Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Lucjan

[Gra] [Zapisy] Szkoła jak najbardziej specjalna

Recommended Posts

Kobieta spojrzała na pytającego. - Poproś Sebastiana. Jako główny lokaj na pewno ma kopie mapy. - powiedziała z uśmiechem. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie była to raczej zbyt miła nauczycielka, ale jedna rzecz Richarda chwyciła... była to tak jakby kobieta której wygląd wpasował się w jego gusta. Odchrząknął nieco po czym oparł głowę o rękę i siedział tak przez chwilę czekaj na to co się stanie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sebastian zwykle krąży po korytarzach. Reszta obsługi tylko stoi i wykonuje jego polecenia. Ale najczęściej możesz go spotkać na pierwszym piętrze. - poinformowała chłopaka. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Eliza westchnęła. Ani chwili spokoju. - to jedyne co w tamtej chwili przyszło jej do głowy. Podniosła się z miejsca, uśmiechnęła się do lokaja i grzecznie podziękowała. Później po prostu ruszyła na lekcję, zapukała i weszła do sali.

- Przepraszam za spóźnienie. - odparła i ruszyła w stronę tyłu sali. Usiadła w jakiejś wolnej ławce.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Eliza tak? Bardzo mi miło cię poznać. - powiedziała nauczycielka. -Dobrze moi drodzy. Jak już nie macie pytań to zapraszam do sali na poczęstunek. - powiedziała z uśmiechem i ruszyła przodem. Dante wstał iw tym samym momencie na jego plecy wskoczyła Guri. - Po jedzenie mój jednorożcu! - zawołała ze śmiechem. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

(kto chce jeszcze grać ten pisze. Wtedy poprowadzę sesję dale.)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ok. Reszta czyli Mephisto, Szeregowa i Dead Radio zostają usunięci z sesji. Około 10 wrzucę posta reaktywacyjnego. :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

I W czasie lekcji gdy nauczycielka tłumaczyła magię przywołania uczniom, niebo nad szkołą zrobiło się czarne. W tym samym momencie na Błoniach przed szkołą, na które mieliście świetny widok z okna, coś wybuchło. 

- Proszę wszystkich o spokój. Wszystkim zajmą się magowie rangi XX. -  powiedziała do klasy. Po tych słowach z klasy wybiegli Guri i Dante. Za nimi wyszła nauczycielka.

Gdy na błoniach opadł kurz wszyscy mogli zobaczyć wielkiego, czarnego rycerza z młotem i tarczą. Może z bliska walka będzie ciekawsza?

 

Oto rycerz

1192008579_large.jpg?x=330&y=330

Edited by Lucjan

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gaillard wstał z ławki i przykleił się do okna. Odsunął się na chwilę od okna przy wybuchu, ale niemal natychmiast podszedł do niego z powrotem. Zmrużył oczy.

-Ciekawe...- wymamrotał.

Kiedy nauczycielka wyszła, niemal natychmiast otworzył drzwi z zamiarem wyjścia na dwór. Nauczycielka prosiła klasę tylko o spokój, nie o pozostanie na miejscach. A jak się coś miało dziać, to zdecydowanie nie bez niego. 

- Hej, Bufet, idziesz? Coś mi się zdaje, że będzie ciekawie - uśmiechnął się zachęcająco.

Francuz nie przejmował się zbytnio potencjalnym niebezpieczeństwem na dworze. Właściwie, może byłby nawet bezpieczniejszy tam niż tutaj - przywołanie chmur pod niskim sufitem nie było tak łatwe jak na dworzu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Za nim Gaillard wyszedł w ogóle z pomieszczenia, drzwi które trzymał wybuchły. Na końcu korytarza stała dziewczynka, na oko 14 letnia z miłym usmiechem. W stronę Gillarda celowała ręką przed którą były trzy dziwne przedmioty w których zbierała się energia. - Gdzie się wybierasz? Nie możesz przeszkadzać Hektorowi. Dante musi się przebudzić. - powiedziała z nienagannym uśmiechem. 

 

W tym samym czasie na błoniach. 

Dante i Guri walczyli z wielkim rycerzem. Mężczyzna jak i dziewczyna byli już zmęczeni a rycerz tylko bezproblemowo dalej atakował. W pewnym momencie trafił Guri młotem i ta odleciała kilka metrów w tył. Z jej głowy popłynęła strużka krwi. Gdy Dante to zobaczył zatrzymał się jak wryty. Z jego gardła wydobył się ryk wściekłości. Jego białka zrobiły się czarne a tęczówki czerwone. Wystawił rękę przed siebie i wystrzelił czarną włócznią w rycerza który został przez nią odepchnięty. Po chwili dookoła rycerza pojawiły się cztery dziury w kształcie oczu i wybuchły czarnymi promieniami energii zmieniając rycerza w popiół. Lecz to swojego nie dało. Po chwili proch znowu stał się rycerzem. Dante znowu ryknął wściekły. Można było poczuć mroczną energię która wydobywała się z kiedyś miłego dl was chłopaka.

 

 

 

Zaczyna się. - powiedziała dziewczynka z uśmiechem do Gillarda.

