej i estetyczniej, dzięki kilku przepisanym, a także zupełnie nowym opisom akcja nieco zwolniła, o wiele lepiej wprowadzając w historię oraz wyraziściej prezentując postać głównej bohaterki. Dowiadujemy się więcej na temat tego jak się czuje, co sobie myśli, dzięki czemu prolog wypada zgrabniej. Wciąż, można odnieść wrażenie, że mogłoby tego być nieco więcej, z drugiej jednak strony, dalsze rozszerzanie prologu mogłoby zaowocować czymś w rodzaju remake'u, a chyba nie do tego dąży autorka. Poza tym, jest tam kilka zdań, które napisałbym inaczej, na przykład

 

Zamiast:

"Dumna Sunshine została pokonana. Wola Władcy Zmian została wykonana. A w żyłach Książąt Słońca po dziś dzień płynie krew generał Arrow."

Napisałbym: "Dumna Sunshine została pokonana, dokonała się wola Władcy Zmian, zaś w żyłach Książąt Słońca po dziś dzień płynie ta sama krew, która krążyła po jej ciele, tej samej generał Arrow, której niegdyś każdy oddech poświęcony był dążeniu do celu."

 

Czyli zamiast kilku zdań, jedno złożone. Możliwe, że to po prostu moja wariacja na punkcie zdań złożonych i wydłużonych do granic możliwości, ale pomyślałem, że warto by o tym wspomnieć. Tylko nie zrozum mnie źle, nie mam zamiaru mówić Ci, jak masz pisać ;) Sama zdecydujesz jak to będzie finalnie wyglądać.

 

Ogólnie rzecz biorąc, wszystkie zmiany wyszły na korzyść, choć nie kręciłbym głową, gdyby było tego nieco więcej. Jeżeli takie same zmiany czekają kolejne rozdziały, jestem na tak. Pisałem już wcześniej, w których to momentach szczególnie zabrakło rozwinięcia, toteż jestem spokojny, jeśli idzie o przyszłe rozdysponowanie nowych opisów i poprawek.

 

Pozdrawiam!

Edited by Hoffman
  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

No i wycieczka po szesnastu rozdziałach dobiegła końca. Z mniejszymi lub większymi trudnościami dokonaliśmy tego. Cóż, powinienem dotychczasowe starania należycie podsumować, a w tym celu posłużę się zapożyczonym schematem:

 

Bohaterowie

W pierwszej kolejności wybijają się Night, Bastard i Darkness. Poświęciłaś tym postaciom najwięcej czasu, dzięki czemu ich charaktery zostały oddane najdokładniej. Night podeszła mi nade wszystko, a to pewnie z powodu pierwszych rozdziałów, kiedy oszukiwała przeznaczenie, podśpiewując: "What would Sunshine Arrow do if she was here right now?" (ciekawe kto skojarzy). Nikt poza Night nie jest tak wyraźnie zarysowaną postacią w opowiadaniu. Może też z tego powodu zdecydowałem się na jej nominację... Pozostałej dwójce poświęcono wystarczająco dużo czasu, aby zapadli w pamięć.

 

Z tyłu trzyma się Random i Dark Mane. Interesująca dwójka, chociaż brakuje mi lepszego rozwinięcia ich charakterów. Zdołałem zapamiętać tylko tyle, że Random jest bratem rodzonym Orange Tail, zaś Dark Mane to idiota z powołania. No. może jeszcze ten wilkokuc spod lasu...

 

O pozostałych nie mogę powiedzieć zbyt wiele. Za nic nie mogłem zapamiętać ich anatomii ani cech charakterystycznych. Kiedy czytałem o liliowookich, brązowogrzywych itd., to nie mogłem skojarzyć kto jest kim. Może nie mam głowy do przypisywania do innych barw, ot cały szkopuł.

