Lucjan

Różne oblicza śmierci [Zapisy] [Gra] [Apokalipsa] [Survival] [Reaktywacja]

Recommended Posts

Lekarz spojrzał na trepa, który chyba próbował zabłysnąć. 

- Jak zwykło się mówić, to dawka czyni trucizną. Dlatego jak może zdążyłeś zauważyć nie palę co godzinę jak ktoś uzależniony. Robię to rekreacyjnie. Poza tym papierosy pobudzają, co o tej porze jest przydatne. Nie wspominając o tym, że ograniczają szanse zachorowania na Parkinsona. W moim zawodzie warto ustrzec się takiej przypadłości...  - uśmiechnął się, oczywiście sztucznie. - Może przeszkadzać na przykład podczas operacji. Dlatego właśnie rzadkie spożywanie dymu tytoniowego nie musi być tragiczne w skutkach dla zdrowia. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Czyli nie nałogowy palacz. Fantastycznie. Choć ponoć nawet najmniejsza dawka może być śmiertelna. I z tego co mi mówili towarzysze, zwykli palacze, to papierosy można dostać za kosmiczne ceny na legalnym rynku. Chyba że mowa o mniej legalnych źródłach.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Yhm. - skwitowała informacje Rexa odnośnie Zombie. - Czyli te amerykańskie mogą być inne. W sumie, jak to na Amerykę przystało. Wychodzi na to, że moje pierwotne założenie było właściwe... - powiedziała na wpół do Rexa, na wpół do siebie, po czym wyjęła z plecaka notes i zaczęła coś notować. 

 

Palący Franz niespecjalnie jej przeszkodził w skrupulatnym notowaniu i dopiero jego dyskusja z Rexem oderwała ją od pracy. - Nie bądźmy przewrażliwieni. Jedziemy w środek roju istot, który z chęcią by nas pozjadał, rak płuc raczej jest tu najmniejszym problem. - Hayat uśmiechnęła się przy tym udając kaszel - Niemcy i Słowianie zawsze się tak gryzą?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Oderwał wzrok od Franza.

- Cóż...tak. I jakimś dziwnym zrządzeniem losu, zawsze germanćy atakowali moich. Od średniowiecza, przez epizody w wieku szesnastym, a I i II wojna światowa to już w ogóle. Jesteśmy jak ogień i woda. Idiotycznym pomysłem jest łączenie nas. A Słowianie środkowi, znaczy mi najbliżsi, szczególnie mają do byłych zachodnich sąsiadów uraz - westchnął i spojrzał na moment na karabin - A jeśli mogę spytać, to wy jesteście...parą? Albo jakoś spokrewnieni?

Edited by Hetman WK

Share this post


Link to post
Share on other sites

- No my mamy sunnitów. I Kurdów. I Arabów. I Pakistańczyków. Spontanicznie to i Żydów. - pokiwała głową dziewczyna. - A co do bycia parą... - spojrzała z ukosa na Franza - To nie. Franz to mój dobry znajomy, ale jest trochę zbyt żywy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zero pojrzał na dziewczę. - Lepiej dmuchać na zimne. Mam przeczucie, że prezydent nie ma zamiaru byśmy dotarli do laboratorium żywi. - stwierdził Zero lekko podenerwowany i zapalił papierosa nie odrywając wzroku od drogi. Miał złe przeczucia i mogły się one ziścić w niedalekiej przyszłości. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Korzystając z okazji, zwrócił się do siedzących na przedzie.

-  Zero, bo mnie zastanawia jedna rzecz. Skoro ponoć zostałeś obłożony amnestią, to dlaczego wyprowadziłeś nas o północy? Ktoś na ciebie poluje?

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Po co było to zebranie o południu. - Jedynka spojrzała się na Rex'a. - Gdy poszliśmy się napić z Zero odwiedził nas były numer jeden. Zabiłam go ale jak widać Zero nie chce narażać nas na niepowodzenie. - Wyjaśniła. - Misja opłacona więc musimy ją wykonać.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Aha. Jeśli rozumiem, to teraz ty jesteś numer jeden. Mhm. Wszyscy...terroryści tatuują swoje numery? Bez urazy.

