Jump to content

Jakie filmy ostatnio oglądaliście?


Blue Sparkle
 Share

Recommended Posts

15 godzin temu Triste Cordis napisał:

Dodano wspomniane "no". Wycięto je z Zemsty Sithów. Brzmi to bardzo sztucznie i jest zbędne. Milczący Vader był dla mnie o wiele lepszy. Napisałeś wcześniej, że Mroczne Widmo nie pasuje fabularnie do pozostałych. Teraz wiesz, że pasuje :) Plan Sidiousa był dla mnie świetny. Działanie na dwa fronty, spowodowanie konfliktu, zamówienie dwóch armii, "przekabaceni y przesada. 

Nadal uważam, że krzyk rozpaczy Vadera był jak najbardziej na miejscu. To znaczyło, że jakieś uczucia nimi rządzą, a to się ciemnej stronie podoba. Zresztą, to był jego główny cel, aby uratować Padme, a tu przez niego samego zginęła. Dziwne by było milczenie z jego strony w takiej chwili, ale to tylko moje zdanie.

A co do pierwszej części, to owszem, a punktu widzenia fabuły ma ona sens, lecz jednak samo jej wykonanie i brak jakiejkolwiek ikry sprawia, że nudno się to oglądało i nie mam najmniejszej ochoty do tego wracać.

 

Co do podmienionej twarzy, Obi powiedział, że Anakin umarł wtedy, kiedy narodził się Vader. I być może dlatego jego duch był jeszcze w tej formie? Nie wiem, to tylko moja sugestia.

A teraz:

 

Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy

 

Najpierw o tym, co mi się podobało. Nowo wprowadzone postacie były na prawdę dobre i ciesze się, że Disney nie postanowił podtrzymywać przy życiu starych bohaterów i wyłącznie na nich skupiać uwagę. Dwójka nowych bohaterów całkiem dobrze się reprezentuje jako bohaterowie filmu przygodowego jak ten i w sumie chętnie zobaczę ich kolejne starania. A skoro już podtrzymywanie życia bohaterów poruszyłem, to warto też powiedzieć o śmierci pana Solo i rozłożę to na dwa elementy. Pierwszy, czyli sam fakt śmierci tak charakterystycznego bohatera była wręcz wymagana przy kontynuacji sagi (bo jak inaczej można by to wytłumaczyć, skoro sam Ford lada dzień najpewniej umrze :( ), żeby jakoś to wszystko napędzić i żeby miało to sens. Poza tym, sama scena śmierci Solo wyszła perfekcyjnie, a wszystko za sprawą największego atutu i największej nadziei na następne tytuły, czyli:

Kylo Ren. Młody gość, który wybrał sobie idola i starał się ze wszystkich sił, aby zostać jego następcą. I czasem nie wychodzi mu to najlepiej. Reżyser J.J. Abrams wybrał najlepszego aktora do tej roli. Adam Driver wygląda jak facet z drugiej klasy technikum informatycznego bez dziewczyny (ofc. wielki fan Star Warsów), który pomimo swojej nieporadności i wrażliwości, marzy mu się być kimś wielkim. I choć ma moc i predyspozycje jeśli chodzi o walkę i budzenie strachu, jego prawdziwe "ja" budzi jego przyszłość w szerach rycerzy mrocznej strony mocy pod znakiem zapytania. Ponieważ łatwo wpada w złość i nie potrafi w żaden sposób zahamować swoich emocji. I to z drugiej strony, wręcz jeszcze bardziej go do mrocznej strony przybliża. Wręcz taki mały paradoks. Jeśli chodzi o zabójstwo Solo, to wciąż nie mam pojęcia, czy Ren kłamał mu w żywe oczy ze wszystkim, co mu powiedział, czy na prawdę wahał się w tym, co ma czuć i co ma zrobić. Tak czy tak, mogę powiedzieć, że Kylo to największy atut filmu i jego losy w kolejnych częściach ciekawią mnie najbardziej. Zresztą, gdybyśmy otrzymali klon Vadera, wszystko to byłoby zbyt nudne i bez żadnej chęci kontynuowania tego. A i obrzućcie mnie błotem, ile chcecie, ale Ren ma fajniejszy strój niż Vader!

Jeśli chodzi o inne plusy, to film bawił mnie dosyć dosyć i mam nadzieje, że właśnie w takich proporcjach zostanie zachowana reszta trylogii i tu w sumie rodzą się moje obawy, bo jak tego humoru zrobi się więcej, to kolejna część dużo na tym straci.

Z takich pomniejszych zalet było to, że te wszystkie potworki i kosmici nie dość, że wyglądali w końcu przyzwoicie, to sam film nie skupiał się na nich tak, jak robił to w poprzednich częściach. Że mamy tu bohaterów wchodzących do baru i przechodzących koło siedzącym tam kreatur, a nie bar przepełniony największymi dziwactwami, przez który ukradkiem i niezauważeni prześlizgują się nasi bohaterowie.

Oraz że postanowili nie zwlekać z ujawnieniem, ze Ren to syn Solo, tylko od razu o tym powiedzieli, darując sobie kolejne teksty "Jestem twoim bratem ciotecznym!"

 

Jednak pomimo tych wylewów zalet, film ten oglądało mi się źle i to z wielu powodów.

Po pierwsze, film gna przed siebie niczym szalony rollercoaster, który z impetem wbija się w ścianę z cegieł, zamieniając ją w gruzy. Praktycznie nie ma czasu na jakiekolwiek dialogi, a jak już są, to są one spłycone do granic możliwości, w stylu "Wróciłeś? Tak. Martwiłam się. Ja też. Chodź, musimy zbadać wyniki. Ok." itp. itd.. W filmie zawarto strasznie dużo akcji (nie powiem, dobrej akcji), przez co trudno się przyzwyczaić do walki w lesie i ruinach jakieś karczmy czy co to tam było, jak z 10 minut temu mieliśmy pościgi na pustyni. Ponad to, z samych tych scen akcji nic nie wynika i jakbym miał opowiedzieć, co się tam dokładnie działo, to użyłbym sformułowań typu "lecieli przez pustynie", "walczyli w lesie w ruinach wspomnianej karczmy", "on ją przesłuchiwał, ale uciekła", "wbili zna state, aby uratować dziewczynę, ale Solo spotkał się sam na sam z Renem" "latali tymi samolocikami i zniszczyli gwiazdę śmierci" i tak jeszcze wiele.

