-
Zawartość
3977 -
Rejestracja
-
Ostatnio
-
Wygrane dni
110
Wszystko napisane przez Dolar84
-
Przeczytane Opowiadanie mi polecano w ostatnim czasie wielokrotnie - Cahan robiła za żywą agencję reklamową. Jak widać skutecznie. Teraz dodatkowo widząc jakie osoby się tu wypowiedziały uznałem, że należy wziąć wolne od oskarów i zobaczyć jak to się tupta po tych Ścieżkach Donikąd. Beware the spoilers! Prolog - Przyznaję, że na początku warknąłem. Szczerze mówiąc bardzo nie lubię prologów dłuższych niż strona, no góra dwie lub trzy. Ale szybko to pominąłem, bo rzecz to niemal bez znaczenia i zagłębiłem się w lekturze. Cóż zobaczyłem? Las. Nowy gatunek bohaterów. Scenkę rodzajową w typie "ktoś tu ma przegwizdane". I od razu zostałem wciągnięty w wir wydarzeń. Całkowicie i nieodwracalnie. Zacznę od tego co ujęło mnie najbardziej. Opisy. Długie, rozbudowane, soczyste opisy. Jestem w takich rozkochany - ba! Sam z nich korzystam, kiedy zdarza mi się coś napisać. Mówiąc szczerze czytając je, czułem jakbym po raz kolejny przemierzał głębiny w Nautilusie, szukał Kapitana Granta, czy budował świat od zera na Tajemniczej Wyspie. Udało Ci się opisać świat bardzo podobnie jak czynił to wspaniały Juliusz Verne. Bogactwo i głębia łapie czytelnika i nie puszcza (no dobra, w tym wypadku akurat jest puszcza, ale i tak nie puszcza - późna pora to i suche teksty się uruchamiają.. wybacz ). Zdaję sobie sprawę, iż coś takiego nie wszystkim odpowiada, gdyż siłą rzeczy akcja opowiadania rozwija się wolniej i znajdą się czytelnicy, którzy będą na to kręcić nosem. Ja to akurat ubóstwiam i ciesze się już na kolejne. Idąc dalej nie mogę nie wspomnieć o dialogach - tu jest znacznie gorzej. Nie nazwę ich złymi, jednak są w najlepszym wypadku średnie. Można powiedzieć, iż brakuje w nich życia, brakuje iskry, która pchałaby całą akcję do przodu. Kilka klas niżej od opisów - powinieneś nad nimi popracować. Bardzo. Teraz sięgnijmy do klimatu. Czytałem komentarze poprzedników i wszędzie pojawia się Sapkowski. Szczerze mówiąc ja w tym zupełnie nie wyczuwałem tego stylu - i choć za Wiedźminem przepadam, to tutaj liczę brak akurat tego klimatu za gigantyczny plus. Udało Ci się wykreować coś innego, odmiennego a jednocześnie łapiącego czytelnika i pozwalającego mu zobaczyć poruszane wiatrem liście, majestat pradawnych drzew, odczuć atmosferę leśnego osiedla ielenów (bardzo fajna nazwa, ale nad odmianą trzeba ciut myśleć ), czy wczuć się w targi dwóch, niezbyt się lubiących kupców. Świetna robota. Skoro już przy tym jesteśmy to przywołam scenę, gdy rozstrzygnął się los pierwszej ofiary. Przyznaję, że gdy wyczytałem, iż zbliża sie piękna łania to byłem pewny, że zaraz zaczną leczyć chorych i w ogóle zapanuje przyjaźń, bo ona wszak jest taka dobra i łagodna. Ku mojemu radosnemu zaskoczeniu zakończyło się to strzałą w głowie. Tak wiem, jestem krwiożerczy, ale naprawdę było to zagranie, które za jednym zamachem pozwoliło Ci uniknąć sztampowego rozegrania sceny i pokazało nam, że z obrońcami lasu zadzierać nie warto. Wielkie brawa. Teraz bohaterowie. Weratyr - srogi, dzielny, oddany swoim obowiązkom. Przy tym kawał gnoja. Świetna postać przez prawie cały czas trwania prologu. Dlaczego prawie? Ponieważ ten jego wybuch był jak dla mnie zbyt nagły. Cała scena rozegrała się po prostu za szybko i za gwałtownie. Rozumiem, że emocje to potężna siła, ale mimo