Jump to content

Krwawe Słońce [Z][Wojenny][Grimdark][Far East]


Recommended Posts

Naturalnie nie mogę pozostać dłużny i obalić Twoje kontrargumenty swoimi.

 

Beware the spoilers!

 

Spoiler

 

Najpierw punkt pierwszy czyli początkowa salwa. Pomimo wyjaśnień, iż nie były to pociski do zwalczania siły wyżej nadal uważam że jedna salwa, oddana tuż przed atakiem, nawet jeżeli nie wyrządziłaby znaczących szkód, to poważnie nadszarpnęłaby morale wojsk Siny i jeszcze podkreśliła przewagę technologiczną armii  Nippony. Efekt psychologiczny salwy burtowej byłby niezmiernie destrukcyjny - ot, siedzą sobie pegazy na chmurze, a tu nagle przelatuje pocisk wyrąbujący w niej dziurę i prawdopodobnie zabierający ze sobą kilku pechowców. A zaraz za nimi nadlatuje armia Cesarska...

 

Teraz przejdźmy do maksymalizacji zalet cumulonavisów w ataku frontalnym zarządzonym przez Golden Liona. Po pierwsze - analogia do Trafalgaru jest absolutnie nietrafiona, gdyż tam mieliśmy do czynienia z taktyką mającą na celu odcięcie części sił wroga i zniszczenie ich skoncentrowanym ogniem z obu stron a nie przebicie się przez jego szyk. Po drugie - technologia w tej bitwie stała na równym poziomie.

 

Wyjaśniwszy tę kwestię pozwolę sobie przedstawić jak powinno wyglądać użycie cumulonavisów, które zmaksymalizowałoby ich zalety. Verlax był uprzejmy stwierdzić, że uzbrojenie pomocnicze ma zasięg skuteczny 300-500 metrów i jest rozmieszczone głównie na burtach. W takim wypadku należało nie atakować punktowo i walić z czego się da, a lecieć wzdłuż szyku Siny. Owszem, pozwalałoby to na wykorzystanie jedynie połowy uzbrojenia, ale praktycznie bez ryzyka. Okręty prułyby po przeciwnikach, a pegazy osłaniałyby je przed nagłym atakiem sińczyków. Dzięki temu osiągnięto by następujące cele a) skuteczne wykorzystanie swojego uzbrojenia b) trzymanie większości swoich sił poza, lub na granicy zasięgu skutecznego ostrzału wroga co zminimalizowałoby starty c) sińczycy, masakrowani bez praktycznie żadnej możliwości odpowiedzi błyskawicznie straciliby jakąkolwiek chęć do walki - morale zostałoby zdruzgotane. I to byłoby zmaksymalizowanie zalet potężnych, ale nieprzetestowanych bojowo jednostek floty powietrznej.

 

Oczywiście obecność Niebiania miałaby wpływ na bitwę i nie byłaby ona tak jednostronna jak chciałby tego Golden Lion - szczególnie jeżeli dodać niebagatelne umiejętności jego przeciwniczki. A to otwiera masę możliwości i zdecydowanie poprawiłoby odbiór bitwy przez czytelnika.

 

Atak klinem można częściowo wytłumaczyć pewną... porywczością dowódcy Nippony i przekonaniem o swojej przewadze technologicznej, która nawet we frontalnym ataku zrównoważy przewagę liczebną wroga. Tylko nijak nie pasuje to do jego wcześniej stworzonego obrazu - mądrego, przewidującego dowódcy.

 

 

To teraz pora na krótką rozprawę z rozdziałem o tytule "Exodus"

 

Beware the spoilers! Again!

 

Spoiler

Tym razem mieliśmy odpoczynek od wielkiej wojny. I bardzo dobrze. Dowiedzieliśmy się co się dzieje z Rainbow Dash, która w końcu zdaje się powoli wracać do siebie. I w sumie dobrze, gdyż dalsze utrzymywanie jej w pół-życiu na dłuższą metę mogłoby stać się nużące. Na szczęście Verlax przerwał to w odpowiednim momencie, ale jednocześnie nie zapomniał, iż długi, przymusowy odpoczynek odbił się na jej sprawności. Poznaliśmy również rozpaczliwą sytuację uciekającej ludności, która stara się ze wszystkich sił uciec przed najeźdźcami i dotrzeć do Mankinu. Niejako mimochodem dostaliśmy opis jednej czy drugiej zbrodni wojennej, a także dalszą rozbudowę charakteru Rising Storma. Scena w świątyni jest naprawdę fajna. Cicha, spokojna, dokładnie taka jak trzeba.

 

Podsumowując - po wpadce w X rozdziale, KS wróciło na swój dawny, bardzo wysoki poziom. I oby tak dalej!

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

W odpowiedzi na kolejne argumenty tyczące się krytyki Rozdziału X:

 

Spoiler

Przyznaję, że argumentacja twoja jest bardzo celna i nie będę za specjalnie tutaj wytykał. Natomiast "rework" i "dopracowanie" Rozdziału X jest już w toku i zdaję mi się, że znalazłem sposób na znacznie lepsze opisanie przedstawionej bitwy. Z twojej krytyki uznaję, że koło 80% za coś co rzeczywiście wymaga sążnego edita i takiego zamierzam dostarczyć w bardzo najbliższym czasie. Przeczuwam, że może być już gotowy w środę.

 

Poza tym standardowo, bardzo też dziękuję za komentarze do dalszych rozdziałów. Cieszy mnie, że w XI udało mi się "zrehabilitować". 

 

Pozdrawiam

 

- Verlax

Link to comment
Share on other sites

Dobrze że porcja zasłużonego jadu się na coś przydała :crazywti:

 

A przy okazji - skończyłem lekturę kolejnego rozdziału. Tym razem "Sankō-sakusen"

 

Beware the spoilers!

 

Spoiler

Tym razem Verlax skupił się bardziej na stronie sińskiej. Pomijając epizod w pewnej wiosce. I co takiego dostaliśmy? Ewakuację, ewakuację, więcej ewakuacji oraz dalsze plany strategiczne Siny - wychodzi na to, że Makin jednak będzie broniony, choć może nie tak zawzięcie jakby mógł być. Czy to pomoże... przekonamy się zapewne już niedługo. Dalej - dostaliśmy kolejne przygody Rainbow Dash. Nie dosyć, że straciła swoją ochronę oraz środek transportu, to jeszcze brakuje jej trochę drogi do Makinu. I na dodatek żywi pewną nieufność co do motywów armii Nippony i nie bardzo chce się z nią spotkać - w sumie trudno się dziwić po tym co widziała. No i udało się dzięki temu udowodnić, że w tym fanfiku ma działający mózg. Następnie spotyka miłych uchodźców i (niespodzianka, niespodzianka) zostaje przez nich okradziona. Ach, ta naiwność! W każdym razie jej przygody czytało się lekko i przyjemnie.

 

Po raz kolejny rozdział utrzymał wysoki poziom, właściwy całemu fanfikowi. I teraz dylemat... czytać kolejny rozdział już, czy poczekać aż zostanie dokończony... zobaczymy.

Link to comment
Share on other sites

I zgodnie z obietnicą, informuję, że Rozdział X dostał duży update. Rozdział X (Część 1) podrósł z 10749 słów do 11939, podczas gdy Rozdział X (Część 2) rozrósł się z 10083 do 11947. Generalnie, na "rework" składają się zarówno dodatkowe postacie, dodatkowe sceny, jak i zwykłe zmiany pojedyńczych słów i nieznaczne zmiany opisów.

 

Rozdział X w swej zmodernizowanej wersji dedykuję @Dolar84, bez którego nie zauważyłbym tych wad i którego krytykę wziąłem na poważnie i podjąłem próbę naprawy wskazanych błędów. Nie jest to dosłownie "100% tego co Dolar wskazał jest naprawione", bo z nie całą też krytyką się zgadzam, ale wydaję mi się, że w obecnej wersji jest to dużo lepsze.

 

Rozdział X (Część 1) - Nieskończony Nieboskłon

Rozdział X (Część 2) - Nieskończony Nieboskłon

 

Jeśli kogoś interesuje, mogę również udostępnić dokument jakie konkretnie fragmenty zostały zmienione oraz jak wyglądał dokument oryginalnie, ale o to proszę by mi wysyłać to na PW. 

 

Pozdrawiam i życzę miłego czytania

 

- Verlax

Edited by Verlax
  • Upvote 4
Link to comment
Share on other sites

Przeczytałem.

 

I mogę stwierdzić, że teraz "Nieskończony Nieboskłon" dorównuje poziomem reszcie fanfika. A miejscami nawet wybija się ponad ten poziom. Verlax zebrał wszystkie błędy, poustawiał je sobie kolejno na stole, po czym sięgnął po ciężki młot i rozpier... znaczy rozwalił je po kolei na drobniutkie kawałeczki. W tej chwili praktycznie żaden z podniesionych podczas lektury oryginały zarzutów nie ma zastosowania a rozdział jest perełką - taką jaką powinien był być od samego początku.

 

Well done! (and Well Met!)

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

  • 1 month later...

Krótki raport z tego jak idą postępy nad kolejnym rozdziałem:

 

Dokładnie w chwili w której piszę tego posta, Część 3 "Bramy Makinu" ma 8157 słów. Szacuję, że zakończy się on na około 11-13 tys. Ostatnio jak pewnie możecie się domyślać w ogóle nie pisałem bo sesja morderca nie ma serca. Wolny jestem dopiero od 30 czerwca. Szczęśliwie więc mogę się zabrać na poważnie za kończenie tego dzieła. Publikację Rozdziału XIII szacuję, że wydarzy się w ciągu tygodnia.

 

Ostatni rozdział (czternasty) prawdopodobnie będzie najdłuższym i będzie sięgał 40 tys. słów wraz z epilogiem. Zakładając, że nie będę leniwą bułą, ludzie nie będą mi podrzucać nowych fajnych anime do oglądania czy odwalać innych przeszkadzających rzeczy, wydaję mi się, że do końca wakacji fanfik powinien zostać zakończony.

 

Pozdrawiam i życzę miłego czytania

 

- Verlax

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Bitwa o Makin dobiega końca. Oto prezentuję trzecią już część Rozdziału XIII. Zakończenie tej krwawej opowieści już znajduje się naprawdę blisko a ostateczny los ich bohaterów już niedługo zostanie wam ujawniony. Jednak o ile bitwa o Makin dobiega końca, o tyle w ciemnych uliczkach, w mroku nocy wśród ciągłej ulewy niektórzy jeszcze walczą. W następnym rozdziale (a właściwie interludium przed rozdziałem czternastym) poznamy losy tych wciąż walczących.

 

Rozdział XIII - Brama Makinu (Część 3)

 

Ten kawałek rozdziału dedykuję @psoras, gdyż pomógł mi w tłumaczeniach pewnych rzeczy i bardzo tę pomoc doceniam. Życzę wszystkim miłego czytania i zachęcam do nadganiania opowiadania, gdyż moim nieskromnym zdaniem - warto. 

 

Pozdrawiam

 

- Verlax

  • Upvote 3
Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

W mroku nocy, pośród strug deszczu, nasi bohaterowie walczą po raz ostatni. Ostatni kawałek tekstu przed finalnym i końcowym rozdziałem XIV został skończony i dzięki błyskawicznej korekcie Gandzii, jest już gotowy.

 

 

Interludium - Poza Dobrem i Złem

 

 

Tak jak obiecałem, Krwawe Słońce będzie miało dokładnie czternaście rozdziałów + epilog. Normalnie robiłem tak, że jeśli rozdział był za długi, to dzieliłem go na części i tak publikowałem. Tym razem jednak będzie inaczej. Rozdział XIV zostanie opublikowany dopiero jak zostanie zakończony w całości wraz z epilogiem. Ostateczne zakończenie tej pełnej krwi, przemocy i okrucieństwa opowieści zostanie wam podane jednego dnia. Kiedy to będzie? Pojęcia nie mam, póki co robię przerwę od pisania. Kiedy jednak będę się powoli zbliżał do skończenia tej historii, poinformuję was z wyprzedzeniem kiedy wielki finał Krwawego Słońca nastąpi. 

 

Zachęcam bardzo do czytania, nadganiania no i wreszcie - komentowania, bo nie ukrywam, że ich brak doskwiera mojej motywacji do pisania jak i utrudnia zgromadzenie sensownej krytyki pozwalającej poprawić mi jakość dzieła. 

 

Pozdrawiam

 

- Verlax

  • Upvote 2
Link to comment
Share on other sites

Są niezakryte spoilery!

– Verlaxowym ładuj! – krzyknął kursywą dowódca. 
– Jest Verlaxowy! – ładowniczy grzmotnął zamkiem i zameldował dowódcy. Także kursywą.

Tymczasem celowniczy właśnie kończył swoje skośne bazgroły namierzając wroga.
– Ognia! – ryknął Royal Nippon Pochylonym Głosem dowódca.


Artyleria zagrzmiała. Nadlatujące komentarze nie miały praktycznie żadnych szans. Kasowane jeden po drugim, znikały w efektownych, michałozatokowych, skośnych kulach ognia.

– Tam! Przedarł się! – dowódca zaklął pod skośnym nosem i zamknął skośne oczy. Zawiódł swój skośny kraj pełen skośnookich OCków. Nie pozostało mu nic innego jak...


Tak nie zaczyna się ten fanfik. I bardzo dobrze. Zostawmy absurdalne komedyjki gdzieś indziej. 