Kolejna wada, to nieziemska przewidywalność. Reżyser chyba z bardzo chciał odświeżyć Nową nadzieje, bo jak tylko zobaczyliśmy tą gwiazdę śmierci i to nie jest zwykła gwiazda śmierci, ale GWIAZDA KURWA ŚMIERCI która rozpierdala AŻ 6 PLANET NA RAZ!!!!!!!!!!! To jest tak sztuczne tworzenie pozorów zagrożenia, że nie umiem brać tego poważnie. I jak tylko pojawiła się ta gwiazda to od razu było wiadomo, jak ją rozwalą i że w ogóle ją rozwalą. Poza tym, mieliśmy pełno razu sytuacje jak z bajki dla dzieci, typu, że szpieg po zobaczeniu naszych bohaterów musi się oddalić, aby zacierając ręce w koncie powiadomić tych złych, kogo właśnie zobaczył. Albo jak jeden ze szturmowców rozpoznał zdrajcę, postanowił stoczyć z nim pojedynek na jakieś noże. I tego było na prawdę dużo i czułem się jak debil, oglądając to.

Wiele na prawdę istotnych spraw zostało jakoś tak olanych. Luke strzelił focha po tym, jak nie udało mu się wychować ucznia na to, co chciał i gdzieś znika, mając w dupie całe zło, które atakuje. W dodatku zostawia jakąś tam mapę ( po ch*j?, nie wiem) w kawałkach. Dlaczego R2D2 był wyłączony i tak nagle się włączył? Jakiś zły do szpiku kości frajer głosi kazanie niczym Hitler w stroju jak Hitler na placu jak Hitler przed wojskiem jak Hitler, głosem jak Hitler, tonem jak Hitler, o treści jak Hitler, a żołnierze salutują mu jak Hitlerowi, po czym jeb! Odpalamy promień i w pizdu 5 czy tam 6 najważniejszych planet w galaktyce, których zniszczenie powinno oznaczać zgubę galaktyki. Kim w ogóle jest ten olbrzym i jak mu się udało powołać taką armie i zbudować tą flotę? Skąd ta pomarańczowa starucha ma miecz Luka w piwnicy? Dlaczego Solo po uratowaniu świata wraca do szmuglowania? Pełno rzeczy kompletnie olanych, na które nie znamy odpowiedzi. I mam w dupie zabawy w zgadywanki, bo to nie są takie sprawy, aby się czegoś w nich domyślać.

I jak bym wszystko wybaczył, gdyby to była część 8 i znowu zaczęto się bawić w zmienianie kolejności, ale to jest ku*wa część 7, a jak ma być jakieś wyjaśnienie w postaci spin off, to dlaczego nie mogli po prostu zrobić z 7 części jakiegoś wprowadzenia? Albo zacząć od tej 8, tak byłoby najlepiej.

 

Ocena: 5/10

Sceny z renem chętnie sobie odpalę, ale samego filmu kompletnie nie mam ochoty oglądać. Aktorów chyba poganiali biczami, połowę scenariusza wywali i wysypali na mnie mieszane zdarzeń z pierwszej trylogii, zmiksowanych w betoniarce. Wiem, że Chytrus Uno to zupełnie inny film, ale i tak nie mam za bardzo ochoty teraz na kolejne Gwiezdne Wojny.

Edited by Talar
Link to comment
Share on other sites

10 godzin temu Talar napisał:

Jeśli chodzi o zabójstwo Solo, to wciąż nie mam pojęcia, czy Ren kłamał mu w żywe oczy ze wszystkim, co mu powiedział, czy na prawdę wahał się w tym, co ma czuć i co ma zrobić.

Pisząc o tym "no" miałem na myśli "Powrót Jedi". A dokładnie to:

Spoiler

 

 

Brzmi jak w spowolnionym tempie, jakby to mówiła mroczna wersja C-3PO. 

 

Moim zdaniem Ren mówił prawdę. Snoke wyczuł te wątpliwości, chęć "nawrócenia się". Myślał, że zabijając Hana Solo zlikwiduje to uczucie. A czy mu się udało? Zobaczymy w części ósmej. I co się stanie z Leią? Na nią też będzie "polować"? Co prawda miała pojawić się we wszystkich częściach nowej trylogii, ale to niemożliwe (zdjęcia do "ósemki" zakończono przed śmiercią Carrie Fisher). Co wykombinują w dziewiątej, nie wiadomo. Może zmienią scenariusz tak, że zabił ją "gdy kamera nie patrzyła"? Aha. Ja tam rzucać błotem nie będę. Moim zdaniem strój Rena był lepszy. Swoją drogą nie wiem czy zauważyłeś, a raczej usłyszałeś głosy starego Obi-Wana oraz Oui-Gona w wizji Rey. Tak samo było w Zemście Sithów w scenie, w której Vader pozabijał dzieci (swoją drogą ten, który mówił jest wnukiem Lucasa - czy jakoś tak :) )

Link to comment
Share on other sites

Właśnie oglądam Alfabet śmierci 2, jedynki nawet z polskimi napisami nie ma ehh szkoda ale o czym jest film, 26 reżyserów każdy z osobna dostał literę alfabetu i musiał nakręcić scenę śmierci by pasował do litery jak narazie jestem na C, A to było Amator o płatnym zabójcy który nie potrafił zabijać dzięki czemu sam się niechcący zabił xD B to było Borsuk o tym że w dziurze obok elektrowni kiedyś mieszkały borsuki ale one nadal tam sa i wciągneły faceta po czym w dziwny sposób wystrzelil z innej nory rozerwany na pol, C to czyn karany śmiercią, facet został skazany za zabójstwo dziewczyny, tak naprawdę tego nie zrobił, ale jak się przyzna to będzie miał uczciwy proces więc tak jak mu kazali przyznał się lecz go oszukali i wywieźli do lasu by go zabić ale w tym samym czasie w wiadomościach była mowa że ta dziewczyna nie została zabita tylko została porwana przez swojego chłopaka dwóch facetów pojechało do lasu by powiedzieć że jest nie winny i zeby go nie zabili, pech chciał że mieli wypadek samochodowy i zginęli a facetowi ucieli łeb siekierą ( świetnie to wyglądało :evilshy: )

Edited by Hi I'm Uzi Wanna Play?
Link to comment
Share on other sites

 

godzinę temu Triste Cordis napisał:

Pisząc o tym "no" miałem na myśli "Powrót Jedi". A dokładnie to:

  Pokaż ukrytą zawartość

 

 

Brzmi jak w spowolnionym tempie, jakby to mówiła mroczna wersja C-3PO. 

