Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Elizabeth Eden

Życie w środku lasu, czyli dołącz do wielkiej rodziny [Human] [Fantasty]

Recommended Posts

Wyczuł coś. Nagły przypływ wyczuwalnej energii.- Idzie. Ale... Nie, nie teraz. Rozegram to inaczej.- Podszedł do garażu i oparł się o niego plecami. Był potwornie wygłodzony więc jego oczy świeciły jak dwie czerwone latarnie. Zdobył się na nikły niewinny uśmiech. I zrobił coś jeszcze. Coś czego prawdopodobnie nikt oprócz Niej nie zobaczy. Zdjął kaptór odkrywając naznaczoną bliznami bladą jak śmierć twarz. Kroki były coraz głośniejsze. Poczuł że kły zaczynają powoli rosnąć. Nic nie mógł z tym zrobić. Zbyt długo się nie posilał. Z za rogu zaczeła się wyłaniać tak dobrze znana mu sylwetka...

***

Doceniam i dziękuję :P

Share this post


Link to post

Kobieta podeszła do garażu.

Widząc dziwną sylwetkę automatycznie jej ręka powędrowała do kieszeni w której miała różdżkę. 

-Emm... dzieńdobry - powiedziała cicho, po chwili się zrefleksowała.

Aurora wyciągnęła różdżkę i wycelowała w człowieka.

-Kim jesteś i co robisz na mojej posesji - powiedziała zimnym jak na siebie tonem.

 

*******

Niech będzie XD Tylko mnie całej nie zeżryj... ale co tam.. będę się bronić

Edited by Elizabeth Pegasis

Share this post


Link to post

Ogrodniczka przebrała się w strój roboczy składający się z bokserki,ogrodniczek i grubych butów,zaplotła srebrne włosy w kucyk tam aby zostało trochę włosów składających się w grzywkę na bok i dłuższego kępka włosów po obu stronach,aby zakryć uszy.Kły zaczynały się powoli chować a oczy przybierać delikatnie liliowego koloru.Wzięła starą torbę z "narzędziami" i zaszła do ogrodu,podeszła do róży i uklękła przed nią,wyjęła małe grabki i przyciągnęła szlauf.Zaczęła rozgrzebywać ziemię dookoła rośliny i wewnątrz,do momentu do których grabki nie przestawały "iść" dalej,ziemia była dość sucha,a już w tym miejscu wyjątkowo.Nie zdążyłaby nawodnić wszystkich roślin więc postanowiła tylko najsuchsze miejsca.Włożyła szlauf w środek krzaku i włączyła wodę,woda szybko rozprzestrzeniła się,a ziemia zaczęła ją wchłaniać.Spojrzała na niebo,było dość pełno chmur,niektóre nawet były dość ciemne a wiatr był coraz chłodniejszy.

-Chyba zbiera się na deszcz

Pomyślała i szła dalej,aby zając się innymi roślinami.

Share this post


Link to post

Ja? Mam nadzieję że mój wygląd nie jest aż tak prowokujący?- Powiedział siląc się na odrobinę ciepła.- Widzisz mam pewien problem... Ale gdzie moje maniery, mam na imię John.- Mówiąc cały czas podchodził bliżej.- Nie sądzę aby to było potrzebne.- Powiedział wpatrując się w różdżkę. Mieszkam na Twoim strychu, chyba że to jakiś problem?- Dodał będąc już metr od niej.- Widzisz mam pewien problem i obawiam się że tylko Ty możesz mi pomóc.- Dodał tajemniczo.

Share this post


Link to post

Kobieta odskoczyła od niego.

-Trzymaj się ode mnie z daleka wampirze, a mój ochroniarz za dba o oczyszczenie strychu - powiedziała chłodno

-Engornio!- krzyknęła a wokół niej pojawiła się niebieska bariera.... uśmiechnęła się drwiąco patrząc na istote.

Edited by Elizabeth Pegasis

Share this post


Link to post

A więc tak będzie?- Powiedział z uśmieszkiem politowania.- A więc dobrze. Mam nadzieję że krew ochroniarza będzie słodka. Innej nie lubię.- Dodał i natychmiast okryły go czarne opary. Metamorfoza poszła sprawnie, tak więc spokojnie odleciał w stronę lasu. Reakcja tak gwałtowna nie była zbytnim zaskoczeniem. Można powiedzieć że była do przewidzenia. - Chyba nikt nas nigdy nie zrozumie dodał smutno...- Zastanawiał się co teraz, gdy nagle wpadł na pewien pomysł. To takie oczywiste! Ale wymaga czasu. Pora zniknąć na pare dni.

