Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Lucjan

[Gra] [Zapisy] Szkoła jak najbardziej specjalna

Recommended Posts

[Ok, whatever. Tak czy siak macie dziurę na błonia. Za dużo sesji straciłam przez takie małe pomyłki.]

 

 Tak, rzucaj piorunami w gościa, który umie je kontrolować, i w którego nawet nie umiesz wycelować. Mądra decyzja, naprawdę mądra. Gratulację.

 Francuz zaśmiał się pod nosem. To nie było tak, że elektryczność nie mogła go skrzywdzić, ale najpierw musiałaby go trafić. Rozszerzył trochę "osłonę dymną". Mgła była akurat jedną z najprostszych rzeczy, które mógł zrobić, niemal nie zużywała jego energii. Pioruny były dla niego niego trudniejsze. Wiedział, że z odpowiednim refleksem mógłby je wygiąć, ale nie miał akurat potrzeby.

 Piorun świsnął mniej niż pół metra od niego. Gaillard podskoczył gwałtownie, ale natychmiast stanął w miejscu, w którym uderzył. Podejrzewał, że magiczne pioruny mogą uderzać dwa razy w to samo miejsce, ale i tak tam stanął. Chciał, w przeciwieństwie do dziewczyny, być wypoczęty na rewanż, a częste przekierowywanie piorunów osiągnęłoby odwrotność jego celu.

 A męcz się, męcz, idiotko. Może za jakiś czas strącę cię z nieba, ptaszku, ale najpierw się zmęcz. Może cię jakąś cegłą uderzę, założę się, że to WYBIJE CI Z GŁOWY atakowanie bez prowokacji. Tylko się kur zmęcz.

 Francuz pogratulował sobie gry słów. Po jakimś czasie, wydawało mu się kilkunastu minutach, znudził się jednak. Dwa razy tylko musiał odchylać pioruny, chociaż reszta też była całkiem blisko. Nie zmęczył się jednak prawie wcale. Miał nadzieję, że jego przeciwniczką straciła jednak choć trochę wigoru. Naprawdę chciał uderzyć tę psycho/socjo/cokolwiek- patkę. Powoli zaczął znosić mgłę, żeby móc wycelować w przeciwniczkę, ale przedtem przywołał chmury burzowe. Ha, słyszałem, że lubisz pioruny. Znów uśmiechnął się pod nosem. Natychmiastowo się jednak za to skarcił w myślach. Ta babka się śmieje i zobacz, na jakie głupie pomysły wpada. Skup się.

 Przygotował się zarówno do zadania, jak i odbicia ataku z każdej strony. Starał się przede wszystkim jak najszybciej wypatrzeć przeciwniczkę. Nie widział nic, co działo się przedtem, ale był tak przygotowany, jak mógł.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hahahahahaha! - zaśmiała się głośniej i wzniosła się wyżej. - Paranoja!  - zawołała. Przestrzeń nad nią zaczęła się załamywać i otwarła jakąś dziurę w której pojawiła się czerwona planeta. Po chwili cała mgłą została przez nią oświetlona. W tym samym momencie Gaillard usłyszał jakieś głosy w głowie a przed jego oczami pojawiły się obrazy śmierci jego rodziny. Były tak realistyczne, że prawie prawdziwe. Kiedy to go oszołomiło, dookoła chłopaka pojawiły się wiele par żółtych oczu. Świeciły się  i patrzyły na niego z dużej odległości. Po chwili zaczęły się zbliżać. 

 

W tym samym czasie Bufet miał gorszy problem. W jego stronę szedł nowy przeciwnik. W rękach miał dwa miecze. Jeden wystawił w stronę Bufeta. - Walcz robaku. - powiedział z uśmiechem. 

 

Oto i twój przeciwnik Bufet

latest?cb=20140313184000&path-prefix=pl

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Sam żeś chuj - raźno odpowiedział Bufet swojemu nowemu przeciwnikowi, wstając. Przygotował się do walki najlepiej jak potrafił, mając nadzieję, że jego lodowo-rybne ostrze jest na tyle zmrożone i utwardzone latami tkwienia na dnie marketowej zamrażarki by stawić opór fikuśmym ostrzom tego jebańca. Józek miał nadzieję, że inni uczniowie w klasie się trochę rozruszają, bo miał motzne wątpliwości, czy samemu da jednak radę napierdzielać się z gościem jakby żywcem wyjętym z jakiegoś podrzędnego komiksu. Nie wiedząc z czym się mierzy, wyczekiwał na pierwszy ruch przeciwnika, w drugiej ręce spawnując solidną tarczę z nadnaturalnych rozmiarów płaskiego kabaczka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Większość osób z klasy uciekło do piwnic. No cóż. Bufet został sam na sam z rycerzem. Na ustach mężczyzny pojawił się uśmiechnął i rzucił w stronę Bufeta ostrzem z prawej ręki. - Grad mieczy! - zawołał i ostrze sklonowało się na 15 tych samych ostrzy. Wszystkie leciały w stronę Bufeta. Rycerz zaśmiał się i skoczył w stronę chłopaka z diabolicznym śmiechem.

