Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Blue Sparkle

Jakie filmy ostatnio oglądaliście?

Recommended Posts

Iniemamocni

 

Postanowiłem odświeżyć sobie chyba mój ulubiony film z dzieciństwa. Za młodu jarałem się nim jak głupi chyba za wszystko. Dzisiaj doceniam ten film za dosyć oryginalny pomysł, fajne postacie, gdzie te z drugiego planu są równie dobre, co z pierwszego, niecodzienne pomysły, humor, świetne wykonanie oraz pokazanie w filmie raczej dla młodszych już dosyć "dorosłych" problemów, jak różne niepoważne sprawy sądowe, krytykę społeczeństwa, problemy wieku średniego itd. itp.

 

Mogę tutaj jedynie przytoczyć kilka spraw, które szczególnie przypadły mi do gustu:

1.Kumple głównego bohatera, czyli ten mrożący facet. Niby postać drugoplanowa, a jest on na tyle dobrym pomysłem, że mógłby powstać o nim zupełnie inny film (o ile nie powstał, a ja o czymś nie wiem).

2.Epickość i to jest olbrzymi plus tego filmu. Nawet jak wczoraj oglądałem, to niektóre sceny wgniatają w fotel, jak np. jak Pan Iniemamocny ogarnia na kompie tego złego, że to on eliminował wszystkich superbohaterów. Albo jak ten mrożący koleś zamroził policjanta i wystrzeloną kule w powietrzu. Jak ten mały dzieciak Max zaczyna po wodzie biegać. Do dzisiaj mnie to jara.

3.Cały ten niepozorny motyw o tym, że peleryny to zguba bohaterów, która na samym końcu okazuję się być bardzo słuszna.

4.Świetna scena, w której Iniemamocny, jako pracownik firmy ubezpieczeniowej widzi w biurze szefa, że ktoś na kogoś napadł na ulicy, ale jak chce mu iść pomóc, to szef mówi, że "Oby to nie był nasz klient".

5.Wygląd i właściwości ten złej maszyny. Sam wygląd wydaję mi się niesamowicie oryginalny oraz taki... budzący grozę. Zresztą, niszczycielska to ona też byłą. I to bardzo.

6.Jeden z efektów wieku średniego. Pan Iniemamocny roztył się jak cholera.

7.Liczne pomniejsze smaczki, jak np. kiedy Pani Iniemamocna (nadal nie pamiętam, jak się oni wszyscy nazywali) leciała na wyspę po męża i wystrzelili w jej kierunku pociski (ziemia-powietrze, jak je sama nazwała), to latając samolotem próbowała je zgubić, wystrzeliwując flary. I to jest jedna z takich rzeczy,których za cholerę nie spodziewałbym się w produkcji z pozoru dla dzieci.

 

I w sumie wiele, wiele innych rzeczy, o których nie chce mi się już pisać. Film ten stanowił może nawet fundament mojego dzieciństwa i do dzisiaj niesamowicie go lubię. Uważam go za film kultowy i może nawet, jak na tamte czasy, ponadczasowy oraz że świetnie pokazuję on, że animacje wszelkiego typu, bo nie tylko Pixara, nie są wcale wyłącznie dla dzieci, ale po prostu raczej dla wszystkich. Propsuję mocno i oczekuję z niecierpliwością drugiej części.

 

9,5/10

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Naszła mnie ochota na coś lajtowego.

 

Straszny film

 

Dawno temu, bo jakieś 6 czy 7 lat temu widziałem ten film, ale naszła mnie ochota, aby obejrzeć go znowu. I znowu kisłem jak szalony. W sumie, to nie ma tutaj co mówić. Niepoważny, pozbawiony moralności humor, popierdzielony sceny, ubaw po pachy. Tak właściwie, to dla mnie najśmieszniejszy to był ten cały zabójca oraz jego "mowa ciała". 

 

Nie wiem, co mogę jeszcze powiedzieć, więc niech będzie:

Waaaaaaaazzzzzaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaappppppp

 

7,5/10

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Napiszę to w tym temacie, bo częściowo się do tego odnosi.

Odnoszę wrażenie, że "Kraina lodu" jest teraz bardziej popularna, niż w czasach premiery. Jakoś częściej ostatnio wszędzie trafiam na wizerunki postaci, różne przedmioty typu zeszyty czy balony, niż w czasach premiery filmu. Ostatnio jest straszne nasilenie tego. Z czego to wynika?

Edited by SebastianRichCountryOwner

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 minuty temu SebastianRichCountryOwner napisał:

Napiszę to w tym temacie, bo częściowo się do tego odnosi.

Odnoszę wrażenie, że "Kraina lodu" jest teraz bardziej popularna, niż w czasach premiery. Jakoś częściej ostatnio wszędzie trafiam na wizerunki postaci, różne przedmioty typu zeszyty czy balony, niż w czasach premiery filmu. Ostatnio jest straszne nasilenie tego. Z czego to wynika?

