Jump to content

Marquise Fancypants di Coroni

Brony
  • Posts

    224
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Marquise Fancypants di Coroni

  1. Cóż by tu rzec? Jeśli zaś chodzi o kucyka tła - to chyba oczywiste za kim optuję, czyż nie?
  2. A ja pozwolę sobie na drobne... Nie, w sumie na bardzo wyraźne votum separatum! Otóż mi ostatni rozdział nie podobał się niemal wcale! Pomijając fakt, że od czasu "bitwy o Ponyville" fabuła... właściwie to niemal stoi w miejscu. Jeśli zaś chodzi o klimat: owszem, było go całkiem sporo i był całkiem niezły. Niestety - wiadoma scena z Luną (w moim odczuciu) kompletnie go zniszczyła! Również końcówka jakoś mnie nie przekonała. Zachowanie Celestii... Ogólnie uczłowieczenie alicornów jest czymś, za czym niezbyt przepadam, choć to akurat dość subiektywne. Również kwestie religijne zostały moim zdaniem potraktowane (przynajmniej jak na razie) zbyt po macoszemu. Choć generalnie nie czytałem jeszcze ff, który by dobrze rozwinął ten watek (i przyznaję, sam mam z tym spory kłopot). Niemniej zachowanie Shininga i reakcja (a właściwie jej brak) Celestii na nie były dla mnie zupełnie niezrozumiałe. Koniec końców najbardziej chyba podobały mnie się sceny z Pinkie. W każdym razie nadal czekam niecierpliwie na ciąg dalszy (i na obiecane mi już dawno pojawienie się pewnej postaci!) Z poważaniem. Chancellor Fancypats Marquise di Coroni, Viscount of Canterlot
  3. Cóż, dla Panny własnego dobra, uważam, że powinna Panna nieco popracować nad swoim sposobem wysławiania się. Czy powyższy post Panny również mam poprawić, czy tez zrobi to Panna sama i potwierdzi, że zna etykietę konwersacji?
  4. Cóż, lubię wszystkie pytania, ale wolałbym, by były zadawane w nieco ładniejszej formie... O, takiej jak teraz!
  5. Ach, przepraszam, że dopiero teraz odpowiadam, niemniej bawiłem ostatnio w moich dobrach rodowych na północy Equestrii, gdzie wprawdzie miałem cały czas łączność z kancelarią, niemniej z racji na bardzo niepewną sytuację międzynarodową nie mogłem sobie pozwolić na chwilę wolnego w której mógłbym odpowiedzieć na Pańskie pytanie, toteż teraz nadrabiam tę zaległość. 1. Ależ jak najbardziej, cała stolica żyje ostatnio wielką aferą! Otóż królewski wywiad wytropił spisek szefa canterlockiej policji, zarządcy mennicy królewskiej oraz właściciela największej fabryki kolejowej. Otóż ostatni z nich zaproponował koronie zakup nowego taboru, podskarbi odmówił jednak, tłumacząc, że nie jest on wcale potrzebny. Wówczas fabrykant zwrócił się do zarządcy, ustalając techniczne warunki możliwości sfinansowania tej transakcji przez bicie dodatkowej monety, po czy obaj zwrócili się do szefa policji, korumpując go, by znalazł materiały kompromitujące podskarbiego, tak by ten został odsunięty, zaś jego następca zgodził się na ich plan. Szczęśliwie wszystko zostało odkryte przez wywiad, wprawdzie w mało szlachetny sposób (podsłuchanie rozmowy w restauracji), ale przynajmniej skuteczny. Obaj urzędnicy zostali pozbawieni funkcji zaś wszyscy trzej są aresztowani pod zarzutem zdrady stanu. Obawiam się, że cały ten spisek może być jednak tylko przykrywką dla jakiejś naprawdę poważnej akcji wywiadu Zanzebrzańskiego, zważywszy na to jak łatwo został odkryty (i w dość osobliwych okolicznościach, ale o tym może nie powinienem aż tyle mówić publicznie. Powiem tylko tyle, że informację o tym spotkaniu w restauracji znaleziono w pewnej... gazecie, bynajmniej niezbyt sprzyjającej obecnej radzie, a więc i mnie. Nic więcej nie mogę jednak rzec.)