Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
kapi

Średniowieczna Equestria [multisesja][tymczasowo zamknięta z powodu braku odpisów graczy]

Recommended Posts

- Poczekaj droga, mam lepszy pomysł - rzekł feniks do klaczki. Po czym wyjęła ze swoich skrzydeł jedno pióro, wzięła w dziób i podała Clover.

- Weź do ust to pióro i je zjedz to powinno pomóc, ponieważ moje pióra, mogą uleczyć lub przynajmniej zmniejszyć ból i zmęczenie - wyraziła się Indis.

Share this post


Link to post
Share on other sites

<Dzisiaj był meet, dostałem darmowego pucyka i jeszcze do tego kapi odpisał =3 Best day eva! :yay: Wielkie dzięki (dodatkowe, że nie chciałeś zabić Treasure'a :v )^^>

 

Udało nam się zbliżyć do mantykory, niestety cel zniknął nam z oczu. Zamiast tego znaleźliśmy jakiś obóz, możliwe nawet, że tych banitów. Nie wyglądało na to by akurat znajdowali się tam jacyś żołnierze, postanowiłem trochę posprawdzać co tam mogą trzymać w tych namiotach. - Kto wie, może mają jakieś cenne przedmioty, które mógłbym sprzed... znaczy oddać prawowitym właścicielom - zaświeciły mi się oczy. Spojrzałem do pierwszego namiotu z brzegu. Było to pomieszczenie gospodarcze. Żarcie, łóżka te sprawy - Żadnych skarbów - pomyślałem. Zauważyłem tylko jakiś list. Jednak zanim zdążyłem do niego zajrzeć doszły do mnie jakieś...jęki? Jakby wołanie o pomoc.

Postanowiłem sprawdzić namiot skąd dochodziły odgłosy, ale widoku jaki mnie tam zastał nie spodziewałem się nigdy w życiu. Zobaczyłem 3 postacie związane niczym (chciałem napisać jak szynka na święta, ale zapomniałem, że kucyki to wegetarianie :v ) mucha zaplątana w sieć pająka. Dwie klacze i....coś?
Wyciągnąłem swój nóż z juk -Spokojnie, zaraz was uwolnię - powiedziałem po czym rozciąłem więzy krępujące klacze oraz stwora. Prawda nie wyglądał on dość normalnie, jednakże poznałem już feniksa i elfa, a Celestia przybyła do mnie z pomocą, więc nic mnie nie zadziwi. Po za tym nie wyczułem od tego jakiejś agresji i przyuważyłem jakieś cechy kobiece.

Po uwolnieniu wszystkich (zakładam, że nie są to jakieś liny z unobtainium i da się je przeciąć bez użycia kości^^) przysiadłem z boku i postanowiłem z nimi porozmawiać - Jeżeli pozwolicie chciałbym z wami pogadać. Ja jestem Treasure Chest. Łowca skarbów i poszukiwacz przygód. A wy kim jesteście i...co wam się stało?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Angeli Wing wędrowała w nocy lasem, zastanawiała się nad swym życiem, gdy ujrzała światło ogniska. To najprawdopodobniej oznaczało jakiś podróznych, burczało jej w brzuchu, nie chciała tego, ale mimowolnie pomyślała, że może uda jej się coś ukraść dla siebie. Podeszłą bliżej i zobaczyła postać stojącą na środku polany i kilka namiotów. Obozowisko wydawało się dość puste, bo tyle rzeczy nie mogło należeć do jednego kucyka. Właśnie Angeli myślała co by tu zrobić, kiedy poczuła na sobie czyjś wzrok.

 

Mellion biegł przez las, jak zwykle bezszelestnie. Gonił swych towarzyszy, na których trop wpadł. Już widział światło ogniska przez drzewa, co napełniło go nadzieją. Ujrzał Sacrum, która stałą na środku polany, już chciał do niej  wybiec, kiedy nagle spostrzegł jakąś skuloną w krzakach klacz, która obserwowała obóz. Zbliżył się do niej, a ta się odwróciła.

 

W wyniku mojego gapiostwa z lekkim opóźnieniem do sesji dołącza kolejny uczestnik, czyli Hedzio wraz ze swoją postacią - Angeli Wing, życzę miłej zabawy i ciepłego powitania w grupie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Łoj ty nie dobry toporze.. - odetchnąłem z ulgą wyciagając Wybebeszacza z ziemi. - A ja żech się tak martwił o ciebie.