Czy ja wiem, on chyba cały czas tak mówi?

 

godzinę temu Triste Cordis napisał:

Moim zdaniem Ren mówił prawdę. Snoke wyczuł te wątpliwości, chęć "nawrócenia się". Myślał, że zabijając Hana Solo zlikwiduje to uczucie. A czy mu się udało? Zobaczymy w części ósmej. I co się stanie z Leią? Na nią też będzie "polować"? Co prawda miała pojawić się we wszystkich częściach nowej trylogii, ale to niemożliwe (zdjęcia do "ósemki" zakończono przed śmiercią Carrie Fisher). Co wykombinują w dziewiątej, nie wiadomo. Może zmienią scenariusz tak, że zabił ją "gdy kamera nie patrzyła"? Aha. Ja tam rzucać błotem nie będę. Moim zdaniem strój Rena był lepszy. Swoją drogą nie wiem czy zauważyłeś, a raczej usłyszałeś głosy starego Obi-Wana oraz Oui-Gona w wizji Rey. Tak samo było w Zemście Sithów w scenie, w której Vader pozabijał dzieci (swoją drogą ten, który mówił jest wnukiem Lucasa - czy jakoś tak :) )

 

No właśnie ta wizja Rey była tak przyspieszona, że ja tam praktycznie nic nie zauważyłem ani nie usłyszałem :I

Tak czy tak, chciałem tu jeszcze powiedzieć, że na Łotra 1 nie chce mi się iść. Szkoda kasy i czasu, jak będzie w necie to obejrzę.

Link to comment
Share on other sites

 

Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie

 

Komedio-dramat włoski opowiadający o wspólnej kolacji 7 starych przyjaciół, 3 pary i jeden singiel, na której wpada pomysł, aby złożyć wszystkie telefony na stół i na głos czytać przychodzące smsy, prowadzić rozmowy na głośno mówiącym itd.

I wedle oczekiwania widzów, cała ta gierka zaczyna przeradzać się w niekontrolowaną tragedie, gdzie z każdym kolejnym sms dorzucana jest kolejna sztabka drewna do ogniska. I tutaj tkwi największa zaleta tego filmu, czyli to, jak nieprzyjemnie, ale tak pozytywnie nieprzyjemnie, się to ogląda. Bo choć ja byłem sam, to na seans przyszło wiele par. Wiele par, które mają swoje własne telefonu w kieszeni i Bóg jeden wie, co by się stało, gdyby niektóre te wiadomości wyszłyby na jaw. Cała ta sytuacja jest na tyle świetnie rozegrana, a przy tym jak najbardziej realna, że nie jednemu najpewniej pochodzi serce do gardła na myśl, że mogliby znaleźć się w takiej sytuacji.

Jednak poza tym, film jest na prawdę świetną komedią, z żartami na wysokim poziomie i nie chodzi mi jedynie o całą tą sprawę z jawnymi wiadomościami. Postacie mają tak różne, choć wciąż autentyczne i pasujące do siebie charaktery, że sama ich gadka szmatka przepełniona jest drobnymi dogryzaniami i innymi śmieszkami.

Samo zakończenie również sprawia, że warto się zastanowić, nad tym, ile warto jest kiszenie tych wszystkich wiadomości w telefonie oraz utrzymywanie w tajemnicy czegoś, co nie chcielibyśmy, aby wyszło na jaw, bo (nie czytaj, jak masz chociaż małą chęć obejrzenia tego filmu):



w zakończeniu, po całej tej awanturze i tragediach, postacie wychodzą z mieszkania i jak gdyby nigdy nic trzymają się za ręce, żegnają się czuło i jadą do domu. Gdyż okazuję się, że wcale w tą grę nie zagrali i dopiero jak wracają do domu, to dostają te wszystkie smsy i odpisują na nie, dalej żyjąc w grzechu i utrzymują swój związek czy tam przyjaźń na włosku.

 

 

Ocena: 7,5/10

Żywe i śmieszne postacie, mistrzostwo komedii przechodząca w tragedie oraz dość ciekawe zakończenie sprawiają, że film ten niezwykle dobry jest i polecam go każdemu.

Edited by Talar
Link to comment
Share on other sites

Poszedłem na filmówkę Assassin's Creed, mimo że jestem wielkim antyfanem Ubisoftu, a przez to nie jestem też specjalnie przekonany do serii, nawet nie do niej jako takiej, ale do corocznego odgrzewania tego samego kotleta. 

 

Ale chociaż poszedłem z uprzedzeniem, to całkiem mile się zaskoczyłem. Oczywiście nie można od tego oczekiwać jakiejkolwiek głębi. To jest typowy blockbuster, czyli politycznie poprawny, prosty jak konstrukcja cepa, przewidywalny od początku do końca i wypakowany efektami specjalnymi. I jeśli podejdzie się do niego z tą świadomością, to można się naprawdę dobrze bawić. Film ma niestety ogromną dziurę fabularną, bo bohater zmienia front dosłownie w sekundę bez kompletnie żadnego powodu, i to nie jest fajne. Za to Fassbender gra dobrze jak zwykle, więc w jakiś sposób to wynagradza. No i jest tam Chinka-asasynka, chociaż niezbyt ładna.

 

Takie mocne 5/10 bym mu dał, z poleceniem, jeśli chcecie dobrych sekwencji walki i macie akurat wolne 2 godziny. 

Edited by Airlick
  • Downvote 1
Link to comment
Share on other sites

Co gryzie Gilberta Grape'a

 

Zaczynam sobie maraton filmów, które zawsze chciałem zobaczyć i ten jest pierwszy.

