Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Elizabeth Eden

[Gra] Wojna FOL - POZ [Human and Pony]

Recommended Posts

Ten durny FOL wydał rozkaz by wszyscy się ode mnie odsuneli. Terrorysta... to oni są terrorystami... . Ja nie zabił bym nikogo kto na to nie zasłużył. Nikt nie chciał mi pomóc. Zamknąłem oczy, wiedziałem co zaraz nastąpi. FOLowiec zaczął strzelać.

- Wybaczcie mi... . - Powiedziałem, a po moim poliku poleciała łza. Otworzyłem oczy i okazało się że żyję. Co się stało? Mały jedrożec unosił się nade mną. Jego oczy były białe i pulsowały energią, a mnie i małą pegaz otaczało pole magiczne.

- Proszę... zostaw nas... proszę... proszę! - Powiedział źrebak przez łzy. Nagle wystrzelił strumieniem energii w helikopter który musiał awaryjnie lądować, a nas nadal otaczała bariera.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wyszedłem ze ścieku i zauważyłem Michaela i te źrebaki, z czego jednorożec miał świetliste oczy i latał. Zaskoczyło mnie to trochę, ale po chwili zakradłem się do nich i powiedziałem:

-Hej, jeśli chcecie żyć chodźcie za mną.

Skierowałem się do studzienki ściekowej zachęcając ich, by szli za mną.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Helikopter spadł niczym kamień na ziemię, ja trzymałem się za głowę i chwiejnie wychodząc z resztą esesmanów. Teraz dopiero dało się zauważyć u nas opaski ze swastyką, w końcu jeden towarzyszy krzyknął a raczej rozkazał.

- Opuść to coś na ziemię w imie IV Rzeszy! - Każdy wycelował w stronę źrebaków i POZowca, ja chwiejne szłem za swoimi. Po jakimś czasie zrobiono pół księżyc wokół pola magicznego.

- To już koniec! Poddaj się to przeżyjesz! - Krzyknąłem stojąc kilka centymetrów przed tarczą, w ręce trzymałem karabin maszynowy. Spojrzałem na zegarek i mało się nie przewróciłem - Kurna, to już?! Dobra oddaj te źrebaki bo się śpieszę na stację! - Nagle zauważyłem chyba drugiego POZowca, gestem ręki dałem mu do zrozumienia że ruszy się tylko to będzie po nim.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Deszcz ze śniegiem, który padał nad miasteczkiem, w którym działa się straszna gonitwa, zamienił się w śnieg. Temperatura ZNOWU spadła. -30 stopni na termometrze. Takiej zimy świat nie widział...

Edited by Elizabeth Eden

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zostałem otoczony przez tych dupków. Kazali mi się poddać, a ja nie miałem zaniarów. Źrebak jednak długo tak nie wytrzyma. Złapałem go i wspólnie z siostrzyczką ciepło przytuliłembi uklęknąłem na ziemi.

- Nie pozwolę was skrzywdzić... . Jeśli was zabiją,to tylko ze mną... . - Młody jednorożec przutulił się jeszcze mocniej i nagle wszystkich oślepiło potężne światło, a ponadto zaczął padać śnieg. Kiedy otworzyli oczy, mnie i źrebaków nie było. Przeteleportowaliśmy się w miejsce znane tylko zszokowanemu umysłowi młodego jednorożca.

Share this post


Link to post
Share on other sites

( Jeszcze ktoś raz zdrobni mój nick to nie daruję... )

 

Spojrzałem zaskoczony na tą teleportację, trzeba było sobie darować łapanie tego źrebaka. Teraz było trzeba odebrać specjalną przesyłkę z Rzeszy która przyjedzie pociągiem, ta rzecz pozwoli wytłuc kuce z tego miasta. Usłyszałem rosyjski akcent, to pewnie ten snajper który miał ich wspomóc

