Jump to content

Krysztalowe Oblezenie [Z][Crossover][WWII][Violence][Adventure][Romans][Sad][Slice of life][Grimdark][Dark][Crystal siege]


Recommended Posts

Nie raz i nie dwa zbierałem się już do napisania tego komentarza. Najpierw, kiedy wypuszczone były jedynie trzy rozdziały Oblężenia, potem gdy miało ich sześć, siedem… aż do teraz. Nie pomagał również fakt, że z każdym rozdziałem ciężej było mi złożyć wszystkie moje odczucia w jedną, spójną opinię. Przyszedł jednak czas, by wziąć w obroty tę, jak to określa sam autor, powieść.

 

SPOILERS AHEAD, TAKE CARE

 

Miejmy od razu z głowy jeden z najprostszych zarzutów, jakie mogę z czystym sercem wysunąć Oblężeniu. Gdyby nazwać je powieścią jedynie ze względu na przynależność gatunkową, nie miałbym nic przeciwko temu. Autor jednak usilnie tworzy dookoła swojego dzieła aurę wielkości, próbuje już na wstępie przekonać, że jest to dzieło stojące ponad przeciętnymi, przydługimi opowiadaniami; nie zwykła fanowska fikcja, a profesjonalna książka, ba, będąca największym dziełem polskiej części fandomu. Problem w tym, że Oblężenie do związanych z tym oczekiwań nijak nie dorasta.

 

W znaczącej części jest to zasługą zatrważającej strony technicznej. Nie raz i nie dwa natknąłem się podczas lektury na niewłaściwy zapis dialogów, literówki, brak znaków przestankowych, niekonsekwentnie używane odstępy, a nawet nagłe zmiany używanej czcionki czy koloru… Z każdym rozdziałem lista tych uchybień robi się dłuższa i dłuższa. Być może gdyby wersja na GDocsach nie była uznana z góry za gorszą, znalazłaby się jakaś dobra dusza, która w odpowiednich miejscach zostawiłaby pomocne komentarze.

 

Nie mam zamiaru oczywiście całej winy za stan techniczny zwalać na bogu ducha winną korektę, jakkolwiek kilkakrotnie zdarzało mi się zastanawiać, czy w ogóle miała ona miejsce. Już nie od niej zależał styl autora, o którym odrobinę rozpisał się Dolar we wcześniejszym komentarzu. Teraz jednak rozdziałów jest więcej i z pewnym smutkiem muszę powiedzieć, że zmiany, o ile jakiekolwiek zaszły, są niezauważalne.

 

Jedną z rzeczy najbardziej rzucających się w oczy jest godne podziwu łamanie wszelkiego, mozolnie wytworzonego klimatu za pomocą jednego czy dwóch słów. Jak ten nieszczęsny regulamin, tak kolący w Dolarowe oczy, tak “reumatyczna granica” (co autor miał na myśli?) czy “cała moc nokturnu” zmusiły mnie do przerwy w czytaniu. Na tym nie kończą się umiejętności doboru słów, oczywiście. Nigdy nie widziałem w niekomediowej literaturze użytych takich wyrażeń, jak “fiksum dyrdum”, czy “ni z gruszki ni z pietruszki”, których poważne traktowanie jest czymś, do czego zdolny nie jestem, tym bardziej, gdy pojawiają się w narracji. Naprzeciw nich stają słowa niepotrzebnie skomplikowane, użyte tylko dlatego, że zdają się brzmieć mądrze czy wzniośle, a tak naprawdę nie przekazują tego, na co wskazywałby kontekst zdania. Ten zresztą również jest czasami mało pomocny, gdyż błędy składniowe i nieprawidłowe związki wyrazowe skutecznie mu to uniemożliwiają.

 

Konsekwencje tego stanu rzeczy nie są bynajmniej jedynie kosmetyczne. Sposób, w jaki opisywane są wydarzenia, nieraz utrudnił mi, czy wręcz uniemożliwił właściwe odczytanie tekstu. Sceny, które mają na celu przedstawienie życia codziennego, bardzo często wychodzą sztucznie i nieprzekonująco. Te zaś, które powinny być poważne, dzięki słowu czy dwóm tracą większość swojej wiarygodności.

 

To akurat może być także winą postaci, które w tychże scenach występują. Charaktery bohaterów zawsze ciężko ocenić w przypadku dłuższych dzieł, gdyż mogą się zmieniać albo być niezbędne dla dalszych wydarzeń fabularnych, co odrobinę by usprawiedliwiało niesympatyczność bohaterów. Nie zmienia to w żadnym stopniu faktu, że jedyną spośród nich, na losie której w jakimkolwiek stopniu mi zależało w trakcie lektury, była Mistel. Z jednej strony z radością gratuluję autorowi, że zdołał tak porwać mnie wątkiem, który pojawił się góra trzy razy. Z drugiej zaś, przykrą sprawą jest, że niemal cała reszta mogłaby spłonąć, a ja nawet bym nie wstrzymał lektury, by zastanowić się nad ich losem.

