Bosman

[gra] A rzeki spłyną krwią niewinnych...

61 postów w tym temacie

Napisano (edytowany)

Stoneriver jest jednym z większym miast w państwie. Leży ono nad największą rzeką w państwie, Gareną, potocznie nazywaną przez miejscowych Krwawą Rzeką. Samo miasto jest typowym miastem handlowym. Codziennie po rzecze przepływa kilka statków z towarami, kierując się dalej w głąb lądu. Kwitnie również transport drogą lądową. Miasto stoi na przecięciu wielu szlaków handlowych, tak więc w mieście można znaleźć praktycznie wszystko. Zarówno towary codzienne czyli pieczywo, mięso, owoce, ubrania czy broń, jak i bardziej ekskluzywne, takie jak drogie, elfie stroje, krasnoludzkie ozdoby i biżuterię. Samo miasto jest czyste, dobrze prosperujące i, podobnie jak większość miast w dzisiejszych czasach, przygotowane na ataki. Na murach widać kuszników, a po mieście co rusz można dostrzec uzbrojonego strażnika.

Katedra Krwawego Bractwa bardziej przypomina twierdzę obronną niż obiekt sakralny. Wysokie, grube mury z czarnego kamienia, Małe okna, uniemożliwiające przedostanie się przez nie do środka, Potężne, drewniane drzwi okute stalą. Na ścianach widać czerwone krzyże. Budowla znajduje się na południe od miasta, zaledwie sto metrów od jego murów. Na drodze do katedry widać liczne kapliczki i posągi. Przed katedrą znajduje się nieduży plac z kamiennymi ławkami, na których to mnisi w czerwonych szatach, przepasanych czarnym sznurem spędzają wolny czas. Rozmawiają z ludźmi, czytają księgi, medytują. Niektórzy bardziej uzdolnieni grają i śpiewają pieśni. Krótko mówiąc relaksują się i odpoczywają od obowiązków. Obok katedry stoi nieduży, dwupiętrowy budynek z identycznego kamienia co katedra a przed nim dwóch dobrze zbudowanych mnichów z długimi kosturami pilnowało wejścia. 

Wśród braci jest kilku, którzy różnią się o reszty braci. Mimo identycznych szat mają przy sobie broń. Niby zwykłe miecze, ale broń u mnichów jest rzeczą dość rzadką i to ich wyróżnia od reszty. Na dodatek wyglądają, jakby byli w jakimś transie. Chodzą i przyglądają się przybywającym. Co chwilę któryś powtarza tą samą frazę.

- Wojna zbierze swe żniwa - Słowa brzmią groźnie i ludzie po prostu szybkim krokiem ich mijają, podchodząc do bardziej przyjaźnie wyglądających braci.

Edytowano przez Bosman
0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Po otrzymaniu listu i zdecydowaniu co zdobił wyruszył natychmiast. Nie było ani chwili do stracienia. Nie wiedział w końcu kiedy przestaną przyjmować ochotników. A on chciał pomagać. Co prawda walczyć nie umiał, ale posiadał inne zdolności które były przydatne. Wędrując w dal zastanawiał się jak to będzie. Czy wezmą go na poważnie? Był przecież młody, do tego z wyglądu przypominał bardziej kobietę. Według większości wojna nie była babską sprawą. Choć oczami wielkodusznego Yrdo walka była dla każdego kto był odważny. Wojna zaś była dla każdego kto się nada i kto pomoże. Dotarł jak najszybciej mógł do Katedry Krwawych Braci. A potem szukał odpowiedniej osoby. Gdy znalazł osobę która wypowiedziała owe zdanie podszedł do niej szybko. Stanął przed nią, lekko się wyprostował i odgarnał grzywkę.

- A rzeki spłyną krwią niewinnych. - powiedział z determinacją w głosie.

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Torin Muierann podróżował głównie nocą, ale i za dnia znał szybki sposób transportu. Najszybszy. 

Niemniej gdy tylko przekroczył granice Stoneriver postanowił nie rzucać się szczególnie w oczy. Na tyle, na ile może to zrobić wampir, który nie kryje się ze swoim gatunkiem. 

Chód miał szybki, sprężysty. Oburącz trzymał pasek od płóciennej torby i raz zdarzyło mu się zabłądzić, ale ostatecznie trafił do miejsca, do którego trafić miał. W końcu tyle zapachów i różnych bodźców potrafiło zamieszać w głowie.

