Jump to content

Sun

Brony
  • Posts

    1404
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    23

Everything posted by Sun

  1. Łoł. Nie wiedziałem, że tłumacz wielu dobrych fików popełnił też własne dzieło. Bardzo miłe zaskoczenie. Zwłaszcza, że Grota nie jest fikiem przeciętnym, a naprawdę dobrym. Jest też bardzo dobrym crosoverem z SW, a tych u nas na forum praktycznie nie ma (a przynajmniej ja nie widziałem). Mamy tu do czynienia ze scenką opartą na rozwiązaniu zasady dwóch. Czyli zawsze jest dwóch i tylko dwóch sithów. Uczeń i mistrz. Uczeń zabija w pewnym momencie mistrza (o ile sam nie zginie w tej walce, albo podczas treningu) i sam staje się mistrzem. Mistrz, czyli Eclipse (w tej roli Celestia), przylatuje na odległą planetę by dokończyć swój niecny plan i posiąść życie wieczne. Tam też spotyka swoją uczennicę, Nightfall (nie uwierzycie, ale to Twilight) i mamy pierwszą w sumie część tego dzieła, czyli dialogi. Jest ich dość sporo, ale ani na moment nie można się zgubić. Za to jest okazja bliżej poznać obie postacie i ich możliwości. Oczywiście nie wszystkie, by zostawić sobie coś na później. Od rozmowy przechodzą oczywiście do ostatniej walki ucznia z mistrzem. Ostatecznego rozwiązania problemu, kto jest potężniejszy, sprytniejszy, szybszy... i kto ma więcej szczęścia. Tu dominują opisy ataków, uników i zwodów, przeplatane z pewnymi, krótkimi przemyśleniami bohaterów. Całość ładnie skomponowana i wyważona, wiec nie ma ani natłoku, ani nudy. Co więcej, całość jest wykonana bardzo klimatycznie i czuć w tym ducha prawdziwych mrocznych lordów, oraz pojedynków na świetlówki. Z tym, że aTOM inteligentnie wykorzystał fakt, że walczą alikorny, które potrafią latać i walczą, dzierżąc miecze magią. W sumie już sam fakt, że sithami są alikorny jest dobrym wyjściem do kilku teorii? Czy alikorny istnieją ot tak, czy może to moc Sithów daje zwykłym kucom skrzydła i rogi? Tak czy inaczej, to kawał kliamtycznego tekstu, któy mógłby być fajnym otwarciem jakiejś sagi. Z drugiej strony, jako samodzielne dzieło też się sprawdza Mam tylko jeden problem z tym fikiem. Mianowicie jest on za krótki. To tylko jedna scena spotkania ucznia i mistrza, oraz walki o władzę. Owszem, mamy odrobinę informacji na temat historii świata i tego co się dzieje, ale są to skąpe informacje, ograniczone do minimum niezbędnego do zrozumienia bohaterek. Chciałoby się więcej. Zwłaszcza, że crosoverów z gwiezdnymi wojnami nie ma tak wiele. Niby wiem, że to był konkurs i limit, ale mimo to chciałoby się może jeszcze kilka oneshotów w tym uniwersum. O stronie technicznej w sumie nie wiele można powiedzieć. Jest dobrze, choć mam wrażenie, że kilka razy zdarzyły się powtórzenia. To jednak drobiazgi, które nie odrywają człowieka od lektury. Podsumowując, polecam, bo jest klimat, fajna akcja i niezgorsze opisy. No i mamy wojny gwiezdne.
  2. Rozdziały 8 i 9 za mną (z pewnym opóźnieniem, ale zawsze). Pierwszy to taki bardzo przyjemny koniec i początek. Z jednej strony zamyka wątek wyprawy do Alikorngrad bardzo dobrze opisanym pogrzebem. Nie ma ani przesadnego patosu, ani jakiegoś rozdmuchanego żalu. Po prostu spokojna, wyważona scena. Z drugiej strony, otwiera jakiś nowy wątek, oparty na intrygach króla i jego taktycznych rozważaniach. Całość opisana również bardzo dobrze i śledzenie pomysłów władcy było prawdziwą przyjemnością. Jestem niezmiernie ciekaw co z tego wyniknie i czy plany wezmą w łeb przez córeczkę. Rozdział 9 (część 1 niestety) też dobry. Łowcy poszukują we wsi potwora, który atakuje młode klacze, zabija je i zabiera wątroby. Pomysł ciekawy i dobrze rozgrywany w realiach małej wioski, gdzie każdy widział jakiegoś potwora, jakieś bezeceństwa i każdy plotkuje. Czuć tam klimacik, kojarzący mi się trochę z zadaniami pobocznymi we wiedźminie 3. Oby się tego więcej pojawiło. Sama bestia, której chyba nikt nie widział na oczy też zapowiada się ciekawie. Narracja jest tak prowadzona, że można sobie zadać pytanie, czy jest to coś, czy ktoś W całym tym rozdziale zastanowiła mnie jedna rzecz. Otóż, Night zniknęła pięć lat temu. Zatem mamy przeskok czasowy, co mi osobiście nie przeszkadza. Ale podczas bitwy w karczmie Night rozważa nad brakiem miecza, który by się jej przydał (bo jest szybszy od bardziej zaawansowanej magii). I tu moja wątpliwość. Czy przez te pięć lat nie doszło do sytuacji, w której stwierdziłaby, ze potrzebuje miecza, noża, morgenszterna, kiścienia (podobno nie tak łatwy w użyciu), czy chociażby dębowej pały? Już nie mówiąc o tym, że miałaby dość czasu by zdobyć jakąś fajną zabawkę i nauczyć się nią jako tako machać. Nie będę urywał, że chętnie przeczytałbym rozwiązanie tej kwestii w dalszej części fika. Strona techniczna oczywiście na jak najwyższym poziomie. Nie ma nic, co psułoby przyjemność z lektury. Podsumowując, to były dwa bardzo fajne i trzymające poziom rozdziały. Czekam na więcej
