Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
kapi

Średniowieczna Equestria [multisesja][tymczasowo zamknięta z powodu braku odpisów graczy]

Recommended Posts

Kiedy ogier, który nazywał się Treasure Chest uwolnił klacze oraz tajemnicze stworzenie Aiderose w porę powstrzymała się, żeby nie przytulić ich wybawcę.

- Skup się, Aiderose. Nie możesz okazywać takich czułości, bo jeszcze cię wezmą za jakiegoś słabego kucyka - pomyślała. Klacz chrząknęła i przybrała ponury wyraz twarzy.

- Merci beaucoup - powiedziała sztywno i popatrzyła z odrazą na liny, które jeszcze nie dawno nie pozwalały jej uciec. - Je suis Aiderose... - Po chwili jednorożec zorientował się, że przecież nie każdy może rozumieć, co mówi. - Ekhem... To znaczy... Jestem Aiderose. Medyczka, łuczniczka i zielarka. Zostałam napadnięta przez tych bandytów, kiedy poszukiwałam w nieznanych sobie rejonach ziół, które mogą mi się przydać przy leczeniu. Jakbym zachowała większą czujność i szybciej wycelowała z łuku, to... - przerwała i spojrzała na swoje kopyta. - Zaraz... mój łuk... - rozejrzała się błyskawicznie w celu znalezienia swoich rzeczy, kiedy udało jej je dostrzec, ruszyła w ich stronę. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Do namiotu wlazł kucyk, który już raz uratował mi skórę. - Mel...znaczy się, Silverleaf dobrze, że jesteś. Masz racje powinniśmy się zwijać - Zwróciłem się potem to pierwszej klaczy, która się odezwała - Aiderose...przepiękne imię. Miło mi poznać panienkę. - Po czym podszedłem do ostatniej klaczy - Nie jesteś przypadkiem ranna? Może ci pomóc?

 

(Sorki, że tak skrótowo, ale jeszcze w rodzinę lecim i nie mam czasu się rozpisać. A chciałem troszkę nadgonić :v)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po tym jak usłyszałem przywitanie klaczy w obcym języku, raczyłem jej odpowiedzieć, również w tym języku. Ponieważ w tamtym świecie, po lesie chodziło dużo Bretończyków, więc rozumiałem kilka słów.

- Merci beaucoup Aiderose - rzekłem do niej krótko. Po usłyszeniu dalszych słów klaczki, ale już w języku zrozumiałym przez wszystkich odpowiedziałem.

- Może jak będziemy w bezpiecznym miejscu, może się zmierzymy na strzelanie z łuku? - zaproponowałem jej małą rywalizację.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Troszkę się zlękłam co by było jakby mi tu zemdlał, całe szczęście tylko upadł.- Przykro mi chciałam pomóc, choć przynajmniej już nie boli, skoro próbowałeś wstać, lepiej byś pozostał w takim położeniu jakim jesteś.-Podeszłam bliżej do ogiera by obejrzeć ranę, delikatnie kopytkiem dotknęłam. Szybko poszperałam w swojej torbie, wyciągnęłam słoiczek z ziołami, jednak po zastanowieniu odłożyłam go do torby. -Teraz nie mogę ci pomóc, nie byłam przygotowana leczyć tak poważne rany, a to co mam na nic się nie przyda do twojego złamania.- Tak więc nic innego nie pozostało mi  jak usiąść przy rannym Onyksiesie i czekać.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Siedząc w krzakach i czekając na jakikolwiek znak mówiący jej, że może podejść rozmyślała nad tym co ona właściwie robi w takim miejscu. -Może powinnam wstać i iść w inną strone? Ale on powiedział, żebym poczekała więc może lepiej zostać? - pytała samą siebie. Ostatecznie postanowiła jak najciszej wyjść z krzaków i skierować się w stronę namiotu aby następnie skryć się za nim.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Próbując zachować resztkę dumy, której i tak posiadałem aktualnie śladowe ilości, postanowiłem na razie darować sobie wszelkie wyprawy. Clover powiedziała że lepiej będzie jeśli pozostanę w obecnej pozycji. Chociaż powinienem przynajmniej powstać do pozycji siedzącej. Mimo jej rad, postanowiłem jednak usiąść. Wtedy klacz zbliżyła się do mnie i najwyraźniej chciała obejrzeć moją ranę. Na szczęście powstrzymałem się od rumieńca, lecz niespodziewanie moje serce zaczęło szybciej bić. Po obejrzeniu mojej rany, klacz poczęła szukać coś w swojej torbie, lecz po chwili stwierdziła że nie może mi pomóc i usiadła obok mnie. Westchnąłem i zacząłem zastanawiać się nad okolicznościami które mnie tu sprowadziły i nad celem mojego życia.