 

 

Dante stał dalej w tym samym miejscu lecz coś się zmieniło. Uniósł się nad ziemię i jakby jasna powłoka naokoło niego wybuchła. Mężczyzna teraz miał długie, czarne włosy lecz reszta ubioru i skóra Dantego były białe. Otworzył oczy które miały jasnozielone tęczówki. W jego ręku pojawiła się kosa. - Wszystko jest sprzeczne. - powiedział i zamachnął się. Atak wyprowadził rycerza z równowagi. - Nectrum secreta. - powiedział i dookoła rycerza pojawiły się kręgi magiczne, uniosły się nad rycerza i wyleciały z nich świetliste włócznie. Rycerz został kilka razy przebity i wybuchł. Lecz to również nic nie dało. Znów się poskładał do kupy. Ten rycerz był chyba nie do pokonania...

Share this post


Link to post
Share on other sites

(really?  Oh God. Ok. Dołącz się do kogoś by pomóc lub jakoś się wtrąć do fabuły..)

Share this post


Link to post
Share on other sites

 Chłopak czuł się, jakby właśnie obudził się z koszmaru. Był cały spocony i zdezorientowany. Co to było? Czy to była... ta dziewczyna? Gaillard wiedział, że to nie było prawdziwe, ale nie mógł się do końca uspokoić. Rozejrzał się naokoło niespokojnie. Koszmar mógł się jeszcze nie skończyć. Co się dzieje?

 Coś było dość blisko niego. A może tego czegoś nie było. Dziewczyna była metafizycznym latającym czołgiem, więc nie mógł być pewny. I to coś się zbliżało. Z każdej strony. Gaillard widział już swój cel, ale nie mógł po prostu zignorować oczu. Mogły być prawdziwe. Postawił więc na atak obszarowy. Do tego potrzebował czasu i energii. Nie potrzebował natomiast spokoju. Wręcz przeciwnie, ta sztuczka najlepiej wychodziła mu w stresie.

 Na początku czuło się tylko zwykły wiatr, ale w miarę zbliżania się oczu nabrał siły niemalże niepozwalającej na poruszanie się. Spróbujcie się przez to przecisnąć potwory! Nie przejdziecie dalej! Fizyka, biczys! Miało być jeszcze lepiej, gdyż chłopak tworzył właśnie tornado. Chronionemu swoją mocą Francuzowi tylko włosy powiewały na wietrze w epicki (jego zdaniem) sposób. Tornado nie było jeszcze w pełni sił, gdy dosięgnęło poziomu latającej dziewczyny. Niebo zaczęło ciskać piorunami celując dokładnie w jej stronę, bo czemu by nie, przecież to ona zaczęła. Lepiej, żeby się, póki jest jeszcze czas, skupiła na lataniu lub zejściu na ziemię w tych trudnych warunkach, jeśli nie chciała momentalnie spaść na ziemię z potencjalnie śmiertelnej wysokości. Ewentualnie się usmaży. Albo oberwie cegłą w głowę. Gaillard zamierzał się upewnić, że w tornadzie będą cegły.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bufet natomiast dla pewności wykonał przewrót w bok. Zawsze był dobry z wuefu, teraz to się na sto procent przyda, tym bardziej, że ta zabawa zaczynała się robić w chuj niebezpieczna. Dopiero teraz adrenalina zaczęła krążyć w żyłach młodego chłopaka, gdy z ledwością uniknął zasuwających ku niemu ostrzy. Jedno nawet szurnęło mu po boku, wywołując syk zarówno lekkiego bólu, jak i już zupełnie nielekkiej irytacji. Po przewrocie Józek wstał, wykonując całkiem niezłą w sumie parodię sprężynki. Już na nogach, zastawił się kabaczkową tarczą. Przeciwnik po prostu musiał się na nią wpakować, skoro tak chętnie skoczył w jego stronę. Chłopak spróbował przypieprzyć rycerzykowi tarczą tak by wybić go z rytmu, a potem zaczął używać tricków, których nauczył się oglądając Władcę Pierścieni i czytając Wiedźmina. Oczywiście mistrzem szermierzem nie był, ale może chociaż trafi te gówno.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gaillard

 

Głupi ma szczęście co? W tornadzie które stworzył chłopak, przypadkiem pojawiła się cegła i poleciała w stronę dziewczyny. Ta zanim zrozumiała co się dzieje, dostała kawałkiem gliny w głowę. Nie dość, że na ślepo to jeszcze headshot. Nie źle. W tej samej chwili mroczne oczy które zbliżały się do chłopaka zniknęły, tak samo jak wyrwa w przestrzeni nad dziewczyną... która teraz spadała w dół z wysokości blisko 20 metrów. Uratujesz ją czy zostawisz na pastwę losu?

