Jump to content

Problemy Bronych w Życiu Codziennym


Dashy

Recommended Posts

Tak to jest, najpierw się naśmiewają, a jak zobaczą, to w sumie nie wiedzą co powiedzieć. Też podobna sytuacja, jakoś z rok temu na wolnej lekcji w sali informatycznej włączyłem sobie jakiś odcinek kuców(co prawda na słuchawkach, ale z napisami) i się tak niepostrzeżenie połowa klasy do mnie przysiadła :O

Link to comment
  • Replies 314
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Guest Piter Wan Kenobi

Jak ja to mówię,lepiej poznać i oceniać :f.W ogóle jak jakaś osoba się wyróżnia to każdy się dziwnie patrzy od razu itp,a potem jak poznają już to osobę to od razu zmieniają zdanie i mówią że jest spoko.Tak samo z takimi rzeczami jak mlp właśnie,dobra bo pokręciłem znając życie :P

Link to comment

Wybaczcie, że nie dość że długo to jeszcze trochę z innej beczki ale czuję się po prostu fatalnie. Tak fizycznie jak i psychicznie.

Dołączona grafika

Jako osoba cierpiąca na epilepsję kilka razy w miesiącu muszę męczyć się z miokloniami (po szczegóły odsyłam do linku).

W praktyce jest to bardzo nieprzyjemne choć bezbolesne przeżycie.

Coś jakby jeden sen gwałtownie zmienia się w inny (powiązany choć trochę z poprzednim). A śnią mi się wtedy dziwaczne rzeczy - wręcz nie do opisania (np wyobraźcie sobie to - śni się wam Rarity - szarpnięcie/reset - śnią się litery na czarnym tle układające się w jej imię).

Nagle następuje gwałtowny "zryw" (przebudzenie). I kolejne serie "szarpnięć" (w stylu drżenia Pinkie).

Oczywiście czytałem, rozmawiałem z kim trzeba i wiem co je powoduje ale oszczędzę wam detali. Mimo że mam bradykardię, serce wali jak szalone.

Czasami nagle robi mi się bardzo, BARDZO zimno, rozglądam się tępo po pokoju, gdy próbuję się skupić zostaję nagrodzony kolejnym atakiem-szarpnięciem. Co gorsza nie ogarniam wszystkiego co się wokół mnie dzieje. Widzę tylko to co jest na wprost. Reszta jest jakby ignorowana przez mózg. Czasami mam atak mioklonii "ot tak z okazji braku okazji" - np w połowie dnia.

Co prawda mój neurolog jest świetny - kombinuje z różnymi specyfikami i dawkami ale póki co jedynym lekiem, który może je uspokoić/wyciszyć jest lek uspokajający - mówiąc krótko - psychotrop. I to dość silny. :unsuresb: Wyobrażacie sobie studenta na ustnym egzaminie, który zasypia na stojąco? Równie dobrze ktoś mógłby powiedzieć, że piłem/ćpałem. Ba, po jedynej skutecznej dawce (max 8mg/doba - ja biorę 1mg/doba) nie pamiętam niektórych detali z poprzedniego dnia (mniej niż 1mg/doba nie działa).

Kiedyś dopadł mnie na godzinę przed ważnym egzaminem. Postanowiłem przyjąć pół standardowej dawki - 0.5mg i wrócić do domu (bałem się że dostanę ataku "full wypas - z utratą przytomności). Co by się stało gdybym padł gdzieś na chodniku? Otoczony przez nieznajomych? Walczyłem z lekką sennością, ale się udało. Następnego dnia nie pamiętałem czy do niego podchodziłem a jeśli tak to jak mi poszło. Bałem się kogokolwiek zapytać, ale się przełamałem...

Byłem pewien, że proszę kogoś komu mogę zaufać - zapytałem bliską koleżankę. Tego dnia dowiedziałem się, że prawdziwych przyjaciół poznaje się nie przy kseroraniu ściąg a prawdziwej biedzie. Na szczęście jej przyjaciółka była bardziej tolerancyjna. Odezwała się po tym wszystkim, jako jedyna zapytała co się stało

Innym razem poczułem się fatalnie w kinie, a ja nie miałem przy sobie leku by go "wyciszyć" - mimo to nie pamiętałem połowy filmu. Najważniejsze, że sam wróciłem do domu nie tracąc przytomności