Sprzedaje się to. Mogę powiedzieć to na podstawie mojej małej kuzynki (6 lat) która uwielbia tą bajkę.

To coś jak Kubuś Puchatek czy Myszka Miki których wizerunek jest wszędzie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Właśnie teraz Selenium napisał:

Sprzedaje się to. Mogę powiedzieć to na podstawie mojej małej kuzynki (6 lat) która uwielbia tą bajkę.

To coś jak Kubuś Puchatek czy Myszka Miki których wizerunek jest wszędzie.

Ale dlaczego kilka lat po premierze, dlaczego teraz?

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 minutę temu SebastianRichCountryOwner napisał:

Ale dlaczego kilka lat po premierze, dlaczego teraz?

Może z powodu różnicy od innych bajek, samej marki Disney, i nie oszukujmy się, ale z ładnego efektu wizualnego (małe dziewczynki bardzo zwracają na to uwagę). Ale sądzę, że chodzi o Disney. Wszędzie pełno Disneya, Pixara trochę mniej.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mimo wszystko to Frozen jest jakieś takie dziwne popularne. A Zootopia już nie jest. A każdy wie że Zootopia jest lepsza. No ale antropomorficzne zwierzęta nie są chyba tak sprzedajne jak księżniczki. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
29.05.2016 at 20:11 SolarIsEpic napisał:

Mimo wszystko to Frozen jest jakieś takie dziwne popularne. A Zootopia już nie jest. A każdy wie że Zootopia jest lepsza. No ale antropomorficzne zwierzęta nie są chyba tak sprzedajne jak księżniczki. 

Też słyszałem o jego popularności, podobno ze względu na muzykę i oprawę graficzną / animację, mam zamiar obejrzeć.

 

Ostatnio same statki, same katastrofy:

Titanic (1997)

Britannic (2000)

Lusitania: Śmierć na Atlantyku (2007)

Gustloff: Rejs ku śmierci (2008)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Obywatel Kane

 

Film z 1941 roku uważany jest za najlepsze dzieło kinematografii, jakie dotąd powstało. Podobno wprowadził wiele rewolucji i nowości w każdej płaszczyźnie kina oraz wyprzedzał produkowane w tamtych czasach produkcje nawet o dekady. Jednakże ja się na filmach z tamtych lat w ogóle nie znam i nie jestem w stanie określić, czy ten film rzeczywiście był tak wielką rewolucją.

 

Jednak jestem w stanie stwierdzić, że film mi się podobał. Poza tym, że sama fabuła była dosyć ciekawa, postacie zostały napisane i odegranie wręcz perfekcyjnie, to sam film został nagrany w na tyle poukładany i posiadający widoczne ręce i nogi sposób, że ani na moment się przy nim nie nudziłem. Film miał w sumie wiele elementów komedii, jak i tragedii. Pomiędzy chwilami śmiechu znajdowały się sceny niezwykle poważne, poruszające wiele problemów, jakie mogą sprawić ludzkie zachowania i charaktery. Ponieważ każda postać, z szczególnie tytułowy Kane, były niezwykle różnorodne pod względem zachowań oraz problemów z nich wynikających. W dodatku sam ten wątek ostatnich słów zmarłego bohatera zgrabnie pcha naprzód cała fabułę. Fabułę, w której nie ma żadnego pośpiechu, lecz dzieje się niezmiernie dużo. I tak wracając do samego wątku "różyczki", to osobiście uważam, że sam film daję nam jedyne ślepe wskazówki na ten temat i jest on raczej pchaczem fabuły, niż rzeczą z niej wynikającą. Jednak daję to miejsce dla wyobraźni ludzi, których ten film bardziej zaintrygował.

 

Tak czy tak, film oglądało mi się bardzo przyjemnie i był on niezwykle ciekawy i jak nawet na nasze aktualne czasy, bogaty w naprawdę interesujące charaktery. Jednak czy nazwałbym go najlepszym filmem, jaki powstał? Nie mam dużej wiedzy na temat filmografii (w zasadzie, to nawet małej wiedzy nie mam) i być może, gdybym posiedział w tych tematach dłużej, znacznie dłużej, to dostrzegłbym w tym filmie coś, czego teraz aktualnie nie widzę. Jednak i tak ocenie ten film wysoko, bo wywarł na mnie większe wrażenie, choć szczerze, nie miałem pojęcia, czego się po nim spodziewać.

