Skocz do zawartości

Dolar84

Administrator Wspierający
  • Zawartość

    3977
  • Rejestracja

  • Ostatnio

  • Wygrane dni

    110

Wszystko napisane przez Dolar84

  1. Przeczytane. Wrażenia są... różne. Zacznijmy do tych dobrych. Opis zimowej walki baterii przeciwlotniczej i warunków tam panujących jest naprawdę dobry. Czytając czułem jakbym znowu miał przyjemność oglądać Stalingrad - wręcz czuło się bijące z tekstu zimno. Przyznaję, iż czytając obawiałam się, że dostanę do ręki podręcznik obsługi działa przeciwlotniczego z wyszczególnieniem wszystkich części, aż do najmniejszej śrubki - z przyjemnością moge powiedzieć, że te obawy zostały rozwiane. Opisy "jak to jest, że działo strzela" nie są przesadnie długie, a na dodatek utrzymane w takim tonie, że nie nużą czytelnika. Idziemy dalej - bohaterowie. Zacznę od tych drugoplanowych (czytaj nie występujących w tytule) - wykreowani bardzo przyjemnie. Nie są to postacie płaskie, o których się zapomina dwa zdania po przeczytaniu. Chociaż muszę przyznać, że zostali stworzeni tak iż budzą naprawdę skrajne emocje (panu łoficerowi na przykład życzyłem kulku od poznania jego przezwiska). Banda zbirów nazywająca się obsługą oraz nieco tajemnicza klacz to bardzo mocne punkty tego opowiadania. Na ich tle Big Macintosh wypada... dziwinie. Przyznaję, iż przeskoki od kreowania go na głębokiego mysliciela, do robienia z niego tępego farmera są nieco... męczące. Wyglądało to tak, jakbyś nie mógł się zdecydować jak dokładnie ma wyglądać kreacja tej postaci. No chyba że zrobiłeś to celowo, żeby nieco zdezorientować czytelników i pozwolić im dokładniej go poznać dopiero w Kryształowym Oblężeniu. Teraz pora na moment, który jako jedyny w opowiadaniu nazwałbym słabym - bójka w ziemiance i jej reperkusje. Ja rozumiem, że Big Mac to chodząca potęga i żywy czołg. No i ma siłę dzięsięciu kuca, bo w sercu jest rojalista. Mimo wszystko - nie przesadzajmy. To że przebił czyimś łbem sufit jeszcze da się zrozumieć - może nie odznaczał się solidnym wykonaniem, ale wbicie dwóch innych przeciwników w ziemię wyglądało po prostu śmiesznie i to w bardzo negatywnym znaczeniu tego określenia. Wbić kogoś w twardą zimową, ziemię? Serio? Nie dosyć, że to przeżyli, to jeszcze nagle pojawiła sie pani medyk i trzy sekundy uleczyła wszystkich czarami, ot tak. To zabolało. Mocno. Rozumiem, że magia to potęga, ale natychmiastowe wyleczenie, było nie było, ciężko poranionych w bójce żołnierzy wygląda na wyjątkowo nierealistyczną przesadę - żeby choć jednego czy dwóch do lazaretu odwieźli - od razu wyglądało by to inaczej. A tu nie - szast-prast i pełna gotowość bojowa. Zdecydowany minus. Jeszcze jedna sprawa - o ile przenoszenie nazw czołgów, czy innego wojennego złomu do teg uniwersum nie razi tak mocno jak się obawiałem (kwestia gustu tu wchodzi), to jednak do wprowadzania NKWD mam pewne zastrzeżenia. No chyba, że wymyślisz odpowiednie kucykowe rozszerzenie tej nazwy - wtedy wszelkie zastrzeżenia zostaną wycofane. Podsumowując, "Big Flak" jest opowiadaniem dobrym, ale do poziomu "Żelaznego Księżyca" dużo mu brakuje. Polecam jego lekturę każdemu, ale nie zdecyduję się przyznać mu głosu na [Epic]. Niestety nie zasłużył. PS: Teraz pozostaje mi tylko ponownie uzbroić się w cierpliwość i czekać na kolejne teksty z tego uniwersum. PPS: Strona techniczna ogólnie prezentuje się dobrze, choć wyłapałem kilka błędów, takich jak literówki czy zachwiany szyk zdania. Niestety forma opublikowania opowiadania uniemożliwiła mi zostawienie komentarzy. PPPS: CANTERLOT (To tak tylko gwoli tradycji )
  2. Nie, nie wyłapałem. Choć może inaczej - wiedziałem, że do czegoś nawiązują, ale nie miałem siły szukać. Poza tym "Shuffling" pasuje do miliona utworów
  3. Nie powiedziałbym - dla mnie jest równie przyjemne w brzmieniu jak przesuwanie pazurami po tablicy lub tarcie o siebie dwóch kostek styropianu (ARGH). Tak więc zostanę przy swojej wersji Głupie pytanie. Pod jaką melodię?