Zastanawiał się jeszcze, czy robi dobrze. W jego osobistym odczuciu wojna była głupia i przez kilkadziesiąt lat nie zmienił na ten temat zdania. Ale ludzie po prostu popełniali błędy i chyba warto, żeby na wojnie znalazł się ktoś, kto po prostu im pomoże. Żeby błąd nie był ostatnim błędem. 

Obserwował uważnie każdy element otoczenia twierdzy i starał się go zapamiętać. Ot, nawyk. 

- A rzeki spłynął krwią niewinnych - odparł, gdy usłyszał HASŁO. Nieszczególnie entuzjastyczne, ma się rozumieć. - Choć wolałbym, żeby nie spływały niczym innym prócz wody - dodał i uśmiechnął się. 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Dla Rulmolriga miasto było podobne do innych jakie minął. Co prawda mieli więcej różnorakich bibelotów, znalazł nawet jakąś robotę swojego drogiego kuzyna Graimila. Ale nie przyszedł tu na targ. Odpowiadał na wezwanie dlatego po określeniu pory dnia na podstawie słońca uznał, że pora się zbierać. Poprawił zawieszoną na plecach tarczę, to samo zrobił z torbą, podniósł oparty o ziemię młot, chwytając go tuż przy bijaku, kiwnął jeszcze głową na pożegnanie elfowi bądź elfce która to bibeloty sprzedawała i odszedł. 
Nie raz musiał gromkim chrząknięciem dawać o sobie znać reszcie przechodniów, w końcu był niski, ale mimo tego udało mu się wydostać z targu, a potem udać do głównej bramy.

"Straszne to czasy nadchodzą gdy na murach tylu kuszników..." pomyślał jeszcze spoglądając w górę, a potem innych strażników.

Zdjął hełm już jakiś czas temu, więc teraz tylko przeczesał włosy ręką. Rozejrzał się i gdy odnalazł ścieżkę do katedry. Pomimo faktu, że tak naprawdę nie śpieszył się, szedł dość szybko, miał takie tempo, zawsze. Gdy wreszcie miał katedrę w zasięgu wzroku zatrzymał się, oparł młot o ziemię i zajrzał do torby w poszukiwaniu listu, mrucząc pod nosem, był w jego księdze, ale teraz musiał ją przekartkować. 

- Jest - oznajmił zadowolony po czym przeczytał go szybko. Musiał przypomnieć sobie odzew. Nigdy nie miał okazji brać udział w tajnych spotkaniach, więc to sprawiało że był podekscytowany. Nie był do końca pewny jak to działało, ale to mu nie przeszkodziło. Schował list, księgę, podniósł młot i znowu ruszył. W planach miał przez chwilę pospacerować, żeby znaleźć tego kogo miał. Nawet jakieś dwie osoby, na jego oko kobiety, podeszły do jakiś strażników. 
"To musi być to!" 
Ruszył dziarsko w kierunku budynku, a gdy od mnichów usłyszał hasło spojrzał na nich i rzekł. 
- A rzeki spłyną krwią, tych, niewinnych - teraz dało się usłyszeć ten typowo krasnoludzki akcent, z mocnym akcentowaniem R. 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Cerberus przybył do miasta wczesnym rankiem i, uznając za stosowne nie lecieć na łeb na szyję przed siebie, pięknie ozdobił swoją twarzą ziemię w bocznej uliczce. Zaraz potem można było usłyszeć "melodyjne" chrapanie.

Obudził się słysząc dźwięki kupców i mieszkańców z forum niedaleko. Wstając przeklnął swój lekki sen, sprawdził stan zawartości torby, która podróżowała z nim już od lat i wyszedł z uliczki. Wciągnął świeże, jak dla niego, powietrze mrużąc oczy przed słońcem i poszedł przed siebie. Nie do końca wiedział, gdzie dokładnie iść. Nie znał miasta, a pytać nikogo nie zamierzał.

Przechodził zwinnie między stoiskami unikając przechodni i obserwując otoczenie. Przy straganie z ubraniami zatrzymał się na chwilę, popatrzył na zajętego handlem człowieka i poszedł dalej. Tym razem z czapką na głowie.

