Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Elizabeth Eden

Życie w środku lasu, czyli dołącz do wielkiej rodziny [Human] [Fantasty]

Recommended Posts

-Przepraszam. Zapomniałam się.

 

Uśmiechnęła się zmieszano i odeszła na nieznaczną odległość. Przeciągnęła się i zdała sobie sprawę, że miała iść po śniadaniu do ogródka.

Share this post


Link to post

Katariina jedząc bułkę zauważyła małą karteczkę,najpierw wahała się czy ją wziąć ale w końcu sięgnęła po nią.Karteczka była adresowana do niej,pisało że Aurora jedzię po zakupy i wróci za 3 godziny,doczytała całość i położyła obok siebie list.Lekko zniesmaczona popatrzyła na zwierzaki i wzięła łyk soku.

-Mam nadzieje że będą grzeczni...

Pomyślała i spojrzała na kalendarz,lekko się uśmiechnęła i zaparzyła sobie herbatę.

Share this post


Link to post

Lisanna poszła do swojego pokoju i zaczęła sprzątać. Jako, iż większą jego część zajmowało duże łóżko, nie było tu wiele roboty. Posłała je, odkurzyła pod meblem, zmiotła kurze, poukładała wszystko tak, jak to być powinno. Poza jednym. Miejsce, w którym spała Candy, zostawiła nietknięte. Kołdra byłą tam zmięta, poduszka pognieciona, prześcieradło pogniecione. Tak, jak kotka lubiła. Obok tego leżała jedyna rzecz, która odbijała się od białej warstwy pokoju. Czarny kocyk w czerwoną kratę. Był on czymś na rodzaj kołdry dla Candy. Dziewczyna wzięła go i przytuliła do siebie. Po tym, odłożyła na miejsce i wyszła do ogrodu. Kierowała się do jej ulubionego miejsca, którego nikt nie znał, nawet ogrodnicy. Chciała pobyć sama.

Edited by Mew Two

Share this post


Link to post

Aurora po umyciu podłogi wsiadła na rower i wjechała w polną ścieżynkę leśną. Nawet nie pożegnała się z dziećmi ale chciała mieć to już za sobą. Nienawidziła tych ,,przejażdżek''. Las był tak ciemny i gęsty że musiała włączyć lampkę. Bała się mroku. Niby była czarownicą ale ciemności nienawidziła tak samo jak wiosek lub miast. Jej domek na polance w zupełności jej odpowiadał. Mimo że rzadko używała magii miała teraz w kieszeni ródżkę. W sumie używała jej tylko do nauczaniu córek. W pracach domowych i innych sprawach gospodarskich nigdy czarów nie używała. Jedynymi momentami kiedy uaktywniała swoje magiczne moce, oprócz nauki dzieci, był momenty w których się broniła. W sytuacjach w których czuła się niepewnie miała ze sobą różdżkę. W tym otoczeniu roiło się od wilkołaków, wampirów i innych okropieństw. Więc przejadżka lasem zdecydowanie należała do sytuacji w których czuła się niepewnie....

Edited by Elizabeth Pegasis

Share this post


Link to post

Chyba Loca jest zajęta...- pomyślałam ze smutkiem. Naprawdę lubiłam się z nią bawić. Bardzo. Zrezygnowana udałam się w stronę drzwi. Byłam tam specjalna klapka, którą mogłam swobodnie wychodzić i wchodzić do ogrodu. Zauważyłam, że moja pani też wyszła na dwór. Oczywiście pobiegłam za nią. Starałam się skradać żeby mnie nie zauważyła. Znałam ją baardzo długo ale nie wiedziałam gdzie idzie. Postanowiłam, że pójdę do altanki i poczekam jak wróci. Jak postanowiłam tak zrobiłam. 

Share this post


Link to post

Mojżesz wyleciał z jaskini i zaczął znowu krążyć ponad domem, nadając mu złowieszczego wyglądu. Zauważył Candy zmierzającą w stronę altany, podleciał jak najbliżej, usiadł na pobliskim krzaku i czekał na reakcję.