Dobra, tera to poważniej. Tu leży jeden trup, com go jednym ciosem ubił. Ale gdzie drugi gagatek? Pewnikiem uciekł. 

Ale co jeśli ich tutaj więcej się czai? Chyba czeka jeszcze mnie trochę robocizny tej nocy. 

Zabrałem topór i poklepałem ostrze. 

- Nu, gniady, chyba jeszcze nie pora nam do łóżka. Tu się bandziory nadal czają i szykują nam kłopoty. Po mojemu to trza ich odnaleść i stuknąć w karczycho tak, aby nie wstali więcej. Zgadzasz się? Co? A to świetnie. Ruszojmy. - odparłem do wiernego toporzyska. 

Następnie jednak przeszukałem ciało zabitego wroga, aby sprawdzić czy nie ma czegoś cennego przy sobie lub przydatnej rzeczy. Jemu to się już nie przyda. 

Potem ruszam w las, próbując odszukać wrogów, albo choć tamtego co uciekł. 

Edited by Ares Prime

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po wytężonym, lecz bezszelestnym biegu dodarłem w końcu do jakiegoś obozowiska.

- Wreszcie ich znalazłem - pomyślałem widząc Sacrum stojącą przy ognisku - chwila to nie jest jakiś obóz to jest obóz tych bandytów - dodałem po chwili.

Lecz gdy chciałem do niej podejść zauważyłem brązową klaczkę, która siedziała w krzakach, po czym otworzyłem usta.

- Co ty tu robisz mała tu jest niebezpiecznie, bo przed obozem bandytów się znajdujemy - rzekłem krótko klaczce.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie wiedziała czy uciekać czy może wyjąć nóż i zacząć walczyć. Przełamała się i w końcu odezwała. Umm... Witaj.. Ja umm szukam tu tylko czegoś do jedzenia. Albo czegoś co pozwoliłoby mi kupić to jedzenie... Dodała i zaczęła dokładniej przyglądać się obozowisku. I kucykowi stojącemu przy ognisku. Ale miała też na uwadze kucyka stojącego obok niej. -Nie znam go, nie wiem czy może mi coś zrobić... A może będzie chciał pomóc? - Pytała sama siebie w myślach.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nie musisz się martwić, jak tylko znajdę i wyciągnę moich przyjaciół z tego obozu, coś Ci naszykuję do zjedzenia - rzekłem do klaczki - tylko zostań na razie, bo bandyci mogliby cię złapać i uwięzić - dodałem po chwili. Po czym po cichu i ostrożnie podszedłem szukać Treasure'a.

Edited by PlaguePony

Share this post


Link to post
Share on other sites

-No dobrze... - Odpowiedziała choć doskonale wiedziała, że potrafiłaby o siebie zadbać. Wolała jednak pozostać w ukryciu jako, że nie zna terenu i mogłoby ją coś zaskoczyć. Siedziała dalej w krzakach obserwując to co się dzieje ale ciągle miała w pogotowiu nożyk, który towarzyszy jej od wielu lat.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Spojrzałam się na Indis- Mam zjeść twoje pióro? Jeszcze nie smakowałam piór, cóż może coś pomoże- Wzięłam od niej pióro, poczułam a raczej nic nie czułam tylko zapach ptasiego pióra. Zaczęłam je pomału żuć, choć tak naprawdę nie chciało skruszeć aż wreszcie je połknęłam. Szybko wyjęłam manierkę z wodą i odrobinę popiłam, inaczej nie dało by rady przełknąć. Więc teraz muszę tylko czekać na efekty, czy w ogóle zadziała. - Mellion długo nie wraca, oby odnalazł pozostałych.- Rozejrzała się wokoło. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

