Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Verlax

Krwawe Słońce [Z][Wojenny][Grimdark][Far East]

Recommended Posts

Przeczytałem trzy ostatnie rozdziały, wypadałoby się wypowiedzieć.

Dwa rozdziały poświęcone były zakulisowym rozgrywkom gabinetowym, mieliśmy okazję więc zobaczyć najpierw trochę dyplomacji w działaniu i poznać frakcje działające w Imperium Wschodzącego Słońca. Dyplomacja i polityka zdecydowanie za rzadko występują w fanfikach, a zawsze uważałem je za bardzo ciekawe rzeczy, które pozwoliłyby np. pokazać Celestię jako faktyczną przywódczynię equestriańskiego państwa. Tutaj Celestii nie ma, ale to wciąż sama przyjemność poznawać poszczególne strony, ich racje i sposób działania oraz cyniczny do bólu komentarz Courta (no tak to działa, niestety).

Ogólnie bardzo miła przerwa od tłuczenia się.

 

A trzeci rozdział to kolejna bitwa. Tym razem z udziałem

Spoiler

latających pancerników.

LATAJĄCYCH PANCERNIKÓW.

LATAJĄCYCH.

PANCERNIKÓW.

...

 

Piękny koncept i totalnie mający sens w ramach uniwersum - aż dziwne, że w innych fanfikach wojennych go nie widziałem (w sumie przypominam sobie podobne pojazdy tylko w FoE).

Opis bitwy świetny, nie jest niepotrzebnie rozwlekły i czytelnik cały czas wie co się dzieje. A do tego mamy cliffhanger na końcu rozdziału, a choć zwykle nie cierpię tego zabiegu, to reszta była na tyle dobra, że tu ma on u mnie taryfę ulgową.

 

Ciekawi mnie co z Rainbow Dash,

Spoiler

i co się z nią działo podczas odwrotu panicznej ucieczki obrońców Far Portu,

ale o tym pewnie dowiemy się w kolejnym rozdziale.

Edited by psoras

Share this post


Link to post
Share on other sites
17.02.2017 at 13:09 psoras napisał:
  Ukryj zawartość

latających pancerników.

LATAJĄCYCH PANCERNIKÓW.

LATAJĄCYCH.

PANCERNIKÓW.

...

 

Wiesz Psoras? Co do tego, <spoiler>, czyli OKRĘT, nie wydaje mi się logiczny, wiesz, technologia w tym świecie itd :) Ale z przymrużeniem oka, pewnie, jest :) Skoro przymrużając oko, można się cieszyć i czołgami w KO, to czemu nie?

Edited by Accurate Accu Memory

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dlaczego cumulocośtam miałby być niemożliwy do zbudowania w Equestrii, zwłaszcza w KS? Technologię do jego zbudowania ma chyba nawet serialowa Equestria. Plus tutaj nikt nie próbuje nikomu wmówić, że od włóczni do czołgów można przejść w kilka lat, także tutaj tego mrużenia oka jest znacznie mniej, o ile w ogóle jakieś jest.

 

>marudź na błędy w worldbuildingu w KS

>jako kontrprzykład daj fanfik, w którym worldbuilding leży i błaga o dobicie

  • Upvote 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dobra, pora na tradycyjny już komentarz po rozdziale, krótko, szybko i na temat.

 

Największy plus - to, o czym nie wolno spoilerować. Ciekawie pokazana technologia, ze wszystkimi jej zaletami, ale też i wadami. Funkcja magów w tym czymś - fajna rzecz, która sprawia, że opowiadanie naprawdę opowiada o kucykach, nie o ludziach, których tylko umownie nazywa się kucykami.

 

Bitwy - aż chce się czytać. Żadna strona nie jest idealna, każdy popełnia jakiś błąd. szczęście sprzyja to jednym, to drugim. Nie ma tu miejsca na nudę.

 

Poza tym wysoki poziom został utrzymany. Winszować, autorze, winszować.

 

Pozdrawiam i czekam na kolejne rozdziały. Poczekaj trochę, bo szykuję coś specjalnego. :aj5:

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 godzin temu Gandzia napisał:

Dlaczego cumulocośtam miałby być niemożliwy do zbudowania w Equestrii, zwłaszcza w KS? Technologię do jego zbudowania ma chyba nawet serialowa Equestria.

Wiesz Gandzia, jakby spojrzeć na to logicznie, to można się już przyczepić do tego, że budowanie czegokolwiek z CHMUR, czyli skondensowanej pary wodnej, popraw jeśli się mylę, samo w sobie jest już nielogiczne. Ludzie przy obecnej technologii do tego jeszcze nie doszli. Ale to już hejterska nieco argumentacja.

Szczególnie, że sam mówiłem o przymykaniu oczu. Ale jak przymknąć oko na fanfik niby tak chwalony, a z naszego punktu widzenia zawierający TAKŻE nielogiczność, skoro inny fanfik, też posiadający technologie, której poziom pochodzi od nas, jest zjechany?

Skoro jak mówię, NAWET LUDZIE, którzy technicznie Equestrie wyprzedzili, tego nie mają?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja może tylko powiem, że przy pisaniu fanfików, również wojennych warto pamiętać, że kucyki nie są ludźmi. Jeśli jest jakaś filozofia, jaką kierowałem się pisząc ten fanfik, to to, że najpierw warto sprawdzić jakie są możliwości kucyków ziemskich, jednorożców i pegazów, a dopiero na podstawie tego zastanowić się jak wyglądałby taki świat, w tym wojna w takim świecie, a nie kompletnie na odwrót (sytuacja w której wciska się kucyki w warunki czysto ludzkie na pałę).

 

Jeśli się nie mylę, pegazy w Equestrii mają możliwość tworzenia podniebnych miast takie jak wielokrotnie pojawiające się w serialu Cloudsdale, czego nie ma kompletnie w realnym świecie. Tak samo też jednorożce mają możliwość używania magii, chociaż takiej nie ma w realnym świecie. Wiedząc o tym tworzyłem takie uniwersum, które się różni od realnego, ponieważ *szok i zaskoczenie* ten świat jest inny od naszego.

 

Osobiście uważam, że to ciekawa odmiana, że autor pamięta, że możliwości kucyków są znacząco inne niż ludzi, ale co ja się tam znam.

 

 

  • Upvote 7

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dzień dobry

 

Informuję, że po kilku dniach pracy i korekcie Gandzii (chwała mu za to!) kolejny rozdział Krwawego Słońca jest gotowy, a wielka bitwa między Imperium Wschodzącego Słońca a Państwem Środka dobiega końca.

 

Rozdział X - Nieskończony Nieboskłon (Część 2)

 

Jesteśmy już coraz bliżej wielkiego finału i zakończenia tej krwawej opowieści. Jedenasty rozdział jest już w produkcji i liczę, że będę mógł relatywnie niedługo się z wami nim podzielić. Po przeczytaniu, nie zapomnijcie skomentować/repkować/wrzucić do Oskarów/podzielić się teoriami spiskowymi/podyskutować/nadgonić pozostałe rozdziały i tak dalej.

 

Życzę miłego czytania.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

No i proszę, kolejny rozdział za mną. Moje wrażenia?