 

Najprościej zacząć będzie od szóstki głównych bohaterek serialu, które póki co nie miały szczególnie wiele czasu antenowego, lecz nawet Dolar w swoim wczesnym komentarzu dostrzegł pewne problemy w ich kreacji. Pod piórem autora zmieniły się w przerysowane wersje swoich kanonicznych wersji. Applejack jest jeszcze bardziej prostacka, Rainbow Dash jeszcze bardziej tępa, Rarity bardziej wyniosła i rasistowska, Pinkie głupsza… Fluttershy stanowi szczególny przypadek, gdyż z jednej strony jej charakter został zrównany z ziemią przez wypowiedź w pierwszym rozdziale, później jednak wdarła się niekonsekwencja, przez którą wpasowała się w schemat swoim tchórzostwem. Gdyby chociaż wykorzystała swoją znajomość z księżniczkami, by wyrwać siostrę spod opieki rodziców i uchronić ją od tego, co ją samą spotkało w młodości, zachowałaby chociaż swoją troskliwość. Wtedy nawet nie burzyłbym się, gdyby w dalszej części miała zostać komandosem i osobiście wyrywać gardła sombryjskim oficerom. Najwięcej  godnego pochwały charakteru Elementy Harmonii pokazują niestety niewielkimi gestami, jak wtedy, gdy Rarity odrzuciła negatywne odczucia wobec siostry, czy reakcja Applejack na wieść o wojnie. W tym prostym przyłożeniu kapelusza do piersi zawarło się więcej emocji, niż w jakimkolwiek przekombinowanym, patetycznym dialogu.

 

Twilight zaś… tak jak i w serialu jest traktowana jako główniejsza z głównych bohaterek, tak wypada poświęcić jej osobny, choć odrobinę krótszy akapit. Nie zaskoczył mnie fakt, że to w niej obudziło się poczucie obowiązku; jest to motyw częsty w przypadku opowiadań, które zakładają pogrążającą się w wojnie Equestrię. Pozwolę sobie porównać tę kreację z dwoma innymi, akurat anglojęzycznymi, które najlepiej mam zachowane w pamięci. Pierwszą z nich jest Upheaval, gdzie Twilight nie tylko czuje potrzebę ochrony wszystkich nieświadomych Equestrian w Wewnętrznej Equestrii, chronionej przed trwającą od wieków wojną, lecz także solidarność z walczącymi, o których podczas bezpiecznego życia nie miała nawet pojęcia, a do wszystkiego dochodzi fascynacja nigdy wcześniej nie widzianą magią bojową. Drugi to The Immortal Game, w którym powierniczka Elementu Magii również zostaje obarczona rolą dowódczą, okazuje się jednak być do tego przez Celestię subtelnie szkoloną i przygotowaną przez całe swoje życie, a w uzyskaniu autorytetu pomaga jej także niewiarygodna potęga magiczna, pozwalająca jej stawić czoła bogom. W obu tych przypadkach okoliczności sprawiają, że rozwój jej osobowości nie wydaje się bezpodstawny. Tutaj Twilight po prostu nagle oznajmia “Hajda na wojenkę!”

 

Nie lepsze wydają się equestriańskie władczynie, które ze względu na to, jak często to właśnie ich losy obserwujemy, można śmiało nazwać centralnymi postaciami tekstu. Spośród rzeczy, które wyczytałem we wcześniejszych komentarzach, nic nie zaskoczyło mnie tak, bardzo, jak pozytywna ocena ich kreacji. Jak można się domyślić, moje zdanie jest odrobinę inne. Zarówno Celestia, jak i Luna, posiadają cechy które w zamiarze miały chyba uczynić je bardziej wielopoziomowymi i prawdopodobnymi postaciami. Tak więc mamy księżniczkę dnia, która dla swoich poddanych jest wyjątkowo miła, czy wręcz kochana… wystarczy jednak, że któryś z nich wyrazi sprzeciw wobec któregoś z jej pomysłów, a budzi się w niej dyktatorka. Nie przeszkadza jej to oczywiście zaniedbywać swojego państwa, cechować się niemal imponującą próżnością (a przy tym rumienić się, gdy jest czczona jako bóstwo) i mieć mniejszego pojęcia o magii niż nieobecna przez tysiąc lat siostra. Ta nie jest zresztą wiele lepsza. Młodsza z alicornów jest co najmniej psychicznie niestabilna, mściwa i brutalna, a mimo to nie życzy sobie, by jej imieniem nazywano narzędzia śmierci. Fakt, że “tajemnica” jest dla niej słowem-workiem niemal tak pojemnym, jak “gwiazda” dla Rafała Wojaczka, uznam za coś, co irytuje jedynie mnie. Cokolwiek próbował zrobić autor, jeżeli tylko jego zamiarem nie było przedstawienie władczyń nie nadających się do rządzenia, w moich oczach poległ. Kto w końcu ukrywa niebezpieczną technologię w oddalonej, wojowniczej prowincji, by potem zapomnieć o niej na ćwierć wieku, niemal prosząc się o zdradę?