wszystko wypadło to odrobinę sztucznie. W momencie gdy zaczął się gotować, to przypuszczałem że zginie i tylko zastanawiałam się jak las go zabije. I do teraz nie wiem. Na drzazgi umarł czy co? Ale dzięki temu mamy pewną aurę tajemniczości, więc nie mam zamiaru narzekać. Oska - Tak naprawdę niewiele jeszcze możemy o niej powiedziec, ale zarysowana została nienagannie. Taka miła, piękna, dobra łania, która uprzejmym i spokojnym tonem mówi swojemu bykowi, żeby wpakował komuś strzałę w oko. Bardzo pozytywne wrażenie. Mam nadzieję, że jeszcze się z nią spotkamy. Whisky Jar - Tutaj co prawda niewiel się o nim dowiedzieliśmy, ale rozwinąłeś go fantastycznie. Cwaniak, pokątny handlarz i ogólnie szuja i kanalia nie pozbawiony jednak poczucia humoru, czy ciepłych uczuć dla swoich przyjaciół i znajomych. Na chwile obecną moja ulubiona postać w opowiadaniu, co mnie nieco niepokoi - zwykle ci których lubię najbardziej z niewiadomych mi przyczyn żegnają się z kartami opowieści w sposób niekoniecznie łagodny. No ale zobaczymy. Niech śpiewa więcej szant! Rozdział 1 - Znowu opisy! Dużo opisów! Miasto! Świątynia! Piękne. Nie mam zamiaru się powtarzać, ale po raz kolejny zbierasz za nie najwyższą ocenę. Coś wspaniałego! Dialogi w porównaniu do nich nadal kuleją, ale jest już lepiej. Mimo to nadal musisz włożyć w nie więcej... pracy to oczywiste, ale przede wszystkim serca. Z tego co piszesz to wynika, że zdajesz sobie sprawę, że są one Twoją bolączką. Jednak o ile w opisach widać, że wkładasz w nie pracę, sercę i duszę na dodatek to w dialogach tego nie ma. Są miejscami strasznie drętwe. Spróbuj może postąpić jak z opisami - szlag, powiedz sobie: "ten dialog jest ważny, kocham to jak ma wyglądać i go zrobię dobrze!" po czym włóż w niego wszystko czym dysponujesz. To co napisałem z pewnością brzmi strasznie nawinie, ale co jest najśmieszniejsze często działa. Takie typowe przełamywanie niechęci do czegoś. Jeżeli Ci się uda i napiszesz dialogi na miarę opisów to ja nie będę mial więcej pytań. Dalej - w niektórych miejscach siejesz powtórzeniami. To nie jest dobre. Pod tym względem lepiej mają na zachodzie, gdzie nie zwraca się na to takiej uwagi, jednak u nas stanowią one nieprzyjemny dysonans i zgrzytają podczas lektury. W kilku miejscach Ci je zresztą zaznaczyłem. Kolejni bohaterowie: Laza Canabis - niepowtarzalny. Ze swoim sposobem mówienia, podejściem do świata i ogólną upierdliwością wyrasta również na jednego z moich ulubieńców. Inches - urocza bestyja. Inteligentna, złośliwa i nie dająca się łatwo zapędzić w ieleni róg. Bardzo dobrze pokazana historia postaci, która sama w sobie jest po prostu interesująca i logiczna. Niby nie jest nikim ważnym, ale jest powszechnie znana. Czuć bijącą od niej radość życia. No i ta jej otwartość wobec każdego, nie pozbawiona jednak pewnej, bardzo niewielkiej dozy dystansu. Nie wiem czy to słuszne wrażenie, ja w każdym razie takie odniosłem. Jestem bardzo ciekaw jak się ta postać rozwinie. Sombra - a to ci niespodzianka! Patrzcie państwo kogo przywiało! Przyznaję, iż ucieszyłem się widząc go, z jego beduińsko-hinduską tożsamością (a przynajmniej z taką mi się skojarzył). Jego kreacji mieliśmy już sporo - jestem ciekaw co Ty z nim zrobisz. Jeżeli chodzi o samą fabułę to tutaj akcja szła raczej powoli. Szczerze mówiąc mnie, jako wiernemu fanowi Dynastii, bardzo taka forma