Share this post


Link to post

Zobaczyłam kruka siadającego na krzaku ale zignorowałam go. Nie miałam ochoty na użeranie się z Mojżeszem. Wygodnie rozłożyłam się na ławeczce, która znajdowała się w altance. Postanowiłam się zdrzemnąć. 

Share this post


Link to post

Podleciał bliżej, przysiadł na krawędzi ławeczki i wytężył wzrok. Po raz pierwszy mógł zobaczyć kocicę z bliska, bez ryzyka że rzuci się na niego w szalonym pędzie. 
" To takie słodkie" - pomyślał Mojżesz, nadal zachowując bezpieczny dystans.

________________________________________________________
P.S. Dodałem do swojej karty postaci, że umiem gadać bo bez gadania nie mam tu nic do roboty, a tak to przynajmniej powkurzam, albo rzucę dobrą radą :D

Share this post


Link to post

Podniosłam głowę i pytająco popatrzyłam się na czarnego ptaka. Czego on chciał? Powoli usiadłam patrząc na Mojżesza. Pierwszy raz widziałam go z tak bliska. Przekrzywiłam głowę i nadal wpatrywałam się w kruka. 

Share this post


Link to post

Przekrzywił głowę w prawą stronę, potem w lewo. Nie mógł znieść niezręcznej ciszy, otworzył dziób, po chwili go zamknął. Wezbrał się w sobie i rzekł:
- No cześć! 

__________________

xD

Share this post


Link to post

Lisanna w końcu doszła do swojego miejsca. W tajemnicy, właściwie przed wszystkimi, posadziła tu wiele krzaków róż, które, jakimś cudem, kwitły na niebiesko i biało. Te kolory dziewczyna kochała. Położyła się w zbudowanym płóciennym namiocie i myślała. Zatopiła się w swoim umyśle. Pragnęłą tylko, aby nic nie przeszkodziło jej tego odpoczynku.

 

"No, może poza Candy. Jej nigdy nie mam dosyć"- pomyślała i zamknęła oczy.

Share this post


Link to post

 Kobieta ucieszyła się gdy w końcu zobaczyła pierwsze domki miasteczka. Już z o wiele większą energią wjechała na brukowaną uliczkę. Mimo dwójki dzieci, obowiązków i wieku była pełna życia i wysportowana. Podjechała do sklepu ,,Kropka''. Oparła rower o ściane i weszła do środka.

-O, znowu panna z lasu - powiedziała pulchna kobieta o blond koku stojąca za ladą. W jej głosie nie było pogardy, raczej przyjazna ironia.

-Tak, tak, zakupy trzeba zrobić - odpowiedziała Aurora z uśmiechem.

Przeszła się po sklepie i zdecydowała się na:

-8 chlebów ( cza wykarmić wesołą gromadkę, a jako że po rodzinie ma trochę pieniędzy i do tego ma pracę, to na jedzenie jest, choć jedzenia trzeba dużo więc na jakieś telewizory i inne nie wydaje. Z elektroniki jest tylko jeden laptop (Patrz pokój Rozalii) ale i tak zasięgu nie ma więc internet jest rzadko. A i.... pracuje w domu jako pisarka)

-3 pudełka mlek.

-Jakieś konfitury

-masło

-Dużo mięsa

-Mąkę

-2 paczki jajek

-Trochę jedzenia dla zwierząt

-Paczkę ciastek

 

-Owoce są w sadzie. Ogórdek warzywny mamy... a reszta jak cukier to jeszcze jest - mruknęła

Podeszła do lady. Kobieta wytrzeszczyła oczy.

 

-A pani sobie poradzi z tym rowerkiem - powiedziała cicho.

Aurora zamrugała przyjaźnie

-Dam sobie radę, wziełam 2 duże torby a mleko przyczepie z tyłu - odpowiedziała spokojnie.

Wychodząc mruknęła już tylko do siebie:

-W sytuacjach krytycznych można pomóc sobie magią... 

