Skocz do zawartości

Sun

Brony
  • Zawartość

    1559
  • Rejestracja

  • Ostatnio

  • Wygrane dni

    52

Wszystko napisane przez Sun

  1. Ale fajną rzecz wykopałem Muszę przyznać, że to bardzo przyjemna, krótka i lekka komedia, oparta na dość klasycznym motywie w postaci opornego słoika. Bo kto z nas nie mocował się z oporną zakrętką, używając ręcznika, kulania, łomu, czy innych, tajemnych technik prababci? Całość ubrana w dość serialową otoczkę i bardzo zmyślne i zabawne, choć krótkie opisy. Śmiałem się serdecznie, widząc oczami wyobraźni jak AJ okłada słoik szpadlem, czy rzuca nim o ziemię. Bohaterki są oddane serialowo prawie przez cały czas bardzo dobrze. Jedynie miałem zgrzyt, gdy Rarity mówi o Rainbow: Dash. Moim zdaniem, to akurat nie pasuje do tej postaci Ale to tylko malutki zgrzyt w bardzo klimatycznym przedstawieniu bohaterek. Więc i tu zdecydowanie na plus. Co zaś do zakończenia... spodziewałem się czegoś innego. Na przykład tego, że słoik ma lewy gwint, albo że Fluttershy polała wieczko wrzątkiem, a potem wzięła przez ręcznik, albo skrytego za drzewem Discorda, z klejem kropelka w łapie. Nie mogę jednak powiedzieć, że mi się nie podobało, by było na swój sposób fajne. Ładnie buduje tu pozycje Fluttershy, pasuje do serialu i jest urocze. Jednocześnie nie rzuca na sam koniec jakąś bombą w stylu: słoik wydmuchany w czeluściach smoczego wulkanu, a pokrywka wykuta przez jaki w podziemnych kuźniach. Po prostu jest takie akurat. Gorąco polecam to odprężające dzieło i cieszę się, że je znalazłem. To przyjemna, lekka komedia na raz.
  2. Witajcie moi drodzy. Dawno niczego nie organizowałem (od czasu 3 tomu KO) i pora to zmienić. Dlatego dziś mam dla was coś specjalnego: Wielkiego i potężnego Fallouta. Oczywiście po angielsku. Tym razem nastąpiła jednak pewna drobna zmiana. Otóż, tym razem książki są dostępne już. Leżą tylko i czekają aż je kupicie. Ma to jednak pewną, drobną wadę. Mianowicie ograniczoną ilość egzemplarzy. Z drugiej strony, dzięki temu wysyłka będzie następować dużo szybciej, bo może nawet w tym samym tygodniu, w którym pojawi się płatność. A i może pamiętacie (albo słyszeliście), że poprzednie wydanie miało okładki ze skrzydełkami. To nie ma. Poza tym, okładki i zawartość są identyczne z poprzednim wydaniem. A teraz pytanie najważniejsze, jak zakupić tą słynną na cały fandom sagę (złożoną z 4 fizycznych ksiąg i zawierającą też rozdział specjalny)? Już mówię. W formularzu zamieszczonym poniżej: Formularz Powinien działać poprawnie. Zapisy zbieram do wyczerpania zapasów. Numer konta podany jest w regulaminie. Wysyłka nastąpi jak tylko otrzymam książki. Czyli najpewniej na początku grudnia. Cena Fallouta to tym razem niestety 200zl za komplet. Dlaczego aż tyle? Zmartwię was, ale to i tak dobra cena. Z powodu Covida ceny zwykłego papieru poszły kosmicznie w górę, nie mówiąc o innych kosztach (jak paliwo chociażby). Ceny wysyłki też poszły w górę. Tym razem to 16zł za paczkomat i 15 za pocztę. Regulamin Zachęcam do zamawiania i zadawania pytań. Jakbym zapomniał czegoś powiedzieć, jakaś, dobra dusza zaraz mi przypomni.
  3. I kolejny rozdział za mną. Przyznam, ze oczekiwanie trwało długo, ale w zamian dostałem sporych rozmiarów rozdział. Rozdział z jednej strony wypełniony treścią, a z drugiej taki trochę pusty. Ale po kolei. Zacznę od scen i elementów, które mi się w tym rozdziale podobały. Zdecydowanie szermierka z kucharzem. To chyba jedna z najlepszych jakie się tu pojawiły. Oglądanie Obsidian próbującej pokonać kucharza w szermierce było cudowne. Aż trochę czułem tą jej narastającą frustrację. Podobało mi się również to jak Obsidian zaczęla rozbierać magię przyjaźni na składowe. To jej analityczne podejscie jest urocze i mam wielką nadzieję, że będzie dalej rozwijane i zostanie jednym z głównych wątków (bo to niestety nie jest pewne, biorąc pod uwagę kilka innych wątków obecnych w fiku). No i Obsidian plus Joy. Ciekawy wybór na pierwszą przyjaciółkę, ale podoba mi się. Ale mam też kilka uwag. A w zasadzie jedną, tyczącą się kilku scen. Mianowicie jest tu kilka fragmentów kompletnie do niczego niepotrzebnych. Chociażby ta akcja z biletami, czy rozmowa Prosceniona i tego drugiego o obsidian. Owszem, są całkiem spoko, ale mam wrażenie, ze nic w sumie nie wnoszą i tak trochę zapychają fabułę. No chyba, że Ghator jakoś je wykorzysta (na przykład Ambrosia zapraszająca jednak obsidian). Chwilowo jednak, trochę to meh. Ogólnie, przyjemny rozdział, choć nie pchnął fabuły aż tak bardzo do przodu. Czekam na więcej
  4. Dawno nie miałem tak mieszanych odczuć odnośnie fika. Bo są w nim zarówno momenty godne pochwały jak i chwile, gdzie człowiek miał ochotę zjeść klawiaturę. Ale po kolei. Zacznę od chwalenia. W tym fiku jest trochę ciekawych pomysłów światotwórczych. Scena w kuźni bardzo spoko, pojawienie się Twilight, niezgorsze, przemyślenia na temat działania magii w equestrii też całkiem fajnie opisane. Nawet wielofunkcyjny ogon mi się podoba. do tego w kilku moemtnach pojawiają się ładne, duże opisy z akurat odpowiednią ilością technikaliów. Słowem, są momenty, w których chłonąłem tekst. Podoba mi się też sama idea, że Twalot wyrusza do innego świata po pomocnika, bo sobie nie radzi. To rodzi wiele możliwości światotwórczych, a także pozwala rozbudować ideę wieloświatów. Pochwalę też za zawiązującą się historię. Nie jest może wybitna, ale wydaje się solidnym początkiem i ma w sobie trochę klimatu. Jest jednak wiele rzeczy, które mi się nie podobają. Na sam początek główny bohater. Istota, która może prawie wszystko, wszystko wie, ogarnia co trzeba, zmienia kształt, ma jakieś magiczne wymiary z przydasiami i w ogóle robi wszystko. Nie lubię tego konceptu, choć nie przeczę, że można go fajnie napisać. Dlatego liczę trochę, że noga mu się powinie i dojdzie do sytuacji, w której jego moce nie zdadzą się na nic. Jak na razie jedyny moment, w którym mnie nie drażnił, to ten, kiedy zmienił się w wilka, zamiast w kuca. To wydaje mi się bardziej rozsądne i przy tym ogranicza go w sferze samego kontaktu. Druga sprawa, mi się nie podobała, to niestety forma. I widać to, porównując rozdziały z prologiem, który Grento korektował. O ile ortografia i interpunkcja wyglądają spoko, o tyle konstrukcja zdań i podział na akapity wypadają słabo. Apropo, wielokrotnie brakowało wcięcia pierwszego wiersza, albo było ono zbyt małe. Przez to wszystko czytało się ciężko i trudno mi było wczuć się w klimat. A szkoda. Podsumowując, ten fik nie jest zły. Ba, widzę w nim nawet dość spory potencjał na całkiem pcozytne dzieło. Niestety wymaga olbrzymiej ilości korekty i w sumie głównie tego.
