Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Elizabeth Eden

[Gra] Wojna FOL - POZ [Human and Pony]

Recommended Posts

Imię: Jim Grayson pseudonim żądło
Wiek: 37 lat
Płeć: Mężczyzna
Strona: Zwykle neutralna obecnie POZ
Historia: Jim od najmłodszych lat musiał walczyć o swoje. Zamieszkując obskurną dzielnice Nowego Jorku. Gdy był
dzieckiem od najmłodszych lat fascynował się sztukami walki i wschodnią białą bronią zwłaszcza mieczami. W wieku
dwudziestu lat trafił do wojska. Podczas jednej z nieudanych akcji został uznany za zmarłego. A on się postarał
by tak zostało. Przybrał kryptonim żądło i został jednym z najlepszych płatnych zabójców. Wojna POZ i FOL go nie
interesowała. Do czasu aż po udanej robocie w Japonii w domu miał tajemniczego gościa. Dwie sprawy były tu dziwne
nikt nie wiedział gdzie mieszka a ten gość się jakoś dowiedział. A drugą sprawą było to, że gość był kucykiem.
Zaproponował ogromne zapłatę za pomoc, POZ. Widząc takie wynagrodzenie Jim nawet chwilę się nie zastanawiał nad
odpowiedzią. Wyruszył do Polski by znaleźć i pomóc POZ skończyć te dziwną wojnę.
Wygląd: Jim jest krótko ostrzyżonym brunetem o zielonych oczach z niewielką brodą. Jednak zawsze nosi na sobie
specjalną maskę. Która przypomina nieco maskę ninja. Przez co nikt nie widział jego twarzy od czasu, kiedy uznano
go martwym. Na sobie zawsze nosi specjalny zaawansowany czarny kombinezon.
Cechy charakteru: Bardzo pewny siebie, zawsze pozytywnie nastawiony i bezwzględny.
Zdolności: Zwinność, szybkość posługiwanie każdym rodzajem broni białej. Maska pozwala mu skanować twarz każdego
człowieka, dzięki czemu może na godzinę mieć jego holograficzną wersje twarzy. Kombinezon jest w stanie wytrzymać
wystrzał ze zwykłego pistoletu.
Pochodzenie: Ameryka

(Pozwolenie żeby dołączyć od Elizy)
 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Spokojnie przyleciałem do Polski. Po czym zameldowałem się w jednym z lepszych hoteli. Nigdy nie lubiłem jak było zbyt obskurnie. Zaniosłem do pokoju walizki. Po czym powoli zacząłem się rozpakowywać. Włożyłem kombinezon następnie nałożyłem maskę. Po czym na plecy położyłem miecz katana i kilka innych ostrzy pochowałem w różnych miejscach na wszelki wypadek.

-Dobra czas ruszać do roboty.

Wyruszyłem na miasto kryjąc się w mroku, kiedy nagle usłyszałem czyjeś krzyki. Wtedy spostrzegłem jakiegoś czubka męczącego te kolorowe koniki. Cóż w końcu za coś mi płacą pomyślałem. Spokojnie do niego podszedłem. Gość najwyraźniej mnie zauważył.

-Hej, co ty za jeden! Szukasz guza?

Spokojnie do niego podszedłem po czym szybko wbiłem w niego mały nóż. Szybko padł martwy pod moje nogi. Spojrzałem na koniki. Po czy puściłem im oczko.

-Lepiej uciekajcie to zabawy dla takich chłopców jak ja. Powiedziałem wesoło.

Koniki uciekły a ja schowałem ciało czubka i wyruszyłem na dalsze szukanie jakiś ludzi z POZ w końcu płacili mi za zadania od nich.

Edited by Magus

Share this post


Link to post
Share on other sites

( U dzięki tobie Eliza wpadłem na pomysł, mianuje się przywódcą FOL :D. Radzę sobie na razie, zawsze mogę wezwać kolegów z Rzeszy :D. Poza tym można zrobić kampanie rekrutacyjną)

Edited by Komputer

Share this post


Link to post
Share on other sites

Usłyszałem siedząc w swoim pokoju jakieś zamieszanie. Coś działo się na dachu. Wszedłem więc cicho i zauważyłem Michaela z dwoma źrebakami obok oraz FOL'owca z miotaczem ognia. Zakradłem się cicho od tyłu i nagle złapałem go ramieniem i zacząłem dusić.

