-
Zawartość
1999 -
Rejestracja
-
Ostatnio
-
Wygrane dni
1
Wszystko napisane przez Ares Prime
-
No to wpadłem Aż po uszy. Nie miałem pojęcia jak wybrnąć z tego. Ta klacz wydawała się miła, sympatyczna, pierwsza zdecydowała się podejść do mnie i zwyczajnie porozmawiać. Była otwarta, i szczera. Może... może ja też powinienem taki być ? Jeśli to co mówiła na swój temat i temat tego miastajest prawdą, nic mi tu nie groziło. Cofnąłem się nieco od niej. Westchnąłem cieżko, pochyliłem głowę. - Wybacz mi Twilight Sparkle... ale nie będę cię okłamywał. Nie jestem tym za kogo się podawałem. Nigdy nie słyszałem o tobie, ani o Ponyville. Nie wiem kim jest księżniczka Celestia, nie wiem gdzie jest ten cały Canterlot. Nie jestem niczyim uczniem.Nie wiem kim jestem, niewiem skąd pochodzę. Gdy ty podeszłaś do mnie... porozmawiałaś, potraktowałaś otwarcie, myślałem.. myślałem że może zdołasz mi pomóc. Ja... ja nic niewiem, nie pamiętam nic ze swojej przeszłości. Pamiętam zimno, ciemność, mrok, tak jakbym leżał w grobie... a potem...potem znalazłem się tu. W Ponyville. Usiadłem, nadal wbijając wzrok w ziemię. - Jedyne.. jedyne co wiem o samym sobie to to że jestem Nightwing, i kocham noc. Niewiem dlaczego tak jest. Nie chciałem nikogo okłamywać, chciałem jedynie dowiedzieć się kim jestem. Przepraszam Twilight Sparkle. Nie chciałem cię okłamać, nie oczekuję wybaczenia. Przynajmniej miło było cię poznać. Żegnaj... Odwróciłem się od niej, i zacząłem iść w przeciwnym kierunku. Nie wiem gdzie pójdę, ale nie będę jej okłamywał. Trudno, spróbuję poszukać szczęścia gdzieś indziej...
-
Ten post nie może zostać wyświetlony, ponieważ znajduje się w forum, które jest chronione hasłem. Podaj hasło
-
Kafelki... znaczy się chyba zawędrowaliśmy do bardziej cywilizowanej i dwaniej uczęszczanej części lochów. Powietrze tak gęste że siekierę można by na nim zawiesić. Zielona woda oznaczała zapewne że w niej jest mnóstów glonów i porostów. To byłoby dobre miejsce na pułapkę, nic tylko teraz jakiś kilkuset metrowy dół. - Stójcie. To miejsce aż się prosi o umiejscowienie jakiejś pułapki. Musimy poruszać się ostrożne, bo kilka kroków przed nami może być uskok. Chyba żeby wytworzyć krę na tyle mocną i grubą aby nas utrzymać, i na niej byśmy przeprawili się dalej. Co wy na to moje drogie ?
-
Można z nim pogadać o wszytskim, a i na pewno nie zaszkodzi kiedyś obalić beczkę cydru.
-
Przeżytek Kucykowy Kapral głośnik
-
Nick : Cichy doping Avek : Czy ona uderza wrogów gumą do żucia ? Poza tym dużo różu. To jest wełna. Sygna : Klucz, hmm... nic mi to nie mówi. Klucz do przywoływania Aries (tej na avku) User : W porządku
-
- Może jeszcze ciepłe mleko i poprawić poduszkę ? - odgryzłem się Renowi - Nie w tym życiu śpiewaku. A tak wogóle, to chodzi ci o moje tatuaże co ? Heh, pamiętam jak kiedy byłem w Zerbice, tamtejsze zebry uznały mnie za jakiegoś bożka, i chciały obwołać wodzem plemienia. Całkiem miłe istoty, tylko trochę pokręcone. Eh stare dzieje....
-
Eemm... Applejack czy mogłabyś nam wyjaśnić TO ?! http://25.media.tumblr.com/tumblr_m91kw4SdYF1r2qb68o1_500.jpg
-
Roześmiałem się cicho na słowa Rena. Wstałem i bez wysiłku podniosłem go z podłogi, położyłem na łóżku, i nawet jeszcze okryłem kocem. Dla mnie nie był to żaden ciężar, nie po latach wędrówki, pracy w kopalni, oraz żeglugi. Czasem chyba mam aż za dobre i miękkie serce. Pomogłem typkowi który wcześniej mnie obraził. - Zbyt wytrzymały to ty nie jesteś, bez urazy. Ale z tym - wskazałem na kroplówkę - na razie nigdzie się nie wybiorę, dość już nam tu było jeden kałuży krwi. Jak chcesz tu przeżyć, to może powinieneś trzymać się mnie. A zresztą, jesteś dorosły, zrobisz co zechcesz. Wróciłem na swoje łóżko i zacząłem myśleć.
-
- No dobrze, jeśli to pomoże zrób to. Tylko szybko. Odparłem, i zaczekałem chwilę żeby Shiva przerzuciła zbroję na Twilight. Potem ruszymy dalej.
