Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Blue Sparkle

Jakie filmy ostatnio oglądaliście?

Recommended Posts

Sully

 

Film w reżyserii Clinta Eastwooda (<3) opowiada o przeżyciach i problemach kapitana samolotu, który awaryjnie, za pomysłem głównego bohatera, musiał wodować w rzece. Historia oparta na faktach i na podstawie książki opisuje pierwsze udane wodowanie samolotu, w którym nikt nie zginął. Jednak film skupia się po równi na samej katastrofie, jak i problemach osobistych  jak i prawnych pilota, któremu komisja chce zarzucić, że postąpił niesłusznie i naraził życie wielu ludzi.

I jak zwykle, Eastwood wykonał dobrą robotę, reżyserując solidny film w oby tych dwóch aspektach. Zarówno katastrofa, jak i przeżycia bohatera nie są przepompowane ani usztucznione. Po prostu film ten pokazuję, co się wtedy działo. I choć samą katastrofą w ogóle się wcześniej nie interesowałem, film ukazał ją tak perfekcyjnie, jak to tylko możliwe. Sam przebieg lądowania był w filmie ukazany 2-3 razy, każdy z różnej perspektywy. Sceny te były tak świetnie nagrane, bez żadnego chaosu czy innych gówien charakterystycznych dla typowych filmów katastroficznych, że na prawdę wywołało to u mnie mały stres. Świetnie też wyszło to, że choć pasażerów mogliśmy dobrzeć na dosłownie kilka sekund, to i tak widz przeżywał tą katastrofę razem z nimi. I to właśnie w filmie podobało mi się najbardziej.

Jeśli chodzi o przeżycia głównego bohatera, to ceni się umiejętności reżysera, że i to potrafił stworzyć w taki sposób, że choć i tak znamy zakończenie (bo to przecież na faktach), to sceny budzą mniejsze lub większe emocję. Jednak jak to w hollywood bywa, zakończenie jest dosyć sztampowe, gdzie główny bohater wygłasza dosyć oczywisty monolog, zamykając gęby tym złym i mamy wesoły koniec, gdzie widz nie jest w stanie nic powiedzieć od siebie, bo wszystko podano jak na tacy. To jedna z was ów filmu, który ma ich dwie. Kolejną jest ciągła zmiana czasu akcji filmu, czyli skakanie z teraźniejszości do przeszłości, potem do przeszłości przeszłości, potem do tej normalnej przeszłości i potem teraźniejszości. Szło się w tym pogubić.

 

Jednak koniec końców film bardzo mi się spodobał i jestem w stanie dać mu 8,5/10 chociażby za same te sceny katastrofy. Nie pamiętam, kiedy tak się przejąłem cudzym losem w filmie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Lament

 

Koreański thriller z elementami horroru i czarnej komedii opowiada o tragediach, jakie przyszły na pewną wioskę, po tym jak przyjechał do niej tajemniczy Japończyk. Głównym bohaterem jest sierżant policji, typowe grube popychadło w pracy, który jednak jest w stanie zebrać wiele sił w sobie aby chronić swoją rodzinę. Film przede wszystkim podobał mi się za to, że cały czas trzymał w jakimś napięciu i pomimo, iż trwał on 2 godziny 30 minut, to ani na chwile mnie nie nużył ani nie wydawało mi się, że sceny są upchane na siłę. Ponad to sceny przedstawiające rytuały szamanów były przepełnione ciekawymi rozwiązaniami oraz takim klimatem, jakbym siedział tuż obok i obserwował to z bliska. Jednak jako sam horror film wypadł raczej blado i nie poleciłbym go komuś, kto oczekuje strasznego kina. Poza tym, sam spodziewałem się czegoś innego i personalnie mogę powiedzieć, że jakoś nie jestem dużym fanem takiego kina.

Moja ocena to 7/10, jakbym miał to oceniać bezstronnie to pewnie z 8,5/10, a jako horror to takie 5/10, choć znawcą nie jestem.

 

Film miał jeszcze jedną, moim zdaniem, dużą zaletę:



kończył się źle

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gwiezdne Wojny Historie: Łotr 1

 

Bez spoilerów.

Nie byłbym sobą, gdybym nie pojechał na pierwszy (nie licząc nocnej premiery) seans :) Reżyser miał ciężki orzech do zgryzienia. Zrobić film, który opowiada o czymś, co już znamy. Brałem pod uwagę to, że "Łotr" może być niewypałem. A tym czasem jest po prostu za#isty. To nieco inne Gwiezdne Wojny. Bardziej poważne (ale tylko trochę), "dorosłe".  W przeciwieństwie do "Przebudzenia Mocy" nie ma tu żadnego kopiuj/wklej. Pojawiły się nowe (nie tylko z nazwy), ciekawe planety (tropiki!), wyjaśniono skąd wziął się "słaby punkt" Gwiazdy Śmierci. Finałowa bitwa to mistrzostwo. Szkoda, że nie trwała dłużej. Fani "starej trylogii" ucieszą się z odczuwalnego klimatu IV-VI. To zasługa muzyki, scen nawiązujących do poprzedniczek. Dzięki efektom specjalnym udało się pokazać skalę Gwiazdy Śmierci czy niszczycieli. Ta pierwsza jest BARDZO duża. To czuć. 

 

A tutaj opinia ze spoilerami

Spoiler

W filmie nie zabrakło humoru. Nie jest wymuszony, bawi, ale jest go zbyt dużo. Kilka scen jest niestety dziecinnych (strzelanie w krocze :/ ) lub przesadzonych. Rozumiem, że szturmowcy strzelają na oślep, ale bez przesady :/ Jak już napisałem, to nieco inne Gwiezdne Wojny: nie ma "płynących" napisów, Jedi, walk na miecze. Tym razem w finale mamy bitwę pomiędzy grupką rebeliantów, a szturmowcami. No i te AT-AT w tropikach. Scena w której się pojawiły -> :soawesome:. Najbardziej zastanawiało mnie jak przedstawią przekazanie planów Rebeliantom. Byłem pewien, że pojawi się ręka Lei, ukazanie postaci z tyłu (niby widać, ale nie widać). A tym czasem... WTF? Młoda Leia? :wat: Ale jak... Robota komputera? "Dublerka"? Jak by tego nie zrobili - ogromny plus. Aha, to że nie ma walk na miecze, nie oznacza, że nie ma ich w ogóle. Pod koniec filmu Vader dokonuje rzezi pokazując "potęgę ciemnej strony Mocy". Największą bolączką jest kolejne, zakichane pole siłowe. Czy choć raz "to-co-trzeba-zniszczyć" mogłoby go nie mieć? :burned: Na szczęście więcej wad nie wyłapałem. Polecam.   