 

Bufet

 

Rycerz uderzył z całej siły w twoją tarczę która prawie rozpadła ci się w rękach. Cyba zginiesz... albo i nie! W momencie gdy mężczyzna próbował ci odciąć głowę, pojawił się lokaj Sebastian który (choć nie wyglądał) sprzedał potężnego kopniaka czerwonowłosemu rycerzowi w głowę, tak, że ten stracił przytomność. - Nic nie jest paniczowi? - zapytał lokaj strapiony. 

 

 

W tym samym czasie na błoniach.

Dante co raz bardziej słabł. Rycerz chyba z resztą też. W pewnym momencie rycerz znieruchomiał i tylko kiwną głową. Widać dostał jakieś rozkazy. W tym samym momencie skoczył z zaskakującą szybkością w stronę Guri, złapał ją w pasie i teleportował się nie wiadomo gdzie. Gdy Dante to zobaczył tylko opadł na kolana i spojrzał w niebo. Jego włosy wróciły do dawnej długości, jedyna różnica była taka, że były czarne. Ale to nie było najgorsze. Najgorsze było to, że stracił wzrok. 

- Wszystko jest sprzeczne. - wymamrotał chłopak i stracił przytomność. 

 

(oto nowy Dante)

25fbcacf313fc8eba494e4cb84fde6d0--art-dr

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wo. Ten Seba to jest dopiero hitman. Właściwy człowiek na właściwym miejscu, jak sprzedał rudemu fajansowi laćka na mordę to tego aż odrzuciło. Nie no, szacun, to było, kurwa, coś. Bufet aż gwizdnął z wrażenia i kiwnął jak prawdziwy raper głową lokajowi. Wyszczerzył się.

- Nie no koooleś. Na dzielni byle Łysy czy Gruby by ci nie fiknął. Ja jestem w jednym kawałku. To teraz panie gajer, szybka piłka. Flekujemy kurwiszona czy spływamy? - powiedział bez zająknięcia najczystrzą polszczyzną potoczną.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Lokaj spojrzał na Bufeta i odpowiedział czystą polszczyzną. - Pańska nawijka paniczu jest zajebista ale tego tutaj musimy zamknąć w szkolnych lochach. Tam zostanie przesłuchany przez maga klasy XX czyli Dantego. Ten rycerz z którym walczył, porwał Guri, więc Dante będzie najlepszy do przesłuchania tego gnoja. - powiedział lokaj biorc czerwonowłosego na barka i idąc w stronę schodów do lochu. 

 

W tym samym czasie do Gillarda podszedł inny lokaj. - Paniczu. Proszę zostawić odeskortowanie tej dziewczyny mnie. Proszę również aby pomógł panicz, paniczowi Dantemu w powrocie do szkoły. - powiedział lokaj i ruszył z dziewczyną którą pokonałeś do lochów. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

(Ona jest nadal nieprzytomna, tak? Powinna być.)

 Gaillard natychmiast zatrzymał tornado, gdy dziewczyna spadła na ziemię. Podszedł do niej z kijem i szturchnął ją. Chyba żyła. Cóż, wcale bym się nie smucił, gdyby sobie cholera złamała kark, ale tak mam czystą kartotekę. I jej, wygrałem! I to z jakim silnym przeciwnikiem! Pieprzonym latającym hipno-czołgiem! Jesteś świetnym strategiem, Gaillard, że pomyślałeś o tym tornadzie. I cegłach. Ale będzie można się chwalić. Chociaż raczej nie rodzicom, zawału by dostali.

 Cały czas patrząc kątem oka na nieprzytomne ciało, przeszukał trawę w poszukiwaniu czegoś, co mogło dziewczynie wypaść. Wiedział, że miała ze sobą te dziwne, elektryzujące przedmioty. Gry RPG nauczyły go, że zawsze trzeba było przeszukać poległego przeciwnika, ale nie miał teraz odwagi czy chęci przemacywać morderczej socjopatki wyglądającej jak mała dziewczynka. To by wyglądało dziwnie.