-Uciekajcie, zatrzymam go.- zawołałem do nich i zacząłem powoli iść w kierunku krawędzi dachu ciągnąc tego łajdaka. Opierał się, ale byłem silniejszy, bo od dziecka trenowałem dużo. Zrzuciłem go z dachu do śmietnika. Nie wiedziałem, co z nim się stało, więc uciekłem szybko i ukryłem się w zaułku, a w swoim stroju włączyłem tryb maskowania, żeby mnie nie rozpoznał.

Edited by Lightning Energy

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Cholerny dziad... - Powiedziałem pod nosem, przez maskę przeciwgazową nie da się mnie tak poprostu udusić. Jednak czas na plan B, który zwie się helikopterem. Jakiś czas temu moi koledzy z Waffen SS przybyli na odpoczynek do Polski, tak się składa że akurat w tym mieście.

- Begrüßt, er braucht des Transportes! Er reicht euch Funkpeilungen, gonie die Ponys - Powiedziałem potyckim językiem do swych towarzyszy, odpowiedzieli mi że zaraz będą.

Wyjąłem karabin maszynowy i w przypływie furii zacząłem ostrzeliwać dach.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dalej krążyłem po okolicy poszukując kontaktów, od których miałem dostać zadania. Nagle usłyszałem coś dziwnego w okolicy. Cicho postanowiłem tam pobiec i sprawdzić, co się dziej. Kto wie może dziś mnie czeka ciekawa noc. Rozmyślałem bardzo zadowolony. Swoją drogą ciekawe czy ten kuc informował POZ, że mnie wynajął. Wtedy nie musiałbym się tłumaczyć przez większość dnia i nie byłoby nieporozumień.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Idąc w miejsce awantury zobaczyłem marznącego jednorożca. Klienci byliby niezadowoleni gdybym nic nie zrobił. Z nikąd nagle wyskoczyłem, po czym złapałem jednorożca pod pachę. Wyglądała na przerażoną.

-Spokojnie pracuje dla POZ zaraz znajdziemy jakieś ciepłe miejsce dla ciebie.

Uciekłem szybko w stronę swojego hotelu, po czym wskoczyłem nie zauważalnie do swojego apartamentu przez okno wraz z jednorożcem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

(No to ja, będę chamski i mianuję się jednym z głównych przywódców POZ :P . )

Wróg był coraz bliżej. Zaraz spłonę. Nagle ten POZowiec którego poznałem, zaczął ciągnąć tego chama nad krawędź i zrzucił go do śmietnika. No, należało mu się. Wtedy wstałem. Dzięki ci boże za kamizelki kuloodporne. Muszę coś wymyślić. Facet coś tam zaczął po niemiecku krzyczeć. Zaczął też nas ostrzeliwać. Wytrącił mi jeden pistolet z ręki. Zbliżyłem się do źrebaków. Staliśmy zasłonięci przez jedną z kolumn na dachu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Klacz była zmarznięta i chyba się mnie bała. Postanowiłem z nią porozmawiać. Dziwnie się czułem na myśl o rozmowie z konikiem. Ale dla pieniędzy zrobię wszystko.

-Nic ci nie jest?

Klacz nic nie mówiła tylko na mnie patrzyła. Ale w końcu po cichu się odezwała.

-Dlaczego mi pomogłeś?

-Bo pracuje dla POZ. Powiedziałem wesołym głosem.

-To, dlaczego nosisz te maskę?

Chwilę pomyślałem nikt nie mógł widzieć mojej twarzy to zbyt ryzykowne dla mojej profesji.

-Na wszelki wypadek. Posłuchaj tu jesteś bezpieczna chwilę z tobą posiedzę a gdy wrócisz do sił dalej wyruszę na poszukiwania. A ty tu na mnie grzecznie zaczekasz. Powiedziałem spokojnym wesołym głosem i mrugnąłem do niej.

Klacz milczą skinęła głową.

Share this post


Link to post
Share on other sites

( Dobrze mi tam :), mogę mieć wszystkich gdzieś :P)

 

Jeszcze dwie minuty i będą, nagle zauważyłem drabine prowadzą na dach.

