Victoria Luna

Opiekun Twilight Sparkle
  • Zawartość

    192
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

345 Wzorowa

O Victoria Luna

  • Ranga
    Winne Słońce milknie, gdy Dzień zmienia się w Noc
  • Urodziny 18 Sierpień

Kontakt

  • Strona www
    http://victoria-luna.deviantart.com/
  • Skype
    wiki234789
  • Instagram
    victoria_woona
  • Snapchat
    victoria_woona
  • Discord ID
    Victoria Luna#8184

Informacje profilowe

  • Płeć
    Klacz
  • Miasto
    Zależy kiedy- raz na wygwizdowie, raz pod dużym miastem
  • Zainteresowania
    Rysowanie || Czytanie książek || Pisanie opowiadań/fanfików || Opieka nad zwierzętami || Nauki ścisłe || Denerwowanie ludzi
  • Ulubiona postać
    Księżniczka Luna || Księżniczka Twilight Sparkle || Dr. Fauna || Fluttershy || Sea Swirl

Ostatnio na profilu byli

2013 wyświetleń profilu
  1. Tak. Dodamy, że swoim butem, kiedy rzucaliśmy z kuzynami w okna sąsiadów. Masz prawo jazdy?
  2. Tak. Ugryzłeś kiedyś dentystę?
  3. 20190114_110243_by_victoria_luna_dcx1aak

     

    Kwiotkiii

    1. Pokaż poprzednie komentarze  [4 więcej]
    2. Starlight Sparkle

      Starlight Sparkle

      Ślicznie wyszło :hBB25:

      A kiedy egzamin? :twilight4:

    3. Victoria Luna

      Victoria Luna

      Część teorytyczna w czerwcu a część praktyczna na początku lipca. 

    4. Polineks

      Polineks

      Ło! Kwiotka!
      Ale ładne!

