Jump to content

Luna, There's a Sentient Race Inside Your Mane [PL][Oneshot][Comedy]


Arjen
 Share

Recommended Posts

Witam, oto kolejne moje tłumaczenie z Luną w roli głównej. Krótkie, ale wysoko ocenione przez użytkowników FimFiction.net
dEaic.jpg
Mam nadzieję, że tłumaczenie jest na poziomie, a ja ustrzegłem się błędów i literówek. Nie będę Wam spoilerował, moim zdaniem warto przeczytać... : ) I podejść do tego z przymrużeniem oka... Oryginał


Luna, There's a Sentient Race Inside Your Mane [PL] - Tłumaczenie by Arjen

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Ten fic... trolololo :rainderp:

Ciekawy wybór, muszę przyznać. Całkiem zabawnie to wyszło xD

Błędy są tu i ówdzie - głównie w dialogach. Za dużo, by wyjaśniać :P

I też takie coś mi się rzuciło w oczy:

To obetnie włosy kucukolwiek. Nawet mi – rzekła Celestia. – Nie ruszaj się…

W tym wypadku po prostu na siłę próbowałeś wrzucić to słówko "kucykolwiek". W tym wypadku powinno być po prostu "każdemu".

Also, dziwny fic, ale przyjemny do poczytania.

Link to comment
Share on other sites

Czytałem ten fanfic dawno temu i zastanawiałem się czy go nie przetłumaczyc z racji tego ze mial tak wysoka ocene i ze jest taki krótki, jednak zrezygnowałem, bo średnio mi się podobał ^^

Link to comment
Share on other sites

  • 2 months later...
  • 1 year later...
  • 6 years later...

Cóż za niezwykle pasjonujące, interesujące i kształcące dzieło. Doskonale tłumaczy dlaczego warto myć grzywę. 

 

A tak poważnie, mamy tu do czynienia z krótką, lekką i przyjemną komedią, opartą na niecodziennym pomyśle. No dobra, można by uznać, że pomysł na to, by w niemytej grzywie zagnieździło się jakieś paskudztwo nie jest do końca oryginalny. Ale jeśli zrobimy to z tysiącletnim alikornem, to możemy uzyskać rasę cywilizowanych wszy, roztoczy czy co to tam było. A skoro to grzywa Luny, to mają czas by wynaleźć podróże międzygwiezdne, działa orbitalne i kosmiczną wojnę, nie mówiąc o podróżach międzygalaktycznych.

Spoiler

I tu dochodzę do pytania, czy ta inteligentna rasa zrobiła jakiś skok przez czarna dziurę, albo jakąś inną.

A to wszystko w grzywie księżniczki Luny. 

Żeby było ciekawiej, całość obserwujemy wyłącznie z zewnątrz, oczami samej księżniczki i jakiegoś kuca, który uważnie obserwuje te wydarzenia przez jakieś gogle powiększajace. To sprawia, że całość jest jeszcze zabawniejsza. 

Pomysł na inteligentną rasę w grzywie księżniczki nie byłby pełny, gdyby nie dobre i dobrze złożone dialogi, oraz reakcje. Na przykład strażnik, który wchodzi, gdy Luna wrzeszczy na swoja grzywę. Dzięki temu ten fik bawi. 

 

Jeśli chodzi o formę, to jest... dobrze. Znaczy, tłumaczenie wygląda dobrze, choć było kilka błędów wyszczególnionych w niezaakceptowanych sugestiach. Zapis dialogowy też ujdzie, choć chyba raz czy dwa było wsunięcie akapitu, zamiast wcięcia pierwszego wiersza. Największą wadą jest jednak brak justowania. No ale trudno. 

 

Podsumowując ten krótki komentarz, to bardzo przyjemna, lekka, krótka komedia. Taka w sam raz na dziesięć, piętnaście minut. Napisana kreatywnie, z pomysłem i wywołująca uśmiech na twarzy. Czasami tylko tyle człowiekowi potrzeba. No i naśmiewa się z Luny, zamiast z Celesti, a to raczej nieczęste. 

 

 

Link to comment
Share on other sites

Okazuje się, że obcy są wśród nas. Podobnie jak zaawansowane technologicznie rasy.