odpowiada. Powolne i spokojne rozwijanie akcji, okraszanie jej wspaniałymi opisami i dorzucanie ciekawych bohaterów pobocznych - kapłanka była genialna, a sierżant Pansy wypadła idealnie. Nawet tak epizodyczna postać jak strażnik przy bramie wyszedł idealnie. Niby nikt, ale widać, że zrobiony bardzo dobrze. Rozdział 2 - na wstępie ująłeś mnie szantą. Nie powiem - zaśpiewałem sobie gromkim głosem, sprowadzając na siebie gromy i przekleństwa sąsiadów (ich pech). Opis dmuchania szkła - bezcenny! Wspaniały! FE-NO-ME-NAL-NY! To właśnie jeden z takich szczegółów, które stanowią o mocy tego opowiadania. Wszystko napisane świetnie. Time Turner (I tak, mimo Twojego oświadczenia, myślę o nim - Doctor Whooves ) to postać bardzo dobra i to z pięknie opisaną historią. Można powiedzieć, że napisałeś kogoś, kto spełnia swój "American Dream", choć powoli i rozważnie. Opisy jego warsztatu, miłości do szkła, minerałów i na dodatek zasugerowany afekt dla Inches bardzo dobrze się uzupełniają, tworząc wyborny likwor w postaci brązowej Zębatki. Jedno zastrzeżenie przy nim - scena gdzie on daje do zrozumienia arystokratce, że z niej podkpiwa. to mi brzydko zgrzytnęło. Jaki rzemieślnik, choćby najlepszy w swoim fachu dałby odczuć komuś o wyższej pozycji, że uważa go/ją za idiotę? Chyba taki, któremu niemiła skóra. Nie mówiąc już o tym, że stosowna plotka na dworze mogłaby go skutecznie pozbawić klienteli z wyższych sfer, a w końcu on jest bizneskucem i zarabiać jakoś musi. Przejdźmy teraz do sceny w tawernie - od początku do końca dobrze się przy niej bawiłem. Dialogi były lepsze niż wcześniej (mamy stałą tendencję zwyżkową, ale nadal może być dużo lepiej), a odmienność zaprezentowanych charakterów przy wspólnym stole nadała tej atmosferze dodatkowego smaku. Aprobuję. Podsumowując - mamy tu kawał porządnego opowiadania z fenomanalnymi opisami, gorszymi dialogami, świetnymi bohaterami i wciągającą fabułą. Tekst, obok którego naprawdę nie wolno przejść obojętnie. Tak więc Sahibie (czytając to słowo i widząc Sombrę natychmiast wspominałem Pandita Davasarmanna z serii o Tomku Wilmowskim) masz od teraz nieco przegwizdane. Oficjalnie wprowadzam w życie protokoły dupotrujstwa i będę gromkim głosem (ach to powtórzenie!) domagał się kolejnych rozdziałów, bym dalej mógł tuptać po Ścieżkach Donikąd. A dla tych, którzy dotarli do samego końca tego przydługiego komentarza mam dwa słowa: Bezwzględnie polecam!
-
[Konkurs] Konkurs Literacki - edycja specjalna "Come my minions, rise for your Master!"
temat napisał nowy post w Archiwum fanfików
Jeżeli mowa tu o Shylitude, to doczytałem, a jakze, doczytałem. I opinia była wydana po całoście. Zresztą zwykle jeżeli coś czytam, to staram się to skończyć, a jeżeli wcześniej coś o opowiadaniu mówię, to uzupełniam to później, po zakończeniu lektury (Tak było na przykład w Orzeł Biały). No i fakt - nabrałeś wprawy, co zresztą widać po kolekcji nagród z konkursów -
[Konkurs] Konkurs Literacki - edycja specjalna "Come my minions, rise for your Master!"
temat napisał nowy post w Archiwum fanfików
Jak przy każdym konkursie i tu pojawią się po ocenach mini-recenzje dotyczące każdego opowiadania. Tak więc jakąś krytykę dostaniesz, postaram się nawet by była konstruktywna Naturalnie, jeżeli zasłużysz na nią, a nie na pochwały -
[Konkurs] Konkurs Literacki - edycja specjalna "Come my minions, rise for your Master!"