... 2. Owszem, jak najbardziej, wszak wielka własność przemysłowa jest, czy tego chcemy czy nie, kluczowym elementem gospodarki naszego kraju i od poczynań jej przedstawicieli w dużym stopniu zależy choćby stabilność korony. Zresztą nie jest tak, że nie lubię wszystkich przedstawicieli tej klasy z zasady. Należy wszak do niej wielu patriotów, którzy swoją ciężką pracą pomnażają dobrobyt naszego kraju, choćby manehattańskie rodziny Apple czy Orange. Niestety większość "burżujów" myśli głównie o pieniądzach, a niemal wcale o dobrze publicznym (a przynajmniej tak mi się wydaje i tym razem naprawdę chciałbym się mylić...) 3. Oczywiście, codziennie rano widujemy się na rutynowych zebraniach rady. Ponadto w sytuacjach kryzysowych dla korony mam prawo wstępu na prywatne pokoje Jej Królewskiej Wysokości w każdej chwili, szczęśliwie ostatnio nie było raczej takiej potrzeby, acz obawiam się, że w obecnej sytuacji ("dziwna" wojna w Mulelic, właściwie to samo w Siodlanej Arabii) może się to zmienić... Cóż, mam nadzieję, że odpowiedziałem wyczerpująco na pytania!
  6. Witam bardzo serdecznie! Jest Panna zawsze mile widziana w mojej kancelarii!Na początek mimo wszystko chciałbym jednak prosić, by na przyszłość zapisywała Panna swe pytania nieco staranniej. Nie pisze tego z myślą o sobie, lecz właśnie o Pannie - wszak to jak zwracamy się do innych mówi najwięcej o nas. Jako uczynny kawaler pozwoliłem sobie tym razem nadać Panny wypowiedzi wzorcową formę, liczę, że przy następnym pytaniu raczy Panna zeń skorzystać. Przede wszystkim radze uważać na zaimki i tytuły grzecznościowe - w korespondencji z daną osobą muszą być pisane wielką literą! Przepraszam jednak za ten przydługi wstęp, przechodzę teraz do odpowiedzi: Cóż, tak jak zawsze, to znaczy wyśmienicie. Uroczystości otworzyła Jej Świetlista Wysokość, wygłaszając płomienną mowę o potrzebie jedności królestwa. Później, jako pewna nowość, wystąpiła Jej Królewska siostra, przeprowadzając zapierające dech w piersiach podniebne manewry gwardii nocy. Potem odbył się koncert muzyki staroequestriańskiej, a wieczorem bal na królewskim zamku, gdzie byłem wraz z Panną Fleur. Hmm...Z jednej strony bardzo dobrze, bowiem wszystkie projekty wstępne zostały przygotowane celująco i to na długo przed terminem. Z drugiej jednak strony, ze względu na napiętą sytuację międzynarodową (w państwie mułów cały czas trwa "dziwna wojna", a ostatnio jeszcze doszły mnie słuchy o niepokojach w Siodlanej Arabii), ich wprowadzanie w życie musi być przeprowadzone bardzo ostrożnie, tak że radze jeszcze uzbroić się w cierpliwość, nim wszystko oficjalnie ogłoszę. Czy chodzi o ślub Shining Armora? To wszak było już jakiś czas temu... Oczywiście, czułem satysfakcję, acz po prawdzie jeśli coś by mnie zaskoczyło, bo zszokowało, to