Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Recommended Posts

Cześć chciałbym zacząć temat "O Bogu tak po prostu". Będę w nim przedstawiał jak moim zdaniem wygląda życie z Bogiem. Posiłkował będę się Biblią i doświadczeniem ,nic poza ty. Żeby była jasność , mówić będę o Bogu chrześcijan. W temacie nie mam zamiaru nikogo obrazić ,choć zapewne niektórzy czytając moje wywody poczują się niekomfortowo. Chcę też przedstawić wam jak Biblia opisuje Boga ,gdyż znam ludzi i wiem ,że często ich wiedza w tym temacie jest praktycznie zerowa. Nie będę udowadniał nikomu ,że Bóg istnieje ani ,że Biblia mówi prawdę ,dlatego też bardzo proszę o unikanie komentarzy typy "Boga nie ma" czy inne takie. Powodem dla którego chce pisać jest to ,że moim zdaniem "ateizm zaczyna się w szkole" . Ksiądz czy katechetka nie umieją odpowiedzieć na podstawowe pytania. Jeśli macie jakiś pomysł na pierwszy temat ,piszcie. Jeśli nie będzie żadnej odpowiedzi sam coś wymyśle.

Pragnę poinformować ,że nie reprezentuję żadnej z grup tzn. rzymskich-katolików , prawosławnych , protestantów czy też światków jehowy.

 

Jeżeli temat jest niezgodny z regulaminem proszę mnie o tym powiadomić ,a nie będę próbował tworzyć go raz jeszcze gdyby np, został usunięty.

Edited by White Hood
  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Fajnie. Mam prośbę. Możecie mi napisać dlaczego jesteście osobami głęboko wierzącymi i co rozumiecie przez głęboką wiarę.Może z tego wyniknie mi pierwszy temat.

Share this post


Link to post
Share on other sites


Cześć chciałbym zacząć temat "O Bogu tak po prostu". Będę w nim przedstawiał jak moim zdaniem wygląda życie z Bogiem. Posiłkował będę się Biblią i doświadczeniem ,nic poza ty. Żeby była jasność , mówić będę o Bogu chrześcijan. W temacie nie mam zamiaru nikogo obrazić ,choć zapewne niektórzy czytając moje wywody poczują się niekomfortowo. Chcę też przedstawić wam jak Biblia opisuje Boga ,gdyż znam ludzi i wiem ,że często ich wiedza w tym temacie jest praktycznie zerowa. Nie będę udowadniał nikomu ,że Bóg istnieje ani ,że Biblia mówi prawdę ,dlatego też bardzo proszę o unikanie komentarzy typy "Boga nie ma" czy inne takie. Powodem dla którego chce pisać jest to ,że moim zdaniem "ateizm zaczyna się w szkole" . Ksiądz czy katechetka nie umieją odpowiedzieć na podstawowe pytania. Jeśli macie jakiś pomysł na pierwszy temat ,piszcie. Jeśli nie będzie żadnej odpowiedzi sam coś wymyśle.

Pragnę poinformować ,że nie reprezentuję żadnej z grup tzn. rzymskich-katolików , prawosławnych , protestantów czy też światków jehowy.



Jeżeli temat jest niezgodny z regulaminem proszę mnie o tym powiadomić ,a nie będę próbował tworzyć go raz jeszcze gdyby np, został usunięty.

 

Również wierząca osoba.       Jakby ktoś próbował zakłócić temat... to zawsze się znajdzie "czyściciel"

 

A opis dam potem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cześć chciałbym zacząć temat "O Bogu tak po prostu". Będę w nim przedstawiał jak moim zdaniem wygląda życie z Bogiem. Posiłkował będę się Biblią i doświadczeniem ,nic poza ty. Żeby była jasność , mówić będę o Bogu chrześcijan. W temacie nie mam zamiaru nikogo obrazić ,choć zapewne niektórzy czytając moje wywody poczują się niekomfortowo. Chcę też przedstawić wam jak Biblia opisuje Boga ,gdyż znam ludzi i wiem ,że często ich wiedza w tym temacie jest praktycznie zerowa. Nie będę udowadniał nikomu ,że Bóg istnieje ani ,że Biblia mówi prawdę ,dlatego też bardzo proszę o unikanie komentarzy typy "Boga nie ma" czy inne takie. Powodem dla którego chce pisać jest to ,że moim zdaniem "ateizm zaczyna się w szkole" . Ksiądz czy katechetka nie umieją odpowiedzieć na podstawowe pytania. Jeśli macie jakiś pomysł na pierwszy temat ,piszcie. Jeśli nie będzie żadnej odpowiedzi sam coś wymyśle.

