Skocz do zawartości

Sun

Brony
  • Zawartość

    1595
  • Rejestracja

  • Ostatnio

  • Wygrane dni

    62

Sun wygrał w ostatnim dniu 11 Styczeń

Sun ma najbardziej lubianą zawartość!

O Sun

  • Urodziny 01/01/1875

Informacje profilowe

  • Płeć
    Ogier
  • Miasto
    Novigrad
  • Zainteresowania
    - Modelarstwo
    - Broń pancerna II wojny
    - Majsterkowanie
    - Sprzęt PC
    - Książki i fanfiki
    - Jak se przypomnę, dopiszę
  • Ulubiona postać
    Służę jedynej, słusznej królowej

Ostatnio na profilu byli

39671 wyświetleń profilu

Sun's Achievements

Forumowy wyjadacz

Forumowy wyjadacz (8/17)

890

Reputacja

  1. Kolejny kawał dobrego, zmuszającego do myślenia i zastanowienia dzieła. Brawo Nika. Nie wiem jak to robisz, ale potrafisz zaskoczyć czlowieka. Czy to biorac mniej używane postacie, czy te częściej używane stawiać w niejednoznacznych sytuacjach. Uwaga, będą spoilery. Tym razem na warsztat poszła Cozy Glow. Dziwna, zła klaczka, która skończyła jako przerośnięty krasnal ogrodowy. Tylko czemu? Ten fik daje na to możliwą odpowiedź. I to, przyznaję, daje ją w ciekawej formie. Śledzimy kilka, moze kilkanaście momentów z perspektywy Cozy. Jej szkołę, kolejną szkołę, szkołę przyjaźni i współpracę z Villainami. Fajny koncept, podoba mi się. Całość napisana w taki sposób, że aż czuć emocje. Początkowo zal i współczucie do mąłej, za to co ją spotyka, a później, żal i współczucie z powodu tego, w co się wpakowała, częściowo na własne życzenie. I w pewnym momencie tekstyu pada pytanie, czy Cozy zniszczyła sobie życie. Przyznaję, że to chyba najbardziej mi utkwiło i zmusił do myślenia. Bo nie da się na to pytanie odpowiedzieć tak, lub nie. W pierwszej szkole, Cozy miała strasznie przerąbane. Nie ze swojej winy. Nie ze swojej winy rodzina (poza matką) jej w zasadzie nie kochała. Nie do końca ze swojej winy wszyscy jej dokuczali. Dobra, można powiedzieć, ze gdyby była lepsym kucykiem, to by dzieciaki ja zostawiły, ale to nie prawda. Dzieciaki potrafia być okrótne i zaszczuć kogoś, a nauczyciele mogą mieć to w dupie, albo nie zauważać problemów. Do tego stopnia, że jedyną osobą, do której czuła sympatię, to wielki centaur, który pozbawił wszystkich magii i nagle sprawił, ze Cozy mogła poczuć się fizycznie równa (a może i troszkę lepsza) od rodziny. Jedynie jej matka ją kochała. I tu mam mieszzane cuzucia. Czy z powodu perspektywy Cozy, nie widzimy za bardzo jak to okazuje (poza pójśzciem do nauczyciela na ,,rozmowę"), czy po prostu sama nie bardzo umiałą to okazać, albo obawiała się wykonywać większych gestów, czy pogadać parę razy z córką. Obstawiałbym to peirwsze. Druga szkoła. Jeśli miałbym wskazać jedno miejsce, gdzie Cozy sama, an własne życzenie popełniła błąd, to byłoby to tu. Ale to troche naciagane. Chodzi o Onyx. Onyx z jakiegoś powodu była na pozycji Cozy z pierwszej szkoły. Tak mi się wydaje. Odtrącona przez wszystkich. Zobaczyła szansę w postaci Cozy, a ta ją kilkukrotnie odepchneła (nieumyślnie), wybierając popularniejsze kolezanki. Rozumiem, że chciała być w końcu wśród ,,normalnych", bo bała sie wykluczenia, ale wydaje mi się, że miała szansę by poznać Onyx blizej i moze sie zaprzyjaźnić. A wtedy uniknęłaby pomówień, które na nia spadły z powodu właśnie Onyx. (W sumie matka też mogła na tym etapie odbyc z nią poważniejszą rozmowę o tym, czego chcą chłopcy) A czy korespondencja z Tirekiem była błędem? I tak i