- Powiedz, jak to jest? - Powiedziałem patrząc w niebo.

Edited by Sajback claus

Share this post


Link to post
Share on other sites

Błysk jarzącego się ptak stawał się co raz silniejszy. Indis wróciła na polane migocząc pomiędzy drzewami i przyniosła ok 200 g mchu leczącego i dodatkowo znalazła kwiat Leśnego Ducha, który zaparzony, co nie wymagało specjalnych zdolności, znacznie polepszał samopoczucie i wzmacniał siły. Indis rzuciła znaleziska pod kopyta Clover. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pytająco popatrzyłam na ogiera, który chyba myślami był gdzieś indziej- A o co konkretnie pytasz?- W tym nadleciała Indis i zapomniałam o wcześniejszym pytaniu ogiera. Z daleka zauważyłam już, jednak coś znalazła. Rzuciła mi pod kopyta zioła mech leczący i kwiat leśnego ducha. Tak więc wzięłam się do roboty, wyjęłam z torby moje akcesoria do zbierania ziół, nie wielki nożyk, mała łopatka, mały sekator i nie za głęboki niewielki kociołek, w którym można było rozdrobnić i wymieszać zioła, pogrzebałam jeszcze w poszukiwaniu mojego tłuczka, który był bardzo potrzebny do ucierania ziół w masę. Tak więc wzięłam mech oddzieliłam większość pozostałej ziemi i rozdzielając wrzucałam do kociołka, sekatorem rozdrobniłam jeden kwiat, tłuczkiem zaczęłam ucierać zioła lejąc z mojej manierki odrobinę wody tak by powstała gęsta papka, wtedy bez problemu lekko zaparzyłam ją magią. Po niekrótkim czasie maść była gotowa, wzięłam bandaż i kociołek w pyszczek, podeszłam bliżej do Onyksisa. Za nim zabrałam się za smarowanie rany i złamania- Teraz może boleć, wybacz- Złożyłam swój płaszcz w kostkę położyłam na złamanie ogiera, i przednimi kopytami oparłam się jak tylko mogłam, kiedy uznałam, że dość zaczęłam powoli i dokładnie rozprowadzać po ranie i złamaniu maść tak by zakryła wszystko dokładnie, w skupieniu obwinęłam kilka razy wszystko tak by wszystko trzymało się jednego miejsca i na koniec mocno związałam. - Ufff- otarłam czoło kopytkiem- Teraz powinno być dobrze.- Po całym zabiegu, wypłukałam kociołek odrobiną wody z manierki i schowałam całe akcesorium z powrotem do torby.- Może teraz sobie odpocznij, wiem wykończyłam cię, ale inaczej nie mogłam. Wtedy spokojna usiadłam koło ogiera.  

Edited by Anathiela

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wróciłem do obozu ale nikogo niemal w nim nie zastałem. To mnie trochę zdziwiło. 

Pozostawiłem w altance, którą zbudował świętej pamięci Solid Build. Niech mu ziemia lekką będzie. Zabrałem ze sobą Wybebeszacza, kuszę z bełtami i ten mniejszy toporek. 

Zauważyłem jakieś sylwetki w oddali więc ostrożnie zacząłem się do nich zbliżać, z naszykowanym toporem, i kuszą przewieszoną przez plecy. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Już jestem, przyniosłam zioła jakie potrzebowałaś - powiedziała Indis, po tym jak przyleciała do Clover. - Czy moje pióra w czymś pomogły? - zapytała się krótko. Następnie spojrzała na Onyksisa oraz rzekła te słowa.

- Tylko pamiętaj, nie możesz nikomu powiedzieć kim jestem wraz Mellionem na prawdę, ponieważ ktoś z złymi zamiarami, może od was wymusić tę wiedzę - powiedziała poważnym tonem. Po czym stanęła między nimi bezpiecznej odległości, aby się zapalić, dając im trochę ciepła.