Co tu dużo mówić, tytuł mówi sam za siebie. Mamy tutaj przeżycia głównego bohatera, tytułowego Gilberta Grape'a. I gościu ten ma na serio pełno problemów i widać to przez cały film. I nie chodzi mi tu o fabułę, lecz o grę aktorską młodego Deppa. Aktorowi udało się odwzorować osobę, której myśli cały czas walczą ze sobą, przez co bohater wychodzi na wiecznie zamyślonego i nie wiedzącego, za co ma się w danej chwilki zabrać. Jednak i tak sam film wygrywa DiCaprio, którego naśladowanie ułomnego dziecka przeszło do historii kina. I tutaj chyba nie ma osoby, która by się z tym nie zgodziła: gra tego aktora to chyba najlepszy popis kogokolwiek kiedykolwiek. Gdy moi rodzice oglądali ten film po raz pierwszy, to cały czas byli przekonani, że to jest na prawdę chore dziecko, gdyż jego gra była aż zbyt realistyczna i gdybym ja oglądałbym to w tamtych czasach, myślałbym to samo.

 

Ale to wszyscy wiedzą i tak wiedzą, Jeśli chodzi o fabułę, to problemy głównego bohatera są tutaj dobrze rozłożone w miejscu i czasie, oraz przede wszystkim, jak najbardziej realne. Gilbert stara się być dobrym człowiekiem, lecz jego charakter stałe nastawiany jest na ciężkie próby, które znosi raz lepiej, raz gorzej. I o tym się dobrze mówi, lecz jakoś nie mam większej potrzeby oglądania tego filmu ponownie, no chyba ze już z kimś, bo teraz byłem sam (help pls).

 

Ocena: 7,5/10 Świetna gra aktorska i problemy głównego bohatera, lecz trochę lepiej się ten film ogląda z kimś, niż samemu. Dobre kino bardzo, lecz myślałem, że porwie mnie nieco bardziej. Tak czy tak, tym co nie widzieli, polecam koniecznie obejrzeć.

Link to comment
Share on other sites

Gwiazd naszych wina. 

 

Główną bohaterką jest chora na raka nastolatka (Hazel). Nie licząc butli z tlenem nie ma przyjaciół (kto chciałby zadawać się z "chorybzdą"?). Na zajęciach terapeutycznych poznaje chłopaka. Oczywiście zakochują się w sobie, ale nie jest to n-ta historyjka oparta na schemacie: "pierwsze spotkanie > miłość > scena łóżkowa > kłótnia o byle co > pogodzenie się > happy end". Tutaj rolę zazdrosnej zołzy odgrywa rak. Co jakiś czas wraca i daje o sobie znać, ale zamiast skłócić zbliża bohaterów. I to jest największa zaleta. Przez cały czas towarzyszyło mi uczucie, że bohaterka może zacząć się dusić. Największa wada - zbyt dużo "lukru". Kilka sielankowych scen jest zbyt "bajkowych", wyglądają jak z "romantycznej" komedii dla nastolatków :/ Na szczęście cała reszta jest znakomita. Bywa zabawnie, ale i wzruszająco. Polecam

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Dopiero co wróciłem z kina, oglądałem " Autopsja Jane Doe" i powiem, że film był dość dobry. Jak na horror, to miał kilka ciekawych momentów, jednak widziałem straszniejsze horrory. Zakończenie pozostawia wiele niedomówień i jest na tyle oryginalne, że nie kończy się szczęśliwie. Osobiście polecę każdemu, kto lubi horrory, ale nie wyskoczy ze skarpetek raczej przy nim. 

 

Ps, zanim film się zaczął, widziałem reklamę najnowszej i ostatniej zarazem części "Residen Evil", która będzie miała swoją premierę 27. 01.17. Myślę czy by się nie wybrać na to ;) 

Link to comment
Share on other sites

Bezwstydny dziadek

 

Komedia twórców Jackass. To pierwszy pełnometrażowy film, który nie jest zlepkiem "wygłupów". Irving  Zisman (Johnny Knoxville) stał się wdowcem, co go bardzo ucieszyło. Radość nie trwała długo. Okazało się, że jego córka idzie do więzienia za narkotyki. Ktoś musi zawieźć "młodego" do jego ojca. I tak oto zaczyna się ten delikatnie rzecz ujmując "dziwny" film drogi.

 

Co ciekawe, większość "aktorów" to przypadkowi ludzie, a kamery umieszczono w najróżniejszych miejscach (jeden z operatorów ukrywał się w podstawionym śmietniku)  Oczywiście większość rzeczy jest "podstawiona" (scena na weselu została uzgodniona z nowożeńcami, ich rodziny nic nie wiedziały), ale reakcje przypadkowych ludzi są prawdziwe i bezcenne. Humor nie każdemu przypadnie do gustu. Jeżeli podobają się wam ich numery z "dziadkiem", bawią was kontrowersyjne sceny (pogrzeb) - polecam.

 

Ocena: 9/10

 

Scena, którą mogę tutaj zamieścić (taka sobie). Za inne dostałbym po głowie :)

 

Spoiler

 

 

 

PS. NIE oglądajcie trailera. Zdradza zbyt wiele fajnych numerów. 

 

Sekretne życie zwierzaków domowych - wydanie DVD. 