brak tegoż zaproszenia. Znamy się wszak tyle lat... a nawet, gdybyśmy się nie znali, zostałbym zapewne zaproszony z racji swej funkcji. Domyślam się, że zadała Panna to pytanie nie mając złych intencji, dlatego może najpierw wyjaśnię, jakie reguły co do zwracania się do innych obowiązują w Canterlocie.Po pierwsze - do osób z tytułami szlacheckimi, począwszy od kawalera i damy, skończywszy na królu i księżniczce zwracamy się w drugiej osobie liczby mnogiej, poza tym dobrym zwyczajem jest używanie tytułu, czy to dziedzicznego, czy funkcyjnego, w trakcie takiej rozmowy, na przykład "Mości Kawalarze", "Wasza Hrabiowska Mość", "Mości Pułkowniku". Można używać również alternatywnych zwrotów, typu: "Wasza Miłość" (do właściwie każdego), "Wasza Ekscelencjo" (do hrabiów, markizów, książąt, ministrów), "Wasza (Świetlista) Wysokość" (do panujących księżniczek). Do pozostałych grup społecznych, szczególnie mieszczan i włościan, zwracamy się per "Pan/Pani" (ewentualnie "Panna", acz w taki sam sposób tytułuje się niezamężne damy, czyli posiadaczki najniższego tytułu szlacheckiego, kawalerów zaś nie tytułujemy w ten sposób, gdyż myliłoby się to z najniższym męskim tytułem). W drugiej osobie liczby pojedynczej zwracamy się tylko do dwóch typów osób: do przyjaciół, których znamy od dawna i jesteśmy z nimi bardzo zżyci, ponadto dawniej tak mówiono do osób podległych, na przykład służby czy wasali na prawie chłopskim, acz ostatnio odchodzi się od tego, chyba że są oni silnie związani z rodziną, wtedy mówiąc per "Ty" wyrażamy to nasze doń przywiązanie. Podsumowując, mam nadzieję że po tym wyjaśnieniu postąpi Panna jak uzna za słuszne. Ja na przykład nie uważam się za na tyle bliskiego Pannie, by móc zwracać się tak poufale, a tym bardziej nie mam zamiaru urazić Panny, zwracając się jak do podwładnego. Mam nadzieję, że odpowiedziałem wyczerpująco.
  7. Do postaci należących do elit, szczególnie elit władzy. Jak z niższego stanu, to tylko do negatywnych.
  8. Hmm, no i znowu skomentujemy dwa na raz, tym razem jednak zrobię to symultanicznie. W każdym razie, czekam na więcej, szczerze zaintrygowany.
  9. Ach, jakże dawno nikt nie zaglądał do mojej kancelarii... Witam bardzo serdecznie i z największą chęcią odpowiem na Pani pytania! Ależ naturalnie - doświadczenie, jakie zdobywamy, ale ale chyba jeszcze bardziej wychowanie, jakie otrzymujemy - wartości, zasady moralne i społeczne niewątpliwie mają wpływ na to, kim jesteśmy i jak nam się w życiu wiedzie. Cóż, jest to wielka odpowiedzialność i rzeczywiście wymaga ode mnie sporo pracy, acz wierze, że dopóki będę sprawnie wywiązywał się ze swej służby Nasza Dobra Pani pozwoli mi cieszyć się nią jak najdłużej. Cóż, jak większość przedstawicieli mego stanu nie zaczynałem od zera, coś niecoś dziedzicząc po przodkach. Znacznie jednak to pomnożyłem w porę dostrzegając możliwości, jakie dawał rodzący się przemysł aeronautyczny (o czym zresztą mówiłem już wcześniej). Pamiętajcie - we współczesnym świecie jedynym prawdziwym buntem może być tylko wierność tradycji. Mam nadzieję, że moje odpowiedzi są satysfakcjonujące. Z chęcią ustosunkuje się do kolejnych pytań.