nie. Owszem, wykorzystał ja. Z drugiej strony, był w zasadzie jedynym jej powiernikiem, któremu mogła się wygadać. Idealizowanym rozwiązaniem wszystkich jej problemów (tak, wiem, że idealizowała go wcześniej, ale w drugiej szkole mogła podtrzymać i podbudować jego wyobrażenie przez konwersację). Jeśli coś miałbym tu uznać za bład, to może błąd obsługi Tartarosu, która pozwoliła Tirekowi mieć naszyjnik komunikacji. Dalej, szkoła przyjaźni. Dla klaczki, któa nie wie, co to prawdziwa przyjaźń i co z niej wynika. Oraz nienajlepsze metody edukacji plus doświadczenia, któe sprawiły, że Cozy uznała magię przyjaźni za narzędzie. Wypaczyła ideę Twilight, by uwolnić Tireka. I mozan rzec, że Cozy postąpiła źle. Ale czy umiala postąpić inaczej, skoro przez całe swoje życie miała poczucie, że jedyną osobą, która ją rozumie i akceptuje jest wielki centaur, któego widziała raz w życiu? No i końcówka, wspólna współpraca, kiedy rózowe okulary przesłoniły skrzywionemu,odrzuconemu dziecku (a moze już zbuntowanej nastolatce), jaki Tirek ma do niej stosunek. A wszystkoz akończone sceną zdruzgotania uczuć Cozy zaklętej w kamień (muszę przyznać, że nie widziałbym tu innej, końcówki niż ta dobijająca wersja). Więc czy Cozy zniszczyła se życie? Technicznie tak. Praktycznie... nie obeszło sie bez olbrzymiego udziału innych kucyków i sporej dawki pecha, przez którą nikt nie zauważył, że Cozy idzie złą drogą. Ale oczywiście możemy się mylić, bo widzimy tylko perspektywę Cozy. Może z zewnątrz okaząłoby się, że młoda bardziej się przyłożyła do tego upadku. Forma, styl oczywiście nienaganne. Czy polecam? Tak, bardzo. To nie jest fik z epicką przygodą, czy niespodziewanymi zwrotami akcji. Ale jest to fik, który zapada w pamięć i skłania do zastanowienia się.
  2. Dzięki za komentarz. Cieszę się, że fik się spodobał i klasycznie zachęcam do dalszego czytania. W sumie jestem skłonny się zgodzić. Początkowo miałem zamiar taki (lub podobny dać), ale podkusiło mnie, by nawiązać do filmu (a raczej samego jego tytułu): miłość szmaragd i krokodyl. To jest fan Wrednej szóstki, jakby nie patrzeć Czyż kapitan gwardii pałacowej, oficer i kandydat do ręki księżniczki Mi Amore Cadenzy może nie być szlachetnym, cnym i odważnym, błędnym rycerzem? Tak, wiem że przez to wychodzi na głupca, by nie rzec, idiotę, ale honor prawość i w ogóle mają swoje prawa Poza tym, jak sama mówisz, to pasuje.
  3. Yay, więcej kresów. Wprawdzie to tylko remake, ale biorąc pod uwagę, że dokłada jakieś 80 stron, to tak, więcej kresów! Będąc całkiem szczerym, nie pamiętam szczegółów starego polowania, więc nie będę porównywał, ile się zmieniło. Mogę jednak podejrzewać, że głównie rozwinęła się walka z bazyliszkiem i wydarzenia w jaskini. Fik zaczyna się od grupy łowców (zawierającej dobrze znanego już wszystkim Fenrira), która poszukuje czegoś w lesie. Nie od razu wiadomo czego, ale to tym lepiej. Bo dzięki temu, Hoffman mógł oddać napięcia panujące w grupie. Te napięcia w zasadzie widzimy w każdej rozmowie, w której uczestniczy Spiral. I to mi się podoba, bo raz, że wychodzi naturalnie, a dwa, że rozumiem obie strony. Zarówno Spirala, który nie chce zdradzać wszystkiego, jak i łowców, dla których te informacje mogą decydować o życiu lub śmierci. Choć jestem ciekaw, dlaczego Spiral jest tak niechętny do dzielenia się informacjami. Być może to gdzieś padło i mi umknęło, ale ciekawi mnie historia, jaka za tym stoi. Łowcy