-
Zawartość
1999 -
Rejestracja
-
Ostatnio
-
Wygrane dni
1
Wszystko napisane przez Ares Prime
-
Kłamstwo czy odwaga? Zdecydowanie wybrałbym druga opcję, ale to trzeba przedyskutować z Luną i Twi, znaczy wybór drogi. dodatkowo to mrowienie w nodze mnie zmartwiło. Czyżby rana była jakoś powiązana z tym kryształem? Gdy skończyłem badać teren, wracam do Księżniczki. - Wnioskuję że chyba czeka mnie kolejny ''test'', jak na pustyni, jeśli to też jeden z tych kryształów pamięci. Poza tym powinniśmy się zastanowić nad wyborem dalszej drogi. Te drzwi są oznaczone jako Ścieżka Odwagi, i Ścieżka Kłamstwa. Moim zdaniem powinniśmy prześć przez ''Odwagę'', ale co wy dwie od tym sądzicie? A gdzie jest Twilight?
-
- Jedno pytanie, jeden przedmiot, i jedno życzenie. Tak teraz brzmią słowa. Sam chciałbym wiedzieć jakim cudem je rozumiem... czuję w nich coś znajomego, niemal rodzinnego. To musi być na bank wytwór moich Przodków. Być może... to dzięki więzi mojego plemienia z dawnymi duchami, która jest symbolizowana przez moje tatuaże, potrafię odczystać te symbole. W każdym razie... - co ten tekst może znaczyć? Możemy zadać jedno pytanie, poświęcić jeden przedmiot, i mieć jedno życzenie?
-
Obejrzałem i oceniam... Odcinek ma bardzo dobrą fabułę, świetne nawiązania i aluzje, i ja tam nie znajduję niczego czego mógłbym się przyczepić. No ok, poza tym że Pinkie przez cały odciniek pomimo braku ust i nosa się nie udusiła. Ja wiem że ona załamuje czwartą ścianę, i wszelkie prawa fizyki ale to już przesada.... A co mi się najbardziej spodobało - to że Trixie, okazała skruchę i przeprosiła. Tak jest, bo takie zachowanie osobiście bardzo cenię u siebie i u innych. Co prawda ten pac na końcu, był trochę nie potrzebny, ale jakoś się go przeboleje. Tak czy siak - wcześniej nie znosiłem tej postaci, a teraz z czystym sumieniem moge powiedzieć że ją lubię, nawet bardzo. Reszta też naprawdę zankomicie wyszła, zwłaszcza sceny pojedynku Twi VS Trixie. Jak dotąd najlepszy odcinek 3 sezonu.
-
Tak... to to samo pomieszczenie jak w mojej wizji. Kropka w kropkę. Tyle że nie poznaję tych symboli i flag, ciekawe cóż mogą ozanczać. Ale tym zajmę się później, teraz lepiej przyjrzę się drzwiom. Nie idę, tylko podlatuję do nich na skrzydłach. Najpierw przyglądam się tabliczkom potem flagom i reszcie. Kryształ zostawiam na koniec, może to znowu jeden z tych kryształów pamięci, więc lepiej jak mam znowu stracić przytomność to na sam koniec.
-
Nie dobrze. Bardzo nie dobrze, mogły zostać uszkodzone nerwy, albo co gorsza mogły być to zatrute kryształy. Można by spróbować wypalić rany ogniem, ale to ostateczność. Może to poprostu bolesne skaleczenie i tyle. Zobaczymy za jakiś czas, jeśli to tylko skaleczenia, to wyliże się. Jeśli jad, pewnie mogę odczuwać zabużenia wzroki, albo mieć trudności z oddychaniem. - Tak... to była chyba sala balowa, nie podobna do tych w Canterlocie. Zupełnie inny styl architektoniczny. - odpowiadam księżniczce, i powoli idę w jej kierunku. - Czyżbyś znalazła za tymi...aała... drzwiami coś podobnego pani?