 

Standardowo już mamy do czynienia z bardzo dobrą jakością. Z przyjemnością czyta się zarówno opisy walk, jak i działań zakulisowych (wyncyj intryg, autorze, wincyj intryg!). Dowiadujemy się również kolejnych ciekawych rzeczy o tym, o czym nie wolno mi spoilerować. Czekam tylko, aż bardziej rozwinie się wątek Rainbow, lecz sądząc po ostatnich wydarzeniach, czekanie nie będzie długie.

 

Pozdrawiam i czekam na jedenasty rozdział.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kolejny rozdział Krwawego Słońca jest już gotowy i oto go tu prezentuję.

 

Rozdział XII niestety prawdopodobnie nie powstanie tak szybko, głównie z powodu pewnych złych i szatańskich kolokwiów do zaliczenia. Liczę jednak to, że was to aż tak martwić nie będzie. W międzyczasie w Rozdziale XI znowu "spokojniej", ale liczę, że tym bardziej wam się spodoba ze względu na podjętą tematykę.

 

Rozdział XI - Exodus

 

Oczywiście życzę miłego czytania. Standardowo już przypominam by po przeczytaniu nie zapomnieć by skomentować/repkować/wrzucić do Oskarów/podzielić się teoriami spiskowymi/podyskutować/nadgonić pozostałe rozdziały i tak dalej i tak dalej.

 

Pozdrawiam

 

- Verlax

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dobry.

 

Po dłuższej pracy wreszcie udało się zakończyć kolejny rozdział. Tym razem paskudnie się wydłużał, oryginalnie miał mieć tylko 6000 słów, ale dodawałem dużo nowych scen, niezbędnych w celu zarysowania pewnego tła. Ostatecznie dalej nie jestem zadowolony, ale wydaję mi się, że wyszło to dobrze. 

 

Rozdział XII - Sankō-sakusen

 

Z każdym kolejnym rozdziałem jest coraz trudniej mi się streszczać i zamykać poszczególne ściśle zaplanowane rozdziały w pewnym obmyślonym przeze mnie przedziale słów. W porównaniu do początku naszej opowieści, ostatnie rozdziały Krwawego Słońca robią się coraz dłuższe. Tak po prostu wyszło. Z tego też względu jest wysoce prawdopodobne, że kolejny epizod pojawi się ze sporym opóźnieniem, tym bardziej że powinienem w teorii mocniej się skupić na studiach. W końcu studia ważna sprawa.

 

Podejrzewam więc, że Rozdział XIII - Brama Makinu (Część 1) pojawi się dopiero pod koniec kwietnia. Zapraszam więc do czytania i nadganiania. Po zakończeniu, nie zapomnijcie się podzielić swymi przemyśleniami. Życzę miłej lektury.

 

Pozdrawiam

 

- Verlax

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po bolesnej końcówce starego semestru i radosnym początku nowego wreszcie nadgoniłem coś, co - w mojej skromnej opinii - jest najlepszym amatorskim opowiadaniem jakie czytałem, i najlepszym ficiem wojennym w fandomie. Mimo braku rozbuchanej polityki - czyli tego co lubię najbardziej - nowe rozdziały mnie nie zawiodły. Ba, wręcz przeciwnie!  Czytałem z wypiekami na twarzy, dopingując niektórych bohaterów, innym życząc bolesnej i okrutnej śmierci, a jeszcze przy innych mając nadzieję że w ciągu najbliższych dwóch stron nie umrą nagłą i niespodziewaną śmiercią.

Nie żeby mnie to zdziwiło. Wojna to pieruńsko okrutna rzecz, o czym w dość obrazowej scenie przekonała się grupka cywilów. 

Za trzymanie mnie w napięciu, za jakość pisania i za horrendalną ilość researchu nadaję Verlaxowi uroczyście order z ziemniaka, do odbioru osobistego. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przeczytałem 3 rozdziały i na ten moment...

 

Tak jak inni uważam, że twój fanfik jest najlepszym fanfikiem wojennym bazującym na historii XX wieku. Za styl opowiadania, za lekkość i niektóre pomysły daję EPIC z czystym sercem. Opowiadanie czyta się bardzo przyjemnie i szybko. Akcja "dzieje się" ponieważ oszczędziłeś nam obszernych opisów wyglądu kucyków, których jest tyle, że i tak byśmy ich nie spamiętali. Ważne jest to co się dzieje, a o to chodzi w opowiadaniach wojennych. Dodatkowo opisy są, nie wiem jak Ty to robisz, ale jest to plastyczne, całą akcję ma się przed oczami.

 

Mimo wszystko uważam, że jest kilka mankamentów:
 

Spoiler

Bo tak... Z jednej strony fajnie wplatasz pucyki z ich możliwościami w wojnę, ale momentami zasadniczo nie widać różnicy do tego stopnia, że wyobraźnia wyświetla czytelnikowi zasuwających przez pola Japończyków.(inna sprawa, że zasuwają przez te pola bardzo obrazowo co się zalicza jako +, no ale o tym już pisałem wyżej i nie tylko ja) Dopiero po chwili, kiedy zajrzeć do kolejnego fragmentu opowiadania, gdzie występują już pegazy, umysł dopiero dostosowuje obraz i zamiast ludzi widzi kopytnych. Dodatkowo słabość armii Sińskiej jest równa historycznemu odpowiednikowi, a mogłaby jednak stanowić nieco większe wyzwanie, przez coś takiego czytelnik ma wrażenie, że zasadniczo czyta historię konfliktu tylko przelaną przez kucykowy filtr. (Szczególnie czytelnik, który poznał temat oglądając kiedyś jakiś program w tv) Inna sprawa: Karabiny maszynowe Maxima, które skopiowałeś tak jak były, nie wspominając o innym uzbrojeniu. Oczywiście, zabieg taki jest zrozumiały i niesamowicie upraszcza pisanie, tym bardziej, że czytelnikom nie trzeba opisywać jak owy przełomowy wynalazek się prezentuje. Szkoda tylko, że uzbrojenie jest zasadniczo w całości przeniesione z jednego świata do drugiego. W przypadku wspomnianego karabinu najbardziej widać to w sytuacji, kiedy na obrońców spadają pegazy i te nie mają się jak przed nimi bronić, a sądzę, że w wypadku takiego ataku karabin maszynowy będzie równie skuteczny jak w przypadku strzelania do celów na ziemi. Problem polega na tym, że jest on całkowitą kopią i jego głównym zadaniem jest ostrzał celów pozostających na ziemi. Tymczasem, ziemskie kucyki powinny doskonale wiedzieć, że pegazy istnieją równie długo co one i jak są wykorzystywane w siłach zbrojnych. Stąd uważam, że karabin maszynowy powinien być umieszczony na podstawie umożliwiającej mu przeniesienie ognia z ziemi na niebo, gdyż dla kucyków i w historii ich wojen manewr w trzecim wymiarze istnieje zasadniczo od zawsze. (Środkiem obrony przed tego typu atakiem nie musiałby być koniecznie karabin maszynowy, mogłoby to być coś innego (nawet długie zaostrzone kije wbite w ziemię), jednak uważam, że w zwykłych jednostkach piechoty konieczność obrony przed pegazami powinna być jak najbardziej brana pod uwagę bo wynika z historii.)  Oczywiście opis manewru jak najbardziej na +, walkę czuć, panikę również, chociaż sądzę, że kilka pegazów mogłoby zostać z nieba strąconych.