  3. (Wcześniej znany jako Rarity przegrywa swoje dziewictwo w pokera. Integralność artystyczna autora zanikła na długo przed napisaniem tego.) Nasze sześć bohaterek postanowiło spędzić wieczór w towarzystwie kilku butelek wybranego alkoholu, oraz rozgrywając parę rundek pokera. Noc ta mija im bardzo miło, dopóki Rarity nie postanawia dorzucić do puli swego dziewictwa. A teraz jest niezwykle zdesperowana by je odzyskać Zabawna, lekka komedia o perypetiach biednej Rarity, która zrobiła coś głupiego i teraz usiłuje to odkręcić zanim dopadną ją konsekwencje. Ale te ją dopadają i są zupełnie inne niż się spodziewała. Oryginał: Rarity Loses Her Innocence In a Poker Game Rozdziały: Rozdział 1 Rozdział 2 Rozdział 3
  4. Właśnie skończyłem czytać Crisisa po angielsku (wersja na Fimfiction) i chciałem się podzielic wrażeniami z zakończenia i opinią o tłumaczeniu, ale widzę, że nawet nie oceniłem nigdy samego crisisa. A przynajmniej nie publicznie. Cóż, pora to zmienić. I uwaga na drobne spoilery Zacznijmy jednak od samego tłumaczenia, bo to trochę prostsze i krótsze niż cały fik. Pełne pochwały dla całego zespołu, który musiał się mierzyć z całą masą problemów i pułapek. Jak chociażby akcent Applejcak i Curacao, sposób wysławiania się Insipid i Starlight (Nie bez powodu Rarity nazywa ją chodzącym tezaurusem), nawiązania popkulturowe od których aż miejscami kipi, czy też rymujące zebry. Do tego zarówno autor bawił się słowem, tworząc dobre żarty i różnorodne postacie. Naprawdę wielki szacun dla ekipy od Crisisa, bo nie czuć, że się czyta tłumaczenie. Można to śmiało przedstawić jako przykład dobrze zrobionego tłumaczenia. Fakt, są drobne zmiany, ale bez znajomości oryginału ciężko to wyłapać. Więc tłumaczenie jak najbardziej chwalę i polecam. A czy polecam samego Crisisa? No jasne. Ten fik jest naprawdę świetnie napisany i gra na w zasadzie każdym poziomie. Świat. Equestria V jest naprawdę wspaniałym i doskonale wykreowanym światem. Owszem, podział kontynentów na swoje przeciwieństwa (chaos i porządek, spokój i zagrożenie) może nie jest odkrywczy, ale tutaj gra bardzo dobrze, tworząc miejsce akcji dla mane 6. Ponadto, autor zadbał nie tylko o duże zagrożenia, wielkie przygody i inną kulturę,a le w tym wszystkim poumieszczał tez detale, takie jak chociażby konieczność noszenia ubrań w Pandemonium. Niby nic, ale w połączeniu z klaczami przyzwyczajonymi do patatajania jak je Harmonia stworzyła daje to kilka fajnych gagów, sytuacji i możliwość rzucenia Mane 6 w zabawną i nie aż tak niebezpieczną perypetię, która w sam raz uświadomi im, ze ten świat działa zupełnie inaczej. No i autor do tego wraca w odpowiednich momentach, robiąc to naprawdę dobrze. A takich tworzących świat detali jest więcej i wspaniale dopełniają dużych elementów kreacji. Dobre, naprawdę wizualne opisy, które się przy tym nie ciągną. Bez trudu mogłem sobie wyobrazić zarówno chaotyczne i brudne pandemonium, zabójcze pustkowia, gryfie ruiny, czy przylądek nadzieli. Owszem, nie wszystko jest podane na tacy, ale jest dostatecznie dużo informacji by mieć cały ogląd na daną scenę. Do tego budują odpowiednią atmosferę każdego miejsca. Kiedy mamy gryfie ruiny nie tylko widzimy pełne technomagicznych bajerów korytarze, ale też czujemy przytłaczającą pustkę, niepewność i wszystko to, co powinno towarzyszyć komuś, kto znalazł się w miejscu, w którym od wielu setek lat nie było żywego ducha. Fabuła może nie jest odkrywcza (wywiało mane 6 do innego świata i muszą wrócić), ale działa i pozwala wspaniale rozwijać postacie, które dzięki wędrówce nie tylko poznają świat, ale też same siebie i mogą przepracować swoje problemy i wątpliwości, by stać się lepszymi kucykami. Oczywiście to by było proste i nudne, gdyby musieli tylko walczyć z losem. Ale pojawia się główny złol. Bogady, doświadczony, przebiegły, mądry i w ogóle genialny Lord Silvertongue. Ma on ciekawy i chytry plan ja ukręcić własne lody na przybyciu bohaterek i robi to z niebywała precyzją i spokojem. Zgadzam się z opinią Dolara, że choć jest to postać sztampowa o sztampowym dość planie (choć nie aż tak), to jest to sztampa napisana na medal. Można go jak najbardziej zrozumieć i nawet szanować. Tak czy inaczej, wtrąca się on w losy mane 6 w sposób przebiegły i zręczny, tak, ze w zasadzie do jego ujawnienia się, mane 6 nie ma pojęcia kto im przeszkadza i dlaczego. Jednocześnie mamy problem w Equestrii, gdzie zniknęły elementy harmonii i okazjonalnie zerkamy co z tego wynika. A wynika Discord. No i rzecz najważniejsza, która najbardziej przyciaga, moim zdaniem i jest najlepszym elementem crisisa. Mianowicie postacie. Dolar zrobił naprawdę piękne podsumowanie