Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Elizabeth Eden

Ostatnie Starcie [Human&Pony] [Trzecia część trylogii Wojny]

Recommended Posts

Iwan

Przez ostatnie kilka godzin większość spraw została już pozałatwiana, przynajmniej tych najbardziej bieżących, ważnych. Gienek obdzwonił lwią część terenowych delegatur, przygotowując wszystko do plenarnego zebrania Rodziny. Rozpogodziło się nieco, dało się nawet niżej skręcić kaloryfery, tak więc i oblicze Iwana nieco pojaśniało. Może nie będzie tak źle, wystarczyło już tylko pogadać z prezydentem o tej bijatyce i...

Drrrryyyń. Drrrryyyń.

Staromodny telefon z tarczą - trzymany tu głównie przez sentyment - zaterkotał, słuchawka prawie spadła z widełek. Mężczyzna uratował ją przed tym, podnosząc i przykładając szybko do ucha. Nie spodziewał się, że ktoś trafi na akurat ten numer, podobno już dawno poza ewidencją. A jednak po drugiej stronie odezwał się śmiały głos.

- Zdrastie, tu Sekretariat Prezydenta Federacji Rosyjskej. Pan Iwan Gierojew - kobieta po drugiej stronie bardzej stwierdziła fakt, niż zapytała. - Pan prezydent bardzo chciałby się z wami zobaczyć najszybciej, jak to tylko jest możliwe. Najlepiej bezzwłocznie.

W jej głosie, mimo lekkich poświstów w słuchawce, dało się usłyszeć jakąś taką mściwą satysfakcję. Iwan pokiwał powoli głową, choć nie mogła przecież tego widzieć. Chciałby mieć jakieś ale, przecież i tak zamierzał się do sprawy burdy ustosunkować, lecz kobieta po drugiej stronie niespodziewanie odchrząknęła głośno.

- Pan prezydent nalega.

 

Na takie dictum już nic nie można było poradzić. Gierojew ponownie kiwnął głową, odłożył słuchawkę. Następnie powoli wstał, naciągnął płaszcz, później wyszedł, po drodze uprzedzając któregoś ze swoich towarzyszy o niespodziewanym biegu rzeczy oraz polecając kontynuować pracę jak gdyby nigdy nic. Łada ruszyła spod bloku z całkiem niezłym pomrukiem, niestety Iwan nie zaszpanował już piskiem opon. Stary, dobry samochód ponownie dostarczył go pod czerwone mury dawnej moskiewskiej fortecy. Mężczyzna poświęcił krótką chwilę, jaką dał mu spacer oraz standardowe procedury ochrony na wyciszenie się, uspokojenie oddechu. Gierojew zdecydowanie wolał stawać przed Barankinem tak, jak tego oczekiwano po jego nazwisku.

 

Pierwszym, co przywitało go przed gabinetem prezydenta był wredny uśmiech jego sekretarki. Kobieta była zdecydowanie rada temu, że sytuacja przybrała taki a nie inny obrót. Skrzypnęły ciężkie drzwi. Znajome pomieszczenie z mahoniowym biurkiem oraz wysokim fotelem było już odcięte od resztek światła z zewnątrz grubymi kotarami, a jego mieszkaniec zajmował się właśnie swoim niedużym laptopem i rżniętą w krysztale szklanką bursztynowego płynu. Prezydent Barankin odstawił naczynie, laptopa zostawił otwartego.

- Witaj, Iwanie. Usiądź, proszę - rzekł, wskazując gościowi fotel nieco z boku biurka. Zapadła cisza.

- Wzywaliście, panie prezydencie? - po kilku minutach Gierojew przerwał ją głupim pytaniem, nie mogąc wytrzymać.

- Ano wzywałem. Widziałeś telewizję. Burda w Dumie Państwowej, politycy, poważni ludzie, biją się jak dzieciarnia. Wszystkie gazety od Rosyjskiej, Kommiersantu, aż do Prawdy się za to wzięły. Niestety, nie można było puścić tam FSB by porządek zrobiło, to już nie te czasy. Nawet decyzja o negocjacjach z Czeczenami została zepchnięta przez to w cień, wszyscy tylko jęczą, że z sił porządkowych nieludzie wylatują. Ah, jeszcze wybryk jednego z twoich zauszników.

Iwan spuścił niego głowę pod chłodnym spojrzeniem pana Barankina, który po chwili kontynuował.

- Rzucanie laptopem może byłoby zabawne, ale na pewno nie po okrzyku "kuce do gazu". No i laptop był przecież państwowy. Nie muszę chyba dodawać, że incydent wydostał się poza Rosję dużo wcześniej, niż wszyscy byśmy chcieli, a do tego niektórzy rozumieją go trochę opacznie. Bo przecież twój pomysł o niedopuszczaniu obcych do wojska i milicji miał służyć tylko bezpieczeństwu, nie miał żadnych rasistowskich podtekstów, prawda?

- Oczywiście, że nie, panie prezydencie. Moje osobiste poglądy, z którymi się nie kryję, nie stoją mi na przeszkodzie w dbałość o rozwój naszego państwa pod wszystkimi kątami - odparł Iwan bez zająknięcia i mrugnięcia okiem, dbając o to by wyuczona formułka brzmiała bardzo szczerze.

- Wspaniale. Zatem może teraz zaprzęgniesz swój mózg do roboty i pomożesz mi odkręcić to? Podesłał mi minister spraw zagraniczych - z tymi słowami Jurij odwrócił laptopa tak, by Iwan go dobrze widział. - Myślę, że jako pomysłodawca poprzedniego projektu potrafiłbyś go uzasadnić przez innymi krajami? Oburzonymi, zakładam, zupełnie bez powodu?

- Spróbować można... - wymruczał Gierojew.

- Słucham?

- Oczywiście, panie prezydencie!

 

List do Natalii Androwicz.

 

Szanowna Pani Premier

 

Zgadzam się ze stanowczością pani reakcji na nieodpowiedzialne zachowanie naszych parlamentarzystów, kiedy zostali postawieni przed tak ważką kwestią, jaką była ostatnia ustawa. Jednak nie należy owej stanowczości stosować ani wobec samej ustawy, ani wobec Rosji jako całości. W tej chwili spoczywa na mnie ogromna odpowiedzialność. Muszę dbać zarówno o bezpieczeństwo kraju z jego mieszkańcami, jak i integralność Federacji. Decyzja o redukcji etatów podjęta została właśnie z myślą  o tych dwóch punktach i nie ma w niej nic rasistowskiego. Tym bardziej, iż zwolnieni nie zostali bynajmniej porzuceni, nie są zdani na siebie. Rząd rosyjski zadba o to, by nie działo się im źle.

 

Pragnę dodać, że zachowanie w stanie nienaruszonym współpracy gospodarczej między naszymi państwami, a także dobrych relacji leży w interesie zarówno moim, jak i Pani. Duża część napięć i niepokojów jest bowiem wywołana niepewną sytuacją na rynku oraz dysproporcją różnych dóbr.

 

Z poważaniem

Jurij Romanowicz Barankin, Prezydent Federacji Rosyjskiej, Naczelnik Sił Zbrojnych Rosji

 

- Wysłało się już? - zagadnął Iwan, ocierając pot z czoła. Czasami myślenie było niemal tak trudne i wymagające, jak praca fizyczna. W takich momentach jak ten delikatnie żałował, że zaczął się babrać w polityce.

- Tak, przejdzie przez Sekretariat i MSZ, potem trafi do Polski. Skoro tę nieprzyjemną część dnia mamy już za sobą, możemy przejść do bardziej ciekawych zajęć - Barankin przechylił szklankę opróżniając ją jednym, imponującym haustem. - Gdzie chcesz dać pracę tym wszystkim kucom?

- Przemysł lekki, spożywczy, rolnictwo... - zaczął Iwan, pokazując palce za każdą dodaną formą zatrudnienia. - Paru z nich, takich mądrych można wysłać na prawników i lekarzy, pokazać ich przed kamerami.

- A reszta?

- Rosja potrzebuje też rozbudowy swojej bazy surowcowej. Kopalni akurat mamy w cholerę. Najbardziej zacięci będą dziobać skały za ołowiem i uranem.

- Nie uważasz, że to trochę brutalne? - prezydent uśmiechnął się, lecz nie był to przyjemny uśmiech, nie był nawet ironiczny. To był zimny, pozbawiony emocji ruch samych warg. - Ktoś się dowie, nałożą sankcje, my nałożymy sankcję na nich i będę miał na głowie tłum głodnych ludzi z widłami.

- Dlatego trzeba dopilnować, by nie dowiedział się nikt.

- Oraz sprawić, by tym biedakom nie przydarzały się tajemnicze wypadki, przynajmniej zbyt często - przywódca Rosji spojrzał na Gierojewa znacząco. Ten pomyślał, że tłum z widłami byłby mu chyba na rękę w pewnych sytuacjach. - Możesz odejść. Mam jeszcze kilka propozycji umów handlowych do spisania.

 

Pawło ma dziś pominiętą turę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

[Sandra i Simon]

- Pani Kapitan! - usłyszałam głos obok siebie i poczułam dźganie palcem w ramię. Otworzyłam oczy, chwilę musiały się przyzwyczaić do światła w czym jednak pomogły systemy elektroniczne w hełmie, jak i w moim kombinezonie. Spojrzałam w prawo, bo stamtąd słyszałam głos. Co mnie nie zdziwiło zauważyłam swego podwładnego, nic mu robić nie miałam zamiaru za używanie słowa "Pani" przy moim stopniu. Można się przyzwyczaić, bo to jest dość pospolite z tego co zauważyłam.

- Co się stało? - zapytałam nieco jednak zdziwiona wybudzeniem.

- Jesteśmy już nad Bałkanami. Według protokołów w przypadku bycia blisko celu, każdy członek oddziału musi być gotowy do akcji! - odpowiedział. Do tego druga część jego słów mnie zadowoliła, miło widzieć, że ktoś zna protokoły.

- Spisaliście się żołnierzu. - odparłam strzelając kościami. Jednak fakt, że byliśmy już nad Bałkanami był świetną wręcz wiadomością. Tylko potem będzie trzeba tankować, ale wszystko mamy. Nie spodziewam się żadnych problemów, moją pewność siebie powiększał fakt, że radary różnych państw nas nie wykryły.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dodano kilka postaci epizodycznych.

____

Magda

Cieszyła się, że dla Snow piesza przechadzka nie jest problemem. Mówiąc szczerze bardzo ją polubiła, bo oprócz ogólnej pozytywnej energii jaką emanowała, gdy tylko się jej nie przestraszyło, to była też bardzo prosta jeśli chodzi o zdobywanie zaufania. Poprawiła płaszcz i szal. Nadal było bardzo chłodno. Kancelaria była niedaleko, zaledwie kilka ulic dalej. Przechadzka mogła im zająć jakieś 10 minut przy stałym tempie. Kiedy zaczęły już ruszyć w tamtym kierunku, Magda się jednak spięła. Może to z powodu paparazzich, którzy ukrywali się czasami wokół jej domu, gdy miała tam przyjechać Natalia. W każdym razie potrafiła już wyczuć, kiedy jest obserwowana. Objęła Snow ramieniem, mogło się wydawać, że po prostu chce je bardziej ogrzać, ale obie przyspieszyły. Nie zamierzała się odwracać. Wiedziała, że nie było sensu, poza tym nie chciała przestraszyć swojej nowej koleżanki.

***

Natalia

Natalia przesuwała długimi palcami po klawiaturze komputera. Odpowiedź prezydenta Rosji nie spodobała jej się ani trochę. Potrafiła dostatecznie dobrze czytać między wierszami, by wiedzieć, że ustawa ta nie ma nic wspólnego z bezpieczeństwem. Poza tym każdy głupi by się domyślił, bo przecież jak zwalnianie byłych Equestrian z ważnych stanowisk może się przysłużyć bezpieczeństwu? Wszystko miało swoją podstawę w braku zaufania i odgórnej niechęci i właśnie to mogło w przyszłości pociągnąć Rosję na dno. Westchnęła, trąciła dłonią filiżankę kawy i zdecydowała się odpisać.

List do prezydenta Rosji:

 

Szanowny Panie Prezydencie

 

Wartym przypomnienia, że infantylne zachowanie rosyjskich polityków nie było i nie będzie przedmiotem mojego apelu. Rosja najadła się już wstydu poprzez między innymi gazety, jedyne co mogę dodać od siebie to wyrazy współczucia z powodu całej medialnej afery. Mam szczerą nadzieję, że źle zinterpretowałam intencje owej ustawy, aczkolwiek nadal nie rozumiem jak zrzucenie byłych Equestrian ze stanowisk policyjnych wpływa na bezpieczeństwo kraju. Są oni tak samo ludźmi jak wszyscy inni i jeśli wykonują swoją pracę dobrze, jest to pewien rodzaj niesprawiedliwości. Znam nastroje w Pana państwie i zapewniam, że przychylanie się głosom agresji nie wyjdzie Rosji na dobre. Jest to oczywiście moja rada, jednakże myślę, że całkiem trafna.

 

Sprawa współpracy gospodarczej jest dla mnie jak na razie krucha, ale postaram się wstrzymać od wydawania przedwczesnych werdyktów. Proponuję przyjęcie przez Rosję jednego z moich urzędników, który przyjrzałby się sytuacji dokładnie od środka. Czekam na odpowiedź w tej sprawie.

 

Z wyrazami uznania,

Premier Rzeczypospolitej Polskiej,

Natalia Androwicz

***

Elizabeth

Elizabeth może i zastanawiała się chwilę, czy wyjść i przywitać się z Thomasem i maluchami, ale bardzo szybko doszła do wniosku, że nie ma sensu, bo i tak tu przyjdą. Franciszka już się pojawiła. Usiadła na jednym z foteli, dość blisko wejścia do pokoju dla pracowników, by móc przechwycić Anne i Alexandra jak tylko Thomas ich tu przyprowadzi. Laborant, który zawołał tu ciemnowłosą kobietę, już zniknął i wrócił do pracy. Sama Eliza również dopijała powoli kawę. Chwila patrzenia na jej niby rodzinę jej wystarczyła, teraz wróciła do Obiektów. Przesuwała też obandażowanym palcem po krawędzi kubka.

***

Minister edukacji narodowej, pani Jolanta Patrenkowska

Tymczasem w gabinecie ministra edukacji narodowej trwały pracy nad pewną ustawą dotyczącą szkolnictwa byłych Equestrian. O wiele łatwiej było przywrócić szkolnictwo dla prawdziwych ludzi, ci "nowi" nie odnajdywali się w tym systemie, więc wyjeżdżali do specjalnych szkół w Anglii. Do rozwiązania został jednak problem matek, które nie chciały wysyłać tak daleko swoich małych dzieci. Musiały powstać specjalnie szkoły podstawowe, nie było innego wyjścia. Być może przy dobrych wiatrach będą one funkcjonować od następnego semestru. Pani Jolanta, która właśnie pochylała się nad papierami przy swoim biurku, miała długie i ciemne włosy spięte w kok, oraz niebieskie oczy. Miała też 30 lat i bardzo spokojne podejście do życia i polityki. Nie można powiedzieć, że nie pomagało jej to w pracy.