 Kiedy wraz z przybyłym feniksem starałem się podtrzymać Clover zdałem sobie sprawę, że musiała wyczerpać naprawdę sporą ilość magii. W końcu stwierdziła, że nic jej nie jest i powiedziała mi, że niestety nie udało jej się wyleczyć mojego złamania. Muszę przyznać, że nie obchodziło mnie to teraz. Jedną chwilę... to mnie nie obchodzi! Martwię się o Clover! Po raz pierwszy od lat martwię się o kogoś więcej niż o siebie... co się ze mną dzieje?! Clover zaraz po wypowiedzeniu słów zaczęła mówić o jakiś kwiatach. Powiedziała feniksowi aby zerwała jakieś korzenie czy coś... . Następnie zmęczona klacz usiadła wykończona tym wszystkim. Feniks zasugerował, by Clover zjadła jej pióro... . Zdziwiło mnie to z lekka. Nie mówią oczywiście o gadającym ptaku, lecz także o tym, że pióro feniksa leczy. Czytałem coś o tym, ale myślałem, że to tylko pogłoska. Klacz faktycznie zjadła pióro, muszę przyznać, że zaciekawiło mnie jak będzie wyglądać ta niby regeneracja. Lecz nagle przypomniałem sobie co się właśnie dzieje.
- Jedną chwilę! Czy mógłbym uzyskać klarowną odpowiedź dlaczego feniks umie mówić? - Powiedziałem lekko poirytowany.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Spokojnie niedługo wróci wraz innymi, musiał po prostu spotkać tych bandytów lub ich obozowisko - rzekła spokojnie do Clover. Następnie usłyszała słowa Onyksisa, który domagał się odpowiedzi, dlaczego ona potrafi mówić. Więc nabrała powietrza w płucach i powiedziała takie słowa.

- Ponieważ, nie jestem tym co widzisz. Prawda jest taka, że ja i Mellion nie jesteśmy z tego świata - rzekła spokojnie ogierowi. Po czym opowiedziała, co się stało, że tu trafili.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czekając na odpowiedź feniksa zastanawiałem się czy ona w ogóle mi odpowie. W końcu ptak faktycznie przemówił i powiedział mi że on i... Melion? Jaki Melion? Chyba chodzi o Silverleafa. A więc on i ten ptak są z innego świata?! Jak to możliwe?! Na mojej tworzy pojawił się niewiarygodny szok. Po chwili wyjaśniła mi o całej historii ich przybycia do naszego świata.

- Więc mówisz że jesteście... czym?

Edited by Sajback claus

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po powiedzeniu historii ogierowi oraz zobaczeniu jego miny.

-  No cóż ja jestem driadą, natomiast Mellion jest elfem  - rzekła krótko do Onyksisa - może też weźmiesz pióro, tobie też będzie potrzebne - dodała po chwili. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Driadą? Elfem? Odpowiedź ptaka bardzo mnie zdziwiła. Jedną chwilę... przecież już gdzieś słyszałem to wyrażenie... . Postanowiłem się skupić i przypomnieć sobie skąd znam te określenia. Zwój... teraz pamiętam! Podczas mojego buszowania w tajemnych archiwach u mistrza szukałem jakiegoś zwoju, który opisywałby coś więcej o tajnikach nieśmiertelności. I w, tedy natknąłem się na pewien zwój, który opowiadał o legendarnej rasie zwanej elfy... . Odrzuciłem szybko ten zwój, ale pamiętam, że była tam jakaś wzmianka, że ponoć Elfy żyją niemal tysiąclecia. Taka dusza dałaby mi nieśmiertelność i potęgę za jednym razem. Kiedy tym myślałem na mojej tworzy pojawił się zły uśmieszek. Nie! O czym ja myślę... . On jest moim kompanem i mi nie wolno. Próbując się otrząsnąć usłyszałem jak feniks pyta się czy nie chciałbym jego pióra.
- No, nie wiem... - Powiedziałem niepewnym głosem. - Ale.. powiedzmy, że ci ufam, więc dobrze.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Olo po podniesieniu topora zabrał się za oglądanie zwłok. Znalazł kuszę, i 7 bełtów, trochę za duży jak na niego kaftan kolczy i pełną (oprócz głowy) zbroję skórzaną, toporek, który ni jak miał się jakością i siłą rażenia, do jego Wybebeszacza, jakąś kartkę papieru zapisaną czarnym atramentem, wyglądającą na list, z różą narysowaną na samym dole oraz 30 srebrnych dukatów Trihoofeńskich, które odpowiadały swą wartością 15 srebrnym koronom Equestriańskim. Nikogo nie było w pobliżu, więc mógł wziąć sobie wszystko na co pozwalało mu sumienie i chęci. (daj znać co wziąłeś, bo wolę wiedzieć co masz w ekwipunku) Następnie podniósł się z ziemi i zauważył ślady najprawdopodobniej pozostawione przez drugiego jegomościa. Podążył za nimi w skupieniu. Rozglądał się, aby nie zostać złapanym w pułapkę. W pewnym momencie dotarł do drzewa, na którym znalazł przecięte rzemienie, przywiązane do gałęzi. Pod spodem znajdowały się ślady dużych łap. Tu trop kuca się urwał, a dalej ciągną się tylko trop z dużych wgnieceń ziemi w dość sporych odstępach od siebie.