 Gdy pojawił się lokaj, chłopak gwałtownie podskoczył, przerywając poszukiwania.. Potem spojrzał na niego nieufnie, w końcu przed chwilą halucynował. Gdzie był ten Alfred, kiedy dziewczyna próbowała go zabić? Francuz dyskretnie trącił służącego palcem w plecy, testując jego prawdziwość.

- Mogę się zapytać, co zamierzacie z nią zrobić? Możemy się czuć bezpiecznie? Bo ściany nie sprawią jej najmniejszych problemów. Macie dla takich jak ona jakieś cele? Jakaś antymagia czy coś? - był pewien, że mają takie coś, chciał tylko potwierdzić swój tok myślenia.

 Gaillard poprawił okulary i przeszukał błonie wzrokiem w poszukiwaniu Dantego. Nagle przypomniało mu się coś, co powiedziała dziewczyna.

- A, panie lokaju! Ta dziewczyna mówiła coś o jakimś przebudzeniu. O Dantem. Czekała na to. Czy mamy się jeszcze tym martwić?

Pauza. Gdy lokaj znowu odchodził, wykrzyknął do niego.

- I pamiętajcie przeszukać jej kieszenie! Może być uzbrojona!

Na pewno ją przeszukają. Po co im to w ogóle mówisz? Nie są głupi.

Gaillard po raz kolejny spojrzał na ziemię. Nadal miał nadzieję, że coś jednak tam znajdzie, że czegoś nie zauważył za pierwszym razem.

Edited by Matil

Share this post


Link to post
Share on other sites

- No dobra. Okej - odparł Józek. - Czyli ani jedno ani drugie. To co mam ze sobą zrobić? Będziecie się dalej napierdalać? Mam pomóc czy się schować? Czuje się jakbym mył Amerykaninem w Iraku, wow.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gillard 

Pierwsze co mogło się rzucić w oczy to jedno z tych latających dziwactw którym posługiwała się dziewczyna. Teraz było nieaktywne ale gdyby je włączyła znów stałaby zniszczenie. Teraz trzeba poszukać Dantego bo w końcu o to prosił lokaj.

 

Bufet

Panicz powinien wrócić do pokoju i odpocząć. Wszystkimi zniszczeniami zajmiemy się my. Czyli lokale. - odpowiedział Sebastian ruszając do lochów. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

 Gaillard spodziewał się, że lokaj go zignoruje. W sumie chłopak mówił bardziej do siebie, niż do niego. Z resztą, to pewnie tajemnice i te de i te pe.

 Blondyn schylił się i zobaczył rzecz, której szukał.

 Czyli jednak go zostawiła! Wiedziałem! 

 Przez głowę chłopaka przemknęła myśl, że mógłby to zachować dla siebie, ale natychmiast się opamiętał. Nie wiesz co to jest. Nie wiesz jak działa, poza tym, że jest niebezpieczne. Ostatnio widziałeś to w rękach morderczej wariatki bez skrupułów, która próbowała cię zabić. Dlaczego w ogóle przeszło ci przez myśl, że mógłbyś to sobie zatrzymać? Głupi jesteś?

 Raczej zmęczony. Teraz Gaillard zaczął naprawdę odczuwać skutki swojej walki. Adrenalina mu spadła, a ręką zaczęła znowu boleć. Koszulka była całkiem przemoczona, częściowo wodą, częściowo potem. Energia do stworzenia tornada i rzucania piorunami została zużyta, ciało zdecydowanie domagało się uzupełnienia jej przez odpoczynek i posiłek. O tak, Gaillard zdecydowanie musiał coś zjeść. Jak tylko dotrze do zamku, od razu znajdzie Bufeta.

 Ale najpierw Dante i ten dziwny wihajster. Chłopak wyjął z kieszeni nieprzemakalny telefon i sfotografował dziwny obiekt. Chociaż tyle z tego będę miał. W końcu Gaillard wypatrzył w końcu starszego chłopaka i podszedł do niego. Zdyszał się przy tym. Kurde, naprawdę potrzebował odpoczynku. I może więcej ćwiczeń w przyszłości.

- Dante! Już po wszystkim, idziemy do szkoły! Hej, wszystko z tobą dobrze? Potrzebujesz jakiejś pomocy?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dante spojrzał na chłopaka. Gillard mógł zobaczyć jego pusty wzrok. A szczególnie białe tęczówki. Dante był ślepy. - Pomóż mi tylko wstać. Potem sam sobie poradzę.- powiedział chłopak podnosząc rękę. Po chwili obydwoje doszli do szkoły. 

 

Kilka tygodni później. 