- Te szmaty z POZu uciekły! Zaraz idę na stację odebrać ważną przesyłkę i załatwić pewną sprawę w FOL, jak się zgodzisz na pomoc w pewnej operacji w naszej organizacji to wyjawie ci szczegóły - Po tych słowach zacząłem iść ku stacji kolejowej.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Ja! To dobrze! Stacja kolejowa jest minutę drogi stąd, a tak się spytam jaki masz światopogląd i jak się nazywasz? Zdradzę ci tylko że w moim planach leży pomoc FOLowi poprzez zmiane głównego dowódcy, niektórzy uznają to za zdradę ale nie wszyscy. - Po tych słowach wyjąłem telefon i zacząłem coś na nim pisać, a konkretniej sms'a do zaufanego przyjaciela w FOL.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Siedziałem w schronie i analizowałem, co się stało. Cała trójka na moich oczach zniknęła w dziwnym świetle. Ten mały źrebak ma większe umiejętności niż się mi wydawało. Wyciągnąłem butelkę szkockiej whiskey i napiłem się modląc się jednocześnie, by nic im nie było.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Walić go! I tak go zniszczymy jak dojedzie przesyłka z Rzeszy! Ja jestem Kristian Konig Jörg Thalberg i jestem nazistą, tylko mnie nie wyzywaj. Hah - Powiedziałem radosnym tonem, po dotarciu na stację usiadłem spokojnie na ławce - Jeszcze tylko kilkadziesiat sekund i będzie pociąg.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Jawohl! Jako iż głowna baza FOL jest w tym mieście, udam się tam na rozmowę z przywódcą na temat pomocy militarnej Rzeszy dla nich. Tak się składa że w naszej organizacji mam wielu sojuszników, wszyscy naziści i faszyści potajmnie mnie poparli, i połowa komunistów. Będziemy mieli ciężkie wsparcie, głównym celem jest zabicie przywódcy FOL i utrzymanie do tego czasu jak najdłużej korytarza prowadzącego do jego pokoju. Gdy to się uda mianuję się albo kogoś innego naczelnym dowódcą i załatwi się wsparcie od Fuhrera. O! Pociąg już przyjechał! - Mało nie krzyknąłem gdy przed nami zatrzymał się szarzy pociąg pancerny, wisiały na nim nazistowskie flagi i swastyki. Wstałem i podeszłem do jednego z większych wagonów, jakiś żołnierz niemiecki podszedł i podał mi papiery do podpisania, szybko się za to wziąłem. - W tym wagonie jest nasze cięższe wsparcie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kiedy zimowe słońce rozświetliło niebo zebrałem się do kupy obudzony charkotem telewizora. Znowu Darek z Gośką będą siedzieć przed nim do obiadu. Ech, przynajmniej ich dzieci nie są takie. Odkąd przyjechały, zaglądają wszędzie, pytają, pomagają. Widać, że służy im pobyt w naszej wiosce. Szybko, tak by nie siedzieć zbyt długo na plebanii zjadłem śniadanie, odprawiłem nabożeństwo poranne, a potem pojechałem do Przemyśla. Nie zmieniałem stroju, wzięliśmy tylko z Ihorem trochę pustych skrzynek na zapasy. Po drodze dowiedziałem się z radia o ataku jakiejś bojówki nazistowskiej na hotel. Sławyty Boha, nie poranili ludzi, tylko ich wystraszyli. Za to zginęła dwójka tych całych kucyków od bariery i wysiedleń. Podobno w akcji brał udział nawet helikopter. Odmówiłem krótką mołytwu za pomerłych. Miałem kilka spraw, a jeszcze Ihor musi naprawić żuka, patomu rozstaliśmy się do popołudnia. Wysłałem pieniądze do Tarnopola, odwiedziłem kilku chorych znajomych, później poszedłem zobaczyć miejsce zajścia. W sutannie i kufajce.

Share this post


Link to post
Share on other sites

[Nie żeby coś, ale w Polsce nikt nie przymykałby oczu ani raczej nie popierał nazizmu. Tak tylko pro forma napomykam. Ach, sory za doubleposta, ale piszę z PS3.] 

