Oj tutaj można wymieniać i wymieniać... niech pomyślę...
- rosół - ale taki prawdziwy rosół, ugotowany z tłustej kury, na którym widać piękne oka. Grzeje i syci. Do niego dużo pieprzu, odrobina magi i obowiązkowo makaron - najlepiej domowej roboty.
- grzybowa - u mnie jedna z dwóch tradycyjnych zup wigilijnych - z suszonych grzybów, obowiązkowo z makaronem typu muszelki i śmietaną - niebo w gębie.
- flaki - wiele osób odrzuca od tego dania, jednak dla mnie stanowi dowód na istnienie Boga (znaczy Cthulhu). Mocno przyprawione z obowiązkową dozą papryki oraz kleksem śmietany (po lwowsku). Do tego najlepiej solidna pszenna bułka na zagryzkę.
- rybna - jadam zwykle tylko na wigilię, zrobioną z karpia z delikatną kaszą - świetnie rozgrzewa i sprawdza się jako lekki posiłek przed wieczerzą.
- czernina - bardzo lubię, jednak sam nie robię - do tego potrzebna jest krew z naprawdę sprawdzonego źródła a o taką niełatwo. Jednak taka dobrze przyrządzona... pyszności.
- kalafiorowa i szparagowa - te dwie stawiam na równi, ponieważ wyglądem i konsystencją niemal się od siebie nie różnią. Poza tym mimo odmiennych smaków, obie idealnie sprawdzają się z grzankami.
- czosnkowa - idealna na tę porę roku - jedna z niewielu zup, w których toleruję kostki rosołowe, by szybciej ją przyrządzić. Warto wrzucić do niej (oprócz rzecz jasna czosnku) sporo drobno posiekanego pora (na dobranoc). Idealnie sprawdza się, gdy człowiek wraca z mrozu, ponieważ przygotowuje się ją szybko a rozgrzewa lepiej niż niejedna gorzałka.
- żurek - od czasu do czasu nie pogardzę, szczególnie jeżeli nie ma w nim ziemniaków. Taka tradycja u mnie - to powinna być zupa raczej wodnista, z dużą ilością jaja i kiełbasy. Jeżeli podana jest w chlebie, to tylko dodatkowy bonus.
- jagodowa - jak to się śmieję, jedyna zupa w której można się przejrzeć. Idealna na lato, gdyż spożywa się ją na zimno. Z rodzaju zup słodkich - obowiązkowo z kluseczkami. Jedyna owocowa jaką toleruję.
- pomidorowa/ogórkowa - również te dwie wrzucam do jednego wora, gdyż mają dla mnie wiele wspólnych cech - obie świetnie smakują ze śmietaną, obie muszą się przegryźć przynajmniej dzień, żeby były naprawdę smaczne, a jedyna różnica poza smakiem jest taka, że ogórkową je się samą, za to do pomidorowej fenomenalnie pasują kluski (a nie ryż Wy heretycy!)
- zupa mleczna z kluskami/owsianka - idealna przekąska poranna dająca siły na długi dzień.
- zupa Po - moje ostatnie odkrycie, wietnamska odmiana rosołu z wołowiną (mniam!) lub kurczakiem (mniejsze mniam!) oraz dodatkiem makaronu i wszelkiej wschodniej zieleniny. Zadziwiająco smaczna i sycąca, można przyrządzać tak ostra, że smakuje jak kwas do baterii, lub tak łagodnie by przypominała ślaz.
- szczawiowa zwykle za nią nie tęsknię, ale kiedy zdarzy mi się samemu zrywać tę zarazę, to i potem zupa smakuje dobrze. Z jajkiem i odrobiną śmietany.
- dyniowa - jedna z moich ulubionych. Można jadać na słodko (herezja!) lub na ostro (pyszności!). Pieczemy dynię (wcześniej nurzając ją w oliwie z oliwek i pieprzu), miksujemy, a następnie powstałą breję ładujemy do rosołu. gotujemy, opcjonalnie dodajemy śmietanki, sypiemy masą pieprzu i nieco soli, po czym delektujemy się wybornym daniem. Pyszności.
A skoro mamy zimę to listę zamknie....
- bulion z żółtkiem - najszybszy i pod wieloma względami najlepszy sposób by się jednocześnie ogrzać i nasycić. Tutaj też uznaję użycie kostek rosołowych. Rozpuszczamy taką w kubku, dodajemy żółtko bądź dwa, mieszamy i pijemy. Po chwili wszelki zamróz opuszcza ciało i można już spokojnie myśleć nad tym co zjemy na obiad właściwy - o ile nie najemy się tym kubkiem bulionu co jest całkiem możliwe i często spotykane.