Skocz do zawartości

Magus

Brony
  • Zawartość

    5482
  • Rejestracja

  • Ostatnio

  • Wygrane dni

    8

Wszystko napisane przez Magus

  1. Alan Słysząc słowa Elisabeth uśmiechnąłem się słabo. Widziałem jak więź jej i Adelii była tak silna nawet teraz, gdy powinna skupić się na sobie. Jak mogło dojść do tego, że tak bliskie sobie osoby trafiły do tak różnych światów? Czy Dyrektor naprawdę się starzał i sam już nie wiedział co robi, tak jak twierdziła wczoraj Sophie? Mimo to dziwił mnie jeden fakt. Troska Elisabeth była niesamowita, ale dlaczego taka sama nie płynęła ze strony Adelii? Zupełnie jakby uważała, że Elisabeth powinna być jedyną, która się tu troszczy. Czy ta przyjaźń bardziej szła tylko z jednej strony? Choć Elisabeth tego nie pokazywała i nie chciała się przyznać, wiedziałem, że i ona pragnęła teraz ciepła oraz wsparcia i choć ze wszystkich sił tak bardzo chciałem ją przytulić i dać jej to wsparcie, to wiedziałem też, że nie mogę im tego przerwać. Opuściłem lekko wzrok, wbijając go w ziemię, a przynajmniej było do czasu, aż nie dotarł do mnie ten nienawistny głos. - Jeśli jeszcze raz zobaczę, że tknąłeś którąś z nich dopilnuje osobiście by twoja głowa została oddzielona od ciała - warknąłem wściekle w stronę nigdziarza, patrząc na swój spalony mundurek. Nadal nie wiedziałem jak tego dokonał bez pomocy magii, ale to nie miało obecnie znaczenia. Nie bałem się tego karalucha i byłem gotowy spełnić swoją groźbę nie bacząc na konsekwencje, a przynajmniej jeśli tylko zajdzie taka potrzeba. Nagle ponownie usłyszałem Elisabeth i lekko kiwnąłem jej głową w geście zgody, idąc za nimi na polanę. Widok, który tam ujrzeliśmy niemal mnie zamurował. Mimo, że walka dobiegła końca, to nie wiedziałem jak zareagować na to co nas teraz otaczało. Kątem oka zauważyłem z tyłu Sophie, mimo, że nie odniosła obrażeń poza tymi od tamtego nigdziarza, to stała tak rozdygotana, zupełnie jakby siedziała w koszuli nocnej na mrozie. Na jej twarzy widniało przerażenie, gdy patrzyła na swoją zakrwawioną współlokatorkę. No tak... ona nigdy czegoś takiego nie przeżyła. Powinienem ją wesprzeć. Mimo, że słyszałem kłótnie Stephanie z jej nigdziarską kuzynką i było mi jej szkoda z całego serca, to teraz chciałem dać wsparcie swojej kuzynce, która wyraźnie tego potrzebowała. Zamarłem w połowie drogi, słysząc jak nigdziarka nagle napomniała o Adelii. Czy to mogła być prawda? Zaraz do rozmowy dołączyła sama Adelia, która najwyraźniej próbowała się wytłumaczyć. Zmarszczyłem lekko brwi, słuchając jej wyjaśnień. Chciałem wierzyć, że Adelia nie jest zła i Elisabeth ma racje, ale wyjaśnienie, które słyszałem zupełnie mi nie pasowało do Stephanie, którą już trochę poznałem. Może znaliśmy się zaledwie jeden dzień, ale nadal ciężko było mi w to uwierzyć. Jak szybko się przekonałem moje wątpliwości mogły nie być bezpodstawne, bo Stephanie nie pozostawiła tego bez komentarza. Kłamstwo? Coraz bardziej czułem się winny, że odszedłem wtedy od stołu. Gdyby Elisabeth z nią została może tak by się to nie potoczyło. Zaraz otworzyłem szeroko oczy, słysząc nagle Aidana. W chwili, gdy nazwał Adelie wiedźmą wyszedłem przed szereg zawszan aby stanąć w ich obronie. Nie wiedziałem do końca co się stało, ale wiedziałem jak te oskarżenia ranią Elisabeth, nawet jeśli oskarżenia nie były skierowane bezpośrednio w nią. Kolejny głos nagle dołączył do dyskusji, a teraz była to Emeralda. Coraz bardziej traciłem panowanie nad sobą, słysząc to wszystko, ale to dopiero gdy usłyszałem Ambrosiusa moje dłonie zacisnęły się w gniewie. Miałem naprawdę ochotę go teraz uderzyć prosto w zęby. Największy jednak cios przyszedł w chwili, gdy niemal wszyscy zawszanie zaczęli teraz uważać również Elisabeth za wiedźmę. Spojrzałem na Sophie, ale ta nie drgnęła, chyba nie chciała się w to wszystko mieszać. Crystal Przez cały czas trwania dyskusji kobieta nie reagowała, a na jej twarzy widniał tajemniczy uśmieszek. Zupełnie jakby się nad wszystkim zastanawiała. Słuchanie przekomarzanek zarówno Margo jak i tej jej kuzynki było naprawdę nudne, zupełnie jak słuchanie kłótni starych bab na bazarze. Mimo to było w ich słowach coś interesującego, a było to wspólne ogniwo całej tej kłótni. Adelia tak niepozorna i strachliwa, a zdołała wszystkich oszukać, w tym nawet ją, a przy tym najwyraźniej zdołała wykorzystać Margo i wywołać przy tym reakcje łańcuchową, której zapewne sama nie przewidziała. Niczym pierwszorzędna wiedźma. Czyżby się co do niej jednak myliła? Zagryzła wargę, myśląc o wszystkich listach, które napisała do Dyrektora. Nigdy jeszcze się tak nie pomyliła, nie rozumiała jak to możliwe. Zaraz usłyszała jak jakiś książę nazywa rudą Czytelniczkę wiedźmą, co sprawiło, że nawet Crystal rzuciła na nią na chwilę okiem. Gdy się jej przyjrzała, na jej twarzy pojawił się tylko krzywy uśmiech pełen drwiny. W końcu powoli, a zarazem z wyraźną niechęcią się ruszyła. - Chciałabym powiedzieć, że to Christian zapoczątkował reakcje łańcuchową atakując ją - Wskazała czarnym długim paznokciem na Sophie, która lekko się wzdrygnęła i cofnęła za Vivienne. - Chciałabym, ale nie mogę, bo po jego ataku długi czas nic się nie działo - Skierowała wzrok na tulące się Czytelniczki. - Pozostaje pytanie po co ruda księżniczka zaprosiła moją uczennicę na swoją stronę, a potem od tak ją zostawiła - Krzywo się uśmiechnęła. - Czyżby uznała, że są rzeczy ciekawsze niż biedna maltretowana przyjaciółka, a może ta przyjaźń, to też puste gadanie z obu stron i są dla nich rzeczy ważniejsze - Rozejrzała się po polanie. a przy tym i po wszystkich uczniach. - Dajcie spokój, to miałaby być wiedźma? - Spojrzała z drwiną na rudą dziewczynę. - Może się prezentować na twardą i nie wiadomo jak dzielną, ale to tylko krucha dziewczynka, podczas gdy Adelia, która za taką uchodziła pokazuje zupełnie nowe oblicze - Krzywo się do niej uśmiechnęła. - Nie mam zamiaru dochodzić prawdy ze strony Margo czy jej kuzynki obie jednak wersje łączy Adelia - Odeszła od Czytelniczek i skierowała kroki do Margo trzymanej przez wilka. - Droga Margo, spodziewałam się po tobie znacznie więcej, zwłaszcza po tym co ci powiedziałam na lekcji o tym jak działają twoje emocje. Miałam nadzieje, że wykażesz się, choć odrobiną rozsądku, a ty dałaś się sprowokować Adelii by wykonać za nią zemstę, aż tak pragniesz roli sługusa? Niestety nie mogę tego tolerować, nie tutaj i takiej chwili - skierowała wzrok na kilka wilków. - Zabierzcie ją do sali udręki, może to ją utemperuje i niech to będzie nauczką dla pozostałych - znów zwróciła wzrok na Adelie i jej "drogą" przyjaciółkę. - Moja droga, pokazałaś nam wszystkim jak prawdziwą wiedźmą jesteś. Jestem pod wrażeniem, ale teraz czas wracać do swojej szkoły - Kobieta zrobiła krok w ich kierunku, ale równie szybko stanęła, patrząc przy tym na księcia, który zablokował jej przejście do Czytelniczek. - Prosiłabym mój drogi abyś zszedł mi z drogi - Nie - odparłem twardo. - Jeśli Elisabeth chce zostać ze swoją przyjaciółką ma do tego prawo - Jeśli tak bardzo chcesz jej zaimponować, to napisz serenadę i zaśpiewaj jej pod balkonem. ale nie utrudniaj mi pracy - Nie drgnąłem z miejsca, nie miałem zamiaru odpuścić. - Nie mam prawa krzywdzić zawszan jednak... - uśmiechnęła się krzywo gdy nagle z drzew spadły cztery kruki, które zaczęły latać wokół mnie wydając bardzo nieprzyjemny pisk, ten dźwięk odbierał mi siły oraz możliwość złożenia prostych myśli. Stałem uparcie zatykając uszy, ale było to na nic, bo dźwięk dalej wdzierał mi się do głowy, w końcu upadłem na kolana, a chwilę później całkiem ległem, mając przed oczyma rozmazany obraz. Sophie widząc to lekko drgnęła. W tym czasie kobieta uśmiechnęła się do Czytelniczek i teraz kruki zaczęły śpiewać im te samą serenadę co wcześniej chłopakowi. Kiwnęła głową w stronę wilków by te zabrały Adelie, gdy zawszanka już puści swoją niby przyjaciółkę.
  2. Thomas Spoglądał z zainteresowaniem, na Elvirę, będąc ciekawym jej reakcji. Chociaż nie był pewny czy dojdzie do jakiegoś wniosku skoro nawet sam siebie ostatnio do końca nie rozumiał. Zanim tutaj trafił, nie kłopotałby się z pomocą komuś, kto z własnej woli przyszedł w takie miejsce. W jego uznaniu, jeśli taka osoba zdołała sama tu przyjść, to sama wróci albo niech mierzy się z własnym problemem. Mu w końcu nikt nigdy nie pomagał, więc z jakiego powodu by miał pomagać komuś innemu? No właśnie, zawsze tak było, a przynajmniej do czasu, aż nie spotkał tej dziewczyny. Wcześniejsze wyczyny takie jak pobicie Christiana mógł sobie tłumaczyć niechęcią do nigdziarza, ale jak wyjaśnić kolejne? Najpierw specjalnie spadł z wywerny, aby ona nie spadła zbyt nisko w rankingu. Pozwalał jej aby sobie z nim pogrywała, a teraz jeszcze to? Czy był chory? A może zaczął mięknąć stając się powoli mięczakiem? Nic tu nie miało sensu. Trafił do Akademii Zła, więc zamiast stawać się miękki powinien być bardziej bezwzględny niż kiedykolwiek, więc co takiego się z nim działo? Nagle poczuł jak palce nigdziarki wbijają mu się w ramię i skierował na nią swój wzrok. Spoglądał na nią bez żadnych emocji podobnie zresztą jak ona. Słysząc, że nie potrzebuje jego troski ten nawet nie zareagował, ale w głowie za to powiedział sobie sporo. Zwłaszcza w chwili, gdy tłumaczyła się, że to wszystko przez zaskoczenie. Thomas może i nie był geniuszem i nie wszystko wiedział, ale potrafił rozpoznać reakcje, a zwłaszcza strach. Te uczucie stało mu się dawniej tak bliskie, że nie sposób było, aby go nie zauważył. Jednak tak jak podejrzewał, Elvira nigdy się do niego nie przyzna. Kiwnął tylko w milczeniu głową, na jej słowa, widząc po jej tonie, że jeszcze była na niego trochę zła. To co powiedział wcześniej musiało naprawdę w nią trafić. Zastanawiał się dlaczego. Nim zdołał zrobić choćby krok otworzył szeroko oczy, czując jak delikatna dłoń nigdziarki zaciska się na jego. Czuł się teraz dziwnie zakłopotany, ale był również teraz całkowicie pewny, że ona ukrywa lęk. Powoli zaczął z nią iść obok dziury, cały czas czując jej dłoń zaciskającą na jego, co było dziwnie przyjemne, ale nie wiedział dlaczego. Wtedy też do jego uszu dotarły jej słowa, na co krzywo się uśmiechnął. - Raczej nie jest ze mnie wygodny ani bezpieczny materac, więc słabo bym cię osłonił przed upadkiem - powiedział spokojnie mimo, że kątem oka obserwował dziurę. Była naprawdę głęboka, a Elvira na pewno nie czuła się przy niej najlepiej. Sam nie wiedział dlaczego zaczął to robić, ale zdecydował się jej pomóc jak tylko był w stanie. - W życiu nauczyłem się, że na nikogo nie można liczyć, poza sobą - mówił by odwrócić uwagę dziewczyny od dziury, a przy okazji powoli pokonując z nią kolejne odległości. - W końcu kto by chciał pomóc brudnemu smarkaczowi bez grosza przy duszy? - Nie czekał na odpowiedź dziewczyny i najwyraźniej jej nie oczekiwał. - Wszystko co mam, zdobyłem lub ukradłem byle tylko przetrwać. Nawet mój dom niewiele się różni niż ta ruina, w której obecnie jesteśmy, ale mimo to tam dorastałem i pozbyłem się wszystkich zbędnych emocji. Stałem się tak silny że nawet zdołałem się zbliżyć do nich, mając zaledwie osiem lat - mówił teraz najwyraźniej o upiorze w kamieniu, nawet wolną ręką musnął kamień na szyi. - Życie to ból i najlepsze co można zrobić, to stanąć mu naprzeciw i pokazać, że jest się ponad nim. Tylko ta myśl sprawiła, że przeżyłem i stałem się taki jak teraz - Powoli droga zaczęła się kończyć, a gdy minęli dziurę, Thomas w jednej chwili przerwał swój monolog, mrużąc przy tym nietypowo oczy, zupełnie jakby wróciły mu nieprzyjemne wspomnienia do których nie chciał wracać.
  3. Sophie Natychmiast zauważyła jak rozmowy na chwilę zamilkły na jej niedawne obwieszczenie. Ona sama nadal nie podnosiła wzroku, wbijając go ponuro w koszyk. Swowje spojrzenie zwróciła dopiero na Edwarda, gdy ten zwrócił się bezpośrednio do niej. Słysząc jak ponownie nazywa ją księżniczką, na niewielką chwilę zmrużyła oczy. Szybko jednak do niej dotarło, co było tego powodem. Gdy byli sami mogli zwracać się do siebie po imieniu, ale nie wtedy, gdy otaczali ich inni zawszanie, to by mogło zacząć wywoływać niepotrzebne plotki. Sama przecież nie była do końca pewna co czuje do Edwarda, poza tym, że bardzo lubiła księcia, może nawet bardziej niż powinna. Gdy napomniał o tym, że do wieczora nie będzie innego posiłku znów spojrzała na swój koszyk. Wiedziała, że może tego żałować, ale nadal jej żołądek odmawiał jej posłuszeństwa. Mimo, że nic już się nie działo i była tu bezpieczna, ona się tak nie czuła. Nadal wyczuwała ból na ręce, zupełnie jakby ktoś ją nadal ściskał. Wciąż widziała te obrzydliwą twarz nigdziarza przed oczami. W jednej jednak chwili to wszystko przeminęło, a jej myśli wróciły tam gdzie powinny być. Nie zdążyła nawet nic odpowiedzieć księciu, bo krzyk, który wydała z siebie Lucinda sprawił, że zupełnie zamarła nie wiedząc co się dzieje. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że powód dla którego księżniczka zaczęła tak wrzeszczeć znajdował się tuż za nią. Walcząc z samą sobą po niedługiej chwili odwróciła wzrok, a to co zobaczyła sprawiło, że stała się bardziej blada niż kiedykolwiek. Cała krew odpłynęła z twarzy dziewczyny, widząc jak jej współlokatorka Stephanie walczyła z jakąś wstrętną straszną rudą dziewczyną. Wcześniej myślała, że to włosy Czytelniczki są dramatem, ale widząc te zniszczone rude włosy szybko zmieniła zdanie. Na dodatek w walce uczestniczył ten znajomy Alana, Aidan czy jakoś tak. Nie zapamiętała jego imienia, bo nie wydawało jej się ono do tej pory istotne. Mimo to nawet oboje nie potrafili uspokoić wściekłej wiedźmy. Widziała krew na twarzy swojej współlokatorki, na co jeszcze bardziej zdębiała. Myślała, że to, co ją spotkało było straszne, ale to było niczym wobec obecnej sceny. Ta wiedźma była o wiele bardziej agresywna niż tamten nigdziarz i nie potrzebowała noża by być groźną. Nie przepadała może i za Stephanie, ale nie życzyła jej czegoś takiego. Po raz kolejny dzisiejszego dnia mogła się przekonać jak niebezpieczni są nigdziarze i że nie ma dla nich granic by ich zaatakować. Sophie skuliła się cała przerażona, nie wiedząc jak właściwie zareagować. Nie była w stanie nawet krzyczeć. Wcześniejsze doświadczenie i teraz to, sprawiło, że dziewczyna po prostu zamarła z przerażenia. Właśnie wtedy też zobaczyła jak książęta niczym prawdziwi rycerze idąc pomóc jej współlokatorce i przegonić agresora. Na tym jednak nie stanęło, bo zaraz pojawiły się także wilki, ale sytuacja nie wyglądała na taką, która ma się zaraz uspokoić było wręcz daleko do tego. Wściekłość Ambrosiusa była słuszna, wilki miały panować nad nigdziarzami, tymczasem już drugi raz dopuściły do tego by ci ich zaatakowali. Właśnie w tamtej chwili wszystko stało się tak szybko, że dopiero po krótkim momencie dotarło do dziewczyny co się dzieje. Widziała jak cześć nigdziarzy spycha wilki z drogi, ale nadal nie mogła w to uwierzyć. Przerażona i sparaliżowana patrzyła jak nigdziarze coraz liczniej wdzierają się na ich stronę. W jednej chwili cały spokojny obiad zmienił się w jeden wielki chaos, nad którym już nikt nie panował. W końcu nie dała rady i przerażona zaczęła wrzeszczeć jak opętana, widząc jak wszyscy wokół niej się biją. Skulona nie potrafiła nawet drgnąć. Słyszała jak Edward i Abraxas kazali im uciekać, ale gdzie? Nigdzie nie było teraz bezpiecznie. Cała polana przypominała pole bitwy jakiej nigdy wcześniej nie widziała, dorastając do tej pory w bezpiecznym pałacu. Nagle spostrzegła jak jakiś obrzydliwy nigdziarz rzucił się na Abraxasa, ten także wyglądał znacznie groźniej niż ten, który napadł ją wcześniej. Poczuła nagle jak Vivienne zaczyna chlipać w jej ramię i wcale się jej nie dziwiła. To był jej książę i mimo, że był dzielny bała się o niego. Sophie chwilę się zastanawiała czy powinna podbiec do nich i spróbować kopnąć tego nigdziarza by na chwilę odwrócić jego uwagę. Widząc jednak jego szamotanie z księciem była zbyt przerażona by cokolwiek zrobić. Drżącym ramieniem objęła przyjacielsko Vivienne, chcąc jej dodać wsparcia i wtedy stało się na całe szczęście to, Edward niczym prawdziwy baśniowy bohater ruszył by wspomóc księcia i razem zdołali poskromić strasznego nigdziarza, na co dziewczyna patrzyła z narastającą ulgą. Crystal Mimo, że odległość była dość spora, dziekan Crystal nie pozostała ślepa. Już w czasie obiadu jeden z jej kruków siedział na gałęzi i obserwował wszystko. Gdy tylko zaczęła się awantura, ptak zleciał z gałęzi lecąc do swej pani. A gdy tylko wrócił usiadł na jej ramieniu powoli znikając. Nie mogła co prawda słyszeć co się dokładnie stało, ale mogła zobaczyć cały przebieg wydarzenia z perspektywy swego niedawnego pupila. Na początku zobaczyła głupie zaczepki Christiana, które niewiele ją interesowały. Coś innego jednak zwróciło jej uwagę. A była to niepozorna krucha Adelia. Widziała jak jej zawszańska przyjaciółka prowadzi ją do stołu innych zawszan. W pewnym momencie zauważyła jak ta zawszanka odchodzi za jakimś księciem, a potem dzieje się coś dziwnego. Chwilę był spokój, ale tylko chwilę, bo widząc reakcje wszystkich przy tym stole była pewna, że doszło do jakiegoś nieporozumienia. Adelia wróciła tam gdzie jej miejsce i wtedy za nią przyszła tam Margo. Czyżby ruda nigdziarka chciała się za nią zemścić? To w jej odczuciu nie miało zupełnie sensu. Poznała już trochę jej charakter i jak znała Margo, wiedziała, że ta jedynie by coś nagadała Czytelniczce. Nie... tu musiało chodzić o coś zupełnie innego. Cokolwiek to było, zaczęło się od powrotu Adelii do nigdziarskiej strony. Jakby więc nie patrzeć, Adelia najwyraźniej w pewnym sensie to zaczęła. Czy mogła cały ten czas się co do niej mylić? Mogła co prawda interweniować natychmiast, a przy tym to przerwać, ale ostatecznie zrezygnowała z tego pomysłu, uznając, że poczeka jeszcze chwilę, obserwując jak rozwija się przy tym sytuacja. Alan Słysząc wdzięczność Elisabeth, uśmiechnąłem się do niej ciepło. Widzieć jej uśmiech było dla mnie największą nagrodą. Zastanawiał mnie trochę system władzy jej krainy. Rada starszych? To znaczyło, że rządziła u niej jakaś grupa starych magów lub mędrców? To było interesujące. Będę z nią musiał o tym pewnego dnia porozmawiać, jeśli będzie ku temu okazja. Zaraz przestałem o tym rozmyślać, słysząc dźwięk, który teraz dochodził z polany. Zmarszczyłem lekko brwi w zastanowieniu. Nie byłem do końca pewny co, ale coś mi się nie podobało w tym dźwięku. Na dodatek miałem wyjątkowo złe przeczucia. Zwróciłem ponownie wzrok na Elisabeth, gdy zaczęła mówić o Sophie i lekko się uśmiechnąłem. Bardzo chciałem by ta więź nie zanikała. Mimo to czasem nie byłem już pewny, co o mnie jeszcze myśli Sophie. Miałem wrażenie, że na lekcji dziekan Dovey była na mnie zła, a teraz jeszcze ten atak, a ja nawet jej nie pomogłem. Co do jednego Elisabeth miała racje musiałem z nią porozmawiać. Znów na nią spojrzałem i chciałem jej coś jeszcze powiedzieć, ale w jednej chwili zamarłem. Nie było nas zaledwie chwilę, a to wystarczyło by wszystko zmieniło się nie do poznania. Oczywistym było, że to nie była nasza wina. Jak jednak mogło do tego dojść? Zawsze wiedziałem, że nigdziarze są okrutni, ale nie sądziłem, że posuną się do czegoś