Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Cahan

Moderator
  • Content Count

    3,834
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    90

Everything posted by Cahan

  1. Przypominam, że do końca maja jest czas na oddawanie prac na konkurs w dziale Zecory - o plagach i chorobach zakaźnych. Konkursy tak naprawdę są 2 - rysunkowy i literacki. Przewidziane są nagrody. Także idźcie i rozmnażajcie swoje fiki i rysunki!

    1. Flutterhugger

      Flutterhugger

      Wątpię. Po prostu się nie chciało Ci. :flutterbitch:Tak jak ja piszę fanfika od 2015 roku i nie zanosi się żeby skończyć 1 rozdział, ale to tylko przez bycie leniem.

       

    2. Cahan

      Cahan

      Ruszajcie zady, a nie :rainpriest:

    3. Flutterhugger

      Flutterhugger

      Może w wakacje:sweetie2:

    4. Show next comments  15 more
  2. Hej, to znowu ja! Pragnę przypomnieć o konkursie. Macie jeszcze prawie miesiąc.
  3. This post cannot be displayed because it is in a password protected forum. Enter Password
  4. Cahan

    Wielka? Nie wiem, czy powinno mi być bardzo miło, czy sugerujesz, że ostatnio mi się przytyło... Dobrych wspomnień z młodości mam naprawdę wiele, acz w najlepszym nie goszczą zabawy czy przyjaciele. Obawiam się, że nie jestem zbyt ciekawą klaczą, bo moje próby szamańskie najwięcej dla mnie znaczą. Nie znajdziesz w nich magii, ani mikstury lecz rzeczy ważniejsze dla naszej kultury. Gdy inni tańczyli i ucztowali, na mnie duchy leśne czekały. Samotną wędrówkę nocą podjęłam, na szczyt najwyższy w rejonie się wspięłam. I pod całunem granatu nieba, poznałam to, czego było mi trzeba. Wiedzę, że mym przeznaczeniem, jest służyć wiedzą oraz sumieniem.
  5. Cahan

    @SebastianRichCountryOwner Wybacz, że wcześniej Ci nie odpowiedziałam, ale pierw zajęta byłam, a potem zupełnie o tym zapomniałam. To nie zadanie dla mnie, ta sprawa z lekiem na COVID-19, do tego potrzebne są laboratoria, linie komórkowe, a nie zioła i maście. Chorób wirusowych się zazwyczaj w ogóle nie leczy, tylko objawy się tłumi, bo to są niemiłe rzeczy. Istnieją rzecz jasna pewne wyjątki, jak choćby abakawir, zydowudyna, lamiwudyna - dzięki nim się wirusa HIV w ryzach trzyma. Ale nie tylko nukleozydów analogami stoi cała walka z wirusowymi chorobami. Oseltamiwir uderza w białka konkretne, amantadyna psuje wnikania do komórki plany niecne. Jednakże to co w innych przypadkach poskutkowało, z SARS-CoV2 już wcale nie musiało. Pamiętać należy też o innej kwestii - choć na niektóre choroby leki dobrze znamy, to wciąż na nie chorujemy oraz umieramy.
  6. Ten rozdział tak naprawdę składa się z kilku krótkich, osobnych rozdziałów i w sumie wszystkie były ciekawe. Co prawda jest motyw przewodni o imieniu HEREZJA, który wszędzie się przewija i łączy je ze sobą, ale i tak... Wygląda to raczej na krótką część Koła Historii, wepchniętą w jednego docsa. Nie twierdzę, że to źle, potraktuj to raczej jako moje przemyślenia. Najmniej chyba podobał mi się ten o szczurach, bo skavenów lubię jedynie mordować i ich los nawet w KH średnio mnie obchodzi. Oczywiste, ciekawym jest, że Nieśmiertelni mogą zrobić coś takiego, ale oni zawsze byli dupkami, że tak to określę. To że Mahomet o imieniu, którego i tak nie zapamiętam wymyślił taką, a nie inną wiarę, to jedno, ale dziwi mnie, że w tym świecie tak łatwo zebrał popleczników. Krucjata przeciwko bogom-demonom, którzy potrafią spalić całą armię przeciwnika, to takie 2/10. W świecie KH prędzej bym się spodziewała licznych niezadowolonych, że jakiś Nieśmiertelny dupek wbił do świata i mówi im jak mają żyć, gdyż mu się należy. Ale otwarty atak bez większego przygotowania? Konie z Arabii mogłyby zgromadzić NajwiększąArmięŚwiataTM, a i tak nie miałyby szans. Chyba że istnieje magia zdolna zniszczyć ogniste skrzydlate jajo. Fanatyzm religijny pomylonego kolesia z pustyni to jedno, ale jak przekonał do tego masy w tym świecie i to tak szybko? Znaczy, to że mogli Saoshyanta uznać za demona jest nawet sensowne, ale z demonami jest taka sprawa, że mało kto przeciwko nim wstaje, bo to oznacza wpierdol. Mahomet umarł i jego ziomki obudziły się, że czas spadać, bo pomysł był najzwyczajniej w świecie głupi. Potem przyjęli stanowiciela i bawili się w mądrą politykę, mającą zapewnić im pokój, bogactwo i święty spokój. Ale ja na ich miejscu bym się bardziej bała i próbowała zwiać pod skrzydła innego Nieśmiertelnego. Z prostego powodu - sprawy w KH nie są czysto polityczne. To religijna ideologia istot niemal boskich. Potem dostaliśmy kuce ze Skandynawii, które nawiały od Celestii i Rimstuara (i to od Saoshyantowych kultystów z dominium Rimstuara) i tu wyszła bardzo zabawna rzecz i wątek kontynuowany w części klasztornej. Nieśmiertelni różnią się między sobą do tego stopnia, że ziomek u Celestii, który czci ogień, bo czci Saoshyanta jest heretykiem, mimo że na całym świecie (a przynajmniej w tej części świata) panuje niby jedna religia. Niby. Ale w praktyce nie. I Nieśmiertelni mają z tym problem. Podobnie jak z tym, czy rysunek ognistego jaja jest wystarczająco zajebisty. To pokazuje jakimi ograniczonymi istotami są tak naprawdę Nieśmiertelni. Oraz że się boją. Czegoś. No i opactwo - niedźwiedzi kapłan odkrywa, że Nieśmiertelni i Aitiokratia cierpią na pewnego rodzaju "schizofrenię". I choć uważam, że ten fragment jest najsłabiej napisany pod względem dialogów, etc., to strasznie podoba mi się jego znaczenie. Wierni zaczynają dostrzegać rysy na tym świecie i na swojej religii. I zadawać pytania. A to musi przynieść burzę do tego świata.
  7. Cześć, prymulki! Patrzcie, mamy marzec i wydajemy marcowy numer... Zaraz... Ale kwietniowy może będzie w kwietniu! Numer 37 zdecydowanie stoi obrazkami - Redi narysowała dla nas tę piękną okładkę, Victoria Luna i Catkitty wstępniaka, a Porcelanka wspaniały komiks (oparty na faktach!), to jeszcze Souls Tornado odkrył w sobie wewnętrznego tłumacza i ducha wydań komiksowych fandomowych czasopism. Nawet dopadliśmy i zmusiliśmy dwie artystki, dlatego przeczytacie u nas wywiady z Pingwinową oraz Victorią Luną. Gray podzieli się z Wami swoim bogatym wnętrzem, a Malvagio zrecenzował kolejny kucowy komiks. Doczekaliście się również kolejnego odcinka Ćwiczeń Młodego Pisarza (z którego dowiecie się, że wena jest samicą psa) oraz Nauk Płynących Z Serialu (to już prawie koniec, rosiczko, jak dobrze). Linki: https://issuu.com/equestriatimes/docs/037 https://drive.google.com/file/d/1PfN9qjBZvmCjCxPdaptGFig1SIGrpxi1/view
  8. Cahanowe Ogłoszenia Parafialne