-
Ukradł Apollowi stado krów, i zamaskował wszelkie ślady. Aby załagodzić gniew brata podarował mu lirę. To tu jest quiz o mitologi a ja nic nie wiem?! No to będę już aktywniejszy!
-
- Dziękuję księżniczko Luno... wystarczy tylko owinąć czymś zranione miejsca a będzie dobrze, wyliżę się szybko. Jednak klucz zadziałał... ponikąd, choć mogło się obejść bez rozlewu krwi. Cóż sam sobie jestem winien, ale dobrze że żadna z klaczy nie ucierpiała. Próbowałem wstać, aby sprawdzić czy rany nie będą przeszkadzać mi w chodzeniu. Mam nadzię że nie są zbyt głębokie, i będę mógł walczyć w razie potrzeby.
-
- Zawsze jestem gotowy pani... Luno. - odparłem spokojnie, gdyż wiedziałem że jestem w dobrych kopytkach. Wziąłem głęboki oddech, zacisnałem zęby. - Zrób to. - powiedziałem krótko, i mentalnie przygotowałem się na nadejście bólu. Pewnie będzie bolało jak diabli, ale nie krzyknę. Nie. Nigdy.
-
-Ała... boli. - syknąłem cicho próbując oddalić się z linii ognia. Gdy podbiegła do mnie Luna z trudem przezwyciężyłem ból. - Nic mi nie jest Luno... to tylko draśnięcia. Czy wam się nic nie stało..ałć...? - spytałem z troską, bo nie mogłbym sobie darować gdyby Lunie, i Twilight przydarzyło się coś podobnego. - Chyba urwało mi kawałek ucha... ała... i przednie nogi bolą. Pewnie magiczne...ałć.. boli jak jasny gwint. Nie podchodźcie do drzwi...
-
Ale.. o co chodzi? Podźwignać brzemię przodków? Dokończyć ich pracę? Coż to może znaczyć? - Co to może znaczyć? Chaos lub ład ?.... - powiedziałem na głos, i dopiero teraz zorientowałem się że jest obok mnie Shiva i Twi. Od razu przeszłem do wyjaśnień. - Widziałem symbole.. które poniekąd rozumiałem. Zanczy, jeśli dobrze rozumiałem... tu chyba byli kiedyś moi Przodkowie, i coś tworzyli, ale zaniechali działania. A teraz... ja jako ich Potomek, muszę dokończyć to co zaczęli. Tyle że nie mam pojęcia co.
-
Hm... nic. Nie tego się spodziewałem. Ale ten chrobot wydaje się znajomy, więc podchodzę do drzwi, i zaczynam nasłuchiwać. Coś chyba próbuje się wydostać... ale głowy bym nie dał. Gdzie ja już to słyszałem....
-
Czyli mamy tu coś w rodzaju klucza, może trzeba wykorzytsać te kamyki. - Twilight, mogłabyś mi pomóc? - mówię do klaczki i tłumaczę jej mój plan. - Mamy tu chyba do czynienia z zamkiem spektralnym, czyli takim którego otwiera się za pomocą światła. To dość rzadki i specyficzny rodzaj zabezpieczenia. Kluczem do rozpracowania go jest zazwyczaj odpowiednia kombinacja i gra świateł. - kurczę, znowu przypominała mi się jakby mimowolnie część wiedzy, z przeszłości. - Potrzebuję twojej magii, i zdolności lewitacji, aby umieścić te kamyki, w otworach na drzwiach.
-
Uh... tego mi było trzeba, kąpieli w chłodnej wodzie, aż miło się ochłodzić po takim słońcu. Otrząsnąłem się jak pies, poczym zabrałem się do działania. - Uważajcie gdzie stąpacie, tu mogą być pułapki. Ktoś kto umieścił tu te drzwi, z pewnością nie chciał mieć tu gości. Przyjrzę się tym drzwiom. Następnie podlatuję do drzwi, aby dokładniej się nim przyjrzeć. Szukam jakiś symboli, czy dziurki od klucza. Czegokolwiek co pozwoli mi się domyślić dokąd mogą prowadzić te drzwi.