takiego. Patrzyłem jak wszyscy nawzajem ze sobą walczą, nie wiedząc już gdzie są sojusznicy, a gdzie wrogowie. Nagle coś do mnie dotarło... Sophie? Gdzie była moja kuzynka? Zacząłem się rozglądać, widząc, że Elisabeth też już nie ma w pobliżu. Odetchnąłem z ulgą szybko ją dostrzegając. Dogoniłem ją prędko, nie do końca wiedząc co chce zrobić. Dopiero po chwili spostrzegłem do kogo idziemy. Nadal w szoku spoglądałem na obie księżniczki. Nie było dobrze, Elisabeth znów dała się ponieść emocjom, zupełnie jak w Galerii Dobra. Nie zauważając najwyraźniej, że księżniczka Magdalene nietypowo wyraża emocje. Nie rozumiałem dlaczego Adelia wróciła do nigdziarzy. To nie miało żadnego sensu. Na dodatek Stephanie zaatakowana... Byłem pewny, że Aidan nie patrzył na to z boku i na pewno stanął w obronie księżniczki, ale nigdzie ich nie widziałem w tym chaosie. Zaraz zwróciłem ponownie wzrok na księżniczkę Magdalene, widząc smutek w jej oczach. - Księżniczko proszę nie bierz tego do siebie - próbowałem jakoś załagodzić to napięcie - Elisabeth nie jest na ciebie zła, to po prostu emocje i... - Nie dokończyłem, zauważając, że Elisabeth nie ma już w pobliżu. Zacząłem się za nią rozglądać, czując przy tym narastającą panikę, ale zamiast niej dostrzegłem Sophie, która stała przerażona z dwoma innymi zawszankami. Cała trójka była tak przerażona, że nawet nie widziały jak zbliża się do nich jeden z nigdziarzy. Nawet książęta pochłonięci walką tego nie widzieli. Odległość była duża i mogłem nie zdążyć na czas. Nie na pewno tak nie będzie drugi raz, pomyślałem zaciskając wściekle pięści. W jednej chwili zacząłem biec najszybciej jak mogłem, zostawiając księżniczkę Magdalene pod opieką jej brata. W tym właśnie momencie nigdziarz chciał złapać za ramię Lucindy. Już unosił ku niej rękę, ale w ostatniej chwili wpadłem na niego całym swoim ciałem przygniatając go do ziemi. Wszystkie trzy księżniczki spojrzały na nas przerażone, słysząc koło siebie huk. Wpatrywały się jak siłuje się z nigdziarzem, aż nagle nie uderzyłem go z całej siły pięścią w głowę, sprawiając, że go zamroczyło. Powoli się podniosłem z nigdziarza patrząc na niego wściekle. - Alan! - krzyknęła przerażona i rozdygotana Sophie, ale najwyraźniej ucieszyła się na mój widok. - Sophie, posłuchaj, zabierz Vievienne i Lucinde jak najdalej, tu nie jest bezpiecznie. Musicie się oddalić od tej wojny - chciałem powiedzieć coś jeszcze, ale wtedy zobaczyłem coś co mnie przeraziło i bez słowa wyjaśnienia znów zacząłem biec teraz w kierunku strony nigdziarzy. Sophie nic z tego nie rozumiała, patrząc jak jej kuzyn z furią nagle odbiega na stronę nigdziarską, ale zrobiła jak mówił, szybko zaczęła odchodzić jak najdalej z pozostałymi zawszankami. Ostatni raz spojrzała na ogłuszonego nigdziarza. Cieszyła się w duchu, że chyba Alan o niej nie zapomniał. W międzyczasie wbiegłem wprost na stronę nigdziarzy, widząc jak jeden z nich trzyma łapę na szyi Elisabeth. Byłem pochłonięty furią, widząc jak ta niesamowita księżniczka traci w jednej chwili wszystkie siły. Wiedziałem, że jeśli tylko coś jej zrobi, to utnę mu parszywy łeb. W jednej chwili z niezwykłą furią uderzyłem go z całej siły pięścią w żebro, sprawiając, że ten ją uwolnił. Odsunąłem Elisabeth jak najdalej od niego. Byłem tak wściekły, że ponownie rzuciłem się na nigdziarza podnosząc go na równe nogi i nie dając mu przy tym dojść do siebie. Szarpałem z gniewem za jego mundurek zamiast sprawdzić czy wszystko z nią dobrze. - Co ty sobie wyobrażasz?! - wrzasnąłem w jego kierunku. Patrzyłem prosto w jego oczy zimnym wzrokiem, takim, który mógłby zmrozić serce. Mimo to ten dziwny chłopak nawet nie drgnął na chłód mojego spojrzenia, a tylko wpatrywał się we mnie niezwykle spokojnie. Przynajmniej tak mógłby pomyśleć jakiś obserwator poboczny. Widziałem w jego oczach wrogość i to nie byle jaką. Był na mnie wściekły, najwyraźniej za to, że odważyłem się go dotknąć. Dostrzegłem jak ten kładzie mi dłoń na klatce piersiowej, nie do końca rozumiałem co robi, aż poczułem niezwykłe gorąco, paliło mnie tak mocno, że musiałem puścić nigdziarza i cofnąć się do tyłu. Opuściłem wzrok na swój mundurek, widząc wypaloną w nim dziurę w miejscu, w którym mnie trzymał, widziałem nawet swoją skórę pod wypalonym materiałem. Magia nie mogła jeszcze działać, więc jak? Kim on był? Równie szybko odwróciłem wzrok, słysząc znajomy głos profesor Dovey. Nic nie powiedziałem, patrząc jak za nią wyłania się druga dziekan, której twarz nie wyrażała żadnych emocji. Miałem wrażenie jakby trochę ją bawiło to całe przedstawienie. Zwróciłem zmartwiony wzrok na Elisabeth i powoli podszedłem do niej i Adeli. - Wszystko dobrze? – spytałem troskliwie i ze szczerym zmartwieniem, nawet nie myśląc o tym czy ignorowałem w ten sposób dziekan. Teraz to księżniczka była dla mnie najważniejsza.
  4. Thomas Widząc wyraz twarzy Elviry, chłopak lekko zmrużył oczy. Czyżby właśnie przeciągnął strunę? Dziewczyna, mimo, że wychowała się w zawszańskiej rodzinie jak do tej pory nie wykazywała żadnych większych emocji. Nie czuła strachu przed Christianem mimo jego licznych ataków i prób zastraszania. Nawet Raver jej nie przerażał ani żaden inny uczeń. Wciąż pokazywała się wszystkim ze stoickiej strony, tylko czasami chytrze się uśmiechając. Była tylko jedna sytuacja kiedy zobaczył, u niej strach, a było to na lekcji Kastora. Dostrzegł, że dziewczyna bała się wysokości, ale nie chciał tego na razie wyciągać na wierzch. Nie przewidywał jednak, że nawet obecny temat może obudzić demony, których nie spodziewał się w niej. Gdy nagle spostrzegł jak ta wyciąga rękę i chwyta go za mundurek zmrużył na chwilę oczy. Spojrzał jej dopiero w twarz, gdy otworzyła usta. Ton jej wypowiedzi dawał mu pewne domysły. Dziewczyna, choć zawsze taka spokojna najwyraźniej z jakiegoś powodu nie chciała rozmawiać o rodzicach. Zastanawiał się, czy to dlatego, że w nigdziarskiej szkole mogła wstydzić się swojego pochodzenia. Nie to na pewno nie to, zwłaszcza, że na śniadaniu bez mrugnięcia okiem przyznała się przed wszystkimi do swojego zawszańskiego pochodzenia. Musiał być jakiś powód jej niechęci do pytań, które zadał. Zresztą, co go to miało obchodzić? Miał własne problemy. A jednak, z jakiegoś sobie nieznanego powodu chciał wiedzieć co się za tym kryje. Słysząc jak ta napomina o jego głupocie zmarszczył wściekle brwi. Nie ruszyło go to tak bardzo jak chwila, gdy przytoczyła sprawę jego rodziców. Nienawidził, gdy ktoś to robił, tak jak ostatnim razem zrobił to Bestia w sali udręki. Powinien ją teraz złapać za rękę, którą go trzymała i pociągnąć ją w dół żeby dostała nauczkę, ale nie potrafił tego zrobić, nadal nie wiedział dlaczego, mimo to były świadomy, że musiał w końcu poznać ten powód. W chwili, gdy skończyła mówić i odeszła, Thomas chwilę stał wbijając wzrok w schody. Nic nie musiał jej udowadniać. A to co powiedziała nie miało sensu. Tylko ktoś głupi nie zadaje pytań i na wszystko się zgadza. Jeśli ona uważa, że trafiła na takiego, to chyba faktycznie powinna sobie poszukać kogoś innego do służby. Nic już nie powiedział, a tylko ruszył powoli za dziewczyną. Nie wiedział nadal dlaczego, ale mimo gniewu nadal to robił, to było silniejsze od niego. Powoli zbliżał się do nigdziarki w milczeniu, ale gdy był już jej blisko, ta na niego nagle wpadła, przez co sam niemal stracił równowagę, nie będąc na to zupełnie gotowym. Spojrzał nieco teraz zdziwiony na dziewczynę i kilka razy mrugnął, próbując dojść do siebie. Wtedy też dostrzegł powód dla którego Elvira na niego wpadła. - Wszystko w porządku? - Mimo niedawnej wściekłości spytał niezwykle spokojnie, a przez bliską odległość, ona mogła poczuć jego oddech na karku. On za to czuł jak jej serce waliło jak oszalałe, ale do końca nie wiedział co powinien zrobić. Gdyby zapewne był księciem, to by ją teraz przytulił i zaczął szeptać do ucha, że już jest bezpieczna i on przy niej jest, czy inne tego typu bzdury. On nie był księciem, a Elvira nie była jego księżniczką, co sama zresztą dobitnie stwierdziła wczorajszego wieczoru. Poza tym, nie sądził by Elvira nawet w takiej chwili miała ochotę by ktoś ją przytulał, dlatego położył tylko dłoń na jej ramieniu bardziej w geście wsparcia niż troski. Jego wzrok ponownie przeniósł się na dziurę. - Nawet jak na szkołę zła to nieodpowiedzialne - stwierdził, wciąż na nią patrząc, a przy tym przypominając sobie strach Elviry na wieży. Był niemal przekonany, że nie chciała nawet minąć tej dziury, ale byłoby głupotą teraz zawracać, zwłaszcza gdy pokonali tak wiele drogi. - Jestem od ciebie cięższy i myślę, że powinienem pójść przodem, wtedy się upewnimy czy to wytrzyma i dziura się nie poszerzy. Słuchaj... to może zabrzmieć dziwnie, ale możesz też na wszelki wypadek trzymać mnie za rękę. Jeśli załamie się pod tobą grunt, zdołam cię wciągnąć, a jeśli będzie inaczej i pode mną się załamie, to mnie puścisz żebym nie pociągnął ciebie za sobą i będziesz miała szansę się wycofać - powiedział niezwykle spokojnie jak na tą sytuacje przy okazji wyciągając dłoń w jej stronę. Głupio się z tym czuł, ale może tak pomoże jej tam przejść mimo lęku jaki czuła. Wiedział, że w czasie strachu potrzebne było wsparcie, ale Elvira była zbyt dumna i nigdy nie przyzna się do strachu ani nie poprosi go o pomoc, ale może w taki sposób się uda. Miał wrażenie, że to trochę zabawne. Przed chwilą był na nią wściekły, myślał nawet o zrzuceniu jej ze schodów, a teraz bał się o nią i na swój sposób troszczył. Nic nie miało tu sensu. Christian Przez całą drogę chłopak szamotał się na ramieniu wilka. Próbował ze wszystkich sił się wyrwać. Nie należało mu się to wszystko. Dostał karę, bo zaatakował jakąś słabą żałosną zawszankę? Powinni mu być wdzięczni, że dał jej szkołę życia. Gdy jednak wilk przycisnął twarz Christiana do swojej sierści, szybko przestał gadać. Zwłaszcza, gdy trochę wilczej sierści wpadło mu do ust. Starał się teraz myśleć o czymś przyjemnym, wiedząc, że już na pewno nie ucieknie i by odgonić własne ponure myśli. Jedyna przyjemna myśl jaka formowała mu się obecnie w głowie, to strach tamtej zawszanki. Jaka ona była żałosna, mimo wszystko to było warte wszystkiego by zobaczyć jej bezbronną twarz pełną strachu. Teraz już zawsze będzie się go bała. Z zamyślenia o tym wydarzeniu wyszedł dopiero, gdy wilk wrzucił go do sali udręki. Rozejrzał się niepewnie czując znajome nieprzyjemne zapachy. Podskoczył dopiero z chwilą, gdy usłyszał jakże znajomy, a przy tym i znienawidzony głos. Gdy Bestia skończył czytać oskarżenia i powiedział mu o karze jaka go czeka, chłopak się lekko cofnął do tyłu, starając się uniknąć potwora. Chciał pobiec w kąt lochu, ale nim zdołał to zrobić poczuł łapsko bestii na swoich rękach. Wielka łapa potwora, bez problemu przytrzymała jego dwie. Kara nie trwało długo, a mimo to miał wrażenie jakby minęła wieczność. Każdy cios bestii sprowadzał coraz więcej bólu. W całej sali słychać było jego żałosne jęki i dopiero, gdy bestia skończył, Christian zamilkł. Upokorzony i wyrzucony z sali udręki szedł cały obolały przed siebie, myśląc teraz tylko o jednym. To wszystko była jego wina pomyślał o księciu, który zaatakował go jako pierwszy. Tamta księżniczka była jego. Następnym razem, gdy ją znowu dorwie samą zrobi jej bliznę na twarzy żeby już na zawsze o nim pamiętała, a gdy tamten za każdym spojrzy w jej twarz również będzie wspominał Christiana i to, że nic nie zrobił by to zatrzymać.
  5. Sophie Nie wiedziała do końca co myśleć, gdy czuła na swoim nadgarstku dotyk księcia. Nigdy jeszcze się tak nie czuła. Było to na pewno przyjemne, ale jeszcze nigdy nie pozwalała nikomu przekroczyć pewnych granic, a dotyk się do nich zaliczał. Właściwie to ani razu jej nie przeszkadzało, gdy Edward to robił, a było to wręcz miłe. Miała wrażenie, że ta chwila mogłaby dla niej trwać wiecznie. Na dodatek czuła, że książę naprawdę słuchał tego co ma do powiedzenia i chciał znać jej zdanie. Dawno nie czuła się tak zauważona jak teraz. Na dworze królewskim niemal zawsze czuła się niczym tło. Jej zdanie rzadko kiedy miało znaczenie, w końcu nie była dziedziczką. W takich chwilach zawsze wiedziała jaka przepaść dzieli ją i Alana, dlatego czuła jeszcze większą niechęć do swojego kuzyna. Nadal w głowie chodziły jej słowa Edwarda, że nie poradziłaby sobie jako dziedziczka, czy książę mógł mieć racje? Wciąż ją to dręczyło. Na niewielką chwile wychwyciła wzrok Vivienne widząc w nim złość, która trwała krótki moment nim zajął się nią Abraxas. Gdyby nie to, że potrafiła zauważać niemal każdy szczegół, zapewne by tego nie dostrzegła. Nie rozumiała do końca skąd ta złość. Przecież przy śniadaniu sama uważała, że Edward jest nią zainteresowany, a teraz coś jej przeszkadzało? Czy mogło chodzić o Emeralde? Nie była w stanie nad tym myśleć długo, nadal czując dotyk księcia i jego szczupłe palce na swoim nadgarstku. Przyglądała się również emocjom, które pojawiały się na jego twarzy, gdy zaczęła mówić. Gdy zobaczyła rysujące się u niego zmartwienie nie była przez chwilę pewna, czy nie powiedziała czegoś nieodpowiedniego, ale równie szybko spostrzegła jego smutek, zmieniający się zdziwienie, a samo zdziwienie w radość, na co poczuła ulgę. Musiała przyznać, że uśmiech na twarzy księcia niezwykle mu pasował. Uwydatniał jeszcze bardziej jego niesamowitą urodę. Z chwilą, gdy zabrał swe dłonie, miała wrażenie, że nadal by chciała czuć jego dotyk. Słysząc jak mówi, że jest dobrą księżniczką, na niewielką chwilę opuściła wzrok, znów wracając wspomnieniami do chwili, gdy kiedyś uratowała kuzyna. Nadal czuła się źle z powodu tego co zrodziło jej się wtedy w głowie. Czy naprawdę mogła to wtedy zrobić? Wciąż dręczyło ją to w myślach. Równie szybko przestała o tym rozmyślać i wróciła do swojego normalnego stanu. Sięgnęła delikatnie po swój koszyk, ściągając z niego serwetkę, ale kątem oka patrzyła jeszcze chwilę na Edwarda. Nawet gdy jadł wyglądał tak niesamowicie. Czy była jakaś chwila, że ten książę tak nie wyglądał? Zagryzła lekko wargę. Wciąż łapała siebie na takich myślach. Czy ona naprawdę mogła być nim zauroczona? Nadal nie była pewna czy postąpiła jak należy. Bała się, że Emeralda mogła skraść względy Edwarda, jeśli tak było, to czy zrobiła dobrze stając w jej obronie? Coś jej kazało to zrobić, ale nie wiedziała co. Sięgnęła dłonią do koszyka by wyjąć sałatkę, gdy jednak miała już to zrobić, nagle dłonie zaczęły jej się trząść. Nie była nawet w stanie utrzymać teraz jedzenia. Spoglądała dobrą chwilę na swoje ręce nie rozumiejąc powodu swojego obecnego strachu, nigdziarza już przecież tu nie było. - Nie jestem głodna - wydusiła z siebie w końcu, odsuwając przy tym koszyk, a wzrok wbiła w stół. No tak... mimo wsparcia najwyraźniej nadal to czuła. Przed oczami widziała tego obrzydliwego nigdziarza i to co zrobił, mimo, że teraz mogło się to wydawać absurdalne. Nigdy jeszcze nie była w takiej sytuacji jak wtedy. Nie była do końca pewna jak długo jeszcze potrwa jej szok. A jeśli ten nigdziarz będzie w jej grupie podczas lekcji przetrwania i będzie chciał się na niej zemścić? Nie wiedziała z kim z zawszan będzie w grupie i czy znowu jej ktoś wtedy pomoże. Na samą myśl ściskało ją ze strachu w żołądku. Alan Spojrzałem kątem oka na Elisabeth, słysząc, że ta próbowała coś powiedzieć. Obserwowałem w ciszy jej ruchy rękami. Jedna z moich myśli nagle wyszła mi nad inne. A mianowicie jak pięknie wyglądała na tle tej polany. W momencie gdy wspomniała, że Adelia twierdziła, że patrzę na nią nieprzyjemnie lekko zmrużyłem oczy. Fakt miałem niepewność przez chwilę co do niej, ale przecież nie robiłem nic takiego dzisiaj, a wtedy to była tylko chwila wątpliwości. Dlaczego w ogóle coś takiego powiedziała? Zupełnie nic z tego nie rozumiałem. Słuchając dalej o Adelii zaprzestałem o tym rozmyślać. Dziewczyna cały czas wyglądała na słabą, ale nie sądziłem, że była aż tak chorowita, to naprawdę straszne, że tak ją traktowano. Na dodatek opieka ze strony jej mamy... W Akademii Zła nie mogła doświadczać takich rzeczy, to pewne. Zapewne nigdziarze ją dręczyli tak samo jak inni uczniowie ze świata Czytelników, a nawet bardziej, nic dziwnego, że tak bardzo chciała by Elisabeth ją znów chroniła. Elisabeth szybko zmieniła temat, na Sophie i znów lekko posmutniałem, przynajmniej do czasu, aż nie powiedziała o jej parasolce. Delikatnie się uśmiechnąłem i nie mogłem się dziwić jej i Stephanie, że tak pomyślały, w końcu to mogło wydawać się dziwne komuś kto jej tak nie znał. Gdy napomniała, że prawię dziś parasolka Sophie się złamała, spojrzałem zszokowany na nią. Wolałem sobie nawet nie wyobrażać co by się stało gdyby spełnił się ten najgorszy scenariusz. Słysząc jednocześnie, że Elisabeth uratowała wtedy sytuacje znów spojrzałem na nią ciepło. Była tak niezwykła, nigdy jeszcze nie spotkałem kogoś takiego jak ona. W momencie, w którym wspomniała o całusie, o którym wcześniej mówiłem, lekko się zarumieniłem. Choć miałem wielokrotnie szanse, to zawsze chciałem to zachować dla kogoś wyjątkowego.. Patrzyłem na nią dobrą chwilę, aż wyciągnąłem dłoń do jej policzka, a następnie ogarnąłem włosy za jej ucho. Znów wpatrywałem się w nią do czasu, aż zbliżyłem wargi do jej policzka, składając na nich delikatny pocałunek. Po niedługiej, zarazem magicznej chwili odsunąłem wargi, znów ją obserwując, aż powoli nie wstałem, otrzepując się przy tym z trawy. - Może i nie urodziłaś się księżniczką, ale myślę, że byłabyś niesamowitą królową, a ten, który kiedyś zdobędzie twoje serce... - Na chwilę opuściłem wzrok czując dziwne ukłucie w klatce piersiowej. Potrzebowałem niewielkiej chwili aby znów zebrać się w sobie - Będę z pewnością mu zazdrościł jego szczęścia. Dziękuje za to co dla mnie zrobiłaś - Powoli wyciągnąłem dłoń w jej stronę i znów chwilę na nią patrzyłem wyraźnie zakłopotany, aż w końcu się nachyliłem by chwycić jej dłoń i pomóc jej wstać. - Teraz pozwól, księżniczko, że odprowadzę cię na miejsce - Uśmiechnąłem się do niej, a gdy szliśmy jeszcze szepnąłem lekko do jej ucha. - Zrobię, co mogę by pomóc tobie i Adelii, Elisabeth, obiecuje, że pomogę wam za wszelką cenę wrócić do domu – Choć nie chciałem się z nią rozstać, to jej szczęście było dla mnie najważniejsze. Mimo, że sama myśl, że nigdy więcej jej nie zobaczę sprawiała mi okropny ból.