Po pewnym czasie dotarł do... Budynku. Na jego gust bardziej to przypominało schron wojenny, aniżeli miejsce modłów. Szczególnie biorąc pod uwagę strażników, których zauważył wędrując tutaj. "Chociaż w sumie są wszędzie..." pomyślał. Podszedł bliżej mnichów, jednak zachowując stosowną odległość. Oparł się o ścianę i zaczął obserwować otoczenie. Informacje wiele dają. Nie minęło wiele czasu by spostrzec, że niektórzy z mnichów są... Specjalni. "Wojna zbierze swe żniwa." to mantra, która dobrze brzmi w udanych książkach, ale chodzić z tym tekstem do ludzi... Vurmond wziął tylko głęboki wdech, a potem nieco płytszy wydech i skierował się w stronę mnichów. Wtedy, przechodząc obok jednego z nich, usłyszał hasło i zatrzymał się.

- A rzeki spłyną krwią niewinnych - powiedział poprawiając kapelutek.

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Gronkiel był już niedaleko. Poruszał się spokojnym krokiem. Gdy ujrzał miasto do którego zmierzał, dziwnie się poczuł. Serce zaczęło mocniej bić i poziom adrenaliny wzrósł. Tylko dlaczego. Przecież już tyle razy wchodził do miasta i nic takiego nie czuł. Może dlatego że tym razem celem nie była kolejna kuźnia czy karczma. Organizm mówił sam za siebie -zaraz będzie coś nowego, zaraz będzie coś nowego- powtarzały się te słowa w jego głowie. Wszedł do miasta, tłum ludzi wyższych od niego nie był przeszkodą i zwinnie przechodził im pod nogami. Dla ochłonięcia postanowił rozejrzeć się po stoiskach, gdy nagle doszły do niego słowa które gdzieś już spotkał. "Wojna zbierze swe żniwa", gdy to usłyszał, zaczął zmierzać do źródła. Podchodząc do mnicha odpowiedział -A rzeki spłyną krwią niewinnych-, jego słowa zabrzmiały tak jakby to było hasło do otwarcia czegoś przyjemnego. Ponieważ był zadowolony że znalazł cel do którego zmierzał i nie myślał co się zaraz stanie.

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Każdy z braci, który usłyszał odpowiedź uśmiechnął się lekko, skinął głową po czym powiedział cicho.

- Podążaj za mną wybrańcze - Powiedział każdy z braci we wspólnym języku, języku ludzi, po czym wszyscy, jak jeden mąż udali się w stronę katedry. Idąc za nimi, każdy z przybyszy mógł się nieco lepiej przyjrzeć innym, którzy odpowiedzieli na wezwanie. Różnice między przybyłymi były widoczne gołym okiem. Dzieliło was wiele, ale łączyło jedno. Każdy z was odpowiedział na wezwanie. Idąc za braćmi co bardziej spostrzegawczy mogli dostrzec, że z drugiej strony placu w waszym kierunku zmierza jeden z braci. Był to człowiek, na dodatek wyraźnie starszy od reszty, o czym świadczyły kępki włosów na jego głowie. głębokie zmarszczki na twarzy oraz laska, na której się opierał. Jego szata była identyczna jak reszty, czerwona jak krew, przewiązana w pasie sznurem czarnym jak noc. Wszyscy spotkaliście się na wysokości ogromnych drzwi do katedry. Prowadzący was mnisi skłonili się starszemu po czym rozeszli się, zostawiając was ze starcem. Ten uśmiechnął się lekko do was.

Witajcie przybysze w Klasztorze Krwawego Bractwa. Jestem Brat Neal i dostąpiłem zaszczytu zaprowadzenia was do naszego mistrza, Brata Felicjusza. Ale zanim to zrobię muszę was poinformować o jednym. Nasz mistrz jest bardzo wiekowym i doświadczonym przez życie "człowiekiem" - Widać było, że ostatnie słowo wypowiedział tak jakby nie do końca pasowało do obrazu autora listu, który każdy z was miał przy sobie. Brat westchnął po czym kontynuował. - Więc jakakolwiek próba zniesławienia go czy obrazy jego osoby będzie srogo karana. Mam nadzieję, że zrozumieliście - popatrzył na każdego z was, po czym zapytał. - Zatem skoro już zostaliście poinformowani to chciałbym wiedzieć czy jest coś, co chcieli byście wiedzieć o tym miejscu zanim przekroczycie próg naszej świątyni? - Brat Neal przyglądając się po kolei każdemu z was i czekał. Na jego ustach gościł lekki uśmiech. 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

No, no. Czarne mury, Krwawe Bractwo, czerwone jak krew szaty... Torinowi przemknęło przez myśl, że ktoś tu lubi krew jeszcze bardziej niż on. Sam nigdy nie rozumiał symboliki owego płynu u ludzi. Po prostu było to coś, co było konieczne żeby żyć. Ale ludzie po prostu lubili wzniosłe idee i Torin jak najbardziej to szanował.

