Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Search the Community

Showing results for tags 'Magia'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Ogólne
    • Serwis & Regulamin
    • Organizacja
    • Equestria Times
    • Zapisy/Eventy
    • Projekty
    • Na start...
  • My Little Pony
    • Generacje 1-3
    • "Friendship is Magic" (Generacja 4)
    • Equestria Girls
    • Generacja 5
  • Działy Postaci
    • Pałac Księżniczki Celestii
    • Enklawa Pani Nocy
    • Zamek Twilight Sparkle
    • Chatka Fluttershy
    • Domek Na Drzewie
    • Magiczny Pokój Starlight Glimmer
    • Chata Zecory
    • Królestwo Chrysalis
    • Gabinet Dentystyczny Minuette
    • Kryjówka Stygiana
    • Wymiar anarchi
    • Sekretne Laboratorum Sunset Shimmer
    • Ogólna dyskusja na temat kucyków
    • Pozostałe postacie
  • RPG/PBF
  • Twórczość fanów
  • Wymiar Discorda
  • Inne

Calendars

  • Foreign
  • Dolnośląskie
  • Kujawsko-Pomorskie
  • Lubelskie
  • Lubuskie
  • Łódzkie
  • Małopolskie
  • Mazowieckie
  • Opolskie
  • Podkarpackie
  • Podlaskie
  • Pomorskie
  • Śląskie
  • Świętokrzyskie
  • Warmińsko-Mazurskie
  • Wielkopolskie
  • Zachodniopomorskie
  • All Poland

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Strona www


Yahoo


Jabber


Skype


Facebook


Instagram


Snapchat


Miasto


Zainteresowania


Ulubiona postać

Found 175 results

  1. Wiemy jak bardzo las ten jest niebezpieczny i co może się stać jak,gdy wejdziemy do niego sami.Lecz nie wiemy co się w nim kryje poza Timberwolfami i kokatrisem.Zróbmy,więc wspólnie z Fluttershy listę zwierząt kryjących się tam.
  2. Zstępując z kłębowisk gęstej mgły, oślepieni przez blask księżyca, niepewnym krokiem wkraczacie na skąpane w nocnym półmroku wzgórze. Nie do końca wiecie, dlaczego światło naturalnego satelity zdaje się działać tylko na Was. Cała dolina, włącznie ze swą florą, zdaje się być na nie odporna. Dosyć szybko jednak, orientujecie się, że światło Waszej magii działa i może tchnąć więcej życia w ten całkiem osobliwy, zaklęty region. Mówiąc o zaklęciach, mam na myśli także „twardą mgłę”, która działa jak mur. Oddziela on wzgórze od reszty świata, jednocześnie maskując to, co się za nim znajduje. Teraz już rozumiecie, dlaczego do tego miejsca można się dostać jedynie dzięki specjalnemu portalowi. Jak do tej pory nikomu nie udało się zburzyć tego muru, zatem nie wiadomo gdzie dokładnie mieści się to wzgórze. Nie wiadomo, czy da się tu wejść „z drugiej strony”, ani samodzielnie przeleportować. Portal do zaklętego wzgórza odkryty został przypadkowo, podczas ekspedycji do pogrzebanego labiryntu, odnalezionego głęboko w jaskiniach Gór Macintosh. Do tej pory jeszcze nie wiadomo, czy poza nim są tam jakieś inne, prowadzące do kolejnych, zamkniętych przed światem zewnętrznym lokacji. Jakby dłużej się nad tym zastanowić, nie wiemy nawet, czy należą one do tego świata. To by wyjaśniało dziwną, obcą aurę, którą oboje czujecie od pierwszego momentu, w którym postawiliście nogi na zaklętych ziemiach. Przez moment mieliście wrażenie, jakbyście znajdowali się na wysokości, tak jakby wzgórze znajdowało się na oderwanym od całości kawałku ziemi, dryfującym bezkreśnie w kosmosie. To z kolei by wyjaśniało dlaczego księżyc jest taki wielki… To będzie Wasza arena. Witam na kolejnym magicznym pojedynku! Tym razem, naprzeciw siebie staną Detonato300 oraz Efei, w ramach starcia odliczonego idealnie na trzy tygodnie! Przez ten czas uczestnicy będą zaskakiwać nas zaklęciami i zapierającymi dech w piersiach akcjami, lecz muszą działać szybko. Zgodnie z ich wolą, przeciwnik ma dokładnie pięć dni na odpowiedź! Zarówno Detonato, jak i Efei, występują na arenie po raz pierwszy. Mamy nadzieję, że ten pojedynek okaże się ciekawy i pamiętny! Wszystko jasne? Zatem, do dzieła! Pojedynek uważam za otwarty!
  3. Jeśli czujecie się zmęczeni niekończącymi się upałami, to ta arena będzie dla Was wytchnieniem. Okrągła i gładka posadzka złożona była z tysięcy, milionów, miliardów kryształków, starannie zeszlifowanych i mocno spojonych przy pomocy magicznej zmarzliny. Lewitujące dookoła areny lampiony świeciły różnymi blaskami w taki sposób, by dany kolor padał na kryształ najbliższy skalnej otoczce, po czym „przeskakiwał” na kolejny, tworząc lśniące wzorki, które splatając się ze sobą, komponowały się w radujące oko konstelacje, zmieniające się w zależności od przepływających przez arenę kanałów magicznych, natężenia energii, czy też natury zaklęć. Lodowe ściany pięły się ku górze, od pewnego miejsca „zakręcając” i łącząc się ze sobą w taki sposób, że na samym szczycie jasny błękit przeszedł w białą, oszronioną gwiazdę. Po drugiej stronie, za punktem zbiorczym, umieszczona została magiczna kula, odpowiadająca za opadające niczym śnieg iskry. Wracając na moment do ścian, jeśli się przyjrzycie, dostrzeżecie za grubą warstwą lodu strużki wody. Uwierzcie mi, nigdzie nie znajdziecie tylu minerałów, co właśnie w tych strużkach. Niestety, nie dość, że ich „wydobycie” z lodu jest drogie, długie i trudne, to jeszcze na powierzchni ta woda traci swoje orzeźwiające właściwości. Cóż, przynajmniej alchemicy i górnicy mają robotę… Panie i Panowie, już za moment rozpocznie się pojedynek, w którym zmierzą się Lepus oraz Rex *Monster* Crusader! Jesteście gotowi? Zgodnie z ustaleniem uczestników, niniejsze starcie będzie ograniczone tylko i wyłącznie limitem czasowym, wynoszącym standardowe dwa tygodnie! Drodzy Państwo, liczę, że przez te dwa tygodnie wydarzy się naprawdę wiele. Nie przedłużając, chciałbym ogłosić, iż pojedynek właśnie został otwarty! Nie zawiedźcie nas!
  4. Już tu jesteście? Ależ musicie być potężni, skoro zdołaliście pokonać wielką spiralę schodów im. Hadesa w tak krótkim czasie. Ekhm… Mam nadzieję, że ruszyliście głową i po prostu zjechaliście po poręczy? Tak? Znakomicie. Bystrość umysłu to prawdziwa potęga, wierzcie mi. Nie musicie obawiać się strzegącego piekielnej bramy Cerberusa. Z daleka, jak uwiązany na grubym łańcuchu szarpie się i szczerzy kły, wydaje się być groźny, lecz wystarczy rzucenie mu świeżo przyrządzonego udźca z Minotaura, najlepiej jeszcze z kością, by stracił wszystkie głowy. To jego ulubiony przysmak. No. Skoro już zająłem Marka, Czarka i Darka rarytasem rodem z mitologicznego labiryntu (Twilight, dzięki za nić i magicznie wzmocnione ostrze!), nie pozostaje mi nic innego jak otworzyć czaszkową furtkę i zaprosić Was na arenę. Jak to mówią, jedynie prawdziwie wytrwali i legendarni wojownicy są w stanie zejść do piekła i z powrotem, toteż jeżeli ktokolwiek, mimo otaczającej Was sławy, wciąż wątpił w Waszą moc, po tym pojedynku zmieni zdanie o sto osiemdziesiąt stopni. Już za moment zgromadzone na trybunach pogrzebanego koloseum Impy zadmą w behemocze rogi, inaugurując początek walki. Z piekielnych płomieni wyłonił się olbrzymi, magmowy smok, zaś kościane sługi wniosły na wykutych z żelaza tronach najbardziej „zasłużonych” dla świata mocy i magii nekromantów. Nie zabraknie również i liszy, którzy w pogoni za wiecznym życiem i pięknem (przypominam, że to pojęcie względne!) oddali swą duszę ciemności. Co jeszcze? Aha, główny zarząd publicznej komunikacji podziemnej w postaci czarcich robotników, zrzeszonych w związek zawodowy ogłosił, iż zwycięzcę zawiezie z powrotem na powierzchnię nowo wybudowaną windą. Przegrany natomiast, będzie musiał udać się schodami w górę. Zatem, jest motywacja, oj jest Witam na tej jakże pasującej do ostatnich, letnich upałów arenie, przedstawiając doskonale znanych i zaprawionych w bojach magów, w osobie Zegarmistrza o raz Rexumbry! Już za moment zabrzmi pierwszy gong, dźwięki z tub, co będzie znakiem rozpoczęcia magicznego starcia! W ramach ograniczenia, uczestnicy zdecydowali się standardowy limit postów, nie zaprzeczając, że w razie rozkręcenia pojedynku, są gotowi walczyć jeszcze dłużej. Czy wszyscy zajęli swoje miejsca? Super. W takim razie, czas rozpocząć pojedynek!