  6. Thomas Odpowiedź ze strony Elviry go zaskoczyła. Myślał, że choć trochę zdoła zaburzyć jej tok myślenia, ale ta miała gotową odpowiedź już po jego pierwszym zdaniu. Mimo wszystko dalej kontynuował, zastanawiając się czy choć trochę zdoła podważyć jej rozumowanie. Jednak nic na to jak do tej pory nie wskazywało. Dziewczyna zawsze była krok przed nim i wszystko wskazywało, że teraz będzie podobnie o czym się przekonał, gdy w końcu doszła do słowa. Oczywiście nie mógł zaprzeczyć. Po pierwszym dniu nie można było stwierdzić kto jak dobry jest. W końcu choćby co niektórzy mogli zacząć odkrywać swoje talenty, nawet lepsze niż zostały do tej pory pokazane, dzięki czemu mogli zdobywać wysokie miejsca choćby na lekcjach dziekan. Właśnie chciał wejść za dziewczyną na schody, ale ta zaraz mu zagrodziła drogę i ponownie stali teraz twarzą w twarz. Gdy usłyszał jej pytanie otworzył szeroko oczy. Kiedy jeszcze był dzieckiem, mama mu chyba kiedyś coś mówiła, że jest jej małym księciem i jak dla niej powinien trafić pewnego dnia do Akademii Dobra, o której mu opowiadała do snu. To było tak dawno temu, że nie był już pewny czy może coś przekręcił. Jeśli chodzi o Akademię Zła, to wiedział tylko tyle ile usłyszał z opowieści ludzi i mówiąc szczerze niewiele go obchodził ten temat. Wcale nie miał ochoty tu trafiać. W momencie kiedy Elvira wspomniała o tym, że chciała tu trafić, mając zaledwie jedenaście był więcej niż zaintrygowany. Miała dom i kochającą rodzinę, więc po co jej życie w tej zatęchłej norze? Nie skończyła na tym, bo dalej mówiła, a chłopak czuł coraz większe zainteresowanie. A więc jeśli skończy jako sługus nie musiał kończyć jako troll czy inne dziwadło? Oczywiście, jeśli zgodzi się zostać sługusem Elviry. Czy chciał nim być? Jako sługus musiałby słuchać swego nowego pana, nawet jeśli w nic go nie zmieni, nie będzie już wolny jak do tej pory, zawsze będzie zależny choćby od tej dziewczyny, co nie bardzo mu do końca odpowiadało. Nie pozwalał sobie narzucać cudzej woli. Nie chciał też być mogryfem. Nie miał zamiaru kończyć jako pies czy inne zwierze lub co gorsza roślina. Jako lider wszyscy byliby zależni od niego i byłby wolny, nie było by nad nim cudzej woli. A mimo to czuł, że liderem mógł być dla siebie, a nie dla innych. Nie miał zdolności przywódczych i dobrze o tym wiedział. Uniósł wolną dłoń by dotknąć kamienia na szyi. Mógł mieć jednego towarzysza, ale z całą bandą by sobie nie dał rady. Mimo, że dziewczyna najwyraźniej nie oczekiwała odpowiedzi od niego, bo szła dalej ten zdecydował się coś powiedzieć. - Nie chciałem tu wcale być - powiedział ponuro. - Staram się tylko przeżyć. Nie mam celu, chyba, że takim nazywasz po prostu egzystencje. Czasem zdarza mi się zrobić komuś krzywdę - Przypomniał sobie Christiana i jego obitą twarz. - Jednak nic nie dzieje się bez powodu. Każda przyczyna ma skutek - Wzruszył lekko ramionami. - Nie obchodziła mnie Akademia Zła, bo to nigdy nie była moja sprawa, gdyby to ode mnie zależało już dawno bym się stąd wyniósł i wrócił do swojego normalnego życia - nagle zmrużył delikatnie oczy i spojrzał na nią wyjątkowo zimno. - Pewnego dnia kogoś znajdę wymorduje ich jednego po drugim, a wtedy jedyny cel jeśli można to tak nazwać się dla mnie zakończy. Zawsze byłem wolny i nie pozwalałem sobą rządzić, dlaczego sądzisz, że teraz będzie inaczej? Bo Baśniarz mi karze? Dyrektor? A może nauczyciele? - Zmarszczył brwi i nagle zbliżył się do Elviry najwyraźniej nie czekając na odpowiedź. - A co jest z tobą Elviro? - spytał tak, że teraz ona mogła poczuć jego oddech, co ciekawe nie cuchnął chłopak musiał dbać w jakiś sposób o higienę jamy ustnej, bo czuć było mięte. - Miałaś wszystko. Dom i kochających rodziców i porzuciłaś to wszystko dla tego? - Wskazał ręką na Akademię Zła. - Masz w tym własne cele, a może masz okres buntownika i chcesz pokazać rodzicom, że jesteś niegrzeczną dziewczyną, która sama sobie radzi i ich nie potrzebuje? - Odsunął głowę od dziewczyny tak jak wcześniej i dalej za nią szedł. Mimo że czuł się skrępowany przed chwilą to bliskością o czym mogła świadczyć choćby kropla potu na jego szyi, to mimo to starał się tego nie okazywać.
  7. Sophie Gdy poczuła na sobie oba ramienia Edwarda, mocniej przytuliła się do ramienia księcia, ale gdy nagle poczuła na swojej głowie naprawdę delikatny dotyk jego warg cała się zarumieniła. Jeszcze nigdy nikomu nie pozwoliła na aż taką bliskość jak teraz temu księciu. Pomimo strachu, który nadal czuła pojawiło się coś jeszcze i było to naprawdę przyjemne uczucie. Nie miała okazji bardziej zastanowić się nad tym uczuciem, bo zaraz usłyszała dźwięczny głos księcia. Uniosła wzrok, spoglądając teraz na jego przystojne oblicze. Nie była pewna czy byłaby w stanie iść sama, bo nadal przeszywał ją obraz tego wstrętnego nigdziarza, dlatego też oparła się na ręce księcia. W milczeniu szła, opierając się na nim i słuchając każdego jego słowa. Jednak to dopiero jego ostatnie słowa sprawiły, że dziewczyna otworzyła szeroko oczy. Czy to miało znaczyć, to co myślała? Nie, to byłoby zbyt piękne, na pewno po prostu coś źle zrozumiała. W końcu dziewczyna usiadła w milczeniu, wbijając przy tym wzrok w ławkę nadal starając się dojść do siebie po tym wszystkim. Właśnie wtedy też, poczuła jak ktoś łapie ją za dłoń. W pierwszej chwili miała ochotę krzyknąć i odskoczyć, bo nagle znów powrócił jej niedawny obraz tamtego nigdziarza. Na szczęście równie szybko spostrzegła, że ten dotyk był delikatny nie taki brutalny jak wtedy, pokrzepiający. Uniosła wzrok na Constantine i bardzo słabo się do niej uśmiechnęła. Była wdzięczna księżniczce za wsparcie, ale nadal nie doszła jeszcze na tyle do siebie by móc się w pełni uśmiechać. Chwilę później, gdy usłyszała Edwarda, skierowała znów wzrok na księcia. Właśnie otworzyła usta by odpowiedzieć, ale nim dobyło się z niej jakiekolwiek słowo uprzedziła ją Emeralda. Gdy usłyszała słowa księżniczki niemal cała zdębiała. Najpierw zaatakował ją? Na dodatek groził jej nożem? Teraz sobie zdała sprawę jak to wszystko mogło się skończyć. Wtedy, gdy w geście obrony spoliczkowała nigdziarza, co by było gdyby ten się bardziej wściekł i na niej użył noża? Co wtedy by zrobiła? A mimo to Emeralda sama zdołała uciec, podczas gdy ona nie była w stanie zrobić nic. Nie potrafiła się nawet obronić. Mama Sophie była bardzo dobra w czarach. Kobiety ich rodu dziedziczyły te zdolność po pierwszej władczyni. Natomiast mężczyźni byli w tym znacznie słabsi, dlatego dostawali klejnoty, które miały im pomagać zwalczać tą słabość, to właśnie je umieszczali w mieczach aby te nabierały magicznych właściwości. Sophie, choć pewnie też miała zdolności do magii, to nigdy nie chciała się jej uczyć, oddając się w pełni swojej pasji, magii sztuki. Gdyby może trochę bardziej nad tym popracowała, nie byłaby wiecznie piątym kołem u wozu. Ku jej zdziwieniu, Edward, choć początkowo wyglądał jakby współczuł Emeraldzie zaraz zmienił swoje nastawienie i zaczął ją winić za wszystko co się stało. Ta księżniczka wiele razy dzisiejszego dnia zaszła Sophie za skórę, nawet niemal doprowadziła ją do płaczu. Przez nią prawie zniszczyła coś co było jej naprawdę drogie i na dodatek przez jej machinacje niemal pokłóciła się z Edwardem. Powinna czuć satysfakcje jej krzywdą i tym, że cała uwaga oraz współczucie księcia były skupione teraz na niej, a nie na Emeraldzie, ale gdy zobaczyła ją na granicy łez, poczuła się wyjątkowo nieprzyjemnie. Nie rozumiała dlaczego, ale ten widok nie sprawił jej takiej satysfakcji jak początkowo zakładała, a nawet jeszcze bardziej pogorszył jej nastrój. Czy nie raz miała takie myśli o niej lub nawet wiele razy o Alanie? A jednak myśli były czymś zupełnie innym niż widzieć czyjś smutek na żywo. Nigdy jeszcze nie sprawiła, że ktoś niemal płakał, w głowie tysiące razy, ale nie w rzeczywistości. Chociaż wiedziała, że to nie ona zrobiła to bezpośrednio, to czuła się po części winna. Emeralde mógł cieszyć jej smutek, ale ona nie była Emeraldą. Nagle dotarł do niej szept Constantine, a chwilę później już spoglądała jak księżniczka idzie pocieszyć Emeraldę. Sama Sophie uniosła delikatnie rękę, którą niedawno brutalnie ściskał nigdziarz aby się jej przyjrzeć. Cały nadgarstek był posiniaczony, jeszcze nigdy nie była w takim stanie. - Nie - Nagle powiedziała choć nadal słabym tonem. Jej dłonie jeszcze lekko się trzęsły, ale kontynuowała, choć nadal słabo. - Emeralda postąpiła głupio i nierozważnie, ale jestem pewna, że nie wiedziała jak to się skończy - Właśnie wtedy spojrzała ze zbolałym wzrokiem na Edwarda. - Mogła myśleć, że nigdziarz ustąpi po pierwszym nieudanym ataku lub wcale nie chciała o tym myśleć, ale na pewno gdyby wiedziała, że znów zaatakuje, to by komuś o nim powiedziała. Nawet gdybym ja zdołała się mu wyrwać, nie wiem czy bym komuś o tym powiedziała, bo byłabym zbyt przerażona. Nie może możemy już cofnąć tego co się stało... - Zacisnęła trzęsące się dłonie w pięści, a niesforne kosmyki włosów opadły jej na oczy. - Mimo to nie możemy również nazywać Emeraldy współwinną. Ten osobnik sprowadził już wystarczająco zła, nie pozwólmy by panoszyło się ono wśród nas jak zaraza, bo inaczej wygra - uniosła bardziej zaszklone oczy nadal patrząc na księcia. - Proszę... - dodała niemal z rozpaczą. Była teraz na wygranej pozycji, Edward widział ją nie Emeraldę, ale mama zawsze jej mówiła, że kiedyś ktoś ją pokocha tak samo jak ona te osobę i tego pragnęła szczerego uczucia. Chyba coś czuła do Edwarda i chciała by on to odwzajemniał, ale nie w taki sposób. Miłość powinna być szczera, a nie zbudowana na czymś takim. Sama nie mogła uwierzyć, że to zrobiła. Zapewne wiele dziewczyn w pałacu nazwałyby ją idiotką i być może miałyby racje. Alan Wciąż przed oczami miałem obraz przerażonej twarzy Sophie. Zapomniałem o niej, sprawiając tym samym, że została zaatakowana przez jakiegoś obrzydliwego nigdziarza. Nie pomogłem jej, zrobił to Edward, Abraxas, a nawet Ambrosius do którego do tej pory czułem tylko niechęć, a to ja powinienem tam być. Nic mi nie wychodziło tak jak chciałem. Obiecałem wczoraj, że pomogę Elisabeth oraz Adelii uciec i zawiodłem, a teraz nie potrafiłem chronić nawet swoich bliskich. Miałem po prostu ochotę zaszyć się pod ziemię. Nie mogłem znieść samego siebie. W końcu, gdy uznałem, że jestem wystarczająco daleko od innych, usiadłem pod drzewem i w przypływie gniewu wbiłem dłoń w ziemię wyrywając przy tym kilka źdźbeł trawy, a następnie gniewnie cisnąłem je w powietrze. Wtedy stało się coś czego się nie spodziewałem, bo ktoś koło mnie usiadł, ale nim zdążyłem zareagować poczułem uścisk na dłoni, a chwilę później czułem również jak moje ramię ociera się o ramię Elisabeth. Po niedługiej ciszy nagle zaczęła mówić, nie pozwalając mi przy tym dojść do słowa. Opowiadała mi o swoich odczuciach, gdy widziała jak dręczona była Adelia i poczułem się przez to trochę gorzej, że źle o niej pomyślałem wczorajszego wieczoru. Nawet w świecie Czytelników nie miała łatwo, a co dopiero teraz. Nic dziwnego, że tak bardzo opierała się na wsparciu Elisabeth. Gdy Elisabeth zaczęła mówić mi o Sophie i tym co zaszło miałem wrażenie, że ona w jakiś niezrozumiały dla mnie sposób potrafiła zrozumieć moje obecne uczucia. W końcu, gdy już skończyła, dając mi odpowiedzieć, chwilę milczałem próbując przyswoić sobie wszystko co przed chwilą usłyszałem, aż w końcu lekko się nie uśmiechnąłem. - Ucałowałbym ciebie Elisabeth za to co powiedziałaś - powiedziałem ciepło, nie ukrywając przy tym uśmiechu. - Mimo wszystko nie ma tu ani trochę twojej winy, sam zgodziłem się wam pomóc. Jednego jestem pewny, Adelia nie powinna być w Akademii Zła. Ktoś zły nie mógłby zyskać przyjaźni i oddania kogoś takiego jak ty - Znów się słabo uśmiechnąłem spoglądając na zawszan przy stołach. - Nie oczekuje, że ty i Stephanie zrozumiecie Sophie. Wiem, jaka jest, bo znam ją najlepiej, ale nie zawsze tak było - ciężko westchnąłem wracając do tego wspomnieniami. - Mówiłem dziś na lekcji profesor Dovey o tradycji naszego królestwa, ale nikt nie wie jak to jest. Ja wychowałem się sam, bo nawet szlachetnie urodzone dzieci nie mogły być równe dziedzicowi tronu, a co dopiero zwykli mieszczanie. No i Sophie, która nie jest dziedzicem, a została poddana temu samemu wychowaniu co ja. Niewiele ze sobą rozmawialiśmy przed zaczęciem tego wszystkiego, ale wiem, że była bardzo blisko z ciocią, a mimo to, ta zerwała tę więź poddając ją tej samej tradycji co mnie moi rodzice. Nikt nie wie zapewne jak jej jest ciężko. Nie jest dziedzicem tronu, a jednocześnie musiała przechodzić niemal te samą drogę co ja, a to nie jest sprawiedliwe. Gdy Sophie do nas na początku trafiła, pierwszy miesiąc prawie nic nie jadła i nie piła, nie chcąc wychodzić z wieży, aż w końcu z jakiegoś powodu się złamała. Jako, że Sophie była moją kuzynką, jako jedyna była na tyle mi równa by ze mną spędzać czas. Staliśmy się sobie bardzo bliscy, ale późniejsze nauki oraz pałacowe dwórki zaczęły na nią także wpływać zmieniając jej charakter, a mimo to nadal wykazywała troskę o mnie - Znowu się słabo uśmiechnąłem przypominając to sobie. - Czasem mnie to denerwowało i by udowodnić jej, że nie potrzebuje tej całej troski pod wpływem głupiego impulsu wskoczyłem do sadzawki zamkowej, sam nie wiem co chciałem jej wtedy udowodnić, było to tak dawno temu, pewnie był to po prostu głupi pomysł młodego księcia. Całkiem dobrze pływałem i wszystko szło pomyślnie, ale w pewnym momencie zachłysnąłem się wodą i zacząłem opadać na dno. Myślałem, że to już koniec, widziałem już tylko ciemność, aż nagle znów zobaczyłem światło, a następnie twarz Sophie. Cała przemoczona stała nade mną z przerażoną miną, nic nie mówiła, a tylko na mnie patrzyła - Znów spojrzałem na Elisabeth. - Uratowała mi życie, a ja ją dziś zostawiłem bez pomocy. Może udawać kogo jej się podoba i nigdy się do tego nie przyznawać, ale wiem również, że jest bardzo samotna. Moi wujowie nie przyjeżdżają na święta ani jej urodziny, tylko wysyłają prezenty lub przyjeżdżają kilka dni po wydarzeniu. Ostatnim prezentem jakim od nich dostała z głębi serca, była chyba parasolka, którą widać, na co dzień, gdy ją nosi. Nie rozstaje się z nią odkąd miała zaledwie pięć lat, traktuje jak swój talizman - Lekko się skrzywiłem na wspomnienie tego, ale zaraz mówiłem dalej. - Nawet jej nie pożegnali, gdy jechaliśmy do akademii, a teraz pewnie myśli, że nikogo już nie obchodzi - Kiedy skończyłem, znów wbiłem ponuro wzrok w ziemię.
  8. Thomas Gdy ramiona dziewczyny zetknęły się z jego, poczuł się nietypowo, miał wrażenie, że po karku przebiegł mu dreszcz, ale jednocześnie wystarczyło, że tylko spojrzał na jej twarz i ten uśmieszek by zapomniał o tym uczuciu. Zacisnął wściekle zęby i zmarszczył brwi, cokolwiek sobie o nim myślała nie miał zamiaru dać się wciągać w jej grę. Nie rozumiał dlaczego zachowywała się tak jakby to wszystko przewidziała. W momencie gdy ich spojrzenia się spotkały, nadal próbował nie dać się jej złamać. Musiał udowodnić jej, a tym bardziej sobie, że nie potrzebuje zarówno tej dziewczyny jak i nikogo innego i że sam może sobie ze wszystkim poradzić. Gdy zaczęła mówić o Christianie rozluźnił nieco brwi z wyraźnym zainteresowaniem. Nie był do końca pewny jak skończy Christian, ale nie wierzył by ten został czarnym charakterem, tak jak to ten zawsze wszystkim mówił. Zaciekawiło go za to , że dziewczyna woli koty od psów, choć sam nie wiedział do końca dlaczego. On sam lubił zarówno psy i koty ogólnie wolał towarzystwo zwierząt niż ludzi, które nawet często wydawały mu się znacznie mądrzejsze. Równie szybko uwolnił się od kłębowiska myśli, czując delikatną dłoń dziewczyny na swojej piersi. Na chwilę skierował wzrok na dłoń Elviry, ale zaraz znów go uniósł bezpośrednio na nią. Gdy zbliżyła się do jego ucha poczuł na karku gęsią skórkę. Zupełnie nie rozumiał dlaczego, ale przez bliskość dziewczyny czuł się zakłopotany. Słuchał uważnie każdego jej słowa, ale ciężko mu się było skupić przez jej bliskość jak i jej oddech, który czuł na skórze. Jedna myśl wyrywała mu się nad wszystkie inne, że dziewczyna była niesamowicie piękna. Starał się pozbyć tej myśli, ale ta była zbyt silna. Jego rozmyślanie o tym zakończyło się z chwilą, gdy nagle przestał czuć bliskość dziewczyny i ta wyrwała mu świece z dłoni. Spoglądał w milczeniu jak ta robi pierwszy krok oddalając się od niego. Nie rozumiał dlaczego, ale gdy powiedziała, że go zostawi poczuł delikatne ukłucie w okolicy serca. Nie wiedział zupełnie dlaczego tak było. Czy nie tego pragnął by ta dziewczyna dała mu w końcu spokój? Skoro więc jego pragnienie mogło się spełnić czemu nie czuł radości? Poczuł jednocześnie niezrozumiały dla siebie impuls, gdy zaczęła mówić o przygłupach Ravera. To nowe uczucie przypominało mu gniew, ale jednocześnie czuł, że nie do końca nim było. Jednego był pewny, nigdy czegoś takiego nie czuł. Spoglądał jak dziewczyna odchodzi dobrą chwilę się nie ruszając i wbijając wzrok w swoje stopy, dostrzegając przy tym jak zaczyna otaczać go ciemność. Niespodziewany impuls sprawił, że ten nagle ruszył w kierunku dziewczyny by zaraz ją dogonić, a kiedy tylko to zrobił wyrwał jej świece z dłoni i ponownie otworzył usta. - Nie mam pojęcia w co pogrywasz, ale nic nie muszę udowadniać, jestem sobą i zawsze byłem - zmarszczył lekko brwi dotrzymując jej kroku. - A jeśli naprawdę myślisz, że te dwa przygłupy Ravera mogą mnie zastąpić, to naprawdę nisko mnie oceniasz - mówił nie patrząc na nią. W jego tonie była niewielka dawka irytacji, ale też czegoś jeszcze. - Myślisz, że wszystko można sobie zaplanować, a nie zauważyłaś, że jak do tej pory mam całkiem dobre wyniki? Co zrobisz, gdy nie zostanę sługusem, a czarnym charakterem? - spytał choć sam w to nie wierzył, mimo to chciał znać jej odpowiedź. On sam nie widział siebie jako czarny charakter. - Albo co gorsza jeśli zgodnie z twoim planem zostanę sługusem i zmienią mnie w trolla lub goblina, to przestanę być zdolny, ambitny i mieć charakter jak to określiłaś, będę tylko ślepo ci posłuszny, ale przy tym cholernie tępy - Sama myśl o takiej przemianie go odrzucała. - Rozumiesz, że stanę się tępym sługusem jak każdy inny tego typu albo co jeszcze gorsza przydzielą mnie innemu czarnemu charakterowi? Czy przewidziałaś to wszystko? - pytał nie zatrzymując się, ale jednocześnie czekając na jej odpowiedź.
