Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
kapi

Średniowieczna Equestria [multisesja][tymczasowo zamknięta z powodu braku odpisów graczy]

Recommended Posts

Czas, zawsze czas, lecz to nie było problemem dla kuca. Kiedy był młody mocno doświadczył czym jest brak cierpliwość i dlatego będzie czekał,tak jak zwykle. Obecnie nie odczuwał nic poza zainteresowaniem obcymi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Clover, wraz z tymi, którzy chcieli się do niej dosiąść weszli do bocznej sali. Tutaj wszystko było diametralnie różne od przepychu sąsiedniego pokoju. Dewniane stoły i ławy nie odznaczały się rzeźbami, a ściany zostały niegdyś porysowane podczas bójek. Na środku płonął ogień w specjalnym miejscu na ognisko. Nad nim znajdował się ruszt, gdzie kucharz sporządzał grillowane mięso. Ściany zdobiły pochodnie, a sufit był goły. Obok ognia śpiewał kucyk-bard. Jego pieśń opiewała dawne czasy, w których zbójcy ograbili pierwsze Equestriańskie miasto w księstwie Ertovel. W pomieszczeniu siedziało znacznie więcej kucy. Niektóre tańczyły inne piły z drewnianych kuflów, a nad wszystkim unosiły się  odgłosy gwaru karczmy. Gdzieniegdzie co chwila rzucane było przekleństwo, a nie raz komuś zdarzyło się oberwać. 

 

Atmosfera rzeczywiście byłą tu bardziej swojska. Dość szybko przyniesiono Clover kufel cydru, który mienił się na jabłkowo w blasku ognia, a na szczycie miał delikatną piankę. Do tego podano sałatkę z marchewki i jabłka. Onyksisowi natomiast przyniesiono coś porządniejszego. Była to solidna porcja ziemniaków, obok których znajdowało się pyszne, grillowane mięso Mantykory. Całość pachniała urzekająco, aż chciało się jeść. Jakaś kelnerka - młoda i piękna klacz w stosunkowo krótkiej jasnozielonej sukni, o żółtej maści i niebieskiej grzywie przyniosła również Onyksisowi butelkę mocniejszego trunku - gorzałki, a dla wszystkich wlała do kieliszków wino. Cały czas zdawała się uśmiechać i patrzeć na ogiera.

 

Treasure dotarł w końcu do kapliczki Luny i Celestii. Była to mała, choć marmurowa budowla ze złotą kopułą i emblematami słońca i księżyca. Ogier wszedł do środka. Znajdowały się tam dwa rzędy wąskich ławek i parę witrażyków z historii obu Alikornów. NA przeciwko wejścia widniał potężny obraz w złotej ramie przedstawiający Celestię wznoszącą słońce i Lunę unoszącą księżyc. Na dwóch kolumnach podtrzymujących sklepienie wyrzeźbione zostały liście laurowe i winorośle, pnące się w górę. Z doświadczenie Treasura wynikało ,że jest to jedna z uboższych kapliczek. Obok obrazu widniały małe drzwiczki prowadzące do dalszego pomieszczenia, przeznaczonego zwykle na mieszkanie i biuro kapłana. Z obserwacji Treasura wynikało, że musi się ono znajdować już w głębi muru miejskiego.        