 

Miejsca akcji

W głównej mierze Mooncastle i las pod miastem zapadły w pamięć. Co prawda stolica Królestwa Nocy pojawia się dość często i dlatego nie mam problemów z wyobrażeniem go sobie, z kolei okalający go las był dostatecznie opisany, dzięki czemu łatwiej mi było wczuć się w prezentowaną historię. Pozostałe lokacje typu miasteczko obchodzące jakieś tam święto, złote miasto nieumarłych alikornów, zmieniane co chwile kryjówki RPP nie chcą zostać w mojej głowie na dłużej niż kilkanaście minut po wyłączeniu dokumentu.

 

Fabuła

Cóż. Fabuła nie wyróżnia się niczym szczególnym. Ot mamy zbuntowaną nastoletnią księżniczkę, która ucieka z domu, a jej tatuś w tym czasie oddaje się imperialistycznym zapędom. Uciekinierka trafia do towarzystwa, o radości niepojęta, Randomowych Poszukiwaczy Przygód i tam się spełnia jako awanturniczka... przynajmniej przez parę lat. Patrząc na to z boku, nie widać w tej historii niczego szczególnego. Brakuje mi czegoś szczególnego, być może DA MAGICKS!

 

Narracja

Jakby nie patrzeć, te szesnaście rozdziałów pokonałem z przyjemnością. Nie potrzebowałem przestojów typu: "Chryste, daj mi siły do dokończenia tego fragmentu" (a i z takimi fikami miewam styczność). Całość jest prowadzona w miarę lekko, dzięki czemu człowiek nie męczy się z kolejnymi przygodami z alikornami w tle. Dziwna sprawa - chociaż są poważne braki w niektórych opisać, to one niezbyt urągają całości. Być może obrany przez ciebie kierunek w ostatnich rozdziałach jest lepszy niż łopatologicznie przedstawiane elementy składające się na poszczególną scenę... Szkoda tylko, że nie potrafię z nich zbyt wiele zapamiętać!

 

Plus

Większość pozytywów już wymieniłem: główna bohaterka, narracja, zapadające w pamięć niektóre postacie, wątki. Opowiadanie potrafi wciągnąć przynajmniej na ten jeden rozdział. Co prawda większość rozdziałów przeczytałem w studenckiej bibliotece, ale przynajmniej umiliłem sobie czas w oczekiwaniu na kolejne zajęcia (co teraz również czynię).

 

Minus

Mentalnie jestem zbyt starym dziadem, by wstawki z podtekstami mnie rozbawiły albo w inny sposób zachęciły do lektury. Może innych to potrafi wciągnąć, zaś ja tylko kręciłem nosem. W innym punkcie zaznaczyłbym humor, a to pewnie dlatego, że średnio mnie ciekawią wstawki komediowe osadzone w typowym fantasy. To nie moje klimaty, a może też niezbyt ciekawie niektóre z nich są przedstawiane (jazda po ziemniakach - szczerze mówiąc, to mi tylko przypominało o Łotyszach, a to opowiadaniach, z tego co wiem, o kucykach :P). Kolejny aspekt tyczyłby się zapewne osobistych zgryźliwości lingwistycznych typu czarna alikorn obejrzała, szara klacz pegaza, rosły ogier jednorożca itp. Na końcu mógłbym wtrącić o brakach wynikających z samego stylu, czyli te parady komentarzy "bez" przy źle wstawionych przecinkach. Myślę, że to jest jedynie kwestia wprawy i przeprawienia części tekstu w celu jego eliminacji.

 

***

No to chyba tyle. Wybacz, ale muszę poszukać teraz jakieś opowiadanie, które mógłbym rozjechać buldożerem... już od miesiąca niczego nie zrecenzowałem.

 

Pozdrawiam

Edited by Mordecz
  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Mordecz, Ty nawet nie wiesz, jak bardzo dziękuję Ci za Twoje rady :fluttershy4:.

Fanfik jest w trakcie poprawek i właśnie lokacje oraz postacie mają być bardziej i lepiej rozwinięte. Zwłaszcza dotyczy to Alikorngard oraz postaci takich jak Hualong, Nnoitra, Poszukiwacze, z których jestem wybitnie niezadowolona.