 

To drugi po Minionkach film, który miał swoją premierę w Lidlu oraz kilku kobiecych magazynach (nadal dostępne w kioskach). Pisałem o nim tuż po powrocie z kina. Zaskoczyło mnie to, jak wersja językowa wpływa na odbiór całości. Dziś podniósłbym ocenę o 1pkt. "Sekretne życie..." odbiega jakością od "Zwierzogrodu" czy "Meridy walecznej" (uwielbiam :) ), ale nie oznacza to, że jest złym filmem. Co to, to nie. Spodobała mi się muzyka, szczególnie tytułowy utwór. Jeśli macie Lidl'a pod nosem lub dobrze zaopatrzony kiosk, polecam. Tym bardziej, że na DVD nie brakuje dodatków (raptem +/- 10 min niż na blu-ray). Dziś dałbym:

 

Ocena 8/10

 

"Welcome to NY" (w filmie jest nieco inna wersja, nie mogłem jej znaleźć)

Spoiler

 

 

 

Edited by Triste Cordis
  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

San Andreas 

 

Znakomity, podkreślam, znakomity film katastroficzny. Akcja rozgrywa się (głównie) w San Francisco  Uskok tektoniczny San Andreas "daje o sobie znać" powodując serię potężnych trzęsień ziemi. Efekty specjalne są po prostu za#biste (tsunami!). Największą zaletą jest to, że ziemia trzęsie się wielokrotnie. Dzięki temu napięcie nie spada ani na chwilę, non stop czuć, że za chwilę coś może się stać. Niestety, ale film pęka w szwach od schematów:

 

- rozpadająca się rodzina - jest

- katastrofa, która łączy rodzinę - jest

- płaczące dziecko stojące samotnie gdy inni uciekają - jest

- idiotyczne poświęcenie - jest

 

Na szczęście to drobnostki, a i do D. Johnsona idzie się przyzwyczaić (nie pasuje do tej roli). Nie brakuje tu kiczowatych scen czy kompletnych nonsensów: zatankuj śmigłowiec na tyle, żeby wystarczyło na 5 min. akcji ratunkowej (a co z powrotem?). Wleć do "kanionu" i przywiązuj do haków samochód zamiast wyciągnąć z niego kobietę (nie była zakleszczona) :facehoof: No i ten dialog: "nic ci nie jest?", "nie, ale przygniotło mi nogi". Mimo to (powtórzę się) pomimo wad warto go obejrzeć. Chociażby dla efektów.  

 

Ocena: 8/10

 

A tu trailer

 

Spoiler

 

 

 

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Gwiezdne wojny: Epizody I-VII

 

Ahh... kocham powroty na stare "śmieci". Oczywiście mówiąc "śmieci" nie mam na myśli, że poczciwe Star Warsy ssą. Kocham tą serie.. a raczej kochałem. Kochałem dopóki całkiem się "nie wypaliłem" - po prostu o nim zapomniałem. Ale widząc te wszystkie wiadomości dotyczących nazewnictwa VIII epizodu poczułem potrzebę ponownego przypomnienia sobie kanonicznej serii.

Dodam też, że oglądałem w kolejności epizodycznej, jednak dla tych co mieszkają w jaskini i nie oglądali GW to polecam je oglądać w następującej kolejności: IV, V, VI, I, II, III, VII.

Dlaczego? Powinniście się domyślać sami :P

A co do oceny to... jak zawsze zajebiste, ale nie obyło się bez wpadek jak np. w I epizodzie ten cały "klon" Padme. Nie było ogarnąć która to klon, a która to oryginał :rainderp:

 

Edited by Zexel
Link to comment
Share on other sites

Trochę się tego nazbierało.

 

Forest Gump

 

Ten film widziałem co najmniej kilka razy, lecz nigdy całego na raz. I w końcu go obejrzałem.

I tu nie ma nic do powiedzenia w sumie. Film wybitny, a gra Hanska urywa dupę. Jednak poza tymi oczywistościami, bardzo podobało mi się to, jak film ten ukazywał zmiany w społeczeństwie ameryki na przestrzeni lat, począwszy od powojennych licealistów, gdzie poza grą w football dominował rasizm i segregacja społeczna, przez sprzeciwiających się wojnie w Wietnamie hipisów czy Czarnych Panter, aż do "spokojnej" ery lat 90. Poza tym, nie można zapomnieć o świetnie napisanej i odegranej przez Garego Sinise'a Porucznika Taylora (scena jego "przemiany" podczas sylwestra, wywalenie dziwek z hotelu czy wiele innych scen na statku) oraz o młodym Foreście (słynna scena Run Forest! Run!). W ogóle sama produkcja jest fabryką świetnych scen, dobrych cytatów itd. Przez te prawie 2,5h w ogóle się nie nudziłem i jest to zasługa tego, że wszystko w tym filmie gra i choć wszyscy o tym wiedzą i nie powiem nic odkrywczego, Hanks odegrał tutaj chyba najlepszą rolę w historii kina.

Ocena: 10/10

 

La La Land

 

Nie nazwałbym się fanem musicalów, lecz wysokie recenzje osób, którym ufam jeśli chodzi o filmy (dem300 chociażby) sprawiły, że poszedłem. I były jaja, bo operator się pomylił i przez 20 minut oglądaliśmy inny film.

Tak czy tak, pierwsza scena słabo mi przypadła do gustu, bo to był taki najbardziej typowy musical, gdzie ludzie wychodzą na autostradzie z aut i śpiewają czy tam tańczą w tle. Jednak z biegiem czasu to się zmienia i piosenki (których w sumie nie ma dużo, a w dodatku powtarzają się w różnych wariantach) mają jakieś znaczenie w fabule. Jednak nie to jest najważniejsze.

Na ogół musicale są radosne i pełne szczęścia, jednak ten film jest inny. Tu sceny kolorowe, wyjęte z baśni kontrastują z czymś, co trudno jest mi nazwać. Coś pomiędzy smutkiem a żalem z utraconego dobrobytu (w postaci kochającej osoby). I sam film w sumie nie kończy się dobrze, co dla mnie jest wielką zaletą.

Poza tym, o ile sam film przez większość czasu oglądało mi się tak w porządku, bez szału ale ok, to ostatnia długa scena wyrwała mi mózg i serce. Świetnie zrobiona, niesamowicie nakręconą, z nieziemskim soundtrackiem w tle, przechodzi przez widza jak przez masło, miażdżąc odczucia i emocje. No a przynajmniej ja i reszta widowni doznała czegoś takiego. Absolutny majstersztyk.

Jakbym miał coś jeszcze dodać, to to, że piosenki, czego się nie spodziewałem, przypadły mi do gustu. Nie jakoś bardzo, ale miło jest je odsłuchać od czasu do czasu. Gra aktorska Emmy Stone to mistrzostwo świata i moim zdaniem, jeden Oscar jak nie więcej powinny jej na konto wpaść. Rayan Gosling wyszedł, zarówno gra jak i taniec czy śpiew, nieco drewniane, lecz w ogólnym rozrachunku wyszło mu to na dobre.

