Recommended Posts

Na Końcu Naszej Drogi 

 

Autor: Poret50/BronyReader

 

 

Nie będę się rozwodził nad opisem owego opowiadania, bo po prostu jest na to za krótkie. Pozwól mi jednak zadać ci jedno pytanie. Co powiedziałbyś swojej ukochanej czy też ukochanemu, gdybyś wiedział/a że za pięć minut umrzesz?  

 

 

Serdecznie dziękuję WhiteWolfowi za pomoc przy pre-readingu i korekcie.


Z góry przepraszam za ewentualne błędy i literówki i życzę miłej lektury.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bardzo miło, że wróciłeś do pisania po tak cholernie długiej przerwie. Szczególnie to cieszy, gdyż pokładałem w Tobie zawsze spore nadzieje.

Czy ten fanfik je spełnia?

No nie do końca... to jest miniaturka literacka... bardzo krótkie opowiadanko, właściwie scenka, skecz. Jest ok, fajnie opisana i z uczuciem, ale w tej formie absolutnie "nie wyczerpuje tematu". Chciałbym wiedzieć jak do tego doszło, czemu mamy tutaj alternatywną historię. Osobiście też nasyciłbym to wszystko opisami. Ale równocześnie mogę pochwalić styl właśnie uczuciowość tekstu. No i określenie "Czarna Królowa". Sehr gut.

DODANO: no i fanfik jest dość prosty. Dodałbym jakąś głębszą intrygę, aby fabuła nie była banalna :D

  • +1 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Zacznę od technikaliów. Pozjadane przecinki, w jednym miejscu "Shining" napisany z małej litery. Dziwne formatowanie dialogów - zamiast tabulatora przed półpauzą (swoją drogą, myślniki zamiast półpauz w zapisie dialogowym są be) zrobiło ci się wcięcie na cały blok tekstu. Nie wygląda to zbyt ładnie.

Treść... W zamierzeniu miała być pewnie poruszająca, przenikliwa i pełna emocji, prawda? I owszem, zrobiło mi się smutno - nad tym, jak to pięknie położono. Dialogi są płaskie i drętwe, a z postaci jakiekolwiek zalążki osobowości ma co najwyżej Chrysalis, kreowana na sztampową Wielką Złą, która nie przestaje chełpić się odniesionym sukcesem, śmiać w twarz pokonanym wrogom... i nic poza tym. Opisy sprowadzają się do prostych zdań, które nijak nie spełniają swojej roli poza suchym komunikowaniem "postać była tam i siam, zrobiła to i tamto". Cała ta wielka miłość między Kredensem i Armorem... Przykro mi, ale ona nie istnieje. Wymachujesz mi przed oczami wielką planszą z napisem "PACZ JAK ONI SIĘ BARDZO KOCHAJĄ I JAK SIĘ KOCHAJĄ I W OGÓLE ROMANS STULECIA" - ale nijak mi nie pokazujesz faktycznego uczucia, tylko przesłodzoną i upstrzoną brokatowym kiczem namiastkę, jaką mogłabym znaleźć w pierwszym lepszym harlekinie. W dodatku pokazujesz ją na rozmazanym zdjęciu zrobionym aparatem w starej Nokii. Kilka dialogów i krótkich, cukierkowych wspominek nijak nie wykreuje choćby iluzji uczucia.

Największym problemem jest jednak fakt, że wszystko to jest skandalicznie krótkie. Fabuła bez mała nie istnieje, sensownej podbudowy do całego tego słodzenia brak, maciupeńka akcyjka pędzi na łeb, na szyję... Co gorsza, nie próbujesz nawet stworzyć więzi między czytelnikiem a postaciami. Czemu miałabym przejmować się losem postaci, których w tym wydaniu nie znam? To, że Candance i Shining pojawili się w serialu nie zwalnia cię z obowiązku "napisania" ich.

A sam motyw "słów przed śmiercią"? Na moje niewykorzystany w żaden ciekawy sposób. Ot, nasze gruchające gołąbki opowiadają nam krótką historię swojego życia w przerwach od powtarzanego do znudzenia "kocham cię".