  5. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak dzisiaj trudno o natchnionego fachowca, który nie tylko oryginalną arenę zaprojektuje, ale także zbuduje. Szukaliśmy bardzo długo, nierzadko dowiadując się, że wielu szanowanych artystów w międzyczasie odeszło z tego świata. Uwierzycie, że jednego z nich znaleźliśmy wciąż rozpostartego nad swoim szkicem? Z jednej strony przerażające, z drugiej zaś, intrygujące. Artysta pochłonięty swą pracą, aż do samego końca... No dobrze, ale po co się tak trudzić, skoro można wykonany projekt zlecić jakiejś ekipie? Ano dlatego, iż efekt końcowy nigdy nie pokryje się z wizją autora. Jak to mówią, „chcesz coś zrobić dobrze, zrób to sam”. Na całe szczęście, w końcu odnaleźliśmy właściwą osobę. Arena, na której przyjdzie się Wam zmierzyć, ma kształt koła. Ściany zostały gęsto usłane kołami zębatymi, od najmniejszych, aż po te naprawdę ogromne. Spoglądając na nie, możecie dostrzec najróżniejsze odcienie srebrnego oraz złotego. Nierzadko koła zdobione są stalowymi obramowaniami, podkreślającymi ewolwentę oraz kształt ich zębów. Na pierwszy rzut oka wydają się zastygłe, lecz wierzcie mi, wystarczy jedno zaklęcie, aby wały na których zostały osadzone wysunęły się, nastąpił kontakt, a następnie rozpoczęła się praca mechanizmu. Widzicie wielki zegar, umieszczony na wewnętrznej części sklepienia? Już niebawem jego wskazówki poruszą się. Jednak to nie czas będzie ograniczeniem tego magicznego starcia… Jeśli zastanawiają Was dźwięki dochodzące zza ścian, wiedzcie, że to po prostu ta większa część mechanizmu, która odpowiada za wędrówkę pomieszczenia z areną dookoła wieży strażniczej zabytkowego zamczyska. Gigantyczne i magicznie umocnione prowadnice okalały okazałą budowlę, na szczycie której znajdowała się dziwna, zakapturzona postać, która zdawała się bacznie podążać wzrokiem za areną. Jakby na coś czekała. Może na to, aż magowie zdecydują się zakwestionować ramy pojedynku i przenieść walkę w przestworza? Czy wówczas ten ktoś również włączy się do bitki? Tego nie wie nikt… Czas na nowy magiczny pojedynek! Powitajmy na arenie Seroxa Vonxatiana, naprzeciw którego to stanie doskonale znana z niejednej batalii Oksymoron! Zgodnie z wolą stron walczących, w tym pojedynku obowiązuje limit wynoszący po 12 postów na uczestnika! Myślę, że to wystarczająco dużo, by oboje uwolnili całą swą moc, co zapewni nam cieszące oko widowisko! Skoro wszystkie formalności mamy za sobą, a mechanizm areny pięknie nam przygrywa, nie pozostaje mi nic innego jak ogłosić, iż pojedynek zostaje otwarty!
  6. Witamy na prastarym statku duchów! Renowacja wraku, ale również wspaniałego zabytku, trwała bardzo długo, ale nareszcie mogę z czystym sercem powiedzieć, że zyskaliśmy imponującą, stabilną, pływającą arenę, z zachowaniem jej oryginalnego, posępnego klimatu. Mamy zatem poszarpane, zużyte żagle, skrzypiące deski, pajęczyny i szczątki załogi, lampy, drzwi które same się zamykają i otwierają (z trzaskiem albo świstem), a to wszystko otoczone magiczną mgłą, gęstą i zniekształcającą dźwięki. Do celów czysto kosmetycznych, aby to miejsce wciąż było bardziej „horrowate”, zostawiliśmy kilka duchów i strzyg, snujących się po opuszczonej ładowni, do której do wrzuciliśmy trochę przegniłego mięsa. Proch strzelniczy w armatach jest nowy, jeśli to Was zainteresuje. Nie przejmujcie się niespokojnymi falami i nadciągającym sztormem. Dzięki magii, statek pozostanie na powierzchni, choć zaklęcie nie chroni go przed dryfowaniem. Zatem nie zdziwcie się, kiedy dziób nagle się podniesie, a potem opadnie, z głośnym chlustem. Wichura miota pozostałościami po żaglach i linami, a z dołu słychać dzwoniące łańcuchy. Księżyc świeci w pełni, pogoda jest idealna do emocjonującego magicznego pojedynku! Kogo będziemy dzisiaj gościć na tejże pływającej arenie? Czyj pojedynek już za chwilę się rozpocznie? Tym razem, walczyć będą Serox Vonxatian oraz Ohmowe Ciastko, przy zaproponowanym przez nich, niestandardowym limicie, wynoszącym 9 postów na uczestnika! Nie jest to aż tak wiele, ale nie jest też zbyt mało. W każdym razie, czy tyle wystarczy, by uwolnić prawdziwą moc i nasycić wody bezkresnego oceanu jeszcze większą dawką energii? Przekonajmy się. Pojedynek uważam za rozpoczęty!
  7. Nareszcie trochę świeżego powietrza… Przemierzając przedsionek, długi korytarz, salę audytoryjną, wielką klatkę schodową, wschodnią wierzę, bibliotekę, galerię sztuki oraz główną zbrojownię NARESZCIE dotarliśmy na starożytny, kamienny most, łączący ze sobą wschodnią część zamku z zachodnią. Normalnie, goście przechodzą między obiema stronami twierdzy poprzez królewski ogród lub pogrzebaną komnatę, ale my spotkaliśmy się tutaj, by rozpocząć nowy magiczny pojedynek, nieprawdaż? Tak się akurat składa, że wszystkie elementy starożytnego mostu łączy w centrum zamku okazała, okrągła płyta, bogato zdobiona płaskorzeźbami, złotymi ornamentami. Światło księżyca w pełni cudownie oświetla znajdującą się na środku pieczęć, dzięki czemu mamy pewność, że cała uwaga bóstw została skupiona właśnie na nas! Swoją drogą, ciekawe czy ten zamek jest taki gigantyczny dlatego, że jego Lord po prostu potrzebuje tyle przestrzeni do życia, czy też może lubi posiadać różne rzeczy, ażeby móc je gdzieś pomieścić, trzeba było pomyśleć o wielu komnatach? Nieważne. Już za momencik otoczy was mgła, natomiast latające po niebie nocne mary, przywołane przez Lorda jako „poczciwe” i „niegroźne” zwierzątka domowe, zaprzestaną swych łowów i poddadzą się wpływowi Waszej energii. Mamy nadzieję, że wymiana zaklęć będzie równie dobrze widoczna także z dołu, z pozycji ogrodu. Nie jestem pewien, czy Lord znajduje się w swej sali tronowej, na szczycie zamku, ale jeśli tak jest, z całą pewnością będzie mieć oko na Wasze poczynania. Chodzą słuchy, że pamięta księżniczkę Lunę z czasów, kiedy była koszmarną Nightmare Moon. Najstarsi twierdzą, że wciąż uważa ją za jedyną prawowitą władczynię Equestrii. Widać facet ma plecy… Już za chwilę, w nowym magicznym pojedynku, ograniczonym limitem 12 postów na uczestnika, zmierzą się SolarIsEpic oraz Riddler! O ile mnie pamięć nie myli, obaj wojownicy są znani z minionych pojedynków, toteż z całą pewnością ich dzisiejsze spotkanie obfitować będzie w doświadczenie, jakiego z czasem obaj nabrali. Jednakże, czyj bagaż okaże się okazalszy? Kto zwycięży? Czas rozpocząć pojedynek!
  8. Witamy w odkrytych niedawno ruinach starożytnej świątyni, której nazwy niestety wypowiedzieć nie potrafię. W ogóle, zapisane to zostało w nieznanym mi języku, a jeśli wierzyć tłumaczowi, ich odpowiedniki w naszym języku układają się w taki sposób, że naprawdę trudno to wypowiedzieć. W ogóle, to nie przypomina żadnego faktycznie istniejącego słowa, a przynajmniej ja nic takiego nie znalazłem, w żadnej kronice. W każdym razie, na uwagę zasługują gigantyczne, ustawione w szeregu wzdłuż prowadzącej na arenę hali golemy, swym designem (ależ nowoczesne słowo) przypominają architekturę i twórczość Majów. Zdaje się, że ich mechanizmy są nieaktywne od setek lat. Marne szanse na to, że nagle ożyją. Uważajcie, by się nie potknąć! Wykładana kamieniem wulkanicznym ścieżka jest dosyć nierówna. Kiedy już dotrzecie do schodów, nie obawiajcie się zejść na sam dół. Po drodze możecie spotkać pierzaste węże, ale nie obawiajcie się. Lokalna społeczność Wężoludzi zapewniła nas (a przynajmniej tak twierdzi nasza specjalistka od ich języka), że są niegroźne. Powinna czmychnąć w cień po spotkaniu magów Waszego kalibru. Sama arena przypomina elipsę, skąpaną w zastygłej od setek lat magmie. Ale ta niecodzienna struktura ma pory, przez które raz po raz ulatuje para, czy też sadza. Zdaje się, że cokolwiek, co drzemie tam na dole, nadal może się przebudzić. Interesujące… Drodzy Państwo, w tym pojedynku już za chwile zmierzą się Magus oraz Bosman! Uczestnicy ustalili, że godzą się na niestandardowy limit postów, wynoszący 20 postów. Zdaje się, że czeka nas długi, syty seans magii i niezwykłych akcji! Jesteście gotowi? Zatem, do boju!
  9. Mephisto The Undying

