Jump to content

A part of me [slice of life] [one-shot]


Bester
 Share

Recommended Posts

Oto mój kolejny fanfik. O czym tym razem?

 

Cóż, tekst ten można spokojnie porównać do "Po pierwsze: nie szkodzić" ponieważ również będziemy się tutaj obracać w tematyce lekarzy i szpitali.

Zatem, udanej lektury:

 

A part of me

 

 

Za pre-reading i wstępne opinie kieruję podziękowania dla Foleya i Myhella.

 

I ponownie, proponuję zajrzeć po przeczytaniu:

Spoiler

Jak wy byście postąpili? Co zrobilibyście na miejscu doktora Scharera?

 

Edited by Draques
  • Upvote 9
Link to comment
Share on other sites

A więc... (nie zaczyna się zdania od "a więc") <---------- pamiętacie jeszcze kto tak zwykł pisać? :interesting:

 

Ekhm... Do rzeczy...

Bardzo mocny tekst, skłaniający do refleksji, ciężko byłoby po przeczytaniu przejść obojętnie. Na pochwałę zasługuje pomysł, bardzo ładnie urozmaicony dwójką "uroczych" bohaterów. Jeden dobry, drugi zły... a może obaj źli... albo neutralni... a jeśli nie, to który jest który? No właśnie... i to jest w tym fiku genialne, że każdy czytelnik może inaczej odbierać postacie, przez co ich ocena będzie inna. Mamy pełne pole do popisu i wysnuwania wniosków, ponieważ autor/narrator nie narzuca nam z góry swoich ocen. Przedstawia tylko fakty, a moralną ocenę pozostawia nam. Do tego dochodzi charakterystyczne zakończenie, które pozostawia nas w niepewności.

 

Podsumowując: miłośnikom mocnych tekstów bezwzględnie polecam. Pozostałym - tylko jeśli czują się na tyle odważni, żeby przeczytać, heh.:MJTQO:

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

No to przeczytane. Nie jestem fanem krótkich opowiadań, bo rzadko kiedy potrafię się wczuć w akcję i bohaterów, ale ten fan fic był super.
Tylko 17 stron, a udało mi się jakoś wejść w skórę Scharera. Bardzo depresyjny obraz rzeczywistości, pełen niemoralnych wyborów. Kuc zatracony w alkoholizmie, który przegrał sam ze sobą. Jednak żałuje. Żałuje, że sam sobie odebrał dobro i radość przy okazji krzywdząc innych. Mimo że nie mogą mu zostać wybaczony grzechy przeszłości, to pozostała w nim część dobra i jak on sądzę, że każde życie się liczy. Czy to w przypadku uratowania niedoszłej samobójczyni czy też sprzeczce o handel organami. Zwłaszcza końcowe odebranie życia "gorszego" dla życia "lepszego".

Wszyscy jesteśmy równi i mimo że niektórzy czynią lepiej w życiu niż pozostali, są bogatsi czy szlachetniejsi, to nieważne, bo i tak nasze życia są tyle samo warte. Miałbym ogromny dylemat gdyby chodziło o odebranie życia osobie właśnie gorszego sortu dla życia osoby mi bliskiej.

Co do samego opowiadania. Jest napisane super i bardzo gładko i miło się czyta. Łatwo da się wciągnąć w fabułę i ją zrozumieć. Wciąż jednak mam problem ze zrozumieniem jednego. Kim był błękitny kuc z zakończenia? Czy to był ten kuc co zawołał "Ten skurwiel zabił mojego brata" ? Jestem trochę zagubiony i nie potrafię jasno wywnioskować z treści. Czy Scharer utracił część siebie bo zrozumiał, że na jego oczach został zamordowany brat tego kuca? Byłbym wdzięczny jakbyś mi to dopowiedział Draques, bo jak już się wciągnąłem to chciałem do końca zrozumieć wszystko.
Ale fan fic naprawdę na wysokim poziomie i mam nadzieję, że inny też będą w stanie tak to docenić. Odwaliłeś kawał dobrej roboty.

PS Nigdy nie recenzowałem twojego fica "Save me", ale chciałem tylko powiedzieć, że do dziś po przeczytaniu sporej ilości książków jest to jedna z moich ulubionych.

PS2? Widziałem parę błędów w opowiadaniu i na docksach wrzuciłem sugestie poprawek jakby co.

