Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
kapi

Średniowieczna Equestria [multisesja][tymczasowo zamknięta z powodu braku odpisów graczy]

Recommended Posts

Nad lasem zaczęło powoli pojawiać się słońce poranka, wszystko stawało się co raz jaśniejsze i choć gwiazda nie zaszczyciła wszystkich swą obecnością, to pojawiła się szara łuna nad horyzontem zwiastująca poranek po długiej i męczącej nocy.

 

Onyksis po zabiegu Clover poczuł kolejną ulgę. Złamanie przestało go w ogóle boleć, choć zapłacił za to chwilowym bólem ucisku kopyt klaczy. Jego umysł podpowiadał mu ,że ten opatrunek działa i, że niedługo kość się zrośnie.

 

Olo skradał się w napięciu w stronę cieni. Czaił się, powoli się zbliżał. Nagle na polane przyleciał znajomy świecący ptak Silverliefa i oświetlił twarze tajemniczych kucy. Olo poczuł ulgę, gdyż pośród traw siedziała Clover i Onyksis. Klacz wzięła zioła od ptaka, a po chwili zaczęła coś kombinować z głową ogiera. Następnie wywiązała się jakaś rozmowa pomiędzy nimi, a Onyksis przytulił Clover, która posmutniała. Nagle poderwała się i wtedy jej wzrok przejechał po linii drzew.

 

Clover rozejrzała się i spostrzegła małego kuca pośród drzew. Żelazo jego kolczugi posyłało lekkie błyski, klacz już chciała krzyczeć, albo uciekać, ale ogier podniósł się i pokazał. Clover rozpoznała w nim Ola i uspokoiła się.

 

W namiocie w obozie wywiązała się rozmowa pomiędzy Aiderose, a Tresure. Dalia opuściła miejsce gdzie byłą więziona, tuż po wyjściu Sacrum i udała się w ślady Melliona, który udał się za półsmokiem.

 

Sacrum weszła w las, szukała uważnie i w końcu natrafiła na sporawe obszary wgniecionej roślinności. Dziury układały się regularnie. Musiały zatem być to ślady bestii. Klacz już zaczęła iść po nich, gdy z krzaków wypadł na nią Silverlief. Spojrzała na niego i już chciała coś powiedzieć, gdy usłyszeli trzask gałęzi gdzieś z boku. Sacrum od razu poszła w tamtą stronę. Przedzierała się przez gąszcz roślin i nagle potknęła się. Podniosłą się i zobaczyła, przed sobą klacz, która skradała się przez las, za chwilę dołączył do nich Mellion, który rozpoznał w spotkanym kucyku Angel Wing, jednocześnie usłyszał ciche szmery z tyłu, odwrócił wzrok i pośród niknących cieni nocy dostrzegł Dalię.   

Edited by kapi

Share this post


Link to post
Share on other sites

- A to wy pierony kochane. - odparłem z ulga widząc Onyksisa i Clover. - A już żech myślał że to te Trihoofeńskie psy. W każdym razie, ja miołem owocną wyprawę. - poklepałem Wybebeszacza, i pokazałem kuszę i zakoszony topór. - Znalazłem mojego kamrata, na szczęście wiedział żeby nie oddalać się bez swojego pana, i parę fantów też. Kusze na drzewach nie rosną, podobnie jak forsa. Niesety tamtego drugiego ścierwojada nie znalazłem. Co dziwne trochę jest, bo to wyglądało jakby ktoś pomógł mu dać dyla, bo sam nie uciekł bo miał nogę przeze mnie potrzakaną. Ej, a gdzie reszta tej naszej zgrai?