 

Ocena fana 95/100 - zbyt dużo humoru (to bardziej film wojenny niż przygodowy), kilka scen jest przesadzonych. Wiadomo, że szturmowcy strzelają na oślep, ale nie aż tak. :burned:

 

 

Edited by Triste Cordis
  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie umiem zbytnio opowiadać o filmach, ale oglądałem ostatnio "Pakt z diabłem", oparty na faktach o gangsterze z Bostonu. Interesujacy, ale bez szału, troche dlugi ale w zasadzie dobrze go strawileml, nie nudzilem się. Jak tak teraz myślę to brakuje mi już w pamięci sporo scen, brakuje takich które by w niej zostały. Dałem mu 6,5/10 ale zawyzylem do 7.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jako iż ostatnio nie mam co robić to nadrabiam zaległości filmowe:

 

Zmowa pierwszych żon

 

Absolutnie genialny...komediodramat? Dramat z dużą dozą komizmu? Nie wiem jak to określić, w każdym bądź razie jest to aktualnie mój ulubiony film. Na plus można wyróżnić genialną obsadę aktorską- Diane Keaton, Goldie Hawn i Bette Midler, dobrze dobraną muzykę i specyficzny charakter produkcji. Idealnie pokazuje ofiary kryzysu wieku średniego, którymi okazują się nie tylko kobiety, ale i mężczyźni, problem zaborczości rodziców, która determinuje marną samoocenę człowieka i jego nieporadność życiową, i niezwykle akcentuje wartość przyjaźni w życiu człowieka. 

Polecam każdemu 10/10

 

Smażone zielone pomidory

 

Jako fan Kathy Bates nie mogłem przejść obojętnie obok tego dzieła. I nie zawiodłem się. Film opowiada równolegle dwie historię- przeszłą, wspominaną przez panią Ninny Threadgoode i teraźniejszą, będącą sceną życia Evelyn Couch. Poruszono w nim problematykę stosunków między małżonkami w momencie stagnacji uczuć, wykluczenia społecznego osób starszych, rasizmu obecnego w USA do dziś i uczuciem rodzącym się pomiędzy dwoma ludźmi, na które nie ma społecznego przyzwolenia- miłości homoseksualnej

Polecam każdemu 10/10

 

Wożąc panią Daisy

 

Ten film jest najlepszym przykładem, że kino obyczajowe nie jest nudne. Tytułowa panią Daisy jest starszą osobą, której właśnie z powodu postępującego wieku odebrano możliwość prowadzenia samochodu-przez tak wielu uważaną za wyznacznik samodzielności. Troskliwy syn wynajmuje jej więc kierowcę Hoke'a który z pracownika staje się najbliższym przyjacielem starszej kobiety. Warto wspomnieć, że akcja filmu dzieje się niedawno po zakończeniu II wojny światowej, został więc w nim przedstawiony problem segregacji rasowej. Za minus można podać nierozwinięcie niektórych wątków, przez co widz może czuć niedosyt.

 

Polecam 9/10

 

Partner

 

Każdy kto lubi Whoopie Goldberg powinien obejrzeć ten film. Po tym jak ambitna i inteligentna finansistka zostaje oszukana w pracy, postanawia rozpocząć pracę na własną rękę. I tutaj napotyka na mur nie do zdarcia- świat finansjery widzi u siebie tylko mężczyzn, najlepiej białych, spychając resztę do roli pomocników. Dlatego też główna bohaterka postanawia pozyskać dla siebie jednego z wielkich tego świata. W jaki sposób -to zostawiam dla widza. Dla mnie film wspaniały, poruszający tak często wyśmiewany problem "szklanego sufitu" i "lepkiej podłogi".

 

Polecam wszystkim 10/10

Share this post


Link to post
Share on other sites

"Przełęcz ocalonych"

 

Kolejny film Mela Gibsona skupiający się na wojnie i zabijaniu, który ma na celu pokazać, jaka to wojna jest zła i bóg dobry. I w sumie Gibson koło tematu żołnierza, który dzięki silę, jaką czerpał z wiary, uratował z 80 osób nie mógł przejść obojętnie. I choć jestem pewien, że włożył w ten film dużo swojego serca, to film cierpiał ze względu na schematyczność. Pierwsza połowa filmu rzuca nam młodzieńczym życiem bohatera oraz jego karierą w koszarach wojskowych. I schematy, jakie tam się pojawiły, są dosyć mocno oklepane. I tutaj pojawia się problem, bo nie mam pojęcia, na ile te sceny są wzorowane na faktach, bo jeśli one są wręcz autentyczne, to ok. Jeśli jednak jest to wymysł reżysera, to serio Gibson mógł się bardziej postarać. Poza tym, mamy kolejny film o tym, jak to biedni amerykańce chcieli tylko rozjebać Japonię, a złe żółtki mordują naszych dobrych ludzi i zabijają z zimną krwią. I jeszcze uważam, że Gibson trochę jednak za dużo tego Boga wstawił. Owszem, jego film, ale niektóre sceny wydawały mi się przesadzone.

Jednak pomimo tego, same walki na froncie oglądało się dosyć dobrze (choć film niby miał przekaz anty-wojenny, postarano się, aby efekty walki były jak najbardziej widowiskowe, a nie np. tragiczne). Nie nudziłem się, a sama męczarnia bohatera jako główna scena w filmie wypadła na prawdę spoko. I choć mówiłem, że Gibson upchał Boga po brzegi, nie wstawił żadnych postaci, typu: "Boga nie ma, w co ty wierzysz człowieku, wszystkich nas zabijesz!!!!" i w sumie bardzo mnie ten fakt cieszy.

 

Trudno jest mi ocenić ten film. Oglądało się go tak 7/10, sam początek, jeśli mowa o fabule czy postaciach to takie 4/10, natomiast scena z ratowaniem osób to z 7,5/10. Ostatecznie chyba dam te 7/10 i w sumie polecam film każdemu, który woli widowisko bardziej, niż np. nietypowy (bądź jedyny słuszny) film wojenny.

Edited by Talar

Share this post


Link to post
Share on other sites

W tym tygodniu dwa razy zawitałam w kinie.

,,Sprzymierzeni"

No cóż... Romans na tle wojny. I słowo ,,tło" idealnie to opisuje. W filmie pojawiło się parę wątków szpiegowskich, lecz były one zignorowane na rzecz siedzenia na kocyku czy kopulacji w samochodzie podczas burzy piaskowej. Cóż, nie mój target. No i Brad Pitt. Nie wierzę, że mógł wypaść tak słabo, i grać od niechcenia. W filmie szanuję dynamikę niektórych scen, i dość naturalnie pokazane podejście ludzi do sytuacji. Nie było co spodziewać się drugich ,,Bękartów Wojny", ale film da się oglądać. Szkoda tylko, że pokazuje on słaby okres R.Zemeckisa, którego jak wiemy stać na więcej. Podobała mi się nawet wzruszająca końcówka, jak i ciekawa operacja kamerą pokazująca tło za pomocą luster i krążenie nią w 360 stopni.

Film oceniam 5/10

,,Łotr Jeden - Gwiezdne wojny historie"

Wielkie brawa się należą reżyserowi. Całość była śmiałym posunięciem, w końcu odejście od tematyki jedi, jak i namieszanie w starym kanonie mogło nie spodobać się starym fanbojom. Mnie film zachwycił. Nowe planety, świeże scenerie, fabuła... Wszystko idealnie połączone w jedność.