  4. Prosilbym o dodanie jeszcze jednego tagu z listy tak jak przewiduje regulamin wewnętrzny przy Crossoverach. Tagi obowiązkowe się do tego nie wliczają, co zaraz poprawię. Chodzi o to, żeby dać czytelnikowi ogląd z czym może się spotkać. Pamiętaj również, iż można dodawać tagi autorskie jeżeli żadne z wymienionych na liście do opowiadania nie pasuje.
  5. Skorot tak oceniasz swoją, cenioną przez czytelników, twórczość to trudno się mówi. Gratuluję "obiektywnej i rozsądnej" oceny własnych opowiadań. Edit: Do określeń rzeczonej oceny chciałbym dodać jeszcze określenie "dorosłej".
  6. Nie zakazuje, tylko wykazuje niską sensowność takiego podejścia. Nie ten poziom, nie ta liga, więc po co? Takie porównywanie jest po prostu absolutnie niemiarodajne. Też mógłbym porównać dowolnego fanfika do jakiegoś wielkie dzieła literatury i w niemal każdym przypadku wyszłoby, że opowiadanie jest słabe, miałkie i nic niewarte. A jaki w tym sens? Pozwolę sobie przypomnieć iż są to opowiadania pisane PRZEZ fanów DLA fanów. Nie przez profesjonalnych pisarzy (jeżeli mamy kogoś kto nim jest to przepraszam go najmocniej ), tylko przez ludzi, w większości młodych którzy chcą się wziąć za bary ze słowem pisanym. Robią to dla rozrywki, dla przyjemności, z nudy i miliona innych różnych powodów - ich sprawa. Jeżeli pisać chcą, to niech piszą - najpewniej sprawi im to przyjemność, a przy okazji moga się jednej, drugiej czy dziesiątej rzeczy nauczyć. Naturalnie, jeżeli mają do tego zdrowe podejście a nie, na przykład, wyznaczają sobie chore, niemożliwe do spełnienia na ich poziomie ambicje i starają się tworzyć coś na siłę zamiast pisać coś co im wychodzi(pozdrowienia, Ylthin). Tak więc możesze sobie porównywać fanfiki do książek. Jednak mam nieodparte uczucie, że w ten sposób po prostu się ośmieszasz. Życze miłego wieczoru.
  7. Ostatnio mojej uwadze polecono krótkie opowiadanie, które miało zawierać w sobie spory potencjał komediowy. Wiele nie myśląc przeczytałem je i rzeczywiście - można się przy nim zdrowo uśmiać. Dlatego uznałem, że warto poświęcić kilka godzina na przełożenie go na polski, by więcej ludzi mogło rozkoszować się perypetiami Królewskich Sióstr i ośmionogiego zagrożenia dla ich diarchi. Przed Wami: Arachnophobia Rozdział 1 Rozdział 2 Rozdział 3 Rozdział 4 Rozdział 5 Rozdział 6 Jak zwykle serdeczne podziękowania za korektę ślę w kierunku Gandzi. Proszę nie spodziewać się po nim filozoficznych głębi, złożonych problemów czy odpowiedzi na Wielkie pytanie o życie, wszechświat i całą resztę. To po prostu lekka lektura, przy której można się nieźle uśmiać. Tradycyjnie mam nadzieję, że uraczycie mnie zdrową dawką komentarzy, Do następnego tłumaczenia!
