Jump to content

Sun

Brony
  • Posts

    1409
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    24

Everything posted by Sun

  1. Przez ostatnie trzy lata (czyli od poprzedniej recenzji), przeciwko przemawiała nie moja opinia, lecz fakt, że fanfik jest nieukończony. Tylko dlatego wahałem się przed podjęciem próby wydania tomu pierwszego. Ale jeśli chęć w narodzie jest, to będzie można o tym pomyśleć. O ile oczywiście autor wyrazi zgodę. Ale to w swoim czasie się dowiemy.
  2. Trzy lata temu przeczytałem pierwszy tom wiedźmy i wzbudził on we mnie mieszane uczucia. Obiecałem jednak, że sięgnę po drugi tom i zweryfikuję swoją opinię. Wprawdzie trochę to trwało, ale znalazłem wreszcie czas, oraz chęć. I powiem, że było warto. Na sam początek rzecz oczywista, czyli światotworzenie. Już wcześniej widziałem wielki, żyjący świat, a tu dostałem go jeszcze więcej. Kucykowe kraje, połączone relacjami politycznymi, majaczący w oddali problem w postaci wojny z gryfami, leśne komanda niekuców, które ewidentnie coś kombinują, czy szepty przeszłości, przebijające się do ,,czasów obecnych". To co najmniej bardzo dobre, jeśli nie wręcz wspaniałe podwaliny pod naprawdę długą i rozbudowana sagę, gdzie będziemy obserwować przeplatające się losy kilku bohaterów. Oczywiście czym byłby świat, bez bohaterów? Tu na pierwszy plan wysuwa się moim zdaniem wiedźma Erynia, którą znamy z pierwszego tomu. Widzimy ją w naprawdę dobrze napisanej sekwencji związanej z kolejnym zleceniem (do czego jeszcze wrócę). Drugą, niezmiernie ważną postacią (może i ważniejszą), jest w moim odczuciu Faith, który zgłębia przeszłość krainy podzielonej na trzy królestwa. Myślę, że może on stanowić fajne rozwiązane, w kwestii przybliżania czytelnikowi niektórych wydarzeń, które doprowadziły do takiego, a nie innego stanu królestwa. A po jego spotkaniu z dwoma reliktami przeszłości (Rarity i Pinkie), jeszcze bardziej mi się ta wizja podoba. Zwłaszcza, że wspólna podróż tej trójki może obfitować w bardzo ciekawe relacje i dialogi. Warto też wspomnieć o królowej Trixie IV (swoją drogą, bardzo dobre wykorzystanie Trixie, chyba jedno z ciekawszych, jeśli nie najciekawsze jakie widziałem). Mam wrażenie, że ona może być bardzo przebiegłą władczynią, która jeszcze wykorzysta nadchodzące problemy na swoją korzyść. Chętnie się przekonam, czy mam rację. Intryguje mnie też postać Nocturne. Ona ewidentnie coś kombinuje i ma jakąś, niezwykle intersująca przeszłość. Nie zdziwiłbym się, gdyby była spokrewniona z księżniczkami. Obok dobrego świata i przednich bohaterów mamy też bardzo dobrze napisaną, kilkuwątkową fabułę. W zasadzie wątki toczą się równolegle i zapewne nie raz się przeplotą, rzucając na siebie bohaterów. Widzimy jak Erynia zmaga się z potężną klątwą, odkrywając coraz więcej mrocznych tajemnic domu Goldenwoodów. Obserwujemy Faitha, zgłębiającego fragmenty przeszłości i natykającego się na jej względnie żywe relikty. Możemy zobaczyć jak wampirzyca Rarity zmierza wraz z ghoulo-Pinkie w tylko sobie znanym celu, rozmyślając o przeszłości i pokazując, że jeszcze jest w nich kucykowieństwio. Autor zabiera nas nawet na dwór królewski, gdzie królowa Trixie zostaje postawiona przed faktem gryfiego najazdu. Nie zabrakło też pozornie nieznaczących scenek, służących budowaniu głębi i klimatu całego dzieła (jak spotkanie źrebaków z gryfami). To i wiele więcej świetnie nawiązuje do sagi o wiedźminie, jednocześnie nie kopiując za wiele z pierwowzoru. Dzięki temu nie tylko śledzi się ją przyjemnie, ale jeszcze lepiej czuje budowany przez autora klimat. Całości dopełniają naprawdę wspaniałe i klimatyczne opisy. Z nieskrywaną przyjemnością pochłaniałem wizje prezentowane przez diadem. To było trochę jak wspomnienia budujące przeszłość, w Project Horizons (co osobiście uważam za bardzo dobry element tamtego fanfika, jeśli nie najlepszy). Za to śledząc polowanie Erynii na gniewija czułem to napięcie wiszące w powietrzu. Dobra robota. Podsumowując, z perspektywy czasu, oraz tych trzech rozdziałów stwierdzam, że niesłusznie nie dałem Wiedźmie głosu na Epic, poprzednim razem. Bo mimo tych kilku rzeczy, które mi się wcześniej nie podobały, był to fanfik dobrze napisany i pozwalający czerpać przyjemność z czytania. A drugi tom jest jeszcze lepszy. Więc gorąco polecam nie tylko fanom wiedźmina i oczywiście głosuję na Epic.
  3. Wysyłka do usa jest jak najbardziej możliwa, tylko niestety będzie kosztować. 64zł, jeśli dobrze widzę na stronie poczty polskiej. Nie wstawiłem do formularza opcji wysyłki zagranicznej tylko dlatego, ze dotychczas miałem jednego klienta zagranicznego i założyłem, ze jak komuś zależy, to zwyczajnie zapyta (nie gryzę). Więc jak chcesz, to nie ma problemu z wysyłką do USA, tylko kwestia czasu i pieniędzy.