Share this post


Link to post
Share on other sites

WRESZCIE! Nareszcie mogę znów podążać za tym wielkim potworem! Już miałam zacząć biec, gdy wpadł na mnie Silverleaf. Yhh... Tylko ja mam takiego pecha?! Chciałam mu wreszcie coś powiedzieć, ale gdy tylko otworzyłam usta, usłyszałam, a raczej usłyszeliśmy trzask gałęzi. Wiedziałam, że to może być potwór! Szybko odsunęłam Melliona i pobiegłam w stronę hałasu. I bęc... Przewróciłam się. Nawet nie wiedziałam o co! Dopiero po chwili zobaczyłam jakąś klacz. Wstałam, a chwilę później dołączył do nas Silverleaf. Wydawało mi się, że coś usłyszał, ale to już mnie nie obchodziło. Przykucnęłam obok kuca, o którego się potknęłam i przysłoniłam dokładniej głowę, by się mnie nie przestraszył. 

- Hej, nic Ci nie jest? Przepraszam, nie zauważyłam Cię - przeprosiłam najpierw i dokładnie się przyjrzałam klaczy. - Jestem Sacrum. Sacrum Rioto, zielarka i czarodziejka. Mam nadzieję, że nic Ci się nie stało, przez moje gapiostwo?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Oh umm... Witaj - Powiedziała lekko zdziwiona. - Mi nic nie jest ale jak z Tobą? - Przyglądając się zapytała z troską w głosie. Ja jestem Angel Wing - Odparła po chwili ale cały czas starała się zachować odstęp. Brak wiedzy o otaczającym ją terenie sprawiał, że wolała być jednak ostrożna. -Może Ty wiesz co tu się ogólnie dzieje? - zapytała - Nie jest tu ostatnio zbyt spokojnie - Dodała po chwili i usiadła na ziemi przyglądając się uważnie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Nie, nic mi nie jest, Angel - odpowiedziałam z uprzejmością. Może i byłam wredna i niemiła, ale potrafię też być bardzo miła! - Nie, nie wiem zbytnio o co chodzi, tak samo jak Ty. Ja tylko gonię pewnego potwora, którego zauważyłam - dokończyłam.

Widziałam, że klaczka nieco się boi. Głupio by mi było zostawić ją samą w tym lesie. No... Może nie samą, a z Mellionem, ale nie ufałam mu jeszcze tak do końca. Chciałam zabrać Angel ze sobą, tylko musiałam łagodnie jej to zaproponować, by nie uciekła i się mnie nie wystraszyła.

- Angel, a może...  To znaczy, nie chcę być nachalna, ale może... Pójdziesz ze mną? - subtelność na bok! Chcę ją zabrać, coś czuję, że może mi pomóc. Zbliżyłam się do jej ucha i wyszeptałam. - Tu nie jest zbyt bezpiecznie, a mnie nie musisz się bać...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gdy tylko Saracum się zbliżyła Angel dotknęła kopytkiem swojej juki w miejsce, gdzie trzyma swój nożyk. Ale Jej głos był kojący a gdy podeszła i wyszeptała, że nie jest bezpiecznie jakoś dotarło do niej, że może warto się jak na razie z kimś trzymać bo faktycznie nie wiadomo co i jak może się stać. Wstała na nogi po czym oznajmiła. -Masz racje, niezbyt tu bezpiecznie a jak i tak nie mam gdzie się podziać więc czemu by nie iść razem... Jak to mówią... W grupie bezpieczniej.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak! - pomyślałam z uśmiechem na ustach. Może wreszcie znalazłam kompankę na resztę podróży. Chociaż Treasure też nie był zły, w przeciwieństwie do tej drugiej zielarki. Nawet nie wiem jak ona miała na imię... Nieważne! Angel się zgodziła!