 

8,5/10

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zwierzogród. Całkiem ładna bajka z ciekawą historią i morałem, podejmująca problem dyskryminacji i uprzedzeń w stosunku do innych, oraz pokazująca jak może działać strach.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Oj dużo dobrego:

 

Godzilla vs. Mechagodzilla (1974)
Terror of Mechagodzilla (1975)

Gamera (1965)
Gamera vs. Barugon (1966)
Gamera vs. Gyaos (1967)
Gamera vs. Viras (1968)
Gamera vs. Guiron (1969)
Gamera vs. Jiger (1970)
Gamera vs. Zigra (1971)
Space Monster Gamera (1980)

Gamera: Guardian of the Universe (1995)
Gamera 2: Advent of Legion (1996)
Gamera 3: Revenge of Iris (1999)
GAMERA (2006)

Rodan (1956)
Mysterians (1957)
Varan (1958)
Battle In Outer Space (1959)
Mothra (1961)
Gorath (1962)
Atragon (1963)
Matango (1963)
Dogora (1964)
Frankenstein vs. Baragon (1965)
War Of The Gargantuas (1966)
King Kong Escapes (1967)
Latitude Zero (1969)
Space Amoeba (1970)
Orochi, The Eight-Headed Dragon (1994)

The Return of Godzilla (1984)
Godzilla vs. Biollante (1989)
Godzilla vs. King Ghidorah (1991)
Godzilla vs. Mothra (1992)
Godzilla vs. Mechagodzilla II (1993)

 

Miałem się bawić w recenzje, ale wychodziła z mi z tego straszna siermięga, więc po prostu rozdam Oscary.

-W kategorii najgłupszy film wygrywają: wszystkie Gamery od 1967 do 1980 (za dowalenie w karzdym filmie gromadki wrzeszczących dzieciaków, które dodatkowo walczą z kosmitami przez układanie klocków albo przewracanie figurek)

-W kategorii najlepsza charakteryzacja wygrywają: Mothra (1961) i Space Amoeba (1970) (za pastowanych Japończyków którzy mieli wyglądać na ciemnoskóre ludy)

-W kategorii najlepsze efekty wygrywa: Latitude Zero (1969) (za lwa trzymanego w klatce, który tak naprawdę był raczkującym aktorem w kostiumie lwa)

-W kategorii powrót do przeszłości wygrywa: Godzilla vs. King Ghidorah (1991) (za sceny z przybyszami z przyszłości którzy byli tak kiczowaci jak kosmici z filmów z lat 60-70) oraz Gamera (2006) (za to że to był jedyny z nowszych filmów gdzie znów pojawiła się dzieciarnia)

 

Mimo wszystko wiele z tych filmów to są naprawdę produkcje warte obejrzenia, zwłaszcza te po 1980r, tylko czasami zdarza się wręcz legendarny kicz.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Fargo

 

Film z 96 roku opowiada o tym, jak to mąż potrzebujący kasy wynajmuje dwóch porywaczy, aby porwali jego żonę. Pieniędzmi z okupu, które wyłożyć miał bogaty ojciec porwanej, mieli się podzielić. Oczywiście wszystko poszło nie tak.

 

I w sumie, mniej więcej tego się spodziewałem, zasiadając do tego filmu. I po obejrzeniu stwierdziłem, że jestem dla niego za głupi. Bo ten film wcale nie jest o tym, co opisałem wcześniej. Z tego, co wyczytałem, film miał ukazywać wady ludzkie oraz parodiować ludzkie życie w wręcz fantastyczny sposób. Oglądając ten film niczego takiego nie dostrzegłem i to być może dlatego, że te wszystkie wręcz fantastyczne nieporozumienia, które miały miejsce w ów filmie, w dzisiejszych czasach już za takie niestworzone nie uchodzą. A może to ja coś spieprzyłem i źle przeczytałem te recenzje. Zresztą, ja nie jestem specem od filmów, więc postaram się nie wypowiadać na te tematy.

 

Jednak mogę wypowiedzieć się na temat gry aktorskiej. Główną rolę odegrała tu Frances McDormand, odgrywając rolę uzależnionej od kawy, ciągle jedzącej tłuste żarcie policjantki. I ona, choć zapewne wypełniona jest po brzegi tymi niedorzecznościami, o których już pisałem, wydawała mi się bardzo ciekawą postacią. Zresztą, nawiązanie do niej znajduję się  samym MLP, w odcinku Princess Spike. Poza nią, na pochwały zasługuje Steve Buscemi, który odegrał tutaj fenomenalną rolę. W ogóle cenie sobie tego aktora za to, że jego "gęba", pomimo tego, iż jest bardzo charakterystyczna, potrafi dopasować się do wielu różnych charakterów. Jego wystąpienie i sceny z nim podobały mi się najbardziej. I tak szczerze, to scena:

w której ten jego współpracownik rzucił się na niego z toporem, a potem jego kawałki wpychał do maszyny do mielenia gałęzi, przez co z tego otworu na wylatujące odpadki sikała krew strasznie mnie zaniepokoiła. brrrr... aż mi się o tym źle myśli.

 

Jest mi na prawdę trudno ocenić ten film, bo nadal twierdzę, że jestem na niego za głupi. Więc moja ocena będzie dotyczyć tego, jak mi się go oglądało oraz czy chciałbym go obejrzeć ponownie. A oglądało mi się momentami wręcz nudno, a oglądać go drugi raz to może za parę lat. Może wtedy bardziej go ogarnę i będę potrafił go ocenić?