 

SPOJLERY

 

Bardzo pomysłowy fik, dobrze ograny i napisany, o czym świadczą oceny na FimFiction (które przytoczył nam autor tłumaczenia). Ciekawi mnie geneza tego pomysłu… Czy było tak, że autor oglądając jeden z odcinków MLP, w pewnym momencie zapatrzył się na grzywę Luny i nagle wpadł na pomysł? Jakby nie było, całe szczęście, że opowiadanie spisano, bo miałem chwilę rozrywki podobnie jak inni, a przynajmniej tam mi się wydaje, sugerując się komentarzami. Choć być może inspiracja przyszła od…. Facetów w czerni, ponieważ chyba w tamtym filmie było tak, że cała ludzkość mieszkała wewnątrz ogromnego potwora. No i istnieją pewne fantastyczne teorie, że my, jako ludzie, mieszkamy w mózgu przeogromnej istoty, będąc przy tym pasożytami. Tak, cały wszechświat miałby być mózgiem.

 

No dobra, a o czym jest fanfik? Luna znajduje się w ogrodach królewskich. W pewnym momencie zauważa kucyka morskiego, który wpatruje się w jej grzywę. No i oczywiście pyta, kim jest. Dowiadujemy się, że to Ruby Shell, a wiadomość, którą ma do przekazania, jest wręcz wstrząsająca… Oto w grzywie księżniczki zawiera się cały, inny wszechświat, gdzie istnieją gwiazdy, planety, a przede wszystkim życie inteligentne. Życie, które zdążyło wytworzyć cywilizację zdolną do podróży międzygwiezdnych. No i w tym momencie pokiwałem głową z uznaniem; “wow, to naprawdę ciekawe”. Bo rzeczywiście jej grzywa jest magiczna, jak grzywa każdego, dorosłego alicorna. Tak, takiego wyrośniętego, bo grzywa Twilight oraz Flurry Heart nie falowała magią (co do tej pierwszej, to poza drobnymi wyjątkami).

 

No okej, ale co teraz zrobić z tym całym fantem? Okazuje się, że jest jeszcze gorzej, ponieważ rasa mieszkająca we włosach Luny toczy wojnę na międzygalaktyczną skalę. 

 

“Mała eksplozja rozerwała gwiazdę znajdującą się w grzywie Luny. Detonacja wywołała miniaturową falę energii rozchodzącą się po okolicznej przestrzeni , po czym kolor jej włosów zmienił się z z głęboko niebieskiego na ciemniejszy fiolet czemu towarzyszył błysk światła i energii. Luna stanęła z otwartymi ustami.

- CO TO BYŁO? – krzyknęła. 

- Wygląda jakby orbitalne działo pulsacyjne rozerwało gwiazdę obok. Luna, nie tylko masz rasę międzygwiezdnych istot w grzywie, ale na dodatek wydają się być w stanie wojny. 

- AH!”

 

Podobają mi się te reakcje Luny. W sumie, to nawet nie są przesadzone, no bo w końcu coś inteligentnego żyje w jej włosach, a następnie używa potężnej broni zdolnej do wywoływania wybuchów supernowej. Jednak zastanawia mnie jedna rzecz. Jak bardzo ograniczony wydaje się być ten kosmos? Bo wszechświat może być jednocześnie nieskończony jak i ograniczony i po prostu zapętlać się w taki sposób, że przypomina to poruszanie się po okręgu; czyli lecąc przez siebie, prędzej czy później wrócimy do tego samego miejsca. No ale nic. Dlaczego w grzywie Luny powstały takie formy życia? Ponieważ Luna nie myła nigdy grzywy. No i gdyby tak było, to mogłaby być tłusta jak jasny szlag, ale w sumie jest wydaje się być eteryczna oraz nasączona magią, więc… no zazdroszczę. Pewnie włoski nigdy też nie wypadają. Ech, baby to czasem mają dobrze… 

 

Dalsza część fika opowiada o kolejnych zniszczenia. Pani Nocy nie może przetrawić tego, że wybuchają kolejne gwiazdy oraz planety. Na szczęście zjawia się Celestia, która ma rozwiązanie; aby pozbyć się problemu, należy odciąć grzywę oraz ogon. No i rzeczywiście to się dzieje. Biedna Luna pozostaje z niczym na głowie i na zadzie. Jej włosy zostają wyrzucone w przestrzeń kosmiczną, aby te inteligentne rasy przypadkiem nie zaszkodziły księżniczce nocy, a może nawet całej Equestrii. I mimo że fanfik opowiada o absurdalnej historii, to pod koniec dostaliśmy miły i całkiem przyjemny przykład siostrzanej miłości, gdy Celestia zadbała o Lunę, oddając jej kawałek swojej własnej grzywy, aby jej siostra mogła nosić ją jako perukę. No okej, ale w sumie wystarczyło kupić normalną perukę, być może ktoś na zamówienie mógłby zrobić taką, która przypominałaby dawne włosy Luny z pierwszego sezonu. Jednak nie czepiam się tego. Co do tej wyrzuconej grzywy, to nie jestem pewien, czy ich wyrzucenie ot tak sobie było dobrym pomysłem. W przyszłości tamta rasa może znaleźć sposób na przedostanie się do wszechświata kucyków i rozpętać wojnę. Myślę, że nadzorowanie tego, co się dzieje w starej grzywie Luny, byłoby lepszym pomysłem, bo ta rasa i tak bez problemu mogłaby polecieć z powrotem do planety, na której leży Equestria. 