Share this post


Link to post

Patrzyła chwilę na miejsce po wampirze a potem zamieniła się w ptaka. Dobrze że uczyła się za młodu Animagii. Poleciała do swojego pokoju zastała tam córkę. Zamieniła się przy niej z powrotem w człowieka. ,,Atak'' wampira nie zrobił na niej wrażenia. Jest w końcu czarodziejką a w tym lesie jest mnóstw tego typu świństw. 

Edited by Elizabeth Eden

Share this post


Link to post

Loca dalej była w kuchni.

-O psia kość! Za długo jadłam śniadanie! Jestem spóźniona.......

Sfrustrowana wychodzi poszukując jakiegoś zajęcia.

Share this post


Link to post

Katariina dalej pielęgnowała ogród,chmury coraz bardziej czerniały co znaczyło że w nocy będzie padał deszcz.Nagle brzuch jej zaczął burczeć,była dość głodna.Wstała i otrzepała się ze ściółki i ziemi,była trochę brudna na policzku jednak nie zauważyła tego.Podeszła do skraju ogrodu i zauważyła podlotka gołębia z zwichniętym skrzydłem,kły od razu się wysunęły a oczy zaczerwieniły.Założyła rękawiczki i wzięła gołębia na ręce.

-I tak byś nie przeżył...anteeksi

Powiedziała po czym zamknęła oczy i sprawnie wykręciła mu kark,aby już dalej nie cierpiał.Szybko zabrała go do domu i położyła na biurku w swoim pokoju.Szybko poszła do kuchni po potrzebne rzeczy aby się napić krwi.Wyłożyła na biurku papier aby jakby coś wyciekło to nie ubrudziło mebli,obok martwego ptaka położyła 2 miski i kilka ostrych noży.

Sprawnie ściągnęła pióra z brzucha i okolicy szyi,rozcięła powoli skórę na szyi tak aby znaleźć tętnice,po chwili znalazła ją i rozcięła trzymając go nad miską.Krew lała się z niego ciurkiem .Po 10 minutach zapełniła się połowa miski,tyle jej wystarczało na razie.Wyrzuciła do czarnego worka zwłoki i pióra ptaka i wyrzuciła do kosza.Przy okazji zabrała kubek z kuchni.Po przyjściu do pokoju wlała trochę do niego zawartość miski i wzięła łyka.

-Mitä hyvä maku, oh

Share this post


Link to post

Susan otworzyła swe czerwone oczy i coś syknęła rozglądając się po pokoiku swym. Wstała ubrana w swój strój który nigdy nie zdejmowała i spytała się samej siebie

- A gdzie szef? Miał mnie obudzić...

Po czym schowała broń do kabury i zeszła na dół nie zwracając na nikogo uwagi

Share this post


Link to post

Jason po śniadaniu zszedł do swojego pomieszczenia. Upewniwszy się, że nikt nie idzie do niego otworzył kryjówkę i wyjął swój ulubiony album. Usiadł na ziemi obok szafki i przejrzał go całego. Gdy skończył odłożył go na miejsce, stanął przy sofie i rozejrzał się dookoła. 

Zdjął Browninga M2 z stojaka i usiadł z nim przy stole zatracając się w czyszczeniu zakurzonej broni.

Share this post


Link to post

Susan prawie nietknęła śniadania z powodu niedosytu krwi. Zjadła może jeden kens i odeszła od stołu kierując się do drzwi na swe miejsce pracy gdyż póki co nie dostała rozkazów od swego szefa

(Jason to jej szef gdyż zgłosił się wcześniej jako ochroniarz)

Share this post


Link to post

Aurora jeszcze przed uczeniem córki odnalazła Jasona i powiedziała mu o ataku wampira i o tym by zajął się strychem. Usatysfakcjonowana wróciła na górę.