____

Co nowego w gazetach?
- Skandaliczne zachowanie rosyjskich polityków podczas obrad. Infantylizm, czy próba zdobycia rozgłosu?

Krwawa masakra w chińskim porcie. Sprawca nie znany. Zrozpaczone i wściekłe rodziny domagają się wyjaśnień.

 

Edited by Elizabeth Eden

Share this post


Link to post
Share on other sites

[Sandra i Simon]

Sprawdziłam magazynek swego P90 jeszcze raz. Wolałam być gotowa gdyby czekała nas jakaś niespodzianka, rzuciłam okiem jeszcze na skrzynię stojącą idealnie na środku VTOLa. Z tego co się orientowałam tam jest rzecz przygotowana na czarną godzinę, lub jakąś większą akcję. Rozejrzałam się na swych żołnierzy, pięciu posiadało karabiny zbudowane na bazie XM8, zmodyfikowane i o wiele lepsze od pierwowzoru, dwóch posiadało strzelby podobne do SPAS-12, jednak również zmodyfikowane a ostatni posiadał broń wyborową, zbudowaną na bazie M82, choć wersja Nowego Porządku posiadała o wiele lepszą celność.

Za to mój towarzysz Simon, patrzył właśnie na swój ukochany granatnik. Uwielbiał go. Miał rozmach trzeba przyznać. Jednak wstałam kierując się znowu do pilota, szybko doszłam do niego opierając się o jego fotel.

- Jesteśmy nad Polską. - zameldował szybko zdając sobie sprawę, że jestem tutaj. Kiwnęłam głową tylko.

-  Świetnie. Wykryją nas? - zapytałam patrząc na monitory.

- Wątpię. A nawet jeśli, to ta maszyna nie da się strącić. - zaśmiał się, patrząc cały czas na monitory. - Tylko nie wiem jak zareagują na nasz pojazd. Żadne państwo nie używa VTOL-ów o takim wyglądzie jak my posiadamy. Ale może nie uznają nas od razu za nie wiadomo co. - dodał. Słychać było, że nie boi się.

- I tak pewnie zaraz lądować będziemy, by zatankować. - mruknęłam, ten tylko kiwnął głową, by potwierdzić moje słowa. - Tylko bez strzelania do innych samolotów. Wolę jednak żyć tak samo jak reszta oddziału.

- Oczywiście Kapitanie! - odpowiedział przyśpieszając maszynę i szukając miejsca, za pomocą kamery zlokalizowanej na dole kadłuba, na bezpieczne w miarę tankowanie. Postanowiłam nie wychodzić, nie opłacało mi się. Zresztą przyjrzę się jak to zawodowcy pilotują.

Edited by Komputer

Share this post


Link to post
Share on other sites

Golding Shield/Karol Patris

Musiałem zebrać myśli, dlatego też musiałem się na chwilę odizolować od innych. Było tylko jedno miejsce gdzie mogłem spokojnie pomyśleć. Znalazłem je jakiś czas temu. Nikomu o nim nie mówiłem. Nie chciałem by mi przeszkadzano. Wybrałem trochę spokojniejszą trasę do pokonania. W mojej głowie wciąż było wiele pytań, na które nie było odpowiedzi. Dlaczego wciąż czułem się taki samotny? Przecież w gwardii zawsze stroniłem od innych. Nie potrzebny mi był nikt. Więc co takiego nagle się zmieniło? Skąd wciąż miałem wolę by pomóc tym nieszczęśnikom zamiast się po prostu poddać?

 

Może ma to związek z moim poczuciem honoru. Gdy wstępowałem do gwardii ślubowałem chronić każdego kucyka dopóki starczy mi sił. Chciałem wtedy kontynuować dzieło mego zmarłego ojca. A potem dowiedziałem się, że całe moje życie to jedno wielkie kłamstwo. Całe swe życie kajałem się przed księżniczkami słuchając każdego ich rozkazu nigdy o nic nie pytając wierząc w ich mądrość. Okazało się jednak, że byłem karmiony kłamstwami. To my zaczęliśmy inwazje. To my byliśmy za to wszystko odpowiedzialni i choćby z tego powodu musimy wydostać się z tego miejsca to nigdy nie będzie nasz dom.

 

Nagle lekko zmrużyłem oczy. Coś było nie tak byłem tego pewny miałem wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. W życiu nauczyłem się jednego by zawsze ufać swym przeczuciom. W jednym momencie zmieniłem trasę. Miałem nadzieje, że ten, kto mnie śledzi nie zna tak tego miejsca jak ja. Trasa, którą obecnie obrałem była bardzo ciężka. Liczne nierówności, skały i drzewa. W pewnym momencie usłyszałem jak coś uderzyło najwyraźniej w skałę. W jednym momencie zatrzymałem motor obróciłem głowę i spojrzałem w miejsce gdzie dochodziła chmura dymu.

 

Kto mnie mógł śledzić? Nasi to na pewno nie byli wiedzieli jak bym zareagował. Ludzie nie wiedzą, kim jestem o tym wiedziałem. Więc kto to jest i dlaczego mnie śledzi? Zresztą teraz nie miało to znaczenia. Lepiej tego nie sprawdzać. Nawet, jeśli przeżyli to już mnie zgubili a ja nie mam ochotę mieszać się w aferę. Ponownie wsiadłem na motor i ruszyłem do wcześniej wyznaczonego kierunku.

 

Jim Grayson/Striding Rason

Mężczyzna pozbywając się swojego ekwipunku wcześniej znów wrócił do swojego apartamentu po udanej zabawie. Powoli rozsiadł się w fotelu. Nie był zmęczony po robocie wręcz przeciwnie był gotowy na kilka takich akcji. Przerzucał między palcami płytę, którą zlecono mu zdobyć. Cała taka afera o takie coś rozmyślał spoglądając na nią. W jego kontrakcie tego nie było, ale ciekawość była za silna. Powoli włożył płytę do laptopa i czekał aż się załaduje w końcu kontrahent nie musi o wszystkim wiedzieć. Nagle spojrzał na gazetę obok laptopa. Następnie przeczytał artykuł o masakrze w Chinach. Jak to nie wiedzą, kto to? To oczywiste, że to ja. Kto inny tak potrafi wykonać te robotę? Chyba jeszcze potrwa nim znów będzie najbardziej znany w branży. Ale spokojnie nigdzie mu się nie śpieszyło. Teraz czekał aż płyta się załaduje.

 

 

Snow Night/Ewelina Szymańska

Dziewczyna dalej szła za Magdą. Na jej twarzy nie znikał uśmiech. Cieszyła się, że poznała Magdę. Od czasów, Equestrii nikt nie był dla niej tak miły. Cały czas zastanawiała się czy i ona nie urodziła się kucykiem. Tak dobrze ją rozumiała. Starała się nie wyróżniać wśród ludzi idąc obok niej i dając jej się prowadzić. Zastanawiała się, jaka jest pani premier. Widziała ją w telewizji, ale nie sądziła, że będzie z nią kiedykolwiek rozmawiać. Czy będzie tak miła jak Magda? Czy też nie będzie czuła gniewu do niej i jej zmarłego kuzyna, który dawniej służył w gwardii?

 

Nagle jakby zauważyła, że coś jest nie tak, gdy Magda przyśpieszyła kroku. Zaczęła się nerwowo rozglądać za powodem tej sytuacji. Jednak nie zwalniała i dotrzymywała kroku nowej przyjaciółce. Czy ktoś ją rozpoznał? Ale jak to możliwe. Odkąd tu mieszka tylko Magda się domyśliła jej przeszłości. Nikt inny tego nie zrobił. Jeśli Magdzie coś się stanie przez nią nie wybaczy sobie. Ona chciała jej tylko pomóc. Miała teraz nadzieje, że znajdą się na miejscu jak najszybciej nim coś złego się stanie.

 

Thomas Carlson

Mężczyzna zamknął samochód a następnie złapał dzieciaki za ręce i zaczął prowadzić do budynku. Szczerze mówiąc nie spodziewał się by ktokolwiek go przywitał. Elizabeth była bardzo skomplikowana. Niewielu potrafiło do niej dotrzeć. Domyślał się, że potrzebuje czasu by oswoić się z nową rolą. Jednak miał po części nadzieje, że nie tylko tego kloca jej tak bardzo brakowało, gdy Equestria przejęła Ziemię. On nie zapomniał ani o niej ani o dzieciach. Powoli wszedł do wnętrza budynku nie widział, co teraz go tam może czekać.

Edited by Magus

Share this post


Link to post
Share on other sites

[Natalia Romanova]

Czuła jak los się sypał się po przez jej zaciśnięte pięści, co schowane były głęboko w kieszeniach, by nie pokazać nikomu jak nerwowo się zachowywała. I tak zobaczyć można było to doskonale. Zastawiała się jak to wszystko mogło się stać... Sięgnęła pod bluzkę gdy starała opanować drżenie. Po raz pierwszy miała styczność aż tak silnym zjawiskiem od dość długiego czasu i to jednorazowego... Pierwsze miało miejsce przy wystąpieniu po raz pierwszy Natalii Androwicz ~ dziwne było że sam los dał im to samo imię. Dlaczego?... Ale w dalszym rozmyślaniu ona nie mogła mieć związku z oczami chyba że była to jedna i ta sama siła... Tylko po co ona miała być oczami. Dlaczego miała patrzeć z obrazą skoro nigdy się z nią wcale nie spotkała. Nie mogło dać jej to spokoju. Skąd to obrzydzenie?

 

Wyciągnęła jedną szklaną kartę i wstrząsnęła ją prosząc by dany jej obraz lub wskazówka chodź trochę pomogły jej w decyzji którą miała podjąć. Wskazany jej został tylko kierunek... Tylko tyle. Czy mogła temu zaufać?  Nie wiedziała ruszając naprawdę szybkim krokiem w wskazanym kierunku. Chowając kartę do kieszeni.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dodano dwie kolejne postacie epizodyczne.

______

Magda

Magda miała już tyle doświadczenia w opiece nad kucykami, że wyczuła napięcie Snow, jeszcze zanim ta zaczęła się nerwowo rozglądać. Nie chcąc wpędzać ją w jeszcze większy strach po prostu objęła ją trochę bardziej i mruknęła cicho:

- Nie denerwuj się. To na pewno nic złego, poza tym za chwilę będziemy w Kancelarii. Jeszcze tylko jeden zakręt.

Rzeczywiście tak było, po skręceniu obok narożnego sklepiku, zwanego "Żabką" na końcu ulicy był już doskonale widoczny ten rozpoznawalny budynek. W końcu raczej nie można było pomylić tych eleganckich wielkich okien z niczym innym. Magda rozluźniła się odrobinę, bardziej po to, by uspokoić Snow, niż dlatego, że sama przestała być ostrożna.

***

Elizabeth

Franciszka wyciągnęła ręce do dzieci, kiedy tylko pojawiły się one w zasięgu jej wzroku. Poleciały one do niej zadowolone, no i trochę zmęczone po całym dniu wrażeń. Anne wydęła usta i uczepiła się mocno dłoni kobiety.

- Chcę kakałko - zamarudziła, a Alexander zaraz poszedł jej śladem.

Elizabeth tylko przewróciła oczami i wstała ze swojego miejsca, przechodząc obok nich akurat wtedy, gdy Franciszka prowadziła maluchy do kuchni. Jakby od niechcenia przesunęła palcami po ich włosach, ale nie miało to nic wspólnego z tym, co zrobił Thomas, kiedy je dzisiaj zobaczył. Było to bardzo delikatne i w lekko badawczym guście, tak jakby chciała sprawdzić fakturę ich włosów. Zaraz potem wyszła na korytarz, żeby zobaczyć się z... chłopakiem? Mówiąc szczerze nigdy się nad tym nie zastanawiała, mimo że mieli razem dzieci, to zawsze był po prostu "Thomas".

- Witaj. Masz ochotę dzisiaj trochę popracować, tak dla odmiany? - zapytała.

Share this post


Link to post
Share on other sites

[Sandra i Simon]

Zaświeciła się kontrolka na panelu sterowania samolotem, co też zauważył Pilot. Kaszlnęłam sztucznie chcąc dowiedzieć się jak mu idzie znajdywanie miejsca do lądowania. Ten tylko przybliżył głowę do monitora, chcąc się przyjrzeć. Było widać jakąś polanę w lesie, nic nie powiedział tylko zaczął obniżać szybko lot, by wylądować. Operacja potrwała kilka minut, poczułam drgania podczas dotykania podłoża i wszystko się ustabilizowało.

- Wylądowaliśmy! - powiedział triumfalnie wyjmując puszkę napoju i biorąc łyka, ja tylko kiwnęłam głową i wyszłam do swego oddziału. Stali na baczność jak weszłam i każdego zmierzyłam wzrokiem.

- Wychodzić! Wylądowaliśmy, macie czas na jedzenie a potem tankujemy! - rozkazałam, po otworzeniu wyjścia ci wyszli na zewnątrz i zajęli się sobą. Wyjęłam tablet z małej skrzynki i kliknęłam na ikonkę mapy... Po chwili ukazało mi okolicę miasta zwanego jako "Wrocław". Mhm. Wyłączyłam go szybko i skierowałam się na zewnątrz, uderzyło we mnie światło słoneczne i trochę dużo... Zieleni. Przynajmniej zimno nie było. Moi żołnierze już jedli swoje kanapki, bo chyba tylko to wzięli ze sobą. Ja głodna zbytnio nie byłam, więc tylko podeszłam do żołnierza który prawie zjadł swoje jedzenie. - Jak zjesz idziemy na zwiad. - powiedziałam do niego, ten tylko kiwnął głową. Taki był protokół, raczej nie powinno nas nic zaskoczyć.

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

Golding Shield/Karol Patris

Dalsza część podróży jak do tej pory przebiegała spokojnie. Najwyraźniej mój tajemniczy prześladowcza zgubił ślad. Jednak martwiło mnie trochę, że ktoś mnie śledził. Kto to mógł być i jakie miał ku temu powody? Może powinienem teraz bardziej uważać na to, co robię? Sam już nie wiem. Jadąc słuchałem spokojnie muzyki. Jednak te ludzkie utwory jakoś do mnie nie przemawiały. Brakowało mi pieśni z Equestrii. W pewnym momencie przerwano muzykę by podać najnowsze wiadomości. Jak zwykle mówili o tej całej premier Polski.

 

Wydaje się być dobrą kobietą jednak zachęcanie Equestrian do rejestracji mi się już zupełnie nie podobało. Może chciałabyśmy wszyscy mieli równe prawa i żyli razem jednak nie była w stanie zrozumieć wszystkich Equestrian. Nie każdy z nas miał ochotę żyć jak ludzie. Nie wszyscy się chcieliśmy pogodzić z tym, co nas spotkało. Pragnęliśmy odzyskać dawne życie. Jednak w przeciwieństwie do dawnych buntowników obrałem drogę bez przelewu krwi. Kolejna wojna nic by nam nie dała. Z tego wszystkiego robiłaby się kwadratura koła. Chciałem zobaczyć znów naszą krainę taką, jaka była zanim się to wszystko zaczęło a kolejna wojna by tylko oddaliła te wizje.