  10. A ja nie zgodzę się z Panami. Po prawdzie to muszę przyznać, że moja ocena może być zaburzona tym, że najpierw widziałem wersję Polską, a dopiero potem oryginał, niemniej muszę powiedzieć, że całkiem przepadam za naszą Rarity. To, co mnie razi, to raczej średnio pisane dla niej dialogi (nie podam teraz przykładu ale mam ogólne wrażenie, że niezbyt podkreślają one jej aspekt bycia "damą", na przykład zbyt często stosując nienaturalną w języku polskim drugą osobę liczby pojedynczej miast formy grzecznościowej). Zresztą, o ile owszem, "Art of the Dress" mogłoby być lepsze, acz nie jest wcale złe, to moim zdaniem w "At the Gala" wypada wspaniale i podoba mnie się najbardziej z całej ekipy. Zresztą - ma ona tę przewagę nad choćby często chwaloną i owszem, bardzo dobrą aktorsko niemiecką lektorka, że nie ma tak niesamowicie niskiego głosu, który ją tak nieprzyzwoicie postarza w wersji naszych braci zza Łaby... to jest oczywiście Odry. Ciekawostka - w niesławnej wersji "z gazetki" 3. odcinka I sezonu głos Rarity jest podkładany przez aktorkę głosową, grającą... Twillight Sparkle w wersji telewizyjnej. Moim zdaniem również tam spisała się ona bardzo dobrze, będąc jednym z niewielu jasnych punktów tamtej wersji (jeśli chodzi o różnice względem wersji "kanonicznej" - dla przykładu Applejack jest zdecydowanie za niska i stara, a Twillight dokładnie odwrotnie). Niestety, nie mogę nigdzie znaleźć tamtej wersji byście mogli mieć porównanie, czego żałuję...
  11. [Poniższy post w żadnym wypadku nie uchyla/modyfikuje poprzedniego, jest tylko uzupełnieniem go o nieuwzględnione wówczas kategorie] 2.Najlepszy Wielorozdziałowiec: "Si deus nobiscum" Gandzia 4. Najlepsze tłumaczenie: "Racist Barn" Airlick 8. Najlepsze opisy (styl i jakość): "Ad maiorem Dei gloriam" Gandzia (za dialogi, swoją drogą ja bym podzielił kategorię "styl" na dwie: opisy i klimat dialogi) 10. Najlepiej oddana postać kanoniczna: Luna "Selena" z "Prześnionego koszmaru" Ghatorr 12. Najlepsze opowiadanie nieukończone:"Wieczna wojna" Kredke
  12. 3. Najlepszy Oneshot:"Lecz Panem Atkins zowią mnie gdy pora iść na front" Dolar 84 7. Najlepsza fabuła: "Progressio ex machina" Dolar 84 9. Najlepiej stworzona postać niekanoniczna: Kechrimpári z rodu Elektron,"Aleo he Polis!" Dolar 84 11. Najlepsze tłumaczenie nieukończone: "Flight of the alicorn" Airlick
  13. Hmm, może znów wybierzemy się w moją młodość? cóż, jak mówiłem gdzie indziej (http://mlppolska.pl/watek/7449-zapytaj-jego-ekscelencję-markiza-fancypantsa/?p=400329) z Mości Night Lightem znamy się od dość dawna. I powrót do teraźniejszości
  14. (Scena z ostatniego odcinka) Hmm, czyżby był to dowód na moją tezę, że Fancypants piastuje jakieś ważne stanowisko? Tylko jakie? Centralne? Obecność przedstawicieli obcych mocarstw może sugerować związki z dyplomacją. Z drugiej strony wszystkie znane nam postaci siedzące na równi z nim piastują urzędy lokalne. Czyżby tedy Fancypants był kimś w rodzaju "wicehrabiego Canterlotu", tak jak w mojej interpretacji? Warto również zastanowić się nad pozycją Fleur dis Lee. Czy siedzi tam w związku z samodzielną funkcją (może jako krewna Blueblooda, wszak siedzą dokładnie obok siebie?. Czy też jako żona, no, powiedzmy, osoba towarzyszącą (narzeczona?) Fancypantsa? Tak swoją drogą - ciekawe, kim są Ci państwo po lewej? To jakiś (emerytowany?) generał/admirał ze swoją żoną? I z racji jakiej funkcji znajduje się tam Cherry Jubilee? P. S. Powyższy obrazek pozwala nam również domyślać się, że wbrew propagandzie niektórych środowisk antyarystokratycznych Fancypants nie jest li tylko reprezentantem wielkiego kapitału czyli bogatym biznesskucem, gdyż brak na tej trybunie reprezentantów stanu burżuazyjnego (chociażby Filthy'ego Richa). Co najwyżej może być reprezentantem wielkiej własności ziemskiej (jak Cherry Jubilee), a przecież arystokracja przez większą część historii była ziemiańska.