Kiedyś neurolog zaproponował mi picie zielonej herbaty po takim ataku. :lolface: Na szczęście zmieniłem go. Ta nowa jest bardziej rozgarnięta - powiedziała mi że skoro leki uspokajające pomagają to nie ma nic przeciwko. Tym bardziej, że potrafię się pilnować. Doradziła mi też żebym "ograniczał stres bo to on może powodować napady" - dobra rada, ale nie w moim przypadku. Z dwoma alkoholikami w domu (z jednym niewielkim pożarem, cudem unikniętą eksplozja butli gazowej, brakiem pracy i marnymi perspektyw na przyszłość to niezwykle trudne)... ale wstydziłem się o tym mówić. :flutterblush:

Wybaczcie tą ścianę tekstu, ale musiałem się gdzieś wyżalić. Może za parę dni wrócę do tej nieśmiałej ale mimo wszystko uśmiechniętej strony siebie...:rainbowcry:

Link to comment

Tak przeczytałem twój post i się zastanawiam. Czym są moje, zwykłe problemy, wobec twoich? Złe oceny w szkole, brak chęci do nauki, użeranie się z wkur... ludźmi z klasy. To wszystko stało się teraz tak mało ważne... Życzę Tobie, abyś wrócił do tej uśmiechniętej strony samego siebie. Gorąco życzę i pozdrawiam. :brohoof: Jeżeli ten mój post w jakiś sposób dodał Tobie otuchy, to niezmiernie się cieszę.

Link to comment
Guest Piter Wan Kenobi

Wow,naprawdę przeczytałem wszystko post długi to fakt ale bardzo ciekawie się czytało.To są dopiero problemy,oczywiście każdy je ma jednak sztuką jest z nimi wygrać szczególnie z takimi.Sound życzę Ci wszystkiego dobrego,poprawy życia i ponownego uśmiechu

Link to comment

historia jest taka: poznałem kucyki i to poważna sprawa za czasów Discorda! uśmiechnięta ma morda :3 lecz są minusy tak jak i plusy szkoła się śmieję, ja razem z nią po co przejść na ścieżkę złą? prędzej czy później idioci odpuszczą w końcu muszą ignoruj ich więc radze ci nikt na tym nic nie straci ja tak robiłem i to zadziałało! dowodów mało? mi gorzej się w szkole wiedzie otaczają mnie same k,,yey"y przecie nigdzie żadnego, kochanego bronyego frajerzy tylko mało tego non-brony a ciota to wielka różnica non-brony zrozumie a nie od razu hejtuje rymy i wena w końcu się kończy przepraszam cię bardzo lecz ta chwila nastała ja się żegnam cześć, czołem, nara


może pisząc że mam gorzej w szkole przed przeczytaniem tego czego napisałeś troszke źle zrobiłem ale jestem z tobą HUG
Link to comment

Djsound, najlepszym lekarstwem jest optymizm.

Na krótką metę - tak. Ale wyparował jakieś 20 lat temu bo całe moje dzieciństwo kojarzy się z oglądaniem jak ojciec wyładowuje się na matce. Nawet dziś mój dzień ma dwie fazy: ta lepsza - dopóki ojciec nie wróci z pracy oraz druga - gdy już wróci. Jakby tego mało jakieś 15 lat temu uzależnił się brat. Ale dość smęcenia. To wesołe forum, na którym ma panować wesoły klimat, sympatyczna atmosfera etc :fluttershy4:
Link to comment

Przepraszam że wrócę do smencenia, ale chciałbym się wypowiedzieć. Co do optymizmu to się zgodzę po części. Bardziej chodzi o to byś się, w najgorsyzych momentach, po prostu uśmiechnął, i pomyślał. Nie o tym co jest złego w twoim życiu, ale o każdej choćby najmniejszej dobrej sprawie. Np: Możliwość nauki itp. A co do wizji na przyszłość, to wiedz ze w końcu będzie lepiej. Można czekać długo, ale naprawdę, w końcu wszystko się ułoży. I chyba tyle. Nie chcę cię borbardować tekstami że ci współczuje, bo to ci tylko pogorszy nastrój, i przepraszam jeżeli cokolwiek w tej wiadomości cię zdenerwowało (Nie mam aż takich problemów, więc mało o tym wiem, choć z depresji wyszedłem. więc trochę o psychologii wiem. ( te metody są czasochłonne i trzeba je wielokrotnie stosować)) Życzę by było lepiej i kończę tym samym monolog, żegnam. PS: Zmień pozycję swojego avatara. Chociaż w tutaj się odpręż i nie myśl o tym aż tak.