- Dobrze, a więc chodźmy - rzekłam, po czym chwyciłam ją za kopytko i pociągnęłam lekko za sobą. Odwróciłam się do klaczki i znów się szeroko uśmiechnęłam, pokazując swoje, typowo smocze, kiełki. - Znalazłam już ślady tego potwora... Chcesz iść ze mną go szukać, czy może coś mniej straszliwego? - pociągnęłam rozmowę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mam nóż więc nic nie jest mi straszne - zaśmiała się idąc a po chwili pomyślała sobie - ciekawe co jest z jej ząbkami- i zapytała - Co jest z Twoimi ząbkami?... O ile mogę wiedzieć? -W tym czasie sprawdzała czy nie zostawiła nic i czy ma wszystko, co potrzebuje na wyprawę. Szukała czegokolwiek do przegryzienia bo w brzuszku mogło w każdej chwili zacząć burczeć.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Moje zęby? - troszkę się wystraszyłam. Wiedziałam, że klaczka może się mnie wystraszyć, gdy powiem jej prawdę. Jednocześnie nie chciałam jej okłamywać. - Na razie nie chcę o tym mówić. To dość... Długa i dziwaczna historia. Tak samo nie chcę ściągać swojej peleryny, jeśli pozwolisz. Powiem, kiedy nadejdzie właściwa pora - zakończyłam i miałam nadzieję, że przez pewien czas nie powrócimy do tego tematu. Nigdy nie wiem jak zareagują...

Wiedziałam jednak, że mogę z Angel szukać potwora. Było widać, że nie jest już aż tak wystraszona jak na początku. Nawet sobie żartowała. To dobry znak. Wróciłam na drogę, na której znalazłam ślady tego wielkiego stwora. Od razu zabrałam się za podążanie za nimi i jednocześnie szukałam nowych ziółek do moich zbiorów. Miałam też nadzieję, że znajdę coś do jedz... Chwila. Wstałam znad ziemi i zaczęłam szukać w swoich jukach czegoś do jedzenia. Może będę miała tego na tyle dużo, że podzielę się z klaczką.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeśli nie chcesz mówić, rozumiem to. Nie każdy chciałby zwierzać się innym po paru minutach przebywania z daną osobą - dodała, rozumiejąc o co chodzi. Ja muszę Cie uprzedzić, że w okolicznych miastach może być ciężko jeśli chodzi o mój pobyt tam... Powiedzmy, że kilka... Ekhem.. Kilkadziesiąt razy zdarzyło mi się zabrać to, co nie należało do mnie ale musiałam jakoś przeżyć... - Tłumaczyła lekko poddenerwowana.  - Nie zrozum mnie źle... Nie chciałabym, żebyś myślała, że to ma jakikolwiek wpływ na to jak będę Ciebie i innych traktowała... Także um... Może... Może po prostu będę już cicho - zakończyła zakłopotana i po opuszczeniu pyszczka do ziemi odsunęła się kilka kroków od towarzyszki.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gdy wreszcie znalazłem Sacrum, dołączyła się do nas Angel. Jednak zauważyłem też w cieniu, że ktoś wyruszył za mną, mogłem się domyślić, że tą osobą jest poznana nie dawno Dalia.

- Angel mówiłem, że byś nie wychodziła, przecież w tym lesie jest niebezpiecznie - powiedziałem spokojnie do niej.

Lecz, gdy poszły, postanowiłem ruszyć za nimi. Podczas spaceru z nimi, usłyszałem, że półsmoczyca, chce nadal gonić stwora rzekłem.

- Czy jej mówiłaś, że celem twoich poszukiwań jest mantikora? - zapytałem wiedząc, że nie powiedziała jej. - Zostaw tą bestię i wracajmy do obozu, chyba, że chcesz paść ofiarą bandytów - powiedziałem przekonująco do Sacrum.

Jednak po chwili zawołałem. - Dalio, możesz wyjść wiem, że tam jesteś.