Edited by kapi

Share this post


Link to post
Share on other sites

Podobał mi się widok, który zastałem w kapliczce. Mimo iż wyglądała ubogo to był w niej taki przyjemny, spokojny klimat. Zanim podszedłem do ikon bogiń to sprawdziłem w swoich jukach czy przypadkiem nie mam czegoś, co mógłbym pozostawić w darze.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przyjemnie było usiąść przy kuflu cydru i pochrupać sałatki, nawet nie była taka zła choć mogli ciut się postarać. Zamoczyłam swój pyszczek w słodkiej lecz delikatnie gorzkiej piance oblizałam się ze smakiem. Rozsiadłam się na krześle patrząc jak płomienie skaczą w kominku, czułam ciepło i odprężenie. Onyksis zamówił dość przyzwoitą porcję w sumie należy mu się po tak ciężkiej nocy jaka nas spotkała. Nawet ten hałas już mi nie przeszkadzał, jednak dobrze kiedy jest wesoło. Podniosłam kufel magią i wypiłam kilkoma łykami cydr, oblizałam się smakowicie.- Kelner, jeszcze jeden cydr proszę!- Przy okazji z torby wyjęłam płaszcz złożony w kostkę i powiesiła na krześle, jak tylko będę wychodzić zarzucę go na siebie. Onyksis  wpadł w oko kelnerce oj ten to szybko rozkochuje w sobie klacze, zaśmiał się pod nosem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Atmosfera, była wyraźnie swojska. Ucieszyło mnie to. Jest to jeden z powodów, dlaczego opuściłem dwór szlachecki. Po pewnym czadie, przyniesiono mi pożądny posiłek. Mogłem wyglądać nieco magnacko, przy innych kucykach, lecz musiałem się najeść. W końcu potrzebuję energii i muszę ją uzupełnić. Pewna urodziwa kelnerka, przyniosła mi mocniejszy trunek. Cały czas dziwnie się do mnie uśmiechała i w ciekawy sposób na mnie patrzała. Odwzajemniłem uśmiech, ponieważ tak należy. Po za tym, była naprawdę ładna. Jedzenie jadłem używając sztućców. Nigdy nie potrafiłem jeść kopytami. Jak mówiłem, niektórych przyzwyczajeń szlacheckich, nie można się pozbyć. Nadszedł czas, by omówić kilka rzeczy.

- Nareszcie jakiś postój. Nie wiem jak wy, lecz ja strasznie się wyczerpałem w lesie. Przydałby się nam jakiś odpoczynek. Chociażby w altance, oczywiście o wiele wygodniej byłoby w jakimś domostwie. Gdzie poszedł Treasure?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Usłyszawszy słowa pomarańczowego kuca, postanowiłem pójść wraz z Indis na rynek w celu zakupu paru ziół, potrzebnych do różnych rzeczy. Idąc powoli rozmyślałem, co mogło się stać z moim dawnym domem w tamtym świecie, czy ktoś z moich braci i sióstr przeżyło tamtą walkę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Treasure przejrzał swój ekwipunek z nadzieją. Jednak szybko zorientował się, że był on nader skromny. Składał się na niego miecz, nóż, kaftan skórzany i linka  hakiem oraz oczywiście same juki.  Kuc spochmurniał na chwilę. Wtedy ujrzał jakby wystrzelające ostro promienie bieli i złota, bijące z jednego z wizerunków Celestii. Ogier oślepł na chwilę. Gdy otworzył oczy ujrzał, że szybuje łagodnie nad rozległą krainą. Pod nim piętrzyły się majestatyczne góry. Ich podnóża usłane były ciemnozielonymi lasami. Wszędzie panowała cisza. Wtem do jego uszu dotarły odgłosy bitwy. Szczęk oręża i jęki padających wrogów. Wszystko przyśpieszyło. Ogier mijał poszczególne szczyty o mało w nie nie uderzając. W końcu zatrzymał się stając w miejscu. Unosił się nad pobojowiskiem. Wszystko było jakby za mgłą. Widział leżące, martwe kontury istot przypominających kuce. Wszędzie na białym śniegu majaczyły czerwone plamy krwi. Znajdował się teraz w wąskim przesmyku, kanionie o stromych ścianach z wąską dróżką po środku, na której rozegrała się bitwa. Ujrzał zarośnięty szlak prowadzący przez cierniste krzewy w górę. Na szczycie kanionu coś błyszczało takim samym światłem, jakie niedawno go oślepiło. Chciał tam pujść i zobaczyć, jednak nagle wszystko znikło i ocknął się znów w kapliczce.

 

Tymczasem w karczmie doniesiono Clover cydru.