Doczołgała się jakoś do lasu, a kiedy weszła między pierwsze drzewa rzuciła proste zaklęcie by rzeczy lewiotowały. Nie chciała tego robić w mieście. Ludzie nie wiedzą że jest czarownicą i choć wszyscy wiedzą o istotach nadnaturalnych to to miasteczko słynęło z tego że ich nie tolerowało, a ona nie zniosła by irytujących spojrzeń za każdym razem gdy wejdzie między te budynki.

Wsiadła na rower.. Las czekał... Czarny i mroczny.... gałęzie złapały jej ciało i niczym chwytne palcy wepchnęły w głąb mroku...

Edited by Elizabeth Pegasis

Share this post


Link to post

Wapmirzyca wzięła filiżankę herbaty i wyszła na altankę,kontem oka zauważyła kotkę i kruka który jej przeszkodził w drzemce.Poszła powoli dalej do ogrodu,powoli dochodziła do swoich ukochanych kwiatów,białych róż które zajmowały znaczną część ziemi.Roślina pięknie kwitła wielkimi,majestatycznymi,śnieżno białymi kwiatami.Podeszła do nich powoli i delikatnie złapała jeden "owoc" rośliny,lekko wsadziła nos w kwiat i powąchała,pachniały pięknie.Katariina uwielbiała ten zapach a jeszcze bardziej piękny,śnieżny kolor kwiatu który od czasu,do czasu przybierał lekko błękitnej barwy,przypominał jej o domu i rodzinie.Zrobiła krok w tył i wzięła łyk herbaty,wystygła już trochę jednak nadal była ciepła.Kucneła i zaczęła się przyglądać roślinie.

-Hmmm...trzeba będzie cię podlać

Oznajmiła i poszła dalej oglądać i sprawdzać stan innych roślin.Gdy dochodziła do końca ogrodu zauważyła małego króliczka z lekko zakrwawioną nogą,nie był jednak ranny aż tak żeby zagrażało to jego życiu.Od razu lekko wysunęły jej się kły,co ją to bardzo wkurzało.

-Miten Vihaan näitä zębów...czemu wampiry muszą być takie łapczywe?

Pomyślała zniesmaczona,jednak była dość głodna,dawno nie piła krwi która jest przysmakiem wampirów.Odwróciła wzrok i wróciła do domu po potrzebne rzeczy do ogrodu.

Po chwili postanowiła się też przebrać gdyż pomyślała że pewnie sobie ubródzi lub obleje ledwo wyprane ubrania,co tez zrobiła.

Share this post


Link to post

Lisanna usłyszała coś. Jakby szmer. W zaroślach. Wstała i rozejrzała się,. Wyszła zza swojego azylu. Zobaczyła rannego królika. Podeszła do niego. Noga ledwo się trzymała na cienkim fragmencie skóry. Widać było ofiarę wnyków.

 

-Biedactwo- powiedziała dziewczyna i zdjęła koszulkę. Nie musiała się bać, że ktoś ją podejrzy. Ogród był wysoki przez co panował w nim przyjemny półmrok. Podłożyła królikowi bluzkę pod niego, delikatnie go przeniosła i zaniosła do swojego namiotu. Tam, w razie czego, oplotła wokół biustu lnianą szmatę którą zaniosła pewnego dnia tutaj.

 

-Dobrze. Najtrudniejsze za nami. A teraz zobaczymy, czy nadal pamiętam to zaklęcie.

 

Złożyła ręce a z nich wydobyła się błękitna mgiełka. Przyłożyła do rannej kończyny a tkanki powoli zaczęły się zrastać.

Share this post


Link to post

To ty umiesz mówić? - zapytałam się ze zdziwieniem ptaka. Nigdy nie widziałam czegoś podobnego. Może dlatego bo wszystkie ptaki jakie do tej pory widziałam lądowały w moim żołądku. 

Share this post


Link to post

Po waszym ogródku szlaja się wampir, a Ciebie dziwi że ptaszek powiedział Ci "cześć"? - odpowiedział Mojżesz zgryźliwie, nie lubił zachowywać powagi, był rozsądny ale uważał, że poważna rozmowa jest dla sztywniaków. Popatrzył na kociczkę i wzdrygnął się, podleciał wyżej.
Ja tu mówię o rozsądku, a ty w każdej chwili możesz mnie mieć jako śniadanie... - dodał niepewnie flirtując ją wzrokiem.