  4. Fanfik Verlaxa z 2013. Jakaż była moja radość, gdy znalazłem tak stary fanfik autora, który dziś znany jest z takich, świetnych dzieł, jak Krwawe słońce, czy Koło Historii. Jak więc mogłem oprzeć się pokusie jego przeczytania? Zwłaszcza, że ma tylko 7 stron. No nie mogłem. Na sam początek, dwa słowa o formie. Po komentarzach czytelników widać, że tekst przesedł kilka poprawek (w tym dorobił się justowania) i nie ma w nim problemów ze składnią, które trapią Verlaxowe opowiadania na konkursach. Mamy za to angielski zapis dialogowy (cudzysłowy zamiast półpauz). Dziś nikt tak chyba nie robi w fanfiku po polsku, ale w 2012 i 2013 takie coś się pojawiało. Nie wiem do końca czemu niektórzy tak pisali, ale bywało. I na szczęście się skończyło. Poza tym, nie zauważyłem żadnych problemów, czy błędów. Co zaś się tyczy samej treści, to jest bardzo przyjemna. Autor dobrze oddał ducha Słowian (głównie Polaków), znanego między innymi z Ogniem i Mieczem. nie stroniący od alkoholu, szlachetni i obdarzeni ,,ułańską fantazją". Zwłaszcza po procentowym wsparciu. Tak jak podczas lektury, nie do końca byłem zadowolony z legendy, tak przysięga Dostojewskiego, z ostatnich akapitów całkowicie odmieniła moje zdanie. Bo gdyby legenda potoczyła się tak bardziej ,,tradycyjnie", nie byłoby miejsca na taka przysięgę i nie byłoby jak pokazać tak pięknej obietnicy, która dałaby tak ciekawe efekty, gdyby fanfik toczył się dalej. Warto tez zauważyć, że na tych siedmiu stronach, autor zademonstrował swój talent do światotworzenia. Mamy dość informacji by wyobrazić sobie, jak wygląda kraj bohaterów, jego sąsiedzi, oraz dowiadujemy się, ze istnieją takie krainy jak Equestria. A nawet mamy tamtejsze legendy. Jednocześnie całość jest tak skomponowana, że stanowi bazę by jeszcze bardziej ten świat rozbudować, nie robiąc mu żadnej krzywdy, w postaci nielogiczności, czy rozdrobnienia, które sprawi, ze czytelnik się pogubi miedzy tym co ważne, a tym, co nieistotne. Zdecydowanie polecam ten fanfik. Głównie fanom twórczości Verlaxa, ale nie tylko. To świetny przykład jak rozwinął się warsztat pisarski autora, a także całkiem przyjemne dzieło. I choć nie są to moje klimaty, byłbym niezmiernie ciekaw, co by było dalej.
  5. Sporo czasu minęło od poprzedniego wydania. Było to związane trochę z lenistwem moim, trochę z niemożnością zdecydowania się na konkretny fanfik, trochę z pracą i trochę z ciekawymi czasami, w których przyszło nam żyć. Ale nadejszła wreszcie chwila, że zebrałem się do kupy, zebrałem materiały i coś dla was wyczarowałem. Tym razem będą to Smocze Łzy. Taka stara i spora epopeja o dorośniętym Spie'u. Z resztą, chyba wszyscy słyszeli o tym, słynnym fiku. 2 oskary na forum i masa pozytywnych komentarzy. Wydanie będzie 2 tomowe, po jakieś 530 stron każdy. Oprawa oczywiście miękka i klejona, format A5 (tak jak zawsze). Grafik na okładki jeszcze nie ma, ale są w trakcie załatwiania. Jak tylko będą (a zapewne będą na ostatnią chwilę), to je tu pokażę. Całość wyjdzie dość tanio, bo 50zł. Do tego będzie można się zaopatrzyć w Antropologię, jak ktoś jeszcze nie ma. W cenie 23zł. Zamówienia zbieram do 4.11.2020. Do tego też dnia czekam na wpłaty, lub potwierdzenia przelewu. Wysyłka (paczkomtem, lub pocztą), będzie realizowana partiami (bo praca, życie i w ogóle) i nastąpi po odebraniu książek z drukarni (czyli zapewne po 18.11). Więc wszystko powinno dotrzeć przed przedświątecznym szczytem. Formularz A tu znajdziecie numer konta i kilka standardowych informacji Regulamin Zachęcam do zamawiania i zadawania pytań. Jakbym zapomniał czegoś powiedzieć, jakaś, dobra dusza zaraz mi przypomni I jako, że dawno temu była ankieta, co warto wydać, to w spoilerze poniżej kilka odpowiedzi na pytania, które mogą się wam nasuwać
  6. Uwaga, spoilery Nasz fandom jest naprawdę kreatywny. Z takiego prostego i w zasadzie niewzruszającego zjawiska jak zacieranie odnóży przez muchę, autor wykręcił fanfik. I to nawet bardzo dobry. Pinkie Pie wyszła bardzo serialowo, przyglądając się uważnie musze, oraz snując swoje teorie, o tym jakoby ta konkretna mucha knuła niecne plany. Bo dlaczego niby mucha zacierałaby ,,łapki", jak jakiś zły geniusz, gdyby niczego nie knuła? (Swoją drogą, chyba każda spośród wielu miliardów much zaciera łapki, więc pewnie szykują inwazję). Tak samo dobrze wyszła racjonalna i rozsądna Twilight, która uważa, że to niemożliwe, by mucha knuła niecny plan. Sprytnie też odciąga uwagę przyjaciółki od pozornie nieistotnego problemu (a może jest w zmowie z muchą?). Dzięki temu, fanfik wygląda jak scena żywcem wyjęta z serialu, albo materiał na short od hasbro. Jeśli zaś chodzi o tłumaczenie, to jest ono wręcz fenomenalne. Przeczytałem oryginał, by sprawić jedną rzecz (która podświadomie czułem, ale wolałem się upewnić) i muszę przyznać, że Dolar świetnie wykorzystał grę słów w finale tego dzieła. Grę słów, która nie pojawia się w oryginale, a, jak dla mnie, zdecydowanie podwyższa ocenę tego dzieła. Chodzi oczywiście o śmiech muchy. Niby taka prosta rzecz, a tak cieszy. Ta jedna rzecz sprawia, że tłumaczenie jest lepsze od oryginału. Zdecydowanie polecam ten przyjemny fanfik.