  5. Przeczytałem i nie powiem żebym był zachwycony. Powiem szczerze, że mam nawet pewne wątpliwości, czy można to nazwać fanfikiem. Wygląda to raczej jak ogólny szkic dzieła, a nie samo dzieło. Niewiele tu emocji, zawiązania akcji, rozwoju bohaterów i opisów. Choć dobra, mając narrację pierwszoosobową, teoretycznie można sobie darować opisy, tworząc bohatera mało spostrzegawczego i nierozmyślającego o wszystkim, ale to z kolei, moim zdaniem, warto ratować innymi postaciami Tu niewiele wiemy o bohaterze, poza tym, że chce do Equestrii za wszelką cenę. Sporo się za to dowiadujemy o naszym świecie, innych światach, oraz portalach miedzy nimi. Szkoda, że wszystko w postaci skondensowanej pigułki, którą obrywamy już na samym początku. Nie mówiąc o tym, że to chyba 1/4 fika (licząc z obrazkiem zajmującym 1 stronę). Gdyby to był wstęp do fika mającego dwadzieścia, trzydzieści, albo i czterdzieści stron, to bym jeszcze zrozumiał, ale przy trzech stronach tekstu... Później mamy scenę budowy portalu, a raczej informacje, że został zbudowany. Bohater się zadłużył, zdobył części, poskładał i skok do środka. Nic specjalnego. Za to za scenę z klaczami będę chwalił. Fajnie napisana, z humorem. Postacie oddane całkiem spoko. Zwłaszcza Rarity, która z troską interesuje się pożyciem przyjaciółki i ploteczkami. Sensownie też reaguje na przybysza w stanie surowym. Applejack też daje radę, traktując wścibstwo Rarity bardzo osobiście. Poza tym, scena napisana jest z humorem. Kilka razy nawet się zaśmiałem. Szkoda tylko, że jest jej tak mało. Gdyby zachować taki prosty i lekki humor, oraz opisać całe długie i mozolne budowanie relacji, oraz odnajdywanie się bohatera w nowym świecie... to by było fajne. Chętnie bym poczytał. Zaś ostatnia scena wygląda raczej jak koniec rozdziału a nie całego fika. Razem z całym dziełem pozostawia wielki niedosyt, a jednocześnie sprawia, ze całość można podsumować jako: aha i pójść dalej. Co do strony technicznej, to też nie jest najlepiej, choć źle też nie. Głównym problemem jest tu podział na akapity. Początkowo wydawało mi się, że w ogóle go nie ma, bo zostałem zaatakowany ścianą tekstu. Później jednak wyszło, że jednak jest, ale jakiś taki nieśmiały i niepewny. A akapity nie służą tylko temu by oddzielać narrację od dialogów. Służą też, zwiększeniu czytelności tekstu. Poza tym, pojawiło się kilka źle użytych, dużych liter i parę drobiazgów, które pewnie bym zaznaczył, gdyby były włączone komentarze. Podsumowując, to wygląda raczej jak szkic fika, a nie całe dzieło, ale sam pomysł, choć nie odkrywczy, ma potencjał na coś dużo, dużo dłuższego. Zaś w obecnej formie, cóż, nie urywa.
  6. Łoł, bardzo dziękuję za komentarz do tego dzieła. Naprawdę nie spodziewałem się, że ktoś to odkopie. Na wstępie powiem, że wybrałeś bardzo zły fanfik na początek swojej przygody z TCB. Pisząc dawniej to dzieło (które zaczynało jako fik na konkurs), zakładałem, że potencjalny czytelnik będzie się jednak orientował choć odrobinę o co w tym świecie chodzi. Z resztą, ja sam się niespecjalnie orientuję, więc bazując na ogólnych założeniach, dopisałem sobie resztę. Postanowiłem stworzyć grupę terrorystów, ale takich trochę bardziej na wesoło. Przy okazji nawiązując tu i ówdzie do stawki większej niż życie, asterixa czy kilku żartów politycznych, które z pewnością się już zdezaktualizowały. Dlatego jeśli chcesz poznać lepiej TCB, to niestety musisz poszukać innych fanfików. Niestety niespecjalnie umiem jakiś polecić, bo czytałem tylko kucyk orła nie pokona, które było fajne, pomijając formę. A wracając jeszcze do braku pewnych informacji fabularnych, to poczatkowo nie planowałem wyjaśniać wszystkiego, a później, z biegiem opowiadań zaczęło mi brakować weny i chęci i zostało to jak zostało. Tak czy inaczej, cieszę się niezmiernie na komentarz i cieszę się również, że choć cześć opowiadań z tej serii ci się podobała.
  7. Przyciągnęło mnie do tego dwie rzeczy. Mianowicie szanta i podmieńce. I w sumie nie żałuję, że do tego doszło, bo to bardzo przyjemny kawałek tekstu. Tekst składa się tu z trzechh scen. W pierwszej mamy opis zwykłego, nudnego miasteczka gdzieś w Equestrii, w którym dzieje się raczej niewiele. Jednym z elementów krajobrazu jest pomylony żebrak, który czasem dostaje jabłko, a czasem doniczką. To właśnie z nim ucina sobie pogawędkę przyjezdny i od niego słyszy tytułową szantę o podmieńcach. Przyznam, że podoba mi się to wprowadzenie. Spokojne, klimatyczne, typowo slice of lifowe, z nutką niepewności. Oczywiście bohater mu nie dowierza i na tym scena się kończy. I trochę szkoda, bo można by zrobić troszkę więcej rozmowy z żebrakiem. Druga scena to noc i wynoszenie worka Bardzo fajnie i klimatycznie opisana. Dobrze współgra też z poprzednią, pokazując, ze nasz żebrak miał oczywiście rację i w mieście dzieje się coś niedobrego. Same podmińce, choć ukazane głównie pośrednio, jawią się jako potężne i niebezpieczne istoty, które powoli zajmują miasto. Zaś ich królowa sprawia wrażenie wyrachowanej złośliwej i przebiegłej. Również pochwalę za tą kreację. Podoba mi się też wizja Mistreli. A w zasadzie tego jednego, konkretnego. Wygląda jakby został złamany i skłoniony do służby w zamian za własne, marne życie. Przy okazji jego pozycja sprawia, ze wszyscy biorą go za wariata, gdy próbuje innych ostrzegać. A kto wie, może jest trochę wariatem, który oszalał ze strachu i ze swej biedy. Tak czy siak, jest spoko. I scena ostatnia, z perspektywy dziecka. Świetne, bardzo klimatyczne domkniecie całości. Od strony technicznej było chyba całkiem nieźle. Owszem, natknąłem się na kilka błędów, ale nic specjalnie irytującego. W zasadzie, ponarzekać mogę tylko na jedną rzecz. Mianowicie, nna szantę. Kompletnie nie czułem w niej rytmu. Owszem, miała sens, ale nikaj nie mogłem jej zaśpiewać. Nawet mając wspomniany utwór jako pomoc, nie potrafiłem tego wyczuć. Oczywiście samego tekstu mogłoby być zdecydowanie więcej. Ba, nawet można by na tym motywie stworzyć przyjemnego wielorozdziałowca, ale w postaci oneshotu to dzieło też się całkiem fajnie sprawdza. Czy polecam? Tak, to bardzo przyjemne dzieło z dobrą końcówką.