  • Upvote 2
Link to comment
Share on other sites

Dziękuję za komentarze.

 

4 godziny temu FrozenTear7 napisał:

 Wciąż jednak mam problem ze zrozumieniem jednego. Kim był błękitny kuc z zakończenia?

Sądziłem, że nie będzie problemu z rozpoznaniem "błękitnego kuca".

 

Spoiler

To doktor Swearl, zaatakowany przez pegaza na korytarzu. Swearl doprowadził również do śmierci kucyka, którego próbował reanimować Scharer. W mieście niektórzy wiedzieli kto zajmuje się handlem organami w szpitalu.

 

10 godzin temu Poulsen napisał:

Dlaczego tytuł jest po angielsku?

Od początku, w moich założeniach opowiadanie miało mieć angielski tytuł i tak zostało również w finalnej wersji.

 

10 godzin temu Foley napisał:

Pozostałym - tylko jeśli czują się na tyle odważni, żeby przeczytać, heh.:MJTQO:

E, tam, niech wszyscy czytają! :yay:

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

@Draques chyba za słabo mi do pamięci weszło na początku. Ale teraz no ma ogromny sens. Trochę ubolewam, że nie ogarnąłem za pierwszym razem, ale teraz wszystko jasne. I w takim razie to zakończenie jest naprawdę mega.
Teraz trochę to zmienia "co byśmy zrobili na miejscu Scharera".
Wiadomo sam Scharer zapewne by go uratował takie mam odczucie patrząc na postać, którą wykreowałeś. Ja jednak gdybym był tym, który miał decydować czy ratować Swearla myślę, że nie dałbym mu drugiej szansy. Ciężka decyzja naprawdę, ale nie sądzę że ktoś taki jak Swearl odmieniłby się. Sam Scharer jest postacią, która może i nie odkupi win przeszłości, ale może żyć jako dobry kuc. Swearl jest zatracony we własnym grzechu.

 

Miło naprawdę teraz to całe ogarnąć. Świetny fan fic i mimo że sam motyw zakończenia nie jest jakiś niespotykany to mi się cholernie spodobał.
I następnym razem muszę bardziej się przyłożyć do wyobrażania sobie na żywo postaci :kappa: 

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

9 godzin temu Poulsen napisał:

Skąd takie założenie?

Pozwól, że odpowiem w spojlerze, ponieważ odniosę się do fabuły. Jeśli zamierzasz przeczytać opowiadanie, otwórz spoiler po lekturze, jeśli nie, droga wolna:

 

Spoiler

Tytuł "A part of me" zasadniczo można zinterpretować z kilku perspektyw: Z perspektywy doktora Scharera, oraz, co ciekawe, pacjentów którzy ponieśli śmierć w tym opowiadaniu. Polski odpowiednik brzmiałby "Cząstka mnie", bądź "Część mnie". Jeśli jeszcze ten pierwszy mógłbym uznać za akceptowalny, to należy rozważyć znaczenie słowa "cząstka" w kontekście opowiadania. Do czego ono się odnosi. Oryginalnie, "A part of me" odnosi się, zarówno do przyziemnej sprawy jaką są pobrane organy, jak również do części, szeroko pojętej duszy i samoświadomości Scharera - kuc w trakcie opowiadania, ulegając Swearl`owi traci niejako część siebie, część odpowiedzialną za moralność względem pacjentów i pobierania organów. Pod koniec mówi wprost do swojego antagonisty, że stracił część siebie i pozostaje się domyślać, co zrobi z lekarzem. Czy przezwycięży siebie, czy ulegnie stracie.

 

Zatem, "A part of me" można interpretować zdecydowanie szerzej aniżeli "Cząstka mnie", którą odnieść można tylko do pojęcia duszy, ponieważ rzadko kiedy stawia się te słowa w kontekście fizjologii i organów. Dlatego też, od samego początku tytuł miał być angielski, właśnie przez możliwość szerszej interpretacji. Fakt, nie jestem anglistą, możliwe, że da się zastosować inny tytuł który trafniej odda sens opowiadania. Jak dla mnie, ten jest po prostu najlepszy.

Mam nadzieję, że rozwiałem Twoje wątpliwości, Poulsenie.