Edited by PlaguePony

Share this post


Link to post
Share on other sites

(Yy... Ale my z Angel juz poszłyśmy. No raczej nie mógłbyś już do nas mówić, ewentualnie krzyczeć. Proszę,czytaj uważnie. Omija cię kilka postow, a ty zatrzymujesz sie w miejscu i wydaje sie, ze masz gdzieś co inni napisali. Wybacz,,ale ja to tak widzę. Sorka)

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Spoko nie ma sprawy - powiedziałem i wykonałem prośbę. Wziałem nóż i przeciąłem tobołki z którymi borykała sie Aiderose. - Bierz co swoje i zmykamy. Ty też - powiedziałem do milczącej klaczy. Po czym wyszedłem z namiotu i myślałem jak wrócić do naszego obozu.

Edited by Kitsun

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przeraziłam się bardzo widząc kogoś za krzakami, głupio mi było uciekać jednak postać wyłoniła się i poznałam sylwetkę niskiego kuca to był Olo- Wystraszyłeś mnie bardzo, nawet dobrze, że to ty anie jeden z tych bandytów- Wielka ulga po mnie spłynęła- A tak w ogóle jak z twoimi fizycznym samopoczuciem? Zostało mi jeszcze trochę mchu leczniczego.- Wstałam i obejrzałam rany kuca.- Ooo znalazłeś broń skąd ją masz?- Zdziwiona zapytałam, patrząc na nowe rzeczy Olo.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- A dobrze całkiem, ni ma to jak skubnąć trochę łupów wojennych. - odparłem pozwalając opatrzeć tego sińca co wcześniej się napatoczył podczas walki. - Zdobyte uczciwie na pokonanym przeciwniku. - rzekłem z dumą. - No, ale chyba wom nie przeszkodziłem w gruchaniu do siebie gołąbeczki? - zaśmiałem się lekko.  - Ale poważnie, gdzie jest reszta? No nie! - fuknąłem - To poszli na tych bandytów beze mnie?!

Edited by Ares Prime

Share this post


Link to post
Share on other sites

Słuchałam uważnie co mówiła Angel i kilka razy uśmiechnęłam się lekko. Mnie też się kilka razy zdarzyło kraść, ale jeszcze nikt mnie nie przyłapał. Poczochrałam klaczkę po grzywie.

- Rozumiem, rozumiem... - zaczęłam. - Najwyżej pożyczę Ci swoje nakrycie. Ja jakoś sobie poradzę - skwitowałam i miałam nadzieję, że nie będzie pytać. 

Po chwili usłyszałam coś za nami. Znowu Mellion... Cholera! Musiałam się teraz jakoś wytłumaczyć Angel. A niech to...

- Silverleaf! Odejdź proszę na chwilę... Zostaw nas - powiedziałam dosyć ostro do ogiera i zbliżyłam się do klaczki. - To nie tak... Oni podejrzewają, że to mantykora. Ja jeszcze nie wiem na pewno. Jestem prawie pewna, że nie zrobi nam krzywdy, bo gdyby chciało, już miało na to okazję. A jeśli teraz wrócimy z nimi do obozu, mogą wrócić bandyci i będzie źle - wyszeptałam do jej uszka. Miałam nadzieję, że ją przekonam. Jeśli nie, no cóż... Pójdę sama.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie ruszyłam się z miejsca, ignorując polecenie. Nie chciałam wyjść. Wiedziałam, że on mnie zauważył. Trudno, może teraz pomyśli, że odeszłam. Trwałam w ciszy tego miejsca na tyle, na ile mi pozwolono. Schroniona wśród zarośli czułam się bezpiecznie pierwszy raz od bardzo dawna.

 

Łza poleciała po futrzanej twarzy.