Zerkał dyskretnie na przybyłych 'wybrańców', żeby przypadkiem któregoś z nich nie urazić. Tym, który przybył przed nim był niski chłopak o aparycji nieco kobiecej. Na wojownika zdecydowanie nie wyglądał. Potem zerknął na krasnoluda w imponującej zbroi, z jasną, równie imponującą brodą. W odczuciu Torina krasnoludy mimo swoich ognistych charakterów i waleczności zawsze były w pewien sposób urocze i ten nie odstępował od normy. Był i drugi krasnolud, tym razem - dla kontrastu - czarnowłosy, nieco mniej charakterystyczny, ale równie urzekający co jego złotowłosy towarzysz. A potem spojrzał na kolejnego z przyszłych towarzyszy. Oho, wilkołak. To będzie dobry moment, żeby pokazać światu że obustronna nienawiść wcale nie jest konieczna. A przynajmniej że nie jest obustronna. 

Po szybkim zlustrowaniu swoich przyszłych kompanów wrócił myślami do mnicha-przewodnika. Usłyszawszy pytanie pokręcił głową i łagodnie się uśmiechnął, jakby na zapewnienie odmowy. 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Gronkiel nie zwracał uwagi na pozostałych. Jak już ma kogoś poznać to najlepiej od środka a nie po okładce. Wchodząc do środka podziwiał architekturę wnętrza. Gdy mnich skończył mówić, Gronkiel widząc uśmiech na twarzy mnicha zapytał dla rozluźnienia atmosfery -Ciekawe szaty, kolor ma coś wspólnego z krwią? I czy też takie dostaniemy?- Odwzajemnił uśmiech.

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Napisano (edytowany)

Rulmolrid naprawdę nie chciał nikogo oceniać, co prawda już to trochę zrobił, na przykład uznał, że kolorystyka strojów mnichów jest nietypowa, albo wystrój bardziej przypomina twierdzę, ale nie chciał nikogo już na wstępie urazić. Ale jak na razie doliczył się drugiego krasnoluda, mężczyznę, ludzkiej kobiety, wilkołaka, którego poznał głównie po tym, że czuć go było trochę psem, no i ostatnią osobę, która była wampirem, ale Kleryk miał spory problem określić płeć osobnika. Starał unikać gapienia się, w końcu nie chciał  żeby uznali go za dziwnego, ale nie mógł po prostu tego ogarnąć.

"Cholera, weź ty się odezwij..." pomyślał, może to rozjaśni mu wizje płci wampira. 

Potem jednak skupił się na słowach kapłana. Nie urazić najwyższego kapłana? To było akurat dla niego oczywiste, odpowiedział więc na to krótkim "Aye". Potem pokiwał głową, zaprzeczając swojej chęci zadania pytań. Co prawda pytania miał, ale nie zamierzał go zadawać. 

Edytowano przez Mephisto The Undying
0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

"Nieźle wygląda ta szata" - pomyślał Cerberus patrząc na mnicha. Czerwony uznawany jest ogólnie za kolor krwi, aczkolwiek nie robił on na nim aż takiego wrażenia. Widział już wiele krwi, szata raczej mu jej nie zastąpi.

Rozejrzał się po, poniekąd, towarzyszach nie kryjąc się z tym. Patrzył na każdego dogłębnie, jakby próbując zapamiętać każdą część twarzy, ubioru, a nawet odczytać coś z ruchów. Dwóch krasnoludów, z czego jeden strzelił sobie złotem we włosy, a drugi oblał je smołą, Potem... mężczyzna? Wyczuł płeć męską, chociaż z wyglądu przypomina kobietę. Transwestyci...

I gwóźdź programu pod nazwą "Do trumny". Wampir. Wyczucie go nie było trudne, było za to lekko skrętliwe dla jego, pustego jeszcze, żołądka. Co prawda nie jednego już wyczuwał, ale niesmak zostaje. Miał dogłębną nadzieję, że krwiopijca nie zacznie wszczynać burdy, kiedy go wyczuje.