 

Tego maxima też nie bierz sobie do serca, bo to takie luźne dywagacje o wyższości bułki nad chlebem o 4 nad ranem.

 

A na koniec, fajny pomysł na wykorzystanie chmur, chociaż dziwię, się że wykorzystano je tylko do celów opl. Obrońcy na nich mieli świetną pozycję nie tylko do informowania sztabu o sytuacji na ziemi, ale również do bieżącego podawania pozycji i kierunku lotu wrogich samolotów. (Chociaż zapewne niewiele by to pomogło.) Fajny był by jeszcze chmurkowy odpowiednik AC-130 Gunship. :) (Inna sprawa, że trochę dziwne, że nikt ich w przestworzach nie szuka, w końcu chmurki z ziemi są dobrze widoczne.)

 

 

To tyle, tak poza tym jest ok. Akcja jest, styl idealny, ogólnie po tych 3 rozdziałach dam 4.99/5 - chylę czoła bo na tym forum w tych klimatach nie znajdzie się nic lepszego.

Jak już dobijesz do ostatniego rozdziału to skomentuję całość.

Pozdrawiam.

 

Edited by The Lord High Protector
  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziękuję bardzo za jakże miłe komentarze. Jako, że zostało tutaj podniesione kilka kwestii przez @The Lord High Protector, czuję się zobowiązany by na nie odpowiedzieć.

 

Zacznę ot takiej specyficznej kwestii, na którą zdaję się masz odpowiedź od innego czytelnika, który doczytał nieco rozdziałów dalej:

 

Cytuj

Gdy czytałem początkowe rozdziały, myślałem, że przydałoby się nieco bardziej zróżnicować świat przedstawiony w stosunku do prawdziwego, np. w większym stopniu uwzględniając istnienie pegazów i jednorożców (chociażby poprzez fakt, że w mieście nie musiało lać na okrągło, bo mogli przegonić chmury - a jeśli nie, wypadałoby, żeby to było jakoś uzasadnione). Jednak im dalej, tym lepiej. Potyczka regularnych oddziałów z mafiozami w mieście, zakopujące się w błocie czołgi i wreszcie wielka bitwa pegazów z udziałem niebianina - sam miód.

 

Gdy zaczynałem pisać Krwawe Słońce, miałem pewną dużą gamę pomysłów. Miałem dwa wybory - mogłem albo wypalić je wszystkie w pierwszych rozdziałach, zaskoczyć czytelników, pokazać swój świat w całości. Oczywiście ma to te zalety, że jest logiczne oraz, że lepiej zachęca potencjalnych czytelników. Z drugiej strony pojawiają się dwa problemy - pierwszy to taki, że ciężko potem zaskoczyć czymś w późniejszych rozdziałach, a drugi to taki, że zalewanie czytelnika absolutnie masą nowości może mieć efekt negatywny, a nie pozytywny na odbiór.

 

Zastosowałem więc drugą opcję - wprowadzać swoje pomysły do opowiadania stopniowo. Dlatego też walki z Rozdziału III są wyjątkowo bliskie rzeczywistości naszej znanej wojny chińsko-japońskiej, ale im dalej tym zaczynamy widzieć co raz bardziej wyraźne różnice. Czytelnicy, którzy są już dalej w fanfiku mogą ci potwierdzić, że chociażby Rozdziały VI, VII oraz X wprowadzają motywy, które nie tylko nie występują w "ludzkiej rzeczywistości", ale również motywy które nie pojawiają się w kucykowych fanfikach wojennych (albo pojawiają się wyjątkowo rzadko).

 

Sugeruję więc  po prostu czytać dalej i samemu się przekonać, że w kolejnych rozdziałach będzie ci ciężko nie myśleć o bohaterach tego fanfika jako kucykach (uśmiech).

 

7 godzin temu The Lord High Protector napisał:

Dodatkowo słabość armii Sińskiej jest równa historycznemu odpowiednikowi, a mogłaby jednak stanowić nieco większe wyzwanie, przez coś takiego czytelnik ma wrażenie, że zasadniczo czyta historię konfliktu tylko przelaną przez kucykowy filtr.

 

Ale dlaczego to jest problem?

 

Za dużo mamy już fanfików wojennych, w którym "biedny, atakowany kraj jest atakowany przez dużo silniejszego agresora, ale jakimś cudem wszystko idzie po maśle". Motyw opisywania wojny z perspektywy strony, która wojnę przegrywa jest wyjątkowo ciekawy, bo mało kto robi to dobrze. Najczęściej problemem jest to, że pisarzowi za łatwo się opisuje zwycięstwa "tej dobrej strony", oraz porażki są pomijane. To, że armia sińska jest tak słaba to nie tylko ukłon do historycznej poprawności, ale motyw fabularny - pokazuje on walkę Dawida z Goliatem, armii naprawdę realniej słabszej i próbującej się nieskutecznie bronić. "Wzmocnienie armii sińskiej" kosztem realizmu nie tylko byłoby głupie z perspektywy historycznej, ale byłoby przede wszystkim głupie z perspektywy fabularnej. 

 

Cytuj

<tutaj dłuższe rozważania o Maximie>

 

Ja się całkowicie zgadzam z twoją argumentacją (co do tego, że Maxim był zastosowany nieefektywnie, przynajmniej w tym rozdziale). Ale właśnie dlatego prezentuję armię pod wieloma perspektywami gorszą, źle wyszkoloną <epitety, epitety>, by pokazać, że uzbrojenie to jedno, a jego zastosowanie to drugie. 

 

Jak Napoleon, doskonały taktyk (a beznadziejny strateg) zaznaczył: Na wojnie wygrywa ten kto najmniej błędów popełnia. Obydwie strony więc robią masę błędów, ale oczywiście, to strona przegrywająca robi ich znacznie więcej. Szczególnie będzie to widoczne w rozdziałach późniejszych.

 

7 godzin temu The Lord High Protector napisał:

A na koniec, fajny pomysł na wykorzystanie chmur, chociaż dziwię, się że wykorzystano je tylko do celów opl. Obrońcy na nich mieli świetną pozycję nie tylko do informowania sztabu o sytuacji na ziemi, ale również do bieżącego podawania pozycji i kierunku lotu wrogich samolotów. (Chociaż zapewne niewiele by to pomogło.) Fajny był by jeszcze chmurkowy odpowiednik AC-130 Gunship. :) (Inna sprawa, że trochę dziwne, że nikt ich w przestworzach nie szuka, w końcu chmurki z ziemi są dobrze widoczne.)

 

Jeszcze nic nie wiesz (uśmiech).

 

Bardzo dziękuję zarówno za głos na Epic jak i bardzo konstruktywną krytykę. Wyjątkowo to doceniam.

 

Pozdrawiam

 

- Verlax

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dzisiaj jest bardzo specyficzny dzień.

 

Dokładnie rok, 365 dni temu opublikowany został pierwszy rozdział Krwawego Słońca. Przełom 2016 i 2017 był dla mnie dosyć ciekawym okresem. Pisanie tego opowiadania zbiegło mi się z dosyć intensywnym okresem na studiach, który jednak zapamiętałem sobie jako całkiem przyjemny. 9 kwietnia ten fanfik ma swoje "urodziny", stąd zdecydowałem, że warto to celebrować. W ramach tego, przygotowałem dla was kilka statystyk i ciekawostek pochodzących z pisania tego dzieła.