    Dobra, no to uznałem sobie że zrobię sesje, bo czemu by nie. Wyjaśnienie: Sesja dzieje się, jeszcze nie wiem gdzie, w jakimś mieście, zrobię ankietę z głosowaniem czy coś. Ale ogólnym celem będzie zabijanie demonów, plus postacie mają pakty z innym demonem z którym czasem będą gadać. W między czasie chodzą do szkoły średniej. (licem/technikum) i mają normalne rodziny. Ogólnie muszą żyć No to chyba wyjaśniłem początek, zasady: Emo = nie bawimy się. OP = też się nie bawimy Ta w sumie to tyle. Bez postaci emo i op. No i ogólny regulamin forum obowiązuje. Wzór karty postaci: Imię: Nazwisko: Wiek: Charakter: Co lubi: Czego nie lubi: Wygląd: Uzbrojenie (nie wymagane): Imię i wygląd demona z jakim ma się pakt: Jaką dało to moc: Moja postać: Imię: Eden Nazwisko: Smith Wiek: 17 Charakter: Sarkastyczny, stosunkowo małomówny, na ogół nie miewa przyjaciół. Prawdziwie zły, chociaż kto wie, możliwe że stanie się dobry. Co lubi: Gry, rock, metal, colę. Czego nie lubi: Kłamstwa i pieczarek. Wygląd: wysoki na około 195 cm chłopak, Uzbrojenie (nie wymagane): demoniczny miecz wyglądający jak czarny messer i rewolwer magnum 44 Imię i wygląd demona z jakim ma się pakt: Vail Lucyfunge ale Eden nazywa ją Lu. Jaką dało to moc: Magia ceni To w sumie tyle. Osoby zapisane: Ja jako Eden Smith i demon Veil ,,Lu'' Lucyfunge Lucjan jako Serana Greywolf i demon Varg Astarot Mały Hehesz jako Azusa Nakano i demon Ritsu Szeregowa WW jako Accelerator, demon Shinuri Vectra oraz dziewczynka Misaka Malinka jako Oz Vessalius i demon Alice B-Rabbit Shine Star jako Exera Brown i demon Irika
  10. Cóż za bałagan… Gdziekolwiek cała ta Starlight się tego nauczyła, z pewnością jest to coś… Niedobrego. Ale nawet nie będę próbował tego zrozumieć. Jak można „odklejać” znaczki od kucyków? Jak można pozbawiać unikalnych talentów? Przecież właśnie to czyni każdego kucyka czyni wyjątkowym! Wiesz co, stary… Chyba właśnie o to jej chodziło. Nah, bez przesady. Ja mówię, że to był kolejny maraton dobrych chęci, który jednak spełzł na niczym. A szkoda. Chyba zgodzisz się, że niektóre talenty są… Przesadzone? A gdzie tam. Zależy jakie talenty porównujesz. No właśnie, jakie… Wiesz, że ja się sam zastanawiam? Chciałbym wiedzieć, albo chociaż mieć wskazówkę, czego mogłyby one dotyczyć. Dlaczego nie poprosisz o pomoc przyjaciół? Szybciej ci pójdzie porządkowanie i w ogóle, reszta spraw organizacyjnych. Możliwe… Ale chciałem chociaż spróbować samodzielnie się z tym uporać. Nie wydaje mi się, aby było to zadanie wymagające jakichś kosmicznych kwalifikulancji! Taa… Coś w tym stylu… Moi drodzy, witam Was w kolejnej, nowej zabawie! Co tym razem? Wyobraźcie sobie, że pogoń za Starlight Glimmer co prawda zażegnała jeden problem ze skradzionymi talentami, wliczając w to zaszycie się w ciemnościach wyżej wymienionej klaczy, ale przy okazji ujawniła kłopoty w innych rejonach Equestrii. Okazuje się, że nagłe uwolnienie jednej serii talentów spowodowało wypaczenia innych, w wyniku zbyt silnych strumieni energii. Szukając jakiegokolwiek celu, strumienie wybrały przypadkowe kucyki i rozbiły się o ich znaczki, powodując coś, co w fachowej literaturze zowie się „tymczasowym wymazaniem talentu”. W ten sposób nadmiar energii został rozładowany lecz z jakim skutkiem… Jak sami widzicie, Spike nie do końca radzi sobie z określeniem natury danych talentów, co utrudnia zwrócenie znaczków ich właścicielom. Przyda się zatem Wasza pomoc. Zasady są proste jak budowa czołgu T-55! Co jakiś czas ujawniona zostanie wskazówka co do zagubionego talentu, a na Waszych barkach spoczywa odgadnięcie na czym ów talent ma polegać i komu się on należy. Nie chodzi nam o imię i nazwisko, bynajmniej. Wystarczy jak określicie, czy to kucyk ziemski, jednorożec, czy pegaz i czym na co dzień się zajmuje. To wszystko co potrzebne, by zwrócić talent jego właścicielowi, bądź właścicielce. Jesteście gotowi? Zatem serwuję Wam pierwszą zagadkę!
  11. Po pewnych utrudnieniach i opóźnieniach, nareszcie mogę powitać Was w nowej zabawie, której koncept podsunął mi BRONIESiPEGASIS, za co jeszcze raz bardzo dziękuję! Nie przedłużając i przechodząc do zasad – zabawa polega na tym, że posługując się skojarzeniami, własnymi doświadczeniami z różnymi tytułami, a także korzystając z własnych interpretacji, macie za zadanie utworzenie długaśnego łańcucha składającego się po prostu ze znanych Wam książek. Jak poszczególne tytuły mają się w ów łańcuch łączyć? Na początek podrzucam Wam pierwszą książkę, która wszystko rozpoczyna. Zadanie polega na tym, by dopasować do niej kolejny tytuł, który Waszym zdaniem jest mniej lub bardziej podobny. Podobieństwo i nawiązania mogą dotyczyć tematyki, epoki, w którym dane dzieło ujrzało światło dzienne, tego samego autora, czy też Waszych osobistych wrażeń, jak uważacie. Gdy już ktoś wytypuje drugą książkę, trzecia ma na podobnej podstawie mieć coś wspólnego z drugą, a następnie kolejna, podobna w pewnym sensie do trzeciej i tak dalej i tak dalej, tworząc ciąg kolejnych tytułów. Kto wie dokąd zajdziemy, rozpoczynając od „Folwarku zwierzęcego”? Znacie ten tytuł? Jakie mieliście po nim wrażenia? Co najbardziej utkwiło Wam w pamięci? Jakie macie pomysły na możliwe powiązania? Wskażcie kolejny tytuł i przedłóżcie łańcuch!
  12. W podłożu okrągłej, przestrzennej areny wyżłobione zostało korytko na świeżą lawę oraz zimną wodę, prosto z kryształowego źródła. Jak to działa? Przez jedną połowę kanały prowadzą do centrum lawę, zaś przez drugą – wodę ze źródła. Całość przypomina kształtem istotę o dwóch obliczach. Po stronie gorąca da się zauważyć tworzoną przez kanaliki sylwetkę wiwerny, zaś po stronie chłodu tworzą jakby anioła. Celem tejże koncepcji było starcie ze sobą dwóch przeciwieństw w centrum areny, uwalniając przy tym okazałą smugę pary, która miała ciągle, stale i wiecznie skraplać się na szklanym sklepieniu. Co znajduje się za sklepieniem, zapytacie? Zestaw lewitujących iskier wysyłał światło do znajdującego się na środku pryzmatu, w związku z czym kropelki skroplonej pary mieniły się różnymi barwami, rzucając blask również na podłoże. Dzięki temu arena nabierała mistycznego klimatu, zwłaszcza w obliczu nakreślonych na ścianach znaków, pochodzących jeszcze z czasów pra-starożytnych. Sztuczna mgła? Nie, nie stosujemy tutaj czegoś takiego. Gęste, nieregularne obłoki są efektem ubocznym samoistnej reakcji alchemicznej, zachodzącej między parą, a magiczną energią przepływającą przez całą arenę. Zdaje się, że to kwestia tworzących się na styku tych elementów bakterii. Chociaż… Kto ich tam wie? Niniejszy pojedynek zostanie oparty na starej, dobrej zasadzie, zwącej się potocznie limitem postów, po 12 na każdego uczestnika. Kogo przyjdzie nam zobaczyć tym razem? Moi drodzy, już za chwilę rozegra się starcie między Sajbackiem Grayem, a Halikiem! Osoba Sajbacka powinna być Wam znana, natomiast jeśli chodzi o Halika, mamy do czynienia z debiutem, toteż może być nawet bardzo ciekawie! Cóż, nie przedłużając i na szybko przypominając o zasadach panujących w sekcji Casual, pojedynek uważam za rozpoczęty! Życzę niegasnącej weny oraz powodzenia w walce!
  13. Koło fortuny? Nie, nie mamy tutaj czegoś takiego. Znaczy się, majster przytargał kiedyś podobne barachło, ale wyrzuciliśmy je od razu, jak tylko okazało się, że jest lipne. Zresztą, kręcenie jakimikolwiek kołami to złudne symulowanie, że byle pierdoła ma jakikolwiek wpływ na swój los. Zupełnie jak wróżenie z kart, kopyta, czy fusów. Takie tam, opium dla mas. W rzeczywistości, każdy jest taki sam w obliczu ślepego losu. Biedak nagle może stać się bogaczem, a potem znów upaść. Niżej, niż jest w stanie sobie wyobrazić struś, kiedy chowa głowę w piasek. Jednakże… Tak, są na tym świecie tacy, co potrafią uprzedzić los, bądź zmienić nieco bieg wydarzeń, nierzadko przecząc logice, a nawet dokonując niemożliwego. Ale to tylko potwierdza, że koła fortuny, karty czy inne głupoty nie mają żadnego znaczenia. Ale kto będzie kolejną osobą mącącą w planach jaśnie fortuny? No właśnie. Jak zapewne się domyślacie, w tejże grze ubieramy się w szaty nie-aż-tak-ślepego Losu, by przekonać się kto potrafi być bardziej złośliwy niż fortuna, kto dysponuje większą pomysłowością na dziwne przypadki niż samo przeznaczenie, no i ogólnie, co byście chcieli, żeby się komuś przytrafiło ;P A komu? W tejże grze główne skrzypce gra nie kto inny niż Flash Sentry, który jako obiecujący i pełen zapału kadet (tak, wehikuł czasu ciągle działa) para się różnymi zajęciami, w pogoni za doświadczeniem i nabyciem pewnej zaradności życiowej, dzięki której żadna klacz, która poleci na jego pyjenkny, pełen charyzmy i męstwa pysk, ogólnie okazałą budowę i takie tam, nie zastanowi się drugi raz, że za tą góra mięśni być może kryje się nie tęgi umysł, lecz orzeszek. Tak więc, macie niepowtarzalną okazję (a nawet szereg okazji!) na pokrzyżowanie szyków, zburzenie misternych planów, czy po prostu pokazanie, że „wcale nie jest aż tak najwspanialszy jak mu się wydaje”. Oczywiście, dla co niektórych wszystko to może się wydawać nieco na wyrost, przesadzone do granic możliwości, lecz nie przeczę, że odbiorcami docelowymi niniejszej gry są osoby, które po prostu bardzo nie lubią naszego dzisiejszego gościa. Zasady są proste – ja podrzucam sytuację, a Wy macie za zadanie tak skomplikować problem, tak dobrać zdarzenia, żeby Flash nie miał szans wyjść z tego zwycięsko. Jednakże, surowo zabronione jest stwarzanie takich reakcji łańcuchowych, które zagrażałyby życiu lub zdrowiu komukolwiek. „Oszukać przeznaczenie” to to nie jest. Coś niby podobnego, ale jednak innego. Ok? Najdziwniejsze pomysły na to, co może pójść nie tak, zdobywają punkty! Zatem startujemy. Dzisiaj, nasz bohater złapał fuchę operatora/ kamerzysty, w ramach kręcenia filmu dokumentalnego, poświęconego najważniejszym zabytkom Las Pegasus. Słyszycie jak to dumnie brzmi, „byłem w zespole filmującym historię zabytków Las Pegasus!”, co nie? Na to poleciałaby niejedna studentka architektury, czy historii. Chyba, że wyjdzie na to, że nie ma się czym chwalić… Co może pójść nie tak?