  9. Alan, Christian, Sophie i Crystal Wyciągałem powoli z koszyka swoje porcje jedzenia, gdy nagle spostrzegłem jak zapadła cisza po trwającej wcześniej rozmowie. Domyślałem się, że to mogło być spowodowane moim przybyciem, ale nie wiedziałem do końca, dlaczego. O czym takim mogli tu rozmawiać, gdy mnie nie było? Chciałem już unieść głowę żeby spojrzeć na innych, a przynajmniej do chwili, aż nie dotarł do mnie głos Elisabeth. Szybko wyciągnąłem głowę z koszyka i spojrzałem teraz bezpośrednio na rudą księżniczkę, aby nasze spojrzenia mogły się spotkać. Skąd w ogóle ten pomysł jej się zrodził w głowie? Jak mógłbym się brzydzić tak dobrej, mądrej i pięknej dziewczyny? Poczułem się teraz lekko zakłopotany tym co właśnie pomyślałem. Nim jednak zdążyłem ogóle zareagować już odezwała się księżniczka Magdalene. Nie przerywałem jej, mimo tego, że chciałem wyjaśnić tamto nieporozumienie. Wiedziałem jednak, że moje odczucia były w tej chwili mniej ważne od tego co chciała teraz przekazać nam księżniczka. W końcu tu chodziło o Elisabeth i jej przyjaciółkę, które pragnęły wrócić do domu i znów zobaczyć swoje rodziny. Nic teraz nie miało większego znaczenia. A mimo to znów poczułem się nieprzyjemnie, że nigdy więcej nie zobaczę Elisabeth. W milczeniu słuchałem co chciała nam przekazać księżniczka Magdalene, aż nagle przerwała w pół zdaniu, a ja uniosłem zaciekawiony wzrok na nią. Zauważyłem tym samym, że ta na coś spoglądała. Nim jednak zdążyłem zwrócić tam wzrok, usłyszałem najpierw dźwięk, który wydał z siebie Aidan. Właśnie wtedy też, skierowałem wzrok tam gdzie wszyscy inni, a widok, który ujrzałem sprawił, że cały zbladłem i puściłem swój koszyk. Chwilę wcześniej, Sophie już całkiem utraciła wolę walki, wiedząc, że jest na straconej pozycji. Nie miała sił by pokonać lub wyrwać się od obleśnego nigdziarza. Strach, oraz rozpacz zaczęły zanikać ustępując miejsce szokowi. Nigdy nie była w takiej sytuacji i nie wiedziała zupełnie co powinna zrobić. Przed oczyma dziewczyny zaczęło ciemnieć, usłyszała jeszcze gdzieś stłumiony kobiecy krzyk, ale w obecnym stanie nie była pewna do kogo należał. Christian natomiast podziwiał sytuacje z radością wyłączając się na wszystko wokół. Widział, że dziewczyna jest coraz słabsza, a jak zemdleje to pokaże wszystkim jak zły jest. Wtedy właśnie dotarł do niego krzyk jakiegoś chłopaka, zmarszczył brwi i skierował tam wzrok. Jednak zareagował zdecydowanie za późno. Nie spodziewał się nagłego ataku jakiegoś zawszanina. Gdy dłoń tego chłoptasia zaczęła zaciskać się na jego szyi ten puścił Sophie, która upadła w szoku na trawę. Dziewczyna nadal do końca nie zdawała sobie sprawy co się wokół niej dzieje, szok był dla niej zbyt silny. Wtedy też poczuła na sobie silne opiekuńcze ramiona i czyjś głos, nawet nie wiedziała już do kogo należy, tylko roztrzęsiona nadal całym wydarzeniem przywarła do ramienia wybawcy pociągając lekko nosem i czując, że nie jest już w stanie powstrzymać łez. W tym czasie Christian, zaczął dochodzić do siebie. Spojrzał wściekle na księcia, nie spodziewając się, że księżniczka, którą atakował ma już jakiegoś rycerzyka. To nie miało znaczenia. Za nieuwagę się płaci, o czym miał się zaraz przekonać ten chłoptaś. Gdy tamten zajmował się tamtą żałosną dziewczyną, mógł to szybko wykorzystać. Powoli wsunął dłoń w rękaw, ale nim zdążył wcielić swój plan w życie poczuł na sobie silny uścisk. Próbował się wyrwać ze wszystkich sił, ale zawszanin zastosował na nim mocny chwyt. Gdy zaczynał tracić oddech instynktownie wbił paznokcie w ramie zawszaninia, aż nagle ktoś go nie kopnął. Chłopak próbował się pozbierać z ziemi i wściekle myślał nad tym jakim tchórzami są zawszanie, atakując go we trzech. W pojedynkę na pewno by nie mieli tyle szczęścia. Próbował wyrwać się od agresorów nawet nie słuchając za bardzo co tam wrzeszczą, ale właśnie wtedy ci przeklęci lalusiowaci zawszanie go puścili. Chciał się właśnie pozbierać, gdy nagle poczuł jak chwyta go wilk. Dostrzegł jak zaczyna go prowadzić do Akademii Zła i już wiedział co go czeka. Zaczął się z całych sił wyrywać z łap wilków, wrzeszcząc przy tym, że jest niewinny i ktoś mu podrzucił nóż. - Dziękuje... dziękuje... - wydusiła z siebie niezwykle słabo Sophie. Nadal nie odsuwając twarzy od silnego ramienia. Jej głos był bardzo słaby i nadal zrozpaczony. Mimo, że powoli zaczęła wychodzić z szoku, bała się nadal podnieść wzrok. W końcu zdecydowała się odsunąć lekko twarz od ramienia księcia. Gdy jej oczom ukazał się Edward zaniemówiła. Myślała, że już o niej zapomniał, a jednak przyszedł ją uratować. nie zostawił jej tak. - Myślałam, że to już koniec... - mówiła roztrzęsiona i nadal przerażona. - Nie mogłam uciec, byłam pewna, że wszyscy mnie tak zostawią - Znów cała roztrzęsiona przywarła do ramienia Edwarda. Chciała już po prostu o tym wszystkim zapomnieć i nigdy więcej tego nie przeżywać. - Dziękuje, Edwardzie, tak bardzo ci dziękuje - szepnęła tak by tylko on mógł ją usłyszeć. Nigdy jeszcze tak się nie czuła jak teraz. Mimo tego co ją spotkało, czuła się teraz bezpiecznie jak nigdy dotąd i nie chciała puszczać księcia. (Alan) - Sophie... - powiedziałem pustym głosem. Zobaczyłem całą scenę dopiero wtedy, gdy Abraxas i Ambrosius rozprawiali się z nigdziarzem, a Edward pocieszał Sophie. A mnie tam nie było. Zostawiłem ją narażając na niebezpieczeństwo. Nie byłem w stanie określić tego jak się teraz czuje. Wtedy też z spojrzałem na całą resztę naszej grupy przy stole, nie ukrywając przy tym jak żałośnie się poczułem. - Wybaczcie... nie mogę pomóc... - Próbowałem dobrać jakieś słowa lecz nie byłem w stanie, czując coraz większą gulę w gardle. - Ja... naprawdę przepraszam... -Ukłoniłem się lekko przed wszystkimi. - Muszę zostać sam - dodałem na koniec i powoli odszedłem od stolika z opuszczoną w poczuciu wstydu głową. Całą sytuacje natomiast widziała, Crystal, która spoglądała od początku jak Christian szuka sobie celu. Chyba źle zrozumiał, to co mu powiedziała w gabinecie. Jeśli miał zamiar zdobywać szacunek atakują zawszanki, a potem dawać się pobić książętom. Tak na pewno daleko nie zajedzie. Cicho westchnęła, widząc jak wilki prowadzą go na tortury. Czasem trzeba odróżniać kiedy należy być złym, a kiedy należy zachować się jak należy. Jeśli ten chłopak nie przemyśli pewnych spraw, to marną widziała dla niego przyszłość w akademii.
  10. Thomas Gdy spoglądał chwilę na Elvire, zastanawiał się jak to się stało, że tak łatwo dał jej kilka informacji o sobie. To nie tak, że coś ukrywał, ale po prostu nie lubił o sobie mówić. Jak już wcześniej wiele razy zauważył, jego przeszłość jak i życie, to jego własna sprawa, a nie jej. Z jakiegoś powodu to wszystko go intrygowało. Z nikim nigdy zbyt wiele nie rozmawiał. Nie znał nikogo, gdy żył poza akademią, bo wszyscy go unikali, a teraz mówił za wiele przed dziewczyną, którą ledwo znał, co za głupota z jego strony. Z chwilą, gdy do jego uszu dotarły jej słowa, zmarszczył brwi. Czy ona czytała mu w myślach czy co? Skąd wiedziała, że sam nie był tego do końca pewny? Nic nie odpowiedział, poruszając się za nigdziarką i oświetlając ciemniejsze korytarze biblioteki. Gdy płomień świecy oświetlił uśmiech dziewczyny, chłopak nie mógł zaprzeczyć, że bardzo jej on pasował. Zupełnie jakby jeszcze bardziej podkreślał jej urodę, która i tak była już bez tego niesamowita. Zagryzł wargę starając się porzucić tę myśl. O czym on w ogóle myślał? Pytał sam siebie. Wtedy też zaczęła mówić o lekcji profesora Sadera. To oczywiste, że nie znajdzie tutaj dokładnych odpowiedzi, na to pytanie, ale kilka choćby niewielkich informacji mogłoby być korzystnych na kolejną lekcją. Zastanawiało go swoją drogą czego ona tak właściwie szukała. Sama zachowywała się tak jakby wszystko już wiedziała, więc czego mogła szukać? Nie mógł zaprzeczyć, że się z nią zgadza, w sprawie tego, że większość nigdziarzy sobie z zadaniem nie poradzi. Po prostu prawda była taka, że niewiele osób w klasie grzeszyło choć zalążkiem inteligencji. Spoglądał po półkach, oświetlając je świecą, aż nagle się nie obrócił i niemal odskoczył do tyłu, gdy twarz Elviry w tym samym momencie znalazła się tuż przed nim. Gdy ponownie się odezwała zacisnął zęby w gniewie. Co ona tak właściwie o nim myślała? Traktowała go jak swojego psa, jak zabawkę, która jest nic nie warta. To prawda, pomógł jej parę razy z Christianem, ale sam miał ku temu powody. Christian wymagał tresury. Atakował słabszych by pokazać jak zły jest, a Thomas nigdy nie uważał takich ludzi za złych, a za zwykłych tchórzy. Nawet zło powinno mieć pewne zasady. Dostrzegł jak dziewczyna oblizuje lekko swoją wargę i nie wiedział czemu poczuł się dziwnie na ten widok, gdy jednak wydała mu kolejne polecenie, używając tym razem jego imienia, chłopak się nie ruszył, a Elvira mogła zauważyć, że nagle pociemniało, gdy poszła dalej. - Nie mam pojęcia co o mnie myślisz - powiedział bardziej chłodno niż kiedykolwiek do tej pory, stojąc w miejscu i patrząc na nią ponuro. - Nie jestem żadnym twoim psem ani zabawką byś mogła mnie tak traktować - Zrobił krok w jej stronę i spojrzał jej chłodno prosto w oczy. Zupełnie zniknęła niepewność, którą do tej pory się odznaczał w jej towarzystwie, a pojawiło się tam coś ponurego. Z całą pewnością nie chciał zrobić jej żadnej krzywdy, a tylko coś wyjaśnić. - W krainie, z której pochodzę nie daje się traktować jak pies, choć wielu próbowało mnie tak traktować – Pokręcił lekko głową i znów na nią spojrzał. - Tobie też na pewno na to nie pozwolę. Jeśli szukasz kundla na każdy twój rozkaz, to wytresuj Christiana - zmarszczył lekko brwi i wyciągnął do niej świece. - Jeśli chcesz możesz ją wziąć i iść sama, ja już przywykłem do ciemności i zdołam pewnie znaleźć bez niej to czego szukam - zmrużył delikatnie oczy, oczekując na jej reakcje.
  11. Crystal No to grupa się rozrasta, choć nie bardzo wiedziała jak ten osobnik będzie mógł być pomocny dla tego zadania to jednak nie wnikała w to. Fate nie bez powodu go wybrała zapewne wiedziała coś, czego ona jeszcze nie dostrzegała. W końcu to jej przeczucie pokierowało ją za nim i tak spotkała Fate. Nic nie działo się przez przypadek dobrze o tym wiedziała. Gdy klacz przedstawiła się ogierowi a zaraz potem podała jej imię tylko lekko wzruszyła ramionami. W końcu jej imię nie było żadną tajemnicą niemal wszyscy je znali jednak ci przewrażliwieni, przesądni idioci woleli nadać jej własne przydomki, przez co jej imię, mimo że dawniej znane stawało się zapomniane. Gdy do jej uszu dobiegł dźwięk stuknięcia kopyt skierowała swój wzrok na źródło dźwięku, którym była klacz obok. Zaczyna się, ale co? Fate jak do tej pory podawała skrawki informacji nic, co można by szczególnie wykorzystać. Jednak Crystal wyczuwała, że posiada wiedzę i moc, która może być poza jej zrozumieniem. Chociaż niektóre jej zachowania nadal pozostawały zagadką. Jak choćby to nucenie w takiej chwili. Mimo wszystko powoli za nią ruszyła. Jednak, gdy jej oczom zamiast podwórza ukazało się jakieś pomieszczenie mrugnęła kilkukrotnie. Teleportacja? Nie to na pewno nie to. Nigdy to się nie odbywa w taki sposób. Zupełnie jakby zmieniła otaczającą wszystko rzeczywistość. Zamieniła podwórko na to pomieszczenie, ale czy to możliwe? - Niesamowite - odparła w końcu patrząc na to wszystko. Nadal jednak nie rozumiała, czemu akurat tu ich zabrała. Skierowała swój wzrok, na Fate ignorując ogiera. - Byłaś trochę oszczędna w słowach. Co dokładnie się zaczyna? I gdzie i dlaczego właściwie jesteśmy? - pytała cicho tak by przypadkiem ktoś ich nie usłyszał. W końcu nie mogła być pewna czy starają się tego unikać.
  12. Alan, Sophie oraz Christian Powoli odłożyłem naczynie z wodą, lekko przy tym przecierając dłonią usta tak by pozbyć się niewielkiej odrobiny, która pociekła mi delikatnie po brodzie z powodu zbyt łapczywego picia. Nie czułem się obecnie komfortowo, zwłaszcza tym co sobą w tej chwili reprezentowałem. Mimo wszystko starałem się tego nie okazywać, ale widząc twarze Aidana oraz Stephanie, poczułem się trochę lepiej, zwłaszcza kiedy widziałem ich uśmiechy, które nawet odwzajemniłem. Spojrzałem kątem oka jednak w kierunku Elisabeth i wtedy dostrzegłem jej uśmiech, dzięki któremu zrobiło mi się dziwnie przyjemnie. Nie było to także wszystko co dostrzegłem, bo poza tym wyłapałem również na niewielką chwilę spojrzenie Adelii. Znów było to samo, miałem wrażenie, że w jej oczach widzę wrogość do mnie, ale nie tylko... Wyglądała jakby wcale się nie cieszyła, że tylu nas jest obok niej, miałem wrażenie, że chce mieć Elisabeth tylko dla siebie. Zaraz pozbyłem się tej myśli, Elisabeth jej ufała, więc i my musieliśmy to zrobić. W końcu ona znała ją dłużej niż my. Niewielką chwilkę później ponownie spojrzałem na Elisabeth, gdy ta wspomniała o Galerii Dobra. Nie minęło długo, aż przeszła do tematu, który zadręczał obecnie każdego z nas. Przypomniałem sobie jak Sophie wspominała o tych obrazach i o dwójce Czytelników, jednym złym drugim dobrym. Tak samo było z obrazem Elisabeth i Adelii. Tylko jak im miałem powiedzieć, że według tego co pokazał wieszcz obie są w odpowiedniej akademii? Na dodatek musiałem jeszcze w jakiś sposób wypytać Sophie o te obrazy. Jednak patrząc na mój obecny stan... nie byłem pewny czy chciałaby mnie w ogóle oglądać. Swoją drogą to gdzie ona właściwie była? Zacząłem się rozglądać po całej polanie, ale nigdzie jej nie widziałem. Wtedy stało się też coś czego się nie spodziewałem. Spojrzałem na księżniczkę, która tak niespodziewanie usiadła obok mnie i przełknąłem gulę. Dlaczego ze wszystkich miejsc musiała wybrać akurat te obok mnie? Księżniczka Magdalene z rodu królewskiego Wzgórz Banialuki. Tym bardziej czułem się nie komfortowo, bo jako dziedzic tronu w obecnym stanie słabo reprezentowałem naszą krainę. Ta jednak zdawała się ignorować fakt w jakim stanie jestem. Gdy wypowiedziała się bezpośrednio do mnie, w pierwszej reakcji mrugnąłem zaskoczony. Myślałem, że raczej nie zwracała większej uwagi na moją obecność w galerii, ale zapamiętała moje imię. Wtedy też spojrzałem zszokowany na Stephanie, słysząc jej słowa w kierunku Magdalene, a potem na samą księżniczkę nie będąc pewnym jak to odbierze. W duchu szybko odetchnąłem z ulgą, widząc jej spokojną reakcje. Większość rodowitych księżniczek w tym Sophie uznałaby to za potwarz. Gdy jednak wspomniała o Damienie, zacisnąłem dłoń w pięść pamiętając wszystko, co stało się na poprzedniej lekcji. W końcu zdecydowałem się podnieść. - Wybaczcie mi na chwilę, jak zostało wcześniej wspomniane, muszę odebrać swój koszyk - Lekko się ukłoniłem i odszedłem od stołu ostatni raz rzucając przelotne spojrzenie na Elisabeth. Kątem oka patrzyłem jak prawie wszyscy przy naszym stole ze sobą rozmawiają, gdy odbierałem swój kosz od nimf i dalej się rozglądałem po polanie. Nigdzie nie było Sophie. Czy coś jej się stało po ostatniej lekcji? Powoli wróciłem do stołu, gdy rozmowa trwała w najlepsze i tym razem usiadłem trochę dalej od Magdy. Nadal wolałem się trochę odizolować od wszystkich. Grzebałem teraz w swoim koszu, zastanawiając się, co właściwie mogę powiedzieć Elisabeth, co byłoby jej użyteczne? Oczekiwałem również na odpowiedni moment by włączyć się do rozmowy. W tym samym momencie Christian z zadowoleniem oczekiwał na reakcje zawszanki. Szybko jednak na jego twarzy pojawiło się zdziwienie, widząc brak strachu w jej głosie. Zaczął się zastanawiać czy ona nie ma jakiś problemów z głową, a przynajmniej do czasu, aż nie usłyszał jej kolejnych słów. Gdy wspomniała, że posiada blizny nic już nie rozumiał. Jaka księżniczka ma blizny? Zaraz jednak wściekle wrzasnął skacząc na jednej nodze, gdy zawszanka kopnęła go w piszczel i na dodatek wytrąciła nóż. Dopiero potem dotarło do niego skąd pochodzi dziewczyna. Jeszcze dobrą chwilę rozmasowywał bolące miejsce, zaciskając przy tym zęby, gdy do jego uszu docierał drwiący śmiech Scarlet. Skąd niby miał widzieć, że ta baba jest z Akgul? Zawsze myślał, że inaczej wyglądają tamte dziewczyny. Potrzebował innego celu takiego, na którym pokaże, że z nim nie ma żartów. Zaczął rozglądać się po polanie, szukając go, aż na jego twarzy pojawił się uśmiech. Na polanę weszła właśnie księżniczka o niezwykle delikatnej śnieżnej cerze. Nie było szans by i ta była z Akgul lub podobnej krainie. Rozejrzał się czy nimfy i wilki znów nic nie widzą i gdy był pewny zaczął iść w jej stronę. Sophie, idąc na polanę czuła się trochę nieprzyjemnie. Zawsze, gdy miała ze sobą parasolkę czuła, że ma przy sobie kogoś bliskiego, a teraz była zupełnie sama. Nawet wtedy, gdy ruda Czytelniczka ją zaatakowała, to właśnie dzięki parasolce potrafiła ukryć prawdziwe emocje po tym zajściu. Zapewne nikt nie zrozumiałby jej więzi ze zwykłym przedmiotem, ale nie oczekiwała zrozumienia. Nawet jeśli w oczach innych było to dziwne, to ważne było co sama czuła, a zawsze mając ją przy sobie czuła się silniejsza. Zawsze odkąd tylko ją dostała, a miała wtedy zaledwie pięć lat. Miała wrażenie, że był to ostatni prezent, który otrzymała z głębi serca. Najgorsze było to, że w akademii naprawdę jej brakowało tego przedmiotu. Nawet przez całą drogę zaciskała i otwierała kilka razy dłoń, dziwnie się czując ze świadomością, że ta była pusta. Powoli w końcu weszła na polanę z pewną siebie miną, a przynajmniej tak było, aż nie usłyszała czyjegoś głosu za sobą. - Czyżbyś się spóźniła ślicznotko? - Sophie natychmiast odwróciła się do właściciela głosu i to była jedna z najgłupszych decyzji w jej życiu. Nigdy jeszcze nie widziała z bliska kogoś tak wstrętnego. Te zęby żółte od próchnicy, przetłuszczone włosy, brudne krzywe paznokcie, rzepy na skórze i jeszcze ta przemoczona tunika. Nigdy jeszcze tak bardzo nie żałowała, że potrafi dostrzegać każdy szczegół wyglądu innych. Miała wrażenie, że zaraz zwymiotuje. Nawet najgorszy plebs w Śnieżnych Wzgórzach, nie był w aż tak opłakanym stanie. Zignorowała chłopaka i chciała ruszyć dalej, ale nie była w stanie się ruszyć i na dodatek poczuła nieprzyjemny ból. Wtedy też spostrzegła, że chłopak trzyma jej nadgarstek nie chcą dać jej odejść. - Pachniesz też całkiem ładnie. Czyżbyś chciała komuś zaimponować? - spytał z szyderczym uśmiechem. - Puść mnie, to boli - pisnęła z całych sił próbując się uwolnić od obrzydliwego chłopaka. - Przestań się wyrywać, a przestanie - Dziewczyna poczuła się jeszcze gorzej. To prawda nie była święta. Bywała wredna i czasem źle myślała o innych, ale czy to był powód by to wszystko ją spotykało? Najpierw atakująca ją Emeralda, potem Czytelniczka, która się na niej wyżyła, a teraz ten wstrętny nigdziarz pastwił się nad nią bez żadnego powodu. - Nic ci nie zrobiłam... - mówiła dziewczyna ciężko przy tym oddychając. Nigdy nie była w takiej sytuacji, a teraz była przerażona jak nigdy dotąd. - To prawda - powiedział lekko zamyślony Christian, zaraz jednak znów się uśmiechnął. - Mimo to możesz być moim nemezis, więc teraz muszę cię nauczyć paru rzeczy - Dziewczyna jeszcze bardziej zbladła na myśl, że ten wstrętny chłopak może trafić kiedyś do jej baśni. Przecież chyba tak jej nie zostawią ktoś musiał jej pomóc? Alan albo Edward, ktokolwiek, ale żadnego z nich nie dostrzegła. No tak... jej kuzyn spoglądał tylko na Czytelniczkę, już dawno o niej zapomniał. Może to kara za wszystko co skrycie o nim do tej pory myślała? Zapewne tak odpłacał się jej los. Edward już był pewnie zajęty Emeraldą. Została zupełnie sama... nikt jej nie pomoże... Tak bardzo chciała usłyszeć teraz głos mamy by dała jej wsparcie. W końcu w akcie rozpaczy, Sophie dała się ponieść nerwom i z całej siły jaką tylko miała spoliczkowała obrzydliwego nigdziarza. Miała nadzieje, że to pozwoli jej się uwolnić i uciec do innych zawszan. Niestety jak to zazwyczaj bywa nadzieja matką głupich. Sophie nigdy nie miała niemal do czynienia z wysiłkiem fizycznym i pomimo że uderzyła chłopaka, na tyle mocno, że jej dłoń była, aż czerwona i bardzo ją przy tym piekła ten jej nie puścił. Jedyny efekt jaki przyniósł jej atak był taki, że Christian tylko lekko przechylił głowę, a jego policzek stał się czerwony. Chwilę później ponownie się wyszczerzył. - A więc masz pazurki? - spytał i wtedy mocniej zacisnął dłoń na nadgarstku dziewczyny do tego stopnia, że ta pisnęła i niemal upadła na kolana. W tej chwili sobie uświadomiła jak bardzo chce wracać do domu i znów zobaczyć mamę. Nie miała już po prostu siły by dłużej tego wszystkiego znosić. A zawsze tak marzyła by się ty dostać, a teraz sen stawał się koszmarem - Lekcja pierwsza. Jak widzisz każdy czyn ma swoje konsekwencje - Christian był zadowolony, bo dopiął swego wywołał lęk w jednej zawszance i gdy teraz go zobaczy zawsze będzie się bać choćby podnieść na niego wzrok.