 

Jeżeli temat jest niezgodny z regulaminem proszę mnie o tym powiadomić ,a nie będę próbował tworzyć go raz jeszcze gdyby np, został usunięty.

 

Niestety Biblia jest książką mało czytaną, ludzie sami nie czytają i nie myślą zbyt wiele. Co jakiś czas, gdy pytam się kogoś o sens jakiejś rzeczy związanej z jego wiarą, w odpowiedzi słyszę: "zapytaj księdza, on ci to wytłumaczy". A przecież Biblia jest tak napisana, żeby każdy mógł zrozumieć co ma robić, a czego nie. Są oczywiście trudniejsze księgi, takie jak Apokalipsa św.Jana, ale nawet w nich sens jest łatwy do załapania i bez dokładnego zrozumienia, jak będzie wyglądać koniec świata, można go ogarnąć.

 

 

Fajnie. Mam prośbę. Możecie mi napisać dlaczego jesteście osobami głęboko wierzącymi i co rozumiecie przez głęboką wiarę.Może z tego wyniknie mi pierwszy temat.

 

Mi wiarę pokazali rodzice, baz przymuszania do czegokolwiek. A więc jest to efekt po części wychowania, a po części własnych przemyśleń, które doprowadziły mnie do wniosku, że świat nie mógłby powstać bez Boga.

Edited by phoenixswzwr
  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja jestem osobą wierzącą, ponieważ nie widzę innego rozsądnego powstania ludzi i wszechświata. Poza tym, czuję pomoc Boga, gdy się o nią modlę. Moi rodzice wychowali mnie w duchu chrześcijaństwa, są Świadkami Jehowy. Ja jeszcze nie jestem, bo będę musiał sobie wszystko przemyśleć, poza tym u Świadków jest tak, że chrzest jest przyjmowany, tylko za zgodą tej osoby, która nie jest w wieku niemowlęcym.

 

Niestety Biblia jest książką mało czytaną, ludzie sami nie czytają i nie myślą zbyt wiele. Co jakiś czas, gdy pytam się kogoś o sens jakiejś rzeczy związanej z jego wiarą, w odpowiedzi słyszę: "zapytaj księdza, on ci to wytłumaczy". A przecież Biblia jest tak napisana, żeby każdy mógł zrozumieć co ma robić, a czego nie. Są oczywiście trudniejsze księgi, takie jak Apokalipsa św.Jana, ale nawet w nich sens jest łatwy do załapania i bez dokładnego zrozumienia, jak będzie wyglądać koniec świata, można go ogarnąć.

Mi wiarę pokazali rodzice, baz przymuszania do czegokolwiek. A więc jest to efekt po części wychowania, a po części własnych przemyśleń, które doprowadziły mnie do wniosku, że świat nie mógłby powstać bez Boga.

Zgadzam się w 100%.

Edited by Branthos

Share this post


Link to post
Share on other sites

U mnie zaczęło sie tak, że miałem dosyć złe kontakty z katechetami(podstawówka)/siostrami zakonnymi(przedszkole) i od 12-15 roku życia miałem okres ateistycznej ignorancji(swojej), czytałem NG i dużo bajkowych gazetek.(nawet nie będę streszczał), potem w liceum się nawróciłem jak zobaczyłem resztę swojej klasy i jak douczyłem się dosyć w dziedzinach ścisłych, no trafiłem też na dobrego katechetę i potem na dosyć sympatycznego księdza z Brazylii.  Teraz studiuję i  też żywię niechęć do wojujących ateistów i fanatyków tego kultu(co nie implikuje, że wszyscy ateiści są źli)

 

Matka mnie też wychowała w religijnym duchu, czytuję Biblię, chodzę regularnie do kościoła i spowiedzi... w sumie. To nadal uważam, że moja wiara jest dosyć słaba. 