Koniec końców - dostałam... cóż, słabego, nijakiego fika. Nie coś obraźliwie złego czy tak złego, że aż zabawnego. Po prostu - nijakiego. Strzępek treści utaplany w lukrze, który wzbudził u mnie niewiele więcej, niż wzruszenie ramionami i okazjonalny pomruk znudzenia, gdy trzustka nie wyrabiała z produkcją insuliny...

 

Z drugiej strony jestem cyniczną zołzą, jaram się płytkimi shipping-quo* w głupich grach wideo, moje wyobrażenie o "wielkiej miłości" to "pójść na sushi i gadać o grach wideo" (ewentualnie "pójść do łóżka, upić się, odpalić Netfliksa na PS4 i wybrzydzać na Man of Steel"), do tego przeżyłam raptem dwa krótkie związki i jedno gimnazjalne zauroczenie, a swojego faceta widuję raz na parę miesięcy... więc co ja tam wiem o uczuciach.

 

A teraz wracam do łóżka, zanim się okaże, że mam jednak zapalenie ucha.

 

*) Shipping, który tkwi w wiecznym status quo. A to zainteresowani nie deklarują otwarcie uczuć, a to wciąż schodzą się i rozchodzą, a to z shipu robi się żart z brodą jak stąd do Honolulu...

  • +1 5

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Standardowo sprawdziłem fanfik pod kątem plagiatu (zgodnie z zapowiedzią). Sprawdzenie wypadło pozytywnie, opowiadanie zostaje.

 

Co do samego tekstu.

 

Opowiadanie ma sporo słabych stron, ale i trafiła się mocniejsza. Jakby to opisać jednym zdaniem? Zabrakło w nim zbudowanego świata - tak naprawdę dostajemy jedną, dosyć chaotyczną i strasznie naiwną scenę przed egzekucją oraz jedno niezłe wspomnienie.

 

Ta pierwsza jest naiwna do bólu, chaotyczna, a przedstawienie charakterów postaci wypada różnie. Applejack jest koszmarna, a Shining i Cadance wypadają bardzo nieprzekonująco. Fluttershy za to jest całkiem serialowa (choć tak jak AJ jest tylko króciutkim epizodem) a zachowanie Chrysalis, choć nieco przesadzone (takie stereotypowy ZUY), wypada nienajgorzej. Natomiast jej fabuła osłabia cały fanfik, gdyż wszystko dzieje się po prostu za szybko. Uważam, że dodanie kilku stron pozwoliłoby zdecydowanie lepiej zbudować atmosferę. W obecnej formie zapowiadanego tagami smutku nie da się odczuć a wątek romansowy jest wciskany na przysłowiowego "chama" - byle więcej, byle szybciej, byle już. Tu jest bardzo dużo do poprawy.

 

Druga scena, to wspomnienie na tle pierwszej wypada lepiej. Przede wszystkim udało się zbudować atmosferę uczucia pomiędzy dwójką młodych zakochanych. Pomogła w tym umiejętnie dobrana sceneria i ich zachowanie, które wypadło dobrze - czuć pewną dozę naturalnej niezręczności, która jednak szybko zostaje pokonana. Także zachowanie postaci bardziej mi pasowało do ich serialowych odpowiedników niż w pierwszej opisywanej scenie. Długość również jest odpowiednia - nie ma wrażenia totalnego pędu, ale także udało się jej sztucznie nie przedłużyć, a to wbrew pozorom nie jest wcale łatwe. Jest ok.

 

Kolejne zastrzeżenie mam do dialogów postaci (też w scenie pierwszej). W jednej chwili są sztucznie napuszone, w drugiej totalnie naiwne, by przejść do wymuszonej łzawej ckliwości lub okrzyków pełnych zła i tryumfu. Zupełnie się to nie klei, zabrakło płynności w przejściach między nimi.

 

Jeżeli chodzi o formę, to o ile ortografia dawała radę, to już stylistyka i konstrukcja zdań nadal jest problemem - i widać to najbardziej w tej felernej pierwszej scenie. Dodatkowo widziałem bardzo dużo mieszania czasów - poważny błąd, dziwie się, że prereader tego nie wyłapał.

 

Podsumowując - nadal nie jest dobrze, jednak w porównaniu z wcześniejszymi tworami widać postęp w umiejętnościach. Szczególnie dobrze widać to we wspomnieniu, które jest naturalne a nie wymuszone i nachalne.

  • +1 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się