  8. Dobra. Po tej wypowiedzi ucinam ten temat. Chcecie o nim dyskutować, to załóżcie sobie swój własny - tutaj rozmowa ma się toczyć o rzeczach dotyczących fanfika, a nie o jakichś... dziwnych teoriach. Każdy następny post nie dotyczący treści opowiadania (bądź spekulacji nad dalszymi wydarzeniami) zostanie uznany za spam i potraktowany stosownie.
  9. Ogólnie zgadzam się z tym podejściem. Jednak! Jeżeli sztampowy motyw poprowadzony jest dobrze, to może stać się spokojnie najsilniejszą częścią tekstu - wszystko zależy od kunsztu autora. Poza tym chyba powinienem Was nieco uspokoić - chociaż ten temat choć jest od czasu do czasu poruszany, to absolutnie nie można powiedzieć, żeby był osią wokół której dzieje się cała akcja. Możecie więc czytać w spokoju
  10. Owszem najłatwiej. Dlaczego jednak najłatwiejsze wyjaśnienie musi być od razu złe? Wystarczy nieco rozwinąć temat i z ogranego motywu może powstać coś naprawdę świetnego. A jeżeli mnie pamięć nie zawodzi to Chengar nie ograniczył się do tej jednej lakonicznej wypowiedzi. PS: Co do rozmów o polityce w temacie fanfika - następny taki post zostanie uznany za offtop i stosownie potraktowany.
  11. A co się obrażać? Takie fanfiki, i to w tak świetnym tłumaczeniu należy reklamować Jak Wy, koleżanko, jeszcze mało wiecie... Tutaj chciałbym jedynie dodać, że całość Winningverse, które w tej chwili liczy 34 opowiadania (nie licząc serii pobocznych) jest mocno zróżnicowane. Są takie opowiadania, gdzie rzadzi dwuznaczność i pieprzny humor. Są takie, gdzie leje się krew. Dużo krwi. Są takie.... normalne. I jest chyba jeden clop. No może dwa. Tak naprawdę śmiem twierdzić, że w tej serii każdy znajdzie coś dla siebie. A dlaczego jest taka popularna? Chyba głównie dlatego, że się ją świetnie czyta. Po prostu. I tak, walczę z kolejnym rozdziałem, ale prace chwilowo nie są zaawansowane z przyczyn pewnej klaczy, która nosi imię... o kim to ja mówiłem?
  12. To znaczy, że popełniłeś błąd i tam. W tym wypadku kolejność wyrazów nie może być zmieniona, ponieważ "father in law" to "teść". A Cadence mówi tam wyraźnie "Shining, this is your new father in law" czyli "Shining, oto twój nowy teść". Żadnego "światła prawa" - to tłumaczenie jest po prostu błędne i jako takie powinno zostać poprawione.
  13. Opus Magnum za mną, pora na kilka słów w postaci przemysleń ogólnych. Po pierwsze fabuła. Jest ciekawie, interesująco i miejscami zaskakująco. Podobało mi się i za to zdecydowanie daję plus tej części. Akcja wciąga czytelnika od samego początku, a jej tempo nie spada ani na moment. Nuda to coś, czego w tym opowiadaniu nie uświadczymy. Świetna robota. Po drugie klimat. Tutaj mamy nieomalże ideał. Jest mhroczno, jest straszno, jest przerażająco. Atmosfera wręcz przytłacza, trudno się więc dziwić, iż przez cały czas lektury towarzystwa dotrzymywała mi ta piosenka: . Powiedziałbym, że pasuje wręcz idealnie. Jak dla mnie najmocniejszy punkt tej części. Po trzecie bohaterowie. Nie mam nic do zarzucenia, poszególne postacie były przedstawione dobrze lub bardzo dobrze. Sposób wysławiania się Maestro miał w sobie niezaprzeczalny urok i bardzo przyjemnie czytało się jego delikatnie rymowane wypowiedzi. Solidna robota. A teraz, skoro już pochwaliłem to zacznę warczeć. Chodzi o pewną manierę pisania. Która jest doprawdy straszliwie irytująca. Rozumiem, że każdy ma swój