  8. Przeczytałem i muszę powiedzieć, że to było... średnie. A może nawet nie tyle średnie dzieło, co raczej nierówne. Mamy całkiem dobry pomysł z naprawdę poważnym dylematem moralnym. Mamy bohatera, który ewidentnie jest przytłoczony tym wszystkim i próbuje uciec myślami, korzystając z pomocy alkoholu. Mamy też całkiem dobrze opisany bar (przynajmniej jak na tak małą objętość tekstu), oraz narrację pierwszoosobową, która moim zdaniem, jest idealna do takiego tekstu. Swoją drogą, za narrację szanuje podwójnie, bo uważam, że jest trudniejsza niż klasyczna, trzecioosobowa i z pewnością rzadziej spotykana. Słowem, ten fik miał wszystko by być naprawdę dobrym, ciężkim fikiem, który pozostawia w człowieku ślad. Niestety mam wrażenie, że drzemiącego tu potencjału nie wykorzystano do końca. Bohater sprawia niestety wrażenie przeciętnego, smęcącego nad swym losem, ogiera. Nawet gdy poznałem jego problem, to jakoś nie zyskał mojej sympatii czy współczucia. Pity przez niego alkohol tez zdaje się nie wpływać na jego myśli. Owszem, skarżył się na to sam sobie, że wódka go nie zamracza, ale myślę, że mimo wszystko można było to lepiej opisać. Rozszerzyć temat i sprawić, ze jego myśli stają się troszkę mniej składne a on sam częściej skacze między tematami. Właśnie, sam fik wydaje mi się być też za krótki i zbyt ubogi w opisy i wspomnienia jak na taki temat. Aż się prosiło o rozbudowanie zarówno przemyśleń jak i wspominków. Nie mówiąc nawet o rozważaniu większej ilości opcji niż dwie. Ale w tej formie bohater mnie nie przekonuje i nie tworzy dla mnie potężnie przytłaczającego klimatu. Szkoda trochę Ogólnie, to nie jest zły fik. Jest raczej OK i tyle. Czy polecam? Mi się niespecjalnie podobało, ale widzę, że fik miał swoich fanów. Tak więc można dać mu szansę.
  9. Jest, wreszcie jest kolejny rozdział jednego z najlepszych fików jakie czytałem. Co więcej, jest to jeden z chyba moich ulubionych fragmentów. B o ile nie lubię Pinkie to tu jest najlepsza kreacja Pinkie jaką w życiu widziałem. Jej potencjalne szaleństwo zostało tak zmodyfikowane i ukierunkowane, że aż wspaniale się to czyta. Ponadto, autor odrobił zadanie z historii techniki i historii elektrycznosci na szóstkę z plusem, tworząc soczysty klimat steampunku i wspaniałe widowisko dla czytelnika. Sama Twilight też jest tu świetnie opisana. Razem ze swoimi przemyśleniami, wątpliwościami i zaskoczeniem związanym z dziełami Pinkie. Bo nawet tak tęgi i wszechstronny umysł, jak ten, należący do nadwornego filozofa księżniczki Celestii i amatora wszelkiego rodzaju nauki, potrzebuje chwili by uświadomić sobie to z czym obcuje w warsztacie Pinkie Pie. Do tego całość spotkania okraszona jest naprawdę dobrymi opisami. Zarówno otoczenia, jak i przeżyć i przemyśleń Twilight. Świetnie współgrają z treścią i tworzą wspomniany już przeze mnie klimat. Ciężko mi tu powiedzieć coś, by nie zaspoilerować nawet odrobiny i nie zepsuć zabawy czytelnikom. A nie chciałbym tego robić, bo ten rozdział jest naprawdę sążnisty. Pamiętam nawet, że gdy pierwszy raz czytałem ten rozdział (jeszcze w oryginale), czułem prawdziwe ciarki na plecach i pełne podekscytowanie. Czekam na więcej tego cuda.
  10. Przeczytane. Przyjemna, lekka, lecz nie wybitna komedyjka na raz. Ot taki tekst dobry by się odstresować. Oparty na dość klasycznym, lecz nie aż tak wyeksploatowanym motywie jakim jest nauka małej Twilight. W tym odcinku ta klaczka chce spędzić więcej czasu z Celestią. Postanawia więc zorganizować zamach stanu i przejąć władzę. Co może pójść nie tak. Oczywiście prowadza swój plan w życie, poprzedzając go odpowiednimi studiami, udaje jej się, następnie wszystko idzie nie tak i na końcu mamy lekcję przyjaźni i szczęśliwe zakończenie. Może i to schematyczne, ale poprowadzone całkiem przyjemnie i poczytnie. Sam humor też daje radę. Może nie będzie człowiek tarzał się ze śmiechu, ale z pewnością nastrój mu się poprawi. Mnie na ten przykład najbardziej rozbawiła scena powrotu Celestii, a raczej jej słowa Całkiem dobrze są też zrealizowane rządy nowej władczyni. Ta prostota w rozwiazywaniu problemów, pomijanie obaw i konsekwencji, oraz skłonność do wykorzystywania innych... (Twilight chyba była skłonna zrobić z Rarity niewolniczkę), przyznaję, bardzo przyjemnie zrobione i bawi. I w zasadzie, w swej zabawności nie odbiega chyba od sposobu myślenia dzieci. A przynajmniej, czytelnik cały czas ma wrażenie, ze obcuje z dzieckiem na tronie. Co do postaci, to wydają mi się być jak najbardziej poprawne i typowe. Nie robią absolutnie nic, czego bym się nie spodziewał i w tym tekście to się chwali. Twilight jest typowym, oczytanym dzieckiem, które chce spędzać więcej czasu z Ceśką a Ceśka jest typową, wyrozumiałą nauczycielką jaką znamy z serialu. Nic zaskakującego, ale przecież nic tu zaskakiwać nie musi No i kwestia tłumaczenia, o której wspomnieli moi poprzednicy. O ile mi osobiście nie przeszkadza użycie wstrząsu, zamiast wstrząśnienia, bo Twilight mogła nie znać różnicy, o tyle zgodzę się, że w kilku miejscach można było troszkę lepiej zbudować zdania. Aczkolwiek nie ma tego zbyt wiele i nie przeszkadza to szczególnie w lekturze. Osobiście, jestem skłonny polecić, ale nie jakoś szczególnie mocno. Ot dobry tekst na chwilę odprężenia między jednym zajęciem a drugim.