  13. Thomas Przełknął lekko ślinę, widząc jak Elvira powoli się do niego zbliżała. Nie potrafił z jakiegoś powodu oderwać od niej wzroku. Choć naprawdę chciał to zrobić, to nie potrafił. Czuł się dziwnie, gdy widział tę jej delikatną cerę, długie powiewające włosy, jej smukłe ciało i to wszystko połączone z jej niesamowitym charakterem i rozumem, sprawiało... Nie wiedział sam jak to określić. Lekko zbladł nie będąc pewnym czy się pochorował, że takie myśli przychodzą mu do głowy. Widział już wiele dziewczyn w swoim życiu i na żadną jakoś specjalnie nie reagował, więc dlaczego ta jedna wywoływała u niego te dziwne reakcje? Pierwszy raz byli zupełnie sami, żadnych innych nigdziarzy czy wilków, a nawet nauczycieli, tylko oni. Czy to właśnie dlatego czuł się przy niej tak nietypowo? Gdy powiedziała, że się go tu nie spodziewała. zmarszczył lekko brwi przynajmniej tak było do czasu, aż ta przy nim nie stanęła. Czuł jak z jakiegoś nieznanego sobie powodu zrobiło mu się gorąco, gdy tak przy nim stała. Ponownie poczuł też się dziwnie nieprzyjemnie, gdy ta mu powiedziała, że nie zrozumie czego szuka. Spojrzał na chwilę na świece, a następnie na dziewczynę. - Być może nie wychowałem się pośród książek i nie chodziłem do szkoły, ale to nie sprawia... - zamilkł w jednej chwili, bo zrozumiał, że mówi za wiele. Jego przeszłość to była tylko i wyłącznie jego sprawa. Nie miał powodu dzielić się nią ani z tą dziewczyną ani nikim innym. Nie potrzebował współczucia i litości, a tym bardziej nie oczekiwał tego w tej akademii wśród przyszłych czarnych charakterów. Schylił się i podniósł książkę, której szukał i znów spojrzał na świece, a potem na dziewczynę, aż w końcu ruszył do stołu. - Robię to tylko dlatego, że ja też jeszcze czegoś szukam - mówił ponuro, idąc w kierunku rzeczonej świecy, a następnie zapalając ją i wracając do młodej wiedźmy. - Muszę przygotować się jeszcze na lekcje profesora Sadera. Więc nie robię tego dlatego, że ty tego chciałaś - powiedział twardo, pokazując przy tym na świece żeby dać jej zrozumieć o czym mówi, na dodatek miał wrażenie jakby sam chciał wierzyć w te słowa. Na chwilę jego wzrok skierował się na jej szyję i we wzroku chłopaka pojawiło się coś jak troska, gdy widział ponownie ślady jakie zostawił jej wczoraj Christian. Szybko jednak niezrozumiała emocja zniknęła z jego oczu i znów wrócił mu twardy zbuntowany wzrok. Crystal Zmrużyła delikatnie oczy starając się zobaczyć co takiego teraz robią jej uczniowie, ale przez deszcz nie była za bardzo w stanie tego zrobić. Czasem zastanawiała się czy Dyrektor czuł jakąś wewnętrzną satysfakcję z tego, że utrudniał im pracę. Chociaż sama nie wierzyła by na źle ciążyła klątwa, to w takich sytuacjach ciężko było nie myśleć by Dyrektor był bezstronny. Zaraz jednak zmarszczyła delikatnie brwi widząc jak chmury znikają. Była pewna, że to nie był przypadek. Miło było z jego strony, że w końcu ich od tego uwolnił. Dziwił ją za to fakt, że mimo wieku skrywał tak wielką moc. Jaki więc musiał być w młodości? Wtedy też spostrzegła obok swej dłoni srebrzyste pióro, a na jego widok zmarszczyła ponownie brwi. Nie było wątpliwości od kogo to wiadomość. Mimo wszystko mógł zrobić to w inny sposób. Czy tak chciał zaznaczyć jej, że jest nikim wobec jego potęgi? Nie była głupia i nie zamierzała z nim walczyć, zbyt ceniła swoje życie. Mimo wszystko nadal ją zastanawiało czy przychyli się do ich prośby i odeśle Czytelniczki do ich świata. Tak byłoby dla wszystkich zdecydowanie lepiej.
  14. Alan, Sophie, Christian i Crystal Słysząc odpowiedź Stephanie delikatnie się uśmiechnąłem i znów spojrzałem na Elisabeth. Zaraz jednak uniosłem wzrok. Za każdym razem było tak samo. Czułem się przy niej dziwnie, nietypowo, ale mimo wszystko nie chciałem z nimi o tym rozmawiać. Bardzo polubiłem obie księżniczki, ale nie byłem pewny czy by mnie zrozumiały. Co miałem im powiedzieć? Obraziłem Ambrosiusa przed nauczycielem i innymi książętami, bo ten obraził mój dom, rodzinę i nasze tradycje? Zapewne dla nich brzmiałoby to banalnie. Nie sądziłem by mnie poparły i wcale się temu nie dziwiłem. To były sprawy rodzinne i sam powinienem się z tym uporać. Podejrzewałem również, że Aidan niewiele będzie w stanie im powiedzieć, bo ten wiedział niewiele więcej niż one. Gdy pobiegły na polane, a ja znów zostałem sam z Julianem, ostatni raz spojrzałem na obie zawszanki, a zwłaszcza na znikającą za horyzontem Elisabeth. (Sophie) W międzyczasie, Sophie jeszcze na chwilę wróciła do komnaty, uznając, że nie powinna tak szybko pokazywać się na polanie. Musiała zadbać o jeszcze kilka detali, a przy tym zrobić wielkie wejście. Dlatego zaczęła grzebać w swych kufrach by wyjąć kilka rzeczy takich jak perfumy i różne olejki. Wszystko to były prezenty od rodziców. Każda z tych rzeczy miała jej wynagradzać zapewne brak ich obecności w każdej ważnej chwili jej życia. Miała do wyboru same najdroższe perfumy, kremy oraz olejki czy szampony. Najciekawsza z tego wszystkiego wydawała się kolekcja buteleczek wypełnionych najwyraźniej wodą. Dziewczyna zaczęła pryskać na siebie perfumami o woni polnych kwiatów, a twarz zaczęła dotykać wacikiem nasiąkniętym górskim olejkiem, który miał jeszcze bardziej podkreślać jej śnieżną, jedwabistą skórę. To nie było tak, że robiła to dla kogoś, w końcu sama z siebie lubiła pięknie wyglądać. A mimo to gdzieś w jej myślach nadal błądził obraz Edwarda. Kiedy tylko skończyła zaczęła chować wszystkie te rzeczy znów do kufra. Poza buteleczką z wodą, którą jako jedyną schowała w torbie, wyglądało jakby chciała ją wykorzystać później. Ostatni raz przed wyjściem spojrzała na kufry. Pomyślała o tym, że wieczorem będzie musiała je rozpakować skoro i tak się nie może przenieść. (Christian) Niedługo później przemoczony wodą deszczową Christian, siedział wygodnie grzebiąc w swoim wiadrze i oblizując palce z resztek mięsa jakie wyłowił. Zawsze tak jadł, w jego uznaniu sztućce były zbędne, chyba, że chciało się komuś wbić widelec w oko lub nożem kogoś zranić. Na jego twarzy pojawił się uśmiech, gdy zobaczył pierwsze zawszanaki na polanie, zaraz jednak się skrzywił, gdy podeszły bliżej. To miały być niby księżniczki? To już te dziewczyny z ich akademii byłyby ładniejsze gdyby się je ubrało w te ciuchy. Kto takie coś w ogóle tu wpuścił? Dyrektor chyba ślepnie na stare lata. Co prawda mógłby się nimi zająć, ale szukał samotnego i znacznie lepiej wyglądającego celu. Skwasił się również bardziej niż dotychczas widząc jak Czytelniczka z ich akademii ich zdradza idąc do tych zawszanek. Czuł, że jak później wrócą do akademii zapłaci za te zdradę. Wtedy też właśnie zobaczył jak inni zawszanie pojawiają się na polanie, a na jego twarzy pojawił się na ten widok uśmiech, teraz pozostało szukać celu. (Alan) Jakiś czas później, powoli zakończyłem swój bieg, czując jak z mojego czoła kapie pot, a koszulka się do mnie lekko lepiła. Czułem się po prostu okropnie, nawet wolałem nie myśleć co się stanie, gdy Elisabeth mnie tak zobaczy. Nadal nie rozumiałem jednocześnie dlaczego właśnie jej zdanie interesowało mnie najbardziej. Ambrosius był oczywiście pierwszy i już szedł do reszty tych "lepszych" zawszan. Ja z Julianem skończyliśmy niemal w tym samym czasie. Kiedy dotarliśmy już na miejsce, na polanie każdy poszedł w swoją stronę. Zapewne poszedł szukać Arii podobnie jak ja zacząłem szukać swojej grupy. Nie zajęło mi to długo, bo już widziałem przy stole Elisabeth, Stephanie, Aidana oraz Adelie... Próbowałem nie myśleć o tym co było wczoraj z tą dziewczyną. Może mi się to tylko wydawało, było w końcu późno. Zacząłem do nich iść nadal będąc przy tym lekko zdyszanym. - Przepraszam, że się spóźniłem - powiedziałem będąc na tyle blisko żeby mnie usłyszeli, a następnie powoli podchodząc do stołu i przecierając dłonią mokre włosy. Skierowałem wzrok na Adelie. - A ty jesteś zapewne Adelia, prawda? - uśmiechnąłem się w jej kierunku co miało też jednoznacznie wskazywać, że to co się stało wczoraj wieczorem było tajemnicą, o której nikt poza nami nie powinien się dowiedzieć. - Elisabeth wiele nam o tobie opowiadała - dodałem powoli siadając, ale trochę dalej od Elisabeth, z powodu wstydu własnym obecnym stanem. Tak właściwie siedziałem w pewnym oddaleniu od wszystkich tworząc wokół siebie niewidzialny mur. Chwilę później sięgnąłem po wodę, chcąc obecnie najbardziej zaspokoić swoje pragnienie spowodowane niedawnym biegiem. Kiedy tylko poczułem przyjemny płyn, zacząłem ją łapczywie chłeptać. (Christian i Crystal) W tym samym czasie Christian znalazł swój cel. Samotna zawszanka siedziała całkiem niedaleko nich. Upewnił się, że w pobliżu nie ma wróżek, nimf czy wilków, którzy by mu przeszkadzali. Gdy odrzuciła do tyłu włosy uznał to jak swoiste zaproszenie dla niego. Oblizał ostatni raz palce i przemoczony zaczął kierować się prosto do zawszanki. W tym też momencie pośród innych nauczycieli zła na balkonie pojawiła się niespodziewanie Crystal, zostawiając jak zawsze przy tym wokół siebie krucze pióra. Rzuciła tylko porozumiewawcze spojrzenia innym nauczycielom zła i sama zaczęła patrzeć na polanę. Christian w międzyczasie powoli przystanął koło słabej i żałosnej w jego odczuciu dziewczyny i chwilę na nią spoglądał, aż nie zaczął. - Wyglądasz na bardzo miłą i uroczą księżniczkę - powiedział niemal pogodnie, zbliżając przy tym do niej bliżej. - Nie spotykałem raczej tak ładnych dziewczyn w swojej okolicy - Krzywo się uśmiechnął dalej ją obserwując i kontynuując. - Dziwne to, że tak urocza dziewczyna jak ty jest tu sama. Czyżby żaden z tych lalusiów cię nie polubił? - spytał i spojrzał w kierunku książąt. - A może sama się wstydzisz do nich odezwać? - Nagle ton chłopaka stał się bardziej złowrogi. - Wiem jak można to naprawić - wtedy też w jego dłoni pojawił się niewielki nóż. - Co powiesz na małą bliznę lub dwie? Zaraz wywołasz w nich takie współczucie, że żaden nie oderwie od ciebie wzroku - Na jego twarzy pojawił się szyderczy uśmiech. Wszystko przebiegało jak chciał. Przerazi tę dziewczynę i gdy tylko ta go zobaczy ponownie zawsze będzie się przed nim trząść ze strachu. Szybko sobie wybuduje reputacje, którą przez Thomasa tak bardzo stracił. A kiedy tylko zacznie się żalić przerażona o tym co tu miało miejsce, wszystkie zawszanki w Akademii Dobra będą się go bały.
  15. Thomas Gdy wszyscy nigdziarze zniknęli, Thomas zajął się swoim głównym celem jakim było poszukiwanie biblioteki w Akademii Zła. Dziwnie się czuł, widząc jak pusto się tu zrobiło. Brak wilków i wszystkich innych nigdziarzy, został zupełnie sam, czuł się niemal jak w domu. No... była jedna spora różnica, wielkością to miejsce przy jego domu przypominało pałac, gorzej jednak ze stanem budynku, którego z pewnością nie można było tak traktować. Przeszukiwanie korytarzy Akademii Zła, stawało się niewielkim problemem, bo pojawiło się nowe utrudnienie. Chłopak na chwilę się zatrzymał i spojrzał na swoją rękę. Czuł, że jego brzuch coraz bardziej domaga się jedzenia. Niestety jabłko, które dostał od Elviry jak to określiła w nagrodę, nie mogło mu wystarczyć na wieczność. Jeśli nie zacznie normalnie jeść będzie coraz słabszy, wiedział o tym dobrze. Mógł zacząć hodować jakieś rośliny, ale wiedział, że to zajmie wieki zanim urosną, poza tym potrzebował do tego nasion. Nie chciał również jeść pomyj, które im podawali w akademii i nazywali jedzeniem. Będzie naprawdę musiał pomyśleć o polowaniu, jeśli ma nie umrzeć z głodu. Mimo wszystko coś jadalnego powinno tu być. Być może i był nigdziarzem, ale nie dziką bestią by jeść to co im serwowali. Nagle stanął zdziwiony, widząc wielkie drzwi pomiędzy salami, w których już miał dziś lekcje. Chwilę wpatrywał się, zastanawiając czy to jest na pewno cel jego poszukiwań. Podszedł do nich i przyłożył ucho, zastanawiając się czy ktoś jest w środku, ale gdy nic nie dotarło do jego uszu postanowił zaryzykować i powoli pchnął drzwi, a gdy te tylko stanęły otworem, otworzył szeroko oczy nie mogąc uwierzyć w to co widzi. Niewiele go obchodził zapach czy pajęczyny. Nawet samo pomieszczenie i jego wystrój, nie to miało znaczenie, a książki. Nigdy w życiu nie widział jeszcze tylu książek. W domu, w którym mieszkał zawsze znajdywał ich niewiele. W końcu do biblioteki w jego mieście by nie wpuścili takiego odszczepieńca jak on, więc musiał znajdywać takie co zwykle ludzie wyrzucali. Czasem brakowało nawet kilku stron w takich książkach lub leżały w kałużach całe przemoczone, sporo czasu mu zajmowało by doprowadzić taką książkę do stanu używalności. Mimo wszystko i tak mu pomagały choć w niewielkim stopniu lepiej opanować czytanie. Nie rozumiał jednak po co jakieś głąby dewastowały książki, które tutaj mogły być pomocne. Powoli ruszył się z miejsca nie zamykając za sobą drzwi, skoro Akademia była pusta, w jego uznaniu nie było takiej potrzeby. Podchodził do książek, które leżały zarówno wokół niego na półkach jak i na ziemi, szukał tych, które go interesowały, gdy nic nie znalazł, zamiast z powrotem rzucić tę książkę na ziemie odkładał ją na półkę. Mimo wszystko nie miał zamiaru ich niszczyć, bo mogą być użyteczne w przyszłości. Niestety, nadal na nic nie natrafił. Szukał informacji, które by mu pomogły lepiej zrozumieć upiora jak i kamień, którego używał by go więzić, a potem czegoś na lekcje Sadera. W akademii uświadomił sobie jak mało do tej pory wiedział, a teraz była szansa to naprawić. Miał tu wszystkie potrzebne pokłady wiedzy. Powoli schylił się i podniósł z ziemi kolejną książkę, patrząc przy okazji na jej tytuł, ale zaraz lekko pokręcił głową. W momencie, gdy chciał ją odłożyć na półkę spostrzegł czyjś cień i machinalnie szybko się odwrócił by zobaczyć intruza. Gdy zobaczył kto to jest, szeroko otworzył oczy jakby nie mógł zapanować tym razem nad szokiem. - Elvira... - wymamrotał zszokowany widokiem pięknej nigdziarki. Był pewny, że jest na obiedzie z innymi. Nie potrafił zrozumieć skąd się tu wzięła. Zrobił krok do tyłu i najwyraźniej nie spostrzegł półki, która stała za nim lub zupełnie o niej zapomniał. Ta zatrzęsła się przez uderzenie nigdziarza sprawiając, że wypadła z niej jedna książka, która upadła prosto na jego stopy. Na okładce widniał prosty tytuł "Upiory i magiczne artefakty z nimi związane". Nawet nie spostrzegł, że znalazł książkę, której szukał, tylko patrzył nadal zdziwiony nie potrafiąc zrozumieć dlaczego tak dziwnie reaguje na jej widok, na dodatek bardziej dziwnie niż do tej pory. Przecież nie pierwszy raz ją widział. Czy to dlatego, że się jej nie spodziewał tutaj? Czy może z zupełnie innego powodu? Wpatrywał się osłupiały na jej równie zaskoczoną minę. Christian Chłopaka niewiele obchodził padający deszcz dla niego, to była żadna niedogodność. Nie raz już na niego padało, gdy napadał na kogoś lub po prostu spacerował. Traktował to w pewnym sensie jak prysznic, którego unikał w normalnych okolicznościach, a na taki jak teraz nie miał wyboru. Czuł jak krople deszczu licznie opadają na jego przetłuszczone włosy, ale to ignorował. Nigdziarska szata zaraz cała przykleiła się do jego ciała, ale nawet to zignorował. Nie potrafił zrozumieć jaki nigdziarz mógł mieć problem z deszczykiem. Słyszał co prawda jak co niektórzy jęczeli o tym, że nie mają parasolów czy że za mokro. Jak ktoś taki mógł w ogóle nazywać siebie nigdziarzem? Może właśnie dlatego Thomas uciekł? To by było ciekawe gdyby okazało się, że ten kretyn boi się deszczu. W końcu zdołał dostać się na polanę gdzie zakończył się prysznic z nieba. Czuł jak z jego ciała spływa woda, a cała jego koszula była przemoczona, ale to nie był problem. Nawet nie próbował się doprowadzić do porządku, bo po co? W końcu i tak wyschnie. Mimo wszystko poczuł lekki zawód nie widząc jeszcze zawszan. Był pewny, że gdy tu przyjdą ci będą już na miejscu. A zamiast nich były tylko nimfy i wilki czekające na wszystkich. Pewnie znów chcieli zrobić wejście tak jak na rozpoczęciu. No nic pozostało czekać i wprowadzić swój plan w życie. Wystarczyło wypatrzeć tylko jakąś słabą samotną zawszankę, a wtedy zabawa się zacznie. Powoli podszedł po swoje jedzenie i wtedy zmrużył delikatnie oczy. Wśród nigdziarzy nie zauważył tej irytującej wiedźmy jak ona miała? Emilia czy jakoś tak. Miał słabą pamięć do drugorzędnych nigdziarzy, Były tu te dwie z jej komnaty, ale gdzie ona? Gdzie zniknęła? Był pewny, że szła z nimi. Czy to był jakiś plan jej i Thomasa by się go pozbyć? Zacisnął wściekle mokrą dłoń w pięść tak mocno, że paznokciami uszkodził sobie skórę na powierzchni dłoni, a z niej zaczęła sączyć się krew. Zapłacą mu za to, obiecał to sobie. Nie spuści już więcej z nich oka. Crystal W tym czasie, gdy wszyscy uczniowie wyszli na polanę, Crystal siedziała samotnie w gabinecie, po rozmowie z dziekan Dovey zabrała się za swój list do Dyrektora. Miała nadzieje, że Dziekan Dobra ma racje i gdy one obie napiszą list Dyrektor w końcu wysłucha ich zarzutów. Nie mogły się przecież obie mylić. Żadna z Czytelniczek nie pasowała do akademii. Co prawda nie poznała jeszcze zawszanki, ale skoro i Dovey nie jest jej pewna swojej uczennicy coś musi być na rzeczy. Była za to pewna, że ta ta cała Adelia nie pasowała na nigdziarkę. Wciąż się zastanawiała nad tym jak się wytłumaczy, gdy ta zabije się w końcu lub zrobi sobie inną krzywdę, a wszystko wskazywało, że zrobi to nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Najgorsze, że sama potwierdziła, że jest chorowita. Tylko brakowało jeszcze tu schorowanej Czytelniczki. Zapisała ostatnie słowa i wstawiła pióro do atramentu, a list oddała jednemu ze swych kruków z instrukcją by przekazał go Dyrektorowi. Obserwowała jak ptak leci w kierunku samotnej wieży. Jeśli odpowie to już będzie pewien sukces, pomyślała zagryzając wargę.