 

Chciałam od nich uciec, chciałam zostawić te kuce same. Ale nie mogłam. Przez to, że mnie uratowały, nie mogłam ich porzucić.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Uśmiech pojawił mi się na pyszczku kiedy tak słuchałam Olo- Z ciebie naprawdę dobry wojak, stój spokojnie maść, którą mam przy sobie powinna zadziałać na twoje dość duże siniaki- Wyjęłam z torby słoiczek i po wcierałam ją w obite miejsca kuca. Po czym schowałam ją z powrotem  do torby.- Powinna zadziałać na twoje siniaki.- Spojrzałam pytająco na kuca- Słucham? Jakie gołąbki? My tak rozmawiamy, zastanawiam się nad powrotem do domu, być może tam coś strasznego się stało.- Spuściłam głowę myślami będąc w swoim domu w śród rodziny. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Nawet jakby cokolwiek miało się stać to zawsze kwestia uniesienia się w powietrze to chwila więc wiem jak sobie radzić w takich sytuacjach. - Odpowiedziała, Po czym zaczęła co jakiś czas rozglądać się aby lepiej poznać teren, w którym się znajduje. - A więc tak to wygląda, gdy ktoś kogoś czochra po grzywie.. - rozmyślała idąc.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kwestia z Mellionem, który poszedł:

Wiadomo każdemu, że sesja na forum nie może rządzić się tymi samymi prawami co mówiona. Dlatego staramy się robić wszystko na logikę. Ponieważ PlaugePony nie mógł od razu zareagować na  Wasze odejście, a zrobił to dopiero w pierwszym napisanym przez Niego poście to na logikę, przecież widział jak odchodziłyście, więc miał pełne prawo pójść za Wami. Wydaję mi się ,że tak należy rozpatrywać takie sytuacje. Bo nic mu na przeszkodzie by nie stanęło, aby tak zrobić.

 

Sacrum i Angel szły śladami wielkich łap. Słońce podnosiło się co raz wyżej, a jego pierwsze promienie wyłoniły się zza horyzontu. Półsmoczyca sprawdziła w jukach czy ma coś do jedzenia. Na szczęście zabrała ze sobą na podróż sporą ilość chleba i różnych jadalnych roślin. Trochę mięsa też by się znalazło, ale na spokojnie miała wystarczająco dużo aby się podzielić. Angel nie miała tyle szczęścia ostatnią skradzioną rację żywności zjadła kilkanaście godzin temu.

 

Mellion kroczył za klaczami próbując nakłonić je do powrotu. Trop zwierza stawał się co raz bardziej niewyraźny i dlatego Sacrum nie mogła się rozglądać za ziołami, gdyż musiała skupić się aby nie zabłądzić. Drzewa zaczęły się przerzedzać co raz bardziej. Rozum podpowiadał ,ze za chwilę wyjdą na jakąś bardziej otwartą przestrzeń.

 

Treaure przeciął zwinnym ruchem liny i Aiderose mogła zabrać wszystko co chciała. Ogier wyszedł z namiotu w obawie przed Trihoofeńczykami i zaczął szukać drogi powrotnej, było to dość proste, gdyż połamane gałęzie i poodgarniane liście wyraźnie wskazywały na ścieżkę, którą przybył. Tak na prawdę mógł już ruszyć, tylko jego towarzyszki jeszcze nie wyszły z namiotu.

 

Dalia pozostała w bezruchu, ukryta w krzakach obok obozu bandytów. Czekała tam i obserwowała, bijąc się z myślami.

 

Na polanie Clover ucieszyła się z widoku Ola. Wyciągnęła trochę maści leczniczej i posmarowała mu obolałe kopyto. Początkowo ogier poczuł przyjemny chłód, a później jakby cały ból pomału ustępował. Środek wydawał się działać i to nawet bardzo dobrze. 

Edited by kapi

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przeraziłem się tym że jakaś dziwna postać czai się w krzakach, bałem się że to znowu oni, ale po chwili okazało się że to jedynie Olo. Starałem się nic nie mówić i pozwolić Clover rozpocząć konwersację. Kiedy klacz wyjaśniała ogierowi kilka ważnych rzeczy i leczyła jego rany, ja próbowałem wymyślić jak by tu skołować jakieś lustro by Clover przestała się obawiać. Obawiam się że nie posiadałem żadnego lusterka, ani nie orientowałem się nad jakimś jeziorkiem w okolicy, jednak zastanowiła mnie jedna rzecz.