 

Kolejne informacje były o Rosji. To państwo mi się zdecydowanie nie podobało traktowało moich pobratymców i innych Equestrian jak gorszy gatunek. Być może powinienem pomówić o tym z Crystal by załatwiła kolejne fałszywe akty urodzenia. Ja bym mógł tam pojechać i pomóc tym biedakom do nas dołączyć i nie musieliby tkwić z tą bandą rasistów. Ciekawe jak wtedy by sobie radzili Rosjanie tracąc ich pomoc. Kolejne informacje były trochę bliższe, bo mówiono teraz o Chinach i masakrze w porcie. Ciekawe, kto tego dokonał? Ludzie naprawdę kierują się tylko pustą przemocą zamiast szukać innych rozwiązań. Przynajmniej tak mi się wydaje, że tego dokonał człowiek. Nie sądzę by ktokolwiek, z Equestrii miał takie pragnienie przelewania krwi. Te rozmyślania tkwiły w mojej głowie, gdy powoli dojeżdżałem na miejsce.

 

Crystal/Felicja Romanis

Kobieta powoli zaczęła otwierać oczy po jakże regenerującej drzemce. Przetarła delikatnie palcami oczy i powoli wygramoliła się spod kołdry kładąc stopy na ziemie. Pierwszym, co zaczęła oglądać była jej szachownica. Lekko zmarszczyła brwi na obecny widok. Wystarczyła tylko taka mała drzemka by tyle rzeczy się tak szybko zmieniło? Znów główne zagrożenia dla niej i jej planów były pokazywane głównie w Polsce. Co takiego się tam działo? Znów spojrzała na figury bliskie Goldingowi. W jednej nie zauważyła żadnych zmian natomiast ta druga nie była już sama była z nią czarna figura. Nie była pewna, co o tym myśleć. Jednak najwyraźniej ten człowiek nie chciał skrzywdzić tej osoby, która jest tak bliska Goldingowi a szkoda, bo to by załatwiło sporo problemów. Mówiąc szczerze nie wyglądało to dla niej za dobrze. Tylko tego brakowałoby jeszcze ludzie przekabacili na swoją stronę te osobę. Jednak wciąż miała za mało danych by móc działać. A Golding dalej nie wiedział, że ktoś mu bliski żyje i ma się dobrze, więc nie jest źle.

 

Jej oczy teraz zwróciły się na te abominacje, którą nie dawno wykryła w Polsce, ale jak na razie nie zauważyła jakiś większych zmian na jej figurze, więc jak na razie chyba nie musiała się martwić. Tak samo było z tą tajemniczą szarą figurą. Nagle znów zwróciła wzrok na abominacje. Była bardzo blisko figury, której bardzo chciała się pozbyć. Jeśli stanie się to, co myśli to może zaraz pozbędzie się jednego problemu pomyślała z wrednym uśmiechem. Jednak zdenerwowała się trochę, gdy ujrzała kolejną czerwoną kropkę na figurze Goldinga. Czyżby się już czegoś domyślał? Nie gdyby tak było to figura byłaby całkowicie czerwona. Tak samo było z jej marionetką u niej również pojawił się nowy czerwony ślad. Niepokojące było to wszystko.

 

Teraz jej oczy zwróciły się na kolejne miejsce, które wykazywało coś nieprzyjemnego. Te pola miały oznaczać Rosję. Tego kraju od dawna nie lubiła. Jak ich niski gatunek mógł uważać szlachetnie urodzone kucyki za gorsze od nich? Nie podobało jej się to. Może powinna zamknąć swoją placówkę w tym państwie to by trochę ograniczyło ich dostawy leków skoro to jej korporacja ma największy monopol w tym na świecie. Jednak, jaki by miała powód by to zrobić? Według wszystkich informacji zarówno ona jak i jej wszyscy pracownicy to ludzie, więc powinna bardziej sprzyjać w tym wypadku Rosji. Musiała to dokładnie przemyśleć.

 

Powoli weszła do łazienki gdzie zrzuciła koszulę nocną i weszła spokojne pod prysznic gdzie zaczęła wcierać szampon we włosy i rozmyślać. Według wszelkich informacji jej pracownicy to rodowici ludzie. Wcześniej czy później ktoś to zauważy skoro jej korporacja jest jedną z największych na rynku. Wyjdzie w opinii publicznej na rasistkę i mogą zacząć ją bojkotować. A w końcu się starałaby wszyscy ją uważali za dobrą osobę i że jej korporacja wspiera słabych. Tak miała myśleć opinia publiczna. Musiała poczynić kroki by to się nie zmieniło, bo jeśli ktoś się zacznie za bardzo nimi interesować to cały projekt, nad którym teraz pracuje może upaść. Chyba czas wykonać jakiś ruch.

 

Gdy skończyła dokładnie się myć powoli wyszła spod prysznica owijając głowę i talię ręcznikiem. Wiedziała, co musi zrobić. Wyciągnęła telefon ze spodni na ziemi z zabezpieczoną linią, której była pewna, że nikt nie namierzy, na którym już była krótka wiadomość:

"Golding Shield nas wykiwał mieliśmy wypadek. Nie wiemy gdzie jest obecnie"

Nie była zadowolona. Najwyraźniej ci idioci nic nie potrafili zrobić bez niej. Znów spojrzała na szachownicę i odetchnęła z ulgą. Golding wciąż był w Chinach nie było powodu do zmartwień jak na razie. Powoli zaczęła wykręcać pewien numer.

- Napisz ogłoszenie w Internecie. Jego treść ma być następująca. Korporacja New Medica otwiera nabór na płatny staż we wszystkich swoich budynkach na świecie niezależnie od pochodzenia zatrudnimy każdego i damy uczciwe zarobki, jeśli będzie miał odpowiednie umiejętności by dla nas pracować.

- Jest pani pewna? - wiedziała dobrze, co to znaczy. Będzie musiała teraz zatrudnić nie tylko kucyki, ale i dawne podmieńce, gryfy, zebry czy konie, którymi gardziła. Do tej pory tylko Golding ich trzymał w ich siedzibie. Jeśli jednak tego nie zrobi to mogą się zacząć nią za bardzo interesować a na to nie mogła sobie pozwolić. Zwłaszcza w Chinach gdzie jest najwięcej dawnych Equestrian. Nie będzie mogła jednak włączyć nowo zatrudnionych do ich planów ani zmienić ich aktów urodzenia tak samo wszyscy w pracy będą musieli używać swych ludzkich imion, bo inaczej wszystko zostanie wykryte.

- Tak jestem pewna - powiedziała spokojnie. Miała pewien plan. Jeśli chodzi o rodowitych ludzi, którzy będą chcieli się zatrudnić to jak zawsze każe im czekać na telefon, który nigdy nie nadejdzie. W końcu nikt nie wykryje, że nie pracują u niej ludzie skoro obecni pracownicy według wszelkich danych to rodowici ludzie a ich wszelkie informacje o dawnym życiu zostały dawno zniszczone i nie można ich nigdzie znaleźć. - Zwołaj też konferencje prasową za 2 godziny przed naszym budynkiem

- Jak sobie pani życzy - uśmiechnęła się tylko lekko to powinno załatwić sprawę. Nikt nie będzie się interesował jej działaniami jak dalej będzie grała miłą osobę, która chce zbawić ten przegniły świat. Będzie musiała tylko wytyczyć nowe polecenia obecnym pracownikom.

 

Striding Rason/Jim Grayson

A to ciekawe pomyślał przeglądając dane na płycie. Po co jego kontrahentowi były te dane? To go zastanawiało. Hmm czyżby aż tak się interesował Equestrią? Na wszelki wypadek wykonał kopię danych. Kto wie być może w przyszłości będzie to dla niego pomocne. Gdy już skończył spojrzał na zegarek. Nadszedł czas by chyba dostarczyć to maleństwo i odebrać nagrodę. Ponownie ubrał się w długi płaszcz, który częściowo zasłaniał mu twarz i kapelusz i zaczął kierować się ku wyjściu z budynku. Jak wróci pomyśli jak może wykorzystać skopiowane dane z tej płyty.

 

Snow Night/Ewelina Szymańska

Na słowa Magdy Snow lekko się uśmiechnęła nie zostając z tyłu i dalej idąc za nią starając się dotrzymać jej kroku. Jak do tej pory jednak nic się nie stało, więc raczej słowa Magdy nie były puste. Snow z zaciekawieniem zawsze przyglądała się wszystkim ludzkim tworom. Jednak wciąż jej brakowało Equestrii. Ale, od kiedy spotkała Magdę znów poczuła się trochę jak dawniej. Nie znała tutaj nikogo a teraz w końcu miała, choć jedną osobę, która chciała jej pomóc. Gdy byli już w pobliżu Snow była naprawdę zszokowana budynkiem była naprawdę ciekawa jak tam jest w środku jednak pojawiły się w niej również nerwy, których wcześniej nie było. Bała się, że zachowa się nieodpowiednio przed panią premier. Czym nie tylko skompromituje siebie, ale i Magdę, bo to ona ją tu sprowadziła. W duchu mówiła sobie, że wszystko będzie dobrze.

 

Thomas Carlson

Patrzył z uśmiechem jak dzieci odchodzą. Bardzo lubił ich towarzystwo. Niemal całkowicie dzięki nim zapominał o swej przeszłości i o tym, co robił dawniej. Jego rozmyślania się skończyły, gdy usłyszał jakże znajomy głos.

- Tak u mnie też wszystko dobrze. Ogólnie bawiliśmy się świetnie miło, że spytałaś - powiedział z lekkim uśmiechem, po czym nagle spoważniał powoli podchodząc do Elizabeth chwilę na nią patrzył w milczeniu i nagle złapał delikatnie jej dłoń patrząc na opatrunek.

- Co się stało? - spytał lekko zmartwionym głosem patrząc jej w oczy.

Edited by Magus

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pawło

Kolejna noc w barze, z kolegami z pracy. Nie wiem sam jakim sposobem, ale akurat na to zawsze znalazły się jakieś pieniądze, jak nie moje, to któryś z nich postawił. Mieliśmy tutaj nieduży telewizor, zaraz po lewej od półki z różnymi kolorowymi alkoholami do mieszania. Akurat żaden mecz ani nic takiego nie leciało, to ktoś puścił jeden z tych tandetnych programów z 'wiadomościami'. Ludzie popodnosili głowy znad kufli z płynnym złotem podwórek po to, by pośmiać się do ekranu, kiedy pokazywał symulację komputerową rosyjskich polityków naparzających się w trakcie posiedzenia ichniej Dumy. Cóż, tym razem nie było w niej nic dumnego. Sam uśmiechnąłem się nieznacznie, nie wiedząc nawet, czy brać to na serio, lecz stacja wyjątkowo zaczęła mówić z sensem o tym, o co poszło. Wieszczyli też wojnę, ale kto by tam telewizorowi wierzył. Było jeszcze coś o brutalnym mordzie w Chinach, i choć nie pokazano dokładnie ubitych, to aż czuło się jakiś taki dreszczyk. Nie było ich tak znowu mało, może mafijne porachunki jakieś?

 

Nie moja sprawa, Chiny są daleko, Rosja nieco bliżej, ale przecież nikt mądry nie rozpocząłby teraz wojny. Pożegnałem się z kolegami, przy okazji umawiając się z szefem, że będę u niego jeszcze jedną robotę, oczywiście poza obecną. Chociaż wyjaśniliśmy sobie część kwestii na samym początku, to potrafił zrozumieć moje powody i przyjął mnie. Czasami trafiali się tacy wędrowcy, chcący obejrzeć jak najwięcej odzyskanego domu. Albo, w niektórych wypadkach, jak najwięcej nowego świata. Myśląc o nich, oraz o tym kogo ciekawego mogę spotkać, wróciłem do domu.

 

Iwan

Dzisiaj, chwała Najwyższemu Bogu, telefon w biurze mężczyzny cały dzień milczał. Prezydent Barankin albo miał na głowie inne rzeczy, znacznie ważniejsze niż pogadanki z jednym z najaktywniejszych polityków, albo też nie potrzebował go w tej chwili do niczego. O trzeciej opcji - że przywódca być może właśnie dostał na niego jakiegoś haka - Iwan wolał na razie nie myśleć. Nie chciał sobie psuć dnia, który choć był jeszcze chłodniejszy niż kilka poprzednich nie był deszczowy. Ani śnieżny. Dobry dzień na przechadzkę, lecz wpierw pozostawała standardowa dzienna procedura pracy biurowej. Polityka to był jednak ciężki kawałek chleba, jak się weń zagłębiło. Nudna papierkowa robota, przyjmowanie raportów, przekazywanie poleceń, koordynacja działań. Plenum Rodziny Jewgienij, po konsultacjach z Gierojewem oraz kilkoma najważniejszymi delegatami, wyznaczył je na początek listopada. Ze względów propagandowych datą miał być siódmy, lecz niestety niedawno w Irkucku doszło do protestu popierających równość komunistów, którym nie spodobała się ustawa. Całe szczęście obyło się bez krwi i większych bijatyk, lecz smród pozostał. Ostatecznie więc datą został dziesiąty listopada, miejscem najstarsza stolica wspaniałej Rosji, Moskwa. By zadbać o bezpieczeństwo mer miasta po krótkich negocjacjach pozwolił, by ochroną miejsca zajął się oddział aktywu partyjnego, w razie potrzeby i zgrzytów wspierany przez milicję.

 

Telefon na biurku zaterkotał, młody polityk poderwał się i odebrał niemal natychmiast. Nie był to jednak Barankin. Dzwonił ktoś inny, zaprzyjaźniony pracownik MSZ, uprzedzając o ostatnim piśmie Androwicz, oraz o reakcji i odpowiedzi prezydenta. Wedle jego słów, prezydent zdecydował się na wybadanie jak dokładnie miałaby wyglądać wizyta urzędnika przysłanego z Polski i czego konkretnie miałaby dotyczyć. Niestety nie było możliwe w warunkach pracy skopiowanie gdzieś tego listu, żeby wysłać Iwanowi do wglądu. Mężczyzna zaklął paskudnie, po czym odłożył słuchawkę. No to pięknie, jeszcze pojawi się tutaj kolejny pies do węszenia, którym trzeba się będzie zająć. Po niedługim czasie chwycił za telefon i zakręcił tarczą, wykręcając numer.

 

[Jakby list był faktycznie potrzebny, proszę mnie szturchnąć na PW, to go tu wkleję.]

Share this post


Link to post
Share on other sites

Elizabeth

Skrzywiła się, kiedy Thomas znów zainteresował się czymś innym niż badaniami. Nie wyobrażała sobie jak bardzo roztrzepanym trzeba być, żeby dać się odciągnąć od tak interesującego tematu. Niemal parsknęła z irytacją, gdy wziął ją za rękę. Niemal to słowo klucz, bo potrafiła kontrolować swoje reakcje.

- Nic mi się nie stało - powiedziała dostatecznie chłodno, żeby mu pokazać co myśli o takim niepotrzebnym zamartwianiu się. - Skaleczyłam się w sali laboratoryjnej - skomentowała, mając nadzieję, że to wystarczy.

Osunęła lekko jego rękę i skierowała się w stronę windy.