 

Edited by Hetman WK

Share this post


Link to post
Share on other sites

- No i co w tym dziwnego - spytał podnosząc brew. - Z racji tego, że brakuję nam aktualnie wykładowców na uniwersytecie, dostałem katedrę i tytuł w dość młodym wieku. W grupie moich studentów była również Hayat. Zapoznaliśmy się bliżej, kiedy wybuchła na naszym wydziale afera. Zostałem oskarżony o rasizm, dokładniej anonimowe groźby czy inne tego typu rzeczy - uśmiechnął się. - Nie wiem jak o coś takiego można było oskarżyć kogoś takiego ja, ale tak się właśnie stało. Hayat wstawiła się za mną. Oczywiście nie była jedyna, ale chyba rozumiesz, że jeśli ktoś z bliskiego wschodu wstawia się za europejczyka to coś znaczy - spojrzał na Rexa. - Jak się później okazało odpowiedzialnym za rasistowskie praktyki był Polak - zamyślił się na chwilę. - W sumie ten szczegół był nieistotny, ale lepiej opowiedzieć cała historię, prawda - spytał kompletnie ignorując rozmowę prowadzoną w tle.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Franz, słuchaj - obrócił się na niego - Ekstremizm, nacjonalizm jest w każdej rasie i narodzie. Ja studiowałem...no dobra, byłem w liceum w klasie historycznym przez co mam zmniejszone zaufanie do twoich. Do wszystkich w sumie. Moje żarty były tylko dlatego, że jakiś procent mnie chciał rozluźnić atmosferę. Wygląda że cię uraziłem, także przepraszam. Sprawa dwa, po prostu wasze relacje wyglądały na bardzo dobre. Jak na przykład ojca i córki. Albo jestem idiotą. I ostatnie, w kwestii palenia, mój wujek od strony matki zachorował na raka płuc z powodu palenia. I trochę czytałem na temat tego co w tym cholerstwie się znajduje. Ale to twoja sprawa.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Tak było, nie zmyśla. - Hayat wskazała głową na doktora. - Polityka uniwersytetu nie jest sprecyzowana w kwestii kontaktów studentów i wykładowców poza zajęciami, więc ja i Franz mamy dość nieformalne relacje. Zmieńmy temat. - powiedziała dziewczyna i zwróciła się w stronę czwórkojedynki. - Słuchaj Four. Czy tam jeden, jak wolisz. Czy jak zwolniłaś czwarte miejsce, to piątka awansowała w rankingu? Czy może macie pusty slot, który czeka na obsadzenie? Ta cała wasza numerologia wydaje się zabawną sprawą. Zwłaszcza jakby wykluczyć zamachy i śmierć. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Franz spojrzał na Rexa. Ściągnął okulary i je przeczyścił. Założył znowu i po chwili znowu je ściągnął. Potrząsnął głowę i się zamyślił. Włożył je na nowo i głośno westchnął.
- Widzisz, nie wiem w którym momencie uważasz, że mnie uraziłeś, ale nie jest to takie łatwe - spojrzał mu w oczy, jakby rzucając wyzwanie. - Nie ma sensu przeżywanie historii na którą nie mieliśmy wpływu. Jeśli chodzi o wujka... Każdy ma wolną wolę i robi co chcę ze swoim życiem. - Zabrzmiało tak filozoficznie. No profesor pełną gębą. Podrapał się po głowie i kontynuował -  Co do moich relacji z Hayat - wyjrzał przez okno. I co mam mu powiedzieć? Rozwijanie tego tematu nie skończy się najlepiej... - Można je uznać za ojcowskie, ale to zbyt skomplikowane i ciężko byłoby to wytłumaczyć - powiedział. Ignorując dyskusję o numerologii oglądał widoki zza szybą z pustym wyrazem twarzy. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Widać że na wykładach nie spał. He. - Profilaktycznie przeprosiłem, bo wydało mi się...dobra nie ważne. Co do historii...Jest ona nauczycielką życia, a nauczyła nas, że ludzie nie potrafią z niej wyciągać wniosków. Ech. Wiem, każdy ma własną wolę niech robi co chcę. Jak ktoś ma ochotę się zabić, proszę bardzo, tylko żeby to mi nie zaszkodziło. I ostatnie, nie tłumacz mi, chciałem tylko wiedzieć, o co ogólnie chodzi. W tej chwili musimy i tak koncentrować się na tym, a zęby dostać się na kontynent i jakoś tam przetrwać. Toteż na moment odrzućmy niesnaski. Róbmy co do nas należy - rozsunął plecak i wyjął z niego metalowy, mały pojemnik  korkiem. Odkręcił i wlał część zawartości do gardła. Zacisnął oczy i odetchnął, odsuwając przedmiot.

- A póki mi pozwala trzeźwość, to jakiego typu jest ten okręt i czy ktoś jeszcze z nami płynie? - zapytał, pociągając nosem.

