-
Zawartość
1999 -
Rejestracja
-
Ostatnio
-
Wygrane dni
1
Wszystko napisane przez Ares Prime
-
- Zatem do zobaczenia, panno Rarity. Miło mi było cię poznać. - opadłem z lekkim uśmiechem i wyszedłem za Twilight. Gdy zrównałem się z nią rzekłem: - Przyznaję że panna Rarity, jest niezwykle... czarująca i urodziwa. I taka... jakby to powiedzieć.. szczodra. Ale wróćmy do pierwotnego zamiaru. Mówiłaś coś o jeszcze jednej twojej przyjaciółce, jak jej było na imię? Fluttershy tak? Czy ją też moglibyśmy też odwiedzić?
-
- Szaty? Nie..nie.. dziękuję nie potrzebuję niczego takiego. Naprawdę nie trzeba, panno Rarity. Ale gdybym kiedyś potrzebował, będę wiedział do kogo się zwrócić. Masz moje słowo. Ta Rarity... naprawdę jest całkiem sympatyczna. Tylko czmue tak dziwnie się na mnie patrzy...?
-
No proszę... całkiem gustowny i ładny budynek, trochę dziwnie kontrastujący z tym artystycznym bałaganem wenątrz. Pewnie to jakaś krawcowa, albo coś. Ale to nic w porównaniu, z samą właścicielką butiku, która okazała się naprawdę uroczą, śliczną, i dystyngowaną klaczą. Rany, jest naprawdę śliczna... dobrze że moja czarna sierść uniemożliwia mi rumienienie się. Madame... czyli zakładam że ta Rarity ma o sobie dość wysokie mniemanie, ale zdaje się być sympatyczna. Hmm sprawidzimy to. Podszedłem do białej klaczki, pokłoniłem się elegancko, i delikatnie chwyciłem jej kopytko i ucałowałem. - Witam panno Rarity, miło mi cię poznać. Nazywam się Nightwing. - pozwołem sobie na delikatny, smutny uśmiech. - Przepraszam, ale nie potrafię nic więcej o sobie powiedzieć. Mam pewne... kłopoty z pamięcią.
-
- Hm... tęczowa grzywa... naprawdę niezwykłe... - zamyśliłem się ale niemal natychmiast spoważniałem. Czyli czekały mnie jeszcze 2 spotkania z przyjaciółkami Twilight? Cóż, może jednak warto zaryzykować? Ostatecznie co mam do stracenia. - No dobrze, panno Sparkle. Możemy odwiedzić twoją przyjaciółkę Rarity, jeśli to ma uchronić cię przed jej gniewem, to nie ma problemu.
-
Całkiem ładne to Ponyville, nie powiem. Ma swój urok. - Dość... nietypowa architektura panuje w tym miasteczku panno Saprkle. Jest taka dziwnie..hmm..cukierkowa, ale ładna. I wtedy usłyszałem czyjeś chrapanie. Jakiś inny pegaz ucinał sobie drzemkę. Co dziwne, miał tęczową grzywę. I to mnie zaintrygowało. - Przepraszam panno Sparkle... ale kim jest ten pegaz na górze? Czy on ma tęczową... gzywę? Dobrze widzę, czy wzrok mi szwankuję? - spytałem, przecierając oczy.
-
- Dwie godziny? Do czego? Do tej imprezy? Wybacz, ale jakoś nie cieszy mnie ta perspektywa. Nawet nie wiem kim naprawdę jestem, a ta różowa klaczka, wpada tu jak z armaty i mówi żebym się rozweselił? Wybacz Panno Sparkle.... ale wcale nie mam ochoty do śmiechu, ani na imprezki. Eh... możemy wreszcie wyjść z tej chaty? chciałem nieco rozprostować skrzydła, i kości. Impreza... jasne. Tyle że beze mnie, nie skorzystam.
-
Mam tylko jedno pytanie do księciunia. Czemu zachowujesz się jak skończony ignorant i bubek ?
-
- Co do... - to było dla mnie zaskoczenie widząc kogoś, kto nie leży po tym rzucie. Nie opuściłem bojowej gardy, ta różowa klacz była jakaś dziwna. I delikatnie mówiąc, była też chyba lekko stuknięta. Mówię do niej spokojnie i stanowczo. - Nazywam się Nightwing. I dam ci radę na przyszłość panno Pinkie : nie próbuj mnie zachodzić od tyłu. Tak dla własnego bezpieczeństwa, i zdrowia. Mogłaś skończyć źle... Zaraz.. weszłaś tu przez komin?
-
Szczerze? Nie cierpię typa za jego zachowanie. To tyle...