Share this post


Link to post

Ten wampir jest ogrodnikiem. Kruki smakują paskudnie więc nie, nie zamierzam cię zjeść. I poza tym dziś już jadłam - powiedziałam neutralnym tonem do ptaka. Patrzyłam na niego wyczekująco. Naprawdę nie chciałam go zjeść. 

Share this post


Link to post

- W każdym razie... - powiedział zyskując trochę więcej zaufania do towarzyszki. - .. widzę że przerwałem drzemkę, a drażnić kotków nie lubię...
Odleciał w swoją stronę lekko zdziwiony. "Całkiem miła jest, trzeba do niej kiedyś wrócić". 
Przysiadł na gałęzi i obserwował czujnie.

Share this post


Link to post

-Nareszcie- mruknęła Aurora gdy w końcu zobaczyła znajomy dach domostwa.

Zostawiła rower pod drzwiami i szybko pobiegła do kuchni odstawiając wszystko na blat.

Zeszła ze schodów do ogrodu i zaczęła wypatrywać Lisanny. Rozalia jeszcze pewnie śpi. Ona lubi spać... długo.

Pobiegła prostą ścieżką obok krzaków róż. W czasie powrotu zrozumiała że za mało czasu poświęca dzieciom.

Nawet obowiązki zostawia im na kartce. Stanęła i zaczęła nawoływać córkę.

Share this post


Link to post

Wcale mnie nie...- urwałam w połowę zdania. Ptak gdzieś zniknął. No cóż. Czas kontynuować drzemkę. 

Share this post


Link to post

Lisanna usłyszała jak matka ją wołała. łapka już się zrosła, więc przerwała czarowanie i wypuściła królika, który pobiegł do lasu. Po chwili jego biała sierść zniknęła wśród mroku lasu. Wstała i zorientowała się, że zapomniała butów.. Ne zastanawiała się nad tym długo, chwyciła bluzkę pochlapaną króliczą krwią i pędem puściła się w stronę wyjścia z ogrodu. Przebiegła obok altany i po chwili była już obok mamy.

 

-Słucham mamo ?- spytała zdyszana.

Share this post


Link to post

-Witaj kochanie - uśmiechnęła się - sądziłam że powinniśmy spędzić trochę czasu razem. Może pomożesz mi robić babeczki :crazytwi: Może pouczymy się razem magii co? Chodź do mojego pokoju. - powiedziała spokojnie i ruszyła w stronę domu.

Share this post


Link to post

- Okej- powiedziała Lisanna i zaczęła ni to iść, ni to skakać. Co jakiś czas, delikatnie, odbijała się stopami od ziemi.

 

{ Hmm, nie zauważyła krwistej koszulki :D]

Share this post


Link to post

John przyłapał się na drzemce. To go rozgniewało. Tyle rzeczy mógł przegapić, może akurat ktoś przechodził na tyle blisko... Zdawało mu się że widzi ślady roweru. To rozwścieczyło go do granic możliwości. - Znowu! Kolejny raz! Taka okazja... Ale już nie długo. Prędzej czy później popełni błąd.- Teraz wie na co uważać. Czuł się słaby. Zbyt słaby. W okolicy wyczuwał zbyt dużo miłości i szczęścia. Te wysokie temperatury też nie ułatwiały mu życia. Czuł mieszankę respektu i niepewności.- Musiał się posilić. Najlepiej krwią kobiety. O magicznych zdolnościach. Tak... Tylko na której? Która da się tak do siebie zbliżyć? Poczuł że pora się wokół którejś zakręcić. Tylko której...

Share this post


Link to post

-Oh no tak dziecko... poczekaj. - Powiedziała w drzwiach. - Muszę rower wywieść do garażu za domem. Idź do mojego pokoju i poczekaj tam na mnie - powiedziała z uśmiechem i zaczęła prowadzić rower za dom.

 

*****

Daje się... jak ja się kurde daje.......

Edited by Elizabeth Pegasis
  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Guest
This topic is now closed to further replies.
×
×
  • Create New...