Przeczytane.
Do Miłościwego Cthluhu słałem modły, by był to kolejny "Żelazny Księżyc". Realistycznie spodziewałem się poziomu "Big Flaka" z odchyłami w stronę wcześniej wymienionego. Dostałem opowiadanie, które póki co klasyfikuję niżej niż "Przewodnika Stada".
Beware the spoilers!
W żadnym wypadku nie powiem, że początek Kryształowego Oblężenia jest słaby jako całość - taka sytuacja na szczęście nie zachodzi. Jednak nie da się ukryć, iż jest niesamowicie nierówne, przeplatając słabe strony z mocnymi. Zacznę od tych pierwszych, żeby na końcu móc spokojnie chwalić. No to jedziemy z tym koksem.
Pierwszą rzeczą, która rzuciła mi się w oczy, jest to, iż w wielu miejscach zawiódł zarówno prereading jak i korekta i pojawia się nieco stylistycznie kopniętych zdań - na przykład pod względem szyku. Nie jest on ani polski, ani do końca angielski, po prostu dziwaczny i stanowi nieprzyjemny dysonans w trakcie lektury. Choć nie ma ich aż tak znowu wiele, potrafią solidnie zirytować, kiedy człowiek jest pochłonięty tekstem.
Innym, występującym częściej problemem jest niejednorodność stylistyczna - ot, mamy jakieś zdanie w języku potocznym, wszystko ładnie pięknie i nagle ni z tego ni z owego pojawia się w nim wyjątkowo eleganckie i wysublimowane słowo, które nijak tam nie pasuje. Odwrotne sytuacje też występują. Może podam jeden z przykładów, który mi się wyjątkowo rzucił w oczy
No na diabła tutaj ten regulamin, to nie jestem w stanie zrozumieć. Przez to jedno słowo, cały klimat zdania idzie w drzazgi. Takich przykładów występuje niestety więcej.
Dalej jest problem z niektórymi scenami - na przykład ta z Mane 6, wydaje się być wciśnięta strasznie na siłę. Nie dosyć, że nie wnosi praktycznie nic oprócz kilku informacji, które mogły zostać zawarte, w pierwszym lepszym opisie, to jeszcze wypada niesamowicie drętwo i niesamowicie patetycznie - te wszystkie dokładne opisy starcia można było sobie zwyczajnie darować - czytałem je i marzyłem, by skończyły się jak najszybciej. Charaktery bohaterek są... niezbyt dobrze przedstawione. Jakby wręcz nieco przesadzone w porównaniu do tego co znamy z serialu. Inna scena to narada wojenna, gdzie niektóre reakcje i stwierdzenia są zwyczajnie sztuczne - na szczęście akurat w niej nie ma ich wiele.
Ostatnią i w sumie najważniejszą rzeczą do jakiej się przyczepię jest kreacja Sombry. Póki co wychodzi na to, że kreowany na głównego antagonistę wybuchowy Król jest zwyczajnym idiotą i kretynem. Jak inaczej nazwać to, że przedstawia Ceśce i przy okazji Lulu niemal swój dokładny plan? Grozi im czołgami, samolotami, etc. dokładnie dając im do zrozumienia jak i czym będzie atakował. Brakowało tylko tego, żeby zaczął pokazywać im schematy uzbrojenia i mapy z wyrysowanymi planami inwazji swoich wojsk. To wyszło po prostu fatalnie.
Dobra, koniec z marudzeniem i truciem, pora chwalić - a jest za co.
Po pierwsze ujęła mnie kreacja Księżniczek - jest naprawdę bardzo przyjemna w odbiorze. W przeciwieństwie do Mane 6 wszelkie sceny z miłościwie nam panującymi wypadły bardzo dobrze (pomijając drobnostki podczas dialogów w naradzie wojennej). Nie są ani przesadzone, ani niedocenione - o takich Królewskich Siostrach czytać lubię. Piękna sprawa.
Wyjaśnienie przyczyn dotychczasowego konserwatyzmu militarnego Equestrii - miodzio. Doskonale tłumaczy jak i dlaczego nagle od włóczni i zbroi (za złote hełmy masz w łeb ) przechodzimy do zaawansowanego uzbrojenia. Wyjaśnienie jest logiczne i nawet takie szczegóły jak fakt, iż kiedyś używali hakownic a teraz sięgną po karabiny maszynowe nie zostało pominięte (wynalazki u gryfów). Przyznaję, iż byłem bardzo ciekaw jak zdołasz rozwiązać ten problem i to co zobaczyłem wprawiło mnie w szczery podziw. Rozwiązanie proste a jednocześnie bardzo eleganckie. Mocny punkt.
Za perełkę rozdziału uznaję zaś motyw w jaki wprowadziłeś niemiecką nomenklaturę i ogólnie język, a raczej powody dla których został użyty. Po raz kolejny rozwiązanie pozornie banalne, i wspaniale pasujące do całości opowiadania. No i Dohnieh zyskał dzięki temu na znaczeniu, co jest niesamowitym plusem samym w sobie - pomimo wcześniejszego chwalenia kreacji Księżniczek, to jego uważam póki co za najlepszą postać opowiadania - takich OC chciałbym widzieć więcej.
Podsumowując - miałem nadzieję na więcej, ale to już wina autora, bo Żelaznym Księżycem zawiesił poprzeczkę na bardzo wysokim poziomie Naturalnie żartuję - wiadomo, iż tutaj wszystko dopiero się zaczyna i wiele może się jeszcze zmienić. Mam jednak nadzieję, że na lepsze, bo pomimo wielu mocnych punktów, w opowiadaniu trafia się też sporo wad (baty za Sombrę). Standardowo zieję też ogniem, tupię nogami i pluję jadem nad niemożnością wprowadzania komentarzy w tekście - w kilku miejscach można się było wściec (na przykład tam gdzie przeczytałem "księże Bluebloodzie".... to bolało, tym bardziej, że chwilę wcześniej pojawiła się nieodmieniona Lighthouse - ten brak konsekwencji zabolał).
Czekam na kolejne rozdziały z nadzieją, że po... nazwijmy to średniawym początku będą znacznie lepsze.