  16. Sophie Próbowała ocenić po reakcjach Constantine jak bardzo pomocne mogą być jej słowa. W końcu nigdy nie zdarzało jej się raczej kogoś pocieszać, więc nie mogła być pewna czy efekt obecnie będzie udany. Gdy spostrzegła uśmiech na twarzy dziewczyny i ona się lekko uśmiechnęła. Polubiła całkiem Constantine, zwłaszcza po ostatniej lekcji. Szkoda, że nie mogła dzielić komnaty z taką współlokatorką jak właśnie ona. Uśmiech na twarzy dziewczyny jeszcze bardziej się pogłębił, w chwili, gdy jej rozmówczyni jej podziękowała. Śnieżna księżniczka chciała nawet powiedzieć coś więcej, ale wtedy spostrzegła jak dogania je nie kto inny jak Emeralda. Sophie, nie była pewna co teraz zrobi ta dziewczyna, ale chciała się od niej trzymać jak najdalej. Spostrzegła uśmiech na twarzy tej dziewczyny i jak ta nagle wsuwa rękę pod ramię Constantine. Zastanawiała się czy mimo obecności drugiej księżniczki znowu będzie próbowała zrobić jakiś nieprzyjemny numer typu, że zaraz podstawi jej nogę lub coś w podobnym guście. Na razie nic się na to nie wskazywało. Gdy zaczęły mówić o wspólnym pójściu na polanę, dziewczyna zmrużyła delikatnie oczy i spojrzała na swoją parasolkę. Na razie jeszcze nie mogła tam iść, najpierw musiała coś zrobić. Ponadto, naprawdę chciała uwolnić się od towarzystwa Emeraldy. Gdy ta zaczęła mówić o rybkach i poprzedniej lekcji, Sophie zacisnęła zęby. Nadal nie miała pojęcia dlaczego pojawił się taki, a nie inny obraz. Chłopcy przychodzili i odchodzili, ale cele zawsze były najważniejsze i one pozostawały z nią od kiedy pamiętała, ale tym razem było inaczej. Być może by nawet nie zareagowała jakoś specjalnie na to co mówi Emeralda, gdyby nie to, że nadal pamiętała co się przez nią działo na poprzedniej lekcji i jeszcze to jej spojrzenie. Właśnie wtedy Sophie spojrzała na nią ponuro i bez strachu, ale w taki sposób aby tylko ona mogła to zobaczyć. Tym spojrzeniem chciała jej pokazać jednoznacznie, że się je nie boi i nic co powie tego nie zmieni. Trwało to jednak chwilę, bo zaraz się życzliwie uśmiechnęła. - Zapewne masz racje - Wtedy też spojrzała na Constantine i szczerze się uśmiechnęła w jej kierunku, tym razem bez udawania jak to zrobiła w przypadku Emerlady. - Niestety ja na razie muszę jeszcze iść coś zrobić, spotkamy się na miejscu - posłała jej ostatni uśmiech na pożegnanie i się rozdzieliła z obiema księżniczkami. Zaczęła kierować się do swojej komnaty mając nadzieje, że nie napotka tam swoich współlokatorek. W obecnej chwili naprawdę chciała porozmawiać ze swoją mamą i dostać od niej radę, ale nawet gdyby została w zamku, to i tak byłyby zapewne na to małe szanse, jak zawsze zresztą. Mimo wszystko nigdy jeszcze nie czuła się przy nikim tak jak przy Edwardzie. A jeśli rybki naprawdę pokazały czego pragnie jej serce, to nie miała zamiaru dać się zastraszyć tamtej dziewczynie, choćby nie wiadomo skąd pochodziła. Książę Dziewiczej Doliny sam miał prawo wybierać z kim będzie rozmawiał, a Emeralda nie może na to wpływać. W końcu dotarła do komnaty gdzie na szczęście nikogo nie było. Rozejrzała się powoli i podeszła do jednego ze swoich kufrów. Delikatnie się nad nim nachyliła i ostatni raz spojrzała na swoją parasolkę. Czeka ich teraz wspólny obiad z nigdziarzami, a niedługo potem lekcje przetrwania. Ponadto Emeralda już raz dziś pokazała, że nie tylko nigdziarze stwarzają zagrożenie. Nie miała zamiaru ryzykować. Schowała swoją parasolkę do kufra, a potem wstała lekko przy tym zaciskając kilka razy wolną teraz dłoń. Naprawdę dziwnie się bez niej czuła, jakby była bardziej osamotniona niż kiedykolwiek. Powoli opuściła komnatę i zaczęła się kierować na polanę. Zapewne Emeralda już wykorzystała ten czas i siedziała koło Edwarda. Nie była pewna dlaczego, ale na sam widok tego obrazu w głowie coś ją zakuło w klatce piersiowej, jakby wszystko nagle straciło sens. Alan Biegłem niedaleko Juliana widząc przy okazji plecy wyprzedzającego nas Ambrosiusa. Czułem jak z mojego czoła spływały pierwsze krople potu. Dlaczego zawsze tak musiało być? Powinienem się nauczyć, że każdy czyn ma konsekwencje, a nadal nie wbiłem sobie tego do twardego łba. Musiałem w czasie obiadu zająć miejsce koło Aidana i Hectora. Na samą myśl, że mógłbym w takim stanie usiąść koło Elisabeth mnie odtrącało. Dlaczego wciąż o niej myślałem i tak bardzo martwiłem się jej opinią? Nagle jednak spostrzegłem zarówno ją jak i Stephanie, na co opuściłem lekko głowę, gdy się do nich zbliżaliśmy. Nie chciałem by teraz mnie widziały. Jakby los nie mógł ze mnie jeszcze bardziej zadrwić. Czułem się kompletnie zawstydzony i naprawdę nie chciałem by mnie takiego widziała. Z chwilą, gdy je mijaliśmy, aż mnie zatkało. - Elisabeth... Stephanie... Co wy wyprawiacie? - spytałem nadal zszokowany i do pewnego stopnia nie mogąc uwierzyć, że księżniczki biegną z nami, a przy tym dotrzymują nam tępa. Mimo wszystko najbardziej czułem się zakłopotany obecnością Elisabeth obok siebie. To co zrobiła było niesamowite oraz niezwykle miłe, ale co pomyśli sobie o mnie widząc mnie w takim stanie jak obecnie? Wolałem chyba sobie nawet tego nie wyobrażać. W końcu zdecydowałem się dać jakąś odpowiedzieć na jej pytanie. - Nic nad czym warto rozmyślać - powiedziałem starając się zachować przy tym spokój, ale nie będąc w stanie powstrzymać wrogiego spojrzenia rzuconego na Ambrosiusa. - Obiecuje, że dotrzymam słowa i jak skończymy biec opowiem tyle ile wiem - mówiłem na jednym oddechu. Ich obecność była naprawdę przyjemna, ale wiedziałem też, że będą musiały nas niedługo opuścić, bo właśnie dobiegaliśmy do polany, a nas czekało jeszcze jedno kółko.
  17. Thomas i Chritian Gdy tylko wycie wilków dotarło do klasy, Christian natychmiast podskoczył na równe nogi z ławki niczym poparzony, zupełnie jakby ta miała zadawać ból niczym ostatni zastrzyk dziekan. Nigdy jeszcze czas mu się tak bardzo nie dłużył. Nie było gorszej tortury niż ta lekcja. To tego gościa powinni skierować do sali udręki, pomyślał. Byłby w jego odczuciu znacznie lepszym katem niż bestia. Nie słuchał nawet tego co tam do nich mówi, bo kogo to miało obchodzić? Czarny charakter nie potrzebował tego typu lekcji. Nawet się nie kłopotał by wytrzeć ślinę z ławki, bo to w końcu nie jego problem, że ten facet tak nudził. Winny tutaj był tylko ten nauczyciel. Opuścił szybko klasę w tłumie innych nigdziarzy. Zaraz, gdy tylko znalazł się na zewnątrz stanął pod klasą, czekając, aż wyjdzie Thomas. Jeśli miał się na nim zemścić musiał go nie ustępować na krok. Wiedział przy tym, że będzie też musiał zająć obok niego miejsce w czasie obiadu. Reakcja Thomasa była zupełnie inna niż ta Christiana. Na dźwięk wycia wilków, zacisnął w dłoni kawałek pergaminu, na którym zanotował kilka rzeczy i go schował. Nie zwrócił większej uwagi na wyjście Christiana, cieszył się jednak, że uwolnił się od jego towarzystwa. Naprawdę mało kto go drażnił tak bardzo jak on. Nie było zagadką dla niego czemu tak było. Christian niczym się nie różnił od gości, którzy uczynili go sierotom i tym kim jest obecnie. Ta niechęć działa jeszcze z wielu innych powodów, których chłopak nie chciał przed sobą przyznać, bo wiązały się one z rzeczami, których nie potrafił zrozumieć. Chyba dlatego wybrał jako wytłumaczenie dla siebie najbardziej logiczny jego zdaniem powód tej niechęci. Gdy nauczyciel wspomniał sprawę Baśniarza, Thomas lekko zmarszczył brwi, będąc zaintrygowanym tym pytaniem. Nie był do końca pewny jaka odpowiedź w tym wypadku była odpowiednia. Najwyraźniej będzie musiał to dogłębniej przemyśleć. Wiedziała, że to było kwestią czasu nim ten nauczyciel zacznie ich pytać nawet jeśli zapewniał ich o czym innym, to było nawet bardziej niż oczywiste. Powoli opuścił klasę wraz z resztą, ale co ciekawe, gdy tylko znalazł się poza nią, zaczął kierować się w innym kierunku niż reszta nigdziarzy. Minął nawet Elvire, ale teraz wyglądało jakby jej nie dostrzegł z powodu pogrążenia w myślach. Mimo wszystko czuł głód, w końcu nawet nie zjadł śniadania poza tym jabłkiem, które dostał, ale teraz chciał zrobić coś innego, a jeśli starczy czasu może potem dołączy na obiad. Chciał dostać się do biblioteki i zrobić to co radziła mu dziekan Crystal, przy okazji trochę przygotować się na kolejne lekcje Sadera. Nie był może geniuszem, ale nie miał ochoty kończyć, jako wiewiórka z powodu lenistwa. Christian widząc jak Thomas idzie w innym kierunku niż reszta nigdziarzy miał dylemat: podążać za nim czy udać się na obiad? Nie wiedział co ten idiota wymyślił, ale raczej nie było to, aż tak ważne skoro nawet ta wiedźma Elvira szła również na obiad, a to z jej powodu obserwował Thomasa by zdobyć dowód na jego słabość co do niej. Poza tym naprawdę miał ochotę zobaczyć zawszańskie księżniczki z bliska, bo żadnej nigdy nie widział poza chwilą na rozpoczęciu. Może nawet uda mu się jakąś postraszyć. W końcu nic się nie stanie jak chwilę przestanie śledzić tego idiotę. Ruszył, więc z resztą nigdziarzy zostawiając teraz Thomasa w spokoju.
  18. Sophie Starała się już nie myśleć o niedawnym incydencie. W końcu wszystko się wyjaśniło, więc nie było powodu by roztrząsać czy ta dziewczyna jest wiedźmą. Mimo wszystko i tak Sophie za nią nie przepadała. W momencie, gdy pierwszy raz się spotkały wiedziała już, że ta tu nie pasuje. Jednak najbardziej nie podobało jej się, że Alan tak się nią interesował i nie potrafiła zrozumieć co takiego w niej było, że ten tak bardzo zwracał na nią uwagę. Zaraz całkiem przestała o tym myśleć, w momencie, gdy nauczycielka poprosiła by wszystkie się ustawiły w rządku. W ciszy słuchała nauczycielki, gdy ta wspominała o braku skupienia i przypomniała sobie wszystkie obrazy, które stworzyły dla niej rybki. Czy to był brak skupienia czy może one naprawdę chciały pokazać czego pragnie jej serce, a ona sama nie potrafi tego do końca zaakceptować wciąż się wzbraniając? Z zamyślenia wyrwała ją chwila, gdy nauczycielka zaczęła przyznawać oceny. Kiedy tylko spostrzegła oceny takich księżniczek jak Vivienne czy Lucindy, lekko wbiła wzrok we własne stopy, bojąc się w ogóle spojrzeć na własną ocenę. Wiedziała od samego początku, gdy rybki nie stworzyły dla niej obrazu natychmiast. Powód dla którego nie wypadnie najlepiej na tych zajęciach. W końcu podniosła głowę, wiedząc, że nie może tego w kółko unikać. Widząc swoją siódemkę ponownie westchnęła, zwłaszcza, że nawet jej współlokatorka miała lepszą oceną. To był już drugi raz tego dnia kiedy przez emocje nie zdołała zdobyć odpowiedniego miejsca, którym powinna reprezentować Śnieżne Wzgórza jako księżniczka z tego królestwa. Mimo, że nie poszło jej najlepiej, to nie miejscem się przejmowała, choć bardzo chciała, to nie potrafiła, aż tak bardzo się na nim skupić. Myślami wracała do Edwarda i nie była pewna już co myśleć zwłaszcza po obrazie, który pokazały rybki. Po raz pierwszy od dawna nie wiedziała co powinna zrobić. Tak bardzo chciała się kogoś poradzić, ale jeszcze nigdy w życiu nikogo nie prosiła o radę. Zawsze była pewna siebie i wiedziała co robić, aż do teraz. Plątanina myśli, która prześladowała śnieżną księżniczkę nie była wszystkim co wywoływało w niej skrajne emocj. Zrządzenie losu sprawiło, że ta zauważyła jak Constantine dostała dziesiąte miejsce, a na dodatek dostrzegła przygnębienie tej dziewczyny. Sophie ponownie tego dnia zagryzła wargę, dziwiło ją, że jeszcze jej nie przegryzła. Nie była do końca pewna co powinna zrobić. Polubiła tę dziewczynę, ale nigdy jeszcze nikogo nie pocieszała ani sama nie wymagała by ktoś pocieszał ją. Pamiętała nadal jak Edward dziś czekał na nią, widząc jej smutek był gotowy ją pocieszyć, choć wcale nie musiał. No i znowu to samo. Wracała do niego wciąż myślami w każdej możliwej chwili, chciała coraz mocniej odpowiedzi na to co się z nią działo. Właśnie wtedy, gdy wszystkie księżniczki ruszyły przed siebie, Sophie zaczęła i zrównała krok z Constantine. - Nie ma co nad tym rozmyślać - powiedziała cicho do dziewczyny, tak by inne tego nie słyszały. W końcu nie musiały wiedzieć, że mimo wszystko Constantine odczuła tę ocenę. Nie miała zamiaru niszczyć jej w żaden sposób opinii, którą już sobie wyrobiła wśród innych księżniczek. - Raz pójdzie gorzej raz lepiej. Musimy tylko dopilnować by to gorzej nie powracało. Jesteśmy księżniczkami i jesteśmy ponad to - skierowała na chwilę spojrzenie na Constantine. - W końcu sama powiedziałaś, to rybki sobie z tobą nie poradziły nie na odwrót i obie wiemy, że taka była prawda - Sophie lekko się uśmiechnęła i mrugnęła do dziewczyny. Nie była pewna czy tak się kogoś pociesza. W końcu została wychowana na rodowitą księżniczkę. Nikt jej nigdy czegoś takiego nie uczył i po raz pierwszy życiu właśnie tu w Akademii ktoś próbował ją pocieszyć. Chłopak, o którym w żaden sposób nie potrafiła zapomnieć. Alan Słysząc Juliana otworzyłem szeroko oczy. Im bardziej go słuchałem tym coraz bardziej zaczynałem go w pewien sposób lubić. Podobnie jak ja był księciem ze szlachetnego rodu, ale mimo wszystko nie zapomniał, że tytuł to nie wszystko. Nadal potrafił zachować się jak należy i nie był to pierwszy raz. Wciąż dobrze pamiętałem, gdy pierwszy raz zobaczyliśmy Elisabeth, która uciekała przed wróżkami. Julian był jednym z niewielu, który się z niej wtedy nie nabijał i też podobnie jak my nie był zadowolony, że nic nie zrobiliśmy. Gdy wspomniał o rywalizacji między królestwami zagryzłem lekko wargę. Pamiętałem jak ojciec wspominał o Hashimie, władcy Piaszczystych Wydm. Prawdą było, że nigdy nie słyszałem by mówił o nim choć raz ciepło. Często strasznie się irytował, gdy tylko wspomniano choćby o tym królestwie. Kiedyś nawet doszło między nimi do spotkania gdzie miały odbyć się jakieś rozmowy. Skończyło się to tym, że wrócił tak naburmuszony, że moja mama musiała go zabrać na niewielkie krótkie wakacje po Puszczy by znów doszedł do siebie. Nie sądziłem nigdy, że sam również to pociągnę. Czy sytuacja mojego ojca i ojca Ambrosiua była podobna do tej, którą my teraz mieliśmy w Akademii? Przestałem nad tym rozmyślać widząc, że właśnie nadszedł czas pojedynku Aidana. Uśmiechnąłem się lekko i trzymałem kciuki za swojego współlokatora. Miałem nadzieje, że zdoła wygrać ten pojedynek, choć nie miałem nic do Kato. Walka nie była spektakularna, ale skończyła się wygraną Aidana, w dość nietypowym stylu, na co się uśmiechnąłem. Następna walka odbyła się teraz między moimi współlokatorami i mówiąc szczerze nie wiedziałem komu kibicować. Polubiłem zarówno Aidana jak i Hectora, musiałem więc tym razem być bezstronny. Mimo to od samego początku wszystko wskazywało, że Hector nie wygra. On nie tylko nie potrafił walczyć mieczem. Miałem wrażenie, że on wręcz tego nienawidzi, zwłaszcza odniosłem takie wrażenie, widząc jak łatwo stracił miecz. Wtedy jednak profesor najwyraźniej mu coś doradził i skończyło się to ku mojemu zaskoczeniu wygraną Hectora. Widząc zachowanie swoich współlokatorów po pojedynku szczerze się uśmiechnąłem. Kolejna walka Hectora skończyła się wyjątkowo szybko, widząc ją coraz bardziej podejrzewałem, że Hector nie jest typem człowieka, który lubi pojedynki. W końcu nastał koniec pojedynków, a nas wezwano do oceny. Szczerze mówiąc wcale bym się nie zdziwił gdyby profesor obniżył mi ocenę za moje zachowanie. Należało mi się to. Mimo wszystko nadal nie czułem się winny. Spoglądałem na miejsca innych, ale gdy zobaczyłem dwójkę Juliana lekko się uśmiechnąłem, że profesor go nie ukarał niższą oceną. Zdziwiłem się za to widząc nad swoją głową czwórkę. Nie spodziewałem się tego po tym wszystkim. Ambrosius był zaraz za mną, to zapewne jeszcze bardziej pogorszy nasze relacje. Jednak jakoś nie bardzo mnie to obchodziło. Ucieszyłem się widząc ósemkę Aidana. Nie podobał mi się za to widok jedenastki Hectora i dwunastki Damiena, zwłaszcza po tym wszystkim co zostało powiedziane. Najgorszym jednak widokiem były reakcje Damiena na to miejsce. Nie sądziłem, że aż tak bardzo to odczuł. Wszyscy powoli zaczęli odchodzić, ale ja zostałem wraz z Julianem i Ambrosiusem, oczekując na swą karę. Gdy profesor wspomniał coś o tym, że byli tacy co próbowali uciekać pokręciłem lekko głową. Jaki to miało sens? Jeśli nawet teraz by nas nie dorwał zrobiłby to na kolejnej lekcji i kara zapewne byłaby gorsza. Ucieszyła mnie wiadomość, że skrócił nam za to bieg o jedno kółko. Przynajmniej tak było do czasu, aż nie wspomniał o smrodzie po biegu. Na samą myśl czułem się upokorzony. Jak Elisabeth zareaguje widząc mnie w takim stanie? Przecież nawet nie będzie chciała obok mnie siedzieć. Dlaczego tak bardzo przejmowałem się właśnie jej opinią? Pozwoliłem pobiec Julianowi przede mną, mimo, że mi też się śpieszyło, ale w mym uznaniu nie zasłużył na to wszystko, a chwilę później sam pobiegłem zanim. Musiałem to skończyć przed końcem obiadu, przecież dałem słowo, że tam będę by pomóc.
  19. Sophie Spoglądała w milczeniu jak ruda dziewczyna zbliża się do jeziora. Mówiąc szczerze nie spodziewała się by rybki były w stanie pokazać czego ta dziewczyna pragnie. Miała wrażenie, że natura jej współlokatorki nie pozwalała jej na głębsze skupienie, a tym samym na zaliczenie tego zadania. A nawet jeśli pokażą jakiś obraz, to nie było zagadką jaki on będzie. W końcu od samego początku mówiła tylko o tym jak to chce wracać do swojego domu, więc najpewniej zobaczą jej dom lub rodzinę. Jednak ta przynajmniej w odróżnieniu od poprzedniej współlokatorki zachowała się jak należy, gdy zbliżyła się do rybek nie robiąc z siebie pośmiewiska. Zauważyła jak rybki starają się układać obraz jakiegoś domu, na co westchnęła, uznając przy tym, że to było, aż za proste. Zaraz jednak otworzyła szeroko oczy, widząc jak rybki uciekają od dziewczyny. Sama do końca nie wiedziała co to może znaczyć, bo nigdy jeszcze nie spotkała się z takim zjawiskiem. Przynajmniej tak było do czasu, aż ktoś z tłumu księżniczek nie krzyknął wiedźma. Sophie zbladła bardziej niż do tej pory i się cofnęła do tyłu. Tak wiele mogła powiedzieć o tej dziewczynie, ale nigdy nie uważała by była prawdziwą wiedźmą. Co prawda widziała ją tak czasem w myślach, ale jak do tej pory w przypływach irytacji. Mimo to dowody mówiły same za siebie. Wszystko nabierało takiego sensu. Co teraz miała zrobić? Dzieliła komnatę z czarownicą. Było wiadomym jak te nienawidzą księżniczek, co jak zaatakuje ją podczas snu? Nagle przypomniała sobie o Alanie i jego zainteresowaniu tą dziewczyną czy to było możliwe? Ona rzuciła urok na jej kuzyna.? Czy chciała doprowadzić do zniszczenia jej domu? Musiała ostrzec go jak najszybciej. Nagle zagryzła wargę i przypomniała sobie obraz Galerii Dobra. Zawsze było tak samo wieszcz malował dwoje Czytelników. Jedno miało aurę niepewności i strachu o to co nadejdzie, a drugie nadziei na lepszą przyszłość. Obraz obecnych Czytelniczek był taki sam. Czy wieszcz mógł się w ich wypadku mylić? W końcu według niego to jej współlokatorka była tą dobrą, a ta druga miała być zła. Zaraz z zamyślenia wyrwał ją krzyk nauczycielki, który sprowadził ją na ziemie. Zdziwił ją fakt, że wiedźma nie przegoniła zwierząt, które się jej uczepiły czy więc nią była na pewno? Wtedy właśnie odezwała się nauczycielka i rozwiała wszelkie wątpliwości. Dyrektor jeszcze nigdy się nie mylił czy więc mógłby tym razem? To wydaje się wręcz niemożliwe. Dziewczyna była dziwna i na pewno groźna, ale nie była wiedźmą skoro nauczycielka tak mówiła to raczej musiało tak być. Alan Gdy tylko zobaczyłem jak Ambrosius chciał mnie zaatakować, napiąłem mięśnie szykując się do obrony. Jednak nie doszło do ataku z jego strony, bo nauczyciel ponownie interweniował. Zaraz potem zwrócił się do mnie, a ja opuściłem lekko wzrok w wyrazie wstydu. Czułem się głupio słysząc jego słowa mimo wszystko ich nie żałowałem. Nadal czułem gniew na samą myśl o tym co wcześniej powiedział o mojej rodzinie Ambrosius. Podobnie było kiedy wypowiedział się z kpiną tym co tam musieliśmy przeżywać. Ambrosius od samego początku obrażał każdego kto w jego uznaniu był gorszy, bo uważał, że zasłużył sobie na to. Kiedy jednak usłyszałem o karze jaka mnie czeka, zamarłem. Obiecałem, że podzielę się z Elisabeth swoją wiedzą o Dyrektorze i jej pomogę, a teraz miałem biegać wokół zamku? Co jeśli nie zdążę na czas? Mogłem winić tylko siebie i nikogo więcej. Zacisnąłem lekko pięść w gniewie, aż nie usłyszałem jak Ambrosius atakuje Juliana. - Przepraszam, że ciebie w to wmieszałem - odparłem cicho stając obok Juliana. Domyślałem się jak również wściekły musiał być na te sytuacje. Na pewno i on chciał zobaczyć Arie na obiedzie, a to była dobra chwila by mogli być chwilę razem. - Mimo tej sytuacji... chciałem również podziękować za to co dla mnie zrobiłeś - powiedziałem spokojnie mimo sytuacji jaka teraz panowała, lekko przy tym kiwając głową w jego kierunku na znak szacunku, choć tyle mogłem dla niego zrobić, niestety tylko tyle.
  20. W końcu jakiś śnieg nad morzem powoli zacząłem zapominać jak wygląda