 

Po ziemniakach jeżdżę, bo ich jakoś wybitnie nie lubię. Pewnie przez postacie Pinkie i AJ w serialu, które traktuję jak dwie kretynki i nieraz miałam ochotę je zabić. Dodatkowo w fanfiku stanowią najniższą warstwę społeczną, czyli chłopstwo. Są głupi, brutalni i silni. Humor z serii "Łotysze" [aby było śmiesznie ja sama mam łotewskie korzenie :P], fanfik zawdzięcza moim kolegom, którzy posłużyli za pierwowzór Randomowych Poszukiwaczy Przygód. Są to osobniki tak ciekawe i tak oryginalne, że nawet nazwali tak na LARPie swoją klasę postaci.

 

Dowcip nie jest górnolotny, przyznaję. Sama lubię prosty humor na miarę Sapkowskiego i Martina. Z rzeczy bardziej wyrafinowanych dałam całkiem sporo nawiązań do różnych dzieł literatury fantasy.

 

Wiele scen, którym niektórzy czytelnicy zarzucają absurd i nierealność wydarzyła się naprawdę, ja je tylko sponyfikowałam.

 

Fabuła- ha, fabuła sztampowa jest jak "Eragon", przynajmniej na razie, bo zaplanowane zakończenie będzie mocno nietypowe. Póki co mamy historię o niedojrzałej, zbuntowanej klaczy, która choć zdaje sobie sprawę, że jej plany są absurdalne i skazane na niepowodzenie, a swoje dotychczasowe sukcesy zawdzięcza jedynie ogromnemu szczęściu. A jednak nie poddaje się, bo wierzy, że trzeba w życiu walczyć o swoje, nawet jeśli cel jest nieosiągalny. Do tego dochodzą wątki polityczne oraz jeden miłosne. Chyba aż za bardzo lubię literaturę romantyzmu...

 

A teraz mała ciekawostka- ankietę o postaciach zamieściłam gwoli porównania ze zdaniem czytelników z forum Tawerna biz. Wiele postaci z fika to ponyfikacje osób z tamtego forum, ale mniejsza o to. Co ciekawe ulubioną postacią tamtego forum jest jednogłośnie... Bastard Spell. Głównie za to, że jest jednym z najbardziej pozytywnych bohaterów. Night jest tam za to nielubiana, właśnie za swoje podejście do życia i za skupienie na swoim celu. Uznaję to za pewien sukces. W końcu chciałam stworzyć protagonistę, który będzie budził mieszane uczucia i którego spokojnie będzie można znienawidzić :fluttershy5:.

 

EDIT: Informacje parafialne: Rozdział I został poprawiony. I to dość potężnie, bo rozrósł się o 2000 słów.

Edited by Cahan
Link to comment
Share on other sites

  • 3 weeks later...
Guest Czubaka

Akurat wczoraj przeczytałem kilka starszych rozdziałów, więc miło będzie przeczytać nowy ^^

Link to comment
Share on other sites

Uwaga! Będą spoilery, pochowane w spoilerach! Otwierać po zakończonej lekturze, lub w ostateczności!

 

 

Rozdział XVII jest w istocie niczym więcej, jak kolejnym fragmentem wędrówki Night Shadow oraz jej smoczego przyjaciela. Tym razem nie mamy tu przeplatających się różnych wątków, znacznie odległych od siebie miejscem akcji, różnych pod względem występujących postaci, co mimo wszystko źle nie wypadło. Mimo wszystko, ponieważ naprawdę liczyłem, że ponownie zajrzymy do Orange Tail bądź też zobaczymy co porabia Dark Mane. Spodziewałem się tego mając na uwadze konstrukcję poprzednich rozdziałów. Zdążyłem się przyzwyczaić do pewnych przeskoków, które pchały do przodu kilka wątków jednocześnie, co mi się podobało.

