Szedłem sobie kiedyś, południowymi alejami w Cloudsdale. Może nazwa tego nie mówi, ale to strasznie ponure i nie przyjazne miejsce. Wracałem właśnie od mojej przyjaciółki. Idąc, z pobliskiego zaułka usłyszałem krótki, ale strasznie głośny pisk. Nie czekając długo poleciałem w stronę z której usłyszałem dźwięk. Ledwo doleciałem do wejścia w zaułek a zauważyłem brązową pegaz o jasno-szarej grzywie, która to pewnie krzyczała. Towarzyszył jej żółty pegaz o zielonej grzywie, nie zdawali się być przyjaciółmi. Żółty pegaz zbliżał się do klaczy która, ze strachem w oczach, cofała się przed nim. Gdy natrafiła na ścianę napastnik zaśmiał się, i rzucił z uśmiechem -Oddaj co masz skarbie, a nic ci się nie stanie. -Ale ja nic nie mam!-powiedziała, kuląc się pod ścianą. Nie czekając na dalszy rozwój sytuacji, poleciałem z pełną prędkością w stronę żółtego kuca, trafiając go w tył głowy kopytem. Jedno celne uderzenie wystarczyło, żeby pozbawić go na chwilę przytomności. Wystraszona pegaz przez chwilę patrzyła na mnie w oszołomieniu, lecz w jednej chwili w jej oczy wstąpiła radość, podbiegła i przytuliła się do mnie. Klaczy nic się nie stało, a po zawiadomieniu straży, kuc bandyta trafił do więzienia.