Fanfik jednak już się skończył. Trzeba przyznać, że to naprawdę dobry kawałek tekstu. Niedługi, nieskomplikowany, a jednak cieszy. Przede wszystkim to ciekawy pomysł pozwolił fikowi wznieść się ponad inne i nieco wyróżnić. Reszta tak naprawdę jest niespecjalna. Nie mamy tutaj barwnych opisów, interesujących bohaterów, czy fabuły trzymającej w napięciu. Wszystko obraca się wokół jednego żartu, ale bardzo fajnego. Długość fanfika jest odpowiednia, ponieważ na dłuższą metę to mogłoby przestać śmieszyć. Co zaś to tłumaczenia, to jest ono poprawne. To znaczy nie przeszkadzało mi, choć nie ma justowania, wcięć i półpauz przed i po dialogach. Czasami też zdarzały się drobne problemy techniczne, ale i tak czytało się z polotem.

Tyle ode mnie.

Pozdrawiam!

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

  • 1 year later...

Pora na sentymentalną, pełną nostalgii podróż do przeszłości, dekadę wstecz, gdy serial animowany osiągał bodajże swój drugi sezon, wszystko było świeże i lśniące, a internet zalewały pierwsze fanarty i pierwsze fanfiki, wiele z tych dzieł przetrwało do dziś, jako kultowe, rozpoznawalne klasyki. To, jak się zestarzały, to już inna para kaloszy ;)

 

Postanowiłem podejść do sprawy tak jak zwykle, czyli na moje wyczucie, rozpoczynając od „Luna, There's a Sentient Race Inside Your Mane”. Przyznam się Wam, że stare opowiadania z Luną postrzegam jako pewną ikonę starych czasów – wyrażającą fascynację postacią młodszej z królewskich sióstr, współczucie spowodowane jej historią i zarazem symbolizującą chęć zgłębienia takowej, gdyż ta z pewnością pełna jest tajemnic. Jasne, niby tysiąc lat to nie jest znowu tak długo, ale dostatecznie dużo czasu, by podejrzewać Panią Nocy o niejedno :rdblink:

 

Tym razem Luna jest podejrzewana o zaniechanie czyszczenia grzywy i ogona przez cały okres księżycowej banicji. Fabuła tejże niedługiej komedyjki przybliża nam efekty tegoż zachowania, już po jej powrocie. Jak się okazuje, brudy wszelkiej maści zdążyły w tym czasie wyewoluować do poziomu znacznie przekraczającego nasz, bowiem nie tylko w pełni zdominowały zamieszkałe przez siebie ciała niebieskie, ale i opracowały technologię umożliwiającą eksplorację całych galaktyk. Ale chyba mają w sobie coś ludzkiego, albowiem pierwszym, do czego wykorzystują swoje zdobycze naukowe jest... podbój. Tak jest, nie przywidziało Wam się – wewnątrz grzywy i ogona Luny rozgorzała okrutna wojna, w wyniku której gwiazdy, z którymi Pani Nocy zdążyła się związać, ulegają zniszczeniu. Mimo jej usilnych prób zapanowania nad sytuacją, dopiero Celestia ratuje sytuację... ale jakim kosztem?

 