 

 

 

Oto ta dziewczynka

5ed95c7df3e4a92d6504afb7d3bf4f9d--add-el

Edited by Lucjan

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ło kurwa - Bufet nie powstrzymał okrzyku zdziwienia zmieszanego z przestrachem i ekscytacją. Nie dość, że coś wybuchło na dworze, to jeszcze ktoś chyba pieprznął jakimś granatem w drzwi, bo jak Francuz chciał je otworzyć, to poszły w drzazgi. Ogólnie Józek nie ogarniał przez dobrą chwilę co się dookoła niego dzieje. Zwyczajnie zabrakło mu miejsca w muzgu by wyprocesować to wszystko. A podobno spodziewał się magii czy innych takich w szkole, do której go zaprosili. W końcu chodziły tutaj niezłe dziwadła, Gaillard i jego pogoda to pewnie był tylko taki myk na zachętę.

 

Kiedy w końcu doszedł do siebie, co zajęło mu z dobrą minutę czy dwie, wstał zwinnie i przykucnął przy ścianie. Udało mu się usłyszeć głos jakiejś gówniary nawijającej o jakimś Hektorze i tym Dante. Rozum podpowiadał, że nie była ona nikim spoko i raczej wypadałoby z nią się rozprawić. Pomyślał chwilę i skupił się. W niedługim czasie w jego dłoni pojawiła się długa, zleżała i czerstwa francuska bagietka. Było to pieczywo tak twarde, że z powodzeniem mogło zastąpić dobrego bejsbola. Do tego z makiem. Czarnym, drapiącym jak papier ścierny zeschłym makiem. Brrr. Dokładnie o to chodziło Bufetowi. Wstał i pojawił się obok Francuza, mierząc smarkulę i jej cośki bardzo wkurwionym wzrokiem.

- Dawaj ją, pogodynka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

 Chłopak wyczuł coś tuż przed wybuchem drzwi, lecz nie zdążył się odsunąć, mógł tylko osłonić się rękoma. Wylądował na podłodze zdezorientowany. Na szybko sprawdził, czy nie otrzymał żadnych poważnych obrażeń. Cóż, nie było źle, dostanie kilka siniaków, raczej nic więcej.

 Gaillard dopiero po chwili zauważył dziewczynkę, która, jak przypuszczał, była powodem wybuchu. Creepy. Gaillard nigdy nie ufał dzieciom, a zwłaszcza dzieciom trzymającym bronie. Przynajmniej myślę, że to broń - czym innym celuje się w ludzi? Może jakimiś przyrządami pomiarowymi?

 Najbardziej creepy był jej uśmiech. Dziewczyna wyglądała, jakby wysadziła drzwi bez większych emocji czy trudności. Takie dzieci były zupełnie nieprzewidywalne. Skąd Gaillard miał wiedzieć, że nie postanowi i jego wysadzić w powietrze?

 Wzdrygnął się. Teraz nieznajoma gadała zagadkami. Gaillard nie cierpiał ludzi, którzy mówili zagadkami bez powodu. "Obudzić się"? Oczywiście, że chodziło o "obudzenie ukrytych możliwości" albo "poznanie prawdy" czy inny New Age bullshit, ale czy od razu nie można powiedzieć? Poirytowało go to nieco, ale nie dawał się ponieść emocjom. Do tej pory do niczego dobrego to w jego życiu nie doprowadziło.

 Gaillard podniósł się z ziemii, cały czas patrząc na dziewczynkę. Wycofał się nieco w stronę okna, żeby zapoznać się z sytuacją na dworze.

 Aha, czyli to wariant "tryb, w którym moje supermoce są silniejsze ale jestem bardziej mhroczny". Klasyka, Dante, klasyka.

 Niezniszczalny rycerz był nieco ciekawszy, ale dziewczynka jest mówiła dotychczas zbyt konkretnie.

 Do gry dołączył Bufet z bronią w postaci palucha z makiem. Gaillard nie sądził, że pieczywo ma szansę z babką stwarzającą rzeczy umysłem. Nie, nie można jej było pokonać siłą. Tu potrzebny był spryt.

 Francuz nie sądził jednak, że to był najlepszy czas na ucieczkę i konfrontację. Wolał teraz jednak otrzymać trochę informacji, nawet niezbyt dokładnych. Przytrzymał więc Słowianina za ramię i wyszepnął po polsku (żeby mała go nie zrozumiała): "Jeszcze nie teraz.".

- Co wiesz o tym zdarzeniu? - zapytał się dziewczynki głosem, który miał nie znosić sprzeciwu, ale nie do końca mu się udał.

Francuz zastanowił się przez chwilę, czy dodać "Mamy bagietkę i nie zawahamy się jej użyć!", ale zrezygnował z tego pomysłu. Uderzanie bagietką magicznej dziewczynki przez dwóch nastolatków wydawało mu się trochę głupie. Jej też pewnie by się wydało. Gaillard postanowił wyciągnąć z małej jakieś informacje, a potem uciec. Nie wątpił, że mógłby zwalić ją z nóg i przez jakiś czas utrzymać w tej pozycji. To by z pewnością kupiło im czas. Ale najpierw informacje. To na nich głównie mu zależało. A najbardziej na rycerzu.