 

Dalej wypadałoby przejść do dowódczej trójcy Equestrii. Nie można na ich temat powiedzieć zbyt wiele, lecz zarazem nie są to bynajmniej tak krytyczne rzeczy, jak w przypadku wspomnianych wyżej postaci. Dornier pokazał się jako żołnierzyk o skrzywionym poczuciu honoru i postać w żadnym razie sympatyczna, niemniej jednak jego charakter jest spójny i wiarygodny. Lighthouse to klacz dość przyjemna, od której da się wyczuć troskę o tę gałąź wojska, nad którą sprawuje pieczę. Depicted Picture zaś, oprócz imienia, przez które chwytam się za głowę, ma całkiem ciekawy charakterek, dzięki któremu jeszcze jej nie skreśliłem. Patrząc na nich, ród Night Eye, czy nawet parę z pierwszego preludium albo upadłego imperatora, którego imienia ani kraju nie przywołam z obawy o własne zdrowie psychiczne, łatwo dostrzec, że w pisaniu tego typu postaci autor czuje się lepiej, a przynajmniej osiąga lepsze efekty.

 

Nie wygląda to niestety tak dobrze po drugiej stronie barykady. Choć Sombra odrobinę zaczął bronić się przed zarzutami Dolara, który nazwał go “zwyczajnym idiotą i kretynem”. Uchylono przed czytelnikami rąbka tajemnicy, jak to udało mu się przejąć władzę w państwa składowych Sombrii… wciąż jednak nie zobaczyliśmy bezpośrednio nic z jego sprytu. Fragmenty, w których mu towarzyszymy, wciąż ukazują go jako kogoś dość bezmyślnego, wzywającego swoich doradców, by opowiedzieć sen, który wydał mu się ważny, a potem wyjawiającego swoje słabości komuś, kto jest tak ewidentnie dwulicowy, że jego zdrada jest tylko kwestią czasu, a dawanie mu amunicji to największe głupstwo. Nie, żeby Slither pokazał się jako ktoś inny, niż nadmiernie wulgarny typ spod ciemnej gwiazdy. White Fire’a i Śnieżynki było póki co zbyt mało, by mieć o nich konkretną opinię, jednak klacz jest co najmniej intrygująca.

 

W tym miejscu można by postawić znak obwieszczający koniec tej najbardziej krytycznej części komentarza. O ile wierzę, że wspomniane wyżej elementy tekstu, zwłaszcza dotyczące strony technicznej, mają szansę zmienić się na lepsze, następne zarzuty mają odrobinę inny charakter. Nie zmienia to faktu, że z chęcią zobaczyłbym odpowiedź autora, gdyż dotyczą one samej idei opowiadania i niektórych podjętych przez niego wyborów.

 

Na pierwszy ogień nich pójdzie pomysł z odtworzeniem II wojny światowej w Equestrii. “X, tyle że z kucami” to coś, z czym na fimfiction dane mi było spotykać się na każdym kroku, można więc powiedzieć, że jestem w pewnym sensie zahartowany. Rzucił mi się dzięki temu w oczy jeden problem: zazwyczaj opowiadania tego typu są ciekawe nawet dla kogoś zaznajomionego z materiałem źródłowym, ponieważ autorzy zmuszeni są znaleźć wytłumaczenia dla pewnych elementów, bez których całość by, najprościej mówiąc, nie działała. Tego póki co Oblężenie zaskakująco zręcznie unika. Nie dowiadujemy się, jak maszyny i broń przystosowane są do bycia obsługiwanym przez kuce. Magia zostaje, mam nadzieję że jedynie pozornie, wyłączona z rozgrywki. Poznajemy magiczne stworzenia, lecz tylko po to, by odciągnąć je od wojny. Nawet to, co zostało wyjaśnione, czyli pochodzenie zaawansowanego uzbrojenia, nie jest szczególnie porywające. Dawna technologia, ukryta dla dobra ogółu, lecz nie zniszczona “bo powody”? To banalny i uniwersalny motyw, który mógłby zostać wykorzystany w każdym uniwersum. Czemu więc kuce, a nie jakieś inne humanoidy?

 

Może dlatego, że wtedy pozostałaby jedynie uproszczona wersja II wojny światowej, w której pozbawieni ideologii naziści są tymi dobrymi, a wróg-komunista zostaje wyniesiony do rangi zła ostatecznego.

 

Nie pomaga także to, że autor usilnie próbuje kuce uczłowieczyć w najprostszy sposób. Dajmy im chwytne kopyta, w których będą taszczyć miecze i karabiny. Ubierzmy je i posadźmy za sterami maszyn, które kawałek po kawałku odrą je z różnic względem człowieka. Ba, dajmy im nawet miesiączkę, bo to taki cudowny motyw, kopalnia fabularnego złota, któremu po prostu nie można się oprzeć! Pytam więc: czemu nie pójść na całość i nie napisać anthro? Ponieważ to odarłoby czytelników z resztek złudzeń?

 

Nie jestem także pewien, na ile dobre czy konieczne było umieszczenie w powieści szóstki głównych bohaterek serialu. Jest to motyw nad wyraz popularny w tego typu opowiadaniach (w końcu wielu to właśnie o nich chce czytać czy pisać), jednak powinien on być poparty choć szczątkowymi argumentami. Tutaj role zostają im przydzielone z marszu, bez żadnych prób czy testów, co można usprawiedliwić jedynie, jeżeli jest celowym zabiegiem, by czytelnicy mogli być świadkami porażek Elementów, wtedy jednak będę mieć kolejny argument na poparcie mojej opinii o księżniczkach.