 

Przechodząc do rzeczy - lektura nadal jest lekka, przyjemna, z klimatem, do którego przyzwyczaiły nas poprzednie odcinki. Widać jednocześnie, że autorka zwraca co raz większą uwagę na dialogi, czy też słownictwo. Choć nie brakowało tego wcześniej, to jednak z racji tego że rozdział ten ma charakter "terenowy", przy opisach na pierwszy plan wysuwa się natura. Dowiadujemy się jakie dookoła rosną drzewa, czy słabiej lub mocniej wieje, ot, takie rzeczy, które pozwalają lepiej wyobrazić sobie miejsce akcji i łatwiej wejść w daną lokację. Plusik. Sam lubię opisywać pogodę, czy też co ważniejsze atuty otoczenia.

 

Czego nie odczułem przy ostatnich rozdziałach, w jakiś sposób wystąpiło tutaj - wrażenie szybkiego końca. Po przeczytaniu "siedemnastki" nie mogłem pozbyć się myśli, że nowy odcinek skończył się za szybko, że jak jeszcze chwilę temu

 

Sunday miała się dobrze, tak teraz nagle odnalazła się martwa. Swoją drogą, na początku myślałem, że u Night Shadow wystąpi pewna sprzeczność, mianowicie - tak to swoją towarzyszkę podróży miała głęboko w zadzie, sypiąc w jej stronę błyskawicami, a potem nagle chce się mścić i ścigać zabójcę. Na szczęście ostatni akapit i kwestia czarnej klaczy zdradza nam, że jednak ma ona pewne wyrzuty sumienia, jest jej przykro i zapewne będzie to dla niej cenna lekcja odpowiedzialności. Tym samym, cały ten wątek zyskuje na znaczeniu, choć pokusiłbym się o małą analizę przemyśleń Night Shadow. Jednocześnie, nie lubię Hualonga jeszcze bardziej i koleś naprawdę będzie musiał się wykazać, jeśli ma zyskać w moich oczach i jakoś odkupić swoje winy.

 

Samej Sunday jest mi trochę szkoda, choć w sumie nie poznaliśmy jej zbyt dobrze. Cóż, mogła zacisnąć zęby i nie zapuszczać się Discord jeden wie gdzie.

 

Tak więc, dostajemy dobry rozdział, po lekturze którego zastanawiamy się co będzie dalej (boss battle?). Czekam na więcej, jednocześnie mając nadzieję, że pojawi się Orange Tail.

 

Pozdrawiam!

Edited by Hoffman
  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Po pierwsze, mam dla was nowy rozdział: https://docs.google.com/document/d/1BQ0-C4z0WTIR7mzkTKdHYn3_RZECB4AvdLcy_-FPOxA/edit?usp=sharing

 

Po drugie, czas odpisać Hoffmanowi, czego nie zrobiłam wcześniej, bo nie chciałam podbijać sobie posta.

 

System POVów pozostaje, ale nie będzie utrzymywany w każdym rozdziale. Powiedziałabym, że jest to sposób unikania nudnych fragmentów oraz pokazania świata przedstawionego oraz samej historii z punktu widzenia różnych postaci. Ma to też na celu ukazanie, że tutaj nikt nie jest jednoznacznie dobry, bądź zły. Różni bohaterowie potrafią być bardzo różnie odbierani. Najlepszym przykładem jest obecnie chyba Darkness Sword i to jak widzą go różne kuce. A czemu w XVII nie było POVów? Bo akcja działa się głównie u Shad, a ja po odcinku GoT musiałam się na kimś wyżyć i pobawić się w Martina.

 

Staram się poprawić jakość i klimat. Poprzednie rozdziały też to czeka. W planach mam też poprawę opisów uczuć i emocji bohaterów, bo taki np. Nnoitra wyszedł kiepsko.