Przyznam że ciężko mi się pisze komentarze, nawet jeśli już coś uda się ogarnąć nie powala wielkością; niestety prawdopodobnie tak samo będzie i w tym przypadku>

Zacznijmy od ogólnych rzeczy:

Verlax podejmuje tutaj wątek wojny Japońsko - Chińskiej. Jest to dosyć nietypowe umiejscowienie akcji - większość fanfików osadzonych w klimatach IIWW skupia się na tzw standardzie. Czyli oklepanym niczym zadek klaczy lekkich obyczajów motywie  starć w Europie. I jeszcze żaden fanfik nie zrobił tego w zadowalający sposób. Żaden, który czytałem a mam jednak tego za sobą trochę. Wszędzie super tygrysy masakrujące powodzie T-34, zkucykowany Wehrmaht vs Armia Czerwona, a poziom wiedzy autorów woła o pomstę do Celestii. Wróćmy jednak do Krwawego Słońca. Przenosimy się na daleki wchód na kilka dni przed wybuchem wojny. 

W fanfiku czuć pewne napięcie i od samego początku wiadomo że coś się stanie. jednak autor postanowił nam sprawić i tutaj pewną niespodziankę. Nasz bohaterka, którą widzimy na początku, dosyć szybko przestaje niemal istnieć jako postać. Rainbow Dash, gdyż to o niej mowa jak zwykle pakuje się w kłopoty. I tutaj niestety był pierwszy mały "zgrzyt"  - RD jaką Verlax przedstawił w swoim tekście jest zdecydowanie zbyt ogarnięta. Niebieska klacz z bardzo małym rozumkiem i gwałtowną naturą jest tutaj zdecydowanie zbyt rozważna i... mądra. 

RD szybko znika z pierwszego planu - i to w świetnym momencie w naprawdę dobrze wymyślony sposób. Autor dobitnie pokazuje, iż w trakcie wojny pociski nie wybierają swoich ofiar i nieważne kim jesteś i jak bardzo zasłużonym kucykiem - jeśli masz pecha to cóż, kraina wiecznej przyjaźni czeka.... A na dodatek pokazuje jak nieznaczące są jednostki wobec takiego konfliktu.

RD znika a my zaczynamy obserwować zmagania z obu stron. Ma to swoje wady - spora część autorów spoileruje okrutnie wszystko co tyko można i znika zaskoczenie podczas czytania. Ponownie brawa dla Verlaxa - mino iż bitwy "czytamy" z perspektywy obu stron nie ma się uczucia "to wreszcie wysłali te czołgi jak dowódca zapowiedział cztery strony temu" a raczej jest zaskoczenie i pewna zmiana losów starcia (lub też nie!). Można nieco narzekać na pewien niedobór wojsk lądowych - główny ciężar walk Verlax przeniósł na niebo.

I wreszcie, po tak długim czasie, ktoś użył pogody w celach bojowych. Tak! Na dodatek z zachowaniem pewnej równowagi i mimo oczywistej potęgi natury nie jest to coś co mogłoby wygrać wojnę. To zadanie dla kucyków. A te w fanfiku nie stronią od przemocy - świat Verlaxa jest brutalny. Niekiedy nawet bardzo. Czyli taki, jakiego powinno się oczekiwać od fanfika poruszającego klimaty wojenne. Udało się też nie pójść w drugą stronę i zamienić tego w ociekającą krwią groteskę. Jest brutalnie tam , gdzie powinni. Tam gdzie nie jest to wymagane, jest spokojniej. 

Czytając kolejne rozdziały, pełne świetnych walk, zmagań tak na froncie jak i politycznych rozgrywek, zaczyna mam coraz bardziej doskwierać pewne uczucie. To kompletny brak wątku RD. Autor ratuje się tutaj dosłownie w ostatnim momencie, powracając z wątkiem "Tęczułki", jednak zaspokaja ciekawość tylko na krótko. RD znów "znika" na długi czas, wprawdzie ma to uzasadnienie fabularne - świetną sekwencję walki o stolicę. 

Oj tak. Walki całych armii są tutaj bardzo dobrze opisane. Ruchy wojsk, zajmowanie pozycji, wypady, ataki, kontrataki, wszystko napisane we wciągającym i świetnym stylu. Nieco gorzej wypada tutaj np pojedynek z najnowszego rozdziału - w porównaniu do reszty wydaje się aż nazbyt filmowy - choć nie mogę powiedzieć by nie czytało się tego z przyjemnością.

Podsumowując: Pozycja naprawdę warta przeczytania. Fanifk otrzymuje ode mnie EPIC i LEGENDARY oraz znak jakości K.R.E.D.K.E

59735cacca4ed_zotakredka.jpg.8303c652c46db7fb3458040e2b1b9624.jpg

 

Edited by Kredke
  • Upvote 2
Link to comment
Share on other sites

Bardzo ci dzięki Kredke za komentarz. Cieszy mnie, że generalnie się podobało, ale równocześnie dziękuję za wskazanie rzeczy które można by poprawić. Przyznaję, że w ostatnich rozdziałach RD trochę brakuje. Spokojnie jednak - zamierzam niedługo do niej wrócić.

 

Przy okazji, otrzymałem prośbę o możliwość skomasowania całego fanfika do jednego dokumentu by łatwiej byłoby go czytać na komórce. Stąd też zamieszczam całe Krwawe Słońce pod jednym linkiem:

 

*Click!*

 

Zachęcam bardzo do czytania. Nieskromnie przyznam, że naprawdę warto - bo to po prostu dobre opowiadanie.

 

Pozdrawiam

 

- Verlax

Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

Brama Makinu za mną. Interludium też

 

Beware the spoilers!


 

Spoiler

 

W końcu dotarłem do trzyczęściowego opisu głównej bitwy. Nie dziwie się, że autor postanowił rozbić ten rozdział na trzy części - gdyby tak nie uczynił, lektura mogłaby łatwo zmęczyć czytelników, Nie dlatego że rozdział był słaby - o nie! Był dobry, ale tak naprawdę stale działo się w nim to samo. Walka, walka, walka i jeszcze raz walka. Opisy poszczególnych starć, raz w uliczkach miasta, innym razem w przestworzach. I tak w kółko.

 

Nie da się ukryć, że jest to bardzo dobrze opisana bitwa. Części powietrznej nie obawiałem się w najmniejszym stopniu - już wcześniej widzieliśmy że autor to potrafi i będzie wszystko na wysokim poziomie. Nie zawiodłem się,, w przestworzach wszystko było cacy. Po raz kolejny mieliśmy komedię omyłek z obu stron i zamiast jednostronnej masakry (która byłaby nudna) otrzymaliśmy ciekawe, mimo że od początku przesądzone starcie. I to zakończone fajnym podstępem z fałszywą odsieczą. No dobra, odsiecz nie była fałszywa, ale jej wartość bojowa owszem.

 

Obawiałem się opisu walk miejskich - to trudna rzecz do opisania. Zero formacji, sprzeczne rozkazy, chaos, ogólna niewiedza... tutaj nie ma precyzyjnego ordere de battalie, tu liczą się małe oddziały, inicjatywa jednostek, młodszych oficerów i podoficerów. No i jeszcze jedna rzecz - to nie jest "czysta" walka. Wszelkie pierdoły o honorze, rycerskości i tym podobnych bzdurach można spokojnie wyrzucić, gdyż na nie nie ma tu po prostu miejsca. Wszechobecny niepokój, strach nawet, masa trupów, makabryczne sceny, gwałtowne zmiany losów bitwy - tego oczekuję po dobrze napisanej walce w mieście. I to właśnie dostałem w całej rozciągłości i najlepszym możliwym wydaniu. Z jednej strony mamy armię z samymi przewagami, która w idealnej sytuacji powinna odnieść miażdżące zwycięstwo natychmiast. Zostaje skontrowana kiepsko uzbrojonymi, słabo dowodzonymi i praktycznie niewyszkolonymi "żołnierzami", którzy jednak mają wymsokie (jak na te okoliczności) morale, walczą na swoim terenie i wykazują inicjatywę oraz bezwzględną pomysłowość. W efekcie dostajemy prawdziwą rzeźnię, kiedy tłubrama my walczących przelewają się ulicami by ginąć pod ogniem karabinów maszynowych, w wybuchach granatów czy porażone wyładowaniami potężnej magii. Coś pięknego - Brama Makinu spokojnie trzyma wysoki poziom całości fanfika. Przykład naprawdę doskonałej roboty.

 

A Interludium nie do końca. Znaczy... gdy nie fakt, że 7 z 17 stron zajmuje pojedynek to byłoby super - opis kilku niezwiązanych ze sobą scen pokazujących pobitewne pogorzelisko i wątpliwości targające niektórymi żołnierzami to bardzo dobry pomysł i dobrze wykonany. Niestety wspomniana walka jest całkowicie pozbawiona dynamiki i przyznaję, że ja przez te siedem tron strasznie się wynudziłem.

 

 

W sumie to tyle ode mnie. Komentarz mógłby być dłuższy, ale szczerze mówiąc nie mam siły a to co najważniejsze powiedziałem - nadal jest wyśmienicie. "Krwawe Słońce" to ponad wszelką wątpliwość najlepszy polski fanfik drugowojenny.

 

Niecierpliwie czekam na jego ostateczne zamknięcie.

 

BANZAI!

 

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

@jasiulo Jak najbardziej jest to ponyfikacja II wojny chińsko-japońskiej. Z mojej perspektywy idea była taka, że początek opowiadania bardzo przypominał realia historyczne, natomiast im dalej tym bardziej wprowadzam typowe "kucykowe" elementy, jak magię, umiejętności pegazów i ich wpływ na przebieg starć i tak dalej. Kilka rzeczy też zostało nieznacznie zmienione - z takich historycznych smaczków nieco inny był rezultat walki politycznej w Rzeszy Grivridge oraz nieco inna jest doktryna oraz modus operandii frakcji Kodoha wewnątrz struktur Cesarskiej Armii. 

 

Generalnie uważam, że zarówno osobom bardzo obeznanym z historią tej wojny jak i mniej fanfik powinien przypaść do gustu.

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Ok, pora wreszcie napisać komcia do trzeciej części trzynastego rozdziału i do interludium.

 

Cóż, trup ściele się gęsto, a mord dokonywany jest bronią wszelaką - tą znaną z naszego świata, jak i też tą opartą o założenia świata MLP. Tak, nadal mamy do czynienia z opowiadaniem na wysokim poziomie, które zasłużyło na te wszyskie głosy na Epic.

 

Ciekawi mnie tylko jedna rzecz. Niby opowiadaniu pozostał tylko jeden rozdział i epilog, więc jak zostanie ostatecznie zakończona zarówno kwestia niezakończonej jeszcze wojny sińsko-nippońskiej, jak i wątek Rainbow Dash? O właśnie, co z kwestią wykorzystania jej przez Sinę do wciągnięcia Equestrii w tę wojnę? Tyle pytań pozostało, ale czy doczekamy się na nie odpowiedzi? Mam nadzieję, że tak.

 

Pozdrawiam i cierpliwie czekam na finał tej opowieści. Oby był jak najbardziej satysfakcjonujący.

 

Wysłane z mojego LG-H440n przy użyciu Tapatalka

 

 

Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

Dobry,

 

Jako autor tego fanfika, mam dla was dobre wieści. 

 

Ostatni rozdział tego opowiadania jest już w końcowej fazie jego pisania. Nie tylko to, ale tym razem dzięki trochę innemu modelowi korekty udało się już go w znaczącej większości przygotować do publikacji. Obecnie, ostatnia część Krwawego Słońca poza epilogiem ma 92 strony. Z tego też powodu, przy publikacji zostanie podzielona na trzy części. Wielkie za to podziękowania należą się Gandzii, któremu ostatnio korekta jak i proof-reading idzie bardzo dobrze. Co do "treści", jako autor mogę wam tylko powiedzieć tylko, że podejrzewam, że wzbudzi on u was duże emocje.

 

4f39eb78d8.jpg

 

Rozdział XIV: Krwawe Słońce zadebiutuje w ciągu najbliższych dni, w skrajnym wypadku może i jutro. 

 

Pozdrawiam

 

- Verlax

 

 

 

 

Link to comment
Share on other sites

Witam,

 

Zgodnie z obietnicą co złożyłem wcześniej, Rozdział XIV został zakończony. Praca nad nim była zupełnie inna niż poprzednio. Muszę w tym momencie podziękować Gandzii, który wraz ze mną przebił się przez te blisko 100 stron i wytrzymał ze mną trudy pracy nad takim tekstem. Chociaż w samej prędkości pisania Rozdział XIV jest jednym z najszybciej napisanych przeze mnie rozdziałów, to psychicznie było to dla mnie duże wyzwanie i miałem z nim niemało problemów. Pisanie tego było straszną mordęgą i nie wiem ostatecznie czy to co ostatecznie tu wyszło jest cokolwiek tego warte. Nie mam co jednak rozpaczać - prezentuje wam oto ostatni rozdział Krwawego Słońca.

 

17d2236707.jpg

 

Rozdział XIV - Krwawe Słońce (Część 1)

 

Mentsu

 

Rozdział XIV - Krwawe Słońce (Część 2)

 

To wszystko. Opowiadanie nie jest jeszcze skończone, ale pewne wątki zostały zamknięte. Ostateczny koniec, przedstawiony w Epilogu pojawi się później. Muszę trochę odpocząć psychicznie zanim zabiorę się za ostateczne podsumowanie losów naszych bohaterów. Póki co, zapraszam was do czytania.

 

Pozdrawiam

 

- Verlax

  • Upvote 2
Link to comment
Share on other sites

Pomijam szerszą introdukcję. Generalnie, sprawy wyglądały tak, że z pozycji zupełnie neutralnej, acz będąc świadomym niepochlebnych opinii, zabrałem się za czytanie "Kryształowego Oblężenia". Po jakichś sześciu-siedmiu rozdziałach tomu I zacząłem się krzywić, było to takie "well, shieeet", ale brnąłem naprzód i w końcu dałem sobie spokój gdzieś pod koniec I tomu, chyba. No, później zerkałem na nowsze fragmenty, żeby o pewnych rzeczach przekonać się na własne oczy. Sporadycznie. Jest to o tyle istotne, iż po tym zbrzydła mi tematyka drugowojenna, do tego stopnia, że kiedy pojawiło się "Krwawe Słońce" to wywaliłem oczami, parsknąłem.