 

Znów mamy jeden szczególny przypadek, tym razem Rarity. Rozumiem, że można chcieć zrobić z głównych bohaterek jednostki wyjątkowe, lecz trzeba znać pewien umiar. Nie ważne, jak wybitną projektantką jest biała jednorożka, zrzucenie na nią stworzenia nie tylko mundurów, lecz także symboli i odznaczeń jest zwyczajnie przesadne. Nieprawdopodobne, wręcz.

 

Kolejne moje zarzuty są coraz mniej poważne… i coraz mniej są zarzutami. Nazwanie całej rodziny Dorniera tak, by potem można było te miana przekazać na maszyny związane z lotnictwem mnie rozbawiło, nie wiem jednak, czy to zamierzona przez autora reakcja. Brummbär nie jest ani owadem, ani nazwą używaną przez nazistowskich żołnierzy. Opis smoka również był tak karykaturalny, że nie mogłem go potraktować poważnie. To już mniejsze rzeczy, które często nie są same w sobie problemami.

 

Jest jednak jeszcze jedna sprawa, którą chciałbym poruszyć. Mianowicie, pomimo tego wszystkiego, co zawarłem w powyższych akapitach… przy czytaniu Oblężenia świetnie się bawiłem. Mimo wszelkich błędów, potknięć, głupot i absurdów, jest w tym tym dziele coś, co sprawiło, że nie zadowoliłem się jedynie zignorowaniem wszystkich niedociągnięć i zabrałem się do tego przydługiego i w większości dość negatywnego komentarza. Uznałem po prostu, że autor czegoś takiego nie potrzebuje klepania po główce i zrozumie, że jeżeli nie wspomniałem o czymś, nie mam żadnych zarzutów, lub też umknęło to mojej uwadze, co postaram się w swoim czasie nadrobić.

Póki co jednak nie mogę nazwać Kryształowego Oblężenia niczym innym, jak tworem niemal z kategorii tak złych, że aż dobrych. Jak inne takie dzieła część rzeczy robi wystarczająco dobrze, by lektura nie była udręką, inne zaś były w swej niedoskonałości zaskakująco przyjemne.

 

Niech więc żyje dalej ze swoimi złoczyńcami w szlafmycach, niepotrzebnymi rozmowami o seksie i bezpłodności i porażająco przesadzonymi dialogami. Inni niech dalej znajdują rozrywkę w tekście i dyskusjach o nim. Ja też będę wciąż czytać, zarazem bojąc się i oczekując dnia, w którym ta powieść przestanie mnie bawić.

  • Upvote 8
Link to comment
Share on other sites

Aleś się towarzyszu spisał. Oj to wylałeś wszystko co na sercu miałeś ... i słusznie. Masz u mnie plus :) Za szczerość względem dzieła pana Kapitana, która mu się należy kolejny plus XD Teraz tylko czytać co Kapitan wrzuci dalej.

Ps. Panie Kapitanie! Prace ruszyły, a efekt końcowy będzie dostępny echem khem echue! ... Właśnie wtedy :)

Link to comment
Share on other sites

Po pierwsze, dziękuję za uwagę i chęci napisania czegoś tak długiego jak niejeden fanfik.

 

I skoro recenzent bez ogródek przeszedł do krytyki, to również od razu rozpocznę polemikę.

 

Po pierwsze, tak szczegółowa recenzja na aktualnym etapie publikacji to jakby napisać recenzję "Władcy Pierścieni" w chwili, kiedy drużyna wychodzi z Morii i powiedzieć, że "taka skakanka w stylu gry komputerowej, przydługie dialogi". Zgadza się w sumie... ale jeszcze przed nami dwa i pół tomu!

 

Odniosłem wrażenie, że nie za bardzo zrozumiałeś ten tekst. Być może wynika to z jego nośnika, ja też nie lubię czytać pdfów czy czegokolwiek na komputerze, bo wtedy trudniej wczuć się w klimat, trudniej uchwycić duszę nawet poezji. Nie wiem, czy każdy, ale niektórzy zdecydowanie preferują fizyczne wydanie dzieła, więc wszelkie znajdujące się w internecie fanfiki, bez ich wydrukowania, posiadają swego rodzaju handicap.

 

By nie być gołosłowny: "Tranzycję" też tak nisko oceniłem, ponieważ nie zrozumiałem tego tekstu.

 

 No i nie jestem pewien, jak do końca interpretować to wszystko. Może jakbyś dorzucił jakąś wskazówkę? Bo napisane to jest ładnie… ale gdzie tu kucyki? I o co chodzi? No i gdzie ta tranzycja?

 

Moje przypuszczenie nie jest oparte na tym, że praca została skrytykowana... choć jest to też pewna wstydliwa prawda, że z reguły teksty nam się nie podobają, bo mamy problem z odtworzeniem toku myśli autora. Jednak część zarzutów naprawdę, szczerze, wydaje mi się być nietrafiona dla osoby, która to dobrze skonsumowała.