Link to comment

Ja swego czasu miałem naprawdę duże problemy, przez cały rok, praktycznie dzień w dzień myślałem by z tym wszystkim skończyć, brak akceptacji ze strony klasy, brak większych ambicji oraz chęci by iść dalej, a było to jeszcze przed oglądaniem mlp:fim. Wszystko się zmieniło gdy jeden kumpel wyciągnął do mnie dłoń, pogadał z osobami które mnie notorycznie atakowały(głównie psychicznie) i ataki się skończyły. Od ostatniego roku obrałem inną taktykę w życiu(odkąd zacząłem oglądać kuce),a mianowicie zmieniłem tok myślenia o 180 stopni i zauważyłem że spotykają mnie same dobre rzeczy :rd6: Sprawa przybrała nawet taki obrót że obcy ludzie potrafią mnie zaczepić na przystanku by ze mną pogadać albo opowiedzieć jakiś żart, widocznie sprawiam wrażenie szczęśliwego i otwartego na wszystkich człowieka hłe hłe. No i przede wszystkim cieszę się z małych rzeczy(coś mi wyjdzie, spotka mnie coś miłego, to od razu rogal od ucha do ucha). Mam nadzieje że wszystkim którzy mają tutaj jakieś problemy ułoży się w życiu

Link to comment

Jak już tu jestem... też nie miałem łatwego życia. Myślę, że takim katalizatorem katastrofy, która mnie czekała, było to, że nie mogłem chodzić do przedszkola(przy różnych kontaktach z innymi ludźmi natychmiast coś łapałem... nie warto być astmatykiem, bycie astmatykiem z uczuleniami to już lekka przesada, nadal nie jeżdżę na baseny ze szkoły, bo mnie to na tydzień z życia wyrzuca). Potem poszedłem do zerówki. Było nawet i fajnie, ale mimo to już się czułem trochę jak wyrzutek. Piekiełko się zaczęło w podstawówce. O ile wychowawczyni z klas 1-3 starała mi się jakoś pomóc, szybko i jakoś bezwiednie narobiłem sobie wrogów, co w połączeniu z moimi napadami furii się kończyło niedobrze. Szybko odkryli w czym rzecz, i zaczęli mnie podpuszczać, ja się nie mogłem opanować, i klasa miała świetne widowisko... a potem ja miałem stresa i wszystko kończyło się na magicznych psychotropach... Chyba wtedy nasza pedagożka nabrała do mnie jakiegoś uprzedzenia, co się na mnie odbiło potem. Już od tego czasu jeździłem po psychologach, brałem jakieś różne proszki, żeby choć trochę zachamować moje zapędy. A potem nastały czasy 4-6, i obocznym źródłem stresu, obok nadal nienawistnej klasy(klasy? Teraz tu już chyba całej szkoły...) został duet wychowawczyni+pedagożka(ta sama co wyżej). W tych klasach nie miałem nigdy zachowania wyższego niż poprawne. Chłopcy robili coś złego, a potem rzucali winę na mnie. Wychowawczyni nie doszukiwała się innych winowajców(mimo świadków z tej nielicznej grupy, która nie pałała do mnie nienawiścią), a pedagożce nie chciało się pomóc("to przyprowadź tu tą osobę, pogadamy sobie..."). I teraz, o ile wychowawczyni w końcu mnie jakoś, bo jakoś, ale wychowała, to po prostu pedagożce mam ochotę dać w ryj za każdym razem, jak widzę, jak się do mnie głupkowato uśmiecha. I chyba nie tylko ja bym to zrobił... Od gimnazjum sprawa się trochę odwróciła, mimo, że jestem w klasie(bo nadal jestem, III gimnazjum) z całą gawiedzią, od której zaczął się problem, teraz mnie jakoś inaczej traktują. Nie wiem, sami się zmienili, zmienili się wcześniej, ale przez pryzmat zachowania wychowawczyni tego nie zauważyłem? Nie roztrząsam, ale teraz to naprawde fajni ludzie. W końcu mam normalną panią pedagog, z którą mogę porozmawiać i mnie nie zgani(zdarzało się w podstawówce), normalną wychowawczynie, która jak zauważy, że nie mam zadania z jej przemiotu to nie krzyczy jak oszalała... *patrzy na ścianę tekstu powyżej*... Sorry, długość trochę odstrasza, Ale napisałem co mi na sercu leżało od tych kilku lat.