- Idziesz? Zrozumiem, jeśli nie zechcesz, możesz iść się położyć - rzuciła obojętnie, bo jedyne czego teraz chciała, to powrotu do pracy.

***

Natalia 

Pani premier siedziała właśnie w swoim gabinecie. Niedawno skończyła swój kolejny list do prezydenta Rosji. Wyjaśniła w nim, że wizyta jednego z jej urzędnika obejmuje zwykłe spacery po Moskwie, zbadanie życia publicznego i uczestniczenie w spotkaniach rządu. Możliwe, że to ostatnie było dość delikatnym posunięciem, ale jak znała Barankina, to pewnie się na to zgodzi, a nawet jeśli nie to trudno, tak naprawdę najważniejsza była dla niej sytuacja zwykłych ludzi. Dlatego też zaznaczyła również dodatkową możliwość - jej urzędnik będzie też odwiedzał inne rosyjskie miasta. Teraz czekała na odpowiedź, a jeśli wszystko poszłoby dobrze to wtedy przyjdzie pora na planowanie jego tymczasowego miejsca pobytu, w końcu musiał gdzieś spać. Teraz przeglądała papiery przygotowując sobie późniejsze prywatne spotkanie z niektórymi ministrami. Co prawda najpierw musiała przyjść Magda, a trzeba przyznać, że kobiety nie było już dobre dwie godziny. Natalia się jednak o nią nie martwiła, znała ją i wiedziała jak silną jest kobietą, do tego świetną asystentką. 

Przerwała na chwilę przeglądaniu papierów, przypominając sobie o miękkim woreczku w kieszonce. Wyjęła go i przez chwilę obracała między palcami. Delikatnie zahaczyła paznokciem o supeł, którym był zawiązany i zajrzała do środka. Widok wywołał delikatny uśmiech na jej twarzy. Twilight jak zwykle nie zawiodła. Zawiązała sznureczek z powrotem na ciemnoniebieskim materiale i schowała woreczek znów do kieszeni. Cicho westchnęła, mówiąc sobie, że dostarczy go później, teraz powróciła do dokumentów.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Golding Shield/Karol Patris

W końcu dojechałem w odludne miejsce. W najbliższej okolicy nie było żywego ducha. Znalazłem to miejsce przypadkowo podczas moich przejażdżek. Było tu świetne wzniesienie, na którym obecnie stałem. Widać było z niego wschód czy zachód słońca jak i sporą okolice. Czasem po prostu musiałem pobyć z dala od wszystkich. Gdy zbyt długo przebywałem w bazie czułem się tylko coraz gorzej. Od ponurych myśli zawsze pozwalały mi się uwolnić zadania, które wypełniałem dla dobra naszej sprawy, co się jednak działo, gdy nie miałem nic do zrobienia?

 

No właśnie tu się rodził problem. Brakowało mi celów, które mógłbym wypełnić. Dawniej tak nie było, ale teraz wszystko jest inaczej. Dziś niedane mi było usiąść i wpatrywać się w przestrzeń czy obserwować słońce. Wciąż padał deszcz. Czułem jego krople na sobie. Jednak tu mogłem się w spokoju oddać swym przemyśleniom. Często wracałem wspomnieniami do dawnego życia wiedziałem jednak, że teraz będą to tylko dalekie wspomnienia. Nawet, jeśli w odzyskam swą dawną postać to nic już nie będzie takie jak było dawniej. Gwardii już niema a ja sam byłem jak relikt przeszłości. Takim właśnie rozmyślaniom się oddawałem stojąc spokojnie przy motorze i słuchając muzyki z radia.

 

Crystal/Felicja Romanis

Crystal zastanawiała się jak powinna przygotować się na te konferencje, którą przygotowała, gdy kończyła się wycierać i suszyć włosy. Szczerze mówiąc mało ją interesowała moda. Uważał ją za jedną wielką stratę czasu a sama miała ważniejsze rzeczy na głowie. Jednak nie mogła pojawić się, jako właścicielka korporacji na całej konferencji jak ostatni obszarpaniec. Ostatecznie zdecydowała się ubrać ciemną spódnice, białą koszule, czarną marynarkę i ciemne buty na obcasie. Uznała, że to w pewien sposób doda posmaku elegancji jak i powagi. Jakby zresztą nie miała większych problemów. Powoli podeszła do szachownicy, która ponownie zniknęła, gdy ta machnęła nad nią dłonią. Znów nie będzie mogła z niej chwilowo korzystać.

 

Gdy już skończyła przygotowania powoli opuściła dom gdzie już na nią czekał samochód z kierowcą, który jak zawsze otworzył jej drzwi. Cóż mimo wszystko nie wypadało się spóźnić. W końcu musiał trochę dbać o swój wizerunek w tym świecie. Jej prywatne myśli muszą na razie poczekać. Samochód nagle ruszył w stronę siedziby jej korporacji. Poniosła rękę by spojrzeć na zegarek. Miała jeszcze trochę czasu w zapasie. Jak na razie wszystko szło dobrze oprócz tych niewielkich zgrzytów, które dziś zobaczyła na szachownicy.

 

Irytowało ją, że wciąż nie była w pełni w stanie manipulować Goldingiem. Tyle razy spotkała już gwardzistów w przeszłości. Większość z nich zawsze była taka sama. Uważali się za wielkich samców alfa. Posiadali być może sporo siły jednak mieli spore problemy z intelektem. Jednak, czego się spodziewać po Celestii? Zapewne nie przeprowadzała zbyt dokładnej klasyfikacji przyszłych gwardzistów. Nic, więc dziwnego, że przegrali te wojnę. Z drugiej strony buntownicy też nie byli zbyt bystrzy. W końcu wiele razy już ich napotykała a jednak wygrali. Być może przysłowie, że głupi ma zawsze szczęście miało w tym wypadku pewien sens. Znów jej myśli wróciły do Goldinga, dlaczego w jego wypadku miała taki problem z manipulacją? Jak to możliwe, że po tylu ranach, jakie otrzymał w czasie tej wojny wciąż się opierał? Nie potrafiła tego zrozumieć. Jednak jedno jest pewne. Ktoś, kto nie daje się kontrolować musi zniknąć. Niema dla niego miejsca w jej nowym świecie. Poza tym stanowił za dużą konkurencje w drodze do władzy. Co prawda oficjalnie nie zależało mu na władzy, ale wiedziała, że w organizacji to go bardziej widziano, jako lidera niż ją. Konkurentów trzeba tępić za w czasu. Ale wszystko w swym czasie. Tak rozmyślała nim zauważyła, że już są niemal na miejscu gdzie już było całkiem sporo reporterów i przygotowana mównica gdzie w tej chwili mówił mężczyzna w średnim wieku. Jeden z jej kierowników. Miał zająć ich do czasu jej przybycia i szło mu to całkiem dobrze.

 

Thomas Carlson

Mężczyzna coś burknął lekko pod nosem na reakcje Elizabeth. Nie rozumiał, dlaczego tak się zachowywała. Zawsze, co prawda było trudno do nie dotrzeć, ale teraz miał wrażenie jakby unikała jakiegokolwiek kontaktu fizycznego z nim. Mimo wszystko poszedł do windy. Nie miał 5 lat żeby się obrażać czy dąsać. Powoli stanął w windzie czekając aż ta ruszy. Domyślał się gdzie zaraz pojadą. Zastanawiał się czy nie powinien czegoś powiedzieć Elizabeth, ale zrezygnował. Zapewne i tak by go nie słuchała i potraktowała by go chłodno jak ostatnio.

Share this post


Link to post
Share on other sites

[Natalia Romanova]

Karta zaprowadziła ją przed jakąś kancelarię, jak zwyczajny kompas, nie pozwalając zboczyć z wyznaczonej drogi... Znowu potrząsnęła swą wróżbą, by wiedzieć po co się tam pojawiła. Ona pozostała jednak całkowicie srebrna... Nie pojawiło się nic... Później gwałtownie pokazały się na niej oczy, ale dopiero gdy chciała ją odłożyć na miejsce. Zastygła w jednej pozycji, myśląc nad tym i interpretując wszystko po swojemu... Musiała wiedzieć, więc nie myślała jakoś strasznie długo, gdy jej palce pstryknęły uwalniając myśli poruszające przestrzeń. Na parterze budynku zaczęły pękać rury od wody bez żadnego powodu oprócz tego że zjadła je po prostu korozja w szybszym tempie niż producent przewidywał.

Cała ta woda pod ciśnieniem zaczęła zalewać wszystko to co można było zalać. By tego było mało... Cała instalacja również się okazała wadliwa, gdy zawory bezpieczeństwa spotkał podobny los... Dźwignie zwyczajnie odpadły od zaworów, co zaśniedziały. Ona musiała wiedzieć czy oczy faktycznie się tam znajdowały. Jak inaczej mogła z nimi walczyć, gdy nie widziała gdzie się znajdowały? 

Edited by Hoffner

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kancelaria

Zalanie parteru wywołało na początku niemałe zamieszanie, oraz kilka przekleństw i krzyków. W każdym razie, dopóki nie dotarła tam Jolanta. Zdenerwowana doprowadziła wszystkich do względnego porządku i dopilnowała, by sprzątające zajęły się ochroną najważniejszych dokumentów, podczas gdy konserwatorzy zajęli się rurami. Większość z nich wpadła w konsternację, gdy odkryli, że rury zardzewiały, mimo że niecałe trzy miesiące temu podczas kontroli wszystko było w porządku. Zniszczenia były na tyle duże, że trzeba było wezwać fachowców. Jak do tej pory Natalia pojawiła się na parterze tylko raz, stanęła na schodach i odbyła krótką rozmowę z ministrami. "Wszystko w porządku" "Możemy wracać o pracy" "Fachowcy już to naprawią" "Nie doszło do wielkich szkód". Na parterze znajdowały się takie pomieszczenia jak księgowość, administracja, czy sala obrad. Panie z księgowości miały na tyle inteligencji, by przenieść jak najszybciej dokumenty z niższych półek na tyle wysoko, by nie dosięgnęła ich woda, która w krytycznym momencie w niektórych salach sięgała ludziom ponad kostki. Kiedy Natalia usłyszała już wystarczającą ilość dowodów, że wszystko zostanie tutaj doprowadzone do porządku wróciła do gabinetu. Zamknięto główny dopływ wody do budynku, żeby móc spokojnie zająć się pozbyciem wody i osuszeniem parteru. Możliwe, że niektóre pomieszczenia będą wymagały małego remontu, no i wody w Kancelarii nie będzie na pewno przez najbliższe dwa dni, ale poza tym wszystko powinno być w porządku. Na dole krzątały się już tylko sprzątające i robotnicy, ministrowie powrócili do pracy. Zagadką jednak nadal pozostawał powód awarii. Większość osób po prostu zaakceptowała marność rur i domagała się wystawienia producentowi pozwu o odszkodowanie. Ale to nie pieniądze były problemem dla części ministrów z Natalią na czele, ale raczej to mierne wytłumaczenie, któremu nie do końca wierzyli.

***

Magda

Ledwie zdążyła wskoczyć na pierwszy schodek Kancelarii już wiedziała, że coś jest nie tak, bo było na nim za dużo wody, by można uznać to za ślady niedawnego deszczu. Nie spodziewała się takiego szoku, jaki odczuła, kiedy weszła do środka i tylko wysoka samokontrola powstrzymała ją od załamania rąk. Co za pechowy dzień, najpierw auto, teraz to. Wody przy drzwiach było trochę mniej, ale im bardziej się zmierzało w stronę wielkich schodów, tym bardziej trzeba się było w niej "wykąpać" Co prawda w holu nie było jej może po kostki, ale prawie. Spojrzała na Snow z tym razem naprawdę szczerą emocją na twarzy - znużeniem i irytacją.

- Wybacz mi za to, nie mam pojęcia co tu się stało. Mam nadzieję, że zamoczenie butów nie będzie dla ciebie problemem. W każdym razie dzisiaj jest jakiś pechowy dzień. 

Magda odżyła jednak trochę, gdy na schodach zobaczyła Natalię z Jolantą i dwoma innymi ministrami. Nie wyglądali na bardzo zdenerwowanych, ale ewidentnie zmęczonych całą sytuacją. Kobieta przeszła ostrożnie razem ze Snow na schody, gdzie woda już na szczęście nie sięgała.

- Dzień doby, pani Natalio - powiedziała, a kobieta natychmiast zwróciła na nią uwagę. Na początku uśmiechnęła się ciepło na jej widok, a potem zwróciła wzrok na jej towarzyszkę. Magda musiała jej przyznać, że nie wyglądała na zdziwioną. - Co tu się stało?

- Dzień dobry, Magdo. Awaria rur, nic wielkiego, za chwilę powinni przyjechać fachowcy i wszystko naprawić. Problem jest tylko na parterze, na górze nic się nie stało, czemu się wcale nie dziwię - spojrzała znów na Snow. -Witam i ciebie. Czy mogę zapytać o twoje imię? - zapytała łagodnie.

Przy wspominaniu o awarii Magda, której oczy były bardzo wprawione w zauważaniu takich szczegółów, przyłapała Natalię na prawie niezauważalnym skrzywieniu ust. Teraz jednak wyglądała na szczerze zadowoloną z możliwości poznania się z nową osobą.

Magda zawsze podziwiała Natalię z powodu jej zdolności zachowania idealnej postawy niezależnie od okoliczności. Chociaż parter nadal był zalany, stała tu teraz na schodach, tylko z nimi(ponieważ ministrowie zdążyli już odejść), a uprzejmość i wyrozumiałość zdawały się w niej świecić jak żarówka w abażurze, zupełnie jakby wyczuła, że Snow jest trochę strachliwą osobą.

***

Elizabeth

Elizabeth w windzie wyraźnie się rozluźniła, tak jakby bliska perspektywa powrotu do pracy ją uspokoiła. To wcale nie było dziwne, że ostatnimi czasy Eliza chciała spędzać cały swój wolny czas na poziomach i w ogóle najchętniej nie kładłaby się spać. W końcu cztery lata, podczas których pewnie nie miała nadziei na powrót do swojego ukochanego zawodu musiały porządnie nadszarpnąć jej nerwy i nawet dzieci nie mogły temu zapobiec. Z czasem może w końcu przestanie odczuwać wrażenie nieustającego zagrożenia, tak jakby ktoś ciągle stał nad jej światem gotowy go nagle zabrać. Na razie jednak oderwanie ją od pracy było praktycznie niemożliwe, nie ważne, czy jest to zdrowe, czy nie jest. Razem z Thomasem dojechała wbrew pozorom na poziom E, a nie A. Wyszła z windy i obróciła się szybko, by na niego spojrzeć. W półmroku jaki panował na tym korytarzu wyglądała całkiem ładnie, biorąc pod uwagę jej platynowe włosy, które były bardzo jasne w porównaniu do otoczenia, no i biały kilt kontrastujący z ciemnymi ubraniami  jakie miała pod spodem.

____

Co nowego w gazetach?