  14. Nie ulega wątpliwości, że Trixie cierpi na rozdwojenie jaźni jest naprawdę niesamowita! Kiedy chce, potrafi być agresywna i knuć jak najęta, a kiedy chce, potrafi równolegle zdobyć się na odrobinę pokory, a nawet poprosić o pomocne kopyto… Lub łapę. No i to jest właśnie jeden z tych momentów. Pragnąc jak najszybciej powrócić na scenę i znów być obrzucaną różami, a nie pomidorami (aczkolwiek, i to czerwone to czerwone…), a po dziesiątej wizycie u wróżki, kiedy po raz kolejny usłyszała, że „przemoc nie jest rozwiązaniem”, postanowiła się przełamać. Przynajmniej nikt nie powie, że Wielka i Potężna Trixie nie potrafi wzorowo zagrać skruszonej... A może dobrze będzie wreszcie oddzielić deski teatru od prawdziwego życia? Choć z drugiej strony, życie to też tak jakby teatr… – Za dużo filozofujesz! Ooops, wybacz. No, w każdym razie, Trixie ma plan taki, że spróbuje oddzielić to co było grubą kreską. A od czego warto by było zacząć? Zdaje się, że przeproszenie po kolei wszystkich kucyków będzie dobrym punktem zaczepienia. Problem polega na tym, że u Trixie cienko ostatnio z przepraszaniem, w związku z czym do akcji wkroczył niezastąpiony asystent samej księżniczki przyjaźni! Moi drodzy, w tej zabawie, Waszym zadaniem będzie wcielenie się w skórę Spika i sformułowanie mowy, w której zawarte będą przeprosiny pod adresem danego kucyka. Trixie to wkuje na pamięć i będzie dobrze! Jeśli tylko macie pomysł zawsze można dodatkowo zaproponować jakiś prezencik na zgodę, bo dlaczego nie? Na pierwszy ogień, Trixie musi przeprosić Berry Punch. Znacie ją, prawda? Jak do niej podejść? Jak zacząć i przede wszystkim, za co czarodziejka będzie przepraszać? Najlepszy pomysł zdobywa punkty!
  15. Witamy w fabrycznie nowej, jeszcze bardziej smoczej niż kiedykolwiek zabawie, która jednocześnie stanowi największy crossover, jaki można było sobie wyobrazić! O tak oczywistej kwestii, jak ogromne znaczenie dla smoczego asystenta Twilight Sparkle chyba nie muszę wspominać? Jesteście gotowi? Wraz z otwarciem się wrót prowadzących do zupełnie nowych możliwości, księżniczka Twilight Sparkle poznała sekret podróży między wymiarami! Brzmi niesamowicie? Cóż, ograniczenia wynikające ze strat energii i trudności z prawidłowym zrealizowaniem zaklęcia skutecznie zniechęcają przed kolejnymi próbami chociaż krótkiej wycieczki do jakiegoś innego świata. Pewnie dlatego przez wieki nikt tej inkantacji nie ruszał, aż do teraz… Twilight postanowiła dokładnie zbadać to zaklęcie i odkryła, że można na jeden dzień sprowadzić jedną istotę z odległego świata. Po upłynięciu tego czasu, zaklęcie przestaje działać i gość z dowolnie dalekiej krainy wraca do domu. Choć lawendowa klacz nie znalazła zastosowania tegoż zaklęcia dla siebie, to jednak Spike wiedział, do czego mogłoby się przydać… Do poznania smoków pochodzących z innych światów i nawiązania nowych znajomości! I właśnie na tym polega niniejsza zabawa! Za każdym razem, gdy Twilight wypowie zaklęcie, w Ponyville pojawi się inny smok! Waszym zadaniem jest opisanie spotkania Spike’a z owym smokiem. Możecie napisać dialog, możecie opisać przebieg dnia, ogranicza Was jedynie Wasza własna wyobraźnia. Oczywiście, między różnymi światami panuje pokój, więc żadnych wojen nie będzie Zatem, jak zapewne zdążyliście się domyślić, pierwszym smokiem, który za sprawą wspomnianego zaklęcia odwiedzi Ponyville będzie Szczerbatek. Ten oto Szczerbatek. Jak sądzicie, jak będzie wyglądać spotkanie Szczerbatka ze Spike’m? Co asystent Twilight mógłby swemu gościowi pokazać, a czego mógłby się od niego dowiedzieć?
  16. Tak sobie pomyślałam, Moi Drodzy Użytkownicy, że skoro Wy mnie wypytujecie o tyle różnych rzeczy, to pora na mały rewanż, bo i ja mam garść pytań, które nie dają mi spokoju, a informacji na ten temat nie mogę znaleźć w żadnej z moich ksiąg! Ba, nawet Solar nie wie nic na ten temat, a nie mam śmiałości zapytać Księżniczki Celestii czy posiada takową wiedzę, więc... Padło na Was! Odkąd Was, ludzi, poznałam, zastanawiałam się czy w ogóle uprawiacie magię. U nas, kucyków jest ona dość pospolita. Każdy jednorożec w większym lub mniejszym stopniu potrafi się nią posługiwać. Są różne rodzaje magii, lecznicza, bitewna, użytkowa... Wykorzystujemy ją w różnych celach... Zacznijmy więc od zaspakajania mojej ciekawości... Jakie rodzaje magii znają ludzie? Czy występuje ona u was? Czy jest poważana? Wiem, powinnam zadawać pytania pojedynczo, ale... Mam ich TAK WIELE, że nie mogę się powstrzymać! Notka od Avatara: Sprawa jest taka - ten temat ma na celu odpowiadanie na pytania Twilight i zaspokojenie jej głodu wiedzy. Posty mają być długie i treściwe Liczę na Was, Moi Drodzy!
  17. Moi drodzy, jak zapewne doskonale wiecie, mamy za sobą finałowy pojedynek między Zegarmistrzem a Hoffnerem. Starcie to zwieńczyło II Turniej Magicznych Pojedynków. Znamy już zwycięzcę, jednakże pozostało nam jeszcze rozdanie Statuetek Uznania, dla tych uczestników, którzy co prawda nie znaleźli się w finale, a być może odpadli dużo wcześniej, jednakże swoim stylem i kreatywnością na stałe zapisali się w Waszej pamięci. Znacie zasady. Pisząc swojego posta, typujemy trzech uczestników i/ lub uczestniczki, które Waszym zdaniem zasługują na wyróżnienie w II Turnieju. Jednakże, brane pod uwagę są jedynie te pojedynki, w których obie walczące strony zdołały się wypowiedzieć. W świetle nowego regulaminu, wygląda to tak, że w spisie znalazły się pojedynki, które zakończyły się bez głosowania z powodu niewystarczającej ilości odpowiedzi, ale nie znalazły się te, w których jeden z uczestników po prostu nie zjawił się na arenie. Uzasadnienie, co do wyboru trójki wspaniałych mile widziane. Poniżej lista stoczonych w II Turnieju pojedynków. Przeżyjmy to jeszcze raz, na szybko Runda I http://mlppolska.pl/watek/12361-arena-xi-gray-picture-vs-spacetime-dancer-zako%C5%84czony/ http://mlppolska.pl/watek/12370-arena-xiv-magus-vs-sosna-zako%C5%84czony/ http://mlppolska.pl/watek/12372-arena-xvi-crazy-night-vs-vincent-loke-zako%C5%84czony/ Runda II http://mlppolska.pl/watek/12484-arena-xvii-seluna-vs-zegarmistrz-zako%C5%84czony/ http://mlppolska.pl/watek/12485-arena-xviii-advilion-vs-alder-zako%C5%84czony/ http://mlppolska.pl/watek/12486-arena-xix-camed-vs-magnus-zako%C5%84czony/ http://mlppolska.pl/watek/12488-arena-xx-zmara-vs-serox-vonxatian-zako%C5%84czony/ http://mlppolska.pl/watek/12487-arena-xxi-monti-vs-dayan-zako%C5%84czony/ http://mlppolska.pl/watek/12489-arena-xxii-spacetime-dancer-vs-sardo-limbion-zako%C5%84czony/ http://mlppolska.pl/watek/12494-arena-xxiii-hoffner-vs-magus-zako%C5%84czony/ http://mlppolska.pl/watek/12495-arena-xxiv-nimfadora-enigma-vs-crazy-night-zako%C5%84czony/ Runda III http://mlppolska.pl/watek/12613-arena-xxv-zegarmistrz-vs-advilion-zako%C5%84czony/ http://mlppolska.pl/watek/12614-arena-xxvi-magnus-vs-serox-vonxatian-zako%C5%84czony/ http://mlppolska.pl/watek/12616-arena-xxviii-hoffner-vs-nimfadora-enigma-zako%C5%84czony/ Runda IV http://mlppolska.pl/watek/12724-arena-xxix-zegarmistrz-vs-serox-vonxatian-zako%C5%84czony/ http://mlppolska.pl/watek/12725-arena-xxx-spacetime-dancer-vs-hoffner-zako%C5%84czony/ Wielki Finał http://mlppolska.pl/watek/12857-fina%C5%82-ii-turnieju-magicznych-pojedynk%C3%B3w-zegarmistrz-vs-hoffner/ Zdradźcie nam, kto zasłużył na wyróżnienie? Kto powinien otrzymać Statuę Uznania? Wskażcie trzech najbardziej wyróżniających się uczestników, uczestniczki, swych idoli, którym szczerze kibicowaliście, do samego końca! Aha, typowanie potrwa dwa tygodnie. Kończymy idealnie wraz z końcem czerwca, 30.06. o godzinie 0:00
  18. Witam na kolejnej, nadzwyczaj umuzykalnionej arenie! Dokładnie tak. To nie jest zwyczajne pole bitwy, jakie można było zobaczyć do tej pory. Zdaje się, że jedyną cechą wspólną jest owalny kształt obiektu. Cała reszta, to coś zupełnie nowego. Przede wszystkim, poruszając się po arenie, nie można pozbyć się wrażenia, że chodzi się po parkiecie. Okalające arenę ozdoby wydają się być regularnymi płaskorzeźbami, na pierwszy rzut oka. Nic bardziej mylnego. Są to czysto abstrakcyjne kształty, wykonane z poskręcanych elementów różnych instrumentów dętych, zwieńczone lśniącymi tubami. Owe plątaniny złotych i srebrnych metali nie wyrastały jednak ponad ozdobne kolumny, stylizowane na klawisze fortepianu. Podtrzymujące sufit filary kształtem przypominały gigantyczne wiolonczele, natomiast splecione ze sobą struny ułożone były w nuty, wprawione w ruch za pomocą magii. Tańcowały sobie gdzieś między tubami a klawiszami fortepianu, w rytm wygrywanej przez organy melodii. Wspomniane organy „stały” na suficie. Wygrywający nań muzykę artysta również podlegał odwróconej grawitacji. W ogóle nie obawiał się, że spadnie, albo „jak u licha ci magowie są w stanie spacerować po górze”. Po prostu siedział sobie i grał, a z instrumentu wydobywała się nie tylko muzyka, ale również światła. Jasne snopy, rozcinając cienie, przez chwilę krążyły po parkiecie, aż skierowały się na uczestników nowego pojedynku. Nie minęło wiele czasu, aż górną przestrzeń wypełniły animowane przy pomocy magii instrumenty, wygrywając nową melodię, przy akompaniamencie perkusji, podskakującej sobie gdzieś tam w oddali. Jak tylko skończy się ten koncert, przejdziemy do magicznego starcia. Przyznaję, smyczki chwytają za serce, bębny i talerze "podbijają" dodatnio wrażenia, zaś gra świateł, magicznych iskier i łopoczące na strumieniach nut zasłony nadają całości czysto "żywej" otoczki. Wydaje się, że to nie tylko nasz grajek, ale cała arena tworzy oryginale kompozycje, hucznie zapowiadając nadchodzące starcie. A kogo w nim zobaczymy? Drodzy państwo, dzisiaj Minish, Bohater Burzy, zmierzy się z Lepusem, w tym trwającym dwa tygodnie pojedynku! Powitalny mini-koncert zakończy solówka, grana na harmonijce. Jeszcze chwila... W porządku. Instrumenty schowały się, zaś światła wypełniły całą salę. Pokażcie, na co Was stać!