-
- Panno Sparkle... jesteś pewna że nikt cię nie śledził gdy tutaj szłaś? Mam złe przeczucia... też czujesz ten zapach? Co to znaczy... czyżby jakiś jarmark był na zewnątrz? I czemu nie dziwi cię że walczyłem z Cahgelingami... przecież to wrogowie. Mówili że jestem im do czegoś potrzebny, zwłaszcza jakiejś Chrysails. Czemu cię to nie dziwi co? - spojrzałem na nią podejrzliwie przeszywającym wzrokiem. Ostrożnie odwracam się, gotów powalić na ziemię przeciwnika, gdyby jednak okazało się że ktoś za mną stoi.
-
- A kim jest dokładnie ta księżniczka Celestia? O niej też nie slyszałem.... Ona coś wie, o czym mi nie chce powiedzieć. Ale nie będę jej zbytnio naciskał, sama mi powie jeśli trzeba. Chyba wydaje się zmartwiona moim losem, ale lepiej nie dam się uśpić. - Co pamiętam...hmm.. - zamyśliłem się chwilę, i spróbowałem przypomnieć sobie cokolwiek. Spojrzałem na swój medalion, i jakby tak trochę wróciła mi jasność myślenia. Wreszcie po kilku minutach odparłem : - Cóż... pamiętam jak się walczy, nawet z większą liczbą przeciwników, umiem złamać nogę, albo skrzydło, kucykowi w 4 miejscach, umiem się skradać cicho, i znienacka nokautować przeciwników. Chyba potrafię też szybko i cicho latać. Zanim tu trafiłem miałem małe starcie z Changelingami. Jeden skończył z połamanymi kośćmi, drugi stracił wszystkie kły, kilku zdjąłem po cichu... i to wszystko co wiem o sobie. Więcej nie umiem powiedzieć, przykro mi...
-
Banuję Blacka no bo ponieważ.
-
Bana ci Arku, bo masz tak samo na imię co ja !
-
Jeździec Wojna z Darksiders
-
Ten post nie może zostać wyświetlony, ponieważ znajduje się w forum, które jest chronione hasłem. Podaj hasło
-
Trentołak Pospolity Stworzenie przypomina skrzyżowanie pająka z mrówką, jest wielkości średniego psa. Nalezy do rodziny pająków. Występuje w najbardziej niedostępnych matecznikach lasu Everfree. Długość ich życia jest znikoma, tylko para królewska może dośyć wieku sędziwego, ale ich podwładni żyją tylko kilka lat, a nawet kilkanaście dni. Jego najbardziej szczególną cechą jest to że mimo iż jest pajęczakiem, to zakłada kolonie podziemnie jak mrówki, ale nie są one tak liczne. Są bardzo jadowite, i nie jednen podróżnik rozstał się z życiem, padając ich ofiarą. W gnieździe żyje do 40 odobników, które dzielą się na : Parę królewską - samiec i samica, najwięksi mieszkańcy gniazda, potężne pająki. Ich jedyną rolą jest produkowanie potomstwa. Są wielkości byków, i mogą dożywać nawet 80 lat. Żołnierze - wyposażeni w potężne szczękoczułki, i twarde pancerze, te groźne stwory mają za zadanie bronić królewską parę, oraz terytorium łowieckiego trentołaków. Są zawzięci, zawsze atakują grupami, posiadają niebezpieczne żądła jadowe. Żyją dłużej niż robotnicy, nawet kilka lat. Robotnice - bezpłciowe osobniki, które zajmują się polowaniem na ofiary. Ich jad obezwładnia ofiarę, a potem oplatują ją nićmi, i ciągną do leża. Są najliczniejsze w kolonii, ale potencjalnie najsłabsze, i po 10 dniach od wyklucia poprostu umierają, i są zastępowane nowymi osobnikami.
-
Nie usłyszała jak się przedstawiałem? Hm.. Nawet ładna jest, nie powiem. Tylko czemu rozchyliła okna... ja wolę przebywać w cieniu. Usiadłem naprzeciwko niej, spojrzałem jej głęboko w oczy. - Nazywam się Nightwing. Pochodzę.. chyba nie tak znowu z daleka. W nocy przyprowadzili mnie tu...hmm.. starzy znajomi. Chyba... Przepraszam, ale nie mogę dużo o sobie powiedzieć... mam kłopoty z pamięcią. Zresztą nie tylko z pamięcią... Powiedz mi panno Sparkle... jak nazywa się ta kraina? Co to jest Canterlot? Kim jest Księżniczka Luna? Ponoć jesteś tu bardzo ważna, musisz coś wiedzieć. Błagam, powiedz mi...