-
- Chwileczkę... nie śpieszmy się tak. Twilight, opowiedz dokładnie gdzie leżą te drzwi, jak wyglądają, co jest w ich pobliżu, czy mają na sobie jakieś symbole, każdy szczegół jest ważny. Takich rzeczy przecież nie buduje się tak dla fantazji, lecz zwykle żeby ukryć coś ważnego... lub niebezpiecznego. Czekam chwilę aż Twi opisze drzwi, a potem mówię. - Zatem przyjrzyjmy się tym drzwiom. Prowadź Twilight.
-
Zerwałem się od razu, i ruszyłem za Luną. Od razu mentalnie nastawiłem się na walkę, i przygotowanie. Nie mniej, ciekawość też była. Cóż takiego mogła tam znaleźć Twilight..
-
- Skoro takie jest twe polecenie Księżniczko... zanczy Luno... to będę się do ciebie zwracał po imieniu. Nad pytaniem Luny pomyślałem dobrą chwilę. Nie wiem w co kiedyś wierzyłem. Ale gdyby to przeznaczenie decydowało o naszym życiu... to czy możliwy by był mój powrót do świata żywych? Coś ma być z góry ustalone? Może tylko upływ czasu, i cykl odradzania się przyrody...ale na pewno nie nasze życie. - Luno... gdyby przyszłość byłaby faktycznie zaplanowana, to czy mógłbym wrócić do tego świata? Uważam że każdy jest panem własnego losu. Życie stawia przed nami różne zadania, i wyzwania, jest zbyt losowe i nieprzewidywalne. Nie, ja nie wierzę w przeznaczenie. Wierzę teraz w to że sami decydujemy o naszym życiu. Fakt są siły wyższe, ale nasze życie należy do nas. I to co z nim zrobimy, to tylko nasza decyzja.
-
- Ależ pani, żadna klacz w Equestrii nie może z tobą równać się pięknem. Zawsze tak uważałem. Ojej... czyżby Księżniczka tak faktycznie była zazdrosna? No proszę, kolejna rzecz jakiej się nie spodziewałem. Gdy potarła moją grzywę, aż zarumieniłem się pod czarną sierścią. - No niestety, pamiętam jedynie jej głos z wizji... nic poza tym. Właśnie połykałem daktyla, gdy Luna wspomniała o tym miejscu, i to w jaki sposób do mnie mrugnęła, aż zadławiłem się kęsem daktyla. Przez dłuższą chwilę walczyłem o oddech, kompletnie zaskoczony. Gdy wreszcie udało mi się odzyskać oddech, odparłem z pewnym trudem: - Doprawdy..kheeek khe.. bardzo mi schlebiasz moja miłości...zzannczy moja pani... znaczy Księżniczko... - aż schowałem twarz w kopytach, z lekkiego wstydu. Rany, co ona sobie o mnie pomyśli...
-
- Istotnie, jest bardzo miła i uprzejma, w dodatku świetnie zorganizowana, i gotowa do pomocy. Oraz... jest całkiem ładna.- odpowiadam z lekkim uśmiechem. - Ona pierwsza pokazała mi Ponyville gdy Night Watch mnie tam zaprowadzili. Jak zauważyłem podczas tej wycieczki, posiada liczne grono przyjaciółek, w dodatku dość różnorodnych. Jak sama mi mówiła jest uczennicą twojej siostry zwanej Celestia. Wyrażała się o niej w pochlebnych słowach, że jest bardzo dobrą nauczycielką, ale o Tobie Księżniczko też ma bardzo dobre zdanie. - dodałem szybko, nie chcąc urazić swojej pani, ani sprawić kłopotu Twilight. - W sumie... jej również sobie nie przypominam, znaczy twojej siostry, Pani.