 

Kwestia "niekonsekwencji" charakterów, np. Celestii. Chciałem uniknąć tworzenia płaskich, choć kolorowych postaci typu Voldemort lub Legolas (filmowy ofc), które może i są precyzyjnie rozrysowane, ale tylko w pewnych ograniczonych sferach. Celestia jako skuteczny władca musi operować na wielu płaszczyznach psychologicznych. Być i serdeczna, i surowa. To wydaje mi się oczywiste. Każdy człowiek jest ogromnym tyglem różnych stanów. Celestia może rumienić się od usłyszanego komplementu i bez mrugnięcia wysyłać miliony na śmierć. Czemu tak sądzę? Bo tacy są zwykli ludzie. Bo tacy są ludzie znani np. z historii. Trochę zły przykład (nie chcę, aby Celestia taka była) to Himmler, który był człowiekiem i nieskończenie okrutnym, i bardzo wrażliwym duchowo. Odczucia wobec konkretnych postaci są oczywiście subiektywne i osobiste, co całkowicie szanuję. Jednak nie mogę zrozumieć krytyki Sombry śpiącego w szlafmycy. Nie wolno mu, bo jest zły? :)

 

Z kwestią techniczną raczej nie będę polemizował. Mam swoje problemy z pisaniem poprawnie pod kątem np. literówek, a Geralt i Silma robią, co mogą, aby to naprawić. Z drugiej strony, ciężko mi powiedzieć... ile dla Ciebie to jest dużo albo mało błędów. Korektorzy mnie chwalą, że nie jest źle... w chwili, kiedy otrzymują teksty do roboty. Z drugiej strony, wiem, że robię ich mnóstwo, ale szczerze... robimy, co możemy.

 

W tekście o takiej objętości nie ma rzeczy tak naprawdę niepotrzebnych, bo każdy z tych kamyczków, jak rozmowy o seksie, to jeszcze jeden element budujący uniwersum, klimat, realia. Z Władcy Pierścieni można wyciąć 3/4 i fabuła nie ucierpi. Ale świat zostanie wykastrowany. Zostanie pusty kręgosłup fabularny bez detali. Trochę szkoda, moim zdaniem.

 

Brak wyjaśnień dot. wojny, genezy różnych elementów... tutaj rozkładam ręce. Jednym się podoba, innym nie. Ponownie powiem, że robiłem co mogłem, aby wsadzić tam logicznie wytłumaczenia tych rzeczy, od języka niemieckiego, po sam fakt użycia broni palnej. Co jeszcze można dać więcej, aby nie popaść w akademicką pętlę wyjaśniania czegoś w nieskończoność? Jak rozumiem, po prostu Ci się nie to nie spodobało, tak jak połączenie II wojny z kucami... które wcale nie wydaje mi się aż tak powszechne, jak to przedstawiłeś. Nawet DA nie serwuje zbyt obszernej galerii grafik na ten temat, gdyż klimaty nowoczesnej wojny zdecydowanie wygrywają. Odniosłem wrażenie, że po prostu nie przypadł Ci do gustu ten koncept, co jest oczywiście zrozumiałe. To dość szczególny pomysł i wiele osób mi opowiadało, że jakkolwiek lubią moje pisanie, to nie są w stanie strawić "czołgów, kuców i wojny naraz". 

 

Kwestia "antro" i przypasowania ludzkich elementów do kucyków, co również nie spotkało sie z Twoją aprobatą. Warto zwrócić uwagę, że coś, na czym sie mocno opieram, a więc kanon serialowy pod katem kreacji świata i jego reguł, jest w 90% ludzki. To ludzie w dziwnych, konio-podobnych ciałach, którzy myślą jak ludzie, działają jak ludzie i posługują się większością przedmiotów jak ludzie. Przykład z młotkiem: kucykowe młotki mają trzonek do trzymania palcami, podczas gdy dużo logiczniejsze byłyby metalowe buty-nakładki na kopyta do wbijania gwoździ, jak to robi Rainbow Dash w "The Last Roundup/Ostatnia Gonitwa". Ale nie... więc czuję się całkowicie usprawiedliwiony w kwestii chociażby zastosowania kabłąków spustowych w karabinach. Zgodzę się, że z "anatomicznego punktu widzenia" (od kiedy to serialowe kuce mają anatomię?) to są kosmiczne bzdury i np. Mauser nie byłby wygodny dla stworzenia o tak długiej szyi. Ale to jest fanfik, a to są kucyki. Puszczamy oko do widza, że troszkę trzeba nakłamać, aby historię dało się opowiedzieć. Zresztą, cały serial na tym się opiera i umiarkowanie próbuje znajdować logiczne rozwiązania. Twórcy np. długo myśleli, czy kucyki mają spać w łóżkach, czy nie. Wybrali tę mniej "rozsądną" opcję. Podkreślam: serial über alles, tam jest odpowiedź na wiele pytań.