Edited by Hetman WK

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zero westchnął. - Sprawa wygląda tak, że jeśli ona awansowała to teraz piątka jest Czwórką itd. Teraz ostatni numer jest wolny. Tylko ja nie zmieniam numer. - odpowiedział na pytanie dziewczyny. W tym samym momencie wyjechali w miasto. - Trzymać się. Może telepać. - poinformował grupę Zero i zaczął rozpinkalać zombie na drodze. Widać było, że grupa ma pecha bo pojazd wpadł w poślizg i wszyscy byli do góry nogami bo auto dachowało. - Wszyscy wysiadać i się ustawić. Ruszamy do portu! - zawołał wysiadając. Ściągnął karabin snajperski i sprawdził czy nic im nie grozi. Z kilku alejek zaczęły wychodzić zombie. - Ruchy!- popędził resztę 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Sensowne - szepnął do siebie. Na wieść o wjechaniu do miasta, schował szybko napitek, zasunął plecak, podniósł karabin i zacisnął na nim ręce. Gdy samochód przebijał się przez hordy trupów uśmiechnął się pod nosem Niczym kombajn przez pole. Humor mu uleciał, jak znalazł się wraz z plecakiem na suficie. Poobijał się odrobinę, ale nic poważnego mu się nie stało. Bagnet trzymał daleko od ciała. I wykrakałem. Obrócił głowę na drzwi. Z trudem się obrócił, złapał za przednie i tylne fotele aby się zaprzeć. Wciągnął powietrze, skurczył nogę i z całej siły kopnął w zatrzaśnięte drzwi. Za pierwszym razem, się nie udało. Za trzecim, już jak najbardziej. Wykaraskał się na zewnątrz, rozejrzał, aby zorientować się w sytuacji. Zero już stał, nie wiadomo jak i krzyczał aby się sprężać - Uspokój się albo wszyscy padniemy - Odgryzł się. Wyciągnął plecak, założył, a następnie pomógł wyjść Hayat i Franzowi. Przeszedł na przód, obok numeru zerowego i patrzył na teren przez swój celownik. Dobra, spokojnie. Na zimno do tego podejdź. Zmienił tryb karabinu na strzelanie seriami, co chwila zerkając w wszystkie strony. Z alejek na przedzie, wychodziły grupki zombiaków, skuszone zapachem i dźwiękiem. W ilości...stu co najmniej. Przynajmniej nie za szybko. Na prawo, znaczy się ich prawej, droga dzieliła się na dwie. Prawie skrzyżowanie. Tam też, między budynkami, było przejście, gdzie nie widać było truposzy. Minus w tym, że blisko to to było. Ok. Mamy dwa karabiny, jedną snajperkę, kuszę, pistolet maszynowy i zwykłe pistolety. Myśl. Myśl. My...mam!

- Zero! Mam plan! Pytanie czy jesteś nim zainteresowany - krzyknął.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zero pomógł wyjść Czwórce z auta. Rozejrzał się. kurwa... Musimy się postarać. pomyślał. Na słowa Rexa obrócił się zainteresowany. - Jeśli jest dobry to dawaj. Byle szybko. - stwierdził spokojnie. Wycelował ze snajperki i zabił najbliższego zombiaka. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Dobra! Na końcu tej drogi jest przejście. Chyba alejka. W mordę! - wystrzelił trzy serie w stronę truposzy - Moglibyśmy tam pobiec. Tylko trzeba to zrobić inteligentnie. Ja pójdę na przód, a Siergiej na końcu. Będziemy oganiać przeszkody. Ty za mną, znasz teren trochę lepiej - Dokonał żywota kolejnego zombiaka - Pomożesz w orientacji. Za tobą czwórka, Hayat z kuszą i doktor. Broń dalekiego zasięgu między bronią zasięgu bliskiego. Wymaga tylko tego, żeby wszyscy się nie opierniczali. W przypadku jak któregoś z nas złapią to wiadomo że musimy pomóc, a w takiej formacji szybko się chodzących trucheł pozbędziemy. A! Jak tylko tam dotrzemy to modlę się żeby był duży śmietnik. Taki na kołach, to jak tylko go dotknę, to zamykam przejście. Masz lepszy?