 

Mellion dotarł na targ, gdzie stacjonowało wielu kupców. Asortyment nie był zbyt wyszukany, ale pegaz znalazł stragan z ziołami. Stał za nim starszy ogier z siwą brodą i brudnobrązową maścią. Zmrużył oczy na widok klienta i obserwował wyczekująco.

 

Chciałem tylko przypomnieć, że nie musicie czekać na moje odpisy, jeśli nie wykonujecie akcji. Tak więc rozmowy mogą być toczone swobodnie. Na przykład Postać Sajbacka nie doczekała się jeszcze odpowiedzi od żadnego druha, a przecież każdy może to bez przeszkód zrobić.

Edited by kapi

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po kilku minutach doszedłem do stoiska z ziołami. Za nim stał ogier z siwą brodą, a jego sierść była brudno-brązowa.

- Nigdy nie chciałbym być stary i tak wyglądać. Dobrze, że jesteśmy wiecznie młodzi najdroższa - te myśli przeszły w mojej głowie.

- Interesują mnie najlepsze zioła lecznicze, które dają natychmiastowy efekt oraz kilka ziół do trucizn - rzekłem do starca.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Aiderose poszła tam gdzie Clover i usiadła wygodnie. Rzuciła szybko okiem na jedzenie, które po chwili zostało dostarczone dla jej grupy. Ona w czasie drogi do karczmy się najadła, nie była głodna. W przeciwieństwie do swoich towarzyszy nie miała zamiaru się wyluzować. Cały czas nie dawało jej spokoju zachowanie tamtego kuca... Wciąż czuła, że ich obserwuje, mimo że możliwe, że tak nie było. Może faktycznie powinna się uspokoić? 

- Non, w lesie tyle razy to odczuwałam, nie mogę tego zignorować - pomyślała.

Westchnąwszy spojrzała na swój łuk, a następnie na Onyksisa. 

- Jeżeli się nie mylę, to monsieur Treasure poszedł do kaplicy księżniczki Celestii - odpowiedziała mu na zadane pytanie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Stary ogier zamyślił się poszperał pod ladą i powiedział zachrypniętym głosem:

- Hmmm... będę miał coś dla Pana, oczywiście za odpowiednią cenę. Z ziół leczniczych to mam do zaoferowania czerwony płomień lasu. Zaiste dobry kwiat na wszystkie krwawienia, parę liści świetlistego rumianku, dobre do nałożenia na ranę, gdyż ją oczyszczają, mam również trochę żywicy drzewa górskiego, nieźle pokrzepia. Na warzeniu mikstur się nie znam. Co do trucizn, to proszę pana nie jest to dobry region do ich kupowania, zwłaszcza, że udaję się poza granicę Equestrii aby nabyć nowe składniki, ale parę ciernistych liści ostrokrzewu mi się ostało. Substancja w nich zawarta w zależności od dawki może spowodować różne nieprzyjemne dolegliwości od obrzęku, aż do śmierci, choć to ostatnie wymaga ogromnego stężenia, które chyba tylko alchemicy w specjalnych laboratoriach są w stanie wytworzyć z wielkiej ilości tych liści, co nie jest tak opłacalne jak skorzystanie z innych darów przyrody.  

 

W karczmie drzwi otworzyły się niespodziewanie. Do pomieszczenia wszedł niski, choć krzepki ogier. Przypominał lekko Ola, choć miał zdecydowanie inną twarz. Jego biała sierść pokryta była błotem i kurzem, tak samo jak prosty, choć porządny napierśnik płytowy, który nosił. Buty z wysokimi cholewami również nie przedstawiały się lepiej. Brązowy płaszcz z zielonymi akcentami, lekko poszarpany opadał na ziemię, kryjąc w sobie oba boki ogiera. Ten stąpał pewnie i szybko, podszedł do barmana i wyszeptał mu coś do ucha. Co bardziej spostrzegawczy dojrzeli, że na szyi ma łańcuch, najprawdopodobniej z jakimś wisiorkiem, a na napierśniku widnieje starty symbol zachodzącego słońca. Ogier usiadł przy kominku i bez słowa czekał na barmana. Widać było po nim, że jest zmęczony najprawdopodobniej długą i ciężką podróżą.  

