Skocz do zawartości

Niklas

Moderator
  • Zawartość

    5524
  • Rejestracja

  • Ostatnio

  • Wygrane dni

    97

Wszystko napisane przez Niklas

  1. Przypadki również niewiele się różniły od tego, co widywaliśmy w pozostałej części Hoofington. Przeważały złamania kończyn oraz rany postrzałowe. O dziwo jednak nie mieliśmy wielu ciężkich przypadków, o co była obawa. Raptem trafiły się takie trzy kuce. Jeden z nich, ogier, zmarł jeszcze zanim jeszcze trafił na stół, ale nie dziwiło mnie to - przypominał bardziej sito niż żywą istotę, cud, że przeżył tak długo. Dwie klacze trafiły do nas z podobnymi obrażeniami. Krwotoki wewnętrzne, przebite narządy, wiele sińców... Dużo pracy zajęło nam doprowadzenie ich do stanu, w którym ich przeżycie wynosiło czterdzieści procent. Zajęło nam to... kilkadziesiąt godzin? Cóż, ważne, że jakoś dały radę i teraz dochodziły do siebie. Obecnie leżałem na swojej pryczy i odpoczywałem po kolejnym nieco bardziej skomplikowanym zabiegu.
  2. Rzuciłem badawcze spojrzenie na pomieszczenie. Widywało się gorsze warunki. Hoffington zdecydowanie mnie zaskakiwało na plus. Spodziewałem się większego... nieporządku w tym mieście, zwłaszcza słysząc historie o nim. A tymczasem spotkaliśmy czysty hotel, jeszcze czystszy szpital, a wygląd placówki polowej w strefie wojny wyglądał lepiej niż niejedna klinika na Pustkowiach. Ba, chociażby ta w Nowej Appleloosie była brudniejsza. - Zdecydowanie nie jest źle - stwierdziłem, wrzucając swoje rzeczy na górne łóżko stojące w rogu. - Widywałem dużo gorsze warunki - rzuciłem do reszty ekipy.
  3. Westchnąłem. Moi towarzysze byli dobrzy w swoim fachu, ale zdecydowanie brakowało im odwagi. Co było dziwne, zważywszy, że przecież na co dzień zmagaliśmy się z gorszymi sytuacjami niż rozmowa... - Jak mniemam, pan tu przewodzi? - spytałem, podchodząc do siwego kuca. - Jestem Orange Snow, a to wsparcie przysłane przez doktor Zodiak.
  4. Jak będzie zrobione Czyli jak Crusier ogarnie naukę do końca i jak przestanie ciągle czekać
  5. Aha, zatem miała na imię Serenity..., pomyślałem. Też ładnie, a i nie brzydka nawet... Ale i tak ma się nijak do Candi... - A tam, doświadczenie. - Machnąłem kopytem. - Każdy z was by sobie z tym dał radę, nawet Serenity - dodałem, patrząc na nią. - Ale... dobra, skoro tak bardzo nalegacie, to mogę się tym zająć. Mam nadzieję, że nie próbujecie mnie tutaj w coś wrobić. - Zmierzyłem ich wzrokiem.
  6. Ten post nie może zostać wyświetlony, ponieważ znajduje się w forum, które jest chronione hasłem. Podaj hasło
  7. Jednak nie potrafiłem sobie przypomnieć jej imienia... W sumie, i tak głównie używaliśmy tam formy "doktorze". Teraz czułem się nieco głupio, nie znając imienia, ale cóż... Nic na to nie mogłem poradzić. - Co jest? - spytałem.
  8. Przynajmniej z głowy mieliśmy kwestię amunicji - nic nie wskazywało, by tej miało szybko zabraknąć. Przysłuchiwałem się nieco tej rozmowie, ale jakoś odnosiłem wrażenie, że ktoś z premedytacją umieścił tam te mutanty. Nieumarłe bestie były wytrzymałe i próbowały zasadzić się na nas taktycznie, zwykle potwory tego typu nie potrafiły atakować w taki sposób... Chociaż nie... chyba mam już lekką paranoję, stwierdziłem w myślach, krocząc przy Sunny i podziwiając otoczenie.
  9. No to łatwo nie będzie. Jacyś się trafią, ale raczej się nie spodziewasz, że wszyscy będą wspaniali, bo jaśnie wielce elita? Hue. Ale cóż, będą i tacy.
  10. Od razu uważnie się rozejrzałem, na ile pozwalała mi przestrzeń. Częściowo z ciekawości, częściowo, by upewnić się, że aby na pewno nic nie grozi Sunny. Co prawda furia już mnie opuściła, ale zachowywałem czujność. W końcu nigdy nie wiadomo, kiedy przyda się ponownie sięgnąć po miecz. - Już ci przeszło ogłuszenie? - spytałem Sunny.
  11. Całkowicie przypadkowe, bo nie znam tego opowiadania. Oczywiście błąd, poprawiłem już na właściwe. A do jakich się przywiązujesz? Bardzo mnie to cieszy.
