Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Arcybiskup z Canterbury

The Walking Dead: Ucieczka

Recommended Posts

Uśmiechnęła się widząc kocura. Zamknęła samochód i sprawdziła jeszcze raz czy wszystko wzięła.Gdy weszła do budynku, zamknęła od razu za sobą drzwi. 

Gdy weszła na wyższe piętro odłożyła gdzieś gdzie nikomu by nie przeszkadzało jej kij i plecak. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Tylko nie odchodź za daleko... - powiedziała, widząc jak bierze ze sobą nóż - i... jakby co to krzycz. -dodała po głębszym zastanowieniu, głaszcząc kota. Nie chciała by szedł sam, ale zostawienie tutaj wszystkiego, bez opieki może sie skończyć jeszcze gorzej. 
Wzięła łyk po czym weszła do łazienki, choć trochę się ogarnąć,a później odpocząć przy mapie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Spokojnie. Wrócę - odpowiedział i wyszedł.

Wrócił pół godziny później.

- Jestem - zawołał i poszedł do łazienki, również się ogarnąć. James wszedł do pokoju, w którym była Sophie i położył na biurku nóż, ociekający jeszcze wodą i usiadł przed nią.

- Skoro i tak spędzimy w swoim towarzystwie najbliższe dwadzieścia cztery godziny, powinniśmy się poznać. Opowiedz mi o sobie - poprosił.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nie jestem na pewno osobą godną uwagi. - westchnęła podnosząc się z łóżka, przez cały czas próbowała kombinować z mapą. Gdyby tylko znaleźli się na 45 lub 41, droga do Madison będzie dziecinnie prosta.  - Mam 23 lata, wychowałam się w Appleton. Jak wiesz jestem policjantką i pomimo tego, że żyję skromnie, do tej pory mi to wszystko wystarczyło. - streściła, składając mapę. - Teraz twoja kolej, wiem o Tobie mniej niz Ty o mnie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Każdy ma coś, co jest godne uwagi. Też nie jestem nikim niezwykłym. Mam 32 lata, urodziłem się w Irlandii Północnej, w Corelaine. Jestem pediatrą, pracowałem w Harrison. Kiedy to wszystko się zaczęło, byłem w Irlandii na wyjeździe służbowym i jednocześnie odwiedzić rodzinę. Kilka lat mieszkałem w Appleton z moją żoną, ale pół roku temu wzięliśmy rozwód... I to... ten chodzący trup, na którego natrafiliśmy podczas wyjazdu z Appleton, to była właśnie ona. - Wzruszył ramionami. - Co lubisz robić?

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Przykro mi z powodu twojej żony. - powiedziała, nie chcąc już drążyć tego tematu - Co lubię robić? Na tyle ile mogę sobie pozwolić to co jakiś czas wraz ze znajomymi wyrwę się na mecz baseballu . Co 3 lub 2 dni chodzę... chodziłam na pływalnię. - przerwała- Ale tak na prawdę, nie mogę siebie nazwać aktywną osobą, to wszystko jest jedynie dla rekreacji. Pomimo tego, że jestem artystycznym beztalenciem, bardzo lubię muzykę. - mruknęła, była osoba o prostych zainteresowaniach i charakterze. Przykład człowieka zdominowanego przez społeczeństwo. - Czemu akurat Stany Zjednoczone? Irlandia czy reszta krajów Europy wydaje się trochę spokojniejsza. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pokiwała w zrozumieniu głową. 
- W takim razie jakie są twoje zainteresowania? - spytała wyraźnie zaciekawiona. Mimo, ze wyglądała na zmęczoną, taka krótka rozmowa nikogo nie zbawi. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Słuchałem muzyki, wyjeżdżałem na różne rajdy terenowe... Dlatego mam taki samochód. No i zajmowałem się też ratownictwem wodnym, nie wiem czy można to zaliczyć do zainteresowań... - odpowiedział. - Chodźmy spać. Jutro czeka nas kolejny dzień w nowym świecie - stwierdził.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Podniosła się z łóżka i pogłaskała jeszcze kota. Zwierze na prawdę podnosiło na duchu  Sophie. Ta zaś przeciągnęła się.
- Więc śpij dobrze... - dodała , musiała sobie znaleźć jakiś koc. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Będzie mu nie wygodnie. - mruknęła, siadając na łóżku. Nie mogła, może nie chciała nic zrobić w tym temacie, więc zdjęła buty, przykryła się i przymknęła oczy. Byłą na tyle zmęczona, że mogłaby od razu zasnąć, przynajmniej tak sie czuła, ale koszmary, które ją męczyły, mogły nie zważać na to, że dziewczyna czuje sie bezpieczniej. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Noc minęła dość szybko, ale Sophie nie czuła się zbyt dobrze. Koszmary które ją dręczyły nie sprawiły, że była wypoczęta. Budziła się w ciągu nocy kilka razy i kiedy otworzyła oczy rano, czuła jakby ktoś pod powieki nasypał jej piasku.

Niebo było zachmurzone, ale nie wyglądało na to, że padał deszcz. Mimo to było dość chłodno. Co prawda łóżko na którym spała Sophie było dwuosobowe, ale Greebo leżący obok najwyraźniej nie podzielał tego zdania i zajmował sporą jego część.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Leżała, powoli zbierając myśli, nawet nie chcąc ponownie otwierać oczu. Podniosła się i tak zastygła w końcu przecierając oczy. Dzisiaj trudno jej będzie jeśli chodzi o jakiekolwiek skupienie. Pogłaskała kot tak na rozpoczęcie dnia, ziewając. 