Po usłyszeniu zadanego przez mnicha pytania spojrzał mu tylko przez chwilę w oczy kręcąc lekko głową na znak zaprzeczenia. Większość rzeczy, która go interesowała była w liście, a reszty może dowiedzieć się na własną rękę.

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

( Na prośbę Clocky opuszczam jej postać i odpisuję. Jednak ona nadal gra. Liczę, że od następnego postu nie będzie już omijania graczy :)

Wszyscy

 

Brat Neal nadal uśmiechał się delikatnie do wszystkich zebranych. Usłyszawszy pytanie od młodego człowieka popatrzył na niego. 

Tak. Zarówno kolor jak i nasze wierzenie opiera się o krew. To ona jest podstawą życia. To dzięki niej jesteśmy tym kim jesteśmy. I tak moglibyście dostać takie szaty. Jednakże - Tutaj mnich odchrząknął - Musielibyście dołączyć do naszego bractwa i żyć wedle naszych zasad. - Odpowiedział po czym poczekał w milczeniu jeszcze chwilę, w razie gdyby któryś z wybrańców miał jeszcze jakieś pytanie. Nie słysząc niczego, poza ciszą odwrócił się do was plecami.  - Zatem chodźmy. Mistrz czeka na was - Powiedział po czym zaczął iść w kierunku katedry. Podszedł do ogromnych drzwi, pchnął je obiema rękami, a te otworzyły się bezgłośnie. Neal wszedł pierwszy, a reszta, nie mając za dużego wyboru ruszały za nim. 

Wnętrze katedry prezentowało się co najmniej ubogo. Proste, drewniane ławki, wysokie kolumny, podtrzymujące sklepienie krzyżowe, brak jakichkolwiek obrazów czy malunków. Po przeciwnej stronie wejścia stał prosty, marmurowy ołtarz. Jedyną "ozdobą" tego budynku był witraż za ołtarzem. Przedstawiał on postać anioła. Prosta, biała tunika oraz skrzydła były poplamione krwią, Złote włosy były w nieładzie a na nieskazitelnej twarzy widać było gniew. Dzierżył on półtoraręczny, ognisty miecz, a pod bosą stopą widać było głowę demona. Rogata, paskudna gęba. Obłoki siarki wydobywające się z nosa, a zęby krzywe i liczne jak u rekina. Poza wami i mnichem w katedrze nie było nikogo. Każdy was krok odbijał się echem. 

Witajcie wewnątrz Katedry poświęconej Marcusowi, Aniołowi śmierci i sprawiedliwości. To on daje nam siłę zwyciężać zło a jego słowa prowadzą nas - Mnich, kiedy byliście przy ołtarzu padł na kolana i ucałował nieduży, czerwony krzyż, który został namalowany u podstawy marmurowego prostopadłościanu. Jego głos też odbijał się od ścian i sufitu. Po chwili wstał, wspierając się na swojej lasce. Poprowadził was na prawo od ogromnego witraża. Po chwili wszyscy staliście przed niedużymi drzwiami, niewiele wyższymi od rosłego człowieka. 

Proszę wejdźcie do środka. Mistrz was oczekuje - Brat Neal uśmiechnął się do was lekko po czym odszedł, zostawiając was samych przed drzwiami, które same się otworzyły. 

Pomieszczenie za nimi było urządzone również skromnie. Na środku stało drewniane biurko z jedną zapaloną świecę. Przed którym ustawiono sześć prostych krzeseł. Natomiast za biurkiem stał fotel z wysokim oparciem.Na nim siedział kolejny mnich. Miał na sobie identyczną szatę co inni bracia, z tym ale, że ta miała kaptur, który mistrz miał założony na głowę tak, że było widać tylko dolną szczękę, lekko nieogoloną i z licznymi bliznami. 

- Witajcie w moich skromnych progach. Proszę, usiądźcie. Mamy dużo do omówienia, a czas nagli - Wskazał chudą ręką na krzesła przed sobą. Jego głos był cichy i spokojny. Jednak coś w jego słowach nie pasowało. Każdy to odczuł.