  4. Taaak. Za każdym razem, gdy znajdzie się nie pękniętą sztuka. A jak już popękana, to jeszcze bardziej kruszę Masz telewizję satelitarną?
  5. Tak. Czasami zbyt często, zwłaszcza w internacie xD @Triste CordisKoh-I-Noor to firma produkująca przybory dla plastyków - od kredek po sztalugi. Rozebrałeś już choinkę?
  6. Tak. Bywa czasami zabawne, w mojej opinii. Czy masz jakiś produkt z firmy Koh-I-Noor?
  7. Jak przystało na opiekuna Twilight... Słowem: tak xD Masz dziś kurczaka na obiad? (Mój się podpalił w piekarniku)
  8. Nie. Bo po co? Masz w swoim domu rosiczki? xD
  9. - Twilight! Zobacz, co znalazłem! - zawołał Spike, niosąc pewną książkę. Była ona dosyć ciężka, sądząc po wysiłku mojego asystenta. Siedzieliśmy w bibliotece, gdzie popijałam kakao i czytałam kolejne dzieło stworzone przez Starswirla Brodatego, które było dołączone do ostatniej przesyłki od niego. - Co to jest? - zapytałam. Szczerze mówiąc, pierwszy raz widzę tą książkę. A to się rzadko zdarza, zwłaszcza, że znam swoją kolekcję na pamięć. - Znalazłam ją przy Magicznym Lustrze. Był też list od Sunset Shimmer! Wzięłam księgę od smoka, chcąc mu oszczędzić dalszego wysiłku. Spike odetchnął z ulgą, po czym usiadł obok mnie i chwycił swój kubek z parującym napojem. Znalazłam list między kartkami księgi. Szybko przeczytałam jego treść, po czym zaczęłam przeglądać zawartość prezentu. - I co ci napisała? - zapytał Spike. - Jakiś czas temu był bal przebierańców,.. Sunset przesłała mi zdjęcia z imprezy, gdzie większość studentów była przebrana za mnie... - Woo... - przerwał na chwilę. - Chwila, że co? - Sam zobacz. - Pokazałam mu przykładowe zdjęcie z uczennicą upodobnioną do mnie. - Ta najbardziej przypomina ciebie, Twilight. - Wskazał pazurem na inne zdjęcie. - Przejrzymy je? - zapytała zaintrygowana zawatrością księgi. - Mamy chwilę czasu... - odpowiedziałam, po czym przewinęłam na kolejną strone
  10. W całym dziale obowiązuje regulamin całego forum MLPPolska.pl; 1.1 Dział jest poświęcony księżniczce Twilight Sparkle, jednej z głównych bohaterek serialu My Little Pony: Friendship is Magic. Proszę umieszczać tutaj treści związane z tą postacią; 1.2 Nieznajomość regulaminu nie zwalnia z odpowiedzialności karnej; Aktualnym opiekunem działu jest Victoria Luna. Wszelkie nieprawidłowości, łamanie regulaminu czy zażalenia proszę kierować do niej. Podczas nieobecności Opiekuna, takie wiadomości proszę kierować do Moderatorów (jeśli sprawa jest pilna); Uprzejmie prosi się o umieszczanie grafik/filmów w zakładce SPOILERY. W przypadku mediów, które mogą stwarzać zagrożenie dla osób z epilepsją, należy umieścić odpowiednio widoczne i czytelne ostrzeżenie; Tematy informacyjne, galerie, czy też “zapytaj postać” może tworzyć jedynie Opiekun działu; 4.1 Opiekun, jako jedyna osoba w dziale, może odgrywać postać Twilight Sparkle tzn.: odpowiadać w zapytajkach, czy też używać koloru w postach; Na terenie działu Twilight Sparkle obowiązuje całkowity zakaz umieszczania niedozwolonych treści – krwi, wnętrzności czy śmierci postaci; Jeśli czytelnik ma jakiś pomysł na rozwinięcie działu, konkurs czy inne formy zabawy, może podsunąć go Opiekunowi czy pomóc w organizacji eventu; Prosi się o zachowanie miłej, przyjaznej atmosfery oraz szanowanie innych użytkowników. Wszczynanie awantur, obrażanie innych lub tworzenie innych form zakłócających porządek będzie skutkowało odpowiednią karą dla winowajcy; Ostania aktualizacja - 11.01.2019 Opiekun działu Twilight Sparkle
