Jump to content

W poszukiwaniu harmonii - [zabawa] sesja RPG (Wyznawcy Chaosu)


kapi
 Share

Recommended Posts

Shadow uśmiechną się słysząc słowa IceSworda. Tak, mam- zaśmiał się, a oczy, choć wydawało się to niemożliwe stały się jeszcze ciemniejsze- użyje magii chaosu, aby wypaczyć światło. Oświetli ono nam drogę, a ci którzy zaufali Harmonii będą bezradnie starali się przebić wzrokiem mrok- po tej frazie dodał już nieco spokojniej- nie wiem jaka magia cię przemieniła, ale przypuszczam że była związana z Chaosem. Nasi przeciwnicy zostali oślepieni, niestety to samo stanie się z naszymi żołnierzami. Będziemy widzieć ty, ja i najprawdopodobniej DarkHeart, jednak nie wiem czy jest on w stanie walczyć. Jeśli zaklęcie mi się powiedzie musimy czym prędzej zaatakować- nie wiem ile się utrzyma.

Link to comment
Share on other sites

Darkheart popatrzył na niego "Moje życie to ciągła krucjata, ciągła walka z wrogiem i wewnętrznym mną. Moja misja to służba mojemu panu, więc taka rana to nic z czym żyję codziennie" Darkheart wstał spokojnie "Dawać ich, a ty" spojrzał na kompana "obyś miał więcej wigoru w walce niż mocy do ciągłego gadania"

Edited by Guardian
Link to comment
Share on other sites

Uśmiechnął się z politowanie do Hearta, wiedział że w swoim przekonaniu mówi prawdę, wiedział że jest trochę inaczej, ale nie chciał się kłócić bo z takiej kłótni nic nie wyniknie, czasem najlepiej jest po prostu się uśmiechnąć i przytaknąć, tak było w tej chwili.

Bardziej skupił się na magu i odpowiedział mu-Nie wiem co mnie zmieniło, byłem taki odkąd pamiętam, ale mniejsza z tym. Kiedy uznasz że jesteś gotów daj znać-po czym zdawał się mówić do wszystkich-macie się zbliżyć do powstańców i ich wystrzelać, strzelacie na pewniaka ale bez zbędnego ryzyka. Zostawiam was pod komendą Shadowa a ja zajmę się dywersją.

Powiedział i wleciał dość dyskretnie na dach budynku. Idąc dachem przeszedł te 10 metrów dzielących ich od rebeliantów (ekhem wiem że nie do mnie należy decyzja czy mu się udało czy nie, ale:1 z góry jakby ktoś przelatywał, bardziej przypomina rebelianta- płaszcz nietypowe jak na podmieńca kopytko itd. 2 na co rebelianci mieli by patrzeć w górę? 3 nie szedł rynną tylko dachem więc był tak jakby za rogiem, jako że słońca nie ma nie rzucał nawet cienia, więc wszystko było w najlepszym porządku :) tak myślę :/) gdy dotarł na miejsce zaczekał na czar kompana, kiedy zobaczył że coś się dzieje rzucił się na nich otoczony zielonymi płomieniami, jak to w podmieńczej naturze. Z jednej strony technika nawet dobra, ogień okalający ciało chroni przed większością konwencjonalnej broni, ale nie uchroni podmieńca przed zderzeniem z ziemią, jednak zła bo zawsze potem głowa boli i ma się kilka bezcennych sekund w plecy. Wyszkolony żołnierz musi umieć znosić ból, a IceSword ma sposób by odrobić te sekundy. Mocą którą nabył, wzmocnioną standardową magią podmieńca zamierzał wokół siebie utworzyć lodowy, kolczasty okrąg, miało to za zadanie wykończyć tych którzy próbowali odskoczyć, ale była to też dobra podstawa do obrony, wystarczyło połączyć sople, ale na razie skupił się na ofensywnej stronie czaru.  

Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

Certain i Moonlight już mieli zbierać się do drogi, gdy wrócił ten sam goniec, którego przed chwilą wysłał doktor do Pułkownika Naczelnego. Changeling był zdyszany, pędził wspomagając się trzepotem swych skrzydeł. Z ust leciały mu krople śliny, które nawilżały jego suche wargi. Zbroja szczekała na jego napiętych mięśniach. Gdy dobiegł do pary kucy, zatrzymał się lekko nieskładnie i zasalutował mówiąc:

- Pułkownik wzywa do siebie przedstawicieli ekipy do spraw rebelii, natychmiast! Macie iść ze mną.

 

Rozkazom z tak wysoka nie można odmówić, a poza tym Moonlight i Certain i tak chcieli się wybierać w drogę, więc szybko pośpieszyli za gońcem. Przechodzili poprzez rozłożone szybko szpitale polowe. Wkraczali na obszary bardziej wojskowe. Rzeczywiście na placach stały teraz stojące w ładzie i pogotowiu oddziały changelingskiej armii. Wiele tych stworzeń krzątało się jeszcze w poszukiwaniu swych sił. Co chwila wykrzykiwane były rozkazy. Powoli ponad tą ciemną masę pancerzy i uzbrojenia zaczęły wznosić się chorągwie wojskowe. Każda z nich przedstawiała zdobne insygnia kompanii czy oddziału. często uwieczniano na nich ważne bitwy, wizerunki Chrysalis, albo dokonania oddziału w ważnych bitwach, dziesiątki, albo setki lat temu. Całe przedzamcze wypełnione było wojskiem. Na mury wchodzili obrońcy, beczki z prochem były toczone, choć zdawało się, że jest go mniej niż powinno. Wąskimi uliczkami jeździły wozy kwatermistrzów. Ci rozdawali ekwipunek. Włócznie i tarcze były brane garściami. Tam znów miecze błyszczały w blasku rozlicznych rozpalonych ognisk. Chaos wielu głosów podsycały regularne bicia tarabanów wojennych, które wytyczały rytm idącym na punkty zborne oddziałów. Z wielu rozmów dało się usłyszeć, że coś stało się w koszarach i w związku z tym brakuje prochu. Trzeba było przenieść siły w obręb zamku i dzielnicy arystokracji. Zza góry wiał co raz mocniej wiał zimny wiatr. Chmury przesuwały się żwawiej po nieboskłonie, a zza nich wychylała się tarcza księżyca. Metal błyskał się w tym świetle milionem refleksów. Gdzieniegdzie jacyś żołnierze krzyczeli o smoku. Dowódcy robili wszystko co mogli by utrzymać porządek. Cały widok zapierał dech w piersiach. Ogrom wojska świadczył, że zanim zamek padnie, wiele będzie musiało się stać. Jednak nieład wśród tak wyszkolonej armii świadczył o dotkliwych uderzeniach w newralgiczne punkty.

 

Moonlight i Certain przebili się przez tłumy niosących uzbrojenie kucy i dostali się na podest przed bocznym wejściem do zamku. Ta jego strona zdawała się być nienaruszona. Tutaj też mieścił się sztab. Wejścia pilnowała gwardia. Same wielkie changelingi w czarnych zbrojach płytowych. W pochwach wielkie miecze, a na plecach porządne kunsztowne tarcze z herbami. Milczący i budzący grozę stali przy drzwiach obserwując z wąskich wizjerów w zamkniętych hełmach każdego nadchodzącego. Drzwi ze stali i ciemnego drewna otworzyły się. Ze środka pomieszczeń sztabowych powiało lekkie ciepło. Oczom kucy ukazali się oficerowie zarówno changelińscy, jak i ich  sojuszników z gwardii Nightmare Moon. Goniec wprowadził Moonlight i Certaina do jednego z głównych pomieszczeń na końcu długiego korytarza. Znajdował się tam duży stół, przy którym obradowało kilka kucy. Na ścianach paliły się pochodnie, a na blacie rozłożona była mapa miasta. Jeden z changelingów podniósł głowę. Jego wzrok był trzeźwy i zdecydowany. Przez twarz biegła mu potężna fioletowa blizna. Hełmu nie nosił, ale miał założoną czarną zbroję. Jej płyty były dekorowane herbami i odznaczeniami, a detale wykonano na zielono. Na jednym naramienniku wisiały emblematy wskazujące na godność pułkownika. Sam ogier nosił krótki zarost. Goniec zasalutował, zameldował wykonanie rozkazu i odszedł. Do nowo przybyłych kucy odezwał się pułkownik:

- Wy jesteście z grupy do spraw rebelii?