 

Jakbym miał ocenić to, jak przyjemnie mi się oglądało ten film, to bym dał 8,5/10

Jakby miał bezstronnie ocenić ten film, to daję 10/10.

Film świetnie ukazuję, jaką cenę możemy zapłacić za dążenie do marzeń, której raczej w sferze marzeń powinny zostać.

 

 

Dwunastu gniewnych ludzi

 

Powrót do odświeżania klasyków.

Chciałem zrobić jakiś wstęp, ale postanowiłem, że przejdę do rzeczy.

Przede wszystkim podobało mi się to, jak idealne postacie zostały przedstawione w tym filmie. 12 kompletnie różnych ludzi, z różnymi charakterami, zawodami, przemyśleniami i własną wizją sprawy, nad którą siedzą, Każdy mówi inaczej, na każdego wpływają inne fakty (a raczej powinienem powiedzieć "spekulacje"). I to było świetnie, jak te wszystkie postacie oddziaływały na siebie. I cieszy mnie fakt, że zadbano nawet o najmniejsze szczegóły postaci, takie jak ich konkretne zawody, styl pisma czy nawet sposób wstawania z krzesła.

W sumie, to nie wiem, co tu więcej powiedzieć, bo w tym filmie praktycznie nic się nie dzieję. Mogę pochwalić to, że samo dochodzenie trzyma się kupy oraz to, że każdy z przysięgłych odgrywał równie ważną rolę.

 

Ocena: 10/10

 

Link to comment
Share on other sites

@Eter

Właśnie wróciłem z kina. Oglądałem "Rings", który srogo mnie zawiódł. Film nudny, mało straszny, a podobno robiony przez znawców horroru... Najgorsze jest to, że jedna ze scen ze zwiastunu, jest ostatnią sceną filmu! Ogólnie muszę powiedzieć, że odradzam oglądanie tego filmu. Zwłaszcza tym osobą, które są fanami horrorów.

Link to comment
Share on other sites

Wstyd sie przyznac, aleee dopiero dzis ogladnalem Leona Zawodowca xD swietny, spodobal mi sie :' ) a poza tym powrocilem do "Casino" które goraaaaco polecam i z 5 raz ogladnalem Wyspe Tajemnic : )

Edited by Ciastek
Link to comment
Share on other sites

@Ciastek Polecam wersję reżyserską. 

 

Czas Apokalipsy (Powrót)

 

Swego czasu kupiłem w Biedronce "za dychę". Spodziewałem się znakomitego filmu, a otrzymałem arcydzieło. Akcja rozgrywa się w Wietnamie. Główny bohater otrzymuje zadanie zabicia zbuntowanego pułkownika Kurtza, samozwańczego generała, który stworzył armię fanatyków. Osoby liczące na akcję i wybuchy nie mają tu czego szukać. Parafrazując Freda z "Chłopaków...": "puściłeś nam film o facetach w łódce". Tak się bowiem składa, że jakieś 3/4 filmu rozgrywa się właśnie na łodzi płynącej w górę rzeki. Nie oznacza to, że jest nudno. Wręcz przeciwnie. 

 

W filmie znakomicie ukazano propagandę amerykańskich mediów. Wojna na dniach się skończy, a tak w ogóle to jest zaj#iście, odnosimy same zwycięstwa. A że konflikt miażdży psychikę żołnierzy? Przejdzie szybciej niż katar. ("Będąc w domu chcę tam wrócić, będąc tam chcę wrócić do domu"). Początkowo ekipa całkiem nieźle się bawi (surfing, narty wodne), ale powoli cała ta sytuacja zaczyna ich przerastać. Punktem zapalnym jest tu cel misji, o którym wie tylko bohater. Reszcie musi wystarczyć słowo "tajne". ("K#wa, nawet nie wiem po cholerę wiozę ciebie w górę rzeki"). Ogromne wrażenie robi scena przeszukania łodzi. Tych kilka minut pokazuje co konflikt w Wietnamie robi z ludźmi. Na pudełku napisano, że w tej "ostatecznej wersji" dodano 20 minut wyciętych scen, które w dniu premiery były zbyt kontrowersyjne, ponieważ pokazywały prawdę. ("Walczycie o największe 'nic' w historii" - komentarz Francuza). Nie wiem o które chodzi, cały film wygląda jak "zbyt kontrowersyjna wycięta scena"

 

Czas Apokalipsy trwa ponad trzy godziny, ale nie znalazłem nic, do czego mógłbym się przyczepić. Polecam absolutnie każdemu. 

 

Spoiler

 

 

 

Ocena: 10/10

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

50 twarzy Grey'a. 

 

W jednym z tematów (sposób na Cahan) wspomniałem żartobliwie o tym filmie. Postanowiłem sprawdzić co to w ogóle jest (opinie są skrajnie różne). Teraz już wiem. Jaki jest ten film? Najkrócej jak się da - :facehoof: Zanim zacznę biadolić - tak, wiem że to "babski" film, ale znam wiele fajnych romansideł. Ten gniot nie jest ani fajny, ani romantyczny.

 

Fabuła. Młoda studentka spotyka boskiego, bogatego miliardera. Łasi się do niego jak kotka w czasie rui. Niestety okazuje się że Grey lubi dominować i wydawać polecenia we wszystkich aspektach życia. Namawia ją na sado maso w zamian za luksusy (auto, pokój w hotelu itd). Czy spokojna, dobrze wychowana dziewczyna pójdzie na taki układ? Sprzeda się szurniętemu typowi? Oczywiście że tak. 

 

Czy coś mi przypadło do gustu? Owszem, muzyka, kilka scen (lot śmigłowcem) i potencjał (który zmarnowano). 

 

Cała reszta to dno. Romans pojawia się nagle, ot tak, niczym "bara bara" w pornolu. Po kiego czorta pokazywać jak się rozwija? Rozwijać to się może papier toaletowy, prawda? Na dobrą sprawę można poprzestawiać sceny i film na tym nie ucierpi. Gdyby przedłużono sceny łóżkowe wyszedłby z tego "fabularny pornol". Najbardziej rozbawiła mnie sama bohaterka. Dopiero pod koniec filmu połapała się, że Grey'a kręcą klapsy w tyłek. Co z tego, że widziała jego salę "porno-tortur". Mniejsza o to, że rozmawiała z nim na ten temat. Ba, spróbowała jak to jest. I nagle pada: "kręcą ciebie takie rzeczy, nie dotykaj mnie"! :wat: Odkrycie stulecia! 