  11. Dzień dobry, panienko Fluttershy! Bardzo miło mi cię poznać. Jeśli pozwolisz, chciałby zadać Ci kilka pytań. Jak poznałaś swojego pupila, Angel'a? Co się dzieje teraz z twoim bratem, Zephyr'em? Czy masz swojego ulubionego ucznia w Szkole Przyjaźni?
  12. Kucyki właśnie wychodziły z spotkania, które przed chwilą zostało oficjalnie zakończone. Kilka kucyków rozmawiało na temat dzisiejszego zebrania, dyskutując na rozmaite tematy. Zeszłam z wielkiego fotela, chcąc iść do kuchni i zrobić sobie jakiś lunch przed pójściem do szkoły na radę pedagogiczną. Wtem jeden z kucyków nieśmiało zawołał mnie. Podeszłam do kucyka, starając się przypomnieć jego imię. – W czym mogę Ci pomóc? – zapytałam wesoło, choć z lekką nutką zmęczenia. – Czy mogę zadać waszej wysokości kilka pytań? – Oczywiście... Man... Mane... – @misterspauls – poprawił mnie. – Najmocniej przepraszam... Więc, misterpauls, jakie masz do mnie pytania? – Jeśli jakiś człowiek byłby bardzo przyjazny stosunku do nas, do pozwoliłabyś zostać w Equestrii? – Nie sądzę. Ludzie mają zmienną naturę. – Jeśli człowiek chciałby uczyć się w twojej Szkole Przyjaźni, zgodziłabyś się? – Jeśli okazałby się wart naszego czasu i wiedzy, to raczej tak. Niemniej jednak nie będzie mógł zamieszkać w Equestrii, pomimo otrzymania świadectwa z mojej szkoły. – Jakiś ogier powiedział że w tobie się zakochał? Co zrobisz? – Jeszcze nie przytrafiła mi się taka sytuacja... Najpierw bym sprawdziła, czy jego wyznanie jest szczere, a potem... – zarumieniłam się lekko. – Bardzo dziękuję, księżniczko Twilight! – pożegnał się, po czym wyszedł z biblioteki. Ja również chciałam to zrobić, lecz w ostatniej chwili przypomniałam sobie o jeszcze jednym stworzeniu. Przeczesałam wzrokiem pomieszczenie, szukając swojego smoczego asystenta... Okazało się, że Spike postanowił uciąć sobie smaczną drzemkę na stosie poduszek. Początkowo chciałam go obudzić, lecz stwierdziłam, że odrobina snu mu nie zaszkodzi. Najciszej, jak tylko mogłam, zamknęłam drzwi, po czym ruszyłam zrobić sobie jakąś lekką sałatkę. Najlepiej z rukolą, zaśmiałam się w duchu.
  13. Siedziałam na dębowej ławeczce w szatni, tępo spoglądając w podłogę. W głowie miałam tylko jedno pytanie. Dlaczego? Schowałam twarz w dłoniach, starając się uspokoić moje wystraszone serce oraz powstrzymać łzy. Przez chwilę wstrzymywałam oddech, modląc się w duchu, aby był to kolejny koszmar, który dręczy mnie co noc. Rzeczywistość okazała się bezlitosna. Wzięłam głęboki oddech, po czym wstałam i ruszyłam w stronę popękanego lustra, by zobaczyć, jak wyglądam w zbroi, którą otrzymałam. Była ona wykonana z żelaza, co nieco mnie niepokoiło. Osoby walczące najczęściej otrzymują zbroję z brązu. Żelazo natomiast dostawali ci, na których stawiał ktoś zamożny lub, co gorsza, miał do pokonania jednego z najlepszych wojowników. Przełknęłam ślinę. Obym wpadła w oko jakiemuś bogaczowi… Chociaż z tym wyglądem mam marne szanse. Nigdy nie uważałam się za piękną. Powiedziałabym, że mam przeciętną urodę. Spojrzałam w spękane odłamki zwierciadła. Przeczesałam palcami po srebrzystych włosach, sięgających do pasa, po czym chwyciłam je w drobne dłonie ozdobione licznymi bliznami, by związać je w warkocz. Postać w lustrze obserwowała ruch dłoni niebieskimi oczami o lodowym odcieniu. Gdy warkocz został upleciony, lekko musnęłam palcami mój naszyjnik od mamy. Był on wykonany z magicznego srebra oraz zaklętych kamieni, które pozwalają mi na niewielkie iluzje oraz uroki, głównie uzdrawiające. Obróciłam się bokiem, oglądając swój wygląd