trafiają do jaskini, która, mówiąc mało (żeby nie psuć niespodzianki), miesza w głowach. I to jak miesza. Hoffman zrobił tu naprawdę kawał dobrej roboty i choć człowiek szybko się orientuje, że działa tu magia, ale to jak bohaterowie wydają się być autentycznie przekonani, albo i przerażeni. W ich zachowaniu czuć napięcie, niepewność i w ogóle. Pozostaje jeszcze scena w karczmie i sama walka z bazyliszkiem. Tu obie były kawałem dobrej, solidnej roboty. I tyle. Nie powiem żeby walka zapadała bardzo w pamięć, czy przyspieszała bicie serca, ale była po prostu ok. Zresztą, nie ukrywajmy, jaskinia strachów robi tu całą robotę. Technicznie jest spoko, bo to przecież Hoffman. Na całe 120 stron były chyba 2 literówki. Ja mam więcej na 1 stronie. Podsumowując, czy biały bazyliszek potrzebował remake? Nie pamiętam. Ale pewne jest, że otrzymał świetny, godny polecenia remake. Zachęcam do czytania i w sumie do całych kresów
  4. Rozdział VIII a w nim znów jesteśmy w Pandemonium, a Blackburn poznaje kolejne, ciekawe i przydatne kucyki. Czemu ten rozdział jest tak szybciej? Bo nie miałem kompletnie weny do pisania. Zostawiłem jeden fik po 2 stronach, drugi po 12 (ten ma może szanse w przyszłym roku zaistnieć). Obecnie mam wrażenie, ze wszystko co piszę nie jest ciekawe, więc wziąłem się za tłumaczenie
  5. Przeczytałem i muszę przyznać, że to dość nierówny, ale ciekawy fanfik. Zacznijmy od rzeczy, która wyszła tu najmniej. Mianowicie komedia. Ten fanfik nie jest śmieszny. Jest momentami zabawny. Co może nie byłoby problemem, gdyby to był SoL, a nie komedia. Z drugiej jednak strony, wtedy też bym narzekał na te wszystkie miejsca, gdzie widzę, że miał być żart, ale albo on nie bawi, albo on bawi niedostatecznie. Tylko kąciki ust się unoszą, zamiast parsknięcia śmiechem. Żeby jeszcze było gorzej, najbardziej mnie ubawiła postać Twilight Sparkle, która jest tu serialowa. Taka, jak w pierwszym sezonie, kiedy wszyscy wokół czekają na sylwestra, a ona by chciała żeby świat dał jej w spokoju pograć w tomb raidera. Więc jako część komediowa jest tu słabo. Zanim przejdę do fabuły, muszę wspomnieć o jakże istotnej strukturze, czyli napisaniu fanfika jako audycji radiowej. Pomysł fajny, jestem skłonny powiedzieć, bardzo oryginalny, bo dotychczas czytałem tylko jeden taki fanfik i był świetny (Vinyl Scratch tapes). Z tego, że mamy audycje wynika kilka ciekawych rzeczy. Opisy są minimalne (co nie przeszkadza), mamy sporo powtórzeń, jak to w mowie codziennej (powiedziałbym, że radiowcy mogliby pod tym względem wypaśc trochę lepiej w relacjach, niż słuchacze, ale to raczej drobiazg). Dialogi też są w zasadzie minimalne, tak samo interakcja postaci. Wszystko to zbiór raczej monologów. ale idzie się szybko przyzwyczaić, więc realizacja spoko. No i fabuła. Dużo jej nie ma, ale kucyki się przygotowują, kultywując różne tradycje, a potem wszystko bierze w łeb. Na plus grupa protestujących kucoperzy. Dałoby się ich pewnie zrobić zabawniej (może jeden z tablicą: Zbliża się koniec). Tradycja korków cydru bardzo spoko. Podobało mi się też zaproszenie eksperta do studia. Tak szczerze, jego poziom pasuje mi do współczesnych mediów. Więc ogólnie, jest ok. Nie ma tu żadnych zwrotów akcji, czy coś, ale bądźmy szczerzy, po czymś takim nie można się ich spodziewać. Na sam koniec nawiązania. Nie wspomnę tylko o jednym, wymienionym przez autora. Jest ich tu znacznie więcej. Pewnie więcej niż sam wyłapałem. Ale był i Full metal jacket i przemówienie jaruzelskiego. Osobiście, dałbym za to plus. Podsumowując, gdyby autor nie usiłował robić z tego komedii, tylko miejscami zostawił kilka lepszych zartów (bueblooda z WRAKiem, ostrzeliwywanie się korkami i może tego apokaliptologa (ale bez wolno leżących żarówek)) to mielibyśmy spoko slice of life audycję z aspektami humorystycznymi. A tak, mało śmieszna komedia.