  7. Świat dysku. Świetne, pełne humoru uniwersum, stworzone przez człowieka z doskonałym zmysłem do obserwacji i świetnym poczuciem humoru. Nic więc dziwnego, ze ktoś spróbował wziąć na warsztat ten świat i go skucyfikować. Troche szkoda, że razem z TCB, ale to inna sprawa. A jak wyszło te kilka stron fanfika na bazie twórczości sir Pratchetta? No niestety nieszczególnie. Zacznę od formy, bo to jest mi znacznie prościej omówić. Brak justowania, brak akapitów od dialogów, brak spacji po myślnikach (wiem, powinny być półpauzy, ale myślniki zamiast nich mi aż tak bardzo nie przeszkadzają). Poza tym, literówek nie zauważyłem. Wiec wystarczyłyby te dwie poprawki i już tekst byłby przyjemniejszy dla oka. Domyślam się jednak, że autora już dawno tu nie ma i raczej ich nie wprowadzi. UWAGA, poniżej spoilery Jeśli zaś chodzi o treść, to jak na te kilka stron, jest jej zaskakująco dużo. Powiedziałbym nawet, że stanowczo za dużo. Na przestrzeni 9 stron mamy trzęsienie ziemi, pojawienie się Equestrii, odczyty z HEXa, pogoń za złodziejem, wydanie Pulsu (zajmujące stronę a4), Twilight, która bez problemu dostaje się do Vetinariego (aż dziwne, że nie spotkała gildii złodziei) i wiele więcej drobnych spotkań, czy rozmów. Moim zdaniem, to dość materiału na mniej więcej trzy razy tyle tekstu. Zwłaszcza jak się doda opisy i znane u Pratchetta objaśnianie niektórych kwestii w każdej z książek. Sam opis dysku lezącego na grzbiecie czterech słoni, stojących na skorupie wielkiego żółwia A'Tuina,, przemierzającego mroźne bezkresy kosmosu. Co więcej, pisząc fanfik kucowy w świecie dysku trzeba by zakładać, że potencjalny czytelnik może nie być oblatany w drugim uniwersum i trzeba mu sporo rzeczy wyjaśnić (byłoby to też klimatyczne i w stylu uniwersum bazowego). Nie zaszkodziłoby też powyjaśniać kilku pozornie oczywistych kwestii ze świata kuców. Byłoby to w klimacie pierwowzoru i fajnie współgrało z takimi informacjami jak to, że rzeka Ankh była tak gęsta, że można ją było przemierzać bez mostów nawet latem (przesadzam, ale podobne wstawki były w wielu książkach rozgrywających się w Ankh-Morpork). Mówiąc wprost, mamy mało opisów, a akcja pędzi strasznie szybko, nie poświęcając bohaterom zbyt wiele czasu. Właśnie, bohaterowie. Poza liczną gromadką, którą mamy ze świata dysku (Vimes, Marchewa, Lu-Tze, Esme Weatherwax, Niania Ogg, Rincewind), aspirujących do miana głównych postaci, mamy też prawdopodobnie ważnych bohaterów kucowych (Twilight, Pinkie, Rainbow, Fluttershy, Lyra), wielu ważnych bohaterów pobocznych. A biorąc pod uwagę, że bohaterów może pojawić się znacznie więcej (Celestia, Luna, reszta mane six, Spike, Shining, Zecora (nie zdziwiłbym się), reszta członków Niewidocznego Uniwersytetu, Angua, Nobby i Conlon, Dibbler, bracia Flim Flam (nadaliby się na kucową wersje Dibblera), kapral Tyłeczek, Śmierć, William de Worde, Sacharissa Cripslock, Sybil Ramkin i młody Sam), zachodzi obawa, że ich wątki będą albo strasznie płytkie, albo czytelnik się w nich pogubi. O fabule ciężko cos powiedzieć na podstawie tych kilku stron. Moim zdaniem widać tyle, że pojawił się nowy kontynent, nowe istoty i nowy problem, który kilka stronnictw będzie chciało załatwić, różnymi drogami i różnymi sposobami (być może wchodząc sobie w drogę. Ale jak to będzie i co to będzie, to nie wiadomo. No i jest jeszcze kwestia wątku TCB. Patrząc na datę publikacj, widzę, ze był to okres kiedy TCB święciło tryumf i każdy chciał pisać w tym uniwersum. Moim zdaniem, w tym fanfiku jest to kompletnie zbędne. Ponadto, stawia Equestrię w roli swego rodzaju najeźdźcy. Z pewnością każdy będzie chciał się podporządkować. Podsumowując, pomysł na crosover świata dysku i kuców jest jak najbardziej dobry. Pomysł by przenieść Equestrię na dysk i zakłócić jego równowagę, politykę i magię również. Daje to autorowi spore pole do popisu. W obecnej formie ten fanfik jest niestety średni/słaby, choć nie mogę zaprzeczyć, że ma pewien potencjał, a autor orientuje się w świecie dysku. Może gdyby podszedł do tego inaczej (wywalił TCB, zmienił to w serię dłuższych opowiadań (circa 50-100 stron), dodał opisy i złośliwe, trafne komentarze w stylu Pratchetta), wyszłoby z tego coś dobrego. Trochę szkoda.