 

Ale kiedy niedawno rzuciłem okiem na początek, wyrywkowo sprawdzając sobie losowe fragmenty początkowych rozdziałów, moje zainteresowanie tematyką zostało na nowo rozbudzone. Zacząłem czytać i zostałem mile zaskoczony. Przede wszystkim, dosyć już tej III Rzeszy, dosyć nazistowskich, radzieckich akcentów, it's gone. Zamiast tego pełna świeżość – klimaty azjatyckie, przeniesienie wojny w inne miejsce i ogólnie podejście do tematu z większą dozą kreatywności, co się objawia chociażby w sponyfikowanych nazwach. Zdecydowanie jest to coś więcej niż pójście po najmniejszej linii oporu, vide Ruskonia, Polkonia.

 

Miałem wielką nadzieję przeczytać fanfik w całości, z chęcią i przyjemnością. I w sumie tak było. Zacząłem czytać, kiedy w pewnym momencie dostałem cynk: Stop! Nie rób tego, nie warto. Dlaczego? - zapytałem. Odpowiedź była krótka i jasna: zakończenie.

 

Dowiedziałem się co jest na końcu na własną prośbę. Pomyślałem sobie wówczas, że to niemożliwe, przecież Verlax sam krytykował "Oblężenie", przytoczył wiele trafnych spostrzeżeń, a na podstawie tego co czytałem na początku wszystko wskazuje na to, że postawił na klimat, strategię, politykę, intrygi. Zatem powinno być bardzo dobrze!

 

Jednakże usłuchałem i postanowiłem przerwać czytanie i zajrzeć do tych końcowych kawałków. I jednak była to prawda. Po prostu było to tak złe, że momentalnie poczułem wściekłość, ale i olbrzymie rozczarowanie. Ale z drugiej strony jestem wdzięczny, gdyż zaoszczędziłem mnóstwo czasu, a i moja złość i rozczarowanie byłyby jeszcze większe, gdybym przeczytał to całe i wpadł na to zakończenie. Chodzi mi o to, że ta historia radziła sobie świetnie, wyglądało na to, że Verlax uniknie wszystkich błędów znanych z "Oblężenia" – nie będzie spamowania statystykami dla samego spamowania statystykami, nie będzie gwałtów, a elementy gore zostaną utrzymane w jakichś ryzach, bez przekraczania granic pewnego smaku. Będzie za to strategia, planowanie, polityka.

 

Jednak nie. To zakończenie rozczarowało mnie srogo i prawdę powiedziawszy, przekreśliło wszystko na co pracowały poprzednie rozdziały i w mojej opinii umieściły opowiadanie na tym samym poziomie co "Kryształowe Oblężenie". Mówię poważnie. It's just as bad.

 

Nie zamierzam przeczyć, że autor zrobił research i że oparł to na wydarzeniach prawdziwych i wszystko... Ale w sumie nie jest to dla mnie AŻ TAK istotne. Te kwestie mają znaczenie analogiczne co historie developmentu gier, spartaczonych czy to przez końcówki właśnie, czy niedoróbki, czy przez zbyt długie czasy ładowania. Mogę je wziąć pod uwagę, ale generalnie oceniam finalny produkt – to co dostałem do rąk.

 

Jeżeli ktoś się nie zorientował, to przypominam, że byłem gdzieś na początku, po pierwszych trzech rozdziałach, kiedy dowiedziałem się że podobno nie warto bo zakończenie jest po prostu złe. Nie chciałem w to wierzyć, ale sprawdziłem i przekonałem się że to prawda. Postanowiłem podziękować. Zaoszczędziłem czas, a i moja frustracja jest w tej sytuacji mniejsza niż mogłaby być.

 



Ostatni kawałek tekstu to po prostu rzeź – odmóżdżona sieczka, przypominająca natężeniem przemocy i okrucieństwa jakieś serbskie filmy. Wszystko naraz: gwałcenie, rozcinanie, przecinanie, miażdżenie, katowanie również najmłodszych, ciężarnych klaczy włącznie z ich nienarodzonym potomstwem, epatowanie flakami i krwią bez chwili oddechu, po prostu okropieństwo. Boli to tym bardziej, że to samo spotyka również jedną z postaci kanonicznych – Rainbow Dash.

 

Wydaje mi się, że osoby dojrzałe emocjonalnie (na które zresztą autor raczył się powołać), mające jakiekolwiek pojęcie o historii, wiedzą co się kiedyś działo i jak ta wojna wyglądała. Nie było potrzeby opisywać właśnie tego tym bardziej, że autor sam przyznał, że była to męka psychologiczna, ciężko mu było strasznie. Wow, co za bohater, no dziękujemy!

 

Ja osobiście nie do końca daję wiarę, iż była to aż taka mordęga, zważywszy na to, że ten finał jest podzielony na wiele części. Gdyby to była prawda byłby raczej możliwie jak najkrótszy, ale nieważne. Nawet jeśli tak było, to tym bardziej istotna jest moja teza, którą często powtarzam kiedy różne osoby pytają mnie o porady i jak pisać. A powtarzam tak: Pisz dla siebie, ma to być przyjemność, kreatywne spędzanie czasu. Nie zmuszaj się do czegokolwiek, tworzenie nie może być torturą. Jeżeli w tym przypadku pisanie było dla autora udręką, wówczas to był właśnie znak, że być może nie musi się on męczyć i tego pisać, w ogóle. Chcę by to wybrzmiało: Pisanie sprawia Ci dyskomfort, czujesz się źle, męczysz się? Twoja głowa wysyła Ci sygnały, że być może lepiej będzie te konkretne rzeczy odpuścić, bo są po prostu złe. Zignoruj to, a zobaczysz jaki potwór wyjdzie z szafy.

 

No dobrze, a co to mogłoby zatem być zamiast tego? O, nie wiem, może zamknięcie tego krajobrazem po rzezi, opisanie pobojowisk, zniszczeń, porozrzucanych ciał? Bez drastycznego opisywania szczegółów, po prostu nakreślając posępną, trupią atmosferę i pokazać zło wojny? Bez żadnej akcji, bez hałasu. Zniszczenie. Śmierć.

 

Ale tak się oczywiście nie stało.

 

Swoją drogą, niezła asekuracyjna postawa, poziom pani Barbary Białowąs - "Niezależnie od tego, jako autor tego dzieła oczekuję, że czytając ten konkretny rozdział, masz minimum 18 lat, albo chociaż jesteś emocjonalnie dojrzały/dojrzała."

 

To w zasadzie daje podstawę autorowi do zdmuchnięcia wszelakich negatywnych opinii wynikających z zakończenia opowiadania, gdyż pewnie są "niedojrzałe". Jest to nie tylko wentyl bezpieczeństwa, ale i czynnik stawiający osoby sceptyczne w "złym" świetle. Z całą pewnością mam "trochę" więcej niż 18 lat, a swoją osobę uważam za dojrzałą emocjonalnie i oświadczam, że w mojej opinii, opowiadanie zostało zepsute i jest złe. Bardzo złe. I nie czuję się z tego powodu jakiś gorszy, niewyedukowany czy niedojrzały i nie zamierzam się tak czuć. Ba – sądzę, że po wypuszczeniu czegoś takiego to kto inny powinien czuć się nie w porządku.

 

Od razu powiem o czymś, o czym osoby które ze mną rozmawiają już wiedzą od dawna – z perspektywy czasu żałuje trochę "Ponybiusa" oraz tego, że pisałem kucykowe gore. Powiem więcej – gdybym pisał to dalej i silił się na coraz gorsze, bardziej bezwzględne akty brutalności, właśnie to powinno wówczas być dla mnie powodem by czuć wstyd, czy czuć się niedojrzałym.

 

Jeżeli jesteś zainteresowany/ zainteresowana tym "dziełem" – droga wolna, ale namawiam do powstrzymania się od czytania zakończenia i przerwaniu lektury gdzieś wcześniej. Powtórzę: opowiadanie radziło sobie znakomicie, była strategia i polityka, sensowna konstrukcja, wydawało się, że przemoc i elementy gore zostaną utrzymane w jakichś rozsądnych granicach. Ale autor na sam koniec zostawił bombę. Szkoda, że inne, poprzednie fanfiki Verlaxa nie spotkały się z kontynuacją, a akurat to owszem. Mówię to, bo już wiem do czego ta na pierwszy rzut oka przemyślana, pisana w inny sposób historia zmierza.

 

Można było to zamknąć z jakąś elementarną, ludzką godnością, zachowując opisy w pewnych granicach czy to smaku, czy zdrowego rozsądku. Można było naszkicować tylko makabryczny krajobraz po rzezi, po wojnie, pozostawiając szczegóły wyobraźni czytelnika. Ci lepiej poinformowani wyobrażą sobie więcej i starczy. Można było jakąś ciszą, czy bezbarwnością skomentować bestialstwo wojny, potępić ją, wykląć, oddać jakiś hołd ofiarom, oszczędzając czytelnikom tych obrazów. Cóż, trudno. Wyrzućmy do kosza politykę i strategię, opiszmy w dwuczęściowym rozdziale krwawą, trupią zupę!

 

Nie warto było.

 

 

Kończąc, pragnę poruszyć jeszcze trzy sprawy. Pierwsza – po tym co zobaczyłem już nigdy nie tknę kucykowego opowiadania drugowojennego. Po takim zawodzie prędzej już pójdę do kościoła niż znowu zaufam, że ktoś jednak napisał to na inny sposób. Druga – po niniejszym poście zostawiam dział gore, nie będę już zabierał w nim głosu, a co za tym idzie, w tym wątku również. Po prostu zostawiam tu moją szczerą opinię oraz wyraz tego jak bardzo się zawiodłem. Nie zamierzam czy to swoją obecnością, czy to ciągnięciem tej dyskusji podbijać tematu i tym samym wspierać tego tworu. No i sprawa trzecia – nikomu niczego nie bronię, jeżeli się ze mną nie zgadzasz, czytelniku bądź czytelniczko, nie mam z tym problemu. Podobnie, jeżeli mimo tego zakończenia oceniasz "Krwawe Słońce" pozytywnie. Nie będę oceniał i przypinał łat kto jest złym człowiekiem a kto nie, bo ma inną opinię ode mnie. Mogę jedynie rzucić "cóż, trudno" i żyć dalej.

 

 

Pozdrawiam.

  • Upvote 2
  • Thanks 1
Link to comment
Share on other sites

Witam Hoffman,

 

Najpierw chciałbym bardzo podziękować za komentarz. Krytyka jest zawsze w cenie, nigdy jej nie ignoruję i o ile nie jest skrajnie nieuzasadniona, zawsze ją doceniam. Stąd też czuję się absolutnie zobowiązany na nią w pełni odpowiedzieć.

 

Ciężko mi będąc szczerym jednak na niego odpowiedzieć, po prostu cytując fragmenty twojej wypowiedzi a potem się do niego odnosić. Byłoby to niepotrzebne szatkowanie twojego komentarza, a wiele by to nie pozwoliło osiągnąć. Stąd też odpowiem blokowo, odnosząc się do różnych części w różnych miejscach oraz samemu rozszerzając swoje stanowisko i dodając szersze wyjaśnienia dotyczące linii fabularnej. Najpierw musimy porozmawiać o najważniejszym - czyli o samych założeniach. Wiele krytyki może wynikać z tego, że czytelnik po prostu oczekuje czegoś kompletnie innego i mimo, że fanfik jest dobry, to ma do niego wyrzuty. Zacznijmy od najprostszego i w sumie najważniejszego pytania… o czym właściwie jest ten fanfik?

 

Właściwe tagi opowiadania, te określające jego charakter to [Wojenny] i [Grimdark]. Opowiadanie było od początku zamknięte za MLN, chociaż elementów do rozdziału XIV za które miałby on trafić do MLN nie było wiele. Wątek wojenny (czyli intrygi, polityka, walka) jest jednak tylko jednym z jego elementów. Krwawe Słońce jest o wojnie, ale jest również o Źle. Wątek ten obserwujemy z dwóch stron - po pierwsze mamy Rainbow Dash, niechętnego świadka oraz Rising Storma, oficera Nippony, którego osobowość kompletnie nie pasuje do otaczającej go rzeczywistości. Jedną z najważniejszych rzeczy, budujących pod Rozdział XIV jest właśnie ich rozwijające się charaktery, które sprawiają, że robią to co robią w ostatnim rozdziale (przed epilogiem).

 

Najważniejszym problemem, błędnym założeniem, kompletnie nieprawdziwym i nie mającym wspólnego z rzeczywistością jest to, że mniej lub bardziej dobro zwycięża. Objawia się to tym, że w fanfikach lekkich i “jaśniejszych” są owszem jakieś problemy, ale ostatecznie dobro zwycięża. Fanfiki “mroczne i poważniejsze” jednak w rzeczywistości robią to samo. Najczęściej się to objawia poprzez “X, Y oraz Z umarli, K jest kaleką, pół królestwa zrujnowane… ale przeżyliśmy, jest dobrze, dobro zwyciężyło”. To o czym jest Krwawe Słońce, to o tym, że Zło (przez duże Z) czasami, a nawet wręcz często zwycięża absolutnie i nie ma znaczenia ile kto poświęcił i dlaczego. Czasem znajduje się ten ostatni sprawiedliwy (którego rolę pełni Rising Storm) ale jest kompletnie bezsilny, kompletnie nie pasuje do sytuacji i najczęściej zawodzi na całej linii.