Edited by ChemiajestBeiFuj

Share this post


Link to post
Share on other sites

Teraz nie będę opisywał jak wyglądała moja droga. Większość z was nie jest po prostu gotowa na coś takiego. Nie umocnił bym waszej wiary , wręcz przeciwnie. Jednak obiecuje ,że kiedyś i to opisze ,ale to nie ten czas.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Moja wiara? Na pewno nie jestem ateistką, chociaż przechodząc przez gimnazjum zaczęło się właśnie "Bóg nie istnieje!", inne głupie teksty. Ksiądz na lekcji pozwalał nam rzucać kwiatkami, był bezradny wobec nas. Ale rodzina wychowała mnie w wierze chrześcijańskiej, więc kiedy okres buntu minął to zaczęłam się zastanawiać, dlaczego Bóg miałby nie istnieć? Poszłam do liceum i błagałam z początku mamę, że nie chce chodzić na religię, bo przecież nikt nie chodzi. Ale naprawdę jej teraz dziękuję, że odmówiła mi napisania zwolnienia, ponieważ katechetka jaką miałam była po postu idealna. Może z niektórymi rzeczami się z nią nie zgadzałam, ale naprawdę świetnie wszystko opowiadała, dyskutowała z nami, odpowiadała na pytania. Z resztą my mogliśmy jej zaproponować temat, a ona zrobiła z nim lekcje. Nigdy nie byłam głęboko wierzącą osobą, bo do kościoła ledwo chodzę, a modlić się nigdy nie modliłam. Jednak gdy skończyłam liceum zaczęłam się modlić (nie, to wcale nie przez bezradność przez sesją :v), modlić o różne rzeczy, drobnostki chociażby do Boga. Ale nie uważam, że jestem chrześcijanką, ponieważ według tej wiary nie mogłabym być wierząca. Wierzę w Boga, który po prostu jest. Nie w Biblię, nie w Kościół, tylko w Boga. Ile on ma z tym chrześcijańskim? Tego nie wiem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bóg? Ogólnie powiem tak mimo że w Boga nie wierze bo traktuje go jak każdego innego, to powiem że szanuje religije jako chrześcijaństwo. Zaś instytucja kościelna jest dla mnie nieco błędna ;-;

 

 Powodem dla którego chce pisać jest to ,że moim zdaniem "ateizm zaczyna się w szkole" . Ksiądz czy katechetka nie umieją odpowiedzieć na podstawowe pytania. 

 

Co do tego to bym sie zgodził bo już nie raz zagiołem księdza na religi bo ten nie umiał przedstawić w miare logicznych argumentów :P

Share this post


Link to post
Share on other sites

Choć temat jest bardzo ciekawy, obawiam się, iż może być g**noburzogenny.

Sam jestem "czymś" dziwnym, ni to wierzę ni to nie. Nie ma jakiejś sprecyzowanej wiary, pytajcie o co chcecie. Mimo, iż moja rodzina jest katolicka, odrzuciłem tą wiarę. Jedyne, w co mogę "delikatnie" uwierzyć, to deizm, mianowicie Bóg sobie gdzieś jest, ale ma gdzieś to co się dzieje na świecie.

Głównym powodem dlaczego odrzuciłem katolicyzm, jest pewna niejasność. Pewien dialog charakteryzuje go aż za nadto:


Akcja dzieje się przed domem
-Kim jesteś?
-Jezus
-Co tu robisz?
-Chcę wejść do twojego domu (serca)
-Po co?
-Aby uchronić Cię przed tym co ci zrobię, jeśli mnie nie wpuścisz

 

Właśnie to. Dodatkowo zastanawia mnie to, dlaczego Bóg, mimo swojej nieskończonej dobroci, nieskazitelności itd., tego, że jest uosobieniem dobra, jest strasznym egoistą. Jeśli nie będziemy się do niego modlić, to nie wpuści nas do nieba. Jak dla mnie, to czysty egoizm.
 

Edited by Camed

Share this post


Link to post
Share on other sites


Właśnie to. Dodatkowo zastanawia mnie to, dlaczego Bóg, mimo swojej nieskończonej dobroci, nieskazitelności itd., tego, że jest uosobieniem dobra, jest strasznym egoistą. Jeśli nie będziemy się do niego modlić, to nie wpuści nas do nieba. Jak dla mnie, to czysty egoizm.

 

Nic na to nie poradzisz... to metoda kija i marchewki.

Wiesz czemu tak robi? BO MOŻE! (kto mu zabroni?)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziś po 20 postaram się dodać taki pierwszy "wstępniak".

 

Właśnie to. Dodatkowo zastanawia mnie to, dlaczego Bóg, mimo swojej nieskończonej dobroci, nieskazitelności itd., tego, że jest uosobieniem dobra, jest strasznym egoistą. Jeśli nie będziemy się do niego modlić, to nie wpuści nas do nieba. Jak dla mnie, to czysty egoizm.
 

Nie martw się i na to pytanie odpowiem.Niestety jest ono dość złożone dlatego nie będą to pierwsze tematy(a może będą się zobaczy)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Temat będę obserwować, bo zapowiada się nieźle. Jestem szalenie ciekaw jak się w najbliższym czasie dyskusja rozwinie.

Jeśli chodzi o mnie, jestem osobą reprezentującą raczej krajową większość - tak zwany wierzący niepraktykujący. Jestem zdania, że kurczę Bóg musiał maczać palce podczas tworzenia człowieka. Niemożliwym dla mnie jest istnienie tylko i wyłącznie jednej istoty na naszej planecie, która jest tak rozwinięta, że potrafiła stworzyć własny język, dziedziny nauki, systemy polityczne i inne rzeczy, których inne stworzenia na naszej planecie nie byłyby w stanie skonstruować. Poniekąd jest to dla mnie definicja "duszy" (domyślam się, że Pismo Święte prawi inaczej, ale to jest moje prywatne spojrzenie na wiarę :v ).