wszystkich, wiec nie będę dzielił i kopiował tego co mówił, tylko odeślę do jego komentarza, z którym sie zgadzam w 90%. Mane 6 naprawdę są serialowe i konsekwentne. Za wyjątkiem Pinkie, która jest bardzo zauważalnie przegięta. Znaczy, w serialu robiła dziwne i nierzadko irytujące rzeczy, ale tu to stało się jej mocą, której używa z wielką wprawą i przyjemnoscią. I wiecie co? To działa. Pinkie jest tak przegięta w swojej Pinkowatości, ze przekręciła skale i czyta się ją naprawdę fajnie. Pinkie bawi, wyciągając podczas walki magnetofon i puszczając muzę, albo zmieniając pojedynek na śmierć i życie w walkę jak ze street fightera, czy tekena. I ten WTF przeciwniczki. To jest dobrze napisana, przegięta Pinkie. A Fluttershy, która się Doalrowi nie podobała? Moim zdaniem nie była zła. Znaczy, fenomenalna może też nie, ale nie była zła. Dalej mamy antytezy bohaterek, czyli mean six poteżne, wręcz OP klony mane 6, stworzone po to by je pojmać. Ale czy one naprawde są OP, skoro mane 6 odkrywają w sobie nowe moce? Tak czy inaczej, pomysł na klony będące antytezami bohaterek jest dobry i do tego został świetnie zrealizowany, o czym już pisał Dolar. Zamiast dobroci agresja, zamiast śmiechu strach i tak dalej. Tu też Dolar świetnie je podsumował, więc nie sądzę by trzeba było to powtarzać. Zgadzam się z im w każdej prawie kwestii. Dodam jedynie, ze w bezmózgowiu Insipid i jej mowie jest bardzo dużo sensu i logiki. Pamiętajmy, że Rarity kreuje siebie i kreowała na damę. Umiejacą się wysławiać, obytą, kulturalną i na pewno przejawiającą inteligencję, zmysł obserwacyjny i pewną wiedzę w pewnych zakresach. Jesli to obrócimy, to powinna wyjść ignorantka i idiotka, która wyraża się prosto, a wręcz prostacko i niekoniecznie kuturalnie. Oczywiscie plus za przetłumaczenie tego w tak cudowny sposób. A jej przekręcanie imion to majstersztyk. Druga rzecz, czy Curie is best poni... Cóż, jej sposób wysławiania się, z tymi francuskimi wstawkami jest cudowny (choć pewnie przyprawiał tłumacza o siwiznę). Piękna intrygatorka, mistrzyni kłamstwa i słodkich słówek. Do tego może zmieniać kształt i stawać się niewidzialna. Taki inteligentny, niebieski podmieniec. Z pewnością byłaby to bezsprzecznie najlepsza postać z Mean 6. O ile nie miałaby za siostrę chodzącego tezaurusa. Nie chodzi mi o to, że Starlight jest lepsza. Po prostu nie mogę się w sumie zdecydować, bo Starlight z tym swoim przeintelektualizowanym językiem, arogancją i czystą siłą magiczną również trafiła do mojego serduszka. Dlatego nie mogę powiedzieć, że Curie jest najlepsza, bo jest jak dla mnie chyba równa ze Starlight. O pozostałych postaciach też już Dolar powiedział chyba wszystko co trzeba. Dodam tylko, że najlepszą postacią z niewymienionych z pewnością pozostanie Blackburn (choć to może przez lekturę A royal affair). Ta piękna scena kiedy prześwietlała mane 6 podczas pierwszego spotkani, albo gdy nadzorowała Twilight operującą Lockwooda... Czuć było jej pozycję u władzy i jej analityczny umysł. Co więcej, jej pragmatyzm został doprowadzony do perfekcji, a przy tym nie jest aż tak przewidywalny. Autor z pewnością musiał poświecić tej postaci czas. Jedyne co w Crisise trochę kuleje, to walki mane 6 vs mean 6. Są 4 i niestety, choć autor sie starał, to czuć w nich pewną powtarzalność i może odrobinę... nudy. Prawdopodobnie przez to, ze 3 wali są rozbite na sceny jedna mane 6 konta jedna mean 6. I choć zachodzą zmiany w scenerii, czy opisach, to czuć powtarzalność. Z drugiej strony, daleki jestem od nazwania tego złym. Po prostu przy tak wysoko postawionej poprzeczce, sceny walki odznaczają się jako słabsze. Podsumowując, gorąco polecam przeczytać Crisisa. Zarówno w oryginale, jak i po naszemu. To kawał monumentalnego dzieła, które chłonie sie z najwyższą przyjemnością i do tego kawał historii fandomu, choć nie tak słynny jak Fallout. I na sam koniec jeszcze zakończenie (jeszcze nieprzetłumaczone, dlatego w spoilerze)
  5. Dawno dawno temu, gdzieś tak chyba w tym roku był konkurs na fika w temacie obcej kultury. Jakimś cudem zająłem dość wysokie miejsce, więc (z kosmicznym opóźnieniem) postanowiłem opublikować swoje dzieło z tego konkursu. Jest to taka niemała alternatywna wersja spotkania Blueblooda i Rarity na Gali (1 sezon). Zamiast buraka, książę okazuje się być podróżnikiem, badaczem i gentlemanem, który nie tylko potrafi zabawiać damę na takiej imprezie, ale ma tez wiele do opowiedzenia o swoich zagranicznych wyprawach i związanych z tym przygodach. A robi to tak, że Rarity słucha z zapartym tchem i niespecjalnie przerywa. Wyprawa w górę Rio Gero [Oneshot][Adventure][Anthro] Historia powstała między innymi po to, by dać Rarity Blueblooda o jakim marzyła oraz by stworzyć raz Blueblooda, który jest kompetentny i dobrze wychowany.