Byłem wstrząśnięty brutalnością zbrodni. Pamiętałem, że to kuce sprowadziły barierę, lecz mimo to nie mogłem zrozumieć dlaczego tę dwójkę spotkał tak marny koniec. Nie namyślając się długo przeżegnałem się i rozpocząłem głośne modły. Wkrótce do mocnego głosu popa dołączyło kilka nieco słabszych spośród gapiów. Ukraiński śpiew niósł się daleko po polskiej ulicy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

( Nigdzie nie pisałem że to konkretnie wszyscy polscy naziści, mogą być również Niemcy i inne narodowści. Poza tym to jest troszkę inny rok, skoro jest IV Rzesza to może niektórzy zainteresowali się nazizmem)

 

Po podpisaniu papierów spojrzałem na wagon, żołnierz podał mi pilot. Otworzono wagon a w nim stał czołg z dwoma miotaczami ognia, szybko ruszyłem gałką na pilocie i czołg zjechał z wagonu

- Dzięki temu uda nam się pokonać lojalnych naszemu przywódcy. Możesz ich załatwić, nie mam nic przeciwko temu. Za 2 godziny zaczynam akcję przewrotu - Powiedziałem radosnie.

Edited by Komputer

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pojawiłem się wraz z źrebakami w nieznanym mi miejscu. Mały ogierek zemdlał, a jego siostrzyczka nadal marzła. Byliśmy ukryci w jakiejś uliczce. W okolicy był jakiś hotel, a ja usłyszałem jakiś śpiew. Wydaje mi się że to Ukraiński. Przytuliłem źrebaki by nie było im zimno.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Ok, ja już lecę do głównej bazy FOL - Po tych słowach razem z zdalnym czołgiem poszłem do helikoptera który cały czas stał, helikopter ma go przetransportować na miejsce.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Jawohl! - Zaśmiałem się po czym wciągnąłem snajpera na pokład, helikopter podniósł się, złapał kleszczami czołg i ruszył w kierunku bazy FOL. - Szykuje się interesujący dzień w całym FOL czyż nie?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gestem ręki przytaknąłem, po jakiś kilku minutach wylądowaliśmy w bazie FOL. W środku było więcej żołnierzy niż zwykle, czyli przygotowania szły pełną parą. Co do czołgu montowano w nim gotową SI, 20 minut i gotowe dzięki gotowym elementom.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Ojć, trochę za szybko no trudno. Więc rozpoczynamy operację - Kilka minut później w całej bazie FOL była niezła strzelanina, ja szłem razem z dwoma oddziałami do pokoju naszego byłego szefa. Szykowała się godzinna bitwa, może dłuższa. SI była prawie skończona, walkę było słychać chyba na pół miasta bo w ruch poszły granatniki.

Jednak ze swoimi oddziałami posuwałem się naprzód, jeszcze tylko pięć pięter i będe na miejscu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie wiem czy dalej byłem w tym samym mieście, ale byłem pewny że to inny hotel niż tamten. Spokojnie pszerzedłem obok tych śpiewaków i skierowałem się do recepcji. Zamówiłem pokój i ponownie się w nim zamknąłem. Ani ja, ani źrebaki, nie miały już siły. Było już ciemno, więc położyłem kucyki obok mnie i obaj zasneliśmy.

(To pokój obok pokoju Magusa ;) )

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po 20 minutach dotarłem do pokoju byłego szefa, dwóch medyków zajęło się rannym snajperem a reszta walczyła z lojalistami. Po kilku minutach było po nich, podchodząc do byłego szega zobaczyłem że jest ranny.

- Wiedziałem... że nie można ci ufać... niech szlag trafi rzeszę nazisto... - wysyczał plując krwią

- Ojć, bo jeszcze się wzruszę. A teraz na poważnie żegnaj - Po czym nacisnąłem spust pistoletu, było już po nim. Moi żołnierze pokonywali lojalistów teraz to trzeba ogłosić w całym budynku. Podeszłem do mikrofonu i go włączyłem.

- Drodzy FOLowcy którzy poparli mnie! Zwyciężyliśmy, teraz staniemy się potężni! Wszyscy lojaliści mogą przyłączyć się do mnie! - Jak się spodziewano lojaliści złożyli broń, nowy dowódca może oznaczać duże zmiany.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Budzi mnie dźwięk budzika na sprężynę jeszcze PRLowskiej produkcji. Wstałem pośpiesznie utykając na nogę gdzie po wczorajszym upadku pojawił się ogromny siniec. Wyjrzałem przez okno a tam śnieg z deszczem. Przekleństwo, jeśli to zamarznie. Kuśtykam do kuchni i otwieram lodówkę. Pusta tylko jajka są. Biorę i robie sobie z nich śniadanie.