 

Najpierw może ile właściwie tego napisałem:

 

Prolog - Stolica Orientu  (8 stron, 2450 słów)

 

Rozdział I - Eskalacja (17 stron, 5871)

Rozdział II - Świt Wojny (12 stron, 3542)

Rozdział III - Wschodzące Słońce (25 stron, 8730)

Rozdział IV - Noc (19 stron, 6400)

Rozdział V - Chryzantemowy Tron (14 stron, 4147)

Rozdział VI - Gruzy Cesarstwa (14 stron, 4419)

Rozdział VII - Tiān (Część 1) (33 stron, 11163)

Rozdział VII - Tiān (Część 2) (31 stron, 11058)

Rozdział VIII - Sztuka Wojny (21 stron, 6457)

Rozdział IX - Gunbatsu (23 stron, 6924)

Rozdział X - Nieskończony Nieboskłon (Część 1) (35 stron, 10749)

Rozdział X - Nieskończony Nieboskłon (Część 2) (33 stron, 10083)

Rozdział XI - Exodus (24 stron, 7831)

Rozdział XII - Sankō-sakusen (33 stron, 10780)

Rozdział XIII - Brama Makinu (Część 1) (19 stron, 6331) (nieopublikowany)

 

Raport Generała Folk House'a (10 stron, 3576)

 

Fanfik pisany rok - 365 dni.

 

Obecnie: 371 stron - nieznacznie powyżej strony dziennie

Słowa: 120511 słów  - 330 słów dziennie

 

Nic z tego nie byłoby możliwe jednak gdyby nie korektor, który to wszystko ogarniał. Oryginalnie, Krwawe Słońce w swej "czystej" postaci wygląda dosyć źle. Dzięki jednak pracy Gandzii, Boga-Imperatora Korekty i Dzierżącego Przecinek opowiadanie to ma taką jakość jaką ma. Wszystkie powyższe statystyki też tyczą się Gandzii. Jak jednak wyglądała intensywność tej pracy korektorskiej?

 

Rozdział X, wielkości 20832 słów, miał 1150 sugestii do poprawy, z których zaakceptowałem powyżej 98%. Daje to jedną poprawkę na 18 słów, co daje około jednej poprawki na półtora zdania. Rozdział X w całej swej wielkości stanowi 17% fanfika. Jeśliby uznać Rozdział X za reprezentatywny, to przy tych samych wartościach Gandzia przez cały fanfik musiałby wrzucić powyżej 6150 komentarzy z poprawkami.

 

Oczywiście, Gandzia miał uprawnienia edycyjne więc sporo poprawek się nie zapisało. Tutaj przede wszystkim należy wspomnieć o masowym dodawaniu przecinków.

 

By zakończyć czymś nieco ciekawszym, wrzucam kilka statystyk i ciekawostek do opowiadania. Te najlepiej przejrzeć dopiero po jego przeczytaniu, gdyż znajdują się w nich spoilery:

 

Od Tego Się Zaczęło

Spoiler

Pierwsza scena z Rozdziału XI była pierwszym tekstem Krwawego Słońca jaki został napisany. Został on opublikowany na konkurs literacki pod nazwą “Przed Wschodzącym Słońcem”.

 

Pochmurno coś Dzisiaj

Spoiler

W całym Rozdziale VII, słowo “cumulus” powtarza się 75 razy, zaś odmiany słowa “chmura” - 115 razy.

 

Syndrom Oficera o Wiedźmich Oczach

Spoiler

W całym fanfiku wraz z pojawieniem się podpułkownika “Wiedźmy” Double Irisa, odmiany słowa “wiedźma” czy “wiedźmi” pojawiają się 25 razy.

 

Szczęście Nowicjusza

Spoiler

Maksymalny handicap w grze weiqi wynosi 9 kamieni, Blackheart otrzymał 5 kamieni więcej w trakcie gry z generał Yang (Rozdział VIII). W chińskiej wersji tej gry, kamyki z handicapu można rozstawiać dowolnie, natomiast w wersji japońskiej są to miejsca stałe.

 

Wzmocnij Nasze Złote Imperium…

Spoiler

Słowa wypowiadane przez niebianina w Rozdziale X pochodzą z pierwszego zapisanego historycznie hymnu Chin - Gong Jin’ou.

 

Wojna Jednak Się Zmienia

Spoiler

W Rozdziale X, słowo “cumulonavis” powtarza się 99 razy.

 

Legendy o Bohaterach Przestworzy

Spoiler

Ponad połowa oficerów polowych Dai-Nippony Teikoku Rikugun ma imiona inspirowane innym wspaniałym dziełem wojennym, którego nazwy zdradzać nie będę (jednak jest to oczywiste dla każdego kto je oglądał).

 

Zachęcam osób które jeszcze się nie zainteresowały, by spróbowały przeczytać, gdyż nieskromnie uważam, że naprawdę warto. Tak samo też, tym co sięgnęli tylko części Krwawego Słońca życzę byście mieli siłę nadgonić, gdyż nie będziecie tego żałować. Bardzo dziękuję za ostatnie komentarze, głosy na Epic oraz konstruktywną krytykę. Naprawdę dużo milej mi się pracuje w takich warunkach i przyznaję, że byłoby mi ciężko gdyby Krwawe Słońce miało taką popularność jak mój przeciętny one-shot. 

 

Pozdrawiam

 

- Verlax

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jak pewnie doskonale wiecie, mam niemiłą przywarę polegającą na tym, że ustawicznie kłamię jeśli chodzi o terminy publikowanych rozdziałów. U większości objawia się to tym, że rozdziały się ciągle opóźniają. Ja natomiast... no cóż, jestem zmuszony poinformować, że kolejny rozdział jest już gotowy. Przechodzimy do ostatniej fazy fanfika. Jak obiecałem, będzie miał on dokładnie 14 rozdziałów i ni jednego więcej (no i jeszcze prolog i epilog, ale to ciii...). Druga część najnowszego rozdziału jednak tym razem będzie dla mnie trochę cięższa w pisaniu, zwłaszcza jak zwrócicie uwagę w jakim miejscu zakończyłem tutaj.

 

Bez moich przydługich rozważań, oto i on:

 

Rozdział XIII - Brama Makinu (Część 1)

 

Ponieważ ostatnio naprawdę ciężko samemu mi się trzymać terminów, tym razem niczego nie będę obiecywał. Mogę tylko powiedzieć, że Część 2 będzie prawdopodobnie dużo dłuższa. Chciałbym również osobno zadedykować ten rozdział @Dolar84, ponieważ dwie sceny z tego rozdziału nie powstałyby bez niego.

 

Życzę miłego czytania. Nie zapomnijcie podzielić się swymi komentarzami, przemyśleniami, krytyką. Naprawdę dużo lepiej mi się wtedy piszę.

 

Pozdrawiam

 

- Verlax

Edited by Verlax
  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dobra, pora nadrobić komentarze do rozdziałów. Na początek ten jedenasty.

 

Po burzy dziejącej się w ostatnich rozdziałach przyszedł czas ciszy. Ale czy na długo?

 

Zdecydowałeś się połączyć z KS "Przed Wschodzącym Słońcem", które to opowiadanie przypadło mi do gustu, gdy opublikowałeś je na konkursie. Po lekturze tego i kolejnych rozdziałów czekam na dalsze losy Sly i Grima.