 

Fanfik miał mieć oryginalnie tag [Tragedy] ale zrezygnowałem z niego bo nie było sensu go używać - [Grimdark] wypełniał wszystkie założenia. Esencją Grimdarku jest właśnie absolutna dominacja zła, a dobra tylko nieznaczące przebłyski. Nigdy nie obiecywałem, że nie będzie w nim gore, brutalnych scen, czy pojawi się dobre zakończenie.

 

Drugie błędne założenie - to, że będę ugrzeczniał (?). Otóż ten kto zna historię powinien wiedzieć, jak bestialski był to czas i jak okrutna była to wojna. Jednak pomimo tego, zarówno nieznający jak i znający historię - może przyjąć założenie, że autor nie będzie pokazywał tych gorszych rzeczy albo je ukryje.  Dobrze to widać zresztą w twoim cytacie:

 

2 godziny temu, Hoffman napisał:

Można było to zamknąć z jakąś elementarną, ludzką godnością, zachowując opisy w pewnych granicach czy to smaku, czy zdrowego rozsądku. Można było naszkicować tylko makabryczny krajobraz po rzezi, po wojnie, pozostawiając szczegóły wyobraźni czytelnika.

 

Ale historycznie nie było żadnej godności, żadnego smaku ani żadnego zdrowego rozsądku w tej zbrodni. Zasugerowałeś mi, innymi słowy - bym po prostu tej zbrodni nie opisał. Zasugerowałeś mi bym skłamał czytelnikowi w żywe oczy. No to dopiero dobry pomysł!

 

Generalnie, (jako autor) mogłem przyjąć trzy różne modus operandii:

 

a) kompletnie pomijać elementy gore poprzez manewrowanie słowem w taki sposób, że końcowy produkt mógłby nawet wylądować poza MLN, a wszystkie prawdziwie brutalne sceny zaliczyłyby out

b) wybiórczo pisać sceny “złe”, ale przez ładowanie ich w tło bądź pisanie w sposób nieinwazyjny (suche opisy w stylu “Cesarska Armia spaliła miasto X, a trupy Sińczyków były zjadane po ulicach przez głodne psy, kompletne zniknięcie tak kontrowersyjnych rzeczy jak gwałtów).

c) być realistyczny i szczery. Opisać to tak jak należy.

 

Nie muszę wyjaśniać dlaczego nie wybrałem a), ale pozwolę sobie rozszerzyć dlaczego nie wybrałem b). Pierwszy powód - ten model po prostu by nie zadziałał tutaj, wypacza on obraz rzeczywistości, nie oddaje emocji jakie mogły czuć ofiary. Jak postać X mogłaby czuć się źle, jeśli scena, która zszokowała postać jest ukryta przed czytelnikiem? Czytelnikowi potem byłoby ciężko zrozumieć motywację postaci. Gdybyś był taki miły i nie wybiórczy, zamiast przeskakiwać do ostatniego rozdziału przeczytałbyś cały fanfik, to spotkałbyś się z Exodusem i Sanko-Sakusenem, gdzie są opisywane nippońskie zbrodnie. Tam jednak są one w tle, są opisywane suchym opisem. I poza tym, że budują to tło, nie mają żadnego uderzenia emocjonalnego.

 

Tym bardziej, że gdybyś czytał fanfik od początku do końca to zauważyłbyś pewną charakterystyczną rzecz - rosnącą progresję zła, rosnące okrucieństwo, większą brutalność. Poziom zła rośnie, od pierwszych rozdziałów do czternastego niczym bohater Jądra ciemności zbliżającego się do Kurtza. Pierwsze rozdziały mogłyby w ogóle nie być w MLN. Kolejne były brutalne, ale do przeżycia. Dalej mamy opisywane naprawdę potężne zbrodnie, ale wciąż opisem. I dopiero na zakończenie, w akcie finalnym mamy na zakończenie Rzeź Makinu.

 

Ale to tylko jeden aspekt. W ogóle, zanim przejdziemy dalej… jak bardzo realistyczny jest Rozdział XIV?

 

Spoiler

 

Wszystkie sceny mordów i gwałtów były inspirowane case’ami spisanymi przez świadków rzezi nankińskiej. Były dwie, które nie miały podparcia historycznego. Pierwsza - to końcowa scena z RD. Druga - “konkurs na ścięcie 100 Sińczyków”. Historycznie, udowodniono, że to była raczej miejska legenda niż coś co się wydarzyło (ścięto maksymalnie 8). Na wszystko pozostałe są mocne świadczenia historyczne, a w niektórych wypadkach nawet zdjęcia.

 

Jeszcze co do tego “czy wszyscy Nippończycy byli takimi bestiami”. Ze źródeł, istnieje tylko jedno (!) potwierdzenie, że był japoński oficer co pomagał ofiarom. Część żołnierzy też szybko się znudziła i po tygodniu rzezi przestali w niej uczestniczyć dalej. W niektórych sytuacjach oficerowie przymuszali żołnierzy do kontynuowania rzezi nawet gdy ci już mieli dosyć.

 

 

Dlaczego więc zdecydowałem się tutaj pokazać to wszystko w pełnym świetle? A no właśnie dlatego by pokazać to takim jakim było, a nie durnie ugrzeczniać, bo czytelnik może poczuć się urażony. Gdybym zastosował schemat b), innymi słowy nie byłbym szczery, nie pokazałbym tego jakim było i spalił przedstawienie tego - bym po prostu czytelnikowi opowiadał słodkie kłamstwa, byle mu się to dobrze czytało. Uznaję osobiście realizm historyczny za jedną z największych zalet tego fanfika. Opisałem ją taką jaką była, a to że dla czytelnika jest to ciężkie - nie dziwota. Dlatego miałem zresztą tak ogromny problem z pisaniem tego rozdziału. Oddanie sprawiedliwości tej zbrodni, a nie ugrzecznianie uznałem za najważniejszy cel.

 

Użyję historycznej analogii. Powstał kiedyś chiński film “Miasto Życia i Śmierci”, który jest właśnie o tym o czym rozmawiamy tutaj - o rzezi nankińskiej. Film był sukcesem, ale poza pochwałami, zgarniał też opieprz od chińskich krytyków. Dlaczego? A no dlatego, że nie był to film szczery, że zbrodnie były pokazane za mało, że przez wybieloną postać jednego z cesarskich oficerów Japończycy nie zostali przedstawieni jako kompletnie obłędne dzikie bestie. I ta krytyka jest słuszna, bo historycznym realizmem byli Japończycy jako dzikie, całkowicie złe bestie.

 

Innymi słowy - oczekiwanie, że uniknę pisania o najgorszych, ale prawdziwych elementach rzezi nankińskiej tylko dlatego, że jest to ciężkie dla czytelnika jest złudne. Natomiast ja bym przyjął krytykę tyczącą się gore, brutalnych scen i gwałtów, ale tylko w dwóch wyraźnie zaznaczonych przypadkach:

 

a) gdyby autor by pochwalał te zbrodnie (czego nie robię)

b) gdyby zbrodni byłoby nawalone tak dużo, że straciłyby one shock value i czytałoby się to kiepsko (albo nie pełniłyby istotniejszej roli w fabule)

 

I przyznaję, że do punktu b) trochę spaliłem. Zwrócił mi na to uwagę Kredke i to jest jedyna rzecz jaką byłbym w stanie skorektować w rozdziale. I to nie dlatego, że “gore, gwałty i ola boga”, tylko właśnie dlatego, że flow w fabule jest średnie i rozdział czyta się gorzej.

 

Pozwolę kompletnie zignorować emocjonalny ton, słabe wyzwiska czy nędzne uszczypliwości. Zakończę to tylko tak: jeśli wolisz pozostać w sferze małych słodkich kłamstewek, to proszę bardzo. Ale to co opisałem to jest to co się wydarzyło historycznie. Możesz to zignorować, możesz mi dalej robić wyrzuty… ale cóż, to dalej będzie to samo. Zaprzeczanie rzeczywistości. Czasami zło wygrywa i czasami okrutne zbrodnie są popełnianie, unikanie tej prawdy do niczego nie prowadzi.

 

Dodam jeszcze od siebie, że prawdopodobnie Rozdział XIV będę poprawiał, ale poprawki te nie będą się tyczyły “ugrzeczniania”, tylko właśnie poprawy czytelności i flowu w fabule.

 

Pozdrawiam

 

- Verlax

Edited by Verlax
  • Upvote 2
  • Downvote 1
Link to comment
Share on other sites

Pamiętacie co pisałem o tym, że już nie będę tu odpowiadał? No to zapomnijcie o tym. Zapomniałem jednej istotnej rzeczy o Verlaxie – on nie udaje, że głosy sceptyczne nie istnieją. I chociażby dlatego warto nagiąć ramy mojego poprzedniego postanowienia.

 

Ogółem, to jest prawda, że mój ton wypowiedzi był emocjonalny i zaczepki mogłem sobie darować. Jeżeli ktokolwiek z Was poczuł się urażony to oczywiście jest mi przykro i za to przepraszam, jednak były to rzeczy które po prostu musiałem z siebie wyrzucić. Ciążyły mi i nie było innego sposobu, żebym poczuł się wolny.

Mogłem też przeczytać całość i jednak próbować nie myśleć o tym zakończeniu. Mogłem, mogłem, teraz to już po ptakach. To zakończenie po prostu nie jest dla mnie i niestety zrzutowało na wszystko co je poprzedziło. Minęło trochę czasu i w sumie cieszę się, że postąpiłem tak, a nie inaczej. Zapowiem tu taką jedną rzecz, możesz ją zignorować, albo i nie, ale ogółem w pewnym miejscu za jakiś czas napiszę coś o sobie i generalnie powinno to rzucić nieco światła dlaczego od ponad roku zachowuję się tak jak się zachowuję. Nie jest to żadne usprawiedliwienie, ale wiesz... "Historia developmentu" nie jest aż tak ważna, możesz ją wziąć pod uwagę, ale nie musisz.

 

Chodzi o to, że moje źródło wie ogólnie co się ze mną dzieje, z czym mam kłopot i po prostu ostrzegło mnie zawczasu, bo wiedziało, że jeżeli przeczytam całość i na samym końcu wpadnie to zwieńczenie, wówczas dostanę po prostu szału i może mi się znowu pogorszyć i jestem za to ostrzeżenie szczerze wdzięczny. I rzeczywiście, nawet nie mając za sobą wszystkiego co poprzedziło rozdział XIV, zapoznając się z nim miałem poczułem się tak jakby ktoś mi właśnie pokazał środkowy palec i jeszcze napluł na twarz.

 

To na co czekałem, to opowiadanie ponyfikujące w jakimś stopniu wojnę światową, ale nie zbędnie przeciągnięte, nieprzeintelektualizowane, ale również nie napisane w absolutnie gorowatym, bestialskim stylu, łamiące wszelkie granice, a podejmujące za to aspekty polityczne, strategiczne, może nawet ideologiczne. Nie mam cienia wątpliwości, że te dwie pierwsze rzeczy są zrealizowane w ramach całości, te ostatnie chyba też. Natomiast, po miłym zaskoczeniu, przekonaniu się do treści i rozpoczęciu lektury wszystko wskazywało na to, że wreszcie będzie to coś innego: elementy gore będą zachowane, ale z rozsądkiem, dzięki umiejętnie pisanym opisom będziemy wiedzieć co się tam dzieje, ale w żadnym momencie nie skrzywimy się od opisów tych aktów. Będziemy za to mieli świadomość i skalę rozgrywającego się zła, i tego że ono wygrywa.

 

Ja nigdzie nie napisałem, że spodziewałem się tryumfu dobra, czy ugrzecznienia czegokolwiek, nie. Chodzi tutaj nie o zawartość merytoryczną, ale formę i przekaz graficzny i odnoszę wrażenie, że gdzieś musiała się zatrzeć ta granica i poniekąd stałeś się, jak to się mówi, ofiarą własnego sukcesu tudzież postawionego sobie celu.

 

Otóż naprawdę nie potrzebne są aż takie przesadzone (mój główny zarzut to absolutna przesada, przesyt) opisy, traktujące o absolutnie każdym świństwie, czy obrzydliwości by zachować zgodność z faktami historycznymi, czy pełnię zamierzonego przekazu. Nie chodziło mi o to abyś ugrzecznił czy zatajał cokolwiek w sensie merytorycznym, ale po prostu graficznym. Nie bez powodu np. Kiedy robi się reportaż czy interwencję, ofiary tylko ogólnie opowiadają co się im przytrafiło, bardzo często mają zasłonięte twarze. Przy rekonstrukcjach oraz opisach czynu zachowuje się wielką powściągliwość, bo generalnie kiedy ludzie słyszą o tym, że ofiara została pobita, porwana, zgwałcona, a gwałciciel jej jeszcze gałki oczne kciukami wcisnął bo tak, to wiedzą o co chodzi i nie trzeba im wynajmować aktorów i wywalać kasy na efekty specjalne na wypadek gdyby nie zrozumieli. Są również powody, dla których także przy produkcjach historycznych czy krążących wokół wydarzeń historycznych a niekoniecznie w stu procentach zgodnych z rzeczywistością powinno się uważać z efektami, czy aktami, chociażby po to by zostać potraktowanym poważnie. U podstaw, schemat działania jest bardzo podobny.