Aktorzy... Niby nie było perfekcyjnie, ale i tak najbardziej zachwyciła mnie postać Krennica, który idealnie opisuje imperialną rządzę władzy, ale też strach przed samą władzą.

Spoiler

rozmowa z Vaderem dała mi ciarki. Jak i w ogóle ostatnia scena z udziałem mrocznego lorda podczas sieczki.

Ciekawym posunięciem był też stylizowany na samuraja Chirrut, którego cechą szczególną była wiara w moc i modlitwy. Trochę kiepsko z Forrestem Whitetakerem, grającym Sawa Gerrerę. Uroczy był też ,,imperialny" robot. Ale z racji iż mam skłonność do shippowania, zauroczyła mnie relacja dwóch postaci.

Spoiler

Jyn i Cassian. Kurde, super końcówka. Gdy w obliczu śmierci byli wtuleni na plaży, ja płakałam. Co prawda z shippu nici, ale i tak ukazano piękną przyjaźń(?).

Główna bohaterka niby przypomina Rey v.2 jednak ma inne motywacje.

Spoiler

Podczas śmierci ojca też uroniłam łzę. Kurde, muszę się ogarnąć.

W filmie genialnie pokazano imprerium. W żadnym dotąd filmie nie dowiedzieliśmy się jak działa dokładnie. I gratuluję CGI, w końcu odwzorowanie Tarkina to wzorowa robota. Podczas scen pomimo iż wiedziałam, że to CGI nie czułam tego.

Spoiler

Trochę gorzej z Leią, ale samo pojawienie się tej postaci mnie ucieszyło, bo idealnie połączyło ,,Łotra" z ,,Nową Nadzieją"

Myślę, że najsłabszym elementem filmu był brak zapadającego w ucho soundtracku i brak żółtych napisów ciągnących się po ekranie.

 

Mimo to pewnie daję 9/10

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

W ciągu ostatnich dwóch-trzech dni obejrzałam kilka części Planety małp. 

 

1. Planeta Małp (oryginał z 1968) 

2. W Podziemiach Planety Małp 

3. Ucieczka z Planety Małp 

4. Geneza Planety Małp

 

Wszystkie części bardzo mi się spodobały. Trzy pierwsze nakręcone zostały w latach 1968 - 1970-ileś także są dość specyficzne, ale historia bardzo wciąga choć da się przewidzieć jakie będzie zakończenie. Ale powiem tyle: ktokolwiek pisał scenariusz to się nie cackał. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Z wczorajszego wieczoru - "Bobby" - o zabójstwie Roberta F. Kennedy'ego. Miał całkiem mocną obsadę i mnie zainteresował. Niby nic takiego nadzwyczajnego, żadne arcydzieło, ale ta końcówka, czyli przemowa i piosenka "Sound of Silence" mnie kupiły, skłania też do przemyśleń.. Dałem tak 7,5/10, jest warty uwagi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przed chwilą obejrzałem najnowszą produkcję Disneya "Moana" i muszę powiedzieć, że disney jesli chodzi o studio animacyjne chyba przeżywa renesans dobrych filmów które nie są produkcji Pixar ( umówmy się - ostatni dobry film sprzed ery Frozen,to  Tarzan [wiem że była  Księżniczka i Żaba], ale ten film mnie jakoś nie porwał), bo przy Maenie miałem to samo co przy Zoootopi  - powrót do dzeciństwa czasów gdy tuliłem swego pluszowego Simbę z Happy Meal i nuciłem  Piosenki z Lion King. Moana moim zdaniem ma nawet ten sam ładunek fajności co Lion King, jeszcze ta przecudna grafika  tła z efektami CGiI tego nie da się opisać, a i najważsze piosenki  iedalnie wpasowują się w  magię Pacyfiku - od piękna przyrody tego regionu świata, po kulturę rdzenną tego miejsca  :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 godziny temu Pietja Bogdanowicz Zandi napisał:

 ( umówmy się - ostatni dobry film sprzed ery Frozen,to  Tarzan 

Ale między Tarzanem a Frozen masz jeszcze takie jak Nowe Szaty Króla, Mój Brat Niedźwiedź, Bambi 2, Lilo i Stich no i Zaplątani, którzy chyba rozpoczęli ten drugi renesans.

Share this post


Link to post
Share on other sites
godzinę temu Selenium v.2 napisał:

Ale między Tarzanem a Frozen masz jeszcze takie jak Nowe Szaty Króla, Mój Brat Niedźwiedź, Bambi 2, Lilo i Stich no i Zaplątani, którzy chyba rozpoczęli ten drugi renesans.


A faktyczne zapmniałem o tych łosaich no fakt ten film był bardzo dobry Lilo i Stich to taka lekka sztampa a Zaplątani film dobry ale popularności takiej jak Frozen nie miał dlatego nazywam 2  renesans Frozen Erą

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gwiezdne Wojny: Część IV - Nowa nadzieja

 

Zabrałem się za całą serie GW i po raz pierwszy oglądałem ten film. Biorąc pod uwagę, kiedy ten film powstał, wcale się nie dziwie, jakim fenomenem się okazał. Jednak zdecydowana większość ludzi chyba zbyt melancholijnie podchodzi do tematu i wciąż jara się tym, co na trzeźwo można już uznać za coś średniego.

 

Co mi się podobało:

- Nie nudziłem się, a spodziewałem się zasypiania w połowie filmu, co chyba koniec końców jest największym plusem. Oglądało mi się w sumie spoko, lepiej niż przypuszczałem.

- Bardzo wysoko oceniam grę aktorską świętej pamięci Carrie Fisher w roli księżniczki, gdyż postać ta, w rękach niekompetętnej aktorki, mogła wyjść strasznie oklepanie oraz irytującą, jak to nieraz RD w kucach wychodzi. Również gra aktorska Petera Crushinga w roli Tarkina wypadła nieziemsko dobrze i w sumie nie umiem wyobrazić sobie lepszej osoby do tej postaci.

- Jak na tamte czasy, muzyka i efekty musiały wgniatać w fotel.

- Nie było to aż tak dziecięce, jak się spodziewałem. Były spalone trupy, odcinane kończyny i inne takie.

- Scena w zgniatarce spoko.

- Ogólnie fabuła spoko.

 

Co mi się nie podobało:

- Ogólnikowo postacie są strasznie przerysowane i wręcz nierealne. Zawsze największą bolączką GW było to, że mamy super dobrych i tych super złych, bez żadych realnych konfliktów, ale to już jest raczej wada całej serii. Jednak szczerzę, spodziewałem się, że Solo będzie większym turbo kozakiem, a Vader większym tyranem i bardzo się cieszę, ze wyszli oni na bardziej ludzkich.