Wadliwa instalacja wodociągowa w budynku Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Zalany prawie cały parter. Czy producent i montażyści zostaną pociągnięci do odpowiedzialności?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Golding Shield/Karol Patris

W pewnym momencie sięgnąłem do kieszeni by wyjąć telefon. Chciałem sprawdzić, która już była godzina. Gdy go wyjąłem lekko zmrużyłem oczy. Stałem tu tak i rozmyślałem już dobrą godzinę. Chyba czas powoli wracać do bazy sprawdzić, co się dzieje. Brak telefonów i wiadomości świadczył, że nie mam, czym się martwić no i najwyraźniej jak do tej pory nie było niczego, przy czym bym był jakoś szczególnie potrzebny. Zapowiada się dziś kolejny raczej spokojny dzień. Chociaż nie do końca. Wciąż pozostała kwestia osób, które mnie śledziły. Nadal nie wiem, kto to był i dlaczego to robił. Ale na to jeszcze przyjdzie czas. Na razie czas wracać. Znów nałożyłem kask na głowę i wsiadłem na motor by ponownie ruszyć w kierunku bazy.

 

Crystal/Felicja Romanis

- Gdy pojawi się panna Felicja wszystko zostanie z pewnością wyjaśnione - mówił z lekkim podenerwowaniem mężczyzna do reporterów. Miał nadzieje, że będzie mimo wszystko tu jak najszybciej. Wiedział, że to nie z nim chcą rozmawiać a z Crystal, co było rzadką możliwością, bo prawie nigdy nie pojawiała się publicznie. Nagle spostrzegł jej samochód.

- Panie i panowie oto założycielka naszej wspaniałej korporacji panna Felicja Romanis - powiedział wskazując na samochód, który właśnie się zatrzymał koło niego już stało dwóch ochroniarzy czekających aż Crystal wysiądzie. Najpierw jednak wysiadł kierowca, który otworzył drzwi Crystal, która spokojnie wysiadła idąc eleganckim krokiem w asyście ochrony w stronę mównicy. Starała się nie zwracać uwagi na obecne tu zbiorowisko ludzi czy flesze aparatów. Gdy w końcu dotarła na miejsce ochroniarze stanęli przy niej. Jak teraz o tym tak myślała to mogła z tym zaczekać aż Golding tu będzie. Ze wszystkich w ich organizacji on miał jednak najlepsze zdolności i najwięcej doświadczenia. Zresztą nieważne.

- Witam wszystkich w tak wielkim dniu dla naszej szlachetnej korporacji - mówiła z udawaną radością i wręcz nie sposób było wykryć, że to wszystko tylko farsa. - Jak już zapewne zauważyliście New Medica postanowiła zmienić swoją politykę względem pracowników korporacji...

- Dlaczego akurat teraz? - dobiegały pytania z tłumu reporterów. Na twarzy Crystal pojawił się również udawany smutek, gdy nagle przyłożyła dłoń do piersi.

- Zdaję sobie sprawę, że przez lata nasza korporacja nie zatrudniała rodowitych Equestrian. Jednak zapewniam, że nie było tu żadnych podtekstów rasistowskich. Jedynym powodem, dla którego to robiliśmy było to, że nie byliśmy do końca pewni czy dawni Equestrianie bez pomocy swojej magii czy ziół ze swej krainy zdołają sprostać tak zarówno ciężkiej jak i niebezpiecznej pracy. Jedynym powodem, dla którego ich nie zatrudnialiśmy było tylko to, że się martwiliśmy o ich bezpieczeństwo. Jednak zrozumiałam, że byliśmy w błędzie i oni również zasługują na swą szansę

- Czy aktualna sytuacja w Rosji ma związek z pani decyzją?

- Skłamałabym gdybym powiedziała, że nie słyszałam o sytuacji w tym kraju zwłaszcza, że i tam mamy dobrze prosperującą placówkę. Nie jestem zachwycona tamtejszym nastawieniem do byłych Equestrian jednak niema to żadnego związku z polityką naszej firmy

- Co pani proponuje nowym pracownikom? Czy Equestrianie będą na równi z obecnymi pracownikami?

- To oczywiste - stwierdziła spokojnie. - Jeśli rozmowa z nowymi pracownikami skończy się tym, że obie strony będą w pełni zadowolone to przyjmiemy pracownika na miesięczny okres w pełni płatnego stażu. Jeśli sytuacja nadal będzie się podobać obu stroną to po odbyciu stażu podpiszemy z każdym pracownikiem umowę niezależnie od tego, kim się urodził - znów mówiła spokojnie tłumacząc. Gdy nagle dochodziły do jej uszu kolejne pytania a ta w pewnym momencie podniosła dłoń.

- Niestety będę musiała zakończyć te konferencje. Najważniejsze zostało już powiedziane a mnie czeka teraz masa pracy. Pamiętajcie celem New Medica jest tworzenie lepszego świata dla wszystkich a teraz dziękuje bardzo - powiedziała ponownie się uśmiechając, że nie dało się zauważyć jak sztuczny jest to uśmiech. Powoli zaczęła kierować się do wnętrza budynku w asyście ochrony gdzie w tle wciąż było widać flesze aparatów i rozmowy reporterów między sobą. Gdy Crystal znalazła się w budynku ciężko westchnęła a na jej twarzy pojawił się diabelski uśmiech. Co za idioci. Pomyślała zadowolona. Tak łatwo ich oszukać. Wystarczy powiedzieć tylko kilka miłych słów. Dlatego właśnie ludzie to strasznie głupi gatunek, który musi zniknąć. Rozmyślała tak kierując się do swojego biura.

 

Snow Night/Ewelina Szymańska

Dziewczyna dalej szła za Magdą nie mogąc dalej uwierzyć, że tu przyszła. Nigdy nie sądziła, że wejdzie do tego budynku. Wciąż nie wiedziała, czego się spodziewać. Jednak, czego by nie myślała nigdy by nie pomyślała o tym, co zobaczyła obecnie a była to woda bardzo dużo wody. Była z pewnością zdziwiona tym widokiem. Zastanawiała się jak mogło do tego dojść. Na słowa Magdy znów się delikatnie uśmiechnęła. Co prawda nie lubiła mieć przemoczonych butów, ale to w tej chwili jej wcale nie irytowało. Co by się nie stało ten dzień i tak był świetny, bo poznała kogoś tak miłego jak Magda. A taka drobnostka nie miała prawa nic tu zepsuć.

 

Dalej szła spokojnie za Magdą z zaciekawieniem oglądając cały budynek jednak nim się spostrzegła nagle się zatrzymały. Wpatrywała się w szoku na rozmówczynie Magdy. Widziała ją w telewizji, ale nie spodziewała się zobaczyć jej na żywo. Jednak w jeszcze większym była szoku, gdy ta zwróciła na nią uwagę. Ciepło jej głosu było naprawdę przyjemne. Miała wrażenie jakby strach ją trochę opuszczał.

- Dz-dz- Dzień dobry - powiedziała lekko się jąkając. Bała się w myśli, że już zrobiła złe pierwsze wrażenie. - Jestem S... - nagle zdała sobie sprawę, że niemal powiedziała komuś, kogo nie zna swoje prawdziwe imię. Od kiedy była taka nieostrożna? Przecież tak długo się kryła. - Jestem Ewelina - powiedziała z lekkim zawstydzeniem i lekko się ukłoniła. - To zaszczyt panią poznać - powiedziała szczerze.

 

Thomas Carlson

Stał cały czas w milczeniu oparty o ścianę windy nic nie mówiąc z kapeluszem na oczach. Nie miał ochoty psuć humoru Elizabeth do reszty, więc wolał milczeć. Czekał już tylko aż winda dojedzie na miejsce. Nagle spostrzegł jak ta się zatrzymała powoli podniósł kapelusz z oczu i ze zdziwieniem spojrzał na poziom, na którym obecnie byli. E? Dziwne był niemal pewny, że zjadą na poziom A. Co takiego Elizabeth chce zrobić na poziomie E? Powoli opuścił windę i spojrzał na Elizabeth.

 

Wygląd Elizabeth dla niego zawsze pozostawał czymś niesamowitym. Zawsze mu się podobała. Obecnie jednak wyglądała wręcz niesamowicie. Szybko jednak pokręcił głową. Komplementy nie miały tu sensu. Wiedział dobrze jak na nie zareaguje. Postanowił się w końcu odezwać.

- Dlaczego poziom E? Co mamy tu zrobić? - spytał idąc powoli do Elizabeth.

Share this post


Link to post
Share on other sites

[Sandra]

Właśnie ze swym podwładnym przeprowadzaliśmy zwiad okolicy, nic nie wypatrzyliśmy poza różnymi zwierzętami. Nie strzelaliśmy bo ktoś, by usłyszał huk karabinów. Po skończeniu krótkiego zwiadu, wróciliśmy się do VTOLa. Widocznie skończono tankowanie, a żołnierze... Coś oglądali? Nie wiem. Truchtem podbiegliśmy do niech, zauważyłam, że gapili się niczym obrazek w monitor znajdujący się w samolocie.

- Co się dzieje? - zapytałam nieco zaskoczona, tym co robią.

- Przemówienie Najwyższego Przywódcy. - odpowiedział Simon, gapiący się w monitor. Usiadłam na wolnym miejscu też przyłączając się do oglądania, na główny plan wychodziła zakapturzona postać, jej twarzy nie było widać, bo cień wszystko zasłaniał. Przed nim stały legiony żołnierzy, a raczej ich część, bo kamera nie pokazywała każdego. Jednak postanowiłam posłuchać co ma do powiedzenia, nasz Komandor.

- Dziś nastąpi początek końca dzisiejszego porządku! Skorumpowanego i słabego porządku! W tym samym momencie wiele rządów na świecie, kłamie w oczy świata mówiąc o rzekomej równości i sprawiedliwości! A tym samym sami siebie okłamują! Zawsze znajdzie się ktoś ponad innymi, i ten ktoś będzie rządził. I jesteśmy to My! Ten potężny organizm, który zbudowaliśmy! W którym jesteśmy! Raz na zawsze ukróci kłamliwą politykę najważniejszych przywódców na świecie! A wszystkie inne państwa padną na kolana przed Nowym Porządkiem! A następne pokolenia zapamiętają tą datę, jako początek prawdziwego porządku na świecie! Współpracująca z nami korporacja właśnie wkracza na rynek, wraz z czipami, które stymulują pracę mózgu! Dziś w końcu My! Ludzie przeznaczeni do rządzenia resztą, nieodpowiedzialnych przedstawicieli naszej rasy, rozpoczynają marsz po to co jest nasze! Niech żyje Nowy Porządek! - wykrzyczał nasz przywódca i zszedł z mównicy. Po chwili na ekranie pojawiły się informacje o korporacji "Rising Sun of Technology" w skrócie RSoT, z tego co wyczytałam Korporacja ta zaczęła próbę wbicia się w rynek na całym świecie, by sprzedawać swe urządzenia. Głównie czipy. Powinno się jej udać, z tego co wiem konkurencja nie jest za silna.

- Dobra. Koniec przemówienia. Więc startujemy! - rzuciłam do podwładnych, ci zasalutowali i weszli na pokład. Na szczęście to co oglądaliśmy, jest tajne i raczej trudno zdobyć dostęp do tego wideo. Po chwili rozmyślań, zatankowany VTOL zaczął się podnosić, by skierować się w stronę Warszawy a raczej obok. Niewiele wiem na temat poczynań naszego przywódcy, ale mam nadzieję, że czegoś się dowiem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pawło

Coraz lepiej mi szło, pomyślałem sobie dzisiaj, wcinając jakieś kanapki i paląc podarowanego mi przez Michała skręta. Przerwę akurat sobie zrobiliśmy, a Stach jeszcze wykopał po piwku na głowę, ja swoje na razie zamknięte trzymałem. Do wcześniejszego wniosku doszedłem bardzo prosto. Odpracowałem już bilet, odpracowałem to co przejadłem przez pierwsze kilka dni w Polsce. Teraz zarabiam już wyłącznie na dalszą wycieczkę i dodatkowe oszczędności do przetrwania w nowym miejscu. Uśmiechnąłem się lekko. W tym kraju to się jednak dobrze zarabiało, lepiej niż u nas. Tutaj pracuję sobie jakiś czas i już niedługo będę miał na dalszą podróż, tam ledwo się da utrzymać w wiosce własnymi rękami postawionej. I tak końcówka miesiąca zawsze była załatwianiem wszystkiego metodą "przysługa za przysługę".

- Ejejej, chłopcy, patrzcie na to - nagle zawołał Michał, prawie wciskając nam w oczy wymiętoloną jak twarz menela gazetę. - Rury wyje**ło w Kancelarii, w Wawie.

- Ta? - Staszek wziął papier i wgryzł się w tekst, poruszając wargami. - No rzeczywiście. To tego co to robił chyba wezmą i go tego ten, no wiesz.

 

Mimo, że w zasadzie ciężko było od razu załapać co mówił, pokiwaliśmy głowami. On po prostu tak mówił, a kontekst był jasny, facet który zakładał rury i/lub odpowiadał za konserwację będzie miał pewnie przesrane. Z drugiej strony może trochę szkoda, że zamiast do Lublina nie pojechałem do Warszawy. Dlaczego? Prosto, ten kto naprawi te wszystkie rury oraz zajmie się nimi tak, by nie psuły się przez następne kilka lat, lub może dziesiątek lat, zarobi zapewne więcej niż taki sobie o hydraulik. Po zjedzeniu [oraz wypiciu] części naszych zapasów użyliśmy gazety zamiast serwetki i zabraliśmy się do roboty

 

Iwan

Mężczyzna założył powoli ręce za plecy i odwrócił się od ściany, w którą w ciszy patrzył. Naprzeciw niego stało kilkunastu ludzi, mężczyzn oraz kobiet, choć z przewagą tych pierwszych. Wszystkie twarze były niezwykle poważne, co było podkreślone przez sztuczne światło. Spotkanie miało miejsce w poniemieckim bunkrze niedaleko drogi na Twer, używanym też przez Stalina, lecz potem zapomnianym. Odremontowano go niedawno za pieniądze Rodziny, także i część majątku Gierojewa, który niemal w całości pochłonęła już działalność polityczna.

- Panowie i panie, nie zebraliśmy się tutaj, bym was czarował - odezwał się nagle Iwan. Część ludzi zaśmiała się niemrawo, sądząc, że miał to być żart prowadzącego, ale szybko znów spoważnieli. - Uprzedziłem, że sytuacja zrobiła się bardzo ciekawa. Zresztą, sami państwo wszyscy dobrze wiecie, jaką burzę w Dumie wywołała lekko tylko ostrzejsza ustawa. Proszę sobie teraz wyobrazić, gdybyśmy chcieli zaproponować coś więcej. Cudem tylko przepchaliśmy ją dalej. Tak być nie może. Stoi przed nami nowe, ważkie zadanie. Dla bezpieczeństwa Rosji oraz jej żywotnych interesów, dla całego naszego narodu musimy zyskać większy wpływ na wydarzenia w państwie. Trzeba zwiększyć nasze poparcie w zmęczonym sytuacją społeczeństwie, trzeba nam przekuć owo poparcie w realną władzę. Naszym nowym i nie cierpiącym zwłoki zadaniem będzie teraz doprowadzenie do przedterminowych wyborów, zdobycie bezwzględnej większości w Dumie Państwowej oraz stanowiska premiera i tek ministerialnych. W tym ostatnim wystarczą trzy najważniejsze: Ministra Spraw Wewnętrznych, Ministra Spraw Zagranicznych i na koniec Ministra Zbrojeń. Dzięki ustawie mamy już po swej stronie część armii i innych służb mundurowych, gratuluję tego sukcesu wszystkim zaangażowanym.