Share this post


Link to post

-Imię: Liza

-Nazwisko: Hempstock

-Rola: Mieszkanka okolicznego jeziora / daleka, zaginiona lata wcześniej krewna rodziny

-Wiek: 20 lat (W chwili śmierci. Od tamtej pory się nie starzeje)

-Rasa: Topielec

-Opis wyglądu lub zdjęcie: Niska kobieta o bladej, lekko sinej skórze i sinych ustach. Jej oczy mają zielony kolor, włosy zaś są długie i ciemne. Wystający nos, chochlikowata twarz. Ubrana w długą, poszarzałą suknię.

-Charakter: Uprzejma, choć potrafi być też przekorna i złośliwa. Zwykle jednak używa jaśniejszej strony charakteru - empatycznej, pełnej ciepła dla innych i lekko wrażliwej.

 

Early_at_the_forest_lake_by_jchanders.jp

Edited by Nocturnal Light

Share this post


Link to post

John wybrał się na miłą i długą przechadzkę po lesie. Uwielbiał po nim chodzić. Mogło to być spowodowane tym, że nic nie mogło mu zagrozić. Żadne zwierzę nie śmiało by go zaatakować. Bały się niego. Było to oczywiście uzasadnione, ponieważ gdy był już na skraju wytrzymałości zdarzało się mu zaspokoić głód na tym co akurat było pod ręką. Mijały minuty, godziny, a John zagłębiał się w las coraz bardziej. Doszedł właśnie do jeziora i usiadł na brzegu. Fale łagodnie rozbijały się o kamienie. Był znudzony.- Cały ten świat jest taki przewidywalny... Wszyscy żyją stereotypami i nawet nie próbują ich zweryfikować... To takie żałosne.- Powiedział sam do siebie wpatrzony w dal. Nagle zauważył dziwny kształt wystający ponad gałęzie drzew. Był ledwo dostrzegalny, ale zdawało się, że to góra. Coś go do niej przyciągało, a że nie miał nic do roboty postanowił udać się w jej kierunku. Teraz znajdował się w innej części lasu: bardziej ciemnej, cichej. Oczywiście to nie miało wpływu na jego samopoczucie, tak jak już wiadomo nic nie mogło mu tu zagrozić. W miarę jak góra rysowała się przed nim coraz wyraźniej, ogarniał go rosnący niepokój. Las zaczął się przerzedzać i po chwili znalazł się na jego krawędzi. Jawił się przed nim piękny widok łąk, przeplatanych kępami drzew z majestatyczną górą na czele. Nie zastanawiając się wiele, ruszył w dół zbocza w kierunku obranym wcześniej. 

Share this post


Link to post

Z drzemki wybudziły mnie głosy Lisy i jej mamy. Szybko wstałam i zeskoczyłam z ławeczki widząc, że zmierzają do domu. Z ich krótkiej wymiany zdań zrozumiałam, że będą się uczyć magii. Przeszłam przez klapkę umieszczoną w drzwiach i weszłam po schodach na górę. Potem skierowałam swoje kroki do pokoju pani Aurory. Kiedy byłam już bardzo blisko drzwi te nagle otworzyły się a w nich ukazała się mama Lisy. Chyba mnie nie zauważyła. Może to i lepiej? Wślizgnęłam się przez otwarte drzwi. Kiedy już się tam znalazłam. Usiadłam zgrabnie na środku pokoju i miauknęłam. 

Edited by Symphony

Share this post


Link to post

-Och, Candy. Chodź do mnie- powiedziała Lisanna i wzięła kotkę.

 

Usiadła na krześle i położyła zwierzaka na kolanach. Zaczęła głaskać kota delikatnie po grzbiecie, co raz zaczepiając głowę, drapiąc za uchem. Dziewczyna nie bardzo wiedziała, co będą dzisiaj robić na lekcji. Na szczęście, mama nie zauważył, że Lisanna miała w ręku zakrwawioną koszulkę., a na sobie jedynie lnianą szmatkę przewiązaną z tyłu. Lisanna odchyliła się na krześle, opierając oparcie o łóżko. Znalazła się więc w pozycji pół-leżącej. Przesunęłą delikatnie kotkę bliżej twarzy i zaczęła głaskać po głowie.

Share this post


Link to post

Zaczęłam głośno mruczeć. Bardzo lubiłam kiedy Lisa mnie drapała. A jeszcze bardziej lubiłam z nią przebywać. Była przy mnie od kiedy pamiętam. Zauważyłam, że moja pani ma coś czerwonego na koszulce. Z przykrością odsunęłam się od twarzy mojej pani i położyłam łapkę na plamie. To była krew. Przekrzywiłam główkę i pytająco spojrzałam się na dziewczynę. 