  8. Starlight i Trixie. Młody, prężny i sympatyczny duet. Jedna, to spokojna, uzdolniona i mądra, zreformowana bojowniczka o równość ponad podziałami. Druga to irytująca, pewna siebie i nieco narwana magiczka, uważająca się za lepszą od Twilight. Obie nieco inne, obie sympatyczne i na tyle niedopasowane do siebie, by stać się świetnymi przyjaciółkami i bohaterkami właśnie takich komedii kłopotów W tej serii wypadają wprost naturalnie i bardzo serialowo. Co zaś się tyczy tych trzech dzieł, to zanim przejdę do treści każdego z nich, wspomnę o formie. Ta wygląda doskonale. Może robić za przykład, jak powinien wyglądać opublikowany fanfik. Miotła i jej Trixie W pierwszej chwili myślałem, że to będzie nawiązanie do Fantazji Disneya. Ale nie było i to w sumie dobrze. Sam pomysł na drobną pomyłkę przy wyborze zaklęcia wyszedł nieźle. Pośmiałem się trochę, czytając jak Trixie rozmawia ze swoją miotłą, choć trochę szkoda, że jej nie zatrzymała jako takiego zwierzaczka. Taka tresowana miotła mogłaby być fajnym kompanem do magicznych sztuczek, dobrym transportem i zwierzaczkiem, który broniłby swej pani przed intruzami. Podobało mi się też zakończenie. Zdecydowanie dobry, lekki i odprężający fanfik. Księżniczka Midnight Shine Ach te teorie spiskowe. Kto ich nie lubi? Tu mamy jedną, nieco absurdalną teorię, jak to księżniczki wpływają na kucykowe życia, tworząc potężne jednorożce (ciekawe czy tak samo tworzą potężne pegazy i kuce ziemskie). Rarity błyskotliwie zauważyła związek miedzy imionami trzech potężnych kuców. Do tego dopisała niezłą fabułę o tym jak Trixie to wszystko odkryła, zebrała do kupy i postanowiła wykorzystać, by wreszcie pokazać Twilight Sparkle. Wyrwana ze snu Starlight reaguje bardzo przekonująco na te rewelacje oraz pomysł Trixie. Odniosłem wrażenie, że miała ochotę wywalić ją za drzwi, ale nie mogła, bo to przyjaciółka. Sama reakcja księżniczek na te rewelacje jest równie zaskakująca jak cały fanfik. Ogólnie, dobry, zabawny fanfik, w sam raz na raz. Biuro reformacyjne Tytuł kuszący. Biorąc pod uwagę ilość reformacji w Equestrii, takie biuro jest potrzebne. Człowiek spodziewałby się tam tłumów, terapii, pokojów zwierzeń, rozmów w stylu: Tymczasem mamy pustkę do tego stopnia, że jedyna urzędniczka się nudzi. No ale dobra, taka wizja autorki. Mogę się z nią nie zgadzać, ale nie mogę powiedzieć, że jest zła. Po gruntowniejszym przemyśleniu, jest spójna i logiczna z treścią. Do naszych bohaterok dołącza Tempest (o beznadziejnym, drugim imieniu), która idzie wypełnić kilka formalności. I wypełnia je. Poza koniecznością zmiany imienia, która jest tylko wspomniana (a nie opisana), to w zasadzie nie napotyka żadnych trudności. Nawet kwestionariusz nie stanowi problemu. Choć ma kilka trudniejszych i bardziej zabawnych pytań. W zasadzie, gdyby nie złośliwa Trixie i kilka zabawniejszych pytań (plus rymowanka), byłby to moim zdaniem dość nudny fanfik. Ale w tej formie nawet mi się podobał (choć dwa poprzednie lepsze). Polecam tą serię i czekam na więcej. Może coś dłuższego?
  9. Sunset jako półwampir, uczennica Celstii (jeśli dobrze zrozumiałem) i do tego opiekunka Twilight... W sumie, bardzo fajny motyw na długi SoL poświęcony bekonowłosej bohaterce. Można by opisać powoli jej przeszłość, nauki, relacje z kucykami (przed i po tym jak się dowiedzą, że jest krwiosysem, postacią z bajek, czy fantazji). Można by dodać do tego zmianę relacji z Twilight, jej rodziną i przyjaciółkami (o ile jakieś ma). Mówiąc krótko, to co dostaliśmy w tym fanfiku to motywy na dobre 20-30 stron tekstu. A jak się fanfik sprawdza w tak krótkiej formie? Otóż też nienajgorzej. Na tych siedmiu stronach dostajemy, między innymi, ładnie opisaną relację Sunset i Twilight. Starsza klacz nadaje się na opiekunkę. Bawi swą podopieczną, uczy, a przy okazji kształtuje jej światopogląd. Do tego wypada jako bardzo sympatyczna klacz. A sama Twilight to uroczy dzieciak, który jest dość Twalotowaty, jednocześnie pozostając wesołym, lubiącym lody źrebaczkiem. Grzeczna i wpatrzona w swoją opiekujnkę. I dość realistycznie reaguje na informacje, ze bekonowłosa żłopie hemoglobinę. Akcja, choć krótka, to jest w miarę logiczna i konsekwentna (w stopniu co najmniej serialowym) Jedyne do czego się przyczepię, to brak justowania i trochę powtórzeń. To wybijało z czytania. Ogólnie, jest to przyjemne i fajne, choć nie wybitne opowiadanie, z dwójką dobrych bohaterek. Mogłoby być dużo dłuższe, ale to nic. Warto przeczytać w wolnej chwili.
