Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Arcybiskup z Canterbury

Multisesja: Pakt

Recommended Posts

W ciemności przesuwała się ręka dzierżąca nóż. Zarówno klinga jak i rękojeść były mokre. Ostrze noża było idealnie gładkie i ostre. Nigdy nie stawiało żadnych oporów, zawsze wywiązywało się z zadania w stu procentach.

Pokój do którego zmierzali nóż i człowiek który go trzymał, znajdował się na najwyższym, drugim piętrze. Wchodzili więc teraz po wysokich i szerokich schodach o zdobionych poręczach. Cały wystrój domu wskazywał na to, że właściciel istotnie był bogaty, ale miał dobry gust. Niestety, dobry gust nie uratował mu życia.

Kobieta, ciotka dziedziczki posiadłości leżała w wielkim łożu z baldachimem pośród kałuży krwi i przerażającej ciszy. Pokoje służących także pozostawione zostały bez życia. Pozostały dwa cele. Tylko dwa: kobieta i dziecko.

Morderca rozprostował palce. Był perfekcjonistą; nie mógł pozwolić sobie na najmniejszy błąd. Zawsze wykonywał swoje zadanie i chciał utrzymać swoją reputację. Miękki, wzorzysty dywan tłumił dźwięk kroków kiedy człowiek zmierzał ku pokojowi.

Otworzył drzwi ostrożnie nie chcąc, aby wydały najcichszy nawet dźwięk. Przez ciężkie zasłony zawieszone wysoko nad oknem nie przedostawała się najcieńsza nawet wiązka wiatła. Oczy mordercy były już jednak przyzwyczajone do ciemności i tego, że była ona jego sprzymierzeńcem. Mógł nawet pokusić się o stwierdzenie, że widzi odrobinę lepiej od przeciętnego człowieka.

Zauważył leżący w łóżku z baldachimem mały kształt, lekko unoszący się i opadający. To jego pierwszy cel. Zaczął zbliżać się niczym kot do nieświadomej niczego ofiary. Niczego nie poczuje, ponieważ zwyczajnie nie zdąży.

Człowiek z nożem był już niecały metr od swojej ofiary. Unieść nóż. Wycelować. Opuścić. Powtarzał tę sekwencję dziesiątki razy. A jednak, tym razem nie wszystko poszło według planu.

Drugi cel, starsza kobieta o siwych włosach, obudziła się. Niemal natychmiast zaczęła krzyczeć. Zabójca wystraszył się i zamiast dobiec do łóżka, zabić śpiącą postać i dopiero wtedy zakończyć życie kobiety - guwernantki, najpierw podbiegł do niej. Nonsens. Kto miałby usłyszeć jej wrzask? Wszyscy mieszkańcy rezydencji byli martwi. Czy zabójca i pozostałe przy życiu ofiary były w domu same?

Niezupełnie. Był ktoś jeszcze. Ktoś, kto w tego typu intrygach występuje zawsze.

Morderca był wysoki. Tajemniczy jegomość stojący pod jedną ze ścian był wyższy. Morderca ubrany był w ciemne ubrania. Ubiór tajemniczego jegomościa był jeszcze ciemniejszy.

Zabójca nie mógł go zobaczyć, jeszcze nie. Rzucił się w stronę przerażonej kobiety i zadał cios. Jeden trafił w jej brzuch, przez przypadek. następne trafiały już w szyję. Krzyk zamienił się w bulgot, towarzyszący wylewaniu się krwi z tętnicy. Kobieta zamilkła na zawsze.

Człowiek z nożem otarł twarz ręką. Oddychał ciężko, serce biło zbyt szybko. Dał się sprowokować. Praca nie da mu satysfakcji.

Odwrócił się, aby zabić dziecko i zakończyć swoje zadanie. Szybko podszedł do łoża, wycelował. Ręka opadła, jednak nie zatopił się w klatce piersiowej dziecka, a pluszowej zabawki. Spojrzał na drzwi, zdenerwowany. Były uchylone.

Tajemniczy jegomość podążył zaciekawiony za dziewczynką w koszulki nocnej, która oddalała się wzdłuż korytarza, do innego pomieszczenia. Otwarła drzwi, które skrzypnęły upiornie. Raz, dwa, trzy. Zabójca już wiedział.