  6. Ech... Dobra, po kolei. Ten żart nie jest ani śmieszny, ani zrozumiały. Zapewne gdybyś nie powiedział, że chciałeś ,,popełnić żart" nit by go tam nie zauważył. Większość by raczej uznała, że nie masz zielonego pojęcia czym jest plan ramowy. Co do tagów, to dla mnie Oneshot zawsze oznaczał tekst składający się z jednego rozdziału, który jest zamkniętą historią. Niezależnie czy wierszem, czy prozą, ani czy ma pół strony, czy pięćdziesiąt. Fakt, wiersz niekoniecznie jest opowiadaniem, ale jak najbardziej można było użyć tagu Onesthot. A najlepiej by było dodać do tego, ze jest to Wiersz, Poezja Poetry, czy coś w tym stylu. A skoro o własnych tagach mowa, to jeśli dodajesz jakieś tagi własne, zastanów się, czy są one zrozumiałe dla potencjalnego czytelnika, albo czy można je sobie bardzo prosto rozszyfrować. Ja na przykład w jednym ze swych fików stosuję trzy tagi ,,autorskie", ale każdy z nich jest (mam nadzieję) zrozumiały dla dowolnego czytelnika, który odwiedza to forum. A nawet jesli by nie był, wystarczy każdy z nich wrzucić w google i od razu wyskakuje dość informacji by go zrozumieć. Z kolei po wrzuceniu twoich, których z marszy rozszyfrować nie potrafiłem, dostawałem następujące wyniki: SBB/BSS: Konto na linkedinie, konto na facebooku, zdjęcie z artykułu naukowego z Researchgate (chyba chodzi o nazwy sekwencji protein użytych w badaniu) FRI: PIĄTEK, odświeżacz powietrza I żeby nie było, nie mam nic przeciwko dodawaniu tagów autorskich, które nie są oczywiste dla postronnych. Naprzykłąd takich, które mówią, że to fik rozgrywający się w uniwersum konkretnego innego fika (dajmy na to PS, żeby zaznaczyć, że to fanfik w uniwersum Past Sins). Jednak w takim wypadku warto, moim zdaniem, w poście otwierajacym umieścić wyjaśnienie, co autor miał na myśli. Bo jak mniemam, tu nie chodziło ci ani o odświeżacz powietrza, ani o proteiny. Idąc dalej z tym co napisałeś, to mamy taki mały drobiazg. Na twojej sugestii co do zmiany regulaminu nie ma kursywy. Kursywa wygląda tak jak tu. Ty zaś użyłeś podkreślenia. Takiego jak to. Niby detal, ale mimo wszystko ważny. I na koniec, jesteś autorem. To, że piszesz niewiele, spontanicznie i masz mały feedback tego nie zmienia. Owszem, możesz się nie uważać za autora, ale niestety się kwalifikujesz na autora. Cóż, dalej życzę powodzenia w pisaniu, bo może następny tekst wyjdzie ci lepiej
  7. Przeczytałem, więc pora na komentarz. Zacznę jednak od rzeczy być moze prozaicznej. Czy wiesz, co sprawia, ze potencjalny czytelnik sięga po jakiś fanfik znajdujący się na długiej liście fanfików na tym forum? Tytuł, tagi i autor. Najczęściej w tej kolejności, choć czasami sam zaczynam od autora. Tak czy inaczej, potencjalny czytelnik spogląda na tytuł, który może go skusić, albo i nie, a potem spogląda na tagi, by bez otwierania podstrony wiedzieć z czym ma do czynienia. Czy to romans? A może komedia? Czy fanfik jest skończony, czy też nie? A może to Oneshot? Słowem, za tytułem powinno znaleźć się kilka tagów, które każdy czytelnik zrozumie i których wymaga regulamin. A tu ich niestety nie ma. Zaś te tagi co są, są niezrozumiałe dla potencjalnego czytelnika z zewnątrz. Co nie znaczy, że neguję tagi autorskie. Po prostu one powinny być tylko dodatkiem, a nie główną informacją. Dobra, ale przejdźmy do tekstu, który NIE jest planem ramowym wiersza (To w spoilerze, w poście otwierającym wątek to też nie jest plan ramowy). Cóż, ten tekst jest dziwny. Wizualnie wygląda to jak wiersz, choć jak się wczytam, to widzę tylko jeden rym na cały tekst i to taki, który można poddać dyskusji. Wiem wprawdzie, że istnieją wiersze, które nie posiadają rymów, ale chyba nawet one mają jakiś rytm, albo chociaż w miarę podobną długość wersów. Tu zaś to wygląda jakby każda linijka miała taką długość jaka się napisała i wygląda przy tym ,,poetycko". To wygląda mówiąc szczerze źle i bardzo ciężko się to czyta. Niby człowiek rozumie, co autor miał na myśli, ale dalej odbiór treści jest męczący i wymaga domyślania się co nieco. Kolejnym problemem jest fakt, że tekst nie ma spójności. Po prostu miejscami treść jednej zwrotki nie łączy się, moim zdaniem, z treścią następnej. Zupełnie jakby stanowiły zwykły zlepek pomysłów, albo niedokończoną układankę, w której czegoś brakuje. Na sam koniec jeszcze powiem dwa słowa o błędach. Tych wprawdzie wiele nie ma, ale kiedy już są, to od razu potężne: Chodź mówimy do kogoś, jesli na przykład chcemy by ktoś poszedł gdzieś z nami. Tobie zapewne chodziło o choć, czyli chociaż. Raczej nicość. Chyba, ze chciałeś ją odesłać w coś niecoś, czy coś Poza tym, większość przecinków przed i jest zbędnych. Aczkolwiek i tak mam wrażenie, że jest lepiej niż w poprzednim tekście twego autorstwa, który miałem okazję czytać Podsumowując, ten tekst jest źle otagowany (gdybym wiedział, ze to wiersz, to pewnie bym tu nie wszedł) a do tego nie jest najlepszy. Zarówno w formie jak i w treści Szanuję, że spróbowałeś trudnej, moim zdaniem, poezji, ale proponuję jednak wrócić do pisania nieco dłuższych tekstów prozą. Bo niestety odnoszę wrażenie, że część niedoróbek tego dzieła wynika z braków w podstawach. A te najlepiej się uzupełnia pisaniem mniej ,,poetyckich" tekstów oraz dużą ilością czytania i analizowania czytanego tekstu