 

- Druga sprawa. Zapewne uprzedzono już was o planowanej wizycie tajemniczego gościa z Polski. Prezydent Barankin lekkomyślnie wyraził zgodę na samą wizytę jak i wszelkie dodatkowe notki z nią powiązane.

Ludzie zaszemrali nieco, twarze spochmurniały. Historia pokazywała, że to z reguły Rosja lub ostatecznie Związek Radziecki posyłały swoich wizytatorów, by ci kontrolowali sytuację w Polsce. Odwrotność godziła w narodową dumę sporej części ludzi świadomych bieżących wydarzeń, a dla nacjonalistów oraz siemian była niemal obelgą.

- Musimy postarać się - kontynuował po chwili Gierojew. - aby przynajmniej na razie, póki nie jesteśmy w pełni gotowi na przejęcie sterów naszego niezatapialnego okrętu, Polacy nie mieli jakichś pretensji. Chaos jest nam na rękę, lecz słabość już nie. Kolejny sukces, który muszę pochwalić to działania pana Rozowa.

Wymieniony mężczyzna o wyglądzie komandosa-kryminalisty wstał i żartobliwie wyszczerzył zęby, po czym wykonał parodię ukłonu. To był jeden z tych, którzy zaśmiali się na samym początku. Teraz uśmiechnął się już niemal każdy, z przewodniczącym Rodziny włącznie.

- Dzięki jego wszechstronnym kontaktom w wszystkim dobrze znanych służbach urzędnik polski potencjalnie może przestać być dla nas problemem, jeszcze się zobaczy.

 

[Dziękuję wam, że poczekaliście.]

Edited by Po prostu Tomek

Share this post


Link to post
Share on other sites

Elizy nie będzie od jutra do niedzieli, wyjazd.

_____

Natalia
Kobieta zauważyła, że dziewczyna przed nią jest kucykiem, jeszcze za nim ta powiedziała choćby słowo. Nikt inny nie zachowywałby się tak spokojnie, miło i uroczo w sytuacji, jaka była obecnie w Kancelarii. Normalny człowiek pewnie krzywiłby się z powodu mokrych butów i rozglądał, ale nie z ciekawością, tylko z niepewnością po zalanej podłodze. Kiedy tylko zaczęła mówić, Natalia upewniła się co do swojego przypuszczenia, ale, podobnie jak Magda, nie chciała o tym wspominać na samym początku.
- Nie denerwuj się, przecież cię nie zjem - powiedziała pogodnie, wyciągając przed siebie jedną rękę, ale jak na razie nie dotykając dziewczyny - Miło cię poznać, Ewelino - wspomniała, udając, że nie zauważyła jej wahania i urwanego "S". - Ja jestem Natalia, ale pewnie mnie znasz - potem dodała z rozbawieniem: - żaden zaszczyt, poza mediami nie jestem nikim specjalnym. 
Przez chwilę Natalia milczała, a w powietrzu między trzema kobietami wisiało... coś. Niezidentyfikowane uczucie się jednak rozwiało, kiedy Natalia znów zwróciła się do Magdy, uśmiechając się zupełnie tak, jakby jakiś metr pod nimi wcale nie było pełno wody. 
- Rozumiem, że przyszłyście tu razem w jakimś celu. Może przejdziemy do mojego gabinetu, to będzie o wiele przyjemniejsze miejsce na rozmowę - zaproponowała cicho, obserwując jak Magda natychmiast kiwa głową bez niepotrzebnych słów.
Natalia zastanawiała się kim jest tak naprawdę Ewelina, to na pewno. Intrygowało ją też to jak udało jej się przyciągnąć uwagę Magdy, która w codziennym życiu była zwykle bardzo obojętna na wszystko. Nie poganiała ich jednak, cierpliwość była jedną z jej dobrze wyrobionych cnót.

***

Elizabeth

Eliza obserwowała przez chwilę Thomasa. Kobieta nigdy nie zastanawiała się ani nie kontemplowała jego wyglądu, po prostu dla niej takie błahe rzeczy nigdy nie były czymś ważnym i nawet jeśli czasem gdzieś przemknęło jej przez myśl słowo "przystojny", to nie miało to raczej żadnego podłoża emocjonalnego, raczej chłodny fakt.

- Badanie, poza tym muszę użyć jeszcze potem trochę więcej maści dezynfekującej - podniosła obojętnie dłoń, żeby znów pokazać mu zabandażowany palec. - W tego typu laboratorium lepiej być przezornym - dodała trochę z rozbawieniem, które jednak zaraz minęło, gdy odwróciła się z powrotem w głąb korytarza i ruszyła w stronę kilku par białych drzwi na jego końcu.

***

Stanisław

Stanisław Radler był mężczyzną już swojego wieku, miał wiele siwych włosów, w niektórych miejscach nawet łysiał. Nie stracił jednak dużej części swojej werwy i mimo swojej pracy w Senacie został wybrany do skontrolowania sytuacji w Rosji. Był bardzo dumny z tego, że wybrano właśnie jego, dowiedział się o tym całkiem niedawno z powodu maila, który przysłała mu najprawdopodobniej sekretarka pani premier. Był to znak tego, że pani Natalia uważała go za człowieka wybitnie odpowiedzialnego i inteligentnego, co było dla niego zdecydowaną pochwałą. Założył okulary na odrobinę krzywy nos i zamknął teczkę z dokumentami. Jego przygotowania do wyjazdu nie powinny potrwać dłużej niż kilka godzin. Już jutro będzie siedział w samolocie do Moskwy, sama podróż również nie powinna się zbytnio dłużyć.

____

Co nowego w gazetach?

- Konferencja prasowa Felicji Romanis, szefowej firmy New Medica, jednej z największych potęg na rynku medycznym. "Zdaję sobie sprawę, że przez lata nasza korporacja nie zatrudniała rodowitych Equestrian..."

_____

Stanisław będzie na miejscu w trzecim moim poście, licząc od następnego.

Edited by Elizabeth Eden

Share this post


Link to post
Share on other sites

[Natalia Romanova]

Czekała w niedalekiej odległości na rogu od kancelarii, stojąc tam aż ktoś łaskawie z niej wyjdzie. Nie wyszedł, ku jej zdumieniu i nie widziała dlaczego to miało się nie udać. Może następnym razem powinna wywołać pożar? Wtedy wszyscy zaczęliby na pewno uciekać. Szybko się zorientowała że nie miała na co dalej czekać... Kupiła w pobliskim sklepie gazetę i losa za dwa złote z którego zgarnęła od razu stówę... Sama pomyślała tylko tyle że to drobne, gdy wracała do domu krokiem spacerowicza. Nie wiele wiedziała... Musiała zapytać karty o to...

 

Gdy wróciła do swojego mieszkania zastał ją komunikat z komputera... Po rozszyfrowaniu wiadomości od razu spaliła kod, a resztki spuściła w toalecie... Szybko przeleciała po wszystkim wzrokiem.

Spoiler

Do wszystkich współpracowników Wilka.
 
Okręgi Stołeczny, Północny i Wschodni postawić w pełnej gotowości. Cele strategiczne - budynki rządowe. Zapamiętać, by rozkazy ich dotyczące wykonywać tylko po drugim sygnale. Powstrzymywać się przed pochopnymi działaniami. Współpracownicy, którzy są w kręgu podejrzeń mają pozostać ukryci.
 
Cele bieżące Okręgu Stołecznego: nie dopuścić, by gość opuścił swój dom. Uśpienie gościa traktować tylko jako najwyższą ostateczność, gdy wszelkie inne środki zawiodą. Sugerowane działania: pozorowanie choroby, wypadku.
 
Rozkaz i nadany klucz szyfrowy zniszczyć po odczytaniu wiadomości.

 

~ Po prostu Tomek

Spojrzała na gazetę zaczynając ją szybko studiować... O mało zawału nie dostała gdy zobaczyła oczy postaci na zdjęciu z pierwszej strony... Szybkim ruchem wyciągnęła karty i zaczęła je układać zachodząc w kolejne arkady, tworząc tym jej historie która do tego doprowadziła. Nie podobało się jej to ale co mogła zrobić wiedząc tylko że ktoś ją obserwuje. Miała zrzucić na niego meteoryt... Szykowała palce... Taki prewencyjny ~ myślała przez moment o tym ~ ale odegnała ten pomysł ręką. Nie robiła aż takich rzeczy jeszcze na świecie, a wolała do końca nie sprawdzać co się stanie gdy jednak natrafi jej kosa na kamień.

 

Przeczytała wiadomość jeszcze raz... Mogli dać jej więcej informacji na temat tego o co dokładnie chodzi... ale od czego miała swojego tarota? Szybko jej myśli przeszły na temat Natalii... Że to wszystko przez nią.

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

Golding Shield/Karol Patris

Pokonywałem spokojnie trasę do bazy jak na razie nie napotkałem żadnych trudności a przeczucie, że ktoś mnie obserwuje całkiem zniknęło. Nim się obejrzałem już wjeżdżałem na nasze tereny szybko dałem sygnał by wyłączono wartowników. Nie miałem ochoty jednak być podziurawiony jak sito. Zresztą wartownicy to jedno gdyby któryś ze strażników mnie nie poznał też mógłby oddać strzał w moją stronę. W pewnym momencie zatrzymałem motor i z niego zszedłem. Dalsza jazda nie miała sensu chyba, że miałem go uszkodzić a tego jednak nie chciałem.

 

Powoli zacząłem zbliżać się do naszej bramy. Psy ujadały jak zwykle jak szalone. Cóż tak je wytresowaliśmy miały szczekać niezależnie czy zbliżał się ktoś obcy czy nie. Zresztą nie spędzałem jakoś dużo czasu tu, więc może mogły mnie uznawać za obcego. Nie wiem nie jestem w stanie zajrzeć im do głowy. Powoli zbliżyłem się do domofonu gdzie jak zwykle przywitało mnie jedno słowo.

- Hasło?

- Niechaj słońce ma nas w opiece - powiedziałem od niechcenia.

- Hasło prawidłowe. Witaj w domu Golding mam nadzieje, że wycieczka była udana - nic nie odpowiedziałem wchodząc do środka. Wiedziałem, że mnie rozpoznał na kamerach. Jednak cieszył mnie fakt, że mimo wszystko nie zrobił dla mnie wyjątku i potraktował mnie jak każdego. Dowodziło to, że nasz ochrona działa jak należy. Lepiej jednak zachować nieco ostrożności.

 

Crystal/Felicja Romanis

Kobieta powoli weszła ciężkim krokiem do wnętrza swojego gabinetu. Mimo wszystko ten wywiad poszedł najwyraźniej jak należy teraz mogła skupić się na kolejnych zadaniach. Ponownie machnęła dłonią by jej szachownica wróciła. Ponowne ruchy figur, które wyglądały dość ciekawie. Abominacja, którą wykryła była w pobliżu jednej z figur, która jej się zupełnie nie podobała. Wciąż wyczuwała coś niepokojącego w tej szarej figurze. Czyżby rzucały sobie kłody pod nogi? To w sumie byłoby dla niej dość dobre gdyby się wykończyły się nawzajem. Kilka problemów mniej.

 

Jednak już bardziej ją zaniepokoiło, że ta figura bliska Goldingowi była w pobliżu tej szarej. Wręcz by można powiedzieć, że za blisko. Wyglądało to tak jakby rozmawiały? Dlaczego akurat do tego doszło? Jakim niby cudem się spotkały? Nic z tego nie rozumiała. Ale trzeba myśleć logicznie nikt poza nią o tym nie wie, więc zagrożenia niema prawda? Dlaczego więc szachownica pokazuje, że jest inaczej?

 

Powoli skierowała swoje kroki ku biurku by spokojnie usiąść i pomyśleć. Nie była do końca pewna, co może zrobić. Mogła, co prawda namierzyć położenie tych figur. Dowiedzieć się gdzie przebywają. Zapłacić potem komuś i on by rozwiązał cały problem a ona by była poza podejrzeniem. Jednak problemem było to, że nie wiedziała, na kogo poluje. Była pewna, co do jednego obie te figury skoro są bliskie Goldingowi dawniej były kucykami a to jeszcze bardziej utrudniało sprawę. Bo kucyki po przemianie niczym z wyglądu nie różnią się od ludzi. Nagle dostała krótką wiadomość.

 

"Golding Shield wrócił do bazy"

 

Ta treść wiadomości ją ucieszyła. Teraz łatwiej będzie znać jego ruchy. Musi go pilnować aż sytuacja się trochę dla niej nie uspokoi. Na stratę tak ważnej figury nie mogła sobie pozwolić. Skoro o tym mowa chyba czas zabrać przesyłkę od abominacji. Ponownie napisała wiadomość na telefonie gdzie nie sposób było ją namierzyć.

"Zostawcie pieniądze dla czerwono okiego w jego skrytce i odbierzcie jego przesyłkę".

Jakby nie patrzeć dane z tej płyty mogą być jej bardzo pomocne w przyszłych planach pomyślała z wrednym uśmiechem.

 

Snow Night/Ewelina Szymańska

Dziewczyna spojrzała zdziwiona a zarazem była lekko zawstydzona tym jak Natalia się zachowała wobec niej. Wpatrywała się chwilę w kobietę nie wiedząc jak powinna zrobić gdy ta wystawiła rękę. Wyciągnęła swoją rękę ku premier i delikatnie się uśmiechnęła. Co prawda widziała ją w telewizji, ale nie sądziła, że będzie taka miła. Najpierw Magda, która wyraziła szczerą chęć pomocy jej, choć nie musiała a teraz jeszcze to. Miała wręcz wrażenie jakby znów wróciła do Equestrii. Nie była do końca pewna jak się powinna zwracać do kogoś tak ważnego. W Equestrii określenie zaszczyt było najlepsze. Teraz nie była pewna czy znów nie zachowała się jak wypada. Ale chyba jednak nie domyślała się jej pochodzenia, które na razie wolała zachować dla siebie chyba, że Magda poprosi by ta je zdradziła mimo wszystko ufała jej.

 

Na słowa Natalii by poszły do jej gabinetu, Snow ukradkiem spojrzała na Magdę, która kiwała głową. Nic nawet nie powiedziała tylko uśmiechnęła się serdecznie w stronę pani premier. Miała nadzieje, że to wystarczy. Nic nie mówiąc zaczęła iść za kobietami wciąż rozglądając się z zaciekawionym wzrokiem po całym budynku. Obie wyglądały na bardzo miłe, co poprawiało zdecydowanie humor Snow.