  12. Odetchnąłem lekko, widząc światło przed nami. Jedno zagrożenie mniej, ale wciąż nie było pewne, co zastaniemy na górze. Po tej przygodzie oczekiwałem najgorszego. - Przynajmniej na razie koniec z tymi bestiami - szepnąłem do Sunny, gładząc ją po głowie.
  13. Dzięki, Baff, za recki! Ale nie jest to też wymagane, zwłaszcza, że go nie czytałem A z kolei Dolar uznał już tego fica jak najbardziej za Dark... Zatem chyba się to rozbija tutaj o gusta i oczekiwania. Chyba
  14. Zastanawiałem się teraz, skąd oni wezmą amunicję, skoro zmarnowali jej tak dużo za mutanty, a i wciąż strzelali. Albo musieli mieć albo spore zapasy, albo mieli całą fabrykę broni i pocisków. Inaczej chyba nie pruliby tak po wszystkim. No ale, przynajmniej mogliśmy ruszyć dalej i miałem nadzieję, że szybko uda nam się dotrzeć na powierzchnię Rdzenia.
  15. Właśnie o takie przemycanie chodzi. To jest wręcz wskazane, besterku. Na razie zrobiłeś to świetnie, więc i później sobie poradzisz
  16. No to może by tak spotęgować napięcie i wydarzenia? Starcie w Fillydelphii
  17. Nie czytałem jeszcze, ale po komentarzu Madeleine z pewnością to uczynię, ale chciałem odwołać się do jednej kwestii. Przypomina mi się jedna książeczka, którą czytałem z dziką radością - Katarem i Magią Genialna, lekko absurdalna komedia fantasy.
  18. Na pewno próbowały, a wyszło jak zawsze? Czemu? Bo ludzie
  19. Zastanawiałem się, skąd tu tyle bestii. Wywnioskowałem, że te tunele były w miare regularnie czyszczone i nie powinny zawierać zbyt wielu powtorów. A jednak było ich pełno i cały czas wychodziły. Tak czy siak, moja reakcja zmusiła pozostałych do ruchu, przez co Sunny była bezpieczna, póki co. Cofnąłem się teraz do siostry i oczekiwałem na grzmot.
  20. No to jest dobre pytanie, czy go napiszesz A ja chyba poczekam na kolejne coś, żeby było co czytać, a nie narzekać na krótkość
  21. Jeśli chcesz pisać fragmentami, dodawać do całości jakieś historyjki, zamiast tagu [One-shot] lepiej dać [seria]... Chociaż wtedy tak czy siak byś dostał po głowie za brak zakończenia
  22. Były do tego dość silne i miałem spore trudności, by utrzymać je z dala od siebie. Z jakiegoś jednak powodu nie atakowały mnie, a jedynie próbowały dopaść moją szyję. Cokolwiek to powodowało, było dla mnie dobrym znakiem. Na ich nieszczęście byłem jednorożcem i miałem w zanadrzu jeszcze jedno ostrze. Wystarczyło jednak, że przed oczami zobaczyłem Sunny, by otrzymać kolejną dawkę adrenaliny na tyle silną, by błyskawicznie wydobyć nóż lunarny i z jego pomocą ciachać bestie po szyjach, które wyglądały na ich słaby punkt. Widziałem ich oczy... Biły z nich pustka i szaleństwo... jakkolwiek niedorzecznie to brzmiało. Ciekaw byłem, co takiego widzieli w moich oczach...
  23. Sytuacja była zła i zdecydowanie ochrona sobie nie radziła. Mimo tysiąca posłanych strzałów, zmutowane kuce wciąż szły na mnie i na moich towarzyszy-medyków... I na Sunny. Granatnik może i był dobrą bronią, ale ile strzałów oddałby Iron? Jeden, góra dwa zanim te potwory się dobiorą do nich, a potem do nas... I do Sunny... Sunny... Oczy zabłyszczały mi czerwienią. Nie mogłem pozwolić na to, by ktokolwiek skrzywdził moją siostrę. Te istoty pożałują, że megaczary ich nie zabiły... Nie pozostanie z nich nic, prócz resztek ich przegniłych ciał... Odczekałem aż ochroniarze przestaną strzelać. Poszedł pocisk granatnika, którego huk ogłuszył chyba wszystkich... Ale nie miało to znaczenia. Dokładnie widziałem, gdzie są przeciwnicy i kogo atakować. Wybuch być może powalił kilka bestii, ale nie dość, by je powstrzymać przez atakiem. Iron i Dexter nie zdążyliby... Nie, teraz to JA jestem ochroną... I ochronię wszystkich... WSZYSTKICH! Wyskoczyłem więc do przodu, zgrabnie omijając stojących na przodzie ochroniarzy i nie czekając na ich reakcje, zacząłem atakować bestie mieczem. Kierowałem ostrze w okolice głów, bo coś mi podpowiadało, że w taki sposób najskuteczniej powstrzymam przeciwnika. Celowałem również po ich kończynach, wiedząc, że tak wytracą swój impet. Musiałem ochronić Sunny za wszelką cenę...
×
×
  • Utwórz nowe...