  8. Może źle się wyraziłem, ale nie chodziło mi o to, ze Lapis sprowadziła na siebie porażkę, bo była samoukiem i przez to została odrzucona. Chodziło mi o to, ze sprowadziła na siebie porażkę, bo poddała się po tym jak ją odrzucili i załamała się tym do tego stopnia, ze nie była w stanie spróbować ponownie. To trochę jakby zostać bezrobotnym, bo na pierwszej rozmowie o pracę zostało się odrzuconym, bo sie przyjechało autobusem, a nie samochodem. Lapis powinna była się pozbierać i spróbować za rok, albo pójść do innej szkoły. To, ze nie chciała, to głównie jej wina. Moim zdaniem. Dlatego uważam, ze Lapis nie jest bez winy. I owszem, cel Lapis zostanie częściowo osiagnięty, bo Octavia będzie słynna wiolonczelistką grywającą dla bogatych. ALE, nie będzie kopią Lapis, posłuszną córką i z pewnością nie jest samoukiem. Sądzę raczej, że miała dobrze opłacanych nauczycieli. A Lapis niekoniecznie. Porównanie Vinyl miało tam inny cel. Vinyl też została odrzucona (jak Lapis). Ale spróbowała rok później z pewnością coś ćwicząc w tym czasie. I fakt, miała talent. Ale widać nie był on wystarczajacy skoro Vinyl odpadła za pierwszym razem. W sumie, tak mnie teraz naszła pewna myśl. Czy może Lapis nie miała odrobiny wspólnego z Florence Foster Jenkins. Być może to daleko idące skojarzenie, ale trochę by tłumaczyło czemu Lapis tak skończyła. Czy Octavia nic by nie osiagnęła bez matki? Trudno powiedzieć. Być może gdyby nie było Lapis (tylko ktoś inny), to kto wie, może Octavia budowałaby piramidy, albo ot, kto wie, oddała się pracy społecznej i sadziła marchew . Mogłaby też odkryć w sobie talent do gotowania, czy coś. Nie wiemy. Ogólnie mam wrażenie, że nie mamy jednego, naturalnego talentu, tylko wiele. Ale odkrywamy przypadkiem te, związane z tym, co lubimy robić i co robimy często. Więc dlatego, moim zdaniem, Octavia odkryła swój talent do wiolonczeli, bo dużo grała. Fakt, mimo gry mogła nie mieć talentu i się tylko nauczyć obsługi wiolonczeli, ale jednak miała talent. Ale fakt, nie można zaprzeczyć, że to przez Lapis Octavia odkryła, że ma talent do wiolonczeli. Więc bez niej faktycznie Octavia nie osiągnęłaby tego, co osiągnęła. Czy bez Lapis nie spotkałaby się z Vinyl? Też ciężko powiedzieć. Mogłyby przypadkiem się poznać na zajęciach z psychologii, albo coś. I ostatnia kwestia, czyli czemu Octavia kocha muzykę i jej nie nienawidzi. Nie wiem, może po prostu lubi muzykę i czerpie przyjemność z grania. Może muzyka budzi w niej pozytywne emocje. Cóż, bywa.
  9. A proszę bardzo. Zgodzę się, że postać matki Octavii jest ciekawa i mocno zmienia koniec tego fika, ale nie jestem pewien czy mi jej żal. I już wyjaśniam czemu. Uwaga na Spoilery. Na etapie, na którym widzimy matkę Octavii (już we wspomnieniach Octavii) widzimy postać, która jest bardzo głęboko zgorzkniała i niezwykle głęboko przekonana o własnej, niesprawiedliwej w jej mniemaniu krzywdzie. Krzywdzie, którą sama w sumie na siebie sprowadziła, idealizując cel i rozpamiętując w kółko porażkę, zamiast spróbowac ponownie, albo zmienić kierunek. Przez to wszystko, obecnie bardzo trudno pomóc Lapis, bo ona nie chce pomocy. Ona chce wszystko robić po swojemu i trwać w błędzie, budujac posłuszną sobie następczynię. Taką Lapis 2.0. Nie dziwię się więc, że Octavia widzi w niej potwora i nawet nie chce jej pomóc. Potwora, który zatruwał jej życie przez osiemnaście lat, traktując ją jako świnkę morską, czy coś. Z drugiej jednak strony jest kwestia przeszłości Lapis i ojca Octavii. Zwłaszcza on sporo by tu wyjaśnił. Bo nie wiemy czy związał się z Lapis, wiedząc o jej skrzywieniu. Nie wiemy czy próbował jej jakoś pomóc, czy może czekał aż to samo przejdzie. Jedyne co wiemy to to, że zrobił Lapis dziecko i uciekł, gdy Lapis zaczęło odbijać bardziej. No i jego ucieczka też jej nie pomogła. No i pozostaje pytanie, co z rodzicami Lapis? Oni też chyba niespecjalnie pomogli własnej córce. W zasadzie, patrząc na to, kim jest Lapis, to obstawiam, ze też dorastała w zamożnej rodzinie z wyższych sfer, która nie nauczyła jej tego czym jest porażka, oraz, że nie wszystko musi być dla nas. Bardzo możliwe, że młoda Lapis nie zaznała miłości, tak jak nie zaznała jej w domu Octavia. Ogólnie, Lapis niewątpliwie jest mocno skopana przez życie, ale wiele z tego jej własne życzenie. I jedyną osobą, którą powinna obwiniać o swoje krzywdy to ona sama. Wydaje mi się, że w wielu momentach życia mogła zrobić to, czego nie zrobiła Octavia. Więc w zasadzie, niespecjalnie mi jej żal. Wszystko co osiągnęła i to czym się stała, to głównie jej sprawka. Owszem, zapewne nie dostała właściwej pomocy, kiedy to byłoby skuteczne, ale po tej porażce sama mogła podjąć inne decyzje i być normalna. Zamiast sprawić by jej córka była słynną wiolonczelistką zamiast niej, mogła sprawić by jej córka była szczęśliwa, niezależnie jaką obierze drogę. I by takie porażki jak ta, która spotkała Lapis, nie odbiły się tak na Octavii. Ale, możliwe, że po tym jak Octavia opuściła dom, coś się w Lapis zmieni. Ta rozmowa w tawernie mogła być pewnym katalizatorem, albo i pierwszym krokiem. Ale tego nie dowiemy się zapewne nigdy.