Dante w końcu wyzdrowiał ale nadal pozostał niewidomy. Guri nadal nie została odbita co martwiło całą szkołę. Gillard i Bufet podnieśli siłę swoich mocy i mogli walczyć z silniejszymi przeciwnikami. Nadszedł dzień kiedy wybrano w klasie dwójkę najlepszych uczniów do lekcji indywidualnych. Z klasy zostali wybrani Bufet i Gillard. Teraz zostali poprowadzeni do osobnej sali gdzie siedziało kilku magów w kapturach różnych kolorów. Zaraz zostaną wprowadzeni lecz teraz mieli chwilę czasu dla siebie. Mogli przygotować wypowiedzi na temat swoich mocy i jak bardzo je rozwinęli. Po chwili podszedł do nich Dante z laską dla osób niewidomych. Poruszał się jak zawsze ale pilnował ziemi przed sobą żeby nie pocałować podłogi. - Jak tam chłopaki? Gotowi na rozmowę z magami? - zapytał ich z uśmiechem. Widać jednak było, że tęskni za Guri i trudno mu było to ukryć. Jednak byli parą. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Totalnie nie - odparł Bufet Dantemu niewesołym głosem. Prawie wcale się do niczego dzisiaj nie przygotowywał specjalnie. Dantego było mu po prostu szkoda teraz, choć zasadniczo ledwo chłopa znał. - A co u ciebie? Coś się poprawia?

 

Zastanowił się pokrótce nad tym jak spędził ostatnie parę tygodni poza uczeniem się przywoływać bardziej wyrafinowane posiłki. W dużym skrócie korzystał jak typowa końcówka gimnazjum z braku jakiegokolwiek nadzoru rodziców, więc w wolnych chwilach urywał się z lekcji wcześniej lub spóźniał haniebnie i balował, chlał oraz robił durne pranki. Jednak strasznie się wkurwił, że z jego fizyczności niewiele dało się zdziałać. Chwalił sobie wcześniej, że nikt mu nie fika. Więc przegrana z rycerzem napompowała go, zmotywowała. Uczył się bić sprawniej na pięści, miał dobre oceny z wuefu. Wdawał się w pojedynki by podnieść zdolności. I przywoływał coraz to kreatywniejsze bronie z jedzenia. Tak wyglądało te ostatnie parę tygodni u Józka.

Edited by Po prostu Tomek
Jezu ten błąd ort. aż kłuł w oczy

Share this post


Link to post
Share on other sites

 Gaillard zastanowił się nad pytaniem. Miał się tym razem porządnie przygotować do rozmowy, ale prokastynacja jak zwykle wzięła górę. Powtórzył kilka niedorozwiniętych, wymyślonych podczas dłuższej wizyty w toalecie punktów. Jakoś to będzie, wystarczy nie mówić ciągle "yyy..." i "ten tego no...". I może nie trząść się tak, jak wtedy, gdy poraziłem się piorunem. Dobrze chociaż, że to był niewypał. Chłopak pocieszał się myślą, że do rozwijania mocy przyłożył się bardziej niż do przesłuchania. Był dumny że swoich wyników i wiedział, że jego rodzice też są. Nie wiedzieli co prawda o wszystkim, incydenty podobne do tego z piorunem pozostawały tajemnicami, ale Francuz nadal miał wiele do opowiedzenia im. I będzie miał jeszcze więcej do opowiedzenia radzie. W końcu jego wysiłki, nauka (do której nie musiano go za bardzo zmuszać, helloł, magia!) i eksperymenty (oraz większa część włosów, które znacznie mu się teraz skróciły) nie poszły na marne. Miał nadzieję, że magowie lubią zadawać dużo pytań, najlepiej specyficznych. I nie są tak drętwi jak jego babcia.

- Bardziej gotowy raczej nie będę, heh. A, powiedz, czy ten Tęczowy Kongres to spoko goście? Jak bardzo są surowi, tak w skali od żywej świni do spalenizny? -posłał uśmiech Dantemu, po czym przypomniał sobie, że starszy chłopak nie mógł go zobaczyć.

 Smutna historia, ale facet wyglądał, jakby nie trzymał się najgorzej. Przynajmniej tak wyglądał. Prawda musiała być inna. Gaillard nie wiedział wiele o porywaczach Yuri, ale znając charaktery ludzi, którzy z nimi trzymali, żałował bardzo dziewczyny. Może nie myślał o porwaniu dużo, ale zawsze wywoływało to w nim emocje. Taka wesoła osoba... Biedaczka. Oj, jak znajdą tych porywaczy, to pożałują oni, że się urodzili. Chłopak na kilka sekund zacisnął swoje piersi.

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 minuty temu, Matil napisał:

Chłopak na kilka sekund zacisnął swoje piersi.