 

A zmierzam do tego, że w sensie oddania okrucieństwa tamtych wydarzeń postawiłeś sobie ambitny cel, nie ma co do tego wątpliwości, lecz zapomniałeś o jednym. Mianowicie, ja się obracam wśród kłamstewek, jakichś fałszywych wizji, jasne, ale ty przecież też w jakimś sensie obracasz się pośród realiów dla Ciebie abstrakcyjnych i niepojętych. Z tego prostego powodu, że... Nie było tam Ciebie. Nie żyłeś w tamtych czasach, nie doświadczyłeś tego, nie wiesz tak naprawdę jak to wyglądało. Pojęcie masz o teorii, ale to działania praktyczne zmieniają człowieka i sprawiają, że nasiąka pewnymi nawykami, zmienia się jego wrażliwość i podejście, empirycznie doświadcza zła. Tylko nie czuj się tu urażony, ale ilu książek byś nie przeczytał, ilu świadectw nie wysłuchał czy ilu zdjęć nie obejrzał, nigdy nie oddasz 1:1 tego co się tam stało. Jedyne co możesz robić, to właśnie powielać, powiększać i opisywać jeszcze dokładniej rozmaite okrutne sceny i tortury w nadziei, że jednak zbliżysz się do postawionego sobie celu, ale w praktyce skutek będzie taki, że pozostanie rozczarowanie, niesmak, no i bardzo wielu po prostu nie potraktuje tego poważnie.

To jest, na ile możemy mówić o powadze w przypadku opowiadania o kucykach, które... "Odgrywają" pewne wydarzenia historyczne.

 

I też nie chodzi mi o to, że "ej, jak chcesz pisać o wojsku, wojnie to weź najpierw idź do wojska, powalcz sobie gdzieś, pozabijaj", nie. Nie chodzi mi tutaj o pogląd, że o romansach powinni pisać ludzie którzy non stop flirtują i spędzają rozrywkowe noce, czy że o rzeczach smutnych, trudnych powinni pisać ci, którzy tego doświadczyli. Te rzeczy, to jednak jest codzienność, a o codzienności pisze się inaczej, bo można jej łatwo doświadczyć obserwując otoczenie, czy udając się do pewnych środowisk, pracując z tymi ludźmi. Natomiast wojna, jest to sytuacja kryzysowa, tragiczna, której się nie doświadcza tak, jak doświadcza się zwykłej, różnorodnej codzienności. Nie można sobie z kaprysu wejść do okopu bo mi się tak podoba, postrzelać, powyhylać się, pobyć z tymi ludźmi, pogadać, bo to kompletnie inna rzeczywistość.

 

I wreszcie, czekałem aż ktoś napisze opowiadanie, będzie miał wiedzę i podstawy by jakoś się odnaleźć pośród tamtej technologii, ale jednocześnie będzie pamiętał, że jest to opowiadanie z kucykami i nie bedzie czegoś takiego, że "no, poczytałem, opowiadam po prostu prawdę", tylko po prostu tak to napisze, że w żadnym momencie nie będzie wrażenia, że to po prostu bezmyślna siekanka i rozczarowania, że wszystkie te świetnie rozpisane elementy polityczne, strategiczne zmierzały do tego, że na końcu dzieci będą wypruwane z brzuchów i miażdżone.

 

Jeszcze inaczej: rozumiałbym, gdyby na podstawie różnych świadectw oraz relacji było opisywane życie już po wojnie, osoby która to przeżyła – ukazanie jak ona funcjonuje w rzeczywistości powojennej jak sobie radzi z tymi traumatycznymi wspomnieniami i wydarzeniami. To byłoby już przystępniejsze i bardziej wiarygodne. A na pewno jest prostsze do pojęcia dla nas, współczesnych ludzi, żyjących w środku Europy.

 

I naprawdę, troszeczkę dystansu. Twierdząc, że pisząc to w inny sposób okłamałbyś czytelnika, a w ten sposób piszesz jedyną prawdę, tak jak tam było, historycznie dokładnie, prawdziwie... No, to są całkiem wielkie słowa. Zbyt wielkie, z całym szacunkiem dla Ciebie. Dla weteranów wojennych, jakichkolwiek, wsyscy tutaj jesteśmy szczylami. I jeszcze to opowiadanie z kucykami?

Dodatkowo, stawianie siebie w roli takiego "kronikarza", który z definicji stoi ponad przeciętnym czytelnikiem, pokazuje jedyną prawdę i jego metoda jest "po prostu dobra", tudzież "autentyczna", to też nie jest w porządku. Tym bardziej, że jest kolosalna różnica między opisywaniem w wielu akapitach jak Nippończyk rozcina brzuch ciężarnej, jak miażdży płód, jak potem to zbezczeszczone, okaleczone ciało gwałci, a podaniem, w ramach scen o których poprzednio wspominałem, stonowanej informacji o tym, że pośród zgliszcz i morza trupów leżały ciała z otwartymi brzuchami, obok leżały pozostałości po jeszcze nie tak dawno rosnących w łonach matek dzieciach, albo nawet coś takiego, że gdzieś w jakimś pomieszczeniu śmierdziała krew i śmierdziała czyjaś sperma.

 

Czytelnicy nie są idiotami, oni będą wiedzieć, że jeśli ciało ma otwarty brzuch, to ktoś musiał użyć ostrego narzędzia, żeby ten brzuch rozciąć i wiemy, że musiała tam wszędzie być krew i płyny ustrojowe. Będą wiedzieć, że żeby te płody mogły wylądować obok, ktoś musiał je wyjąć, a jeżeli są zmasakrowane, to ktoś je musiał "przycisnąć". To zakończenie nadal byłoby obrzydliwe, łamiące pewne granice, przerażające i złe do szpiku kości, ale przynajmniej forma nie byłaby przesadzona, nie byłoby wrażenia, że ta stonowana, przedstawiona z pewnym dystansem oraz elementami typowymi dla kucyków historia nagle zmieniła się w takie coś.

 

Zaryzykuję nawet tezę, że taką metodą opisywać autentyczne wydarzenia historyczne to może każdy. Ba, ktoś mógłby nawet teraz tu przyjść i napisać follow-up na takiej zasadzie, że będzie opisywać tylko i wyłącznie tę rzeź, w taki sposób, że każdy rozdział to będzie kolejne dwanaście godzin i po prostu w kółko i w kółko będzie opisywać te obrzydliwości, możliwie jak najdokładniej, jak najbardziej obscenicznie. W myśl tej logiki znalazł się jeszcze bliżej prawdy.

A właśnie nie każdy może pisać tak, że bez takiej dokładności, bez takich ilości gore, a już na pewno bez dzielenia rozdziału na dwa człony, nadal potrafi zszokować, opowiedzieć prawdę historyczną bez wybielania danej strony i dać do myślenia. Czasami po prostu mniej to jest więcej. I miałem szczerą nadzieję, że nareszcie pojawiło sie takie właśnie opowiadanie. Myliłem się.

 

A nawet! Zaryzykuję jeszcze jedno – jeśli przyjąć ujętą w "Krwawym Słońcu" metodę opisywania prawdy za obiektywnie dobrą oraz gwarantującą autentyczność... "Cupcakes" oraz "Sweet Apple Massacre" powinny zostać uznane za arcydzieła – wszakże zdarza się, aż za często, że ludzie mordują, długo torturują swoje ofiary, jeszcze czerpią z tego przyjemność, jest przecież tak, że katów mijamy na ulicach, a niekiedy najpotworniejszymi i najobrzydliwszymi bestiami okazują się ci, których uważaliśmy za przyjaciół, którzy byli nam bliscy. A to czyni z nich idealnych drapieżników, bo wiedzą o nas wszystko. Ale każdy kto czytał te niesławne fanfiki wie przecież, że to nie tak.

 

Właśnie dlatego dziś żałuję, że pisałem kucykowe gore. Uświadomiłem sobie, że takie przesycanie treści flakami, krwią, bestialstwem, to bywa często po prostu zbędne i nie sztuką jest obrzydzić czytelnika makabrycznym opisem, ale tak opisać tragedię, by oddawała prawdę, szokowała bez czynnika obrzydzającego, pozostawała w pamięci i wywierała jakiś wpływ, uświadamiała o czymś.

 

I oczywiście, wtedy godności nie było. Ale dzisiaj jest. Nie wydaje mi się, że nieuczciwe byłoby zrezygnowanie z wielu tych brutalnych opisów. A przynajmniej, nie bardziej niż wymienienie ludzi którzy to kiedyś przeżywali i w ten sposób zginęli w męczarniach na kucyki, dodając elementy typowe dla świata MLP i twierdzenie, że to jest prawda historyczna, DODATKOWO, nie będąc wówczas na świecie i nie przeżywszy tego z pierwszej ręki. I wspominanie o jakichś słodkich kłamstewkach jest w istocie puste, bo całość rozbija się wyłącznie o formę. Jeśli powiem, że iksiński zginał w wypadku samochodowym, ciało zostało zmiażdżone, zmasakrowane, po przybyciu służb było już zwęglone, aż trumny nie otwierali, to przecież powiem prawdę. Nie muszę szczegółowo opowiadać, że elementy pojazdu najpierw wbiły się w skórę, potem w mięśnie, zaczęła tryskać krew, był nadal świadomy kiedy płonął, od gorąca parowała mu woda z gałek ocznych, włosy na klacie się zapaliły, potem ostre elementy coś mu odrąbały, krzyczał, zwrócił coś, zadławił tym się jeszcze i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej, po co? Poza tym, czasami lepszy efekt osiąga się opisując nie to co widać i słychać, ale to czego nie widać. Że zginął w wypadku mąż, ojciec, nie miał szans na przeżycie, nie można było trumny otworzyć bo to była taka makabra, ta nagła, okrutna śmierć odcisnęła jakieś piętno. Co szkodziło jakoś umiejętnie opisać, że wiele kucyków miało nadzieję, że to koniec wojny, że będą teraz żyć normalnie, szczęśliwie oczekiwały potomstwa i nagle ich nadzieje i marzenia zostały bezlitośnie wydarte spod ich serc, zniszczone na ich oczach, a ostatnie oddechy przepełnione były zgrozą i cierpieniem, bo ostatki ich życia zostały odebrane wraz z intymnością, godnością? A sprawcy byli z tego dumni? I chętnie robili to dalej? Użyć jakoś słów, podobierać zdania? Wydarli ciężarnej dziecko spod serca - wiemy co to znaczy. Odebrano godność, intymność - tak samo. Sprawcy byli dumni, robili to dalej - przecież tak zachować mogły się tylko zdziczałe bestie. I została powiedziana nieprawda? Że oni nigdy tego nie zrobili? Nikogo nie zabili, nie zgwałcili, nie zmasakrowali? Że nie byli totalnie obłędnymi, dzikimi bestiami? Absolutnie nie.

 

Just gore for the sake of having gore.

 

Przypominam, że układ odniesienia wygląda inaczej w przypadku wojny FIKCYJNEJ, a wojny opartej na FAKTACH. A zapewniam, że nikt normalny nie ma wątpliwości, że WWII była koszmarna i nie trzeba tego przypominać na wypadek gdyby ktoś nie zrozumiał.

 

 

Cóż, to by było tyle ode mnie. Definitywnie. Spokojnej nocy.

  • Thanks 1
Link to comment
Share on other sites

Na początek zaznaczę, że fanfika jeszcze nie przeczytałem w całości, nie przeczytałem zatem również ostatniego rozdziału. Znam jednak Verlaxa nie od dziś, dane mi też było niejako śledzić proces tworzenia opowiadania na Discordzie KKPF i muszę tu powiedzieć, że stwierdzenie, że autor w swoim fanfiku zawarł

 

6 godzin temu, Hoffman napisał:

Just gore for the sake of having gore

 

jest wysoce nieuczciwym zarzutem, podobnie jak porównywanie go do SAM czy Cupcakes. Verlax wyjaśnił powody stojące za takim a nie innym wyborem co do tego, jak opisane zostały wydarzenia (oparte na faktach, które nawet w kontekście 2 wojny światowej są prawie bez precedensu), przyznał także, że zamierza wprowadzić pewne poprawki. Nie wyobrażam sobie, żeby siadając do fanfika powiedział sobie "a, jebne se opko na ponad 500 stron, wierne prawdzie historycznej, oparte na źródłach i z fabułą zawierającą solidne elementy polityczne i strategiczne, a na sam koniec dla beki dam trochę bezsensowego gore, bo mam takie widzimisię, huauahuahauh". Można się nie zgadzać z wyborem autora, ale moim zdaniem nie można mu zarzucić, że zrobił coś bezmyślnie i "bo tak".

Edited by Poulsen
  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Dobra, najwyższy czas skomentować ten rozdział.

 

Na początek część pierwsza. Tutaj poziom jest równy temu, jaki prezentowały poprzednie rozdziały. Wojna ma się ku końcowi, zwycięzcy zaczynają się bawić, podczas gdy przegrani muszą przygotować się na najgorsze... A w środku całej tej zawieruchy dobrze nam znani: błękitna pegaz, pragnąca się dostać do domu i major, który zaczyna wątpić w wyznawane od lat wartości. Czuć tu tą atmosferę powojennej pożogi. A na koniec... Dostajemy zapowiedź tego, że wydarzenie przybiorą jeszcze gorszy obrót.

 

Mentsu - ciekawy przerywnik przed drugą częścią, dający nam wgląd w umysł Rising Storma. Ogólnie postać majora jest dla mnie jedną z najlepiej wykreowanych w fanfikach. Robi się naprawdę żal kucyka, który wręcz naiwnie wierzył, że wojna może być honorowa.

 

I część druga - ta najbardziej kontrowersyjna. Gore w KS mi jakoś bardzo nie przeszkadza - w końcu już w poprzednich rozdziałach pojawiały się sceny mniej lub bardziej drastyczne. Co do scen gwałtów... Dla mnie zależy to od tego, jak są one opisane, sama ich obecność nie przeszkadza mi, o ile gwałty nie są główną treścią opowiadania. Te tutaj były dla mnie, jakby to powiedzieć... może zbyt obrazowe. Po prostu w tak opisanych scenach nie gustuję, może komuś innemu się spodobają, mi akurat niezbyt.

Nie znaczy to jednak, że rozdział jest zły. Poza tymi scenami reszta to nadal stary, dobry KS ze wszystkimi jego zaletami, które już wcześniej wymieniałem.