  6. To sporo tłumaczy, bo nie czytałem ,,nie ma przeznaczenia". Nie wiem, czy przeczytam. Może kiedyś w przyszłości. Akurat czytałem google docsa. I mówiąc szczerze, do dziś nie wiedziałem, czym jest ten cały markdown. Za to LaTeX niestety kojarzę (i uważam dziś za mało praktyczny, ale to może przez moje niewielkie i raczej nieprzyjemne doświadczenia z nim). Jednak, jeśli dobrze pamiętam (popraw mnie, jeśli się mylę), po wygenerowaniu PDFa w LaTeXie, te podwójne minusy są zamieniane na półpauzę, tak samo jak /e jest zamieniane na ę (jeśli dobrze pamiętam, że to było coś takiego). Więc w mojej opinii, Kkat też w tym miejscu robi błąd. Ale tu pewnie warto by zapytać kogoś, kto umie pisać poprawnie po angielsku. Jeśli już jesteśmy przy gogole docs, to poprawnym jest, by tekst był wyrównany do obu krawędzi (wyjustowany), każdy akapit zaczynał się wcięciem, a dialogi były zapisane z wykorzystaniem półpauzy, lub pauzy (nie wszyscy będą czepiać się pojedyńczego myślnika). W mojej opinii, warto dodać odstęp przed lub po akapicie, równy połowie rozmiaru czcionki, albo standardowy dla google docsa
  7. Przeczytałem i... i mam w sumie mieszane uczucia. Miałem wrażenie jakbym czytał fika z 2012 czy 2013 roku (pegazorożce, selfinsert?, główny bohater jest mężem Twilight?). To samo w sobie nie jest nic złego. Po prostu ma swój taki, nostalgiczny vibe. Sama historia jest krótka (na razie). Najpierw prolog, pobieżnie nam mówiący, że na świecie doszło do zagłady przez megazaklęcia i balefire. I tak nastał Fallout Equestria. Trochę inaczej niż w tłumaczeniu Poulsena, ale nie przeszkadza mi to. Rozdział pierwszy opowiada z kolei o ostatnich chwilach w laboratorium, zanim próba tworzenia alikornów skończyła się powstaniem, jeśli dobrze pamiętam, Goddes. Pomysł fajny. Wykonanie... w sumie, pierwsza część jest spoko. Dobrze oddana Twilight i Trixie, czuć klimat laboratorium. Nie obraziłbym się może na więcej opisów i wydłużenie sceny, ale domyślam się, że to miało służyć tylko wprowadzeniu bohatera i jego relacji z Twilight. I w sumie ta relacja mi się jakoś nie podobała. Tak po prostu. Jakoś mi nie leży, nie czuję jej i tyle. Mogę zgadywać, że ta relacja będzie miała jakiś wpływ na bohatera w przyszłości, ale dalej mi nie leży. A skoro już przy bohaterze jesteśmy, to też mam pewne zastrzeżenia. Jego imię mi kompletnie nie pasowało do kontekstu. Przynajmniej do końcówki gdzie, jeśli dobrze zrozumiałem, wyszło, że przybył z innego świata. Bez informacji dlaczego, skąd i w ogóle. Jakoś mi to nie pasowało do fallouta. Cudowne zakończenie. Mocno się uśmiałem. I jeszcze kwestia formy. Pierwsze wrażenie nie jest najlepsze. Brak akapitów (wcięć), brak justowania, a zamiast półpauz są dwa myślniki. Muszę przyznać, że to kreatywne rozwiązanie problemu braku półpauzy, ale dalej niepoprawne. Zagłębiając się w tekst, widzę sporo powtórzeń i brak płynności. Albo po prostu ja nie mogłem złapać flow. Z drugiej strony nie zauważyłem literówek, a do tego mamy poprawne i estetyczne odstępy między akapitami. Podsumowując... nie porwało mnie to. Nie jest to zły fik, ale po prostu... nie powalił. Ale może komuś innemu się spodoba.