Edited by Draques
  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Całkiem przyjemny, skłaniający do przemyśleń tekst. Przyznam szczerze, że od 1/3-1/2 tekstu spodziewałem się innego rozwoju sytuacji

 

Spoiler

Scharer dalej będzie próbował zachowac człowieczeństwo i skończy na stole Swearla. 

Niemniej, dzieło bardzo dobre, Polecam. 

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Opowiadanie z interesującą, a przy tym życiową fabułą. Po przeczytaniu zmusza do refleksji na temat tego, co dzieje się w naszym świecie.

Obraz dopełniają główni bohaterowie, wyraziści i posiadający swoje motywacje. Obydwaj nie są święci, ale każdy może inaczej ich ocenić.

Opisy na wysokim poziomie, pozwalają wczuć się w klimat fika.

Styl... Jest dość dobrze, ale niektóre zdania są przydługie i można by je spokojnie rozbić na kilka krótszych. Zdarzały się też literówki i błędy interpunkcyjne, jednak w większości przypadków nie drażniły mnie zanadto.

Podsumowując: opowiadanie warte przeczytania, ale temat jest trudny i nie dla każdego.

 

Ocena: 8,5/10:salut:

Pozdrawiam i czekam na kolejne dzieła.

Edited by Coldwind
  • Upvote 2
Link to comment
Share on other sites

Dobre opowiadanie. Ciekawe, skłaniające do refleksji.

Muszę przyznać, że nie spodziewałem się niczego szczególnego po nim, lecz miło mnie zaskoczyło. Tematy, jakie opowiadanie to porusza są dość "życiowe"; że tak je określę; napisane w ciekawy, porządny sposób. Postacie są interesujące i jedna z nich wręcz zaskakująca, przynajmniej dla mnie, ponieważ po początku, nie spodziewałem się takiego zagrania.

Zakończenie także na plus. Pozostawia czytelnika ze swoistym pytaniem, zadanym właśnie jemu.

Co do strony technicznej, to nie wyłapałem jakiś większych błędów. Możliwe, że jakieś potknięcia były, ale na tyle nieznaczące, bym nie zwracał na nie uwagi.

 

Podsumowując: jest to opowiadanie bardzo dobre, naprawdę warte przeczytania.

Pozdrawiam :giggle:

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

Nie chciałem ale Bester (znaczy Draques) mnie zmusił podstępem - "jak przeczytasz to napisz komentarz". Podobnie jak we wcześniejszych opowiadaniach historia jest ciekawa i przyjemna w czytaniu, nie ma zbędnych dłużyzn. Opisy rzeczywiste podobnie jak postacie. Jedyny zgrzyt to zakończenie, a dokładnie to jak zostało to napisane, nie żeby było złe ale jak dla mnie brakuje w nim takiej mocy, wygląda jakby mówiła to Fluttershy a nie Scharer.

I największa wada - gdzie jest Midnight?!

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Pozwolę sobie odnieść się do zarzutu w sprawie zakończenia, bo wydał mi się on ciekawy do przedyskutowania:

8 godzin temu SzymonL napisał:

Jedyny zgrzyt to zakończenie, a dokładnie to jak zostało to napisane, nie żeby było złe ale jak dla mnie brakuje w nim takiej mocy, wygląda jakby mówiła to Fluttershy a nie Scharer.

 

Spoiler

Scharer w gruncie rzeczy był w szoku po tym co się wydarzyło przed chwilą. Na jego oczach został zamordowany pacjent, oraz wdał się w bójkę ze swoim współpracownikiem. Do tego był na lekach przeciwbólowych, które też w pewien sposób mogły go nieco uspokajać swoim działaniem. Zdaję sobie sprawę, że ostatnią kwestię mogłem ując nieco inaczej, lecz spokój z jakim wypowiedział się Scharer wydawał mi się najlepszą z opcji na tę scenę. Chwila w której wszystkie emocje opadają, gdzie zostaje chłodna kalkulacja "Albo ja jego, albo on mnie", w moim odczuciu zostałaby zepsuta przez wydzierającego, bądź syczącego ze złości lekarza.

 

Także ten, tyle by tego było.

 

8 godzin temu SzymonL napisał:

I największa wada - gdzie jest Midnight?!