Jego głos był ostry i surowy. Nie przywodził na myśl nic miłego, ale jednocześnie zachowywał dużo aemocjonalnego podejścia do zastanych sytuacji.

 

 Dark Shadow skupił się na tworzeniu czaru. Zbierał moc, której będzie potrzebował do tego bardzo dużo. W tym czasie IceSword wspiął się na odpowiednią pozycję. Z dachu domu zobaczył znacznie więcej niż wcześniej. Przeraził go w duszy ten widok. Od tych uliczek do bramy, z której wyszli i jeszcze dalej ciągnął się nieprzerwany sznur kucy. Każdy z nich był uzbrojony. Całość poruszała się w wąskich uliczkach niczym lekko przyblokowany organizm. Jednak nie było najmniejszej szansy aby resztki jego oddziału przebiły się tędy. Za ich pozycjami w paru miejscach płonęły pożary, co dziwne dworzec nie był w płomieniach tak bardzo jak inne części miasta. Wtedy światło księżyca zmieniło kolor. Dark Shadow stękając z wysiłku zaczął zmieniać cząstki, odwracając ich naturę. Blask stał się bardziej rażący, a zarazem mętny.Padał tylko na tą konkretną uliczkę. To był sygnał do ataku. W szeregach rebelii zapanował niepokój. Changelingi wybiegły z wielkim DarkHeartem na przedzie. Otwierając ogień do rebeliantów, których zdjął strach. Wrogowie w prawdzie wystrzelili kolejną salwę, ale nie była ona tak skuteczna jak poprzednia. IceSword nie miał już czasu do zastanowienia. Skoczył i nabrawszy prędkości otoczył się sferą zielonych płomieni. Uderzył w sam środek trzeciego szeregu rebeliantów. Zamroczyło go na chwilę, ale nie zapomniał o swym planie.  Płaty lodu otoczyły go, ale gdy odzyskał wzrok zobaczył, że nie są tak silne jak powinny być. Już natarł na niego pierwszy kuc, ogier sparował cios i pchnął od niechcenia młodzika, kładąc kres jego bohaterskiej wojnie. Czas magika chaosu nie wyszedł tak dobrze, jak należałoby się tego spodziewać. Jego efekt słabł z każdą chwilą, wraz ze wzrostem wycieńczenia rzucającego. Efekt rażącego światła ustawał. Widoczność się poprawiała. DarkHeart wraz z resztą changelingów wbił się w przygotowane do ataku miejsce. Wytrawni wojownicy changeli z łatwością dobijali rebeliantów, których wyszkolenie pozostawiało wiele do życzenia. W chaosie, który nastąpił dało się słyszeć jakieś krzyki dowódców. IceSword dalej zaczął napierać. Pod jego bronią padało co raz więcej rebeliantów. Jednak dziura w szeregach wroga, którą spowodowało uderzenie changelinga, skończyła się. Ogier trafił na zwarte szeregi, spróbował ataku, ale musiał postępować ostrożniej, gdyż na każdy jego ruch czekały ostrza rebeliantów, którymi linia wrogów wręcz się jeżyła. Cenne sekundy płynęły. Nagle w drugich rzędach zaczęli pojawiać się kusznicy. Nastąpiły kolejne wystrzały. Chrzęst kolczug, świadczył o celności strzałów. IceSword rozejrzał się. Jego siły wyrżnęły około dziesięciu rebeliantów, praktycznie bez strat własnych, ale już pierwsze changelingi zostały ranione bełtami. Miała właśnie nastąpić kolejna salwa, kilku pocisków, gdy smoczyca wzleciała zza podmieńców. Cały czas zbierała w sobie siłę na potężne zionięcie ogniem. Dragon otworzyła najeżoną zębami paszczę i z głębi gardła wydobyła się czerwona łuna. Płomień wystrzelił potężnym strumieniem oblewając wszystko przed IceSwordem. Doskonale wymierzona fala płomieni zalała rebeliantów. W powietrze uniósł się zapach spalenizny i krzyki kucy. Ogień tańczył w powietrzu przez kilka sekund, gdy Dragon kierowała go od jednej krawędzi ulicy do drugiej. W końcu, gdy czuła, że siły znów w niej opadają posłała ostatni impuls elektryczny, który rozszedł się po płomieniach, rażąc tych, którzy byli podpaleni. Smoczyca przestała zionąć. Powietrze momentalnie się ociepliło, a przed oddziałem stanęła ściana ognia. Zza niej dobywały się wrzaski i krzyki przerażonych rebeliantów. Płomienie zmniejszały się z każdą chwilą, odsłaniając co raz więcej spalonych kucy, a dalej nieład w szeregach wroga. Ogiery przeciskały się przez gęste mrowie swych współbratymców, tworząc ogólny chaos.                   