 

Wiecie co jest najgorsze? Że ten film miał cholernie duży potencjał. Grey miał wyjątkowo paskudną przeszłość, która wpłynęła na jego charakter. Sama bohaterka czuje na sobie co raz większy ciężar, presję. Wszystkie te prezenty sprawiają, że co raz trudniej jej odmówić. "Skoro kupił auto, to wypadałoby mu podziękować. Tak jak lubi". Widać, że jest nieszczęśliwa. Niestety wszystko to jest gdzieś w tle. Ktoś coś wspomniał, reszty się domyśl. Wielka szkoda. Mogło to uratować ten film, ale póki co:

 

Ocena: 1/10. 

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Spotlight. 

 

Nie będę się zbytnio rozpisywał. Fabuła powstała w oparciu o prawdziwą historię. ("fakty autentyczne" :rainderp:). Redaktorzy niewielkiej bostońskiej gazety (tytułowe Spotlight) zaczynają tracić czytelników. W związku z tym szukają mocnego tematu. Wpadają na trop księdza, który molestował dzieci. Okazuje się, że ten jeden duchowny to tylko wierzchołek góry lodowej.  Spotlight to majstersztyk. Aktorstwo, emocje, muzyka, fabuła i kontrowersje. Jedno jest pewne. Na TVP go raczej nie puszczą (a przynajmniej na razie) ;) 

 

Ocena: 10/10

 

Zwiastun PL

Spoiler

 

 

 

Edited by Triste Cordis
  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Blob 1958

 

Wikipedia podaje, że film ten stał się synonimem kiczu, ze względu na beznadziejne efekty specjalne. Kompletnie nie rozumiem dlaczego, bo Blob wyglądał w ten sposób:

theblob1958.jpg


I do tego mógł się poruszać i bardzo żywo animować (animatronika), a animacje bywają bardzo niepłynne w starych filmach (w dużo nowszym Robocopie to wyglądało strasznie). Do tego była scena w której oblano Bloba kwasem i przez co dynamicznie zmieniał kolory, i nawet nie wiem za bardzo jak taki efekt osiągnąć z kukiełką. Prawdopodobnie rysowano efekty na kliszy, co zwykle źle wychodzi w filmach (przynajmniej w tych japońskich), ale tutaj to wyglądało jak cyfrowy post-processing (który był w 1958 nieosiągalny) : 

 

Spoiler

(W filmie te kolory się animowały)

BlobAcid.jpg

 

Co jednak zabiło ten film? Straszna nuda, bohaterowie więcej szukali tego Bloba niż go widzieli. To szukanie było też strasznie absurdalne. Gdy zebrała się ekipa ludzi, to tylko dwóch szukało go w mieście, a reszta w lesie, mimo iż od pierwszych minut filmu było wiadomo, że go tam nie będzie.

Montaż to kpina w żywe oczy. Jak tylko Blob do kogoś podchodził, to kamera traciła ujęcie i słychać było krzyk. W jeden scenie był jakiś atak, ale trwał on niecałą sekundę i sam główny bohater przyznał, że nie wie co właśnie obejrzał.

Soundtracki były archaiczne do granic możliwości. Rozumiem, że to był stary film, ale można było wybrać jakąś taką muzykę horrorową a nie jazz, saksofony, czy co to miało być.

Aktorzy byli fatalnie dobrani. Główny bohater wyglądał na 30-latka, miał żonę, dziecko i samochód, ale wszyscy wołali na niego "kid". Każdy powtarzał, że słów dzieciaka nie ma sensu brać na poważne. Nawet jeśli kid to po angielsku bardziej "młody" niż "dzieciak", to i tak strasznie dziwnie to wyglądało.

Końcówka była przynajmniej nieprzemyślana. Blob urósł do rozmiarów średniego budynku, a wszystko co trzeba było zrobić by go unieszkodliwić, to popsikać na niego gaśnicą. W prawdzie gasiło go chyba ze 20 osób, ale przez większość tego czasu była tylko jedna. Później ktoś autorytarnie stwierdził, że Blob nadal żyje (tak na oko) i amerykańska armia zamiast zamknąć go w jakimś chłodzonym bunkrze, zabezpieczonym stalą, wysłała go na Antarktydę (scena transportu też zajęła jedną sekundę).

 

Film ten wywarł jakiś wpływ na popkulturę, stworzono jego remake 1988, poza tym mógłbyć inspiracją dla takich filmów jak "Coś", czy "Evolution", ale pokaz nudy i głupoty jaki tam zobaczyłem nie pozwala mi go zbyt wysoko ocenić. Ocena ogólna 6.5/10.
 

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

16.02.2017 at 01:17 fallout152 napisał:

Blob 1958

 

Wikipedia podaje, że film ten stał się synonimem kiczu, ze względu na beznadziejne efekty specjalne. Kompletnie nie rozumiem dlaczego, bo Blob wyglądał w ten sposób:

theblob1958.jpg


I do tego mógł się poruszać i bardzo żywo animować (animatronika), a animacje bywają bardzo niepłynne w starych filmach (w dużo nowszym Robocopie to wyglądało strasznie). Do tego była scena w której oblano Bloba kwasem i przez co dynamicznie zmieniał kolory, i nawet nie wiem za bardzo jak taki efekt osiągnąć z kukiełką. Prawdopodobnie rysowano efekty na kliszy, co zwykle źle wychodzi w filmach (przynajmniej w tych japońskich), ale tutaj to wyglądało jak cyfrowy post-processing (który był w 1958 nieosiągalny) : 

 

  Ukryj zawartość

(W filmie te kolory się animowały)

BlobAcid.jpg

 

Co jednak zabiło ten film? Straszna nuda, bohaterowie więcej szukali tego Bloba niż go widzieli. To szukanie było też strasznie absurdalne. Gdy zebrała się ekipa ludzi, to tylko dwóch szukało go w mieście, a reszta w lesie, mimo iż od pierwszych minut filmu było wiadomo, że go tam nie będzie.