Śpi, albo poluje na dawców krwi... :bester:

Edited by Draques
Link to comment
Share on other sites

Zawsze chciałem przeczytać fanfika nazwanego jak piosenka Katy Perry. Niżej będą różnych rozmiarów spoilery.

rym niezamierzony

 

Pierwsze trzy strony są beznadziejne. Na samym początku jestem jako czytelnik bombardowany opisem mieszkania, który ma mi uświadomić, że główny bohater trafił do nory, ale jest to za długie i napisane nienaturalnie - "jednorożec rozejrzał się po przedsionku, zobaczył to i to" po czym kilka zdań później znowu "rozejrzał się po czymś na kształt salonu. bla bla bla i opis głównego pokoju".

Okej, nie ma nic złego w plastycznym nakreśleniu miejsca akcji, ale - jak się na kolejnych stronach przekonałem - głównym i najważniejszym miejscem akcji jest szpital.

 

Na następnych dwóch stronach widać kolejne problemy z tym fanfikiem - tempo akcji i dialogi. Do tempa akcji nawiążę później, ale dialogi zaczynają być złe od pierwszego zdania na drugiej stronie:

"Nic nie szkodzi, chodź, pokażę ci kilka ciekawszych miejsc w okolicy."

Daj bohaterowi odetchnąć. Nie trzeba wszystkich myśli zawierać w jednym zdaniu. Po "nic nie szkodzi" można dać kropkę, a następne zdanie napisać inaczej i na pewno nie z "chodź" na początku.

Dalej - są takie wyrażenia jak "wieloletni pracownik tutejszej placówki", informacja, która jest w jakimś stopniu istotna dla fabuły, ale i tak występuje na późniejszych stronach, więc jest tutaj zbędna. Ja wiem, że książka to nie film, ale takie rzeczy lepiej jest opisać bardziej naturalnie w jakimś dialogu na powiedzmy 11. stronie, a nie że wchodzi Swearl i mówi "siema, jestem Swearl, jestem chirurgiem, pracuję w szpitalu już parę lat i jestem niemoralnym kutasem!".

Pytań takich jak "też jesteś chirurgiem, JAK JA, nie?" - [pogrubienie moje] - też nie powinno być. Po pierwsze - wyniknie to z fabuły, że to opowieść o chirurgach, a po drugie - dwa zdania wcześniej Swearl mówi, że czytał akta Scharera. Co tam niby było napisane? Że był wędkarzem?

    

Strona trzecia to prawie same opisy o jakichś kucach próbujących prowadzić normalne życie, brzydkich budynkach i mieście pełnym zbrodni, na które (opisy, nie miasto) byłoby miejsce w opowiadaniu liczącym sobie 180, a nie 18 stron. Widać tu dobrze wspomniane przeze mnie dziwne tempo akcji - zaczynamy opisami, potem (za) szybkie dialogi, po czym znowu długie, zbędne opisy.

 

Na stronie czwartej znowu pytanie - "Czym zajmowałeś się w szpitalu?" A to akurat ciekawe, bo robił jabłka w karmelu, kaloryczne, acz bardzo dobre.

CZYTAŁEŚ JEGO AKTA PODOBNO, POWINIENEŚ WIEDZIEĆ

 

Opisów w szpitalu czepiać się nie będę, bo przynajmniej, dla odmiany, jesteśmy w miejscu akcji. Wspomnę jeszcze raz o problemem z tempem akcji, bo widać to tu najlepiej - Scharer idzie do nowego miejsca pracy, zszywa jakichś gówniarzy, nagle ma interwencję, umiera mu pacjent, po czym dowiaduje się, że Swearl opierdala narządy i organy na czarnym bazarku. Wszystko w ciągu JEDNEGO dnia. W odstępie kilku godzin.

Ten fanfik naprawdę zyskałby na rozwinięciu akcji - rutynowa praca (o tym trochę), nagłe przypadki (o tym trochę), tajemnicze zgony na stole operacyjnym -> Scharer zaczyna podejrzewać, że Swearl to szemrany lekarz (o tym trochę), sprawa wychodzi na jaw -> Scharer nie wie, co ma o tym sądzić oraz co ma robić. I tak dalej. 18 stron to mało jak na taką nawet ciekawą historię, ale da się coś z tym zrobić, wystarczyłoby zamienić kolejność wydarzeń i skrócić trochę zbędne opisy.

 

Jest kilka błędów - zbędne przecinki, zbędne apostrofy, literówki, które czasem zmieniają znaczenie (pracami zamiast prawami), a także takie kwiatki jak jaznozielony.