w nowym… wdzianku. Pancerz był lekko za duży, lecz nadał się. Pod sobą miał skórzany kaftan, najpewniej ze skóry cielęcej. Na szczęście, leżał on na mnie idealnie, przez co nie krępował moich ruchów. Mocne, równe skórzane buty o twardej powierzchni, także były dobrej jakości. Aż za dobrej. – pomyślałam gorzko. Zacisnelam mocno pięść, wbijając sobie paznokcie w skorę. Ból pomagał mi trzeźwiej myśleć. Zamknęłam oczy i wsłuchiwałam się w bicie mojego serca. Uchyliłam powieki i ponownie spojrzałam na swoje lustrzane odbicie. Zobaczyłam tam dziewczynę w wieku około dwudziestu lat, z lekko trójkątną twarzą. Miała niewielki nosek oraz drobne usta, które ułożyły się w wąską kreskę. Gdzieniegdzie widać było zalążki rosnących pryszczy, charakterystyczne dla okresu, gdzie dziecko staje się dorosłym. Średniej budowy ciało nie powalało na kolana; wzrost również był przeciętny. Jednym słowem – dziewczyna jak każda inna. Nawet w srebrnej zbroi wyglądała jak zwykła panna. Lecz nie każda dziewczyna musi teraz walczyć na śmierć i życie. Wzięłam zamach i cisnęłam pięścią w reszki lustra. Szkło boleśnie wbiło mi się w skórę, lecz nawet nie poczułam ukłucia. Nie wiem, czy to kwestia adrenaliny, czy też czyste przyzwyczajenie, spowodowane niezdarnością lub walkami w mrocznych uliczkach… Nienawidziłam swojego życia, które zawsze opierało się na ciągłej walce i kłamstwie. Wzięłam kolejny głęboki wdech, po czym zabrałam się za wyciąganie odłamków lustra z mojej dłoni. Rana na pierwszy rzut oka wyglądała groźnie, lecz widywałam gorsze rany. Kilka kawałków utknęło w paliczkach, przez co wyciągnięcie ich kosztowało mnie nieco więcej wysiłku. Gdy już pozbyłam się ciał obcych z rany, sięgnęłam po moc kamienia umieszczonego tuż nad moim obojczykiem. Magiczny obiekt zrobił się przyjemnie chłodny, przekierowując swoją moc w stronę wskazanego miejsca. Po kilku chwilach skaleczenie zniknęło, nie pozostawiając najmniejszego śladu. Uśmiechnęłam się lekko pod nosem. Uwielbiałam magię, jednak od dziecka powtarzano mi, że tam, gdzie jest wielka moc, czyha też wielkie niebezpieczeństwo… Czy jakoś tak… Nagle ktoś zapukał w grube, dębowe drzwi. Odwróciłam się, spoglądając z trwogą na wejście. Mówiło się, że strażnicy są… nieprzewidywalni. Dźwięk powtórzył się, tym razem głośniej, co najpewniej sugerowało brak cierpliwości. – P-proszę… – zawołałam. Po chwili przez wrota przeszedł strażnik w średnim wieku. Twarz miał młodą, lecz zdradzało go kilka siwych włosów oraz oczy, które niekiedy widziały za dużo prawdy o tym świecie… – Jest panienka gotowa? – zapytał basowym głosem. Kiwnęłam głową. – Proszę za mną. Posłusznie ruszyłam za nim. Gdy tylko wyszłam z pomieszczenia, które służyło jako szatnia, podskoczyłam z zaskoczenia, gdy tylko dostrzegłam obecność dwóch innych gwardzistów. Poprawka. To była chodząca góra mięsa w podwójnej wersji. Ci dwaj raczej by się ze mną nie cackali, jak ten stary strażnik. Ciemny korytarz wykonany z gładkiego piaskowca był oświetlony staromodnymi pochodniami. Mi się jednak podobały, ponieważ rzucały one ciepłe światło. Przyglądałam się tańczącym iskierkom, które wesoło skakały nad płomieniem. – Przypominasz mi nieco moją starszą córkę – powiedział nagle. Nieco zaskoczyły mnie jego słowa. – Dlaczego? – Macie to samo spojrzenie. Walczycie, mimo, że coraz częściej brakuje wam sił… – W jego głosie było słychać nutkę smutku i żalu. Odwrócił się do mnie, a po jego policzku spłynęła samotna łza. – Dokładnie trzy lata temu poległa podczas walki na tej