  19. To powinno być interesujące… Niewielki kasztel, zdobiony licznymi posągami gargulców i golemów (głównie podtrzymujących szczyt budynku), lewitował ponad chmurami, wciąż stojąc na oderwanym od ziemi kawałku. Gdyby nie zaklęte, grube łańcuchy, być może odpłynąłby ku kosmicznej pustce. W każdym razie, wewnątrz wszystko wyglądało inaczej. Na każdym kroku przepych, gustowne wykończenia, znakomite dzieła sztuki, a nawet zapomniane przez czas i napisane w nieznanym dziś języku księgi. Nie brakowało ogromnej jadalni, Sali audytoryjnej, zbrojowni oraz laboratorium. Ale to na szczycie kasztelu znajdowała się interesująca nas arena. Za sprawą grubej pierzyny z chmur, ziemia nie była stąd widoczna. W ogóle, trudno było określić na jakiej wysokości się znajdowaliśmy. Choć w teorii łańcuch miał utrzymywać kasztel w jednym miejscu, porywiste wichry i kaprysy pogody często nim kołysały, zupełnie, jakby natura samodzielnie chciała go stąd „wyrwać”. Tak czy inaczej, arenę ograniczała skalna balustrada, w czterech miejscach przerwana przez niewielką wieżyczkę. Podłoże wyłożone było pięciokątnymi płytami. Spirala ulatujących ku górze gargulców (co to za problem na chwilę ożywić posąg?) to znak, że pojedynek właśnie się rozpoczął. Moi drodzy, powitajmy na arenie Lucjana i Zegarmistrza! Właśnie teraz rozpoczął się pojedynek, którym to jedynym ograniczeniem jest nie limit postów, nie limit czasowy, lecz wola uczestników! Wszystko może się zdarzyć! Gotowi? Zatem, do dzieła!
  20. Czy jesteście gotowi na kolejne starcie? Tym razem znajdujemy się na arenie w kształcie ośmiokąta foremnego. Sklepienie podtrzymywane jest przez zdobione złotem filary, przychodzących na myśl styl koryncki. Patrząc z perspektywy głównego korytarza, gęste ułożenie masywnych filarów przypominało klatkę. W sumie… Wszystkie te „eteryczne malowidła”, przemykające przez centrum obiektu, który to był niczym więcej jak zastygłym w czasie berłem legendarnego maga (zapomniałem imienia, wybaczcie). Ale na razie będą musiały się uspokoić i powrócić do wnętrza ziemi. Przekraczacie próg areny, a magiczne istoty, utrwalone na wieczność w formach „żywych” rysunków, zmieniają się w pył. Jeszcze przez jakiś czas dryfują w powietrzu, po czym wracają do swych więzień. Zamocowany na szczycie berła kryształ pokrywa się oślepiająca łuną, rozpalając filary. Już czas… Zgodnie z umową uczestników, ograniczeniem pojedynku będzie limit dziewięciu postów na głowę. Wszystko jasne? Na co zatem czekamy? Czas rozpocząć pojedynek!
  21. No dobrze. Ostatnio zacząłem oglądać piąty sezon (wiem, że mam lekki poślizg ), no i zaintrygowała mnie wypowiedź Twilight Sparkle na temat wschodnich jednorożców, ich magii. Otóż, czy te słowa oznaczają, że występują jakieś znaczne różnice pomiędzy jednorożcami ze wschodniej i zachodniej Equestrii? Różnice dotyczą tylko magii czy też jest w tym coś więcej? I czym w ogóle charakteryzuje się zatem magia wschodnich jednorożców, czy one same? Trochę szukałem o tym na necie, ale wiele nie mogłem znaleźć, a zainteresowała mnie ta kwestia przez wzgląd na ciekawe pomysły, jakie nasuwają mi się na myśl, jeśli chodzi o opowiadania. Poza tym, ja mam... bardzo silną potrzebę znajomości świata, w tym wypadku Equestrii, ale nie tylko. Przykładowo, jeśli gram w jakąś grę, czytam wszystko co można znaleźć zarówno w grze, jak i w internecie na temat świata, jego historii i innych tego typu. To taki mój odchył, który dobrze wiem skąd się wziął, ale mniejsza z tym Mam osobiście nadzieję, że zostanie ta kwestia jeszcze poruszona w serialu. Ponadto mamy w tych odcinkach nieco bardziej rozbudowaną mapę okolicznych terenów. Widać część ziemi przykładowo, o której wiadomo jedynie, że żyją tam gryfy, itp. Na koniec jeszcze jedno pytanie. Czy to znaczy, że są jeszcze różnice jeśli chodzi o wschodnie i zachodnie pegazy i ziemskie kucyki, czy tylko jednorożców to się tyczy? Ciekaw jestem Waszych opinii na ten temat, który zamieściłem w dziale Twilight Sparkle, ponieważ dotyczy jednorożców, magii, a ponadto jej wypowiedzi.
  22. Czas odwiedzić starą arenę... Tak samo jak podczas pierwszego Turnieju Magicznych Pojedynków, arena osiemnasta robiła wrażenie. Była w całości wyrzeźbiona w wielkim krysztale, choć czas zdążył już zostawić na jej ścianach kilka szram. Na całe szczęście, okazał się litościwy dla dekoracji. Ogromna dbałość o szczegóły, bogate dekoracje i spora przestrzeń pozostawiona wojownikom wciąż budzi zachwyt. Pochodzenie areny jednak, nadal pozostaje tajemnicą. Gładkie, zimne powierzchnie doskonale odbijają promienie magiczne, jednakże, w związku z rysami i nieregularnymi wnękami, mogą je także załamywać i akumulować w sobie ich energię. Może być gorąco. Magiczne lampiony nadal działają bez zarzutu. Panie i Panowie, już za chwilę rozpocznie się pojedynek, które swego czasu, jeszcze podczas I Turnieju Magicznych Pojedynków, obiecali sobie stoczyć Ohmowe Ciastko oraz Zmara! Pośród murów areny da się dostrzec ślady, jakie zostawił czas, ale to wciąż jest to samo, symboliczne miejsce, gdzie obaj uczestnicy spotkali się ostatnim razem. Jesteście gotowi? Zatem nie przedłużając, uważam starcie za rozpoczęte!
  23. Już od kilku dni w całym kompleksie turniejowym wisiały obszerne plakaty, oznajmiające wszem i wobec, że finał rozegra się w zamku, który służył magom za karczmę. Tak tedy dzisiejszego pięknego dnia do przybytku przybyły istne tłumy, zachęcone tym bardziej, że karczmarz nie podniósł cen. Gospoda miała dość pokoi i miejsca, aby pomieścić każdego, kto chciałby oglądać finałową walkę turnieju. Niektórzy czekali na to wydarzenie od wczorajszego poranka, pijąc trunki i jedząc wyśmienite jedzenie przy dźwiękach wspaniałej muzyki. Karczma każdemu oferowała możliwości dobrego wypoczynku i dbała o poczucie narastającego napięcia. Jedna, jedyna rzecz odbiegała od normy. Potężne zaklęcia zakrzywiające przestrzeń uniemożliwiały zobaczenie części zamku, którą karczmarz przeznaczył na remont. Zza wielkich pól siłowych nie dobiegały żadne odgłosy, ale często można było zobaczyć wychodzących z nich magów i inżynierów, którzy zmęczeni i spoceni szli odpocząć. Właściciel podobno chciał uczynić wielki finał jeszcze wspanialszą chwilą i kazał specjalnie przygotować wydzieloną część zamku. Jak głosiły plotki, plany tej inicjatywy powstawały od bardzo dawna, a za pieniądze jakie pochłonęła przebudowa podobno można było wykupić duże miasto. Karczmarz jednak odmawiał jakichkolwiek komentarzy na temat pomysłów, które miały być tam zrealizowane. Po dniu wielkiego świętowania przed finałem, po rozlaniu paruset tysięcy hektolitrów trunków, po wydaniu podobnej ilości ton jedzenia i po zagraniu wszystkich znanych i genialnych utworów przyszedł czas na rozpoczęcie wielkiego zmagania. Na uprzednio przygotowaną scenę, na jednej z okrągłych baszt wkroczył karczmarz. Był to czarny gryf w średnim wieku o białej głowie i brązowych pazurach. Jego potężne skrzydła zostały przykryte granatowym mundurem galowym. Kroczył dumnie i potężnie, bystro obserwując cały dziedziniec wypełniony kucami i innymi stworzeniami, które chciały zobaczyć najdonioślejsze wydarzenie turnieju. Karczmarz stanął na środku sceny i rzekł swym donośnym, miłym, ale i twardym głosem: - Witam wszystkich moich szanownych gości. Mam szczerą nadzieję, że nie zabrakło Wam niczego w moich skromnych progach. Chcę by ta chwila była dla wszystkich wyjątkowa, jak wiecie od pewnego czasu trwała przebudowa niektórych skrzydeł zamku. Jestem naprawdę szczęśliwy, że dostałem zgodę od organizatorów turnieju na poprowadzenie finału. Zapewniam, że kryształy magiczne w moim zamku zebrały dość energii by zapewnić nie tylko bezpieczeństwo, ale i wspaniałe widowisko moim gościom. Proszę o wyprowadzenie turniejowego zniczu. W tym momencie na najwyższej wieży, wychodzącej z cytadeli otworzył się szpiczasty, gotycki dach i ukazała się wielka, platynowa konstrukcja, pokryta szafirami, szmaragdami, rubinami i diamentami. Miała kształt trójkątnej czary, trzymanej mocno przez wyrzeźbiony szpon gryfa, kopyto kuca, dłoń człowieka i nieokreśloną kończynę nieznanego stwora. - Znicz zapali na rozpoczęcie pojedynku nieoceniony, główny organizator turnieju Hoffman! A teraz bez zbędnych przedłużeń pora przedstawić miejsce walki. Gryf wzniósł swe szpony ku górze, na ten znak zagrały potężne trąby ustawione na murach, a magiczne kryształy rozbłysły swymi runami. Przez cały zamek przebiegł wstrząs, gdy wielka konstrukcja oderwała się wraz z ziemią i wzniosła się na kilkaset stóp. Potężne wiry magii otaczały grające w słońcu czarne mury twierdzy i spływały po niebieskich dachówkach środkowej cytadeli. Następnie jak krople w deszczu moczą świat, tak tutaj cząstki magii spadały na całą karczmę i powoli czyniły ją przezroczystą. Cegła po cegle z widoku znikały mury, dziedzińce, fontanny, posągi, wielkie wieże i małe lady. - Nie bójcie się! Wszystko jest zaplanowane, aby każdy z Was mógł dobrze i należycie obejrzeć finał. Dzięki przezroczystości ścian będziecie mogli doskonale śledzić zmagania! Teraz pora abyście zobaczyli zasłonięte skrzydła, spuścić zasłony! Wielkie bariery zakrzywiające światło i wszystkie inne rodzaje wizji puściły, ukazując niewidoczną do tej pory część zamku, natomiast sfery ochronne dla publiczności utrwaliły się i przeszły na pełną moc. Oczom widzów ukazał się olbrzymi fragment murów i dziedzińca za nim. Fortyfikacje pasowały do tych, które okalały obecnie karczmę, ale zdawały się świeższe i nie nadgryzione zębem czasu. Czarne kamieni lśniły, a potężne blanki ochraniały swym ogromem kuce stojące na szczycie umocnień. Nie były to jednak zwykłe ogiery. Ich sylwetki przybierały szaro-błękitne odcienie i były półprzezroczyste, jakby duchowe. Zjawy nosiły majestatyczne zbroje, z których każda lśniła w słońcu. Na napierśnikach płytowych był namalowany herb Equestrii. Na prawym naramienniku widniał dumnie symbol słońca, a na lewym księżyca. Całe ciało kucy było pokryte pancerzem. Zbroje chrzęściły wśród galopu i szczęku mieczy. Większość wojowników nosiła salady, które całkowicie przykrywały ich głowy, zostawiając tylko długą szparę w kształcie spłaszczonej litery „v”. Niektórzy jednak nie nosili żadnych hełmów, wtedy ich długie eteryczne grzywy rozwiewały się na wietrze, a przytomne i zdeterminowane oczy szukały wrogów. Trwał przerażający i krwawy szturm na zamek. Majestatyczne chorągwie Equestrii łopotały podarte na huraganowym wietrze, wzbudzonym przez smocze skrzydła. Wiele