Dziecko wbiegło do pomieszczenia oddychając ciężko i wczołgało się pod łóżko, mając nadzieję że napastnik jej nie znajdzie. Zamknęła oczy i czekała... Czekała...

Wszedł do pokoju cicho, bezszelestnie. Zauważył, że łóżko jest puste. Podobnie było z szafą i za zasłonami. Położył się na podłodze i spojrzał pod łóżko. Ach, na szczęście. Zabawa w chowanego zaczynała go już męczyć.

Dziewczynka poczuła uścisk na swojej nodze. Zabójca wyciągnął ją spod łóżka szybkim ruchem i uniósł nóż.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zadanie Jonathana było jasne. Praca kostuchy, przeszkadzało mu jednak to co mężczyzna chciał zrobić z dzieckiem, zaburzyć idealny rytm Ponurego Żniwiarza. Pozbawić życia istoty której czas nie nadszedł. Spojrzał na zabójcę. Westchnął, przez co i mężczyzna i dziewczynka mogli poczuć straszny chłód. Jonathan odtrącił tępą stroną kosy mężczyznę, a ten puścił dziewczynkę. Jonathan spojrzał na niego pogardliwie. - Zarzut... Zabijanie, kradzieże, gwałt. Kara... śmierć. - powiedział głosem który mógłby przerazić nawet najdzielniejszego człowieka.  Nie musiał się zamachiwać, lekko tylko uderzył ostrzem kosy w mężczyznę, a ta pożarła jego duszę, zabierając jej energię i wysyłając ją na katuszę do piekła. Żniwiarz spojrzał na dziewczynkę, spodziewał się strachu. - W porządku? - zapytał a jego głos przestał być straszny. Był wręcz kojący. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziewczynka krzyknęła i z całej siły kopnęła żniwiarza dusz. Potykając się wstała z podłogi i pobiegła do drzwi, chcąc jak najszybciej uciec od nieznajomego. Widziała, co zrobił. Widziała krew tryskającą z szyi jej napastnika. Nacisnęła klamkę drzwi, i...

... Nie wydarzyło się zupełnie nic. Drzwi były wciąż zamknięte. Dziewczynka odsunęła się pod ścianę i skuliła, nawet nie próbując powstrzymać łez. Przez grubą warstwę paniki przedzierały się do niej informacje, między innymi ta, że zaraz zginie. Miała dziesięć lat. To miało być wszystko? Tylko tyle czasu miało jej być dane?

Nawet jeśli tak, to powinna znieść to z godnością, jak na damę przystało. Miała już aż dziesięć lat. To prawie dorosłość.

Wstała spod ściany, wbijając wzrok w wysoką postać naprzeciwko niej. Trzęsły jej się ręce.

- Zabij mnie szybko - powiedziała przez łzy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Żniwiarz zaśmiał się, rozbawiony reakcją dziecka. Po chwili zdał sobie sprawę że to podłe, w końcu to dziecko, i widziało jak zabił delikatnym dotknięciem kosy, był śmiercią więc strach przed nim to normalna reakcja. - Nie zabiję cię. Twój czas nie nadszedł, masz jeszcze go naprawdę dużo. - powiedział przyjaźnie. Zbliżył się i podał jej rękę, żeby pomóc jej wstać. - Śmierć nie kłamie... - dodał wciąż przyjaźnie z nadzieją że dziewczynka przestanie się bać. Chociaż trochę. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Co się stało z Marią? - zapytała drżącym głosem, niepewna czy chce znać odpowiedź. Przylgnęła do ściany jeszcze bardziej, oceniając swoje szanse na dobiegnięcie do okna i zeskoczenie z niego. Pomysł nie był zbyt dobry patrząc na wysokość okna od ziemi. Poza tym, padał deszcz, a rezydencja była oddalona od najbliższych zabudowań o dobre kilka kilometrów.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jonatan usiadł na łóżku. - Ucieczka Ci nie wyjdzie. Skok z okna oznaczał by śmierć. - powiedział spokojnie. - Niestety, Maria zginęła. - powiedział spokojnie, - Jesteś jedyną żywą istotą w tym domu. - powiedział ściągając kaptur, i ukazując twarz. Blizna przechodząca przez nos mogła wzbudzać niepokój, jego włosy były spięte z tyłu. Kozia bródka z kolei sprawiała że wyglądał starzej. Podrapał się po niej. - Może ci pomóc? - zapytał. 