  10. Łał, ten fik jest naprawdę dobry. Szkoda, ze autor go nie dokończył, bo mieliśmy tu przedni humor, dobre przedstawienie postaci (zwłaszcza Warkota) i zręcznie napisane zderzenie kultury opartej na dawaniu sobie w mordę z kulturą opartą na przyjaźni i wybaczeniu. Ogólnie, w pierwszej kolejności muszę pochwalić za to, że ten crosover jest dla każdego. Nie tylko dla fana warhammera. Logika, kultura, ,,magia" i cała reszta rzeczy związanych z orkami jest tu dobrze wytłumaczona, dzięki czemu osoba, która nie miała do czynienia z produktami GW będzie wszystko rozumiała i będzie w stanie się dobrze bawić podczas lektury. Druga sprawa, to fabuła. Może nie jest superpomysłowa (ork uczący się, że Angela się nie zjada a kucyków nie bije), ale mimo to jest przyjemna, oraz spójna. Jestem w stanie zrozumieć dlaczego Warkot robi to wszystko, dlaczego Fluttershy go broni i dlaczego mieszkańcy Ponyville chwycili za widły i pochodnie. Co więcej, fabuła jest okraszona humorystycznymi scenami, które bawią i nie męczą. Muszę nawet powiedzieć, że rozwijała się w bardzo ciekawy, choć starofandomowy sposób (ale to nic złego). Nie spodziewałbym się nagłych zwrotów akcji, lecz moim zdaniem one nie są specjalnie potrzebne. Co więcej, każde zakończenie jakie mi przychodzi do głowy by pasowało. Ogólnie polecam bo to przyjemny i zabawny fanfik, który bardzo dobrze zniósł upływ czasu
  11. No i przyszła pora by zakończyć tą uroczą i przyjemną opowieść. Zamknąć wszystkie wątki i zakończyć ten pełen emocji semestr. Rozdział 21 Epilog Jednocześnie chciałbym podziękować wszystkim, którzy pomogli mi przy tym fiku. A zwłaszcza Rarity i Wilczke. Bez nich to tłumaczenie byłoby dużo słabsze. No i zachęcam do lektury.
  12. I kolejny rozdział. Tym razem napad na dyliżans przewożący turystów. Ci jednak biorą to za przedstawienie zorganizowane przez biuro podróży, co prowadzi do ciekawych sytuacji. Cała akcja dzieje się przed 11:45 do Canterlotu. Dyliżans [Anthro][Steampunk[Western] Ogólnie fik słaby jak i cała reszta.
  13. Pora wejść do konkursu by zgarnąć ostatnie miejsce. Głupio wprawdzie dawać fanfik we własnym uniwersum, ale miałem już spory kawałek kiedy ogłoszono konkurs. Oczywiście wyszło słabo jak zawsze, albo i gorzej. Tym niemniej: Dyliżans [Anthro][Steampunk][Western] Twilight Sparkle i jej banda napadają na dyliżans. A jego pasażerowie... są z tego niezwykle zadowoleni. Ogólnie fik słaby, nieśmieszny i w ogóle. Zachęcam jednak do zerknięcia do Wrednej Szóstki na dzikim zachodzie, jeśli szukacie lepszych dzieł Stalker Equestria Girls: Najemnicy [Crossover] [Violence] [EG] Poszukiwania Taka moja mała próba w uniwersum stalkera. Jednak zamiast sięgać po którąś z mane 7 wybrałem na bohaterkę wicedyrektor Lunę, która szuka siostry, a przy okazji dzieciaków, które zwiały do Zony przeżyć przygodę. Słabe, nieśmieszne i w ogóle z kiepskim zakończeniem. Nie czytajcie. A i zapewne tego będzie więcej. O ile dam radę Stalker Equestria Girls: Najemnicy [Crossover] [Violence] [EG] Pogoń I kolejny stalker. Teoretycznie jest do druga część do poprzedniego, ale starałem się by dała się czytać jako osobne dzieło. Czy wyszło? Dolar oceni. Spółkując z wrogiem [Oneshot][SoL][KO] Rzutem na taśmę wrzucam ostatni fik. Nie jestem do końca zadowolony z niego, ale może to zmęczenie. Jest to mój eksperyment z pierwszoosobową narracja i jednocześnie opisaniem tych samych wydarzeń od drugiej strony. Stąd dialogi się powtarzają z Kto handluje, ten żyje. Wydaje mi się jednak, ze udało mi się uzyskać samodzielny fik, opisujący próbę zakupu min od sombryjskiego kwatermistrza, widzianą z perspektywy bohaterki ruchu oporu. Cóż, najwyżej dostanę 1/10
  14. Bardzo dziękuję za recenzję i czuję się niezmiernie doceniony taką pozycją. Poważnie, bo nie uważam tego opowiadania za coś szczególnego. Z resztą, sam pomysł pojawił mi się w sumie przypadkiem. Początkowo chyba chciałem zrobić Blueblooda na Cejrowskiego, ale uświadomiłem sobie szybko, że nie będę umiał go tak napisać. Dopiero potem wpadłem na to, że mogę dać Rarity takiego Blueblooda o jakim śniła w pierwszym sezonie. No prawie. A czemu w ogóle Blueblood? Bo ma na znaczku różę wiatrów i mało go w fikach. A z kolei on musiał mieć z kim gadać, więc dostał galę i Rarity. Wszyscy szczęśliwi. Ale wracając do recenzji, to w sumie chciałem się odnieść do dwóch rzeczy. Po