- Kto nas atakuje?

Przygotował się mentalnie do użycia mocy.

Edited by Matil

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziewczynka przyjrzała się Francuzowi. Przez chwilę jej twarz nie ukazywała żadnych uczuć by po chwili uśmiechnąć się złowieszczo w stronę dwójki mężczyzn. 

- Na prawdę? Mówisz do mnie takim głosem jakbyś rozmawiał z gimbusem. A mówisz do 19 latki! - powiedziała wściekła i od niechcenia machnęła ręką. W tym samym momencie bagietka Bufeta zmieniła się w pył. - Co do wiedzy o zdarzeniu. Dostaliśmy zadanie i prawie zostało wykonane. A kto was atakuje? Na to odpowiem szczerze. Ja i ten rycerz. - powiedziała z uśmiechem do Gaillarda. Chyba przydałaby się jakaś zasłona bo dziewczyna nie wyglądała na stabilną psychicznie. Po chwili znów machnęła ręką i trafiła w ścianę za chłopcami tworząc w niej jedną, wielką dziurę.  - Ups! Przepraszam. Miało być w was. - powiedziała z nieukrywaną szczerością. Chyba pora się ukryć i obmyślić plan co?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ups. Ups. UPS.

Fak.

Gaillard działał szybko. Z pomocą silnego wiatru cisnął dziewczynką (czy właściwie kobietą) o ścianę, z nieplanowanym bonusem posłania rozpędzonych krzeseł na spotkanie jej głowie i ciału. Mało było prawdopodobne, by zdążyła na to zareagować. Chłopak nie spojrzał jednak na wyniki, tylko przeskoczył przez powaloną ławkę i w kilku susach dobiegł do miejsca, w którym jeszcze niedawno było drzwi. Nie zatrzymując się, pospieszył Bufeta i sprintem pobiegł w stronę najbliższej drogi ewakuacyjnej. Wiedział, że miał przewagę na dworzu. Po drodze szybko jednak zdecydował, że woli wyskoczyć oknem, więc skręcił, by zmylić trop i zaczął szukać dużego okna. Dla dodatkowego zmylenia, lub, bardziej realistycznie, choćby utrudnienia celowania przeciwniczce, przywołał mgłę. Efekt mógł być lepszy, ale powinien wystarczyć.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziewczyna została ku szczęściu dwójki wbita w ścianę. A może ku nieszczęściu. Pierwsze co to przedmioty które w nią leciały, zamieniły się w proch. Gdy dziewczyna ze ściany się wygramoliła i zobaczyła krew na rękawie, zaczęła się śmiać maniakalnie i w dodatku tak głośno że Francuz mógł ją usłyszeć w swojej mgle. Po chwili wyszła ze ściany i robiąc kolejną dziurę w ścianie szkoły wyszła na dwór. - Mgła w jednym miejscu a na reszcie błoni brak? Zaskakujące. - powiedziała do siebie z uśmiechem. Unosiła się kilka metrów nad ziemią i dokładnie nad mgłą. - Dooms Day!  - zawołała. W tym samym momencie Francuz i Bufet znaleźli się po środku nawałnicy piorunów. Muszą wymyślić plan jak się z tego bagna wydostać.

Edited by Lucjan

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Oty pizdo - powiedział Józek, nie ukrywając rosnącego wkurwu. Cholera, chleba się nie marnuje. Nawet tego kretyńskiego cudzoziemskiego odpowiednika. Skinął głową Gaillardowi, rozumiejąc o co tamtemu chodzi. Zresztą nawet jakby chciał, nie miał teraz jak zaatakować tej chorej cipy. Potrzebował coś zespawnić i  to w trybie superfast, bo pewnie nie miał za dużo czasu przed reloadem i kolejnym pierdolnięciem. Cofnął się za drzwi, kryjąc się znów za niezbyt pewną teraz osłonę w postaci klasowej ściany. Miał nadzieję, że inni uczniowie w klasie coś do jasnej cholery zrobią. Było ich sporo a siedzieli jak te dupy.

- Ruszać się, kurwie - zawołał Polak po angielsku do wszystkich. - Nie widzicie co się odjaniepawla? Dupy w troki i korzystać z tych swoich asów z rękawa, ale szybko!

 

Po wydaniu  tego polecenia od razu przeturlał się w inne miejsce, żeby czasem nie oberwać magicznym moździerzem. Kuu-u-urwa, czuł się teraz zupełnie jak Janek z Czterech Pancernych. Jeszcze trochę i się zesika ze strachu i ekscytacji. W Polsce by tego wszystkiego nie widział. Pomyślał przez chwilę, następnie przyzwał Surstromming, otworzył nożem i cisnął w babeczkę niczym granatem. Od razu dojebał jeszcze durianem dla pewności. Następnie przywołał sobie broń do walki wręcz w postaci głęboko mrożonego, ostrego fileta z tuńczyka 30% glazury na promocji w PoloMarkecie. Zajebisty miecz, taki długaśny filet. Przygotował się do boju.

Edited by Po prostu Tomek

Share this post


Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...