Czemu wierzący? Pierwszy powód to poprzednie trzy zdania. Inny to tradycja. Tak, jestem wychowany przez katolickich rodziców i jestem przywiązany do chrześcijańskich świąt i tradycji. W okresie Wielkiego postu unikam zarówno mięsa, jak i alkoholu, imprez, seksów (oh, wait :ming: ). Obchodzę wszystkie chrześcijańskie święta (nie tylko "jedzenie karpika" czy "święcenie jajek", ale takie Boże Ciało czy Wniebowzięcie NMP też). Przeszedłem przez wszystkie dotychczasowe sakramenty - Chrzest, Pierwsza Eucharystia, Bierzmowanie - zostało się tylko żenić :v . Tradycja rzecz święta, więc trudnym byłoby zmienienie pewnych już mimo wszystko wyuczonych nawyków (chociaż miałem okres "przemiany", ale o tym później).

Czemu niepraktykujący? Będę szczery - lenistwo. Niedziela to jedyny okres w tygodniu, gdzie mogę przez cały dzień odpocząć od wszystkiego. Nie czuję jakiegoś obrzydzenia do Kościoła czy coś (chociaż miałem pewien moment, ALE O TYM PÓŹNIEJ), lecz zazwyczaj jestem tak wykończony tygodniem (studia, praktyki, znajomi, rodzina, inne obowiązki), że po prostu "nie jestem w stanie" ten jeden raz udać się na mszę. Wiem, że nie jest to dobre, gdyż każdy szanujący się katolik powinien imho powinien dzień święty święcić, gdyż w ten sposób "spotyka się z Bogiem". Jeśli nastanie taki moment, że będę miał luźniejsze dni czy coś, to postaram się z całych sił nadrobić zaległości.
 

 


Powodem dla którego chce pisać jest to ,że moim zdaniem "ateizm zaczyna się w szkole" . Ksiądz czy katechetka nie umieją odpowiedzieć na podstawowe pytania.

Coś w tym jest. Bo właśnie w okresie gimnazjum nastał we mnie pewien "moment zwątpienia" czy "moment przemiany". Nie, nie zwątpiłem w istnienie Boga. Ale przez okres buntu (gimnazjum i trochę liceum) stałem się przez pewien czas zatwardziałym antyklerykałem. Nie chciałem chodzić na religię, bo uznawałem ją za zbędny zapychacz czasu i "narzędzie manipulacji". Ciągle gadałem, że "każdy ksiądz to pedofil", "KK = mafia w sutannach", "Kościół tylko istnieje po to, by mamić moherowe bereciki żeby na Kaczora głosowały" i inne, gorsze hasła :v . To był tak mocny bunt, że za cel wyznaczyłem sobie po skończeniu osiemnastu lat złożenie aktu apostazji i ochrzczenie się u kalwinistów. Rodzina łapała się za głowy słysząc te słowa mówiąc mi, że narobię sobie tylko kłopotów tym i żebym się poważnie nad tym zastanowił. No i oczywiście nie chcieli mnie zwolnić z zajęć z religii. I cieszę się, że tak postąpili.

Okres buntu minął wraz z poznaniem dwóch cudownych osób. Pierwszą z nich jest mój katecheta, który przygotowywał szkołę do bierzmowania. Niesamowity człowiek, którego nie da się nie lubić. Nie tylko sprawił, że lekcje religii były przyjemnością. On nas w końcu NAUCZAŁ. Dzięki temu każdy z nas zrozumiał istotę wiary. Omawialiśmy szczegółowo dekalog, sens modlitw (by nie "klepać od niechcenia słówek", tylko je rozumieć). Sprawił, że moje spojrzenie na Kościół złagodniało i przystąpiłem do bierzmowania. Drugą jest ksiądz z mojego liceum, z którym miałem kurs przedmałżeński. Też człowiek, z którego bije ciepło i sympatia, pomagająca niepełnosprawnym, mająca fantastyczny kontakt z młodzieżą. Dzięki temu zrozumiałem, że ksiądz też może być człowiekiem, a nie "źródłem wyzysku".

Dlatego jako osoba wierząca jestem szalenie ciekaw Twojego spojrzenia na Boga. Chociaż nadal mam w sobie pewne przemyślenia niezgodne z wiarą katolicką. Między innymi nie rozumiem idei spowiedzi do "sługi Bożego", który dla mnie sam jest grzesznikiem, dlaczego seks przedmałżeński jest grzechem, dlaczego samobójców nie chciano chować, bo popełnili ciężki grzech. Gdybyś znalazł uzasadnienie tych tez, będę bardzo wdzięczny.