Edited by kapi
Link to comment
Share on other sites

Fire mimo rany obnażyła zęby w szerokim uśmiechu. Nie ma to jak krzyk bólu na ukojenie ran. Rozkoszowała się tą symfonią, gdy trwała, jednocześnie spoglądając na członków oddziału Prawowitej Władczyni. The Night Will Last Forever.

Link to comment
Share on other sites

IceSword rozejrzał się w poszukiwaniu ocalałych rebeliantów. Gdy uznał że okolica jest w miarę bezpieczna obdarzył kompanów spojrzeniem wolnych od emocji, w jego wykonaniu było to nawet pozytywne mimo cisnących się na usta słów typu "dobra robota" zdusił w sobie chęć dziękowania kompanom i ich wysiłek nagrodził nawet miłym skinieniem głowy, po czym powiedział do nich-Nie będę was uświadamiał jak bardzo jest źle, wynosimy się stąd.-powiedział i wskazał w stronę przeciwną niż centrum Canterlotu. Nie było najmniejszych szans aby przebić się do pałacu, trzeba było opuścić miasto i czekać na leprze czasy.  

Link to comment
Share on other sites

Certain usłyszawszy słowa changelinga, natychmiast ruszył za nim niemal zapominając o swej towarzyszce. Na szczęście opamiętał się po chwili i dostosował swoje tempo do jej tempa, aby w razie potrzeby spróbować zapobiec jej upadkowi a w przypadku niepowodzenia pomóc jej chociaż wstać. Na szczęście okazało się to niepotrzebne. Kiedy w końcu udało im się dotrzeć do nienaruszonej części zamku poczuł pewnego rodzaju ulgę. Jego część wciąż miała się dobrze, a duża część wojska dała radę się tu uchować. Co prawda lekko niepokoiły go pogłoski o straconym zapasie prochu, ale biorąc pod uwagę na ile sposobów mogło być gorzej wyprawa raczej podniosła go na duchu. Kiedy w końcu dotarli do pułkownika ten od razu zasalutował tak jak mieli w zwyczaju żołnierze armii Wiecznej Nocy.

- Tak jest panie pułkowniku. Podporucznik Certain Hoof, zajmowałem się eliminacją ważniejszych przedstawicieli rebelii wskazanych mi przez jej wysokość Nightmare Moon. - odpowiedział pewnym głosem kremowy jednorożec.

Link to comment
Share on other sites

-Moonlight Star - przedstawiła się- moim zadaniem, do tej pory, był sabotaż oraz zbieranie informacji wewnątrz rebelii

Klacz patrzyła na żołnierza usiłując przypomnieć sobie czy nie widziała go kiedyś na zamku w Changei (jeśli źle napisałam to mnie poprawcie)

Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

Pułkownik lekko uśmiechnął się do przybyłych, po czym zmierzył ich swym spojrzeniem. Wyrzucił z siebie jedno krótkie zdanie:

- Meldujcie co się tutaj dzieje i dlaczego nic nie wiedzieliśmy o ataku.

Słowa wybrzmiały, a ich aemocjonalność i surowość trafiała prosto do serc Certaina i Moonlight. Gdzieś głęboko można było w nich usłyszeć rozczarowanie, a nawet wrogość.