- Robienie ze szturmowców kompletnych idiotów, którzy poślizgują się na skórkach od banana, a podczas wymiany ognia można by wyjść do nich i powiedzieć coś w stylu, co Kudłaty i Scoobie Doo robili z potworami np. sprzedawca ubrania czy fryzjer i by się na to nabrali. żenując

- Wiele scen było strasznie źle nagranych. Dialogi czerstwe i udawane, więzi między bohaterami koniec końców okazywały się być bardzo silnie, chociaż znali się może godzinę. Nieraz było przejście do nowej sceny rodem z prezentacji w gimnazjum, dwa zdania w stylu "Zrób to! Tak!" i kolejne gimnazjalne przejście. Największa bolączka tego filmu, moim zdaniem. Nawet w scenie, gdzie Luke wraz z kumplami leciał by trafić ten statek w czuły punkt, ludzie od montażu zapomnieli chyba wstawić muzykę, bo jakieś 4-5 minut mamy sceny walki bez jakiegokolwiek tła muzycznego. Ten fragment oglądało mi się naprawdę dziwnie, a jeszcze dziwniejsze uczucie towarzyszyło mi, gdy nagle, jak wszyscy kumple Luka zginęli, muzyka nagle się pojawiła.

- Zdziwiło mnie to, że jak główna brygada uciekła na planetę, na której ukrywali się rebelianci i odkryli, jak rozwalić gwiazdę śmierci, postanowili ją rozwalić, jakby była tuż obok. I rzeczywiście była tuż obok, chociaż o tym nie wiedzieli. Zupełnie jakby się umówili na solówkę pod blokiem 2 godziny wcześniej.

 

I w sumie, ogólnie oglądało mi się to lepiej, niż się spodziewałem. 6,5/10, bo na siedem kilka scen mi zawadziło, ale to i tak więcej, niż się spodziewałem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Batman Zbawia Świat (1966)

 

Postanowiłem obejrzeć ten film dla czystej beki. Byłem przekonany, że beznadziejne kostiumy i efekty uczynią z tego filmu nie lada crapa. Jednakże nazwanie tego filmu cpapidłem to jest mało powiedziane. Tu po prostu wszystko jest absurdalne do granic możliwości. Nie spoilerując, efekty są jeszcze gorsze niż można sobie wyobrazić, a scenariusz bardziej przypomina serię Monty Pythona, niż filmy o superbohaterach. 

Najpierw śmiałem się z tego jak bardzo zły jest ten film, ale później zrozumiałem, że to jest po prostu komedia. Tak czy inaczej, dawno się tak nie śmiałem. Zdecydowanie polecam na poprawę humoru, choć film momentami bywa też nudny i żenujący. Poza tym robienie komedi z filmu o batmanie jest jak picie wódki w bibliotece - nie na miejscu.

8/10

Share this post


Link to post
Share on other sites
14 godziny temu Talar napisał:

Gwiezdne Wojny: Część IV - Nowa nadzieja

 

Zabrałem się za całą serie GW i po raz pierwszy oglądałem ten film. Biorąc pod uwagę, kiedy ten film powstał, wcale się nie dziwie, jakim fenomenem się okazał. Jednak zdecydowana większość ludzi chyba zbyt melancholijnie podchodzi do tematu i wciąż jara się tym, co na trzeźwo można już uznać za coś średniego.

 

Obecne wydania GW mają poprawione komputerowo efekty. W pierwotnej wersji zniszczona planeta była kawałkiem kartonu. Zgadzam się co do podziału dobry / zły. Stety czy niestety, ale tak już jest w tej serii. Wyjątkiem jest spin-off czyli "Łotr 1". W tym filmie Rebelianci nie są krystalicznie dobrzy. Szturmowcy... Ech. Ich (nie)celność to już legenda ;) W animacji "GW: Wojny Klonów" wyśmiano to. Droid Separatystów po tym jak spudłował stwierdził: "to wina mojego programowania". Jeśli chodzi o obcinanie kończyn - niemal w każdej odsłonie ktoś, coś straci. Wyjątkiem jest Przebudzenie Mocy zrobione przez Disney'a (co nie powinno dziwić). Ciekawi mnie jakie wydanie oglądałeś, bo Lucas non stop coś zmieniał. W najnowszej edycji dodał coś, czego nikt nie lubi. Mam na myśli finał "Powrotu Jedi" (i nie, nie chodzi o podmianę Anakina na tego z Ep 3. Dla mnie jest to sensowne). Ciekawi mnie też, jak podejdziesz do "nowej trylogii". Część osób twierdzi, że jest lepsza, inni że gorsza, a spora grupa że po prostu "inna", a biadolenie bierze się z sentymentu. Coś w tym jest, ale nie da się ukryć, że klimat jest inny, luźniejszy. Wszyscy są zgodni co do jednego - Jar Jar Binks to największa pomyłka w historii GW (zobaczysz, o ile już nie widziałeś).   

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
8 godzin temu Triste Cordis napisał:

 

Obecne wydania GW mają poprawione komputerowo efekty. W pierwotnej wersji zniszczona planeta była kawałkiem kartonu.

 Ciekawi mnie jakie wydanie oglądałeś, bo Lucas non stop coś zmieniał.

 

W sumie za bardzo nie wiem, co ja oglądałem. Było na cda to se obejrzałem, ale musiała to być jednak jakaś lepsza wersja, bo niektóre efekty widocznie odstawały jakościowo od innych.

 

 

Gwiezdne wojny: Część V - Imperium kontratakuje

 

W sumie, to nie mam się tu co rozwodzić, bo film ten wiernie oddaję część pierwszą, znaczy się, czwartą i ma praktycznie takie same wady, jak zalety.

Lecz jestem w stanie powiedzieć, że Powrót Nadziei był lepiej rozegrany, jeśli chodzi o wydarzenia, niż imperium kontratakuje, przez co cześć piątą oglądało mi się gorzej. Przez większość czasu film średnio mnie trzymał przy sobie, nie licząc dwóch scen. Pierwsza to walka z tymi chodzącymi robotami, jakkolwiek się one nazywały. Druga, o wiele lepsza, to walka Vadera z Lukiem. I w sumie ten właśnie fragment mogę uznać za jeden z lepszych w historii kina w tamtych latach, choć do teraz wciąż robi on duże wrażenia. I jeśli mam być szczery, to teksy Vadera były o wiele mniej sztampowe i dziecięce, w stylu "oni kłamią, ja mam rację" czy "dołącz do mnie, a razem nikt nas nie powstrzyma" niż mi się wydawało.

Jako minus mogę dodać, iż moim zdaniem, Solo nie pasował do księżniczki Organy. Raczej bym ją "krzyżował" z Lukiem, no ale może się nie znam.

Na końcu dodam, ze muzyka chyba stoi za takim sukcesem tego filmu, bo to lepsze niż te utworki z Harrego Pottera czy Parku Jurajskiego.

 

Ocena: 6/10, bo jednak oglądało mi się to słabo, a ta jedna świetna scena nie jest mi wstanie uratować tego filmu w mojej głowie :I

 

Gwiezdne wojny: Część I - Mroczne widmo

 

O panie.