Edited by Mephisto von Pheles

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przyjrzała się twarzy nieznajomego. Zdecydowanie wyglądał bardzo niepokojąco. Elizabeth Anna Heathaway, bo tak na imię miała dziewczynka, przypadkiem zauważyła na podłodze klucz. Podniosła go powoli, nie spuszczając wzroku z mężczyzny na łóżku. Włożyła klucz do dziurki i przekręciła. Drzwi ustąpiły, a Elizabeth wybiegła z pokoju i ruszyła wzdłuż korytarza. Jeden pokój, drugi, trzeci... Otwarte drzwi. Potknęła się o dywan, ale nie przewróciła się. Dobiegła do łóżka guwernantki i wskoczyła na nie.

- Maria! Maria, obudź się! Masz się obudzić, słyszysz? Rozkazuję ci, wstań! - warknęła, szarpiąc zwłoki. Nie zauważyła plamy krwi na podłodze. Teraz zresztą była nią cała umazana.

- Ty głupia... Wstań, rozumiesz? Wstań! - Kiedy po siarczystym policzku zadanym przez Elizabeth kobieta wciąż się nie poruszyła, dziewczynka przestała ją szarpać. Spadła z łóżka i zaczęła płakać, zwinąwszy się w kłębek.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Żniwiarz, westchnął. Wstał z łóżka, i cicho ruszył w kierunku dziewczynki. Wiedział gdzie ona jest, wiedział co chciała zrobić. Niesłyszalnie stanął we framudze drzwi, spojrzał na płaczącą dziewczynkę. - Przydało by się być mniej strasznym. - pomyślał, przyklęknął przy dziewczynce. Przełożył kosę do prawej ręki, a lewą położył na jej plecach. - Niestety, zabójca zabił każdego... - powiedział ze współczuciem, chociaż wciąż ciepło. - To musiało się stać... - dodał, głosem jakby mówił do własnego dziecka któremu właśnie przyśnił się koszmar. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Łżesz - wyszeptała. - Łżesz! Nie jesteś śmiercią, bo mnie też byś zabił! Czemu jej nie uratowałeś? Czemu jej nie uratowałeś? Czemu pozwoliłeś, żeby tamten zabił ich wszystkich? Kłamiesz, ohydnie kłamiesz! Nie jestem ostatnia z rodu, są jeszcze moi rodzice! Nie wiedziałeś o tym, że wyjechali prawda? Nie wiedziałeś, ty podły nic nie warty oszuście! - Dziewczynka odtrąciła rękę żniwiarza i zaczęła na oślep okładać go pięściami.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jonathan przyjmował wszystkie ciosy, bez mrugnięcia. Czekał aż dziewczynka się uspokoi. - Nie mogłem. Jestem śmiercią i mam swoje rozkazy. - powiedział spokojnie. - Twoi rodzice nie żyją. Sam oddzielałem ich duszę. - powiedział. - Byli w Indiach czyż nie? - zapytał retorycznie. - Już mówiłem że twój czas nie nadszedł. Jej tak. Śmierć nie była ci pisana... - rzekł spokojnie. - Uspokój się. - powiedział kładąc jej rękę na głowię. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Wyjdź stąd, rozumiesz? Nie chcę cię tu widzieć. Skoro wszyscy moi krewni zginęli, to po mnie też prędzej czy później przyjdą! Ciotka, wuj, rodzice, służba. Kogo brakuje? Mnie, mnie brakuje! Albo mnie zabij, albo się stąd wynoś. Nie zostawię ich wszystkich. Przyjmę moją śmierć z honorem! - krzyknęła. Elizabeth była zdeterminowana tak bardzo, że na chwilę zapomniała o płaczu i żałobie. Po co płakać, skoro i tak dołączy się zaraz do swojej rodziny i przyjaciół?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jonathan westchnął - Nie, umrzesz. - odpowiedział wstając. - Mogłem ci pomóc się zemścić. - powiedział wyciągając cyrograf z kieszeni. Pomachał nim. - Ale skoro nie chcesz. - powiedział i zaczął wolnym krokiem kierować się ku wyjściu. Po chwili zaczął nucić coś w jakimś dziwnym języku. Uśmiechnął się pod nosem. Wiedział że ludzie chcą zemsty. Zawsze jej chcą. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- To nie on był tutaj osobą która wydawała rozkazy. On tylko działał na cudze zlecenie. - powiedział odwracając się. - Oni wciąż żyją. I to na nich powinnaś się mścić. - powiedział spokojnie patrząc na dziewczynkę. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nie jestem jedynym żniwiarzem. Jest nas naprawdę wielu. Jak jeden będzie zajęty to nic się nie stanie. - stwierdził. - A czemu chcę byś się zemściła? A ty tego nie chcesz? - zapytał. - Moja droga Elizabeth. Wiem, doskonale kto to zlecił. I wiem gdzie jest. To jak? - zapytał wyciągając cyrograf, i pióro. - Podpisujesz? 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Spojrzała na żniwiarza wzrokiem, który przy odpowiednich okolicznościach mógłby zabić nawet jego. Wyrwała żniwiarzowi z rąk pergamin z wypisanym na nim cyrografem.