Tymczasie podszedłem do Treasure i po cichu, aby tylko on usłyszał. - Pamiętaj nie możesz nikomu powiedzieć kim jesteśmy na prawdę wraz z Indis, bo od tego zależą losy tego świata i waszych istnień, rozumiesz? - powiedziałem patrząc w jego oczy, że nie żartuję.

Edited by PlaguePony

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Przepraszam Indis nie zwróciłam na ciebie uwagi, chciałam jak najszybciej wziąć się do pracy. Nie czuje poprawy jeśli chodzi o moje zmęczenie, może tyci, tyci, przynajmniej poczułam przyjemne ciepło i to tyle. Nie wiem jak ma się Onyskis? Dzielnie zniósł mój zabieg.- Uśmiechnęłam się w stronę ogiera- Jeszcze zostało trochę mchu, on może nam się przyda jeszcze. Więc pozostaje nam czekanie na pozostałych.- Wypatrywałam reszty podróżujących. Choć wciąż zastanawiałam się nad powrotem do domu, byłam w rozterce i coraz bardziej nie zdecydowana. Kiedy naszła mnie myśl o najgorszym w domu poczułam mdłości, nie mogłam powstrzymać tego nie smacznego uczucia, które mnie ogarnęło. Zniżyłam głowę na ta myśl tuląc po sobie uszy, nawet myśl o przyjaciółce nie sprawiała mi satysfakcji. Tak znalazłam się we własnym potrzasku wracać do domu czy kontynuować podróż?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gdy uciekł mi z oczu ten dziwny stwór, wkurzyłam się! Znaleźliśmy z Treasurem ten cholerny obóz. Gdyby nie to ognisko, to bym go złapała! Byłam tak blisko! Yhh...

Usiadłam przy ognisku i myślałam sobie kim mógł być ten ktoś na tej mantykorze. Nie mogłam sobie wybaczyć, że go zgubiłam... Na szczęście ogier poszedł rozglądać się za błyskotkami po namiotach, więc miałam mnóstwo czasu na obmyślenie planu jak znów złapać potwora. Co chwile jednak patrzyłam jak kupiec łazi po tych rozłożonych kawałkach materiału, czy aby nikt go jeszcze nie zjadł. Jednak w pewnym momencie zniknął mi z oczu. Oderwałam się od swoich planów i poszłam szukać gamonia... Zajrzałam do jednego namiotu - nic. Drugi namiot i zamarłam... On rozmawiał z kucami i jakąś... Kocicą? Do tego jeszcze odnalazł się Mellion! No świetnie, super! Nawet nie zauważyłam jak tu przyszedł... Musiałam się przejść i to szybko. Wyszłam z namiotu i ruszyłam szybko w stronę gdzie, według mnie, uciekł potwór. Miałam nadzieję, że go odnajdę...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Podczas gdy mówiłem po cichu do ucha Treasure'a, usłyszałem jak ktoś wchodził do namiotu. Gdy się odwróciłem zobaczyłem Sacrum, więc wyszedłem za nią i rzekłem.

- Co wy tu robicie?, mieliście czekać na mnie, musimy się stąd się szybko zbierać z powrotem do obozu. Ponieważ jesteśmy w obozie bandytów - powiedziałem do niej.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- O niee... Nie przepuszczę takiej okazji! Ten stwór jest blisko! I ja chcę go znaleźć! - odrzekłam krótko, po czym odwróciłam się tyłem do ogiera i szybko ruszyłam przed siebie, przeczesując okoliczne krzaki w poszukiwaniu ziółek

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Co ona robi?! - powiedziałem w sobie. Po chwili poszedłem do towarzysza i zapytałem go. - Za jakim stworzeniem goniliście? Bo Sacrum pobiegła za nim. - rzekłem do Treasure.