Powiem tak. Lucas nauczył się tworzyć filmy, dzięki czemu scenariusz i dialogi wyszły o wiele lepiej, niż nudne przejścia i zaplanowane przechodzenie od punktu A do B, jak to było w poprzednich częściach serii ("powrót Jedi" jeszcze nie oglądałem, więc nie wiem, jak było tam). Poza tym, postać Qui-Gon Jinna (choć ma najgorsze imię i kompletnie nie mogę go zapamiętać) wyszła całkiem spoko i tak zawsze wyobrażam sobie typowego Jedi. W ogóle postacie nie trochę mniej sztywne, niż w IV i V części (a przynajmniej mi się tak wydawało). Również na plus było to, że fabuła sama się napędzała poprzez czyny, jakich dokonywali bohaterowie, bo oglądając dwie wcześniejsze części, czułem się jakbym grał w RPGa, gdzie wszystkie główne misje mam już wypisane na samym początku i muszę je tylko przechodzić. Tutaj jednak mieliśmy jakiś ciąg przyczynowo skutkowy.

No ale to w ogóle nie ratuje tego filmu, który przede wszystkim jest nieziemsko nudny. Sądzę, że to głównie przez brak klimatycznej muzyki (tak w ogóle jakaś była?), choć pewnie nawet i z nią nie byłoby dużo ciekawiej. Poza tym, 4 i 5 cześć były bardziej mroczne i nawet brutalne, gdzie tu mamy postacie i wydarzenia jak w bajce dla dzieci, gdzie jako główni źli mamy jakieś dwa gluty oraz gościa z ryjem umazanym farbą, który tylko jest tam po to, aby zabić jednego z bohaterów. I tyle. Większość "obcych" i ich zachowań raczej kojarzy mi się z kreskówką +5 lat, gdzie wisienką na torcie jest ten cały Jar Jar, choć pomimo tej całej nienawiści do niego, nie okazał się on najgorszy.

W dodatku, zamiast konfliktów jak w pierwszej trylogii, tutaj mamy nudne jak dupa węża blokowanie handlowe kolorowej planety. I wiem, że to ma być początek chaosu, który nastanie potem, ale ten motyw jest serio nudny.

 

Ocena: 4/10

Nie wiem, co mam jeszcze o tym filmie powiedzieć. Większość ludzi (w tym ja do teraz) widzi go jako pierwszego (no no cześć pierwsza) i wyrabia sobie na nim całe zdanie, co z jednej strony jest bardzo krzywdzące, lecz z drugiej ten film na serio odpycha jak cholera. Ponad to, nie wnosi nic do fabuły serii, więc mogę stwierdzić, że pan Lucas spierdzielił sprawę i to mocno.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rogue One

 

Do tej pory sądziłem, że Disney nie może zrobić świetnego filmu z uniwersum SW. Przebudzenie Mocy tylko mnie w tym przekonaniu utwierdziło - z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że było najwyżej dobre. Potem poszedłem na Rogala Pierwszego i ze zgrozą odkryłem, że film jest genialny. Cały mój światopogląd poszedł się... przejść. I nie wrócił.

 

Dlatego ustalmy jedną rzecz - to nie jest film Disneya. Charakterystyczne logo na początku trafiło tam przez pomyłkę.

 

Skoro już porządek świata został przywrócony, pora na bardziej szczegółową opinię. Podobało mi się niemalże wszystko - mroczny (jak na SW) klimat, ciekawa fabuła, interesujące postaci z K-2SO na czele. Nawet efekty specjalne przypadły mi do gustu, a finałowa bitwa... coś wspaniałego. Jak z ataku na bazę Starkiller w TFA nie zapamiętałem niemal niczego, tak tu do tej pory wspominam finałowe starcie. Twórcy zaserwowali mi świetny seans, a gdy już wydawało się, że już koniec, uraczyli mnie TĄ sceną, która moim zdaniem wyszła genialnie i gdy ją zobaczyłem, nie mogłem pozbierać szczęki z podłogi.

 

Z wad wymieniłbym nieco zbyt chaotyczne przeskakiwanie między lokacjami w początkowych minutach filmu. Brak żółtych napisów daruję. Co do muzyki i opinii, że

22.12.2016 at 18:07 Selenium v.2 napisał:

najsłabszym elementem filmu był brak zapadającego w ucho soundtracku

Z początku miałem się zgodzić - po seansie nie zapamiętałem żadnego utworu z filmu. W domu odsłuchałem sobie jednak ścieżkę dźwiękową na YT i odkryłem śmieszny fakt - jest świetna, o ile słucha się jej oddzielnie, gdyż w samym R1 jest ledwo słyszalna. 

 

Moim zdaniem - jeden z najlepszych filmów w całej serii. Wprawdzie brakuje mu nieco do genialnego Empire Strikes Back, ale twórcy nie muszą się z tego powodu wstydzić. 9+/10, o takie Gwiezdne Wojny nic nie robiłem.

 

Teraz pora na to, co tygrysy lubią najbardziej, czyli polemikę.

 

2.01.2017 at 19:11 Talar napisał:

- Robienie ze szturmowców kompletnych idiotów, którzy poślizgują się na skórkach od banana, a podczas wymiany ognia można by wyjść do nich i powiedzieć coś w stylu, co Kudłaty i Scoobie Doo robili z potworami np. sprzedawca ubrania czy fryzjer i by się na to nabrali. żenując

 

2.01.2017 at 19:11 Talar napisał:

- Zdziwiło mnie to, że jak główna brygada uciekła na planetę, na której ukrywali się rebelianci i odkryli, jak rozwalić gwiazdę śmierci, postanowili ją rozwalić, jakby była tuż obok. I rzeczywiście była tuż obok, chociaż o tym nie wiedzieli. Zupełnie jakby się umówili na solówkę pod blokiem 2 godziny wcześniej.

 

W filmie było wprost powiedziane (albo mocno zasugerowane, już nie pamiętam), że a) Tarkin z Vaderem nie mogli wyciągnąć z Lei lokalizacji bazy Rebeliantów, b) Tarkin z Vaderem kazali zamontować na Sokole Millenium nadajnik. Dlatego Gwiazda Śmierci była tuż obok Yavina (w końcu przyleciała specjalnie po to, by wyjaśnić im, że zadzieranie z ludźmi posiadającymi broń zdolną zniszczyć dowolną planetę to kiepski pomysł); przynajmniej częściowo wyjaśnia to też nieporadność załogi Gwiazdy Śmierci w czasie pościgu - głupio byłoby, gdyby nie Imperium wciąż musiało szukać ukrytej bazy, bo ktoś przypadkiem zabił osobę znającą jej lokalizację/jej pilota.

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
godzinę temu Talar napisał:

 

W sumie za bardzo nie wiem, co ja oglądałem. Było na cda to se obejrzałem, ale musiała to być jednak jakaś lepsza wersja, bo niektóre efekty widocznie odstawały jakościowo od innych.

 

Gwiezdne wojny: Część V - Imperium kontratakuje

 

Druga, o wiele lepsza, to walka Vadera z Lukiem.