     

    Jeśli zastanawiacie się gdzie jest Mrok Duszy, to zostawiłam moje notatki odnośnie mechaniki i scenariusza w mieszkaniu w innym mieście. Tak, postaram się coś ruszyć na dniach.

     

    Jeśli czekacie na moje fiki, to aktualnie piszę Smak Arbuza i tempo mam całkiem niezłe. Ale rozdział 7 będzie po prostu długi i podejrzewam, że w paru miejscach trafię na opór i zgrzyty. Po tym jak zostanie ukończony (nie opublikowany), napiszę kolejny rozdział Cienia Nocy, ponieważ postanowiłam pisać te fiki na zmianę. Cień jako rewrite powinien pójść szybciej, ponieważ mam szkielet fabularny, na którym tworzę - choć starą treść w większości zupełnie usuwam.

     

    Postaram się też ruszyć nową zabawę w Dziale Zecory - Wielki Quiz Nauk Przyrodniczych w formie zagadek pisanych wierszem.

  9. Fanfik powstał już dawno temu, w sumie nie pamiętam kiedy dokładnie. Ale tak jak i wtedy, tak moja opinia jest taka sama. Widać, że to poprawiona i wygładzona wersja. pod względem czysto rzemieślniczym nie można Biuru reformacyjnemu niczego zarzucić. Jednak opowiadanie cierpi na... brak tego czegoś. Dostaliśmy lekką i poprawną komedyjkę, jednak brakuje jej dobrej puenty i jakiegoś walnięcia. Bo ta z Cozy Glow wydaje mi się słaba - jakoś strasznie nie przemaglowali Tempest w tym urzędzie, ba jak na mój gust, to wszystko przebiegało całkiem spoko. Może gdyby pokazano zmagania w Urzędzie Miasta odnośnie imienia, to miałoby to więcej sensu. Przyznaję, że irytuje mnie nazywanie Tempest jej starym imieniem (jest długie i głupie). Jeśli chodzi o żarty, to większość po prostu była - najlepsze było pole ryżowe oraz niektóre docinki i teksty Trixie. Sądzę, że dużo lepiej oceniłabym ten tekst, gdyby był częścią jakiegoś wielorozdziałowca. Jako pojedynczy twór jest poprawną komedią, o której zapomni się tydzień później. Choć podoba mi się sam pomysł biura reformacyjnego (i brzmi jak coś, co mogłoby istnieć w Kruchości Obsydianu :P). W ogóle ten fik przypomina mi mocno serię Czterogodzinki.
  10. To było świetne. Rozdział generalnie można podzielić na dwie części - Erynia i cała reszta. POV niebieskiej wiedźmy stanowi większość tekstu i spokojnie obroniłby się jako zupełnie samodzielny twór, przywodzący na myśl opowiadania wiedźmińskie oraz niektóre wybitne questy z gier. Niesamowita, gęsta atmosfera i ciężki klimat. Perfekcyjne budowanie napięcia, piękne opisy i ładne przedstawienie całej historii, która pozostawia pewne niedopowiedzenia i pozwala czytelnikom na własne interpretacje. Tak, uważam, że rozdział drugi tomu drugiego, to jeden z najlepszych fragmentów jakie czytałam. Nie tylko w Wiedźmie, tylko w ogóle. A do tego Erynia . Chromia była ok, ale jakoś nigdy mnie nie porwała, podobnie Au. Erynię zaczęłam lubić już w poprzednim tomie, ale tutaj naprawdę dała czasu. Strasznie lubię jej poczucie humoru, jej sposób postrzegania świata oraz to w jaki sposób przeklina. Coś czuję, że gdyby istniała, to byśmy się ze sobą dogadały. Chętnie powitałabym więcej takich rozdziałów lub nawet spin offów. Wiedźma stała się bardziej pogonią za Au, polityką i wątkami z przeszłości, a zaczęło w niej pojawiać się mniej zwykłego, spokojnego szlachtowania potworów w jakichś lokacjach pobocznych. To jest fajna odmiana. Nie znaczy to, że mniej lubię główną oś fabularną, po prostu takie opowiadania wiedźmińskie pozwalają lepiej poznać wiedźmy jako grupę. Chodzi o to, że Chromia przede wszystkim miała swojego questa "zemsta za zabójstwo ukochanego", a Erynia była pomocnicą Aloe. I tak, czasami zebra robiła coś wiedźmińskiego, zwłaszcza w pierwszym tomie przed Manehattanem, ale to nigdy nie było takie intensywne jak ten rozdział. I żeby było jasne - to było ok, ale rozdział II, to jest sztos i tyle w temacie. Dawno nie czułam się tak zaangażowana w lekturę fanfika i w rozkminy. Dawno tak nie czekałam na kolejne strony (dla tych którzy nie wiedzą: jako prereader miałam wgląd w sam proces pisania). Gdybym mogła, to jeszcze raz bym zagłosowała na EPIC. Tylko za ten rozdział. Panie i Panowie, oto prawdziwa perła. A odnośnie innych wątków - Tiv był ok, ale mnie nie porwał. Może dlatego, że pojawił się w trackie POVu Erynii i dlatego, że nie mógł zabłysnąć na jej tle. Jednak pod względem fabularnym jest interesujący. Zaś sama końcówka z pewną wiłą... Cóż, już czas. Dobra zajawka, choć nie lubię jeleni jako rozumnej rasy w uniwersum MLP: FiM. Podsumowanie: Jeśli wcześniej nie czytaliście Wiedźmy, a czujecie się zainteresowani, to przeczytajcie rozdział II tomu II.
  11. I się doczekaliśmy. Ciekawe ile przyjdzie czekać na kolejny rozdział, bo ten... To chyba najdłuższy rozdział Obsydianki, ale tego w ogóle nie czuć. Szczerze mówiąc spodziewałam się czegoś innego - że znajdą ją po kilku stronach i dojdzie do konfrontacji Twalota i Starlota z Obsidian. Za to dostaliśmy coś, co w zasadzie zachowało status quo, nie licząc wprowadzenia syna Fluttershy - spoko ziomek, swoją drogą. Podoba mi się tempo akcji w tym rozdziale, podoba mi się również pewne ograniczenie bombardowania świata przedstawionego, które w poprzednich rozdziałach było aż za duże. A także pewna nieprzewidywalność - przez moment rozważałam nawet opcję, w której Obsydianka ucieknie na dłużej. Albo trafi do Fluttershy i cóż... to by było ciekawe, ale chyba cieszę się, że jest jak jest. Inaczej fik mógłby być przeładowany. Czasem dobrze robią takie momenty, w których fabuła jest dość prosta, podobnie jak interakcje i mamy okazję by po prostu cieszyć się opisami i wartką akcją. Opisy są w porządku, podobnie jak budowanie napięcia, które się tu naprawdę udało. Chwalę również to, że umiejętności bojowe księżniczki są raczej marne. Humor również w porządku. Jest ghatorrowo, jest serialowo, jest przyjemnie. Zaś Obsidian łatwo współczuć i ją zrozumieć. Twilight i Starlight mają odczucia podobne do czytelnika, a to dobry znak. Wskazuje na umiejętność kreacji postaci oraz na spójność świata przedstawionego, ponieważ z perspektywy tych bohaterek taka reakcja ma sens i jest prawidłowa. W sumie to mam wrażenie, że spotkanie z synem Shy bardziej pomoże jej wyjść ze skorupy niż wszystko, co dotychczas spotkała w Equestrii. Dlatego, że on jej nie znał. Rarity wykonała kawał dobrej roboty z korektami. Co prawda czytałam to w trybie czytelnika, a nie prereadera, ale w zasadzie nic szczególnego nie rzuciło mi się w oczy. Szybko poszło, dobra rozrywka, daję okejkę, kiedy Fallout? A tak poważnie - czekam na właściwą konfrontację, bo rozdział V, choć dobry i przyjemny, wydawał się strasznie krótki. Paradoksalnie.
  12. Cahan