 

Kwestia stylu: jak już kiedyś opowiadałem, moim mistrzem literatury jest Jarosław Grzędowicz, który również stosuje taką specyficzną mieszankę... ironii, realizmu, poetyki. Oczywiście nie jestem tak dobry jak on, więc ta mieszanka na pewno wychodzi mi mniej strawna. Sama w sobie wydaje mi się być cholernie atrakcyjna, kiedy na jednej stronie mamy ironiczny i nawet "komediowy" opis czegoś, chwilę później bohater przeżywa poetyckie uniesienie, a za moment widzimy realistyczny opis walki i odniesionych obrażeń. To może wydać się trudne w odbiorze, ale warte tego wysiłku.

Nie każdy to lubi, co szanuję.

Oczywiście, umiejętne wykorzystywanie tego to kwestia treningu i doświadczenie, którego oczywiście mam mniej od Grzędowicza. Czy Kinga. Czy Pilipiuka. Czy Kossakowskiej i wielu innych autorów, którzy tak piszą.

 

No i ostatnia rzecz, czyli "aura wielkości". Sorry, ale to nie w tym tekście. Tutaj jedynie mówiłem, że tekst ma być realistyczny pod kątem militarno-historycznym ("od autora"), a porównania do reszty sceny fanfikowej były w "Zmorze". To dwa inne teksty i powinny być oceniane osobno. Ja też odnosząc się do recenzji nie biorę pod uwagę Twoich dzieł czy postów, bo wiem, że to nie jest temat rozmowy.

Nie mam pojęcia, gdzie napisałem, że "to dzieło stojące ponad przeciętnymi, przydługimi opowiadaniami; nie zwykła fanowska fikcja, a profesjonalna książka, ba, będąca największym dziełem polskiej części fandomu.". Poprosiłbym o dokładny cytat. Napisałem w poście, że objętościowo będzie to największy moloch (bo będzie... to z jednej strony powód do dumy, z drugiej nie i mam tego pełną świadomość), a także, że szata graficzna będzie też wyjątkowo bogata. To są liczby, a nie przewidywania jakości.

 

Obawiam się, że tak negatywny odbiór wynikł z trzech rzeczy: właśnie opacznego zrozumienia moich zapewnień o "wielkości" tego tekstu (bo będzie wielki... pod względem objętości), koncept nie przypadł do gustu, a także kwestii czysto technicznej google-docksowo-korekcyjnej. W efekcie chyba się ogólnie nie zrozumieliśmy na linii artysta-widz i co za tym idzie... nie przekonaliśmy się wzajemnie. Bardzo żałuję, naprawdę.

 

Podsumowując, jeszcze raz dziękuję za lekturę i chęć wyrażenia swojego komentarza. Zgadza się, że autor potrzebuje nie tylko poklepywania po główce... ale zabrakło z Twojej strony opisu zalet tego dzieła. A chyba jakiś są i to inne, że "tak złe, że aż dobre", skoro chciało Ci się w ogóle nad tym pracować. Może warto też wyrazić się w tej kwestii?

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

Spokojnie Rewolucjonisto, chociaż sam oczekuję następnych aktów z kończącą się cierpliwością, ale myślę, że zdążę opublikować pewną historię, nieoficjalny interquel (czy jakoś takoś) "Żelaznego Księżyca". Może zdążę przed rozpoczęciem wojny.

Bez porównania z oryginałami, ale historia wg. mnie równie ciekawa.

Stan prac około 70% tekstu, 50% historii i dwa obrazki. Jakość całości odrażająca i tak szczerze mówiąc znisze oba opowiadania, ale może to nie będzie rzutować na odbiorze całego "Kryształowego Oblężenia".

Link to comment
Share on other sites

Hej, hej, tutaj Eloone z Deviantarta! Obiecałam napisać komentarz- więc komentuję. Jak już wspominałam na DA, uwielbiam Twoje fanfiki, a szczególnie Żelazny Księżyc. Przeczytałam go jakoś półtora roku temu i od tego czasu czekałam, aż napiszesz Kryształowe Oblężenie. Bardzo ucieszyłam się, kiedy zacząłeś je dodawać C; Teraz, jak już wzięłam się za komentowanie, udostępnionych jest osiem rozdziałów, a ja usycham z niecierpliwości na kolejne... W każdym razie napiszę, co konkretnie lubię w  Kryształowym Oblężeniu.

-Po pierwsze: wzorowane na Drugiej Wojnie Światowej, która jest moim hobby od piątej klasy podstawówki <3

-Po drugie: naprawdę oryginalny pomysł.

-Po trzecie: język, którym fanfik jest napisany. Czyta się przyjemnie, nie wyłapałam błędów (poza paroma literówkami, ale to nieistotne).

-Po czwarte: kreacja postaci. Są naprawdę wiarygodne i żadna nie jest za bardzo Mary Sue albo Gary Stu. Co prawda są takie, które lubię mniej od innych, ale wciąż nie powodują u mnie wkuropatwienia na pzoiomie serialowej Twilight(nawet ona w Twoim fanfiku jest całkiem w porządku). Szczególny plus za kreację Celestii!

-Po piąte: geografia  w Twoich fanfikach. Genialnie to rozwiązałeś. I masz plusa za kuce- Wikingów(zawsze chciałam być Wikingiem :D). 