arenie. – Otarł rękawem policzek, po czym ponownie przybrał normalny ton głosu. – Czy mogę cię o coś prosić? – Oczywiście… – przytaknęłam. Ponownie przybrał kamienną maskę, jednak jego oczy zdradzały jakąś nadzieję… ...związaną ze mną? – Wygraj – powiedział, po czym dodał – Wygraj dla mojej córki… Chwyciłam jego dłonie i mocno je zacisnęłam. – Postaram się godnie oddać hołd pana zmarłej córki – obiecałam. Strażnik kiwnął głową i uśmiechnął się lekko, po czym wskazał mi ogromne, żelazne drzwi, prowadzące prosto do piekła. Mężczyzna zniknął gdzieś w cieniu, zostawiając mnie samą. Idiotka. Dlaczego składasz obietnice, których nie jesteś w stanie dotrzymać?! Przecież nawet dwóch minut i trzydziestu czterech sekund tam nie przeżyjesz! Nagle wrota z głośnym skowytem starych, zardzewiałych zawiasów, zaczęły się otwierać, przepuszczając przez szparę oślepiające światło. Zakryłam oczy dłońmi, chcąc zobaczyć coś, poza białym blaskiem. Czas na widowisko, pomyślałam z niesmakiem. Zrobiłam kilka kroków przed siebie, wstępując na arenę. Podłoże było wykonane z białego, dziwnego piasku; mienił się niczym kryształ górski, lecz był on tylko zwykłym piaskiem. Czy na pewno zwykłym? Odsunęłam od siebie tą myśl. Teraz muszę skupić się na doborze broni. Od wyboru orężu mogło zależeć mojej życie, podobnie jak od innych czynników… Jak na zawołanie pięćdziesiąt metrów ode mnie pojawiła się ściana wypełniona wszelkim rodzajem broni – od najmniejszych noży po ogromne topory. Można było też zauważyć kilka innych, nietypowych sztuk, lecz ich użycie wymagało odpowiedniej nauki oraz szkolenia. Prędzej sama się tym zabiję. Gdy przyglądałam się zestawowi, w oczy rzucił mi się pewien miecz. Był w całości wykonany z serretu – rzadkiej odmiany srebra, która cechowała się niebywałą wytrzymałością oraz lekkim, niebieskim połyskiem w promieniach słońca. Ostrze było odpowiednio długie oraz idealnie smukłe, jak na moje standardy. Musnęłam palcami zaczarowane klejnoty osadzone w rękojeści. Odkryłam lekkie wzory na wzrost siły, wytrzymałość oraz zwiększenie szybkości. W końcu odważyłam się chwycić oręż i go podnieść. Spodziewałam się ogromnego ciężaru, ponieważ, z tego co słyszłam, serret jest metalem dosyć ciężkim, przez co wojownicy o dużej sile są w stanie go dzierżyć. Nawet nie wiecie jakie było moje zaskoczenie, kiedy okazało się, że broń praktycznie nic nie waży. Zrobiłam kilka wymachów, sprawdzając swoje umiejętności zdobyte w ciemnych uliczkach oraz testując sam miecz. Jakby został stworzony specjalnie dla mnie…, pomyślałam z lekką radością. To oznaczało, że gdzieś tam mam tajemniczego wielbiciela. I to z dużym portfelem… Nagle coś mnie tchnęło, by się odwrócić się i spojrzeć na trybuny. Miejsca były zapełniane niemalże natychmiast. Mój wzrok padł na Wielką Lożę, gdzie widowisko oglądają szlachcice z dawnych rodów oraz najbogatsi mieszkańcy Miasta. Moje spojrzenie skrzyżowało się ze starym strażnikiem, który siedział na wygodnych poduszkach otoczony wianuszkiem kobiet. Kiwnął głową, uśmiechając się szczerze. A ja bezgłośnie mu podziękowałam. Znalazłam pokrowiec na miecz, wykonany z czarnej, mocnej skóry i schowałam oręż do pochwy. Wzięłam ze sobą kilka noży myśliwskich, tak na wszelki wypadek. Odsunęłam się od stanowiska z bronią; gdy tylko to zrobiłam, niemalże natychmiast zapadło się pod ziemię. Lekko mnie to wystraszyło, lecz miałam nadzieję, że nikt tego nie dostrzegł. W końcu trybuny Areny zostały wypełnione po same brzegi. Pojawiła się specjalna, latająca platforma