 

Scena w świątyni jest tą, która spodobała mi się najbardziej. Z jednej strony świat wszechobecnych koterii, z drugiej - żołnierz chcący być poza tym wszystkim. Po prostu przeczytajcie.

 

Niedługo postaram się skomentować kolejne rozdziały. Tymczasemm pozdrawiam i czekam na więcej.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Komentarzy do rozdziałów ciąg dalszy. Tym razem rozdział dwunasty.

 

O ile porzedni był spokojniejszy, to ten zaczyna się dość... ostro, delikatnie mówiąc. Jeszcze nie przyszedł czas ostatecznej walki, lecz atmosfera się zagęszcza. Każda strona próbuje wyszarpać coś dla siebie, w mniej lub bardziej etyczny sposób. Ciekawość czytelnika jest tu w dobry sposób podsycana, aż z niepokojem czeka się na dalsze losy bohaterów. Pytanie tylko, kto przetrwa do końca? Kto będzie mógł liczyć na szczęśliwe zakończenie?

 

Pozdrawiam i czekam na więcej.

 

P. S.: Jest jeden mały, lecz rozbrajający easter egg. Kto wie, o co chodzi, ten się zaśmieje. Daję okejkę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nigdy nie jestem w stanie dobrze przewidzieć kiedy właściwie skończę kolejny rozdział i tak też było w tym wypadku - sam się nie spodziewałem takiego tempa pracy od samego siebie. Niestety jednak okazało się, że wszystko to się niesamowicie przedłuża, potrzeba pewnych wyjaśnień, większych detali przy scenach i opisu starcia ze wszystkich stron. Efektem jest to, że Rozdział XIII będzie podzielony nie na dwa, a na trzy kawałki.

 

Oto więc i kolejny rozdział. Jego kolejna część powstanie kiedy powstanie - sam nie potrafię tego przewidzieć.

 

Rozdział XIII - Brama Makinu (Część 2)

 

W ten piątek (05.05) będę obecny w trakcie dyskusji w Klubie Konesera Polskiego Fanfika na tematy wojskowości w fanfikach i jeśli ktoś ma jakieś pytania konkretnie do spraw militarnych związanych z tym opowiadaniem, będę dostępny by na nie odpowiedzieć. Zachęcam zajrzeć. Poza tym, standardowo, życzę oczywiście miłego czytania oraz zachęcam do komentowania i czytania.

 

Pozdrawiam

 

- Verlax

  • Upvote 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dobra, czas ocenić pierwsze dwie części rozdziału trzynastego.

 

Przyszedł czas na coś, co kolokwialnie można nazwać wielką rozpierduchą.

 

Pierwsza część to tak naprawdę wstępne fazy, bez większych walk. Po prostu zbierają się chmury burzowe. Plus za akcenty komiczne, związane z pewnym gryfem i easter eggiem z poprzedniego rozdziału.

 

To, co najlepsze, zaczyna się w części drugiej. Burza zaczyna się przetaczać przez Makin, ukazująć swą pełną moc. Emocje, walka, a i w tym znalazło się miejsce na konflikty między koteriami.

 

Tradycyjnie już zapraszam do przeczytania.

 

 

Pozdrawiam serdecznie i czekam na dalszą część.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Doczekał się.

 

Lektura kolejnego, dwuczęściowego tym razem rozdziału była odkładana i odkładana - głównie przez jego długość. Było nie było, 60 stron budzi pewnego rodzaju respekt. No i wymaga czasu. Autor już dawno stracił nadzieję na ten komentarz, a tu niespodzianka - przeczytałem.

 

I się nie zawiodłem. Oj, jak ja się nie zawiodłem.

 

Beware the spoilers!

Spoiler

 

Przeczytałem już dużo fanfików. Bardzo dużo nawet - podejrzewam, że jedynie Kredke ma ich na rozkładzie więcej ode mnie. I jeszcze nigdy, nigdzie nie spotkałem tak świetnie opisanej, tak rozbudowanej, stworzonej z takim pomysłem bitwy pegazów. To było coś pięknego. Walka w szyku, korzystanie z chmur, a wreszcie wykorzystanie pogody do walki - same pyszności. Tekst pochłaniało się błyskawicznie - nawet nie wiem kiedy te strony zniknęły.

 

Na pochwałę zasługują również bohaterowie - mieliśmy do czynienia z walką bardzo kompetentnych dowódców po obu stronach frontu i było to widać. Pewnie, przytrafiały się błędy, a część rzeczy poszła nie tak jak powinna - ale to raczej normalne na polu walki i bardzo się cieszę, że zostało to uwzględnione.

 

Kiedy walka już ucichła przenieśliśmy się na ląd, by obserwować postępy innego członu wykonującego plan "Sina 4". Niesamowita była scena z czołgiem - przyznaję, że nie spodziewałem się takiego rozwoju wypadków, a okazał on się być zaskakująco skuteczny.

 

 

Jednocześnie nie mogę zapomnieć o zganieniu za formę, gdyż w kilku miejscach spotkałem prawdziwie sute raki - głównie dotyczyło to anglicyzmów. Jednak nie było ich aż tak dużo jak się obawiałem, biorąc pod uwagę pojemność rozdziału.

 

W każdym razie, już w tym momencie opowiadania uznaję, że "Krwawe Słońce" zasłużyło sobie na tag [Epic] i dołączam mój głos do tych, które już oddano.

 

Edit: Jako że nie minęła doba od ostatniego komentarza, to obejdziemy problem, edytując kolejny.

 

Rozdział "Sztuka Wojny" za mną. I bardzo mi się spodobał.

 

Beware the spoilers! Again!

 

Spoiler

Tym razem, po wielkich bitwach, mieliśmy z kolei bardzo przegadany rozdzialik. I to pasowało. Pozwalało odpocząć po kilkudziesięciu stronach wypełnionych śmiercią, wybuchami i salwami. Przy okazji dowiedzieliśmy się jak nieskuteczną organizacją jest Pakt Dziewięciu, a także przypatrywaliśmy się ciekawej rozgrywce w pewną klasyczną grę (chociaż szachy i tak są lepsze!) uzupełnioną strategicznymi przemyśleniami. Powróciła również RD i to w wyjątkowo nieciekawej sytuacji - takiej, gdzie nawet ja jej współczuje. A zachowanie pewnego szmatławego "doktora" sprawiło, iż z radością czekam na śmierć kolejnych mieszkańców Siny. Im więcej tym lepiej. Vivat Nippony!

 

Tak więc do kolejnego komentarza. Lub edita....

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bardzo dziękuję Dolar za głos na Epic - przy tej ilości czytelników każdy cieszy. Jednocześnie i w sumie równie ważne - bardzo dziękuję za wykrycie tych wspomnianych raków. Przy pisaniu dzieł jednak istotne jest by kilka osób to zobaczyło, bo nawet tak utalentowany korektor jak Gandzia wszystkiego nie zauważy.

 

Skoro już piszę posta, to tylko chciałem powiedzieć, że póki co mam tylko 2000 słów kolejnej części "Bram Makinu" i ten rozdział naprawdę będzie problematyczny. Ponieważ sesja zbliża się nieubłagalnie można śmiało założyć, że Rozdział XIII zostanie zakończony dopiero gdzieś w czerwcu.