  10. Bardzo fajny, stary fanfik. Nie spodziewałem się, że można mieć takie przemyślenia związane z samą kwestią malowania pokoi (czy kucyków). Podoba mi się ten pomysł. Nie tylko jest nietuzinkow i nawiązujący do pomysłu wykrywania właściwej Pinkie, w odcinku z Lustrzanym Stawem, ale też świetnie zrealizowany. Autor bardzo płynnie zrealizował przejścia miedzy kolejnymi fazami rozmyślania na temat związku koloru z tożsamością. Same, filozoficzne przemyślenia, jakie ma Pinkie, pasują, moim zdaniem, do serialowej konwencji tej postaci. Może i ona ciągle się śmieje i żartuje, ale, jeśli dobrze pamiętam, potrafiła mieć głębsze spojrzenie. Twilight też wyszła poprawnie. Przez moment myślałem, że i ona będzie miała filozoficzne przemyślenia na widok Pinkie, ale do tego nie doszło. Może to i lepiej... Jeśli chodzi o stronę techniczną, to jest dobrze, ale mogłoby być trochę lepiej. Głównie brakuje mi tu akapitów (wcięć). Na początku pojawia się też kilka miejsc, w których nie podoba mi się odmiana Na szczęście,nie jest tego dużo. Samo tłumaczenie wydaje się dobrze oddawać charakter oryginału. A z pewnością tworzy przyjemny tekst. Podsumowując. Warto sięgnąć w wolnej chwili, bo to dobry, poprawny i ciekawy fanfik. Może nie jest to komedia, przy której człowiek się śmieje tak, że spada ze stołka, ale potrafi wywołać uśmiech na twarzy. Polecam.
  11. Matko, ale się uśmiałem. Wspaniały sposób na rozpoczęcie pracy. Fanfik z epoki fandomu łupanego, kiedy to Twilight jeszcze nie miała skrzydeł (ani brata), Equestria była względnie spokojnym krajem (jeśli nie liczyć Ponyville), a Luna była mała, urocza i cudownie niedopasowana do nowej rzeczywistości. Świetny motyw, którego dziś się już chyba nie spotyka. Z jednej strony, to trochę szkoda, a z drugiej, któż dziś pamięta Lunę z pierwszego sezonu? W tym fanfiku mamy pojedynek małej pani nocy z przepotężnym wężem prysznicowym. Piekielnym wynalazkiem, młodszym od samej księżniczki. Autor nie tylko ujął tu problem regulacji temperatury wody i jej nagłe zmiany, ale też dobrze oddał nerwowość i niepewność księżniczki w starciu z tym dziwnym preciwnikiem. Aż do zabawnego i niezwykle mokrego końca. Jeśli chodzi o samo tłumaczenie, to zerknąłem sobie na oryginał, bo jest niedługi i musze przyznać, że jest ono poprawne. Bardzo dobrze oddaje charakter oryginalnego tekstu, a całość czyta się płynnie. Mam jednak wątpliwość, co do kwestii Luny. W oryginale mamy: Wydaje mi się, że to oznacza, że grzywa Luny wciąż jeszcze nie odzyskała swej eterycznej grzywy. Ale to w zasadzie detal, który nie ma żadnego wpływu na przyjemność z lektury. Trochę szkoda, że sam dokument nie wygląda tak schludnie, jak pewnie siedem lat temu. Ktoś się pobawił położeniem obrazka, kto inny chciał pozmieniać pegazorożca na alicorna (co w sumie nie byłoby takie złe)… Odrobinę psuje to odbiór, ale taki już pewnie urok tak starych dokumentów. Tak czy inaczej, polecam tą krótką podróż w krainę nostalgii i dobrego, odrobinę porytego humoru.
  12. KOnkurs. To było tak dawno temu. Tak dawno, że już prawie zapomniałem, jakie tam były fanfiki. A pośród nich znalazł się właśnie instytut, czyli opowieść o tajnym składowisku wszystkiego, co się na wojnie nie przyda, jest za drogie, zbyt niebezpiecznie i w ogóle. Cieszę się, że Verlax odkopał ten temat, dzięki czemu go zobaczyłem i mogłem sobie przeczytać odświeżoną wersję tego dzieła. Niestety nie pamiętam szczegółów dotyczących oryginału, więc mogę napisać tylko, co o tym myślę, jak o spinofie do KO. Zacznę od pomysłów autora. Zdecydowanie podoba mi się umieszczenie ,,magazynu gratów" na pustyni. Tak samo jak stworzenie w tym miejscu laboratorium badawczego nad różnymi, dziwnymi broniami. Nielegalnie, bez wiedzy władczyni. Bardzo fajny pomysł i w zasadzie, bardzo fajne nawiązanie. Bo podobno prace nad STG44 prowadzono w tajemnicy przed Adolfem, żeby przypadkiem nie podkopał prac jakimiś pomysłami. Dlatego nie przeszkadza mi, że Ceśka i Lunka nic nie wiedzą o wielkiej rakiecie, która ma posłać Sombrię na kolana. Choć testowy wybuch mógł już ktoś dostrzec. Podoba mi się tez pewna bagatelizacja problemu ośrodka, od strony władz Equestrii. Najpierw posłali tam oficera bez obstawy, a po nim oddział nowicjuszy. Bo przecież ,,śmietnik" nie będzie stawiał oporu. A nawet jeśli, to co oni mają? No właśnie, arsenał jest wspaniały i kreatywny, a jednocześnie nie zabrakło tam prawdziwych projektów trzeciej rzeszy. Mamy flakturm przerobiony na wersję latającą, czołg z teleporterem, czy samolot rakietowy natter. Zwłaszcza teleporteroczołg to majstersztyk teechnomagicznego sprzętu wojskowego. Gdy teleportował jedno panzer IV w drugie, skojarzyło mi się to z błędami w wykrywaniu kolizji w grach. Mama rzecz a cieszy. Śmigający w powietrzu Natter, też robi robotę. Tak samo czołg kroczący. I choć to wszystko prototypy, które nie bez powodu nie weszły do produkcji, to póki działają, dzielnie dają odpór regularnej armii. A gdy już działać przestają, to bardzo efektownie. Osobną kwestią jest królowa wszystkich rakiet, czyli V-3. Jeśli dobrze zrozumiałem, to rozwinięcie V-2, z głowicą uranowo kryształową, mające zakończyć wojnę jednym, silnym uderzeniem. Mam z tym konceptem pewien problem. Bo owszem, jest fajny, jest realistyczny, ma wspaniały potencjał, wynikający z użycia magicznych kryształów. No i jest tez zgodny z planami III rzeszy. Nie podoba mi się tylko nazwa. Otóż Niemcy pracowali nad V-3. Zbudowali działający model, oraz też kilka wersji pełnowymiarowych. Nie był to jednak pocisk rakietowy, jak V-2, czy V-1, a działo wieloładunkowe. No ale ten fakt pewnie nie popsuje nikomu przyjemności z czytania tego fanfika. Jeśli chodzi o fabułę, to myślę, że jest solidna. ,,Zesłany" do ośrodka dyrektor, mający tylko pilnować by nikt nie ukradł zabawek ze środka pustyni, organizuje prace badawcze, które doprowadzają do stworzenia takiej lepszej głowicy jądrowej. Z jej pomocą ma zamiar zakończyć wojnę, którą księżniczki ze wszystkich sił starają się przegrać. Oczywiście gdy miłościwie panujące dowiaduj ą się, co się ma stać, postanawiają położyć temu kres. Dzięki temu mamy świetnie napisane sceny walki między regularną armią, a prototypami. Zarówno na ziemi, jak i w powietrzu. Ale najlepszy moment to zakończenie. Przyznam, że czułem ciarki, czytając jak Celestia i Luna zapoznają się z efektem szturmu na instytut. Od początku do końca solidna i trzymająca w napięciu fabuła. dobra robota. Pozostała jeszcze kwestia zgodności z fanfikiem matką. Moim zdaniem, stoi na wysokim poziomie. Choć wymaga pewnej znajomości fanfika matki, by w pełni cieszyć się lekturą. Tak czy siak, polecam wszystkim. A już zwłaszcza tym, którzy znają KO. To bardzo dobry dodatek do tego uniwersum.