 

Harald

Ciężko było ci opuszczać rodzinne strony, zwłaszcza, że nie lubiłeś statków i podróżować mogłeś jedynie drogą lądową. Ale wizja ogromnej nagrody jednak skłoniła cię, żebyś wyruszył w najdalszą podróż , jaką dotychczas odbyłeś, do państwa centralnego. Wiele dni i nocy zajęło ci dotarcie do granicy. Kiedy już przekroczyłeś posterunek graniczny zobaczyłeś coś dziwnego. Mianowicie zaraz za posterunkiem stał powóz zaprzężony w dwa konie. Obok wozu stało dwóch mnichów w czerwonych szatach, przepasanych czarnym sznurem i z mieczami w rękach. Między nimi stał jeszcze jeden osobnik, ubrany identycznie jak pozostali. Jednak ten nie miał broni, a na jego twarzy gościł lekki uśmiech. 

Witaj Haraldzie. Czekaliśmy na ciebie. Reszta jest już na miejscu więc mistrz wysłał po ciebie wóz, bo czasu jest mało. Liczę, że skorzystasz z propozycji i oszczędzisz kłopotów nam i sobie - Środkowy mnich otworzył drzwi powozu i gestem ręki pokazał ci, żebyś wsiadł do środka. Na twoje oko nie było w tym nic podejrzanego. Poza tym, że mnich znał twoje mię i wiedział dokładnie kiedy i gdzie się zjawisz. 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Im dłużej Torin był w murach "twierdzy" tym bardziej bawił go stosunek mnichów do krwi. Zdecydowanie najzabawniejsze było upapranie krwią anioła na witrażu, a i wszędobylska czerwień dawała o sobie znać. "To ona jest podstawą życia, to dzięki niej jesteśmy kim jesteśmy". Torin zaczął nawet myśleć nad prawdopodobieństwem istnienia bractwa które czci tkankę mózgową albo układ moczowy.  Ciało składało się z najróżniejszych substancji, ale naprawdę nie był w stanie zrozumieć dlaczego to właśnie krew jest tak... Romantyczna. 

Gdy weszli do środka gabinetu czy też komnaty Mistrza, po szybkim dokonaniu oceny otoczenia i zastanowieniu się nad groteską głównego aktora na scenie, usiadł w miejscu wskazanym przez starca. Jeśli był starcem. 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Harald zaraz po przekroczeniu granicy odwrócił się i spojrzał na posterunek, później na powóz i oczekujących przy nim mnichów. Ciekawe, ile tutaj na niego tak czekali i skąd wiedzieli, kiedy mniej więcej przybędzie. Sterczeli tak dzień, dwa, miesiąc? Cholera ich wie. Ale przysłali transport, co dla coniebądź zmęczonego długą pieszą wędrówką mężczyzny wydawało się bardzo miłym, choć jak wynikało z słów braci potrzebnym, gestem. Obejrzał sobie dokładnie bryczkę oraz okutanych w karmazynowe szaty ludzi pod bronią. Wyglądało to trochę tak, jakby przyjechała po niego miejscowa magistratura, co przywołało na twarz Haralda krzywy uśmieszek.

- Witajcie i wy, mnisi - podniósł lekko obie ręce w górę na powitanie. - Będę musiał podziękować temu waszemu mistrzowi, dojście do miasta zajęło by mi pewno jeszcze parę dni, a tak pojadę sobie z wami powozem, to i nudno nie będzie. Oczywiście, że skorzystam, skoro, jak mówisz, czas nagli.

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Yrd wędrował spokojnie za przewodnikiem rozglądając się dookoła. Czerwony, lubił ten kolor, był bardzo ładny. Ale krew nie była już taka ładna. Pojawiła się zwykle razem z bólem. Jako medyk siedział coś o tym. Nie rozglądał się na innych. Po prostu szedł grzecznie za nimi i słuchał. Nie miał nic do powiedzenia. Kiedy weszli na salę spojrzał na mnicha. 

- Dzień dobry - powiedział spokojnie po czym skłonił się lekko i usiadł na pierwszym wolnym miejscu.

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

"Miły witraż" - pomyślał Cerberus patrząc na zakrwawionego anioła. Nigdy nie interesowała go nauka płynąca z tego typu dzieł. Możliwe, że to przez brak zainteresowania religią. Idąc za mnichem rozglądał się dookoła i, trzeba przyznać, podobała mu się prostota. Biednie, ale z klasą. Jak dla niego.

Gdy dotarli na miejsce, przypatrzył się uważnie mnichowi. Potem, zamiast usiąść, oparł się rękoma o oparcie krzesła.