    1. BiP

      BiP

      U mnie padało dziś w nocy, ale już rano padał tylko deszcz i wszystko zmył.

    2. Magus

      Magus

      Ta ostatnio to często tak jest zimą :/. Myślę że u mnie góra 2 dni i będzie podobnie. Nie liczę na białe święta nawet

  21. Sophie Nauczycielka najwyraźniej zapomniała o jeszcze dwóch uczennicach, Sophie spostrzegła to po tym, że zaczęła rozglądać się po zawszankach jakby starała się je policzyć. Dziewczyna lekko westchnęła i błagała w myśli by choć raz jej współlokatorki zachowały godną prezencje i nie robiły nic upokarzającego. Wiedziała, że to była kwestia czasu, aż Edward pewnie zwróci uwagę, na to z kim mieszka. Zagryzła lekko wargę, na samą myśl o tym jak książę może na to zareagować. Nawet nie mogła się przeprowadzić, bo wieszcz z jakiegoś powodu chciał by z nimi mieszkała, ale z jakiego? Nadal tego nie rozumiała. Poza tym nawet gdyby mogła, to gdzie by się przeniosła? Do Emeraldy? Na samą myśl przeszły ją ciarki. Ponadto wróciła myślami do rybek. Co jeśli Edward dowie się od księżniczek co pokazały jej rybki? Vivienne często dzieli się z Abraxasem wydarzeniami z ostatniej lekcji, a teraz może być podobnie. Pomimo, że czuła, że Edward ją lubi, to nadal nie była pewna jak mógł zareagować na taką wieść. Co o niej pomyśli? Pokręciła lekko głową, próbując uwolnić się od tego natłoku myśli. Tak właściwie od kiedy martwiła się o opinie kogoś o niej? Zupełnie nie rozumiała co się z nią dzieje. W końcu jednak zwróciła swą uwagę, na jedną ze swoich współlokatorek, tę która teraz szła w stronę jeziora. Niestety sposób w jaki zaczęła, a było to prostackie siedzenie pozbawił ją złudzeń co do tego jak się to skończy. Ciężko westchnęła i ze zdziwieniem zauważyła jak rybki formują jakiś obraz dla tej dziewczyny i to jeszcze tak szybko. Musiała przyznać, że był naprawdę intrygujący, ale Sophie zawsze potrafiła wyłapać szczegóły i podobnie jak Lisa wypatrzyła dodatkową postać niemal niewidoczną na obrazie. Zmrużyła delikatnie oczy, zastanawiając się kim jest ta osoba, aż jej współlokatorka nie wyjęła dłoni z jeziora, a obraz chwilę później się rozpadł. Z zamyślenia wyrwało ją dopiero wezwanie ostatniej osoby. Sophie spoglądała z niewielkim zaciekawieniem na rudą Czytelniczkę. Nadal nie potrafiła zrozumieć dlaczego Alan był nią tak bardzo zainteresowany. Alan Nie zwracałem uwagi na wzrok innych książąt. Uważałem, że miałem racje. To co zostało powiedziane o Damienie nie było sprawiedliwe. Czy tylko dlatego, że ktoś był inteligentny, a przy tym bardziej emocjonalny musiał od razu być dziwny? Mówiąc szczerze, patrząc na to jak i Sophie zostaliśmy wychowani niemal nie mając kontaktu ze światem, to nas również by można było uznać za dziwaków. Gdy jednak usłyszałem słowa Ambrosiusa, spojrzałem na niego ze znużeniem. Naprawdę sądził, że w ten sposób mógł mnie urazić? Mówiąc szczerze to sam w mojej ocenie siebie obraził. Nie uważałem by Aidan był w jakiś sposób ode mnie gorszy, jeśli jednak uważa tak Ambrosius, to automatycznie Aidan stawał się lepszy od niego. W końcu jestem gorszym księciem, który już dwukrotnie pokonał go na zajęciach. Miałem zamiar nawet mu to powiedzieć, ale nie miałem na to szansy, bo bardziej niż ja najwyraźniej odczuli słowa Ambrosiusa inni książęta. Byłem trochę zdziwiony, widząc jak ci stają w mojej obronie, zwłaszcza po całym swoim zachowaniu wobec nich. Pomimo jednak, że nie odczułem wcześniejszych słów Ambrosiusa, nie było tak z kolejnymi. Gdy tylko wspomniał o sposobie w jaki zostałem wychowany. O naszej tradycji i tego jak z tego drwił. On nawet nie zdawał sobie sprawy jak wiele ja i Sophie wtedy przeszliśmy, jak wiele smutku poczuliśmy przez tamten okres życia. W tamtej chwili czułem po prostu jak coś we mnie pęka. Pierwszy raz odkąd tu trafiłem w tej jednej chwili zupełnie straciłem panowanie nad sobą, a moje dłonie, aż zaczęły drżeć z nagromadzonej wściekłości. Nim jednak zareagowałem w jakikolwiek sposób zobaczyłem zszokowany jak to Julian pierwszy zaatakował Ambrosiusa. Wszystko działo się tak szybko i wtedy w właśnie zobaczyłem jak profesor chce wyjaśnień ode mnie. Lekko zmarszczyłem brwi, a następnie westchnąłem. Wyglądało jakby na mojej twarzy powrócił spokój, ale tylko tak wyglądało, bo daleki byłem od tego. - Cóż to ja zacząłem całą awanturę - powiedziałem niezwykle spokojnie mimo całej tej sytuacji, jakbym przyjmował całą winę na siebie. - Mam brzydki zwyczaj, że nie potrafię trzymać języka za zębami - Mogłoby się wydawać, że na tym skończę, ale tak się nie stało. - Jednak nie tylko ja mam problem - Właśnie wtedy spojrzałem chłodno na Ambrosiusa. - Kolega Ambrosius nie należy niestety do błyskotliwych, sądzę, że może mieć spore zaległości jeśli chodzi o naukę, jeszcze z czasów dzieciństwa - Zmrużyłem delikatnie oczy znów na niego patrząc. - Wnioskuje to po tym, że jego usta pracują zanim mózg o ile w ogóle to robi zacznie przez co często jego zachowanie i wypowiedzi są głęboko nieprzemyślane i wymagają rzetelnej korekty - dodałem nadal ze sztucznym spokojem, a na koniec lekko wzruszyłem ramionami jakby nigdy nic.
  22. Sophie Spojrzała zaintrygowana, gdy nauczycielka zawołała kolejną osobę, którą była dziewczyna, ta sama, którą poznała zeszłego wieczora. Wiedziała już o niej, że była księżniczką i pochodziła z rodziny królewskiej podobnie jak ona, ale nic ponad to. Była też w Galerii z Czytelniczką i Alanem, ale ona nie wypowiedziała obelg w kierunku Sophie, a po prostu tam była. Wzgórza Banialuki? Sophie zagryzła lekko wargę coś sobie przypominając. Gdy była młodsza, wuj pojechał w tamte rejony i coś wspominał chyba o tym, że tamtejsza para królewska ma córkę. Nie była już pewna, ale chyba nawet chciał by Alan z nim pojechał ją poznać. Była to jedna z niewielu okazji dla księcia by zobaczył inne królestwo. Jednak wtedy był czymś zajęty i nigdzie go nie mogli znaleźć. Czy to była ta sama dziewczyna? Zresztą to i tak chyba nie miało już znaczenia. Nie wydawali się być sobą wzajemnie zainteresowani. Obserwowała jak wyraźnie zaciekawiona zawszanka kuca przy jeziorze, zapewne zastanawiając się co mogą jej pokazać rybki. Ta księżniczka była po prostu istną zagadką. Gdy jednak nic się nie pokazało, Sophie poczuła zawód. Miała nadzieje, że rybki odsłonią choć niewielki rąbek tajemnicy, a tymczasem nie dowiedziała się nic nowego. Już opuściła lekko wzrok, aż nagle momentalnie znów go nie uniosła, będąc przy tym kompletnie osłupiała. Wpatrywała się w zdumieniu jak rybki tworzą ogromny obraz, większy i bardziej imponujący niż jakiejkolwiek innej księżniczki do tej pory. Był po prostu niesamowity. To była czysta kwintesencja piękna, a mimo to Sophie nic z tego nie rozumiała, przecież rybki pokazywały pragnienia serca, więc co miało oznaczać to pragnienie? Czy ona chciała podziwiać gwiazdy? Chciała sama być jak gwiazda na nocnym niebie? Co to wszystko znaczyło? Zamiast rybki dać odpowiedzi dały więcej pytań. Mimo wszystko, Sophie miała dziwne wrażenie, że dziewczyna w jakiś sposób użyła jeziora jak płótna, a rybki były jak jej farba. Ona nimi namalowała to co chciała by pokazały, a przy tym zachowała swoją tajemnice dla siebie. Pytanie jednak brzmiało: czy to było w ogóle możliwe? Alan Oczekiwałem spokojnie na kolejne pojedynki i zastanawiałem się przy tym jak profesor rozwiąże sprawę nierównej liczby książąt wśród średnio zaawansowanych. Gdy więc zawołał całą trójkę z nich, spoglądałem zaintrygowany. Usłyszałem też wtedy coś co mi się nie spodobało, a było to parsknięcie Ambrosiusa na słowa profesora dotyczące wyrównującego się poziomu książąt w przyszłości, nie ukrywałem gniewu kiedy spoglądałem na księcia. Miałem naprawdę ochotę utrzeć mu nosa. Szkoda, że to nie jego wylosowałem w parze. Zaraz jednak skupiłem się na Odionie i Damienie, którzy zostali wybrani do pojedynku. Obu zdążyłem już poznać i uważałem ich za bardzo przyzwoitych, ale z jakiegoś powodu bardziej chciałem aby to Damien wygrał. Niestety, pomimo, że książę Wzgórz Banialuki wydawał się nieco znać na walce mieczem (spostrzegłem to choćby po jego unikach) to nie był w stanie wygrać z Odionem, który okazał się mieć większą siłę fizyczną. Spojrzałem na całą sytuacje lekko przygnębionym wzrokiem, bo wiedziałem co inni oczekują od niego, jako, że był prawdziwym księciem i dziedzicem tronu. Szybko się okazało, że na tym się jeszcze nie skończyło, bo ledwo, Damien doszedł do siebie i już musiał walczyć z Leonem. Spoglądając na gabaryty obu uznałem, że teraz zdoła zrekompensować sobie poprzednią porażkę. Leon raczej nie przewyższał go siłą fizyczną. Szybko się okazało, że do pewnego stopnia miałem racje. Niestety tylko do pewnego. Damien choć w gabarytach był równy Leonowi, to brakowało mu jego zaciekłości. Widziałem jak coraz bardziej książę schodzi do defensywy, starając się unikać wściekłych ataków Leona. Słysząc słowa Edwarda niestety nie mogłem zaprzeczyć, wszystko wskazywało na jeden wynik. Zaciekłe starcie skończyło się tak jak przewidywałem. Dwie porażki, Damiena, nawet sobie nie wyobrażałem jak się z tym czuje. Szybko przestałem nad tym rozmyślać, słysząc nagle Ambrosiusa jak i niezrozumiałe szeptanie Eryka, ale domyślałem się, że i ten nie powiedział nic dobrego. - Dziwaki - skomentowałem lekko kręcąc głową. – W tej Akademii zaiste są przypadki, gdy tak zwany dziwak potrafi przyćmić kogoś kto księciem może określić się tylko z tytułu jaki mu nadano przy urodzeniu - powiedziałem ponuro marszcząc przy tym brwi. Naprawdę miałem już szczerze dosyć Ambrosiusa i jego obelg wobec innych. Chciałem również by nastał kres tej lekcji, musiałem się uwolnić od innych książąt i stać w grupie ludzi, którzy do mnie pasowali, a nie takich jak oni.
  23. Sophie Dziewczyna starała się już nie myśleć o tym co wcześniej pokazały jej rybki podobnie jak o morderczym spojrzeniu Emeraldy. Wiedziała, że najlepsza co mogła teraz zrobić, to skupić się na występach innych księżniczek. Skupiała teraz całą swoją uwagę próbom Arii. Miła i niepozorna księżniczka, którą poznała lepiej wczorajszego wieczoru, gdy ta uratowała ją przed naprawdę nieprzyjemnymi doświadczeniami, które mogły jej zapewnić współlokatorki. Choćby też dlatego od początku z ciekawością obserwowała jej występ. Gdy w jeziorze zobaczyła samą księżniczkę, która trzymała za dłoń jakiegoś księcia szybko połączyła fakty. To musiał być ten sam, który starał się jej pomóc na lekcji dziekan Dovey. Coraz bardziej podejrzewała, że dwójka musiała być naprawdę blisko. Pomimo, że było to powszechne jak niemal u każdej księżniczki, to nadal uroczę do tego stopnia, że Sophie się lekko, ale wyjątkowo szczerze uśmiechnęła Następna była księżniczka, która wzbudziła pewne emocje, ale głównie żalu podczas poprzedniej lekcji. Teraz niestety również nic nie wskazywało by miało jej pójść choć trochę lepiej. Sophie z głębokim zastanowieniem spoglądała jak rybki uciekają przed dziewczyną i nie chcą ukazać żadnego obrazu dla niej. Patrzyła z przykrością jak dziewczyna odchodzi niemal płacząc. Przypomniała sobie rozmowę z wczoraj jak wszystkie księżniczki opowiadały z kim dzielą komnaty. Emeralda wspomniała w pewnym momencie, że mieszka z Monicą oraz Nerysą i chociaż Monica nie jest księżniczką z prawdziwego tytułu, to wydaje się coś wiedzieć o ich zachowaniu. Sophie niemal zagryzła wargę zdając sobie sprawę, że chciała zamienić komnaty z tą biedną dziewczyną. Wszystko wskazywało, że skończy ona jako mogryf jeśli się nie poprawi. Nie potrafiła do końca pojąć dlaczego było jej tak bardzo szkoda tej dziewczyny oraz dlaczego ta dziewczyna sobie nie radziła skoro miała coś wiedzieć o życiu księżniczki. Właśnie wtedy ją olśniło i przypomniała sobie chwilę kiedy po raz pierwszy została poddana tradycji królestwa. Gdy jej matka zniknęła, a ona musiała odnaleźć się w zupełnie innym środowisku. Czuła strach i smutek, czy teraz to samo mogła przechodzić ta biedna dziewczyna? Dopiero gdy nauczycielka zawołała Constantine, Sophie wyszła z zamyślenia. Dziewczyna od samego początku wydawała się być dobra i pomocna. Na dodatek wydawały się w pewnym sensie sobie podobne. Gdy tylko zaczęła iść do jeziora, Sophie posłała jej jeszcze szczery uśmiech by okazać wsparcie. Przynajmniej nie myślała teraz o Emeraldzie gdy Constantine odeszła, zwłaszcza, że teraz tamta zapewne mogła spoglądać na nią swobodnie. Cały czas skupiała całą swoją uwagę na tej księżniczce oraz obrazie jaki pokażą dla niej rybki. Gdy zwierzątka zaczęły układać obraz chłopaka, Sophie z ciekawością zaczęła się przyglądać, a przy tym zastanawiać który to. Nim jednak obraz się wyostrzył szybko się zmienił na kolejny. A potem żaden nie utrzymał się wystarczająco długo by można go było nazwać trwałym. Sophie nie potrafiła zrozumieć dlaczego tak się działo. Słysząc słowa księżniczki na to nietypowe zjawisko lekko się uśmiechnęła, ale gdy wróciła, Sophie zauważyła, że jej warga lekko drżała. Niewiele o tym myśląc zrobiła pierwszą rzecz jaka przyszła jej do głowy lekko chwyciła, a następnie pociągnęła rękaw jej sukienki oraz posłała jej pokrzepiający uśmiech. W końcu ona również cały czas podczas tej lekcji była dla niej miła do tego stopnia, że Sophie szczerze zaczynała ją lubić. Alan Wszystko działo się tak szybko. Poczułem nagle jak moja noga trafia w nogi Edwarda i otworzyłem szeroko oczy, widząc jak ten traci równowagę. Czyli jednak ryzyko czasem popłacało. Wiedziałem jak mógł się dla mnie skończyć ten manewr, ale mimo to zdołałem wygrać. Najwyraźniej Edward nie spodziewał się tego zagrania. Słyszałem w tle oklaski ze strony Aidana, ale teraz nadal skupiałem się na swoim obecnym rywalu. Nawet w chwili, gdy Edward podawał mi dłoń oraz składał gratulacje widziałem w nim niechęć do mnie. Co takiego stało się gdy był sam na sam z Sophie? Powoli stanąłem koło innych książąt nie mając innego wyboru. Nic nie mówiłem oraz nie próbowałem nawiązywać kontaktu, a tylko oglądałem kolejne zmagania. Teraz był czas Abraxasa i Juliana. Mówiąc szczerze bardzo chciałem by Julian wygrał. Pyszałkowatość Abraxasa nie raz mnie irytowała, bardzo chciałem by ten dostał nauczkę. Wiedziałem jednak, że to nie będzie łatwe starcie. Abraxas może i gadał po próżnicy, ale na pewno umiał walczyć i nie byłem pewny czy ja bym zdołał go pokonać. Szybko spostrzegłem podobieństwa w stylu walki Juliana do swojego własnego. Książę musiał preferować podobny sposób walki. Niestety po długiej i zaciętej walce ostatecznie nie dał rady pokonać Abraxasa, który okazał się naprawdę groźnym przeciwnikiem. Kolejna walka i tym razem była między obiema osobami, za którymi nie przepadałem. W tym wypadku znacznie bardziej chciałem zobaczyć jak to Ambrosius zbiera się z ziemi. Sam początek walki był sam w sobie bardzo ciekawy oraz niezwykle nietypowy. Widać było, że żaden z nich nie traktował swojego pojedynku poważnie. Ostatecznie skończyło się tym, że ponownie nie wygrała osoba, którą wolałem jako zwycięzce, a Ambrosius, który wygrał w podobnym stylu do mnie. Słysząc komentarz ze strony Edwarda oraz Abraxasa pokręciłem lekko głową, starając się ukryć w ten sposób własne rozbawienie. No cóż to było naprawdę zabawne, nie mogłem zaprzeczyć.