temat napisał nowy post w Archiwum fanfików
To mój błąd - zapomniałem dodać adnotację, że sprawdzam zawsze w wordzie. Możesz dodać to co usunąłeś, tylko zaznacz mi to proszę w dokumencie innym kolorem. -
Cień Nocy [NZ][Fantasy][Dark][Violence][Adventure][Romans]
temat napisał nowy post w Opowiadania wszystkich bronies
Przeczytane. Zapoznanie się z całą dwudziestką rozdziałów (pomimo knucia autorki, która starała się to powstrzymać) zajęło mi zaskakująco niewiele czasu. Trudno się jednak dziwić, ponieważ Cień Nocy to jedno z tych opowiadań, które czyta się lekko i przyjemnie. Ale może przejdźmy do standardowego punktowania: Beware the spoilers! 1. Główna bohaterka - zdecydowanie jeden z najmocniejszych punktów tekstu. Po pierwsza - nie jest IMBA ani OP. Twórcy którzy piszą o alikornach powinni się z tego fanfika uczyć jak to powinno zostać dobrze zrobione. Czy są potężne? Jak najbardziej! Czy są wszech-super-potężno-niepokonane? Absolutnie nie! Dalej charakter naszej bohaterki - poznajemy ją jako młodą klaczkę, księżniczkę na dodatek i trzeba przyznać, iż zostało to dobrze oddane. Dziecięca naiwność połączona z nadmiernie wygórowaną ambicją i snami o potędze (i tronie) tworzy ciekawą postać, która szybko zostaje wystawiona na jedną czy drugą próbę. Jej droga nie jest usłana różami, a życie z zapałem kopie ją w ten czarny zad. Może to dlatego po przeniesieniu czasowym stała się taka... jędzowata? Wredna? Buchająca agresją? Nie da się jednak nie zauważyć, że wyszło jej to na dobre. Dostajemy naprawdę interesującą postać, która nie dosyć, iż nie stała się IMBA przez parę nieopisanych (jeszcze) lat, to nie straciła swojej uroczej, źrebięcej fajtłapowatości, która w porównaniu z jej charakterkiem doprowadza do wielu ciekawych, niejednokrotnie przezabawnych sytuacji. Fakt - czasami jak się czyta jej przemyślenia i plany, to człowiek łapie się za głowę i nie wierzy jak można być aż tak głupim, ale to pięknie się komponuje z jej ograniczonym doświadczeniem. Bardzo dobra postać. Wspominałem, że NIE jest IMBA? 2. Fabuła - Nie znalazałem dziur. Mamy intrygi, mamy politykę, mamy przygody, mamy normalne życie (dla danej wartości normy), a wszystko jest podane w odpowiednich proporcjach. Przeskoki między kolejnymi wydarzeniami są płynne i naturalne. Niektóre momenty co prawda są dosyć przewidywalne, ale nie oszukujmy się - to przecież Fantasy i wiele rzeczy jest po prostu typowych dla tego gatunku. Na szczęście nie ma tego, czego się bardzo obawiałem - brak zgromadzenia ekipy (Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę) i włóczenia się po pustkowiach przy wykonywaniu kolejnych "kwestów" w walce z niezidentyfikowanym złem. Jednak mimo tego, iż wszystko idzie ładnie, to czasami trafiają się sytuacje wołające o pomstę do nieba - przykładem niech będzie przyjęcie Night Shadow do gromady Poszukiwaczy Przygód. Z tego fragmentu biła taka sztampa i taka naiwność, że aż się płakać chciało. Ewidentnie mogło być to zrobione o niebo lepiej. 3. Bohaterowie poboczni - Tutaj jest różnie. O ile tacy jak Darkness Sword czy Bastard Spell są absolutnie zabójczy, to zdarzają się postacie nieco... płytkie. Chociaż może lepszym określeniem będzie - niedostatecznie zarysowane. Jednak jako, iż nie jest to opowiadanie zakończone, to można mieć nadzieję, że ich wątki zostaną nadgonione albo że zginą okrutną śmiercią (albo i to i to). Ogólnie jednak jest tu bardzo dobrze, tym bardziej że mamy zarówno bohaterów inteligentnych jak i takich po których poznaniu cisnącym się na usta określeniem jest "debil kliniczny". 4. Świat i jego opisy - Bardzo ładne przedstawienie feudalnego świata. Od komnat najwyższej arystokaracji, aż po lepianki plebsu wszystko wykreowane jest po prostu ładnie. Nic dodać nic ująć. Na dodatek można wiele się dowiedzieć o koniach jako takich, a już szczególnie o typach ich chodów . Zastrzeżeń na dobrą sprawę brak. 5. Klimat - Z klimatem jest ogólnie nieźle (taki podzwrotnikowy) i można razem z bohaterami poczuć strach, radość czy wściekłość. Jednak co jakiś czas, kiedy wszystko się pięknie buduje, autorka raczy nas zupełnie niepotrzebną w danym momencie wstawką humorystyczną czy pełen złośliwości tekst, które go skutecznie niszczą. To nie jest dobre. Zdecydowanie nie jest. O ile ogólne wstawki humorystyczne należą do całkiem zabawnych (choć może nie wszystkie nazwałbym subtelnym humorem), to miejscami jest ich o wiele za dużo i źle wpływają na odbiór tekstu. Doradzałbym je nieco, a nawet nieco bardziej ograniczyć. Fanfikowi wyjdzie to jedynie na dobre, tym bardziej, że raczej nie ma być komedią. I mimo wielu nawiązań do różnych książek muszę uznać ogólny klimat za słabszy punkt opowiadania. 