(( Coooooo? XD)) 

 

Dante spojrzał na Bufeta. - No trzymam się. Nie ma źle. Gorzej, że atakami muszę strzelać na wyczucie. Więc daję radę. Tak ogólnie. Po 5 do 6 tygodni przy treningach ze specjalnymi trenerami z tamtej sali dostaniecie zadanie na maga klasy X. Wtedy też wyruszę z wami aby was wspomagać. Co do samych magów. Ogólnie są dość specyficzni. Każdy na swój pokręcony sposób. - powiedział Dante uśmiechając się. Po chwili można było usłyszeć krótką komendę. - Bufet i Francuz proszeni. - chyba mieliście wejść. Tam gdzie stanęliście było światło a reszta sali była pogrążona w mroku. - Proszę nam o sobie wszystko powiedzieć panowie. - odezwał się głos z głębi sali.

Share this post


Link to post
Share on other sites

(Pięści, chodziło o pięści! XD!)

 Teraz mówią na mnie pseudonimem. Czy już zawsze będą tak robić? Będę od teraz SuperFrancuzem? Kurde, mogłem sobie znaleźć lepszą ksywkę. Ale mogło być też gorzej. Mogłem zostać Gaylordem.

 No i nie ma specyficznych pytań. Kurde, gdzie ja miałem listę? I co ja tak miałem powiedzieć? Bufet, może ty pierwszy? Nie? Dzięki, nie dziwię się. Borze Zielony, ale mi się chce teraz ziewnąć. Kurde, dlaczego zawsze ziewam, kiedy się stresuję?

 Kurde. Mam nadzieję, że nikt mi nie czyta w myślach. Za dużo w nich "kurde".

- Dzieeń doobry - spojrzał w stronę, z której dobiegł głos maga.

Jebać wstęp.

- Kontroluję i tworzę pogodę, na przykład ciśnienie, a, co z tym związane, wiatr. Nagłe podmuchy, huragany, tornada. Może to spowodować porządne szkody. Jak już mówiłem, mam nad tym kontrolę, więc prawdopodobieństwo przypadkowego skrzywdzenia samego siebie jest bardzo małe. Nietrudno jest mi zakończyć. Muszę jednak przyznać że wiatr nie jest najbardziej precyzyjną z mocy. Boeinga raczej nie poskłada, heh.

Czy skumali nawiązanie? Po co wymieniam wady? Czy oni lubią szczerość? I czemu głos mi się tak podwyższył? Brzmię jak jakiś przedszkolak.

- Ale cegłą ciśnie. Drzewem podobnie.

 Umiejętność zmiany ciśnienia daje nie tylko kontrolę nad wiatrem. Od niedawna pracuję nad czymś w rodzaju bańki atmosferycznej. To obszar, w którym przez niezbyt długi czas mogę utrzymać jakiekolwiek ciśnienie bez wiatru wyrównującego go. Na razie nie wypróbowywałem tego poza niewinnymi eksperymentami z balonikami, kawałkami metali oraz produktami żywnościowymi, dzięki Bufet za dostarczenie ich, ale proszę wyobrazić sobie tylko, co możnaby z tym zrobić! Próżnię możnaby na przykład zrobić. Człowiek umieszczony w próżni traci przytomność w kilkanaście sekund, a jeśli wstrzymuje oddech, jego płuca są rozrywane na strzępy przez uciekające powietrze. W mniej ekstremalnych przypadkach może po prostu mieć poważne trudności w oddychaniu i bóle ciała. Kontrolą ciśnienia można roztopić praktycznie wszystko w temperaturze pokojowej i zniszczyć jakikolwiek obiekt. Można zgniatać w małe kostki nawet najtwardsze materiały ciśnieniem niczym jak na dnach oceanów.

Kurde, może za dużo gadam o zniszczeniu.

- I można oszczędzać na gazie! - Gaillard zaśmiał się tak uroczo i niepsychotycznie jak tylko umiał.

Nie wyszło mu.

Gaillard jak najszybciej wrócił do mówienia z udawaną pewnością siebie.

- To tylko parę potencjalnych zastosowań. Przejdźmy może jednak do moich innych zdolności. Umiem poruszać i tworzyć chmury, burze, ulewy, śnieg, nawet, gdy powietrze wydaje się suche. 

Nie żeby wilgoć w powietrzu nie była konieczna, Gaillard nie umiał tworzyć czegoś z niczego, po prostu nie było na powierzchni Ziemii miejsca, w którym całkowicie nie było wody. Większa jej ilość strasznie ułatwiała jednak zadanie, co Francuz wiedział z prób deszczowych jeszcze z poprzedniego roku a także ze zwykłego użycia logiki.