tych eterycznych gadów unosiło się nad zamkiem. Każdy nosił wytrzymalszą od stali łuskę. Duchy bestii zionęły ogniem, zalewając połacie ziemi i unicestwiając wiele istnień. Skały na dziedzińcu płonęły od wysokiej temperatury, a sztandary zajmowały się językami ognia. Armie widmowych kucy nie pozostawały dłużne. Pod wyraźnymi rozkazami przełożonych w niebo szły salwy z łuków, kusz i balist. Pociski przeszywały niebo, a ich magiczne groty rozbłyskiwały na tysiące barw przy trafieniu. Gdzieniegdzie potężne cielsko widmowego smoka, spadało i niszczyło zabudowę wojskową. Czarne mury pokrywały się sadzą z ognistych podmuchów, lecz smoki nie były jedynym zagrożeniem dla Equestrińskich wojaków. Gady sprzymierzyły się bowiem z gryfami, które to masowo wlewały się do fortecy przez wyrwy w stopionym od żaru murze. Tam napotykały na dzielny opór falangi Equestriańczyków. Nad całym dziedzińcem wznosił się dominujący jazgot stali, huk pożaru, skrzydeł ogromnych bestii i dźwięki zwalnianych cięciw. Karczmarz patrzył z zadowoleniem na te sceny. Jego plan się powiódł za pomocą magii odtworzył wydarzenia z największego szturmu, jaki nawiedził ten zamek. Wszystko co widzowie widzieli było autentycznymi wydarzeniami sprzed wielu wieków. Co ciekawe żaden z duchów nie mógł nic zrobić któremukolwiek z magów uczestniczących w finałowym pojedynku. Zjawy ignorowały chi obecność, zdając się ich nawet nie dostrzegać. Jednak zniszczenia budynków, które powodował smoczy ogień czy gryfie katapulty, naprawdę wywierała autentyczny skutek na strukturę zamku. Wśród zjaw latały odłamki prawdziwych murów, skały topiły się, a cegły rysowały od uderzeń eterycznych toporów. Wydarzenia dla wzroku każdego z widzów zwalniały, lub przyśpieszały wedle jego woli. Było to iście epickie widowisko niszczycielskiej potęgi smoków, które mknęły z prędkością niepowstrzymanej burzy nad dzielnymi rycerzami w popękanych i zarysowanych zbrojach oraz wielkimi, umięśnionymi gryfami. Co raz niebo rozświetlał czar rzucony przez duchowych magów bitewnych. Eksplozje magicznej energii zbierały ponure żniwo wśród wrogów Equestrii. Dziedziniec na którym toczyła się walka był dopiero pierwszą częścią skrzydła. Na jego środku wznosiła się niczym samotna, nietknięta burzą skała - cytadela. Jej żelazne wrota były zamknięte i dawały bezpieczeństwo kucom, które schroniły się we wnętrzu niezdobytej budowli. Co ciekawe w ścianach, wysoko nad polem bitwy, umieszczone zostały witraże, przedstawiające z zewnątrz księżniczki Equestrii, a od środka herb czerwonego feniksa na złotym tle . Jednak nie było to zwykłe szkło, które można było po prostu zbić. Chroniło je wiele zaklęć obronnych i run, umiejętnie wplecionych w kompozycję artystyczną. Jeden ze smoków, chcących przebić się do środka zalał witraż ogniem, a potem wleciał w niego niczym tajfun. Magiczna eksplozja zahuczała i odrzuciła gada w tył, roznosząc półkolistą falę uderzeniową. Okno było nienaruszone. W środku cytadeli w sali o wysokim stropie, po której bokach ciągnęły się ogromne kolumny, znajdowali się znamienici rycerze i magowie. Na hełmach dostojników widniały kolorowe pióropusze. Czarodzieje nosili długie, ozdobne szaty, podpierając się na żelaznych lub drewnianych kosturach z magicznymi kryształami. Kolumny kończyły się kwiecistymi ozdobami z marmuru. Na ścianach wisiały purpurowe tkaniny, ułożone w wiele spadających na ziemię kaskad. Obok wyeksponowane były egzemplarze rozmaitej broni, z której każda stanowiła ukoronowanie kunsztu płatnerskiego jakiegoś mistrza. Ze ścian i sufitu zwisały długie, trójkątnie zakończone chorągwie i gobeliny. Straż zamkowa stała w równych rzędach przy kolumnach dumnie trzymając wzniesione kopie. Atmosfera w środku cytadeli zgoła różniła się od tej na zewnątrz. Zdawało się, że czas odtwarzał wydarzenia innych epok. Po przeciwnej stronie od wrót znajdował się bogaty, srebrny tron, do którego po czerwonym dywanie kroczył jakiś dostojny, wysoki, widmowy kuc. Miał na sobie pięknie zdobiony pancerz, a na plecach wielki miecz dwuręczny, przykryty w niektórych miejscach purpurowym płaszczem. Przy tronie, przodem do ogiera stał jakiś sędziwy jednorożec, odziany w błękitno złote szaty i trzymający w rękach koronę o sześciu klejnotach, z których każdy był w innym kolorze. Scena ta przedstawiała dawniejsze czasy niż nawet szturm, bowiem sięgała wieków sprzed panowania księżniczek. Trąby trzymane przez straż grały dostojny i doniosły hymn, ku czci właśnie koronowanego króla. Od głównej cytadeli odchodziły dwie zwieńczone okrągłymi kopułami budowle. Pierwsza z nich posiadała na szczycie ogromny otwór, przez który w niebo wystrzeliwał strumień kolorowej mocy. Bił on z białej, runicznej fontanny po środku okrągłej sali. Całe pomieszczenie wypełnione było lewitującymi książkami, których litery mieniły się mocą. Ściany, strop i podłogę pokrywały czarodziejskie znaki, świecące niebieskim światłem. Było to skrzydło kolegium magów mieszczącego się w tym zamku. Samo pomieszczenie liczyło około ćwierć hektara powierzchni. Po bokach ciągnęły się spiralne schody na kolejne półkondygnacje. Każda z nich była stworzona przez balkony z białego marmuru, wiszące dookoła głównej fontanny, tak by nie zasłonić sufitu. Od każdego balkonu odbiegały wejścia do pokojów opatrzone w srebrne drzwi. Każde z nich imitowało winorośl pnącą się w górę, a w naturalnie utworzone przez taką konstrukcję szczeliny, zostało wtłoczone krystalicznie przejrzyste szkło. W bocznych salach wiele widmowych magów testowało swoje zaklęcia, lub czytało skrypty dawnych arcymistrzów. Spod sufitu, spadała woda do fontanny. Jej kaskady opływały strumień magii idący w górę o promieniu około 10m. Co było najciekawsze promień mocy magicznej został odtworzony autentycznie i nie był tylko projekcją, jak wszystkie widma. Zachowywał realną strukturę jak odbudowane budowle. Każdy mag, który znalazł się poza barierami dla publiki czuł olbrzymią moc bijącą z tego źródła czystej energii magicznej. Strumień magii, lecący w górę napełniał spadającą wodę wielkim blaskiem, tak że emitowała z siebie światło o rozmaitych barwach. Drugi budynek odchodzący od widmowej cytadeli. Miał taki sam kształt co kolegium magów, lecz jego ściany zamiast z białego marmuru, zostały wykute jakby z wulkanicznej skały, pokrytej czarnymi kryształami. Na zewnątrz z posępnie wyglądających gargulców leciała w dół lawa, tworząc płonącą fosę wokół mrocznego budynku. W środku natomiast zamiast biblioteki i źródła mocy było więzienie. Potężne kraty z magicznych kryształów odgradzały od świata mroczne istoty znajdujące się w ciemnych celach. Powietrze wypełnił złowrogi pomruk ponurych stworzeń. Wśród ciemności cel widniały gdzieniegdzie ich czerwone złowieszcze ślepia. Czasami za kraty chwytała wielka łapa z płonącymi pazurami, zdolna z pewnością rozkruszyć najtwardszy pancerz. Nagle cofała się jednak wraz z rykiem bólu, wywołanego potężnym magicznym wyładowaniem. Co chwila powietrze eksplodowało od ujadań i błyskawic energii. Na środku mrocznej sali oświetlonej jedynie pochodniami, płonącymi krwisto, na miejscu gdzie w kolegium stała fontanna, znajdował się mroczny tron, jakby wyniesiony ponad ziemię, z zastygniętych skał z jądra planety. Siedział na nim milczący, duchowy, humanoidalny wojownik. Jego czarna zbroja posiadała czerwone akcenty. Za naramienniki służyły dwie czaszki wielkich smoków, nabite na kolce z czarnej stali. Głowa na wpół wypalona przez ogień, tak że została tylko sama zwęglona kość, przerażała nawet niektóre z bestii. Druga połowa pokryta była lodem i naszpikowana soplami. Obie gałki oczne strażnika płonęły na fioletowo. O tron oparty był potężny topór długości 4m. Jego ostrzeż z czarnej stali było ostre i nasączone magią, tak że jarzyło się na purpurowo. Miało w sobie zatopione rubinowe kryształy, które emanowały mocą. Wokół tronu płonął czarny ogień. Czasami jednak wydarzała się zadziwiająca sytuacja. Potężny atak magiczny podczas szturmu mógł uszkadzać struktury mrocznego więzienia. Wtedy wychodziły z niego owe bestie, pochodzące z innego czasu. Siały spustoszenie na polu bitwy, biegając, zalewając mrocznymi płomieniami rycerzy, tudzież pożerając żywcem smoki. Wszystkie te cztery sfery czasowe potrafiły przenikać się wzajemnie. Tworzyła je jedna materialna rzeczywistość kreująca fizyczny wygląd areny i niezależne od siebie sploty wydarzeń dziejących się w różnym czasie, tworzonych przez duchy. Zjawy nie miały żadnej możliwości działania na pojedynkujących się magów, a jedynie potrafiły niszczyć ściany budowli. Nad całością areny wznosiły się dwa słońca i dwa księżyce, szalejące pożary przeplatały się z dostojnymi gobelinami i majestatycznymi promieniami magii. Czas mieszał się i zmieniał swe tory, umarłe na pozór duchy po pewnym czasie wstawały by dalej toczyć historyczny bój. Dźwięk oręża, ryk trąb, bestii i szum wodospadu oraz magicznej kolumny mieszały się w jedną z najdziwniejszych symfonii zniszczenia i kreacji. ~ by Kapi Podziemia, a raczej, olbrzymi kawał ziemi unoszący się wraz z zamkiem, cechował się wieloma sekretami, ukrytymi przejściami, a także obiektami, na tyle, że ze spokojnym sercem można by stwierdzić, że kryły w sobie drugi, niewiele mniejszy zamek. Odwrócony, pogrzebany, jednakże wciąż stanowiący solidny, przepełniony magią fundament dla właściwej fortecy. Podziemne ogrody? Tak, mamy je tutaj. Z drugiej jednak strony, panujące tutaj warunki oraz styk magii, alchemii i przeróżnych bakterii, doprowadziły do wielu wypaczeń. To znaczy, z punktu widzenia poszukującego inspiracji artysty, wszystkie te przerośnięte rośliny, pstrokate kwiaty o nietypowych kształtach, giętkie łodygi i umożliwiające przemieszczanie się korzenie, wszystko to może posłużyć za paliwo dla niejednego dzieła sztuki. Zwłaszcza, kiedy widzisz jak jeden kwiat otwiera się, by wypuścić zwieńczone parzydełkami macki, odpędzając od siebie natarczywe szkielety. Nie wiemy jednak od jak dawna tutaj pomieszkują. Nawet po ich uzbrojeniu ciężko cokolwiek rozpoznać. Przeżarte przez rdzę, rozpadające się zbroje płytowe, naszpikowane wyszczerbionymi grotami strzał tarcze oraz skrawki skóry na stopach, niegdyś