6. Strona techniczna - No, nie powiem, interwencja korektora będzie bardzo, ale to bardzo przydatna. Skoro nawet ja, antytalent interpunkcyjny, widzę, że tu i ówdzie brakuje przecinków to znak, że coś jest naprawdę nie tak. Do tego dochodzą... dziwnie skonstruowane zdania. Nie jest ich za dużo, jednak wystepują i kłują w oczy. Na szczęście z tego co czytałem Mordecz je w czasie lektury z zapałem znajduje i dzielnie tępi. Przyjrzałbym się również samej stylistyce, gdyż odniosłem wrażenie, iż niektóre zdania są nadmiernie rozbudowane (ironia losu, że ja o czymś takim piszę) i przydałoby się im jedno czy drugie cięcie. Z błędów ortograficznych spotkałem dwa lub trzy, które zresztą zostały natychmiast poprawione. Ale palmę pierwszeństwa i tak dzierży i dzierżyć będzie "skąd nikąd" To mnie po prostu zabiło . Podsumowując - mamy tu opowiadanie dobre, które czyta się lekko, szybko i przyjemnie, ale które mogłoby być o wiele lepsze i wymaga wprowadzenia pewnej ilości poprawek (i nie mówię tylko o teoretycznie "niepoprawionych" rozdziałach). Jednak, co stwierdzam z przyjemnością im dalej się czyta, tym jest lepiej. Płynniej. Ciekawiej. Poprawniej. Widać stałą tendencję zwyżkową. Dlatego nie pozostaje mi nic innego jak polecić tego fanfika i dołączyć do czytelników oczekujących na kolejny rozdział Cienia Śmierci. A jeżeli ktoś łaknie oceny punktowej to w moim przekonaniu najlepiej odda go 6/10. Strona techniczna i niszczenie klimatu jednak nieco psują obraz ogólnej idylli. -
[Konkurs] Konkurs Literacki - edycja specjalna "Come my minions, rise for your Master!"
temat napisał nowy post w Archiwum fanfików
Zawsze sprawdzam w Wordzie - google docs ma skołonności do liczenia dziwnych rzeczy i jest przez to niemiarodajny. A Word to zawsze Word. -
Ten post nie może zostać wyświetlony, ponieważ znajduje się w forum, które jest chronione hasłem. Podaj hasło
-
Ten post nie może zostać wyświetlony, ponieważ znajduje się w forum, które jest chronione hasłem. Podaj hasło
-
[Konkurs] Konkurs Literacki - edycja specjalna "Come my minions, rise for your Master!"
temat napisał nowy post w Archiwum fanfików
A co ja napisałem w swoim poprzednim poście? -
[Konkurs] Konkurs Literacki - edycja specjalna "Come my minions, rise for your Master!"
temat napisał nowy post w Archiwum fanfików
Liczy się wszystko co Word uznaje za słowo. Słowo "Koniec" jest wliczane normalnie do treści. Nie są do niej wliczane wyłącznie tytuł, tagi i nick autora. (Tak, przypisy też są wliczane). -
A całkiem możliwe, całkiem możliwe, jednak takie już mam podejście i trudno mi je zmienić. Twórców tej zasady zapoznałbym z rozkoszami rozpalonego żelaza i innych narzędzi tortur Nie zmienia to faktu, iż brak strat w "Mirage" boli i to straszliwe. Ale cóż - takie już moje krwiożercze podejście Skąpiradło
-
Sceny z życia kuców [NZ][Komedia][Slice of Life]
temat napisał nowy post w Opowiadania wszystkich bronies
Pewnie się dało Jednak to było napisane w... dwa dni? Totalna improwizacja w sumie z naszej strony. A co do tej sceny, to nie mogłem przepuścić okazji, żeby mój bohater pokazał zachowanie godne dżentelmena, których pewna Menda Latająca stworzona przez Karwelasa w tym opowiadaniu nie posiada . -
[Konkurs] Konkurs Literacki - edycja specjalna "Come my minions, rise for your Master!"
temat napisał nowy post w Archiwum fanfików
Za niezgodność z tematem? Z tego co pamiętam to taki przypadek nie miał miejsca. Ludzie padali na przekraczaniu limitu słów, złym otagowaniu (standardowe edycje), niewłaściwej formie zamieszczenia tesktu (posyłanie mi na PW) i korekcie swoich fanfików przez osoby trzecie (przed oceną). Jednak za nizezgodność z tematem... Naprawdę sobie takiego wypadku nie przypominam. -
Ten post nie może zostać wyświetlony, ponieważ znajduje się w forum, które jest chronione hasłem. Podaj hasło
-
[Konkurs] Konkurs Literacki - edycja specjalna "Come my minions, rise for your Master!"