 

W dolnej dzielnicy IceSword krzyknął na całe gardło rozkaz odwrotu. Jego oddział natychmiast usłuchał się dowódcy, widząc że dalsza walka przyniosłaby tylko niepotrzebne straty. Darkheart, Shadow i Dragon musieli się dostosować do rozkazu. Sami bowiem nie mieli szans. Cała gromada weszła w boczne uliczki i nimi wycofała się dalej. Z tyłu zostawiła za sobą jęki spalonych i rannych rebeliantów oraz ogólną bieganinę. 

 

Oddział początkowo poruszał się szybko, jednak IceSword zwolnił tępo, nie chciał forsować żołnierzy. Każdy był już wykończony ciągłymi manewrami, walką o przetrwanie i nerwami. Tylko surowe szkolenie, jakie otrzymali w armii podtrzymywało changelingów na duchu. Grupa przeszłą do marszu i zbliżała się do dworca. Mieli do przejścia jeszcze dużą odległość, ale w pobliżu nie było słychać odgłosów walki, czy przemarszu. Owszem czasami trzeba było się chować w domach, ale udawało się to całkiem dobrze. Kilka razy oddział złapał samotnych, biegnących posłańców i zabijał ich. Nad dworcem unosiła się gasnąca łuna płomieni. Po smoku nie było śladu. Siły rebelii, która oblegała perony, zniknęły. Najprawdopodobniej przeszły do innego obszaru działań. Przy samym, zniszczonym budynku kręcili się jeszcze uzbrojeni rebelianci, ale było ich znacznie mniej. IceSword naliczył 20, choć mogli też się kryć w środku. Changeling wysłany jako tylna straż powrócił i powiedział, że raczej pościg im nie grozi. Rebelianci najwyraźniej zgubili trop.  

Link to comment
Share on other sites

IceSword był zaskoczony sprawnością rebeliantów, nie mniej miał ważniejsze sprawy na głowie. Musiał wyprowadzić swoich. Droga daleka, a dworzec to zdradliwe miejsce, pochłonęło życie wielu istot i na tym pewnie nie koniec, rebelianci rzucili do odbicia tego miejsca znaczne siły, nie mogły się tak po prostu rozejść, i pewną było rzeczą że nie zamierzają tego oddać. "Czeka nas niezła przeprawa, albo inna droga". Pomyślał o tym dając oddziałowi chwilę wytchnienia.

Link to comment
Share on other sites

Dark warkną zirytowany- słabo znał miasto. Rozumiał jednak, iż próba przejścia się przez dworzec to samobójstwo.  Zwrócił się więc do IceSworda- znasz jakąś okrężną drogę? Przez dworzec raczej się nie przebijemy.

Link to comment
Share on other sites

  • 4 weeks later...

Mam pewien pomysł, ale może być ryzykowny- powiedział Shadow z ociąganiem. Jeśli Changelingi przybiorą wygląd kucyków, mogą nas poprowadzić jako grupkę jeńców. Niestety- tu zaśmiał się cicho- obawiam się że jeśli wśród rebeliantów jest ktoś choć trochę kompetentny zorientuje się że coś tu nie gra. Myślę jednak że zdołamy się wyłgać, lub że w tym czasie dotrzemy tak daleko, iż nie zdołają nas powstrzymać. W najgorszym wypadku zyskamy efekt zaskoczenia.​ Tak czy siak nie możemy tu zostać- lada chwila ktoś nas wykryje. Masz jakiś lepszy pomysł?

Link to comment
Share on other sites

-ok w sumie czemu nie w sumie nie jest tajemnicą że rebelianci kradną nam sprzęt. W zasadzie nie musisie udawać jeńców i tak raczej was nie rozpoznają. Jeśli nikt się na nich nie rzuci-móqiąc to wymownie spojrzał na Hearta (dawno mnie tu nie było i nie wiem czy jest taki w ekipie nie mniej myślę że wiemy o kogo hodzi)

-któryś zgłasza sprzeciw?-zapytał podkomendnych.