  11. Tyle rozdziałów, a jeszcze żadnego komentarza. Cóż, sam też powinienem był to dawno skomentować, ale na swoją obronę powiem, że zostawiałem pewne sugestie i opinie w dokumencie. Tak czy inaczej, pora by zostawić duży komentarz tu. Opiumowe dziewczyny to ciekawy fik. Jego akcja rozgrywa się po wydarzeniach, które Grento zaprezentował w swoim Stalkerze. Wydaje mi się, że nie trzeba znać tamtego fika by czerpać przyjemność z tego, ale moim zdaniem warto. Zwłaszcza, że Stalker to dobry fik. Tak czy inaczej, dziewczyny rozgrywają się po wydarzeniach ze stalkera, a ich akcja obraca się wokół wątku kultu Zargo, który, jeśli dobrze pamiętam, usiłuje przywrócić Sombrę do życia. W związku z tym, ze kult stanowi zagrożenie miedzy innymi dla Luster Dawn i Starlight, zostają one wysłane do ziemskiej Fluttershy, by tam się ukryć u niej w domu. Z tym, ze Fluttershy jest byłym stalkerem i pracownikiem instytutu naukowego, oraz ma córkę, która pakuje się w kłopoty. I pewnie byłby to komediowy Slice of life o dwóch nastolatkach (z których jedna jest koniem) ale zło przenika i do tego świata, pod postacią zarówno kultystów, jak i samego Sombry Dalej, fabuła toczy się klasycznie, odfajkowujac kolejne punkty z listy. takie jak konflikt z rodziną, zakulisowe działania kilku stronnictw w equestrii, nieoczekiwani sojusznicy i walki ze złem i tak dalej. Ale muszę przyznać, że robi to naprawdę dobrze. W zasadzie, ani przez moment się nie nudziłem. Nawet w spokojniejszych momentach było ciekawie. Całość jest opisana lekkim i przyjemnym językiem, oraz okazjonalnymi żartami. Głównie chyba wynikającymi z relacji między postaciami. Nie każdemu się mogą spodobać, ale moim zdaniem są całkiem zabawne. Nawet (a może i zwłaszcza) te, dotyczące białego podmieńca i jego pociągu do damskiej bielizny. A skoro o białym podmieńcu mowa, to przejdę do postaci i od niego zacznę. Sama jego idea, tajemnicza rasa, dziwny język, specjalna moc zmiany w wodę i zdolności, czynią z niego bardzo sympatyczną postać. Zwłaszcza, ze mimo swych mocy, nie jest on niepokonany. Nawet wprost przeciwnie, ma ograniczone możliwości. Z drugiej strony, jego zdolności sprawiają, że Flowercoy (córka Fluttershy), musi podejsć do problemów od zupełnie innej, kreatywnej strony. Dalej, z ciekawych postaci niekanonicznych jest jeszcze oczywiscie główna bohaterka. Wysportowana, buntownicza i pyskata nastolatka, która nieszczególnie chce sie uczyć, a do tego popada w konflikt z matką. Naprawdę nie wygląda na nic specjalnego i wyróżniającego się, ale nie musi. Moim zdaniem, dobrze się sprawdza taka jaka jest. Poza tym, ona popełnia kilka błędów i działa w kilku miejscach dostatecznie nielogicznie i impulsywnie, by być bardziej ,,prawdziwa". Pozostałe postacie niekanoniczne (razem z Luster), tez dają radę. Może nie są wybitne, ale nie są kulą u nogi i zapychaczem. Co więcej, nie pojawiają się też bez przyczyny. Jak już są, to po coś. Postacie kanoniczne są opisane, moim zdaniem, konsekwentnie. Ich decyzje, działania i wypowiedzi nie odbiegają, moim zdaniem, od tego, jak powinny sie zachowywać w obliczu nieco mniej cukierkowego problemu niż Tirek, ssący magię niczym odkurzacz z teletubisiów. Do tego napisane są tak, ze nie odbiegają jakością od postaci niekanonicznych. A czy fanfik ma jakieś wady? W zasadzie, nie ma dużych wad. To po prostu dobry (choć nie wybitny fanfik), który przyjemnie się czyta. W sam raz na odstresowanie się i spokój. Można by się poczepiać, że w kilku miejscach jest za mało rozbudowany (jeszcze) i nieco sztampowy, ale jakoś mi to nie przeszkadzało podczas lektury. Ogólnie, polecam tym, którym spodobał się stalker, oraz tym, którzy mają ochotę na lekki, miejscami zabawny fik, majacy jednocześnie ciekawą intrygę i sporo dobrych pomysłów. Może to nie jest top of the top, ale czyta się bardzo przyjemnie. Czekam na więcej, bo coś mi mówi, że historia może jeszcze nie być w połowie.
  12. Łoł. Nie wiedziałem, że tłumacz wielu dobrych fików popełnił też własne dzieło. Bardzo miłe zaskoczenie. Zwłaszcza, że Grota nie jest fikiem przeciętnym, a naprawdę dobrym. Jest też bardzo dobrym crosoverem z SW, a tych u nas na forum praktycznie nie ma (a przynajmniej ja nie widziałem). Mamy tu do czynienia ze scenką opartą na rozwiązaniu zasady dwóch. Czyli zawsze jest dwóch i tylko dwóch sithów. Uczeń i mistrz. Uczeń zabija w pewnym momencie mistrza (o ile sam nie zginie w tej walce, albo podczas treningu) i sam staje się mistrzem. Mistrz, czyli Eclipse (w tej roli Celestia), przylatuje na odległą planetę by dokończyć swój niecny plan i posiąść życie wieczne. Tam też spotyka swoją uczennicę, Nightfall (nie uwierzycie, ale to Twilight) i mamy pierwszą w sumie część tego dzieła, czyli dialogi. Jest ich dość sporo, ale ani na moment nie można się zgubić. Za to jest okazja bliżej poznać obie postacie i ich możliwości. Oczywiście nie wszystkie, by zostawić sobie coś na później. Od rozmowy przechodzą oczywiście do ostatniej walki ucznia z mistrzem. Ostatecznego rozwiązania problemu, kto jest potężniejszy, sprytniejszy, szybszy... i kto ma więcej szczęścia. Tu dominują opisy ataków, uników i zwodów, przeplatane z pewnymi, krótkimi przemyśleniami bohaterów. Całość ładnie skomponowana i wyważona, wiec nie ma ani natłoku, ani nudy. Co więcej, całość jest wykonana bardzo klimatycznie i czuć w tym ducha prawdziwych mrocznych lordów, oraz pojedynków na świetlówki. Z tym, że aTOM inteligentnie wykorzystał fakt, że walczą alikorny, które potrafią latać i walczą, dzierżąc miecze magią. W sumie już sam fakt, że sithami są alikorny jest dobrym wyjściem do kilku teorii? Czy alikorny istnieją ot tak, czy może to moc Sithów daje zwykłym kucom skrzydła i rogi? Tak czy inaczej, to kawał kliamtycznego tekstu, któy mógłby być fajnym otwarciem jakiejś sagi. Z drugiej strony, jako samodzielne dzieło też się sprawdza Mam tylko jeden problem z tym fikiem. Mianowicie jest on za krótki. To tylko jedna scena spotkania ucznia i mistrza, oraz walki o władzę. Owszem, mamy odrobinę informacji na temat historii świata i tego co się dzieje, ale są to skąpe informacje, ograniczone do minimum niezbędnego do zrozumienia bohaterek. Chciałoby się więcej. Zwłaszcza, że crosoverów z gwiezdnymi wojnami nie ma tak wiele. Niby wiem, że to był konkurs i limit, ale mimo to chciałoby się może jeszcze kilka oneshotów w tym uniwersum. O stronie technicznej w sumie nie wiele można powiedzieć. Jest dobrze, choć mam wrażenie, że kilka razy zdarzyły się powtórzenia. To jednak drobiazgi, które nie odrywają człowieka od lektury. Podsumowując, polecam, bo jest klimat, fajna akcja i niezgorsze opisy. No i mamy wojny gwiezdne.