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Krzesła dla ludzi zawsze były problematyczne. Krasnolud był zwyczajnie za niski by bezproblemowo na nim usiąść. Ale po chwili udało mu się nań wdrapać i usiąść. Zaczęło go trochę zastanawiać, czy ten cały kult krwi nie jest trochę głupkowaty. Szanował ich wiarę, ale to była przesada. Krew była ważna, ale nie aż tak aby ją czcić. Ale, nie mu to oceniać. Rozejrzał się jeszcze po pomieszczeniu. Najlepszy był chyba tutaj witraż, bo reszta była nudnawa, bardzo minimalistyczna. 

"Powinienem przestać narzekać" pomyślał. Zaraz potem odchrząknął. 

- Witaj - odezwał się krasnolud kiwając głową. 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Puste, proste ściany? Dziwne. Gdyby mnisi byli ubrani w wyblakłe, czerwone szaty, to można by stwierdzić że nie mają pieniędzy, ale jednak każdy mnich ma krwistoczerwone szaty no i ten witraż też nie taki sobie, więc to pewnie nie przez pieniądze jest tu tak ubogo. Pomyślał rozczarowany. Ludzkie krzesło może jest wysokie ale od czego ma się głowę. Wprawdzie mógł powiedzieć "Ej, podsadzisz mnie?" ale wolał zrobić to samodzielnie i dźwignął się jedną ręką na toporze, a drugą na krześle. I tak po chwili zajął miejsce na krześle i czekał na dalszą przemowę.

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Wszyscy

Mnich popatrzył po kolei na każdego z zebranych w pomieszczeniu. Na jego twarzy widać był powagę.

Cieszę się, że dotarliście tak szybko. Co prawda brakuje jeszcze jednej osoby, ale myślę, że możemy zacząć. Pozwólcie, że się przedstawię. Nazywam się brat Felicjusz i jestem mistrzem katedry Marcusa - Powiedział po czym odsunął kaptur z głowy. Wtedy każdy mógł zobaczyć co było pod nim ukryte. Otóż twarz mnicha była poprzecinana licznymi bliznami i bruzdami. Jego niebieskie oczy również wyglądały, jakby ktoś je pociął. Nie miał włosów, a skórę na czubku głowy miał spaloną. Brakowało mu lewego ucha. oraz kawałka górnej wargi, przez co widać było mu zęby. Niektóre trupy wyglądały lepiej niż on. Jednak mnich chyba nie zwracał najmniejszej uwagi na swój wygląd. - Sprowadziłem was tutaj, ponieważ potrzebuję waszej pomocy. Cały świat potrzebuje.  Stoimy przed ogromnym zagrożeniem. Ktoś sprowadził na ten świat zło, jakie nigdy nie powinno postawić swojej stopy na Ziemi. - Mówił spokojnie i cicho, zakładając ponownie kaptur na głowę. Chyba nie chciał zbyt długo pokazywać wam swojej twarzy. Cóż nie był to miły widok trzeba przyznać. - Czterysta lat temu podobne zły zagościło na ziemi. Jednak wtedy nasi bracie byli w posiadaniu potężnego artefaktu. Miecza samego Archanioła Marcusa. Dzięki niemu udało im się pokonać demony, które pewien kult ściągnął na Ziemię, aby zatopić go w krwi ludzi. Jednak demony okazały się być przebiegłe. Zaraz po odesłaniu ich z Ziemi miecz rozpadł się na 4 części a te zaginęły. Mimo czterystu lat poszukiwań nasi bracie znaleźli tylko jedną z nich - Powiedział mnich po czym sięgnął pod biurko. Następnie postawił na nam niedużą, drewnianą szkatułkę. Wtedy coś błysnęło na jego dłoni. Po chwili każdy zobaczył, że to złoty pierścień z kowadłem i młotem. Krasnoludy od razu rozpoznały robotę jednego z ich kowali.

 

Harald

Mnich, który zachęcił cię do wejścia poczekał aż wsiądziesz po czym zajął miejsce na przeciwko ciebie. Pozostali dwaj bracie usiedli z przodu powozu. Jeden z nich strzelił lejcami. Powóz ruszył. 