Edited by PlaguePony

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Rozumiem- odpowiedziałem cicho Mellionowi. Po czym do namiotu przybyła Sacrum i jak szybko przyszła tak szybko z niego wybyła. Gdy Mellion mnie zapytał to odpowiedziałem - Tak wracając do tego za czym goni Sacrum. Po tym jak przekonałem Sacrum by została z nami w drużynie to koło nas przebiegł jakiś stwór. Nie jestem pewnien co to było, ale stwór wygladał na...połączenie różnych stworów. Dostrzegłem tylko skorpioni ogon, lwią grzywę i...że jakiś kucyk ujeżdzał to coś. O ile dobrze pamiętam to taki stwór nazywał się celestiadajże Myntakarą.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Chyba chodzi Ci o mantikorę - rzekłem mu krótko. - Chwila, co!! - krzyknąłem po chwili, gdy pomyślałem przez chwilę. - Zabierz ich do naszego obozu, a ja pobiegnę za nią, bo nie wie co się wpakuje - powiedziałem do ogiera. Po czym pobiegłem, nie więcej gdzie Sacrum.

Edited by PlaguePony

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zainteresowana ożywieniem wśród kucy, zaczęłam się przyglądać ich działaniom. Wytężyłam słuch aby dowiedzieć się, czego dotyczy ich rozmowa. Kiedy usłyszałam o jakiejś mantikorze, postanowiłam śledzić kuca który ruszył za Sacrum która, jeśli się nie myliłam, była członkinią grupy która nas oswobodziła. To znaczy, oswobodziła mnie i dwójkę tamtych kucyków. Dzięki energii Manalitu mogłam podążyć za Mellionem. Zaczęłam go śledzić.

Edited by MewTwo

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nim zdążyłem odpowiedzieć Clover, ptak Meliona rzucił pod kopyta klaczy jakiś mech czy coś w tym stylu. Zaraz po tym Clover poczęła przygotowywać jakiś wywar... muszę przyznać, że nie specjalnie znam się na zielarstwie. Tak czy owak, najwyraźniej to miało mi w jakiś sposób pomóc, ponieważ klacz podeszła do mnie bliżej i powiedziała, że teraz może trochę boleć. Złożyła swój płaszcz i przydusiła moje złamanie, najpewniej, by nastawić złamaną kość. Muszę przyznać, że to bolało, jednak w porównaniu z samym uderzeniem bełta, były to jedynie łaskotki. Później klacz dokładnie mnie opatrzyła i postarała się uleczyć moją ranę. Następnie usiadła obok mnie i poradziła mi żebym wypoczął. Następnie ptak przestrzegł mnie, bym nie zdradził nikomu o tożsamości jego i Meliona.
- Nie musisz się martwić. Nikomu o was nie powiem, jesteście moimi kompanami, a kompanów nigdy nie powinno się zdradzić. Tak nakazuje honor.
Następnie skierowałem swój wzrok na Clover, która opuściła głowę i wyglądała na wyraźnie przybitą. Zrobiło mi się dziwnie smutno, kiedy na nią spojrzałem i chciałem jakoś ją rozweselić... .
- Czy wszystko dobrze? Wyglądasz na przybitą. - Powiedziałem kładąc kopytko na ramieniu klaczy

Share this post


Link to post
Share on other sites

Poczułam na ramieniu kopytko ogiera, do końca nie wiedziałam czy powinnam mu się zwierzyć z moich czarnych obaw- Wiesz .....- Zaczęłam nie pewnie ze zwieszoną głową- Kiedy tak szukałam ciebie i Olo, skorzystałam z magii czytania w myślach tak was odnalazłam z Mellionem. Jednak w tym czasie poczułam zło naprawdę wielkie zło, odczułam jakby myśli mojej rodziny, tak jakby coś złego stało się u mnie w domu, jakbym słyszała ostatnie słowa mojego ojca. To było przerażające!- Krzyknęłam zadławionym głosem- Teraz zastanawiam się nad powrotem do domu, nie wiem tylko co tam mnie zastanie?- Westchnęłam drżąco.- Przerażające jest to, że to coś zabiło moją rodzinę.- Popatrzyłam głęboko w oczy Onyksisa, z wielkim smutkiem i przerażeniem. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

(MewTwo. Panda miał takie same problemy =3 Pamiętaj, że tutaj jesteś graczem, a nie MG. Więc daj kapiemu pole do manewru, by mógł powiedzmy "potwierdzić" twoje działania^^)

Gdy tylko wspomniałem o montykorze Silverleaf wyfrunął z namiotu jak bełt z kuszy. Za nim pobiegła Areanka (mam nadzieje, że tak się to odmienia :squee: ).