Edited by kapi

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak z ciekawości czy ktoś ma zamiar tu odpisać? Jeśli nie to zamykamy sesję, a jak tak, tylko nie wie jak zareagować, to dajcie znać i ciągniemy fabułę dalej :pinkie:

Share this post


Link to post
Share on other sites

Korzystając z zamieszania, które wywołał sobą nieoczekiwany i intrygujący przybysz do budynku wszedł kolejny jegomość. Zakapturzona postać stąpała na czterech łapach, choć gdyby ktoś wyjrzał wcześniej przez okno, mógłby przysiądz, że stwór chodził na dwóch. Ciężko było wywnioskować jak wygląda ogier. Miał jednak silną budowę ciała i zwiewne ruchy. Podszedł pod ścianę i usiadł w kącie izby dla mniej zamożnych gości przyglądając się kucom w okół. Terg dzięki swej uwadze skupionej na otoczeniu dostrzegł nowego gościa.

 

Moi wspaniali gracze powitajcie w sesji Guardiana. 

Edited by kapi

Share this post


Link to post
Share on other sites

Artair rozejżał się po pomieszczeniu i skinął na barmana.

- Butle wody i jednego suchara - jego mowa była zimna niczym wiatr w zimowy wieczór

Share this post


Link to post
Share on other sites

Barman szybko podbiegł i przyniósł nieśmiało to, o co go poproszono, później zdjęty lekkim strachem  oddalił się do tajemniczego jegomościa, który wszedł tuż przed Artairem. Bardziej uważni dostrzegli, że przybysz jest niechętny do rozmowy i tylko szybko zamówił jakiś trunek, oraz proste jedzenie, które mu szybko podano. Zaczął sączyć ze zmęczeniem. Wywołał aurę lęku w karczmie, do tego stopnia widoczną ,że nawet kapela zaczęła ciszej grać.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Artair popatrzył na jegomościa i zmierzył go wzrokiem. Byle jak taka osoba. Jego aura bardziej go grzała niż miała przestraszyć. Altair wypił wode i zjadł suchara. Odwrócił się do orkiestry

- Grać! - wypowiedział to niczym dowódca na polu walki na widok uciekajacych zołnierzy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po krótkich oględzinach nowych gości Terg stwierdził ,że w ramach rozpoznania,pójdzie do tego zapoznać się z tym drugim osobnikiem a to dla tego iż wydał się ciekawszy nie pierwszy który wygadał na jakiegoś zwykłego żołdaka miejscowych.Terg wstał i powoli szedł w kierunku postaci która samą obecności źle wpływała na tą marną tawernę.Kiedy Terg szedł w kierunku gościa to można było zauważyć ciekawe zjawisko o ile ktoś patrzył a mianowicie zlewał się z tłem,tak jakby był częścią ściany,lecz po chwili ten efekt znikał.

Po kilkudziesięciu krokach siedział na przeciwko dziwnego jegomościa ,jednak cały czas miał kopyto w pobliżu miecza,następnie się odezwał -Nie jeden już przez swoją hałaśliwość zginął,a ty jesteś na dobrej drodze do grobu.- Powiedział to tak aby tylko cel rozmowy słyszał to.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Artair skinął na barmana po jeszcze troche wody i skierował się do rozmowcy.

- Nie da się zabić kogoś kto nie żyje oddawna. Nie da się pokonać wiatru w polu lub cienia na scianie - powiedział zagadką Artair

Share this post


Link to post
Share on other sites

Terg nie zrozumiał zawiłości słów prawionych przez jegomościa,gdyż tego akurat brakło tam gdzie mieszkał,dlatego zamiast się skupiać się na odpowiedzi zamiast tego odpowiedział: -Jesteś pewny swych słów-. Terg miał nadzieje na zmianę tego co powie nieznajomy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Artair spojżał na niego zimnym spojżeniem i wyszeptał

- Niebezpiecznie tak do skrytobójcy podchodzic jak śmiałek do tawerny. Wielu zginęło od mojego ostrza.... oddal sie jesli ci zdrowi miłe przyjacielu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Terg trzymał się cały czas na odległość,czuł że ten osobnik jest niebezpieczny choć słowo skrytobójca,choć samo zachowanie owej postaci do bycia skrytej wiele brakuje.