Edited by Symphony

Share this post


Link to post

-Przepraszam Candy. Znalazłam w ogrodzie rannego zwierzaka, a wiesz, że nie lubię jak cierpią. Nie było nic pod ręką, więc musiałam na czymś go przenieść.

 

Dziewczynka odrzuciła koszulkę w kąt. Może przecież ją wziąć po zajęciach. Teraz tylko czekała, aż Candy znowu pozwoli się drapać.

Share this post


Link to post

Wzruszyłam ramionami i ponownie wtuliłam się w brzuch mojej pani. Ponownie zaczęłam mruczeć domagając się pieszczot. 

Share this post


Link to post

Dziewczyna zaczęła drapać kotkę, sama się zamyśliła. Czekała, aż zajęcia się zaczną.

Share this post


Link to post

Kobieta weszła do swojego pokoju. 

-Przepraszam że kazałam czekać - mrukneła.

Nie powiedziała dziecku o wampirze. Nie chciała go martwić. Jeszcze by w nocy nie usnęło.

-A więc... jak wiesz... Tylko dorosłe czarownice mogą używać różdżki. Niepełnoletnie czarują bez, choć nie daje to takich efektów. Ja pomyślałam że skoro i tak nas nikt nie kontroluje a ty jesteś prawie dorosła to mogę nagiąć przepisy - uśmiechnęła się a potem podała jej swoją różdżkę - No... pokaż mi na początek co potrafisz - zachęciła

Share this post


Link to post

Na nieruchomej dotąd tafli jeziora pojawiły się kręgi. Źródłem owych kręgów była głowa, której twarz całkowicie była zasłonięta włosami i rzęsą wodną. Powoli i jakby z wysiłkiem kształt podpłynął do brzegu i leniwie z niego wypełznął. Postać ubrana w sukienkę, której kolor sugerował iż kiedyś, w zamierzchłych czasach mogła być biała. Teraz jej dolna część smętnie ciągnęła się za jej właścicielką, która jęknęła, wstając. Liza Hempstock od dawna nie wychodziła na brzeg i stwierdziła że musi nadrobić zaległości. Odgarnęła z twarzy włosy, z obrzydzeniem strząsnęła rzęsę wodną i podniosła koniec sukni, po czym spojrzała na swoje bose stopy. Cóż. Jakoś trzeba będzie sobie poradzić. Nie miała najmniejszej ochoty wracać na dno jeziora. Nie teraz, kiedy w końcu je opuściła. Rozejrzała się po okolicy. Pamiętała dobrze to miejsce, na szczęście. Westchnęła i ruszyła przed siebie.

Share this post


Link to post

Dziewczyna niechętnie zdjęła zwierzaka ze swojego brzucha i sięgnęła po różdżkę. Ot, kawałek drewna, tyle, że pomagał czarować. Chwyiła ją tak, jak było jej najwygodniej. Tuż przy końcu, lekko trzymając. Machnęła nią, wymawiając:

 

-Protego

 

Wokół niej pojawiła się magiczna tarcza.

Share this post


Link to post

-Bardzo dobrze - pochwaliła ją matka - Ale myślę że powinnaś nauczyć się czegoś poważniejszego. Jest wiele zaklęć obronnych.Naprzykład na wampiry - powiedziała akcentując ostanie słowo.

[Postanowiłam że skoro nie ma tu dementorów zaklęcie Patronusa będzie na wampiry ^^]

-Zaklęcie Patronusa - powiedziała wesoło i  odebrała dziewczynie różdżkę.

Musisz pomyśleć o czymś szczęśliwym. Czymś BARDZO szczęśliwym. Musisz też się skupić. - Zaczęła tłumaczyć a po chwili zamknęła oczy i głośno i wyraźnie wypowiedziała słowa:

-Expecto Patronum - Z jej różdżki wystrzeliła srebna sarna która zaczęła krążyć po pokoju a po chwili znikła.

-Teraz wydaje się niegroźna, ale wampir by się jej wystraszył - powiedziała z satysfakcją.

Podała córce różdżkę.

-Masz spróbuj - zachęciła

Share this post


Link to post
Guest
This topic is now closed to further replies.
×
×
  • Create New...