pierwsze, Cieszę się, że się spodobała narracja. To był dla mnie eksperyment, którego z resztą nie do końca wykorzystałem. Początkowo miało być więcej powrotów na galę, ale zaniechałem tego gdyż obawiałem się, że to popsuje klimat. No i w sumie miałem też obawy czy się zmieszczę w limicie. Zwłaszcza jak zacząłem poprawki i przebudowę kilku scen. Po drugie, najważniejsza kwestia, o której wspominałeś, to trochę mało kreatywne jaguary (inspirowane odrobinę Galactic Football i Niewidocznymi Akademikami(polecam)) i mało podróży. To ostatnie to wynik raz, ze limitu, a dwa, że Blueblood jest z Rarity na przyjęciu. Nie może spędzić całego wieczoru jej opowiadając o wędrówce. Z kolei nie chciałem ominąć miasteczka portowego, bo chciałem pokazać jakie dwa społeczeństwa żyją dość blisko siebie, a jednak się nie znają. Wiec dlatego to wygląda jak wygląda. Gdybym to miał napisać jak trzeba, pewnie wyszłoby z 50k słów w formie wielorozdziałowca. Albo jednej z książek Blueblooda. Ogólnie, cieszę się, że się spodobało, dziękuję za wysoką ocenę i w ogóle. Na zakończenie jeszcze dwa słowa o Yriel (początkowo miała być Jakucja, ale darowałem to sobie). Owszem, miała być takim trochę elementem komediowym, ale też nie całkiem. Miała być po prostu z innej kultury. I to z widocznie innej. Maiła mieć inne podejście, inne standardy i inny sposób myślenia. Dla niej to, że jaki biją się po pyskach by coś ustalić, bekają, czy mówią co myślą miało być czymś normalnym i akceptowalnym wśród swoich. Co więcej, nawet poważanym. Co z resztą próbowałem przedstawić poprzez kwestie męskości jaków, czy anegdotki Blueblooda. W zasadzie, oprócz Blueblooda to ją pisało mi się najfajniej.
  15. No i rozdział 7 za mną. Muszę przyznać, że choć miasto nieumarłych alikornów nie jest odkrywcze, to dalej jest bardzo klimatyczne dla uniwersum i bardzo fajnie napisane. Sama akcja również przyjemna do czytania i całkiem pomysłowa. Zwłaszcza podobały mi się dwie rzeczy. Po pierwsze zbroja wyniesiona przypadkiem przez Night. To niby taki drobiazg, taki mały, nic nieznaczący chwilowo bibelot, ale fajny sposób by dać coś postaci, a jednocześnie całość opisana tak, że czytelnik czuje, że ta zbroja będzie choć trochę ważna. Po drugie, iluzja w przejściu. A w zasadzie sposób na to jak ją obejść. Wszystko ładnie wytłumaczone, logiczne i pasujące zarówno do postaci, jak i uniwersum. Podoba mi się. Oczywiście jest więcej elementów, dzięki którym ta historia jest spójna i klimatyczna, ale te dwa kupiły mnie najbardziej w tym rozdziale. Jestem ciekaw, co pojawi się w 8.
  16. Wredna Szóstka na dzikim zachodzie. Leży w dziale MLN, wiec nie podlinkuję. Za to zdradzę, ze jest tam też spinoff o Octavii i Vinyl
  17. Powinno się udać. Wprawdzie nie w tym miesiącu, ale moze w przyszłym. Bo prace nad pozostałymi rozdziałami są zaawansowane. Nawet bardzo. Tylko pierw czas i uszczęśliwienie czytelników innego fika
  18. Minęło sporo czasu od ostatniej aktualizacji, ale przyznam, ze nie obijałem się tak bardzo jak myślicie. W zasadzie, to mam nawet dla was 3 rozdziały. Tak, aż trzy. Wprawdzie chwilowo niestety bez korekty, ale to się w przyszłości nadrobi (mam nadzieję). Rozdział 18 Rozdział 19 Rozdział 20 Co do historii, to zbliżamy się do wielkiego finału. Został jeszcze rozdział 21 i epilog, które, mam andzieję, pojawią się szybciej niż te rozdziały
  19. Wykopane, przeczytane i pora na komentarz. Muszę przyznać, że to naprawdę dobra komedia. Krótka, przyjemna i naprawdę zabawna. Podoba mi się zarówno pomysł na to by oskarżyć AJ o rasizm (w sumie mogłaby mieć stado zebr zbierających jabłka), jak i źródło tego rasizmu, czyli piosenka. I tu już muszę pogratulować tłumaczowi, bo nie widzę innej opcji by to przełożyć, zwłaszcza porównując to do polskiej wersji piosenki. To co jednak jest fajniejsze, to to, że z biegiem fanfika pojawia się mnóstwo innych, ciekawych faktów na temat wielu innych postaci. I wychodzi, że to nie AJ jest największą rasistką w towarzystwie (wyborne). No i takie małe, urocze żarciki wplecione w tekst. Cudownie przełożone i tak płynnie umieszczone w tekście. Takie fajne drobiazgi, a każdy bawi. No i oczywiście wszystko całkiem dobrze przetłumaczone. Przynajmniej na wyczucie, bo po oryginał jeszcze nie sięgnąłem. Ale nic nie rzuca się w oczy. Ogólnie, polecam bo to naprawdę fajna, lekka i przyjemna komedia.