- Clover, co by się stało gdybyś użyła swojej mocy patrząc komuś w oczy?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gdy tylko Treasure spełnił jej prośbę klacz pospiesznie zaczęła wyjmować z tobołków jej rzeczy.

- Dzięki wielkie - powiedziała do ogiera i wzięła w kopyta swój łuk. Zamknęła oczy i cicho westchnęła. - Mon cher arc... - wyszeptała.

Aiderose zarzuciła na grzbiet torbę, a następnie założyła kołczan pełen strzał oraz przewiesiła przez ramię łuk. Odgarnęła z oczu czarną grzywę i pospiesznie wyszła z namiotu. Rozejrzała się. Miała szansę uciec do lasu i w spokoju dalej szukać ziół. Jednak coś ją powstrzymywało. Jej zielone oczy spoczęły na ogierze, który widocznie szukał drogi powrotnej i chyba ją znalazł.

- Iść z nim, czy nie iść? - pomyślała.

Z jednej strony nie chciała, a zamiast tego pójść swoją drogą, a potem wrócić do Canterlotu. Z drugiej jednak chciała iść. Wyczuwała, że dzięki temu dołączy do jakiejś przygody pełnej ryzyka. Klacz lubiła ryzyko.

Po długim przemyśleniu Aiderose dała za wygraną.

- W co ja się pakuję... - westchnęła i bez słowa stanęła blisko Treasure'a.

Share this post


Link to post
Share on other sites

(Kapi, to nie tak... On na początku napisał posta, w którym nie uwzględnił tego, że my już poszłyśmy. Napisałam to tak, jakbyśmy siedziały jeszcze na dupie i rozmawiały, dopiero później poprawił, że nas dogania etc. Nie piszę takich rzeczy bez powodu.)

Trochę nie zrozumiałam Angel, ale chyba chodziło jej o to, że po prostu odleci, prawda? Na pewno... Gdy sięgnęłam kopytkiem do torby, znalazłam jedzenie. Duużo jedzenia. Wyciągnęłam kawałek chleba oraz kilka roślinek. Chleb podałam klaczce, a sama zabrałam się za jedzenie moich ziółek.

- To dla Ciebie - powiedziałam, biorąc do ust kolejną łodygę. - Śmiało bierz, mam tego dużo - dokończyłam i uśmiechnęłam się. Między zębami miałam zielone kawałki roślin. Musiało to wyglądać ohydnie, więc szybko zakryłam usta kopytkiem.

Ślady zaczęły się pojawiać coraz bardziej niewyraźne. Czyżby ten stwór umiał latać i starał się jakoś rozpędzić? A może jest już niedaleko! Tak, to na pewno to! Chwyciłam Angel za kopytko i pociągnęłam za sobą z zadowoleniem.

- To niedaleko! Na pewno! Zobaczysz, że miałam rację! Wszyscy zobaczą! Mwahhahaha - zaczęłam się śmiać dość psychopatycznie. To takie niekontrolowane.. Yhh..Na pewno ją tym wystraszyłam. Szybko spuściłam głowę i odsunęłam się od towarzyszki. - Ja... Przepraszam, to źle... Wyszło - wymamrotałam i zwolniłam kroku.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wzięła chleb i szybko zjadła, podekscytowana, że są już blisko ożywiła się i sama zaczęła szybciej iść. Nie zwracała uwagi na roślinki w zębach jako, że to był jej częsty problem.  - Masz racje, Na pewno już blisko. - Mówiła idąc razem z towarzyszką. Chlebek bardzo jej smakował, wystarczy na dwa dni jakby się uprzeć... - A właściwie to Hmm... Czego my tak właściwie szukamy? - Zapytała z głupim wyrazem pyszczka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...