 

Zrównanie KS z KO tylko przez zakończenie jest dla mnie przesadą. Pierwsze opowiadanie od początku jest kawałem solidnego fika, choć w zakończeniu mogło coś "nie pykąć", podczas gdy drugie od początku... ehem... nie zachwyca, delikatnie mówiąc.

 

Część pierwszą oceniam na 9,5/10, Mentsu zasługuje na 10/10, a część druga... tu dam 7/10, czyli ocenię dość dobrze. Nie jest to tragedia, ale coś się jednak popsuło.

 

Całkowita ocena: 8,5/10

 

Pozdrawiam i z niecierpliwością czekam na epilog.

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Jak już wspominałem zarówno w komentarzu jak i później na Discordzie, nie mam ci bardzo za złe za emocjonalną reakcję, nawet jeśli uważam ją za niesprawiedliwą. Pozwolę sobie więc rozszerzyć moje stanowisko oraz wyjaśnić dlaczego konkretnie nie jestem w stanie ze sporą częścią argumentacji się zgodzić.

 

Zacznijmy od pierwszej rzeczy - w sumie najważniejszych w twoim wypadku - od oczekiwań. Pozwolę ciebie zacytować:

 

Dnia 5.09.2017 o 03:21, Hoffman napisał:

To na co czekałem, to opowiadanie ponyfikujące w jakimś stopniu wojnę światową, ale nie zbędnie przeciągnięte, nieprzeintelektualizowane, ale również nie napisane w absolutnie gorowatym, bestialskim stylu, łamiące wszelkie granice, a podejmujące za to aspekty polityczne, strategiczne, może nawet ideologiczne. Nie mam cienia wątpliwości, że te dwie pierwsze rzeczy są zrealizowane w ramach całości, te ostatnie chyba też. Natomiast, po miłym zaskoczeniu, przekonaniu się do treści i rozpoczęciu lektury wszystko wskazywało na to, że wreszcie będzie to coś innego: elementy gore będą zachowane, ale z rozsądkiem, dzięki umiejętnie pisanym opisom będziemy wiedzieć co się tam dzieje, ale w żadnym momencie nie skrzywimy się od opisów tych aktów. Będziemy za to mieli świadomość i skalę rozgrywającego się zła, i tego że ono wygrywa.

 

Ja rozumiem Hoffman, że życzyłeś sobie taki fanfik, ale w gruncie rzeczy to jest właśnie myślenie życzeniowe - liczysz, że fanfik będzie miał takie elementy, nie będzie miał innych. Nie jest rodzaj życzenia w postaci “chcę by fanfik był dobry”, “chcę by fanfik był ciekawy”, “chcę by był pisany poprawną polszczyzną” (co życzy absolutnie każdy czytelnik) tylko konkretnie żądania, że pewne elementy będą,a pewne nie. Ich istnienie bądź brak może rozczarowywać jedną osobę… ale nie musi drugiej. Stąd też o ile są warte one brania pod uwagę, to nie stanowią one absolutu i nie dyktują jakości dzieła. Wydaję mi się, ze jest to warte wspomnienia, ponieważ akurat w kwestii tego, że jest to fanfik brutalny byłem szczery.

 

Po pierwsze - fanfik od początku wylądował w dziale MLN, mimo, że pierwsze rozdziały były wyjątkowo łagodne, a prawdziwie mocniejsze rzeczy zaczęły się dopiero od rozdziału szóstego. Po drugie - użyłem tagu [Grimdark], który choć jest nadużywany przez dzieła dużo “łagodniejsze”, które go otrzymać nie powinny, to w tym wypadku doskonale pasuje do definicji uniwersum tworzonego w fanfiku. Po trzecie - do ostatniego rozdziału pozostawiłem jeszcze osobne ostrzeżenie.

 

Jako czytelnik przyznaję, że niektórych gatunków czy elementów w fanfiku nie cierpię. Nie dzierżę kompletnie TCB, a moje próby zmierzenia się z takim fanfikiem (“Czternaście dni” od Ghattora) skończyły się kompletną porażką - po prostu mi się nie podobał, tyle. Natomiast podejrzewam, że obiektywnie jest to fanfik bardzo dobry i tylko moja osobista preferencja sprawia, że nie jestem w stanie go polubić i gdybym musiał je na siłę recenzować to prawdopodobnie nie byłbym w stanie powiedzieć wiele pozytywnego. Mam pewne wrażenie - popraw mnie jeśli się mylę - że, po prostu nie lubisz dzieł ewidentnie mrocznych i brutalnych, a Krwawe Słońce zacząłeś czytać bo podobał ci się świat, startowy pomysł na fabułę oraz elementy knucia i polityki. Być może przeczytałeś inne dzieło, które cię zraziło tymi motywami i bardzo chciałeś tego uniknąć.

 

Niestety przykro mi - Krwawe Słońce jest o tym, ale jest również o innych rzeczach. To, że ich nie lubisz - to mi szkoda - ale jak już wspomniałem, to jest kwestia osobistych preferencji. Ja bardzo rozumiem, że chciałeś konkretnie to i to, a nie chciałeś tego i tego - bardzo to szanuję. Rozumiem również dlaczego akurat mogłeś mieć taką zachciankę i dlaczego tobie tak to pasowało lepiej.

 

Omówiliśmy wątek “oczekiwań”, teraz przejdziemy do drugiego, czyli faktu jak właściwie z tą brutalnością przez cały fanfik jest, oraz w sumie najważniejsze - czy miałoby to wpływ na twoją końcową lekturę czternastego rozdziału.

 

Spoiler - (Mniej lub bardziej precyzyjny) Wykres brutalności Krwawego Słońca na Rozdział

Spoiler

80f103875f.png

 

 

Wbrew pozorom, fanfik jest paskudnie brutalny w wielu miejscach. Tworząc wstępny szkic opowiadania chciałem by poziom brutalności rosnął, aż miał spotkać swą kulminację w bardzo krwawym finale. Były rozdziały w których napięcie spadało po to by móc przygotować kolejny ważniejszy punkt opowiadania. Moim zadaniem było mentalnie przygotować czytelnika do spodziewanych okropności, stąd też coraz bardziej rosnący poziom zła. Jest to niczym podróż naszych bohaterów po rzece Kongo w głąb lądu, do jądra ciemności. Różnica jest taka, że jest to tym razem inna rzeka, a idą ze wschodu na zachód. Ale koncept zostaje.

 

Nie jestem w stanie tego kategorycznie stwierdzić, ale obawiam się, że twój odbiór Rozdziału XIV mógłby się drastycznie różnić gdybyś jednak przeczytał całe opowiadanie, które szykuje czytelnika na to co ostatecznie kryje się na jego końcu. Nie obraź się, ale moim osobistym zdaniem postąpiłeś głupio. Jeśli już się zacząłeś domyślać, że tematyka opowiadania nie będzie ci pasować, mogłeś je po prostu przestać czytać (a ja bym się nie obraził, a tobie może to rozwiązanie przypadłoby do gustu), albo mogłeś jednak spróbować przez nie się przebić od początku do końca (albo przeczytać od prologu do rozdziału trzynastego, a potem nie czytać czternastego i poczekać na podsumowanie w epilogu). W rzeczywistości, podbudowa pod ten rozdział, ze szczególnym zwróceniem uwagę na rosnącą brutalność szeregowych żołnierzy jak i postępująca degradacja psychiki Rising Storma są najważniejszymi elementami.

 

No ale cóż, teraz się nie dowiemy, bo zdecydowałeś się przeczytać to w innej kolejności. Możesz sam sobie zobaczyć jaki ogromny przeskok zrobiłeś na wykresie. Nie dziwota, że przeżyłeś szok poznawczy. Po prostu szkoda, że jednak zdecydowałeś się to zrobić tak, a nie inaczej - bo efektywnie usunąłeś sobie 80% opowiadania.

 

Teraz pozwolę sobie odpowiedzieć sobie jeszcze na “nowe” zarzuty z drugiego postu. Generalnie, ciężko mi tutaj zacytować bezpośrednio, ale w skrócie - implikujesz, że gore jakie dałem jest niepotrzebne i dałeś na to kilka argumentów:

 

a) Nie było mnie tam, więc silenie się na realizm jest bez sensu, skoro nie widziałem wydarzenia na oczy, tl.dr - i tak nie mam szans osiągnąć całkowitego realizmu.

 

Jakkolwiek próbowałem zrozumieć akapit z tym argumentem, tak go nie rozumiem. Oczywistym jest, że w pełni ducha tej rzezi z absolutnym realizmem nie uchwycę, ale dążę do jego osiągnięcia i chcę być tego najbliżej. Nie uznaję kategorii “idealizmu”, że można osiągnąć coś absolutnie perfekcyjnego i lepiej być nie może. Wiedziałem doskonale, że prawdopodobnie nie uda mi się tego napisać absolutnie doskonale.

 

W kontekście pisania rozdziałów często spotykałem się ze sceną, którą pisałem na podstawie źródeł. Czasami była to przemowa polityka, czasami jakaś zbrodnia, czasami walka. Najczęściej dostawałem suchy, bardzo rzeczowy i informacyjny opis pozbawiony jakichkolwiek emocji podany przez historyka albo jako relację świadka. Moim zadaniem jako pisarza było najpierw zrozumienie tej sceny, a potem zastanowienie się co realnie czuły ofiary, oprawcy czy świadkowie tych wydarzeń. Stąd też jak wspomniałem - trudno mi się ten rozdział pisało, ponieważ chociaż miałem wypisane czarno na białym jak to wyglądało, potrzebowałem konkretnie uchwycić emocje, które opisy historyczne zwykle pomijają.

 

Ostatecznie jednak - to, że z góry byłem skazany na porażkę nie zniechęciło mnie do tego, by jednak silić się na możliwie najbliższym tamtej historycznej rzeczywistości realizm.

 

b) Generalnie co do zasady - przedstawione gore nie było w żaden sposób potrzebne i mogłem to napisać inaczej, tl.dr - dałem sieczkę dla sieczki i bo mi się podobało

 

Zwyczajnie się z tym nie zgadzam. Rozdział XIV, jak i poprzednie gdzie pojawiały się mocno drastyczne sceny, miały w swojej fazie planowania długie przemyślenia o tym czy daną scenę opisywać tak, a nie inaczej. Poza już moim standardowym argumentem, że starałem się trzymać mocnego realizmu i trzymać się w faktach, miałem jeszcze inne powody dlaczego w niektórych scenach postanowiłem przyjąć takie modus operandii, a nie inne. Nie będę się już zbytnio rozpisywał, bo wychodzi mi wielki elaborat, ale dla mnie wyjątkowo było istotne by czytelnik rozumiał dlaczego dwaj główni bohaterowie fanfika - Rainbow Dash oraz Rising Storm zachowują się tak jak zachowują. Szczególnie w wypadku Rising Storma, który (uwaga, potężny spoiler):

 

Spoiler

...decyduje się ostatecznie się zabić

 

potrzebowałem usilnie wbić czytelnikowi do głowy to co sam Rising Storm widzi i czego jest świadkiem, by ten mógł zrozumieć dlaczego podejmuje tak skrajną decyzję. Tak samo też, decyzja Rainbow Dash

 

Spoiler

...by nie próbować prosić żadnego nippońskiego żołnierza czy oficera na ulicy o pomoc w dotarciu do Strefy

 

nie miałaby specjalnie sensu gdybym nie pokazał bezpośrednio dlaczego ona im kompletnie nie ufa, a suche opisy, czy “opisy post factum” nie pozwoliłyby w pełni oddać jej przerażenia. Jak już wspomniałem, suchy opis historyczny bardzo niewiele mi mówił o odczuciach świadków tych wydarzeń. Szczególnie widać to w dziennikach Johna Rabbe, który choć relacjonował na biężąco, to właściwie kompletnie pomija co właściwie wtedy czuł. Jednym z kluczowych powodów istnienia takiego gore, jest właśnie to, że by oddać pełną gamę emocji postaci potrzebowałem to w zwizualizować w pełni, a nie tylko “post factum” czy wymijająco.

 

Co do zasady - mógłbym napisać o tym więcej, ale zwyczajnie skrócę to do tego, że nie dałem tutaj gore tylko po to by dać gore.

 

Istnieje inne pytanie - otóż czy już pomijając ten wątek coś w Rozdziale XIV mi się nie podoba i powinienem poprawić? Tak - są to przeze mnie wspomniane flow w fabule i zmęczenie materiału, rzeczy na które wskazał mi po przeczytaniu Kredke. Będę bardzo chciał więc wrócić do tego i nieco nad tym popracować (acz prawdopodobnie po publikacji Epilogu).

 

Mógłbym o tym pisać bardzo długo - podejrzewam też, że część aspektów twojej wypowiedzi mogłem pominąć, za co przepraszam. Cieszy mnie bardzo Hoffman, że jednak zdecydowałeś się skomentować drugi raz. Jeśli jednak utrzymujesz się przy tym, że to twój ostatni post tutaj - jeśli chcesz jeszcze podyskutować możesz mnie złapać na PW przez Discorda. 

 

Pozdrawiam

 

- Verlax

  • Like 1
  • Downvote 1
Link to comment
Share on other sites

To całkiem zabawne że niektóre komentarze są dłuższe od niektórych opowiadań na forum .

Mi osobiście Krwawe słońce bardzo się podoba , i wiadomości że to już prawie koniec wcale nie uważam za dobrą , ale jestem wdzięczny autorowi za to co stworzył i mam nadzieje że w przyszłości ukarze się coś równie dobrego.

Link to comment
Share on other sites

A ja po raz kolejny powiem, że wszelakie epitety, tudzież wycieczki osobiste zawarte w moim pierwszym poście wynikały z emocji i nie miały na celu urażenia kogokolwiek, a już na pewno nie autora oraz jego czytelników, którzy się ze mną nie zgadzają. Rzadko mi się to zdarza, ale jednak. Nie będę jednak posta edytować i udawać, że nigdy nic takiego nie napisałem i nigdy się nie uniosłem, bo to dopiero byłoby asekuranckie. Z tego stanowiska mogę zaapelować po prostu o dystans oraz wyrazić przeprosiny, jeżeli ktokolwiek chowa choćby minimum urazy.