-Tworzę pioruny, całkiem klimatyczne. I, muszę się pochwalić, myślę, że mogę ich używać do pozyskiwania energii dla urządzeń elektrycznych - tutaj chłopak zwolnił, choć nie stracił entuzjazmu. - To dosyć trudne i dziwne, i nie mogę tego całkowicie wyjaśnić, ale, manualnie sterując piorunem udało mi się naładować telefon. Nawet to sfilmowałem. To trudne, ale możliwe i przydatne w życiu.

 Gaillard nie miał zamiaru opowiadać o tym, jak przy próbach ładowania spalił prawie trzydzieści innych urządzeń elektrycznych, głównie nie swoich, oraz jak sam się poraził. Chociaż możnaby wspomnieć o spalaniu, nie?

- No i oczywiście można takim piorunem palić i elektryzować i zwęglać, ale to oczywiste. Umiem piorunami sterować, nie tylko swoimi, i wybierać, gdzie uderzą, nawet mimo prędkości. Nie jestem może odporny na efekty pogodowe, jeśli mnie już trafią, ale z reguły nie pozwalam im mnie trafić. Heh.

- Umiem zmieniać temperaturę otoczenia i samego siebie zgodnie z prawem zachowania energii.

Tylko konwekcja wszystko psuje.

- Mogę zasłaniać ludziom widok mgłą i doprowadzać do upadku lodem. Mogę zatapiać statki.

Ta, zabawkowe.

A jakie miałem zatapiać, wycieczkowe? Co innego walnięcie kogoś cegłą w obronie własnej, co innego zabijanie dla zabawy.

Przecież to nawet nie jest zabawne.

- Nie potrafię co prawda latać per se, ale łagodzenie upadków czy unoszenie się w pozycji leżącej w odpowiednich warunkach jest możliwe, wiem z doświadczenia.

Co ja tam jeszcze umiem...

- ...no i jeszcze tęcze robić umiem, ale to jest raczej niezbyt przydatne poza paradami równości, heh.

Czy umiem robić sharknado?

Nie wygłupiaj się.

Pokryłeś już przecież tornada i unoszenie rzeczy w powietrze.

Czy mam też zignorować zakończenie? To nie egzamin z angielskiego, nie będą mi stawiać przecież oceny za styl przemowy, raczej za moce i pomysłowość. Przydałoby im się jednak wiedzieć, że skończyłem.

- To, khe khem, to by chyba było na tyle. Dziękuję za uwagę.

Chłopak ukłonił się lekko, uśmiechając się.

Jestem cool. Głosujcie na mnie. Cmok.

Boziu, ale mnie gardło boli.

Edited by Matil

Share this post


Link to post
Share on other sites

W czasie  przemowy Francuza panowała cisza, przerywana tylko jakimiś szeptami wydobywającymi się z ciemności w czasie co ciekawszych informacji.

Po zakończeniu wypowiedzi chłopaka, z cienia usłyszał głos. 

- Dobrze. Zaraz się dowiemy który z nas będzie Cię trenował. - powiedział męski głos. Po chwili szeptów można było usłyszeć dziewczęcy śmiech, który Gillard już kiedyś słyszał ale teraz był uroczy a nie psychiczny. W tym samym momencie z mroku wyszła właśnie ta mała dziewczynka która rozwaliła prawie całą salę i to pstryknięciem palców. 

- Ok. Oto mój uczeń. Nie chcę słyszeć sprzeciwów. - powiedziała z uśmiechem.

Z mroku było słychać westchnienie.

- Teraz pan panie Bufet. - odezwał się głos w stronę drugiego z chłopaków.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gaillard wytrzeszczył oczy i zaklął cicho.

 Zabije mnie. Weźmie mnie na osobność i zatłucze. Chce się zemścić za tę cegłę. Dlaczego inaczej miałaby mnie wybrać?

 Brzmiałem jak psychol. Wiedziałem, że brzmiałem jak psychol. Ale nie jestem! Z tymi rozrywanymi płucami to po prostu powtarzałem artykuł naukowy o ludziach w próżni! Co ja zrobiłem?

 Ale jak się ona w ogóle dostała do komisji?! Przecież próbowała zniszczyć szkołę i zabić uczniów! Czy nasi umieją prać mózgi?! A może ona umie prać mózgi?!!! W końcu mogła ona wywoływać halucynacje. Borze.

 Może to tylko jej identyczna bliźniaczka? Nie, naciągane.

 Muszę się spytać o to Dantego. Jak najszybciej.

 Kurde, trzęsę się trochę. Muszę przestać. Nie mogę jej pokazać, że się boję.