Link to comment

Podstawówka... Mroczne czasy. Nigdy nie byłem tam zbytnio lubiany, prawie nikomu nie można było zaufać, może z wyjątkiem paru osób. Wychowawczyni próbowała się mnie pozbyć z klasy (na szczęście bezskutecznie), z powodu mojego zachowania. Nie były to jakieś nie wiadomo jakie wybryki typu kradzież. No może do czasu, kiedy pewien koza zaczął ze mną wojnę na słowa :/ Skończyło się na tym, że się poryczał, a ja dostałem uwagę na pół strony. Tak jak u kolegi u góry, też nie miałem zbyt fajnej pani pedagog (jest ona tylko od tego, aby wypisywać uwagi i grozić uczniom). Na szczęście zawsze wychodziłem z nieodpowiednim/poprawnym. Wszystko uległo drastycznej zmianie w gimnazjum. Dyrektor wymieszał wszystkie byłe VI klasy. Bzem teraz tam, gdzie znam 3-4 osoby. Na początku nie było źle, jest inna pedagog, miła, spokojna. Uwagi jednak sypały się jak nie wiem. To była jakaś gangsterska klasa, na 1-szej wycieczce upili się... Musieli w końcu założyć zeszyt do uwag. Wakacje. Zacząłem oglądać MLP, przez co przede wszystkim spoważniałem i zmieniłem się. W końcu nastała 2-ga gimnazjum. 5 osób nie zdało, doszły dwie dziewczyny i od 2 miesięcy nie ma żadnych uwag (dziewczyny jedynie szaleją). Kolegujemy się wszyscy ze sobą (co rzadko się zdarza).

Link to comment

Podstawówka... Z nauczycielami nie miałem problemów, zawsze uważano mnie za "złote dziecko", ponieważ miałem swoje zasady. 1 i 2 klasa poszła dobrze. Ogólnie byłem lubiany przez wszystkich (Klasa 8 osób, jak to w szkołach kościelnych bywa), i nie było jakiś osób które by wyżywały się na innych. A potem nadeszła zmiana szkoły... Na początku szło dobrze, i nawet nikomu nie przeszkadzało że kumpluje się z najmniej lubianą osobą w klasie (Miała ADHD, a wiadomo jak inni na to reagują). Potem, ta osoba zmieniła szkołę (Ze względu na odtrącenie przez resztę klasy), a po pewnym czasie wpasowałem się w grupę nowych "kolegów". Było fajnie, ale medal ma 2 strony. Zaprzyjaźniłem się też z 1 mniej lubianą osobą, i oczywiście grupa "kolegów" zaczeła narzekać czemu się z nim zadaje. Ehh... Wykazując się głupotą zacząłem przed tamtą osobą uciekać itp. ale w wiekszości przypadków kończyło się i tak uczieczką kolegów którzy mnie "zgubili", i wspólnym powrotem do domu z moim przyjacielem. W końcu w końcówce 5 i całej 6 klasie zostałem z tamtej grupy nieoficjalnie "wyrzucony", a wszyscu "człąkowie" przerzucili się na dręczenie mnie (Ataki fizyczne, głupie pioseneczki itp.) bo wiedzieli że nie "naskarże", a tamten przyjaciel został (Jak można się domyśleć do dziś). Potem perzeszedłem do gimnazjum, nowa klasa, nowy początek, i muszę przyznać lepiej mi się powodzi (Ludzie mnie nawet lubią, ale jestem z tzn:"nizin" klasowych, ale ważne że kolegów mam) Gdzieś tak na początku 1 klasy zacząłem oglądać mlp, potem kochana depresja, potem wyjście z niej (Nie będę opisywał, bo by zajeło zbyt długo), i dzień dzisiejszy. uff... Monolog wyszedł na miarę czarnego charakteru z filmu o superbohaterach, więc pewnie nikt nie przeczyta, ale trudno. Kamień z serca i tak spadł...

Link to comment

Właściwie to nikt się mnie nie czepia, że lubię MLP. Czasem słyszę, że jestem nienormalny bo lubię kucyki, rap, metal i reggae razem wzięte. Może to i trochę dziwne :D, ale MLP jest czymś więcej niż kreskówką dla dzieci. Choć to dzięki temu, że koledzy przywykli do MLP po tym jak jeden z nich wydarł się na nas z balkonu swojego domu, że nie idzie na deske bo ogląda tęczowego kucyka. Sam wtedy pomyślałem, że jest jakiś dziwny, pewnie jak większość osób, co było głupie. Tym bardziej, że teraz też to oglądam :)