styl. Ale pisanie takimi zdaniami jak dla przykładu wpisuję tutaj. Jest po prostu torturą dla oczu i mózgu. To sprawia dosłownie fizyczny ból. Przez całą pierwszą część Opus Magnum, przeklinałem pod nosem, gotowałem się do rzucenia laptopem przez okno i brutalnie komentowałem swoje spostrzeżenia kilku biedakom z fanfikowej ferajny, którzy mieli pecha akurat być na GG. FA-TAL-NIE. Naprawdę niewiele brakowało, żebym wyłączył to w diabły i nigdy do niego nie wrócił. Zdania złożone to naprawdę przydatna rzecz, a na dodatek są o wiele milsze dla oka niż stwierdzenia do przesady krótkie. Wręcz wyszczekiwane. Za to zdecydowany minus, chociaż w II i III części rozdziału już tego niemal nie było. Mało chwalebnym wyjątkiem jest ostatni akapit, gdzie ta maniera powraca w pełnej krasie i zostawia absmak w ustach na sam koniec lektury. Podsumowanie: Jest dobrze, ale mogłoby być znacznie lepiej gdyby nie problem z "ciętymi siekierą" zdaniami (świetny opis, Madeleine ). Zobaczymy jak rzecz będzie się miała z kolejnymi częściami. A czy styl był ciężki? Może jestem jakiś dziwny, ale nie. Czytało mi się naprawdę lekko i szybko.
  14. Brak tagów obowiązkowych. Czas na poprawę - 2 dni.
  15. Spróbuj to zrobić a zapoznasz się z takim słownictwem do którego opisu należałoby koniecznie dodać przymiotnik "wulgarne". Czytałeś "Aleo he Polis!"? Po pierwsze to wiedźmą nie jestem (with, Bester, nie witch ). Po drugie jako czytelnik mogę mówić co mi się podoba a co nie - taki już los autora, że nie przypasuje wszystkim - nie da się po prostu . A Smoka jeszcze nie widziałem - muszę rzecz nadrobić Tak więc kończ marudzenie o "porzucaniu tekstu" i pisz dalej. Możesz spodziewać się kolejnych komentarzy
  16. Dobra, jest powtwierdzenie. Sprawę uznaję za zamkniętą. Aha - i dostajesz warna za brak prawidłowego otagowania, mimo że od prośby o zmianę minęło już wiele czasu. Sprawdzę ponownie za 2 dni - brak prawidłowych tagów skończy się przeniesieniem tematu do archiwum lub jego usunięciem.
  17. Przeczytane. Oryginał? Jaki oryginał? MLD w porównaniu z tym co napisał psoras jest opowiadaniem co najwyżej niezłym. W Reloaded dostajemy świetny świat, taki... naturalny. Normalny. Codzienny. Prawdziwy. Ze zwykymi problemami i kłopotami, do których dodano jedynie szczyptę niezwykłości w postaci RD i koncepcji wieloświata. I choć nie lubie tej mendy ogólnie, to w tym opowiadaniu nie dało się jej nie lubić. Kolejne przygody bohaterów są po prostu świetne - czyta się to jednym tchem. Nie wspomnę już o tym, że co chwila wybuchamy śmiechem - ładunek humoru w opowiadaniu jest niesamowity. A ilu rzeczy można się dowiedzieć! Pomysł z wprowadzenie takiej prozy życia jak wojny dresiarskie, użeranie się z biletami po tramwajach, czy choćby utrzymywanie się z niezbyt dużej pensji daje nam obraz dużo pełniejszy niż w zachwalanym oryginale. Dodajmy do tego Szalonych Inżynierów i wojaże po całym kraju - przez 10 rozdziałów z dodatkami nie nudziłem się ani przez chwilę. A za Fettinga w epilogu należy się medal. Głosuję na Epic. Za klimat, za bohaterów, za realia świata przedstawionego i co najważniejsze za przebicie oryginału.
  18. Zaiste jedynie częściowo, ponieważ opowiadanie nie jest otagowane "sex" na fimfiction i zawiera wyłącznie dwuznaczne sceny Taka jego natura no i trudno zaprzeczyć, iż jest to jedna z mocniejszych stron tego opowiadania.