Gaillard spojrzał na kobietkę, potem na Bufeta, a potem znów na kobietkę. Co robić? Cóż, zanim Bufet się nie wypowie, będzie chyba musiał poczekać z akcją.

 Borze.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ksywkami naz wołają, lol, pomyślał z durna Józef zastanawiając się grubo co ma właściwie powiedzieć. Był kompletnie, absolutnie, doszczętnie nieprzygotowany. To aż bolało, musiał coś sklecić na mentalnym kolanie i to kurwa szybko. Zaczął się pocić troszeczkę, strzelał oczyma na boki, sufit, komisję, cokolwiek co mogło dać młodemu patusowi jakąś inspirację. Mowa Francuza była dobra, musiał stworzyć coś mniej więcej dorównującego jej poziomem. Żeby na głupka nie wyjść. Szacun musi być, hajs musi się zgadzać. Przejechał łapą po wygolonej glacy. Wciągnął powietrze, charknął. Plawie splunął. Wew, ładny start, pomyślał Bufet patrząc niepewnie na kumpla. No dalej ziom, jakieś wsparcie ej! Chociaż... w sumie w trakcie oracji kolegi Polak nie zrobił praktycznie nic, będąc zbyt zestresowanym nagłą potrzebą myślenia by dać tamtemu jakieś znaki czy coś.

 

Dobra. Wdech... i wydech. Dasz radę Anon, nie polegniesz. Coś tam ćwiczyłeś, damy radę. Chłopak przygładził strój by zyskać te kilka sekund i wyglądać nieco poważniej. Znowu chrząknął, ale tak jakoś grzeczniej. Nabrał powietrza.

- No więc, eee... - no dalej, nie zatnij się! - szanowna komisjo. W ostatnich tygodniach zapier... znaczy intensywnie ćwiczyłem i trochę nawet pakowałem. Także teraz byle kutasiarz mnie nie zaskoczy tutaj. Sztuki walki, takie tam.

Czy powiedzieć im navy seal copypastę dla beki? Nie, czej. Dobra nie, bo jeszcze pomyślą że to na serio i pierdolną mnie do jakiejś Czeczenii, pomyślał Józek.

 

Dobra, to poszło całkiem gładko. Wstęp i pewnie także całą pierwszą część mamy za sobą. Zostały jeszcze dwie. Policzył do pięciu. Przełknął. Znowu nabrał powietrza, żeby zacząć mówić.

- Jak państwo wiecie - zaczął bardzo poważnie. Ale zaraz zaczną lać jak powie, że ... - Moja moc to zasadniczo przywoływanie jedzenia i picia. Tak. Działa to w ten sposób, że potrafię sobie wyobrazić poszczególne składniki żarcia albo jakiegoś napoju bardzo wyraźnie i ze szczegółami. Ostatnio nauczyłem się, że jak faktycznie zapamiętam co chcę i się skupię, to mogę przywoływać jedzenie służące jako różne rzeczy. Oczywiście ćwiczyłem bardziej w broń, więc mogę kogoś pociąć głęboko mrożonym dorszem atlantyckim. Takie rzeczy. Mogę stworzyć z jedzenia broń i jakąś ochronkę, zalać kogoś beczką dobrego wina, rzucać w ludzi pulpecikami i pojawiać im spaghetti w kieszeniach. No i najważniejsza, podstawowa cecha, to to, że nigdy nie jestem głodny i spragniony. Do tego nikt dookoła mnie też nie jest. Jestem przenośną budką z kebsem i koka kolą, prościej nie wyjaśnię, czaicie?

 

- Znaczy... errr... czają państwo? - zakończył trochę niepewnie. Ło kurwa panie, teraz to się zacznie. Zaraz i jemu przydzielą coś takiego jak Francuzowi. Tego rycerza. Chuj wie co się tu dzieje, to jakaś głębsza sprawa. Może nas testują? Uśmiechnął się lekko sztucznie. Co powiedzą?

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gdy Bufet skończył swoją wypowiedź, z cienia wydobył się znacznie głośniejsze szepty. Jakby byli poruszeni lub zdziwieni wypowiedzą chłopaka. Po chwili usłyszałeś kroki. Ale nie męskie tak jak ci się wydawało tylko damskie. Ewidentnie szpilki. Po chwili z cienia wyszła dość ładna kobieta z długim, czerwonym mieczem w ręku. - Jestem Elesis. I od teraz będę cię uczyć ciołku. - powiedziała i sprzedała mu kuksańca w bok. 

- Czy macie jakieś pytania?- zapytał głos z mroku.

 

(oto twoja nauczycielka Bufet)

dark_knight_elesis_render_by_pradaestrad

Share this post


Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...