 

Pozdrawiam

 

- Verlax

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak z rozpędu machnąłem jeszcze "Gunbatsu"

 

Beware the spoilers!


 

Spoiler

 

Kolejny rozdział opierający się na rozmowach i pogłębianiu obrazu świata przedstawionego. Na szczęście tym razem w większości po tej słusznej stronie. Bardzo spodobał mi się fakt pokazania zakulisowych działań i organizacji w armii Nippony. Dowiedziałem się kilku nowych rzeczy, upewniłem w znajomości innych, no i bardzo przyjemnie się całość czytało. Przy okazji wyjaśniło się dlaczego w poprzednim rozdziale podporucznik dowodził tak dużymi siłami - chociaż nadal uważam jego niską rangę za totalne przegięcie pały, skoro miał pod sobą tak wielkie siły. Dalej jednak pojawiło się coś wspaniałego - powietrzna flota. To. Było. Piękne. Syciłem oczy opisami i byłem zachwycony kreatywnym podejściem do działań bojowych. Coś pięknego, autentycznie pięknego. Z niecierpliwością oczekuję na ich udział w wdeptywaniu Siny w ziemię.

 

RD też była w rozdziale, no ale w porównaniu z rzeczami opisanymi wyżej, nasz dyżurny bezmózg się nie liczy :D


 

Do następnego komentarza!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ostatni rozdział z

Spoiler

początkiem obrony Makinu

wyszedł świetnie. Poznaliśmy nową tajną broń Sińczyków (która aż prosi się, by potem wykorzystali ją Nippończycy w całkiem innej wojnie), a i same walki zostały opisane w sposób interesujący. Czekam na dalsze rozdziały.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kolejny rozdział za mną. Dwuczęściowy. "Nieskończony Nieboskłon".

 

Zasiadając do lektury wiedziałem, że czeka mnie spotkanie z kolejną bitwą. Tak więc, jarając się jak Pearl Harbour, niecierpliwie otworzyłem dokument by raz jeszcze rozkoszować się doskonałym starciem.

 

I nie pamiętam kiedy ostatni raz tak straszliwie się zawiodłem...

 

Beware the spoilers!

Spoiler

 

Preludium do bitwy, czyli drobne starcia lądowe nie zapowiadały wspomnianego wyżej zawodu. Wojska Nippony zastosowały gaz bojowy, sińczycy umierali w masowo i w wielkich cierpieniach - wszystko było cacy i czytało się bardzo przyjemnie.

 

Następnie wróciliśmy do Golden Liona - nippończyka kreowanego na militarnego geniusza, kogoś kto nie tylko rozumiał istotę prowadzenia działań wojennych, ale też potrafił myśleć, a nie trzymał się bez sensu wydanych rozkazów. Innymi słowy - bardzo kompetentnego dowódcę, który na dodatek wiedział, że po przeciwnej stronie dowodzić będzie ktoś, kto najpewniej dorównuje mu klasą. Dodajmy do tego fakt, że jego armia, choć zdecydowanie mniej liczna (trudno się dziwić) dysponowała lepszym wyszkoleniem, uzbrojeniem no i miała monopol na flotę powietrzną. W sumie dawałoby to obraz pewnego zwycięstwa strony nippońskiej, którego jednak się nie spodziewałem - w końcu armia sińska miała po swojej stronie Niebianina, byłem więc przekonany, iż jego zdolności z pewnością przynajmniej trochę wyrównają szanse i bitwa dzięki temu będzie szalenie interesująca.

 

No i niestety to co zapowiadało się jako perła, zostało całkowicie zniszczone. Dlaczego? Dwa najważniejsze punkty to:

- Golden Lion, przedstawiany jako militarny geniusz, a przynajmniej bardzo kompetentny dowódca podejmował decyzje, które bardziej pasowałyby do śliniącego się idioty nie umiejącego znaleźć własnego tyłka bez pomocy sztabu z pełnym wsparciem elektronicznym.

- Prawa Murphy'ego, które z zasady są uniwersalne tu zostały skupione na jednej stronie.

 

Zacznijmy od tego drugiego zarzutu, ponieważ będzie krótszy. W skrócie można podsumować go następująco - Sinie wychodzi wszystko, Nippony nie wychodzi nic. Głównodowodząca Siny jest w tym momencie niemal idealną Mary Sue. Dlaczego? Ponieważ nie tylko jej plan jest genialny i przewiduje niemal każdą ewentualność, to jeszcze w 100% domyśla się co i kiedy dokładnie zrobi jej przeciwnik. No po prostu przewidywanie przyszłości na poziomie eksperckim. Oczywiście nie zdziwiłoby mnie to, gdyby trafnie odgadła cześć, nawet znaczącą posunięć wroga - było nie było dała się poznać jako uzdolniony i genialny dowódca, więc byłoby to logiczne i uzasadnione. Ale całość? Nie, nie kupuję tego zupełnie. Gdyby to jeszcze była jakaś potyczka to jasne - ale tu mamy do czynienia z walną bitwą, gdzie ilość rzeczy która może pójść nie tak jest zwyczajnie niemożliwa do ogarnięcia. I nie tłumaczy jej nawet absurdalne szczęście. Niestety pani generał jest wszechwiedząca i wszystko jej wychodzi. Z kolei po stronie Nippony każda najmniejsza rzecz jaka może pójść nie tak - właśnie tak idzie. Dowódca-kretyn (o tym za chwilę), niemal zerowy pomyślunek prawie całej kadry oficerskiej, zakulisowe zagrywki polityczne mające wpływ na bitwę (to jest akurat logiczne i jest zaletą, po prostu wymieniam dla porządku), pech większy niż ten prześladujący Kaczora Donalda... po prostu Murphy w całej okazałości. Verlax co prawda argumentował, że zdarzały się bitwy gdzie po jednej stronie wszystko szło idealnie, a po drugiej do bani, ale nie aż do tego stopnia! Nawet Midway czy Savo (też II wojna na Pacyfiku) nie były aż tak jednostronne pod względem zbiegów okoliczności. I dodam tylko, że mimo osobistych preferencji, gdyby sytuacja się odwróciła i to Nippony wszystko by wychodziło, a Sinie nie,  to nie podobałoby mi się to w takim samym stopniu.

 

Mógłbym jeszcze pisać o Murphym, ale przejdźmy do głównego zarzutu, jakim jest Golden Lion. Rozważmy sytuację - ma lepiej wyszkoloną i uzbrojoną armię oraz monopol na okręty. Przeciwko sobie ma niemal trzykrotnie większe siły, o wiele gorzej wyekwipowane i wyszkolone. Jedynym plusem (o jakim GL wie) jest niesamowicie kompetentny dowódca. Prosta logika nakazuje, żeby wykorzystać swoją przewagę technologiczną do osiągnięcia jak największej przewagi na samym początku bitwy, prawda? A Golden Lion stwierdza, że nie będą używać artylerii głównej, bo szkoda amunicji.Teoretycznie ma rację - walenie do pegazów z armat to jak tłuczenie much młotkiem. Ale jest jedno ważne ale! Skoro zdaje sobie sprawę, iż armia przeciwnika jest gorsza, to oddanie na początku kilku salw spoza ich zasięgu jeszcze wyraźniej pokazałoby im jak są zdeklasowani. Pomyślmy - armia, z których sporo włączono w szeregi za pomocą nagłego poboru, by nie powiedzieć łapanki nagle zaczyna dostawać łupnia od przeciwnika, któremu nie może nic a nic zrobić. Przecież morale wielu żołnierzy zostałoby roztrzaskane na kawałki! Nie jest wykluczone, iż spora część zaczęłaby zwyczajnie zwiewać z szybkością światła a to bardzo ułatwiłoby dalszą walkę.