  15. Hmm, pamiętam, jak jakiś czas temu na blogu "For Glorious Equestria" podczas jednej z agor, tym razem na temat postaci drugoplanowych zabrałem głos, głównie przeklejając moją wypowiedź wyższą o trzy posty. Niejaki redaktor Ravebow Dash zgłosił do niej wówczas pewne obiekcje. Niestety, nie udało mnie się ich wówczas wystarczająco rozwiać ni odpowiednio wyklarować sensu mojej wypowiedzi. Dziś, natomiast, w trakcie poszukiwań czego innego znalazłem pewien materiał graficzny dość dobrze ilustrujący przynajmniej cześć podniesionych wcześniej przeze mnie wątków. Ponieważ jednak niezbyt przyzwoitym jest uprawiać mroczną sztukę nekromancji, to pozwolę sobie opublikować go tutaj:
  16. Bardzo Pana przepraszam, ale czy dawanie innym prezentów, cóż z tego, że na siłę, nie jest właśnie hojnością?Zresztą - nie zgodzę się, że hojność nie może być egoistyczna. Obdarowywanie innych, pomijając już sytuacje, gdy łączy się z bezpośrednimi korzyściami (na przykład politycznymi) może być chociażby źródłem moralnej satysfakcji,czyli upraszczając, szczęścia (w sensie eudajmonicznym) a pewnie dla niektórych również i zwyczajnej przyjemności (w sensie hedonistycznym). Z tym niestety również nie mogę się zgodzić. Zarówno dzieła Rarity w trakcie jej "twórczego szału" jak i ich konsekwencje były w ogóle nieciekawe i niezapadające w pamięć, jakby wymyślone przez twórców ot tak, od niechcenia, pierwsze, co im przyszło do głowy. Czy będzie Pan pamiętał choć jedno z nich za kilka tygodni? No, może prócz sukni dla Rainbow Dash, acz to z nieco innych powodów. Wszak, choćby taka głupia sukienka z "Too many pinkie pies" ma stokroć większy potencjał zapadania w pamięć (choć to być może z powodów, o których pisałem tu: http://mlppolska.pl/watek/7638-teoria-spiskowadyskusja-co-fancypants-robił-w-ponyville/#entry383015). Najwyraźniej w tym "kreatywnym szale" Rairty gdzieś zgubiła swą kreatywność. Zresztą finał jest również tak mało spektakularny jak to tylko możliwe - Spike ni z tego ni owego reflektuje się i niczym "deus ex machina" zatrzymuje wszystko jednym słowem? Niezbyt to wyrafinowane... O, a to z kolei bardzo ciekawy wniosek, o którym nie pomyślałem. Czyżby tedy można było uznać ten odcinek za swoisty dialog z, za swoiste przeciwieństwo do "Suited for succes"? Wszak gdy tak stawiamy sprawę analogie nasuwają się same. W każdym razie jestem bardzo Panu wdzięczny, że poświęcił Pan swój czas na napisanie swojego zdania i jak widać wyżej, mimo iż z pewnymi rzeczami się nie zgadzam,to niewątpliwie umie Pan sprowokować ciekawą dyskusje.