 

Natomiast, podtrzymuję kontrowersyjne porównanie do "Cupcakes" oraz "Sweet Apple Massacre", jednakże zaznaczam - tylko w kontekście metody przekazywania, formy opisywania wydarzeń zawartych w rozdziale XIV, a nie "Krwawego Słońca" jako całości. Może z grubsza przesadziłem sprowadzając całość do poziomu KO, niemniej nie będę tutaj wycofywał się ze swojego stwierdzenie w całości, ale uściślę - rozdział XIV jest tym, przy którym miałem retrospekcje i który w pełni minął się z moimi oczekiwaniami oraz nadziejami na to opowiadania, jako opowiadanie drugowojenne. Wcześniej historia radziła sobie doskonale, było to właśnie to, co chciałem otrzymać po przerwanej i niesatysfakcjonującej lekturze KO. To właśnie ten najnowszy na dzień dzisiejszy rozdział popsuł moje wrażenie i skutecznie zniechęcił, wręcz rozczarował. I nie chce tutaj roztrząsać kwestii, że nagle sobie przeskok zrobiłem i pominąłem wszystko co było między III rozdziałem (plus sprawdzane wyrywkowo scenki z późniejszych kawałków ZANIM postanowiłem to przeczytać od początku) a XVI, bo tutaj nie zamierzam się spierać, że tak się nie robi. Niemniej, muszę mieć na uwadze swoje zdrowie oraz samopoczucie, dlatego też, w pewnym sensie, ostrzeżenie jakie otrzymałem ocaliło mnie od jeszcze większej frustracji, jeszcze większego rozczarowania, czasu uznanego za stracony, nie muszę się też obawiać, że ogarnie mnie poczucie beznadziejności, czy "dół".

 

I jeszcze - w dalszym ciągu ubolewam nad tym, że tak wiele poprzednich Twoich fanfików zostało porzuconych, a ten dostał wsparcie które zaowocowało w finale tak bezwzględną, tak szczegółowo opisaną brutalnością, którą odczuwam mocny przesyt. Po prostu zostało tego zawarte w takich ilościach, w takim natężeniu, że w połączeniu z obraną metodą opisywania wydarzeń mnie, jako czytelnikowi, zrobiło się zwyczajnie przykro, która to przykrość czasem przeszła we wściekłość i myśl, że: "Tyle pisania, tyle czasu, żeby na końcu dostać to?!". I zaznaczę po raz kolejny, że wcale nie chodzi mi o to by wywalić z opowiadania wszystkie elementy gore, ale tylko o ich formę, ilość i natężenie. Zmierzam do tego, że kiedy fanfik jest dobry, kiedy mnie się podoba i kiedy czuję, że czas poświęcony na lekturę nie jest czasem straconym, wówczas nie chcę by on się skończył. I jeżeli chodzi o to co zdołałem przeczytać przed rozdziałem XIV, tak właśnie było. To ten ostatni rozdział stanowi całkowitą tego odwrotność - było tam tak tego wiele, że po uczuciu przykrości zacząłem się denerwować, a potem chciałem, żeby on się po prostu skończył. A potem wpadła część druga i generalnie była to powtórka, tyle że moja pozycja startowa już obfitowała w emocje negatywne, niechęć, zawód oraz wszystko to, czego mam na każdym razem nadzieję uniknąć. Wiesz, to nie jest tak, że widzisz jakiś naiwny fanfik, który prędzej mógłby się ukazać w 2012 roku, czy niesformatowany tekst i zabawne błędy, ale kiedy widzisz rzeczy, które nie mogły być błędem i które ktoś musiał specjalnie tak napisać, a ty potrafisz wyjść z kilkoma innymi koncepcjami jak mogło to zostać napisane i nie możesz pozbyć się wrażenia, że w tego wszystkiego ten ktoś wybrał rozwiązania absolutnie najgorsze.

 

I ja powtórzę raz jeszcze - tu nie chodzi o to, żebyś coś pomijał, czy przekłamywał, na ile oczywiście możemy mówić o autentyczności historycznej w przypadku opowiadania z kolorowymi kucykami oraz powadze takiego tworu jako powieści opartej na historii WWII, ale o bardziej strawną, inaczej przemyślaną formę, która nie odstraszy, nie obrzydzi, a zszokuje, przerazi, zostanie w głowie.

 

Chciałbym też wspomnieć, że osoby zaglądające tutaj nie mają obowiązku ani znać doskonale historii, ani orientować się perfecto co do wszystkich Twoich inspiracji oraz zamierzeń. Ja oczywiście jakąś tam wiedzę mam, a teraz, po Twoich postach, również tą o dziełach z których czerpałeś, ale potrafię sobie wyobrazić osobę, która nie interesuje się historią WWII w ogóle, nie czytała "Jądra Ciemności", czy też nie ma szczególnego pojęcia na temat różnych motywów literackich, a która wpadła tutaj coś przeczytać. No i wiesz, nie można jej za to winić. Ja też bardzo często wplatam w swoje teksty jakieś wstawki czy nawiązania, nierzadko zrozumiałe tylko dla mnie i nie zamierzam winić kogoś, że po przeczytaniu tego tekstu nie ma pojęcia o co chodziło w jakimś konkretnym fragmencie, po co to tam było i co ja napisałem. Ale obserwuję, że wiele z nich jakoś przemyka niezauważona, ale te które zostaną już namierzone, one spotykają się właśnie z taką reakcją. Ale to nic złego.

 

A chodzi mi o to, że może być osoba, która nie ma pojęcia o II wojnie światowej, a np. bardzo drażliwą dla niej kwestią są gwałty. I o ile będzie w stanie przełknąć postać, co do której mamy jedynie poszlaki, że kiedyś coś takiego ją spotkało, bądź też przełknąć fragmenty opisujące ten czyn, to jednak jestem pewien, że w rozdziale XIV jest tego po prostu zbyt wiele i to w zbyt szczegółowej formie aby przez taką osobę zostało coś takiego zaakceptowane. I bardzo możliwe jest, że nawet mając za sobą cały tekst, ten jeden rozdział końcowy znacząco wpłynie na ostatecznie wrażenie i sprawi, że ta osoba po prostu już nigdy nie będzie chciała przeczytać niczego od Ciebie - bo to było na końcu i wspomnienia w tego fragmentu są najżywsze, aż przyćmiewają wszystko to, co było przedtem. Mogą być też osoby dla których macierzyństwo, przemoc wobec nieletnich, bezbronnych to są szalenie drażliwe kwestie, one mogą po tym rozdziale zareagować bardzo podobnie. Nawet gdyby mogły przeboleć to, że jakiejś matce rozpruwa się brzuch, miażdży nienarodzone dziecko, a zmasakrowane zwłoki się gwałci, to jednak tego jest tak wiele w tym rozdziale, opisane to jest w taki sposób, że właśnie tego szoku nie ma, ale czytelnik czuje się wręcz bombardowany tym z każdej strony bez chwili wytchnienia, co się włączy z tym co napisałem wcześniej - chce aby ten rozdział zakończył się jak najszybciej, ma tego dość. I jeżeli widzi, że czeka go jeszcze drugie tyle, to może równie dobrze zamknąć kartę i podziękować. A te rzeczy są właśnie na końcu całego opowiadania i one bardzo wpływają na ostateczne wrażenie. I jeśli wszelkie granice zostaną przekroczone, to ten czytelnik nie będzie już pamiętał o intrygach, polityce, czy strategii, ale właśnie o tym, że bili, gwałcili, rozpruwali, bezcześcili, miażdżyli i po prostu kiedy ostatnim razem sięgał do "Krwawego Słońca" to chciał, aby ono się jak najszybciej skończyło.

 

Może teraz kilka cytatów, aby konwersacja jakoś zyskała na spójności...

 

Dnia 6.09.2017 o 13:59, Verlax napisał:

Ja rozumiem Hoffman, że życzyłeś sobie taki fanfik, ale w gruncie rzeczy to jest właśnie myślenie życzeniowe - liczysz, że fanfik będzie miał takie elementy, nie będzie miał innych. Nie jest rodzaj życzenia w postaci “chcę by fanfik był dobry”, “chcę by fanfik był ciekawy”, “chcę by był pisany poprawną polszczyzną” (co życzy absolutnie każdy czytelnik) tylko konkretnie żądania, że pewne elementy będą,a pewne nie.

 

No właśnie nie do końca. Mnie cały czas chodzi o to, że ja te wszystkie życzenia miałem spełnione, kiedy zaczytałem: fanfik był dobry, był ciekawy, napisany poprawnie. I byłem w pełni świadomy, że ma on również elementy brutalności, gore, ale po tym co już przeczytałem, wliczając w to również Twoje poprzednie fanfiki, mając w pamięci, że przecież krytykowałeś KO, a więc w Twoim opowiadaniu nie powinno być rzeczy które Ciebie tam wpieniały i wpieniały przy okazji innych czytelników (w tym mnie), po tym wszystkim byłem pewien, że kto jak kto, ale Ty będziesz znakomicie czuć granice słowa pisanego, pewien umiar i rozsądek w formie przekazu, więc opowiadanie nie będzie w żadnym momencie taką trupią zupą, tylko jak wiele by tego zła i brutalności nie narastało z czasem, to jednak zawsze będzie to utrzymywane w jakichś ryzach, by nagle nie stało się tak, że to te gorowate elementy wszystko przykryją.

 

I ja w dalszym ciągu podtrzymuję, że w taki sposób o zbrodniach wojennych, wyłącznie poprzez hurtowe ilości krwi, flaków i okropieństw, to może pisać każdy. Ale Ciebie uważałem (i w sumie nadal uważam) za pisarza naprawdę dobrego, mającego warsztat i wiedzę oraz takie wewnętrzne poczucie o czym można pisać i jak, a kiedy po prostu coś staje się przesadzone, odpychające. I tym bardziej czuję rozczarowanie tym ostatnim kawałkiem, ale przynajmniej z Tobą da się o tym porozmawiać i nie wygląda to tak, że każde absolutnie opowiadanie opierasz na tak odrażającej, obscenicznej przemocy, toteż niech będzie wiadomo, że ja nikogo tutaj nie skreślam. Wspominam o tym na wszelki wypadek. Chodzi mi o takie wrażenie, że: "Jak to możliwe, żeby istniała kiepska gra z Zeldą?" albo: "Jak to, Adam Marcus napisał dobry scenariusz?".

 

 

Dnia 6.09.2017 o 13:59, Verlax napisał:

Mam pewne wrażenie - popraw mnie jeśli się mylę - że, po prostu nie lubisz dzieł ewidentnie mrocznych i brutalnych, a Krwawe Słońce zacząłeś czytać bo podobał ci się świat, startowy pomysł na fabułę oraz elementy knucia i polityki. Być może przeczytałeś inne dzieło, które cię zraziło tymi motywami i bardzo chciałeś tego uniknąć.

 

Mroczny klimat bynajmniej nie idzie w parze z brutalnością i gore (po prostu może być mroczka historia bez przemocy lub z przemocą znikomą), a wbrew pozorom, pomimo pewnej zmiany w moim wyczuciu, nadal mam dosyć szerokie pole tolerancji wobec aspektów krwawych, brutalnych. Wszystko jednak ma pewne granice i jeżeli porwałeś się na opisywanie takiej oto zbrodni, to właśnie prędzej spodziewałbym się większego stonowania, gry słów, fragmentów, które na pierwszy rzut oka nie wydają się aż tak straszne, ale po chwili dopiero okazuje się jaką przerażającą prawdę przekazują, rozmaite przemieszanie tych scen z niegroźnymi fillerami by dać czytelnikowi chwilę oddechu (chociaż te fillery występują, tylko nie do końca spełniają to zadanie) wszystkich takich zabiegów, dzięki którym w tekście nic nie zostałoby przemilczane, nic nie byłoby przekłamane, ale jednocześnie by ten tekst był inny od reszty, wyjątkowy.

 

 

Dnia 6.09.2017 o 13:59, Verlax napisał:

Moim zadaniem jako pisarza było najpierw zrozumienie tej sceny, a potem zastanowienie się co realnie czuły ofiary, oprawcy czy świadkowie tych wydarzeń. Stąd też jak wspomniałem - trudno mi się ten rozdział pisało, ponieważ chociaż miałem wypisane czarno na białym jak to wyglądało, potrzebowałem konkretnie uchwycić emocje, które opisy historyczne zwykle pomijają.

 

I teraz - bardzo możliwe, że za tym również stoi fakt, że zrobiłem ten mój przeskok, ale w tym ostatnim rozdziale właśnie nie czuć emocji. Rzeczy po prostu się dzieją, i chociaż mamy punkt widzenia obserwatorów oraz oprawców, nie ma prawie w ogóle punktu widzenia ofiar, a przynajmniej w takim sensie, w jakim to sobie wyobrażam. Narracja jest trzecioosobowa, więc wiadomo, że nie mogłeś nagle przeskoczyć do jednoosobówki i opisywać bestialstwo z perspektywy jednej z bezimiennych ofiar... Ale mamy np. Rainbow Dash, która jest jedną z głównych postaci, jest obserwatorką, ofiarą, występuje zatem w kilku tych rolach i przyznam szczerze, że gdyby takich postaci było więcej - kucyków które znamy z serialu, bądź postaci oryginalnych, które poznaliśmy przez całe opowiadanie, jakoś się z nimi zżyliśmy, gdyby na końcu opisywane było po kolei jak one giną w tak niewyobrażalnych mękach i w tak niegodziwy sposób, myślę, że ja tym bardziej bym się załamał i pożałował, że przeszedłem z nimi całą drogę po to by żadnej z nich się nie udało. Żadnej. Nie chodzi mi o to, że wszystkie mają z tego wyjść cało z perfekcyjnym zdrowiem, ale to naprawdę nie jest przyjemne czytać o tym jak każda postać ginie w tak strasznych okolicznościach, tym bardziej, że wokół mamy jeszcze tyle bezimiennych ofiar, że w zasadzie ich imiona czy rola nie robią różnicy.