 

?/10

Share this post


Link to post
Share on other sites

"Nanjing! Nanjing!" - albo inaczej, "Miasto Życia i Śmierci",

 

Czyli chiński "Katyń". Dosłownie i w przenośni. Oba filmy próbują opowiadać historie trochę zapomniane przez Zachód. W Polsze wszyscy wiedzą o Katyniu, a w Chinach każde dziecko wie o masakrze w Nanjingu, ale jeśli spytać na Zachodzie, to większość nie będzie wiedziała, o co chodzi. Jednak historie opowiedziane są trochę inne, bo "Katyń" mówi o systematycznej, zaplanowanej i wykonanej z zimną krwią egzekucji na elicie polskiego wojska i służb paramilitarnych, a "Nanjing" o bestialskiej masakrze cywili - bo to głównie oni padli jej ofiarą. Historycznie, lepszą analogią byłoby nasze Powstanie Warszawskie, gdzie też ginęli przede wszystkim cywile, ale to temat o filmach, a Powstanie Warszawskie nie doczekało się jeszcze takiego na wpół propagandowego filmu, jak Katyń i rzeź Nanjingu. Zeszłoroczny film o Powstaniu ma w sobie więcej z hollywoodzkiego filmu o 'murykańskich bohaterach, niż paradokumentu.

 

W każdym razie, o samym filmie. Jest on wybitnie ciężki w odbiorze, bo twórcy zupełnie nie starają się upiększać śmierci. Jest ona bezsensowna, brudna i brutalna. Największym zaskoczeniem jednak była dla mnie gra aktorska, bo to tej pory wszystkie chińsko-hińskie filmy, jakie oglądałem, tylko utwierdzały mnie w przekonaniu, że Azjaci są rasowo niezdolni do dobrej gry aktorskiej i nadają się tylko, odpowiednio, do opery pekińskiej i do dubbingów w anime. A tu niespodzianka - w tym filmie grali jak nakręceni. Dbałość o szczególy też na plus, twórcy nie poszli na łatwiznę i nie zrobili filmu w całości po chińsku - Chińczycy mówią po chińsku, Japończycy po japońsku, niemiecki ambasador po niemiecku i w łamanym chińskim, 'Murykanie po 'murykańsku... Co jest szczególnie ważne w tym kontekście, że duża część filmu jest ukazana właśnie z perspektywy japońskiego żołnierza. Zresztą, znając KPCh, to pewnie japońskie fragmenty były ocenzurowane w wersji puszczanej w chińskich kinach, bo ukazują "dobrego Japończyka", któremu gwałty i morderstwa nie są obojętne, a to jest wizja niezgodna z komunistyczną propagandą.

 

Porównuję ten film do żałośnie słabego "Katynia", ale pod względem czysto artystycznym powinienem raczej porównywać go do "Pianisty". Jest, na swój sposób, przepiękny. Od tej strony 10/10. Od strony fabularnej... cóż, nie jest to film typowo propagandowy i powinno się do niego podejść, mając pewną wiedzę na temat wojny sino-japońskiej, dlatego nie oceniam.

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

X-Men Geneza: Wolverine

 

Słabo. Fabuła nie powala (nawet jeśli chodzi o ten film). Koncentruje się na losach tytułowego Wolverine'a i ukazuje jego początki. Później mamy klasyczny motyw zemsty, kiczowaty finał i końcówkę, która jest początkiem serii o mutantach (za którą nie przepadam). Moim zdaniem główny bohater był źle zagrany. Jego wściekłość była sztuczna ("a teraz drzyj mordę"). Co gorsza, w filmie pojawił się Wade Wilson, czyli Deadpool. Nie wiem, być może pojawił się w takiej "wersji" w jednym z komiksów, ale dla mnie kompletnie nie przypadł do gustu. Tym bardziej, że od samego początku sypał wyjątkowo twardymi sucharami ("zabito" jeden z największych atutów tej postaci). 

 

Deadpool

 

Zacznijmy od tego, że o tej postaci usłyszałem po raz pierwszy widząc zwiastun w kinie. Obecnie czekam na przesyłkę z pierwszym tomem komiksu i zagrywam się w gierkę. Postanowiłem obejrzeć go po raz n-ty. Jeśli - moim zdaniem - trylogia Mrocznego Rycerza jest najlepszą ekranizacją poważnego komiksu, to Deadpool komediowego (?). Ta ekranizacja jest po prostu cholernie śmieszna. Nawet jeśli nie lubisz filmów o herosach - obejrzyj. Zacznijmy od tego, że Deadpool wie, że występuje w swoim własnym filmie. Często zwraca się do widza łamiąc czwartą ścianę ("nie do ciebie mówię, mówię do nich"), nabija się z typowych dla superbohaterów motywów czy... studia dzięki któremu powstał film. Autorzy zaliczyli kilka wpadek (początkowe liczenie amunicji w pistoletach czy zapalniczka przylepiona do czoła), ale to drobnostki. Co ciekawe ten sam gość wcielił się w Deadpoola tak w X-Menie jak i tutaj. Tyle, że tutaj udało się. Zapowiedziano kontynuację. Mam nadzieję, że pojawi się w nim Wolverine - z tego co się orientuję, nie przepadają za sobą :) Czekam...