 

Thomas Carlson

- Tak zapewne masz racje - stwierdził twardo. Zastanawiał się, jakie badania miała na myśli Elizabeth. W sumie chyba zniesie wszystko. Chociaż miał nadzieje, że nie będą robić czemuś sekcji, bo na to nie miał ochoty. Poczucie humoru Elizabeth z pewnością było całkiem ciekawe. Jednak on raczej nie wiedział powodu do śmiechu patrząc na mroczne korytarze tego miejsca. Zawsze kojarzyło mu się to ze starymi horrorami. Jednak szedł cały czas za Elizabeth rozglądając się przy okazji. Wolał jednak pozostać czujny.

- Jak widzę nie zmieniłaś tu wystroju - powiedział dalej się rozglądając.

Edited by Magus

Share this post


Link to post
Share on other sites

Powróciłam.

______

Natalia

Swoje kroki skierowała w stronę gabinetu na końcu dość długiego korytarza. Trzeba było przyznać, że Kancelaria wyglądała od środka naprawdę wytwornie, na podłodze ciągnęły się długie, bordowe dywany, a zamiast zwykłych lamp na ścianach wisiały kandelabry z lampkami imitującymi świeczki zamknięte w kloszach o trochę kwiecistym wyglądzie. Jeśli dodać do tego biel i ozdobność ścian rzeczywiście można było doskonale odczuć elegancję tego miejsca. Kiedy doszły do dużych, drewnianych drzwi Natalia otworzyła je delikatnie, tak, że Magda i Ewelina miały idealny widok na małe pomieszczenie sekretarki, które znajdowało się przed wejściem do jej prawdziwego gabinetu. 

- Witaj, Cloud. Będę miała gościa, jeśli ktoś będzie mnie teraz potrzebował, poproś go by chwilkę zaczekał - rzuciła uprzejmie, a młoda dziewczyna, szerzej znana jednak jako Hanna kiwnęła energicznie głową i wodziła wzrokiem za Eweliną, kiedy ta szła obok Magdy.

Sam gabinet Natalii był może i piękny, ale nie dało się dopatrzyć w nim przesady, w końcu sama kobieta zadbała o to, by tak było. Duży niebieski dywan, okno przysłonięte schludnie związaną po bokach firanką, do tego wiele półek pełnych segregatorów i dokumentów. Na samym środku znajdowało się biurko, z przysuniętym do niego wygodnym niebieskawym fotelem. Dla gości przygotowane były dwa fotele naprzeciwko.

- Proszę, usiądźcie - powiedziała Natalia uprzejmie i sama usiadła.

***

Elizabeth

- Laboratorium zostało takie, jakie było - mruknęła Eliza, trochę urażona tym, że Thomas do tej pory tego nie wiedział. - Tylko część Obiektów pomarła - dodała teraz już z wyraźnym rozdrażnieniem.

Pomieszczenie do którego weszli okazało się być salą wyglądającą jak operacyjna, co mogło być odrobinę deprymujące dla wszystkich prócz Elizy. Na dużym białym stole nie było jeszcze nikogo, ale nie będzie to pewnie trwać zbyt długo. Przy nieskazitelnie białych ścianach było pełno najróżniejszych półek, oraz niezidentyfikowanych maszyn, z czego część nawet pikała.

- Ubierz rękawiczki i maskę - rzuciła Elizabeth w przestrzeń, nawet nie patrząc na Thomasa, tylko sama wyciągając je z jednej z szuflad.

____

Co nowego w gazetach?

- Projekt nowej ustawy - Specjalne podstawówki dla Equestrian? Kolejny krok w kierunku równości w odświeżonej Polsce.

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

Golding Shield/Karol Patris

Gdy już odstawiłem motor do garażu gdzie tym razem nikogo nie było uznałem, że czas zajrzeć do naszego centrum badawczego i zainteresować się jak idą nasze badania. Na szczęście nie miałem daleko, bo jak wszystko nasze centrum znajdowało się w tym budynku. Jednak starannie je ukryliśmy w podziemiach budynku, przez co niemal niemożliwe stało się znalezienie jego. Konstrukcja budynku zapewniała nam odpowiednią ochronę przed jakimkolwiek prześwietleniem nawet tym satelitarnym. Dzięki czemu byliśmy skutecznie zabezpieczeni na wypadek prób jego wykrycia. Wejścia do niego były skutecznie zakamuflowane i tylko osoby z naszej organizacji były w sumie w stanie je znaleźć.

 

Poruszałem się spokojnie po naszym budynku omijając innych w milczeniu. Najpewniej wiedzieli gdzie teraz idę. Nagle się jednak zatrzymałem i schyliłem. W jednym momencie uniosłem kawałek podłogi, który okazał się zakamuflowanym włazem. Nie różnił się wyglądem od zwykłej podłogi. Na dodatek, gdy się na nim stanęło nie odczuwało się różnicy pomiędzy nim a podłogą był wręcz idealnie zakamuflowany na dodatek był na nim jeszcze dywan, który jeszcze lepiej pomagał go maskować.

 

Pod klapą były długie schody, które prowadziły do podziemi. Zacząłem spokojnie po nich schodzić na dół zamykając przy okazji właz za sobą. Wszędzie było sporo mroku. Dlatego oświetlałem sobie drogę po schodach latarką by nie spaść i nie skręcić sobie przypadkiem karku. Dawniej miałem do tego róg i moją magię. Teraz musiałem się posługiwać tak śmiesznymi urządzeniami jak to. Naprawdę brakowało mi mojej magii. Im bardziej kierowałem się na dół tym bardziej robiło się jaśniej i zaczynałem słyszeć coraz bardziej głosy będących tu ludzi. Bądź, co bądź te tunele były naprawdę rozległe. Miały nam również służyć do ewakuacji gdyby ktoś nas zaatakował. Tunele bez problemu mogły nas wyprowadzić w bezpieczny teren. Zanim wróg by nas znalazł nieźle by się natrudził. My znaliśmy te tunele jednak ktoś, kto ich nie znał mógł się nieźle zgubić.

 

Crystal/Felicja Romanis

Kobieta ze znudzeniem zastanawiała się nad kolejnymi ruchami, jakie powinna wykonać. Wszystko szło za wolno. Chciała już odzyskać dawną postać i utraconą moc by móc zacząć realizować swój plan. Jednak wiedziała, że na to wszystko potrzeba czasu. W tej chwili szanse odtworzenia eliksiru są bardzo niskie, ale wciąż jednak jakieś są. Na dodatek dzięki Goldingowi mieli włos Celestii, więc to dawało większe szanse na odtworzenie eliksiru. Pytanie tylko, czym zastąpić pozostałe składniki? Nagle jej oczy zwróciły się na gazetę gdzie był artykuł o niej i jej korporacji. Pokręciła lekko głową. Te pismaki nie mają ciekawszych rzeczy do pisania?

 

Powoli wstała i skierowała się ku szachownicy spoglądając na nią ze zmrużonymi oczyma. W pewnym momencie znów postawiła na niej figurę większą niż wszystkie inne i zaczęła nią przesuwać po wszystkich polach i uderzać nią we wszystkie inne figury. Nie trudno się domyśleć, że wśród tych figur, które chciała strącić były obie abominacje. Tajemnicza szara figura. Kilkoro ludzi czy Equestrian a nawet Golding Shield. Jednak wiedziała, że to nic jej nie pomoże. Gdyby to wszystko było takie proste. Niestety w życiu nic nie przychodzi łatwo przynajmniej na razie.

 

Ponownie włożyła dłoń pod sweter by wyciągnąć zawieszony na łańcuszku tajemniczy zakrzywiony czerwony kamień i na niego popatrzeć. W tej chwili był jej całkowicie bezużyteczny jednak jeszcze nadejdzie czas, gdy będzie mogła go użyć. Jednak na razie musi pozostać ostrożna. Obserwować wszystkie wydarzenia i w miarę się nie mieszać. Aż w końcu nadejdzie czas by uderzyć. Jednak jak na razie nie miała się, czym przejmować, bo poza tymi figurami, które obecnie czyniły niewielkie zamieszanie nie było większych zagrożeń a wszystko przebiegało tak jak sobie dokładnie zaplanowała i nikt niczego nawet nie podejrzewał. Chociaż zmartwił ją fakt, że figura drugiej abominacji nagle nadała sobie dodatkowej czerwonej barwy. Jakim cudem do tego doszło skoro jest tak daleko od niej? Jakie to niby zagrożenie? No i wciąż te ostrzeżenia głównie ze strony Polski to dosyć niepokojące.

 

Striding Rason/Jim Grayson

Poruszał się w ciszy po mieście nie zwracając na siebie uwagi ludzi. Nie martwił się tym, że to właśnie on jest poszukiwany za masakrę w porcie. Czy to był 1 raz, gdy ktoś go szukał? To oczywiste, że nie. Zresztą, co mu mogą zrobić? Policja to zawsze było tylko niewielkie utrudnienie w jego robocie. Zresztą i tak nikt go nie widział, więc czym się tu martwić? Znów zaczął kierować się ku gorszym rejonom miasta gdzie nie brakowało różnego elementu społecznego. Jednak to go wcale nie martwiło. To było dobre miejsce na skrytkę i teraz odbierze to, co mu się należy.

 

Powoli zaczął docierać na miejsce gdzie była kompletna ruina spojrzał na 1 z kamieni, który odsunął. Za kamieniem znajdowała się torba, którą natychmiast otworzył. Uśmiechnął się widząc swoje wynagrodzenie za ostatnie zadanie. Niema jak łatwa forsa. Wciąż nie wiedział, kto jest jego tajemniczym kontrahentem, ale skoro mu płacił tak dobrze to czy musiał to wiedzieć? Zabrał torbę a zamiast niej zgodnie z umową zostawił płytę i zaczął się powoli oddalać.

 

Snow Night/Ewelina Szymańska

Dziewczyna z zainteresowaniem przyglądała się wszystkiemu w koło nic nie mówiąc i idąc za panią premier i Magdą. Do czasu aż te się w końcu zatrzymały przed jakimiś drewnianymi drzwiami. Gdy drzwi stanęły otworem Snow weszła za kobietami do środka. Nagle spostrzegła jak pani premier nazwała dziewczynę, która tam siedziała Cloud. Wzrok Snow skupił się na chwilę na tej dziewczynie. Była Equestrianką jak ona i się z tym nie kryła. Jednak wciąż nie była pewna czy ona też by tak potrafiła. Wciąż się trochę bała. Uśmiechnęła się delikatnie do dziewczyny dalej idąc za Natalią. Jednak zastanawiała się, dlaczego tamta dziewczyna tak się jej przyglądała. Czy się domyśliła, kim jest naprawdę? Ale czym się zdradziła?

 

Nagle wszystkie znalazły się w gabinecie pani premier. Snow lekko się denerwowała. Wciąż nie mogła uwierzyć, że tutaj jest. Jednak teraz nie czas było o tym myśleć. Na prośbę Natalii spojrzała niepewnie na fotel potem na nią i Magdę. Nie była do końca pewna jak powinna zareagować. W końcu jednak zdecydowała się usiąść jednak nic nie mówiła siedziała tylko w milczeniu patrząc w oczy Natalii. Nie do końca wiedziała, co właściwie może powiedzieć, dlatego czuła się dość niepewnie. Czekała aż Natalia lub Magda zaczną rozmowę. Może wtedy uda jej się dopasować do rozmowy.

 

Thomas Carlson

Mężczyzna dostrzegł po tonie Elizabeth, że nie spodobała jej się jego uwaga odnośnie laboratorium. Jeśli chodzi o obiekty to chyba była dla nich przysługa, że przepadły. Tutaj to znęcali się nad nimi niemiłosiernie jakby nie patrzeć. Dalej szedł w milczeniu za Elizabeth aż w końcu się zatrzymali. Jednak pomieszczenie, w którym się znaleźli nie bardzo mu się spodobało. Sala operacyjna? Co oni niby mieli tu robić? Nagle jego oczy zwróciły się znów na Elizabeth. Rękawiczki i maskę? Mają tu robić jakąś sekcje? Cieszył się, że nie zjadł czegoś przed tym wszystkim. Podobnie jak Elizabeth skierował się do szafki i nic nie mówiąc zaczął wkładać rękawiczki i maskę.

 

- To, co teraz? - Spytał z zaciekawieniem. Chociaż nie był do końca pewny czy chce poznać odpowiedź na to pytanie. Myśl o krojeniu tu czegoś nie bardzo mu się podobała. Miał jednak nadzieje, że jeśli do tego dojdzie to coś, co będą kroić będzie martwe a nie żywe i na dodatek będzie wrzeszczeć. Wcale by się nie zdziwił gdyby Elizabeth wymyśliła mu taką rozrywkę.

 

 

Edited by Magus

Share this post


Link to post
Share on other sites

[Sandra]

Podróż nie trwała jakoś długo. VTOL był pełnej prędkości z włączonymi wszystkimi urządzeniami Stealth, wykrycie nie było rzeczą pożądaną, szczególnie gdy uzbrojenie nie należało do najlepszych. Z tego co się orientowałam, bo znowu stałam w kabinie pilota zaraz lądujemy. To dobrze, nawet bardzo.

- Dobrze Kapitanie. Właśnie lądujemy. - powiedział pilot wciskając coś, po czym nasz transport zaczął obniżać swój lot, by po chwili wylądować w lesie. Dość dużym było widać, z góry. - Włączam teraz zmianę barwy pancerza… - mruknął pilot znowu coś wciskając, po czym wstał. - Już! - kiwnęłam głową i wyszłam na zewnątrz wraz z resztą oddziału. Pojazd upodobnił barwę swego pancerza do otoczenia, system dość ciekawy… Ale czas na wydanie poleceń.

- Dobra. Standardowo wysyłamy jakąś dwójkę na zwiad do miasta. W skrzyni mamy ubrania, które oddalą możliwość chodzenia po mieście w pełnym wyposażeniu. Reszta przygotować elektronikę byśmy mogli użyć internetu, do znalezienia najważniejszych informacji. - szybko skończyłam, po czym wszyscy zaczęli zajmować się tym co kazałam. Nic skomplikowanego…

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pogoda: W całej Polsce i na większej części półkuli północnej znów zaczął padać deszcz ze śniegiem. Obszary podbiegunowe zasypane śniegiem.

_____

Magda

Całe przejście od holu do gabinetu Natalii nie było dla Magdy niczym interesującym, w końcu znała te korytarze jak własną kieszeń. Z Hanną wymieniła tylko delikatne uśmiechy, bo nie miała ochoty na niepotrzebne odzywanie się i wcinanie w słowa Natalii. A lubiła Hannę na tyle, że niegrzecznie byłoby, gdyby ją zignorowała.

Jednak kiedy już przekroczyły próg i znalazły się w tym, tak dobrze jej znanym, pomieszczeniu zdecydowała się zwracać większą uwagę na Snow. Podejrzewała, że ta będzie się denerwować, wszystko potwierdziło się już podczas przywitania z panią premier. Magda wiedziała, że Natalia jest niesamowicie zainteresowana kogo ze sobą przyprowadziła, ale nie dawała tego po sobie poznać. Kiedy już usiadły na wygodnych fotelach Magda szybko zareagowała, przerywają ciszę. W końcu nie liczyła na to, że Snow się odezwie.