-
A to odemnie dla Future Pony
-
Próbowałem znów przetrawić to co usłyszałem. Zderzenie światów, brak Elementów Harmonii, totalny chaos... to brzmi jak kiepski materiał na jakiegoś RPGa. A w środku tego całego syfu jestem ja, i użalający się nad sobą piosenkarz. Po prostu cudnie. - Nie wiem jak ty Ren, ale ja mam zamiar dowiedzieć się co tu się dzieje, i kto za to wszystko odpowiada. Żeby było jasne - nie uśmiecha mi się bawić w jakiegoś bohatera i zbawcę. Ale nie będę siedział bezczynnie i użalał się nad losem. Kolejna przeszkoda jaką postawiło przedemną życie, a ja takie przeszkody rozwalam. I tu zrobię tak samo.
-
W multi odpiszę nie bój nic. Poprostu tutaj lepiej mi się podoba ___________________________ - Sądzę że najpierw powinniśmy się jak najszybciej i jak najdalej oddalić od tego typa, zanim się ocknie. Potem ustalimy kto zakłada zbroję. Dalej dziewczyny, ruszmy się. Akurat ustalanie i dyskusja kto założy zbroję, lub kto kogo poniesie jest nie na miejscu w towarzystwie Thanatosa. Najpierw trzeba się stąd ulotnić, a następnie obmyślić plan. Ruszyłem zatem pierwszy, w stronę wcześniej blokowanego przez lustro korytarza.
-
Lunie nie odmawia się huga. Nigdy. Jeśli chcesz żyć... Ciekawa humanizacja, tylko nieco blada Całuj. Jej wysokości się nie odmawia.
-
Czy Fancypants to bardziej narzeczony czy mąż ? Jaka jest twoja ulubiona książka ? Co sądzisz o Rarity, tak osobiście ? Potrafiła byś żyć bez statusu społecznego, jako przeciętna osoba ?
-
Pomogłem Twilight ostrożnie stanąć na równe nogi, pilnując żeby nie upadła. Ostatecznie nadal była osłabiona. - Jak się czujesz Twilight ? Zacząłem się już o ciebie martwić, że tak długo pozostajesz nieprzytomna. Dobrze że się obudziłaś. Brat Moon Blade'a... ciekawe jak się tutaj znalazł. Ale i tak nie mam zamiaru mu pomagać.
-
Ręka. Działo fuzyjne czy rakietnica ?
-
Przyszłościowy Kucyk
-
Drżypromień Arcyksiądz
-
- Tak, to on. To Thanatos, tyle że cośik wyblakły. Gatanyer widać zalał mu sadła za skórę. Teraz nie wygląda tak groźnie. Cholerny świr - warknąłem w jego kierunku. Podszedłem nieco bliżej chcąc sprawdzić jego dokładny stan, ale nie podchodzę na tyle żeby mógł mnie jakoś dosiegnąć. Sytuacja coraz bardziej się komplikowała. Sam avatar śmierci leżał tu pokonany, znaczy że alicorn dysponował naprawdę wielką mocą. - Nie ma co tak nad nim stać, chodźmy dalej. Nie mam najmniejszego zamiaru pomagać temu szubrawcowi.
-
- Ty..też to widzisz Ren ? - spytałem towarzysza. Super, kolejny duch albo jakaś inna nadistota. W takich chwilach żałowałem że nie pozostałem w swojej wiosce. Wstałem z łóżka i podeszłem do małej klaczki. Spojrzałem na nią poważnie, nieco się pochyliłem. - Dziecko... kim ty jesteś ? Czemu nie dacie nam spokoju ?
-
Zapowiada się nawet ciekawie, ale człowieku - poprawaj błędy ortograficzne bo aż oczy bolą od czytania.
-
- Hm.. najpewniej możemy spotkać inne duchy, możliwe że dawnych rezydentów zamku. Gdy ostatnio wędrowałem po lochach, nie napotkałem żadnych potworów. Nie mówię że nie spotkamy teraz nic takiego, ale lepiej zachować czujność. A właśnie... propo czasu - wskazałem na klepsydrę - nie masz czasem podejrzeń, że ta klepsydra jest głównie po to żeby ten świr nas obserwował ? Przynajmniej ja bym tak zrobił na jego miejscu.
-
- No dobrze, w takim razie bierz Twilight i ruszamy dalej. Podszedłem do bryły, i jeśli będzie trzeba, rozbiję ją Power Punchem. Potem ruszymy dalej, szukając lochów i kazamatów.
-
- Sądzę że to nie jest miecz. Pamiętasz jak go uwilniliśmy ? Użyłem miecza przeciw niemu, zraniłem go ale to nic nie dało. Twilight mówiła że miecz służy jako klucz, i myślę że można nim odczynić petryfikację, ale wydaje się chyba posiadać jakieś potężnej mocy. Co do zbroi... poza tym że dobrze na mnie wygląda, to też nie specjalnych właściwości poza tą że gdy ją mam na sobie biorą mnie za Moonblade'a. Uważam że to nie może być typowa broń. Może jakiś przedmiot mocy, talizman, amulet albo coś takiego. W końcu ktoś jego pokroju nie potrzebuje broni żeby pokonać wroga. Hmm... gdzie by teraz się skierować. Podziemia czy plac... - Podziemia były by dobrym miejscem do ukrycia aretfaktów, ale ten plac... szkoda że gdy byliśy na tym przyjęciu duchów nie spytałem kelnerzyny o położenie... CHWILA ! - krzyknąłem - Przecież rozkazałem oddać mu się zbrojom i udać się do lochów na tortury. Widziałaś jak wtedy zareagował. A wydawał się znać ten zamek jak własną kieszeń. Powinniśmy zejść do podziemi i odszukać tego ducha kelnera.