A ja pozdrawiam wszystkich i życzę, by temat zarówno nie zamienił się w shitstorm (zarówno ze skrajnej jednej, jak i drugiej strony) jak i stał się interesującą lekturą.

Edited by Imesh
  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Salut

 

Eh, no cóż. Jak wiadomo żaden przedmiot, czy coś innego, nie może powstać z niczego. Muszą dodatkowo zaistnieć do tego odpowiednie warunki. Wiemy na dzień dzisiejszy, że wszechświat miał swój początek 13,82 miliardów lat temu. Nie wiadomo co było przed tym. Niewykluczone, że istniał inny wszechświat. Skoro nic nie może powstać z niczego, to tak naprawdę nie powinno nic nigdy się zacząć. A jednak coś się zaczęło. Tak więc musiała istnieć pierwsza przyczyna, która wykracza poza reguły tej naszej „gry”. Musiało to być coś, czego istotą i sensem jest samo istnienie i bycie. To coś nadało naszej rzeczywistości prawa fizyki i całą resztę.

 

Zwrócicie uwagę, że fizyka, czy nawet inne nauki, nie wyjaśniają nam tak naprawdę niczego. Nie wiemy skąd wzięły się te wszystkie prawa, dlaczego to musi być tak, a nie w inny sposób. Wciąż jesteśmy jak dzieci i pytamy: a dlaczego, a dlaczego, a dlaczego...? Im więcej wiemy, tym bardziej zdajemy sobie sprawę z tego - jak wiele nie wiemy. Rodzi się coraz więcej pytań. Okazuję się, że nic nie znaczymy w skali wszechświata. Po co Bóg miałby tworzyć coś takiego, dla takich pyłków jak MY? A może to coś w stylu sandbox'a, gdzie ludzkość dopiero musi opracować odpowiednie „narzędzia”, aby zająć całą przestrzeń?

 

Co do mojej wiary... nie wiem. Miotam się okropnie. Znajduję tyle argumentów przeciw i za. To sprawia, że można się w tym wszystkim zgubić. 

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

Po co Bóg miałby tworzyć coś takiego, dla takich pyłków jak MY? A może to coś w stylu sandbox'a, gdzie ludzkość dopiero musi opracować odpowiednie „narzędzia”, aby zająć całą przestrzeń?

 

Przeczytaj sobie psalm 8.

 

Między innymi nie rozumiem idei spowiedzi do "sługi Bożego", który dla mnie sam jest grzesznikiem, dlaczego seks przedmałżeński jest grzechem, dlaczego samobójców nie chciano chować, bo popełnili ciężki grzech. Gdybyś znalazł uzasadnienie tych tez, będę bardzo wdzięczny.

Wszystko to będzie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ciekawy, acz niebezpieczny temat (niebezpieczny, bo wiem, jak większość takich tematów kończy, co powiedziało już też kilka osób przede mną).

 

Generalnie widzę, że reprezentuję średnią - wierzę, że Bóg istnieje, ale nie uważam tej wiary za tak silną, jaką chciałbym, żeby była. Przypomina to w moim przypadku sinusoidę. Miałem okresy szczytowe pod tym względem - regularna, szczera modlitwa, zaangażowanie w życie kościelne, przez kilka lat byłem nawet członkiem w zespole grającym rocka chrześcijańskiego. I były też momenty, w których wątpiłem niemal całkowicie - głównie chodziło o kwestię niezrozumienia tego, jak na świecie stworzonym przez z założenia dobrego i miłosiernego Boga może być tyle zła.

 

Obecnie tkwię gdzieś pośrodku. Próbuję się bardziej angażować choćby w życie parafialne, ale na razie chyba bardziej robię to dla ludzi niż Boga. Gdzieś zgubiłem radość czerpaną choćby ze słuchania muzyki czy społeczności z innymi, ale mam nadzieję, że to wróci.

 

Należę do kościoła ewangelicko-augsburskiego, choć sam jestem całym sercem za ekumenią (ktoś kiedyś powiedział, że "Bóg łączy, religia dzieli", i uważam, że jest to zdanie niezwykle trafne) i zawsze wolałem się nazywać po prostu chrześcijaninem.

 

 


Między innymi nie rozumiem idei spowiedzi do "sługi Bożego", który dla mnie sam jest grzesznikiem, dlaczego seks przedmałżeński jest grzechem, dlaczego samobójców nie chciano chować, bo popełnili ciężki grzech.