- Bingo! - Krzyknąłem i zacząłem się wspianać, byłem wkurzony. Gdy byłem już na szczycie po minucie wspinania się szukałem wzrokiem POZowców - Wychodźcie tchórze! - Krzyknąłem i zacząłem strzelać w każdą stronę, nikt mnie nie będzie wrzucał do śmietnika.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wyszedłem zamaskowany z zaułka i zobaczyłem helikopter FOL ostrzeliwujący dach z kucykami i POZ'owcem. Wziąłem karabin do ręki i wystrzeliłem w zbiornik paliwa. Helikopter spadł cały w płomieniach.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Co tu robił helikopter FOL? Nein, nie wzywałem go... - Po czym wróciłem do ostrzeliwania POZowców, tym razem szturmując. Lepiej wymusić walkę bezpośrednią niż walkę pozycyjną, miał siekierę więc miałem przewagę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ten facet znowu tu wszedł i zaczął wszędzie strzelać. Ja byłem na szczęście osłonięty przez kolumnę. Wystawiłem broń i oddałem kilka strzałów w kierunku FOLowca. Nie wiem czy trafiłem. W między czasie, przeładowałem pistolet.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Poczułem że kilka pocisków przeleciało obok mnie, a jakieś dwa trafiły w pancerz. Nic mi nie zrobiły, jednak udało mi się dobiec do osłon POZowców. Wyjąłem topór i zamachnąłem się tak aby trafić wroga po drugiej stronie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Usłuszałem że wróg się zbliża. Nie wiedziałem co robić, aż nagle mnie olśniło. Kiedy tylko uderzył w moją stronę siekierą, uchyliłem się i udpiąłem płaszcz. Narzuciłem go na niego i związałem szybko sznurkiem, poczym nałożyłem mu mój kapelusz.

- Pozdrowienia od Michaela. - Powiedziałem, łapiąc źrebaki i schodząc z budynku. Trochę zajmie, zanim się wydostanie. Zauważyłem w okolicy właz ściekowy. Wyciągnąłem go i wraz z kucykami, zeszliśmy do ścieków. Jeśli ten facet teraz też nas odnajdzie, to naprawdę jest wrzutem na tułku. Piwinno mu wystarczyć że zabił ich rodziców. Zacząłem biec w kanale, trzymając źrebaki.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Teraz byłem naprawdę wsciekły, zrzuciłem tą szmatę trochę mnie bolało bo musiałem użyć miotacz ognia. Po czym zeszłem z budynku

- No naprawdę?  Do ścieków muszę wchodzić? - Zauważyłem że obok niego wylądował helikopter, różnił się tym że zamiast napisu " FOL" miał swastykę. Z niego wyszło pięciu żołnierzy SS

- Dobra czegoś chciał?

- Mówiłem ci, pomóżcie mi i tyle. Wyślij trzech ludzi aby wziąść tego POZowca z dwóch stron! - Powiedziałem po czym skoczyłem z jednym esesmanem i pobiegliśmy, po echu kroków wiedzieliśmy którędy idzie. A druga trzy osobowa grupa go zatrzyma, chyba.

Edited by Komputer

Share this post


Link to post
Share on other sites

Usłyszałem kroki. Ktoś mnie gonił! Gdyby nie to że trzymam te źrebaki, to zacząłbym przeklinać. Biegłem przed siebie, gdy nagle zobaczyłem grupę trzech wrogów. Wystrzeliłem pary razy z pistoletu. Jeden z nich upadł, a ja skręciłem w boczny tunel. Ucuekałem dobre parę minut, trzumając źrebaki na rękach, gdy nagle koniec tynelu odciął mi drogę. Kończył się sporą przepaścią. Na dole, woda prawdopodobnie trafia do rzeki. Zatrzymałem się i odwruciłem. Widziałem czterech wrogów i tego diabła zmierzających w moją stronę. Spojrzałem na źrebaki. Kiwnęły głową, jakby wiedziały o czym myślę. Spojrzałem FOLowcowi prosto w oczy.

- Sad... so sad... . Wybacz, ale nie tym razem. - Odskoczyłem do tyłu z uśmiechem na ustach. Zacząłem spadać w dół, aż uderzyłem o wodę. Nurt mbie gdzieś porwał, a na tafli było widać mój sweter.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Powiedzcie proszę że macie jakąś sondę... - Powiedziałem robiąc facepalma

- Ja! Mamy coś w stylu łodzi podwodnej z kamerą!