Cóż, niech nie zwiedzie Was mój opis fabuły niniejszego opowiadania. Nie, w trakcie lektury rzeczy nie przedstawiają się tak epicko, nie uświadczymy też dramaturgii czy elementów sci-fi. Nawet tytułowa rasa nie jest niczym nadzwyczajnym, gdyż okazuje się, że Luna najzwyczajniej w świecie ma wszy. Jeżeli jakimś cudem nie przeoczyliście tagów, wiecie, że należy spodziewać się komedii sytuacyjnej, z dosyć dużą dozą absurdu, a to wszystko okraszone przyjemną, kreskówkową otoczką. Szkoda, że tłumaczenie zostało nadgryzione przez ząb czasu. Zwłaszcza dzisiaj, jest to doskonale widoczne. Przekład, sam w sobie, jest ok, choć pokusiłbym się o kilka poprawek stylistycznych, coby lepiej to brzmiało po polsku, muszę jednocześnie pamiętać nie tyko o tym, że przekład ten ma już swoje lata, a także o tym, że lepsze jest wrogiem dobrego. W materii formy, da się zauważyć zgrzyty takie jak dywizy zamiast półpauz (aczkolwiek te losowo przewijają się w tekście), o wyjustowaniu możemy zapomnieć, pojawiają się kwestie pisane wielkimi literami, jakby tego było mało, po latach w tekście wciąż znajdują się niezaakceptowane sugestie i wstawki. Myślę, że momentami brakowało akapitów, innym razem wcięcie obejmowało całą kwestię mówioną. Podejrzewam, że kiedyś, kiedy fandom uczył się pisać i przekładać, takie rzeczy przechodziły i były często spotykane i tolerowane. Ale dzisiaj wszystko to widać aż nazbyt wyraźnie, co odwraca uwagę od zawartości merytorycznej opowiadania.

 

A szkoda, gdyż ta do dnia dzisiejszego zachowała swój urok. Przymykając oko na rzeczy, o których wspominałem, odkrywamy przesympatyczną, lekką w odbiorze historyjkę, może nie jest to jedna z absolutnie najzabawniejszych rzeczy jakie czytałem... ale z drugiej strony, bardzo niewiele jej brakuje :D Okazuje się bowiem, że poszczególne gwiazdy otrzymały swego czasu imiona. Bawią reakcje Luny na kolejne rzeczy, nie tylko zważywszy na to, jak śmiertelnie poważnie podchodzi do rozgorzałej wojny intergalaktycznej, ale i mając na względzie to, że początkowo nie traktuje ostrzeżeń Ruby Shell poważnie, twierdząc, że zna sprawę i że nie nastąpi na tym tle żadna eskalacja. I wtedy, jak na zawołanie, zaczynają się dziać śmieszne rzeczy. Z czasem zachowanie Luny – acz trzeba wykazać się wyobraźnią, by sobie to zwizualizować – zaczyna nie przystawać koronowanej głowie, przypominając standardowe techniki przeciwdziałania sytuacji kryzysowej, w tym przypadku, protagonistka zaczęła się tarzać, jakby uległa podpaleniu. Żeby było śmieszniej, Ruby Shell reaguje tak, jakby to były poważne stosunki międzynarodowe i działania wojenne.

 

Muszę przyznać, że to, co się dzieje w grzywie Luny, nadaje się na nawiązujący do Ogame spin-off pisany z perspektywy wesz, tuż zanim następuje apokalipsa, która początkowo wygląda autentycznie i tragicznie... tylko po to, by zaraz przeskoczyć na perspektywę księżniczki i ukazać czytelnikowi, o co tu tak naprawdę chodzi xD

 

Niezbyt mi się spodobało zakończenie. Wrażenie po nim miałem takie, jakby historia po prostu się urywała. Oczekiwałem na jakiś punch-line, jakiś zwrot akcji, zabawny zbieg okoliczności (np. rychła kolonizacja grzywy Celestii i powtórka z rozrywki), ale nic takiego się nie stało. Opowiadanie zakończyła wyrażona w jednym zaledwie zdaniu konkluzja, powodując niedosyt. Powiedziałbym nawet, że stoi ona w opozycji do utrzymywanej przez całej opowiadanie kreskówkowej, komediowej otoczki. Nie to, by było to jakieś szczególnie smutne, ale brzmiało... jakoś nie pasująco, zbyt poważnie. Sam nie wiem. Dziwny akcent na sam koniec. Z drugiej strony, poczułem się troszkę zaskoczony tymże faktem, więc cokolwiek pozytywnego jednak z tego wypłynęło.

 

Co nie zmienia faktu, że opowiadanie jest godne polecenia nawet dzisiaj – jest to krótka, nieźle przetłumaczona, choć nie najlepiej sformatowana historyjka, lekko napisana, przyjemna w odbiorze, oparta na prostym pomyśle. Spełnia swoje zadanie całkiem dobrze także jako wehikuł czasu, w ogóle, wrażenia pozostawia po sobie pozytywne. Wiadomo, nawet jak na tak stary tekst, tak stary przekład, człowiek chciały pozmieniać to i owo, coby czytało się lepiej, czy zmodyfikować zakończenie, niemniej tak, jak jest teraz, w zupełności wystarczy, by przywołać w pamięci stare, dobre czasy i choć na moment zatopić się w świecie klasycznej, raczkującej jeszcze fanfikcji z księżniczką Luną w roli głównej ;)

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

×
×
  • Create New...