-
Odkładam listę adresów, i ostrożnie podchodzę do drzwi. To pewnie ta ważna klacz... Twilight Sparkle... intrygujące imię. Podchodzę do drzwi, i ostrożnie otwieram. Jakby co, od razu uskakuję do tyłu. - Tak... istotnie jest ktoś w domu... - odparłem spokojnie, bez emocji. Uchyliłem bardziej drzwi żeby przyjrzeć się swojemu gościowi. Spróbuję zatem być uprzejmy, jak mi radzono. - Witam panno Twilight Sparkle. - powiedziałem kłaniając się uprzejmie, i wyciągając kopyto do przywitania. - Nazywam się Nightwing, co cię do mnie...sprowadza.
-
- Admirał Hoofer, rozkazał wtedy wycofać się między chmury burzowe. Był to manewr niezwykle ryzykowny, ale dzięki temu zdołał opóźnić pogoń wrogich sił. Dodatkowo wysłał kilkoro swoich żołnierzy zeby sprowadzili część chmur nad wrogie oddziały, przez co skutecznie zostały zatrzymane, a siły Admirała zdołały uniknąć masakry. Dziś ten manerw nazywamy Burzą Hoofera, sir. ____________________________ Nadejście niechcianego wspomnienia sprawiło że wybudziłem się z transu. Nagłe obudzenie sprawiło że częsciowo wyleciało mi z głowy to, o czym sobie przypominałem za ten czas. Wiedziałem natomiast jedno - ta Luna, była kimś dla mnie ważnym, bardzo ważnym. Chyba muszę spróbować się z nią skontaktować... Chyba już był ranek, bo słońce świeciło. Korzystając z chwili wolnego, pozwiedzam sobie dom, i zobaczę ten spis adresów do korespondencji
-
- Kim... Pani jest ? Pani Księżniczka Luna? - spytałem zdziwiony, popłakując. - oni... Oni się smieją ze mnie.. Bo nie mam jeszcze CM, i nie umiem latać... Mówią że nikt nigdy mnie nie zechce... Bo mam wstrętną czarną sierśc. - tu rozryczałem się na dobre. - Ja tam niewrócę niechcę.. Oni mnie nienawidzą... - zapłakałem smutno. - Tylko gwiazdy i księżyc nie śmieją się ze mnie... - próbowałem otrzeć łzy ale bez skutecznie.
-
Nick : fajny, podoba mi się Avek : musisz to drzewko podlać, bo już usycha Sygna : jak ja lubię życiowe mądrości. Aprobuję User : Witam serdecznie nowego usera !!
-
Siemka Gwiazdeczko Mam takie pytanie na temat Spike'a. - Jak traktowała go twoja rodzina, po tym jak go przygarnęłaś po wykluciu? Bardziej jako zwierzaka, czy może raczej jako faktycznie członka waszej rodziny? Jak zareagowali na niego twoi rodzice i brat? - Co tam u ciebie ogólnie słychać? - Czytałaś już może My Little Twinkie?
- 328 odpowiedzi
-
- Zapytaj
- Twilight Sparkle
- (i 3 więcej)
-
Zrezygnowany wszedłem do chaty. Nawet nie czytałem adresu, chciałem poprostu pobyć sam i pomyśleć chwilę nad tym wszystkim. Chata była urządzona dość prosto, bez większych wygód, w prostym żołnierskim stylu. I dobrze. Łazienka, kuchnia, sypialnia i salon. Dla mnie wystarczy. W sypialni stało łóżko z pościelą, i stolik nocy z lampką. Potrzebowałem wyciszenia, i to bardzo. Wziałem koc i złożyłem go w kostkę, i położyłem na podłodze. Usiadłem na nim w pozycji kwiatu lotosu i zacząłem medytować. Próbowałem przywołać jakieś wspomnienia, cokolwiek z przeszłości. Zwłaszcza szukałem czegoś o tej księżniczce Lunie...
-
- Co ty mówisz starcze... nie... to niemożliwe... a jeśli nawet... to dlaczego ja nic nie pamiętam.. Tysiąc lat... to.. to niemożliwe. To mnie zdruzgotało, byłem totalnie załamany. Ale... ale jeśli miałem się czegoś dowiedzieć, musiałem udać się do tego całego Ponyville. Tam może dowiem się czegoś o sobie... oby. - Prowadź do tego Ponyville. Ostatecznie złożyłem obietnicę, pójdę z wami.. Ruszyłem za nimi, powoli. Byłem załamany i już nie wiedziałem w co wierzyć. Kim ja tak naprawdę jestem, i czemu żyję ponownie? Dlaczego to przydarzyło się właśnie mnie...