temat napisał nowy post w Archiwum fanfików
Ech,,,, tak, mogą. Jasne, że mogą Następnym razem dam, że nie mogą, bo z tego co widzę nikt tu nie chce się na knuciu skoncentrować -
No! Verard wziął się do roboty i pisze. I jeszcze mnie wciągnął w nadzór... jak żyć? A tak na poważnie to mamy tutaj komedię. Nie głęboki, mhroczny fanfik, gdzie krew leje strumieniami a bohaterowie poddają się głębokim przemyśleniom na temat natury świata i wszechrzeczy - nie. To lekka, przyjemna komedia, przy której można parsknąć serdecznym śmiechem. Dodatkowo mamy w Equestrii człowieka, który od samego początku jest nieco... nieortodoksyjny. Co prawda daję mu jakieś... 90% szans, iż po X rozdziałów będzie OP, ale zobaczymy Może Verard mnie zaskoczy. Póki co świetny tekst jeżeli chcemy się rozerwać. Czekamy na więcej.
-
[Konkurs] Konkurs Literacki - edycja specjalna "Come my minions, rise for your Master!"
temat napisał nowy post w Archiwum fanfików
Jeżeli nie napiszesz to się nie przekonasz A tak na poważnie, to owszem, wystarczy. -
[Konkurs] Konkurs Literacki - edycja specjalna "Come my minions, rise for your Master!"
temat napisał nowy post w Archiwum fanfików
Nie musi. Może być ich i całe stado Uciekaj, uciekaj i tak Cię dopadnę -
Temat zostaje zarchiwizowany na prośbę autora.
-
Przeczytane. Nigdy więcej. N-I-G-D-Y więcej nawet nie spojrzę na to opowiadanie. Podczas lektury szlag mnie trafiał średnio raz na stronę. A dlaczego? Powodów jest wiele. Zacznijmy od tego, że fanfik jest zupełnie na bakier z logiką. I nawet biorąc poprawkę na to, iż jest to crossover z grą, to brak tu choćby elementarnej logiki! Przykłady? Beware the spoilers! Wonderbolts przeprowadzają zwiad nad terytorium gryfów. Całkowicie nielegalny. I co? Są zdziwieni, że wieżyczki przeciwlotnicze zaczynają do nich naparzać jak głupie. Nastepnie pojawiają się przedstawiciele nacji, której terytorium zostało naruszone i sprawiają "dumie Equestrii" zasłużony oklep. Naturalnie ujawniając jak bardzo mają zamiar wypowiedzieć wojnę państwu kucyków i jacy to oni nie są wspaniali i w ogóle. <DUP> (dźwięk czoła uderzającego o biurko, który podczas lektury występował nagminnie) Wybucha wojna z gryfami. Co w takiej sytuacji robią Księżniczki? Stwierdzają, iż wiąże je przysięga, która zabrania im ingerowania w sprawy wewnętrzne swojego kraju, chyba że w wypadku najstraszliwszych zagrożeń. Księżniczki. Władczynie. Nie ingerujące w sprawy wewnętrzne SWOJEGO kraju. <DUP> Co następnie? Przychodzi wiadomość do Ponyville, iż wszyscy mieszkańcy mają się ewakuwać do Canterlot. No dobra, niby jakiś sens w tym jest. Po czym Księżniczki (te NIEingerujące przypominam) ogłaszają by te kucyki zgłosiły się do walki o ojczyznę. Około 300 sztuk. Naturalnie pokojowo nastawieni rolnicy i inne tałatajstwo ochoczo się zgadza co doprowadza do tego, iż w 2 godziny (powtarzam DWIE GODZINY) powołana zostaje regularna armia złożona z (cytuję) "batalionów, szwadronów, dywizji, brygad i kompanii". Z 300 kucyków... <DUP> <DUP> <DUP> <DUP> <DUP> Naturalnie kto obejmuje dowództwo nad oddziałami? Zgadliście! Elementy Harmonii! W końcu one są TAK BARDZO doświadczone w działaniach militarnych, tyle wojen stoczyły.... <DUP> <DUP> <DUP> W tak zwanym międzyczasie Rainbow Dash, która przespała ewakuacje słyszy rozmowę lecących gryfów o tym jak to atakują Equestrię. Naturalnie wyskakuje z chmur i wdaje się z nimi w rozmowę, która kończy się walką. No i tak walczą i walczą i walczą i walczą pojawia się inna pegaz, która ratuje RD, w koncu obie lotniczki uzyskują przewagę, następuje kolejna rozmowa i szwadron lwozadnych się wycofuje. Czy dodałem, iż była to elitarna