-
- Trudno powiedzieć... ale coś pamiętam. Goniła mnie wtedy cała chmara Podmieńców, już mieli mnie dopaść, ale w jednej chwili jakaś bariera oddzieliła mnie od nich. Potem..hhmm... - usiłowałem sobie przypomnieć dalsze szczegóły. - Potem chyba natknąłem się na kryształ, bardzo podobny do tego. Potem był błysk, i ból... straszliwy ból, jakby ktoś wbijał mi rozażone gwoździe w całe ciało..brr- na samo wspomnienie aż się wzdrygnąłem - ... ale nie byłem już wtedy w ich gnieździe, tylko na pustyni. Więcej nie przypominam sobie, przykro mi, księżniczko.
-
Przyznam że twórcom udało się mnie zaskoczyć. Motyw ''złej'' Babs Seed, bardzo fajna i klimatyczna piosenka, nawiazanie do ''Bohatera ostatniej akcji'', i motyw z Drużyną A, wiele uroczych scenek z CMC... ten odcinek naprawdę jest super! I wg mnie najzupełniej wystarczy ten odcinek poświęcony CMC w tym sezonie, bo skoro mam 13 odcinków na ten sezon, to lepiej poświęcić więcej uwagi mane6. I tylko jedno mnie bolało - trochę za mało AJ....znowu.
-
Dopóki nie obejrzałem do końca odcinka, myślałem sobie ''a to franca, i jeszcze dresiara'', ale gdy wszytsko się wyjaśniło, to nawet ją polubiłem. Fajnie że CMC się powiększyło o nową członkinię, zyskuje przy bliższym poznaniu.
-
- Księżniczko... może to wydawać się dziwne, ale jestem pewien że musimy dalej kierować się na wschód, przynajmniej dopóki nie opuścimy ziem Zmeinnego Imperium, czy tej pustyni, lub nie natrafimy na jakąś wioskę, gdzie zdobędziemy informacje co do dokładniejszego położenia Equestrii. Najważniejsze to iść dalej i nie poddawać się, brak działania jest najgorszym możliwym wyborem. - odparłem najzupełniej poważnie. Ale zamurowało mnie kiedy Księżniczka pokazała mi ten sam zielony kryształ. - Tak, to ten sam kryształ. Ale jakim cudem wziąłby się w rzeczywistym świecie...
-
- Co jest do diabła? Co to za głosy... Kim wy jesteście ? - mówię bardziej do tych głosów. Przy okazji próbuję się poderwać z miejsca, aby sprawdzić czy możemy w razie kłopotów uciec.
-
- Uff... nareszcie trochę wody, i cienia. Moje panie, chrońcie się przed słońcem, ja muszę zrobić kilka rzeczy... Prowadzę klacze ku jeziorku, i pierwsze co robię, to próbuję wody, aby sprawdzić czy jest zdatna do picia. Potem zrywam na liść trochę daktyli, aby Księżniczka i Twilight mogły coś zjeść. Na szczęście jest tu wystarczajaco dużo owoców, abym i ja mógł coś podjeść, oraz żeby zabrać trochę na dalszą drogę. Gdy podałem na dużym liściu owoce daktyla swoim towarzyszkom, siadam obok Luny. - Czy coś cię trapi moja Pani? Gdy opowiadałem moją historię, wydawałaś się... przejęta, i zmartwiona. Coś jest nie tak?
-
Że tak się spytam Sombra... 1. Pamiętasz swoich rodziców? 2. Czy jak byłeś mały, to też miałeś takie mrhoczne oczy? 3. Czy inne dzieci śmiały się z twojego nietypowego rogu? A może się bały? 4. Jak myślisz, dałbyś radę pokonać Nightmare Moon w walce 1vs1 ? Wszytskie chwyty dozwolone. I co byś z nia zrobił gdybyś wygrał?