- To ją wyślijcie fegelein!

- Jawohl! - Odpowiedzieli chórem i po przygotowaniu kamery podwodnej o długości dwóch metrów rzucili ją w dół, ona popłynęła zgodnie z nurtem. Jest szybsza niż taki człowiek który tam stał i jest ciągnięty przez nurt

- Ta rzeka wpada gdzieś?

- Ja! Rzeka wpada do pobliskiego jeziora!

- No to tam idziemy! - Po czym wyszliśmy ze ścieków, helikopter na nas czekał i polecieliśmy w kierunku jeziora. Tylko tam rzeka wpada, gdzie indziej nie może.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nurt ciągnął mnie. Byłem pod wydą, a źrebaki się mnie trzymały. W końcu, prąd się nieco uspokoił. Kucyki weszły mi na grzbiet, a ja spostrzegłem coś jak łudź podwodną. Widziałem już coś takiego i wiedziałem że ma kamerę. Na szczęście zawsze trzymam pistolety w kaburze, zabezpieczającą broń przed czynnikami zewnętrznymi. Odpiąłem kaburę i strzeliłem w tą łudkę która teraz dryfowała na powieszchni.

- Przeklęty FOL! - Powiedziałem oddając strzał w obiektyw i łapiąc broń w zęby. Ponieważ prąd się zmniejszył, udało mi się dopłynąć do brzegu, jakieś 50 metrów od jeziora. Zacząłem ponownie biec, trzymając źrebaki. Nie miałem już dużo sił, ale udało mi się dobiec do miasta. Uciekałem przez ulice pełne ludzi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Znowu.... ? - Zapytałem widząc jak ten gnój ucieka z jeziora, do tego uciekł do miasta. Helikopter latał nad miastem szukając tych źrebaków

- UWAGA! JAKO IŻ NA TYM TERENIE ZNAJDUJE SIĘ TERRORYSTA POZ, UPRZEJMIE PROSIMY O UKRYCIE SIĘ W DOMU! - Rozległ się komunikat z głośników w śmigłowcu, na szczęście ludzie posłuchali i po kilku minutach było pusto. Teraz idealnie było widać człowieka z źrebakami, teraz nie wywinie sie. Nikt go nie chciał zaprosić nienawidzili to kucy.

- Ostrzelać go! - Wydałem rozkaz, reszta tylko przytaknęła, po czym w POZowca poleciała seria z trzech CKM'ów. Jednak te pociski były paraliżujące, jeśli to nie trafi to lepiej dać sobie spokój.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Będąc już w domu zdałem sobię sprawę z tego o czym powinienem pamiętać a o czym zapomniałem... trzeba otworzyć sklep, klient nasz pan jak to mówią-pomyślałem, za nim jednak wyszedłem wziąłem ze sobą cztery fiolki eliksirów alchemicznych-nigdy nic nie wiadomo a żyjemy w dość specyficznych czasach-powiedziałem sam do siebię i ponownie wyszedłem z domu, udając się w kierunku swego sklepu z militariami, chociaż określenie "sklep" jest tu na wyrost, bardziej sklepik...otworzyłem go, po pół godzinie wszystko było gotowe na przyjęcie klientów, ja natomiast usiadłem na krześle nogi zarzuciłem na blat i z założonymi słuchawkami słuchałem ulubionej kapeli, czyli AC/DC

Share this post


Link to post
Share on other sites

Szedłem tunelem kanalizacyjnym szukając swojego celu. Według opowieści mamy TO znajdowało się gdzieś w tej części miasta. Doszedłem do końca tunelu wymurowanego cegłami i nacisnąłem trzecią cegłę od górnego lewego rogu. Ściana odsunęła się i ukazał się spory pokój z telewizorem, kanapą, krzesłami i stołem. Ściana za mną się zamknęła. Tajny schron wujka Alfreda jeszcze za czasów komuny Polskiej. Mój wujek był z Polski i zbudował to miejsce, aby ukryć się przed Niemcami. Teraz jest moim schronem przeciw FOL. Pod kanapą był też mały składzik z bronią z zamkiem szyfrowym. Na szczęście znałem do niego kod, ale go nie otwierałem jeszcze. Wiedziałem, że przyda się na później.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
This topic is now closed to further replies.

×
×
  • Create New...