Pewnie z wydania Blu-ray. Jeśli w "Powrocie Jedi" Vader na końcu powie "nie" - będzie to potwierdzenie. W odnowionych wersjach poprawili miecze, odgłosy efektów i kilka innych drobiazgów. W powrocie Jedi walka jest o wiele lepsza (jedna z najlepszych w całej serii). Na DVD rozdział nazywa się "furia Jedi". Nic więcej nie powiem :) A te roboty to AT-AT lub metalowe wielbłądy (odcinek specjalny Family Guy). 

 

godzinę temu Talar napisał:

 

Gwiezdne wojny: Część I - Mroczne widmo

 

O panie.

Powiem tak. Lucas nauczył się tworzyć filmy,..

 

Film jest "przegadany" ponieważ Lucas chciał wytłumaczyć czym jest Moc, miecze świetlne, Jedi, Sithowie etc. Dziś niewiele osób będzie oglądać filmy w kolejności wypuszczenia (4, 5, 6, 1, 2, 3, 7, 3.5 xD). Ma to swoją cenę - dużo gadania, mało akcji. W przypadku Mocy nawalił na całej linii - z czegoś "magicznego", nienamacalnego zrobił jakieś cholerne midichloriany :madtwilight:WTF? Przecież Qui-Gon mógłby wyczuć w nim Moc, a Yoda to potwierdzić. Po co robić z Mocy "dodatkowy składnik krwi"? Jar Jar to wbrew pozorom bardzo istotna postać, jedna z najważniejszych. Nie będę nic zdradzać, ale fabule potrzebny jest taki kretyn. Mimo to, moim zdaniem Lucas przesadził robiąc z niego kompletnego niedojdę, który wkłada jęzor w złącza ścigacza.

 

Nie zgodzę się z tym, że film nie wnosi nic do fabuły całości. Wręcz przeciwnie, ale to wychodzi w "Zemście Sithów" (błagam... nie oglądaj z dubbingiem). Aż chciałbym napisać coś więcej na temat tej blokady, rozbudować wątek itp. ale nie chcę niczego psuć :) 

 

"Obcy" zostali stworzeni na komputerze, co o dziwo jest gorsze niż "gumowe stroje". Są zbyt realistyczne? Sam nie wiem, ale dla mnie wyglądają gorzej niż "pacynki". Jestem jakiś dziwny. Swoją drogą nie wiem jak twoim zdaniem, ale dla mnie pojedynki w epizodach I-III mają dziwną tendencję. Pierwsza połowa jest świetna. Druga już nie (skakanie po tych platformach :facehoof:)  W kolejnych częściach jest jeszcze gorzej. Najważniejszy dla serii pojedynek (finał ep. III) został zrujnowany. Pierwsza połowa - znakomita. Druga - śmiechu warte. Ale to już ocenisz sam :) Ja mogę tylko komentować twoją opinię (i jako psychofan bronić filmu)

###

 

@Gandzia Pozwolę się nie zgodzić co do finału :) Dla mnie pojedynek na miecze świetlne był jednym z najlepszych, jeśli nie najlepszym z całej serii. Nie był tańcem, czuć, że to walka, pojedynek na śmierć i życie, a nie machanie świetlówką w rytm muzyki. Szkoda, że Finn nie był szturmowcem z "elektryczną pałką". Usprawiedliwiłoby to jego całkiem niezłe posługiwanie się mieczem (Rey nie trzeba tłumaczyć). TFA nie jest idealny, ale dla mnie jako fana bije na głowę "nową trylogię" (pomimo zbyt wielu "inspiracji" epizodem czwartym) 

Edited by Triste Cordis
  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 godziny temu Gandzia napisał:

W filmie było wprost powiedziane (albo mocno zasugerowane, już nie pamiętam), że a) Tarkin z Vaderem nie mogli wyciągnąć z Lei lokalizacji bazy Rebeliantów, b) Tarkin z Vaderem kazali zamontować na Sokole Millenium nadajnik. Dlatego Gwiazda Śmierci była tuż obok Yavina (w końcu przyleciała specjalnie po to, by wyjaśnić im, że zadzieranie z ludźmi posiadającymi broń zdolną zniszczyć dowolną planetę to kiepski pomysł); przynajmniej częściowo wyjaśnia to też nieporadność załogi Gwiazdy Śmierci w czasie pościgu - głupio byłoby, gdyby nie Imperium wciąż musiało szukać ukrytej bazy, bo ktoś przypadkiem zabił osobę znającą jej lokalizację/jej pilota.

Znaczy, chodziło mi o tym, że nie rozumiem, skąd rebelianci wiedzieli, że Gwiazda śmierci leci w ich stronę. Bo to, że Vader, pod rozkazem Tarkina, kazał umieścić nadajnik było powiedziane. Lecz sama załoga Sokoła nie wiedziała o nadajniku (a przynajmniej nic o tym nie mówili) i jak tylko przylecieli na tą planetę, to wystąpiło coś w stylu "dobra, ja tu mam plany, jak rozdupić gwiazdę śmierci. Oglądamy i od razu lecimy, bo oni już tu lecą, choć o tym nie wiemy.". Gdyby padło chociaż jedno zdanie typu "Na pewno nas śledzą, musimy się szybko przygotować i odeprzeć ich atak" to bym się nie czepiał, ale takiego zdania tam nie było.

 

2 godziny temu Triste Cordis napisał:

Film jest "przegadany" ponieważ Lucas chciał wytłumaczyć czym jest Moc, miecze świetlne, Jedi, Sithowie etc. Dziś niewiele osób będzie oglądać filmy w kolejności wypuszczenia (4, 5, 6, 1, 2, 3, 7, 3.5 xD). Ma to swoją cenę - dużo gadania, mało akcji. W przypadku Mocy nawalił na całej linii - z czegoś "magicznego", nienamacalnego zrobił jakieś cholerne midichloriany :madtwilight:WTF? Przecież Qui-Gon mógłby wyczuć w nim Moc, a Yoda to potwierdzić. Po co robić z Mocy "dodatkowy składnik krwi"? Jar Jar to wbrew pozorom bardzo istotna postać, jedna z najważniejszych. Nie będę nic zdradzać, ale fabule potrzebny jest taki kretyn. Mimo to, moim zdaniem Lucas przesadził robiąc z niego kompletnego niedojdę, który wkłada jęzor w złącza ścigacza.