    @Zegarmistrz, ale Ponyville założyli dopiero rodzice babci Kowal. Nawet jeśli wcześniej były tam jakieś wsie, to nie było nimi Ponyville.
  13. This post cannot be displayed because it is in a password protected forum. Enter Password
  14. Ukończyłam Dark Souls 2 wraz z dodatkami. I mimo tego, że głównie przeklinałam tę grę, to czuję pustkę. Przywiązałam się do Drangleic. Do lore, do postaci. Jedynym bossem, którego nie pokonałam jest Starożytny Smok - to przyjazny ziomek, po prostu nie chcę z nim walczyć, szczególnie, że wiem, że ta walka mechanicznie jest porażką. Ale mimo wszystko gra cierpi na parę przypadłości:

    1. Miałam adaptację wylevelowaną na 30, a i tak dotknęły mnie złe hitboxy. Wiedzieliście, że halabardą można oberwać, kiedy przeciwnik dźga nią przed siebie, a wy stoicie za nim? Bo ja nie wiedziałam. Jasne, DS1, DS3 i Bloodborne też mają tego trochę, ale nie na poziomie dwójki.

    2. Ta gra jest brzydka. DS1 z DSFixem wyglądało lepiej. Tekstury są paskudne. Lokacje często puste - nudne zamki i kamienne mury robione niemalże na jedno kopyto. I może bywają różnorodne, to pamiętam jak się zawiodłam, że Knieja Upadłych Olbrzymów to zamek, a nie las. Jako las jest Zagajnik Myśliwych, ale gdzie temu do Królewskiego Lasu czy Ogrodu Darkroot? Gdzie rosły nawet biologicznie poprawne heliamfory.

    3. Przeciwnicy są... Ugh. Zacznijmy od tego, że występują w miejscach, w których nie powinni, bo nie ma to sensu w lore. To również sprawia, że gra traci klimat, a lokacje się nieco zlewają. Poza tym jest ich za dużo. Tak, Dark Souls 3 i Bloodbrone również były czasami "ganky", ale zazwyczaj czuło się to inaczej, ponieważ te gry są szybsze, przez co łatwiej się unika hord przeciwników. Tu się męczyłam i zazwyczaj przejście mapy było 10 razy trudniejsze od zabicia bossa.

    4. Bossowie są dziecinnie prości. Zazwyczaj. Wyjątki znajdzie się głównie w DLC i to również częściej kwestia dziwnych hitboxów niż czegokolwiek innego. W podstawce mianem w miarę trudnych określiłabym 2 bossów, może 3, jeśli doliczyć Psoszczura i jego świtę - gdzie to świta stanowiła problem, a nie sam Psoszczur.

    5. Ta gra jest za długa. Mnóstwo lokacji, mnóstwo bossów - i większość z tego wszystkiego wydawała się zbędna. Do tego lokacje są beznadziejnie połączone (niesławne przejście ze Strażnicy Żniw do Żelaznej Warowni), a w grze często brakuje skrótów. W większości lokacji po prostu ich nie ma. Jaka była moja radość, kiedy weszłam do DLC i odkryłam mnóstwo skrótów. Niestety, ale często ich nie było tam, gdzie były najbardziej potrzebne.

    6. Walka. Broń brzmi lekko. Backstaby i parowanie mają irytująco długie animacje. Ta gra w ogóle uwielbia nudne i długie animacje. Ale wracając do broni - ponieważ wszystko w tej grze brzmi jak wykałaczka (może poza bronią obuchową), to większość gry przeszłam z bronią do pchnięć - rapiery, trochę pobiegałam z włócznią. Sporo korzystałam z buławy czy innej maczugi, bo jeśli rapier gdzieś nie dawał rady... to to była odpowiedź. Próbowałam również halabardy czarnego rycerza, bo lubię wygląd tej broni, ale źle mi się z nią biegało. No i staminożerność - gram bez tarczy (chyba że paruję) i matko, jak w tej grze wszystko ciągnie staminę. Kolejny argument za rapierami i inną szybką, lekką bronią. Jakbym chciała walczyć jakimś claymorem, to po 2 ciosach nie miałabym staminy. A DPS pewnie byłby taki sobie.