Chciałbym napisać, że zakończenie jest efektowne, nawet pomimo bycia edgy, ale skłamałbym, pisząc że je do końca zrozumiałem. Najpierw dajesz w mordę koledze po fachu, bo jest niemoralnym sukinsynem o moralności innej niż twoja, a kilka minut później mówisz mu, że OOO PRZEZ CIEBIE TERAZ JA BĘDĘ KRADŁ NERKI?

Trochę za szybka przemiana moralna, by nie powiedzieć błyskawiczna, nawet u kogoś z przeszłością, która nieskazitelna nie była.

 

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Zasadniczo całość komentarza najlepiej podsumowuje ten fragment:

7 godzin temu Ślimak Żarówa napisał:

Ten fanfik naprawdę zyskałby na rozwinięciu akcji - rutynowa praca (o tym trochę), nagłe przypadki (o tym trochę), tajemnicze zgony na stole operacyjnym -> Scharer zaczyna podejrzewać, że Swearl to szemrany lekarz (o tym trochę), sprawa wychodzi na jaw -> Scharer nie wie, co ma o tym sądzić oraz co ma robić. I tak dalej. 18 stron to mało jak na taką nawet ciekawą historię, ale da się coś z tym zrobić, wystarczyłoby zamienić kolejność wydarzeń i skrócić trochę zbędne opisy.

 

Po spojrzeniu na całość z tej perspektywy wygląda iż moim największym błędem była decyzja o napisaniu tego opowiadania w formie one-shota, zamiast większego opowiadania. Fakt, historia pierwotnie miała toczyć się wolno, ale widzę teraz, że kluczowe elementy na końcu zostały nieco pogonione. Za szybko też chciałem coś wreszcie opublikować. Dziur logicznych podczas pisania najzwyczajniej nie zauważyłem, no mój błąd no.

 

Nie ma się co tutaj dalej rozwodzić, dziękuję za merytoryczny i rzeczowy komentarz, podkreślający wady opowiadania, serduszko mnie po nim zabolało, ale takie kubły zimnej wody też są potrzebne, żeby mi czasem nie odwaliło :yay:

Link to comment
Share on other sites

  • 2 months later...

Cóż. Obiecałem przeczytać, obiecałem komentarz, więc oto jestem.

Co do strony technicznej: jest spoko, nie byłem w nazi modzie, więc może coś mi umknęło, ale nic poważnego nie zauważyłem.

Dziury fabularne już tam wyżej ktoś wytknął, więc je pominę.

Dalej... dialogi. Nie wiem czemu, ale za każdym razem miałem uczucie drewna, sztuczności. Może problem z wczuciem, może efekt tego, że czytałem to późno i byłem zmęczony... wydawały mi się strasznie płytkie, jakby na siłę. Generalnie źle mi się je czytało, możliwe że to efekt tego, że nie poznajemy bohaterów za dobrze.

No właśnie. Długość, też wspomniana wyżej. Myślę, że fic sporo by zyskał na rozwinięciu akcji i lekkim jej spowolnieniu.

Co do klimatu... cóż, generalnie mnie mało co rusza, więc ciężko mi się odnieść do tego, czy klimat był "ciężki". Aczkolwiek temat z pewnością składnia do przemyśleń i jakiejś refleksji. Jednakże, jak wspomniałem wcześniej, wielkich emocji to we mnie nie wywołało.

 

Podsumowując... opowiadanie na plus. Z pewnością warto przeczytać *reklama mode on* jak wszystkie dzieła Bestera, gdyż prezentują wysoki poziom *reklama mode off*. Jest parę niedoróbek, można by ten tekst trochę rozszerzyć, ale z pewnością jest warte przeczytania w obecnej formie, chociaż jak dla mnie jest to tekst na jeden raz, raczej bym do niego nie wracał. Oceny punktowej nie wystawiam, bo jej nie lubię.

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Przed chwilą skończyłem czytać tego fika i cóż...... - mocne..

Mamy tutaj klasyczny przykład osoby/kuca która mumio złej przeszłości chciał się zmienić pod wpływem wydarzeń.

Fajnie się go czyta, o kwestiach technicznych wspominać nie będę bo ekspertem nie jestem ale jest tylko jedna rzecz która mi się nie podoba.

Jest to zakończenie ponieważ brzmi jak czeski film , a sam fanfik ma duży potencjał na kontynuowanie wątku fabularnego.