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wczoraj obejrzałem "Ewangelię wg św. Mateusza" z 1964 roku. Jest to wierne przeniesienie Biblii na ekran. Dzieło to jest bardzo specyficzne i nie jest najprostrze do oglądania, przez przedziwny montaż i reżyserię, ale to dodaje filmowi świetnego klimatu. Największą wartością tego obrazu jest to, że każdy go może inaczej zinterpretować. Muzyka użyta w tym filmie, jak i kadry długo pozostają w głowie. I to aż śmieszne, że Pier Paolo Pasolini, który był komunistą, homoseksualistą i ateistą narkęcił tak świetny film o życiu Jezusa.

Absolutny must-watch dla każdego kinomana. Ode mnie 9/10.

Edited by Branthos

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 godzin temu Triste Cordis napisał:

X-Men Geneza: Wolverine

Deadpool


Wybacz, ale uwielbiam...hmm, powiedzmy że dopieszczać kontekstem twoje wypowiedzi Triste. 

Po pierwsze, "Geneza" była złym filmem i nikt go nie lubi. Po drugie: Ten "Deadpool" w tej wersji po raz pierwszy pojawił się tutaj i (tak samo jak cały film) nikt go nie lubi, mało tego, ludzie nienawidzą tego...czegoś. Nie oglądajcie "Genezy".

Z Deadpoolem jest ciekawa sprawa bo trzeba przyznać iż był to film który powstał w dużej mierze dlatego bo główny aktor bardzo chciał zagrać tą postać taką jaką powinna być. Ileś lat ponoć męczył studio by zgodziło się na ten film w takiej formie jak go widzimy dzisiaj (czyli z kategorią wiekową R, przede wszystkim). Aha, polecam ten film wszystkim fanom Colossusa, był wspaniale rosyjski w tym filmie. Wolverinea w kolejnej części chyba nie uświadczymy ale jak mówi nie-scena po napisach pojawi się Cable. Kumpel Deadpoola który hmm, jest wielkim gościem z jeszcze większymi spluwami. Jego historia jest straszliwa więc nie będę jej streszczał (wspomnę tylko że w sprawę zamieszane są klony, podróże w czasie i inne wymiary)   

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Suicide Squad, czy jak wolą polscy tłumacze Legion Samobójców.

Wyszedł naprawdę dobry film, wbrew temu co mówi Rotten Tomatoes, choć od tego serwisu nie ma co oczekiwać sprawiedliwej oceny.

Bawiłam się świetnie, pomimo tego, że na sali atmosfera była niezbyt przyjemna, to i tak to nie przeszkodziło mi w odczuwaniu radości z wizyty w kinie. To jest to na co czekałam, ale są pewne niedociągnięcia, które jednak bolą. Przykładowo takie ograniczenie roli Jokera. Leto spisał się genialnie, po prostu mamy Jokera, który jest połączeniem Nicolsona i Ledgera ( widać i słychać bardzo dużą inspirację) ale ma swój styl i podoba mi się to. Przypomina trochę ruskiego gangstera swoją kreacją (tatuaż na czole, serio?), ale wychodzi to nawet na plus. Widać, że Jared się bardzo starał, wystarczy nawet poczytać nieco o pracy nad filmem i jego zaangażowaniem :D Tylko za mało tej postaci. Czekam na jakiś film gdzie więcej się wykaże.

Harley... Czyli odpowiednik fandomowego Lokiego tym razem dla mężczyzn. Razem z Jokerem tworzyli super parkę a ich wspólne sceny były na swój dziwny sposób urocze. Genialne jej to wyszło, choć im dalej w las, tym bardziej była wyróżniana, co było niesprawiedliwe względem reszty ciekawych postaci. A jakich? Moje serducho skradł Boomerang. Taki typowy śmieszek i łajdak, miłośnik alkoholi i różowych jednorożcy ( od razu miałam banan na twarzy gdy usłyszałam ,,Pinkie" :) )Slipknota nie skomentuję, Pan Piroman udany, Katana... dosyć kiepska, za to Pan Krokodyl również zabawny ;)

Will Smith zrobił kawał dobrej roboty, pomimo iż, w  jego roli nie pokładałam nadziei.

Główny Zły... I tu się zaczyna problem. Miałam bardzo mieszane uczucia podczas seansu. Na początku zapowiadała się być interesującą bohaterką, i zagrała dobrze (chociaż za samą Carą nie przepadam), tylko...

Na koniec czegoś brakowało. Scena finałowa wyglądała trochę jak w BvS. Nie zrozumcie mnie źle, ale koniec był chaotyczny.

Soundtrack to natomiast majstersztyk. Bardzo znane utwory, ale tak pasujące do postaci, i do całości, że bez tej ścieżki dźwiękowej film by dużo stracił.