    7. Quest z Darklurkerem. Jaki to był jeden wielki rak. Konieczność poświęcania kukieł człowieka w grze, w której nie jest to przedmiot, który tak po prostu można łatwo wyfarmić za każdym razem, kiedy chce się wejść do 1 z 3 lokacji, które trzeba zaliczyć... I konieczność zabicia tych przeciwników. I możliwość inwazji akurat tam. Może miałam pecha, ale co chwila ktoś mnie tam atakował.

    8. Kurczenie się paska hp po śmierci. Powodzenia dla początkujących graczy, którzy sobie nie radzą. Ta gra robi wszystko by jeszcze bardziej ich ukarać. I choć nie było to dla mnie problemem, to nie podoba mi się sam design.

     

    Aleeee, podam też kilka zalet:

    1. PvP. Bardzo podoba mi się to, że jeśli jesteś online, to domyślnie można cię zaatakować. To jest super. Podobnie jak metoda dopasowywania graczy. Mniejsze prawdopodobieństwo natrafienia na ultra twinka w early game. Poza tym ja lubię PvP.

    2. Możliwość teleportacji między ogniskami oraz zmienione mapowanie skoku to dobre zmiany w stosunku do poprzedniczki. Podobnie jak mechanika żarów ascezy.

    3. Najlepszy system upgreade'ów w serii. Najprostszy i nie robiący krzywdy graczom. DS1 miał zbyt skomplikowany. DS3 miało niektóre żary do znalezienia tak późno, że pewne buildy mają strasznie pod górkę. 

    4. Muzyka w DLC.

    5. Niektórzy przeciwnicy byli fajni. Oraz bossowie. Swoją drogą uważam, że Lud i Zallen nie są złą walką, a konie z Lodowych Pustkowi byłyby spoko, gdyby nie walczyło się z nimi na Lodowych Pustkowiach.

    6. Różnorodność w PvP. Co mam na myśli? W DS1 i DS3 ludzie strasznie trzymają się mety. Tu jest inaczej. Myślę, że jest to związane z balansem broni. Jest lepszy.

    7. Przedmioty odnawiające użycie zaklęcia. Nie używam czarów, ale uważam, że to fajne rozwiązanie.

    8. Ciekawe pierścienie i przedmioty.

    9. Dual wielding.

    10. Mechanika pochodni.

     

    Zapraszam do dyskusji.

    1. Socks Chaser

      Socks Chaser

      W dwójce też trzeba było gadać z babką by levelować. :p Majula była super, ale Firelink było jeszcze lepsze bo stanowiło pewne rozwinięcie konceptu Majuli. Cholernie spodobał mi się motyw miejsca gdzie trafiają ludzie o różnych tłach, wyglądzie, celach i charakterach, ale Firelink dodało do tego jeszcze odmienny klimat - zniszczone trony, poczucie beznadziei i brak nadziei, ludzie dookoła tego wszystkiego, a jedyne oświetlenie to płomienie świec. Nie wiedziałam jak wygląda Firelink Shrine w DS3, ale tak sobie je wyobrażałam, i takie się okazało.

       

      Sen Tropiciela bym ustawiła na trzecim miejscu, choć tutaj i tak mam dylemat. Sen Tropiciela jest czymś niesamowitym, muzyka w tle, domek jak ze wsi, a to wszystko umieszczone jak w innym wymiarze. Chyba jedyne co mi przeszkadzało to to, że byliśmy tam zupełnie sami, nie licząc Lalki. Jakoś tak mam że nie lubię być w świecie gry sama, i hub musi być pewną "bazą", z postaciami, jakimiś stanowiskami, pewną taką "bazą". Ale z drugiej strony jest to też pewna zaleta, bo to właśnie taki efekt, osamotnienia i snu, twórcy chcieli osiągnąć.

       

      Firelink Shrine z jedynki za to mnie dość mocno zawiodło. Trochę rozminęło się z oczekiwaniami, bo wyobrażałam sobie to miejsce jak opuszczoną, pogrążoną w ciemnościach świątynię, lecz ostatecznie to jakieś ruiny. Wyludnione, puste, bez jakiegoś własnego charakteru. Wydawało mi się to wręcz nijakie.

       

       

      Ja to właśnie wolę Siegwarda od Siegmeyera. To jest wątek Siegmeyera nie jest zły, i ma fajny zamysł, że chcąc pomóc odbierasz mu sens. Ale gdy dochodzi do tego jego córka to ten wątek się według mnie trochę psuje, szczególnie to, jeśli dobrze pamiętam, "Mam nadzieję że nic się mu nie stanie bo inaczej będę go musiała znowu zabić :D". Jak dla mnie historia Siegwarda który pomaga nam w walce z przeciwnościami, a my jemu, który ostatecznie osiąga swój cel i może spokojnie odejść jest lepsza. Oczywiście tutaj wchodzi kwestia "kalkowania", i to trochę drażni. Osobiście przyjmuję że to jest kwestia "okresowości" tego świata, zawsze jest Rycerz z Catariny, Dziewica, Strażnik Płomienia, Rozpalanie Płomienia. Osobiście nawet to kupuję, chociaż to trochę jednak nudnawe.

       

       

      Pod kątem bossów to pamiętam że gdy zagrałam w Dark Souls to spotkał mnie trochę zawód. Zaletą Bloodborne są projekty bossów - wynaturzone potwory z koszmarów, Ludwig wśród gór zwłok, Amelia zmieniająca się na naszych oczach w bestię. W porównaniu do Bloodborne bossowie z DS1 i DS2 wydali mi się dosyć zwyczajni, i dopiero Dark Souls 3 miało projekty bossów które szczerze pokochałam. Pod kątem trudności również była spora przepaść, oczywiście były pewne trudności np. Ornstein i Smough (nie umiem kompletnie walczyć z bossami którzy składają się z dwóch postaci), ale ogólnie to się aż łapałam za głowę że niektórzy bossowie w jedynce i dwójce są skandalicznie łatwi. Fakt, gdy grałam w Bloodborne to pierwszy raz podchodziłam do tego typu gry, ale tak jak wtedy miałam trudności z Darkbeast Paarl, tak i dzisiaj będę z nią miała trudności. Za to Królów ze Starego Londo potrafię ubić na luzie. DS3 było już bardzo trudne. W dwójce jedyni prawdziwie trudni bossowie byli w DLC. Znaczy nie będę mówić że było łatwo, bo nie było, i pamiętam jak miałam problem z Prześladowcą, bo brakowało kukieł, a ja byłam pusta do tego stopnia że zjadło mi połowę życia i ginęłam w kółko. Ale jednak brakowało bossów do których trzeba było przygotowywać się godzinami ulepszając broń i farmiąc dusze takich jak Nameless King. DS1 i 2 to trudne gry, ale nie tak trudne jak DS3 i Bloodborne, tym bardziej że w dwójce były te leczące kamyczki - kup ich jak najwięcej a całą grę przejdziesz na luzie.