Daje 8/10 .

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

  • 3 months later...

Nie będę owijał w bawełnę – nie jestem fanem tego opowiadania, a porównywanie go do "Po pierwsze: nie szkodzić" uważam za nieuzasadniowe. Owszem, tematyka jest bardzo podobna, gdyż zwiedzamy szpitale "od kuchni", widzimy codzienność personelu, a po drodze pojawiają się dylematy moralne. Jednakże, jeśli chodzi o klimat, jak również sam wydźwięk, to coś zupełnie innego i to właśnie od tego punktu pragnę wyjść w niniejszej recenzji.

 

Doktor Scharer jest postacią, której raczej nie da się kibicować i która w ogóle nie wzbudza sympatii czytelnika. Sama jego kreacja jest trochę monotonna – ot, kolejny szary (dosłownie!) jednorożec po przejściach, który...

Zaraz, chwila, że co zrobił? Powiem wprost, wydaje mi się, że po wykonywaniu swoich obowiązków pod wpływem, a zatem przyczynienie się do śmierci pacjentów w połączeniu ze skatowaniem żony (również pod wpływem) ten ogier powinien stracić uprawnienia do wykonywania zawodu i trafić do więzienia. Możliwość, jakoby komisja "ulitowała się" i przeniosła go do szpitala w Rio de Mareiro wydaje mi się MOCNO naciągana. Dalej mamy doktora Swearla, który również nie wzbudza jakiejś szczególnej sympatii, po czym nagle okazuje się być naszym antagonistą. Tu przychylę się do opinii Ślimaka, że zawodzi tempo akcji oraz forma – żadnego stopniowania, żadnego wprowadzania czytelnika, żadnej próby zbudowania zagadki. Po prostu dostajemy kolejne wydarzenia, taśmowo. Nawet rewelacja, że już wcześniej Swearl celowo uśmiercał pacjentów dla ich narządów została tu podana tak, że nie sposób się ją przejąć. Żadnego szoku, czy też niedowierzania, wręcz można się było tego spodziewać. Zdecydowanie lepiej tytuł sprawdziłby się jako wielorozdziałowiec, czy też zbiór trzech, czterech opowiadań. Byłaby to również szansa na zwrócenie uwagi na szereg innych patologii, na biedę, zadanie większej ilości pytań, być może bez odpowiedzi, ale na pewno takich, które skłoniłyby do myślenia.

 

Wreszcie, świat, w którym rozgrywa się akcja opowiadania. Jako nawiązanie do naszej rzeczywistości i nielegalnych procederów znanych z państw n-tego świata, wyszło bardzo dobrze. Dowiadujemy się o tragicznych warunkach panujących w mieszkaniach, degeneracji mieszkańców, bezsilności ofiar przemocy, poznajemy świat, w którym nikomu nie możemy ufać – nawet lekarzom. To świat surowy, nieprzyjemny, cechujący się znieczulicą na czyjeś cierpienie, gdzie próżno szukać jakichkolwiek norm, czy przyzwoitości. Wszystko to jest martwe. To upadłe, smutne miasto bez perspektyw, gdzie życia się nie szanuje.

 

Istotnie, jest to zwrócenie uwagi na ciemną stronę naszego świata – stronę o której niechętnie się dyskutuje i co do której wstyd się przyznać, zwłaszcza tym, którzy mają jakikolwiek wpływ na światową politykę. Jeśli po przeczytaniu opowiadania ktoś nadal ma wątpliwości, niedowierza, uznaje to za maksymalnie przerysowaną wizję autora, polecam zapoznanie się z tematem. Nawiązanie do Rio de Janeiro nie jest przypadkowe, jako że ostatnie igrzyska odbyły się właśnie tam, rzucając cień na biedę zwyczajnych obywateli. Tutaj jeden z wielu reportaży, po polsku. Prawdziwy reportaż, a nie jakiś "Pucz".

 

I myślę, że to najważniejszy atut fanfika – ma on szansę przypomnieć, czy w ogóle zwrócić uwagę na potworne nierówności na świecie, wszechobecne, ale uparcie maskowane okrucieństwo, czy też szeroko pojmowaną nieuczciwość, zło, wypaczenia. Ponieważ świat przedstawiony w fanfiku jest tak przepełniony niegodziwością, przemocą, chłodem, z pewnością nie jest to lektura dla każdego, a osobom wrażliwym, osobom dla których niemożliwe jest, że kucyki byłyby do czegoś takiego zdolne, że mogłyby mieszkać w takm miejscu, stanowczo odradzam próby czytania. Jest to kawałek tekstu trudny do przełknięcia.