będące doskonałej jakości butami, wszystko wygląda tak samo. Zero znaków szczególnych. To mogą być wojacy sprzed paru tysiącleci, sprzed kilku wieków, bądź też paru dekad. Ba, to wcale nie muszą być polegli, walczący o sprawy Equestrii. Równie dobrze mogą być tutaj agresorzy. Cóż, zdaje się, że w obliczu śmierci, istotnie wszyscy jesteśmy tacy sami. Właśnie tak to widzę. Złożona z kości, nieumarła masa, tocząca niekończący się bój z tętniącymi życiem, być może samoświadomymi roślinami, panującymi nad tymże ogrodem. Na wspomnienie zasługuje również szkarłatna rzeka, przecinająca tenże ogród. Nie jest to jednak to, co myślicie, w żadnym wypadku. Po prostu, barwa ta wynika z produkowanego przez lwią większość kwiatów soku. Niedaleko znajdziecie przejście prowadzące do laboratorium alchemicznego. Jeśli lubicie towarzystwo niezliczonych szeregów grubych, zakurzonych ksiąg, zapach pergaminu, jeżeli lubujecie się w sunięciu dłońmi po charakterystycznej teksturze zwoi i pieczęci, poznając różnorakie starożytne znaki, runy i rządzące wszechświatem prawdy, zatem jest to miejsce dla Was. Oczywiście, nie brakuje tutaj także wielopiętrowych półek, wypełnionych po brzegi różnymi naczyniami chemicznymi, przyrządami, próbkami oraz narzędziami będących zagadką również i dla mnie. Niemniej, nasi alchemicy co rusz podejmują coraz to nowe eksperymenty. To stąd bierze się to lekko uciążliwe bulgotanie, syk oraz specyficzny smrodek, pochodzący z kotłów, ale również palników, umożliwiających podgrzanie wywaru do właściwej temperatury. Kiedy już oderwiecie wzrok od mknących przez przewody, naczynia i łączniki spienione eliksiry, chciałbym pokazać magazyn odczynników. Współpracujący z nami zbieracze i poszukiwacze przygód bez ustanku dostarczają nam znakomitej jakości składniki. Korzenie różnych roślin i drzew, czasem w całości, a czasem sproszkowane, owoce, piasek morski, liście co egzotyczniejszych kwiatów, skały, ale także kory wybranych drzew, futro wszelakich, mniej lub bardziej groźnych zwierzów, oraz inne części… Jak na przykład oko Harpii, szpon Mantykoty, róg Minotaura, móżdżek Beholdera, wątroba Anakondy, czy też… Argh. To chyba nie jest najlepsza pora na prezentację innych składników, tych bardziej… Wewnętrznych, trudniejszych do zdobycia. Zwłaszcza, że już za moment powrócimy na powierzchnię. Zdecydowanie, mniej tu tajemniczości, intrygi, śladów pozostawionych przez czas. Mowa o gustownie urządzonej, przestrzennej jadalni. Naczynia mamy wszelkiego rodzaju. Porcelanowe, szklane, wykonane ze złota, srebra, ale także mosiądzu. Część menu zapewne znacie z oferty Karczmy „Pod Gryfim Pazurem”, ale część jest zupełnie nowa. Teraz macie świetną okazję, by spróbować wyśmienitych, rzadkich dań, które na co dzień kosztują… O wiele, wiele więcej. Dzisiaj mamy ofertę specjalną. Dotyczy tu także najznakomitszych win, także musujących, jak również deserów i owoców rodem z odległych wysp. Nie zapomnieliśmy również o muzyce i występach znanych na całym świecie grup artystycznych. Dokładnie tak! Za tą wielką, czerwoną zasłoną znajdziecie szeroką scenę, gdzie scenografia zmienia się w zależności od woli scenarzysty. A co najlepsze, nie musi on znać nawet podstaw magii. Scena reaguje sama. Chwila moment… Chyba jednak mamy tu nieco tajemnicy. A przynajmniej, smaczek intrygi. Światło pochodzi głównie od świeczników, zaś cienie rzucane na obrazy, rzeźby, czy ozdobne wazy, nadają im odrobiny mroku. Aczkolwiek, jeżeli jesteście głodni nie tyle jadła, co sztuki, zapraszam do naszej galerii. Znajdziecie tam także „żywe” rzeźby, służących głównie za ochronę naszej wieży zegarowej. Tak, już sam Żniwiarz nie wystarczy. Uniesienie zamku jakoś zbiegło się w czasie z migracją smoków, toteż musimy poświęcić szczególną uwagę bezpieczeństwu mechanizmu gigantycznego, pozłacanego zegara. Jeżeli przestanie chodzić, skąd będziemy wiedzieć, kiedy pora na kolejne przedstawienie? Skąd będziemy wiedzieć o końcu biesiady? Jak „wyczujemy” kiedy pora na rozpoczęcie pojedynku? Przemierzając zbrojownię oraz katedrę, gdzie można poprosić anioły o błogosławieństwo przed walką, dotrzecie do wielkich schodów, prowadzących na szczyt zamku. Stamtąd, można spojrzeć nie tylko na panoramę zamku, ale także wszystkiego tego, co znajduje się pod chmurami. Chmurami, które to poczęły wirować wokół gryfiego szponu, tworząc zdumiewający w swych rozmiarach i kompozycji kolorów zdumiewający wir, w oku którego zaczęła gromadzić się astralna energia. Pora na mały pokaz magicznych ogni. Nich niebo rozbłyśnie różnokolorowymi barwami, niech gwiazdy zetrą się z naładowanymi gorącem, eksplodującymi sferami energii, sygnalizując rychłe rozpoczęcie finałowego starcia w II Turnieju Magicznych Pojedynków! Kamienne gargulce i latające golemy, wiwerny, rozpoczęły żywiołowy taniec pośród buchającej w obłokach magii, zaś łańcuchy zatrzeszczały, połyskując w świetle różnokolorowych wybuchów. Nasza orkiestra raz jeszcze odegrała motyw muzyczny, a chmury rozproszyły się, by zainteresowane finałem bóstwa mogły obserwować walkę tak samo, jak Wy, droga publiczności! Po chwili, w trakcie której ogromna publika przypatrywała się arenie, karczmarz znów dumnie zabrał głos: - Znamy już miejsce walki, teraz przywitajmy zawodników. Przed Wami najwspanialsi z wspaniałych, najpotężniejsi z potężnych, jedyni, którzy przetrwali magiczne zmagania i doszli aż tu, do II Finału Turnieju Magicznych Pojedynków. Powitajcie gromkimi oklaskami Zegarmistrza i Hoffnera! Gdy magowie będą gotowi ustawią się w kręgach teleportacyjnych, które przeniosą ich w dowolne miejsce areny, jakie sobie wybiorą. Przypominam, że nie musicie obawiać się duchów z odmętów czasu, nic wam nie zrobią, dopóki przeciwnik sam ich nie zaczaruje. Nie przejmujcie się także zniszczeniami zamku, mam zabezpieczenia i możliwości, aby naprawić go od razu po zakończeniu pojedynku, choćbyście zrównali go z ziemią. Teraz przygotujcie się, Hoffmanie proszę zapal znicz! Wśród wiwatów wielkiego tłumu kucy i innych stworzeń Hoffman ruszył powoli platynowymi schodami, trzymając pochodnię o błękitnym płomieniu. Dotarł na szczyt zniczu i na dźwięk trąb podłożył ogień. Czara platynowej konstrukcji rozbłysnęła niebieskim płomieniem, którego języki wystrzeliły na 50m w górę. Niektóre odłączyły się od całości i zmieniając barwę zaczęły krążyć po orbitach wokół wieży. Inne eksplodowały tęczą barw i przyjemnie huczały niczym ogromne fajerwerki. Dźwięki trąb wzmogły się, a kręgi teleportacyjne zaświeciły się mocą, aktywując się. Kryształy magiczne poza areną świeciły potężną mocą, unosząc zamek, sprawiając że był przezroczysty, a przede wszystkim zasilając najmocniejszą, ustawioną kiedykolwiek w turnieju, barierę antymagiczną, chroniącą publiczność. Wśród wiwatów i skandowania imion wspaniałych bohaterów dzisiejszego zmagania, rozległ się donośny głos gryfa: - Niech wasze czary będą potężne, niech będą widowiskowe, niech wasze umysły zaszczycą nas pokazaniem swej pełni. Nie oszczędzajcie mocy, nie oszczędzajcie zamku, nie oszczędzajcie zaklęć. Pokażcie widowni który z Was jest godzien nosić tytuł zwycięzcy tego turnieju. Powodzenia i niech wygra najlepszy! ~ by Kapi Cóż... Wypadałoby jeszcze dodać coś od siebie... Jeszcze raz, witam wszystkich na ostatniej arenie w II Turnieju Magicznych Pojedynków! Po aż trzydziestu zapierających dech w piersiach (lub nie, ponieważ różnie to bywało) starciach, spośród trzydziestu dwóch uczestników, wyłoniło się dwóch najmocniejszych, najbardziej nieustępliwych, najbardziej zdeterminowanych śmiałków, którzy lada moment stoczą batalię o Statuę Glorii! Przed Wami historyczne starcie! Zegarmistrz VS Hoffner Panowie, znacie zasady. Macie za sobą ogrom magicznych starć, ale liczymy, że najlepsze zachowaliście na koniec. Nie chcę przedłużać, bo sam jestem ciekaw co z tego wyniknie. Dajcie nam wielkie, niezapomniane starcie, tak jak udawało się to do tej pory!
  24. Przyszedł czas na półfinał! Przed wejściem na trybuny zaczął gromadzić się tłum widzów. Jednak było w nim coś dziwnego. Na miejscach w loży zasiadało wiele znamienitych osobistości, nie tylko magów, ale także i uczonych. Każdy z nich okazywał ochronie specjalne zaproszenie, które dostali od organizatorów turnieju. Kilka dni temu wszyscy mówili o tajnych rozmowach kolegium uczonych wraz z przedstawicielami Turnieju Magicznych Pojedynków. Ciekawość podsycała nagła zmiana terminu i miejsca rozegrania magicznego pojedynku. Budowniczowie ponownie stanęli przed dużym wyzwaniem. Stara arena miała zostać przeniesiona w zaledwie jeden dzień na inne miejsce. Porzucono więc roboty wykończeniowe dla starego miejsca bitwy i z użyciem wszystkich sił zaczęto wznosić wielkie trybuny, na nowym miejscu. Widzów poinformowano o przesunięciu bitwy i teraz wszyscy przybyli na nową arenę. Nad zwykłą, zieloną, Equestriańską równiną wznosiła się gigantyczna bryła surowych kamiennych trybun. Została wystylizowana na dość pierwotną, ale tak dobrze, że nikt nie dostrzegał niedoborów w czasie budowniczych. Po jej zewnętrznej stronie w niebo wystrzeliwały cztery kolumny, o nierównych kształtach. Na ich szczytach zamocowane były wielkie symbole: płomień, kropla wody, drzewo i cyklon. Wszystkie stworzone z magii, ruchome i kolorowe. Całość wyglądała jakby robotnicy podeszli do wielkiej góry, która tu niegdyś stała i wydobyli z niej arenę. Po wejściu na trybuny widzom ukazywał się przedziwny widok. Widownia ustawiona po okręgu górowała o jakieś pięć metrów nad płaszczyzną areny. Wtedy dopiero można było zdać sobie sprawę z ogromu samego pola bitwy. Miało ono około 10 hektarów, nie licząc trybun. Na obrzeżach areny dominowała popękana i skuta kilofami skała o nierównej fakturze, ale nie ona przykuwała uwagę. Na arenie znajdowały się bowiem cztery wielkie istoty, w równych odstępach od siebie. Dzieliły koło na cztery części. Przypominały pradawne golemy czy kreatury stworzone z czterech żywiołów. Wszystkie były jakby skulone i przyległe do ziemi. Jednak mimo takiej pozycji przytłaczały swym ogromem. Każdy z nich na wpół skulony, na wpół leżący miał wysokość ok 15m. Pierwszym na południowej stronie był ogień. Golem