    2. Cahan

      Cahan

      Nigdy nie farmiłam dusz w tych grach. W DS1 jedyni trudni bossowie to duet z Anal Rodeo, Manus (dla walczących bez tarczy), Kalameet i Gwyn jeśli się nie umie parować. Do Czterech Królów na NG wystarczy się przytulić i tłuc ile wlezie. It just works.

       

      Darkbeast Paarl to DPS test. Jeśli możesz zadać mu odpowiednie obrażenia, to jest śmiesznie łatwy. Jeśli nie... GG. Ja wybrałam opcję GG i dzięki temu nie miałam żadnych problemów z Darkbeast Loran w Lochach Kielicha. W Bloodporne jednak doceniam mnogość bossów, którzy nie są humanoidami, chociaż uważam, że generalnie DS3 ma więcej dobrych bossów. W Bloodborne jest sporo crapów: Niebański Emisariusz, Wiedźma z Hemwick, Odrodzony, Żywe Porażki, Nicolas Cage większość Lochów Kielicha. Czy bossów, którzy niby są ok, ale nie są zbyt zabawni do walki - Rom, Mamka Mergo, Obecność Księżyca (ubilam to spamując bronią w 20 sekund, co za każul z tego bossa). 

       

      Ale DS3 ma crapa nad crapy - Starożytną Wiwernę. Nie ma nic gorszego w całej serii niż ten szajs.

       

      Z hubów najbardziej lubię Firelink z jedynki oraz Sen Tropiciela. Sen jest piękny, a Firelink jest nostalgiczne.

      Jest jak wyjście na opuszczony cmentarz ze zmurszałymi grobami porośniętymi bluszczem, które już #nikogo. Jest beznadzieją i kruchością życia. Bez podniosłości. Bez niczego więcej. Bez celu i nadziei. Jest spokojem naturalnego cyklu.

    3. Socks Chaser

      Socks Chaser

      Tarcza by była obrona przed magią a potem nawalać ile się da. Ale jednak Czterej Królowie wciąż są uważani za jednego z trudniejszych bossów. Ja mam taką dziwną rzecz że ze słabymi bossami zdarzało mi się męczyć, a silnych ubijać raz dwa. Ebrietas to nawet nie pamiętałam jak wyglądała bo ubiłam ją za pierwszym razem, i to dość szybko. Za to Paarl czy Bloodstarved Beast to moje koszmary największe. Ostatecznie w Królach problem stanowi to że trzeba się śpieszyć, oraz początkowo "arena" bardzo dezorientuje.

       

      Z tego co pamiętam można było ją jakoś stunlockować czy coś w tym stylu, tylko to wymagało zadania jej dużych obrażeń na raz, a ja akurat się skupiałam na rapierze który za bardzo takich nie zadaje. W Lochach Kielicha to już w ogóle, był jeszcze ten olbrzym i Pthumerczyk, ten co popylał z mieczem którym potrafił rzucać. Ale najfajniejsi bossowie są według mnie w dodatkach - Król Kości Słoniowej, Maria, Friede i Gael, i gdy przypomnę sobie walki z nimi to wciąż mam ciary. Bossowie nie tylko trudni, choć sprawiedliwi w swojej trudności, ale też z super lore i klimatem.

       

      Wiwerna aż takim crapem nie jest, najgorsze jest Bed of Chaos, choć Wiwerna również wpisuje się w ten motyw bossów-zagadek z których lubiłam tylko Drzewo, a to i tak tylko dlatego że walczyło się z nim normalnie, po prostu najwięcej HP się zabierało nawalając w bąble. No i Wolnir i bransolety, ale mu raczej jest w miarę blisko do zwykłego bossa. Still, Wiwerna była okropna, głównie dlatego że miałam masę problemów ze wskoczeniem jej na głowę, raz ruszyła gdzieś łbem, innym razem z jakiegoś powodu nie wylądowałam na nim. Ale Bed of Chaos to zupełnie inny poziom żenady, a do tego jeszcze konieczność łażenia przez Izalith, nawet ze skrótem...

       

      Ja to właśnie mam identyczne odczucia, ale w stosunku do Firelink z trójki. Oczywiście nie oznacza to że Firelink z jedynki jest cienkie, bo ma pewien swój klimat, ale ostatecznie tego klimatu ma mniej od reszty.