Edited by Hetman WK

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zero pomyślał. nie głupi pomysł. Następnie zwrócił się do reszty. - Ruszamy za Rexem. - gdy ruszyli sam zwrócił się do mężczyzny. - Jeśli dobrze pamiętam to za tą aleją już są statki. Miejmy nadzieję, że nie będzie tam zombie. - stwierdził strzelając w głowę jednemu a przy okazji trafiając dwa trupy za nim.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Umie się poznać. Ciekawe czy...chuj. Nie istotne - Wstał, przeładował profilaktycznie karabin i zaczął biec na czole formacji. Szczęśliwe żaden z umarlaków, jeszcze nie zastąpił całego przejścia, toteż można było poruszać się mniej więcej środkiem - Jeśli są tam jacyś twoi znajomi to może - odpowiedział spokojnie Albo moi. He he. Strzelił znowu do kolejnych zombiaków, zwalniając tylko czasem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wszystko wydarzyło się tak szybko. Dachowanie, ujście z życiem i ponowne poczucie zagrożenia wytrąciło by większość dziewczyn z równowagi. Iranka była jednak w całości pochłonięta obserwacją nieumarłych.

Ile ich jest... dzikie, nieokiełznane, jak bestie. Coś w nich jest. Na przykład brak inteligencji. Ile bym dała za jednego żywego do badań! Z zamyślenia wyrwał dziewczynę Rex i jego plan. Hayat nie oponowała, stwierdziła że taktykę lepiej zostawić taktykom. Z jakiegoś powodu nazywają ich taktykami, a nie na przykład piekarzami. Tak, myślę że powinni się znać na taktyce. 

 

Biegła z kuszą w dłoni, swoje dwa rewolwery zostawiając na później. Kusza i tak się tu lepiej sprawdzi. A jakbym miała stracić obecną broń, to lepiej nie tracić pistoletów. Nie wyłamując się z szyku co jakiś czas posyłała bełty w głowy umarlaków. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Siergiej, któremu dachowanie niezbyt przypadło do gustu, wyszedł z pojazdu ostatni trzymając sprzęt w rękach. Powoli i ze spokojem przygotował swoją broń do użytku, po czym zaczął strzelać pojedynczymi pociskami starając się trafić w głowę truposzy, które akurat podeszły niebezpiecznie blisko. Po usłyszeniu planu wypowiedział krótkie "Zgoda", po czym zaczął wypełniać swoje zadanie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cholera, idzie lepiej niż sądziłem. Przebiegła mu myśl. Wszystko szło gładko, jak po maśle, jak to mówią. Truposze poruszały się tak, że musiał strzelać jedynie sporadycznie, toteż amunicja marnowała się stosunkowo wolno. Iście rekordowy wynik. Choć światła naturalnego, nie było za dużo, to przejście, między wysokimi budynkami, widział bardzo dobrze. Coraz to bliżej i bliżej. Szybko zauważył, że faktycznie stoi tam stary, duży pojemnik na śmieci. Plan idzie świetnie. Cynizm jednak wziął w...Rozmyślanie, przerwał mu truposz, który złapał go za barki i powalił. Głównie przez nieopatrzność i nadmierny, dziwny napływ optymizmu. Skurczysyn...ciężki jest. Uderzał raz za razem, aby nie dopuścić do ugryzienia. W końcu, po mniej niż dziesięciu sekundach, z lekkim zdenerwowaniem odrzucił napastnika. Podbiegł i zdecydowanym ruchem rozbił mu głowę, za pomocą podeszwy swojego buta. Nie zważając na mieszankę krwi i żółci na ubraniu, pobiegł prosto do alejki i złapał za pojemnik, od razu zabierając się do zablokowania drogi. Zacisnął oczy, uspokoiwszy się po dosłyszeniu odgłosów szybkich kroków. Przestawił ładunek, a potem, przy dodatkowej pomocy, przewrócił kosz. Odetchnął mocno, opierając się o ścianę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

(( jak masz wolny dzień jest zmowa milczenia. Idziesz do pracy i jakaś padaka się włącza.....))

 

Jedynka robiła co do niej należało, likwidowała każdego nieumarłego naćpańca który zdołał do nich podejść. Nie lubiła takiej walki, wolała walczyć bardziej wyrafinowanie. Atakować z ukrycia, szybko i z gracją a to co się właśnie działo to "kupą chłopaki". Cóż nie liczyła na zmianę bo było na to już za późno.

- Następnym razem ja prowadzę Zero. - Krzyknęła, szansa na to że była jakaś łajba na chodzie i była zatankowana + jakiś prowiant na pokładzie graniczył według niej z cudem. Mogła się nawet założyć że prowiant który mieli dla siebie został w pojeździe za nimi. Uśmiechnęła się, idziemy w czarne jak zwykle Zero - pomyślała.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
This topic is now closed to further replies.