 

Nie zgodzę się z tym, że film nie wnosi nic do fabuły całości. Wręcz przeciwnie, ale to wychodzi w "Zemście Sithów" (błagam... nie oglądaj z dubbingiem). Aż chciałbym napisać coś więcej na temat tej blokady, rozbudować wątek itp. ale nie chcę niczego psuć :) 

 

"Obcy" zostali stworzeni na komputerze, co o dziwo jest gorsze niż "gumowe stroje". Są zbyt realistyczne? Sam nie wiem, ale dla mnie wyglądają gorzej niż "pacynki". Jestem jakiś dziwny. Swoją drogą nie wiem jak twoim zdaniem, ale dla mnie pojedynki w epizodach I-III mają dziwną tendencję. Pierwsza połowa jest świetna. Druga już nie (skakanie po tych platformach :facehoof:)  W kolejnych częściach jest jeszcze gorzej. Najważniejszy dla serii pojedynek (finał ep. III) został zrujnowany. Pierwsza połowa - znakomita. Druga - śmiechu warte. Ale to już ocenisz sam :) Ja mogę tylko komentować twoją opinię (i jako psychofan bronić filmu)

 

Ale nawet pomijając to "przegadanie" pierwsze części, same walki itd. wciąż są nudne. Wyścig młodego Anakina, walki na początku i walki na końcu. One były po prostu nieciekawe. A jestem teraz po obejrzeniu Ataku Klonów i tam sceny akcji były dużo ciekawsze, niż w poprzedniku. A tak przy okazji, Lucas ogarnął Jar Jara, bo w tym filmie wypadł on bardzo dobrze, choć nie wiem, jak będzie w części 3 (którą wraz z szóstą obejrzę jutro, więc sobie pogadamy :) )

Co do walk, to w 4 i 5 (6 pewnie też) to raczej wyglądało mi na zwykłe machanie rękoma jak w Krzyżakach (dobrze, że się im miecze nie wykrzywiały (w ogóle Krzyżacy film to takie polskie Gwiezdne Wojny xD), natomiast w 1 i 2 to już to jakoś wyglądało, lecz nie mam na tyle dobrego oka do tego, aby odróżnić walkę od jakiegoś tańca. Jakoś nic rażącego nie zauważyłem, być może dlatego, bo nie przypatrywałem się. To jest coś dla ludzi, którzy oglądają to już któryś raz, bo co prawdą kiedyś tam widziałem pierwsza i drugą cześć, to pamiętam to jak przez mgłę.

Ale:

 

Gwiezdne wojny: Część II - Atak klonów

I wpierw zacznę od tego, że im więcej tego oglądam, tym ciężej jest mi ocenić to, co już widziałem. Teraz, po obejrzeniu ów filmu, jestem w stanie dać powrotowi nadziei oraz Imperium kontr. 7/10. No ale pewnie to i tak się zmieni, jak obejrzę jeszcze 3 i 6 część.

 

Do rzeczy, Lucas wyciągnął wnioski i dostaliśmy taki film, który w skrócie mógłbym opisać tak, że to jest to samo, co Mroczne Widmo, tylko wywalono to, co złe i głupie i zastąpiono to dosyć dobrymi zastosowaniami. Bo film wciąż stanowczo odbiega klimatem od starej trylogii i jest pod względem... wszystkiego! bardzo podobny od MW, tylko jest o niebo lepszy. Nie umiem tego za bardzo opisać, więc powiem, że czuję się, jakby starą trylogie robił zupełnie jakiś tam Lucas, natomiast nową jakiś inny reżyser, któremu trochę ciężej przychodzi tworzenie filmów ciekawych, lecz uczy się szybko.

 

Sam film wydaję mi się dosyć nudny i nieciekawy na początku, lecz z biegiem czasu, gdzieś po połowie, zaczyna się rozkręcać. Oglądanie Anakina z tą dziewczyną, jak turlają się w trawie było mętne i nijakie, lecz już walkę w fabryce (choć cały czas kojarzyła mi się ona z tą idiotyczną akcją w piekarni w "102 dalmatyńczyki") oglądałem zaciekawieniem i był to jeden z niewielu filmów akcji sci-fi, w którym walka mnie nie nudziła. Choć nie było idealnie, mogę powiedzieć, że jestem zaskoczony.

I nawet sam Anakin mi się podobał jako postać i jakoś mnie nie kuła w oczy ta jego "niby" zła gra aktorska. Poza tym, powrócił dobry soundtrack z imperium kontratakuje. Dobrze też jest widzieć, że praktycznie każda z wprowadzonych postaci ma jakiś wyraźny charakter i co ważniejsze, odegrała jakąś rolę w filmie. Szczególnie na pochwałę zasługuję Christopher Lee, który wręcz został stworzony, aby odgrywać takie postacie jak Dooku.

 

Ocena: 6,5/10

Lecz nie jest to takie samo 6, jak w przypadku 4 czy 5 części i nie jestem w stanie powiedzieć dokładniej dlaczego oraz który film jest lepszy. *smutna muzyka* Moment, w którym skala liczbowa niestety zawodzi...

Edited by Talar

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dla mnie największą wadą "Ataku Klonów" jest (nie) ukazanie wojny klonów. To jedno z najbardziej tajemniczych wydarzeń, w pewnym sensie tytułowa "wojna", najważniejsza dla serii bitwa, a Lucas pokazał raptem kilka minut :/ Lucas jest też "mistrzem" wycinania dobrych scen. W przypadku "Ataku Klonów" jest to wizyta u rodziny Padme. O ile dobrze pamiętam jej siostra zapytała "czy to jej chłopak". Ta oczywiście zaprzeczyła. Poprawiła też Anakina mówiąc, że nie jest jeszcze rycerzem Jedi. Jest padawanem (uczniem). Uderzyło to w jego wielkie jak gwiazda śmierci ego. Niby drobnostki, ale jednak.

 

Żeby nie było kompletnego off-topu.

 

"Informator"

 

Prawdziwa historia walki z koncernem tytoniowym. Ambitny dziennikarz (Al Pacino) bada sprawę pewnego koncernu tytoniowego. Szuka dowodów na to, że firma ta dodaje do papierosów substancje uzależniające. Do tej pory nawet ludzie z kongresu twierdzili, że fajki są jedynie "przekaźnikami nikotyny". Trafia na byłego pracownika (Russell Crowe), który wie wszystko. Reporter wiedział, że nie będzie łatwo, ale nie spodziewał się aż takich trudności. Film pokazuje, że pieniądze mogą wszystko.

 

W tym filmie wszystko trzyma się kupy. Nie ma tu zwrotów akcji typu: "czekaj, przewiń taśmę o dwie sekundy, widzisz ten obrazek"? Znakomicie pokazano jak "moloch" za wszelką cenę chce zamknąć usta bohaterowi, zniechęcić, zniszczyć życie. Aktorstwo? Pierwsza klasa. W końcu to Pacino i Crowe. Film trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej minuty, trwa dobre trzy godziny, ale nie nudzi czy sprawia wrażenie przedłużanego na siłę. Muzyka jest świetna, idealnie pasuje do scen. Jak dla mnie:

 

Ocena: 9+/10  

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ostateczny rozrachunek:

 

Gwiezdne wojny: Część III - Zemsta Sithów

 