    4. Show next comments  15 more
  15. Konkurs Czarna Śmierć 2020 Słuchajcie, ogłasza się co następuje, Damy, panowie, każdy dziś tańcuje, Nadeszła plaga, spogląda na świat, Przed jej kosą ucieka i tchórz, i chwat. Najpierw przyniosła im radość, tyle wolnego, Potem słyszeli przedśmiertne jęki chorego. Ich twarze pobladły, ktoś padł, płakać zaczęli, Prośby by ich bliskich grabarze nie wzięli. Najpierw czuli gorączkę i dreszcze, Nic nie wiedząc, pytali: co jeszcze? Sączy się ropa, czarnieją członki, Nic nie dają świece i korzonki. Aż myśl pewna zaczyna uwierać, Nadszedł czas by w końcu umierać. Po tym przydługim wstępie czas przejść do konkretów. Panie, panowie i rosiczki! Ogłaszam kolejny konkurs działu Zecory. Konkurs będzie podwójny - rysunkowy i literacki. Czemu? Ponieważ jest wolne i większość z Was się nudzi w domach, a Zecora jako jedna z głównych uzdrowicielek Ponyvillle zna się na chorobach. Poza tym to po prostu ciekawy temat (i do tego na czasie!). Pragnę również zachęcić publiczność do komentowania prac innych, jeszcze przed ocenami jury. Regulamin ogólny: 1. Czas macie do 5 lipca - termin został przedłużony! 2. Można wziąć udział w obu częściach lub tylko w jednej. 3. Będą dwa podia - osobne dla każdej części konkursu. 4. Prace muszą być na temat konkursu, jakim są: CHOROBY ZAKAŹNE. I mają być o kucach/gryfach/smokach/wiecie o co mi chodzi. 5. Prace muszą być zgodne z regulaminem forum. 6. Prace zamieszczacie w tym temacie i po wrzuceniu nie mogą podlegać żadnej edycji. 7. Prace muszą powstawać bez udziału osób trzecich. 8. Podium otrzyma forumowe odznaki, ale nie będą to jedyne nagrody - szczegóły w regulaminach poszczególnych części konkursu. Regulamin części literackiej: 1. W skład jury wchodzą: Cahan, Zodiak, Coldwind i Sun. 2. Fanfiki zamieszczacie w formie linku do google docs. Dokument ma mieć włączoną jedynie opcję wyświetlania. Możliwość edycji dyskwalifikuje fanfik. 3. Nie ma limitu słów. Możecie nawet napisać wielorozdziałowca i go wrzucić. 4. Ale żeby nie było tak pięknie - ponieważ nie ma limitu i niektórzy zapewne nadeślą niezłe kobyły, to jury zastrzega sobie możliwość rzucenia fika po 5 pierwszych stronach, o ile forma będzie tragiczna. Taki fanfik nie ulegnie dyskwalifikacji, ale jeśli nikt z jury go nie przeczyta, to nie trafi na podium, nawet jeśli będzie jedyną pracą w konkursie. 5. Każdy z sędziów przyznaje ocenę od 1 do 10 i na jej podstawie wyciągana jest średnia. Ocenie podlegają zarówno forma, jak i treść. Rzucenie fanfika po 5 stronach dalej uprawnia do przyznania oceny. Nie jest to może idealny system, ale jeśli pierwsze 5 stron na 30 czy i na 100 ma zerową wartość, to nie należy się spodziewać, że kolejne okażą się dużo lepsze. 6. Zakazane są tagi: comedy, random, human i anthro. 7. Zwycięska praca zostanie poddana korekcie przez korektorów Equestria Times i opublikowana na łamach magazynu. 8. Opowiadania zostaną poddane publicznej analizie w Klubie Konesera Polskiego Fanfika. 9. Istnieje możliwość, że zwycięskie opowiadanie zostanie przeczytane na Bronies Corner. 10. Przewidziane nagrody rzeczowe dla podium: I miejsce - bon na arty u mnie, o wartości 50 zł wg. cennika. II miejsce - bon na arty u mnie, o wartości 30 zł wg. cennika III miejsce - bon na arty u mnie, o wartości 15 zł wg. cennika Cennik: https://www.deviantart.com/cahandariella/journal/Komisze-PL-Aktualizacja-10-11-2019-819830130 Regulamin części rysunkowej: 1. Prace oceniam ja. 2. Ocenione prace zostaną opublikowane na łamach magazynu Equestria Times. 3. Jedna osoba może wysyłać więcej niż jedną pracę, ale może zająć tylko jedno miejsce na podium. 4. Prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne, niż pozwolę by patyczaki i niechlujne rysunki "na odwal się" zajęły miejsce na podium. 5. Przewidziane nagrody rzeczowe dla podium: I miejsce - bon na arty u mnie, o wartości 50 zł wg. cennika. II miejsce - bon na arty u mnie, o wartości 30 zł wg. cennika III miejsce - bon na arty u mnie, o wartości 15 zł wg. cennika Cennik: https://www.deviantart.com/cahandariella/journal/Komisze-PL-Aktualizacja-10-11-2019-819830130
  16. Cahan

    Czy to jest tłumaczenie?
  17. Cahan

    Zastanawialiście się, co się stało, że MD znowu ma opóźnienia? Grypa się stała. Zecora odwróciła wzrok i potruchtała dalej, pozostawiając zwierzę na pewną śmierć w męczarniach. Mogła sobie dawać fałszywą nadzieję, ale jaka nadzieja była prawdziwa? Nikt nie znał przyszłości i nikt nigdy nie powinien jej znać. Bowiem ten, kto wiedział co się wydarzy, ten został przeklęty i nigdy nie zazna spokoju. Klacz przyspieszyła kroku, starając się uciec od umierającej sarny oraz od goniących ją wspomnień. Czuła jak ciężki, czarny jad sączy się do jej duszy, wypełniając ją niczym naczynie. Słyszała krzyki dawno martwych zebr. I dopóki Dhamiri rósł w siłę, dopóty wiedziała, że będzie je słyszeć przez cały czas. Bo tylko na to zasługiwała. Za to co wtedy zrobiła. I za to czego nie zrobiła. Dalej