Link to comment
Share on other sites

Moonlight nie paliła się do odpowiedzi, zabrała jednak głos- Atak został przeprowadzony z Canterlockiego podziemia, a nasz wywiad nie zdążył dostarczyć istotnych informacji. Tyle mogę powiedzieć, o braku wiedzy na jego temat. Jak już pewnie panu powiedziano, pułkowniku, generałowie zginęli przy ataku na Jej Wysokość, którą samą porwano. Mamy zamiar ruszyć z akcją ratunkową i dlatego jesteśmy zmuszeni prosić o udzielenie nam wsparcia. - spojrzała na Certaina, prosząc (wzrokiem) aby dodał więcej od siebie.

Link to comment
Share on other sites

-Oszukują samych siebie myśląc że ratują swój kraj wierzą że spalenie Equestrii to dobry pomysł. Oni nie myślą oni wierzą w to w co chcą wierzyć. A pojmany smokokucyk to dla nich wygodne kłamstewko, które zaakceptują z uśmiechem.-poeiedział dość spokojnie jednak po chwili z narastającą irytacją powiedział-jeśli nadal coś ci nieodpowiada możemy zrobić ci krzywdę żeby nie było że się poddałaś, lepiej?

Link to comment
Share on other sites

"A może by tak ją w łeb zdzielić i nieprztyomną prowadzić" taka kusząca myśl przeleciała mu przez głowę. Jednak nie. Jeszcze nie, zamiast tego odpowiedział-Jeśli znajdziesz jakiś łańcuch pomyślimy. Lina może jeszcze, ale łańcucha, chyba, nikt ze sobą nie zabrał.

Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

Changelingi popatrzyły po sobie, w prawdzie nie usłyszały wyraźnego rozkazu do przemiany, ale nie miały na co czekać. Wszyscy z oddziału przeistoczyli się w zwykłe kuce. W prawdzie dalej uzbrojenie, a zwłaszcza ciemne pancerze nie odpowiadały realiom rebelii, ale reszta wyglądała w porządku. Żołnierze Changeli byli przyzwyczajeni do takich akcji honor w bitwie nie sprawiał im większego problemu, były to siły stworzone z myślą o skuteczności. Jeden z kucy odezwał się, gdy IceSword zastanawiał się nad liną.

- Ja mam linę dowódco. - od razu wyjął ją i podał kapitanowi. 

 

W zamku pułkownik zmierzył lodowatym spojrzeniem przybyłych. Certain zdawał się ignorować błagalne spojrzenie swej towarzyszki. 

- Dobrze, jeśli Królowa została porwana musimy ją odbić. Czego potrzebujecie do akcji i jak chcecie to zrobić. A jeszcze jedno jakimi siłami dysponuje rebelia, chcę wiedzieć z czym mam do czynienia, wiecie chociaż to, czy też " nie zdążyliście zdobyć informacji o sile wroga" ? -  spytał lekko piorytowany pułkownik

Edited by kapi
Link to comment
Share on other sites

Fire fuknęła, wypuszczając spory obłok o zapachu róży. Tak na uspokojenie. Ale zaraz potem chmurka zmieniła woń na gryzącą siarkę spowodowaną poirytowaniem i złością. Smokokuc... Na uwięzi...

 - Mam nadzieję, że wybijemy ich zanim zdążą choćby pisnąć słowo - warknęła bardziej do siebie.

Link to comment
Share on other sites

-Dobrze.-odpowiedział zabierając linę.-więc Fire.-powiedział zmieniając się w przypadkowego pegaza-witamy w niewoli.-po czym z podłym uśmieszkiem związał ją. Tak symbolicznie dając jej na tyle luzu aby mogła dość swobodnie iść, skrzydła też były związane ale na tyle luźno aby smoczyca nie miała prawa się użalać.

-Na wszelki wypadek masz na tyle dużo luzu aby się uwolnić. Tni w tym miejscu.-powiedział wskazując odpowiedni węzeł-szpony ci wystarczą ale jak chcesz możesz pobawić się nożem.

Podszedł do Hearta i powiedział do niego-twoja kolej.-po czym zaczął wiązać mu ręce. Robiąc to zapytał jeszcze Fire-pytania?

Link to comment
Share on other sites

 Share

×
×
  • Create New...