  20. Antropologię można nabyć u mnie (mam jeszcze sztukę, albo 2 w zapasie). A co do Past Sinsów, to jest szansa, że w tym roku będzie dodruk. ale to raczej w drugiej połowie roku
  21. Bardzo dziękuję za liczne komentarze, @KLGDiamond. To miło widzieć tego tyle. Pora też na moją, zbiorczą odpowiedź. Hangmare w zasadzie powstało chyba tylko po to, by przerobić jeden z motywów z filmu Dobry zły i brzydki. Tylko tyle. Może nie wyszło idealnie, ale fajnie mi się to pisało. A wyprawa Rarity do miasta miała w sumie trzy powody. By dowiedzieć się, o której ją wieszają, odzyskać jej wierną i ukochaną broń, z którą AJ była bardzo związana i uprzedzić ją o planie, by ostatnią, desperacką próbą ucieczki nie utrudniła życia reszcie. Może trochę naciągane, ale cóż, nie jestem dobrym pisarzem. Z po drugiej stronie lufy jestem, nie będę krył, nawet trochę dumny. Mój pomysł na Fluttershy był taki, że była ona traperką, zanim trafiła do Szóstki. Ale potem zadałem sobie pytanie, skąd takie coś jak Shy wzięło się i stało traperem. Nie pasowało mi to kompletnie, ale wtedy przypomniałem sobie o filmie Mały wielki człowiek. Wtedy jakby reszta zaczęła się pojawiać sama. Potrzeba mi było tylko zawsze motoru, który ją popchnie do kolejnego etapu. Tak czy siak, cieszę się, że się spodobał. Za komentarz do Relaksu również dziękuję. To miał być niezobowiązujący filler i cieszę się, ze się sprawdził w tej roli. I na koniec Spadająca gwiazda. To w zasadzie komentarz do niej skłonił mnie by coś odpisać w tym temacie. Przyznam, ze pomysł na Twilight ewoluował w trakcie pisania gwiazdy, bo zdałem sobie sprawę, że ktoś taki jak Twilight nie zostaje szeryfem w zabitej dechami dziurze bez powodu. Co więcej, ktoś taki nie rezygnuje z tego po takiej porażce/sukcesie. Musiało być coś wcześniej. I oczywiście jest. Ale zapewne przez to, że to pominąłem (ale będzie, jak narrator zbierze dość informacji), fik stał się chyba właśnie fikiem o Rainbow, która jest... która w sumie robi to, co ją uszczęśliwia. I może to jest największy problem tego fika. Co do Twilight OP, to tu się obronię tak: 1. Ona strzela do mało zorganizowanych bandytów w tym banku (porównując to z większą bandą) 2. Po szeryfie nikt się nie spodziewał, że bez negocjacji i upewniania się do kogo strzelać, będzie po prostu strzelał i to tak żeby zabić. Założyłem, że to będzie pewien szok dla bandytów. Tak czy siak, przyznaję, że z obecnej perspektywy ten fik jest średni i budził moje obawy już wcześniej, wiec uwzględniłem to we wstawce odnarratorskiej na końcu. A czemu nie przedłużyłem fika i nie podzieliłem na 2? Gdybym wszystko zrealizował dobrze, to byłoby to pewnie 120 stron. Cóż, mam nadzieję, że dalej będzie mi lepiej szło uszczęśliwianie czytelników. I raz jeszcze dziękuję za całą masę konstruktywnych i budujących komentarzy
  22. Czasami człowiekowi przychodzą do głowy głupie pomysły. Czasami wraz z nimi przychodzi chęć by je zrealizować. I efekty tego bywają różne. Raz jest dobrze (jak w wypadku carousel sex shop), a raz nieszczególnie (Jak w przypadku kilku moich dzieł, które nie przypadły do gustu czytelnikom. Dziś po raz kolejny przedstawiam efekt takiego ,,głupiego" pomysłu, połączonego z chęcią jego zrealizowania. Otóż, król Sombra powrócił. Po raz chyba szósty. I znów Mane 6 muszą go pokonać. Więc, korzystając z okazji, Twilight postanawia sprawdzić jedną z zagadkowych rad, jakie dala jej Celestia podczas jednej z ich prywatnych rozmów. I choć wydaje się, że jest ona bez sensu, to jednak okazuje się, że księżniczka po raz kolejny miała rację i bóbr to potężne zwierzę. A może jednak nie? Jak zwyciężyć zło Pomysł średni, wykonanie również, ale i tak zachęcam do lekturki i zostawienia komentarza.
  23. Cały czas chyba można. https://docs.google.com/forms/d/e/1FAIpQLSdZHWMFpKY6OmbHJ4hlcl7aS6WMU54PIWEiSRkqCIVy6n0SAA/viewform A same książki powinny być fizycznie po majówce
  24. Ech, dawno nie miałem takich problemów z wykończeniem fika. Wykorzystałem ten dodatkowy czas prawie w całości, a i tak mam wrażenie, że dalej jest to mierne dzieło. Może to przez tematykę, która nie jest dla mnie codzienna, czyli podróże i sport, a może to dobrze wychowany Blueblood? Tak czy inaczej, lepiej już nie będzie. Fik rozgrywa się podczas wielkiej gali z końca 1 sezonu. Tyle, że Mane 6 nie robią wiochy, a dobrze wychowany i kulturalny książę Blueblood zabawia Rarity tańcem, rozmową, anegdotami, aż wreszcie decyduje się opowiedzieć jej o swej ostatniej wyprawie badawczej, w górę Końliwijskiej rzeki. Bo przecież książę jest odkrywcą i badaczem, który nie tylko wiele podróżuje, ale też pisze książki. Podczas swej ostatniej wyprawy, odbytej w towarzystwie kucoperza, zebry i jaka, odkrywa nieznane nikomu plemię żyjące w głębi dżungli. Plemię chodzących na dwóch nogach jaguarów, które swe spory rozwiązują poprzez mecze piłki nożnej. Wyprawa w górę Rio Gero [Oneshot][Adventure][Anthro]
×
×
  • Create New...