Montaż to kpina w żywe oczy. Jak tylko Blob do kogoś podchodził, to kamera traciła ujęcie i słychać było krzyk. W jeden scenie był jakiś atak, ale trwał on niecałą sekundę i sam główny bohater przyznał, że nie wie co właśnie obejrzał.

Soundtracki były archaiczne do granic możliwości. Rozumiem, że to był stary film, ale można było wybrać jakąś taką muzykę horrorową a nie jazz, saksofony, czy co to miało być.

Aktorzy byli fatalnie dobrani. Główny bohater wyglądał na 30-latka, miał żonę, dziecko i samochód, ale wszyscy wołali na niego "kid". Każdy powtarzał, że słów dzieciaka nie ma sensu brać na poważne. Nawet jeśli kid to po angielsku bardziej "młody" niż "dzieciak", to i tak strasznie dziwnie to wyglądało.

Końcówka była przynajmniej nieprzemyślana. Blob urósł do rozmiarów średniego budynku, a wszystko co trzeba było zrobić by go unieszkodliwić, to popsikać na niego gaśnicą. W prawdzie gasiło go chyba ze 20 osób, ale przez większość tego czasu była tylko jedna. Później ktoś autorytarnie stwierdził, że Blob nadal żyje (tak na oko) i amerykańska armia zamiast zamknąć go w jakimś chłodzonym bunkrze, zabezpieczonym stalą, wysłała go na Antarktydę (scena transportu też zajęła jedną sekundę).

 

Film ten wywarł jakiś wpływ na popkulturę, stworzono jego remake 1988, poza tym mógłbyć inspiracją dla takich filmów jak "Coś", czy "Evolution", ale pokaz nudy i głupoty jaki tam zobaczyłem nie pozwala mi go zbyt wysoko ocenić. Ocena ogólna 6.5/10.
 

Oglądałem remake, mi sie spodobał sceny zabójstw "Bloba"są dobre bo brutalne, efekty specjalne dobrze wykonane tylko w jednej scenie było widać ten kicz ale nie przeszkadza, najbardziej mnie zaskoczyło że "Blob" jest inteligentny i to jest oczywiście jak najbardziej na plus

 

Film "coś" z 1982r reżysera Johna Carpentera był inspirowany filmem "istota z innego świata" z 1951r

Edited by Hi I'm Uzi Wanna Play?
Link to comment
Share on other sites

Właśnie skończyłem oglądać "toksyczny mściciel" z 1984r horror gore/czarna komedia z elementami romantycznymi 

 

Melvin jest życiowym nieudacznikiem wszyscy się z niego śmieją, gdy został upokorzony na oczach dziesiątek ludzi w akcie desperacji wyskoczył przez okno i wpadł do beczki z toksynami, dzięki którym zaczął mutowac i się zamienił w 2 metrowego muskularnego potwora i dostał zdolność wykrywania jak komuś groziło niebezpieczeństwo, oprawców mordował a ofiarą pomagał i w taki sposób poznał dziewczynę ślepą Sare którą uratował przed gwałtem, gwałcicielowi wyrwał rękę, Sara nie miała pojęcia że jest potworem, on powiedział że ja odprowadzi do domu, gdy szli on ją trzymał za ręke a w tle grała romantyczna muzyka i to było piękne, potem się jej przyznał że jest potworem który morduje ale jej to nie przeszkadzało nadal chciała z nim być bo go kochała za jego dobroć, gdy wychodziła ze sklepu z zakupami kilku typów zaczęło ją zaczepiać powiedziała że jej chłopakowi się to nie spodoba i krzyczała jego imię MELVIN, MELVIN!!!!!!! po chwili przyszedł i powiedział "ja jestem Melvin, co jest chłopaki?" Jak go zobaczyli to rura przed siebie jak najdalej

 

Miasto pokochało potwora za to że ratował innych, i nawet pomagał w drobnych czynnościach, pomógł kobiecie otworzyć słoik, przeprowadził staruszkę przez ulicę, ale władzom to się nie podobało bo burmistrz miał układy z gangami i za to że policja im nic nie robiła płacili mu kasę, a burmistrz wmawiał ludziom że potwór jest zły i trzeba go zabić, wezwał gwardie narodową, kilka czołgów i pełno wojska było przed jego namiotem, ludzie staneli murem by go obronić, gdy wojsko zaczęło do nich mierzyć, Melvin powiedział by uciekali, zobaczył burmiatrza i widział w myślach że ci wszyscy ludzie których zabijał, mieli układy z burmistrzem, podszedł do niego wbił mu ręke w brzuch i flaki mu wyleciały, ludzie zaczęli wiwatowac że ich bohater nadal żyje

 

Na koniec filmu padły słowa:

 

"Jeżeli kiedyś będziesz w kłopotach, spójrz w dal i może, może zobaczysz Toksycznego Mściciela"

 

8,5/10 za fabułę, muzykę, sceny gore i walk w klasycznym stylu mordobicie, jedyne co kuleje to gra aktorska ale to szczegół

 

Edited by ToxicMasterUzi
  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

7 godzin temu ToxicMasterUzi napisał:

Właśnie skończyłem oglądać "toksyczny mściciel" z 1984r horror gore/czarna komedia z elementami romantycznymi 

 

Mój ulubiony film. Co prawda pełen idiotyzmów, ale zrobionych celowo, właśnie tak by była to czarna komedia. Tak btw. są jeszcze trzy części tej sagi.

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

6 godzin temu fallout152 napisał:

 

Mój ulubiony film. Co prawda pełen idiotyzmów, ale zrobionych celowo, właśnie tak by była to czarna komedia. Tak btw. są jeszcze trzy części tej sagi.

Wiem tylko są w oryginale po angielsku a ja słaby z niego jestem więc raczej nie ogladne bo zrozumiałbym może z 10% słów z każdej części, a takie oglądanie bez zrozumienia to bez sensu, i to mnie bardzo boli, bo od pierwszych scen polubiłem Melvina i chciałbym wiedzieć jakie są jego dalsze losy

Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

×
×
  • Create New...