  8. Rozdział VII, a w nim Blackburn wróciła do domu i odkrywa, ile się pozmieniało podczas jej nieobecności. Kto stracił pracę, kto zyskał, a kto umarł.
  9. Dzięki za komentarz. Ciesze się, że fik przypadł do gustu. Masz rację, forma tym razem nie dowiozła, ale wprowadzę twoje sugestie. Aczkolwiek, powtórzenie: załóżmy, jest jak najbardziej celowe. Nie.. A przynajmniej nie myślałem tak o tym, kiedy to pisałem. Myślałem wtedy o Luna takes a shower, kiedy to księżniczka nocy styka się z nowoczesnością. ale bez wprowadzania elementu, typu destrukcja. Nie pasowałoby mi to do koncepcji. Pomysł z ciskaniem kamieniami chyba nie jest mój. Mam wrażenie, że skądś go zakosiłem, ale już nie pamiętam skąd. Chyba z jakiegoś angielskiego fika. Z kolei rysunki inspirowane były jednym z odcinków Lucky Lucke'a. Nie pamiętam dokładnie którym, ale jakimś, gdzie Daltonowie chyba złapali aktora, czy coś i odgrywali scenki zabijania Lucky Lucke'a. Ale to było tak dawno, że nie jestem pewien. Może musze jeszcze raz obejrzeć, ale wydawało mi się, że ,,porwanie" i ,,powrót" Celestii przebiegły w serialu strasznie gładko i bez rozgłosu. Bez walki, obrony ze strony Celestii i w ogóle. Jakby to było ustawione. Ewentualnie, Celestia była na pozycji, ze w każdej chwili mogła pokonać Lunę, ale nie chciała, bo wtedy jej uczennica nie odblokuje elementów. Tylko to by się kłóciło z odcinkiem o podmieńcach, bo albo Chrysalis byłaby chwilowo potężniejsza od Luny, albo Ceśka znów by to zrobiła, tylko w sumie po co? Swoja drogą, sam ten pomysł ustawionego porwania wywodził się z innego pomysłu, którego nigdy nie zrealizowałem
  10. Dzięki ci Hoffman za komentarz. Ciesze się, że ficzek się raczej spodobał. Oraz, że osiągnął swój cel, czyli bycie niezobowiązującym przerywnikiem między lepszymi dziełami. Stąd tez trochę taka długość, by nie ciągnąć go na siłę. Chrysalis od początku była założona (w tym fiku) jako coś pomiędzy zwierzęciem, a przedmiotem. Uważałem, że gdyby miała osobowość i się wkurzyła, to trzeba by dorabiać za dużo lore (skąd Flim i Flam ją mają, czemu dała się złapać, czemu opłaca się ją sprzedawać/powielać i tak dalej). Nie leżało mi to kompletnie, więc sprowadziłem ją do takiej roli. W sumie, tak jak we wspomnianej przez Grento, Stajni Dicorda. Muszę sprawdzić i ewentualnie nabyć wtedy takiego podmieńca. Przydałby się.
  11. Przeczytałem. I muszę przyznać, że poczułem się przez ten fik trochę młodziej. Luna wraca, Celestia ukrywa prawdę przed całym światem, a jedna z głównych bohaterek (może i najgłówniejsza) budzi się w środku Everfree, po czym rusza (a w zasadzie dopiero wyruszy) do Ponyville, gdzie zakocha się w niej któraś z mane6. Wydaje mi się, jakbym coś podobnego czytał setki razy (co wcale nie jest prawdą) i co więcej, kompletnie mi to nie przeszkadza. Wprost przeciwnie. Podoba mi się. A co konkretnie? W zasadzie wszystko. Uwaga, będą spoilery. Zacznijmy od Green, czyli naszej kucoperki budzącej się w Everfree. Wydaje się być inteligentna i złośliwa, co daje fajny potencjał komediowy. Zresztą, już go trochę widać w jej odpowiedziach. Trochę sie zastanawiam, czy któryś z kucyków zechce jej w przyszłości zwrócić uwagę, że jej odpowiedzi mogą ranić, czy coś, albo czy będzie się zachowywać zależnie od