 

W namiocie Tresure uwolnił wszystkich (nie, liny o dziwo nie były stalowe :crazy:) czekał na odpowiedź od nowopoznanych towarzyszek.

 

Mellion rozmawiał spokojnie z Angel Wing na skraju obozu, po czym podszedł w krąg światła ogniska, w poszukiwaniu Treasura. Znalazł ogiera w namiocie wraz z nowym towarzystwem.

 

Tymczasem na polanie nieopodal ,gdzie wykończone kuce zażywały wytchnienia... i piór feniksa, Indis odleciała w poszukiwaniu ziół, o które prosiła Clover zostawiając klacz samą z Onyksisem. Po przeżuciu i połknięciu piór początkowo nic się nie działo, jednak po chwili w żołądku zaczęło się robić tak przyjemnie ciepło. Efekt powoli rozprzestrzeniał się ogarniając coraz większą część ciała. Leczenie nie nastąpiło, czy to ze względu na uprzednie działanie ziół Clover, czy jednak braku uzdrawiających właściwości piór, ale mimo braku tego efektu i tak kucom zrobiło się milej i przyjemniej. Na dodatek, gdy spojrzeli sobie w oczy zobaczyli, że w źrenicach płonął jakby mały blady, ale ciepły płomień, który pomału zanika.   

Edited by kapi

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ho ho, co prawda nie jest to skarb legendarego króla Gawrona, ale też sie nada na łup. Mój tatko zawsze gadał że zabrać łup własnokopytnie zabiemu wrogowi to żadna ujma na honorze.

Zabrałem więc kuszę z bełtami, całą kasę, owy list, kaftan kolczy, oraz toporek. Kusza zawsze się przyda, kasa też, a kafta można przerobić lub sprzedać. Gdy zaś zauważyłem te duże ślady, zrezygnowałem z tropienia. Lepiej nie ryzykować, cholera wie co mu pomogło stąd zniknąć. Wracam do obozu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Dziękuję- powiedziałam i usiadłam przy ścianie namiotu, na skrzyni. Dotknęłam Manalitu i poczułam nagły przypływ mocy. Postawiłam uszy i uniosłam ogon lekko do góry. Bladoniebieska mgiełka lekko otoczyła moje ciało i po chwili zniknęła. Dodała mi energii.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gdy dostałem do środka pobliskiego namiotu, ujrzałem Treasure, dwójkę kucy oraz dziwne stworzenie.

- Jeszcze w życiu nie widziałem tak dziwnego stworzenia - pomyślałem patrząc się na stwora. Następnie spojrzałem na znajomego kuca i rzekłem.

- Zabierajmy ich oraz Sacrum i spadajmy skąd, ponieważ znajdujemy się w obozie tych bandytów, którzy nas napadli - powiedziałem po cichu do niego.

Jednak po chwili postanowiłem się zapytać stworzenia.

- Kim jesteś? Jak masz na imię? Wtedy zdradzę swe imię - zapytałem się jej, po czym powiedziałem krótko.

Edited by PlaguePony

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Dalia z rasy Aera, Czerwona bojowniczka Drugiej Komodorii.-przedstawiłam się pełnym tytułem, tak jak nas uczono.

 

"Nie muszę ukrywać tego, kim jestem. Przynajmniej tak sądzę."

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Cóż za piękne imię Dalio. Czas aby ja ujawnił swoje. Sliverleaf, najlepszy łucznik z plemienia Dzieci Natury - odpowiedziałem kocicy.