Lekko skonfundowany zwróciłem się do pozostałych klacz - Dobra, nie mamy czasu. Niedługo mogą się tu zjawić bandyci. Jeżeli potrzebujecie pomocy to dajcie mi znać, ale w tej chwili to musimy się stąd wydostać. Chodźcie za mną, a wszystko będzie dobrze - Jeżeli się zgodzą to wraz z klaczami wybiorę się w stronę naszego obozu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Na twarzy klaczy pojawiła się niepewność. Najpewniej zastanawiała się czy może mi się zwierzyć, w końcu ostrożności nigdy za wiele. Ku mojemu zdziwieniu, postanowiła jednak mi się zwierzyć. Ponoć podczas szukania mnie i Olo użyła swojej umiejętności czytania w myślach w celu określenia naszej lokalizacji. Następnie podobno poczuła wielkie zło, hmmm... Od razu przyszła mi do głowy moja mroczna strona. Lecz potem stwierdziła że to zło pochodzi z jej rodzinnego domu. Podobno miała wizję czegoś złego co zabiło jej rodzinę i teraz zastanawia się nad powrotem do domu, a jednocześnie boi się tego co tam zastanie. W jej oczach był smutek i strach. Te spojrzenie przebiło moją duszę. Nie mogłem dłużej tego znieść i przytuliłem klacz.

- Spokojnie... . Nie bój się, twoi bliscy z pewnością czują się dobrze i ciepło myślą o tobie. Na pewno także się o ciebie martwią. Rozumiem że jesteś wierna swojej rodzinie, ale powinnaś być także wierna sobie. Wyznaczyłaś sobie cel że samej uda ci się dotrzeć tam gdzie zmierzasz i powinnaś dążyć do zrealizowania tego celu. Twoja rodzina na pewno w ciebie wierzy... ja w ciebie wierzę. - Podczas mówienia, moja grzywa stała się całkiem biała.

Edited by Sajback claus

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bardzo mnie zaskoczyła reakcja Onyskisa, choć w ten sposób troszkę mnie to uspokoiło.- To miło z twojej strony Onyskis, tylko to co czułam było zbyt straszne i rzeczywiste.- Wtedy wpadłam na pomysł, tylko nie wiedziałam do końca czy może się udać.Uwolniłam się z objęć ogiera z rumieńcem na pyszczku- Może w inny sposób można sprawdzić sytuacje w moim rodzinnym domu? Potrzebne jest tylko lusterko lub tafla wody, zaklęcie nie jest trudne, w moim stanie to może się nie udać.- Zamyślona zastanawiałam się nad zaklęciem, które nie wymagało aż tak wiele wysiłku jak zaklęcie uzdrowienia.- Teraz to naprawdę nie wiem co zrobić, choć radzisz mi dobrze, to rodzina na pierwszym miejscu, a do podróży zawsze mogę wrócić, chodzi tu tylko o zioła nic więcej.- Zaczęłam kopytkiem kopać w trawie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

(Skoro Kapi już mi napisał, gdzie jest ten ekwipunek, to wykorzystam to :'v)

Aiderose zauważyła, że jej oraz rzeczy drugiej klaczy i kocicy leżą w tobołkach przywiązanych do stropu namiotu w kącie. Podeszła i zaczęła mocować się z linami, które skutecznie nie dawały jej możliwości wzięcia tego, co wziąć chciała. Po chwili usłyszała głos ich wybawcy. 

- Yhym... Daj mi chwilę - powiedziała sztywno i powróciła do wcześniej wykonywanej czynności. Liny chyba nie miały zamiaru puścić, co jednorożca tylko zdenerwowało. Wpadła na pomysł, żeby spróbować użyć magii, lecz w jej głowie zaświtała kolejna myśl. Przecież jest łatwiejszy sposób na to.

- Hej, Treasure! - zawołała ogiera. - Byłbyś tak miły i przyszedł tu, żeby przeciąć te liny? - Po czym wskazała na tobołki. Przy okazji uśmiechnęła się czarująco, żeby jej prośba miała większe znaczenie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie wiedząc co zrobić postanowiła cicho wymknąć się z obrębu obozowiska tak aby powędrować w nieznanym kierunku, Po drodze połamała kilka gałęzi co wytworzyło charakterystyczny dźwięk chrupania. Mając nadzieję, że nikt nie słyszał oddaliła się w nieznanym kierunku.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...