 

No ale ok - nie ma ostrzału (poziom kretynizmu dowódcy zaczyna się ujawniać). Cóż więc należy zrobić? Hajże na Soplicę! Wepchnijmy nasze latające, piękne, potężne, a przy okazji konstrukcyjnie totalnie niedopracowane i niesprawdzone w boju (te dwie ostatnie rzeczy to zalety i o nich później!) jak najbliżej wojsk Siny. Innymi słowy z rozmysłem rzucił swoje okręty w zasięg skutecznego ostrzału przeciwnika. Ba! Nawet na taką odległość, gdzie skuteczna byłaby szarża Siny. Wiedząc o wadach swoich jednostek (i mówiąc o nich!) pchnął je do ataku. Przecież to jest błąd, którego nie popełniłby średnio zdolny amator (poziom kretynizmu dowódcy gwałtownie wzrasta)! Ale nic - jedziemy klinem i strzelamy. Ach! Zapomniałem o jednym! Sińczycy, którzy nie mieli takich okrętów, bez trudu zidentyfikowali skrzynkę radiową i rozstrzelali ją z rusznic. Jak to przeczytałem to niemal biurko ugryzłem ze złości - skąd ta wiedza ja się pytam? Jeszcze jakby było to przypadkowe trafienie, ale nie... W każdym razie nagle uaktywnia się Niebianin, szast-prast i mamy powtórkę bitwy pod Kannami. I nagle niewyszkolone, słabo uzbrojone wojsko Siny zaczyna kosić przeciwników - opis wygląda tak jakby prawie każdy strzał był celny! No ale ok, lepsza pozycja plus zamieszanie w szeregach Nippony. I tu choć raz GL okazuje cień kompetencji dalej prowadząc formacje. Naturalnie jeden pancernik musiał zostać z tyłu i walczyć, co pozwoliło wojsku Siny za cenę wielkich strat obleźć go, wleźć do środka i w efekcie doprowadzić do jego zniszczenia. Chociaż tego akurat jako wady nie widzę - zachowanie dowódcy zniszczonego pancernika pasowało mi do obrazu japońskiego oficera z II WŚ (po co myśleć, skoro można drzeć ryło i szarżować z mieczem na karabiny maszynowe), aroganckiego i nadmiernie pewnego siebie. Plus było dobrym wyjaśnieniem jak udało się zrąbać sińczykom choć jeden okręt.

 

Bitwa trwa dalej, jeden z dowódców Nippony zaczął myśleć i zaskoczył sińczyków. Ale oczywiście nie GL. No i nieźle, coś (w końcu!) poszło nie tak, ale nagle pojawiają się samoloty Siny i dokonują masakry. Naturalnie "przypadkiem" okazało się, że oddziały przeciwlotnicze Nippony są albo wybite albo nie tam gdzie trzeba. A kiedy w końcu udaje się jakiś samolot zestrzelić to ten wrąbuję się w kolejny pancernik i strąca go z nieba (kolejna scena na plus). Dopiero wtedy do, tego idioty, Golden Liona, dociera że coś jest nie tak i może warto się cofnąć. I w końcu (chwalmy Cthulhu!) daje pozwolenie na wykorzystanie artylerii głównej. W efekcie bitwa na poziomie taktycznym kończy się jako nierozstrzygnięta, bo obie strony tylko się zmasakrowały. I to ma być obraz genialnego dowódcy? Nie. Zdecydowanie nie. Jego zachowanie nijak nie pasuje do wykreowanego mu charakteru.

 

Z pomniejszych zastrzeżeń chciałbym wspomnieć jeszcze o fakcie, że armia Siny zdaje się dysponować wprost idealnie działającą łącznością. Wszystko co Yang zarządzi nagle wiedzą wszyscy co mają. Nie ma żadnych opóźnień, zagubionych wiadomości i tym podobnych. A wszelkie manewry wykonywane są idealnie i precyzyjnie. No sorry, ale takiego poziomu można spodziewać się po doskonale wyszkolonej armii (jak Nippony) a nie po przymusowych poborowych (Sina). I tego już nie tłumaczy absurdalne szczęście - takie zgranie jest dla tak opisanej armii po prostu nieosiągalne bez bardzo długich ćwiczeń. A tych nie było. Plus wbrew temu jak jest przedstawiona, ich morale jest zaskakująco trwałe - raz wybucha panika. Też wydaje mi się to nierealne.

 

Dobra, dosyć narzekania pora wymienić nieco zalet. Ale od myślników bo już post się zbytnio rozrasta.

 

- Flota powietrzna - sama idea pancerników powietrznych jest wyborna. To popis kreatywności, jednocześnie świetnie pasujący do możliwości pegazów i logiczny z ich punktu widzenia. No i niesamowicie efektowny - tylko wyobraźcie sobie taką formację płynącą po niebie. Dodatkowo system jej zasilania został wyjaśniony bardzo interesująco - przyznaję, że takiego rozwiązania, z użyciem jednorożców się nie spodziewałem.

- Niedopracowanie wspomnianej floty - autor na szczęście nie stworzył idealnych okrętów. Jako, iż w opowiadaniu jest to stosunkowo nowa klasa, na dodatek niesprawdzona w boju, to konstrukcja tychże okrętów aż roi się od błędów i niedopracowań. Co jest absolutnie zrozumiałe i logiczne. I w sumie jest dla mnie jednym z koronnych argumentów na poracie twierdzenia, że "KS" wdeptuje "KO" w ziemię, po czym tańczy mu na plecach kankana w butach narciarskich.

- Opis upadku pancernika - Coś pięknego. Nie będę o tym za dużo pisał, bo to naprawdę trzeba przeczytać, żeby docenić.

- Zakulisowe machinacje - idealny przykład jak politykowanie wojskowych może doprowadzić niemal na skraj porażki. Opisane logicznie i bardzo interesująco. Brawo!

 

 

To było na tyle. Z rozdziału jestem naprawdę strasznie niezadowolony i mam nadzieję, że w kolejnych będzie już tylko lepiej.

  • Upvote 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zacznę najpierw od tego, że bardzo chciałbym podziękować ci Dolar za rzeczywiście bardzo detaliczny, konstruktywny i krytyczny komentarz. Jest tym bardziej smutno mi, że zawiodłem w tym rozdziale, acz trzeba przyznać, że postawiłem bardzo wysoko poprzeczkę po Rozdziale VII. Przerosło mnie to i w rezultacie coś co było bliskie perfekcji skaziły liczne wady.