Może jej nie lubiła, ale nie życzyła jej śmierci. Shad często nie myśli o innych, jest arogancka i zapatrzona w siebie, ale to nie znaczy, że jest obojętna na krzywdę i cierpienie innych. Często zachowuje się irracjonalnie i sama zdaje sobie z tego sprawę.

Hualong pochodzi z innej kultury. Smoki z CN są rasą zimną i gwałtowną. A to nie jest Spike, którego wychowały milusie kucyki. Dla niego ważni są jedynie najbliżsi, przypadkowe istoty mogą spokojnie ginąć. Zwłaszcza te innego gatunku [przypominam, że on jest mięsożerny].

Link to comment
Share on other sites

  • 1 month later...

Celem nadrobienia zaległości już miałem otwierać link, a tu proszę - jeszcze jeden nowy rozdział. Nie potrafiąc sobie odmówić, przeczytałem oba.

 

Ujmując rzecz najogólniej - nie zawiodłem się. Opisy otoczenia, myśli postaci, jak również tempo prowadzenia akcji i zaprezentowane wątki, wszystko wypada bardzo dobrze. Choć mam obsesję na punkcie zdań złożonych, to jednak jak tak sobie brnąłem przez kolejne akapity, to pomału zaczynałem zazdrościć Ci umiejętności pisania zdań krótszych, skupiających się przede wszystkim na przekazie, aby było sprawnie, zwięźle i klimatycznie. I w sumie nawet teraz, po tym jak już zamknąłem karty... Nadal troszeczkę Ci zazdroszczę ;P Czytając odnosi się wrażenie, że zupełnie swobodnie stawiasz kropki i przecinki, niczego nie przedłużając i nie męcząc czytelnika, zaś dobór słów nie sprawia Ci najmniejszego problemu. No, może poza kwestiami Orange Tail. A przecież jest tu tyle opcji - "zamknij papę/ paszczę/ gębę/ mordę/ jadaczkę", "zawrzyj się", "morda", "skończ", "&#[email protected]&%"... I wiele innych ;)

 

Znów, uwagę zwracają na siebie barwne opisy przyrody oraz przemyśleń, jak również dość obszerna relacja ze ślubu i wesela Dark Mane'a i Diamond Lady. Jak już pisałem, wyszło barwnie, na bogato i zarazem bez dłużyzn. Nic tylko pochwalić.

 

Zaraz na drugim miejscu jest wątek "polowania" Night Shadow na wampira. Zdziwiłem się przy fragmencie, w którym ta poczuła na sobie jego oddech, podczas pościgu. Zawsze myślałem, że wampiry, jako dumni (choć w niczym nie dorównujący liszom) przedstawiciele nieumarłych nie oddychają. Ale kłócić się nie będę - taka wizja autorki. Sama scena walki jak również ucieczki została poprowadzona sprawnie, budując napięcie, jednakże po Night Shadow spodziewałem się więcej. Ucięcie akurat w tym miejscu tego wątku stwarza wiele pytań i zachęca do dalszego czytania i przekonania się, jak sprawy dalej się potoczą... No bo ciężko stwierdzić co tak naprawdę się stało... Ale tylko dlatego, że Night Shadow jest główną bohaterką ;P

 

W przypadku każdej innej postaci byłbym pewien, że to już koniec. W jej przypadku zaś, pewności tej nie mam. Niby padła, ale wiadomo, że na tym etapie przecież nic złego nie może się jej stać... A może jednak? No, to by było zaskoczenie!

 

Jakoś na trzecim miejscu postawiłem scenę przy ognisku. Nie wiem czemu, ale wydała mi się taka troszeczkę... Nijaka. Na szczęście w porę zjawiła się Orange Tail, podburzyła Bastarda, to ten jej nagadał, Nnoitra za nią poleciał, co znalazło kontynuację w rozdziale XIX, w postaci zdecydowanego ciosu i wykorzystania skrzydeł w celu zostawienia za sobą wszystkiego. Na tę trójcę zawsze można liczyć ;) Byle tylko podczas tego nocnego lotu nic się Orange nie stało! A tak poza tym, dziwi mnie ta łatwość, z jaką dociera do Poszukiwaczy Przygód to, że zmierzają na ten sam dwór, z którego wziął się Nnoitra. Do tego samego króla, któremu służyli ci sami żołnierze, których powybijali. Niby mają wątpliwości, ale jakoś... Na dłuższą metę odnosi się wrażenie, że niespecjalnie się tym przyjmują.