towarzystwa. Zastanawiam się też trochę, jaką przybierze postać, zanim dojdzie do Ponyville. O Lunie było niewiele. Wyszła, powiedziała przepraszam, po czym wybudziła Green i opowiedziała jej, jaki świat jest niefajny i co odwaliła Celestia. W zasadzie bardziej mnie interesuje to, czego Luna nie powiedziała. Mianowicie, kim naprawdę była (i jak wyglądała) za czasów wojny, czemu ja rozpętała, czemu pomyślała o ,,przechowaniu" swoich żołnierzy na lepsze czasy i dlaczego akurat tylu. Może coś mi umknęło i już jest w tekście, ale to, co mówię, może być bardzo interesujące i mam nadzieję się tego dowiedzieć. Z Celestią jest tak samo jak z Luną. Było jej niewiele i ważniejsze jest to, czego nie powiedziała. Mianowicie, co zrobiła biednym kucoperzom i dlaczego? Nie, Siwy, nie mów. Dowiem się, jak to napiszesz. Poza fajnie się zapowiadającą postacią i pomysłem, o którym już wspomniałem pobieżnie, mamy też całkiem przyjemną realizację tego pomysłu. Są przemyślenia, opisy dostatecznie bogate i zalążek, wskazujący najbliższy kierunek fabuły. Mogłem sobie wyobrazić zarówno salę tronową, jak i komnatę Luny, czy ruiny zamku. Zgaduję, że czeka nas przeplatanie śledztw Luny i Green. Planujesz może tez wstawki z perspektywy Celestii, która będzie mimo wszystko w tym uczestniczyć, czy zostawisz ją jako postać raczej gdzieś z boku (przynajmniej do czasu konfrontacji, jeśli nastąpi)? Na sam koniec, cześć techniczna. Ten fanfik wizualnie prezentuje się świetnie. Marginesy, wcięcia, odstępy, interlinia... wszystko, czego trzeba, by tekst czytało się płynnie, przyjemnie i bez wysiłku. Zostawiłem tam kilka uwag, ale naprawdę znikomą ilość. Gratuluję dobrze przygotowanego fika. Podsumowując, polecam i chcę więcej. Ten fik obiecuje naprawdę świetną rozrywkę. Oby tak dalej.
  12. Rozdział VI, a w nim negocjacje z Donem, wycieczka do archiwum i powrót do dawno niewidzianego domu
  13. Dzięki za komentarz. Trochę szkoda, że fanfik rozczarował. Widać nie do końca mi się udało oddać pomysł, że czasami, mimo starań i chęci mamy niewielki wpływ na to co się stanie, a korporacje są potężne. Jak pisałem wcześniej, początkowo miało być troszkę inaczej, ale uświadomiłem sobie, że nie umiem tak napisać, jakbym chciał. Wiec powstało to. I tak, pewnie rozwiazałoby się, gdyby Zipp nie kiwnęła kopytem. Tak, korekta była tylko autorska. Czy będzie więcej fików z cyberpunka? Wątpię. Nie mam więcej pomysłów na nie. A co z Hitchem i Sunny? Hitcha nie lubię, nie był mi potrzebny, to go tu nie ma. Sunny rozważałem jako Rippera, ale odpuściłem tą scenę, bo uznałem, że w sumie mało co wniesie i rozwlecze mi fika. Z tego samego powodu wyleciał Alphabitle, czy jak on się tam zwał. I na koniec ciekawostka, bo jaks am zauważyłeś, mało jest fików z G5. Miałem luźny plan na jeszcze jeden fik, będący troszkę spinofem, a troszkę sequelem do wrednej szóstki i osadzony w g5 Czy to powstanie? Nie wiem, choć się domyślam.
  14. Zipp Storm, najemniczka, była pracowniczka korporacji Royals (i córka szefowej), trafia na nagranie, które może zaszkodzić jej siostrze. Postanawia znaleźć jego twórcę i rozwiązać ten problem. Jednak w Zefirowych Wzgórzach zwykłe problemy czasami mają głębsze dno i prowadzą do nieoczekiwanych rozwiązań i spotkań z interesującymi kucykami. Pieśń przyszłości Fanfik jest Crosoverem kucyków generacji 5 z Cyberpunkiem 2077. Ale bez Rainbow Dash w postaci biochipa. Po prostu przygody zwykłej najemniczki w tym brudnym i pełnym wszczepów mieście. Sam pomysł przyszedł mi do głowy już dość dawno, ale musiał długo poczekać, aż się zmobilizuję i wcielę go jako tako w życie. Początkowo miał mieć też inne zakończenie, które miałem rozpisane i przygotowane, ale postanowiłem je zmienić, by pokazać, kto tak naprawdę jest siłą w tym świecie. Zapraszam do lektury