nie wiedziała jak powinna wtedy postąpić. Czy przeszłość powinna potoczyć się inaczej, czy może nie. Cofnęła się do granicy puszczy i znalazła długi, gruby kij, który chwyciła i zarzuciła na grzbiet, przytrzymując ogonem. Wolała się upewnić, że nie nastąpi na jakąś zdradliwą kępę. - Bardzo wiedzieć bym chciała, jak jam wtedy te bagna pokonała - wymruczała sama do siebie. Nie mogła sobie przypomnieć dokładnej drogi. Wszystko zagłuszały umarłe zebry. Trzask walących się chat i szczęk oręża. Ale to przecież było wtedy, to dlatego wyruszyła do dalekiej Equestrii na swoją pielgrzymkę... - Dunia. Maji. Moto. Hewa. Wczoraj, dziś i jutro staję przed wami, byście z przeprawy pomogli mi problemami. Rozwiejcie proszę mgły niepamięci, byśmy nie byli dłużej złą mocą zaklęci. Suchego gruntu pokażcie w jasności, bowiem nie widzę siebie w przyszłości. - Zebra wyciągnęła rytualny sztylet i nacięła sobie pęcinę. Nie czuła bólu. Ciemnoczerwona krew po chwili napełniła ranę i zaczęła skapywać na ziemię, wsiąkając w brązowozieloną trawę. Kropla po kropli. - Przyjmijcie proszę moją ofiarę, niech ma determinacja będzie wam darem. Wskażcie drogę, pokażcie co zapomniane, niech się ułożą fragmenty porozrzucane. Gdzieś w środku usłyszała skowyt bólu. Ciemność wycofała się, ale krzyki umarłych stały się głośniejsze niż wcześniej. Była tam. Znowu. Mokra struga ściekała po boku klaczy, a nozdrza wypełniał gryzący dym, ten sam, który przysłaniał większość świata. Płonęła korona wielkiego baobabu - serca wioski. Płonęły i waliły się kolejne chaty. Klacz ominęła trupa. Martwa zebra nosiła srebrny pancerz i czerwone barwy. Miała też brązową sierść w białe pasy. Kwagga. Ale wokół niej leżało paru szarych współplemieńców Zecory. W ich ciałach ziały zakrwawione, okrągłe dziury po włóczniach wroga. Zeszklone, puste oczy źrebiąt i klaczy wpatrywały się w niebo i ziemię, bezgłośnie pytając "Dlaczego?". Otwarte pyski ogierów wyrażały niemy gniew, że śmierć zabrała ich przedwcześnie. Nie miała czasu do stracenia. Duchy nie mogły prowadzić jej w nieskończoność. Tak jak i wtedy, tak i teraz pogalopowała do jednej z chat na uboczu. Chwilami chowała się w cieniu, unikając pojedynczych żołnierzy wroga. Opór już dawno padł, teraz trwały rzeź, gwałt i grabież. Zecora była szamanem, nie wojownikiem. Ale mogła umrzeć ze wszystkimi, ba, powinna to zrobić. Drzwi były uchylone, ale samego miejsca nie splądrowano. Żadna krzywda nie spotkała też starszej klaczy. Hekima spokojnie krzątała się przy wielkim kotle i... gotowała zupę. Na pierwszy rzut oka wyglądała na zadowoloną - nuciła piosenkę i uśmiechała się, jednak ten uśmiech nie sięgał oczu. Zecorze nie umknęły spakowane juki, leżące na jednym z posłań. - Co... - więcej nie przeszło jej przez gardło. - Dla mnie to już koniec - odpowiedziała Wielka Szamanka Górskiego Plemienia. - Dla ciebie początek. Dlatego ruszaj w podróż, lecz weź kilka zawiniątek. - Chodź ze mną, proszę - błagała młodsza zebra. To nie musiało tak być. To nie musiało wydarzyć się znowu. Ale tak jak w przeszłości, Hekima tylko pokręciła głową. Była już stara i niedołężna. Wiedziała, że nie da rady i tylko będzie stanowić ciężar dla młodej, zdrowej i silnej Zecory. Ale ta o to nie dbała. Istniała nadzieja. Istniała szansa. - Musisz przemierzyć sawanny Zebrice, pustynie Arabii i wielkie morze. Musisz odnaleźć Wierch Czarny, gdzie duchy wskażą ci twą całą drogę. A kiedy usłyszysz jego wołanie, to na zachód ruszaj, kochanie. Kiedy skałę jaszczurzą ominiesz, to nie idź w prawo, bo zginiesz. Gdy słońce zgaśnie, nie bój się mroku, bowiem Polaris dotrzyma ci kroku. Wiarę przyjdzie ci także okazać, by niewidzianą ścieżkę ukazać. A kiedy nadejdzie czas ponieść karę, przygotuj się na najwyższą ofiarę. Zecora pokiwała głową. Jej oczy zalały łzy. Wiedziała, co zaraz się stanie... Ale się nie stało. Wizja zniknęła i pozostało tylko Gnilne Mokradło. Wzięła głęboki oddech, a smród rozkładu był jej milszy bardziej niż kiedykolwiek. Znała drogę, przynajmniej częściowo. Hekima radziła kierować się gwiazdami, ale tych nie było widać na przeklętym niebie. Na początku wszystko szło gładko - ostrożnie stępowała na zachód, skacząc z kępy na kępę i z wysepki na wysepkę. Kijem badała drogę, unikając trującej wody. Towarzyszyła jej jedynie przerażająca, niepokojąca pustka. Śmierć była w ciszy i w gładkiej tafli błotnistej wody. Śmierć kryła się w różowych kwiatach nenufarów i w pomarańczowych językach błędnych ogników. Gnilne Mokradło powinno żyć brzęczeniem owadów, krzykami wodnych ptaków i rechotem żab. Ale Gnilne Mokradło było martwe, jak i cały świat. Jak wioska Zecory i ona sama. Prawie upadła, kiedy kij nie wyczuł stałego gruntu tam, gdzie się go spodziewała. Spróbowała kawałek dalej, ale nie wyczuła oporu. Miała dwie możliwości - zboczyć ze ścieżki lub przepłynąć kawałek, narażając się na zgubny wpływ bagiennej wody. Wybór: A. Zbocz ze ścieżki i spróbuj przejść po lądzie B. Przepłyń kawałek
  18. Cahan