Link to comment

No, właściwie mógłbym tu zrobić małą spowiedź: Moje życie, gdzieś do trzeciej klasy podstawówki toczyło się nudno i monotonnie. Byłem przykładem typowego ,,kujonka'' - nauka na pamięć, minimum zabawy i kontaktu z rówieśnikami. Nie powiem żeby mi to przeszkadzało. Jednak w magiczny sposób zaczęło przeszkadzać innym dzieciom. Cóż, może nie byłem fizycznie gnębiony, ale dawano mi odczuwać moją inność. Uciekłem wtedy do specyficznego kokonu z moich myśli. Wracając ze szkoły do domu nie miałem konkretnych zajęć i potrafiłem po prostu siedzieć parę godzin i myśleć o wszystkim o czym tylko mogłem. Taki troszeczkę syndrom klasowej ofiary. Przez ten czas wykształcił się u mnie specyficzny tryb myślenia. Zacząłem postrzegać wszystkich wkoło mnie jako bydło i czuć do nich coś w rodzaju nienawiści, czy bardziej złości. No ale cóż, podstawówka się skończyła, zaczęło gimnazjum. Ludzie się zmienili ale ich postrzeganie przeze mnie nie. Dalej byli dla mnie bydłem traktowanym z rezerwą i obrzydzeniem. Ba, do tej pory mam poważne trudności z nawiązywaniem znajomości i rozmowami z ludźmi, choćby w sklepie, czy salonie prasowym. Pewną odskocznią były dla mnie, co brzmi paradoksalnie, filmy, komiksy, książki itd. z różnymi ,,pechowcami'' w roli głównej. Ta ,,odskocznia'' polegała głównie na tym, że bardziej się dołując ich depresjami, znajdowałem w sobie jakiś rodzaj siły, aby brnąć do przodu mówiąc ,,hej, przecież wcale nie mam tak źle''. Może dlatego lubię się utożsamiać ze ,,smutnymi bohaterami'', może dlatego lubię Wertera, Discord Whooves'a i innych. No, jednak trochę za późno się obudziłem i obok mnie nie było prawie nikogo. Na szczęście przyszło liceum, przyszli nowi znajomi, przyszedł fandom i ten cały ,,pierd*lnik'' zaczął już odpuszczać. Jednak nadal miewam napady, powiedzmy że smutku, które przeszkadzają. Mimo wszystko kombinuję jak to wszystko regulować. I tak już leci 7 lat. Trochę smutna historia, ale myślę że w końcu będzie happy end. :drwhooves:

Link to comment

Wszystko wymaga czasu. Po każdym z tych "gorszych" stanów umysłowych, pozbieranie się zajmuje dużo czasu (A wiem o czym mówie). Ale ważne że wszystko już idzie we właściwym kierunku, a co do "napadów" to to jest normalne, więc się zbytnio nie martw. Krótka odpowiedź, by zaoszczędzić wam czytania:TWcU3:.

Link to comment

a ja jestem tchórzem i nikomu nic o moich upodobaniach nie mówię. ale czekam na okazję. np jak ktoś coś powie o mlp to wyskoczę i zacznę z tym kimś o tym gadać, aż w końcu powiem (ale będę z tym ostrożny). raz kolega poprzez moje konto yt odkrył masę moich komentarzy w filmach i parodiach mlp, ale nie wiedział co to jest i udało mi się to jakoś odkręcić. na szczęście mam przeciwko większości chłopaków w klasie przygotowane argumenty :-P (taki już jestem...) np jeden gra na gameboyu w wieku 15 lat w pokemona. albo inny, z dwoma nielepszymi od niego kolegami udaje maczo i myśli że jest najzajebistszy. nigdy tego argumentu jeszcze nie wykorzystałem, ale kiedy przyjdzie czas to go załatwię. jestem od niego o głowę wyższy :-D jak coś epickiego lub katastrofalnego się wydarzy, to dam znać.

Link to comment

izy, oglądasz kucyki i będziesz się z kogoś śmiał że gra w pokemony? Wiesz, dziwne trochę.. ;p Od takiego pseudo-kontrargumentowania (a w zasadzie to zamiast obrony chcesz mu po prostu odpowiedzieć atakiem :D) lepiej jest już po prostu przyznać mu racje że oglądasz, kolesiowi wybijesz z ręki wszystkie 'argumenty'.

Link to comment
Guest
This topic is now closed to further replies.

Discord Server

Partnerzy

  • For Glorious Equestria
  • Bronies Polska
  • Bronies na DeviantArcie
  • Klub Konesera Polskiego Fanfika
  • Kącik lektorski Bronies Corner
  • Lailyren Arts
×
×
  • Create New...