- Jak wszyscy się uwolnili to się zbierajmy - rzekłem krótko.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Niby wielka ulga a tu jednak nic efektownego, ulżyło mi nawet jeszcze nie jadłam piór smaczne raczej nie było i przeżyła, uśmiechnęłam się w duchu. Poczułam tylko przyjemne ciepło które rozchodziło się po całym moim ciele, ciekawe czy podobny efekt przeżył Onyksis, nie widać po nim by coś w nim się zmieniało. Spojrzałam w jego oczy i zobaczyłam płomień w jego oczach, dziwne sam mi się przygląda. - Coś się stało? - Zapytałam uprzejmie.- Nic nowego wciąż czuję swoje siniaki a zmęczenie nie przeszło, tylko miłe uczucie ciepła. Mmmm żeby tak częściej....- Speszyłam się, troszkę za dużo powiedziałam, poczułam rumieńce na moich polikach.- Ufff... gdzie się podział Mellion, nawet Olo coś długo nie wraca.- Z zakłopotaniem popatrzyłam na wierzchołki drzew otaczających  polanę.*Byle nie patrzeć na ogiera, byle nie patrzeć*. Pomyślałam szybko.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Podczas, gdy w obozie trihoofeńczyków Mellion niecierpliwił się i martwił, gdyż nie czuł się zbyt bezpiecznie, to Olo wrócił do obozu. Altanka zbudowana przez Solida dalej stała, a ogień pomału dogasał. Jakieś 200 metrów dalej na małej polance widać było sylwetki Onyksisa i Clover, a jeszcze dalej migot świecących skrzydeł feniksa, zbierającego zioła.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Postanowiłem przemóc się i skosztować pióra. Nie było w sumie takie złe jak mogło się wydawać,nawet smaczne, ale cały czas prześladowało mnie dziwne uczucie, że chyba lepiej dmuchać na zimne. Poczułem dziwne ciepło, które powoli rozprzestrzeniało się po moim ciele. Nigdy nie odczuwałem czegoś takiego, przypominało to nieco postój przy ognisku po długiej i mroźnej wędrówce, ale o wiele szybrze. Wydaje mi się, że nie dało to za dużego efektu, ponieważ oprócz pozornego polepszenia się nastroju i nagłej siły nie czułem czegoś nowego. Clover zaczęła patrzeć się w moje oczy, a ja instynktownie spojrzałem w jej. Pojawił się tam jakiś dziwny płomień, który sprawił, że z zachwytem zacząłem obserwować oczy mojej towarzyszki. Płomień po chwili zniknął, a Clover spytała się mnie czy coś się stało, najwyraźniej nie powinienem tak intensywnie na nią patrzeć. Zanim zdążyłem coś powiedzieć, klacz stwierdziła, że nic się nie zmieniło i poczuła tylko lekkie ciepełko w brzuchu. Uśmiechnąłem się na widok jej sposobu szybkiej konwersacji. Następnie spytała się, gdzie jest Melion i, że nawet Olo coś długo nie wraca. Skierowała swój wzrok na wierzchołki drzew. Dziwne, jakby na siłę nie chciała na mnie spojrzeć, może mam coś w grzywie... . Podszedłem do niej bliżej i zaproponowałem: 
- Wiesz, co? Czuję się już lepiej, może wspólnie poszukamy naszych zaginionych towarzyszy, w końcu nie wypada czekać i nic nie robić. - Kończąc zdania lekko się uśmiechnąłem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Troszkę się zdziwiłam propozycją Onyksisa- Na pewno możesz z tym złamaniem chodzić? Trzeba je złożyć inaczej może źle się zrosnąć, może Indis znajdzie zioła potrzebne mi do zabiegu.- Wstałam by rozprostować moje zdrętwiałe tylne kopyta od siedzenia na twardym podłożu.Choć wciąż nie czułam się komfortowo,wciąż odczuwałam zmęczenie po ostatnim zaklęciu. - A wiesz jednak widać co nieco, twoje obrażenie.- Popatrzyłam wnikliwie na jego rany.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Clover najwyraźniej zdziwiła lekko moja wypowiedź. W końcu byłem ranny, a ona nie wierzyła w to że w takim stanie mogę chodzić. Klacz wstała by rozprostować nogi, a ja mimo usilnych starań nie mogłem się podnieść. W końcu udało mi się powstać, lecz kilka sekund później moje kopyta ponownie odmówiły posłuszeństwa i upadłem na ziemię.

- Masz rację, chyba będę musiał zaczekać... . - Powiedziałem lekko zakłopotany.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...