 

Dark Mane zyskuje. Jego rodzice również. W ogóle, zauważyłem, że szala przechyla się co raz bardziej i bardziej na korzyść postaci wszystkich, tylko nie Night Shadow. W sensie, poczynania czarnej klaczy zaczynają tonąć na tle pozostałych wątków, które co raz bardziej zyskują na znaczeniu, przez co stają się bardziej interesujące. Po prostu. I może to właśnie z tego wynika zmniejszenie obaw o zdrowie i życie Night Shadow? Nie dlatego, że

 

"Eno, przecież ona główną postacią jest, na pewno nie zginie!"

 

ale dlatego, że im brnie się dalej w historię... Tym bardziej interesują nas poczynania pozostałych postaci? Wędrówka poszukiwaczy przygód, obrywanie po pysku Nnoitry, tudzież wydarzenia na królewskim dworze, gdzie na tle wszystkich zdecydowanie najwyraźniej kreśli się sylwetka i charakter brata Night Shadow. Mimo faktu, że to ona ciągle jawi się jako ta najlepiej przedstawiona, najobszerniej opisana, to jednak brat zaczyna ją doganiać. A zaraz za nim widzę wątek Nnoitry i Orange Tail... A może poczynania królewskiej pary?

 

Nie wiem jak to zrobiłaś, ale po lekturze najnowszych rozdziałów czuję, że kampania Night Shadow zostaje wypierana przez wszystko inne. Wszystko, o czym wspomniałem powyżej. Rozpoczął się wyścig o to który wątek stanie się dominujący i który będzie chłonąć najwięcej uwagi i najlepiej rozbudzać zainteresowanie ciągiem dalszym historii. I nie zanosi się, aby był to wątek wędrówki czarnej klaczy.

 

Tak więc, styl świetny. Żadnych zastrzeżeń, może poza kilkoma łatwymi do poprawy literówkami. Tempo akcji jest ani za szybkie, ani za wolne, opisy zadowalają, słowa są dobrane znakomicie, możemy sobie wyobrazić jak wyglądają lokacje i co raz łatwiej wchodzimy w skórę poszczególnych postaci, głównie za sprawą opisu ich przemyśleń. Póki co, jest co raz lepiej.

 

Przy okazji - które z poprzednich rozdziałów uległy już poprawie? Chciałbym co nieco porównać, a ostatnio z tym "zaspałem".

 

Może się wydawać, że wychwalam niemalże wszystko co autorka zaserwowała, bez najmniejszych prób przyczepiania się i szukania usterek... Cóż, co ja na to poradzę, że lekturą nowych rozdziałów czuję się aż tak usatysfakcjonowany? Mając na względzie rozdziały wcześniejsze i wszelakie kłopoty, raz z nierównym tempem akcji, raz z niedosytem, bardzo cieszy mnie spory, zauważalny postęp i wzrost jakości. Tylko tak dalej.

 

Zdaje się, że tylko jedno byłoby w stanie zrujnować całe dobre wrażenie i zgasić ciekawość związaną z poznaniem ciągu dalszego - killing fest. Ciachanie wątków w dobrych momentach i wymienianie ich na nowe, wrzucanie kolejnych postaci, których sylwetki trzeba będzie od nowa przybliżać to ostatnia rzecz, jakiej temu dziełu trzeba. Czy kampania Night odzyska "pałeczkę"? Przekonamy się.

 

Pozdrawiam!

Edited by Hoffman
  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
×
×
  • Create New...