jednostka? Która dostała wciry od dwóch normalnych cywili? <DUP> Powołana zostaje grupa bojowa pegazów o nazwie "Mirage" w skład której oprócz dwójki wcześniejszcyh walczących wchodzi kilka mieszkanek Ponyville, wśród nich Fluttershy. Tak. Fluttershy. Do samodzielnej grupy bojowej. <DUP> <DUP> <DUP> <DUP> To by było na tyle. Jeżeli chodzi o prolog i rozdział pierwszy. Z tych najbardziej znaczących rzeczy. Dalej wymienię tylko kilka kolejnych atrakcji, bo gdybym chciał wymienić wszystkie, to jakieś 60% fanfika musiałbym przepisać. Szwadron "Mirage" złożony praktycznie z nowicjuszy spotyka się w otwartej walce z elitarnym szwadronem gryfów. No same asy. Co mówi logika? Logika mówi, że nowicjusze powinni zostać zmasakrowani tak, że nawet pierze by po nich nie zostało. Co mówi "Ace Combat"? "Mirage" odnosi zwycięstwo. Bez strat. Żadnych. <DUP> <DUP> <DUP> <DUP> <DUP> Szefowa "Mirage" (ku przyjemnemu zaskoczeniu nie została nią z automatu RD) po walce opieprza z góry na dół Fluttershy, że ta mają okazję nie trzasnęła gryfa, pomimo wyraźnego rozkazu. I to było dobre, bo może sąd wojenny byłby w tym wypadku zbyt pochopny. Shy reaguje jak to ona, zalewa się łzami, mówi, że przeprasza i daje dyla. Dezercja. W czasie wojny. Sąd wojenny z automatu. Ale nieeee. Naturalnie RD rzuca się z mordą na szefową jak ona tak może, być taka niemiła i w ogóle. A ta zamiast pokazać pyskującej szeregowej gdzie jej miejsce uznaje swój błąd i leci przepraszać Fluttershy. <DUP> <DUP> <DUP> <DUP <DUP> Ogólnie walki powietrzne toczą się na kopyta i szpony. Nic to, że wieżyczki prując ogniem maszynowym (czy zbliżonym) - w powietrzu muszą się tłuc "wręcz". Ale dobra - może nie ma wersji lotniczych broni palnej. A tu nagle gryfy wyskakują z laserem. LASEREM. Naturalnie rzeczona broń nie przetrwała długo, bo bohaterski szwadron "Mirage" rozniósł ją w pył. <DUP> <DUP> <DUP> Jaka jest najskuteczniejsza broń do ochrony Ponyville i odbijania Canterlot? Gwardia? Szwadron "Mirage"? Nie! Katapulta zbudowana przez CMC, które strzelają z niej do gryfów za pomocą owoców, mrożonych szarlotek i wszelkiego znalezionego w okolicy badziewia. <DUP> <DUP> <DUP> <DUP> <DUP> <DUP> <DUP> Wyzwalanie Cludsdale, które aż naszpikowane jest bronią przeciwlotniczą. Jaka jest najskuteczniejsza na to taktyka? Frontalny atak siłami powietrznymi oczywiście! Naturalnie kucyki odnoszą wspaniałe zwycięstwo. <DUP> <DUP> <DUP> Wyzwalanie Canterlot. Zbiera się mocna ekipa spod znaku kopyta i grzywy żeby kontratakować. Naturalnie CMC mówią, że one chcą też. Księżniczki się na to zgadzają. Słów mi zabrakło. <DUP> <DUP> <DUP> <DUP> <DUP> <DUP> <DUP> Finałowy pojedynek. Osiem (powtarzam OSIEM) stron walki powietrznej (i jednoczesnego gadania), której to walce przyglądają się w najlepszej zgodzie żołnierze z obu armii. <DUP> <DUP> <DUP> Ujawnienie strat. Ponad dwieście grobów. Tak, dobrze czytacie. Ponad dwieście.kucyków zginęło w czasie wojny. Taka tragedia! Katastrofa! Jak Equestria przeżyje to, że populacja zmniejszyła się o ponad dwieście sztuk, czyli mniej niż na początku żyło w Ponyville. Równowartość jednej, zabitej dechami wiochy zginęła na wojnie. Equestrio stoisz nad przepaścią! <DUP> <DUP> <DUP> Co lepsze - Equestria jest spalona, zniszczona, zmiażdżona i w ogóle pustkowie jak w Falloucie. I co? Elementy Harmonii + moc Księżniczek i wszystko naprawione! Aż mi się skojarzył Kosmiczny Mecz: "Wystarczy popluć i przetrzeć!". <DUP> <DUP> <DUP> <DUP> Zastanawiacie się czy przez cały czas trwania konfliktu zginął ktokolwiek z "Mirage"? Oczywiście NIE! Nikt! Naturalnie raz czy drugi znajdowały się o krok od śmierci ale wystarczyło parę godzin i