Co do dwóch dalszych - to zachowania niezgodne z Dekalogiem (nie zabijaj i nie cudzołóż), jeśli się nie mylę. Pierwszego osobiście też nie rozumiem, ale to zapewne kwestia wychowania ewangelickiego, gdzie jest spowiedź powszechna.

Edited by aTOM

Share this post


Link to post
Share on other sites

Spotkałem wiele osób, które swoją charyzmą nawróciłyby zagorzałego ateistę. Jednakże pewnych rzeczy zmienić się nie da. Mimo iż jestem niewierzący, chodzę na lekcje religii w szkole, ponieważ można z niej wyciągnąć dobrą ocenę, która podwyższy średnią. Moja znajomość Biblii jest w miarę ponadrzeciętna, gdyż w młodości niczym Świadkowie Jehowy wertowałem kartkę po kartce kolejne księgozbiory. Widoczne tam były niespójności ST z NT. Pozostało mi niewiele zapisków, ale wystarczająco, by móc wejść w dyskusję z wierzącymi.

 

Nie mówię, że Bóg jest egoistą, ale tak niezmienny jak zmienny, co w sumie jest zaprzeczeniem KKK, gdzie wyraźnie pisze:


 

Niezmienność Boga wynika z faktu, że jest Istotą nieskończenie doskonałą, która nie może wzrastać w swojej doskonałości. Przez ten fakt Bóg nie podlega żadnej zmianie. Jest Miłością zawsze pełną, nieskończoną, najdoskonalszą. Jest zawsze Prawdą, Mądrością, Pięknem. W Bogu nie ma żadnej przemiany fizycznej, gdyż jest niematerialny. Nie ma w Nim też  żadnej zmiany duchowej, gdyż odwiecznie posiada każdą doskonałość w stopniu nieskończonym. Nie może więc wzrastać, a tym bardziej – tracić swojej doskonałości.

 

 

W czym problem?

 

Dopuścił się mordu na niewinnych egipskich pierworodnych dzieciach, które nikomu winne nie były, tylko po to, by wymusić na faraonie wypuszczenie izraelskiego narodu. Czy to jest PEŁNA miłość do człowieka?

 

Idźmy dalej.

 

Bóg obiecał Ziemię Obiecaną dla "Narodu Wybranego". No dobra, ale co z tamtejszymi mieszkańcami?

 

Nawet był tak niehonorowy, że pomógł Izraelowi w podbiciu Jerycha, a następnie oni zabili całą ludność miasta, króla powiesili, a wszystkie dobra materialne obłożono klątwą, dlatego że przeznaczono je dla skarbca Pańskiego. Ocalała tylko prostytutka Rachab z jej rodziną. Zaś w bitwie o Aj ponieśli klęskę, wtedy to zginęło około 36 Izraelitów, gdyż Jahwe zauważył, że ktoś z ludzi dopuścił się świętokradztwa, więc zesłał na nich porażkę jako karę. Za jednego grzesznika poświęcił trzydzieści sześć postronnych osób.

 

Polecam przeczytać Księgę Jozuego.