  24. Thomas i Christian Gdy z podwórka rozniósł się dźwięk grzmotów, Thomas obejrzał się zaciekawiony za okno by spojrzeć na chwilę, a chwilę później rzucić okiem na trzęsący się żyrandol. Wzruszył tylko ramionami nie zwracając już na to większej uwagi. Jako dziecko faktycznie bał się burzy i chował się w tej starej zniszczonej szafie, skoro nie było nikogo kto mógł go wtedy wesprzeć lub pocieszyć w takich sytuacjach. Ale ile wtedy miał lat? Zdaje się, że sześć gdy ostatnio naprawdę bał się piorunów. Z czasem człowiek przekonuje się, że należy bać się prawdziwych rzeczy, a nie zwykłych błahostek. Zaraz znów skupił się na profesorze, gdy ten zaczął opowiadać trzecią legendę. Baśniarz powstał by chronić świat przed zniszczeniem? To by w sumie miało sens. W końcu to on i jego baśnie miały trzymać świat w całości. Jednak kwestia Dyrektora, który ma unicestwić jedną ze stron go zastanawiała. Nie rozumiał jak właściwie dobro może istnieć bez zła i na odwrót. Jaki sens miałaby baśń gdyby nie było tych podziałów? Baśniarz właściwie stałby się całkiem bezużyteczny. Gdy zaczęły dochodzić krzyki nigdziarzy oskarżające obecnego Dyrektora, Thomas nawet nie zareagował. Nie sądził by to o tego chodziło. Gdyby chciał zniszczyć zło, to już by to zrobił. Przegrywali w baśniach, ale zło nadal istniało, co nie pasowało do legendy profesora o Dyrektorze, który chce zniszczyć jedną ze stron. Poza tym każdy wiedział, że starzał się z każdym rokiem coraz bardziej. To nie było coś co mógł robić ktoś o jego latach. Mimo wszystko legenda niepokoiła. W międzyczasie, gdy grzmot rozniósł się po klasie, Christian otworzył leniwie oczy. Powoli podniósł głowę, a wydzielina z jego ust ciągnęła się za nim, gdy ją podnosił. Zaczął się rozglądać wokół jakby nie wiedział gdzie do końca jest. Jego wzrok wędrował po obślinionej ławce potem jego dłoni i całej klasie. Nagle spostrzegł nauczyciela, a potem Thomasa i wszystko wydało mu się jasne. Zaczął lekko mlaskać ustami i przetarł dłonią odrobinę śliny na policzku. Zastanawiał się jak długo jeszcze miała trwać ta tortura. Przecież jeszcze jak do tej pory nikogo nie zabił by tak go torturować. Przynajmniej tak mu się wydawało, że ta wrzeszcząca baba, którą spotkał nim tu trafił przeżyła to wbicie noża w żołądek. A nawet jeśli nie, to zrobił światu przysługę, bo po co ktoś taki miał się po nim panoszyć i go zaśmiecać? Gdy profesor dalej mówił, Christian zmarszczył lekko brwi. No serio, czy talentem tego gościa jest zanudzanie na śmierć? Może dlatego Dyrektor wysłał go do Akademii Zła. Dopiero gdy skończył ostatnią legendę, Christian włączył się do krzyków reszty klasy. - Poderżnąć gardło temu staremu dziwakowi! - wrzasnął wymachując swym nożem w powietrze, podczas gdy Thomas spojrzał na niego jak na kretyna, ale nic ponadto. Chłopak nie zwracał uwagi na grożący palec nauczyciela nadal wymachując nożem. Dopiero na dźwięk pisku skulił się na ławce zaciskając palce na uszach i upuszczając swój nóż na ziemię. Thomas również zatkał uszy. Był wściekły, ale nie na nauczyciela, a na tych głąbów co do tego doprowadzili i sprowokowali tego mężczyznę by tak musiał ich uspokoić. Gdy dźwięk ucichł, Christian sięgnął po swój nóż z ziemi i znów położył dłoń pod głową, mając nadzieje, że zaraz koniec tej lekcji. Thomas nie zmienił natomiast pozycji, dalej spokojnie słuchając. Choć spoglądał kątem oka na Elvire, zastanawiając się przy tym jak ona sobie poradziła z tym hałasem. Oczywiście to nie było tak, że się martwił o nią, po prostu był ciekawy, a przynajmniej tak sobie wmawiał.
  25. Sophie Dziewczyna nadal wpatrywała się w obraz, który stworzyły dla niej rybki, wciąż przy tym nic z tego nie rozumiejąc. Pierwszy obraz choć niewyraźny nie mógł być błędem. Niemal zawsze uważała, że byłaby lepsza od Alana jako dziedzic tronu. Zamek pozostał nie ostry, ale nie mógł przedstawiać żadnego innego niż tego, który pamiętała tak dobrze, tego, który był jej domem i w pewnym sensie więzieniem. W końcu dopóki Alan nie dostał korony, nie było pewne kto przejmie tron i nie można było narażać żadnego dziedzica. Tylko dlatego, że zostali wybrani do Akademii miała możliwość wraz ze swoim kuzynem go opuścić nim którekolwiek osiągnęło pełnoletniość. Jednak widok tego jak pałac się rozpada był dla niej głębokim szokiem. Czy aż tak głęboko dotarły do niej słowa Edwarda, że sama zwątpiła we własne marzenie? Widok kolejnego obrazu sprawił, że serce dziewczyny zabiło szybciej. Była przekonana, że ma już to za sobą, ale najwyraźniej nadal to czuła. Obraz był niewyraźny i tylko ktoś, kto znał Sophie jak choćby Alan, wiedział co mógł przedstawiać. Dziewczyna wiele razy chciała pokazać swoją wartość matce, że może być lepsza nawet od swojego kuzyna, który był dziedzicem tronu. W końcu potrafiła być lepsza niż wszystkie dwórki, z którymi się uczyła. Chciała jej pokazać, że wszystko może być jak dawniej. A jednak im bardziej się starała tym bardziej miała wrażenie, że są sobie dalsze, bardziej niż kiedykolwiek. Czy jej marzenie było ulotne tak jak obraz, który zniknął przed jej oczami? Dopiero ostatni obraz zdołał się zachować i to nadal było dla niej szokiem. Nie widziała reakcji innych zawszanek, a tylko ten obraz przed sobą. Nadal nie była do końca pewna co czuje do nowo poznanego księcia, poza tym, że na pewno go polubiła. Dlaczego ten obraz się zachował? Dlaczego coś co wydawało nie mieć sensu się zachowało? Przecież sama sobie to wmawiała, a według właśnie rybek było jej prawdziwym życzeniem? Dopiero gdy usłyszała nauczycielkę, spojrzała to na nią to na swoją rękę i w jednej chwili wyszła z transu, a następnie szybko zabrała rękę do siebie, zupełnie jakby wsadziła ją do wrzątku. Chwilę później obraz przed nią na jej oczach się rozpadł. Widząc jak znika poczuła niezrozumiały smutek. Ponownie usłyszała nauczycielkę i gdy ta wspomniała o problemie, dziewczyna spojrzała na nią uważniej. Niestety nauczycielka nie dokończyła czym był problem Sophie, a tak bardzo chciała wiedzieć. Zmieniła temat wracając do ostatniego obrazu jaki stworzyły rybki dla Sophie. Gdy zaczęła wspominać o tym, że nie powinny rywalizować o księcia, Sophie poczuła ucisk w żołądku. Naprawdę? Czy teraz tak to miało wyglądać? Trafiła do Akademii z powodu rywalizacji o księcia? Przecież znała samą siebie, więc dlaczego tak się działo? Przecież to do niej niepodobne. Rozmyślając o tym, powoli wstała żeby znów zająć swoje miejsce obok Constantine. Gdy została zawołana Dayla, którą Sophie poznała ubiegłej nocy starała się skupić się teraz na niej i nie myśleć o obrazie, który pokazały rybki. Widziała zmieniające się obrazy dziewczyny, zupełnie jakby rybki nie mogły wybrać właściwego, a jednocześnie nadal nie potrafiła zapomnieć o tym co się stało nad jeziorem. Kiedy tylko Dayla zaczęła odchodzić, niespodziewanie coś poczuła i spojrzała na Constantine, która starała się jakby ją z jakiegoś powodu przestawić. Wtedy też spostrzegła na sobie wzrok Emeraldy i zaraz wszystko stało się jasne. Sophie wiedziała, że nawet jeśli powie tej księżniczce, że nie ma pojęcia jak to się stało jej nie posłucha. Nie, Emeralda już zobaczyła swoją rywalkę do swojego długo i szczęśliwie, a Sophie uznała za największą przeszkodę, choć sama Sophie wcale nie miała ochoty z nią w żaden sposób walczyć. Uśmiechnęła się do Constantine i kiwnęła głową dając jej tym samym znak, że rozumie i powoli zmieniła swoje ustawienie by unikać tego morderczego wzroku. Walczyć? Czy ona mogła mieć jakieś szanse przeciw dziewczynie, która wychowała się w Świetlistej Wieży? Zaczęły wracać jej pewne wspomnienia. - Powinnaś się nauczyć bronić Sophie - powiedział spokojnie Alan, wymachując przy tym cały czas mieczem na placu zamkowym. Pomimo, że królestwo znajdowało się w rejonach śnieżnych, to dzięki magii tego miejsca nie musieli siedzieć w kurtkach, a zwykłe suknie czy stroje wystarczały. Dlatego Sophie mogła tam być w swojej ulubionej żółtej sukience, a Alan w płytowej zbroi. Mimo wszystko słońce zawsze słabo tu grzało, dlatego nie sposób było się tu opalać. - To niezwykle prymitywne - Sophie lekko się uśmiechnęła szkicując pejzaż na płótnie i mając niezwykle skupioną uwagę, a mimo to była w stanie słuchać kuzyna. - Księżniczki nie walczą na miecze, Alan, powinieneś to wiedzieć sam - A czy ja coś mówię o mieczu? - westchnął znów przecinając ostrzem powietrze. - Nie jesteś głupia i myślę, że mogłabyś spróbować magii... - To miłe - ponownie rzuciła mu miły uśmiech, a przy okazji nadała barwy obrazowi. - Jednak nie dla mnie czytanie opasłych ksiąg czy rozmowy z naszymi magami. Ograniczę się do magii sztuki - Pozwól mi, chociaż nauczyć ciebie jakiś chwytów samoobrony, Sophie - Dziewczyna nagle zdjęła płótno ze stojaka i dała je kuzynowi. Obraz przedstawiał Alana ćwiczącego na polanie z niesamowitą dokładnością, na co chłopak nieco zaniemówił. - Możesz zatrzymać - powiedziała trochę niechętnie, ale najwyraźniej nie było to spowodowane niechęcią do kuzyna. - Znów mu brakuje życia. Nie jest taki jak powinien... - Ale Sophie... On jest naprawdę wspaniały - mówił nadal z wyraźnym szokiem. - To miłe, że tak uważasz, ale sprawy sztuki zostaw mojemu oku, a jeśli chodzi o moje bezpieczeństwo... Nie martw się - uśmiechnęła się jeszcze szerzej. - Mamy tu straż, która mnie obroni i jesteś w końcu ty. Przecież nie pozwoliłbyś by stała mi się krzywda - Chłopak spoglądał z zaskoczeniem na obraz, nie mogąc się napatrzyć, gdy Sophie w tym czasie zabierała swoje sztalugi i farby, a potem zaczęła odchodzić. Nadal nie potrafiła zrozumieć czemu tak się o nią martwi, czy to była jakaś jego gra i chciał w ten sposób uśpić jej czujność? Czy może naprawdę kierowała nim troska. Nic z tego nie rozumiała. Ponownie wróciła na polanę Akademii Dobra i lekko westchnęła. Gdybym wtedy go posłuchała, dodała sobie w myślach. Alan Zapał Hectora i Aidana był zupełnie inny. W tym pierwszym widziałem bardziej marzyciela i myśliciela w jednym oraz wiedziałem po jego zachowaniu, że nie bardzo ma ochotę przystępować do tego zadania. Sytuacja Aidana była zupełnie inna. Miał niezwykle waleczne serce, pomimo całej swojej nieśmiałości. Brakowało mu nadal praktyki, ale widziałem jednocześnie jak bardzo chciał to odrobić. Uśmiechnąłem się lekko pod nosem. Wspólnie tworzyliśmy naprawdę ciekawą grupę. Zaraz jednak skupiłem się na profesorze i jego słowach. Czyli walka bez obrażeń? Cóż jak dla mnie to brzmiało jak relaks po wszystkich pojedynkach, jakie dawał mi Henryk, nadal pamiętałem jak nie darował sobie kpiących komentarzy po każdej mojej wpadce aby tylko mnie zmotywować. Naprawdę brakowało mi go oraz wspólnych lekcji. Słysząc o walkach na pasach nie byłem zachwycony. To mi dawało spore ograniczenia, jeśli chodziło o ruch. Gdy nagle padło moje imię, powoli ruszyłem w wyznaczone miejsce stając naprzeciw Edwarda. Podobnie jak on skłoniłem lekko głowę jak nakazywały honorowe zasady. Spostrzegłem niechęć we wzroku Edwarda. Nie rozumiałem czym była ona spowodowana. Jak do tej pory przecież był jednym z niewielu, którym nie przeszkadzało w jakim towarzystwie lubię spędzać czas. Czy to mogło chodzić o to? Nie to na pewno nie to. Ta niechęć pojawiła się po spotkaniu z Sophie? Nie rozumiałem dlaczego. Czy to dlatego, że poszedłem z Elisabeth i resztą naszej gromady, a ją zostawiłem? Nie było to przecież moim cele, co miałem zrobić skoro i on tam był, a oni od nas odeszli wyraźnie chcąc byś sami? Czy ona poczuła się porzucona przeze mnie? Tak nad tym rozmyślałem, że nawet nie usłyszałem sygnału nauczyciela, a Edward już zdążył zaatakować. W ostatniej chwili zdołałem się osłonić przed jego atakiem i wpatrywałem się w niego z szeroko otwartymi oczyma. Nie było dobrze, pomyślałem widząc jak nasze miecze na sobie leżą, a ja zacięcie siłowałem się teraz z nim. Jego pierwszy atak powiedział mi więcej niż chciałem. Książę był szybszy, a przy tym pewnie zwinniejszy ode mnie. Walczył dokładnie tak jak ja radziłem Aidanowi. Jednak, gdy się siłowaliśmy spostrzegłem, że ma mniej siły ode mnie. Ja preferowałem walkę siłową, dlatego wolałem ciężki miecz dwuręczny, który przy okazji strasznie męczył. Obecnie sytuacja nie była dla mnie za ciekawa. Gdybym miał miecz dwuręczny i zepchnął Edwarda do defensywy mógłbym mu wytrącić jego broń z dłoni i tym samym szybko rozbroić. W obecnej sytuacji nasze miecze miały podobną wagę, więc szansa, że mi się to uda spadała. Musiałem przemyśleć każdy możliwy scenariusz. W obecnej sytuacji najlepiej by było gdybym skierował się do defensywy, czekając przy tym, aż Edward się zmęczy i to wykorzystać. Było również ryzyko tego planu. Edward był niezwykle szybki i mógł znaleźć lukę w mojej obronie, której nawet ja bym nie zauważył i wykorzystać ją na moją niekorzyść. Druga opcja stanowiła, że to ja zepchnę go do defensywy, ale jego szybkość mogła oznaczać również liczne uniki i czekanie cierpliwie na atak, gdy tylko się odsłonie atakując go. Musiałem zrobić coś innego, zmylić go żeby myślał, że atakuje, a on sam się przy tym odsłoni na atak. Wiedziałem jednocześnie, że to nie będzie łatwe. W końcu wykorzystując większą siłę mięśni odepchnąłem od siebie księcia Dziewiczej Doliny, spoglądając na niego chwilę, aż nie ruszyłem na niego. Zamachnąłem się mieczem w kierunku Edwarda, ale tak jak podejrzewałem byłem dla niego za wolny i ten zrobił zręczny unik. Miałem słuszność, bo najwyraźniej uznał, że się odsłoniłem i sam postanowił zaatakować, więc szybko uderzyłem go łokciem drugiej ręki odpychając go od siebie czym przerwałem jego niedawny atak. Chciałem to szybko wykorzystać i zepchnąć go za pas, ale nie doceniłem jego szybkości i ten zamachnął się na mnie niespodziewanie mieczem, przez co musiałem odskoczyć do tyłu. Ten plan nie do końca mi wyszedł, a Edward nadal miał przewagę, przynajmniej jeśli chodzi o szybkość. Gdybym nie wykonał w porę uniku trafiłby mnie. Naprawdę niewiele brakowało. Zaraz jednak uśmiechnąłem się lekko i postanowiłem postawić wszystko na jedną kartę. Zacząłem biec na przeciwnika, a ten oczywiście się osłonił, tak jak chciałem. Będąc tuż przy nim szybko upadłem aby zrobić ślizg, a następnie podhaczyć go nogami aby ten padł poza pas. Oczywiście tym samym odsłoniłem się na atak, więc miałem tylko jedną szansę. Jeśli mi się nie uda Edward będzie mógł mnie łatwo rozbroić, bo ciężko będzie mi utrzymać miecz w dłoni, gdy odpowiednio mocno uderzy lub może zrobić zręczny unik tak bym przez ten atak sam wylądował poza pasem.
×
×
  • Utwórz nowe...