  13. Rozdziały 8 i 9 za mną (z pewnym opóźnieniem, ale zawsze). Pierwszy to taki bardzo przyjemny koniec i początek. Z jednej strony zamyka wątek wyprawy do Alikorngrad bardzo dobrze opisanym pogrzebem. Nie ma ani przesadnego patosu, ani jakiegoś rozdmuchanego żalu. Po prostu spokojna, wyważona scena. Z drugiej strony, otwiera jakiś nowy wątek, oparty na intrygach króla i jego taktycznych rozważaniach. Całość opisana również bardzo dobrze i śledzenie pomysłów władcy było prawdziwą przyjemnością. Jestem niezmiernie ciekaw co z tego wyniknie i czy plany wezmą w łeb przez córeczkę. Rozdział 9 (część 1 niestety) też dobry. Łowcy poszukują we wsi potwora, który atakuje młode klacze, zabija je i zabiera wątroby. Pomysł ciekawy i dobrze rozgrywany w realiach małej wioski, gdzie każdy widział jakiegoś potwora, jakieś bezeceństwa i każdy plotkuje. Czuć tam klimacik, kojarzący mi się trochę z zadaniami pobocznymi we wiedźminie 3. Oby się tego więcej pojawiło. Sama bestia, której chyba nikt nie widział na oczy też zapowiada się ciekawie. Narracja jest tak prowadzona, że można sobie zadać pytanie, czy jest to coś, czy ktoś W całym tym rozdziale zastanowiła mnie jedna rzecz. Otóż, Night zniknęła pięć lat temu. Zatem mamy przeskok czasowy, co mi osobiście nie przeszkadza. Ale podczas bitwy w karczmie Night rozważa nad brakiem miecza, który by się jej przydał (bo jest szybszy od bardziej zaawansowanej magii). I tu moja wątpliwość. Czy przez te pięć lat nie doszło do sytuacji, w której stwierdziłaby, ze potrzebuje miecza, noża, morgenszterna, kiścienia (podobno nie tak łatwy w użyciu), czy chociażby dębowej pały? Już nie mówiąc o tym, że miałaby dość czasu by zdobyć jakąś fajną zabawkę i nauczyć się nią jako tako machać. Nie będę urywał, że chętnie przeczytałbym rozwiązanie tej kwestii w dalszej części fika. Strona techniczna oczywiście na jak najwyższym poziomie. Nie ma nic, co psułoby przyjemność z lektury. Podsumowując, to były dwa bardzo fajne i trzymające poziom rozdziały. Czekam na więcej
  14. (Wcześniej znany jako Rarity przegrywa swoje dziewictwo w pokera. Integralność artystyczna autora zanikła na długo przed napisaniem tego.) Nasze sześć bohaterek postanowiło spędzić wieczór w towarzystwie kilku butelek wybranego alkoholu, oraz rozgrywając parę rundek pokera. Noc ta mija im bardzo miło, dopóki Rarity nie postanawia dorzucić do puli swego dziewictwa. A teraz jest niezwykle zdesperowana by je odzyskać Zabawna, lekka komedia o perypetiach biednej Rarity, która zrobiła coś głupiego i teraz usiłuje to odkręcić zanim dopadną ją konsekwencje. Ale te ją dopadają i są zupełnie inne niż się spodziewała. Oryginał: Rarity Loses Her Innocence In a Poker Game Rozdziały: Rozdział 1 Rozdział 2 Rozdział 3
  15. Właśnie skończyłem czytać Crisisa po angielsku (wersja na Fimfiction) i chciałem się podzielic wrażeniami z zakończenia i opinią o tłumaczeniu, ale widzę, że nawet nie oceniłem nigdy samego crisisa. A przynajmniej nie publicznie. Cóż, pora to zmienić. I uwaga na drobne spoilery Zacznijmy jednak od samego tłumaczenia, bo to trochę prostsze i krótsze niż cały fik. Pełne pochwały dla całego zespołu, który musiał się mierzyć z całą masą problemów i pułapek. Jak chociażby akcent Applejcak i Curacao, sposób wysławiania się Insipid i Starlight (Nie bez powodu Rarity nazywa ją chodzącym tezaurusem), nawiązania popkulturowe od których aż miejscami kipi, czy też rymujące zebry. Do tego zarówno autor bawił się słowem, tworząc dobre żarty i różnorodne postacie. Naprawdę wielki szacun dla ekipy od Crisisa, bo nie czuć, że się czyta tłumaczenie. Można to śmiało przedstawić jako przykład dobrze zrobionego tłumaczenia. Fakt, są drobne zmiany, ale bez znajomości oryginału ciężko to wyłapać. Więc tłumaczenie jak najbardziej chwalę i polecam. A czy polecam samego Crisisa? No jasne. Ten fik jest naprawdę świetnie napisany i gra na w zasadzie każdym poziomie. Świat. Equestria V jest naprawdę wspaniałym i doskonale wykreowanym światem. Owszem, podział kontynentów na swoje przeciwieństwa (chaos i porządek, spokój i zagrożenie) może nie jest odkrywczy, ale tutaj gra bardzo dobrze, tworząc miejsce akcji dla mane 6. Ponadto, autor zadbał nie tylko o duże zagrożenia, wielkie przygody i inną kulturę,a le w tym wszystkim poumieszczał tez detale, takie jak chociażby konieczność noszenia ubrań w Pandemonium. Niby nic, ale w połączeniu z klaczami przyzwyczajonymi do patatajania jak je Harmonia stworzyła daje to kilka fajnych gagów, sytuacji i możliwość rzucenia Mane 6 w zabawną i nie aż tak niebezpieczną perypetię, która w sam raz uświadomi im, ze ten świat działa zupełnie inaczej. No i autor do tego wraca w odpowiednich momentach, robiąc to naprawdę dobrze. A takich tworzących świat detali jest więcej i wspaniale dopełniają dużych elementów kreacji. Dobre, naprawdę wizualne opisy, które się przy tym nie ciągną. Bez trudu mogłem sobie wyobrazić zarówno chaotyczne i brudne pandemonium, zabójcze pustkowia, gryfie ruiny, czy przylądek nadzieli. Owszem, nie wszystko jest podane na tacy, ale jest dostatecznie dużo informacji by mieć cały ogląd na daną scenę. Do tego budują odpowiednią atmosferę każdego miejsca. Kiedy mamy gryfie ruiny nie tylko widzimy pełne technomagicznych bajerów korytarze, ale też czujemy przytłaczającą pustkę, niepewność i wszystko to, co powinno towarzyszyć komuś, kto znalazł się w miejscu, w którym od wielu setek lat nie było żywego ducha. Fabuła może nie jest odkrywcza (wywiało mane 6 do innego świata i muszą wrócić), ale działa i pozwala wspaniale rozwijać postacie, które dzięki wędrówce nie tylko poznają świat, ale też same siebie i mogą przepracować swoje problemy i wątpliwości, by stać się lepszymi kucykami. Oczywiście to by było proste i nudne, gdyby musieli tylko walczyć z losem. Ale pojawia się główny złol. Bogady, doświadczony, przebiegły, mądry i w ogóle genialny Lord Silvertongue. Ma on ciekawy i chytry plan ja ukręcić własne lody na przybyciu bohaterek i robi to z niebywała precyzją i spokojem. Zgadzam się z opinią Dolara, że choć jest to postać sztampowa o sztampowym dość planie (choć nie aż tak), to jest to sztampa napisana na medal. Można go jak najbardziej zrozumieć i nawet szanować. Tak czy inaczej, wtrąca się on w losy mane 6 w sposób przebiegły i zręczny, tak, ze w zasadzie do jego ujawnienia się, mane 6 nie ma pojęcia kto im przeszkadza i dlaczego. Jednocześnie mamy problem w Equestrii, gdzie zniknęły elementy harmonii i okazjonalnie zerkamy co z tego wynika. A wynika Discord. No i rzecz najważniejsza, która najbardziej przyciaga, moim zdaniem i jest najlepszym elementem crisisa. Mianowicie postacie. Dolar zrobił naprawdę piękne podsumowanie wszystkich, wiec nie będę dzielił i kopiował tego co mówił, tylko odeślę do jego komentarza, z którym sie zgadzam w 90%. Mane 6 naprawdę są serialowe i konsekwentne. Za wyjątkiem Pinkie, która jest bardzo zauważalnie przegięta. Znaczy, w serialu robiła dziwne i nierzadko irytujące rzeczy, ale tu to stało się jej mocą, której używa z wielką wprawą i przyjemnoscią. I wiecie co? To działa. Pinkie jest tak przegięta w swojej Pinkowatości, ze przekręciła skale i czyta się ją naprawdę fajnie. Pinkie bawi, wyciągając podczas walki magnetofon i puszczając muzę, albo zmieniając pojedynek na