Podsumowywując, otrzymaliśmy kawał dobrej roboty. Humor był świetny, wiele razy się zaśmiałam. Tak samo byłam też w pewnym momencie poruszona losem jednej z postaci. Rozrywki nie brakowało, mogę polecić każdemu kto nawet nie jest fanem DC, bo i tak przez pierwsze pół godziny jest przedstawienie postaci.

Ocena ogólna: 7.5/10 za parę królewską Gotham.

 

 

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wszędzie gdzie tylko wchodzę, widzę Suicide Squad...Chyba będę się musiał na to w końcu wybrać. : D

A co do filmu, nie tak dawno obejrzałem Labirynt Fauna. Słyszałem o nim trochę wcześniej, ale jakoś niespecjalnie miałem chęci, żeby się za to zabrać. Dopóki nie zobaczyłem tytułowego fauna. Zakładam, że dużo osób stąd z pewnością kojarzy to dzieło Guillermo del Toro, ale wypadałoby powiedzieć słów kilka na ten temat.

Ogólnie w moim odczuciu film rewelacyjny. Miał w sobie...to coś. Fakt, że na początku zwracało się uwagę na ten hiszpański, ale z czasem całkowicie przestało to przeszkadzać. Jak dla mnie w kwestii "Labiryntu" jest podobnie jak z Harry'm Potterem, czy Władcą Pierścieni - to ma w sobie magię. Naprawdę wyjątkowy film, z jednej strony fantastyka, motyw "Łucji w Narnii", z drugiej motyw wojny i walczący front ludowy. Zakończenie także było rewelacyjne. Szczerze poleciłbym ten film każdemu, kto jeszcze nie miał okazji go widzieć.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Poznaj moich spartan

 

Złe pod każdym możliwym względem. Blue/green screen zrobiony gorzej niż przez niektórych "youtuberów" (często widoczne "krawędzie" pomiędzy postacią, a komputerowo dodanym tłem). Po prostu koszmar, nabijanie się z homoseksualizmu - żeby to chociaż było śmieszne - nie jest.  Ogólnie "humor" jest wymuszony, naciągany i rozbawi chyba tylko 10 latka (ewentualnie osoby po sporej dawce zioła) Dialogi o podtekście seksualnym - "zajdziemy ich od tyłu" (ha... ha... ha :burned:) są żenujące. Na siłę da się znaleźć jakieś pozytywy. Na siłę.

 

0/10

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Szlaban na wolność a.k.a. Bornholmer Strasse.

 

Komedia (sic) opisująca wydarzenia z 9 listopada 1989 z przejścia granicznego na Bornholmer Strasse w Berlinie.

Pokazuje, co działo się na wymienionym punkcie granicznym po ogłoszeniu przez Gunthera Schabowskiego pamiętnej wiadomości dot. zmian w przekraczaniu granic NRD.

 

8/10.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Epoka Lodowcowa: Mocne Uderzenie

 

Nie będę udawał, że byłem na tym w kinie. Nie byłem. I dobrze, bo lepiej oddać te 20zł pierwszemu lepszemu menelowi niż oglądać to badziewie. Fabuła jest idiotyczna, nawet jak na animację dla najmłodszych. Humor... właściwie to go nie ma. No chyba, że śmieszą was sceny typu: "ktoś wlazł na grabie i dostał w łeb". Tak, prawie wszystkie "śmieszne" sceny reprezentują ten poziom. Tylko jedna mnie rozbawiła (nawiązanie do pewnego filmu o asteroidzie). Reszta? Może gdybym miał 7 lat? Nawet "wiewiór" nie pomaga (a w pierwszych dwóch częściach był rewelacyjny). Podsumowując - jeśli macie więcej niż 10 lat omijajcie nową "Epokę..." szerokim łukiem. Jedna z najgorszych animacji jakie widziałem. 

 

Ocena: 2/10 (za animację futra oraz nawiązanie).

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Spędzając kilka poprzednich wieczorów w pokoju w nadmorskim ośrodku, oglądałem telewizor. I okazało się, że obejrzałem tak 3 filmy. Niestety, żaden on początku, ale to raczej nic:

9 kompania

 

Kiedyś też ten film widziałem, również od połowy, lecz nie do końca. Zaczynając od wad, sceny wydawały mi się być nakręcone bardzo chaotycznie i nie robiło to wrażenia, iż wojna jest bardzo dynamiczna oraz bez większego ładu i składu. Zamiast chaosu walki, widziałem dziwne i bardzo szybkie ujęcia, pozbawione płynnych i pasujących do siebie przejść, co sprawiało wrażenie, że czasem twórcy chcą obrazem przewyższyć formę niż treść. Poza tym, schemat postępowania fabuł i losów głównych bohaterów wydawał mi się być zapętlony. Kumpel ginie/robi coś głupiego/widzi kłopoty - walka - spokój i sielanka i zapętlamy.