I tu powiem, że tą część oglądało mi się zdecydowanie najlepiej. Nie miała najlepszych momentów ani nic takiego, lecz w całokształcie po prostu dobrze mi się ją oglądało. Muszę przyznać, że tym razem aktora grający Anakina wykonał świetną robotę, bo praktycznie wszystkie sceny z nim były ciekawe i dobrze się na niego patrzyło. Praktycznie cały film był tak nagrany, że każdego bohatera mi się dobrze oglądało, nawet Obiego, który w 2 części jakoś mnie nudził. Scena, gdy nagle całe imrerium sprzeciwia się Jedi i ich atakuję była świetna i w ogóle od tego momentu aż do końca oglądałem z duży skupieniem. Walka Obiego z Vaderem była najlepsza, jaką w całej serii GW widziałem i choć Triste miał racje, zarówna ta jak i Yody z imperatorem pod koniec stawała się absurdalna, to i tak jakoś mnie to nie drażni.
Muszę przyznać, że finał na prawdę dopiął swego i zasługuję na gromkie brawa. Walka Obiego z Anakinem, dialog między nimi, jak ten uciął mu kończyny i pozostawił na spalenie oraz rekonstrukcja Vadera to chyba najlepsze momenty w całej serii. W szczególności ten (3:00), czyli reakcja Vadera na wieść o śmierci Padme. Moim zdaniem lepsze od "No! I am your father!"

Czy coś mi się nie podobało? Dźwięki tego gekona, na którym jechał Obi przy pościgu z generałem były okropnie wkurzające.

 

Ocena: 7/10

Część, którą mi się najlepiej oglądało

 

 

Gwiezdne wojny: Część VI - Powrót Jedi

 

I ta cześć była dla mnie dosyć dużym zawodem. I to nie dlatego, że finał był zły czy coś, ale że ważnym (przynajmniej dla mnie) sprawą poświęcono mało czasu, który Lucas wolał przeznaczyć na jakieś imprezy u tego ślimaka oraz na patrzeniu, jak te włochate teletubisie spuszczają wpierdol szturmowcą.

I to jest największa bolączka tego filmu, czyli złe rozłożenie tego wszystkiego. Na serio spodziewałem się więcej walk z użyciem tych samolocików, walki na lądzie i epickie stradzie luka ze złem i to ostatnie w sumie dostałem, lecz po całej reszcie czuję olbrzymi niedosyt. Sam motyw z tymi włochatymi kulkami mi się średnio podobał, no ale ich tu nawalili tyle, że się rzygać chce. Wiele z tych scen w ogóle było niepotrzebnych, a widok, jak w obalają wszystkich tych żołnierzy był na prawdę żałosny. Rzecz, która również mnie strasznie wkurzyła, to beznadziejna śmierć tego łowcy nagród. Zupełnie jakbym oglądał jakąś parodie Gwiezdnych wojen, a nie oryginał. Czułem się strasznie zażenowany tą sceną.

Jednak film ten wygrywa każda scena wspólna z Lukiem i Vaderem. Ich dialogi były mistrzowskie, a sama postać Vadera wyszła mistrzowsko. Śmierć emperora wyglądało dosyć dziwnie (miałem bez tego "NO!" i w sumie wypadło to gorzej) , natomiast scena śmierci Anakina była piękna i uśmiech na jego ustach na prawdę mnie wzruszył. I zobaczenie młodego Anakina obok Youd i Obiego również było wzruszającą sceną. Ogólnie to warto obejrzeć ten film, pomimo tego, jak bardzo pluje na te głupkowate i zabierające czas sceny, dla samych dialogów Luka z ojcem, jego śmierci i ponowne ujrzenie go przy boku innych Jedi.

 

6,5/10 co i tak jest w sumie dużo, bo bez tych świetnych scen to tak 4 bym dał.

btw. właśnie ogarnąłem, że po obejrznieu 4 i 5 części shipowałem Luka z Leią xd

 

 

Jak oceniam całą serie? Może być, ale mnie nie wciągnęło. Takie 6,5/10 dla starej trylogii, 6/10 dla nowej.

Starą trylogie jednak ogląda się lepiej, bo ma swój klimat. Jestem chyba jedynym, któremu imperium kontratakuje podobało się najmniej z tych trzech filmów, pomimo słynnej sceny Vadera z Lukiem. Nowa trylogia to coś zupełnie innego, coś jak Hobbit przy Władcy Pierścieni. Mroczne Widmo to gniot, Atak klonów taki średni, a Zemste shitów najlepiej się oglądało w całokształcie, lecz finał 6 części trochę jednak lepszy. Vader i Leia to chyba najlepsze postacie w serii, lecz i tak niestety, wszyscy dzielą się na dobrych bądź złych.

 

A i Triste, o co ci chodziło z tym, że nowe zakończenie 6 części skopali? 

Share this post


Link to post
Share on other sites
8 godzin temu Talar napisał:

A i Triste, o co ci chodziło z tym, że nowe zakończenie 6 części skopali? 

Dodano wspomniane "no". Wycięto je z Zemsty Sithów. Brzmi to bardzo sztucznie i jest zbędne. Milczący Vader był dla mnie o wiele lepszy. Napisałeś wcześniej, że Mroczne Widmo nie pasuje fabularnie do pozostałych. Teraz wiesz, że pasuje :) Plan Sidiousa był dla mnie świetny. Działanie na dwa fronty, spowodowanie konfliktu, zamówienie dwóch armii, "przekabacenie" Anakina... Swoją drogą Anakin pomógł mu rozkręcić imprezę (Atak Klonów). Można przyczepić się do tego, że Yoda nie wyczuł w nim "podatności na Moc", ale to byłaby przesada. 

 

8 godzin temu Talar napisał:

...oraz na patrzeniu, jak te włochate teletubisie spuszczają wpierdol szturmowcą.

Rozwaliłeś mnie tym :lol: Dla mnie też nie pasują do filmu. Może nie tyle w ogóle, niech sobie będą, ale żeby to one pokonały imperium? 

 

PS. Jest część siódma ;) Moim zdaniem znakomita. Nie ma tu "włochatych teletubisiów", a walka to nie "taniec z mieczami". Kontynuacja wątku (o dziwo znaleźli sensowny punkt zaczepienia), początek kolejnej trylogii. Disney wie jak "trzepać kasiorę" na licencji. Wiele wskazuje na to, że na zmianę będą wypuszczać epizody i "GW: Historie" (czyli nowe Gwiezdne Wojny co rok). Łotr 1 wymiata, warto go obejrzeć w kinie (powinien jeszcze lecieć). To trochę inne Gwiezdne Wojny, bardziej mroczne, pozbawione mieczy świetlnych. Finałowa bitwa to konkretna rozpierducha z "metalowymi wielbłądami" w roli głównej. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Triste, na pewno nie zapomniałeś o podmienieniu twarzy Sebastiana Shawa na Haydena Christensena w zakończeniu RotJ? Nie dość że głupio wygląda, to jeszcze rodzi pewne problemy - wcześniej było jasne, że duch przybiera taką postać, jaką force user miał w chwili śmierci. A tu niespodzianka, okazuje się, że Obi-Wan z Yodą byli frajerami, mogli na pięć minut przejść na CSM i znów wyglądaliby jak za czasów ich młodości.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...