wszelkie rany były zaleczone (jeden wyjątek się trafił gdzie kuracja trwała chyba miesiąc - szok!). Nikt z oddziału wykonującego najtrudniejsze i najbardziej ryzykowne zadania nie zginał. Żodyn! <DUP> <DUP> <DUP> <DUP> <DUP> <DUP> <DUP> <DUP> Więcej mi się wymieniać nie chce. Po prostu nie. Brak logiki. Brak sensu. Absolutny brak jakiegokolwiek, choćby szczątkowego realizmu. Gryfy niekompetentne jak szlag, kucyki jak zawsze heroiczne, nie poddające się i w ogóle ach i och. Szlag trafia na miejscu. Doskonały pomysł zmarnowany całkowicie. Ten fanfik mógłby być czymś wielkim, jednak podany w takiej formie jest po prostu straszny. Sądzę, że nawet oficjalny target MLP:FiM uznałby przedstawione w nim wydarzenia za zbyt naiwne i nie warte ich uwagi. To było moje drugi podejście do Ace Combat. Kiedyś nie dałem rady i go porzuciłem. Teraz byłem zmuszony go przeczytać. Nigdy więcej tego nie zrobię. Dla wszystkich, którzy jeszcze go nie czytali, a nie są do tego zobowiązani oskarami mam dwa słowa: Bezwzględnie odradzam! Dolar84 Jadowity PS: Sonic - wisisz mi nowe biurko i prawdopodobnie operację pękniętej kości czołowej. PPS: Wiem, że to ma sequel - dobrowolnie nie zbliżę się do niego nawet na odległość wysterlizowanej halabardy
-
[Konkurs] Konkurs Literacki - edycja specjalna "Come my minions, rise for your Master!"
temat napisał nowy post w Archiwum fanfików
Owszem, choć dodatek złowieszczego planu będzie wyjątkowo mile widziany -
[Konkurs] Konkurs Literacki - edycja specjalna "Come my minions, rise for your Master!"
temat napisał nowy post w Archiwum fanfików
Szczerze mówiąc chętnie ujrzałbym knucie jakichś planów - wszak cytat śpiewającego Rasputina jasno na to wskazuje. Ale nie będę się przy tym upierał - wystarczy, że będzie. PS: Żeby było jasne - nie musi być to koniecznie antagonista znany z serialu. Możecie wymyślać własnych. Ogranicza Was jedynie Wasza wyobraźnia. -
Nie będzie mnie na tym meecie.
-
Creation Isles: Maximal Culture Shock [NZ][ Random][Comedy][Adventure]
temat napisał nowy post w Opowiadania wszystkich bronies
Przeczytane Nie jestem zadwolony. Powiem więcej - jestem bardzo, ale to bardzo zawiedziony tym opowiadaniem. Powód? Szanowni autorzy przegieli pałę w sposób straszliwy. Sam należę do osób, które lubią poczytać dobry random i świetnie odnajdują się w absurdalnym poczuciu humoru, lecz tutaj mieliśmy po prostu totalny przesyt. Było tego tak dużo, że stawało się po prostu strasznie nużące i nudne. W trakcie lektury tych trzech rozdziałów przynajmniej pięć razy zasnąłem - pod tym względem działa lepiej niż Nad Niemnem i Too Shy for a Rainbow, a nie myślałem, że coś takiego znajdę. Uważam, że jednym z powodów takiego stanu rzeczy są niepotrzebnie długie rozdziały. Jakby każdy z nich została podzielony na 3-4 części, to czytałoby się to bez porównania lepiej i czytelnik by się tak nie męczył. Tak - to dobre określenie. Czytanie Creation Isles było drogą przez mękę. Czy więc opowiadania nie ma żadnych zalet? Absolutnie nie. Zdarzały się dobre fragmenty, pomysłowość autorów powala na kolana, Yellow jest master race, a momentami można było wręcz ryczeć ze śmiechu, zrywać boki i tracić przeponę. Strona techniczna wydaje się dobra - fakt, czasami występują błędy, jednak część z nich jest wyraźnie intencjonalna, a reszta... kurczę, tak naprawdę nie da się rozróżnić faktycznych pomyłek od zabiegów autorów. Tak więc liczę to na plus. Niestety w ogólnym podusmowaniu muszę stwierdzić, iż dobre są momenty, a opowiadanie jako całość, przez przydługie rozdziały jest nudna i nużąca. Trochę umiaru panowie autorzy. Na chwilę obecnę, nie polecam tego opowiadania. 4-/10.