-Po szóste: research i szczegółowe informacje, na przykład tabele z wielkością kucyków.

I chałwa Ci za pominięcie wydarzeń z MMC!

A jeśli chodzi o minusy, to zbyt wielu nie dostrzegam. W sumie poziom rozdziałów jest dość nierówny,ale rozumiem, że niektóre wydarzenia po prostu wymagały szerszego wyjaśnienia i nawet, jeśli pozornie nieciekawe, to z pewnością są istotne dla fabuły. I trochę dziwi mnie to, że niby w Equestrii jest więcej klaczy niż ogierów, a w Twoim fanfiku większość stanowią postacie męskie. Podsumowując- "Kryształowe Oblężenie" jest świetnym fanfikiem, chyba nawet moim ulubionym w tematyce kucykowej. Dziękuję za to, że piszesz i życzę Ci, żeby Twoja książka utrzymała tak samo dobry poziom do końca!

Link to comment
Share on other sites

Skoro widzę tutaj taką fankę twórczości Pana Kapitana, to aż mi się serce kraja, że niszczę całe oblężenie. ... Serio musiałaś to pisać??? (śmiech) :) Pewnie się obrazisz na mnie, ale prace trwają w najlepsze i wszystko zmierza do końca XD

No i pięknie mam dylemat ... rzucić miesięczną robotę, aby nie zwalić całości "Kryształowego Oblężenia" ... czy jednak je zniszczyć do cna.

Nie obraź się, ale jak już coś zaczynam, to kończę ... najwyżej nie przeczytasz i będziesz miała spokój. A teraz mam cichą nadzieję, że następny będzie Oficer Maremachtu z kolejną teczką oznaczoną jako 'AKT 9'.

Link to comment
Share on other sites

Oto nowy rozdział, na który tyle osób czekało! Tak, to jest TEN MOMENT, kiedy TO się DZIEJE! :D Wybaczcie, że tyle to trwało, ale ejszcze raz oglądałem go ze wszystkich stron, czy na pewno jest godny tak wspaniałej publiczności.

 

 

https://drive.google.com/file/d/0Byh5JvDpwTWdNW5TS0Z4SUJIenM/view?usp=sharing

 

 

Bardzo dziękuję, Eloone, za tak miłą recenzję. Jest dla mnie szczególnie miła nie tylko dlatego, że mnie chwalisz...

 

>nie będe udawał głupiego skromnisia. Jestem artystą łasym na komplementy i bardzo mnie one podbudowują<

 

...ale też dlatego, że wychwyciłaś i doceniłaś szeroki wachlarz elementów, które są dla mnie ważne i które ze sporą ilością serca tam zamieszczam. Cieszę się podwójnie, że je dostrzegłaś.

Link to comment
Share on other sites

Skoro widzę tutaj taką fankę twórczości Pana Kapitana, to aż mi się serce kraja, że niszczę całe oblężenie. ... Serio musiałaś to pisać??? (śmiech) :) Pewnie się obrazisz na mnie, ale prace trwają w najlepsze i wszystko zmierza do końca XD

No i pięknie mam dylemat ... rzucić miesięczną robotę, aby nie zwalić całości "Kryształowego Oblężenia" ... czy jednak je zniszczyć do cna.

Nie obraź się, ale jak już coś zaczynam, to kończę ... najwyżej nie przeczytasz i będziesz miała spokój. A teraz mam cichą nadzieję, że następny będzie Oficer Maremachtu z kolejną teczką oznaczoną jako 'AKT 9'.

Ależ ja bardzo chętnie przeczytam ;)

 

Edit: Właśnie przeczytałam nowy rozdział! Genialny! Gniew Celestii jest świetnie przedstawiony- powiedziałabym, że to, od tej pory, mój ulubiony fragment tej powieści. A mroczniejsza Słoneczna Księżniczka wygląda dokładnie tak, jak ją sobie wyobrażałam. 

Edited by Eloone
Link to comment
Share on other sites

Droga Eloone, zdradzę Ci, że to opowiadanie będzie swoistym wstępem do Żelaznego Księżyca. Sam byłem ciekaw dlaczego się tak skończył ... No i czytając go po raz drugi znalazłem odpowiedź.

W ciągu minuty miałem taką historię, że aż sie zdziwiłem, że ją wymyśliłem. No i tu zaczęły się schody ... Zgoda z góry ... Dobra oprawa względem poprawności co do charakteru postaci i ogólne racje takie jak stopnie i właściwe strony konfliktu ... Obrazki, no to jest Oblężenie, to one muszą być ... No i oryginalność wyimaginowanej historii.

Tyle przeciwności ... ale walcze dalej i ujawnię opowiadanie ... pewnie przed wakacjami.

Ale mówię z góry ... całość nie będzie się umywać do oryginału. Chyba, że chcesz je jakoś ocenić przed publikacją i udzielić kilku porad, które je poprawią?