  13. 5 lat. Tyle trzeba było czekać aż powstanie kolejne 5 stron plasterka. Korzystając z faktu, że pojawił się kolejny, pełny dobrego humoru fragment, odświeżyłem sobie całą serię i muszę przyznać, że nie żałowałem ani jednej sekundy spędzonej na czytaniu. Plasterek to wspaniała komedia, przedstawiająca losy kilku mocno zmodyfikowanych kucyków tła. Złośliwa i wredna Octavia to majstersztyk, który świetnie łamie konwencję ułożonej wiolonczelistki z wyższych sfer. Jej raczej spokojna współlokatorka i przyrodnia siostra, Vinyl stanowi dobrą przeciwwagę w kilku scenach. Sam humor, może nie jest najwyższych lotów, ale trzyma poziom, jest starannie zbalansowany i po prostu bawi. Dzięki tym dwóm kluczowym elementom (fajnie napisani bohaterowie i przystępny, prosty humor, potraktowany dobrym piórem), Plasterek to wspaniały, odprężający fanfik. W sam raz na krótką przerwę w pracy, czy miedzy zajęciami. A co do nowego rozdziału, to podobają mi się relacje Octavii z matką, oraz jej podejście do nauki dzieci. Takie świetne, a takie naturalne (zwłaszcza dla tej postaci). Fajny też był fragment z Lyra i jej problemami. Bardzo dobry motyw, który chętnie bym zobaczył rozwinięty. Może do kompletnej paranoi? Tak czy siak, solidny, dobry rozdział. Jedyne co pozostaje powiedzieć na końcu: Poulsen, wspaniały fik, wspaniały rozdział i do jasnego słoneczka, przyspiesz prace nad kolejnym rozdziałem by wyszedł jeszcze za życia fandomu.
  14. I kolejny świetny rozdział. Znów dostajemy dobrze podany kawał światotworzenia, w tym informacje o ,,nowej" rasie kotów (takie Capery z filmu). A przynajmniej nie przypominam sobie by te sierściuchy występowały w poprzednich rozdziałach. Mamy też więcej obsydian, której niedopasowanie jest świetne i bardzo zabawne. Zwłaszcza jej porazka przy rozpracowywaniu lizaka. Genialne. To był naprawdę wspaniały rozdział, wspaniałego fanfika
  15. Bycie jurorem to dla mnie nowość. Musze jednak przyznać, że było to ciekawe doświadczenie. Chętnie spróbuję raz jeszcze, o ile będę miał taką możliwość. Zanim jednak przejdę do swoich recenzji, wspomnę tylko czym się kierowałem podczas oceny. Moim zdaniem, treść ma większą wagę niż forma (co nie znaczy, że można sobie formę odpuścić). Ciekawy, pomysłowy i wciągający fanfik może, moim zdaniem, nadrobić pewne niedostatki w formie, podczas gdy nudnemu fanfikowi poprawna polszczyzna aż tak bardzo nie pomoże. Nie mam tez sztywnego podziału na to, ile daję za formę, ile za treść, ile za pomysły i tak dalej. Oceny starałem się wystawić za całość. Recenzje Bardzo dziękuję wszystkim za udział i zachęcam do dalszego pisania.