- To jest Ewelina Szymańska, spotkałam ją dzisiaj podczas zakupów. Prowadzi sklep z niesamowitą odzieżą, którą sama szyje - przerwała na chwilę. Natalia nie odezwała się ani słowem, ale wpatrywała się pogodnie w Snow. - Stwierdziłam, że jej ubrania będą perfekcyjnym uzupełnieniem naszej Kancelarii, więc zaproponowałam jej pracę.

Natalia nie zapytała dlaczego Magda podejmuje takie decyzje bez jej zgody, ani nie wypowiedziała żadnego innego słowa. Magda dobrze wiedziała, że pani premier zdaje sobie sprawę z tego, co zostało niewypowiedziane i po prostu czeka aż Snow zbierze się na odwagę. Sama Magda rzeczywiście chciała, by dziewczyna sama powiedziała o swoim pochodzeniu, wtedy, kiedy uzna to za stosowne. W końcu to będzie jeden z budulców zaufania. Wysłała jej jednak uspokajający uśmiech, żeby się nie stresowała. Można było to też uznać za prosty sygnał Możesz mówić całą prawdę.

***

Elizabeth

Elizabeth spojrzała na Thomasa kątem oka, kiedy sama wyciągała różne strzykawki z kolorowymi substancjami. Były one ewidentnie przygotowane już wcześniej, a kolory w nich były raczej w ciepłych barwach, co jednak wcale nie było uspokajające. 

- Będziemy badać reakcję Obiektu 86 na różne środki chemiczne. Nic skomplikowanego - dodała, ale jej głos był już o wiele bardziej pogodny. Praca zawsze tak na nią działała - Chodź mi pomóż. Niebieskich i zielonych jest co prawda mniej, ale nie bez powodu, odłóż je na tamten stolik - wskazała na idealnie biały, metalowy stoliczek stojąc przy nadal pustym łóżku.

W pomieszczeniu panowała uderzająca w uszy cisza, nie było słychać żadnych krzyków, pisków ani charknięć. To się jednak może wkrótce zmienić.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Golding Shield/Karol Patris

W końcu dotarłem na miejsce. Pomieszczenie, w którym się aktualnie znajdowałem było bardzo rozległe. Wszędzie chodzili ludzie przeważnie ubrani w białe kitle. Można było tu zauważyć nadzwyczajną mieszankę rasową. Prawdą było, że każdy z nas niezależnie czy był kucem, gryfem, zebrą czy podmieńcem pokładała wielkie nadzieje w tym projekcie. Cóż nie mieliśmy nigdy problemów z dopasowaniem zadań dla moich pobratymców. Często sugerowaliśmy się naszymi dawnymi talentami z czasów, gdy byliśmy kucykami. Przykładowo, gdy ktoś odznaczał się większą inteligencją był przydzielany tutaj. Ci, którzy posiadali przeważnie większą siłę fizyczną i warunki kończyli pod moimi skrzydłami gdzie potem ich szkoliłem by byli gotowi by móc walczyć, jeśli nie będzie innego wyboru. Czyli głównie była to nasza ochrona. Dawne kucyki, który miały dobry kontakt ze zwierzętami przeważnie zabierały się za tresurę naszych psów, co wychodziło im wręcz nadzwyczajnie.

 

Jeśli chodzi o innych Equestrian, którzy nie byli kucykami sprawa wyglądała nieco inaczej. Po prostu przydzielaliśmy im zadania, w których sprawdzą się najlepiej. Większość gryfów najlepiej czuła się zajmując się naszym uzbrojeniem. Zebry w większości najbardziej lubiły zajmować się kwestiami medycznymi. Najwięcej problemu miały podmieńce. Nie dość, że utraciły swoje zdolności zmiany kształtu to ich wygląd szczególnie je wyróżniał w tłumie, więc utraciły niemal wszelkie możliwości szpiegowskie. Podzieliły się na różne zadania w naszej organizacji. Tam gdzie któremuś szło najlepiej po prostu tam zostawał.

 

Wiele mieliśmy takich problemów. Choćby nasze żywienie. Sam pamiętam swoje pierwsze chwile, gdy zmieniłem się w człowieka. Nie chciałem przyjmować ludzkich pokarmów. Gdy głód zaatakował mnie poważniej próbowałem go zaspokoić trawą i sianem, co nie skończyło się dla mnie dobrze. Gdy pierwszy raz miałem spróbować mięsa nie wytrzymałem i zwymiotowałem na samą myśl o tym. Jednak mój organizm słabł z każdą chwilą, gdy mu odmawiałem pokarmów, których tak potrzebował. W końcu zdołałem się przemóc. Jednak jedzenie mięsa wciąż pozostaje dla mnie odrażające jak i dla reszty mych pobratymców w naszej organizacji. Podobnie było z zebrami i podmieńcami. Tylko gryfy miały z tym najmniej problemów. Ich aktualna dieta nie różniła się tak bardzo od tej, którą prowadziły dawniej.

 

Jeśli mowa o podmieńcach z naszej organizacji nie bardzo chciały się na początku odciąć od tego jak działały w przeszłości. Nie chciały spożywać zwykłych pokarmów mając dalej chęć żywić się miłością. Jednak było to niewykonalne dla ich aktualnych ciał. Więc szybko zaprzestały swych sztuczek, których używały dawniej by zdobyć ten pokarm, za którym tak tęskniły. Mówiąc szczerze cieszyło mnie to. Nie mieliśmy nic przeciwko bliskości jednak, co by się stało gdyby ktoś tu zaszedł w ciąże? No właśnie urodziłby się człowiek. Nie wiemy jak długo jeszcze będziemy tu tkwili a wychowanie dzieci w świecie opanowanym przez ludzi? Takie dziecko będzie bardziej człowiekiem niż jednym z nas. A nawet, gdy pewnego dnia je zmienimy to, kto wie czy nie będzie chciało wpajać ideologii ludzkiej w nowym domu.

 

Kiedyś nawet zastanawialiśmy się, co byśmy zrobili gdyby jednak taka sytuacja się zdarzyła. Możliwości było kilka. Ludzie wymyślili coś nazywanego aborcją. Jednak myśl o czymś takim całkowicie nas odtrącała. Ostatecznie musielibyśmy izolować takie dziecko nie pozwalając by przejęło ludzkie ideologie lub oddać do sierocińca, co też nie bardzo się komukolwiek podobało. Co ciekawe nawet Crystal doznała jakby gęsiej skórki, gdy rozmawialiśmy o sierocińcu. To chyba była jedyna szczera reakcja, jaką u niej zauważyłem.

 

Teraz stałem wpatrując się w coś, co wyglądało jak ogromny metalowy okrąg z pustym środkiem. Były do niego podłączone różne kable i to właśnie wokół niego wszyscy chodzili robiąc różne zapisy czy pomiary mocy. To miał być nasz bilet by wydostać się z tego świata. Brama, która miała przełamać granicę między wymiarami. Jednak wciąż nie potrafiliśmy tego uruchomić. Nagle podszedł do mnie mężczyzna w średnim wieku miał na sobie kitel i kartę, na której coś zapisywał.

- Miło, że nas odwiedziłeś Golding - powiedział coś zapisując na karcie.

- Jak idą pracę? - spytałem dalej obserwując urządzenie.

- Mówiąc szczerze dość mozolnie. Wciąż mamy problem by to uruchomić. Wciąż nam brakuje wielu danych a nawet odpowiedniego źródła zasilania. Zresztą sam zerknij - powiedział dając mi do rąk aktualne zapiski. Niewiele z tego rozumiałem. Nauki ścisłe nigdy nie były moją specjalnością a na tak zaawansowanym poziomie wyglądało to dla mnie kompletnie bez sensu. Powoli zwróciłem mu kartę.

- Chcesz powiedzieć, że tego nie uruchomimy?

- Tego nie powiedziałem. Gdybym nie wierzył w ten pomysł to już dawno bym się wycofał. Potrzeba nam jednak czasu by wykonać odpowiednie wyliczenia i...

- Spokojnie będziecie mieli czas by wszystko przygotować - stwierdziłem nie odrywając oczu od urządzenia. - Teraz jednak muszę pójść oddać próbkę swojej krwi, więc musisz mi wybaczyć - mężczyzna tylko kiwnął głową w milczeniu odchodząc do swych badań, gdy ja sam ruszyłem w końcu dalej do jednego z pomieszczeń.

 

Crystal/Felicja Romanis

Kobieta znów rozsiadła się za biurkiem wpatrując się w swoje dłonie. Upływ czasu w tym świecie działał na jej niekorzyść. W Equestrii miała metodę na to tutaj było inaczej. Wmawiano jej, że starzenie i śmierć to część natury, z którą trzeba się pogodzić a pewnych zasad łamać niewolno. Dlaczego jednak miał się niby poddawać upływowi czasu czy śmierci? Jeśli była lepsza od tych dwóch czynników to nie powinna przegrać z czymś, co jest gorsze od niej. Dlaczego długowieczność miała być zarezerwowana tylko dla kilku potężnych bytów? Gdzie była tu sprawiedliwość? Prawda była taka, że sprawiedliwość nie istniała. A świat należał tylko do tych, co są w stanie złamać wszelkie zasady by mogli osiągnąć to, co ze chcą.

 

Przez lata obserwowała nieudolne rządy Celestii i jej żałosnej siostrzyczki. Nie dziwiła się, że w końcu wszystko się skończyło upadkiem Equestrii. Ich rządy od początku do tego prowadziły. Sprawiły, że szlachetna rasa kucyków stała się słaba, bo słuchały tych ich durnych ideologii. Teraz jednak wszyscy widzą jak żałosna była wiara w nie i ich słowa. Ale teraz będzie inaczej. Niema już Celestii a jej ideologie umrą wraz z nią. Wkrótce rasa kucyków odzyska to, co utraciła a wszyscy jej dawni czy obecni wrogowie przepadną aż zostanie tylko ich rasa. Nagle spojrzała na telefon, na którym była wiadomość, że przesyłka od jej abominacji jest w drodze, na co się lekko uśmiechnęła. Wszystko przebiega tak jak miała zaplanowane.

 

Striding Rason/Jim Grayson

Mężczyzna wręcz wbiegł z powrotem do swojego apartamentu trzymając się dłonią za oko. Odczuwał straszny wręcz okrutny ból głowy. Zamknął drzwi za sobą a torbę z wynagrodzeniem wyrzucił na łóżko jakby w tej chwili go ono wcale nie interesowało. Wbiegł pośpiesznym krokiem do łazienki i zaczął się wpatrywać w swoje odbicie w lustrze. Było coraz gorzej dobrze o tym wiedział. Odkąd odzyskał ludzką postać jego umysł popadał czasami w stopniowe szaleństwo. Nie radził sobie z klątwą chaosu, na którą był skazany. Gdyby nie miał tak silnej woli to najpewniej już by całkowicie oszalał.

 

Wiedział, że musi odzyskać formę kucyka by jego zmysły wróciły do normalności. Tylko jak to osiągnąć? Dawni mieszkańcy Equstrii z tego, co wiedział nie kwapili się do tego by odtworzyć eliksir. Próbował go również szukać na czarnym rynku mając nadzieje, że ktoś go zachował i odsprzeda go za niezłą sumkę. Jednak nigdzie nie mógł go znaleźć. Musiał coś zrobić. Nie wiedział jak długo zdoła jeszcze opierać się szaleństwu i zachować w miarę zdrowe zmysły.

 

Snow Night/Ewelina Szymańska

Dziewczyna spuściła lekko wzrok, gdy Natalia się w nią wpatrywała. Czuła się z tym jakoś dziwnie. Nie wiedziała, co myśleć. Nie wtrącała się do tego, co powiedziała Magda. Nie wiedziała, co właściwie ma zrobić. Czuła się strasznie niepewnie. Nagle jej oczy skierowały się znów na Magdę. Domyślała się, że ta chce by powiedziała prawdę o sobie. Jednak wciąż się trochę bała jak to się skończy. Pani premier wydawała się miła, ale jak zareaguje, gdy się dowie, że jej kuzyn walczył przeciw ludziom? Wiedział, co ludzie myślą o gwardii Equestrii. Jednak po coś tu przyszła z Magdą. Teraz nie było już odwrotu, jeśli nic nie powie to przez nią Magda wyjdzie na idiotkę. Nie chciała tego ani trochę. Jej oczy znów się zwróciły w kierunku Natalii i nagle ciężko westchnęła.

 

- Tak naprawdę nie nazywam się Ewelina - mówiła dość cicho jakby każde słowo przychodziło jej z trudem. Wciąż się trochę bała reakcji pani premier. - Nazywam się Snow Night - kontynuowała nie zmieniając swojego tonu. - Urodziłam się Equestrianką. Wychowywałam się w Canterlocie jednak, gdy dorosłam zaczęłam kierować się swym marzeniem. Opuściłam Canterlot w wieku 20 lat i wyjechałam do Crystal Empire gdzie prowadziłam sklep sprzedając Equestriańskie stroje. Miałam kontrakty z najlepszymi projektantami. Po upadku Equestrii wszystko straciłam. Zaczęłam podnosić się sama o własnych siłach. Moje kontrakty przepadły, więc zaczęłam sama tworzyć stroje. Starałam się unikać przeszłości i udawać człowieka. Miałam ku temu powody - nagle jej głos posmutniał, gdy powróciły bolesne wspomnienia. - Mój kuzyn nazywał się Golding Shield. Oboje nie mieliśmy rodzeństwa, więc sami byliśmy dla siebie jak rodzeństwo. Zawsze byliśmy bliscy sobie - znów na chwilę zamilkła jakby bała się kontynuować. - Był oficerem w gwardii księżniczki Celestii. Dlatego też ukrywam swoje pochodzenie. Nie wstydzę się go, ale boje się, że ludzie będą próbowali się na mnie odegrać za czasy wojny Ziemi z Equestrią. Wiem, że w oczach ludzi zawsze będzie uchodził za zło wcielone, ale on nie był zły. Robił tylko to, co musiał by chronić słabszych. Jestem pewna, że nie sprawiało mu to jakiejś przyjemności - w końcu skończyła swój monolog i lekko opuściła wzrok jej oczy były lekko zaszklone przez wspomnienia, które były teraz dla niej bolesne. Nie wiedziała, co się stanie. Teraz była już na łasce pani premier.

 

Thomas Carlson

Mężczyzna lekko kiwnął głową. Właściwie to nawet odetchnął z ulgą, że to tylko jakieś zastrzyki. Co prawda domyślał się, że to coś nie będzie zadowolone a te zastrzyki na pewno nie będą przyjemne. Jednak wolał to niż krojenie głowy czemuś na żywca jakąś piłą tarczową. Sama myśl o tym go odtrącała. Thomas powoli podszedł do strzykawek. Zastanawiał się, co takiego właściwie w nich jest. Co to za środki? Zgodnie z prośbą Elizabeth zaczął przenosić część na stolik uważając by się nie skaleczyć. Nagle znów się odezwał.

- Obiekt 86? Co to niby jest? - spytał z lekkim zaciekawieniem, chociaż nie był pewny czy chce wiedzieć, co to jest. Z drugiej strony Elizabeth była gotowa przyjść tu sama, więc to coś raczej nie jest skrajnie niebezpieczne. Przynajmniej taką miał nadzieje.

Edited by Magus

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
This topic is now closed to further replies.

×
×
  • Create New...