Ale jednak jest to prawdziwy film wojenny, pokazujący brud, trud i koszmar na Ziemi, jaki przeżywali i przeżywają żołnierze na wojnie. Nie ma tutaj miejsca dla radości, fali sukcesów i happy endów, jakie towarzyszą amerykańskim globalnym pożywką dla szarego społeczeństwa. Wojna jest brutalna, straszna oraz okrutna i nie da się tego nie poczuć, oglądając tego filmu. Klimat jest ciężki, trudny do zniesienia. Na prawdę nie mam pojęcia, czy dałoby się oglądać ten film będąc obojętny temu, co się w nim dzieje. Kolejnym plusem jest świetna gra aktorska oraz ogół przedstawionych postaci. Żołnierze są bardzo energiczni, pełni wigoru i skorzy zarówno do walki, jak i do wspólnego świętowania. Rosjanie na ogół tacy są, więc wszelkie zachowania sprawiają wrażenie jak najbardziej naturalnych. Film również poruszał rolę przyjaźni oraz ludzi jako jedności, gdzie dramat jednej osoby jest dramatem całej grupy.

Ogólnie film dosyć mi się spodobał, lecz jakoś nie miałbym ochoty obejrzeć go jeszcze raz. Jakbym miał go bezstronnie ocenić, to dałbym mu jakieś 8,5/10, a taka osobista ocena to 7/10

 

Strażnicy Galaktyki

 

Pomimo tego, iż film ten był momentami śmieszny, efekty były świetne oraz nienachalne, a same postacie odgrywały samych siebie w stu procentach, film ten jest niesamowicie typowy i liniowy do granic możliwości. Tytułowi "strażnicy galaktyki" to oparta na wałkowanych już od zarania dziejów schematach, gdzie jeden gość to super silny bydlak, który wpierw sprawia kłopoty, a potem propaguje skruchę oraz delikatność z wrażliwością, laskę zabójce, co niby nie ma uczuć, a jak przyjdzie co do czego, stanie u boku przyjaciół i ukarze litość swojej siostrze. Kurdupel zgryźliwy mechanik, wiecznie ironiczny, jednak jak przyjdzie co do czego będzie bronić bliskich i rozklei się na widok śmierci swojego kompana (fakt, że jest szopem, był dosyć oryginalny, nie powiem). Jakiś op stwór (w tym wypadku drzewo), co pomimo niszczącego i niemożliwego do policzenia (bo ciągle używa czegoś innego, nigdy tego samego dwa razy) arsenału, jest w jakiś sposób upośledzony i trudno mu jest kontaktować się z innymi. I na końcu kapitan, zwykły gościu, który stara się trzymać całą tą zgraję w ryzach, romansując z jedyną żeńską osobą w składzie i jako jedyny jest w stanie pogodzić team, aby razem stanęli ramie w ramie i pokonali zło. Motyw zmarłej matki też jest poprowadzony tutaj do bólu schematycznie, choć to jej radyjko i puszczanie starych hitów na okrągło było dosyć ciekawym pomysłem, według mnie. Ale ta główna zgraja jest jeszcze do przełknięcia, podobnie jak postać niby zła, która tropi głównego bohatera, ale jak przyjdzie co do czego, to pomorze mu po bratersku pokonać super złego w zamian za ważny przedmiot, obok którego toczy się sama fabuła. I oczywiście jak przychodzi moment oddania mu z bólem tego przedmiotu, bohater podmienia go. Jednak to i tak nic w porównaniu do głównego złego, który był najnudniejszym i najbardziej oklepanym złodupcem, jakiego widziałem. Nic tylko gada, jaki jest potężny i zdradza swojego super szefa, by stać się władcą świata i zniszczyć wszystko, co istnieje. Walka z nim też jest przewidywalna aż do bólu. Wpierw gościu wygrywa, potem nagle wpada główna drużyna, trzask i prask, wybuchy i ogień. Grupa ratuję się i jest szczęśliwa, ale nagle okazuję się, że gość przeżył i zaraz ich zniszczy, ale główni bohaterowie użyli prostego podstępu i po chwili rozwalili złego w sposób, który w sumie mogliby zrobić już na początku filmy. mocne

W ogóle fabuła jest jeszcze bardziej oklepana. Wpierw poznajemy bohaterów, każdy z nich ma przesrane, niby dochodzą do celu, ale jeden z nich coś spieprzył, jest walka, dzieje się coś złego, paru z nich prawie ginie, ale jednak nie. Super zły ma ważny przedmiot, a bohaterowie są porywanie przez tego innego złego. Biorą z nim sojusz i zbierają się do kupy, aby przejść grupową metamorfozę by razem postawić się złemu, potem znowu walczą i reszta tak, jak opisałem wyżej przy głównym złym. Jedyne co to jeden z bohaterów zginął, ale ostatecznie to i tak wróci i będzie fajnie. I na dodatek, nie widzę w tym żadnego rozciągania tego schematu aż do bólu w celu parodii, lecz jedynie użycia go, bo jest najłatwiejszy i da dużą oglądalność.