  16. I oto jest zwieńczenie przygody Sunset, Fluttershy i całej bandy innych stalkerów. Pora więc na jakiś, większy komentarz i jak widzę, pierwszy głos na Epic. Stalker to uniwersum dobrze mi znane. Wielokrotnie przeszedłem jego wszystkie części, korzystając też czasami z modów (głównie do CoP). Dlatego też ucieszyłem się na widok fanfika w tym uniwersum i zacząłem go czytać, a później też odrobinę pomagać przy korekcie. I muszę przyznać, że był to czas bardzo miło spędzony. Autor wrzucił do gara wspaniałe uniwersum, jakim jest stalker, dodał Equestria Girls (bardzo ciekawy i odświeżający wybór, zważywszy, że większość fików opowiada o koniowatych, a nie o licealistach w spódniczkach), doprawił dobrą fabułą, miejscami nieco szalonym humorem, świetnymi pomysłami, zwrotami akcji, a na końcu podał w lekkiej i cieszącej oko formie (nawet z kilkoma obrazkami i piosenką). Efekt był zniewalający. Znana z serialu Fluttershy jest tu główną bohaterką i w związku z tym doczekała się kilku zmian. Owszem, potrafi się bać, ale nie panikuje na widok broni, czy snorka. Jest w stanie dzielnie stawić im czoła. Nadal jednak jest miła i dobra dla swoich przyjaciół, a także potrafi wybaczać wrogom. Dobrze sobie radzi w Zonie, czego człowiek by się po niej nie spodziewał. Słowem, bardzo fajna, mocna postać, którą świetnie się nadaje na główną bohaterkę. Mamy też bardziej energiczną i wybuchową, płomiennowłosą Sunset. Jej zachowanie wspaniale równoważy zwyczajowy Fluttershy. Nie można też nie wspomnieć o Buttonie, który uczy się jak przeżyć, często w trybie przyspieszonym. A z postaci nieistniejących w oficjalnej Equestrii najbardziej zapadła mi w pamięć Deliktywa i oczywiście duet Jara z Aszotem. O ile ta dwójka jawi się jako dwóch przemarzających się śmieszków, o tyle właścicielka jedynego chyba w zonie domu rozpusty jest zwyczajnie ciekawą i nietuzinkową postacią, z interesującą przeszłością i jeszcze ciekawszą teraźniejszością. Bardzo szybko jawi się jako silna kobieta, która nie boi postawić na swoim, ale też ma chwile kiedy jest czuła i delikatna (nie tylko w pracy). Fabuła jest kilkuwątkowa, ale nie sposób się w niej pogubić. Główną oś stanowi wątek Fluttershy, jej drużyny i poszukiwań brata. Od niego rozgałęzia się kilka mniejszych i większych wątków, poświęconych frakcjom, czy też członkom zespołu Fluttrshy. Dobrze to służy budowaniu postaci i zaznajamianiu się z nimi. A większośc decyzji niesie ze sobą widziane w fanfiku konsekwencje. Pomysły. Cała masa pomysłów dopełniających elementy z gier. Fan serii z pewnością znajdzie wiele elementów zapożyczonych ze wszystkich części. Nie tylko budowę świata, czy podążanie do spełniacza, ale też takie smaczki jak SBE. Warto wspomnieć, że mechaniki z gier wypadają tu naturalnie i nie rzucają się w oczy jak w Falloucie. Z elementów pozagrowych mamy czarnobylit, który wpływa na umysły i pozwala robić mrocznych stalkerów. Dobrze to widać na przykładzie Rarity i tego jak się zmienia pod wpływem tego zielonego kamyczka. Sami mroczni stalkerzy to też fajny koncept na nową, niebezpieczną siłę w Zonie. Kojarzą mi się trochę z oddziałem alfa z Sigerous moda, ale są znacznie potężniejsi. Prawie nie da się ich zabić. A to prawie, w połączeniu z ich potęgą i sposobem myślenia, sprawia, że spotkania z nimi są naprawdę wciągające. Na sam koniec została strona techniczna, do której przyłożyłem odrobinę niewprawnej ręki. Jest bardzo dobra. Podsumowując, mamy tu solidny i bardzo dobrze napisany wielorozdziałowiec z ciekawa fabułą, bardzo dobrymi pomysłami i świetną realizacją. Zdecydowanie polecam każdemu i z czystym sumieniem oddaje głos na Epic (chyba pierwszy), bo ten fanfik jest tego wart.
  17. Czołem czytelnicy i czytelniczki. Nadeszła taka, wiekopomna chwila, być może jedyna taka. Nie wrzucam rozdziału, ale aż dwa. Spora tu zasługa wspaniałej korektorki, dodatkowej motywacji i nadmiaru czasu. Rozdział 12 Rozdział 13 A kiedy będzie więcej? Nie mam zielonego pojęcia.
  18. Czołem. Z uwagi na to, że dziś jest czytanie na kąciku lektorskim, a materiału za wiele nie zostało, postanowiłem wrzucić rozdział Rozdział 11
  19. Łoł, dwa komentarze. Fajnie. Cieszę się, że komuś się spodobało to dzieło o wątpliwym poziomie humoru. Może jednak warto sie będzie do tego przyznać. A co do działu MLS, w którym trochę brakuje dobrych fików, to raczej nie mówię nie. Aczkolwiek nie jest to priorytet. Z resztą, pierw trzeba mieć naprawdę dobry pomysł
  20. Sukkub. Demon piekielny płci żeńskiej zainteresowany tylko jednym. Najlepiej żeby było często, intensywnie i różnorodnie. Przychodzi taki z piekielnych wymiarów i nawiedza pałac, wodząc kucyki na pokuszenie. Żywi się ich energią, wysysaną podczas lubieżnych czynów. Sprowadza sodomę i gomółkę na szczęśliwe królestwo... No chyba, ze akurat ma kiepski dzień i łowy kompletnie jej nie idą. Średnia komedia pełna suchych żartów, przaśnego humoru, błędów i pewnego sukkuba, który kocha to co robi i robi to co kocha. Zdecydowanie nie polecam. Zmarnowany temat. Sukkub w pałacu