 

~~~

 

A tu nagle w NT nagle chce wszystkich zbawiać, poświęca Jezusa, by zmazał grzechy ludzkości, które mimo wszystko nadal istnieją.

 

 

 

Także będę obserwował temat, by móc przedstawić własne zdanie, a także podyskutować.
 

Edited by Egzekutor Garin
  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

A więc czas zaczynać. Będę pisał prosto a niekiedy odpowiedzi pewnie będą dłuższe od całości mojej wypowiedzi.

 

Pierwszym tematem będzie "Kim jest chrześcijanin" .

A więc chrześcijanin jak sama nazwa wskazuje pochodzi od chrztu. W momencie kiedy ktoś jest chrzczony staje się z automatu chrześcijaninem poprzez sam sakrament , prawa? Otóż nie . Chrześcijanin nie pochodzi od chrztu a od Chrystusa. Choć On osobiście tak nikogo nie nazwał.

Wielu z was piszę ,że wierzy w Boga. To naprawdę super, tylko co to znaczy.

Ktoś piszę -Ja wierzę w Boga.

Super , a ja wierze ,że pieczeń którą piekę będzie wyśmienita. I tu rodzi się pytanie . Co to zmienia w twoim życiu ,że wierzysz w Boga. No raczej mało. Pytanie jakie powinienem zadać brzmi -Czy wierzysz Bogu?

Opowiem wam pewną historyjkę ,pewnie większość ją zna. "Pewien człowiek zawisł na klifie. Jedyne co widział pod sobą to mgła. Wisiał już tam jakiś czas ,jego ręce już nie wytrzymywały wysiłku. Wtedy to wpadł na pomysł ,żeby zawołać do Boga -Boże !!!. Cisza ,a więc spróbował raz jeszcze. Boże ,jeśli mi pomożesz obiecuje ,że w ciebie uwierzę i będę mówił o tobie innym.Nagle rozległ się potężny głos "Wszyscy tak mówią ,kiedy potrzebują pomocy". Mężczyzna odpowiedział - Nie Panie ja jestem inny , ja już zacząłem wierzyć. Ocal mnie a będę głosił Ciebie do końca życia.-Dobrze , odpowiedział Bóg -Puść się klifu. Na to zdziwiony mężczyzna -Puścić się klifu , myślisz ,że oszalałem?

Mężczyzna ten trzymał się klifu do końca ,życia. Gdyby tylko wiedział ,że wisiał metr nad ziemią.

 

Tu jest problem ,że możesz wierzyć w Boga ,ale nie wierzyć Jemu. Wtedy po prostu On nie będzie działał ,bo nie dałeś mu dostępu

Być chrześcijaninem to znaczy poddać się Jezusowi , być jego niewolnikiem. I mieć relacje z Bogiem .Żywą i prawdziwą relacje. Zrobić taką zamianę . Tam gdzie ty decydowałeś już nie podejmujesz żadnej decyzji , Oddajesz to Jezusowi ,by On zdecydował za ciebie. Wtedy człowiek odkrywa ,że może rozmawiać z Bogiem ,odkrywa Ducha Świętego i to ,że dzieją się cuda , ktoś jest uzdrawiany , są proroctwa. Jacie , ale się dzieje.

 

Słuchaj możesz chodzić do świątyni , bo kościół to ludzie i ty jesteś jego częścią (jesteś też kapłanem ,ale to inny temat). Możesz chodzić do tej świątyni , ale zadaj sobie jedno pytanie . Po co?

"Bóg, który stworzył świat i wszystko na nim, On, który jest Panem nieba i ziemi, nie mieszka w świątyniach zbudowanych ręką ludzką i nie odbiera posługi z rąk ludzkich, jak gdyby czegoś potrzebował, bo sam daje wszystkim życie i oddech, i wszystko". Dzieje apostolskie 17: 24-25.

"Najlepsi" są ci którzy chodzą co niedziela do "kościoła" a przez resztę tygodnia grzeszą ile tylko mogą. Mówią sobie -A i tak się wyspowiadam.- Czy inne tego typu rzeczy. Żeby była jasność pisze o każdym . Przeczyta to jakiś protestant i powie sobie - Ja tak nie robię, chodzę regularnie na zgromadzenia i przez resztę tygodnia staram się nie grzeszyć.- Ta fajno , tylko jak służysz Bogu? Możesz się zamknąć w kościółku i czuć się fajnie i miło tylko gdzie jest w tym służba

Jak wygląda schemat życia przeciętnego wiernego?

1.Ja

2.Praca

3.Żona

4,Rodzina

5.Przyjaciele

6.Bóg

Jest jeszcze podejście człowieka który faktycznie jest chrześcijaninem jednak parę rzeczy się pozmieniało.

1.Bóg

2.Rodzina

3.Praca

4.Sąsiedzi

5.Praca dla Boga

No tu też jest coś nie tak.

Możesz wykonywać wszystkie rytuały ,klepać modlitwy , klękać , śpiewać, ale jeśli nie należysz do Jezusa to wszystko jest na nic.

(Nie chce teraz rozpisywać się o religijności bo to będzie inny temat.)

 W dużym skrócie chrześcijaństwo polega na tym ,że już nie ma "Ja" Jest Bóg. Twoje "Ja" musi ustąpić. No sorry bo albo robisz to tak jak On to chce albo wcale.

 

Wróćmy jeszcze do modlitwy. Słyszałem ich wiele .Jest pewna zasada co do modlitwy . To jest rozmowa ,a nie formułka. Modląc się po prostu rozmawiasz z Ojcem. Ło czy to nie wspaniałe . Mogę nazwać Boga swoim Ojcem, Tego samego Boga który wszystko stworzył. Łał.Niech modlitwa płynie z serca a nie z przymusu . Już sobie to wyobrażam , Bóg ma taki kajecik w którym zapisuje kto się dziś modlił. -Nowakowski dziś 50 zdrowasiek , nieźle, nieźle. Czuje , że ktoś dostanie się do specjalisty. Ło Kowalski 150 zdrowasiek i 30 "Ojcze Nasz" . Gabrielu zapisz ,że Kowalski mam trafić 6 w totka.

 