I pomimo tego plucia, film nie oglądało mi się wcale najgorzej. Bezstronnie dałbym mu 5, a tak to dostanie 6,5/10

 

60 sekund

 

I to był w sumie film, który im dłużej oglądałem, tym stawał się gorszy, a zarazem śmieszniejszy. W filmie chodzi o to, że główny bohater, odgrywany przez Nicolasa Cage'a, ma dostarczyć w 48 (chyba) godzin na dostarczenie jakiemuś bucowi 50 super bryk, aby on nie kropnął jego brata. Dlatego więc postanawia wraz z dużo ekipą (do której również należy jego brat) ogarnąć to i w jedną noc skraść te fury. Pomysł jak na razie był dla mnie spoko i szczerze powiem, wykonywanie go też. Sceny z kradzieży samochodów były fajnie pokazane i nie nudne, a fajni motoryzacji mogli sobie popatrzeć na niezłe gabloty. Jednak później, oczywiście, zaczęły pojawiać się kłopoty, gdyż tropiący cały czas naszą szajkę policjant ostatecznie wpada na trop naszych łobuzów i wysyła na nich (dokładnie mówiąc, tylko na Cage'a, który kradnie ostatni samochód) fale policji. I tutaj zaczyna się ta cała akcja, która polega na tym, że Cage wjeżdża na plac budowy i za każdym razem, jak on przejedzie, nagle z dupy wyskoczy jakaś taczka czy inny wózek, który blokuję policjantom drogę. W kulminacyjnym momencie, który szczerze spowodował u mnie salwę śmiechu, Nick cudem omija kule do niszczenia budynków, która przebija uderzony tuż za nim radiowóz policyjny przez ścianę. I w sumie ta scena również mnie nieco zdziwiła, bo reszta policji, jak zawsze nie zważając na rannych kolegów zawsze gna dalej, tutaj zatrzymała się, by sprawdzić, czy kolega ocalał. Potem mamy oczywisty korek na drodze, gdzie przygwożdżony Cage przejeżdża po ramie i przelatuje ze sto metrów. Jednak nie dostarcza samochodu na czas (chyba o jakieś 7 minut się spóźnił) i tutaj zaczynają się jaja.

Gościu, który miał dostać samochody, mówi Cagowi, że teraz to nie ma ch*ja, spóźnił się, więc nici z umowy, a jego samego trza zabić, więc jego 4 goryli bierze bohatera na dwór, aby odstrzelić mu łeb. Jednak bohatersko ratują go kumple, a ten idzie po faceta, który wydał na niego wyrok. Oczywiście rzecz dzieję się w jakieś starej gazowni czy uj wie czym, więc mamy migające światło, labirynty rur i stalowych mostków z przepaścią na 50 metrów oraz buchającą parę z różnych miejsc. Do zabawy w chowanego dołącza tropiący bohatera policjant, który zostaje rozbrojony przez głównego złego i jak ten już ma skrócić jego żywot, Cage ratuje policjanta, wypychając gościa zza barierkę, skóra po długim locie przebija się przez jakaś szybę i ginie. Bohater oddaje się w wolę policjanta, lecz gada coś w stylu, że wie, co tamten czuję oraz że uratował mu życie, wiec nie powie nikomu, że to on i jego ekipa. Cage się rewanżuję i zdradza lokacje ukradzionych samochodów, aby oddać je właścicielom. Wszyscy są heppi i koniec. I teraz mam jedno pytanie. Skoro zabicie głównego typa i jego dryblasów (których powtarzam, było czterech) rozwiązało sprawę, to dlaczego w ogóle kradli te samochody, skoro grupie z 10 facetów groziło 5 osób?

W sumie to nie wiem, co jeszcze powiedzieć. Gra aktorka była przyzwoita, Nicolas Cage jak zwykle na propsie, bo choć gra w słabszych filmach, aktorem jest dobrych i po prostu lubię go oglądać. Cała ta ekipa była w sumie dosyć fajna, choć nie rozumiem, dlaczego w trailerach itd. podkreślali tutaj jedynie rolę Angeliny Jolie, skoro nie odegrała tutaj żadnej znaczącej roli. Już bardziej powinno się wymieniać brata bohatera bądź tego policjanta, no ale cóż, wielkie nazwiska przykuwają uwagę.

I praktycznie nie wiem, jak ocenić ten film. Momentami bardzo spoko, innymi śmiech przez litość. Daleko mu do przewalonej akcji rodem z Transportera czy innych gównem, ale i tak face palm za face palmem leciał. W ogóle nadal nie rozumiem, dlaczego ten film się tak nazywał. Pewnie coś mnie ominęło, ale żadnego motywu 60 sekund nie zauważyłem. Dam mu chyba 6/10.

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Maniek

Ostatnio widziałem w telewizji film Wehikuł Czasu z 2002. Tak jak dobrze się zaczął tak po równi pochyłej jakość poleciała na dno i film zamienił się w durną przygodówkę. Film oceniłbym na 5/10 ale mimo wszystko nie żałuję, że oglądałem bo posiada on naprawdę świetną ścieżkę dźwiękową Klausa Badelta, która jakotako ratuje to wątpliwe dzieło.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...