  21. Na sam początek, ciesze się z konstruktywnego i nieco krytycznego komentarza. Takie naprawdę pomagają w pisaniu. Z tego, co oglądałem westernów, a trochę ich już człowiek widział, zbierając materiały, to strzelanie jest obowiązkową częścią każdego z nich. Więc pewnie w jeszcze niejednym fiku z tej serii będzie miało miejsce. Co nie znaczy, ze nie będę próbował pewnych urozmaiceń (mimo, że to nie do końca wyszło). Ale nie chcę wszystkich pomysłów wykorzystywać od razu, bo co potem? W kwestii tego, że ten rozdział ma całą masę fillerów, to całkowicie się z tym zgadzam. Zgadzam się też, że mógłby być znacznie krótszy, a historie postaci mogłyby być ciekawsze. Ale w tym momencie mam zamiar bronić swego dzieła. Otóż po pierwsze, staram się stylizować swoje fiki z tej serii na saloonową opowieść. Snujący ją narrator (w założeniach) wie więcej od słuchaczy, ale też nie jest wszechwiedzący (i odrobinę ubarwia). Stara się on przekazać to, co udało mu się zebrać podczas rozmów i pytań do właściwych ludzi. Co zaś się tyczy Twilight i Rainbow: nasz tęczowowłosa bandytka już od pierwszego fika nie miała mieć ciekawej przeszłości, ani być ciekawą postacią (widać za nią aż tak nie przepadam). Miała zwyczajnie być kimś, kto nie odebrał właściwego wychowania, ciągle się przechwala, próbuje pojedynkować, ścigać i zwyczajnie dobrze bawić. Nie patrząc na innych. I faktycznie miała ruszyć na bandycki szlak dla rozrywki. Inaczej sprawa wygląda przy Twilight. Ona od początku miała być złożonym umysłem, który działa według własnych reguł. Niekoniecznie zgodnych z zasadami moralnymi. Możliwe, że nie udało się tego dokładnie ukazać (ani jej kontaktów z Darkfederem), ale Twilight faktycznie skłonna była zrobić wszystko dla uzyskania założonego efektu. Jak wspomniana przez nią tortura więźnia, czy zastrzelenie wszystkich (poza jednym) złodziei w banku, choć mogła ich obezwładnić i wziąć żywcem. Tak samo nie zawahała się strzelić w plecy tej dwójce podpitych ludzi na nitrocyklach. Z resztą, jeśli będzie okazja to nasz snujący opowieści bohater jeszcze wróci do tematu pani szeryf. O ile zbierze też odpowiednio dużo materiału. Rozumiem jednak, że to opowiadanie może się nie podobać. Następnym razem postaram się, by strzelanie było bardziej soczyste, a fabuła bardziej wciągająca. Co do szacunkowej ilości materiału (którego mamy już chyba ze 300 stron), to przy naprawdę dobrych wiatrach zanosi się na jeszcze ze 2 razy tyle. O ile autorowi starczy pomysłów i chęci na ciągniecie czegoś, co miało być początkowo oneshotem (i to może widać). Pożyjemy, zobaczymy. I miejmy też nadzieję, że następny fanfik bardziej sprosta oczekiwaniom czytelników.
  22. Trochę mi to zajęło. Bo korekta, wredna szóstka i życie, ale w końcu mam gotowy rozdział 10 (nawet z korektą). Kiedy będzie rozdział 11? Zapewne w tym roku.
  23. Trudno powiedzieć, czy będzie kompatybilny. Co do czcionki i układu srodka, to musiałbym pierw zdobyć poprzednią wersję (a najlepiej jej pliki). Potem bym się dopiero mógł zastanowić, czy warto tak to robić. Z okładkami jest podobnie. Muszę mieć okładki w wersji elektronicznej. Rozmiar będzie A5 i to nie podlega dyskusji, wiec jeśli tom 1 był formatu A5, to będzie równo wyglądał na półce. W kwestii pękania Crisisa, to współpracuję z inną drukarnią niż tamta ekipa i jeszcze żaden z moich klientów się nie skarżył. A wypuściłem grubsze rzeczy. Inna sprawa, że często wypadające strony są wynikiem złego użytkowania książki (za mocne otwieranie). Tak czy siak, to problem nie na ten rok
  24. Spłynęło sporo ankiet, dając mi całkiem dobry ogląd sytuacji. Oczywiście, tradycyjnie chcielibyście wszystkiego i jeszcze więcej. To się wprawdzie nie da od razu, ale z czasem możemy pomyśleć Zapewne tego nie widać, ale teraz trwa ten meczący okres kiedy wybieram fiki, zdobywam zgody, łamię tekst i ogarniam grafików. A to wszystko w czasie wolnym od życia, pracy, pisania i tak dalej. Przy dobrych wiatrach zapisy ruszą w tym miesiacu. Ale biorąc pod uwagę chroniczny brak czasu, oraz nieszczęsna epidemie, która może wszystko popsuć, to nie daję na to gwarancji. Tak czy siak, w planach są maksymalnie dwie nowości i drugie tyle dodruków. Wszystko po to by nie puścić was z torbami i samemu nie musieć przerzucać 400 kilogramów książek. Taka ciekawostka, przy wydaniu drugiego tomu kryształowego oblężenia i dodruku bodajże past sinsów miałem na raz około 250 kilogramów książek. To bolało. W kwestii licznych propozycji (bo trochę ich padło), to wspomnę tylko o tych najgłośniejszych: - Project Horizons. Ja wiem, że wszyscy by chcieli (najlepiej pewnie po naszemu), ten monumentalny fanfik, ale na samą myśl o ogarnianiu 9 tomowego wydania, łamania tego, robienia okładek... naprawdę mi się to nie uśmiecha, sorki. Z resztą, cena circa 350zł pewnie by odstraszała. - Crisis Tłumaczenie będzie ukończone (a wiem, że będzie), to się o tym pomyśli. Ale to raczej w 2021. - Half alicorns Zobaczę pierw co to, ale ilość głosów sugeruje, że to nie jest zły pomysł. - Zepsuta zabawka Nie zanosi się by szybko została ukończona, a nieukończonych nie ruszam - Pink eyes Podobno wymaga sporej korekty - S.T.A.L.K.E.R Nie wykluczam, ale jest nieukończony Też bym chciał. Ale nikt tego nie kupi. Poza tym, za dużo zostało do końca by fandom dożył.
  25. Pewnie nikogo to nie interesuje, ale mam dla was kolejny fik z tej serii. Tym razem zająłem się przeszłością Twilight Sparkle i Rainbow Dash. Co takiego się stało, że tęczowowłosa awanturniczka i jej niewątpliwie mądrzejsza przyjaciółka zeszły an drogę zła? Spadająca gwiazda [Anthro][Steampunk][Western] Miłej lektury
×
×
  • Create New...