Do roboty wyszyłem o 7 zahaczając o sklep by kupić gazetę. Na pierwszej stronie. „Kolejny zuchwały atak FOLu a POZ odpowiada…”.  Po ********** są jedni z drugimi po prostu nie normalni. Niech się wybijają. Póki, co to mnie nie dotyczy jest okej. Machnąłem ręką.

Dochodzę do warsztatu a pod nim policja drzwi wywalone. Wszystko jasne włamanie było. Nie pomyliłem się. Szef kazała do domu to prawie poszedłem tylko do baru, bo, po co mam sam w chałupie siedzieć? Idąc tak zastanawiałem się. Kto to do ******* zrobił?

Siadam w ciepłym barze zastanawiając się, kto. Co ja teraz zrobię a jak mnie z roboty wywalą i zamkną warsztat.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Podszedłem do łóżka zabójcy który przyczynił się do zwycięstwa

- Muszę ci pogratulować! Gdyby nie ty cała bitwa potrwałaby dłużej, niedługo zajdą duże zmiany w FOL a niedługo ruszą dostawy z Rzeszy dla nas. Więc odpoczywaj a ja idę załatwić papierkową robotę - Rzekłem i wyszłem ze skrzydła szpitalnego, kierując się do swego nowego gabinetu. Na miejscu przywitała mnie skromna ochrona dwóch żołnierzy, usiadłem na fotelu. Cały pokój był ogarnięty po bitwie, a budynek jest w naprawie.

Teraz czas podpisać dokumenty o współpracy Rzeszy i FOL oraz unowocześnienie uzbrojenia, wysłałem kilka śmigłowców do patrolowania miasta w poszukiwaniu tych źrebaków. Jak się skończy radar to się ich odnajdzie, nawet czołg pojechał szukać tych przeklętych POZowców.

 

Nad całym miastem latały śmigłowce z napisem " FOL" które patrolowały już od godziny miasto, na ulicach były małe oddziały żołnierzy. Na razie trwał pogrom kucy, zabito na razie jakieś 9 kucyków ale liczba zwiększy się z czasem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Postanowiłem poszukać Michaela i źrebaki, by jakoś im pomóc. Przebrany za zwykłego przechodnia przechodziłem przez miasto i pytałem ludzi, czy nie widzieli czasem człowieka z dwoma źrebakami u boku. Trop zaprowadził mnie do jakiegoś hotelu. Recepcjonistka odpowiedziała, że jest tu taki jeden człowiek, który niedawno zajął jeden pokój. Poszedłem więc i dotarłem do wskazanego przez nią pokoju i kulturalnie zapukałem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Obudziłem się. Żrebaki nadal spały, lecz po chwili, oboje się obudzili. Usiadłem na łużku i postanowiłem z nimi porozmawiać.

- Lepiej się czujecie? - Spytałem.

- T... tak. - Odpowiedziała klaczka.

- D... dlaczego to zrobiłeś? - Zapytał ogierek.

- Jestem waszym przyjacielem. Nie pozwoliłbym was skrzywdzić. - Uśmiechnąłem się.

- Dziękuję.. - Powiedziała klaczka i mnie przytuliła.

- Ja też... - Powiedział jej brat i także mnie przytulił. Zauważyłem że na jego boku pojawił się cutie mark, spadająca żółta gwiazdka. W pokoju miałem radio z którego dowiedziałem się o ataku nazistów i FOL. Na szczęście z tego co się dowiedziałem byłem na obrzerzach miasta. Nieco czasu potrwa zanim tu dotrą. Gdybym miał teraz jakiegoś sprzymierzeńca... Nagle usłyszałem pukanie. Wyciągnąłem pistolet.

- Kto tam?!

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
This topic is now closed to further replies.

×
×
  • Create New...