cały płonął jego ciało pokryte było czarnymi grudami, formującymi muskularny kształt. Z całego stworzenia buchały płomienie o różnych barwach. Przeważała czerwień, ale gdzieniegdzie odbijał się fiolet, zieleń czy granat. Twarz, przyległa do ziemi. Była spokojna. Zamknięte oczy sugerowały sen. Golem poruszał się lekko w górę i w dół, jakby oddychając. Wraz z wydechem płomienie na jego ciele przybierały na sile i rozlegał się odgłos pożaru. Bił od niego ogromny żar, który powodował, że cała ziemia na jego części areny płonęła, przypominając czerwone pole targane porywami wiatru. Za golemem wznosił się obelisk wysokości ok 10 m. Przypominał budową kolumny na zewnątrz areny, które ewidentnie były na nim wzorowane. Czarna skała obelisku pokryta była czerwonymi żyłami lawy, z których spontanicznie wydobywały się ogniste pióropusze, układające się w symbol płomienia. Na samym szczycie jarzył się ten sam znak, tylko znacznie mocniej, wręcz oślepiając patrzącego. Na zachodzie istota przypominała zbieraninę gęstych chmur. Cały czas zmieniała wygląd i konformację przestrzenną. Chmury czasami były ciemne i rozbłyskiwały piorunami, które wydawały głośne trzaski. W innych partiach golema znów pojawiały się jasne i pogodne obłoki. Twarz jednak niezmiennie była prawie czarna. Dwa spłaszczone pioruny kuliste przypominały zamknięte oczy, a zmieniający się układ błyskawic - usta. Wokół istoty wiał porywisty wiatr, który rwał skalne podłoże i miotał kamiennymi odłamkami na około golema. Za stworzeniem znajdował się podobny obelisk, tylko, że szary i obwiązany błyskawicami z symbolem potężnego cyklonu na szczycie. Na pograniczu strefy ognia i wiatru dwie fale huraganu i płomieni wzbijały się w powietrze na wysokość szczytu areny, napędzając się wzajemnie i tworząc mur gigantycznej temperatury i silnych uderzeń tajfunu, którego oczy nie mogły przeniknąć. Północny golem był zrobiony niby z góry lodowca. Wielkie płaty biało-niebieskiego lodu stanowiły jego ciało, najeżone soplami niczym smok kolcami. Wielka ociężała głowa, przypominała łeb tygrysa szablozębnego z lodowymi kłami. Po całym golemie spływała kaskadami, niczym z wodospadu woda, rozbijając się o skały podłoża. Drążyła je w głąb i powodowała zamarzanie, tak że cała północna połać areny była bardzo płytkim jeziorem o lodowym dnie i wystających z wody soplach. W niektórych miejscach, gdzie strumienie z wodnej grzywy golema spadały na glebę, głębokość gwałtownie wzrastała. Na styku połaci wiatru i wody, w górę wznosiły się małe kropelki cieczy, rozszczepiając światło i tworząc tęczę w lekkiej mgiełce. Dodatkowo wiatr podrywał drobne i większe kawałki lodu, nadając im olbrzymiej prędkości, przez co stawały się niebezpieczne. Za samym golemem wznosił się trzeci obelisk, przypominający lodową wieżę, z żyłami z niebieskiego lodu lodowcowego. Był krystalicznie przejrzysty, a na jego powierzchni skraplała się woda. Wielki symbol kropli unosił się na samym jego szczycie. Na Wschodzie leżał ostatni golem. Ten wrósł w skały swymi potężnymi, brązowymi korzeniami, rozsadzając głazy. Przypominał gęsty las, jego grzbiet był pokryty zielonymi liśćmi. Potężne konary stanowiły ręce, ułożone pod jesiennie zabawioną głową. Co raz, na obszarze roślinnym areny, kamienie przebijał wielki korzeń. Wyrastały z niego różne gatunki drzew i kwiatów. Ta część areny rozkwitała życiem i pięknem. Niektóre korony kwiatów miały rozpiętość 10m. Za golemem wznosił się obelisk z białego marmuru, porośniętego pnączami i mchem, a na szczycie rosło małe, choć grube drzewo. Granica roślinnej połaci z wodą owocowała pojawieniem się gatunków jeziornych, a nawet morskich czy oceanicznych. Rozkwitały tam kolorowe rafy koralowe, pokryte ukwiałami, czy liliami wodnymi. Z kolei granica przyrody z ogniem wyjaławiała się. Rośliny stawały się czarne i uschnięte, a w ich wiązkach przewodzących płynęły płomienie. Wydawały czerwone kwiaty, a ich liście płonęły, choć się nie spalały. Sam środek areny także był ciekawy. Wszystkie siły mieszały się w nim tworząc wielki wir czystej mocy magicznej, która jednak figlarnie zmieniała swój charakter. Raz buchały z niej płomienie i meteoryty, raz wylewała się woda, a cały wir zamarzał na chwilę, raz zielenił się, zakwitając kwiatami różnych barw, a raz przybierał na sile i rozszerzał swe niespokojne wiatry na całą arenę. Z szeptów naukowców niektórzy widzowie zaczynali rozumieć co tu się dzieje. Otóż grupy badawcze odnalazły golemy ukryte w górze. Wielu magów próbowało je obudzić, czy zbadać, ale na próżno. Postanowiono więc sprawdzić, czy magiczny pojedynek nie wpłynie na sen golemów. Silne czary ochronne mają zapobiec wymknięciu się spraw spod kontroli. W końcu na szczycie skalnej półki, górującej nad areną, pojawiły się dwa rosłe ogiery. Przyłożyły usta do olbrzymich stalowych rogów i basowym, potężnym, donośnym głosem wezwały magów na arenę. Każdy z nich wyszedł po przeciwnej stronie niższych skalnych półek. Na obrzeże areny, niezajęte przez żadnego golema, prowadziły schody, zabezpieczone zaklęciem ochronnym. Trąby raz jeszcze dały sygnał do rozpoczęcia walki. Głosy na trybunach umilkły i zostały zastąpione przez maksymalne skupienie. Pora rozpocząć półfinał. Zmierzą się w nim Spacetime Dancer i Hoffner. Udowodnili już swój kunszt docierając tak wysoko, ale który z nich zwycięży na arenie czterech golemów, który zostanie poparty przez publikę, a który pogrąży się w odmętach zła i zapomnienia, lub pójdzie po prostu na sponsorowane babeczki za udział w turnieju. Niech Wasze czary będą dziś najlepsze, forma niech Wam dopisze, piękne kolory niech was nie opuszczą, a widowiskowość będzie rozbrzmiewała głosem tysięcznego chóru rycerstwa. Powodzenia. Trąby zagrały po raz trzeci, a ich dźwięk skruszył niektóre skały na arenie.
  25. Coraz bliżej końca… Nieuchronnie zbliżamy się do finałowej bitwy. Ale zanim to nastąpi, czeka nas przeprawa przez jeszcze dwie areny. Oto jedna z nich. Pierwszą przeszkodą, z jaką musieli zmierzyć się magowie, była olbrzymich rozmiarów klatka schodowa. Ktokolwiek ją projektował, nie myślał chyba o istotach ludzkich, ani tym bardziej nieparzystokopytnych. To nie są zwyczajne schody, jakie można odnaleźć w pałacach najbardziej rozkapryszonych szlachciców. To schody stworzone z myślą o czymś… Wielkim. Pytanie – o czym konkretnie? Może dorosły Cerber? A może przerośnięty Minotaur? A może te ogromne stopnie miały zdzierżyć masę mitycznych tytanów, którzy, zgodnie z legendą, przemierzali drogę na szczy do każde sto lat, by stoczyć walkę i zwrócić na siebie uwagę bóstw? Możliwe. Wspominając o bóstwach, istnieje pewna legenda, zgodnie z którą zwycięzca pojedynku tytanów zostawał nagrodzony audiencją boga, który to był jego stwórcą. Ów bóg miał zważyć zasługi swego dzieła i zadecydować, czy był już gotów znaleźć się po jego prawicy i czy mógłby zająć się tworzeniem własnych tytanów. Dzisiaj, mówi się, że skamieniałe ciała tych tytanów, którzy zostali skazani na wieczny pobyt na ziemi, wciąż niestrudzenie podtrzymują sklepienie, które utrzymuje całą to zapomniane przez czas sanktuarium. W przeciwnym razie, całość zostałaby pochłonięta przez otchłań. A cóż to za otchłań? Cóż, to już jest inna legenda. W każdym razie, te gigantyczne i zdające się ciągnąć w nieskończoność schody, nie powinny być przeszkodą dla magów Waszego kalibru. Ot, zaklęcie dodające skrzydeł, lewitacja, czy nawet przybranie eterycznej postaci i „popłynięcie” ku górze. Z czasem zauważycie, że kolejne piętra oddzielane są grubymi, kamiennymi płytami, zaś na ścianach pojawiają się lampiony. Na początku dosyć prymitywne, lecz potem o regularnej strukturze, oprawione, stosownie wykończone. W ogóle, od pewnego poziomu schody stają się jakby „solidniejsze”, dokładniejsze w swym wykonaniu, a nawet ozdobione rycinami, płaskorzeźbami. Może to symbol mozolnej wspinaczki ku niebiosom, świetności? Może, może… Morze to jest głębokie i szerokie. Kiedy dotrzecie na szczyt sanktuarium sami zobaczycie co mam na myśli. Owa starożytna, budowla „wyrastała” spod tafli wody, przebijając chmury i pnąc się wysoko, wysoko, niemalże do granicy z kosmosem. Sporych rozmiarów okna, wypełnione cieszącymi oko witrażami, nieco zniekształcały obraz z zewnątrz, lecz w końcu pojawiły si również dużo mniejsze, służące nie za ozdobę tejże struktury, lecz… Jako zwyczajne okna. Możecie przez nie zobaczyć okalające sanktuarium morze. Podmuchy wiatru raz po raz targały rozciągającym się hen daleko błękitem, mieniącym się w blasku słońca. Kiedy już nacieszycie oczy i nawdychacie się bryzy, zapraszam do dalszej wędrówki na górę. Z czasem, wszystko do „dolne”, czy też może „doczesne”, jak mawia legenda, zostanie przykryte przez grubą warstwę śnieżnobiałych obłoków. Stamtąd już prosta droga do areny, na której odbędzie się Wasz pojedynek. To zaczyna robić się intrygująco. Pod względem fizycznym, arenę stanowiła gigantyczna, kolista płyta, usłana szlachetnymi kamieniami, runami, płaskorzeźbami. Pod względem magicznym zaś, z krawędzi płyty „wyrastała” magiczna energia. Liczne strumienie mocy pięły się ku górze, tworząc specjalną kopułę, w kształcie półkola. Łączyły się i przenikały wzajemnie, tworząc usłaną kosmicznymi minerałami i magicznymi iskrami siatkę, służącą za ściany, sufit oraz ozdobę – zupełnie, jakbyśmy w jednej chwili znaleźli się w samym rdzeniu jakiegoś magicznego artefaktu, źródła ogromnej mocy. Jakbyśmy byli jego częścią. Nie potrafię określić jak wiele metrów, kilometrów znajdujemy się nad poziomem morza. Podobnie, nie potrafię przewidzieć wyniku tego starcia. Tutaj wszystko się może zdarzyć. Jedyne, co mogę mniej-więcej opisać to to, że na tejże arenie można by zmieścić wielką metropolię. Zatem, macie ogromne pole do popisu. I uwagę legendarnych bóstw. Drodzy Państwo, oto znajdujemy się na dwudziestej dziewiątej już arenie! Już za moment zmierzą się na niej Zegarmistrz oraz Serox Vonxatian! Bitwa ta przyniesie nam jednego z finalistów, toteż walka ta ma szczególnie znaczenie! Arena całkiem spora, napełniona zarówno tajemnicą jak i zdrową dozą niepojętości! Jesteście gotowi? Zatem, niech rozpocznie się pojedynek!
×
×
  • Create New...