  19. Prosiłbym, żeby ten Mateusz to potwierdził tutaj lub przez PW.
  20. Dodatkowo nie jest wszystko wyłożone "jak krowie na rowie" co pozwala czytelnikowi na snucie własnych domysłów o co też może chodzić. Tryumf wyobraźnie - jak dla mnie bomba.
  21. Mówiłem że tłumaczenie idzie koszmarnie powoli? Mówiłem. Na szczęście ostatnio przyspieszyło, więc przedstawiam Wam Rozdział III.
  22. Bohaterowie są od tego żeby ginąć Nie muszą robić tego całymi stadami jak w GoT, ale jak wszyscy przeżywają to jest nudno i nierealistycznie. Po to się ich właśnie tworzy - parafrazując tekst z pewnego serialu - "Bohater - niezbędny w każdym opowiadaniu, jednorazowy element, który można bez żalu poświęcić". Ale dobra - koniec offtopu. Jeżeli dyskusja ma się toczyć to przenieśmy ją do Stowarzyszenia Żyjących Piszących i nie zaśmiecajmy Besterowi tematu.
  23. To wiem. Ale z opisów wynika, że całą tą amunicję noszą na akcje i ładują ją we wszystko dookoła. Nie za ciężko? Nie umknęło, jednak zostało przytłoczone ilością eksplozji, wybuchów i wystrzelonego ołowiu. Mało! To jest wojna panie Ale to akurat jest kwestia gustu - ja lubię jak trup po stronie tych "dobrych" ściele się gęsto. W końcu nie są niezniszczalni. I za to należy się pochwała - choć główni bohaterowie mają sporo szczęścia to nie są Stevenami Segalami i jakieś tam kontuzje, rany i ogólna proza życia ich dotyka. To jest fajne
  24. Rzeczywiście przegapiłem - póki co jest ich siedem, czekamy na kolejne. Dodanie tago tagu do Pani i Pielgrzyma będzie prawdziwą przyjemnością.
  25. Nadgoniłem dwa rozdziały. Co dostaliśmy? Wybuchy. Więcej wybuchów. Jeszcze trochę wybuchów. Jedna strzelania, druga strzelania, bijatyka... nie powiem - w połowie szóstego rozdziału byłem tym już tak znużony, że chciałem wyłączyć to w diabły. Za dużo - zdecydowanie za dużo. W porównaniu z czterema pierwszymi rozdziałami te dwa są zwyczajnie przeładowane i nudne - kiepsko panie Bester, kiepsko. Co do relacji między głównymi bohaterami, to przestała się ona kleić. Wydaje się teraz taka... sztuczna i naciągana. Ciągłe powtarzanie motywu z gryzieniem na początku bawiło a teraz jest już po prostu męczące - sugerowałbym tu nieco umiaru. Ubodły mnie również opisy jak to non stop dzielni obrońcy wyrzucają ze swych maszyn zniszczenia "rzekę ołowiu", jakby w ogóle nie martwili się o amunicję albo nosili ją ze sobą całymi skrzyniami. Skojarzyło mi się to z amerykańskimi filmami klasy B, gdzie dzielna drużyna, nie zmieniając magazynków, wybijała pół poppulacji średniej wielkości kraju. Plus brak jakichkolwiek strat nie licząc końcówki rozdziału szóstego - ale to jeszcze nie jest taki problem, wszak po latach walk przeżywają najlepsi. Mimo to miło byłoby zobaczyć jak kilku bohaterów trafia w ten czy inny sposób szlag. Tak dla realizmu. Ostatni zarzut - nadużywanie przekleństw. Tego jest po prostu za dużo i bardzo wpływa to na odbiór tekstu. Rozumiem, że w ogniu walki musi polecieć jedno czy drugie przekleństwo i to jak najbardziej pasuje. Ale nie w takich ilościach. A już nadużywanie ich w przemyśleniach bohatera jest po prostu niesmaczne i zabija radość lektury. Podsumowując - dwa zdecydowanie gorsze rozdziały. Mam nadzieję, że kolejne będą tylko lepsze.
×
×
  • Utwórz nowe...