 

ALBO te emocje gdzieś tam są, ale ja nie mogę ich wychwycić, bo one również są przyćmiewane przez opisy czynów i całą te oprawę graficzną. Myślę, że tego powinieneś być świadom - jak jest najczęściej kształtowana świadomość ludzka; chwil przyjemnych, sukcesów nie chcemy pamiętać albo pamiętamy je krótko, a te najgorsze rzeczy, porażki tkwią w pamięci i ciągle są przywoływane. Tutaj mógł zadziałać taki czynnik - łatwiej w pamięci zapadają czyny haniebne, przemoc, brutalność i pozostawiają po sobie o wiele, wiele gorsze wspomnienia i wrażenie, na tyle by skutecznie wyrzucić z głowy czytelnika wszystko inne. No i wydaje mi się, że pisząc ten rozdział tak a nie inaczej, trochę w tę pułapkę wpadłeś.

 

Nieco później wspomniałeś o dziennikach, że tam właśnie nie czuć było emocji, tylko była to sucha relacja z wydarzeń. No właśnie "relacja" lepiej pasuje do tego czym jest rozdział XIV. Oczywiście nie dosłownie, bo przecież jest to jakaś konsekwencja poprzednich zdarzeń, część fabuły, jest narracja, opisy, jednakże to relacjonowanie wydaje się przykryć wszystko inne i w efekcie trzeba się przekopywać przez te flaki, krew, zmiażdżone płody, a to naprawdę nie jest ani przyjemne, ani tym co chciałbym wynieść z opowiadania. Tak więc, nie jest to relacja sucha, wysuszona aż zęby bolą od czytania, ale to nadal jakaś relacja. Zresztą, zastanawiam się, czy jeżeli, w myśl tego co pisałeś wcześniej, nie było tam godności, to czy były tam jakieś emocje? Czy może prędzej instynkty, prymitywne żądze zabijania, mordowania, po prostu samo zło? Bo jeżeli nie było godności, nie było emocji do opisywania, wówczas tym bardziej zostaje samo bestialstwo i obrzydliwości, a więc czy pisać tyle o tym samym w jednym rozdziale było właśnie taką przesadą?

 

 

Phew. Zdaje się, że to by było wszystko czym chciałem się podzielić dzisiaj. Powtarzam raz jeszcze, że ja nie chcę nikomu niczego bronić i nikogo nie osądzam jeśli się ze mną nie zgadza odnośnie tegoż opowiadania. Może faktycznie przy moim obecnym stanie zdrowia zabieranie się za to w ogóle było nierozsądne. Ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, a jeśli można przy tym nieco podyskutować...

 

Pozdrawiam i życzę miłego popołudnia.

  • Thanks 1
Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

Cieszy mnie Hoffman, że znów zdecydowałeś się zagościć w wątku i popełnić bardzo ładnego posta, w którym kontynuujesz swoją argumentację. Trochę zwlekałem w odpowiedzi na niego ponieważ w międzyczasie pisałem Epilog, który właśnie teraz został zakończony (i będzie już bardzo niedługo dostępny do publikacji, tylko korekta musi przejść). Teraz kiedy jestem więc “wolny”, mogę swobodnie odpowiedzieć na twój post i rozszerzyć swoją własną argumentację.

 

Pozwolę sobie zacząć najpierw od pewnej kwestii, którą zdaję się powinienem wyjaśnić, ze względu na to, że prawdopodobnie źle to sobie zapamiętałeś.

 

Dnia 7.09.2017 o 15:50, Hoffman napisał:

No właśnie nie do końca. Mnie cały czas chodzi o to, że ja te wszystkie życzenia miałem spełnione, kiedy zaczytałem: fanfik był dobry, był ciekawy, napisany poprawnie. I byłem w pełni świadomy, że ma on również elementy brutalności, gore, ale po tym co już przeczytałem, wliczając w to również Twoje poprzednie fanfiki, mając w pamięci, że przecież krytykowałeś KO, a więc w Twoim opowiadaniu nie powinno być rzeczy które Ciebie tam wpieniały i wpieniały przy okazji innych czytelników (w tym mnie), po tym wszystkim byłem pewien, że kto jak kto, ale Ty będziesz znakomicie czuć granice słowa pisanego, pewien umiar i rozsądek w formie przekazu, więc opowiadanie nie będzie w żadnym momencie taką trupią zupą, tylko jak wiele by tego zła i brutalności nie narastało z czasem, to jednak zawsze będzie to utrzymywane w jakichś ryzach, by nagle nie stało się tak, że to te gorowate elementy wszystko przykryją.

 

Chciałbym zaznaczyć, że nie uważam elementów brutalności czy gore w KO za wady. W jedynym poście jakim popełniłem pod tymże opowiadaniem zaznaczyłem, że to co jest moim największym problemem jest sama konstrukcja świata, która jest skrajnie nielogiczna, a podstawowe elementy wojny, logistyka, przemysł - wszystko to nie ma specjalnie sensu. Moim osobistym zdaniem opowiadanie to ma masę wad, ale same zbrodnie tam przedstawiane nie uważam za coś złego. Stąd też używanie tego za argumentu (że krytykowałem KO, a wcisnąłem takie rzeczy do fanfika) uważam za conajmniej nietrafione.

 

Teraz kiedy tę jedną sprawę wyjaśniłem, pozwolę sobie wrócić do głównego wątku twojego postu. Wracamy w sumie do tego samego pytania co wcześniej - dlaczego w Rozdziale XIV użyłem takiej formy, a nie innej.

 

Każda zbrodnia masowa ma swoje charakterystyczne cechy. Wszystkie z nich są wyjątkowe na swój własny sposób i to co stanowi jej wewnętrzny sens zwykle można wyróżnić. Jeśli rozmawiamy przykładowo o Holocauście, jej niezwykłym i kompletnie wyróżniającym się elementem był fakt, że było to przedsięwzięcie do którego uruchomienia trzeba było uruchomić większą część administracji Rzeszy. Była to swoista chora, niemiecka administracyjna precyzja, ogromne przedsięwzięcie logistyczne, wielkie inwestycje w tory kolejowe, precyzyjne wyliczenia i kalkulacje. Gdybym więc miał opisywać taki rodzaj zbrodni, opisałbym tylko ładnie ubranego niemieckiego oficjela, który popijając kawę projektuje kolejną kolej od A do X.

 

To co opisywałem tutaj, czyli rzeź nankińska również była ogromną zbrodnią, która również miała charakterystyczne cechy - była kompletną odwrotnością tego co opisałem akapit wyżej. Jeśli Niemcy znajdowali coraz mniej bezpośrednie sposoby zabijania, bo żołnierze łamali się psychicznie przy egzekucjach (przejście od egzekucji z broni palnej, do morderstw przemysłowych przy pomocy komór gazowych), tak najważniejszą charakterystyką zbrodni nankińskiej był fakt, że znacząca większość zbrodni była dokonywana w sposób bezpośredni, bez wyrzutów sumienia, w swoistym szale. Broń palna która zabija szybko, a jednocześnie nie wymaga zarówno dużego wysiłku fizycznego jak i psychicznego (pociągnięcie za spust) poszła do lamusa - w tej rzezi użyto zaś wielkiego arsenału dużo bardziej bezpośrednich środków. Tak samo też gwałt jest zbrodnią, którą by dokonać trzeba mieć naprawdę złą psychikę i brak jakichkolwiek ograniczeń. Można brać udział w rozstrzelaniu i mieć wyrzuty sumienia jednocześnie (ze względu na łatwość pociągnięcia spustu), ale do większości zbrodni opisanych w zbrodni nankińskiej nie ma to miejsca. Japończycy w swym absolutnym źle, okrucieństwie i perfidii osiągnęli poziom, którego prawdopodobnie nikt inny w świecie nie przekroczył.

 

Tak, jestem jedną z tych osób, która uważa, że Japończycy byli dużo, dużo gorsi niż Niemcy w trakcie II wojny światowej i uważa, że powinno się na nich zrzucić więcej niż dwie bomby jądrowe.

 

Dla mnie było absolutnym priorytetem by właśnie tę bezpośredniość, zło, brak jakichkolwiek wyrzutów pokazać w pełnej krasie, bo to jest właśnie ta wyjątkowość tej zbrodni. Zależało mi też, by pokazać Nippończyków w tym kontekście jako skrajnie złe kucyki, bo zwłaszcza fani militariów często zapominają w swym uwielbieniu dla wojska wybranej nacji, że ta armia popełniała ogromne zbrodnie (patrz: idiotyczni fani Wehrmachtu gadający bzdury, że Wehrmacht walczył rycersko, a zbrodnie to było SS). Było to też swoista rozprawa ze steoretypami. Nie, Japończycy nie byli honorowi w trakcie II wojny, byli to barbarzyńcy tkwiący w średniowieczu, którzy nie tak dawno toczyli skrajnie okrutne wojny domowe wypalając zamki, miasta, dokonując ogromnych zbrodni, a potem przypadkiem dostali od Brytyjczyków magiczne kije, co strzelają nie przechodząc jednocześnie żadnej głębszej kulturowej reformy.

 

Nie żałuję ostatecznie, że wybrałem taką formę jaką wybrałem, bo uważam, że ona lepiej oddaje to co chciałem w tym oddać. Nie spodziewałem się też, że wszystkim taka forma się spodoba, stąd też kompletnie mnie nie dziwi, że tobie Hoffman mogło to nie przypaść do gustu. Jeśli rażą cię opisy gore oraz sceny gwałtu, to w sumie tym lepiej dla ciebie - to znaczy, że masz dobrą empatię.

 

Dnia 7.09.2017 o 15:50, Hoffman napisał:

I teraz - bardzo możliwe, że za tym również stoi fakt, że zrobiłem ten mój przeskok, ale w tym ostatnim rozdziale właśnie nie czuć emocji. Rzeczy po prostu się dzieją, i chociaż mamy punkt widzenia obserwatorów oraz oprawców, nie ma prawie w ogóle punktu widzenia ofiar, a przynajmniej w takim sensie, w jakim to sobie wyobrażam. Narracja jest trzecioosobowa, więc wiadomo, że nie mogłeś nagle przeskoczyć do jednoosobówki i opisywać bestialstwo z perspektywy jednej z bezimiennych ofiar... Ale mamy np. Rainbow Dash, która jest jedną z głównych postaci, jest obserwatorką, ofiarą, występuje zatem w kilku tych rolach i przyznam szczerze, że gdyby takich postaci było więcej - kucyków które znamy z serialu, bądź postaci oryginalnych, które poznaliśmy przez całe opowiadanie, jakoś się z nimi zżyliśmy, gdyby na końcu opisywane było po kolei jak one giną w tak niewyobrażalnych mękach i w tak niegodziwy sposób, myślę, że ja tym bardziej bym się załamał i pożałował, że przeszedłem z nimi całą drogę po to by żadnej z nich się nie udało. Żadnej. Nie chodzi mi o to, że wszystkie mają z tego wyjść cało z perfekcyjnym zdrowiem, ale to naprawdę nie jest przyjemne czytać o tym jak każda postać ginie w tak strasznych okolicznościach, tym bardziej, że wokół mamy jeszcze tyle bezimiennych ofiar, że w zasadzie ich imiona czy rola nie robią różnicy.

 

Twoja pierwsza reakcja na ten rozdział zdaje się temu przeczyć (uśmiech).

 

Tak poważnie, jednocześnie masz i nie masz racji. Bo jednocześnie narzekasz mi, że to wszystko straszne, paskudne i okropne, a jednocześnie wskazujesz, że powinienem dać więcej postaci z którymi autor mógłby się zżyć bym potem je brutalnie zamordował. Trochę to niekonsekwentne. Z drugiej strony Hoffman, kolejny raz dowodzisz, że ten Rozdział odebrałbyś inaczej gdybyś jednak przeczytał cały fanfik, ponieważ postacie występujące w tej rzezi pojawiają się długo przed nią:

 

Spoiler

Sharp Eye pojawia się już w Rozdziale 3 i towarzyszy nam przez cały fanfik. Sly oraz Grim otrzymują swój POV od Rozdziału 11 i mają nawet interakcję z Rainbow Dash. Tak, te trzy postacie spotykają się jeszcze przed Rozdziałem 14. Indy Rate oraz Pure Art również otrzymują trochę kawałków. No i najważniejsze - zarówno Rising Storm jak i Rainbow Dash są budowani na spotkanie z tą okrutną rzezią przez każdy rozdział fanfika.

 

Niestety, w sumie więcej do dodania nie mam, ponieważ jak pisałem we wcześniejszych postach, ogromna część twojego odbioru tego rozdziału to preferencje, które szanuję, ale nie mam za specjalnie jak na nie odpowiedzieć - bo po prostu są preferencjami. Wydaję mi się też, że choć mogę pisać o tym więcej, to swoje główne argumenty już wypaliłem. Bardzo dziękuję, że zdecydowałeś się ponownie odwiedzić ten wątek. Na marginesie dodaję - Epilog został zakończony. Po jego publikacji i formalnym zamianie tagu [NZ] na [Z] jeszcze prawdopodobnie powrócę do Rozdziału XIV by poprawić niektóre rzeczy, natomiast nie w kontekście cenzury, tylko flowu w fabulę i usunięcia monotonności.

 

Pozdrawiam

 

- Verlax

Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

×
×
  • Create New...