I tak dalej i tak dalej , tylko Bóg mówi jasno jak widzi takie praktyki.

A gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy, gdyż oni lubią modlić się, stojąc w synagogach i na rogach ulic, aby pokazać się ludziom; zaprawdę powiadam wam: Otrzymali zapłatę swoją. Ale ty, gdy się modlisz, wejdź do komory swojej, a zamknąwszy drzwi za sobą, módl się do Ojca swego, który jest w ukryciu, a Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odpłaci tobie. A modląc się, nie bądźcie wielomówni jak poganie; albowiem oni mniemają, że dla swej wielomówności będą wysłuchani. Nie bądźcie do nich podobni, gdyż wie Bóg, Ojciec wasz, czego potrzebujecie, przedtem zanim go poprosicie." (Mat. 6,5-8).

 

I tu dochodzimy do fajnego momentu "uległość" . Wielu modli się "Panie daj mi nowy samochód , dobrą prace ,piękną żonę. No ludzie serio? Bóg to nie jest dżin. Trzeba skończyć z taki nastawieniem i zacząć myśleć w ten sposób "Niech się stanie twoja wola" . Ja mogę chcieć wielu rzeczy tylko ,że Bóg wie co jest mi potrzebne. I zaufaj jak przyjmiesz postawę" Niech się stanie twoja wola" to wielkie rzeczy zaczną się dziać .Daj Bogu działać On tego chce. On chce wejść w twoje życie ,tylko tu nie ma kompromisów . Jeśli chcesz ,żeby wszedł w twoje życie to na Jego zasadach. Jeśli wierzysz Bogu to On działa .

 

 

Na tym chyba zakończę.Taki od wstępniak . Początki zawsze są trudne. Następnym razem napisze o religijności ,albo o tym czym jest wolność w Chrystusie lub o uczynkach . Chyba o uczynkach bo to ciekawy temat.

Edited by White Hood
  • Upvote 8

Share this post


Link to post
Share on other sites

Muszę przyznać, że całkowicie się z tobą zgadzam. Co więcej, twój post nawet mogę uznać za krzepiący. Pozdrawiam.

Share this post


Link to post
Share on other sites


Ta fajno , tylko jak służysz Bogu. Możesz się zamknąć w kościółku i czuć się fajnie i miło tylko gdzie jest w tym służba

Zgadzam się z tym. I nie chodzi tu wcale o robienie wielkich rzeczy. Osobiście uważam, że służbą może być po prostu porządne życie - staraj się w pracy, dbaj o rodzinę, pomóż sąsiadowi. Służba dla Boga jest jednocześnie służbą wobec innych ludzi.

 


Jeśli chcesz ,żeby wszedł w twoje życie to na Jego zasadach. Jeśli wierzysz Bogu to On działa .

Tyle że momentami to koszmarnie trudne. Nasze życie toczy się w sposób tylko Jemu znany i choćbyś nie wiem jak ufał i był oddany to kiedyś w twojej modlitwie pojawi się słowo "dlaczego?". Dlaczego musiałem zachorować? Dlaczego wybranka złamała mi serce? Dlaczego moje dziecko zginęło w wypadku? Coś takiego zachwieje każdym i zwykle są dwie możliwości - albo wiarę się traci, albo, paradoksalnie, ta się jeszcze bardziej umacnia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zgadzam się z tym. I nie chodzi tu wcale o robienie wielkich rzeczy. Osobiście uważam, że służbą może być po prostu porządne życie - staraj się w pracy, dbaj o rodzinę, pomóż sąsiadowi. Służba dla Boga jest jednocześnie służbą wobec innych ludzi.

 

 

 

Tyle że momentami to koszmarnie trudne. Nasze życie toczy się w sposób tylko Jemu znany i choćbyś nie wiem jak ufał i był oddany to kiedyś w twojej modlitwie pojawi się słowo "dlaczego?". Dlaczego musiałem zachorować? Dlaczego wybranka złamała mi serce? Dlaczego moje dziecko zginęło w wypadku? Coś takiego zachwieje każdym i zwykle są dwie możliwości - albo wiarę się traci, albo, paradoksalnie, ta się jeszcze bardziej umacnia.

Chrześcijaństwo  na samym początku drogi jest ucieczka dla chorych i zranionych , później jednak zmienia się "sport ekstremalny" dla prawdziwych twardzieli.

 

 

 

A i pytanie do was mam . Co ile chcielibyście żeby coś takiego się pojawiało?

Edited by White Hood

Share this post


Link to post
Share on other sites

A i pytanie do was mam . Co ile chcielibyście żeby coś takiego się pojawiało?

 

Co ile chcesz, byleby tylko było na tak samo wysokim poziomie.

Share this post


Link to post
Share on other sites


A i pytanie do was mam . Co ile chcielibyście żeby coś takiego się pojawiało?

Jeśli mają to być teksty na takim poziomie, oby jak najczęściej. Jednak i tak domyślam się, że to i tak wszystko od Ciebie zależy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...