śmierć i życie w walkę jak ze street fightera, czy tekena. I ten WTF przeciwniczki. To jest dobrze napisana, przegięta Pinkie. A Fluttershy, która się Doalrowi nie podobała? Moim zdaniem nie była zła. Znaczy, fenomenalna może też nie, ale nie była zła. Dalej mamy antytezy bohaterek, czyli mean six poteżne, wręcz OP klony mane 6, stworzone po to by je pojmać. Ale czy one naprawde są OP, skoro mane 6 odkrywają w sobie nowe moce? Tak czy inaczej, pomysł na klony będące antytezami bohaterek jest dobry i do tego został świetnie zrealizowany, o czym już pisał Dolar. Zamiast dobroci agresja, zamiast śmiechu strach i tak dalej. Tu też Dolar świetnie je podsumował, więc nie sądzę by trzeba było to powtarzać. Zgadzam się z im w każdej prawie kwestii. Dodam jedynie, ze w bezmózgowiu Insipid i jej mowie jest bardzo dużo sensu i logiki. Pamiętajmy, że Rarity kreuje siebie i kreowała na damę. Umiejacą się wysławiać, obytą, kulturalną i na pewno przejawiającą inteligencję, zmysł obserwacyjny i pewną wiedzę w pewnych zakresach. Jesli to obrócimy, to powinna wyjść ignorantka i idiotka, która wyraża się prosto, a wręcz prostacko i niekoniecznie kuturalnie. Oczywiscie plus za przetłumaczenie tego w tak cudowny sposób. A jej przekręcanie imion to majstersztyk. Druga rzecz, czy Curie is best poni... Cóż, jej sposób wysławiania się, z tymi francuskimi wstawkami jest cudowny (choć pewnie przyprawiał tłumacza o siwiznę). Piękna intrygatorka, mistrzyni kłamstwa i słodkich słówek. Do tego może zmieniać kształt i stawać się niewidzialna. Taki inteligentny, niebieski podmieniec. Z pewnością byłaby to bezsprzecznie najlepsza postać z Mean 6. O ile nie miałaby za siostrę chodzącego tezaurusa. Nie chodzi mi o to, że Starlight jest lepsza. Po prostu nie mogę się w sumie zdecydować, bo Starlight z tym swoim przeintelektualizowanym językiem, arogancją i czystą siłą magiczną również trafiła do mojego serduszka. Dlatego nie mogę powiedzieć, że Curie jest najlepsza, bo jest jak dla mnie chyba równa ze Starlight. O pozostałych postaciach też już Dolar powiedział chyba wszystko co trzeba. Dodam tylko, że najlepszą postacią z niewymienionych z pewnością pozostanie Blackburn (choć to może przez lekturę A royal affair). Ta piękna scena kiedy prześwietlała mane 6 podczas pierwszego spotkani, albo gdy nadzorowała Twilight operującą Lockwooda... Czuć było jej pozycję u władzy i jej analityczny umysł. Co więcej, jej pragmatyzm został doprowadzony do perfekcji, a przy tym nie jest aż tak przewidywalny. Autor z pewnością musiał poświecić tej postaci czas. Jedyne co w Crisise trochę kuleje, to walki mane 6 vs mean 6. Są 4 i niestety, choć autor sie starał, to czuć w nich pewną powtarzalność i może odrobinę... nudy. Prawdopodobnie przez to, ze 3 wali są rozbite na sceny jedna mane 6 konta jedna mean 6. I choć zachodzą zmiany w scenerii, czy opisach, to czuć powtarzalność. Z drugiej strony, daleki jestem od nazwania tego złym. Po prostu przy tak wysoko postawionej poprzeczce, sceny walki odznaczają się jako słabsze. Podsumowując, gorąco polecam przeczytać Crisisa. Zarówno w oryginale, jak i po naszemu. To kawał monumentalnego dzieła, które chłonie sie z najwyższą przyjemnością i do tego kawał historii fandomu, choć nie tak słynny jak Fallout. I na sam koniec jeszcze zakończenie (jeszcze nieprzetłumaczone, dlatego w spoilerze)
  16. Dawno dawno temu, gdzieś tak chyba w tym roku był konkurs na fika w temacie obcej kultury. Jakimś cudem zająłem dość wysokie miejsce, więc (z kosmicznym opóźnieniem) postanowiłem opublikować swoje dzieło z tego konkursu. Jest to taka niemała alternatywna wersja spotkania Blueblooda i Rarity na Gali (1 sezon). Zamiast buraka, książę okazuje się być podróżnikiem, badaczem i gentlemanem, który nie tylko potrafi zabawiać damę na takiej imprezie, ale ma tez wiele do opowiedzenia o swoich zagranicznych wyprawach i związanych z tym przygodach. A robi to tak, że Rarity słucha z zapartym tchem i niespecjalnie przerywa. Wyprawa w górę Rio Gero [Oneshot][Adventure][Anthro] Historia powstała między innymi po to, by dać Rarity Blueblooda o jakim marzyła oraz by stworzyć raz Blueblooda, który jest kompetentny i dobrze wychowany.
  17. Ech... Dobra, po kolei. Ten żart nie jest ani śmieszny, ani zrozumiały. Zapewne gdybyś nie powiedział, że chciałeś ,,popełnić żart" nit by go tam nie zauważył. Większość by raczej uznała, że nie masz zielonego pojęcia czym jest plan ramowy. Co do tagów, to dla mnie Oneshot zawsze oznaczał tekst składający się z jednego rozdziału, który jest zamkniętą historią. Niezależnie czy wierszem, czy prozą, ani czy ma pół strony, czy pięćdziesiąt. Fakt, wiersz niekoniecznie jest opowiadaniem, ale jak najbardziej można było użyć tagu Onesthot. A najlepiej by było dodać do tego, ze jest to Wiersz, Poezja Poetry, czy coś w tym stylu. A skoro o własnych tagach mowa, to jeśli dodajesz jakieś tagi własne, zastanów się, czy są one zrozumiałe dla potencjalnego czytelnika, albo czy można je sobie bardzo prosto rozszyfrować. Ja na przykład w jednym ze swych fików stosuję trzy tagi ,,autorskie", ale każdy z nich jest (mam nadzieję) zrozumiały dla dowolnego czytelnika, który odwiedza to forum. A nawet jesli by nie był, wystarczy każdy z nich wrzucić w google i od razu wyskakuje dość informacji by go zrozumieć. Z kolei po wrzuceniu twoich, których z marszy rozszyfrować nie potrafiłem, dostawałem następujące wyniki: SBB/BSS: Konto na linkedinie, konto na facebooku, zdjęcie z artykułu naukowego z Researchgate (chyba chodzi o nazwy sekwencji protein użytych w badaniu) FRI: PIĄTEK, odświeżacz powietrza I żeby nie było, nie mam nic przeciwko dodawaniu tagów autorskich, które nie są oczywiste dla postronnych. Naprzykłąd takich, które mówią, że to fik rozgrywający się w uniwersum konkretnego innego fika (dajmy na to PS, żeby zaznaczyć, że to fanfik w uniwersum Past Sins). Jednak w takim wypadku warto, moim zdaniem, w poście otwierajacym umieścić wyjaśnienie, co autor miał na myśli. Bo jak mniemam, tu nie chodziło ci ani o odświeżacz powietrza, ani o proteiny. Idąc dalej z tym co napisałeś, to mamy taki mały drobiazg. Na twojej sugestii co do zmiany regulaminu nie ma kursywy. Kursywa wygląda tak jak tu. Ty zaś użyłeś podkreślenia. Takiego jak to. Niby detal, ale mimo wszystko ważny. I na koniec, jesteś autorem. To, że piszesz niewiele, spontanicznie i masz mały feedback tego nie zmienia. Owszem, możesz się nie uważać za autora, ale niestety się kwalifikujesz na autora. Cóż, dalej życzę powodzenia w pisaniu, bo może następny tekst wyjdzie ci lepiej