Kuc odezwał się po krótkich przemyśleniach: -Nie jestem pierwszym lepszym słabym kucem,ja jestem bronią wykutą w bólu i strachu więc się nie boję- Po czym zrobił mała przerwę - Z mojego kopyta też wielu padło-. Terg cały czas był w pogotowiu czekając na ruch nieznajomego,jednak nie widać było po nim zdenerwowania gdyż długotrwały trening zrobił swoje.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Artair zaśmiał się i spojżał na przybysza zimnym spojzeniem

- Wielu mi takie rzeczy gadało, tuz przed swoja śmiercia. Wiec jestem niewrazliwy na takie słowa. - Położył przednie kopyta na stole i nachylił się - A teraz powiedz mi proszę jaki jest cel twojej rozmowy ze mną? Jam jest zwykły najemnik i nie szukam zwady. Bacz raczej na słowa i czyny swoje, jesli uderzysz w stół to i nożyce się odzezwą -powiedział ostatnie słowa z nutką słodyczy.

Artair był zbyt zmęczony by teraz szukać zwady w jakieś tawernie, zwłaszcza z rycerzykiem "zakuty łeb" jak to zawsze mawiał na rycerzy którzy zbytnio przechwalali swoje umięjetnosci.

- A teraz powiedz swoim znajomym by do nas dołączyli, bo nie wierze że osamotniony rycerz będzie szukał zwady w pojedynke. - powiedział lekko uśmiechajac się by pokazać ostre zęby nietoperzokucyka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Terg patrzył z lekkim nie dowierzaniem na to iż ktoś się podszywał pod jego pobratymców.Po czym przeszły szybkie przemyślenia przez umysł kuca.A chwilę później już był gotów do odpowiedzi: -Widzę że po tym świecie wędruję wielu oszustów,ja zaś mówię prawdę a stoją za mną lata ciężkiej nauki a o to dowód- Terg wyjął odcięte ucho mantykory z widocznie zakrzepłą krwią.Po czym zrobił małą przerwę aby nabrać powietrza i zaczął mówić -Powiem wprost,rzeczą która mnie przygnała jest ciekawość- Powiedział to bez uczucia.Słowa które wypowiedział nieznajomy na koniec wprowadziły Terga w dziwny stan którego nie czuł od dawna,lecz i dlatego postanowił odpowiedzieć na koniec -A teraz odpowiedź na twe dziwne ostatnie pytanie.Ty myślisz że jestem jakimś niby rycerzem,ja jestem łowcą - strażnikiem wielkiego lasu i w tej chwili jestem ja,i moja broń a także to co w krainie tych słabych kucy zwą doświadczeniem-.

Edited by Wiecznie WnerwionyAtlantis

Share this post


Link to post
Share on other sites

Artair nie wzruszył się zbytnio mową "łowcy" poprawił tylko kaptur by nikt nie widział jego oczu. Wyciagnął za siebie mały bukłak z wodą i nalał sobie, oraz podał przybyszowi dodajac:

- A wiec jesli przywiodła cię ciekawość, wiec pytaj łowco albo odejdz w pokoju Andate in pace - Powiedział w jezyku obcym by podkreślić swoje słowa.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przyjrzał się nieznajomemu a następnie wziął od niego bukłak z  wodą i upił łyk a następnie oddał mu jego rzecz,po czym mu odpowiedział:

-Zainterweniowały mnie twoje słowa o "rycerzach". Kim oni są??.-Powiedział te słowa czekając na odpowiedź.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...