    W zasadzie, to jeśli możesz, to prosiłabym o parę przykładów gdzie brakuje przecinków.
  19. Hej, pierniczki! Patrzcie co dla Was mamy! Nowe ET. Świeżutkie, cieplutkie. A w nim? 2 wywiady ze zdolnymi artystkami, spór mój i Dolara o Project Horizons, Cierpienia Młodego M.C., liczne recenzje i komiks od Sosny. Siadajcie, czytajcie, a nawet komcia jakiegoś nam dajcie! Linki: https://issuu.com/equestriatimes/docs/036 https://drive.google.com/file/d/157ujFAog2DFF24sJ6bMBBfpROE4v-HFc/view
  20. This post cannot be displayed because it is in a password protected forum. Enter Password
  21. This post cannot be displayed because it is in a password protected forum. Enter Password
  22. Cahan

    Sztuka zajęciowa powraca. Zapraszam też na mojego dA, bo nie wszystko mogę wrzucać na forum - pornoli ani gore tam nie ma, więc spokojnie. Nightmare Luna
  23. Cahan

    I znowu się przedłużyło, tym razem jednak poślizg jest krótszy ._. Czas z odpisem macie do końca soboty. Obudziły ją przenikliwy ziąb i wilgoć poranka. Klacz pospiesznie zjadła śniadanie i doszła do wniosku, że zapasów starczy jej na krócej niż początkowo zakładała. Droga powrotna zapowiadała się... głodno. Westchnęła ciężko i ruszyła dalej, rozgrzewając się w marszu. Fizycznie czuła się lepiej niż wczoraj, lecz psychicznie już nie. Dhamiri przybierał na sile, zsyłając koszmary, których nie pamiętała oraz niepokój. Wiedziała, że będzie jeszcze gorzej, ale zastanawiała się co dokładnie ją czeka. Już teraz zaszła pewnie dalej niż jakakolwiek zebra - nie licząc Usafiego, ale ów wojownik albo nigdy nie zdradził szczegółów, albo te zatarły się, kiedy kolejne pokolenia bajarzy przekazywały tę legendę źrebiętom. Teraz czekała ją przeprawa przez Gnilne Mokradła. Kucyki nazwały tak to miejsce, ponieważ bagienny szlam i rozkładające się rośliny śmierdziały tak intensywnie, że kiedy wiatr wiał od strony Everfree, to zapach był wyczuwalny nawet w Ponyville. Wiele się mówiło o błędnych ognikach, wodnych potworach i zdradliwych kępach pozornie stałego lądu. Ale to nie tego najbardziej bała się Zecora. Zebry nazywały tę chorobę bagienną gorączką. Objawiała się, cóż, wysoką gorączką i ogólnym osłabieniem. Jeśli chory nie otrzymał pomocy na czas, to zazwyczaj umierał. Wywoływały ją larwy przywr błotnych, normalnie pasożytujące na hydrach. Napicie się zanieczyszczonej wody groziło zarażeniem. Klacz podejrzewała, że wpadnie do niej więcej niż raz. Zecora zmarszczyła nos i zwolniła stęp. Zza drzew widziała już wielki basen brązowej wody, z którego gdzieniegdzie wyrastały zgniłozielone wysepki. Wiedziała, że przez bagno idzie ścieżka, która pozwoli jej przekroczyć Gnilne Mokradła niemalże nie mocząc brzucha. Część prowadziła przez kępy, część przez płycizny i zatopione głazy. Jak dotąd szła nią tylko dwa razy w życiu - podczas jednej ze swoich duchowych pielgrzymek, kiedy wspięła się na Czarny Wierch, bo oddać hołd i oddzielić. Ledwo tam dotarła, a kiedy wróciła, to osiedliła się w Everfree, bo nigdzie indziej nie było lepiej. Wspomnienia odezwały się boleśnie niczym cierń, o którym można było zapomnieć, póki nic go nie ruszyło. Ale teraz o sobie przypomniał i nie chciał pozwolić zapomnieć. Klacz potrząsnęła głową i oparła się o pień olchy. Widziała ogień. Czuła krew. Słyszała śmierć. Dotknęła ziemi i wody, kiedy wiatr ją niósł szaleńczym cwałem. - Łaski! - zawołała zebra z przeszłości. - Winna! - zawtórował jej jakiś ogier. - Nie! - krzyknęła. Jej świat się uspokoił, ale ona nie. Demon rósł w siłę. Musiała przyspieszyć zanim zatraci się w dawnych grzechach. Drzewa rosły tu rzadziej. Były stare i silne, a ich pnie grube. Niewiele roślin lubiło bliskość Gnilnych Mokradeł. Istniała historia o tym, że zatruł je trujący oddech kwasowego smoka, kiedy ten walczył z gryfim królem Galahadem. Zecora w nią nie wierzyła - smoki ziały ogniem, nie trucizną. Mimo wszystko gryfie sagi opisywały takie wydarzenia. Teren łagodnie się obniżał, łagodnym stokiem, prowadząc w stronę wody. Zebra rozejrzała się i odetchnęła z ulgą, kiedy nie ujrzała żadnego zagrożenia innego niż samo bagno. Wyglądało na to, że przynajmniej skałogatory opuściły to miejsce. Jednak na granicy lądu dostrzegła pojedynczy, płowy kształt. Zwierzę nie ruszało się, nie licząc unoszącego się i opadającego brzucha. Zecora podeszła bliżej. Sarna wyglądała źle. Miała zapadnięty grzbiet, widoczne żebra i rozdęty brzuch. Nawet nie próbowała poderwać się do ucieczki, choć zastrzygła uszami, kiedy zebra nad nią stanęła. Musiała być chuda jeszcze zanim ten koszmar się zaczął - pomyślała klacz. - A choroba i Dhamiri dołożyły swoje. Mogła iść dalej, zostawiając chore zwierzę na pastwę losu, licząc, że młody organizm znajdzie w sobie dość sił by wygrać. Mogła też dobić sarnę i oszczędzić jej potencjalnych dni agonii. Mogła postąpić pragmatycznie lub mieć nadzieję. Musiała wybrać. Wybór: A. Oszczędź sarnę B. Dobij sarnę
  24. Czeeeeeeeść! Co prawda Dział Zecory ma już swoją zapytajkę, jednak ten temat jest inny. To miejsce na luźny roleplay typu story telling. Bez mechaniki, bez niczego. Po prostu możecie wpaść i pogadać z Zecorą oraz jej aktualnym opiekunem (czy tak jak jest teraz - opiekunką), wypić z nimi herbatę, czy nawet wyskoczyć do lasu zbierać grzyby, bo czemu nie. Warunki: 1. Tylko equestriańskie, kanoniczne rasy. 2. Bez OC alikornów i przybyszy z innych światów. 3. Nie piszecie reakcji i akcji innych istot niż Wasza postać. *** - Więc, co będziemy robić? - zapytała Cahan. - Znaczy, mogę wyjść i iść robić swoje, bardziej pytam, czy nie potrzebujesz pomocy, czy coś? Młodsza zebra dopiero co przyjechała z Zebrice. Miała badać miejscowy ekosystem i w tym celu zatrzymała się u Zecory - jako, że przedstawiciele pasiastej rasy woleli trzymać się ze swoimi. Już zdążyła się rozpakować i zaczęła się nudzić. - Nadszedł czas by się szykować do posiłku, wolisz gotować, czy podjąć się zmywania wysiłku? - odpowiedziała gospodyni. - Gotować, zdecydowanie - stwierdziła Cahan, zaglądając do spiżarki. Dom Zecory był dla niej zagadką - samotna zebra mieszkała wewnątrz pnia ogromnego, wciąż żywego drzewa. Jej lokum nie było duże i składało się z jednego pomieszczenia, poprzedzielanego kotarami na część sypialną i użytkową. Ściany pokrywały malowane, drewniane maski, które jakiś głupi kucyk mógłby uznać za dekoracje. Jednak Cahan znała ich przeznaczenie - górskie plemię korzystało z nich podczas konszachtów z duchami i demonami. Łazienki nie było, zaś po świeżą wodę należało chodzić do pobliskiego źródła. Znalazła kaszę oraz warzywa i zioła. Nie znała wielu z nich, ale nie przejęła się tym - polegała na węchu. Tradycyjna zebrza kuchnia składała się głównie z dań jednogarnkowych, a także pieczonych na rożnach, suszonych i wędzonych. Zebry górskie spożywały posiłki w samotności lub w niewielkim gronie, w zaciszu swych chat. Większość wielkiego stepowego stada jadała pod gwiazdami. Wyjątek stanowiły kwaggi - te podobnie jak jej własne, pręgowane plemię, ucztowały w ogrodach zigguratów. Zecora krzątała się po chacie, pobrzękując przy tym swoimi mosiężnymi pierścieniami. Gospodyni wyciągała naczynia, a także dywaniki oraz wstawiła wodę na herbatę. Choć poza zwykłymi odgłosami, towarzyszącymi przygotowywaniu posiłków, w pomieszczeniu panowała cisza, to atmosfera nie była napięta. Zebry były na ogół oszczędne w słowach - przynajmniej póki przebywały wśród swoich pobratymców. Kasza już bulgotała, a Cahan właśnie kończyła kroić warzywa i grzyby. W końcu dorzuciła je do kotła, podobnie jak rozmaryn, tymianek i wędzoną paprykę. Na końcu dodała jeszcze trochę masła. Mieszała co jakiś czas, żeby na dnie nic się nie przypaliło. W brzuchu jej zaburczało.
  25. Walenie Tynków dobiega końca, a Ty dalej nie masz pary? Możemy rozwiązać ten problem!

    Napisz artykuł gościnny do Equestria Times, a przydzielimy Ci jakiegoś korektora! Nie, czekaj, nie zwlekaj, przecinkowemu terrorowi nie uciekaj!

    1. Cipher 618

      Cipher 618

      Hmm... W sumie czemu by nie? :fswhat: Gorzej z czasem i weną... 

×
×
  • Create New...