 

Niestety, to i solidna strona techniczna (zaznaczyłem wszystkie literówki jakie zauważyłem, nie było ich wiele) to jedyne mocniejsze atuty fanfika, a jeśli dodamy do tego fakt, że nie każdy przełknie taki oto przekaz, w zasadzie jako pewnik zostaje nam jedynie strona techniczna. "Po pierwsze: nie szkodzić" było opowiadaniem, w którym chciałem kibicować głównemu bohaterowi, mogłem wczuć się w jego sytuację, w jego dramat, a jego ostateczne działanie można oceniać dwojako. Pisałem już o tym. Z jednej strony postąpił dobrze, gdzyż pozbył się chwasta, ale z drugiej, nadużył swojej wiedzy, złamał przysięgę. To postać, której można nawet współczuć, co do której chcemy, aby wszystko się powiodło.

 

Doktor Scharer nie jest taką postacią. Nie da się go lubić z uwagi na jego nałóg, przeszłość i dziwną moralność, gdzie najpierw jest mu wszystko jedno, potem przypomina sobie o żonie i rozpacza, a potem atakuje współpracownika, choć innego dnia bez mrugnięcia okiem zgodził się na ekstrakcję organów, choć i tak nie było to w porządku. To kucyk dziwny, nieprzyjemny, z którym ciężko się utożsamić i który w zasadzie nie zrobił nic dobrego. O panu Swearlu lepiej już nie wspominać.

 

"Po pierwsze: nie szkodzić" było również w miarę realistyczne. Przez to łatwiej było wejść w skórę bohatera, odczuć dylemat moralny, czy po prostu zastanowić się nad moralnością, odnieść to do prawdziwego świata. "A part of me" takie nie jest – Scharer jakimś cudem jest na wolności i został tylko przeniesiony, nadal tonie w alkoholu, raz jest taki, a raz taki, brakuje mu konsekwencji. Swearl najpierw zachowuje się "normalnie", później dostaje dzikiego szału, a chwilkę potem sam ląduje na stole, a dylemat moralny, który w tamtym opowiadaniu był szalenie ważny i wstrząsający, tutaj wydaje się być wrzucony na siłę, na ostatnią chwilę. O czym już wspominałem, forma pojedynczego opowiadania w ogóle się nie sprawdza, w przeciwieństwie do "Po pierwsze: nie szkodzić".

 

Ostatecznie, nie sądzę, że to dobre opowiadanie, natomiast jestem pewien, że autora stać na wiele, wiele więcej i gdyby tylko porwał się na formę składającą się z kilku rodziałów, wówczas nie tylko zrealizowałby lepiej główny wątek, ale także dołożył ich więcej, zadając ważne pytania o biedę, wykluczenie, zło, czy degenerację. W obecnej formie, "A part of me" wydaje się dosyć... Puste.

 

Nie uważam jednak, że jest to potencjał zmarnowany, ale tylko niewykorzystany. Myślę, że warto by było przemyśleć, czy warto napisać opowiadanie jeszcze raz, w innej formie. Na pewno wciąż byłaby to lektura trudna, nieprzeznaczona dla osób wrażliwych czy też inaczej postrzegającej kucyki, ale ci, którzy daliby radę, otrzymaliby lepszy obraz nawiązujący do prawdziwego, ludzkiego świata a wraz z nim więcej pytań, więcej przedmiotów refleksji.

 

Podsumowując, "Po pierwsze: nie szkodzić" jest opowiadaniem dużo, dużo lepszym i moim zdaniem nie powinno się go zestawiać z "A part of me", które ma w sobie potencjał, ale nie umywa się do wspomnianego tytułu. Bez przemyślenia formy, ten brudny, surowy świat nie będzie miał żadnego głębszego sensu. Wierzę jednak, że Bester powróci do tego tekstu i tematyki i da nam coś, co nie tylko nami wstrząśnie, ale też pozwoli spojrzeć na różne dramaty i akty niegodziwości z różnych perspektyw, pokazując szerokie spektrum zła, na które nie wolno się godzić i z którym trzeba walczyć.

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

×
×
  • Create New...