  18. Przeczytałem, więc pora na komentarz. Zacznę jednak od rzeczy być moze prozaicznej. Czy wiesz, co sprawia, ze potencjalny czytelnik sięga po jakiś fanfik znajdujący się na długiej liście fanfików na tym forum? Tytuł, tagi i autor. Najczęściej w tej kolejności, choć czasami sam zaczynam od autora. Tak czy inaczej, potencjalny czytelnik spogląda na tytuł, który może go skusić, albo i nie, a potem spogląda na tagi, by bez otwierania podstrony wiedzieć z czym ma do czynienia. Czy to romans? A może komedia? Czy fanfik jest skończony, czy też nie? A może to Oneshot? Słowem, za tytułem powinno znaleźć się kilka tagów, które każdy czytelnik zrozumie i których wymaga regulamin. A tu ich niestety nie ma. Zaś te tagi co są, są niezrozumiałe dla potencjalnego czytelnika z zewnątrz. Co nie znaczy, że neguję tagi autorskie. Po prostu one powinny być tylko dodatkiem, a nie główną informacją. Dobra, ale przejdźmy do tekstu, który NIE jest planem ramowym wiersza (To w spoilerze, w poście otwierającym wątek to też nie jest plan ramowy). Cóż, ten tekst jest dziwny. Wizualnie wygląda to jak wiersz, choć jak się wczytam, to widzę tylko jeden rym na cały tekst i to taki, który można poddać dyskusji. Wiem wprawdzie, że istnieją wiersze, które nie posiadają rymów, ale chyba nawet one mają jakiś rytm, albo chociaż w miarę podobną długość wersów. Tu zaś to wygląda jakby każda linijka miała taką długość jaka się napisała i wygląda przy tym ,,poetycko". To wygląda mówiąc szczerze źle i bardzo ciężko się to czyta. Niby człowiek rozumie, co autor miał na myśli, ale dalej odbiór treści jest męczący i wymaga domyślania się co nieco. Kolejnym problemem jest fakt, że tekst nie ma spójności. Po prostu miejscami treść jednej zwrotki nie łączy się, moim zdaniem, z treścią następnej. Zupełnie jakby stanowiły zwykły zlepek pomysłów, albo niedokończoną układankę, w której czegoś brakuje. Na sam koniec jeszcze powiem dwa słowa o błędach. Tych wprawdzie wiele nie ma, ale kiedy już są, to od razu potężne: Chodź mówimy do kogoś, jesli na przykład chcemy by ktoś poszedł gdzieś z nami. Tobie zapewne chodziło o choć, czyli chociaż. Raczej nicość. Chyba, ze chciałeś ją odesłać w coś niecoś, czy coś Poza tym, większość przecinków przed i jest zbędnych. Aczkolwiek i tak mam wrażenie, że jest lepiej niż w poprzednim tekście twego autorstwa, który miałem okazję czytać Podsumowując, ten tekst jest źle otagowany (gdybym wiedział, ze to wiersz, to pewnie bym tu nie wszedł) a do tego nie jest najlepszy. Zarówno w formie jak i w treści Szanuję, że spróbowałeś trudnej, moim zdaniem, poezji, ale proponuję jednak wrócić do pisania nieco dłuższych tekstów prozą. Bo niestety odnoszę wrażenie, że część niedoróbek tego dzieła wynika z braków w podstawach. A te najlepiej się uzupełnia pisaniem mniej ,,poetyckich" tekstów oraz dużą ilością czytania i analizowania czytanego tekstu
  19. Może źle się wyraziłem, ale nie chodziło mi o to, ze Lapis sprowadziła na siebie porażkę, bo była samoukiem i przez to została odrzucona. Chodziło mi o to, ze sprowadziła na siebie porażkę, bo poddała się po tym jak ją odrzucili i załamała się tym do tego stopnia, ze nie była w stanie spróbować ponownie. To trochę jakby zostać bezrobotnym, bo na pierwszej rozmowie o pracę zostało się odrzuconym, bo sie przyjechało autobusem, a nie samochodem. Lapis powinna była się pozbierać i spróbować za rok, albo pójść do innej szkoły. To, ze nie chciała, to głównie jej wina. Moim zdaniem. Dlatego uważam, ze Lapis nie jest bez winy. I owszem, cel Lapis zostanie częściowo osiagnięty, bo Octavia będzie słynna wiolonczelistką grywającą dla bogatych. ALE, nie będzie kopią Lapis, posłuszną córką i z pewnością nie jest samoukiem. Sądzę raczej, że miała dobrze opłacanych nauczycieli. A Lapis niekoniecznie. Porównanie Vinyl miało tam inny cel. Vinyl też została odrzucona (jak Lapis). Ale spróbowała rok później z pewnością coś ćwicząc w tym czasie. I fakt, miała talent. Ale widać nie był on wystarczajacy skoro Vinyl odpadła za pierwszym razem. W sumie, tak mnie teraz naszła pewna myśl. Czy może Lapis nie miała odrobiny wspólnego z Florence Foster Jenkins. Być może to daleko idące skojarzenie, ale trochę by tłumaczyło czemu Lapis tak skończyła. Czy Octavia nic by nie osiagnęła bez matki? Trudno powiedzieć. Być może gdyby nie było Lapis (tylko ktoś inny), to kto wie, może Octavia budowałaby piramidy, albo ot, kto wie, oddała się pracy społecznej i sadziła marchew . Mogłaby też odkryć w sobie talent do gotowania, czy coś. Nie wiemy. Ogólnie mam wrażenie, że nie mamy jednego, naturalnego talentu, tylko wiele. Ale odkrywamy przypadkiem te, związane z tym, co lubimy robić i co robimy często. Więc dlatego, moim zdaniem, Octavia odkryła swój talent do wiolonczeli, bo dużo grała. Fakt, mimo gry mogła nie mieć talentu i się tylko nauczyć obsługi wiolonczeli, ale jednak miała talent. Ale fakt, nie można zaprzeczyć, że to przez Lapis Octavia odkryła, że ma talent do wiolonczeli. Więc bez niej faktycznie Octavia nie osiągnęłaby tego, co osiągnęła. Czy bez Lapis nie spotkałaby się z Vinyl? Też ciężko powiedzieć. Mogłyby przypadkiem się poznać na zajęciach z psychologii, albo coś. I ostatnia kwestia, czyli czemu Octavia kocha muzykę i jej nie nienawidzi. Nie wiem, może po prostu lubi muzykę i czerpie przyjemność z grania. Może muzyka budzi w niej pozytywne emocje. Cóż, bywa.
  20. A proszę bardzo. Zgodzę się, że postać matki Octavii jest ciekawa i mocno zmienia koniec tego fika, ale nie jestem pewien czy mi jej żal. I już wyjaśniam czemu. Uwaga na Spoilery. Na etapie, na którym widzimy matkę Octavii (już we wspomnieniach Octavii) widzimy postać, która jest bardzo głęboko zgorzkniała i niezwykle głęboko przekonana o własnej, niesprawiedliwej w jej mniemaniu krzywdzie. Krzywdzie, którą sama w sumie na siebie sprowadziła, idealizując cel i rozpamiętując w kółko porażkę, zamiast spróbowac ponownie, albo zmienić kierunek. Przez to wszystko, obecnie bardzo trudno pomóc Lapis, bo ona nie chce pomocy. Ona chce wszystko robić po swojemu i trwać w błędzie, budujac posłuszną sobie następczynię. Taką Lapis 2.0. Nie dziwię się więc, że Octavia widzi w niej potwora i nawet nie chce jej pomóc. Potwora, który zatruwał jej życie przez osiemnaście lat, traktując ją jako świnkę morską, czy coś. Z drugiej jednak strony jest kwestia przeszłości Lapis i ojca Octavii. Zwłaszcza on sporo by tu wyjaśnił. Bo nie wiemy czy związał się z Lapis, wiedząc o jej skrzywieniu. Nie wiemy czy próbował jej jakoś pomóc, czy może czekał aż to samo przejdzie. Jedyne co wiemy to to, że zrobił Lapis dziecko i uciekł, gdy Lapis zaczęło odbijać bardziej. No i jego ucieczka też jej nie pomogła. No i pozostaje pytanie, co z rodzicami Lapis? Oni też chyba niespecjalnie pomogli własnej córce. W zasadzie, patrząc na to, kim jest Lapis, to obstawiam, ze też dorastała w zamożnej rodzinie z wyższych sfer, która nie nauczyła jej tego czym jest porażka, oraz, że nie wszystko musi być dla nas. Bardzo możliwe, że młoda Lapis nie zaznała miłości, tak jak nie zaznała jej w domu Octavia. Ogólnie, Lapis niewątpliwie jest mocno skopana przez życie, ale wiele z tego jej własne życzenie. I jedyną osobą, którą powinna obwiniać o swoje krzywdy to ona sama. Wydaje mi się, że w wielu momentach życia mogła zrobić to, czego nie zrobiła Octavia. Więc w zasadzie, niespecjalnie mi jej żal. Wszystko co osiągnęła i to czym się stała, to głównie jej sprawka. Owszem, zapewne nie dostała właściwej pomocy, kiedy to byłoby skuteczne, ale po tej porażce sama mogła podjąć inne decyzje i być normalna. Zamiast sprawić by jej córka była słynną wiolonczelistką zamiast niej, mogła sprawić by jej córka była szczęśliwa, niezależnie jaką obierze drogę. I by takie porażki jak ta, która spotkała Lapis, nie odbiły się tak na Octavii. Ale, możliwe, że po tym jak Octavia opuściła dom, coś się w Lapis zmieni. Ta rozmowa w tawernie mogła być pewnym katalizatorem, albo i pierwszym krokiem. Ale tego nie dowiemy się zapewne nigdy.