ze spikerem na pokładzie. Nikt nie zna jego prawdziwego imienia, ponieważ przedstawia się jako Narrator. – Witam was serdecznie na dzisiejszym pojedynku! – wrzasnął w mikrofon, który kurczowo trzymał w dłoni. – Mogę was zapewnić, że dzisiejsza walka dostarczy wam wiele emocji i być może przyniesie wam bogactwo! Widownia na te słowa zareagowała z wielkim entuzjazmem. Aż zbyt wielkim. – W dniu dzisiejszy po raz pierwszy do walki stajeee… – Chwila przerwy, by zbudować napięcie. – Antilia… Diaval! Nieśmiały aplauz przeszedł przez widownię. Nie dziwiłam się im. Sama bym podobnie zareagowała. Tylko jedna osoba biła mocne brawo. I oczywiście, był nim Stary Strażnik. Uśmiechnęłam się nieśmiało, chcąc podziękować za doping… – A jej przeciwnikiem będzie ktoś, kogo bardzo dobrze znamy… – Kolejna pauza. Ten gość dobrze znał się na swoim fachu. – Jest nim Wielki Mistrz Areny… Niepokonany…! Bezlitosny…! Zrobiłam krok w tył. Moje gardło nagle stało się suche niczym pustynia. – SHEN ZEGARMISTRZ LONG!!! Tym razem owacje były niemalże ogłuszające. Wszyscy wstali, chcąc przywitać swojego mistrza. Ja natomiast miałam się zmierzyć z legendą. Czy też raczej, zginąć z jej rąk. Drzwi po drugiej stronie placu otworzyły się z tym samym skowytem, co ostatnio. Z ciemności wyłonił się wysoki, szczupły mężczyzna. Nosił on czarny, skórzany płaszcz. Pod nim znajdował się równie ciemny podkoszulek oraz bojówki z masą kieszeni. Gruby pas był ozdobiony pięknym klejnotem, najpewniej zaczarowanym. Na nogach miał ciężkie trapery o grubej podeszwie. Jakim cudem nie wyrzucił jeszcze tych butów?! Przecież można w tym ugotować kurze stopki! Poprawił grube rękawice na swoich muskularnych dłoniach. One również posiadały jeden duży klejnot o szlifie gruszkowym. Z łatwością udusi mnie gołymi rękami…, jęknęłam w duchu. Jakby tego było mało, efekt dopełniało sztuczne, lewe oko. Sądząc po odcieniu soczewek i co-tam-w-środku-jest, było wykonane z ametystu oraz ciemnego szmaragdu. Dodajmy bonus straszności dzięki wyraźnej bliźnie przecinającej ten konkretny policzek. Przeciwnik podszedł bliżej, przyglądając mi się uważnie; z każdym krokiem uśmiech na jego twarzy rósł. – Hah! – zaśmiał się. – Nawet nie będę musiał wyciągnąć miecza… Ta mała zaraz sama umrze! Tłum zaśmiał się z żartu arcymistrza walk. Poczułam, jak moje policzki płoną, lecz nic się nie odzywałam. – Mam nadzieję, że mamusia nie przyszła zobaczyć jak skopię ci dupę… – Oh, a twoja nie chciała zobaczyć, jak brudzisz jej sweterek? – odgryzłam się. Po chwili jednak tego pożałowałam. Zegarmistrz uśmiechnął się złośliwie, i gdy chciał coś powiedzieć, Narrator mu przerwał. – W tym roku obchodzimy pewną magiczną rocznicę… Jaką, zapytacie? Nie wiem i mam to gdzieś – powiedział speaker. Przez widownię ponownie przepłynęła fala śmiechu. – Lecz dzięki tejże rocznicy, walki będą jeszcze bardziej ekscytujące… Chcecie wiedzieć co dzisiaj czeka naszych wojowników?! Widownia wykrzyczała głośne tak. – Chcecie poznać zwycięzcę?! Kolejne, tym razem ogłuszające, tak. – W takim razie… ZACZYNAMY! Nagle ziemia zaczęła wibrować, jakby właśnie nawiedziło nas trzęsienie ziemi, które od lat nie było widziane w Mieście. Cofnęłam się, walcząc o równowagę Potem stało się coś, czego bym w życiu nie przewidziała. Z białego piasku zaczęło się wyłaniać ogromne drzewo. Potem kolejne… W ten oto sposób znalazłam się w samym środku lasu deszczowego, gdzie zmierzę się z mistrzem zabijania ludzi na pokaz.
  14. Nie. I niech tak zostanie Umiesz robić naleśniki?