 

Pozwolę sobie odnieść się do tego w spoilerze:

Spoiler

 

Najpierw - prawo Murphy'ego. Tak, rzeczywiście było ono mocno wyciągnięte i stronniczo zastosowane przeciw Nippony. Czy uważam to za problem? I tak i nie. Warto zaznaczyć, że historycznie zdarzały się bitwy, w których pomimo dobrego dowodzenia i wielkich szans na zwycięstwo pewien zbiór okoliczności sprawił, że pewne zwycięstwo uciekło. W tym sensie więc przedstawienie bitwy, w której jedną stronę uderza wielki pech nie jest problemem. Co jest zaś problemem, to sytuacja w której zostaje to źle opisane, kiedy brakuje detali, albo gdy sami "cieszący się szczęściem" nie zdają sobie sprawy z tego jak dużo wyszło przypadkiem. W tym sensie mój opis tej bitwy zawiódł. Zgodzę się też, że było to zbyt jednostronne, manewr "Wiedźmy" miał do tego potencjał, ale został urwany za wcześnie. Ostatecznie powstał pewien niesmak, zwłaszcza gdy porówna się to do bitwy pod Heihe, która była bardziej "zbalansowana"

 

Kolejne zarzuty tyczą się przede wszystkim dowództwa Golden Liona. Posegreguję to w punkty:

 

1) Golden Lion kazał nie strzelać z głównych dział artyleryjskich cumulonavisów, niwelując swoją możliwość oddania salwy przed bitwą. Czy to był błąd?

 

Dolar słusznie zauważył, że wystrzał z tych armat nawet jeśli nie uczyniłby Sińczykom żadnej szkody, to chociaż by im morale nadszarpał. Jednak prawda jest taka, że opisywane armaty nie są bronią na pegazy - artyleria dysponuje pociskami o zapalniku kontaktowym. Co gorsza, nie jest to też amunicja odłamkowa, tylko penetrująca, przeznaczona do walki z innymi cumulonavisami (z perspektywy Nippony, przeciwko przede wszystkim cumulonavisom Związku Ursuackiego). Jej skuteczność w rezultacie jest wyjątkowo niewielka i marnowanie cennej amunicji (być może potrzebnej, w końcu Double Iris wspomniał w Rozdziale IX, że Związek Ursuacki widząc osłabienie Armii Kontynentalnej może zaatakować Fangtian) byłoby błędem.

 

Innym rodzajem pocisku który jest stosowany i ma swoje użycie w ostatniej części bitwy są pociski P-15, które jednak działają na zapalnik czasowy. Ich idea polega na tym, że pocisk automatycznie rozpada się w powietrzu roznosząc po niebie biały fosfor i wypalając pegazy. Jest to jednak paskudny pocisk do stosowania w ofensywie, gdyż jeśli wróg zamierza się cofać, to opary białego fosforu mogą porazić twoje własne pegazy. Golden Lion słusznie podjął decyzję o nieużywaniu ich gdy ścigał Sińczyków. To w jaki sposób ostatecznie Golden Lion je zastosował (by wymusić przerwanie bitwy) miało sens.

 

Pozostałe uzbrojenie cumulonavisów posiada zasięg efektywny od 300 do 500 metrów i w rezultacie ciężko mówić tu o "salwie przedbitewnej".

 

2) Golden Lion nakazał bezpośredni frontalny atak klinowy na wrogą formację, niwelując zalety cumulonavisów. Błąd czy nie?

 

Wręcz przeciwnie. Golden Lion zachował się świetnie i zmaksymalizował ich zalety. 

 

Przypominam - cumulonavisy są pancernymi lewiatanami przestworzy. Sińczycy nie dysponowali żadną bronią przeciwpancerną i rzucenia ich frontowo miało jak najbardziej sens. Była to analogiczna sytuacja do częstej sytuacji na lądzie: Nippończycy rzucali czołgi 50 metrów do przodu, te bezkarnie zabijały Sińczyków, jeśli próbowali je obleść to żołnierze 50 metrów dalej ich zabijali. Tak samo też było tutaj - cumulonavisy będąc pod eskortą pegazów były de facto całkowicie nietykalne. Przypominam - cumulonavis który naprawdę został zniszczony sińską siłą został zniszczony tylko i wyłącznie dlatego, że się odłączył od formacji. 

 

Wreszcie, zastosowanie cumulonavisów w bezpośredni, szturmowy sposób miało jeszcze uzasadnienie - maksymalizacja siły ognia. 

 

TrafalgarBattle.jpg

 

Cumulonavis dysponuje sprężonymi karabinami maszynowymi, działkami oraz punktami ogniowymi ze wszystkich swych stron. Atak punktowy celujący w środek formacji pozwolił cumulonavisom otworzyć ogień z całego uzbrojenia pokładowego. Przypominam - Golden Lion za cel uznał wygranie bitwy w szybki, decydujący sposób. Uznał też, że skoro łączność Sińska opiera się na gońcach, to oddzielenie dwóch dużych formacji sińskich od siebie przyniesie im katastrofę. 

 

Przyznaję też, że abstrachując od niego, Golden Lion się nie popisał, a bitwę pociągnął dalej "Wiedźma". Biorąc pod uwagę budowaną reputację księcia-generała, autor powinien lepiej w opisach zaznaczyć, że dowódca Nippony jednak był rozczarowaniem. Albo sprawić, by zaczął pokazywać swój talent, albo by jednak podkreślić, że jednak reputacja Golden Liona trochę rozmija się z rzeczywistością.

 

Golden Lion omówiony, teraz kolejne kwestie.

 

1. Łączność - okej, tu przyznam. Fatalny błąd. Siły sińskie generalnie były opisane w tej bitwie biedniej w porównaniu do Heihe i problem łączności to jeden z nich. Paradoksalnie, na początku bitwy ten wątek się pojawia (kiedy siły ANR uciekają, czytelnik czyta, że gońcy muszą nie dość, że lecieć razem z armią, to sięgnać odpowiednich dowódców). Wreszcie, tutaj kolejny błąd autora - zapomniałem dopisać dlaczego w ogóle Yang zdecydowała się cofać. Otóż właśnie dlatego by dać sobie więcej czasu i pozwolić gońcom dotrzeć na czas podczas gdy Nippońcy ich gonią. Niestety, w późniejszej części rozdziału wątek nie jest ciągnięty.

 

2. Generalnie, armia sińska jest zbyt perfekcyjna - zgodzę się. Jak przeczytałem ten rozdział jeszcze dwa razy również doszedłem do tego wniosku. Zdaję mi się, że najbardziej zabolał fakt jak łatwo skrzydło majora Renda przywróciło dyscyplinę. Nie czuć było słabego esprit de corps sińskich żołnierzy (mimo, że poprzednie rozdziały bardzo mocno to budowały). To definitywnie błąd wymagający poprawy.

 

 

Podsumowując, jako autor zdaję sobie sprawę, że coś nie pykło - perfekcja z bitwy nad Heihe nie została zachowana. Mam szczerą chęć wzięcia się za ten rozdział ponownie i nieco go przebudować. Wydaję mi się, że ostatecznie co zabolało to właśnie brak detali, tych kluczowych opisów, które wyjaśniłyby czemu się dzieje tak a nie inaczej. Wątek łączności również wypadałoby poruszyć, a sińską stronę lepiej zbalansować. 

 

Jeszcze raz bardzo dziękuję Dolar za oczywiście krytyczny, ale bardzo pożyteczny komentarz. Życzę by kolejne rozdziały nie okazały się dla ciebie rozczarowaniem.

 

Pozdrawiam

 

- Verlax

 

 

 

 

 

 

 

 

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...