Zdjęła nogi z łóżka i założyła buty. Wstała jeszcze raz się rozciągając po czy przeszła do pokoju gdzie spał James. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mężczyzna spał jeszcze, na wpół przykryty kocem. Głowę miał zwieszoną z kanapy, więc nie było widać jego twarzy. Wyglądał jakby spał mocno, ale kiedy tylko Sophie przekroczyła próg pokoju, zerwał się i usiadł na kanapie, próbując wydedukować co się dzieje.

- Jezu... Która godzina? - zapytał, patrząc na Sophie wzrokiem zmęczonego spaniela.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sophie przestraszyła się nagłego poruszenia się kocyka. Podeszła do kanapy, uśmiechając sie na powitanie James'owi . 
- Nie wyspałeś się pewnie... - dodała, widząc kanapę, na jakiej musiał spać - Szczerze sama nie wiem... - dodała szukając prawdopodobnego zegarka na ścianie,  przy czym przetarła raz jeszcze jedno oko, które uporczywie zamazało obraz na jaki spoglądało. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Spóźn... - zaczął James, po czym zamilkł. - Nie, nie spóźnię się do pracy. - Dopiero po uświadomieniu sobie tej informacji, załapał co mówiła do niego Sophie.

- Na normalnym łóżku też chyba nie spałbym najlepiej... Mniejsza z tym. Jak ty się czujesz? - zapytał.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Jednak byłoby Tobie wygodniej. - dopowiedziała patrząc na James'a - Nie spałam zbyt dobrze. Kilka razy się obudziłam. - mruknęła cicho. Miała nadzieję, że dojadą spokojnie ich miejsca docelowego, szkoda jej było też James'a.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nie dziwię się. W takich okolicznościach trudno jest spać... - odpowiedział, po czym wstał z kanapy. - To raczej niemożliwe, ale zastanawiam się, czy działa jeszcze prąd... - Mężczyzna ponownie przecierając twarz ruszył po schodach w dół i wszedł do kuchni, omijając plamę krwi na podłodze. Nacisnął włącznik światła, zaraz obok wejścia. Ku jego zdumieniu, lampa zamigotała i rzuciła jasne światło na pomieszczenie. James spojrzał na Sophie z uśmiechem.

- To znaczy, że chyba jeszcze nie jest aż tak źle. Działają elektrownie... - stwierdził. - Chcesz kawy?

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Korzystajmy póki możemy. -powiedziała z uśmiechem. Zeszła na dół mrużąc oczy. Po drodze wzięła swój plecak i kij . Odłożyła je przy wyjściu. - Jestem ciekawa czy powstrzymują dalej całą tą infekcje. ..

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nie będzie to... łatwe - powiedział, wsypując kawę do ekspresu który tam był i nalewając wody. Włączył urządzenie. - Ostatnio trafiło do mnie pewne dziecko. Cztery lata, miała objawy jak podczas grypy. Ból głowy, ból kości, drgawki, wysoka temperatura. Następnego dnia nastąpił zgon. Stało się to przed moim wyjazdem. Podczas wyjazdu spotkałem się z kilkoma innymi lekarzami, którzy przyjmowali pacjentów z tymi samymi objawami. We wszystkich przypadkach kończyło się tak samo. Zastanawiam się, czy ma to związek z tym, co się dzieje... 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sophie oparła się o blat, słuchając słów James'a. To co powiedział trochę ją zmartwiło.

- Jeśli to tak szybko będzie się rozprzestrzeniać... eh nie chcę nawet o tym myśleć. - przerwała na chwilę zastanowienia - W dodatku ludzie nie wiedzą jak się bronić ...

Sophie oparła się o blat, słuchając słów James'a. To co powiedział trochę ją zmartwiło.

- Jeśli to tak szybko będzie się rozprzestrzeniać... eh nie chcę nawet o tym myśleć. - przerwała na chwilę zastanowienia - W dodatku ludzie nie wiedzą jak się bronić ...

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nie wiem jak to się rozprzestrzenia, ale na pewno nie drogą kropelkową. Gdyby tak było, ja również byłbym zarażony, a przebieg choroby jest bardzo, bardzo szybki. I nie tyczy się tylko dzieci. Poza tym, dziewczynka miała na ręce bardzo zaczerwienione zadrapania. Jakby to było zakażenie - odpowiedział. otwierał kolejno szafki, aż znalazł tę z kubkami. Podał Sophie jeden z nich, już napełniony kawą.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Dziękuję. - powiedziała i wzięła od mężczyzny kubek .- Musimy wziąć to pod uwagę ... - dopowiedziała biorąc łyk z kubka. Po niezbyt przespanej nocy była wręcz idealna. - W takim razie musimy być ostrożni na te... potwory. W szczególności jeśli chodzi o rany. - dodała z grymasem , na samo wyobrażenie sobie jednego z nich ugryzionego przez zombie. - Teraz pozostało nam tylko dostać się do Madison. Wiesz może jaką główną drogą jechaliśmy wcześniej? 

Share this post


Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...