  17. Nikt jeszcze nie skomentował mego poprzedniego wpisu a tu wyszedł kolejny odcinek poświęcony naszej ulubionej bohaterce? No proszę! Zdaje się, że wyszedłem na proroka Ba, twórcy postanowili zaserwować nam następujący koncept: co będzie gdy Rarity PRZESADZI z hojnością?Cóż, pomysł wydawał się być wspaniały, niestety... Nie jestem w stanie nic więcej rzec o tym odcinku, prócz tego, że był do bólu przewidywalny, powtarzalny i monotonny a przez to wszystko zwyczajnie nudny. Brakowało jakiegoś zwrotu akcji, jakiegoś rozwoju postaci... Niestety - był to ewidentny przykład zmarnowanego dobrego pomysłu. A cóż Wy sądzicie?
  18. Ależ Szanowna Panno - zasady przyjęte w tej galerii stanowią, by, w celu utrzymania ciągłości prezentacji każdy oceniający zgłosił swoją propozycję. Czy możemy tedy poznać Panny dzieło? Poza tym, wprawdzie nieco wbrew zasadom, acz powodowany niską aktywnością oglądających prosiłem, by najbliższy komentujący ocenił DWA ostatnie obrazy...
  19. Drogie Damy i Panowie, zdaje się, że w ostatnim odcinku nasza ulubiona bohaterka odegrała pewną rolę, nieprawdaż? Pozwolę sobie to tedy skomentować. 1. Co do zainteresowania zabytkami: Po pierwsze, nie jestem przekonany, czy angielskie "vintage" można przetłumaczyć w ten sposób. Ponieważ jednak nie znam się na "vintage'ach", zaś znam się na zabytkach, będę się trzymał tego tłumaczenia. Z jednej strony cieszy mnie niezmiernie że Panna Rarity okazała swoje zainteresowanie w tej materii (zaraz wytłumaczę dlaczego). Z drugiej jednak przyczyna jaką się kieruje - kwestia mody i to w dodatku aktualnej, czyli ulotnej... Generalnie - kolekcjonowanie i przechowywanie rzeczy starych, czy mówiąc ładniej, dawnych, będących wszak dziełami myśli ludz... myśli cywilizacji i świadectwem minionych czasów i ich kultury, a więc tworzących i utrzymujących więź między pokoleniami minionymi, teraźniejszymi jest, jako jej strzeżenie, jednym z głównych obowiązków arystokracji. Dlatego też Rarity będąca (chcąca być?) damą właśnie z tego powodu - jako obowiązek - powinna się interesować "zabytkami", nie zaś z powodu temporalnej mody. Ech, twórcom po raz kolejny myli się (snobistyczna i komiczna w swym nuworyszowskim snobizmie) plutokracja z arystokracją. 2. Scena z dwoma broszkami - tutaj może nie będę się doszukiwał filozofii, powiem tylko, że przekonanie z jakim Rarity wskazała właściwą... Cóż, za takie sceny uwielbiam tę klacz. (Choć po prawdzie Applejack nie powinna się spodziewać niczego innego po kimś o takim specjalnym talencie - swoją drogą to chyba pierwszy raz od "Kucyków i psów" gdy został on użyty). 3. Scena "obrażenia się" i końcówka. Jak pisałem wcześniej: (Czyżby w tym sezonie twórcy postanowili zrehabilitować swoje zaniedbania?)W każdym razie warto zauważyć, że to Rarity pierwsza zaproponowała odstąpienie swej części gdy nie mogły dojść do zgody. Z drugiej strony koniec końców można odnieść wrażenie, że szczodrość Applejack w niczym nie ustępuje jej szczodrości... Tutaj może pozwolę sobie dodać coś, o czym chyba wspominałem już wcześniej - to kolejny odcinek w którym widać, że mimo istotnych różnic Applejack i Rarity są do siebie... podobne. Swego czasu ukułem nawet tezę, że obie reprezentują różne, acz dopełniające się aspekty szlachectwa - arystokratyczno-salonowy i ziemiańsko-rodowy. Cóż, może starczy na razie tej mojej pisaniny. A co Wy sądzicie, drogie Damy i Panowie?
  20. Manehattańczyk? Ależ przecież ja jestem arystokratą z Canterlotu, a nie mieszczaninem z tych malarycznych mokradeł...
×
×
  • Create New...