- Zemsta? Za to miałabym oddać swoją duszę? Za to miałabym się pozbyć życia po śmierci? Liczysz na łatwą zdobycz? Nie potrafisz bardziej przekonująco zdobywać pożywienia? - pytała.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Żniwiarz zaśmiał się. - My nie pożeramy dusz... - powiedział. - Po śmierci, osoby które oddadzą nam duszę stają się podwładnymi, lub materiałami na nowych Shinigami. Różnie to bywa. - powiedział spokojnie. - W niebie, doznajesz wiecznego szczęścia, ale musisz wiedzieć że tam nie ma już rodzin... Jeśli popełnisz samobójstwo trafisz do piekła gdzie będziesz cierpieć. - powiedział patrząc na dziewczynkę. - Więc? Wybór należy do ciebie. - powiedział podając jej pióro. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Cyrografem określa się pakt z zarówno Shinigami, jak też z Demonami i Aniołami, moja droga. - odpowiedział ze stoickim spokojem. - Może pójdziemy do miejsca gdzie są krzesła i stolik? Łatwiej tam się myśli. - zapytał przyjaźnie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Czy można zmienić warunki tej... Umowy? - zapytała, ignorując całkowicie propozycję o przeniesieniu się w inne miejsce. Robiło jej się niedobrze na myśl, że ma przejść do codzienności po tym wszystkim co się stało i tym wszystkim, co widziała.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- A na jakie warunki chcesz zmienić? - zapytał, wzdychając cicho. - Tam jest pokój dzienny? - zapytał wskazując w kierunku rzeczonego pomieszczenia. Po chwili ruszył tam. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Elizabeth została w miejscu. Nie drgnęła nawet. Stała i milczała, bo nie podobało jej się zachowanie żniwiarza. Nie pozwoliła mu na odwrócenie się i opuszczenie pokoju, w którym teraz była. Z drugiej strony...

Oczy Marii wbite w nią były tak straszne, że poczuła ciarki. Wybiegła z pokoju i prawie wpadła na mężczyznę wchodzącego do salonu. Spróbowała przybrać poważny wyraz twarzy i iść dalej z godnością, jak należało.

- Chcę, abyś przez czas umowy był mi wierny. Masz mnie chronić, słuchać moich poleceń i zawsze, w stu procentach się z nich wywiązywać. Masz mi doradzać, ale decyzja i tak zawsze ma należeć do mnie. Przez cały ten czas masz służyć mnie, tylko mnie - zażądała.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Żniwiarz usiadł na fotelu. - Czyli mam zostać twoim lokajem tak? - zapytał spokojnie. - Służyć śmiertelniczce? - zaśmiał się i założył nogę na nogę. - Dobrze, Elizabeth. Zgadzam się na takie warunki. - powiedział po chwili. - Jesteś urocza kiedy próbujesz być władcza. - zaśmiał się. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Lokajem? Nie. Na pewno wiesz dużo, skoro jesteś śmiercią. O wiele bardziej potrzebuję guwernanta albo ochmistrza. I tak będę musiała zatrudnić... zatrudnić... - Zatrudnić nową służbę - pomyślała, ale przez gardło jej te słowa nie przeszły. Pamiętała ich wszystkich. Ich imiona, ich wygląd, zachowania. Pamiętała opowieści ogrodnika, Toma. Pamiętała kucharza, pokojówki i... Marię. Zwłaszcza Marię, z którą spędzała najwięcej czasu.

- Daj mi to - powiedziała.

Share this post


Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...