Nie jedziemy do miasta Haraldzie. Brat Felicjusz kazał sprowadzić cię bezpośrednio do katedry. Reszta już czeka na ciebie. A skoro mamy teraz chwilę, to pozwól, że powiem ci jedną ważną rzecz. Nasz mistrz jest bardzo doświadczonym przez życie... "człowiekiem" - Przy ostatnim słowie mnich zawahał się lekko. Jednak odchrząknął i kontynuował. - Dlatego liczę, że będziesz się odnosił do niego z należytym szacunkiem. Myślę, że doskonale wiesz, co może się stać, jeśli nie będziesz zachowywał się odpowiednio w czasie rozmowy z nim prawda? - Zapytał mnich patrząc na ciebie uważnie. Powóz lekko się zatrząsł. Na zewnątrz usłyszałeś tylko ciche przekleństwo jednego z mnichów. Wjechaliście na trakt, zapewne prowadzący do miasta a co za tym idzie, Katedry. 

 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Więc mamy je odzyskać? - zapytał Torin, uprzednio uważnie przysłuchując się słowom mistrza. Był pod niemałym wrażeniem stopnia oszpecenia twarzy mężczyzny, chociaż widział już i gorsze przypadki - ale niewiele, trzeba przyznać. Odnosząc się do historii, w mniemaniu wampira brzmiała ona jak legenda niż faktyczne zdarzenia. Może to przez sposób opowiadania mężczyzny, a może przez jej niewiarygodne brzmienie?

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Anioły, demony, miecze, kulty, krew. Dla Rulmolrida było to zaiste dziwne, ale i na pewien sposób fascynujące. Co prawda on sam nie wierzył w to, że miecz był mieczem anioła, ale był kapłanem i wiedział, że każdy ma swoje wierzenia, więc to szanował. 
Zastanawiała go jeszcze jedna rzecz, wygląd kapłana. Zdecydowanie nie wyglądał na człowieka który życie spędził na medytacji i modlitwach. Bardziej jak weteran kilku wojen. 
Wampir już uprzedził pytanie krasnoluda, więc nie musiał już o to pytać. Skupił się na moment, na pierścieniu. Wyraźnym było, że była to robota złotnika krasnoluda. Ale bez bliższego przyjrzenia nie określił by kogo dokładnie. Temu też przerzucił wzrok na szkatułkę. Czekał aż ją otworzy. 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Aż, cholera, wyglądało na to, że Haralda ominie możność uzupełnienia wora z jedzeniem, bukłaka i poręcznej piersiówki, którą to zawsze nosił przy sobie, nawet we śnie. No nic, trudno, może po rozmowie kwalifikacyjnej będzie jakaś chwila czy dwie na wizytę na miejskim targu, czy też w jakiejś tańszej karczmie. Człowiek siłą rzeczy nie mógł nie usłyszeć zawahania mnicha gdy ten określał rasę wielkiego mistrza tego całego zakonu. Ohoho, to ciekawe, czy Brat Felicjusz był nieludziem, mieszańcem, czy może był już na takim stopniu wtajemniczenia, że został aniołem. Jeżeli to ostatnie, to mężczyzna z całą pewnością zamierzał okazywać należny mnichowi szacunek, anioły lepiej mieć po swojej stronie niż przeciwnej. Skinął więc tylko głową, dając jasno do zrozumienia, że zasady rozumie i zna.

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Napisano (edytowany)

"Ta twarz nie należy do rzeczy, które chciałem zobaczyć." - pomyślał. Widział już wiele trupów, ale i tak nie na co dzień widzi się tak oszpeconego człowieka. A jeszcze rzadziej żywego.

Cerberusowi niezbyt chciało się wierzyć w tę historię. Nie musiał zresztą. On tylko przybył za pracą. Dowie się, jaka ona jest i ją wykona. Proste, prawda? 

Mimo wszystko jeżeli ma odnajdywać cokolwiek, to lepiej najpierw znać położenie tego czegoś. Czekał więc dalej mając nadzieję na większą dawkę informacji. Dajmy na to ta szkatułka. Trzeba przyznać, że lekko go zaciekawiła.

Edytowano przez Arekeen
0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Chłopak słuchał tego co mówiono obserwując głównie mnicha. Ciekawa historia. Demon... To już nie brzmiało tak dobrze. Zapewne ich zadaniem miało być znalezienie reszty części miecza. Ale czy część nie powinna bronić jakiegoś ważnego miejsca? Widząc szkatułkę nieco się ożywił. Zastanawiał się co jest w środku. Choć domyślał się, że może być tam owy kawałek miecza.

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Gronkiel dalej z tym samym nastawieniem chłonął informacje. Może jak już brat Felicjusz skończy mówić to o coś zapyta, ale narazie czekał na dalsze słowa.

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!


Zaloguj się