Link to comment
Share on other sites

Ponieważ tak dzielnie czekaliście, od razu lecimy dalej i oto kolejny rozdział! Sytuacja zdecydowanie się rozkręca:

 

https://drive.google.com/file/d/0Byh5JvDpwTWdci1CSXFiamRLS1k/view?usp=sharing

 

 

 

Dziękuję, Eloone!

 

Rekrut: nie jestem pewien, czy mówisz do mnie, czy do Eloone. Jeśli do mnie, to możesz wysłać, ale zastrzegam, że na pewno jutro tego nie przeczytam. Nie wiem, ile tego jest. Równocześnie jestem ciekaw, co sądzisz i jak przeżywasz publikowane rozdziały Kryształowego Oblężęnia.

Link to comment
Share on other sites

Mówiłem to do Eloone (pisałem, ale nie czepiajmy sie o to), żeby to ona (o ileby zechciała) oceniła. A Tobie nie chce gitary zawracać, bo "Oblężenie" na tym sporo ucierpi, a tak poza tym na bank masz inne sprawy na głowie.

Po za tym jeszcze nie skończyłem, a dobry kubeł zimnej wody by się przydał, to dałem propozycję Eloone (sama stwierdzi czy to będzie godne, żeby ocierało się o Twoje dzieło).

Jak przeżywam publikacje? 'Apetyt rośnie w miarę jedzenia' to jestem głodny jak diabli. Tylko się dziwię dlaczego to nie ma Epic, lub Legendary.

Inaczej mówiąc czekam na zakończenie, bo podejrzewam jak się może skończyć. Ps. Takie pytanko. Ile osób robi przy całym projekcie?

Link to comment
Share on other sites

Epicowane i Legednary'owane moga być wyłącznie teksty ukończone. Jak do tego dojdzie (jeszcze w tym roku), to będę czekał na Twój głos :)

 

Ile osób robi? Hmm... może je wypiszę:

 

Autor (koncept, tekst, opracowania, tabele, przemyślenia, wszystko inne) - ja

Korekta: Geralt i Silma, plus kiedyś Gandzia skorektorował jeden rozdział

Preareading: Wlocz, początek także Redzim. Oprócz tego częściowo czytali to Mentos z Ruhisem, ale to było rok temu

Ilustracje: głównie Ruhis i ja, ale pojedyncze obrazki robiło baaaardzo wiele osób, jak Barrfind, DarkCherry, Ottoborg, MIAQ16 i wielu innych

 

Pomoc merytoryczna: Mentos, Ruhis i ze dwie inne osoby

 

Pomoc duchowa: przede wszystkim Ruhis, a od niedawna Wlocz.

 

 

Jako głównych współpracowników wymieniłbym Ruhisa, Wlocza, Geralta i Silmę, kiedyś jeszcze Mentos.

Link to comment
Share on other sites

Jeśli chodzi o mój głos, to masz go jak w banku, ale to jak sam przyznałeś chwilę to jeszcze potrwa ...

W zamian mam prośbę, małą i nic nie znaczącą, ale proszę Cię nie ochrzań mnie za treść i znaczenie merytoryczne (a to już powiem! A niech mnie!) Numeru 730.

Oks, tytuł już jest, a reszta na końcu XD. Także proszę bądź wyrozumiały co do niego, bo .. uwierz na słowo ... to będzie istna pożoga i katastrofa. :)

Link to comment
Share on other sites

Mówiłem to do Eloone (pisałem, ale nie czepiajmy sie o to), żeby to ona (o ileby zechciała) oceniła. A Tobie nie chce gitary zawracać, bo "Oblężenie" na tym sporo ucierpi, a tak poza tym na bank masz inne sprawy na głowie.

Po za tym jeszcze nie skończyłem, a dobry kubeł zimnej wody by się przydał, to dałem propozycję Eloone (sama stwierdzi czy to będzie godne, żeby ocierało się o Twoje dzieło).

Przeczytam bardzo chętnie i napiszę recenzję! Koniecznie wyślij :D 

 

A nowy rozdział również świetny! I w końcu zaczęły się walki, yay~ 

Link to comment
Share on other sites

Oj oj oj. No to trochę ludzi masz pod swoją komendą Kapitanie. Teraz się nie dziwię, że to tak szybko idzie.

Najgorsze to będą obrazki ... ech ścierpię to.

Powracając do nowego rozdziału. Fakt, ciekawy, stosowny i bardzo bogaty w opisy sytuacji na różnych frontach. Co mógłbym poddać pod wątpliwość? Absolutnie NIC. Wspaniały rozdział, czekać tylko na więcej.

Link to comment
Share on other sites

  • 3 weeks later...

Eee ... mon Kapitan. Mam pewne lekkie zastrzeżenie ...

Dlaczego zamiast obiecanego aktu do czytania jest opcja pobrania całego pliku na Speedy SHARE?

Nie wiem, czy to było głównym zamierzeniem, ale może to tylko mi się tak wyświetla? Z resztą jeśli o to chodziło to ściągam i czytam.

PS. Jeśli chodzi o Numer 730, to właśnie jest oceniany przez Eloone. Mam nadzieję tylko, że nie urwiesz mi głowy za tak bezczelne zniszczenie 'Kryształowego Oblężenia'

Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

×
×
  • Create New...