  15. A żeś zabytek odkopał. Pisałem to jeszcze na studiach, młody, nieopierzony autor, który myślał, że stworzy coś wielkiego (i przyznaję, przerosły mnie moje własne plany) Tak, to się opiera na tej serii. Mam do niej z resztą sentyment i zebrałem chyba wszystkie, które wyszły papierem. Starałem się oddać klimat tego świata (miało być metro w manehattanie), ale nie trzymać się go w 100%. Skoro mamy kucyki, to musi być sporo zmian. Swoją drogą, celowałem coś w stronę trylogii Djakowa. Touche. Widzę przytyk, ze strasznie się skupiam na broni. Lubię ją, ale może nie pod typowym kątem strzelania, a raczej samego jej działania, jako urządzenie, rozwiązań technicznych i stojących za tym historii, oraz pomysłów. Tym niemniej, cieszę się, że moja fixacja nie popsuła aż tak tego fika. A co do epizodyczności, to Szóstka jest epizodyczna, między innymi dlatego, że ten fik jest porzucony. To już zależy od historii. Pojawiły się książki z akcją w Królewcu, Wrocławiu, Watykanie, czy Krakowie, a tam nie ma metra, za to są schrony. Poza tym założyłem, że nie da się pokryć całej planety atomówkami (czy co ja tam planowałem). Plus tu się troche zainspirowałem właśnie stalkerem i falloutem, żeby sobie ułatwić życie. Tu bym ci chciał przypomnieć, że istnieje magia i alchemia. Nic nie stoi na przeszkodzie, by usunąć z puszek toksyny, czy radiację. A sama technologia może sprawić, że puszka tak szybko nie zardzewieje (jeśli dobrze pamiętam, w metrze minęło około 150-20 lat od wojny). Zapytasz, czemu nie posprzątają sobie świata. Skala. Plus może być, że na to nie wpadli, nie chce im się, albo umie to zbyt mało jednorożców, by się fatygować. Tu coś mi się kołacze w głowie, że raczej nie tak miało być. Owszem, po tylu latach mogłem zapomnieć swoich planów, ale wydaje mi się, ze początkowo miała być ważna, ale potem miała zostać nieco zepchnięta przez młodzież, która nie jest skarzona rutyną stalkerskiego życia. Tak, ona miała taka być celowo i jeśli dobrze pamiętam (choć, podkreślam, nie jest pewne po tylu latach), to miało się na niej zemścić. Nie pamiętam, czy miała zginąć, czy zobaczyć, jak jej błąd zabija kogoś z towarzyszy, ale coś miało być. No i defacto, nawet gdyby ktoś został ranny, to labo by się wycofali, bo baza niedaleko, albo zanieśli go do metra. Wspomniałem już w fiku, że ma być postój w Manehattańskim metrze, które jest relatywnie blisko? Cieszę się, ze się podobał i muszę cię zmartwić, bo więcej nie będzie. Za dużo zapomniałem i mam za mało czasu oraz chęci, by do tego wracać. Czemu jest w 18+ Wydaje mi się, że z powodu zabijania i gadania o flakach, ale już nie pamiętam. To dawno temu było. Czemu został porzucony? Z 2 powodów. Po pierwsze, studia zajęły mi trochę więcej czasu, niż zakładałem i były troszkę trudniejsze, niż zdawało mi się na początku, a po drugie, trochę się wypaliłem i poległem pod naporem własnych planów. Tak czy inaczej, cieszę się, że fik się spodobał choć trochę, a lektura nie była katorgą. I oczywiście dziękuję za tak rozbudowany komentarz
×
×
  • Utwórz nowe...