  21. Łał, ten fik jest naprawdę dobry. Szkoda, ze autor go nie dokończył, bo mieliśmy tu przedni humor, dobre przedstawienie postaci (zwłaszcza Warkota) i zręcznie napisane zderzenie kultury opartej na dawaniu sobie w mordę z kulturą opartą na przyjaźni i wybaczeniu. Ogólnie, w pierwszej kolejności muszę pochwalić za to, że ten crosover jest dla każdego. Nie tylko dla fana warhammera. Logika, kultura, ,,magia" i cała reszta rzeczy związanych z orkami jest tu dobrze wytłumaczona, dzięki czemu osoba, która nie miała do czynienia z produktami GW będzie wszystko rozumiała i będzie w stanie się dobrze bawić podczas lektury. Druga sprawa, to fabuła. Może nie jest superpomysłowa (ork uczący się, że Angela się nie zjada a kucyków nie bije), ale mimo to jest przyjemna, oraz spójna. Jestem w stanie zrozumieć dlaczego Warkot robi to wszystko, dlaczego Fluttershy go broni i dlaczego mieszkańcy Ponyville chwycili za widły i pochodnie. Co więcej, fabuła jest okraszona humorystycznymi scenami, które bawią i nie męczą. Muszę nawet powiedzieć, że rozwijała się w bardzo ciekawy, choć starofandomowy sposób (ale to nic złego). Nie spodziewałbym się nagłych zwrotów akcji, lecz moim zdaniem one nie są specjalnie potrzebne. Co więcej, każde zakończenie jakie mi przychodzi do głowy by pasowało. Ogólnie polecam bo to przyjemny i zabawny fanfik, który bardzo dobrze zniósł upływ czasu
  22. No i przyszła pora by zakończyć tą uroczą i przyjemną opowieść. Zamknąć wszystkie wątki i zakończyć ten pełen emocji semestr. Rozdział 21 Epilog Jednocześnie chciałbym podziękować wszystkim, którzy pomogli mi przy tym fiku. A zwłaszcza Rarity i Wilczke. Bez nich to tłumaczenie byłoby dużo słabsze. No i zachęcam do lektury.
  23. I kolejny rozdział. Tym razem napad na dyliżans przewożący turystów. Ci jednak biorą to za przedstawienie zorganizowane przez biuro podróży, co prowadzi do ciekawych sytuacji. Cała akcja dzieje się przed 11:45 do Canterlotu. Dyliżans [Anthro][Steampunk[Western] Ogólnie fik słaby jak i cała reszta.
  24. Pora wejść do konkursu by zgarnąć ostatnie miejsce. Głupio wprawdzie dawać fanfik we własnym uniwersum, ale miałem już spory kawałek kiedy ogłoszono konkurs. Oczywiście wyszło słabo jak zawsze, albo i gorzej. Tym niemniej: Dyliżans [Anthro][Steampunk][Western] Twilight Sparkle i jej banda napadają na dyliżans. A jego pasażerowie... są z tego niezwykle zadowoleni. Ogólnie fik słaby, nieśmieszny i w ogóle. Zachęcam jednak do zerknięcia do Wrednej Szóstki na dzikim zachodzie, jeśli szukacie lepszych dzieł Stalker Equestria Girls: Najemnicy [Crossover] [Violence] [EG] Poszukiwania Taka moja mała próba w uniwersum stalkera. Jednak zamiast sięgać po którąś z mane 7 wybrałem na bohaterkę wicedyrektor Lunę, która szuka siostry, a przy okazji dzieciaków, które zwiały do Zony przeżyć przygodę. Słabe, nieśmieszne i w ogóle z kiepskim zakończeniem. Nie czytajcie. A i zapewne tego będzie więcej. O ile dam radę Stalker Equestria Girls: Najemnicy [Crossover] [Violence] [EG] Pogoń I kolejny stalker. Teoretycznie jest do druga część do poprzedniego, ale starałem się by dała się czytać jako osobne dzieło. Czy wyszło? Dolar oceni. Spółkując z wrogiem [Oneshot][SoL][KO] Rzutem na taśmę wrzucam ostatni fik. Nie jestem do końca zadowolony z niego, ale może to zmęczenie. Jest to mój eksperyment z pierwszoosobową narracja i jednocześnie opisaniem tych samych wydarzeń od drugiej strony. Stąd dialogi się powtarzają z Kto handluje, ten żyje. Wydaje mi się jednak, ze udało mi się uzyskać samodzielny fik, opisujący próbę zakupu min od sombryjskiego kwatermistrza, widzianą z perspektywy bohaterki ruchu oporu. Cóż, najwyżej dostanę 1/10
  25. Bardzo dziękuję za recenzję i czuję się niezmiernie doceniony taką pozycją. Poważnie, bo nie uważam tego opowiadania za coś szczególnego. Z resztą, sam pomysł pojawił mi się w sumie przypadkiem. Początkowo chyba chciałem zrobić Blueblooda na Cejrowskiego, ale uświadomiłem sobie szybko, że nie będę umiał go tak napisać. Dopiero potem wpadłem na to, że mogę dać Rarity takiego Blueblooda o jakim śniła w pierwszym sezonie. No prawie. A czemu w ogóle Blueblood? Bo ma na znaczku różę wiatrów i mało go w fikach. A z kolei on musiał mieć z kim gadać, więc dostał galę i Rarity. Wszyscy szczęśliwi. Ale wracając do recenzji, to w sumie chciałem się odnieść do dwóch rzeczy. Po pierwsze, Cieszę się, że się spodobała narracja. To był dla mnie eksperyment, którego z resztą nie do końca wykorzystałem. Początkowo miało być więcej powrotów na galę, ale zaniechałem tego gdyż obawiałem się, że to popsuje klimat. No i w sumie miałem też obawy czy się zmieszczę w limicie. Zwłaszcza jak zacząłem poprawki i przebudowę kilku scen. Po drugie, najważniejsza kwestia, o której wspominałeś, to trochę mało kreatywne jaguary (inspirowane odrobinę Galactic Football i Niewidocznymi Akademikami(polecam)) i mało podróży. To ostatnie to wynik raz, ze limitu, a dwa, że Blueblood jest z Rarity na przyjęciu. Nie może spędzić całego wieczoru jej opowiadając o wędrówce. Z kolei nie chciałem ominąć miasteczka portowego, bo chciałem pokazać jakie dwa społeczeństwa żyją dość blisko siebie, a jednak się nie znają. Wiec dlatego to wygląda jak wygląda. Gdybym to miał napisać jak trzeba, pewnie wyszłoby z 50k słów w formie wielorozdziałowca. Albo jednej z książek Blueblooda. Ogólnie, cieszę się, że się spodobało, dziękuję za wysoką ocenę i w ogóle. Na zakończenie jeszcze dwa słowa o Yriel (początkowo miała być Jakucja, ale darowałem to sobie). Owszem, miała być takim trochę elementem komediowym, ale też nie całkiem. Miała być po prostu z innej kultury. I to z widocznie innej. Maiła mieć inne podejście, inne standardy i inny sposób myślenia. Dla niej to, że jaki biją się po pyskach by coś ustalić, bekają, czy mówią co myślą miało być czymś normalnym i akceptowalnym wśród swoich. Co więcej, nawet poważanym. Co z resztą próbowałem przedstawić poprzez kwestie męskości jaków, czy anegdotki Blueblooda. W zasadzie, oprócz Blueblooda to ją pisało mi się najfajniej.
×
×
  • Utwórz nowe...